07.06.2014, Maringa, Brazylia
Kolejny dzień w Spale trwał już w najlepsze, a siatkarze kończyli właśnie swój trening. W tym samym czasie, na drugim końcu świata, w Brazylii, do życia budziła się kolejna grupa polskich siatkarzy. Byli to przedstawiciele tak zwanej kadry B, rezerwowy skład naszej reprezentacji. Wczoraj dolecieli oni do Maringi, i od razu poszli spać. Wcześniej, przez parę dni, trenowali... w Rzeszowie, na Podpromiu. Dlaczego właśnie tam? Bo Andrzejowi Kowalowi nie chciało się ruszać przed wylotem w inny zakątek naszego kraju. Proste, prawda? Zawodnicy po prostu przyjechali do niego... Jako, że nie uważano udziału naszych najlepszych reprezentantów w pierwszych meczach tegorocznej Ligi Światowej za konieczny, wysłano na nie właśnie drugi garnitur. I nawet trenera tych rezerw. Po co elita ma się przemęczać? W Brazylii zawsze grało im się trudno, a dla tych młodszych zawodników będzie to doskonała okazja do tego, by się sprawdzić na poziomie międzynarodowym. Dla młodszych i także dla tych mniej doświadczonych, a już bardziej zaawansowanych wiekiem. Może nie były to jeszcze jakieś dinozaury, bo najstarsi z nich mieli po 30 lat, ale meczy w kadrze to oni zbyt dużo nie rozegrali. Jako starsi zawodnicy mieli jednak służyć swoim boiskowym doświadczeniem dla swoich młodszych kolegów, którzy jednak znacznie przewyższali liczebnie tych nieco starszych. Od kogoś ten narybek, ta przyszłość polskiej siatkówki, musiała się jednak uczyć... Co dziwne, wszelacy eksperci wręcz piali z zachwytu nad składem tej kadry. Uważali, że jest doskonale wyważona, a powołani zawodnicy faktycznie reprezentują poziom, który pozwala im ocierać się o reprezentację. Nie byli pewni może w przypadku dwóch nazwisk, które były raczej mało znane przeciętnemu Kowalskiemu. A skoro o Kowalskich mowa, któż z was zna niejakiego Tomasza Kowalskiego? Nikt? To było do przewidzenia. Możliwe, że sami dziennikarze go zbytnio nie kojarzyli, bo do tej pory nie zasłynął w żaden sposób ze swojej gry. No ale jak miał się czymś wyróżnić gość, który grał do tej pory w zespole pierwszoligowym. Powołać zawodnika z I ligi... szalone, ale... w tym szaleństwie jest metoda. W sumie, to nie wiadomo, czy można by nazwać go wciąż graczem pierwszoligowym, bo akurat jego drużyna dostała awans do PlusLigi. Kowalski od tego sezonu grać będzie bowiem w MKS'ie Banimex Będzin, do którego przeniósł się z drużyny, która to przegrała bój o awans do PlusLigi właśnie z Będzinem. Beniaminek z Będzina nie wydawał się jednak być taką drużyną, która mogłaby namieszać w lidze w przyszłym sezonie, ale cóż, nigdy nie mów hop... A nuż się okaże, że ten teoretycznie słaby skład coś potrafi i zaskoczy? Prawda jest jednak taka, że na będzinian nikt nie liczył, chyba nawet ich kibice niespecjanie wierzyli w to, że ta drużyna jest w stanie coś ugrać... Wszyscy skazywali ich na walkę o uniknięcie zajęcia ostatniego, czternastego miejsca w lidze. Znacznie więcej obiecywano sobie po drugim beniaminku PlusLigi, Cuprum Lubin, w którym to znalazło się kilku graczy doświadczonych, mających za sobą przeszłość w najwyższej klasie rozgrywkowej w siatkówce. Łomacz, Rusek, Gromadowski, Kadziewicz... Budowała się tam naprawdę fajna ekipa. Także z tej ekipy, w reprezentacji, prowadzonej przez kochanego przez wszystkich siatkarzy Resovii, trenera, Andrzeja Kowala, znalazł się jeden zawodnik. Był to młody atakujący, Szymon Romać. W klubie był raczej szykowany na zmiennika Apollo, a nie gracza pierwszoplanowego, jednakże najwyraźniej ktoś coś w nim dostrzegł, skoro postanowił wysłać mu powołanie do drużyny narodowej. I trzeba przyznać, że ta właśnie nominacja broniła się. Romać się bronił. Swoją postawą na treningach, zwłaszcza podczas gierek pokazywał, że zasłużył na to wyróżnienie. Że w przyszłości może być naprawdę ciekawą alternatywą na pozycję atakującego w reprezentacji Polski.
To właśnie były te dwa nazwiska, których przeciętny kibic siatkówki mógł nie kojarzyć... Pozostałe mogły mu się już obić o uszy, zwłaszcza jedno z nich. Oto bowiem, wygląda na to, że Andrzejek tak bardzo stęsknił się za swoim najlepszym środkowym z klubu, że postanowił mieć na zgrupowaniu kadry kogoś o tym nazwisku. A że takowy siatkarz grał w Transferze Bydgoszcz, również na tej samej pozycji, i prezentował całkiem przyzwoity poziom - Kowal nie wahał się ani chwili przed tym, by do Jana Nowakowskiego wysłać powołanie do kadry. Zbieżność nazwisk z pewnym blondynem z Rzeszowa była jednak zupełnie przypadkowa. Chociaż Johny, jak go nazywali koledzy, również był blondynem. Był młody, jeszcze niedoświadczony, lecz cholernie ambitny. Na treningach potrafił zapieprzać do upadłego. To była chyba cecha wszystkich Nowakowskich, bo i przecież ten starszy, rzeszowski, także był niesamowitym pracusiem. Janek, chociaż zapowiadał się na bardzo solidnego siatkarza, nie zrobił takiej furory jak Piotrek, nie osiągnął tak wiele jak on. Miał już ponad 20 lat, a debiutu w seniorskiej reprezentacji Polski nie zaliczył. A Cichy owszem, i 20 lat jeszcze wówczas nie miał. Ale on od zawsze był uważany za cudowne dziecko polskiej siatkówki. Przecież to właśnie jego nazywano drugim Arkadiuszem Gołasiem... Młodszy z Nowakowskich nie mógł liczyć na takie porównania i musiał ostro pracować na to, żeby jego nazwisko zaczęło się kojarzyć wszystkim nie z jednym, a z dwoma siatkarzami... Albo, by by choćby tak znany jak Paweł Woicki. Tenże właśnie rozgrywający był zdecydowanie najbardziej doświadczonym spośród powołanych przez Kowala kadrowiczów. Mało prawdopodobne było jednak to, żeby pojawił się w tym sezonie jeszcze w jakimś meczu. Najwidoczniej został zaproszony tylko na wycieczkę do Brazylii. Może jeśli pokaże się na niej z dobrej strony, to sztab szkoleniowy reprezentacji bardziej mu zaufa? Na to zawodnik Transferuu Bydgoszcz liczył. Podczas treningów świetnie współpracował z Nowakowskim, lecz to nie powinno nikogo dziwić. W końcu byli klubowymi kolegami, więc można by wręcz rzec, że czasem grali ze sobą na pamięć. A tutaj, na zgrupowaniu wychodziło im to zdecydowanie dobrze. Takie zgranie zawodników było bardzo ważne, pomagało Kowalowi w ustalaniu składów na gierki. Czasem jednak, specjalnie rozdzielał tą parę klubową, żeby popularny Wujek pograł także nieco z innymi kolegami. Z każdym zawodnikiem bowiem gra się inaczej i wszyscy siatkarze musieli być gotowi na to, że mogą zagrać z każdym... Nie mogli przyzwyczajać się do jednego sposobu rozegrania, bo potem, grając z jakimś innym sypaczem, mogliby mieć problemy żeby przestawić się na to, co on rozgrywał. Podobnie i sami rozgrywający - do każdego z zawodników w inny sposób dogrywa się piłkę, więc musieli poznać sposób uderzania piłki danego zawodnika, jego boiskowe wybory, preferencje w ataku. To, jakie piłki lubił dostawać, z jakich kończył najwięcej akcji... Tak, to wszystko było niezwykle istotne.
W kadrze powołanej przez Andrzejka, znalazł się taki drugi doświadczony gracz. Chociaż należy tu wspomnieć o tym, że doświadczony to on był jedynie, jeśli chodzi o występy ligowe. W kadrze bowiem, Bartosz Gawryszewski jeszcze nie zadebiutował. Wyglądało na to, że jednak w końcu, w wieku 30 lat, takową szansę tenże środkowy wreszcie dostanie. W PlusLidze prezentował się przyzwoicie, więc dlaczego by go nie sprawdzić szczebel wyżej, w rozgrywkach międzynarodowych? Może i jego gra nie porywała, jednakże był to raczej solidny gracz. Był skuteczny w kończeniu ataków, parę razy potrafił postawić punktowy blok, a do tego miał zdolności przywódcze. W swojej drużynie, LOTOS'ie Treflu Gdańsk, był przecież kapitanem. Tutaj w tej roli występował wprawdzie najbardziej doświadczony Woicki, jednak nie zmienia to faktu, że, także na tym zgrupowaniu, Gawryszewski czuł się kimś ważnym, kimś, kto może nieco ustawiać do pionu swoich kolegów. Nienawidził, gdy Ci żartowali sobie z jego zagrywki, która, bądźmy szczerzy, niczym wybitnym nie była. Ot, poziom szkoły podstawowej. I tyle. Pamiętajmy jednak, że o kadrę ocierał się gość, który serwuje jeszcze gorzej. Chociaż, w sumie, to nie było wiadomo, jak Patryk Czarnowski potrafi serwować. Nikt jego zagrywki nie widział, wszystkie bowiem lądowały w siatce. Chodzą plotki, że czasem na treningu uda mu się przebić piłkę na drugą stronę, jednak brak jest świadków, którzy by to potwierdzili. Możliwe, że Patryś ma superhiperultraekstra odlotową zagrywkę, której nie byłby w stanie przyjąć nikt. Nie wiadomo... Nikt przecież jego serwisu nie widział. Udanego serwisu. Bo szmaty w siatkę wszyscy kojarzyli na pamięć... I taki ktoś miał się ocierać o kadrę... Bez żartów.
Pozostałą część kadry B można skomentować w jeden sposób - generalnie młodzi, lub nawet bardzo młodzi, zdolni, chcący coś udowodnić, mający już za sobą co najmniej jeden dobry sezon w lidze. Lub też wybijający się w kadrze młodzieżowej, jak choćby Maciej Muzaj. On przecież nie miał szans na regularnę grę w swoim klubie, czyli Skrze Bełchatów. Atak w klubie z województwa łódzkiego to było królestwo, gdzie niepodzielnie rządził Mariusz Wlazły. A Mały Maciek mógł sobie go oglądać tylko z kwadratu, lub, jeszcze częściej - z trybun hali Energia. Lub tej, gdzie akurat Skra udawała się na mecz wyjazdowy. Był to jednak niewątpliwie zawodnik bardzo ciekawy, a to dlatego, gdyż był on leworęczny. W seniorskiej kadrze takich zawodników nie posiadaliśmy. A teraz być może będziemy mieć aż trzech. Leworęczni byli bowiem również Romać, oraz młody atakujący Cerradu Czarnych Radom, Bartłomiej Bołądź. On jednak, w przeciwieństwie do Muzaja, w swoim klubie grał regularnie... Regularnie, lub w miarę regularnie, w zeszłym sezonie grała także powołana grupa przyjmujących. Otwierali ją, najbardziej doświadczeni z tej czwórki - Krzysztof Wierzbowski i Wojciech Żaliński. Obaj w zeszłym sezonie reprezentowali barwy LOTOS'u Trefla Gdańsk, lecz na przyszły sezon w tym klubie zostanie tylko jeden z nich. Żaliński wraca do swojego ulubionego Radomia, jednak nie do Jadaru, gdzie kiedyś grał, a do jego przeciwnika, Czarnych. Wierzbowski to z kolei był bardzo ciekawy gracz, gdyż wywodził się z klubu, z którego wyfrunęło paru zdolnych siatkarzy, obecnie filarów naszej reprezentacji. W młodzieńczych latach grał bowiem w Metrze Warszawa, wraz z Andrzejem Wroną, Karolem Kłosem czy Piotrem Nowakowskim. Następnie trafił do Częstochowy, gdzie ponownie grał z Endrju i Piterem, ale także z Fabianem Drzyzgą, Pawłem Zatorskim czy Łukaszem Wiśniewskim. Część zawodników seniorskiej kadry znał więc doskonale. Zestawienie przyjmujących uzupełni dwaj młodzi, zdolni, obiecujący siatkarze - Wojciech Ferens, który jednak nie do końca przebił się w Kędzierzyńskiej ZAKSIE, oraz Artur Szalpuk, objawienie zeszłego sezonu w barwach Politechniki Warszawskiej. Z Polibudy do reprezentacji Polski B trafił również libero tego klubu, Maciej Olenderek, czyli... kolejny gracz wywodzący się z Metra Warszawa. Z resztą Bartosz Gawryszewski także w przeszłości tam grał! Cóż to był więc za genialny klub, skoro "produkował" tylu uzdolnionych siatkarzy... Obok Olenderka, drugim libero, zaproszonym przez Kowala, na wycieczkę do Brazylii, był Michał Żurek, gracz Indykpolu AZS Olsztyn. A w sumie, to były gracz tego klubu, bo popularny Zupa, podobnie jak jego kolega z klubu z województwa warmińsko mazurskiego, Rafał Buszek, przeniósł się do wicemistrza kraju, Asseco Resovii Rzeszów. Miał tam być zmiennikiem Krzysztofa Ignaczaka i zbierać u niego doświadczenie. Igła nie był już najmłodszym graczem, więc Żurek mógł liczyć na to, że zagra w paru mniej istotnych meczach, z łatwiejszymi rywalami, gdy Krzyś będzie odpoczywać i zbierać siły na pojedynki z groźniejszymi przeciwnikami. Żurek z Olsztyna się wyniósł, pozostał tam natomiast młody, zdolny środkowy, Piotr Hain. W zeszłym sezonie był jednym z najlepszych graczy na swojej pozycji. Dobrze spisywał się także ostatni z powołanych zawodników, Dawid Dryja, gracz Effectora Kielce, który w przyszłym sezonie spotka się w jednym klubie z Żurkiem. On także bowiem przeniósł się do Resovii. Miał tam pobierać nauki u Pitera, u jego boku stawać się dobrej klasy środkowym.
To właśnie byli wszyscy wybrańcy Andrzeja Kowala i grupy jego współpracowników. A co ogólnie działo się w tej Brazylii?...
- To może ja jeszcze raz, tak oficjalnie, już teraz w Brazylii, powitam was wszystkich. - zaczął Kowal. - Liczę na ciekawą, owocną współpracę między mną, a wami. Wierzę, że ta wyprawa do Brazylii na dwa mecze Ligi Światowej nie będzie tylko wycieczką krajoznawczą, która zakończy się dwoma gładkimi wynikami 3:0 dla Canarinhos. Wierzę, że postawimy im się. I chociaż nie ma tutaj pierwszego składu kadry, uważam, że jesteście w stanie godnie ich zastąpić. Musicie tylko w to uwierzyć. - dodał i uśmiechnął się w stronę swoich wybrańców, żeby dodać im otuchy. Część z nich bowiem miała miny, jakby do tej Maringi leciała jak na skazanie...
- I pamiętajcie proszę, żeby nie podłamywać się statystykami. Co z tego, że zostaniecie raz czy dwa zablokowani, jeśli skończycie 10 ataków? Co z tego, że będziecie mieć w tymże właśnie ataku jakieś, nie wiem, 30 procent skuteczności, jeśli wasz dorobek punktowy będzie satysfakcjonujący? Popracujecie nad waszymi słabszymi stronami, i w kolejnych meczach błędów już nie będziecie popełniać. - dodał Gogol. Mieszko, jako jedyny ze "spalskiego składu" został "odesłany" do Brazylii. Nie dlatego, że Stefan chciał go odstrzelić. Po prostu znał się z Andrzejem z Resovii i Kowal bardzo chciał mieć w swoim sztabie kogoś zaufanego.
- A jeśli zadowoli nas wasza postawa tutaj, w Brazylii, to podpowiemy Stefanowi, żeby sprawdził was na treningach w Spale. Pracujcie więc, bo bez pracy nie ma kołaczy. Za piękne oczy nie dostaje się wyróżnień. - rzekł Andrzejek.
- No chyba, że jest to konkurs piękności. - zaśmiał się statystyk.
- Wierzę, że prezentujecie taki poziom, że jesteście w stanie dostać się do tej "pierwszej" reprezentacji. - uśmiechnął się trener. - A jeśli tak się stanie, to będzie to nasz wielki, wspólny sukces. - dodał. - Powodzenia, chłopaki, uważam, że naprawdę jesteście w stanie wiele osiągnąć.
- Dziękujemy panu, panie trenerze. - zaczął kapitan kadry B, Paweł Woicki. - To dla nas wielki zaszczyt i niezwykłe wyróżnienie, że możemy reprezentować nasz kraj na arenie międzynarodowej. Że przylecieliśmy tutaj, do Brazylii, jako reprezentacja Polski. Że znaleźliśmy się w składzie na rozgrywki Ligi Światowej. Myślę, że dla wielu młodszych kolegów będzie to doskonała okazja do tego, by wskoczyć na wyższy poziom gry, by "liznąć" nieco tej zagranicznej siatkówki. Zmierzyć się z lepszym, bardziej wymagającym przeciwnikiem. To może ich bardzo podbudować. A już zwłaszcza dobrze wpłynie na nich każdy, choćby i najmniejszy sukces - zdobycie punktu w walce ze znakomitymi przecież siatkarzami światowej klasy. Jeśli wygramy choćby i jednego seta - dla tych chłopaków będzie to największe osiągnięcie w ich życiu, takie, z którego będą dumni do końca swojego życia. I z pewnością sprawi to, że bardziej uwierzą w siebie, i w to że potrafią grać na dobrym, wysokim poziomie. Że nie są słabymi siatkarzami. Z resztą, o tym świadczy już to, że zostali powołani na to zgrupowanie. Takie drobne sukcesy z pewnością zaprocentują na ich przyszłą postawę w lidze. I być może w kadrze, jeśli teraz by się do niej przebili, albo kiedyś, w przyszłości, mieliby to zrobić. Jak to w swojej piosence śpiewała Sylwia Grzeszczak, "Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest." - zakończył swoją przemowę rozgrywający i spojrzał na resztę kolegów.
- Dziękuję, Pawle, sam lepiej bym tego nie ujął w słowach. - powiedział Kowal. - Kochani, czy ktoś z was ma może jakieś oczekiwania, odnośnie naszej współpracy? Macie jakieś uwagi odnośnie aklimatyzacji? Komuś nie pasuje towarzystwo w pokoju? Nie wiecie, jak prowadzić grę z którymś z kolegów? A może macie po prostu jakieś propozycje na to, jak grać, jak trenować? Proszę, zadajcie teraz jakieś pytania. Obojętnie jakie.
- Czy wiadomo, co nam dadzą dzisiaj na obiad? - wypalił Hain. No tak, młody środkowy nie był uważany za zbyt inteligentnego gracza. Pierwszym określeniem, jakie większości jego boiskowych kolegów przychodziło do głowy, gdy o nim myśleli, był głupek. Drugim było to, że zawodnik Indykpolu jest po prostu pierdolnięty.
- Nie mam pojęcia. - westchnął Kowal i pokręcił głową. Cóż, Hajnuś był lepszy w grze, aniżeli w myśleniu. Nawet trener był w stanie to dostrzec.
- Moje łóżko jest trochę krótkie. - rzekł Gawryszewski.
- A moje jest zbyt twarde, żebym mógł się dobrze wyspać. - stwierdził Żurek.
- Dobrze, kochani, zrozumiałem. Załatwię to. - odpowiedział Endrju.
- Chciałbym, jeszcze przed naszym pierwszym meczem z Brazylią, rozegrać jakiś sparing w formie gry wewnętrznej. - zaproponował Bołądź.
- Planuję takowy. - odrzekł.
- Ja bardzo chciałbym prosić o to, żeby trener był wyrozumiały. - zaczął Kowalski. - Nie jestem doświadczonym graczem, nigdy nie grałem jeszcze w reprezentacji i boję się nieco, że się spalę. A stanie się tak na pewno, jeśli nie będę czuł wsparcia z pańskiej strony. - dodał.
- Spokojnie. Ja wrzeszczę tylko na moich chłopaków z Resovii, i tylko, jak odwalą jakieś cuda na boisku. Albo poza nim, bo to jest banda wesołków. Jeden głupszy od drugiego, i lepiej nie wspominać, co oni potrafią zrobić. - pokręcił głową. Wciąż miał w pamięci wybryki Fabio czy Cichego...
- No proszę, a wszędzie się mówi, że Resoviacy są najspokojniejszymi siatkarzami. Że jest to raczej zespół introwertyków. - podrapał się po brodzie Wierzbowski.
- Pozory mylą. - westchnął.
- Nie wierzę. Przecież to jest naprawdę grupa takich nieśmiałych, cichych, skrytych ludzi. Co niby mogą zrobić taki Lotman, Schoeps czy już zwłaszcza, Cichy Pit? Ten to chyba jest patronem tych wszystkich małomównych. - zaśmiał się Żaliński.
- Cóż potrafią zrobić? Paul z gigantycznym uśmiechem na twarzy może Cię zakluczyć w łazience, gdy stwierdzi, że mu się nudzi. Jochen chętnie wrzuci Ci do Twojej torby kiełbasę, papier toaletowy, albo różne inne, podobnie dziwne rzeczy. A Piotrek może sobie urządzić strzelnicę z Twojego samochodu. - odpowiedział.
- No to widzę, że dogadam się z chłopakami w Resovii, skoro tam taka banda żartownisiów. - zachichotał Dryja.
- Właśnie, Dawidzie, Michale - zwrócił się tutaj do Zupy i Dorodnego Dawidka. - Proszę was o to, żebyście nie zaczynali robić podobnie głupich rzeczy.
- A ja chyba nie rozumiem, o co chodzi z tym urządzeniem strzelnicy z samochodu. - wzruszył ramionami Romać.
- Samochód jest strzelnicą. A może raczej... okna samochodu są tarczami, do których musisz trafić. Za broń służą Ci kamienie. - objaśnił to, w jaki sposób Cichy rozprawił się kiedyś z szybami w jego aucie.
- Piotrek powybijał panu szyby w aucie, panie trenerze? - zdziwił się nie na żarty Szalpuk.
- Tak. A potem wlazł przez jedną taką dziurę do środka tego samochodu. Był pijany, więc na wybitych szybach się nie skończyło. - westchnął.
- O, o, co jeszcze zrobił? - dopytywał Olenderek.
- Niedobrze mu się zrobiło. - wzdrygnął się na myśl o tym, jaki widok kiedyś zastał w swoim aucie.
- Fuj. - zaśmiał się Muzaj.
- Szalony ten Nowakowski. - dodał... Nowakowski. Janek Nowakowski, oczywiście.
- Nie potrafił też powstrzymać się przed załatwieniem w moim samochodzie swoich potrzeb fizjologicznych. - wycedził Kowal przez zaciśnięte zęby.
- Nasrał do samochodu?! - wrzasnął rozbawiony Ferens. Andrzej tylko spuścił głowę. - Jebany! Nie wiedziałem, że on jest zdolny do takich rzeczy. - chichotał.
- Któryś z chłopaków jeszcze dał się panu we znaki? - spytał rozgrywający Transferu Bydgoszcz.
- Fabian Drzyzga kazał mi kiedyś wyjadać fekalia z sedesu. - bąknął nieśmiało. - I groził mi przy tym, że albo to zrobię, albo do Internetu trafi jakiś kompromitujący filmik, na którym miałem być.
- Krzysiek Ignaczak nakręcił kiedyś z ukrycia, jak brał pan prysznic. Pewnie o ten filmik chodziło. - powiedział Mały Maciek.
- A skąd Ty to wiesz? - zapytał.
- A bo mi się chłopaki z klubu chwalili, że kiedyś im Igła powiedział. - zaśmiał się.
- Będę musiał z nim porozmawiać. A najlepiej po prostu będzie, jak mu zabiorę tą jego kamerę. - pokręcił głową Andrzej.
Kamero Krzysia Ignaczaka, bój się. Wkurwiony Endrju czai się na Ciebie.
------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
Wróćmy jednak do tego, co działo się w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Dwudziestu czterech siatkarzy wylewało z siebie poty na treningu. Rywalizacja na każdej pozycji była ogromna, więc każdy z chłopaków cały czas musiał udowadniać, że jest lepszy od jego konkurentów. Ale to wychodziło wszystkim na dobre - im bardziej się starali, tym lepiej im wszystko wychodziło. Szybko budowali więc swoją optymalną formę. A Stefan na niektórych treningach tylko cmokał z zachwytu nad niektórymi zagraniami poszczególnych zawodników. Takie one były bowiem genialne. Śmiało można by je wrzucić w jakiś filmik, który to miałby reklamować polską siatkówkę. Cały świat byłby zachwycony. Gdyby tylko wiedzieli, jak Ci nasi chłopcy ciężko harowali, żeby grać na takim poziomie. No ale cóż, tylko dzięki pracy można coś osiągnąć. Niczego nie dostanie się za nic. A już zwłaszcza miejsca w reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn. To było niemożliwe. Gracz, który był leniwy, musiał liczyć się z tym, że zostanie z zespołu odstrzelony, a w jego miejsce zostanie powołany ktoś, kto swoje obowiązki potraktuje poważniej. Na potknięcia kadrowiczów czekało naprawdę wielu zdolnych chłopaków, którzy pokazywali się wielokrotnie z dobrej strony w PlusLidze. Każdy z nich chętnie zająłby czyjeś miejsce w składzie. Kolejka do tego, by zostać powołanym była naprawdę długa. Bo z siatkarzami generalnie było inaczej, niż z piłkarzami. Dla siatkarza możliwość reprezentowania swojej ojczyzny na arenie międzynarodowej była zaszczytem. Każdy chciał takowego dostąpić. Żaden nie wyobrażał sobie, że mógłby odrzucić powołanie, czy wprost oświadczyć danemu trenerowi, że u niego nie zagra. No chyba, że wiązało się to z protestem przeciwko PZPS'owi... Jeszcze nie tak dawno, występów w reprezentacji konsekwentnie odmawiał Mariusz Wlazły. Dzisiaj nie wyobrażał sobie tego, by nadal mógł to robić. I zrozumiał, że przez cztery lata swojego rozbratu z kadrą, czynił źle. Żałował, że postąpił tak, jak postąpił. Ominęło go w końcu wiele znaczących sukcesów, jakie odnosili pozostali. Nie mógł więc cieszyć się wraz z nimi ze srebrnego medalu Pucharu Świata z 2011 roku, czy brązowego Mistrzostw Europy, z tego samego roku. Nie zdobył więc także pamiętnego złota Ligi Światowej sprzed dwóch lat. Nie poleciał w tym samym roku na Igrzyska Olimpijskie do Londynu. I chociaż zakończyły się one dla nas klęską, Ci, którzy tam byli, nigdy tego nie zapomną. Dla nich to zawsze będzie coś ważnego, wartego wspominania. Nie każdy bowiem ma okazję zagrać w tym turnieju najwyższej rangi... Obecny rok wydawał się być doskonałym sprawdzianem przed przyszłoroczną walką do upadłego o kwalifikację olimpijską. Żeby było śmiesznie, nawet zdobycia Mistrzostwa Świata nie dawało żadnej gwarancji udziału w turnieju olimpijskim... Gdyby Polacy odnieśli więc we wrześniu sukces, oprócz satysfakcji i zapisania się w historii siatkówki złotymi zgłoskami, nie dostaliby więc nic poza tym. Żadnych bonusów by nie dostali...
- Oszjemnaszczje do szesznaszczje. - rzekł Stefan. Najwyraźniej sędziował chłopakom gierkę treningową. - Kto teraż żagrywa? Ty, Wisznia?
- Tak. - odpowiedział Wiśniewski i powędrował w pole zagrywki. Posłał swoją typową, wyjątkowo mocną i wredną wiśniówkę, które sprawiła Dzikowi niemałe problemy w przyjęciu. Ten ostatecznie jednak przekazał piłkę dalej, do Ziomka, który rozegrał na skrzydło, do Włodiego. Włodi jednak został zablokowany. (19:16) Włodarczyk nie popisał się po raz kolejny, gdyż tym razem akcja nawet nie została rozegrana. Młody przyjmujący Skry bowiem popełnił błąd przy odbiorze zagrywki. (20:16)
- Wojteg, bo Czje żaraz żmjenie. - Stefanowi zdecydowanie nie podobała się dzisiejsza dyspozycja tego zawodnika...
Łukasz tym razem pomylił się w polu serwisowym, piłka po uderzeniu poleciała w siatkę. (20:17) Kłos posłał swój serwis w aut. Nie można jednak powiedzieć, że ta zagrywka nie wyszła sympatycznemu środkowemu. Aut był naprawdę minimalny, a serwis należał do bardzo trudnych. Piłce została nadana dziwna rotacja, więc gdyby tylko kierowała się w stronę boiska, przeciwnicy mogliby mieć poważny problem z jej okiełznaniem. (21:17) Wlazłemu tym razem zapomniało się to, co wmawiał mu w szpitalu psychiatrycznym, Sędziwirski. Nie posłał więc float'a, czego chyba oczekiwał Zatorski. Zamiast tego oberwał pociskiem prosto w twarz. Młodemu libero, na szczęście, nic się nie stało. Jedyne, co złego wyniknęło z tej sytuacji to to, że druga drużyna zdobyła kolejny punkt. (22:17) Drugi serwis Mario, równie mocny, jak ten pierwszy, skierowany był w stronę Kubiaka. A że ten wykonał ruch w niedopowiednią stronę, nie był w stanie odbić piłki tak, by ta po chwili nie wylądowała na parkiecie. (23:17) Tym razem już bez asa. Nie zmienia to faktu, że Zator przyjmował piłkę w dość pokraczny sposób, i w sumie, jeśli sędzia miałby ochotę się przyczepić do tego zagrania, to mógłby je odgwizdać. Stefan jednak zaakceptował takie przyjęcie. Ziomkowi trudno było taką piłkę rozegrać, przez co posłał Boćka na potrójny blok drużyny przeciwnej. (24:17)
- Piłka szet. Piłka mecz.
Piłkę meczową Mariusz Wlazły zamienił na kolejnego asa serwisowego. (25:17)
- Koniecz. Drużyna Żjomek niesztety przegracz mecz. - zakomunikował Stefan, po czym wyszedł z hali.
Skoro tylko trening się skończył, chłopaki zebrali się w jednym kącie, gdzieś w jednym z pomieszczeń ośrodka. Zaczęli omawiać dzisiejszy trening i wiele innych spraw Bardzo różnych, z czego większość była interesująca. Nie wszystkie, oczywiście, bo nikogo nie interesował nowy sen Zatora. O czym śnił znowu nasz ulubiony Pawełek? A no o jakimś fioletowym kwiatku, którego to zerwała mała księżniczka, po czym kwiatuszek zamienił się w potwora i zeżarł księżniczkę. Zatorski poryczał się, gdy to powiedział. Nikogo jednak nie ruszyła ani ta "wstrząsająca historia". Ani to, że Łomacz zwierzył się z tego, że marzy o tym, żeby znowu utknąć w huśtawce... To nie byli normalni chłopacy i wszyscy o tym wiedzieli. Oni chcieli słuchać kogoś normalnego, kogoś mądrego. A nie ciągle wysłuchiwać tych pierdół, jakie serwowali im na zmianę Ci idioci. Naprawdę, czasami trudno było stwierdzić, który z nich był głupszy...
Wtem zadzwonił telefon jednego z siatkarzy. Na wyświetlaczu Ruciakowej komórki pojawiło się nazwisko Wojciecha Ferensa. Cóż młody przyjmujący chciał od Rucka? Pogadać? Poprosić bardziej doświadczonego kolegę o jakieś cenne rady na przyszłość?...
- Siema, Feru. Co tam? Czemu ja słyszę jakieś takie dziwne szmery i głośne gadanie, gdzie Ty jesteś? - zaczął Rucek.
- No siema. W Brazylii jestem. - odpowiedział.
- A co Ty robisz sam w Brazylii? - spytał.
- Hehehe, Ferens sam w Brazylii? To prawie, jak Kevin sam w domu. - wtrącił się Karollo.
- Zamknij się, nie Ciebie pytałem. - warknął na niego Sponsor.
- Eeee? - jęknął zdezorientowany Feru.
- To nie do Ciebie, Wojtek, spokojnie. Jakiś idiota mi się tu wcina w pół zdania. - fuknął na niego.
- Pfff, idiota, tak? Foch. - rzekł i faktycznie się fochnął.
- Przesrane mam tu z tymi debilami. - westchnął. - Dobra, nieważne, gadaj, co Ty robisz sam w Brazylii? Co Cię tam sprowadziło?
- Ale ja tam nie jestem sam... - przewrócił oczami.
- A z kim? Ze swoim odbiciem lustrzanym? - zaśmiał się do telefonu.
- Nie. Z kadrą B jestem. To Ty o tym nie wiesz? - spytał.
- Wiesz, jakoś nie interesuje mnie kadra dla plebsu, prowadzona w dodatku przez miękką faję Andrzejka. - zaśmiał się.
- MOJA FAJA WCALE NIE JEST MIĘKKA! - wrzasnął w oddali Wrona.
- NIE O TO MI CHODZIŁO, DEBILU! - odkrzyknął.
- Dla plebsu? Serio uważasz, że to jest kadra dla plebsu? - fuknął Wojtek.
- A myślisz, że ktoś z was ma realne szanse, żeby tu przyjechać i zaskoczyć Stefana na tyle, że zostanie? - przewrócił oczami.
- Myślę, że tak. - podrapał się po głowie.
- Kto niby? Ta miernota bez zagrywki, czy może człowiek - szkło, który się rozpada na kawałki, jak go piłka lekko dotknie? - prychnął.
- Miernota bez zagrywki? - chyba nie zrozumiał, o kogo mu chodziło.
- No Piękny Patryś, a Ty myślałeś, że kto?... - westchnął i pokręcił głową.
- Ach, no tak. To było takie oczywiste, a ja oczywiście nie załapałem... Otóż, Patrysia z nami tutaj nie ma. I nie będzie. - wytłumaczył.
- Jak to nie ma?! Przecież miał być. - zdziwił się Ruciak.
- Grypa go zmogła i nie przyleciał. W jego miejsce został powołany ktoś inny. - odpowiedział.
- Jeszcze jakieś inne zmiany, w stosunku do tego, jak miał wyglądać pierwotny skład? - zapytał.
- Perła też nie przyleciał, bo też zachorował. Mamy więc dwóch innych środkowych, aniżeli mieliśmy mieć na początku. - wzruszył ramionami. Są też zmiany na ataku. Mieli być Witek i Apollo, nie?
- No, niby mieli być. Znaczy, o Witku to słyszałem, ale Apollo? Gdzie on teraz gra?... - spytał.
- Cuprum Lubin. - odpowiedział.
- Ach. No to kto w zamian za nich przyjechał? - zapytał.
- Młodzież, a kto miał? Żadnego atakującego na poziomie przecież nie mamy. To już lepiej dać szansę jakiemuś młodemu, a nuż zaskoczy. - podrapał się po głowie. - A o tyle fajne jest to, że wszyscy są leworęczni. Bo mieliśmy mieć dwóch atakujących tutaj, nie?
- No, chyba tak. - przytaknął.
- No właśnie. A mamy trzech. I powiem Ci, że każdy z nich spisuje się fajnie. Naprawdę. - uśmiechnął się.
- A jak wam idzie współpraca z dziadziem Gato? - zachichotał.
- No właśnie jego też nie ma. - powiedział.
- Gato nie ma? - zdziwił się.
- Nie. W jego miejsce też mamy młodzież. - wyjaśnił.
- Ale chyba nie posranego Kacperka? - jęknął.
- Jakby tu był posrany Kacperek, to mnie by już dawno nie było, bo bym nie wytrzymał. Siedziałbym w pierdlu za brutalne morderstwo. Kacperka też by więc już nie było. - zaśmiał się.
- No to dzięki Bogu, że go nie ma. A kto jest? - zapytał.
- Dwóch jest. - rzekł Feru.
- Och. Chociaż jedno nazwisko? - drążył temat Orzeł.
- Zupa. - wypalił.
- Chyba nie znam. - pokręcił głową.
- Jezu, w sensie, że Żurek. - wyjaśnił.
- Aaach! To trzeba tak było od razu. - zachichotał. - A wiesz, że on też przechodzi z Indykpolu do Resovii? - zapytał.
- On też? - chyba nie wiedział.
- Tak. Buszu się ostatnio wygadał. - mrugnął.
- Rozumiem.
- A Ci dwaj środkowi, co wskoczyli w miejsce Perły i tej miernoty, to kto? - spytał.
- Gawryła... - zaczął, ale mu Rucek przerwał.
- O. Wyczuwam piski brazylijskich hotek. - zaśmiał się. - A drugi?
- A drugi to Dżony Mielony. - wypalił.
- Eee, chyba nie czaję. - jęknął.
- No Dżony, Dżonego nie kojarzysz? - westchnął.
- W sensie, że człowiek o najpiękniejszym nazwisku na świecie? - dało się usłyszeć gdzieś z kąta pokoju.
- Już tak, sobie, Nowakowski, nie schlebiaj! - warknął na niego. - Moje nazwisko jest lepsiejsze.
- Możesz mu przekazać, że odgadnął, ale z pięknem nazwiska to też bym polemizował - zaśmiał się Feru.
- A ten tam po cholerę w tej Brazylii? - dopytywał Ruciak.
- Wiesz, złośliwi twierdzą, że Kowal tak bardzo kocha Nowakowskiego, że zapragnął mieć jakiegoś ze sobą w tej Brazylii. A że została mu tylko gorsza wersja... No cóż. - zachichotał.
- Ale i tak nie to jest jeszcze najlepsze. Wiesz, jakie on ma uwielbienie do swojego nazwiska?
- Kto? Dżony? - spytał.
- Nie, Kowal. - zarechotał.
- Chyba nie rozumiem. - westchnął.
- No wiesz, szukał kogoś z nazwiskiem takim, jak jego. Nie znalazł, więc wziął z podobnym. - zaczął Ferens.
- Tak? Kogo?
- Kowalskiego. - zaśmiał się.
- A skąd ten Kowalski? - przewrócił oczami.
- MKS Banimex Będzin. - odpowiedział.
- Ach, to nie dziwię się, że go nie znam. - pokręcił głową. - Już nie miał kogo powołać? - westchnął.
- Chyba nie. - wzruszył ramionami.
- No, dobra, to w sumie już wszystko wiemy. No to cześć, powodzenia wam życzę w tej Brazylii.
- Dzięki. Przyda się.
- Możecie trochę powkurwiać Kowala, przy okazji pozdrów go od nas. - zaśmiał się Rucek.
- Jasne, nie ma sprawy. Cześć. - rozłączył się.
Chwilkę po zakończeniu rozmowy telefonicznej, wznowione zostały kolejne dyskusje między siatkarzami, którzy przesiadywali razem w pokoju. Dyskusje bardzo ciekawe i nie mające końca. Wszyscy byli w doskonałych humorach, więc duże były szanse, że będą strzelać śmiesznymi tekstami jak z armaty. Trzeba było tylko wywołać jakąś odpowiednią sytuację ku temu. Jak by tu zacząć taką małą prowokację, która miała na celu to, żeby wszyscy zaczęli się odzywać?
- Ej, może pooglądamy jakiś film? - zaczął Igła. No tak, to było pewne, że pierwszy z jakimś pomysłem wyleci Krzychu.
- O, dobry pomysł. - zgodził się z nim Winiarski.
- Co proponujecie? - spytał Dziku.
- "Przeminęło z wiadrem". - wypalił Zatorski.
- Jezuu, Zatorski... - westchnął głośno Wiśnia i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Myślałem, że taki film istnieje... - wybąknął nieco zawstydzony libero.
- Istnieje, ale nie taki, a podobny. - zaczął objaśniać Bociuś.
- "Przeminęło z wiatrem". A nie z wiadrem. - dodał Ziomek.
- Naprawdę? - zapytał Zator.
- Nie, na niby. - westchnął Gregor.
- Chłopaki, czy Ci wybrańcy Andrzeja mogą nas wyglyźć z kadly? - zadał pytanie Buszek.
- Jeśli się będą dobrze spisywać w tej Brazylii, to pewnie dostaną szansę, żeby sprawdzić się tutaj. - odpowiedział Zagumny.
- Kurwa, to ja już chyba po treningu będę się nadawać tylko do trumny. Przy następnych będę musiał zapierdalać do upadłego, żeby udowodnić, że miejsce w drużynie mi się należy. - westchnął Wiśnia.
- Spokojnie, ode mnie i tak lepszy nie będziesz. - parsknął Cichy i głośno się zaśmiał.
- Nie bądź taki do tyłu, bo Ci przodu zabraknie. - rzekł Siurak, po czym podrapał się po głowie. - Kurwa, nie, odwrotnie to było. Nie bądź taki do tyłu, bo Ci przodu zabraknie. Eee, nie, czekaj, znowu powiedziałem to samo. Nie bądź taki do tyłu, bo Ci przodu zabraknie. KURWA! Nie bądź taki do ty... do przodu, bo Ci przo... tyłu zabraknie! - wreszcie powiedział to, co chciał powiedzieć. Brawo, Bartoszu, udało Ci się. Wprawdzie dopiero za czwartym razem, ale lepsze to, niż gdyby w ogóle miało Ci się nie udać...
- Brawo, Bartuś, udało Ci się. Jestem z Ciebie dumny. - Resoviak wesoło sobie rechotał. Poklepał przyjmującego po plecach i szeroko się uśmiechnął. - Znasz jeszcze jakieś fajne powiedzonka? Śmiało, podziel się z nami swoją wiedzą.
- Kto rano wstaje, ten jest niewyspany. - odpowiedział Kurek i dumnie wypiął pierś.
- Łoooo. - szepnął Winiar. - Jeszcze jakieś?
- Ja to znam w wersji - kto rano wstaje, temu Zagumny w mordę daje. - podrapał się po głowie Konan, a wszyscy, oprócz Gumy, wybuchnęli dzikim śmiechem.
- Komu w gaciach kutas staje, temu dziwka dupy daje. - wypalił Mały, lecz szybko zorientował się, co palnął, więc zaczerwienił się jak pewna tylna część ciała. I bynajmniej nie chodziło tu o pięty... A reszta zgonowała na potęgę...
- Ej, Gregor, a zaśpiewasz mi tą swoją piosenkę? - zmienił temat Zati.
- Jaką moją piosenkę? - Łomacz wyglądał na bardzo zdziwionego...
- No tą taką... No, kurde, nazwy nie pamiętam. A, nie, czekaj, mam! Chorał gregoriański. - wyszczerzył się. Jego entuzjazmu nie podzielił żaden z kadrowiczów. Wszyscy równo, jak leci, przywalili sobie po facepalm'ie.
Ciężkie jest życie Pawła Zatorskiego...
------------------------------------------------------------------------------
Po paru godzinach, wszyscy porozchodzili się do siebie. No, prawie wszyscy. Jeden z siatkarzy postanowił udać się do pokoju pięknej pani psycholog. Nie trzeba chyba dodawać, który to był. Oczywiście, że to jej chłopak obrał kierunek na pokój Anki. Wszedł bez pukania do drzwi i od razu podszedł do niej. Przytulił ją.
- Co masz teraz zamiar robić, kochanie? - zapytał i cmoknął ją w policzek.
- Idę się wykąpać. Wanna bardzo domaga się moich odwiedzin. Nie mogę jej zawieść. Puściłam już wodę. Będzie z pianą. - szepnęła.
- W sumie... to ja też chciałem w podobnym celu udać się do łazienki... Tylko, że najpierw chciałem wpaść do Ciebie, poprzytulać się trochę i w ogóle, no wiesz, spędzić z Tobą trochę czasu... A skoro mowa o czasie, może byśmy go trochę zaoszczędzili? - charakterystycznie poruszył brwią.
- To znaczy? - zaśmiała się.
- No wiesz... po co chodzić do wanny na dwa razy, jak możemy pójść tam razem? - uśmiechnął się. - Plecki Ci umyję. - dodał,
- Kusząca propozycja. - odwzajemniła jego uśmiech. - A zatem chodźmy. - pociągnęła go za rękę w stronę łazienki. Tak w ogóle, to chyba będą musieli się zapytać Stefana, czy pozwoli im zamieszkać we wspólnym pokoju. Przecież to nie miało sensu, że na noc albo on szedł do Anki, albo ona do niego, przez co Kurka wywalano do niej do pokoju. Prościej byłoby, gdyby po prostu mieli swój pokój. Nikt nie musiałby chodzić po nocach do nikogo, zmieniać miejsca swojego pobytu. Tak, zdecydowanie muszą zapytać się Stefana, czy jest taka ewentualność. I lepiej, żeby była. Byli świadomi tego, że Stefan zabronił, jak to on sam nazwał, pierdolenia się na zgrupowaniu, ale liczyli na to, że skoro Piterowi absolutnie to nie przeszkadza w tym, by dobrze grać, to dla nich uczyni wyjątek, i im pozwoli.
Stanęli przy wannie i spojrzeli sobie prosto w oczy. Anka objęła swoimi ramionami jego szyję, a on ułożył swoje dłonie na jej biodrach. Oboje uśmiechnęli się szeroko i po chwili złączyli swoje usta w długim, namiętnym pocałunku. Gdy oderwali się od siebie, ona przygryzła delikatnie wargę, na co on natychmiast przywarł ustami do jej szyi. Chwyciła materiał jego bluzki i zaczęła powoli podnosić ją do góry. Chyba zorientował się, że ta część ubioru jest w tej chwili na jego ciele niepożądana, więc sam ją z siebie ściągnął. Psycholożka głęboko westchnęła i wtuliła się w idealnie wyrzeźbiony tors swojego chłopaka. Ten zaś dał jej buziaka w czółko i zaczął zdejmować z niej jej dresowe spodnie. Nie było to trudne zadanie, bo w końcu w dresie nie musisz odpinać żadnych zamków, ani pasków. Kilka kolejnych pocałunków zakochanej pary poprzedziło chwilę, gdy i jego spodnie, również dresowe, wylądowały na podłodze. Nie minęły nawet dwie minuty, gdy dołączył do nich kolorowy T - shirt Ani. Stali więc teraz przed sobą w samej bieliźnie, i w ogóle nie czuli się tym faktem skrępowani. Nie przestając całować swojej partnerki, Piotrek zaczął obmacywać ją po plecach, w celu odnalezienia zapięcia od jej stanika. Udało mu się to, i po chwili zakręcił na swoim palcu ową częścią garderoby dziewczyny. Na widok jej uwolnionych już od wszelakiego materiału, piersi, na jego twarz wstąpił cwaniacki uśmieszek. Chwycił Annę w pasie i przyciągnął lekko do siebie. Następnie delikatnie ją podniósł, a ta oplotła jego ciało swoimi nogami. Chwyciła się jego szyi. Schylił swą głowę i zaczął jej dwa skarby lizać i całować. A jej już było gorąco, już zaczynała cichutko pojękiwać. A to przecież dopiero był początek cudownych pieszczot, jakie mieli sobie zafundować...
Po kilku minutach postawił ją na ziemię i cmoknął w nagie ramię. Ona zaś chwyciła za jego bokserki, po czym, z drobną pomocą siatkarza, pozbawiła go nich. Stał przed nią całkowicie nagi, taki, jakiego go pan Bóg stworzył. Anka przez chwilę postanowiła popodziwiać to cudowne ciało, nacieszyć swoje oczy tym pięknym widokiem. Była to dosłownie chwila, bowiem i w nim rosło pożądanie. Świadczył o tym fakt, że jej majtki zostały zaraz rzucone w ten sam kąt, co jego gatki. Objęli się najczulej jak potrafili i spojrzeli sobie głęboko w oczy. Ponownie zaczęli się namiętnie całować. W międzyczasie, woda w wannie napełniła się już do odpowiedniego poziomu.
Wziął ją na ręce, po czym, bardzo ostrożnie, wszedł razem z nią do owej wanny. Wypuścił ją ze swoich objęć, by po chwili znów przylgnąć do jej ciała, najbardziej, jak się dało. Chwycił nieco piany i chuchnął nią w swoją ukochaną. Ona nie pozostała mu dłużna. Wzięła w swoje dłonie nieco białej "substancji" i wtarła mu we włosy. Prześmiesznie wyglądał, zanim mu się na nich rozpuściła. Wtedy to postanowili podzielić się z całym światem swoją miłością. Pit wstał i wyszedł na chwilę z wanny. Skierował się w stronę swoich spodni, po czym wyjął z nich telefon komórkowy. Wlazł z powrotem do ciepłej wody i objął czule swoją ukochaną. Oboje uśmiechnęli się szeroko w chwili, gdy siatkarz strzelał im typową samojebkę. Selfie w wannie? Tego jeszcze nie grano. A żeby było jeszcze bardziej zaskakująco, Piotrek od razu wrzucił je do Internetu. Na swojego Facebook'a, oczywiście. By nie wywoływać jednak skandalu, wybrał takie ustawienie dostępności owej fotki, by widziały ją tylko wybrane osoby. A tymi osobami byli przebywający aktualnie na zgrupowaniu reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, dwumetrowcy. Ci ze Spały, a także grupa "brazylijska". I wszyscy inni siatkarze. I nikt poza nimi. Zdjęcie zostało podpisane w dość jednoznaczny sposób: "Ciepła woda w wannie jest przyjemna, ale seksowne ciałko Anki jeszcze milsze." Oprócz tego, okrasił je całą masą dziwacznych hashtagów...
#najlepsza_dupeczka_ligi_i_kadry #dobra_dupa #piotr_nowakowski #piter #cichy_pit #pit #cichy #iceman #asseco_resovia_rzeszów #resovia #sovia #kocham_rzeszów_i_resovię #andrzej_kowal_jest_najlepszym_trenerem_na_świecie #uwielbiam_mojego_trenera #stefan_też_jest_całkiem_spoko #najlepszy_środkowy_asseco_resovii_rzeszów #najlepszy_środkowy_plusligi #6_sezonu #najlepszy_środkowy_reprezentacji_polski #i_chce_być_też_najlepszym_środkowym_świata #lubię_placki #mam_zajebistą_klatę #hotki_już_się_spuszczają #kocham_cię_aniu #wanna #woda #ciepła_woda #piana #pod_prysznicem_wyglądam_bardzo_kusząco #mokry_golasek #anka_jest_taka_śliczna #anna_chmura #moja_dziewczyna #moja_miłość #najpiękniejsza_kobieta_na_świecie #seksowna_kocica #niegrzeczna_panna #bardzo_lubię_macać_moją_śliczną_anusię #aneczka_ma_zajebiste_cycki #kochana_laseczka #gorący_przytulaniec_-_macaniec #kontempluję_piękno_jędrnych_pośladków_panny_chmury #anna_jest_cudowna_w_łóżku #świetnie_całuje #lubię_kochać_się_z_anką #i_mam_gdzieś_to_że_robimy_w_nocy_hałas #before_sex #jaram_się_seksem_w_wannie #w_wannie_jeszcze_tego_nigdy_nie_robiłem
Anka spojrzała na te hashtagi i cicho się zaśmiała. Dostrzegła te trzy ostatnie i wyczuła, co się święci. Wspięła się delikatnie na niego i usiadła okrakiem na jego kolanach. Nogami objęła jego ciało. On tymczasem zajął się obcałowywaniem każdego fragmentu jej nagiej sylwetki. Ona z resztą nie była mu dłużna. W końcu, gdy dotarł do okolic jej najbardziej intymnego miejsca, położył dłoń na jej udzie i zaczął nią jeździć w górę i w dół. Anka cicho jęknęła i wplotła palce jednej ze swoich dłoni w jego włosy. Drugą objęła go za szyję. Po chwili krzyknęła jeszcze głośniej. W tej właśnie chwili w jej organizmie znalazł się bowiem pewien intruz. Intruz? Nie, to złe słowo. Trudno nazwać intruzem coś, z czego przybycia człowiek się cieszył.
Zaczął rytmicznie poruszać swoimi biodrami, wydając z siebie ciche jęki. Ona również kwiliła. Oboje kwiczeli z rozkoszy, jaką dawało im uprawianie ze sobą gorącego, namiętnego seksu. Wyli coraz głośniej, i głośniej, wprost proporcjonalnie do zwiększania "obrotów" swoich poczynań. Po pewnym czasie wykrzyczeli nawzajem swoje imiona.
I wtedy właśnie stało się coś, co odmieni nieco plany na przyszłość co najmniej jednej osoby w tym ośrodku...
_______________________________________________
/ No właśnie, co się mogło stać? Jak myślicie?
Czy to coś związanego z Pitem i Anią, czy wręcz przeciwnie, nie mające z nimi nic wspólnego?
Ja nic na razie nie zdradzę, jestem ciekawa waszych pomysłów na rozwiązanie tej zagadki. ;)
W następnym rozdziale zobaczycie reakcje chłopaków na to zdjęcie naszych zakochańców. :D To może być bardzo ciekawe.
Ciężkie jest życie Pawła Zatorskiego. Dla niego najlepiej byłoby, gdyby się nie odzywał. Niestety, jako, że należy do ludzi gadatliwych, nie jest to możliwe...
Dzisiaj nieco oryginalnie, bo w opowiadaniu pojawia się kadra B. I ona będzie tu gościć przez jakiś czas. Jakoś przecież trzeba usprawiedliwić to, że ta reprezentacja A cały czas trenuje w Spale. Dowiadujemy się więc, że w Lidze Światowej o korzystny rezultat walczy inna grupa zawodników.
Być może potem ktoś z owej kadry tak bardzo się wybije w niej, że "awansuje" do tej "pierwszej"?
Jak myślicie, kto mógłby pokazać się w Brazylii z dobrej strony i w nagrodę otrzymać możliwość trenowania z najlepszymi?
Macie jakieś propozycje? Którego z tych siatkarzy chcielibyście zobaczyć w nieco większej roli w tym opowiadaniu?
Stało się to, czego się obawiałam. Skończyły mi się rozdziały, jakie miałam napisane. Teraz muszę pisać na bieżąco, więc tak często ich dodawać nie będę. :(
Sovia wygrała, moje serce się raduje. :D
Oby tak w środę z Novosybirskiem, chłopcy! :D
Mój mężuś przyszły <3333333333333 Szymon, ja mam nadzieję, że się dobrze spiszesz :D Twoja przyszła żona ma Cię na oku <3
OdpowiedzUsuńBAAAAARTUUUŚ! <3 Moje serce skacze radośnie w klatce piersiowej i nie potrafi przestać <333333333333333
Więc wiesz już, kogo ja bym sobie życzyła więcej ;)
Panie Andżejku, niech pan chociaż dla kadrowiczów będzie miły :)
EEEEEEJ! :( Ja liczyłam na cały rozdział dotyczący kadry B a tu mi się spalski ośrodek wcina :( WIĘCEJ KADRY B!!!!
HAAAALO! Tylko ja się mam prawo szaleńczo zachwycać panem Bartoszem G. :D Panie braziliany niech spadają na drzewo :D
Piękne hasztagi <3 Ale ja wolałabym zobaczyć fajniejsze przy zdjęciu naszych Kotusiów <3
Pewnie zostanę zaraz zlinczowana, ale... przejadł mi się słodki wątek miłosny Pitera i Anki. Jestem skrzywiona, wiem, ale dla mnie za dużo już tej słodyczy xD
Niech wygrają w środę, bo inaczej mi nerwy puszczą x.x
xoxo
Przecież Andrzej zawsze jest miły dla wszystkich. :D
UsuńNie mogłam całego rozdziału poświęcić kadrze B, aż tak tematu opowiadania zmienić nie mogę. :D
Być może teraz przez parę rozdziałów będą właśnie oddzielnie wątki tych dwóch reprezentacji. ;)
Wątpliwe, by panie braziliany się zachwycały Bartusiem, one przecież spuszczały się nad Wroną. :D
Może jeszcze będą hasztagi przy zdjęciu Kotusiów. :D
Też Cię kocham. :*
Zacznę jak ja czyli od końca xD
OdpowiedzUsuńNie mam zieloniutkiego czy jakiegokolwiek innego koloru pojęcia co mogło się wydarzyć ale chciałabym żeby to dotyczyło jakiegoś innego diatkarza niż,Pita i Anki. Może Winiar? xD Przepraszam ale ja wszędzie widzę Michała xd
Rozwaliłaś mnie doszczętnie tą wypowiedzią Kurka kiedy to nie mógł sobie poradzić z wypowiedzeniem tego powiedzenia. Zaczynam to czytać i taka moja pierwsza reakcja "ej, to przecież inaczej leciało. hue hue hue potem jej wypomnę, że błąd" nie? xD Czytam dalej i dopiero załapałam więc mówię oficjalnie :Błędów nie było :P
Wątek z kadrą B mi sie podoba i fajnie nam to wszystko urozmaici ;) W sumie to obojętne mi to, który z siatkarzy miałby się pojawić w Spale :)
Mam nadzieję, że będziesz pisać szybko i mimo zapasu nie pozwolisz nam długo czekać na kolejny ;)
Alem się rozpisała!
Pozdrawiam ;**
To nie będzie dotyczyć Winiara. ;)
UsuńNo Siurak dał czadu z tą swoją wypowiedzią. xdd
Echhh... sama mam wybrać to, których potem pozostawię w opowiadaniu? :D
Postaram się pisać jak najszybciej, ale naprawdę nie mam pojęcia, z jaką częstotliwością będą się pojawiać rozdziały. Czasu na pisanie za bardzo nie mam, bo jednak uczelnia sporo tego czasu zabiera.
Postaram się raz na tydzień, ale niczego nie obiecuję...
Ja też pozdrawiam. :*
Bardzo fajny pomysł na przybliżenie sylwetek młodych graczy reprezentacji. W związku z tym naszła mnie pewna refleksja, być może niekoniecznie związana z opowiadaniem. Niby od dawna wszyscy twierdzą, że Maciek Muzaj dobrze się zapowiada, ale jakoś mam wrażenie, że "kisząc się" w Skrze u boku bezkonkurencyjnego Wlazłego nie ma szans na rozwinięcie skrzydeł, a to z pewnością nie działa na korzyść przyszłości reprezentacji. Uważam, że już dawno powinien trafić do klubu, w którym miałby szansę na regularne granie, byśmy mogli mieć kiedyś z niego pożytek w seniorskiej kadrze.
OdpowiedzUsuńEj, Rucy, czemu tak dyskredytujesz nasz narybek? Mam nadzieję, że jego prognozy okażą się błędne i faktycznie ktoś młody trafi do reprezentacji.
Nie sądziłam, że Pit zdecyduje się na "fejsbukowy ekshibicjonizm" :P Niby zdjęcie tylko dla wybranych "znajomych", ale nigdy nie wiadomo, kiedy może ono wypłynąć na szerokie wody, w końcu w internetowej przyrodzie nic nie ginie ;)
Intrygująca końcówka, ale chyba jak na razie nie mam na jej temat żadnej teorii. Znając Ciebie możesz "wyskoczyć" nam tutaj z czymś zupełnie nieoczekiwanym :D
Znam ból braku zapasowych rozdziałów. Właściwie nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam jakiekolwiek zapasowe epizody...
Moje serce po części się raduje, a po części jest rozdarte, bo Jastrzębian również darzę dużą sympatią (choć gdy grają z Sovią jednak 51% owej sympatii zawsze leży po stronie Pasiastych ;))
Pozdrawiam :*
W sumie, to Maćkowi nawet lepiej byłoby jako zmiennik Jochena (bo Konar to niestety niewypał transferowy Sovii), zdecydowanie więcej by grał, aniżeli "gra" w Skrze. Wczoraj się fajnie pokazał w II secie, i co? I w nagrodę więcej już nie zagrał, bo król Mario musi grać, chociaż że jest najgorszym na boisku...
UsuńJakieś Kielce czy coś to byłoby fajne rozwiązanie dla Maćka. :D Tam chyba nie ma żadnego dobrego atakującego.
Ktoś młody na pewno trafi, ale nie wiem kto. Myślałam, że mi pomożecie z tym wyborem. :D
Eeee, czy koledzy Pitera mogliby być tacy wredni, że przesłaliby gdzieś dalej to zdjęcie?...
Mogliby. xD
Ale czy będą?...
Ja zawsze za Sovią, chociaż Jastrzębie nawet lubię, bo są tam Grzesiu i Mały. :D
Grzesiu, wracaj do Sovii.
A Małego to ja bym chciała w Sovii jak Igła skończy karierę, o. :D
Ja też pozdrawiam. :*
Jak można kończyć w takim momencie? Przeczuwam, że to był Igła :D
OdpowiedzUsuńWidzę, że sielanka u Pita i Ani trwa nadal, z czego się bardzo cieszę :D
Wątek z kadrą B bardzo mi się podoba. W końcu ile można słuachać wypowiedzi Zatora? :D Paweł ogląda bardzo...ciekawe filmy :D Sądzę, że ktoś z młodych trafi do reprezentacji A.
Prosiłabym o bliższe przybliżenie Maćka Muzaja. Chętnie poczytałabym o świetnie zapowiadającym się atakującym :D
Kurek powalił mnie na kolana :D
Pozdrawiam :*
Hehe, to nie Igła. :D
UsuńAle wypowiedzi Zatora można słuchać all day, all night. :D A że ogląda ciekawe filmy, to się zgodzę. :D
Ja też pozdrawiam. :*
Oj Bartek, Bartek.... xD Ja także jestem z Ciebie dumna :D
OdpowiedzUsuńZati, człowieku, skąd ty miewasz takie sny? o.O Fioletowy kwiatek, księżniczka, i potwór a na koniec łzy? xD
O Booże..... " Przeminęło z wiadrem " Ciekawe filmy paczasz, ciekawe.
Jejku co tam się stało na koniec? Musiałaś w takim momencie przerywać? :(
Hahahaha, ja to bym chciała, aby go grupy A awansował Piotr Hain, jak wcześniej gdzieś wspomniałaś, że nie jest zbytnio inteligenty, może stworzyłby się z niego drugi Zatorski? xD
Przepraszam za taki głupi komentarz....... Nie umiem ich pisać XD
Pozdrawiam :)
Wszyscy jesteśmy dumni z Bartusia. :)
UsuńMoże źre przeterminowany kisiel, i stąd te sny. Skoro kąpie się w kisielu, to gdyby wpierdzielał przeterminowany, to by mnie to nie zdziwiło. ;p
Musiałam przerwać w tym momencie. ;)
Im więcej debili tym lepiej, nie? :D
Ja też pozdrawiam. :*