- Poszedł na dwór, rozkopał ziemię, wlazł do wykopanej przez siebie dziury, przykrył się ziemią, i udaje, że jest rzodkiewką. - westchnął Mario.
Matko z ojcem... Naprawdę ten idiota Zatorski twierdzi, że jest rzodkiewką? Naprawdę?...
- Matka go nie kocha? - jęknęła.
- Wręcz przeciwnie, wczoraj przysłała mu kolejną nową koszulkę. - oznajmił Włodi.
- Co tym razem? - spytała.
- "Najbardziej urocze słoneczko na świecie"... - zaśmiał się Wlazły.
- Sorry, ale mnie słoneczko kojarzy się tylko z jednym. - wypalił Winiar.
- Ze złocistą kulą, świecącą na niebie?
- Nie, niekoniecznie... - bąknął.
- No, to z czym? - drążyła temat.
Winiar spalił buraka.
- Zboczeniec. - fuknęła.
- Zajmij się lepiej swoim zboczeńcem. - odparował.
- Zacny pocisk, prawie udało Ci się mnie wyprowadzić z równowagi. No ale jednak ostatecznie Ci to nie wyszło, więc 1:0 dla mnie, próbuj dalej. - wystawiła mu język.
- Wyrabia Ci się przy nim ta cięta riposta. - zachichotał Karollo.
- No raczej, w końcu mam dobrego nauczyciela - na myśl o nim Anka szeroko się
uśmiechnęła.
- Uczy Cię nie tylko tego. - charakterystycznie poruszył brwią Wrona.
- No, przecież Anka ma darmowe lekcje wychowania seksualnego. I to od razu praktykę! Mnie zawsze uczyli tylko teorii... - jęknął Włodi. Ance aż żal się zrobiło tego biedaczka.
Zaraz, zaraz, Włodi zapomniał, jak sam wykładał teorię na pijackiej bibie z okazji urodzin Igły?... To było tak zboczone, że autorka postanowiła aż tak nie gorszyć społeczeństwa i nie zamieściła tego fragmentu w opowiadaniu, chociaż pierwotnie - miała takie plany.
- Biedaczek... - westchnęła.
- Ej, znasz kogoś, kto by doedukował tego nieuka? - spytał Mariusz.
- Na mnie tak nie patrzcie. Nie jestem doświadczona w tych sprawach. - palnęła.
- Ona ma romans ze swoim nauczycielem, to powinno być karalne! - krzyknął Włodarczyk.
- A weź spierdalaj. W ogóle, to zaraz macie trening, więc chyba musimy się rozejść. - próbowała zmienić temat.
- Ale zajmiesz się potem tym debilem? - zapytał Andrzej.
- Zatorskim? - pokiwali głowami. - A mam inne wyjście?
- Nie. - odpowiedzieli zgodnie wszyscy.
- No, to skoro nie mam wyjścia, no to się nim zajmę... - przewróciła oczami.
- Dzięki Bogu. - westchnął Wlazły i z całą bełchatowską kompanią udali się w stronę hali.
Anka tymczasem usiadła sobie na murku i pogrążyła się w myślach. Nakręcała sobie na palec kolejne pasemka włosów, i widać było, że jest zdenerwowana. Westchnęła i kopnęła jakiś leżący pod murkiem kamień. Podrapała się po głowie i przewróciła oczami. Zastanawiała się czy, i kiedy, będzie żałować swojej decyzji. A była ona poważna, zdecydowana - Chmura postanowiła bowiem zupełnie zrezygnować z zażywania tabletek antykoncepcyjnych, w myśl zasady: "Co ma być, to będzie.". Nie znaczyło to jednak, że czuła się już gotowa do założenia rodziny. Przecież ona nawet nie znała jego rodziców i ogólnie jego rodziny. Choćby rodzeństwa, które miał naprawdę liczne. Bo Nowakowskich z tego młodego pokolenia, było pięcioro - Piotrek był najstarszy, następnie dwie siostry - Malwina i Olga, brat Sebastian i najmłodsza siostra, której na imię było Roksana. Prawie, jak z rodzeństwem Ani. Też było go sporo, tylko że dziewczyna nie była spośród nich najstarsza. Jej siostra, Milena była już na tyle dorosła, że wyprowadziła się z domu. Druga, młodsza siostra, Zyta, i brat, Dominik, wciąż mieszkali z Anką i z rodzicami. Właśnie... czy można powiedzieć, że Anna jeszcze z nimi mieszkała? Przecież Nowakowski jak się uprze, to dopnie swego. A on bardzo chciał, żeby jego ukochana zamieszkała z nim w Rzeszowie. Chciał mieć ją przy sobie tak często i tak długo, jak to tylko było możliwe. Dla niego jasne było to, że jego dom zyska nowego lokatora po tym sezonie reprezentacyjnym. W swojej głowie już układał sobie wizję ich wspólnego pomieszkiwania. Martwił się jedynie tym, czy jego lokum nie będzie za małe, żeby pomieścić ich obojga. Wiedział bowiem, że musiałby zrobić w nim kącik dla Anki, żeby ona mogła zajmować się gdzieś swoją papierkową robotą, typową dla psychologów. Dziwne, że nie zastanawiał się nad tym, czy nie będzie im zbyt ciasno, gdy mieszkał pod tym samym adresem ze swoimi byłymi. No ale one nie potrzebowały żadnego miejsca wydzielonego specjalnie dla nich. A Chmura raczej takie musiałaby mieć, żeby swoją robotę mogła wykonywać i w domu. Analizy notatek można bowiem było przeprowadzać nie tylko na zgrupowaniu reprezentacji, ale także i w domowym zaciszu. A Cichy chciał, żeby to było to jego zacisze. Rzeszowskie zacisze przy ulicy... Cichej. To się idealnie ułożyło... Cichy przy Cichej. Chmura zaś w Lesznie mieszkała przy ulicy... Pochmurnej. Taka sytuacja. Czy jednak Chmura zamieniłaby Pochmurną na Cichą? Ona nie była pewna, czy chce podjąć ten kolejny krok w ich związku. Wtedy, gdy jej oświadczył, że chce, żeby z nim zamieszkała, wolała nie odpowiadać. Wtedy, gdyby zmuszono ją do wyrażenia swojego zdania - odmówiłaby. Nie czuła się wówczas na to gotowa. Ale teraz? Od jakiegoś czasu coraz częściej myślała o tej sprawie. I zaczęła się zastanawiać, czy może nie byłoby to dobre dla niej. Po pierwsze - uniezależniłaby się od rodziców, więc de facto zaczęłaby żyć na swój rachunek. Po drugie - zdobyłaby nowe doświadczenie życiowe, jakim niewątpliwie byłaby przeprowadzka do obcego jej miasta. No i po trzecie, najważniejsze - miałaby przy sobie najważniejszą osobę w jej życiu. Swojego ukochanego, który troszczył by się o nią, otaczał opieką, i przede wszystkim - sprawiałby, że czułaby się kochaną. Z pewnością umilałby jej życie w Rzeszowie, a i na początku na pewno oswoiłby ją z nowym miejscem zamieszkania. Sprawiłby, że poczułaby się pewniej w tym obcym dla niej świecie. Z pewnością zapoznałby ją z partnerkami siatkarzy Resovii. Anka miałaby wówczas już jakieś znajomości i czułaby się raźniej na Podkarpaciu. Zwłaszcza wtedy, kiedy Piotrek musiałby wyjechać na mecz. Bo przecież nikt nie był w stanie powiedzieć, czy psycholożka byłaby w stanie jeździć na każde spotkanie, w którym grałby jej chłopak...
Usłyszała cichy chrobot w stercie liści. Wstała z murku, na którym do tej pory cały czas siedziała i ruszyła w stronę źródła tego dźwięku. Zobaczyła, jak jakieś drobne zwierzątko gmera się pod ową stertą. Podeszła bliżej i zobaczyła, że jest to jeż. Uroczy, mały jeżyk. I nie był to bynajmniej typowy jeż europejski, tylko gatunek hodowlany - jeż pigmejski. Skąd tu się wziął taki zwierzaczek? Czyżby komuś uciekł? Ale kto tutaj mógł mieć jeża? Nic jej nie wiadomo było o tym, by któryś z siatkarzy takowego posiadał. Wzięła stworka na ręce i pogłaskała go delikatnie po grzbiecie. Jego kolce były bardzo miękkie. Bo to był właśnie taki gatunek, który raczej nie kłuje, który nie porani Ci dłoni, jak będziesz go miziać. Był więc idealnym zwierzaczkiem do przytulania. Anka była rozczulona jego widokiem. Głaskała go jak głupia i sprawiało jej to ogromną radość. Naprawdę, jeden, mały jeżyk potrafił wywołać takiego banana na twarzy, zazwyczaj powściągliwej w okazywaniu emocji, psycholożki. Przytuliła go, a on cicho burknął. Wyglądał na zadowolonego z tego, że przebywał w objęciach Chmury. A i ona wyglądała na bardzo zadowoloną z tego, że trzymała w swoich rękach to małe cudo. Bała się, że momentalnie go pokocha i zbytnio się do niego przywiąże, dlatego postanowiła przerwać te pieszczoty. Nie wypuszczając go z rąk, ruszyła w stronę ośrodka. Chciała wypytać się wszystkich, kogo tylko było można o to, czy to przez przypadek nie jest ich zwierzątko. Może on naprawdę się po prostu zgubił, a gdzieś tu był jego właściciel, który zapewne bardzo za nim tęsknił? Jeśli nie... wierzyła, że będzie mogła go zatrzymać. No przecież Nowakowski nie oprze się takiemu słodkiemu pyszczkowi, prawda? Nie ma szans, w takim ryjku zakocha się każdy. A że Piotrek należał do takich, którzy lubili sobie pokwiczeć z byle powodu, z pewnością zachwyci się tym brzdącem. Chociaż będzie mieć powód do tego kwiczenia, jak go zobaczy... Ania już wyobrażała sobie siebie i Piotrka siedzących w ich przytulnym domku, i bawiących się z jeżykiem. Czyli jednak. Wygląda na to, że zdecydowała się na przeprowadzkę do niego. Ale się chłopak ucieszy... Czyli najprawdopodobniej zyska dwóch nowych lokatorów do swojego mieszkania. Jednego wymarzonego, czyli śliczną, młodą dziewczynę o brązowych włosach, absolutnie przeuroczą istotę, którą pokochał całym sercem. A drugim z lokatorów będzie nieplanowany przez żadne z nich jeżyk. Ciekawe jak go nazwą. Biorąc pod uwagę to, że siatkarze mają, delikatnie mówiąc, szalone pomysły, można było się spodziewać wszystkiego... Cała nadzieja dla kolczastego zwierzaka w tym, że imię wymyśli mu Anka...
Nie, zaraz, zaraz, jakie imię? A jeśli to jest czyjś zwierzak? Chmura pacnęła się otwartą dłonią w czoło i ruszyła w stronę pomieszczeń zajmowanych przez siatkarzy. Natrafiła jednak na siedzącą w recepcji Kozłowską.
- Dzień dobry, pani Aniu. - zaczęła rudowłosa.
- Dzień dobry, pani Dagmaro. - odpowiedziała.
- Och, dorwała pani tego małego kolczaka? - zainteresowała się.
- Przejdźmy może na "Ty". Mówienie do mnie przez "pani" mnie postarza. A ja jeszcze taka stara się nie czuję. - zaśmiała się.
- No dobrze.
- Tak, złapałam go. Zauważyłam, jak przemykał pod stertą liści. Wyciągnęłam go stamtąd. To okaz hodowlany. - rzekła.
- Tak. Widywałam go przez parę ostatnich dni i wypytałam chyba wszystkich o to, czy to nie ich. Chociaż nie wiem, kto mógłby być tak genialny, żeby przyjechać z jeżem do Spały. - pokręciła głową.
- I? Coś z tego wynikło? - zaciekawiła się Chmura.
- Niestety nie. Nikt się do niego nie przyznaje. - westchnęła. - Wygląda na to, że gdzieś się zagubił, że to przybłęda. Co zamierzasz z nim zrobić? - zmieniła nieco temat.
- Wiesz, myślę, że mogłabym wziąć go do siebie. - podrapała się po głowie. - Myślę, że Piotrkowi też się spodoba. - uśmiechnęła się.
- Na pewno. - odparła. - Taki słodki pyszczek nie może się nie spodobać. - zachichotała ognistowłosa.
- To ja w takim razie idę go postawić przed faktem dokonanym. - śmiała się. - Nie będzie miał wyjścia, będzie musiał go zaakceptować.
I poszła w stronę jego pokoju. Tfu, ich pokoju. Przecież Stefan zgodził się na to, żeby zajmowali wspólny... Weszła do pomieszczenia i faktycznie go tam zastała. Leżał sobie rozwalony na łóżku i oglądał telewizję. Przy okazji wchrzaniał swoje ulubione żelki. Typowe przyzwyczajenia Pitera. Ziewnął głośno, lecz po chwili się ogarnął, gdy zobaczył w pokoju swoją dziewczynę. Zaczerwienił się nieco, nie chciał, by myślała, że jest znudzony jej widokiem. Nie, jemu po prostu troszkę chciało się spać. Ale teraz spać nie będzie, bo coś go bardzo zainteresowało. Jego oczy natychmiast dostrzegły pewien nowiutki szczegół. Owy szczegół siedział na rękach u Anki i wyglądał naprawdę przeuroczo. Chyba mu się spodobał, bo na jego widok bardzo szeroko się uśmiechnął.
- Ale fajny! - wrzasnął. - Skąd go masz?!
- Przybłąkał się. Nie wiem skąd. Podobno Kozłowska was wypytywała, czy ktoś z was nie przywiózł tu jeża? - spytała.
- A, tak. Faktycznie, pytała nas o to. Przynajmniej mnie. No, ale, to nie mój jeż, ja nigdy jeża nie miałem. - zaprzeczył.
- A chciałbyś mieć? - wypaliła?
- Sugerujesz mi, że chcesz go wziąć? - uśmiechnął się szeroko.
- Dlaczego by nie? - zaśmiała się. - No zobacz, jaki ma uroczy pyszczek.
- Uroczy pysio. - wyszczerzył się. - Bierzemy go. Odkąd moja była wyprowadziła się z naszym kotem, nie miałem zwierzaka. - westchnął. - Ale jeża jeszcze nigdy nie miałem. Nowe doświadczenie... Podoba mi się to.
- Super, dziękuję. - pocałowała go w policzek.
- Od razu podbił Twoje serce, prawda? - zachichotał.
- Nie tak szybko, jak Ty. - mrugnęła okiem, a on czule ją przytulił. - Muszę pomyśleć nad imieniem dla niego...
- Pomyślimy razem. - zaproponował. - Hmmm... a gdyby tak dać mu jakieś oryginalne imię? Pomyślmy... Apolinary nie, bo to się rymuje "Apolinary co zgubił okulary"... Gaudencjusz nie, bo mi się po prostu nie podoba... - zaczął wyliczać. - Pankracy nie, bo tak się nikt nie nazywa... Zenon... to nie jest imię dla jeża. - podrapał się po głowie. - Bożydar... Bożydar to mi się z jakimś pedofilem kojarzy, nie pytaj dlaczego...
- Dlaczego nie dasz mu imienia któregoś z chłopaków? - zapytała.
- Może mam go jeszcze nazwać Paweł? Po Zatorskim? - jęknął. - Nie, on potrzebuje jakiegoś super imienia.
Siedzieli dłuższą chwilę w milczeniu. To nie zapowiadało nic dobrego. To bowiem świadczyło o tym, że Pit myślał. A może raczej próbował to robić, bo przecież myślenie to była bardzo trudna rzecz... W pewnej chwili Cichy usiadł wyprostowany na łóżku, jakby chciał coś Ance oznajmić.
- Mam! - wrzasnął.
- Co masz? - jęknęła zdezorientowana.
- Imię dla jeża. - uśmiechnął się.
- Słucham.
- Pantagruel!
O kurwa, nie... Matko z ojcem i siostro z bratem, Piter... Lecz się na nogi, bo na łeb za późno... Piotruś, matka wie, że ćpiesz? Za dużo tej cholernej literatury, za dużo...
- Piotrek... - westchnęła.
- Tak? - spytał.
- To nie jest imię dla malutkiego, słodkiego jeżyka. - szepnęła i postawiła go na łóżku. Jeżyk od razu zaczął po nim zapierdalać jak głupi. - Patrz, jak śmiesznie biega. Jak fajnie sobie tupie nóżkami. - pomiziała go palcem po pyszczku. - Mój malutki tuptuś. - zaśmiała się.
- Tuptuś? Chcesz go nazwać Tuptuś? - podrapał się po głowie.
- Tak, myślę, że to idealne imię dla niego. - uśmiechnęła się.
- Ale na drugie będzie mieć Pantagruel.
- Niech Ci będzie... - pokręciła głową i popatrzyła na niego z politowaniem. - Chociaż... nie. Niech to będzie pseudonim, którego tylko Ty będziesz używać.
- To jak Ty chcesz mu dać na drugie? - jęknął. - Nie podoba Ci się imię Pantagruel?
- To nie jest imię dla jeża... To jest imię dla potwora. - powiedziała.
- Wcale nie. Mi się podoba. Ja mógłbym mieć tak na drugie. Albo na trzecie. Bo pierwsze mam ładne, i nie chcę go zmieniać. - wypalił. A Anka jedynie przywaliła sobie facepalm'a.
- Tuptuś Lucjusz, pseudonim Pantagruel, ale ja go używać nie będę. - zadecydowała Ania.
Tak więc Pit i Anka stali się właśnie posiadaczami małego, uroczego jeża pigmejskiego, Tuptusia Lucjusza, pseudonim Pantagruel, którego to będzie używać tylko Piter. Siatkarz postanowił upamiętnić tą chwilę, więc nie minęło nawet pięć minut, kiedy zdjęcie jeża znajdowało się już na jego Facebook'u.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
- Cześć, mamo. Właśnie dojechałam. ... Moje pierwsze wrażenia odnośnie Spały są bardzo pozytywne, naprawdę mi się tu podoba. ... No, okolica jest ładna. Niedaleko ośrodka jest sporej wielkości park, do którego będę mogła się udać, jak będę chciała. ... Nie, jeszcze w nim nie byłam, po prostu, jak jechałam tutaj, to zauważyłam, że jest. ... Nie wiem, mamo, co się w nim znajduje. Pewnie drzewa. Krzaki... No, ja też mam nadzieję, że jest jakiś stawek. Siadałabym sobie na brzegu, kruszyła bułkę i karmiła nią kaczki. ... Co jeszcze jest ładnego oprócz parku? Wokół ośrodka rosną drzewa, to naprawdę ładnie wygląda... Tak, to jest takie... inne, nadaje takiej trochę... specyficznej atmosfery... No w końcu mówi się, że Spała położona jest w lesie, prawda, mamo? ... Ja się naprawdę czuję, jak na takim jakimś odludziu, miejscu nieco dzikim, tajemniczym. Ale to jest w tym wszystkim takie fajne, bardzo mnie to pociąga... Tak, pociąga mnie, dobrze słyszysz. ... Las mnie pociąga, a nie siatkarze... Co jeszcze mi się podoba? Przed ośrodkiem rosną prześliczne kwiaty, widać, że ktoś o nie dba. ... Tak, mamo. Tak, słyszę Cię doskonale... Mamo! Ja tu przyjechałam pracować, a nie romansować! Będę robić zdjęcia, nic więcej, w żadne romanse się nie wpakuję! ... Tak, mamusiu, Twoja Kamilka wie, dlaczego przyjechała do Spały. Nie spodziewaj się żadnych ekscesów, to nie dla mnie. ... Uwierz mi, mi naprawdę nie zależy na tym, żeby znaleźć tu męża! - usłyszeli, jak jakaś młoda kobieta rozmawiała przez telefon ze swoją rodzicielką. Była raczej niewysoka i dopóki nie wrzasnęła na swoją matkę, na jej twarzy gościł szeroki, prześliczny uśmiech. Mogła się podobać, pomimo tego, że nie wyglądała na zwyczajną dziewczynę. Takie bowiem nie farbowały włosów na niebiesko - fioletowo. A ona miała je w ciemnych odcieniach tych kolorów, chociaż w sumie, to trudno było ocenić, czy to jest fiolet, czy wpadający w niego róż. Rozejrzała się wokół, by sprawdzić, czy nikt jej nie obserwuje i zatrzepotała rzęsami. Pomijając te kolorowe włosy, wyglądała na naturalną, a nie żadną tapeciarę. Nie nałożyła żadnej szpachli na twarz, postawiła jedynie na delikatny makijaż oczu i podkład, mający ukryć niedoskonałości jej cery. Jedyne, co mocniej podkreśliła, to usta, które pomalowane miała na różowo. Ubrana była w rozpinany, szary sweter, a pod nim miała bardzo modnego T - shirt'a - był czarny z nadrukowanym na niego zdjęciem jakiejś młodej dziewczyny. Całości dopełniały białe napisy pod owym zdjęciem. Spodnie dziewczyny były najzwyczajniejszymi w świecie jeansami, natomiast na stopy założyła czerwone Conversy - które były zawsze na czasie. Kim była owa dziewczyna? Chłopcy o tym nie wiedzieli. Niektórzy wpatrywali się w nią jak w obrazek, widać było, że przypadła im do gustu. Innych zbytnio nie ruszała, chociaż nie mogli powiedzieć, że nie jest ładna. No cóż, w najbliższym czasie będą mogli się jej naoglądać do woli, bo owa panna miała być nowym fotografem reprezentacji. I podobno zamierzała robić zdjęcia nie tylko podczas treningów czy meczy... Ale oni oczywiście o tym nie wiedzieli, a kiedy się dowiedzą? Tego nie wiedział nikt. Ani oni, ani prawdopodobnie sama Kamila Falęcka.
Może być z nią ciekawie.
- Łooo, ale cizia! Prześliczna sucz. - rozmarzył się Konan.
- Zacna, milordzie. - poparł go Muratore.
- Te, Konan! Żonę masz, a nie sobie do jakiejś pustej lasi wzdychasz! - parsknął Fabian.
- Ej, spokojnie! Kocham tylko moją Sabinkę! Ale co ja na to poradzę, że laska jest ładna? Tylko kontempluję jej urodę. - odburknął mu.
- A mi się nie podoba. - prychnął Karollo.
- Wyjątkowo chujowa opinia. - stwierdził Kubiak.
- Wiecie, chłopcy, z opinią jest jak z dupą - każdy ma swoją. - rzekł Cichy głosem jakiegoś wielkiego myśliciela. Połowa chłopaków na jego słowa wybuchnęła możliwie najdzikszym śmiechem, druga patrzyła na niego jak na jakieś Dziecko Słońca. O kurwa, patrzenie na kogoś jak na Zatorskiego? To serio może kogoś upokorzyć... I bynajmniej o Zatiego tu nie chodzi... - Ale musicie też wiedzieć, że każdą, nawet najbardziej chujową opinię, należy respektować.
- Ja pierdolę, lecz się na nogi, bo na łeb już za późno. - jęknął zgonujący na podłodze... Zatorski. - Jezu, Człowieku... - zaczął.
- Na imię mam Piotrek, a nie Jezus, ale człowiek się zgadza. - wtrącił mu się w pół zdania Nowakowski. Cała hala po raz kolejny zaniosła się brechtem. Nikt nie umiał rozbawić towarzystwa w taki sposób, jak ten dwumetrowy blondasek. Niby taki spokojny, niby małomówny, a jak już w końcu coś powie, to wszyscy leżą i kwiczą.
- Przez Ciebie kiedyś umrę na śmierć. - wypalił młody libero kończąc tym samym swoją wcześniejszą myśl.
- No, w sumie, to trudno byłoby umrzeć na życie. - zauważył niezwykle odkrywczo Cichy, a sala zgonowała na potęgę.
- O matko, ale pocisk. Pierwsza klasa. - jako pierwszy odezwał się Kurek, gdyż po prostu jako pierwszy się ogarnął.
- Dziękuję, dziękuję. - uśmiechnął się triumfalnie Pit. - A tak w ogóle, to dodam, że mnie ta laska też nie nawilża.
- No tak, bo Ciebie nawilża Anka. - zaśmiał się Łomacz.
- Mmmm... nawilża mnie to niezwykle ponętne ciałko, gdy się tak owija wokół mojego. I tak pieści, i całuje, och, taak, taka delikatna, ta pupcia, te cycunie... - rozmarzył się.
- Dobra, wystarczy już tych opisów jak z pornoli, erotomanie jeden. - jęknął Rucek.
- Ej, erotoman włącza się u mnie tylko przy Ance. - fuknął na niego.
- Chyba będę musiał nakręcić waszą drugą seks - taśmę. - wypalił Igła. - Ale tym razem uwiecznię też na filmie waszą grę wstępną, bo widać, że musi być wyjątkowo urozmaicona. - Piter zarumienił się jak dupa. - Haahahaa, wiedziałem. - dodał niezwykle zadowolony z siebie Krzysiu.
- Dobra, chłopaki, zamknąć się. Kontemplujcie nad pięknem tej dupy. - przerwał im Wrona.
- Najłatwiej będzie zrobić jej zdjęcie. - podrapał się po głowie Mały.
- No to cykaj fotę, a nie się cykasz. - zachichotał Kosok.
Dziewczyna chyba zauważyła, że siatkarze ją obserwują, i co więcej, że chcą jej zrobić zdjęcie, bo uśmiechnęła się słodko i zamrugała rzęsami do ich komórek. Uśmieszek i te zaloty najlepiej uchwycił chyba telefon Wiśni, więc Łukasz natychmiast wrzucił zdjęcie na Facebook'a.
- Dobra, chyba macie jednak rację, niezła jest. - rzekł Karol, a reszta bandy głośno się zaśmiała.
- A skąd ona się tutaj wzięła? - spytał Mario.
Z Częstochowy, drogi Mariuszu. Tam się urodziła i tam spędziła 22 lata swojego życia. W zeszłym roku rozpoczęła studia na kierunku: filologia romańska, jednakże szybko zrozumiała, że nie jest to coś, co pragnie robić w życiu. Ona zupełnie chciała się poświęcić fotografii, którą uwielbiała od dziecka. Rzuciła więc naukę i zaczęła zarabiać z robienia zdjęć, dorabiając czasem jako kelnerka w jednej z częstochowskich kawiarni. I była szczęśliwa, bo zajęła się tym, co ją pasjonowało, tym, czym zawsze chciała się zajmować. Gdy tylko zobaczyła urządzony przez PZPS casting na nowego fotografa reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, nie wahała się ani chwili. Niemal od razu wysłała swoje CV. Jak widać, doceniono ją. Kilka zdjęć przyrody, krajobrazów, ludzi i martwej natury, które wysłała wraz ze zgłoszeniem, musiało przypaść do gustu tym, którzy zadecydowali o takim, a nie innym wyborze. Przecież mogli zdecydować się na kogoś znanego, doświadczonego, a oni tymczasem wybrali młodą, można by rzec, nieopierzoną, dziewczynę, dla której fotografia była jedynie jej hobby. Czymś ich jednak musiała ująć, stąd ta szansa, jaką otrzymała. Falęcka zamierzała wykorzystać ją w 100%, najlepiej, jak tylko potrafiła. Pracę powinno ułatwić jej to, że od dawna była zagorzałym kibicem siatkówki. Oglądała w telewizji każdy mecz kadry, a i często chodziła na spotkania częstochowskiego AZS'u. Zdarzało się, że po odniesieniu sukcesu przez miejscowy zespół, podchodziła do niektórych chłopaków po autografy. Miała w swojej kolekcji podpisy Wiśni, Cichego, Wrony, Drzyzgi, Bartmana... W tym zbiorze można było znaleźć i takie, które złożyli Krzysiek Wierzbowski, Kacperek od Prezeska, Zator, Dawid Murek, Bąku, Paweł Woicki... Możliwe więc, że część kadry ją znała. Lecz czy ją kojarzyli? Wtedy miała jeszcze brązowe włosy... W sumie, to nie planowała takiej zmiany koloru swojej fryzury. Miała się przefarbować jedynie na wakacje, trzy lata temu. Uzyskany efekt jednak tak bardzo jej się spodobał, że zdecydowała się na trwałą zmianę swojego image'u. Nie przejmowała się tym, że niektórzy nieco krzywo na nią patrzyli, zaczęli wytykać ją palcami i przezywać od dziwaków. Ona w tych dwukolorowych włosach czuła się naprawdę dobrze. I to było dla niej najważniejsze - to ona miała się czuć komfortowo, to jej miało się to podobać. Inni mogli gadać, co chcieli...
Dziewczyna postanowiła w końcu się przełamać i podeszła do dyskutujących ze sobą siatkarzy...
- Dzień dobry. - rzekła, i poprawiła ręką swoje włosy, co by jej za bardzo na twarz nie zjeżdżały.
- Witaj, o urodziwa niewiasto. - ozwał się Możdżon. Możdżon, który pomimo kontuzji uniemożliwiającej mu granie i trenowanie, zdecydował się na pozostanie z chłopakami w ośrodku. Uważał, że jego mentalne wsparcie może się im bardzo przydać.
- Kogóż tu do nas przywiało, do naszej pięknej Spały? - zwrócił się do niej Siurak.
- Kamila. - uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń w ich stronę. Każdy z siatkarzy ją uścisnął.
- Co zamierzasz tutaj robić z tą bandą pojebów? - spytał Gregor. Jakby on sam był normalny...
- Pracować. - odpowiedziała, zgodnie z prawdą.
- Nówka w sztabie? - zaśmiał się Wojtaszek.
- Nie jestem pewna, czy fuchę fotografa reprezentacji można nazwać pracą w sztabie szkoleniowym. - podrapała się po głowie.
- Ooo, foteczki będziesz nam robić? - zainteresował się Zator.
- Fajnie! Chciałbym Ci tylko powiedzieć, że lewy półprofil mam lepszy, więc proszę fotografować mnie tylko i wyłącznie z tej strony. - powiedział Winiarski.
- A ja ogólnie chujowo wychodzę na zdjęciach, więc ploszę Cię o to, żebyś mi ich za dużo nie lobiła, dobrze? - bąknął Buszek.
- Prosi to się świnia. - zgasił go Kubi.
- Kfiiik, kfiiiik! - zaczął kwikać Łomacz. On przed chwilą stwierdził, że jest najnormalniejszy z całej ekipy? Co to, to nie, panie Grzegorzu.
Z pewnością normalny nie był też Włodi. On, w przeciwieństwie do rozgrywającego, zaczął sobie wesoło... pochrumkiwać.
- Widzę, że macie tu wesoło. - zauważyła pani fotograf.
- Takie życie z siatkarzami. Na przypale, albo wcale. - zachichotał Pit.
- No już zwłaszcza Ty tu robisz przypał. - burknął Ruciak.
- A wypierdolić Ci w czambuł? - warknął na niego środkowy.
- Co macie na myśli, mówiąc, że robi przypał? - przerwała im Falęcka.
- To, że ten osobnik jeszcze nie raz nie da Ci się porządnie wyspać w nocy. - szepnął Żygadło.
- Eeee... - jęknęła. - Przykro mi, nie dam się. Nie przyjechałam tu romansować. - przewróciła oczami.
- Nie to miałem na myśli. - odrzekł Ziomek.
- A co?
- Przyzwyczaj się do dzikich wrzasków, jakie będą do Ciebie dochodzić z jego pokoju. - zaśmiał się. - Nasz kolega nie potrafi zrozumieć, że noc to jest taka pora dnia, która jest przeznaczona tylko i wyłącznie do spania, do regeneracji. - westchnął.
- Mówiąc dosadnie, rucha się po nocach z naszą psycholożką, jęcząc przy tym jak stara babcia. - zaśmiał się Kłosik.
- Z resztą ona nie lepsza. - stwierdził Jarski. - Drze się jak stare prześcieradło.
- Ej, to może niech on spróbuje jęczeć jak młoda babcia, a ona drzeć się jak nowe prześcieradło? - wypalił Zator. Tak, tylko Pawełka stać było na taką złotą myśl, po której usłyszeniu chłopcy położyli się na ziemi i zaczęli fikać na wszystkie strony. Który to już raz przez niego pizgali ze śmiechu, to już nikt nie zliczy. Kamilę też to rozbawiło, bo musiała złapać się jakiejś poręczy, żeby nie wylądować obok nich. Też się brechtała, najgłośniej jak potrafiła.
- Pawełku, nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości. - zaczął Mikuś, gdy tylko się ogarnął.
- Tak? - przestraszył się Zatorski.
- Przejrzałem całe Allegro, pół E - bay'a, trzy czwarte Gumtree i ćwierć Olx'a. I nigdzie nie znalazłem czegoś, co by Ci się mogło bardzo przydać. - westchnął.
- Czyli?
- Mózgu, debilu! - wrzasnął na niego, aż Pawełka usadziło na ziemi. - Czy Ty w ogóle kiedyś go używałeś? - prychnął.
- Nie mógł używać, i wygląda na to, że mu zaniknął. W końcu długo nie używane organy mają tendencję do zanikania. - powiedział Bociek. - Babka od przyry mnie w szkole uczyła! - wyszczerzył się.
- Ty chociaż do szkoły chodziłeś. On się zatrzymał na poziomie żłobka. - wtrącił się Nowakowski.
- Chyba raczej domu dla obłąkanych. - zarechotał Kosok.
- Wyrzucili go z domu dziecka, bo sobie z nim nie radzili. - swoją myśl postanowił wygłosić Ryży, który od niedawna przecież ryżym już nie był.
- Ekhem, ogarnijcie się, pacany. - westchnął Zagumny i pokręcił głową z niedowierzaniem. - Drogi Piotrze, może po prostu spróbuj w ogóle nie jęczeć po nocach? Wiesz, jak bardzo nam tą decyzją uprzyjemnisz życie? W końcu wyspany siatkarz, to siatkarz w formie.
- I powiedz Ance, żeby się nie wydzierała tak głośno, bo czasem to naprawdę przegina. Ja rozumiem, że może lubi jakieś dzikie seksy... Ale żeby aż tak dzikie? - wypalił Ruciak.
- Szanowny panie Pawle, ale chyba nie powie pan, że nie jestem aktualnie w dobrej formie? - fuknął Cichy.
- Ależ skąd. - odparł Guma.
- Właśnie. Więc dopóki wszystko gra z moją boiskową dyspozycją, nie muszę nic zmieniać. - wystawił mu język.
- Nie pokazuj krowy, bo Ci język nasika! - wrzasnął Kurek. Czy kiedyś już ktoś wspomniał, że Bartosz miał problemy z poprawnym wypowiadaniem przysłów?...
- To chyba nie tak leciało, Siurak. - zauważył Winiar.
- Masz rację, coś było nie tak. - zastanowił się przyjmujący Maceraty. - Nie pokazuj krowy, bo Ci język nasika. - poprawił się. A raczej myślał, że to zrobił...
- E, powiedziałeś to samo. - stwierdził Drzyzga.
- Nie pokazuj kro... Kurwa! Nie pokazuj kro... języka, bo Ci języ... krowa nasika! - wydusił w końcu z siebie.
- Jesteśmy z Ciebie dumni, Bartoszu. - rzekł Możdżon i poklepał go po plecach.
- No i tak sobie żyjemy, nie? A co! - podsumował wszystko Igła.
- Nasz status ontologiczny faktycznie wskazuje na to, iż żyjemy. - wypalił Łomacz.
- Gregor! Od kiedy Ty jesteś takim filozofem?! - ryknął zdumiony Mateusz.
- Od pojutrza. - odpowiedział. - Tfu, kurwa, sorry. Od przedwczoraj. Ciągle mi się pierdoli w głowie, które to jest wczoraj, a które to jest jutro.
Serio, Gregor?
- To myślałem, że ja jestem głupi, jak nie potrafię rozróżnić prawej strony od lewej, ale widzę, że z Ciebie jest jeszcze większy imbecyl. - zaśmiał się Wiśniewski.
- Mam nadzieję, że nie czujesz się przerażona obcowaniem z tą bandą debili. - westchnął Zagumny, zwracając się do pani fotograf.
- Ależ skąd. Widzę, że macie tu naprawdę wesoło. - zachichotała. - Podoba mi się!
- Widzisz, Paweł? Nie musisz się bać o to, że ją zgorszymy naszym brakiem intelige... eee... czym my ją zgorszymy? - Cichy odstawił numer niczym w pamiętnym wywiadzie. No, Piotruś, co postawili Niemcy?
- Waszym brakiem inteligencji. - podpowiedział mu doświadczony rozgrywający.
- Naszym brakiem inteligencji, no tak. - uśmiechnął się, po czym zrozumiał, co powiedział. - Mów za siebie, Ty kapusto jedna! - wrzasnął.
- Kapusto? - przewrócił oczami.
- Kapusta, bo głowa pusta. - burknął.
- Mi to on raczej przypomina sałatę. - wtrącił się Zati.
- Sałatę? Dlaczego sałatę? - zdziwił się Wąski.
- Bo kapusta jest zielona. - uśmiechnął się szeroko, podczas gdy koledzy jeden za drugim przywalali sobie po facepalm'ie. Synchron idealny, jak w meksykańskiej fali...
- Paweł... Muszę Cię zmaltwić. - odezwał się Buszu.
- Tak?
- Sałata też jest zielona...
- Chłopcy, czy ja mogę mieć małe pytanko? - Kamila przerwała im fascynujące rozważania o warzywach. Może to i dobrze, bo pewnie w końcu któryś z chłopaków by usłyszał, że jest kalafiorem. Albo cebulą. Albo cebulakiem.
- Oczywiście. - odpowiedział Winiar
- Czy zgodzilibyście się na to, żebym robiła wam zdjęcia nie tylko podczas treningów? - spytała.
- A gdzie chcesz nam robić foteczki? Pod prysznicem? - zaśmiał się Konan.
- Nieeeeeeeeeeeeeee! - jęknął Pit, zupełnie jakby się dowiedział, że wraca nowy sezon "Igłą Szyte". - Tylko Anka może mi robić zdjęcia pod prysznicem!
- Spokojnie, do łazienek, i do łóżek nie będę wam zaglądać. - zaśmiała się. - Bardziej chodziło mi o takie luźne sytuacje, takie jak na przykład teraz, gdy sobie rozmawiacie.
- A, to nie ma problemu. - stwierdził Wojtaszek, a reszta pokiwała głowami na znak, że zgadza się z libero.
- No to bardzo się cieszę. Pozwolicie, że ja pójdę się rozpakować i porozmawiać ze sztabem szkoleniowym? Dopiero co tu przyjechałam. - oznajmiła.
- Jasne. Miłej pracy życzmy. - uśmiechnął się Jarosz.
- I żebyś wytrzymała z tą bandą debili. - zakończył Guma.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Maringa, Brazylia
Co tam, panie, działo się, w tak zwanym międzyczasie, w Brazylii? Hala w Marindze tętniła dziś życiem. Nic dziwnego, w końcu już jutro reprezentacja Polski miała zmierzyć się z gospodarzami w ramach Ligi Światowej. Niby wysłano tam drugi sort Polaków, jednakże większość dziennikarzy z zaprzyjaźnionej stacji ze słoneczkiem twierdziła, że to nie jest już ta sama Brazylia i absolutnie nie zdziwiłoby ich, gdyby zdeterminowana młodzież, uzupełniona o kilku bardziej doświadczonych chłopaków, wywiozła z kraju kawy co najmniej jedno zwycięstwo. W sumie, to, że ich by to nie zdziwiło, to mało powiedziane. Oni wręcz oczekiwali tego... Czasem Ci nasi dziennikarze mają zbyt wygórowane pragnienia. No bo żeby od bandy małolatów wymagać ogrania mistrzów świata? Wicemistrzów olimpijskich? Przecież ta kadra tak bardzo się nie zmieniła od tamtego czasu. Cały czas rozgrywał młody Rezende, ścianę na środku ustawiali Lucas i Sidao... Murilo też chyba od zawsze był przyjmującym. A przynajmniej odkąd nasi chłopcy mogli pamiętać. Zmienił się tylko jego partner na tej pozycji - młody Lucarelli stał się absolutnym objawieniem kadry. Silny, z dobrym uderzeniem, mocną zagrywką, i nie przyjmuje jak jakaś ostatnia lama... Atak? Także bez zmian, przecież Wallace i Vissotto też nie byli żadnymi świeżakami w tym zespole... Jak tu więc, Ci nieopierzeni jeszcze na arenie międzynarodowej, gracze, mieli nawiązać wyrównaną walkę ze znacznie bardziej doświadczonym od nich zespołem Canarinhos? Przecież tam każdy z zawodników miał więcej występów, niż cała kadra "B" razem wzięta, z wyłączeniem Woickiego może... A co na żądania dziennikarzy odpowiedział Andrzej Kowal? Otóż, Andrzejek stwierdził, że dopóki piłka w górze, to wszystko jest możliwe, nawet ogranie Brazylii rezerwowym składem i na ich terenie. Przecież nasi siatkarze od dobrych paru lat nie potrafili w tym kraju odnosić zwycięstw. Pierwsza kadra, a co dopiero wspominać o zmiennikach. Kowal czuł jednak, że to się może w tym roku zmienić. On naprawdę wierzył w to, że ta grupa może postawić faworyzowanym gospodarzom trudne warunki, może narzucić swój styl gry, naprzykrzyć im się strasznie... To w jakim składzie zagrają Brazylijczycy, było raczej do przewidzenia. W swoim stałym. Na rozegraniu oczywiście Bruno Rezende, syn trenera reprezentacji, Bernardo Rezende. Oj, Misiek Kubiak by sobie z młodszym z rodziny pogadał pod siatką, z pewnością... Bo Rezende to był znany prowokator, ależ oczywiście, że miał to po tatusiu. Ale nie tylko on się tak zachowywał, to ogólnie był bardzo kłótliwy zespół. Z sędziami i innymi zawodnikami chętnie dyskutował także podstawowy atakujący drużyny "Kanarków", Wallace da Souza. To był siatkarz dysponujący dość zróżnicowaną zagrywką. Potrafił zarówno "kopnąć" dobre 120 kilometrów na godzinę, jak i posłać leciutkiego float'a, w stylu środkowych. A skoro o środkowych mowa, to Lucas Saatkamp i Sidney dos Santos Junior, czyli Sidao, byli jednymi z nielicznych graczy na swojej pozycji, którzy dysponowali mocną zagrywką z wyskoku. Taka była już raczej niespotykana wśród blokujących. W polskiej reprezentacji nikt o niej nie słyszał od paru lat. Coś tam Wiśnia próbował, ale chyba ostatecznie zdecydował, że też będzie zagrywać float'em. W kadrze "B" był jednak gracz, który także próbował serwować w sposób mocny. Był to Dawid Dryja, środkowy Effectora Kielce, zwanego niekiedy przez złośliwych - Reflektorem. Dryjce nie zawsze taka bomba wychodziła, jednak radził sobie w tym elemencie więcej, niż przyzwoicie. Był jedną z niewielu nadziei na to, że doczekamy się jeszcze na tej pozycji gościa, który potrafi solidnie przychrzanić. Ten mecz z Brazylią może być więc ciekawym materiałem do analizy - jak w porównaniu z Lucasem i Sidao serwują nasi środkowi. Niestety, leciutka zagrywka Bartosza Gawryszewskiego może się spotkać z brutalną, siatkarską rzeczywistością. Takie baloniki, jakie były posyłane przez kapitana Trefla, były przyjmowane przez Murilo Endresa i Ricardo Lucarellego z zamkniętymi oczami, a Mario Junior mógłby w międzyczasie dodatkowo rozwiązywać sobie sudoku, a i tak nie miałby problemu z odebraniem takiej piłeczki. Dżony Nowakowski też nie zachwycał pod tym względem, preferował typowego dla najbardziej wyrośniętych zawodników float'a. Ciekawie mogło wyglądać to, co w powietrze posyłał Piotr Hain. Trudno było określić, czy była to "szmata", czy bomba, a on sam nie pomagał w podjęciu tej decyzji. Nazywał to bowiem "jakieś chuj wie co"...
A kto miał zagrać w pierwszym składzie naszej reprezentacji? Tak naprawdę nikt o tym nie wiedział, nawet zawodnicy. Endrju nie zamierzał zdradzać składu wcześniej, niż pół godziny przed meczem. A i z treningów nie można było zbyt wiele wywnioskować, bo rotował na nich zawodnikami jak głupi... Była to więc zagadka, która wyjaśnić się miała dopiero jutro.
Chłopcy się tym jednak nie przejmowali. Żyli swoim życiem, prowadząc ożywione dyskusje i wykręcając sobie jakieś psikusy.
- Janek, mogę mieć do Ciebie pytanie? - zaczął Bołądź.
- Jasne. - odpowiedział środkowy z Bydgoszczy.
- Gdybyś stał się posiadaczem jeża... jakbyś go nazwał? - spytał.
- Uch. Trudne pytanie... Ale myślę, że Alojzy to odpowiednie imię. - uśmiechnął się.
- Jednak głupota jest chyba wrodzona w przypadku tego nazwiska. - westchnął i pokręcił głową.
- Co masz na myśli? - fuknął.
- To, że Piter swojego jeża nazwał Pantagruel. - zaśmiał się.
- Piotrek ma jeża?! Od kiedy? - zainteresował się tym, co usłyszał.
- Chyba od dzisiaj. Tak mi się wydaje. W ogóle, to jest to chyba zwierzak tej jego laski. - podrapał się po głowie.
- Tej psycholożki?
- Taaa. - mruknął.
- Całkiem niezła z niej dupeczka. - zachichotał.
- No, jest na czym oko zawiesić. - przytaknął.
- E, nie macie co do niej wzdychać, skoro jest zajęta. - zauważył Dryja.
- Czy ja mówię, że chciałbym coś z nią działać? - przewrócił oczami atakujący Czarnych Radom.
- No, w sumie, to nie. - bąknął.
- No właśnie. Nie dorabiaj sobie żadnych własnych ideologii do tego, że po prostu bym sobie na nią popatrzył. - westchnął.
- A czytaliście, że Gawryła by ją sobie wyobracał, gdyby tylko mógł? - wtrącił się Romać.
- Mhm. - bąknął lakonicznie Nowakowski.
- Jak chce nadal zdradzać swoją żonę, no to proszę bardzo. - pokręcił głową Bołi. - Potem będzie tego żałować. No ale mądry głupi po szkodzie. - westchnął.
- Jak ktoś życzliwy nakabluje to jego żonie, no to miło mu nie będzie... - szepnął Dawidek.
- Przez swoją własną głupotę może rozpierdolić swoje małżeństwo, które przecież tak długo było idealne. - stwierdził atakujący drużyny z Lubina.
- Dobra, porozmawiajmy może o kimś innym. - zmienił temat blondwłosy atakujący.
- O kim? - spytał Szymon.
- A może o naszym miśku nieogarku. - zachichotał.
- O Hainku? - wolał się upewnić Dryjka.
- Taaa. - bąknął. - Wiecie, że on podobno chce sobie znaleźć żonę w Brazylii? Jutro po meczu ma wyrwać jakąś brazylijską kibickę. - zaśmiał się.
- Przyznaj, że sam byś chętnie taką wyrwał. - odparł środkowy.
- Nie. Nie kręci mnie latynoska uroda. - powiedział.
- A ja mógłbym sobie z taką poromansować. - uśmiechnął się Jasiek.
- No to powodzenia, jak jutro jakąś wyrwiesz, to dostaniesz pięć zeta. Pasuje? - rzekł Szymek.
- Jak najbardziej. - mrugnął okiem. - Pięć zeta? Boże, Romać taki hojny. Będę tak kurewsko bogaty, że o ja Cię pierdolę.
- Hain by stwierdził, że wcale tego nie robisz. - zarechotał Dawid.
Ale może na przykład jutro będzie to robić? Znaczy, może nie z Dryjką, ale z ową wyrwaną brazylijką?...
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
A co tam na Facebook'ach naszych chłopców? Zdjęcie, które wstawił Wiśnia, a na którym było widać nową panią fotograf naszych siatkarzy zostało oczywiście skomentowane przez część bandy, a ponadto przez Ankę i... Kozłowską.
Niby w którym miejscu nasi dwaj środkowi o kolorze włosów blond są do siebie podobni? Anka, co Ty brałaś, żeś taki wniosek wysnuła?...
Co ten Igła?...
_____________________________________________________________
Co ten Igła, co Ci chłopacy w Spale? To, co oni dzisiaj wygadywali, to naprawdę był idealny popis debilizmu... Zagumny jako kapusta, Zator i jego mądrości o sałacie, Łomacz nie rozróżniający słów "przedwczoraj" i "pojutrze", Siurak nie znający przysłów i powiedzeń, Nowakowski, który jak zwykle wszystkich gasi swoimi tekstami...
W kadrze nówka sztuka. Nieśmigana, a przynajmniej przez żadnego z przebywających na zgrupowaniu chłopaków. Czy i kiedy komuś ulegnie? Kogo obstawiacie? A może uważacie, że Kamila zachowa swoją cnotę?
Fragment o jeżu Pantagruelu został zainspirowany tym, że w piątek widziałam po raz pierwszy w życiu naszego, polskiego jeża. I bardzo mnie to ucieszyło. A Pantagruel stąd, że ostatnio musiałam czytać to na literaturę. I tak jakoś mi się skojarzyło.
Kadra "B" nie próżnuje. Czy któryś z chłopaków wyrwie swoją wymarzoną Brazylijkę?
Fragment o jeżu Pantagruelu został zainspirowany tym, że w piątek widziałam po raz pierwszy w życiu naszego, polskiego jeża. I bardzo mnie to ucieszyło. A Pantagruel stąd, że ostatnio musiałam czytać to na literaturę. I tak jakoś mi się skojarzyło.
Kadra "B" nie próżnuje. Czy któryś z chłopaków wyrwie swoją wymarzoną Brazylijkę?
ASSECO RESOVIA RZESZÓW ZE SREBRNYM MEDALEM LIGI MISTRZÓW!
Tak, to się stało naprawdę. Stało się, jak chciałam. Resovia pokonała w półfinale PGE Skrę Bełchatów i finał rozegrała z naszpikowanym gwiazdami Zenitem Kazań. Między innymi z pięknym Mefju.
Niestety, emocjonującego pojedynku raczej nie było, bo się skończyło 3:0 dla drużyny z Rosji, ale i tak się cieszę.
Tak, to się stało naprawdę. Stało się, jak chciałam. Resovia pokonała w półfinale PGE Skrę Bełchatów i finał rozegrała z naszpikowanym gwiazdami Zenitem Kazań. Między innymi z pięknym Mefju.
Niestety, emocjonującego pojedynku raczej nie było, bo się skończyło 3:0 dla drużyny z Rosji, ale i tak się cieszę.
A jeszcze bardziej cieszy mnie nagroda indywidualna dla pewnego pana, którą to chyba mu przepowiedziałam. :D
Pod koniec grudnia pisałam pod którymś rozdziałem: "A może by tak jakaś nagroda Best Blocker'a dla Pitera"? Chciałam, to mam. :D
Ten chłopak na to wyróżnienie naprawdę zasługiwał jak mało kto.
A ja już po meczu ze Skrą powiedziałam sobie, że to właśnie on zdobędzie ten tytuł. Ha, jestę jasnowidzę.
A co na to sam nagrodzony?
Pod koniec grudnia pisałam pod którymś rozdziałem: "A może by tak jakaś nagroda Best Blocker'a dla Pitera"? Chciałam, to mam. :D
Ten chłopak na to wyróżnienie naprawdę zasługiwał jak mało kto.
A ja już po meczu ze Skrą powiedziałam sobie, że to właśnie on zdobędzie ten tytuł. Ha, jestę jasnowidzę.
A co na to sam nagrodzony?
Uwierz. :D
Czy sympatyczny środkowy, jak to go nazwano w Sportowych Faktach, ma nam jeszcze coś do przekazania?
Czy sympatyczny środkowy, jak to go nazwano w Sportowych Faktach, ma nam jeszcze coś do przekazania?




JEŻYK! <3 TUPTUŚ <3
OdpowiedzUsuńI na tym bym w sumie mogła skończyć, bo jeżki (zaraz za pingwinami) to najpiękniejsze stworzonka na ziemi :D Ja się będę upierać, żeby ktoś się pokusił o podryw jeża :D A skoro mamy na stanie panią Kamilę, to może coś by tutaj... ;)
No właśnie, pani Kamila - fotografka. Bardzo oryginalny kolor włosów :D A rozmowa z mamą szalenie zabawna :D Oj, nie sądzę, żeby udało jej się nie zaliczyć żadnej przygody z którymś z siatkarzy ^^
Nieśmiertelne, czerwone Conversy <3
Wyrywanie Brazylijki? :o Poszukiwania żony? :o SZALEŃSTWO! Już widzę ten podryw xDDD
Mój przyszły mąż Szymon taki hojny w swej szczodrości <3
Hoho, Dawidziu, na kolegę z drużyny byś zakablował, że zdarza mu się poromansować?
TYLKO NIE TO ZDJĘCIE Z BANANKIEM, JA SIĘ BŁAGAM XD
GORĄCĄ PROZĘ JUŻ PRZECIEŻ PISAŁAM I ODDAŁAM XD
Piękny Mefju tak bardzo doceniony, że aż został wspomniany <3
Kisski :*
Podryw na jeża? Jak im Piter jeża pożyczy... xdd
UsuńDryja, mówiąc o kablowaniu, miał na myśli to, że ktoś życzliwy może kiedyś podkablować żonie Bartusia. Nie, że on sam to zrobi. ;)
Przecież to zdjęcie z banankiem to jest absolutny The Best of Cichy Pit. :D
Loffki. :*
Kolejnych dwóch nowych bohaterów nam się objawiło. Kamila i Tuptuś :) Chyba tylko Pit będzie używał tego pseudo, srio xD. Ja licze na jakieś romanse Kamili, której rozmowa z mamą niezle mnie rozbawiła :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ż pomysły na te debilne rozmowy siatkarzy.ci się nie skończą bo je uwielbiam. xD
Pozdrawiam ;**
No zobaczymy, zobaczymy, czy będą romanse. :D
UsuńEch, pomysłów właśnie nie mam, więc jak tylko coś mi przychodzi do głowy, to od razu to zapisuję.
Ja też pozdrawiam. :*
Zapraszam na 74 zycie-jest-za-krotkie.blogspot.com :)
UsuńPozdrawiam ;**
Świetny :D
OdpowiedzUsuńPojawia nam się nowa bohaterka, zobaczymy co z tego wyniknie :D
Soł słiiiiit <3 Jeżyk słiit <3 Hehe, pseudonim to ma zabójczy xD
Bartek znowu dał nam powód do dumy. Wszyscy jesteśmy z Ciebie dumni, Bartoszu. xD
Pozdrawiam i czekam na kolejny :***
Wyniknie z tego dużo, ale naszym ulubionym misiaczkom w żaden sposób nie powinno to przeszkodzić w ich związku. :)
UsuńKolejny będzie, jak go napiszę x.x
Ja też pozdrawiam. :*
Zator jako rzodkiewka? Szczyt szczytów szczytów! Głupoty of course :P Ale najważniejsze, że Kozłowskiej nie przeszkadza jego skrajny imbecylizm :D
OdpowiedzUsuńOo, widzę, że mamy nowego bohatera w opowiadaniu (mam na myśli jeżyka). Wyobraziłam sobie Anię i Pita bawiących się z tym słodziakiem i tak mnie jakoś to rozczuliło ;) Swoja drogą, ostatni raz widziałam jeża "na żywo" we wrześniu, i było to w dniu naszego pierwszego meczu z Brazylią na MŚ, więc może jeżyki przynoszą szczęście naszej kadrze? ;)
Tak sobie czytam, że Ania postanowiła odstawić pigułki antykoncepcyjne i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że prędzej czy później Piotruś odda "złoty strzał" i będzie mały bobasek ;) No ale nie wyprzedzajmy faktów, pożyjemy, zobaczymy :)
Coś mi się wydaje, że nowa bohaterka jednak zawróci komuś w głowie, pytanie tylko komu...
Brawo Sovia, brawo Piter, brawo Fabian. Duma mnie rozpiera na myśl o naszych Pasiaczkach! :)
Pozdrawiam :*
Dagmarze nie przeszkadza jego skrajny imbecylizm i to, że jest ułomny pod każdym możliwym względem. Miłość nie patrzy na takie głupoty. Dla niej jest idealny. :D
UsuńKurde, to musi któraś z nas zobaczyć jeża w tym roku podczas Pucharu Świata. :D
Dokładnie, pożyjemy, zobaczymy. ;>
Fajny byłby taki mały aniołek, ale to chyba jeszcze trochę za wcześnie.
Ona im zawróci w głowie, pytanie tylko, czy komuś ulegnie. :D
Ja też pozdrawiam. :*
Witaj :)
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do liebster award :)
Zapraszam na mój blog : http://i-gdyby-to-bylo-takie-proste.blogspot.com/
Pozdrawiam ;**