17.04.2015

XXX. "Nie wiem, dlaczego on tak dziwnie się na mnie spojrzał, bo przecież nic złego nie zrobiłem."

10.06.2014, Maringa, Brazylia

W Marindze trwały ostatnie przygotowania do pierwszego w tym sezonie występu reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, w rozgrywkach Ligi Światowej. Tymże właśnie meczem kadra miała zainaugurować cały sezon, który zakończył miał się Mistrzostwami Świata, rozgrywanymi w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Od rana wszyscy chłopacy byli niesamowicie podekscytowani. Nie potrafili usiedzieć na miejscu, tak bardzo chcieli już grać. Wiedzieli, czego oczekują od nich dziennikarze. I zgodnie uważali, że są w stanie tym oczekiwaniom sprostać. Nie bali się tego, że naprzeciwko nich stanie prawdopodobnie najbardziej utytułowana drużyna świata. Z resztą, to nie była już ta sama Brazylia, która jeszcze nie tak dawno zachwycała cały świat. Wydaje się, że ten "początek końca" wielkiej ekipy Canarinhos nastąpił wraz z momentem przegrania Igrzysk Olimpijskich w Londynie, w 2012 roku. Rok później, przegrali także i Ligę Światową. Czy na tyle się odbudowali, by wrócić na szczyt? Jasne, to cały czas był fantastyczny skład, jednak siatkarze mogli być czasem w gorszej formie. Z tym, że ta nienajwyższa forma Kanarków utrzymywała się już przez dwa lata. Wygląda więc na to, że w tym team'ie coś się popsuło, coś przestało działać, któryś trybik nie zatrybił tak, jak powinien. Polacy stali przed ogromną szansą, gdyby wygrali choćby jeden mecz, byłoby to z pewnością pamiętne zwycięstwo. Przecież nasi siatkarze już co najmniej kilka lat nie potrafili odnieść zwycięstwa nad tym konkretnym przeciwnikiem na terenie jego kraju. Taki to był niewygodny rywal... A teraz szansę na jego pokonanie miał rezerwowy skład naszej drużyny. Wielu nieopierzonych młokosów, dla których tak naprawdę będzie to debiut na arenie międzynarodowej. Z jednej strony, nie wiadomo było, jak to zniosą - mogła ich przecież zjeść trema. Zaś z drugiej, jeśli będą grać bez żadnych kompleksów i nie będą przesadnie myśleć o tym, że występują w meczu przeciwko najlepszym siatkarzom świata, mogą się bardzo pozytywnie nakręcić. A to z kolei mogłoby zgubić pewnych siebie Brazylijczyków. Oni tak naprawdę nie wiedzą, jak nasza kadra zamierzała zagrać w tym meczu. Znali jedynie skład, który przyleciał do ich ojczyzny. Ale to był jedynie papier, znali zawartość papieru, i nic poza tym. Zawodników nie kojarzyli, no bo skąd mieli ich kojarzyć? Byli nieco zdziwieni tym, że "Polska odpuszcza mecz", jak to większość z nich stwierdziła. Nie wiedzieli kim są tacy dla nich anonimowi siatkarze jak Tomasz Kowalski czy Dawid Dryja. W sumie, to coś im mówiło chyba jedynie nazwisko Pawła Woickiego. Ale jakieś Romacie, Olenderki?... Co to w ogóle byli za ludzie?... Doszło także do jednej zabawnej pomyłki. Ależ oczywiście, że Canarinhos nie zorientowali się, że Nowakowski, który do nich przyjechał to nie Piotr, a Jan. Dziwili się, dlaczego wylądował on w tak słabym składzie. Zastanawiali się, czy jest bez formy, czy co się stało. Może podpadł komuś i dlatego w taki sposób postanowiono go ukarać? A może po prostu trener uznał, że koniecznie musi mieć jednego doświadczonego zawodnika, i padło na niego? Wprawdzie kilku Brazylijczyków zauważyło, że w rozpisce podane było inne imię, ale uznali to jedynie za błąd tego, kto to pisał. Ciekawe, jak bardzo się zdziwią, kiedy się okaże, że to nie ten siatkarz, o którym myślą...
O pełnej gotowości reprezentacji Polski do prawdziwej wojny na boisku, niech świadczy fakt, że w Marindze ujawnił się długo skrywany talent jednego z zawodników. Kto by pomyślał, że rozgrywający, który w przyszłym sezonie zagra w beniaminku PlusLigi, MKS'ie Banimex Będzin, czyli Tomasz Kowalski, jest tak doskonałym poetą? Oto próbka jego umiejętności: 

"Na obiad mieć będę zwycięstwo z Brazylią,
Przyprawię je sobie zieloniutką bazylią.
Brazylia też jest po części zielona,
bazylia zaś nie będzie mielona. 
Lubię kanarki, bo fajne są,
Brazylijczycy jednak bardzo ssą.
Muszę rzec, że są kiepscy, i to nie są Ci sami,
który z ostatnich Mistrzostw Świata wracali ze złotymi medalami."

Kilku innych chłopaków motywowało się nawzajem w dość niecodzienny sposób...

- Jaja do przodu i powtarzaj sobie: Wujek nie jest gorszy niż Bruno, Wujek nie jest gorszy niż Bruno, Wujek nie jest gorszy niż Bruno. - tłumaczył Bołądź Woickiemu. Ciekawe, że akurat on to robił... 

- Wujek to nasz Pawo Wojende. - zaśmiał się Ferens

- O, o, to mnie w ten sposób porównajcie, proszę, z Lucasem. - zaproponował Bartuś.

- Bartas Gawkaamp, pasuje? - wypalił Mały Maciek.

- Idealnie. - uśmiechnął się środkowy Trefla Gdańsk. 

- A jaa... ja będę Artardo Szalparelli! - wypalił Szalupa. 

- To brzmi jak nazwisko jakiegoś włoskiego malarza. Albo aktora. - podrapał się po głowie Woicki. 

- Albo dziwkarza. - prychnął Hain.

- Zamknij dupę, Ciebie nawet w składzie meczowym nie będzie! - warknął na niego zawodnik Politechniki Warszawskiej. 

- Nie no, Endrju chyba ceni sobie umiejętności naszego Hainao. - zamyślił się Wierzbowski. 

- Dlaczego ten idiota ma być naszym Sidao?! - wrzasnął Dżony. - A może ja nim chcę być? Skoro Lucas już zajęty...

- Kto pierwszy, ten lepszy. - zaśmiał się Szymek. 

- Z Ciebie możemy zrobić polskiego Edera, chcesz? - spytał Żalu. 

- No niech będzie. Lepszy Eder, niż nic. 

- No to...siema, Dżonder! - wrzasnął Olenderek, dopiero po chwili zorientowawszy się, jak dwuznacznie to zabrzmiało. 

- SAM JESTEŚ, KURWA, DŻONDEREM! - ryknął na niego wkurwiony Nowakowski. 

- Ssij pałę, dżonderze! - Zupa zarechotał jak pojebany, a że wykonał przy tym bardzo nerwowy ruch, spierdolił się na podłogę z krzesła, na którym jeszcze przed momentem siedział. - Ała, moja dupa. - jęknął.

- Pomasować? - zatrzepotał rzęsami Dryja. 

- Nie! - wrzasnął. 

- Dryjaac, co Ty takie gejowskie zapędy nam tu prezentujesz? O czymś nie wiemy? - Bołądź rechotał jak głupi. 

- Dlaczego to właśnie mnie przyrównaliście do tego murzyna? - prychnął Dawidek. 

- RASISTA! - ryknął Woicki. - Siedzi na dupie i morda w kubeł. Może nikt tego nie usłyszał. 

- Wszyscy to słyszeli, Wojende. - westchnął Wierzba. 

- Super, Wierzbillo. Bardzo się cieszę. - odrzekł. 

- Ej! Ja chciałem być Murilo! - wrzasnął Feru. 

- Ty możesz być Ferenteles. To też przecież spoko gość, więc nie masz co się obrażać o byle gówno. - stwierdził Kowalski. 

- Dzięki, Kowael. - odpowiedział.

- A ja, kim ja będę? - zapytał Żaliński. 

- A Brazylia ma w ogóle czwartego przyjmującego? - zdziwił się Muzaj. 

- Nie wiem, ale ma fajnego atakującego. Hekhem, jestem Bołądziotto! - krzyknął zawodnik Cerradu Czarnych Radom. 

- Chyba raczej Bołąciotto. - wypalił libero Polibudy, lecz szybko zamilknął, gdy zobaczył minę blondwłosego atakującego. 

- E, to znowu włoskim zajechało. - podrapał się po głowie Gawryła. 

- Dziwne. Powinno portugalskim. Przecież w Brazylii się gada po portugalsku. - wyraził swoje zdziwienie środkowy Indykpolu. 

- Muzallace to już w ogóle po portugalsku nie brzmi. - westchnął Muzi. 

- Brzmi po prostu chujowo. - wtrącił się Romać. - Szkoda, że dla mnie nie zostało żadnego nazwiska, co bym mógł je sobie przerobić. 

- No to załatwione. Żaliński i Romać na trybuny, bo nie mają komu nazwisk podpierdolić. - zachichotał Dryjka. 

- A po chuj w składzie meczowym ma być aż czterech środkowych? Z resztą Isaac ostatnio nie grał dużo w w kadrze. - wystawił mu język. 

- Zamiast urządzać jakieś debilne przepychanki o byle gówno, skupcie się na meczu. Skład i tak wybierze Andrzej. - westchnął Paweł. No tak, to on musiał ogarniać tą bandę ćwierćinteligentów... 

- Andrzardo Kowalende. - zaśmiał się Bartuś, a przez jego słowa nawet Wujkowi na twarzy pojawił się uśmiech. 

- Jak myślicie, kto zagra na libero? - spytał Żurek. 

- Ty, Żurio. - zarechotał Tomek. 

- E, Żurio to prawie jak Żulio. - zauważył Romać. 

- A Żulio to wiadomo z czym się kojarzy... - dodał Olenderek. 

- Z żulami. - niezwykle twórczo zauważył Hain. 

- Nie no, odkrywcze. - podrapał się po brodzie Dawidek. 

- Mi to się kojarzy z jakąś Żulią. - zastanawiał się Janek. 

- No to trzeba jej znaleźć odpowiedniego żula. Proponuję pociesznego Maciusia. - Żalek mrugnął okiem w stronie zdezorientowanego Muzaja. 

- E, Żulia to po prostu Julia. - westchnął Szymuś. 

- Skoro jest Julia, to gdzie jest Romeo? - spytał Szalpuk. 

- Roomeeo, Roomeeo, gdzie jesteś, Roomeeo?! - Wierzbowski zaczął odstawiać jakiś spektakl teatralny przed wszystkimi. 

- Ogar, debilu, bo zaraz przyjdzie nasz piękny i zasugeruje Ci wzięcie tabletek na wzrost mózgu. - pokręcił głową Wujek. 

- Wątpię, żeby mu ten mózg wyrósł. - westchnął Bartek Gawryszewski. 

- A to niby dlaczego? - zapytał zdziwiony Bołi. 

- Trudno, żeby coś wyrastało nagle z niczego. - stwierdził Kowalski. 

- Sugerujesz, że nie mam mózgu?! - warknął Krzysiek. 

- NIE MASZ MÓZGU?! ŁE, ALE CZAD! - ryknął Hainek. 

- Niby dlaczego czad? - zdziwił się Zupa. 

- Jezu, człowieku, serio nie wiesz? Jeju, jeju, no czadowo! No czadowo, że on nie ma mózgu! - trąbił jak głupi. 

- Dlaczego? - drążył temat libero. 

- No bo mózgu to nie mają meduzy. - zaczął. - A TO OZNACZA, ŻE WIERZBOWSKI JEST MEDUZĄ! - krzyknął, niezwykle zadowolony z tego, co otrzymał dzięki swojemu rozumowaniu. 
A wszyscy postąpili tak, jak to w Spale się robiło po podobnej jakości mądrościach Zatora - przywalili sobie po soczystym facepalm'ie...   
A po chwili przyszedł Andrzej... 
A po chwili przyszedł Andrzej i zarządził przedmeczową rozgrzewkę. Chłopaki uciszyli się więc w trybie natychmiastowym i zaczęli wykonywać polecenia trenera. Parę kółeczek wokół boiska, jakieś skłony, rozciąganie się... Potem ćwiczenie poszczególnych elementów siatkarskiego rzemiosła. Aż skończono na zagrywce, gdzie bardzo dobrze radzili sobie Piotrek Hain, Dawid Dryja i każdy z trzech leworęcznych atakujących drużyny. Nieźle poczynał sobie również Wojtek Żaliński. 

- Banda, do mnie! - zarządził Kowal, a cała grupka po chwili zebrała się wokół niego. - Teraz wybiorę meczowy skład. Jeśli ktoś się w nim nie znajdzie, proszę się nie obrażać. - uśmiechnął się. - Może mieć dzięki temu gwarancję, że na pewno zagra w następnym meczu. Każdy przecież jest mi potrzebny, każdego z was muszę sprawdzić. Jako, że miejsc w kadrze meczowej mamy tylko dwanaście, trzech z was będzie musiało zasiąść na trybunach. Dzisiaj będą to... Maciek Muzaj, Maciek Olenderek i...

- Trzeciego Maćka tu już nie ma, trenerze. - wtrącił się Feru. 

- Widać, że nie lubi naszego imienia. - fuknął młody atakujący PGE Skry. 

- No! Idziemy się obrazić! - przytaknął mu libero. 

- Wasze imię nie miało żadnego wpływu na moją decyzję. - rzekł. - Po prostu, na kogoś paść musiało, dzisiaj padło na was. A jako trzeci, poza meczową kadrą znajdzie się dziś...

- Obstawiam kogoś z nas. - jęknął Dryjka. 

- Słusznie. Środkowy. - uśmiechnął się trener. 

- Wyczuwam, że ja. - westchnął Bartuś. 

- Tak, Bartku. Dołącz do Maćków i usiądźcie sobie wygodnie. Macie specjalnie przygotowane krzesełka. Obok Mieszka. Więc nawet nie będziecie musieli siedzieć na trybunach, jeśli byście nie chcieli. 

- Fajnie! - krzyknął Holenderek. W trójkę ruszyli więc na owe krzesełka, które to były dla nich specjalnie przygotowane. 

- Ej, chłopaki, mam pomysł. - szepnął Mały Maciek. 

- Tak? Jaki? - zaciekawił się Gawryła. 

- Jak Mieszko gdzieś sobie pójdzie, to sobie strollujemy ten jego programik. - zaśmiał się. 

- O, tak! Wpiszę sobie sto procent w przyjęciu! - krzyknął zawodnik Polibudy. 

- A ja w ataku! - dodał Skrzat. 

- To ja... dziesięć bloków sobie wpiszę. - podrapał się po głowie środkowy.

- I pięć asów. - przedrzeźniał go atakujący. 

- Tak! Może w końcu ktoś uwierzy, że potrafię zagrywać! 

- Nikt nie uwierzy, Bartku. - zaśmiał się Jamal. - I łapy precz od mojego programu. Jak coś spieprzycie, to odkupujecie. A wiedzcie, że nie kosztował on mało. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Tymczasem zbliżał się mecz. Na hali zameldowali się już zawodnicy drużyny Canarinhos. Skład - bez niespodzianek, nie ma nikogo, kogo by nie kojarzyli nasi siatkarze. W ataku Wallace i Vissotto, jako libero - Mario. I bynajmniej nie chodzi tu o Mario Wlazłego. Przyjmujący - bez zaskoczeń - Lucarelli, Murilo i Fonteles, a na środku Lucas, Sidao, Eder i Isaac. Rozgrywał będzie oczywiście Bruno, a wspomagać go będzie Raphael. To był tak bardzo do przewidzenia skład, że już bardziej oczywistego nie można było sobie wyobrazić... Nie to, co nasi. Zespół totalnych no name'ów, który zapewne został uznany za jakąś bandę ogórków do opierdolenia na luziczku. No, zobaczymy, czy rzeczywiście tak będzie... Przypomnijmy może w tym miejscu naszą kadrę. Skoro tam zaczęło się od ataku, u nas niech też tak będzie. Możemy więc sobie zestawić nazwiska Wallace i Vissotto z nazwiskami Bołądź i Romać. Czy brazylijscy przyjmujący wiedzą, że to są zawodnicy leworęczni? Zapewne nie. Skoro nawet nie potrafili ogarnąć, kto do nich przyjechał... Libero? Żurek. Nie taki do jedzenia, oj nie. Chociaż pseudonim Zupa jednak posiadał, co jeszcze bardziej mogło sugerować, jakoby była to jakaś potrawa. W odbieraniu bomb oprócz niego będą wprawiać się Wierzbowski, Żaliński, Ferens i Szalpuk. Tutaj widzimy więc trochę inną koncepcję - my postawiliśmy na czterech przyjmujących, oni na czterech środkowych. A skoro o środkowych mowa, to zapewne wszyscy z niecierpliwością już czekali na to, aż ktoś z trójki Dryja, Nowakowski Jan i Hain zablokują Lucasa Saatkampa... A Kowalski bądź Woicki ośmieszą brazylijski blok swoim finezyjnym rozegraniem. Tak... To jak starcie Dawida z Goliatem. Lecz czy na pewno?... Ci, co byli pewni tego, że wygra Brazylia, mogli się bardzo rozczarować... 
Wyjściowe składy prezentowały się następująco: Wallace, Lucarelli, Sidao, Bruno, Murilo, Lucas i na libero Mario - Woicki, Wierzbowski, Hain, Bołądź, Żaliński, Dryja i na libero Żurek. Zaskoczenia? Chyba jednak brak Ferensa w wyjściowej "szóstce", uchodził on za tego, któremu do kadry jest najbliżej. Wychodzi na to, że chyba jednak nie. 
Rozgrywki Ligi Światowej 2014 pora zacząć! Po losowaniu wypadło na to, że od zagrywki zacznie drużyna Kanarków. Zagrywał więc atakujący ekipy z Ameryki Południowej - Wallace. Celował najprawdopodobniej w polskiego libero, jednakże uderzona przez niego piłka minimalnie wyleciała za linię końcową. Pierwszy punkt dla Polaków (0:1). Remis. Woicki poczęstował swoją zagrywką siatkę (1:1). Lucarelli serwuje niezłą bombę, jednakże Żurek przyjmuje to bez zająknięcia, Wujek rozgrywa na skrzydło, a tam... nikt nie powiedział Brazylijczykom, że Bołi jest leworęczny, więc się trochę zdziwili, że im piłka wpadła (1:2). Wierzbowski swój serwis posłał tak jakby trochę od niechcenia, więc nic dziwnego, że po chwili w parkiet wpadł piekielny gwóźdź Sidao (2:2). W nagrodę grubasek pójdzie sobie w pole serwisowe. Sito (2:3). A Hainek dla odmiany strzelił sobie prosto w pomarańczowe, brawo, brawo (2:4). Żeby on tylko z myśleniem radził sobie tak, jak z grą w siatkówkę, to byłoby nieźle. Druga zagrywka, więc dla odmiany... drugi as serwisowy (2:5). I trzeci też, i trzeci też (2:6). Bernardinho chyba już nieźle się wpienił na samym początku meczu, ale o czas jeszcze nie poprosił... No, w końcu Ci Brazylijczycy zagrywkę przyjęli. Dzień dobry, panie Wallace, to jest polska ściana, proszę się zapoznać. Dryja doszedł do skrzydła i pomógł przebywającemu tam zawodnikowi, zniweczyć plany gracza w żółto - zielonym stroju (2:7). Na pierwszą przerwę zaprasza nas zlamione przyjęcie Mario Juniora (2:8). Lepiej nie pisać, jak bardzo wkurwiony na swoją ekipę był Rezende. No bo co to ma być?! Polska sobie przyjeżdża trzecim składem, bo nawet drugim tego nie szło nazwać, a oni takie cuda odpierdzielają?... To się w głowie nie mieści... Bardzo dobrze, chłopcy, oby tak dalej. Do Haina nie dotarło, po takiej ślicznej serii raczył teraz zaserwować prosto w taśmę (3:8). Może tego nie odrobią. Serwis rozgrywającego reprezentacji Canarinhos nie sprawił zbyt dużych problemów Krzyśkowi Wierzbowskiemu, a po chwili idealnie dograną piłkę na punkt zamienił jego kolega z drużyny LOTOS'u - Wojtek Żaliński (3:9). Beernaardo! Ani Ty, ani nikt ze sztabu nam nie mówił, że oni mają graczy leworęcznych! Wiesz, że to się zupełnie inaczej z takimi gra. A my nie jesteśmy do tego przygotowani! Tak zapewne rzekli do swojego trenera Brazylijczycy, kiedy zostali zupełnie zaskoczeni tym, jak i gdzie leciała piłka po pacnięciu jej przez Bartłomieja Bołądzia (3:10) Druga też ich zaskoczyła (3:11). Tego już Bernardo nie mógł wytrzymać - wziął czas i jak tylko można było - opierdzielił swoich chłopaków za to, co odchrzaniali... Część z nich prawdopodobnie aż bała się mu spojrzeć w oczy. Nawet jego synalek. Po przerwie stało się to, co się zawsze dzieje z zagrywkami Polaków po przerwach - na skutek rozproszenia, jak to zapewne nazwali komentatorzy w swojej transmisji, zagrywka nabrała dziwnej trajektorii lotu i zakreśliła zbyt długi łuk. Mówiąc wprost - wywalono ją w aut (4:11). Float Murilo nie powinien sprawić problemu naszym chłopakom... więc dla odmiany wpadł prosto w linię (5:11). Drugi na szczęście już nie wpadł, bo go Żalek wybronił ofiarnym padem, jednakże Lucas przypomniał sobie, jak się blokuje, więc przyczapował Dryję (6:11). Przewaga malała. Ale nie zmalała jeszcze na tyle, by Endrju był zmuszony prosić o czas. Sito dla odmiany (6:12). I po naszej stronie też, bo się Wojtuś nie popisał (7:12). Popisał się z kolei Lucas, który ustrzelił Zupę (8:12)..., Żalka (9:12)..., Wierzbę (10:12),... po czym trafił sobie w pomarańczowe, niemal całkowicie odrabiając to, co nasza drużyna wypracowała (11:12). Na taki zwrot akcji Kowal musiał już zareagować, poprosił więc o czas dla swojej drużyny. Przyniosło to oczekiwany skutek, kolejny serwis poleciał w aut (11:13). Dryja pokazał, że zagrywać potrafi, skutkiem czego były... trzy asy z rzędu. (11:14), (11:15), (11:16). Druga przerwa techniczna. Co Ci siatkarze tak się uparli, by strzelać asy seriami?... Ooo, a Dawidek wcale jej nie skończył, oj nie! (11:17). No, ciekawe, czy sześć punktów Brazylia jest w stanie odrobić. Ajć, minimalny aut (12:17). Zagrywa Wallace, Zupa bez problemu odbiera, Wujek rozgrywa, Hain wbija gwoździa (12:18). Po serwisie Woickiego dla odmiany piłka wróciła na naszą stronę, w związku z czym... Hain wbija gwoździa (12:19). A żeby Brazylijczykom nudno nie było, to wbił i trzeciego (12:20) Sidao się chyba wkurwił, bo zablokował środkowego Indykpolu (13:20). Lucarelli zmniejsza przewagę Polaków (14:20). I ponownie ją powiększa, bo druga zagrywka już asem nie była (14:21). Chyba tego nie przegramy. Wierzbowski się z tym nie zgadza, Wierzbowski chce dać szansę przeciwnikom (15:21). Ale Sidao za to bardzo chce pomóc nam wygrać, dziękujemy ślicznie (15:22). Hain w polu serwisowym - niezła bomba, jednak Mario przyjmuje, rozgrywa, a tam już sobie Dryja poczekał na Lucasa. Brawo, Dawid (15:23). Dwa punkty dzieliły nas od wygrania seta. Bernardo Rezende zorientował się, że w tej partii już nic się nie da zrobić, więc nawet nie brał drugiego czasu... Druga bomba Haina, tym razem w Murilo, ten na luziczku sobie odbiera, ale Lucarelli atakuje w aut!... (15:24) Piłka setowa dla Polaków. Nie tym razem, nie ma asa (16:24). A nie, jest, tylko że po drugiej stronie (17:24). I drugi (18:24) I teraz dla odmiany przechodzącą piłkę kończy Lucas (19:24) Wallace atakuje w aut! (19:25) Uff, koniec seta. Ci chłopacy są wielcy. Oni wygrali seta z Brazylią. TĄ wielką Brazylią... A wygrali tego seta tym, co było uważane za najsłabszy w naszej ekipie element rzemiosła siatkarskiego - zagrywką. Przeciwnicy wyglądali na zupełnie zaskoczonych tym, jak zagrali młodzi, niedoświadczeni przecież Polacy. A Bernardo tylko cisnął butelką z wodą i chyba trafił nią w swojego asystenta. Wyrazy współczucia dla niego...

- Zacnie mu przypierdolił. - wymsknęło się... Gogolowi. 

- Mieszko, jak Ty się wyrażasz? Jaki Ty przykład dajesz młodzieży? - pokręcił głową Kowal. 

- Wujek, zostałeś nazwany młodzieżą! - zaśmiał się Dżony. 

- Och. Czuję się młodszy o jakieś dziesięć lat. - uśmiechnął się Paweł. 

- Wujek, nie załamuj Jamala. On jest mniej więcej w Twoim wieku przecież. Sugerujesz, że jesteś stary, więc on zaraz też dostanie kompleksów i zacznie biadolić, że trzy ćwierci do śmierci. - westchnął Bartuś. 

- Powiedział drugi najstarszy w ekipie. - skwitował Mały Maciek.  

- Ciszej, chłopcy, lećcie grać drugiego seta. - zarządził Andrzejek.
No i chłopcy polecieli. Trener Asseco Resovii nie dokonał żadnych zmian w swoim składzie. Nie było potrzeby ich robić, skoro wszystko dobrze trybiło. Zagrywka siedziała jak nigdy, przez co tak naprawdę mało punktów było zdobywanych po rozegraniu akcji... Nie było więc to jakieś fantastyczne widowisko, jednak skoro wynik był korzystny dla naszej drużyny - nie powinno się na to narzekać. Chyba lepiej grać brzydko i wygrać, aniżeli czarować cudownymi akcjami, które i tak ostatecznie nie doprowadzą do sukcesu... Brazylijczycy też bez zmian. Skoro oni zaczynali pierwszego seta, nasi rozpoczną drugiego. I już w powietrze poleciała piłka uderzona przez Pawła Woickiego. Przyjął Mario, Bruno rozegrał na skrzydło do Wallace'a, a atakujący drużyny Canarinhos zdobył pierwszy punkt dla tejże ekipy (1:0). W zamian poszedł na zagrywkę. To był mocny strzał, jednak Wierzba nie miał problemu z dokładnym przyjęciem, a Wujek uruchomił Bartłomieja Bołądzia. Zawodnik Cerradu Czarnych Radom zaatakował nie do obrony (1:1). W pole serwisowe poszedł Wierzbowski i posłał piłkę w kierunku narożnika boiska. Zanim ta jednak w niego upadła, podbił ją Murilo Endres, jednak po chwili Sidao został zablokowany na środku przez Haina (1:2) Drugi serwis przyjmujący popsuł (2:2). Środkowy Canarinhos jednak również trafił prosto w siatkę (2:3). Z kolei nasz środkowy, zawodnik Indykpolu, popisał się kolejnym asem serwisowym w tym spotkaniu (2:4). To był jego dobry mecz, był skuteczny we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Dobrze radził sobie zarówno w bloku, co było przecież jego głównym zadaniem, jak i w ataku, no i swoje robił w polu serwisowym... Kolejna piłka poleciała w powietrze. Przyjął Lucarelli, a po chwili huknął w sam środek boiska (3:4). Bruno wyrzuca w aut (3:5). Kolejny as serwisowy w tym meczu, tym razem Bartek Bołądź. Druga piłka także była dobra, lecz już nie poszedł z niej bezpośrednio punkt dla Polaków. Problemy z przyjęciem miał Lucarelli, a kiwka Bruno została zablokowana przez Dryję (3:6). Przyjmuje Murilo, a Lucarelli w aut (3:7). Dla odmiany, teraz podbity został atak Wallace'a, a Żaliński nie miał problemu z wykończeniem kontrataku (3:8) Na pierwszą przerwę techniczną w tym secie nasi siatkarze schodzili więc z przewagą pięciu punktów. A Rezende ciskał butelką z wodą na wszystkie strony. Wrzeszczał także na wszystko i wszystkich wokół. Także na sędziego, czego skutkiem była żółta kartka dla trenera. Po powrocie na boisko Bołądź po raz kolejny zaskoczył przeciwników swoim serwisem, w związku z czym przewaga naszego zespołu wzrosła już do sześciu punktów (3:9). Następną piekielną bombę z trudem przyjął Mario, a Lucas w końcu przerwał tą brazylijską niemoc, kończąc krótką (4:9). Pięć punktów to było jednak bardzo dużo, a właściwie to już sześć, bo Murilo zaprezentował taki poziom zagrywki, że dzieci w szkole podstawowej czasem lepiej by to mogły wykonać. Skutkiem takowego, a nie innego, zagrania, było to, że Dryja natychmiast wbił gwoździa (4:10). W polu serwisowym stanął Żaliński. Piłka przetoczyła się po taśmie, tracąc tym samym całą swoją prędkość. Bez problemu przyjął ją Bruno, który tym samym wyłączył się z rozegrania. Piłka trafiła ostatecznie do Murilo, który obił blok (5:10). Ricardo Lucarelli naszym przyjacielem jest, albowiem przyjmujący "Kanarków" właśnie posłał piłkę za linię końcową boiska (5:11). Asem popisał się z kolei Dawid Dryja (5:12), po czym zdobył także i kolejnego (5:13). W następnej akcji Lucarelli przyjął tak, że piłka wróciła na naszą połowę boiska, a tam już czekał Bołądź, by zaatakować nie do obrony (5:14). Czwarta zagrywka środkowego Effectora nie była już tak dobra, została odebrana bez problemu, a akcję swojego zespołu wykończył Wallace (6:14). Lucas Saatkamp zmniejsza przewagę polskiej drużyny (7:14). Mogło być nerwowo, bo ten siatkarz potrafił czasem puknąć kilka asów z rzędu, ale nie tym razem, panie Lucas. Drugi serwis poleciał już w taśmę (7:15). Wracamy więc do Woickiego. Nie była to trudna piłka, jednak Lucarelli i tak jej nie skończył, bo został przyczapowany przez duet Wierzbowski - Hain (7:16) Druga przerwa techniczna dla Polaków, czyli tak jak pierwsza. Psuje (8:16) Ale Wallace też (8:17) Krzysiek nie mógł już zablokować po raz drugi, bo znalazł się właśnie w drugiej linii. Jego dyspozycja w polu serwisowm nie była dziś jednak najlepsza, w związku z czym posłana przez niego piłka nie stanowiła zbyt dużego problemu dla Murilo. Po chwili nie skończył jednak Wallace, gdyż jego atak został podbity. Punktowego ataku nie zanotował także Bartek, jego poczynania również zostały odczytane przez przeciwników, i podbite. Kontra Brazylijczyków nie okazała się być wykorzystaną, w fatalny sposób z pipe'a pomylił się Lucarelli (8:18). Drugi serwis Wierzby, i drugi teoretycznie łatwy do przyjęcia. A jeśli coś jest teoretycznie łatwe do przyjęcia, to dziwnym trafem kończy się to zazwyczaj asem serwisowym. Tak było i w tym przypadku (8:19). Brazylia w tym secie została totalnie rozbita. Czy będzie w stanie wyjść z dziesięciu punktów? To jest prawdopodobne, bowiem teraz polski siatkarz zaliczył siatkę (9:19). Dziesięć punktów przewagi biało - czerwonych, to nie mogło skończyć się inaczej niż zwycięstwem Polaków w tej partii. Nie zapominajmy jednak, że to są Polacy, a dla nich wszystko jest możliwe... Na zagrywce Murilo, psuje (9:20). Kończcie już tego seta, oszczędźcie wstydu Brazylijczykom. Hain postanowił właśnie to uczynić, to kolejny punktowy serwis tego zawodnika (9:21). Teraz już asa nie ma, ale po chwili z kontrataku gwoździa wbił Bołi (9:22). Psuje środkowy Indykpolu (10:22), a Sidao ustrzelił Michała Żurka (11:22). No to wyszli z dziesięciu punktów Ci Brazylijczycy. Psuje jednak teraz ich gracz (11:23). Dwa punkty do końca seta. Jeden as Bartka (11:24). I drugi (11:25). Koniec seta. Jak to mówią młodzi ludzie: masakracja.  

- Panowie, jest zajebiście. Oby tak dalej. - szepnął do nich Jamal. 
Skoro naszym szło tak dobrze, i nikt nie spieprzył za bardzo niczego... pora na zmiany. Andrzej Kowal szalonym człowiekiem jest, więc postanowił wymienić na trzeciego seta praktycznie cały skład. Tenże trzeci set miał być ostatnim w tym meczu, a czy będzie? Sprawdźmy jednak, kto kogo zmienił na boisku. Odpocznie już sobie Bołądź, rywali miał teraz straszyć Romać. Na ich nieszczęście, też był graczem leworęcznym. Brazylijczycy mogli tego nie wiedzieć. Wymieniono także obu przyjmujących - Wierzbowski i Żaliński zjechali do bazy, a wykazać będą się mogli Ferens z Szalpukiem. Kowalski zastąpił Woickiego na rozegraniu, a Nowakowski Haina na środku. Drugiego środkowego Kowal nie był w stanie w tym meczu wymienić, bo Gawryszewskiego nie było przecież w składzie meczowym. Z pierwotnego składu pozostali więc tylko Dryja i Żurek. Można więc uznać, że Kowal chciał dłużej w meczu oglądać swoich przyszłych zawodników, jakich do dyspozycji będzie mieć w Rzeszowie, w sezonie ligowym. To ma sens, zobaczy sobie, jak oni grają i może już coś obmyśli, odnośnie ich funkcji w zespole... Brazylijczycy bez zmian. Nie spodziewali się jednak, że Polacy takowych dokonają, i to aż w takiej ilości. Kolejny element zaskoczenia faworyta... Trzeci, i miejmy nadzieję, że ostatni set, pora zacząć. A rozpocznie go, od zagrywki, atakujący Canarinhos, Wallace. Rozpoczął dość lekko, Zupa nie miał problemu z utrzymaniem piłki w grze. Po raz pierwszy w tym meczu piłki dotknął Kowalski, po raz pierwszy zaatakował również gracz uważany za jednego z tych, którzy mogą stać się odkryciem ligi w nadchodzącym sezonie, a więc zawodnik Cuprum Lubin, Szymon Romać. Był to atak skuteczny, w związku z czym pierwszy punkt powędrował na konto Polaków (0:1). W pole serwisowe powędrował Tomek Kowalski, rozgrywający MKS'u Banimex Będzin. To także był łatwy serwis, w związku z czym Bruno nie wahał się uruchomić na środku swojego ulubionego grubaska (1:1). No to w nagrodę Sidao pójdzie sobie zagrywać. Sito (1:2) Nie siedzi mu dzisiaj zagrywka zdecydowanie. Szalpuk też jeszcze chyba nie do końca wszedł w spotkanie, bo także psuje (2:2). As serwisowy w wykonaniu Bruno Rezende (3:2). Przy drugim serwisie dosyć mocno krwawił w przyjęciu Szalupa, jednakże Kowalskiemu udało się posłać piłkę do Ferensa. Wojtka jednak coś przyblokowało. Coś, a raczej ktoś. A konkretnie Lucas Saatkamp (4:2). Psuje (4:3). Na zagrywce Dżony Nowakowski. Wredny float poleciał prosto w stronę Lucarellego, który przyjmował go na lasso (4:4). Zasada numer 1 siatkówki: Nigdy nie przyjmuj zagrywki Nowakowskiego na lasso. Nawet, jeśli to nie jest ten Nowakowski... Nazwisko bowiem zobowiązuje (4:5). Przyjmuje Murilo, z krótkiej kończy Lucas (5:5). Początek seta bardzo wyrównany. A w polu serwisowm Lucarelli. Ricardo pozazdrościł swojemu sypaczowi i także wyczarował asa (6:5). Przyjmuje Ferens, z drugiej linii kończy Szalpuk (6:6). Zagrywać więc będzie Szymek Romać. Postawił na skrót, który prawie i by zaskoczył przeciwnika. W ostatniej chwili piłkę podbił jednak Bruno. Murilo nie zdołał jednak skończyć ataku (6:7). Atak w aut Szalpuka (7:7). A Lucas zaczyna swoje show (8:7) Pierwsza przerwa techniczna, oby go wytrąciła z równowagi. Niestety, nie tym razem (9:7). Z trudem przyjmuje Żurek, a Kowalski przy tak fatalnym przyjęciu postanowił... zagrać krótką. Opłaciło się, bo Dawidek skończył (9:8). Serwuje Feru, wyserwował prosto w siatę (10:8). Dwa punkty przewagi Brazylijczyków. E, już tylko jeden, Wallace postanowił po średnio udanej zagrywce dorzucić jeszcze atak w aut (10:9). Z kolei Kowalski zagrał teraz na poziomie podstawówki. I najwyraźniej zupełnie zdezorientował tym Kanarki, skoro taka szmatka wpadła w boisko (10:10). Druga jednak już nie wpadła, Wallace po bloku (11:10). Murilo w siatkę (11:11). Szalpuk w aut (12:11) Nie wszedł zbyt dobrze w ten mecz młody przyjmujący Politechniki. Sidao robi swoje - chrzani kolejną już w dzisiejszym dniu zagrywkę (12:12) Mamy więc teraz festiwal zepsutych zagrywek. Przerwał ją Janek Nowakowski, z przyjęciem serwisu ogromny problem miał Mario, co poskutkowało zdobyciem punktu przez Romacia (12:13). Przechodząca piłka po stronie Polaków, i znów zawodnik Cuprum (12:14). A teraz dla odmiany blok Dawida na Lucarellim (12:15). W końcu musiała Brazylia skończyć swoją akcję. Dryja nie zdążył tym razem przyczapować Lucasa (13:15). W pole serwisowe powędrował młody Rezende. Nie, nie, nie, nie tym razem. Sito (13:16). Druga przerwa techniczna, tym razem przy trzypunktowym prowadzeniu Polaków. Patrz, panie Bruno, jak się serwuje, brawo, panie Romać (13:17). O, i Szymon postanowił powtórzyć, gdyby niektórzy nie zapamiętali (13:18). Czas dla Bernardo. Wrzeszczy jak głupi, ale chyba widzi, że nic nie jest w stanie wskórać... Po czasie z trudem przyjął Mario, jednakże poradził sobie z taką piłką Lucarelli (14:18). Z serwisem jednak sobie już nie poradził (14:19). A Feru tak, a Feru tak (14:20). Ale druga w aut (15:20). Przewagę Polaków zmiejsza Lucas Saatkamp, i żeby nie było nudno, od razu o trzy oczka (16:20), (17:20), (18:20). Czwartą piłkę przyjął Żurek, a Dryja skończył z krótkiej (18:21). Po chwili dołożył jeszcze asa (18:22). Trzy punkty do zwycięstwa! Ale Dawid, tak to na pewno nie wygramy, jak będziesz psuć zagrywki (19:22). Wallace w aut (19:23). Kowalski na zagrywce, po oddaniu piłki na naszą stronę, akcję kończy Szymon (19:24). I ostatnia piłka tego meczu także padła jego łupem (19:25) 
Polacy zwyciężyli z Brazylią TRZY DO ZERA. Na ich terenie. Po raz pierwszy od... wielu lat. Zwyciężyli, grając zupełnie rezerwowym składem. No a w ostatnim to już w ogóle były rezerwy rezerw... Dziennikarze mają prawo czuć się zadowoleni, kadra ich nie zawiodła, mimo, że w telewizji nigdy nie brakowało malkontentów. No ale cóż, im to się nigdy nic nie podobało. Takie życie, i nic na to nie poradzisz. Tymczasem cieszmy się i radujmy ze zwycięstwa naszych siatkarzy. Oni sami wręcz tryskali szczęściem. Lecz wygląda na to, że nie tylko oni. Oto bowiem uważnie wpatrywała się w nich pewna prześliczna dziewczyna. Miała wprawdzie zupełnie nielatynoską urodę, jednak niejednemu mogła się podobać. Ubrana była w koszulkę sugerującą, jakoby była kibicką reprezentacji Brazylii, jednak po jej zachowaniu można było wywnioskować, że niekoniecznie to właśnie swoją drużynę dopingowała. Po zdobyciu punktu przez Polaków głośno krzyczała, śpiewała, klaskała w dłonie. Po ostatecznym zwycięstwie biało - czerwonych, skakała z radości. I wpatrywała się cały czas w naszych chłopaków. Chyba jej się spodobali. Nic dziwnego, w większości byli to przecież przystojni faceci... Najbardziej gapiła się chyba na Dryję, a kiedy ten spojrzał w jej stronę, uśmiechnęła się do niego szeroko. To podziałało na niego jak magnes i czym prędzej popędził w stronę uroczej dziewczyny. Chrzanić to, że w ogóle nie znał portugalskiego. W szkole uczył się hiszpańskiego, może ta lasia też? To przecież dość podobne języki, więc możliwe, że go znała. 

- Dawidek ruszył na podryw. - zaśmiał się Szymon. 
Istotnie, Dawidek ruszył na podryw. Podszedł do pięknej panny i uśmiechnął się najśliczniej, jak tylko potrafił. Chyba na nią to podziałało, bo od razu zaczęła rozmowę. 

- ¡ Hola, muchacho hermoso! [Witaj, piękny chłopcze!] - Faktycznie, znała hiszpański. To właśnie w tym języku postanowiła zwrócić się do środkowego. 

- ¡ Hola! ¿Cómo te llamas? [Cześć! Jak masz na imię?] - spytał.

- Alessandra. - odrzekła. - Pero la mayoría de mis amigos me llaman Alessia. Puedes tambien. [Ale większość moich przyjaciół nazywa mnie Alessia. Ty także możesz.] 

- Aleśka. - szepnął, spalszając nieco jej pseudonim. 

- Qué? [Co?] - chyba nie zrozumiała. 

- Ah, nada. Dije tu nombre en mi lengua. [Ach, nic. Powiedziałem Twoje imię w moim języku.] - uśmiechnął się. 

- Vuestro lengua es muy difícil. [Wasz język jest bardzo trudny.] - westchnęła. 

- Estoy aquí por unos pocos días. Yo te enseñare. [Jestem tu przez kilka dni. Nauczę Cię go.] 

- Gracias, me gustaría. [Dziękuję, bardzo bym chciała.] 
I jak nagle ktoś nie popsuje uroczej rozmowy...

- Dryja! Do hotelu, a nie sobie pogaduszki urządzasz! - usłyszał. 

- Perdon, debo irme. [Przepraszam, muszę już iść.] - jęknął. 
W tejże chwili Alessandra wyciągnęła skądś jakąś karteczkę i długopis i zapisała mu na niej najprawdopodobniej swój numer telefonu. Podała mu kartkę i szeroko się uśmiechnęła. 

- Gracias. [Dziękuję.] 

- De nada. Hasta mañana? [Nie ma za co. Zobaczymy się jutro?] - spytała.

- Sí. Te llamare. [Tak, zadzwonię do Ciebie.] - szepnął, po czym przytulił dziewczynę. Wymienili się buziakami w policzek, po czym Dryja ruszył radośnie w stronę hotelu. Dzisiaj już nic nie było w stanie popsuć mu humoru. Najpierw pokonał Brazylijczyków, za trzy punkty, do zera, a teraz poznał fajną dziewczynę. Z którą w dodatku jutro się spotka, więc może coś fajnego z tego wyniknie? 

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Spała świętowała właśnie wiadomość o zwycięstwie naszego drugiego składu z wielką Brazylią. Chłopcy wydawali się być naprawdę zdumieni tym, co zobaczyli w telewizorze. Oni naprawdę pokonali Brazylię. Oni, Ci, którzy teoretycznie nie mieli żadnych szans, by to zrobić. A oni nie stracili nawet seta... Czyżby ekipa ze Spały mogła obawiać się o swoje miejsce w zespole? Kilku siatkarzy podczas meczu Ligi Światowej zaprezentowało się bardzo obiecująco. Po stronie plusów można z pewnością zapisać grę obu atakujących, a także dwójki środkowych - Haina i Dryji. Chłopcy właściwie byli pewni, że ta czwórka, jeśli tylko utrzyma poziom w kolejnych spotkaniach - zawita już wkrótce do Centralnego Ośrodka Sportu... Rozgrywający solidnie, acz bez szału. No i co za dużo sypaczy, to niezdrowo, więc skoro w Spale jest ich aż czterech, to na cholerę tu kolejny? Niech sobie tam grają i zdobywają doświadczenie. Znaczy, niech Kowalski je zdobywa. Trochę lepiej mogli się zaprezentować przyjmujący, tak naprawdę żaden z nich niczym specjalnym nie zachwycił. A że na tej akurat pozycji jest chyba największa rywalizacja, powinni bardziej się postarać, jeśli myślą o wygryzieniu kogoś z kadry "A". Zupa zrobił swoje, ale mało prawdopodobne jest, by przebił się do pierwszej drużyny. Nikt nie wiedział, na co stać Bartusia, Muziego i Holenderka. Dzisiaj nie grali, więc siatkarze nie byli w stanie tego określić. Porozmawiali sobie chwilę na temat tego niewątpliwie wielkiego sukcesu, zazdroszcząc trochę, że to nie oni zlali tak boleśnie Canarinhos. Ciekawe, czy oni też byliby w stanie napierdzielić im trzy do jaja. Młodzież grała bez kompleksów, nie oczekując spektakularnego wyniku, po prostu robili swoje. I to się im zdecydowanie opłaciło. Ci starsi, bardziej doświadczeni, mieliby gdzieś z tyłu głowy wszystkie porażki, jakie tutaj odnosili. No i przede wszystkim, Brazylijczycy znali naszych doskonale. Tyle razy grali przeciwko Zagumnemu, że wiedzą, jak on rozgrywa. Tyle razy ich bloki obijali Kurek i Winiarski, że nauczyli się już, jak do nich należy się ustawiać. Nawet środkowym czasem udawało się znaleźć sposób na przyczapowanie któregoś z naszych. A tutaj nagle wychodzą jakieś Dryje i Bołądzie - i graj tu przeciwko takim, skoro dopiero dzisiaj, podczas meczu, dowiedziałeś się tak naprawdę, na jakiej pozycji oni grają... 

- Oni wyglądali tak, jakby byli zdziwieni, że u nas są zawodnicy leworęczni. - zaśmiał się Wojtaszek. 

- Fajnie byłoby, jakby któryś z nich się przebił do nas, do Spały. Treningi z leworęcznymi zawodnikami z pewnością mogłyby być bardzo pomocne dla nas wszystkich. Wiadomo, tacy inaczej atakują, więc trzeba się do nich inaczej ustawiać. My nie mamy okazji tego przećwiczyć. A w niektórych drużynach są tacy gracze. I przydałoby się, gdybyśmy byli przygotowani na taką opcję. - rzekł kapitan Pit niezwykle filozoficznym tonem. - Boże, co to tak hałasuje?

- Nie wzywaj imienia Pana Boga swego nadaremno! - wrzasnął Zatorski. - O, cześć Gregor. - uśmiechnął się na jego widok.

- Ale żeś się zjarał, co Ty żeś robił, człowieku? - jęknął Mario. 

- Byłem sobie na spacerze. I miałem taką sytuację, że stwierdziłem, że muszę ją wam opowiedzieć, więc tak szybko leciałem, żeby nie zapomnieć, co chciałem wam powiedzieć. - palnął. 

- Słuchamy. - westchnął Winiar. 

- No, wiecie, szedł sobie taki gość, cały schylony, a ja się go pytam: "Na chuj się tak skradasz?". I nie wiem, dlaczego on tak dziwnie się na mnie spojrzał, bo przecież nic złego nie zrobiłem. - pokręcił głową. 

- Niie, wcale. - przybił sobie facepalm'a Ignaczak.

- Wcale a wcale. - dodał Zagumny.

- Idioto, on mógł być ciężko chory. A Ty sobie takie bezlitosne żarty z niego stroisz. - wtrącił się... Zatorski. 

- Raz w życiu zgodzę się z tym półmózgiem. - rzekł Dziku.

- I ja też. - dodał Fabian.

- I ja. - uśmiechnął się Wrona.

- To jak wszyscy, to i ja też. - zaśmiał się Ziomek.

- Dobra, najprościej będzie ustalić, że wszyscy się z nim zgadzamy. - przewrócił oczami Kubi.

- Otóż to. Łomacz, zanotowałeś to już w swoim różowiutkim pamiętniczku? - parsknął Cichy.

- Jeszcze nie. - bąknął rozgrywający.

- No to, kurwa, na co czekasz? Przecież takie coś nie może się nie zachować dla potomnych. - westchnął środkowy Resovii. 

- Tak jest, panie kapitanie! - zasalutował i posłusznie zaczął gryzmolić w swoim słitaśnym zeszyciku. 

"Drogi pamiętniczku, dzisiaj to jest właśnie ten dzień, kiedy to wszyscy jednogłośnie poparli Zatorskiego. Powiedziałem do jakiegoś gościa, który szedł cały schylony "Na chuj się tak skradasz?", on się dziwnie na mnie spojrzał. Nie wiem dlaczego, przecież nic złego nie zrobiłem. Ale oni tak nie uważają. Zatorski stwierdził, że ten gość mógł być ciężko chory, a ja sobie z niego robię bezlitosne żarty. Sytuację tę należy zapamiętać na zawsze, i dlatego pragnę ją w Tobie zapisać. To już wszystko na dzisiaj, pamiętniczku, uwielbiam Cię, pozdrawiam, Twój kochany Grzesiu."

Matko boska częstochowska, z kim tej Ance przyszło pracować...
Z bandą debili. Po prostu. A skoro o Ance mowa... 
Anka siedziała właśnie u siebie w pokoju usłyszała pukanie do drzwi. Kogo tym razem do niej przywiało?

- Cześć, Aniu, mogę wejść? - dostrzegła stojącego w drzwiach Mariusza Wlazłego.

- Jasne. - uśmiechnęła się. - Siadaj. Cóż Cię do mnie sprowadza?

- Mam mały problem. - zaczął.

- Zamieniam się w słuch. - odpowiedziała.

- Mam wrażenie, jakby ktoś mi coś próbował poprzestawiać w głowie. Tylko właśnie nie wiem, kto. - westchnął

- Och. Opowiedz może wszystko, od początku. - zaproponowała. 

- No dobrze. Jakiś czas temu chyba straciliśmy pamięć. Na szczęście trafiliśmy na bardzo miłego doktora, który nam ją przywrócił. Tylko, że to, co on mi powiedział na mój temat, teraz zupełnie nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. - pokręcił głową.

- A co takiego Ci powiedział? - zapytała. 

- Powiedział, że moja pozycja na boisku to rozgrywający, więc tak grałem po przyjeździe tutaj. Ale już następnego dnia trener stwierdził, że chce mnie widzieć w roli atakującego. Więc to jest już jedna rzecz, która się nie zgadza. Trener zmienił mi pozycję w grze, a ja nie wiem, dlaczego. Zupełnie, jakby chciał mnie przekwalifikować, przebranżowić na ten atak. W dodatku twierdzi, że mam zagrywać mocno, z wyskoku. No niby na razie mi to wychodzi całkiem nieźle, ale ten doktor twierdził, że najlepiej będzie, jeśli będę zagrywać float'em. - opowiedział wszystko, co pamiętnego dnia powiedział mu Sędziwirski. 

- Gdzie więc tkwi problem, skoro grasz tak, jak trener Ci kazał? Myślę, że to, co chce trener, jest ważniejsze od widzimisię zawodnika. - rzekła.

- No właśnie nie wiem, czy mam mu się sprzeciwić, czy nie? Przecież on mi wdraża do głowy zupełnie inny sposób gry, aniżeli ja preferuję. - szepnął.

- Mariusz... Tak się składa, że Stefan wie co robi. To on wie, gdzie powinieneś grać i jak powinieneś zagrywać. On Cię znał już wcześniej, on wie, jak grałeś przed tym nieszczęsnym wybuchem w Spodku. - westchnęła. 

- To znaczy, że kiedyś grałem w ataku i zagrywałem mocno? - spytał.

- Tak. - bąknęła lakonicznie.

- Więc wychodziłoby na to, że to ten doktor mnie oszukał. - podrapał się po głowie.

- No bo Cię oszukał. Oszukał was wszystkich. Czy wy naprawdę uwierzyliście w to, że Krzysiek Ignaczak może spieprzać przed kamerą? - zapytała. 

- Szczerze mówiąc, nie wiem. Rozmawiał z nim później, niż ze mną. Chociaż mimo to, coś mi nie pasowało w tym, bo kojarzyłem tą jego kamerę.... 

- To dlaczego się nie wtrąciłeś wtedy? Dlaczego nikt z was się nie wtrącił w to, co on mówił, kiedy on was ogłupiał po kolei? Trzeba było przerwać mu tą zabawę. Teraz nie byłoby żadnego problemu. Nie musiałabym wam tłumaczyć, jak bardzo ten idiota was oszukał. - pokręciła głową z niedowierzaniem. 

- Spójrz na to z innej strony. - zaczął. - Gdybyśmy nie trafili do psychiatryka, gdyby nie poprzestawiano nam w głowach, nie przyjechałabyś tu do nas. A co za tym idzie - nie poznałabyś Piotrka. 

- Masz rację. - uśmiechnęła się szeroko, gdy tylko usłyszała imię swojego chłopaka. - Masz rację, Mariusz. 

- To już chyba wszystko. Dziękuję za wyprostowanie pewnych informacji w mojej głowie. - również się uśmiechnął. Uścisnął dłoń psycholożce i podziękował jej drobnym buziakiem w policzek. Anka zarumieniła się nieco. - Czy jak Pit Cię całuje, to też się tak za każdym razem rumiesz? - zaśmiał się.

- Do jego buziaków już się zdążyłam przyzwyczaić. - wyszczerzyła się. 

- Rozumiem. To ja już będę uciekać. I jeszcze raz dziękuję. - rzekł i skierował się w stronę wyjścia. 

- Nie ma za co. 

__________________________________________________________


/ Wlazły dołącza do grona ostatecznie odratowanych po ogłupieniu. Kto będzie następny? A może reszta sama się ogarnie? Minęło już przecież sporo czasu i chłopacy zachowują się w miarę normalnie.
Pomijając jednostki paranormalne, takie jak Łomacz i Zatorski, ale u nich to wrodzone.
Czy waszym zdaniem Grzesiu się dobrze zachował? Czy może faktycznie "skradająca się" osoba mogła być ciężko chora?

Kadra B odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w Lidze Światowej, pod wodzą uwielbianego przez wszystkich Andrzejka. W kolejnym rozdziale, w którym to będzie opisany kolejny dzień, rozegrają drugi mecz z Canarinhos. Czy i on zakończy się korzystnym wynikiem?
Czy ktoś z kadry B ma szansę na przebicie się do kadry A?

Chłopaki ze Spały zazdroszczą tym z Maringi, że osiągnęli taki sukces. Oni też by chcieli pokonać Brazylię na ich terenie. Wkrótce zastąpią ich w rozgrywkach, a kadra B będzie przygotowywać się do innych imprez.
Na razie jednak rozgrywają spotkania jako kadra A, co znaczy, że dwóm zawieszonym środkowym minął właśnie pierwszy mecz kary. Grześ Kosok może już zagrać w kolejnym, Piter musi jeszcze poczekać dwa. 


Boże, jaki denny ten rozdział. Weny zero, dzisiaj dopiero go skończyłam. Nie wiem, kiedy będzie następny. Za tydzień mam konkurs z łacińskiego i tak jakby bardziej zajmuję się obecnie uczeniem się na niego, aniżeli pisaniem bloga.
W ciągu dwóch tygodni coś na pewno się jednak pojawi. :)

Walec o nazwie Resovia jedzie dalej. W pierwszym meczu Finału Mistrzostw Polski pokonała ona Lotos Trefl Gdańsk 3 do 0.
Idealnie. :) W ogóle, to bardzo, bardzo się cieszę, że Resovia gra ten finał właśnie z Lotosem.

Dzisiaj bez żadnych gifów i innych obrazków.
Dzisiaj też bez pani fotograf, ale spokojnie, ona tu jeszcze naprawdę sporo namiesza. ;) 


Otrzymałam kilka nominacji do tej zabawy, więc z boku pojawiła się zakładka z Liebster Award. Nie bawię się w takie głupoty, więc jedynie odpowiadam na pytania, bez żadnych nominacji, czy już zwłaszcza bez robienia z tego osobnego wpisu na blogu. Jak się będą pojawiać kolejne nominacje, to po prostu dodam nowe pytania w tamto miejsce, i tyle. ;>

Z następnym rozdziałem załączę też mały bonus, ale co to będzie, nie zdradzę. 

16 komentarzy:

  1. Dawidzio wyrywa kibickę <3

    Zabawa z imionami siatkarzy z Brazylii - no śmiechłam tak bardzo, że aż moja matka się przeraziła i zapytała, czy aby dobrze się czuję xD

    Juhu! Brazylia pokonana, więc cieszmy się i radujmy :D

    Kochany pamiętniczku. Twój Grześ ma nierówno pod sufitem, ale jakimś cudem doprowadził wczoraj Cuprum do 7. miejsca w PlusLidze <3 To na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Kocham Cię, pamiętniczku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Dawidzio wyrywa kibickę. :D
      Pierwotnie miał być Twój przyszły mąż, Szymuś, ale dla niego mam coś innego obmyślone. ^^

      O, no widzisz? Twoja matka Cię o Ciebie boi, troszczy się o Ciebie. :)

      Gratulujemy Grzesiowi i całej reszcie Cuprum. :D
      Pamiętniczek też Cię kocha. I Grzesia też.

      I ja też Cię kocham, siostro. <3

      Usuń
  2. Coraz bardziej zaczynam lubić kadrę B. Treści ich rozmów totalnie ryją mi beret, że tak się wyrażę :D
    Dryjek, ty podrywaczu! :P Chociaż w sumie nie dziwię się, ze jego urok osobisty podziałał na tę brazylijską kibickę ;) Będzie jakiś dalszy ciąg tego wątku? ;)
    Łomacz, nie rób z siebie drugiego Zatorskiego! Różowy pamiętniczek, serio? Weeź...
    Fajnie, że w końcu i Mario został odratowany, aczkolwiek zabrakło mi tego soczystego "kurwa mać" wypowiadanego przez każdego siatkarza w momencie odzyskania tożsamości, chociaż z drugiej strony Mario to kulturalny facet, więc może wulgaryzmów nie nadużywa :P
    Rzeszowski walec zapisuje na swojej liście kolejne ofiary. Dziś Jastrzębie, jutro, miejmy nadzieję po raz kolejny Lotos :)
    Pozwoliłam sobie zajrzeć do Twojej nowej zakładki i wychodzi na to, że mamy ze sobą coś wspólnego - otóż ja też jestem jedynaczką i właściwie nie ubolewam z tego powodu :P
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w dodatku połowa z tej kadry B została powołana do kadry przez Stefana. :D Tak bardzo wybrałam odpowiednich siatkarzy xd
      Jakbym jeszcze z kapitanem kadry wykrakała... Nie, dobra, stop, to niemożliwe xd Śmiesznie by było xdd

      Łomacz to jest niestety taki drugi Zatorski xd Podobnie jak o Zatorze, myślę o nim jako o takim debilku. :D

      Wiedziałam, że o czymś zapomniałam, oczywiście o soczystym "kurwa mać". Ale przyjmijmy Twoją wersję. :D

      Walec jedzie dalej ^^ Ale MVP to ja bym Piterowi dała, świetny mecz dzisiaj zagrał. :)

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  3. Przperaszam że nie na temat bloga ale nigdzie indziej nie mam namiarów. Czy wiadomo czy forum Ciach****ce zostało zamknięte, a może przeszło do podziemia?? Od wczoraj nie da się tam wejść. :(

    (pisałam tam rzadko ale jednak zaglądałam codziennie- nick Papillon)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogę wejść :(
      Nie wiem dlaczego. :(

      Usuń
    2. :) No i dobrze, bo trochę się jednak "zżyłam" z tym forum.

      Usuń
  4. Świetny rozdział ! <3 Pisz kolejny!
    Zapraszam do mnie. Bohaterem m.in Kacper Piechocki! :)
    http://milosc-i-siatkowka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Ale nie wiem, kiedy będzie kolejny. :( Postaram się jak najszybciej, ale raczej nie w tym tygodniu.

      Usuń
  5. Uwielbiam tutaj kadre B :D Oni są genialni Nie ma to jak przekształcać się na brazylijskich graczy. Kompletnie mnie rozwaliłaś Andrzardo Kowalende xD
    Ciekawa jestem tego wątku z tą brazylijską kibicką i Dawidkiem ^^
    Łomacz, błagam cię, ty się baw w Zatora i wypieprz ten pamiętniczek!
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie pomysły to tylko kadra B :) Nie jestem jednak pewna, czy Kowalowi się spodobają nowe pseudonimy jego zawodników. :D

      Wątek z Alessandrą i Dawidkiem będzie kontynuowany. :)

      Ale dlaczego Grzesiu ma wypieprzyć pamiętniczek? Będzie mieć potem na pamiątkę. :D

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  6. Jezu, kocham kadrę "B" Mają takie pomysły, że nie wiem. xD
    Czy mówiłam Ci już, że Twój blog poprawił mi kilka razy humor? Jezeli nie, to teraz mówię. :)
    Ulala, Dawid wyrwał laskę :D Jestem ciekawa jak się to dalej potoczy, i czy coś z tego wyniknie :D
    O Jeeeeeezuuuuu, Łomacz, ty debilku xD Jak za kilka tysięcy lat znajdą twój pamiętnik, to się chyba przerażą, jakim ty bez mózgiem byłeś. xD.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie wiadomo, która kadra ma lepsze pomysły, nie? :D

      Tak, pisałaś to już nie raz :) Ale miło to czytać, więc dziękuję po raz kolejny :)

      Coś z tego wyniknie, to na pewno. Ale co? Nie wiem. :D

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  7. Hahahah. Kadra B to ma takie pomysły, że masakra :D
    Zator i Lomacz to niestety juz nieuleczalne xddd
    Wygraja, wierze w chlopakow. :p
    Pani fotograf zawsze cos tam miesza takze bedzis dobrze :)
    Pozdrawiam i czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to jest nieuleczalne. :D

      Taaak, będzie dobrze. ;) Mam już jakieś zalążki pomysłów na akcje z panią fotograf. :)

      Ja też pozdrawiam. :*
      A kolejny raczej w przyszłym tygodniu. :)

      Usuń