21.09.2015

XL. "Witaj, umiłowana połowico ma, jużeś zakończyła konwersację ze swoimi powiernicami?"

17.06.2014, Rzym, Włochy

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy psycholog Piotr próbował rozwiązać sercowy problem Szymona Romacia, jego druga połówka, również psycholog, próbowała uporać się ze zmartwieniem, jakie towarzyszyło Dawidowi Dryi. Podobnie jak w tamtym przypadku, także tutaj nie było to zadanie łatwe. Środkowy bowiem rozpaczał jak głupi i nie potrafił się ogarnąć na tyle, by ułatwić Chmurze pracę. Widać było, że bardzo cierpiał po rozstaniu z ukochaną kobietą. Może i byli ze sobą bardzo krótko, bo zaledwie parę dni, ale tak niedługi okres czasu w zupełności wystarczył, żeby młody siatkarz zakochał się w dziewczynie. Z resztą, jemu wydawało się, że to jest miłość odwzajemniona, że ona także coś do niego poczuła. Nie spodziewał się zupełnie, że lasce może chodzić tylko o to, żeby uciec ze swojego kraju i wykorzystać do tego, niczego nieświadomego mężczyznę. Ona tylko udawała, że go kocha, a tak naprawdę pięknie go zwodziła. Wprawdzie mógł się zorientować, że coś tu nie gra po tym, jak odmówiła mu namiętnej nocy na dzień po tym, jak się ze sobą przespali. On uwierzył jednak w jakieś gadki o tym, że brzuch ją boli, bo czymś się zatruła. Oszukiwała go więc praktycznie od samego początku ich związku. A czy ona w ogóle uważała, że to jest związek, że ich znajomość to coś poważniejszego? Niby zgodziła się na to, by chodzić z nim, ale nie wyglądała na zbyt szczęśliwą z tego powodu. Niemal od razu zaczęła myśleć, jak tu wybrnąć z tej niewygodnej dla niej sytuacji, w której się znalazła. Wiedziała, że nie może zbyt długo tkwić w takim położeniu, że cała ta znajomość musi się jak najszybciej skończyć... A Dawid był tego wszystkiego zupełnie nieświadomy. On myślał, że znalazł kobietę swojego życia, a tu taka niespodzianka. Bardzo nieprzyjemna niespodzianka... Dryja bardzo chciał pomóc Ance w rozwiązaniu problemu, jaki go trapił, ale nie był w stanie. Nie potrafił jej wytłumaczyć, co tak naprawdę go aż tak bardzo martwi. Był załamany, ale co z tego? Chmura nie mogła mu pomóc, dopóki nie znała całej sytuacji. Nie wiedziałaby, co by mogła mu doradzić, a w jej interesie nie było przecież zaszkodzenie zawodnikowi. A tak mogłoby się stać, gdyby mu udzieliła nieodpowiedniej porady. 

- Ale weź się uspokój, i wytłumacz mi, co tak naprawdę się stało, dobrze? - westchnęła Anka i pokręciła głową. Minęło już pół godziny, odkąd zaczęła rozmawiać z Dawidem. A może raczej, odkąd próbowała zacząć z nim rozmawiać. Wszystko na nic. Dryja biadolił jak potłuczony i nic do niego nie docierało. 

- Zostawiła mnie, rozumiesz?! Zostawiła mnie! Ona mnie nie kocha! - rozbeczał się jak jakaś ciota. Nie pomagał psycholożce, zdecydowanie... 

- Widocznie zasługujesz na kogoś lepszego, niż ona. - palnęła. - Ona od początku mi jakoś nie pasowała, ale wydawaliście się być ze sobą szczęśliwi, więc nic nie mówiłam. - dodała. 

- No bo byliśmy ze sobą szczęśliwi! Ona mi mówiła, że mnie kocha. Ja jej też tak mówiłem. Kochaliśmy się, było nam ze sobą dobrze. - jęknął. - A ona tak nagle stwierdziła, że mnie zostawi. 

- A tak właściwie, to dlaczego ona Cię zostawiła? Coś jej nagle w Tobie przestało pasować? Jakiś kaprys miała, czy o co jej chodziło? - spytała.

- Zaczęła mnie namawiać na wypad do jakiegoś klubu. Za bardzo nie wiedziałem, po co. I zbytnio nie chciałem tam wychodzić, jakoś nie czułem potrzeby, żeby tam pójść. No a ona nadawała, i nadawała, że jak ona bardzo by chciała sobie iść do tego zasranego klubu. - przewrócił oczami.

- I? Rozumiem, że się nie zgodziłeś? - drążyła temat.

- No oczywiście, że się nie zgodziłem. Zapytałem się jej, po co ona w ogóle chce tam pójść. I wiesz, co ona mi odpowiedziała? - posmutniał jeszcze bardziej.

- Nie? - szepnęła. No bo taka prawda, że nie wiedziała, co Alessandra odpowiedziała środkowemu. 

- Ona mi odpowiedziała, że chce iść do kina, żeby sobie wyrwać jakiegoś fajnego faceta. Wkurwiłem się wtedy nie na żarty. Powiedziałem jej, że przecież jest ze mną, żeby nie pajacowała. Myślałem, że się ogarnie. No niestety... - z oczu pociekły mu łzy. Widać było, że bardzo przeżywał całą tę sytuację. 

- Jakoś głupio Ci odparowała na te słowa? - zapytała.

- Tak, dokładnie tak. Powiedziałem jej, że przecież jest ze mną, i że ja też jestem fajny. A ona na to, że owszem, jestem fajny, ale może ona sobie tam znajdzie kogoś jeszcze fajniejszego. W tym momencie złość kipiała mi już uszami. Niewiele brakowało, żebym jej przyjebał za takie teksty. - warknął. 

- Trzeba było jej jebnąć. - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Zaciśniętą miała również pięść. - Szczyt bezczelności, żeby coś takiego mówić. 

- Jeszcze mi powiedziała, żebym się nie dziwił, że to przecież normalne, że kobieta wymienia faceta na nowszy, lepszy model. - syknął. - Próbowałem jej przypierdolić. Rzuciłem w nią laczkiem, ale nie trafiłem. - przewrócił oczami. - Kazałem jej wypierdalać. Na szczęście mnie posłuchała. 

- Może to i lepiej, że nie trafiłeś. - zaśmiała się. - Szkoda marnować papcia na takiego szlaufa, co to sobie myśli, że jest ą, ę, i w ogóle. - uśmiechnęła się. - Zwykła, bezwartościowa, puszczalska szmata.  - stwierdziła. - To już cała ta historia?

- No właśnie nie do końca. - westchnął. Nie chciał opowiadać o tym, co zrobiła Kamila, nie chciał psuć jej opinii. A przecież ona była uważana raczej za fajną dziewczynę, co ma poukładane w głowie... Nie miał jednak wyjścia, i powiedzieć to musiał. Musiał zrzucić wszystko, co mu leżało na wątrobie. 

- A co jeszcze się stało? Mów, śmiało. Nikt Cię nie pogryzie, jeśli to powiesz. Nikt Ci nie da z liścia. - namawiała go, bardzo spokojnym tonem, do tego, by zwierzył jej się z problemu, jaki go trapił. 

- Szymon mnie znienawidzi. - zaczął. - I pewnie, jak się dowie, to mnie zabije, potem pobije, a potem jeszcze raz zabije. - bąknął. 

- A dlaczego Szymon ma Cię znienawidzić, dlaczego on ma Cię zabić? Co on ma z tym wszystkim wspólnego? - zapytała.

- No boo... on coś kręcił z Kamilą. Chyba wiesz o tym, prawda? - przytaknęła. - No właśnie. Ja się z nią tej nocy przespałem. - jęknął. Nie dlatego, że było mu źle, bo było mu bardzo dobrze. Po prostu uważał, że to nie powinno się zdarzyć. 

- Że co zrobiłeś?! - wrzasnęła zdumiona, a gębę rozdziawiła tak, że prawdopodobnie zmieściłaby się w niej nawet taczka. - Jak to możliwe?... - spytała, nieco przestraszona. 

- Ja sam nie wiem... Rozmawialiśmy sobie, trochę jej porozpaczałem, jak to bardzo cierpię, że mnie kobieta zostawiła... A ona tak po prostu wzięła mnie za rękę i zaciągnęła do swojego pokoju. A potem kazała mi się rozbierać. Ja nie chciałem, próbowałem jej jakoś to wytłumaczyć. Ale do niej nie docierało. Dla świętego spokoju przespałem się z nią... Ale czułem się wykorzystany po tym wszystkim. - powiedział.

- Nie trzeba było jej ulegać. Kamila ma ostatnio bardzo dziwne zachcianki, ale nie należy się nimi zbytnio przejmować. - prychnęła. - Wymyśliła sobie, że będzie silną i niezależną kobietą, a nadaje się do tego, jak Kosok do śpiewania. - użyła dość mocnego porównania. Wiadome było przecież, że czarnowłosy środkowy wyje tak, że od tego dźwięku szyby w oknach by mogły popękać... 

- Dlaczego tak o niej mówisz? - spytał. - Pokłóciłyście się, czy co? - nie wiedział, że panie przeprowadziły ze sobą nie do końca przyjemną rozmowę.

- Nie. Tylko ona mnie wkurwiła trochę swoim gadaniem. Że ona nie chce popaść w życiową monotonię. I jeszcze to sugerowanie, że moje życie jest nudne, bo jestem wierna mojemu chłopakowi. - pokręciła głową. 

- Rozumiem. - rzekł. - Anka, co ja mam teraz zrobić? 

- Szczerze? - spojrzała mu prosto w oczy. - Nic. Traktuj Kamilę, jakby nic się nie stało. Broń Boże mówić Szymonowi o tym, co między wami zaszło. I nie zgadzaj się więcej na tego typu zachcianki. Nie wiadomo, co kto jeszcze wymyśli. 

- Dzięki. - uśmiechnął się. - To chyba już wszystko, co chciałem wiedzieć. 

- Nie ma za co. - odwzajemniła uśmiech. - Będę już uciekać, bo Piotruś pewnie się stęsknił. - zaśmiała się i opuściła pokój brodatego. 

"Idę, nie idę, idę, biegnę 
Kochany biegnę do ciebie 

Biegnę a serce mi drży 
Drży jak schwytany ptak 
Mówisz kocham, kocham cię 
Kochaj, kochaj, kochaj mnie 
La la la la la la la "

Skierowała swe kroki oczywiście w stronę pokoju swojego i Piotrusia, no bo gdzie indziej mogła pójść? Przecież wszyscy mieli ją za odludka. Nie potrafiła jakoś zasymilować się z tym towarzystwem. Wiedziała, że musi się zmienić, jednak bała się wykonać ten pierwszy krok ku "normalności". Czuła się nieco samotna, jednak nie potrafiła nic z tym zrobić. Chciała mieć i faceta, i przyjaciół, a tych drugich, na razie, niestety, nie posiadała. Bardzo chciała móc o kimś tu powiedzieć, że jest jej bratnią duszą, z którą mogłaby sobie uciąć jakąś miłą pogawędkę, niestety, nie jest jej to dane. I nie zanosiło się na to, by jej sytuacja miała się w jakiś sposób zmienić. O ironio, jest psychologiem, a sama by takiego potrzebowała. Kiedy trafiała w zupełnie obce środowisko, albo nie nawiązywała bliższego kontaktu z nikim, albo robiła to tylko z jedną osobą, a w stosunku do pozostałych zachowywała dystans... Ona bardzo chciała, by ktoś, tak nagle, po prostu, zaczepił ją, zagadał do niej, zapytał ją, co tam u niej. Ale inni o tym nie wiedzieli, i uważali ją po prostu za osobę totalnie wyobcowaną, wyalienowaną ze społeczeństwa. Ponadto twierdzili też, że jest zarozumiała, skoro nie chce z nikim się "zadawać". Ot, panna z wyższych sfer sobie przyjechała, znalazła faceta, i świata poza nim nie widzi. Skończy pracę, której zbyt dużo nie ma, i od razu leci gździć się gdzieś ze swoim chłoptasiem. Jak bardzo się mylili w jej ocenie... Ale skąd oni mieli o tym wiedzieć, skoro ona nie dawała im żadnych powodów do tego, by mieli zdanie o niej zmienić?... 
Anna musiała się zmienić. I ona o tym doskonale wiedziała. A czy w końcu znajdzie w sobie na tyle odwagi, by do kogoś zagadać?... Niby jest Kamila, ale ta "przyjaźń" z nią była jakaś taka szorstka. Niby się lubiły, a jednak wyraźnie lubiły też sobie docinać w dość złośliwy sposób. Mimo wszystko, zachowywały pewien dystans w stosunku do siebie. Nie były typowymi psiapsiółciami, które chodzą wszędzie razem i szczebioczą ze sobą o całym świecie... Rozmawiały ze sobą tylko wtedy, kiedy na siebie wpadały gdzieś na korytarzach, a i pogawędki te były najczęściej bardzo krótkie. Kilka zdań, to było maksimum, na jakie było je stać... 
Przemyślenia Anki, zanim jeszcze dotarła do swojego królestwa, zakłócił "najmądrzejszy" rozgrywający na świecie, czyli Grzegorz Łomacz. 

- Aaankaaa, bo ja mam problem. - pisnął.

- Co się stało? - jęknęła. Chyba nie miała teraz ochoty na żadną "interwencję"... 

- Ja przed chwilą... pod prysznicem... zostałem zgwałcony. - bąknął i spuścił głowę, czerwieniąc się jak pomidor. 

- Co?! Jak to?! - wrzasnęła. - Gregor, jeśli zmyślasz, to wiedz, że albo zaraz się do tego przyznasz, albo Ci pierdolnę z laczka tak, że Ci się odechce takich numerów. - syknęła. 

- Nie zmyślam. - szepnął. - No... brałem sobie kąpiel, pod prysznicem. Smarowałem sobie moje piękne ciałko żelem pod prysznic, i w ogóle. No chyba nie muszę Ci tłumaczyć, jak się bierze kąpiel, nie? - spytał, a psycholożka przewróciła oczami ze zniecierpliwienia. Czekała na konkrety. 

- Do rzeczy, Łomacz. - westchnęła.

- Mucha mi usiadła na wacusiu. Czuję się przez nią zgwałcony. I co ja mam teraz zrobić? - niemalże się poryczał jak ciota. 

- Przykro mi, tutaj nic się nie zaradzi. - powiedziała niezwykle poważnym tonem. 

- Jak to?! - ryknął i teraz to chyba naprawdę się rozbeczał. 

- Niedojebania mózgowego się nie leczy. - odpowiedziała, po czym zniknęła za drzwiami do swojego pokoju. 
Biedny Gregor. Nie pomogła mu rozwiązać jego problemu... 

- Aha, jeszcze jedno. - rzekła, wychylając głowę zza drzwi. - Nie wiem, jak Twoja dziewczyna z Tobą wytrzymuje.

- A wytrzymuje, i to bardzo dobrze! - wrzasnął, nieco wkurzony. Miała mu pomóc, a nie jechać po nim... 

- O, w końcu się przyznałeś do tego, że masz dziewczynę. - zachichotał drugi z lokatorów pokoju, również wynurzając się zza drzwi

- No mam, od niedawna. Jest niesamowita. - uśmiechnął się. 

- A może coś powiesz o niej? - spytał.

- Nieee, to nie jest zbyt dobry pomysł. - bąknął nieśmiało. 

- Dlaczego? - drążył temat, wpatrując się uważnie w Gregora.

- A tak jakoś, tak uważam. Cześć! - pomachał środkowemu i jego dziewczynie i popędził w stronę swojego lokum. 
Przecież nie powie mu, że kręci z jego siostrą... Nikt nie miał prawa się tego dowiedzieć... 
Niech jednak nie myśli, że Cichy mu odpuści. Prędzej czy później dowie się, jaka jest prawda. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Dagmara Kozłowska, wraz ze swoim ukochanym, Pawłem Zatorskim, przebywali właśnie w pokoju, który należał do siatkarza. Obejmowali się czule, siedząc na kanapie, od czasu do czasu raczyli się dość namiętnymi pocałunkami. Zwariowali na swoim punkcie, pomimo tego, że byli raczej ostatnimi ludźmi, w których ktoś mógł się zakochać. Ona, nieogarnięta, raczej głupawa, ponadto wyjątkowo naiwna i lekkomyślna. Wierzyła w każdą ściemę, którą ktoś jej opowiadał. Zapominała o najprostszych rzeczach, takich, jak wyłączenie żelazka, przez co parę kompletów swoich strojów recepcjonistki już musiała wyrzucić do kosza, z powodu dziur, jakie owy metalowy potwór w nich wypalił. Poza tymi oczywistymi wadami, miała ona jednak także sporo zalet. Przede wszystkim była osobą, która starała się być sumienną, rzetelną, wypełniać wszystkie polecenia. Jasne, czasem coś jej się nie udawało, miewała gorsze dni w swojej pracy, ale szef był z jej pracy bardzo zadowolony. Bo do pracy przykładała się jak mało kto, i naprawdę skupiała się na niej, starając się, by nie popełnić w niej najmniejszego nawet błędu. Roztargnienie i zapominalstwo zdarzało jej się przy rzeczach codziennych, sprawach prywatnych. Do pracy zawsze była perfekcyjnie przygotowana.  Ponadto była bardzo pomocna i życzliwa, i ogromną radość sprawiało jej dawanie komuś dobrych rad, wspieranie go w trudnych chwilach. A do tego nie była plotkarą, czym różniła się od siatkarzy. Oni wygadaliby wszystko, a Kozłowska potrafiła milczeć jak zaklęta. Kiedy ktoś jej nakazał dotrzymać tajemnicy, robiła to. Każdy mógł jej powierzyć swój sekret, wiedząc, że nikt inny nie dowie się o tym. Była osobą niezwykle sympatyczną, ciepłą, serdeczną, aż chciało się z nią pracować, czy też rozmawiać. Biła od niej taka pozytywna energia, dziewczyna ta zawsze patrzyła na świat przez różowe okulary. A i nie była jakimś pasztetem, wręcz przeciwnie, wyglądała całkiem ładnie. Część chłopaków uważało ją za dość atrakcyjną, a Pawełek, co by się mogło wydawać oczywiste, za absolutną seksbombę. Znaczy, on takich słów nie używał, bo ich nie znał, i nie wiedział, co one znaczą, ale to pominiemy... No właśnie, Pawełek... Pomimo tylu oczywistych zalet Kozłowskiej, mało kto traktował ją poważnie. A wszystko przez to, że rudowłosa jako obiekt swoich westchnień upatrzyła sobie Zatorskiego. Parę dni temu przyznała mu się do tego, że od początku wpadł jej w oko, lecz bała się wykonać pierwszy krok. Ten musiał zrobić libero, i zrobił. Każdy pamięta chyba, jak podszedł do niej, po tym, jak poprosił o zadanie w głupiej grze, i wyznaczono mu... przespanie się z Kozłowską... Siatkarze oburzali się, że taka, przecież całkiem fajna babka, zainteresowała się tą życiową ofermą i produktem pękniętego kondoma, jak to zwykł mówić o nim Daniel Pliński, kiedy jeszcze obaj grali w Skrze Bełchatów.
Pawełek i Dagmara oglądali telewizję, lecz widać było, że oszczędnie owłosiony zawodnik usilnie nad czymś myślał. Pytanie tylko, nad czym? A może lepiej by było, gdybyśmy tego nie wiedzieli?

- Dagmarciaa? - zaczął, miziając ją palcem po policzku?

- Mhm? - mruknęła i bawiła się jego włosami. 

- Bo ja się tak ostatnio zastanawiałem... - oho, zły znak. Jak Zatorski tak zaczynał swoją wypowiedź, to niemal jasne było to, że można było liczyć na jakąś bombę, którą zaraz zaserwuje.

- Nad czym, kochany? - spytała, przymilając się jeszcze bardziej do niego.

- Dlaczego nie ma w telewizji takiej dyscypliny sportu, jak walki emerytów? Przecież to by było fajne! Patrzeć, jak się napierdala jeden dziadek z drugim. Ja bym to chętnie oglądał. - uśmiechnął się. 

- Och, Pawełku. - zachichotała. - Również uważam, że to byłby ciekawy widok. - przytaknęła, chociaż sama miała nieco inne zdanie na ten temat. Czasami była przerażona głupotą swojego chłopaka, lecz nie mówiła mu o tym. Bo zbytnio jej to jednak nie przeszkadzało.

- No nie? Wzięliby laski, takie, jak te, którymi się na co dzień podtrzymują, i by się nimi pizgali po ryjach, plecach. Ale by to były emocje! To by było coś nowego, coś fajnego. - rzekł. Był usatysfakcjonowany z tego, co powiedział. 

- Nie lubię zbytnio boksu, ani innych sportów walki. - odpowiedziała, uśmiechając się słodko. Zaczęła delikatnie podmacywać Pawełka po spodniach, wyraźnie sugerując mu, na co ma teraz ochotę. 

- Chodź, Kicia, pobawię się w zoofila. - wypalił. 
Gdyby miał do czynienia z normalną kobietą, dostałby w ryj za tego typu teksty. Przecież każda inna dziewczyna śmiertelnie by się obraziła, gdyby coś takiego usłyszała. Ale nie Kozłowska! Ona wydawała się być oczarowana debilizmem Zatiego. 

- Oooch, jaki Ty jesteś uroczy! - zaszczebiotała. Wydawała się być zupełnie rozmarzona. 
Szybko zrzucili z siebie ciuszki i zaczęli świntuszyć. 
Nie byli nawet świadomi, że przeszkadzają komuś innemu w bardzo poważnej czynności, która wymagała ogromnego skupienia... 

"See you on the TV
Call you every day
Fly across the ocean
Just to let you get your way
No one understands me
Where I'm coming from
Why would I be with someone
Who's obviously so dumb?
Love comes
Love grows
Every time you rise to meet me
Take my hand to greet me
Love comes
Love grows
And power can give a man
Much more than anybody knows

Oh-oh, I'm with Stupid
Oh-oh, I'm with Stupid
Oh-oh, I'm with Stupid
Oh-oh, I'm with Stupid

Before we ever met
I thought like everybody did
You were just a moron
A billion-dollar kid
You flew up all the way
Like a hawk chasing a dove
I never thought that I would be
A sacrifice in love"

W jednym z sąsiednich pomieszczeń, a konkretnie w łazience, która to się przy nim znajdowała, kąpieli zażywał bowiem pierwszy brodacz polskiej reprezentacji, a więc Marcin Możdżonek. Były kapitan kady, pomimo kontuzji, jakiej doznał, został w Spale i wspierał zespół mentalnie. Teraz jednak był bardzo zajęty zupełnie inną czynnością. Popularny Drzewo leżał sobie w wannie, otoczony zewsząd bielutką pianą, która lepiła się do jego ciała. W swej dłoni dzierżył zaś... małą, gumową kaczuszkę. Żółte ptaszątko z czerwonym dziobkiem wydawało się być jednak zupełnie niezainteresowane tym, co Muratore robił. A tenże siatkarz, który to legitymował się najbogatszym, najbardziej wykwitnym zasobem słownictwa, w tej chwili w pełni z tegoż bogatego zbioru korzystał. Środkowy bowiem poświęcił się niezwykle wciągającemu zajęciu, jakim niewątpliwie było deklamowanie poezji Adama Mickiewicza. Jako, że nie miał żadnego widza, który mógł go słuchać, tę rolę musiała pełnić biedna kaczuszka... Na co tak wielkiemu facetowi była potrzebna gumowa zabawka, tego nikt nie wiedział. Nie było jednak żadną tajemnicą, że ją posiadał, zawsze brał z nią kąpiel. Przecież tutaj nikt nie był normalny... 

"Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę, Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę; Jednakże gdy cię długo nie oglądam, Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam; I tęskniąc sobie zadaję pytanie: Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie? 
Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu W myśli twojego odnowić obrazu? Jednakże nieraz czuję mimo chęci, Że on jest zawsze blisko mej pamięci. I znowu sobie powtarzam pytanie: Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie? 
Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale, Abym przed tobą szedł wylewać żale; Idąc bez celu, nie pilnując drogi, Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi; I wchodząc sobie zadaję pytanie; Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie? 
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił, Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem, Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem. I znowu sobie powtarzam pytanie: Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie? 
Kiedy położysz rękę na me dłonie, Luba mię jakaś spokojność owionie, Zda się, że lekkim snem zakończę życie; Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie, Które mi głośno zadaje pytanie: Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie? 
Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał, Wieszczy duch mymi ustami nie władał; Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem, Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem; I zapisałem na końcu pytanie: Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?"

Recytowanie pięknej poezji zostało wtem brutalnie przerwane przez dźwięk nadchodzącego połączenia w komórce wysokiego brodacza. Dzwoniła jego żona, która najprawdopodobniej zakończyła właśnie towarzyskie spotkanie ze swoimi przyjaciółkami. Na takie miała się bowiem udać, o czym nie omieszkała powiadomić swojego małżonka. 

- Witaj, umiłowana połowico ma, jużeś zakończyła konwersację ze swoimi powiernicami? - odezwał się, używając możliwie najbardziej wyrafinowanego słownictwa, jakie tylko potrafił znaleźć w swojej głowie. 
Nie, Drzewo nie był normalny. Przecież nikt normalny się tak nie odzywa do swojej żony... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Rzym, Włochy
Wieczorem, gdy słońce już powoli przygotowywało się do zajścia, rozpoczynał się mecz polskiej reprezentacji z kadrą Włoch. Nasz skład był raczej łatwy do przewidzenia. Pomimo tego, że Liga Światowa nie była najważniejszą imprezą w tym roku, Stefan postanowił nie traktować jej jakś totalnie ulgowo. Nie zamierzał grać rezerwami, lekceważyć przeciwnika. Waga rozgrywek, mimo wszystko, była poważna. Toteż nikogo nie zdziwiło to, że na spotkanie przeciwko Italii wybiegła najsilniejsza "szóstka". Oczywiście złożona z tych graczy, którzy znajdowali się w meczowej "czternastce". Na rozegraniu, tutaj może było drobne zaskoczenie, wystąpić miał Grzesiek Łomacz, który, najwyraźniej, wygrywał rywalizację na tej pozycji z Łukaszem Żygadłą. Atakować miał Szymon Romać, który podczas treningów bił na głowę Grzegorza Boćka. Jeśli chodzi o środkowych, postawiono na doświadczenie, a więc na Rzeszowską Lożę Szyderców. Przyjęciem mieli się zajmować Buszek z Miką. Zaskoczeniem był brak Bartosza Kurka w wyjściowym składzie, jednak Antiga argumentował to tym, że inni po prostu spisywali się na treningach lepiej. Sam z resztą chyba wolałby widzieć tego zawodnika w roli atakującego... Na libero, co żadnym zaskoczeniem nie było, miał wystąpić Wojtaszek. 
Włosi zaś postawili na skład Travica - Vettori - Zaytsev i Lanza - Piano i Anzani - Rossini. Po hymnach, przywitaniu kapitanów, wypadło na to, że zaczynać od zagrywki miała nasza reprezentacja. W pole serwisowe powędrował więc Szymuś, który na treningach potrafił sprzedawać przyjmującym całkiem solidne bomby. Włosi chyba zbytnio o tym nie wiedzieli, więc tylko grzecznie spojrzeli, jak piłka pieprznęła z ogromną siłą w "pomarańczowe" (0:1). Skoro boisko zostało już ochrzczone, przydałoby się zachwiać pewnością siebie u przyjmujących, celując w każdego z nich. Czy to będzie dane młodemu atakującemu? Być może, bo Lanza już wyekspediował piłkę w trybuny (0:2). Zaytsev spróbował przyjęcia tak zwanym dyszlem, czyli sposobem dolnym, i to także nie była dobra decyzja, bo piłka wróciła na polską stronę. Z tą różnicą, że wylądowała na aucie (0:3). Rossini czwartą piłkę przyjął perfekcyjnie, co pozwoliło uruchomić na środku Matteo Piano (1:3). On sam powędrował na zagrywkę. Podrzucił piłkę tym swoim prześmiesznym, pokracznym sposobem, który potrafił rozbawić do łez każdego. Nasi zawodnicy, zamiast pokładać się ze śmiechu na boisku, skupiali się jednak na grze. Perfekcyjny odbiór Wojtaszka, sprawne rozegranie Łomacza na lewe skrzydło, i już Mikuś mógł się cieszyć z pierwszego zdobytego przez siebie punktu (1:4). W polu serwisowym zameldował się Rafał, i kontynuował nękanie Włochów zagrywką. Może wyczynu Szymona nie pobije, ale jednego asa serwisowego już na swoim koncie zapisał, kiedy to piłka odbiła się od końcowej linii boiska (1:5). Druga piłka poleciała jednak w siatkę (2:5). Podobnie z resztą, jak zagrywka Travicy (2:6). Festiwal spieprzonych serwisów trwał w najlepsze, bo dołączyli się też do niego kolejno: Grzegorz Kosok (3:6), Filippo Lanza (3:7), Grzegorz Łomacz (4:7) i Simone Anzani (4:8). I tak oto dotarliśmy do pierwszej przerwy technicznej... Poziom meczu był tak niski, że można było raczej mówić o pionie, bądź skosie, a nie o poziomie...

- Chłopcze, nie pszucz żagrywka. - zwrócił się Stefan do swoich podopiecznych. 
Toteż po przerwie technicznej Mikuś nie zepsuł nawet dwóch z rzędu, zamieniając je na bezpośrednie punkty (4:10). Dość szybko odjechaliśmy makaroniarzom. A przecież jeszcze istnieje coś takiego jak blok. I killer o twarzy dziecka, który to właśnie przywitał nim Vettori'ego (4:11). Spojrzał na niego z miną, wyrażającą pogardę. Nikt nie wiedział, kiedy i gdzie on się nauczył takie robić, jednak wyglądał dość groźnie. Widać było, że jest dość wkurzony na atakującego reprezentacji Italii. Zapewne za to, jak potraktował w klubie Kamilę, za to, że chciał ją wykorzystać...  Mauro Berrutto poprosił o przerwę, po której Mikuś dalej strzelał sobie w najlepsze, zwiększając naszą przewagę do 10 punktów (4:14). Walnie do takiego wyniku przyczynili się kolejno: Buszek, który skończył przechodzącą piłkę, Romać, atakujący z drugiej linii, oraz Nowakowski, który z ogromną siłą huknął ze środka. Gdy Mateusz w końcu posłał piłkę w aut, na twarzach Włochów pojawiło się coś w rodzaju ulgi. Zagrywać poszedł Vettori, i posyłając dwie piłki w pole, nieco zniwelował miażdżącą przewagę Polaków (6:14). Trzeci serwis został jednak bezbłędnie przyjęty przez Rafałka, a skoro przyjęcie było perfekcyjne, Gregor, przy pomocy swojego środkowego, postanowili zrobić wiatrak z przeciwników. Tak więc Piano i Zaytsev skoczyli do bloku na środku, a Romać zaatakował na wyczyszonej siatce (6:15). Włosi, nie macie co prosić o litość. Szybka seria czterech asów serwisowych skutecznie wybiła im z głowy jakiekolwiek granie (6:19). Oberwał każdy z przyjmujących, a ostatnia z piłek trafiła idealnie w narożnik boiska. Berrutto dopiero teraz przerwał tę strzelecką kanonadę blondwłosego środkowego. Sam zdawał się nie wiedzieć, co robi. Nie chciał pochopnie marnować przerwy, wykorzystując ją zbyt wcześnie, chociaż najwyraźniej był pogodzony z tym, że set jest przegrany.
Miał rację. Set został przegrany przez Włochów. Podobnie, jak dwa kolejne. Polacy odnieśli drugie zwycięstwo w tej edycji Ligi Światowej, drugie w stosunku setów trzy do zera. Swoją jedyną porażkę, w Brazylii, też z resztą ponieśli w takim stosunku. Tak więc kolejny mecz naszych zawodników skończył się bardzo szybko, przez co Ci mogli się szybciej udać na zasłużony wypoczynek. Oby jutro potwierdzili swoją formę. 

___________________________________________________________

Zasługuję na to, żeby ktoś mi solidnie wpierdolił, bo nie pisałam długo. Za długo. Co ja na to poradzę, że weny miałam zero? No nic. :(
W końcu jednak wracam z jakimś tam rozdziałem, pisanym przez ostatnie trzy dni. Mam nadzieję, że nie zaniża on zbytnio poziomu bloga, który przecież i tak jest niski. :D

Nasi chłopacy w opowiadaniu spisują się prawie tak dobrze, jak w Pucharze Świata, więc cieszmy się i radujmy, albowiem awans na Igrzyska Olimpijskie jest już blisko. Tylko Ci cholerni Amerykanie już dzisiaj. Grrr... Nie możemy z nimi przegrać. Po prostu nie możemy. No cóż, miejmy nadzieję, że Rosja nie wygra z Włochami, wtedy ewentualna porażka ze Stanami nie powinna nam zaszkodzić, bo Włochów raczej klepniemy. :)
Nieźle sobie pozamiatali ostatnio Australię w polu serwisowym, oby dzisiaj było tak samo z Jankesami. :)

Wracając do opowiadania, mamy trochę Zatora i Kozłowskiej, trochę Drzewa, rozterki uczuciowe Dawida i mrożący krew w żyłach, bardzo poważny problem Gregora. Czyli wszystkiego po trochu. A co będzie w następnym rozdziale? Nie mam pojęcia, naprawdę. 
Czy dobrze się domyślam, siostro, że Anka w tym rozdziale jest wyjątkowo wkurwiająca? :D

Idę przed TV, czekać na mecz Włochy - Rosja.
Następny rozdział będzie, jak się napisze. 

6 komentarzy:

  1. Anka jest zajebiście wkurwiająca i ktoś o takiej mentalności nie powinien być psychologiem. Nienawidzę jej z głębi swego skutego lodem kamiennego serca. Życzę jej braku przyjaciół i śmierci z nudy. I nie obchodzi mnie jej wewnętrzny dylemat oraz chęć zmiany. To tyle w tym temacie - taki ze mnie okrutnik ^^

    Szkoda tylko Dawidzia, bo nie uzyskał żadnej konkretnej pomocy. Ale młody brodacz ma przed sobą kawał życia i sobie przygrucha jakąś uroczą niewiastę :D

    Tylko niech nie uczy się podryw od Pawełka xD Ten zoofil to nieporozumienie roku i ja nie ogarniam cierpliwości Dagmarci. Gratulacje dla niej :) Chociaż, jak się dowiadujemy, wcale to nie jest tak, że przyjmuje bezkrytycznie wszystko, co Pawełek powie czy wymyśli.

    Jest i Marcin deklamujący poezję w kąpieli do maleńkiej kaczusi! <33333 Ja totalnie jestem pewna, że taka sytuacja mogłaby być prawdziwa xDDDDD Mickiewicz i jego wiersz o miłości to kapitalny wybór :D Daję okejkę :D

    A przygoda Gregora taka zabawna :D Hiehiehie, uważaj, Pit, bo zostaniecie rodziną :3333 Ja tam jestem #teamGregor i kibicuję temu związkowi - wreszcie mam ulubioną parę w tym opowiadaniu <3

    Ja o moim typie na mecz z USA pisać nie będę, bo i po co. Moje preferencje znasz. Tak samo moje odczucia nie są trudne do odgadnięcia. Obym się myliła. Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostro! :o Oczekiwałam hejtu, ale nie aż takiego. :o Weź Ty się do niej jakoś przekonaj, no. xdd
      Taa, tylko skąd ja mu wezmę tą uroczą niewiastę? xdd

      Hehehe, Zator to ogólnie jest nieporozumienie roku. Tfu, tysiąclecia. xd Dagmarcia go kocha, więc nie przeszkadza jej jego ułomność. :D Czasami może miałaby ochotę mu coś powiedzieć, ale tego nie zrobi.

      Naprawdę uważasz, że pan Marcin mógłby deklamować w kąpieli, poezję do maleńkiej kaczusi? :D Chyba jest na to zbyt poważny. Chociaż taka delikatna kaczusia i taki wielki facet, to jest tak nieprawdopodobne, że może właśnie aż prawdopodobne. A duży facet z małym zwierzątkiem wygląda uroczo. Nawet z gumowym. xd
      No ja nie wiem, czy Piter by chciał mieć Gregora w rodzinie. :D

      Siostro. :< Trochę wiary.
      Też Cię kocham. :*

      Usuń
  2. To w takim razie jest nas dwie, bo ja też ostatnio się ociągam z dodaniem rozdziału, ale cóż, lepiej czasami trochę poczekać, aż przyjdzie natchnienie, bo pisanie na tak zwanym "bezwenie" przynosi tylko złość i frustrację i nic dobrego z tego nie wychodzi.
    "Oby jutro potwierdzili swoją formę" - tak bardzo adekwatne do obecnej sytuacji ;) Chociaż dla mnie to, że pomimo kompletu zwycięstw nadal nie możemy być pewni kwalifikacji olimpijskiej jest czymś kuriozalnym. No ale cóż, matematyka ;)
    Mam wrażenie, że w sytuacji Dryjka i Romacia pobrzmiewa nutka werteryzmu ;) Rozpaczają, narzekają na swój ciężki los, ale tak naprawdę nie robią nic, by go odmienić, zupełnie jakby stracili nadzieję. W takiej sytuacji chyba nawet Anka niewiele może zdziałać. No właśnie a propos panny Chmury... Coś w tym jest, że nie widzi świata poza Pitem, a co za tym idzie, zamyka się na otoczenie. Taki stan rzeczy na dłuższą metę faktycznie może być męczący, chociaż być może Anka odczuwa silną potrzebę stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa i właśnie dlatego nie czuje się znudzona. Ciekawa jestem, czy postanowisz coś tutaj zamotać ;)
    Kurczę, chyba odzwyczaiłam się od takiego Gregora, zwłaszcza iż od jakiegoś czasu czytam opowiadanie, w którym Łomacz jest kreowany w zupełnie inny sposób, ale to wynika również z innego nastroju opowiadania. I teraz już sama nie wiem, który z nich jest bliższy oryginałowi :P
    Kozłowska i Zator są mega słitaśni (tak, myślę, że to odpowiednie określenie :P). A kiedy wyżej wspomniany libero zaczyna "myśleć", w 99,9% przypadków kończy się to katastrofą :D Walki emerytów? Proponuję wrestling w kisielu :P
    A kiedy czytam o Możdżonie, jego kwiecistej mowie, Mickiewiczu i kaczuszce, to nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo chciałabym zobaczyć to na żywo!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, jak ktoś będzie miał to przeczytać, to i tak przeczyta, niezależnie od tego, kiedy się swoje wypociny opublikuje. :) Dlatego ja się nie spieszę z pisaniem. Nie mam weny - nie piszę, proste.
      Taak, to jest straszne, że możemy się wyglebnąć w ostatnim meczu. Skandal, że zamiast III miejsca z Pucharu Świata, awansem na Igrzyska Olimpijskie nagradzany jest zwycięzca jakiegoś śmiesznego turnieju, gdzie grają ogórkowe drużyny z Afryki i obu Ameryk. Skandal, że w meczach Japonii oni sami sobie dają nagrody. :|
      No ale Dryja i Romać przecież nie mają nic robić, takie dostali rady. :D
      Czy w sytuacji Anki chcę coś zamotać? A i owszem. ;) Ale to jeszcze nie teraz.
      Dla mnie Gregor to jest poziom umysłowy Zatora, sorry. :D Od zawsze miałam go za takiego gamonia. A skoro o Zatorskim już mowa, tak, kiedy on myśli, następuje katastrofa. Umysłowa na pewno. xdd
      Haha, chciałabyś zobaczyć akcję z Drzewem na żywo? :D Ja chyba też!

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  3. Walki starców najs xD Nawalanie laskami po ryjach na pewno było by wspaniałą rozrywką na jesienne wieczory :) Dzwonimy do telewizji, niech takie coś nam zorganizują. xDD
    Ach nasz Możdżon i wiersze naszego wybitnego, słynnego, polskiego pisarza Adama Mickiewicza, które czyta dla małej żółtej gumowej kaczuszki. Coś pięknego.
    Przepraszam że ten komentarz to taki o, ale nie chce mi się nic już dzisiaj robić, no ale chciałam Ci jakoś skomentować.
    Pozdrawiam i czekam na następny ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emerytów, nie starców. xd Emeryt ładniej brzmi. :)
      Tak, Zator, dzwoń do telewizji, może Mielewski Ci coś takiego ogarnie. xd

      Taak, a najpiękniejsza w tym wszystkim jest... malusia, żółta, gumowa kaczusia. <3

      Spooko, mi też nie chce się nic robić.
      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń