17.06.2014, Rzym, Włochy
Nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Prawdopodobnie sama nie była do końca świadoma swojego zachowania. Ani powodów, przez które to zrobiła tej nocy to, co zrobiła, a czego chyba tak naprawdę nie chciała zrobić. Bo ona tak naprawdę chyba nie miała zamiaru wskakiwać Dryi do łóżka. Ona nie chciała skakać z kwiatka na kwiatek, a może raczej - z łóżka do łóżka. Wszystkim mówiła, że tego właśnie pragnie, że ona chce się wyszaleć, i w ogóle, podczas, gdy było to jedną, wielką bzdurą. Kamilka wcale nie chciała bawić się w łatwą dupodajkę, którą mógłby mieć każdy. Bo ona, tak naprawdę, nie chciała iść do łóżka z nikim... A tutaj już się przytrafił ten nieszczęsny Romać, co zmieniło plany dziewczyny. Ktoś by pomyślał, że nic się nie stało, że to jednorazowa przygoda, i dalej można się bawić w niedostępną cnotkę. Niestety, Szymon miał inne plany. On chciał kontynuować tą znajomość, rozwijać wszystkie jej aspekty. Zbyt bardzo zawróciła mu w głowie ta dziewczyna, żeby tak łatwo z niej zrezygnował. Nie rozumiał, że spotkał taką, co to nie ma ochoty na związek. Nie to było tu jednak problemem. Cała sprawa komplikowała się przez to, że siatkarze to paple, a już kilku z nich szczególnie. Myślicie, że to sam atakujący pochwalił się tym, że zaliczył panią fotograf? Nic bardziej mylnego! Oczywiście, że cała grupa dowiedziała się od jednego z życzliwych kolegów. Nie wiadomo za bardzo, od kogo konkretnie, wiadomo jedynie, że w całej tej wymianie zdań musiał uczestniczyć Cichy Pit. Przecież to on nakrył tamtą dwójkę na świntuszeniu, nikt inny o tym nie wiedział. Ktoś musiał się od niego dowiedzieć. Pytanie, kto. Czy to on wygadał wszystkim? A może podzielił się jedynie z jednym, góra dwoma zawodnikami, którzy to radośnie puścili tę wiadomość do pozostałych? Tego nie wiedział nikt. Wszyscy jednak wiedzieli o tym, że Szymuś przespał się z Kamilką, co więcej, wszyscy zaczęli pierdzielić o romansie, jaki to niby ma ich łączyć, jak to lecą na siebie i w ogóle. No szlag dziewczynę przez te słowa trafił, więc stwierdziła, że zrobi coś, żeby nikt jej z młodym siatkarzem w parę nie łączył. A jak inaczej miała zażegnać te ploteczki, jak nie poprzez pokazanie, że to był tylko incydent, którego nie zamierza powtórzyć? Poprzez jasne mówienie o tym, że nie chce Romacia, że nie chce, by łączyło ją z nim coś poważniejszego? No i dobrze byłoby, gdyby słowa przeszły w czyny. Jak miała pokazać, że nie chce stałego związku? Pokazując się z innym facetem. A że niekoniecznie miała na to ochotę? No cóż.
To nie zmieni faktu, że jednak się z Dawidem przespała. Ani tego, że złamała serce zawodnikowi Cuprum Lubin. Nie wiadomo, czy do tego wszystkiego by doszło, gdyby o jej "romansie" z Szymonem nikt się nie dowiedział... Być może nawet kontynuowałaby to, co zaczęło się dziać między nią, a sympatycznym atakującym... Bo nie był on jej obojętny, oj nie. Możliwe, że od czasu do czasu, coś by ze sobą kombinowali. Nie zmienia to tylko jednego - związku Kamila nie chciała. A wszystko dlatego, że bała się wpadnięcia w życiową monotonię.
Aktualnie jednak, już ubrana, wychodziła ze swojego pokoju, w którym wciąż, w łóżeczku smacznie spał sobie Dryja. Było jej z nim dobrze, nie zaprzeczy temu. Ale co z tego, skoro tak naprawdę nie bardzo tego chciała? Dlaczego ona to zrobiła? Czuła, jakby go wykorzystała... Przecież on cierpiał po rozstaniu z dziewczyną, był świeżo po tym zerwaniu. Przecież on, do cholery, kochał tą swoją Aleśkę!... A Falęcka była wściekła, gdy wysłuchiwała tego, co to niby miało ją łączyć z Szymusiem. I nieco zagubiona w tej całej sytuacji... Czy w ten sposób chciała tylko odreagować?... On też tego nie chciał... Dryja próbował się bronić, zanim Kamilka zaciągnęła go do pokoju. No ale mu się nie udało... A Kamila odebrała właśnie swój telefon. Dzwoniła Anka. Czego ona chciała?
- Cześć. - zaczęła Falęcka.
- No hej, hej. - śmiała się Chmura.
- Co Ci tak wesoło? - spytała.
- Wiesz, jaka ja jestem głupia? - rechotała jak postrzelona.
- Nie? - jęknęła. Mało ją to chyba obchodziło...
- No to słuchaj. Zachciało mi się sikać. No to poleciałam do kibla. Wysikałam się, podcieram, a tam... czerwone. Boże, trzy dni mi się okres spóźniał, a ja panikowałam, że może w ciąży jestem. Tak wczoraj biadoliłam, a tu akurat ten okres mi się zaczął. - chichotała.
- Super. - westchnęła, wyraźnie zniesmaczoną tą jakże fascynującą historią. - Masz jeszcze jakieś równie niesamowite newsy? - zironizowała.
- Co jesteś taka złośliwa? - fuknęła.
- Bo nie jestem w humorze. - prychnęła, po czym zakończyła połączenie.
Nie miała zamiaru rozmawiać o takich pierdołach. Poza tym, do tej pory miała Ankę raczej za inteligentną dziewczyną. Taką sytuacją zaprzeczyła temu wrażeniu, które przecież było bardzo pozytywne...
Ruszyła w bliżej nieokreślonym kierunku, sama nie wiedząc, co chce dalej zrobić z tą całą sytuacją. Miała wyrzuty sumienia z powodu tego, co stało się dzisiejszej nocy... Musi szybko zapomnieć o tym wszystkim i rzucić się w wir pracy...
"Everything changes,
Everything falls apart,
Can't stop to feel myself losing control
But deep in my senses I know."
W międzyczasie, w innym pokoju trwały cierpienia młodego Szymona... Które usilnie starał się rozwiązać psycholog ekipy. A może raczej, jego druga połówka, bo Anki akurat w pokoju nie było.
- Kamila mnie nie chce. A ja nie wiem, co mam zrobić. - jęknął, niemalże płaczliwym tonem.
- Kurwa, Szymon, jesteś pizdą czy wojownikiem?! - ryknął na niego Nowakowski.
- Wojownikiem. - bąknął nieco przestraszony atakujący.
- No to, kurwa, walcz o nią, a nie siedzisz i biadolisz! - przewrócił oczami. - Tak się jeszcze nikomu nie udało zdobyć kobiety, naprawdę! Ja też musiałem się natrudzić, żeby Anka została moją dziewczyną.
- Taa, słyszałem od chłopaków. Upiłeś ją i Ci wlazła do łóżka. Od razu między wami zaiskrzyło. Rzeczywiście, natrudziłeś się jak cholera. - warknął.
- Słuchaj no, Ty, panie załamany. Nie zostaliśmy od razu parą. Więc bez takich mi tu tekstów. - złapał go za koszulkę i spojrzał na niego tak, jakby co najmniej chciał mu przypierdolić. Wkurwiały go niesamowicie tego typu teksty.
- No, od razu parą nie byliście. Najpierw się musieliście z dwadzieścia razy przejebać, żeby nią zostać. No wiesz, sprawdzić, czy do siebie pasujecie, takie tam pierdoły. - prychnął, czym jeszcze bardziej rozwścieczył środkowego.
- Staram się, Tobie, do chuja pana, jakoś pomóc, więc może, kurwa, zaczniesz współpracować, a nie mi jedziesz jakimiś daremnymi pociskami?! Uprzejmość godna zasranego Kacperka! Tak się odwdzięczasz za wszystko, co dla Ciebie zrobiłem?! - nie wytrzymał i jebnął mu w twarz z otwartej dłoni. Był już totalnie zagotowany i zaraz mógł zacząć parować, jak wrzątek.
Romać natychmiast złapał się za policzek który przed chwilą ucierpiał. Może i Cichy zazwyczaj był spokojny, ale gdy ktoś wyprowadził go z równowagi, przypierdolić mu potrafił, i to solidnie. W końcu siłę, żeby sieknąć z krótkiej, ma, to dlaczego niby nie mógłby jej czasem wykorzystać do czegoś innego? Tak, Szymuś dowiedział się właśnie, jak czuje się piłka, która zostaje uderzona przez siatkarza, gdy ten wykonuje swój atak. Dostał z taką właśnie siłą, albo i nawet jeszcze większą, bo jednak przy graniu w siatkówkę najczęściej wyłącza się negatywne emocje, przez co nie wali się w piłkę tak, jakby chciało się jej zrobić krzywdę... Atakujący i tak mógł się cieszyć. Przecież są tacy, którym i bardziej się oberwało od tego, na ogół uroczego, siatkarza. Chociażby Bartman. Jeden liść nie był więc niczym strasznym, ani żadnym wielkim przejawem brutalności. To był taki cios na otrzeźwienie. Środkowy liczył, że dzięki temu, Wesoły Romek się ogarnie.
- Oj, do Kacperka to Ty mnie nie porównuj. - fuknął, po czym strzelił typowego focha. Blondyn tylko złapał się za głowę i pokręcił nią z niedowierzaniem.
- Bo? To, co przed chwilą powiedziałeś było tak bardzo na jego poziomie. - syczał. Był totalnie wkurwiony. Bo tego stanu nie szło nazywać zdenerwowaniem, nawet wkurzeniem. To było po prostu totalne, absolutne, wkurwienie. - Nie życzę sobie, żebyś tak się wypowiadał o mojej kobiecie, czy to jest jasne?! - wrzasnął. - Usłyszę jedno złe słowo na nią i możesz sobie rezerwować miejsce w szpitalu. - dodał, po czym wstał z łóżka, na którym siedzieli i zaczął kierować się w stronę wyjścia z pokoju.
- Piotrek... zostań. - bąknął.
- O, jednak chcesz mojej pomocy? - parsknął, po czym usiadł ponownie na mięciutkim mebelku
- No tak. W sumie, to pewnie i tak porozmawiam z Anką, bo ona powinna lepiej rozumieć psychikę kobiety, ale może jednak będziesz potrafił mi doradzić. - westchnął.
- Słucham. - rzekł już znacznie spokojniejszym głosem.
- Bo sprawa się... skomplikowała. I to bardzo. - zaczął.
- W jaki sposób się skomplikowała? - spytał.
- No bo... wiesz, że Alessandra rzuciła Dryjaszka? - wypalił. Niezorientowani w sytuacji pomyśleliby, że takie wtrącenie nie ma nic wspólnego z tematem. Nic bardziej mylnego.
- Obłędna, gorąca jak słońce, z dupą jak trzydrzwiowa szafa i cycami jak donice, prześliczna jak kwiat paproci i pachnąca niczym najznakomitsze perfumy, brazylijeczka, rzuciła naszego młodego, brodatego lovelaska? - wolał się upewnić. Takie określenia Aleśki słyszał od wszystkich wokół. Te pochlebne, oczywiście od Dawidzia. Te mniej sympatyczne, od wszystkich pozostałych.
- No, chyba tak. Z jakiego powodu on by miał łazić wieczorem taki załamany i rozpaczać? - podrapał się po brodzie.
- A bo ja wiem? Może wreszcie zauważył, że jest suchoklatesem i powinien popracować nad rzeźbą? Może znalazł jakiś krzywy włosek w brodzie i nie umiał go uczesać? - coś wyjątkowo złośliwy był dzisiaj ten Pit.
- A z jakiego powodu Kamila by go namiętnie całowała na korytarzu i zaciągała do siebie do pokoju w wiadomym celu? Myślisz, że by to robiła, gdyby był nadal w związku?... - jęknął, i chyba w ostatniej chwili powstrzymał się przed tym, żeby się rozbeczeć. Przecież to była JEGO Kamilka. Chociaż tak naprawdę nie była, ale on i tak ją w ten sposób nazywał. I ta JEGO Kamilka pakuje się do łóżka innemu?...
- Że co ona zrobiła?! - wytrzeszczył oczy, wyraźnie zdumiony Piotr.
- Zdradziła mnie. - tym razem już nic nie powstrzymało go przed tym, by z jego oczu pociekło kilka łez. Nieco ogłupiony już, przez to, co usłyszał, Piter, postanowił, że będzie jednak dobrym kolegą. Przytulił młodego atakującego, pozwolił, żeby wylał tą swoją Niagarę w jego koszulkę.
- Przecież wy nie byliście razem. Ona miała prawo przespać się z kimś innym, bo nie miała wobec Ciebie żadnych zobowiązań. - zauważył.
- Ale ja nie potrafię dopuścić do siebie myśli, że może ją posuwać ktoś inny, niż ja! - krzyknął. - To ja powinienem być na miejscu Dawida. Ale niee, bo mnie już miała! A ona jest chętna nowych wrażeń, nowych, fascynujących doświadczeń! Że niby jeden facet, to nuda!
- Zróbcie trójkąt. - wypalił, a Romać spojrzał się na niego, jakby mu gały wyjebało. - Nie no, mówię serio. Jak ona taka chętna nowych doświadczeń, to niech któryś z was jej zaproponuje coś takiego. Zapewne tego jeszcze nigdy nie przeżyła.
- Prawie i by miała na koncie. - szepnął, a Nowakowski niemalże zdębiał.
- Co? - pisnął.
- No, taki fakt. Poszła sobie wtedy do tego klubu, co dzwoniła pijana do Ciebie, żebyś po nią przyszedł. No, to ona tak naprawdę wcale nie chciała wracać wtedy do hotelu. Ona chciała kogoś tam wyrwać i spędzić z nim noc. I już nawet podwalała się do jakiejś dziewczyny... cholera, może ona ma podwójną orientację?... Nieważne. W każdym razie, przyszedł chłoptaś tej laski. I wprost jej się spytali, czy chce robić za trzecią w ich związku. Bo że tamta niby jest fatalna w łóżku, ale robi zajebiste lody, czy coś takiego... Czy że dobrze całuje, nie pamiętam już... I Kamila się tak podle poczuła. Nie chciała rozpierdalać im związku. Od razu po tej przygodzie straciła ochotę na dalszy podryw. I dlatego wróciła do hotelu. - streścił po krótce historię, którą usłyszał wczoraj od dziewczyny.
- Ach. W takim razie... nie wiem. Na pewno nie możesz udawać pokrzywdzonego chłopca, bo to nie jest sposób. Ona w ten sposób poczuje się spełniona, chciała Ci złamać serce, to i to zrobiła. Wiedziała, że Ci na niej zależy... No i takie zachowanie może ją tylko zirytować, wkurwić, no wiesz. A chyba nie o to Ci chodzi, nie? Dziewczyny nie lubią, jak facet jest miękką fają. I pamiętaj, nic na siłę. To ona musi zechcieć do Ciebie wrócić. Ty nie jesteś w stanie nic zrobić. To jej musi zacząć zależeć, to ona musi zrozumieć, że popełniła błąd, kiedy Cię odrzuciła. Musi ją zaboleć to wszystko. A najlepiej będzie jej to pokazać, poprzez... nie pokazanie jej niczego. Brzmi to idiotycznie? Absurdalnie? Być może, ale to chyba jedyny sposób na jakieś wyjście z tego. Weź się w garść, skup się na sobie, nie na niej. Idziesz cały czas do przodu. Udawaj, że nic się nie stało. Że to, co ona robi, jest Ci zupełnie obojętne. Że ona jest Ci obojętna. Że wcale Cię to nie zabolało. Że przełknąłeś to jakoś, przetrawiłeś, zrozumiałeś. Zachowuj się tak, jak zawsze, normalnie. Żadnego jęczenia, jak to bardzo ją kochasz i jak bardzo Ci jej brakuje. Żadnego tęsknego spoglądania na nią, biegania za nią. Tym nic nie osiągniesz. Sprawiaj wrażenie, że Cię to nie rusza. Bo ona liczy na to, że właśnie Ciebie to tak cholernie zaboli, że się załamiesz. Wtedy na pewno byś odpuścił. A przecież chcesz ją. Ona musi zobaczyć, że coś tu jest nie tak. Że nie zachowujesz się zgodnie z jej planem. Że coś w jej sprytnym, dokładnie układanym rozkładzie wydarzeń, się nie zgadza. Zachwiej jej pewnością siebie, zmąć jej ten misterny plan. Może wtedy wszystko zrozumie. Że jesteś silniejszy psychicznie, niż ona myślała, że nie tak łatwo Cię złamać. Spieprz jej ideologię, którą to sobie wykreowała. Może to doceni? Ale przede wszystkim, może się zastanowi nad tym, co zrobiła, co robi, i co jeszcze zamierzała zrobić. I zmieni swoje plany, uwzględni w nich Ciebie. Uzna Cię za kogoś wartościowego. Mówi się, że kobiety lecą na twardych facetów. Pokaż jej, że taki jesteś. Że ona się myliła, co do Twojej oceny. No a może po prostu, po jej nieudanych podbojach, dojdzie do wniosku, że to z Tobą było jej najlepiej? Czekaj, nic innego zrobić nie możesz. Możesz liczyć tylko i wyłącznie na to że pójdzie po rozum do głowy. Jedno niepowodzenie, drugie, niech zmieni jej się ten jej idealny światopogląd. Niech jej się to wszystko załamie, jak domek z kart. Może wtedy wróci, bo będzie szukać bezpieczeństwa, stabilności? - tłumaczył. - Dasz radę, wierzę w Ciebie. - uśmiechnął się, po czym poklepał go przyjacielsko po plecach. - Już chyba nie musisz iść do Anki w celu zasięgnięcia porady od psychologa? - zaśmiał się.
- Nie, chyba nie. - odwzajemnił uśmiech. - Dzięki, Pit. - przytulił go.
- I masz mi wymiatać dzisiaj na meczu! - usłyszał, gdy wychodził już z pokoju środkowego i psycholożki.
Zawodnik Cuprum szybko jednak wrócił, skąd wyszedł.
- Piotrek? - szepnął.
- No? - ziewnął. W końcu prowadzili tą rozmowę około 7 rano, więc do meczu w którym to Szymon miał wymiatać, było jeszcze jakieś 12 godzin... Mógłby sobie jeszcze pospać, zamiast rozwiązywać sercowe problemy swojego kumpla.
- Bo mi się wydaje... że ona nie chce stałego związku, bo po prostu się go boi. Ciągle coś pieprzy o jakiejś życiowej monotonii, że ona nie chce skończyć, tak jak Ty i Anka. Że nie chce, żeby jej życie stało się nudne. - westchnął.
- Eksperymentuj. - rzekł. - Spraw, by jej postrzeganie kwestii związku się zmieniło. Że to wcale nie musi być coś nudnego. Próbuj nowych rzeczy, nie wiem, organizuj jej jakoś fajnie czas. Może, jak jest sezon reprezentacyjny, to to nie jest za bardzo możliwe, chociaż przy odrobinie chęci i wysiłku, da radę i to zrobić. Jak się do Ciebie chociaż trochę przekona, zaproś ją na jakiś spacer, albo coś, weź ją gdzieś do knajpy. - zastanawiał się. - Mam nadzieję, że Anka nie uważa życia ze mną za nudne. Fakt, powinienem bardziej zadbać o mój związek. Zrobić coś więcej, aniżeli tylko zapewniać ją w łóżku o swojej miłości... - chyba psycholog doradził sam sobie.
- Dobra, dzięki. To ja już serio idę. - uśmiechnął się.
- Bez dwudziestu punktów w meczu mi się tu nie pokazuj! - krzyknął, po czym wybuchnął głośnym śmiechem.
A Szymuś wrócił do siebie.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
- Aaaaaaaaaaach! - dało się słyszeć w Spale jakieś jęki. Nie, nikt się nie pieprzył, bo żadnych kobiet, oprócz Kozłowskiej, tam nie było. A z rudowłosą recepcjonistką zadawał się przecież tylko nasz ulubiony, głupkowaty Pawełek... Hałas swoją paszczą wydawał Grzesiek Bociek, który to właśnie był w trakcie przerzucania swojej sztangi. Dzień jak co dzień. Atakujący AZS-u Częstochowa przestał na chwilę ćwiczyć, po czym wyszczerzył się i pyknął sobie selfie, które niemal natychmiast wylądowało na Facebook'u. Nikogo nie powinno to dziwić, przecież ten sympatyczny siatkarz był od niego uzależniony. Wszyscy chłopacy o tym wiedzieli i akceptowali to. Nie on jedyny przecież lubił portale społecznościowe. Coraz więcej z nich odkrywało dobrodziejstwa Internetu. Zaczęło się od założenia kont przez tych najbardziej opornych, żeby mieli dostęp do oficjalnej grupy siatkarskiej. Wielu z nich nie poprzestało na tym i zaczęło się na tym Fejsbuniu, po prostu, udzielać. I trzeba przyznać, że sprawiało im to dużą przyjemność... Szkoda tylko, że Bociuś troszkę kulał z angielskim, a mimo to, postanowił przypisać hashtagi w tym właśnie języku... "#I #love #moja #sztanga" brzmiało dość komicznie...
- Ałaaaaaaaaa! - wrzasnął Konan, kiedy Jarosz po raz kolejny pociągnął go za uszy. Biedny Dawid, chłopaki mieli niezły polew z jego całkiem sporej wielkości "uchwytów na słuchawki", jak to skomentował kiedyś Gregor. Albo to Hain był. Nieważne. Ważne było to, że Konarski codziennie słyszał jakiś pocisk na temat swoich uszu. Nie przejmował się tym jednak zbytnio. To nie jego wina, że wyglądał jak paralityk. Wkurzało go tylko, jak ktoś powiedział, że rodzice go nie dorobili do końca. I że gdyby bardziej się postarali, to taka szkarada by z tego nie wyszła. No cóż... Rozciąganie uszu Makaka nie było jedynym zajęciem Rudego Kojota. Wczoraj, podczas wieczornej kąpieli, dostrzegł, że zeszła mu farba z małej kępki włosów. Cóż więc robił atakujący, który to niegdyś był jeszcze rudy? Jedną ręką rozciągał ucho koledze, a drugą... szorował się szamponem i mydłem po czuprynie. Normalnie, na hali. Przy wszystkich. I chyba mu trochę tej cholernej, czarnej farby schodziło. W końcu skończą się teksty, jaką to jest czarną mambą, czarną wdową, czy chuj wie, czym.
- Macieek, a kiedy miała miejsce Bitwa pod Grunwaldem? - nad Muzajem postanowił poznęcać się Dziku. Widział jego pamiętny występ w programie "Matura to Bzdura!", kiedy to młodziutki siatkarz popisał się nieznajomością historii własnego kraju. A przecież chyba najbardziej podstawowe daty, to jednak ze szkoły się pamiętać powinno. Nawet Zatorski wiedział, że Bitwa pod Grunwaldem miała miejsce w 1410 roku. Wprawdzie twierdził, że walczono pod Warszawą, z Arabami, ale chociaż datę znał...
- W 1802? - wypalił. Niestety, spotkał się tylko z kolejną porcją śmiechu. Tylko, że śmiano się z niego. Ba, rechotano. Wyśmiewano go bezlitośnie. Pod względem historii, był głupszy niż Hain, Łomacz i Zatorski razem wzięci. Kulała również u niego znajomość języka angielskiego, zdecydowanie bardziej, niż u Boćka. No ale dzisiaj Kubiak postanowił tylko poznęcać się nad (nie)wiedzą historyczną siatkarza PGE Skry Bełchatów. - Mario, nie katuj tak Miśka! - wrzasnął, gdy zobaczył, jak Wlazły raz po raz posyłał niewyobrażalne bomby w kierunku swojego ziomeczka, Winiarskiego.
- On mnie wcale nie katuje! My sobie ćwiczymy przyjęcie i zagrywkę, prawda, Mario? - uśmiechnął się Winiar.
- Prawda. Robimy sobie dodatkowy trening. - przytaknął. - E, Igła, co Ty robisz? - jęknął. Ignaczak chyba kogoś właśnie filmował swoją kamerką...
- Ćśś... On je zupę. - szepnął w jego kierunku i wskazał na jednego ze swoich kolegów. Rzeczywiście, Hainek zajadał sobie pomidorówkę. Na środku boiska.
- Dobra zupeczka?! - wrzasnął Zatorski, wyłaniając się zza pochłaniającego obiad z talerza, Piotra.
- Bardzo dobra. - odrzekł środkowy i uśmiechnął się.
- A ja tam wolę rosołek! - palnął, po czym strzelił bananka jak stąd na Biegun Południowy.
- A ja tam wolę, żebyś się zamknął. - westchnął Dzik.
- Popieram! - wrzasnął Ferens. - No co? Nie chce mi się słuchać jego fascynujących historii. - jęknął, gdy większość spojrzała się na niego, jak na głupka.
- Mi też. - uśmiechnął się Rucek, po czym wrócił do swojego niesamowicie interesującego zajęcia. Czyli drapaniu się po nosie, dotykaniu go, i trącaniu jego końcówki. W międzyczasie przeglądał jakąś książkę, najprawdopodobniej o ptakach. Ruciak przecież się nimi bardzo poważnie jarał. - Chłopaki, a wy wiecie, że kiedy stado kwiczołów jest zaniepokojone, to staje się niespokojne, opuszcza swoje gniazda, lokalizuje intruza, po czym na niego sra? No wiecie, takie bombardowanie mu robią, żeby się oddalił od ich młodych. - powiadomił ich o fakcie, jaki to właśnie przeczytał.
- Super. To te takie czarne ptaki z żółtymi dziobami? Już nigdy się do nich nie zbliżę. - fuknął Włodarczyk.
- Niee. Czarny ptak z żółtym dziobem to kos. A jak ma jeszcze takie drobne białe kropki, albo jego upierzenie pod słońce tak jakby świeci się na zielono, lub fioletowo, to to jest szpak. Mówi się, że on ma opalizujące upierzenie. Kwiczoł to taki drozd, z szarą głową, brązowymi skrzydłami, plamami na brzuchu... - tłumaczył. O ptakach to on mógłby gadać 24 godziny na dobę.
- Ach. Widziałem kiedyś chyba takiego. One tak strasznie głośno kwiczą! - przypomniał sobie przyjmujący Skry. - Ale one to chyba są u nas zimą, nie? No to jak mam je niepokoić przy gnieździe? - spytał.
- Oj, Wojteczku, jeszcze dużo musisz się w tej kwestii nauczyć. Kwiczoły żyją u nas przez cały rok. - uśmiechnął się.
- To tak jak wróble. O, i gołębie. - odkrywczo zauważył Fabian. - I sikorkii. Uwielbiam je. Są takie śliczne, te ich słodkie pysie, achh. I te żółciutkie brzusie. Nic, tylko wycmokać. - wyszczerzył się, odsłaniając swoje wielkie zęby.
- Nie wszystkie sikorki mają żółte brzuchy. - pouczył go Paput. - Ot, chociażby taka czarnogłówka, jest z wierzchu szara, na głowie ma czarną czapeczkę, a spód ciała ma biały, a nie żółty. Tak samo sikora uboga.
- To czym one się różnią? - jęknął zdezorientowany Pawianek.
- Są takie subtelne różnice, ale są one bardzo trudno dostrzegalne. Czarnogłówka ma na ogół beżowawe boki ciała, i taką jakby wstęgę na skrzydle, jasną. Sprawia też wrażenie, jakby miała nieproporcjonalną głowę. - on takie fakty przytaczał już z pamięci.
- Dobra, skończ już zanudzać, nikogo to nie obchodzi. - warknął na niego Woicki. - Skup się na czymś pożyteczniejszym. Sam Paweł rzeczywiście, robił coś pożyteczniejszego. Leżał na parkiecie i opalał się w blasku swojej zajebistości. A przynajmniej on sam uważał, że jest taki fajny.
- Pawle, kiedy on całkiem ciekawi mówi. Muszę przyznać, że mnie zainteresował. - wtrącił się Zagumny. - Może dasz kiedyś jakiś wykład na temat ptaków, jak już wszyscy się tu zjadą ponownie? Myślę, że paru chłopaków by go chętnie wysłuchało. - stwierdził, po czym wrócił do odbijania piłki.
- A sikorka to nie ma czasem czerwonego brzucha? - zastanawiał się Hain.
- Mylisz sikorkę z gilem. - zauważył Karollo. - Toż to nawet ja wiem, że czerwony brzuszek ma gil. Taki fajny grubasek, prawie tak gruby, jak Todor Aleksiev. - zaśmiał się, a za nim zarechotało pół hali.
- Nie tylko gil ma czerwony brzuch. - zauważył Orzeł. - Jest wiele innych ptaków, które mają tę część ciała w kolorze czerwonym, lub jakimś zbliżonym do niego, na przykład pleszka, rudzik, makolągwa, kląskawka, zięba... - zaczął wymieniać.
- Stop. Wolniej, bo nie spamiętam. Pliszka, i co dalej? - zapytał Wrona.
- Pleszka, nie pliszka. - westchnął.
- Ja zawsze myślałem, że ten ptak nazywa się pliszka. - wtrącił się Wiśnia.
- No bo jest i pleszka, i pliszka. I jest ich kilka gatunków. Akurat u nas w kraju jest tylko jeden gatunek pleszki, ale pliszki za to są aż cztery. - rzekł.
- Ło matko. I Ty to wszystko wiesz. - Kłos ze zdziwienia rozdziawił paszczę.
- Parę lat nauki. Nie siedzę w tym od dzisiaj. Na początku to się wydaje naprawdę trudne, ale wcale takie nie jest. Mew do dzisiaj nie rozróżniam, siewek też. - zaśmiał się.
- Szanowne grono, myślę, iż powinniśmy zakończyć tę dyskusję, gdyż trener zaraz przyjdzie i nie będzie zbytnio wniebowzięty, kiedy zobaczy, iż nie wykonujemy jego poleceń. - ozwał się Możdżon.
- Ty siedź cicho. Dzieci, ryby i kontuzjowani głosu nie mają. - palnął Hain.
___________________________________________________________
/ No właśnie, tak więc, panie Muratore, japa na kłódkę. Fascynujących dyskusji kolegów się nie przerywa. Zwłaszcza, gdy są o ptakach. Bo ptaszki to ja bardzo lubię, a już sikorki zwłaszcza. Bo są takie słitaaśne, nie? Też lubicie sikorki, prawda?
Nie da się nie lubić sikorek.
Musiałam gdzieś wcisnąć moją pasję, jaką są ptaki, to padło na ten rozdział. :D A że Rucek ma pseudonim Orzeł, to on tu robi za znawcę.
Woicki jest wredny, jak zawsze. A Muzaj nie zna historii. Jak.. zawsze.
Wredny dla Szymusia był także Cichy Pit, ale w porę się chłopak ogarnął. To chyba dobrze, bo nie lubimy, gdy Piotruś się wkurwia, prawda? On pasuje na takiego uroczego, dobrego kumpla.
Co nie zmienia faktu, że przypierdolić potrafi, i się Romać o tym przekonał. Nie trzeba było denerwować kapitana durnymi tekstami o jego kobiecie.
Ostatecznie, otrzymał radę od niego. Już wie, co zrobić, by rozwiązać swój problem. Radę można skrócić na tyle, żeby można było stwierdzić, że nie należy robić nic. Po prostu. Jeden wielki olew i czekanie na reakcję Kamilki. Która to postanowiła urozmaicić sobie życie, więc się tamtej nocy z Dawidziem przespała.
Anka nie jest w ciąży. Jeśli się ktoś tego spodziewał, przepraszam, ale taki obrót wydarzeń miałam w planach. To jeszcze za wcześnie na tego typu akcje. ;)
Och, skończyłam dzisiaj rozdział znacznie wcześniej, a to znak, że chyba jest za krótki. Ale nie chce mi się go bardziej rozbudowywać, bo i tak dzielę ten dzień na dwa rozdziały. W następnym co nieco o mądrościach Zatora, czyli... trzymajcie się krzeseł. :D
Następny rozdział będzie, jak się napisze. :)
Kochamy sikorki <3 Ale gołębie są okropne i ich nie lubię bardzo mocno :<
OdpowiedzUsuńI nie narzekaj, że za krótki rozdział Ci wyszedł. Jest w sam raz :D Ty nie masz trzymać się limitów znaków w tekście (6000 to stanowczo za dużo ;D).
Chwała Ci za to, że Anka nie jest w ciąży. Jeszcze tego tutaj brakowało... To nie pora na takie wielkie słodkości i grande amore :D
Ech ta Kamila. Chce i nie chce jednocześnie. Ten wewnętrzny konflikt może obrosnąć w ciekawe wydarzenia - w to nie wątpię :)
Haha, Szymon i jego przywłaszczenie sobie fotografki jest tak urocze xD To jest jego kobieta i proszę nie kłaść swoich brudnych rączek na jego własności xD A tak całkiem serio, Pit dobrze koledze poradził i niech Romek się tego trzyma - lepszej strategii na takie kobiety nie ma ;)
No panooowie, no! Takie babole z historii strzelać? Mój zmysł historyka z liceum się we mnie odzywa i nakazuje bić na alarm. Bitwa pod Grunwaldem to klasyk :D
Ja tam lubię jak Drzewo przemawia :D Taka piękna polszczyzna. Hiperpoprawna, elokwentna, wydumana i przyjemna dla moich polonistycznych uszu <3 No, nie do końca, bo w jego wypowiedzi powtarza się słówko "iż". A dla zwiększenia efektu można by użyć słowa "gremium" zamiast "grono" ;)
Już sobie idę z tym swoim słownikiem :D
A pan Orzeł może pójdzie kiedyś w teren i strzeli ptaszkom kilka fotek? :D
Całuski :*
Gołębie udało mi się wygonić z balkonu parę lat temu. Srok się, niestety, nie udało. :( I mi wyżerają żarcie wróbelkom. ;<
UsuńKochamy sikorki, a zwłaszcza raniuszki.
Ja to nawet nie wiem, ile to jest znaków i słów, w tym rozdziale, w końcu nie mam Worda, to nie mam jak sprawdzić xDD
Grande amore jeszcze będzie, ale nie teraz. Nie tak szybko. :D A poza tym, wyobrażasz sobie tatę Pita? No właśnie, ja też nie. :D
Tak, Kamilka jest wyjątkowo niezdecydowana, a co z tego wyniknie? No zobaczymy. xd Tak, to jest kobieta Szymusia, tylko na razie nie będzie mógł tego okazywać. W końcu ma ją olewać.
Hahahah, ja zawsze kulałam z datami z historii, ale nie z tymi podstawowymi. :D Bitwę pod Grunwaldem akurat pamiętam. Parę innych też. xd
A jakim to słówkiem można by zastąpić słówko "iż"? ;> Ja nie lubię takiej hiperpoprawnej polszczyzny, jest po prostu denerwująca, a często też niezrozumiała. :D A "gremium" faktycznie mogło być.
Pan Orzeł nie musi wychodzić w teren. Wystarczy, że połazi po pokojach swoich kumpli, tam jest pełno ptaszków.
Ahahahahah, taki żart. Takich ekszyns nie przewiduję, ale fotki sikorek na krzaczkach? Czemu nie. :D
Kocham Cię, siostro. :**
W kwestii ptaków dogadałabyś się z moim byłym nauczycielem angielskiego, bo to zapalony ornitolog. Pewnie dlatego zamiast porządnie nauczać, wolał pokazywać nam na lekcjach zdjęcia wszelakich okazów i niesamowicie się tym jarać ;))
OdpowiedzUsuńPit to jednak człowiek i do tańca, i do różańca. Nie dość, że utalentowany siatkarz, to jeszcze może realizować się w roli psychologa (z pewnością związek z Anią sprawił, że mógł podszkolić się w tej materii ;)). A bezcenne porady ofiarowane Romaciowi są naprawdę pożyteczne i pozwalają, popatrzeć na całą sprawę z zupełnie innej perspektywy. Może faktycznie obranie nowej taktyki względem Kamili sprawi, że dziewczyna doceni starania Szymona? Bo chyba nikt nie chciałby, żeby biedny atakujący podzielił los Młodego Wertera :D
- A ja tam wolę rosołek! - palnął, po czym strzelił bananka jak stąd na Biegun Południowy.
- A ja tam wolę, żebyś się zamknął. - westchnął Dzik.
To mój ulubiony fragment rozdziału :P Dzik w Twojej historii jest grumpy Dzikiem i powiedziałabym, iż nie jest to w konflikcie z rzeczywistością :)
Ależ ja uwielbiam mądrości Zatora! Rozdział bez mądrości Zatora byłby rozdziałem niepełnym!
Pozdrawiam :*
Ooo, to dogadałabym się z nim. :D I chyba podobałyby mi się takie lekcje. xdd W porównaniu z tym, co miałam na angielskim w liceum - ojezu, to jak porównanie nieba i ziemi. x.x
UsuńTaak, związek z Anki z pewnością rozbudza w Piterze psychologa, jednak on pewne umiejętności w tej dziedzinie, przejawiał już drugiego dnia ich znajomości. :D Czyli musiał mieć do czynienia wcześniej z psychologią. Chyba.
Nie no, chyba nie damy skrzywdzić Szymusia? Prawda? Nie damy go skrzywdzić. A czy on skorzysta z porady, zobaczymy.
Dzik jest sobą, jest po prostu Dzikiem. Nieco złośliwym, czasem trochę agresywnym, nie dającym sobie wchodzić na głowę. Jest jednak mądry, i, mimo wszystko, chyba da się lubić. :)
Taak, Zator musi być, zdecydowanie. :D
Ja też pozdrawiam. :*
No widzisz, i Anka nie jest w ciąży. A mówiłam? Mówiłam? A nie.... nie mówiłam. W sumie to by dziwnie się czytało. Jak dla mnie. Tak, to zdecydowanie za wcześnie na takie njusy.
OdpowiedzUsuńBitwa pod Warszawą z Arabami xd O matko sałatko, Zatoooor! Ale datę zna, najważniejsze :D
Zaraz, chwila, czyli Zupa jadł zupę na boisku? O.o Dobrze zrozumiałam? "Kiedy trener myśli że grasz w siatkę, a tak na prawdę jesz zupę" xD
No i to chyba tyle co tutaj dzisiaj napiszę, przepraszam, ale jestem w ciuleł zmęczona po szkole. Masakra jakaś, internetu tam nie ma w ogóle, chyba że ktoś jakimś cudem się podłączy pod bibliotekę, a to po postu już level hard.
Pozdrawiam i czekam na następny ;*
Może kiedyś. :)
UsuńTaak, ktoś jadł zupę na boisku, ale to nie mógł być Zupa, bo on przecież jest w Rzymie, a nie w Spale. xd Muszę zmienić zawodnika. xd
Ja też pozdrawiam. :*