Gdy tylko podniosła powieki, przestraszyła się nie na żarty. Z przerażeniem odkrywała kolejne swoje rzeczy, leżące porozrzucane na podłodze w pokoju, w którym się znalazła. W pokoju, który nie był tym, w którym sypiała na co dzień. To, że nie miała na sobie ubrań nie było niby dla niej niczym nadzwyczajnym, w końcu ze swoim chłopakiem świntuszyli niemalże codziennie. Jednakże coś jej tu nie grało. Facet, który był z nią w pokoju, był zbyt niski, jak na blondwłosego środkowego... Oczy niemalże wyszły jej z orbit, kiedy ujrzała, że nagim mężczyzną, którego właśnie czule obejmowała w łóżku, nie jest jej Piotruś, a jeden z jego kolegów z reprezentacji. Niemal spłonęła ze wstydu, widząc, że obok niej smacznie sobie pochrapuje Wojtaszek. Skąd on się tu wziął? A może inaczej - skąd ona się tu wzięła? Jakim cudem ona wskoczyła mu do łóżka? Psycholożka zupełnie nie pamiętała, co się z nią działo tej nocy. Ostatni obraz, jaki miała zapisany w tyle głowy, to chwila, kiedy weszła do pokoju z libero, a ten nakazał jej wypić razem z nią alkohol, potem to już czarna dziura. Film urwał jej się zupełnie. Jedno było pewne, musiała się z nim przespać. Wszystko na to wskazywało... Dziewczyna czerwieniła się jak burak. Tak bardzo nie chciała zdradzać swojego ukochanego. Tak bardzo było jej głupio, że to zrobiła. Tak bardzo nie chciała, żeby on się o tym dowiedział... Wiedziała, że jej tego nie wybaczy. Cicho pochlipując, zaczęła ostrożnie zbierać części swojej garderoby, pilnując jednocześnie, by jej nocny towarzysz się nie obudził. Gdy w końcu wszystkie jej ciuchy zniknęły z podłogi, wolnym krokiem ruszyła z nimi do łazienki. Weszła do kabiny prysznicowej siatkarza i puściła strumień wody. Pozwoliła na to, by obmyła ona całe jej ciało, wszystkie miejsca, które wczoraj były pieszczone przez chłopaka. Dokładnie wsmarowywała żel w każdy centymetr swojej skóry. Chciała zapomnieć. Chciała zmyć cały ten zapach, ten dotyk, który wydawał jej się teraz niczym rozżarzony węgiel niemiłosiernie kaleczący jej ciało. Chciała w końcu zmyć ten wstyd, jaki jej towarzyszył przez cały czas. Zawiodła siebie. Zawiodła JEGO. Jak ona mu wytłumaczy to, co się stało? Przecież nie pójdzie tak po prostu do niego do pokoju i nie powie "O, hej, Piotruś, kochanie. Wiesz, chyba się upiłam i przez przypadek przespało mi się z Twoim kolegą z kadry."... Nie dość, że uznałby ją za pozbawioną jakiejkolwiek przyzwoitości szmatę, to jeszcze za niespełna rozumu wariatkę. Ona wiedziała, co on przeszedł w swoim życiu, do dzisiaj pamięta, jak niemal z płaczem w oczach mówił jej o tych dziesięciu kobietach w jego życiu. O tych dziesięciu kobietach, które go zdradziły. Tylko, że Anka w żadnym wypadku nie zamierzała kończyć swojego związku. Do głowy by jej nie przyszło, by nazwać Nowakowskiego frajerem, z którym była tylko dla kasy, bo przecież tak nie było. Nie zmienia to jednak faktu, że zrobiła to, co dziesięć tamtych lasi - zdradziła go. Co z tego, że tego nie chciała - zrobiła to. Wiedziała, że on jest cholernie wrażliwy. Wiedziała, że zdrada jest czymś, co najbardziej go boli, czego najbardziej się obawia. A mimo to, zrobiła to... Nieświadomie, to fakt, ale czy to dla niego będzie mieć jakieś znaczenie? Zrani go jak mało kto w jego życiu, jeśli on się o tym dowie. A jeśli się nie dowie? Dla niego to będzie dobre, ale ją będą zżerać wyrzuty sumienia... Chmura znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Wystarczy już tego okłamywania wszystkich wokół. I tak miała coś do ukrycia, o czym nie mógł dowiedzieć się nikt. A teraz jeszcze taka sytuacja... Śmiało można stwierdzić, że Anka stchórzyła. Doszła bowiem do wniosku, że jedynym rozsądnym wyjściem jest... ucieczka. Od Piotra, Damiana, problemów, jakie wynikły z tej jej znajomości z siatkarzami. Musiała jednak najpierw pożegnać się ze swoim chłopakiem. Zerwać z nim w możliwie jak najbardziej delikatny sposób. Tylko jak ona miała tego dokonać? Przecież jak mu powie, że go zdradziła, to to już będzie dla niego jak cios maczetą między żebra... Coś będzie musiała wymyślić...
Zdenerwowana kobieta po skończonym prysznicu szybko założyła na siebie swoją odzież, po czym wyszła z łazienki. Niemal natychmiast opuściła także pokój Wojtaszka. Skierowała się w stronę tego pomieszczenia, w którym przebywała zazwyczaj. W swoim pokoju potrafiła zaszywać się na dobrych kilka godzin i siedzieć tam cicho, jak mysz pod miotłą. Zdecydowaną większość z przebywających tu siatkarzy, doprowadzało to do szewskiej pasji. Co z niej jest za psycholog, skoro sama jest taka aspołeczna? To jej by się przydał psycholog... Anka nienajlepiej czuła się w towarzystwie siatkarzy. Oni byli kimś, a ona? Ot, zwykła, najzwyczajniejsza panienka, której ktoś kazał wkroczyć w zupełnie obce dla siebie środowisko. Nie potrafiła znaleźć wspólnego języka z bandą dwumetrowców. Wprawdzie nawet nie próbowała, ale co to zmienia? Nie czuła się tu swobodnie, w takim elitarnym gronie. Czuła się przytłoczona przebywaniem wśród nich, zdecydowanie nie była to jej bajka. Uważała, że nie pasuje do nich, że powinien z nimi pracować ktoś bardziej odpowiedni do pełnienia takiego stanowiska. Ktoś, kto poradziłby sobie z trudnymi charakterami co poniektórych zawodników, i przede wszystkim, miał doświadczenie w pracy z grupą sportowców. Ona była szarą myszką, która z dnia na dzień musiała zrezygnować ze swojego normalnego, uporządkowanego życia. Wprawdzie było ono dość nudne, ale nie narzekała na to. Wydawało jej się, że tutaj przeżyje przygodę swojego życia. Tak nie było, a pobyt na zgrupowaniu kadry i teraz, na tym wyjeździe za granicę, wcale jej nie przypadł do gustu. To było dla niej zbyt wiele, czuła, że nie zasługuje na takie zaszczyty. Uważała przecież siebie za zwykłą, prostą dziewczynę. A teraz? A teraz musiała zmagać się z narastającą popularnością. Coraz więcej ludzi interesowało się jej osobą, a to wcale jej się nie podobało... Ba, nieco ją to przerażało. Musiała uważać na każdy swój ruch, na każde słowo, które wypowie. Wszystko mogło zostać użyte przeciwko niej. A i bez tego hotki siatkarzy zaczęły w Internecie pisać o niej wyjątkowo niepochlebne opinie, jakoby miała mieć romans z którymś z zawodników, albo i nawet z samym trenerem, bo niby co ona miałaby mieć w sobie takiego, że zatrudniono akurat ją?...
Wygląda na to, że szczęście uśmiechnęło się do Chmury. Oto właśnie na jej drodze stanął nie kto inny, jak jej ukochany Piotruś. Ich przywitanie było jednak wyjątkowo oziębłe, żadne z nich nie rzuciło się z piskiem w swoim kierunku, jak to mieli w zwyczaju robić wielokrotnie w ciągu jednego dnia. Żadne z nich nie wyglądało na zbytnio ucieszone swoim widokiem. Nic dziwnego - Nowakowskiego także dręczyły wyrzuty sumienia. Przecież on też zdradził swoją dziewczynę. On też czuł, że jeśli ona się o tym dowie, to mu nie wybaczy. A poza tym, on też przecież planował w jakiś delikatny sposób z nią zerwać. Nie dlatego, że jej nie kochał, bo wielbił ją dwadzieścia cztery godziny na dobę. On po prostu chciał, żeby ona się zmieniła. A wierzył, że zadziałać może tu tylko terapia wstrząsowa - zerwanie z pewnością podziałałoby na Ankę, i być może, poskutkowałoby tym, że dziewczyna otworzyłaby się na świat. Ile on się już wstydu przecież przez nią najadł. Ile to razy słyszał, jak jego koledzy wyśmiewają się z niego na korytarzu. Ironia, a nawet sarkazm nieustannie latały po całym hotelu. Miał już dosyć wysłuchiwania tego, że jak to taki spokojny chłopak mógł poskromić taki wulkan energii, że jakim cudem on - niemowa, jest w stanie uciszyć taką gadułę, i w końcu, jak taki kawał drewna ujarzmia w łóżku tego demona seksu. Wyjątkowo wredne to było z ich strony, ale przecież on sam wielokrotnie drwił z innych zawodników, mógł więc się spodziewać, że gdy tylko nadarzy się ku temu okazja - jego spotka to samo...
- Cześć, Piotruś. - niepewnie zaczęła dziewczyna, nerwowo zaciskając pięść. Na jej twarzy malowało się jedno wielkie zakłopotanie, które chłopak z pewnością musiał dostrzec. Musiałby być ślepy, żeby go nie zauważyć.
- Cześć, kochanie. Co się stało? Masz jakąś taką przestraszoną, smutną minę. - odpowiedział. - Ktoś Ci coś głupiego powiedział?
- Nie, nie. - szybko zaprzeczyła, energicznie kręcąc głową i tupiąc nogą.
- W takim razie, co się stało? - spytał.
- Piotruś, ja... my... my nie możemy być razem. - szepnęła.
- Co?! Jak to?! Dlaczego?! - wybuchnął, a w jego oczach od razu można było dostrzec przerażenie. Czyżby dowiedziała się skądś o tym, co on robił w nocy? Ale skąd ona mogła o tym wiedzieć?
- Nie pasujemy do siebie. - palnęła. - Musimy się rozstać. Tak będzie dla nas lepiej. - dodała.
- Anka... - chwycił ją za rękę. - O czym Ty mówisz? Przecież jest nam ze sobą cudownie. Kochamy się, planujemy wspólną przyszłość... - tłumaczył.
- A Twoi koledzy mnie nie akceptują i skazuję Cię na pośmiewisko. - przerwała mu.
- Nie obchodzi mnie to. - skłamał. - Dla mnie liczysz się tylko Ty. - delikatnie ją objął. Dziewczyna niemal natychmiast spróbowała wyplątać się z tego objęcia.
- Piotruś... ja Cię skrzywdziłam. Zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie. - z jej oczu popłynęło kilka pierwszych łez.
- Wcale nie. Chcę tylko Ciebie. - odpowiedział, przyciągając ją mocniej do siebie.
- Puść mnie, proszę. - szlochała.
- Dlaczego? Anka, co się stało? Powiedz mi, proszę. - chwycił ją za ręce i delikatnie nią potrząsnął. Spojrzał jej prosto w oczy i czekał na odpowiedź. - Jesteśmy razem. Pary nie powinny mieć przed sobą żadnych tajemnic. Ranisz mnie pokazując, że mi nie ufasz. - rzekł, wiedząc, że musi ją jakoś sprowokować do mówienia.
- Skrzywdziłam Cię. - powtórzyła. - Nie wybaczysz mi tego, co zrobiłam... - urwała.
- Dlaczego miałbym Ci nie wybaczyć? Anka, przestań. - pocałował ją w policzek. - Kocham Cię, już się tak nie maż, głuptasku, bo Ci się makijaż rozmaże.
- Bardzo to prawdopodobne. - prychnęła. - Zwłaszcza, że go dzisiaj nie zrobiłam. - udawała, że się obraża.
- A. No tak. Tak mi się tylko powiedziało. - bąknął. - No, to dlaczego miałbym Ci niby czegoś nie wybaczyć? - próbował wrócić do tematu.
- Piotruś... - rozpłakała się. - Ja tego nie chciałam. - wtuliła się mocno w niego i wypłakiwała w rękaw od jego koszulki.
- Ale czego nie chciałaś? Nie rozumiem. Ania... - objął ją jeszcze mocniej i zaczął delikatnie głaskać po głowie.
- Zdradziłam Cię, Piotruś. - jęknęła, po czym wylała z oczu prawdziwą Niagarę łez.
- Ja Ciebie te... - chyba nie zorientował się, że Anka nie powiedziała "Kocham Cię, Piotruś"? Nie, on po prostu odruchowo to palnął.
- Że co?! - wrzasnęła. - A więc już nawet Ty masz mnie dosyć i musisz to odreagować z kimś innym?! - krzyczała, dławiąc się łzami. - Piotr... Nie spodziewałam się tego po Tobie...
- Ja nie chciałem. - próbował się tłumaczyć, ale próżne były jego wysiłki.
- Ja też nie chciałam. On mnie upił i wykorzystał. Ale co z tego? To nieważne... Właśnie mi pokazałeś, że już nawet przez Ciebie jestem tutaj niepożądana... Nasz związek nie ma żadnej przyszłości i naprawdę, lepiej dla nas będzie, jak się rozstaniemy. Idę się spakować. I wyjadę stąd. Gdzieś. Nie wiem gdzie. Nie szukaj mnie, nie masz po co. Nie wrócę. - syknęła i zaczęła się szarpać, próbując się uwolnić z jego objęć.
- Ale... ja... Anka, proszę. Ja naprawdę nie chciałem. Ja Cię kocham. Kocham Cię całym moim sercem, i sam nigdy bym nie wpadł na pomysł, żeby Cię zdradzić. Ja... ja zostałem wykorzystany. - teraz to i on zaczął cicho pochlipywać. Niestety, dziewczyna pozostała niewzruszona.
- Nie, Piotr. Zawiodłam się na Tobie. Myślałam, że jak sam tyle razy przez to przeszedłeś, to na tyle brzydzisz się zdradą, że sam się jej nie dopuścisz. Jakże się myliłam! - krzyknęła i nie ustawała w próbach wyszarpnięcia się z objęć Resoviaka.
- Wygląda na to, że oboje zostaliśmy wykorzystani. Że uknuto przeciwko nam jakąś intrygę. - szepnął, myśląc, że tym coś zdziała. Miał rację, w tym, co powiedział, ale nic tym nie wskórał.
- Nie obchodzi mnie to. Miałeś swoją szansę i ją zaprzepaściłeś. Teraz nie chcę Cię znać, więc zejdź mi z oczu. To był błąd, że w ogóle pomyślałam, że taka osoba jak ja naprawdę może żyć z kimś tak znanym... Taka szara myszka nigdy nie powinna pakować się w takie towarzystwo... - rozżalona wyrzucała z siebie kolejne słowa z prędkością armaty. - Nie przeczę, było mi z Tobą dobrze. Ale poza tym że zdrady Ci nie wybaczę, i Ty też mi nie powinieneś wybaczać mojej, po prostu nie pasuję do Ciebie. Znajdź sobie kogoś, kto bardziej pasuje do Ciebie. Nie wiem, jakąś modelkę, piosenkarkę. Z takimi zawsze wiążą się sportowcy. Nie jestem piękna, nikt się mną nie będzie zachwycać. Zasługujesz na ładniejszą kobietę, seksowniejszą, taką, którą wszyscy będą podziwiać. Kogoś, kto nie będzie miał nic przeciwko opalaniu się w blasku Twojej sławy. Kogoś, kto będzie stawał na głowie, żeby tylko wyglądać pięknie dla Ciebie. Może trochę przy tym odchudzi Twój portfel, z którego ja nie miałam zamiaru korzystać... Zwykła dziewczyna z sąsiedztwa nie pasuje do sportowca. Myślałam, że może być inaczej, jednakże strasznie się myliłam. To zupełnie inny świat, inna rzeczywistość. Ja do tego absolutnie nie pasuję... - rozpaczała. - Proszę Cię tylko o jedno... - bąknęła niemal niedosłyszalnie.
- O co? - zapytał. Wiedział, że jakakolwiek kłótnia z dziewczyną, jakiekolwiek zaprzeczanie temu, co ona mówiła, nie miałoby sensu. Nie potrafił powiedzieć jej, że miała rację. Może nie we wszystkim, co powiedziała, ale w jednym na pewno tak. Jego koledzy jej nie akceptowali, a ona najwyraźniej nie miała zamiaru tego zmieniać. Gdyby ona tylko nie była taką aspołeczną dziewczyną, to na pewno inaczej patrzyłaby też na sprawę ewentualnego rozgłosu. Przecież to normalne, że jak się jest partnerką sportowca, to ludzie mogą zacząć o Tobie pisać. Nie muszą to być rzeczy pozytywne. Ale to normalne, że o takich rzeczach się pisze, w końcu ludzie interesują się swoimi idolami, wszystkim, co jest z nimi związane. A więc także ich życiem prywatnym. - Anka... - próbował jeszcze coś powiedzieć, ale po chwili zamknął usta. Nie wiedział, co ma mówić... Wierzył, że nie rozstają się na zawsze. Że po prostu muszą sobie dać trochę czasu, odpocząć nieco od siebie, przemyśleć pewne sprawy. Muszą dojrzeć do tego związku, który przecież rozpoczął się tak szybko. Ile oni się znali, zanim zostali parą? Jakieś dwa tygodnie? No i ten ich sposób poznania się... Przecież oni tak naprawdę zaczęli swoją znajomość przez łóżko. Takie związki nigdy nie są łatwe. Od pożądania do miłości nie przechodzi się łatwo... Im się niby udało. Ale ona nie dorosła do tego, by funkcjonować normalnie z tym związkiem. Chciała mieć JEGO tylko dla siebie, ponadto nie utrzymywała innych kontaktów. Całkowicie uzależniła się od swojego chłopaka, nie wyobrażała sobie życia bez niego. Liczył się tylko on, i nic więcej. Dla niego zaniedbywała swoją pracę, dla niego zrezygnowała zupełnie z jakiekolwiek życia towarzyskiego. A on przecież nic takiego jej nie nakazywał... Dlaczego ona więc tak się zachowywała? Czy to dlatego, że on był, kim był, i ona tak cholernie bała się odrzucenia z jego strony? Przecież on ją kochał, więc jak niby miał ją zostawić? Nie czuł się przez nią zaniedbywany, wręcz przeciwnie - czasem po prostu miał już jej dosyć i chciał nieco od niej odpocząć. A to nie było mu dane.
- Nie wiąż się z żadną szafiarką. O tyle Cię proszę. Stać Cię na kogoś lepszego. Pogrążyłbyś się zupełnie takim związkiem. - chyba zaskoczyła go nieco tymi słowami.
- Aha. - palnął bez zastanowienia, jeszcze bardziej rozsierdzając tym swoją, chyba byłą już, dziewczynę.
- A teraz zejdź mi z oczu, bo nie chcę Cię znać. Żegnaj. - rzekła i w końcu uwolniła się z jego uścisku. Ruszyła natychmiast w stronę swojego pokoju, gdzie miała spakować swoje rzeczy. Następnie zamierzała opuścić hotel i wyruszyć w stronę lotniska. Chciała po prostu zniknąć z jego życia...
- Do zobaczenia. - szepnął. - Nie mówię "żegnaj", tylko "do zobaczenia", bo wierzę, że to nie koniec naszej znajomości, naszego związku, naszej miłości... Wierzę, że potrzebujemy trochę czasu, żeby przemyśleć to wszystko, co się stało. I że po tym czasie wrócimy do siebie, spragnieni siebie nawzajem. - dodał. - Będę o Ciebie walczyć. Nie odpuszczę. Jeszcze będziemy szczęśliwi ze sobą. - zakończył. Miał nadzieję, że go usłyszała.
Owszem, usłyszała. Jeszcze bardziej się rozpłakała. Ale nawet to nie było w stanie zmienić jej decyzji, którą już podjęła. Musi stąd wyjechał w trybie natychmiastowym. Być może kiedyś będzie w stanie spojrzeć mu w oczy, porozmawiać z nim, wybaczyć mu. Ale na pewno nie teraz, kiedy tak bardzo nawzajem się zranili. Musiała odpocząć, dać sobie czas na jakieś przemyślenia... Ona była jednak bardziej sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego, niż Cichy. Nie wierzyła zbytnio w to, że jeszcze mogliby być razem. Zapewne szybko o niej zapomni i znajdzie sobie inną. A że ona nie zapomni o nim nigdy, to już inna sprawa. Trudno będzie jej zresztą zapomnieć, kiedy będzie miała pewną pamiątkę po ich intensywnej znajomości. Pamiątkę, której jednak on nigdy nie widział. A czy kiedyś ją zobaczy?... Bardzo to było wątpliwe. Anka nie potrafiła mu tego powiedzieć... Do niej samej to jeszcze tak naprawdę nie docierało...
Spakowała się i wróciła do kraju. Piotrek próbował ją jeszcze zatrzymać, gdy ta ze swoją walizką zmierzała w stronę wyjścia z hotelu, ale dziewczyna była nieugięta... Nie wiedziała, czy wróci do swojego domu, czy zaszyje się gdzieś, gdzie nie znajdzie jej nikt. A już na pewno nie Nowakowski, ani żaden z jego znajomych...
Miłość skończona. A przynajmniej tymczasowo.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
Znudzona zgrupowaniem w Spale ekipa postanowiła nieco się rozerwać. A co robi człowiek, kiedy chce zrobić coś szalonego? Ależ oczywiście, idzie na fastfood'a. Do KFC. Zawodnicy nie przejęli się zupełnie tym, że Endrju nie bardzo akceptował ten ich wypad. Sami podjęli taką decyzję i nie zamierzali ani słuchać trenera, ani potem się usprawiedliwiać z tego, co zrobili... A jak ktoś myślał, że wyjście na fastfood'a to coś normalnego, to się mylił, i to bardzo. Przecież z tą bandą nic nie może być normalne. Nawet wyjście na niezdrowe żarcie. Zwłaszcza, jak wybierało się na nie całe stado, a nie pojedyncze jednostki... W menu królowały B - smarty, a więc tortille i inne kanapeczki. Ponadto na stołach dostrzec można też było skrzydełka kurczaka, jakieś hamburgery i inne cuda. Niektórzy zdecydowali się dodatkowo na drobne przekąski, takie jak napój z lodem, czy jakieś sałatki.
- Eeee, bo ja chcę B - smarta! - Hain jęczał jak stare gacie, licząc na to, że ktoś mu kupi ową kanapeczkę, i nie będzie musiał bulić ze swojego hajsu.
- No to se sam kup. - prychnął Bołi, i sam już wgryzał się w swoje skrzydełka kurczaka.
- Nikt nie jest tak głupi, żeby wydawać szmal za kogoś. - przewrócił oczami Kubiak i w spokoju dopijał swojego Krusher'a o smaku batona Lion.
- Ale ja jestem biednym studentem, mnie nie stać na takie ekstrawagancje. - zrzędził środkowy.
- A od kiedy Ty niby jesteś studentem? - zdziwił się atakujący Cerradu Czarnych Radom.
- Od kiedy Twoja Stara zapierdziała się na śmierć w kiblu. - palnął, wzbudzając przy tym śmiech u połowy zawodników, i zażenowanie, u tej drugiej części.
- A jak mowa o kiblach, to niezłe kible mają w tej knajpie. - zaczął zachwalać pomieszczenie Wrona. - Czyściutkie kabiny, sedes nie jest zasrany, papieru nie brakuje, jak spuszczasz wodę to nie lata na wszystkie strony... - wyliczał.
- I jest suszarka do rąk. - zauważył Karollo.
- I da się wycisnąć mydło! - krzyknął Włodarczyk. Tak, to była jedna z najważniejszych zalet owej toalety. Dające się wycisnąć mydło w dzisiejszych czasach często istnieje tylko teoretycznie. Podobnie jak tramwaj numer 6.
- Eeee... a ja to w takiej suszarce kiedyś sobie bułkę podgrzewałem. Pychotka, mówię wam. - zaśmiał się Muzaj.
- A mózgu sobie kiedyś nie podgrzałeś? - parsknął Wujek.
- A ja to kiedyś zrobiłem zupę chipsową. - uśmiechnął się Zator.
- Jak Ty tego dokonałeś? - jęknął Dżony. Najwyraźniej nie tyle chciał usłyszeć przepis na zupę chipsową, tylko bał się tego, co może usłyszeć.
- No miałem se paczkę chipsów, nie? - zaczął tłumaczyć.
- No. - kiwnął głową na znak, że go słucha.
- No i se z nią poszłem do kibla. - mówił dalej.
- Poszedłem. - przerwał mu Zagumny.
- Ale ja miałem blisko, więc poszłem! - wrzasnął Zati.
- Jaki bulwers. - zironizował Dzik.
- Dobra, na czym to skończyłem? Aaaa, poszłem se do kibla z paczką chipsów. Wziąłem i se nalałem wody do niej. I włala, miałem zupkę. - wydawał się być niezwykle dumny z tego, co powiedział.
- Ja pierdolę. - westchnął Guma i przyjebał sobie facepalm'a. - Co ja tu, kurwa, robię...
- Jesteś. - zauważył Hain. Taak, to było bardzo odkrywcze.
- No szit, Szerlok. - pokręcił głową Woicki.
- Wspaniały jest ten kibel. - wrócił do zachwycania się nad toaletą, Andrzej.
- I wspaniała ta suszarka. - dodał Karol.
- I to mydło się wyciska, ooch! - wył z zachwytu Włodi.
- Klopek taki czysty! - krzyknął Mały Maciek.
- Zamknijcie mordy. - warknął Zagumny.
- Co? - zdziwił się Kłos.
- Zamknijcie mordy. - powtórzył rozgrywający.
- Dziadek Guma to jednak nie ma ni chuja poczucia humoru. - westchnął Rucy.
- Ej, wiecie, co mi się właśnie przytrafiło? - przerwał rozmyślania kolegów Wiśnia.
- Nie? - Janek okazał zainteresowanie tematem.
- Byłem tak zamyślony, że jak zamawiałem żarcie, to zamiast o sól do frytek, to poprosiłem o fugi do płytek... - szepnął.
- Ty to zawsze byłeś szalony. - zaśmiał się najlepszy blokujący o pojedynczym bloku.
- Podziwiam Cię, stary. - zachichotał Winiarski.
- To kupi mi ktoś tego B - smarta?...
Nie, Hainku, nikt Ci go nie kupi.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Rzym, Włochy
Parę godzin później, paręset narzekań i szlochań Pitera później, na stołówce spotkali się Grześ Kosok i Michał Żurek. Środkowy bardzo przejął się stanem swojego kolegi, który nagle, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zupełnie stracił ochotę do życia. Wiedział dlaczego. Anka z nim zerwała. Nie wiedział jednak, co sprawiło, że pani psycholog tak się zachowała. Przecież wyglądali na taką dobraną parę, której nic nie rozdzieli. A tu taki zonk... Kosoczek postanowił porozmawiać na ten temat z Zupą, licząc na to, że być może ten coś wie...
- Echhh... Misiek. - zaczął.
- No? - po skończeniu swojego Kit - Kat'a wydał jakiś niezidentyfikowany dźwięk.
- Dziwne rzeczy ostatnio się tu dzieją. Najpierw Kamila skacze jak głupia po łóżkach, potem ten test ciążowy w kiblu, a teraz jeszcze Anka zerwała z Pitem i wyjechała... - westchnął i pokręcił głową.
- Jaki znowu test ciążowy? Kamila robiła test ciążowy? - zdziwił się.
- Wiesz, mi się wydaje, że to raczej nie Kamila. - szepnął.
- Że niby Anka? - spytał.
- Tak mi się wydaje. Może to dlatego wyjechała. - bąknął. - Bo bała mu się powiedzieć. - dodał.
- Ale czego ona miałaby bać się mu powiedzieć? - nie rozumiał.
- Że test był pozytywny...
- O rzesz kurwa... - bąknął.
- Powiedział rolnik do pługa. - próbował zażartować środkowy.
- A ten idiota... Ugh. - jęknął Zupa. - No to spierdolił po całości. Pewnie nigdy się nie dowie...
- Powiedział rolnik do pługa. - próbował zażartować środkowy.
- A ten idiota... Ugh. - jęknął Zupa. - No to spierdolił po całości. Pewnie nigdy się nie dowie...
- A ten idiota co? Ty coś wiesz w temacie? - wyglądał na zdumionego.
- Ten idiota ją zdradził... - powiedział.
- Że co on niby zrobił?! - ryknął, a oczy prawie mu wyleciały z oczodołów.
- Kamila go uwiodła. Przyszła wieczorem, wlazła mu do łóżka, zrobiła mu dobrze, a potem omamiła go totalnie. A on w końcu jej uległ i ją przeorał. - Grzesiek otworzył usta.
- Skąd Ty to wiesz?! - wrzasnął.
- Bo ona mi powiedziała. - palnął. - Ja... ja się trochę do tego przyczyniłem. - bąknął.
- To znaczy? - nie przestawał się dziwić czarnowłosy.
- No... ona chciała im zjebać związek. Bo Anka miała jej coś głupiego nagadać, i on też miał jej niby coś zrobić, że miała jakieś nieprzyjemności z tego powodu. I chciała się na nich zemścić. No to sobie wymyśliła, że wpuści komuś Ankę do łóżka, żeby ją potem zżerały wyrzuty sumienia, czy coś. A ona potem miała pójść do niego i mu powiedzieć, co wyprawia jego laska. Albo sama po prostu też mu wskoczyć pod kołdrę... Jak widać, wybrała drugą opcję. - rzekł.
- Ale... co Ty masz z tym wspólnego? - jęknął.
- Miałem znaleźć kogoś, kto odwróciłby jej uwagę, jej, to znaczy Anki. Że niby miałby z nią pogadać, czy coś, udawać, że potrzebuje pomocy. A potem ją upić. W sumie, to chyba nawet nie miał jej przelecieć, tylko po prostu zrobić coś, żeby ona na noc nie wróciła do Pita. Albo udawać, że poszli razem do łóżka, podesłać fotę Kamili, a ona miała ją pokazać Pitowi. No ale on też się upił, no to tą Ankę jednak przeleciał... - wytłumaczył wszystko, co wiedział.
- I kogo Ty znalazłeś, kto zgodził się na wypełnienie tego planu? - spytał.
- Wojtaszka... - pisnął cichutko.
- No to super. To teraz przez Kamilę, Ciebie i Wojtaszka, Pit się najprawdopodobniej nigdy nie dowie, że zostanie ojcem. Super. Jesteś z siebie dumny? - prychnął Kosok. Środkowy wstał i ruszył w kierunku drzwi.
- Grzechu... - szepnął Żurek.
- Tak? - warknął.
- No ale chyba nic mu nie powiesz, prawda? - chyba się przestraszył. Przestraszył? Ba, on się trząsł jak osika na wietrze.
- Nie. Nic mu nie powiem. Jeszcze tego by brakowało, żebym miał go dobijać taką informacją... To przecież mój najlepszy przyjaciel. Miałbym mu pogłębiać doła? Wystarczy, że już zupełnie stracił ochotę do życia po tym, jak ta z nim zerwała. Zbladł tak, że trudno go odróżnić od tej białej ściany na korytarzu... - westchnął.
- No i przecież nie mamy pewności, czy to jest test Anki. Może to jakaś pracownica hotelu?... - zastanawiał się Misiu.
- Echhh... - westchnął Grzesiek. Wierzę, że wrócą niedługo do siebie, kiedy minie trochę czasu. Kiedy stwierdzą, że jednak nie mogą bez siebie żyć.
___________________________________________________________
A czy naprawdę wrócą?... Czas pokaże, ale chyba niekoniecznie tak Anka i Pit wyobrażali sobie swoje rozstanie. Każde z nich chciało załatwić to inaczej, ale coś nie pykło, i ostatecznie rozeszli się w nienajlepszej atmosferze.
A czy do siebie wrócą? Czy w międzyczasie pocieszy się jakąś inną dziewczyną? To nie jest wykluczone.
No cóż, pożyjemy, zobaczymy...
A czyj był ten test? Jak myślicie? Czy to jednak Anki, czy może tylko pracownicy hotelu?...
To, że rozdział wskazuje na to, że Anka mogła zaciążyć, wcale nie znaczy, że tak się stało. Zawsze może się trafić jakiś wadliwy test. Ona może być przekonana, że TO się stało, a tak wcale nie musi być.
A jak było naprawdę? Przekonamy się niedługo.
To, że rozdział wskazuje na to, że Anka mogła zaciążyć, wcale nie znaczy, że tak się stało. Zawsze może się trafić jakiś wadliwy test. Ona może być przekonana, że TO się stało, a tak wcale nie musi być.
A jak było naprawdę? Przekonamy się niedługo.
KFC jest fajne. Lubimy kejefka. Bardzo.
Więc wyślemy tam siatkarzy, no lol.
Co się dzieje z moją Sovią? Czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć? Czy to typowy spadek formy na przełomie listopada i grudnia, czy jednak brak JEDNEGO ogniwa jest aż tak odczuwalny?... Środek leży, kwiczy i robi pod siebie. Z resztą lewe skrzydło nie ma się lepiej...
Wirtuozerię Małego można by oceniać w "Tańcu z Gwiazdami", a Siurak? A Siurak to jest drugi cyborg, bo miano pierwszego jest zarezerwowane.
No, w końcu jednak nawet i cyborg musiał się popsuć...
Następny rozdział będzie, jak się napisze. A czasu na pisanie brak. Weny też, a i chęci coraz mniej.
Czasem mam ochotę rzucić to w cholerę...
1. Bardziej przegadanego rozstania chyba nie dało się napisać.
OdpowiedzUsuń2. Żadnych pamiątek, bo są one zbyt oklepane.
3. Żadnych powrotów, Anka jest okropna (hejter z rana tak bardzoo!).
4. Jak zrobią się z tego Cierpienia Wyrośniętego Melepety to talerze z moim mieszkaniu na tym ucierpią.
5. Czy tylko ja najbardziej czekam na te spalskie fragmenty, a nie na lof story?
6. Trochę to przykre, że fragmenty o głównym bohaterze po części przewijam, bo działa na mnie jak płachta na byka, czy może nie? Borze zielony, jak on mi działa na nerwy xD
7. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała czytać o tej porażce ludzkości, która jakimś cudem ukończyła studia na psychologii #rzekłam
No, to tyle jeśli chodzi o mój poranny hejt :D Ale spokojnie, w nocy byłby gorszy. Po prostu się z tym przespałam i nie trąci jadem tak bardzo, jakby mogło ;)
Tekst z szafiarką był najgorszą rzeczą, jaka mogła zostać powiedziana w tamtym momencie #brawoAnia
Oj tak, brak im tego jednego ogniwa. Ale przecież sprowadzili sobie zastępstwo idealne :D Witczak jest najlepszą możliwą opcją na uzupełnienie luki w składzie :D
Ale ja tam nadal jako jedna z niewielu szczerze się cieszę z tego, że Cuprum wygrało. A szkoda, że raczej większość internetu rozpatruje ten mecz tylko w kontekście tego, że Resovia znowu przegrała.
P.S. Cyborgi jednak nie istnieją. Tak samo ideały.
;)
1. Chyba się dało, ale po co się rozpisywać? :) Myślę, że napisałam wystarczającą ilość tekstu.
Usuń2. Pamiątki są faajne :D Ale może niekoniecznie takie. Pocztówki na wakacjach sobie zawsze kupuję. I robię focie.
3. Mła też jej nie lubi. xd No przestałam ją lubić, i albo ją zmienię jakoś, albo zniknie stąd na zawsze.
4. Oj, to będę musiała uważać, żeby ocalić Twoje talerze. Biedne talerzyki. :( TO NIE JEST MELEPETA!
5. Nie mam zbytnio pomysłu na spalskie fragmenty, no, dobra, na następne mam. :D Do spalskich fragmentów najlepiej pasuje uczelniana beka.
6. To jest bardzo przykre, siostro. :( Wiesz, że go uwielbiam. I chciałabym, żebyś Ty też go lubiła. Noo polub go, przecież to dobry chłopiec.
7. A tego to nie wiem, być może ona tu wróci. Pożyjemy, zobaczymy. :)
Trąci bardzo jadem, niestety. :<
Nie o takie ogniwo mi chodziło... Siurak sobie radzi.
A środek leży i kwiczy.
P.S. Cyborg istnieje, ideał też. :*
Ale i tak Cię kocham.
Jakie tam rzucić w cholerę, stanowczo zabraniam! :) To najbardziej pozytywnie zakręcone opowiadanie jakie znam!
OdpowiedzUsuńEj nooo, ale jak to Pit i Anka nie są już razem? Smuteczek :< A tak na serio, to wina leży po obu stronach, choć wszystko zaczęło się od Chmury, która nie potrafiła odnaleźć się w "nowym świecie", dlatego zaczęła kurczowo trzymać się Piotrka, co stało się dla niego mocno uciążliwe. Trochę bawi mnie jej bulwers odnośnie zdrady Pita. Sama przecież zrobiła to samo. Szkoda mi środkowego, bo znów pogrąży się w marazmie i beznadziei. Myślał, że znalazł tą jedyną a tu znowu klops :( Trzeba go jakoś pocieszyć!
Dialog o kiblu - leżę i nie wstaję! :D Co oni wszyscy mają w głowach :D
Resovia złapała jakiegoś totalnego doła, chyba przede wszystkim mentalnego. Brak dwóch podstawowych graczy podciął drużynie skrzydła i to niestety jest zauważalne.
Widzę, że nie tylko dla mnie Jochen był pierwszym atakującym ever, nawet pomimo forsowania Kurka w pierwszej szóstce, bo przecież chłopak musiał się ogrywać na nowej pozycji (być może zabrzmiało złośliwie, ale szczerze mówiąc nie podobało mi się, że z dnia na dzień odsunięto na boczny tor bądź co bądź MVP poprzedniego sezonu Plusligi). Nie chcę być złym prorokiem, ale obawiam się, że do stycznia Bartek zostanie zajechany, bo nie sądzę, by Witczak dostawał zbyt wiele szans na grę. Ot, zmiennik tylko na papierze. Jochen, wróć :(
Pozdrawiam :*
Miło czytać takie opinie. :) To jeszcze coś spróbuję wymęczyć. W końcu nie piszę tego tylko dla siebie.
UsuńNo nie są razem. Zerwali. :< Tak, wina jest obustronna. A Anka była tak denerwująca, że już nawet jej chłopak czasem miał jej dosyć...
Sama zrobiła to samo, a jednak się bulwersuje. Niby jakoś to uzasadniła, ale... no, przyznajmy, dziwnie się zachowała. xd
Czy Piotruś pogrąży się w marazmie i beznadziei? Nie wiem. ;) A może wcale tak się nie stanie?
Echh... ja mam nadzieję, że Sovia się ogarnie, bo więcej punktów to już po prostu nie mogą stracić... Przecież oni chyba chcą grać w finale, a w tym sezonie trzeba zająć któreś z pierwszych dwóch miejsc...
Heniu, wróć. Ale nie sądzę, żeby Witczak miał być zmiennikiem tylko na papierze. Może jakieś "ogórki" (z całym szacunkiem dla Effectorów, Będzinów i takich tam) będzie obijać. ;)
Piotruś, Ty wracaj jeszcze szybciej, bo środek leży i kwiczy. No nie radzą sobie bez Ciebie, no. :<
Ja też pozdrawiam. :*