- Dwadżieszczja do pietnaszcie. Czo tek szłabo wam dżiszjaj idżie, chłopcze? - zapytał Stefan drużynę, którą złożył z teoretycznie lepszych zawodników. No bo raczej paka Wlazły - Drzyzga - Zatorski - Kurek, Winiarski - Nowakowski, Wiśniewski, była drużyną lepszą od składu Bociek - Zagumny - Ignaczak - Mika, Buszek - Kosok, Kłos. A przynajmniej tak się wydawało Antidze, kiedy układał obie ekipy. Nie przewidział, że połowa tego składu zagra tak, jakby zapomniała, jak się gra w siatkówkę. Wprawdzie Wlazły robił co mógł, dwoił się i troił, atakował z każdej piłki, którą tylko otrzymał, i nawet robił to z dobrą skutecznością, ale bardzo często musiał zmagać się z piłkami sytuacyjnymi, a z tych przecież nigdy nie atakuje się zawodnikom zbyt łatwo. Co z tego, że Drzyzga robił co mógł, żeby dopieścić idealnie każdą piłkę, skoro połowa składu, z jakim przyszło mu dzisiaj grać, ich nie kończyła, nabijała się na bloki, i popełniała dziecinne błędy? Co z tego, że Zator uwijał się jak głupi w obronie, skoro na nic się nie zdawała ta jego praca, bo po idealnej obronie i równie dobrym rozegraniu, piłka z lewego skrzydła, bądź środka, była nieskończona?... Każdy z tych panów, którym wyjątkowo nie wychodziło dzisiaj nic na treningu, to była osobna sprawa, a to, że grali w taki, a nie inny sposób, w kilku przypadkach było spowodowane... najbliższymi meczami naszej reprezentacji, które miała ona rozegrać na chyba najgorętszym siatkarskim terenie - w Iranie. Teherańskie piekło zdecydowanie nie było przyjazne naszej drużynie, dlatego niektórzy robili co mogli, żeby tylko uniknąć wyjazdu w te rejony świata. Udawanie, że nie potrafią grać, bądź że wytracili formę, wychodziło im jednak tak doskonale, że Antiga z łatwością się na to nabrał, ba, nabrał się na to cały sztab szkoleniowy reprezentacji! Tacy to cwani byli nasi zawodnicy. Fakt, że nie chcą lecieć do Iranu, miał jednak także kilka różnych aspektów, z czego każdy z nich był istotny dla konkretnego zawodnika. Przyjrzyjmy się bliżej temu, dlaczego nasi siatkarze postanowili udawać, że nie wiedzą, jak się gra w siatkówkę... Pierwszym przypadkiem, który zupełnie nie radził sobie na dzisiejszym treningu był Bartosz Kurek. I tutaj można jednak powiedzieć, że jego fatalne statystyki nie były spowodowane tym, gdzie mógłby zagrać następne mecze, a po prostu tym, że coraz gorzej radził sobie na pozycji przyjmującego. Wszyscy wiedzieli, że Siurak w odbiorze kaleczy straszliwie, dlatego taktyka w polu serwisowym była prosta - wszystko walić w Kurka, a on połowę z tego wywali w trybuny. Tak rzeczywiście było, i zawodnik ratował się tylko tym, że w ofensywie spisywał się jak zawsze, nadzwyczaj dobrze. To, co było widać na treningach, dało jednak do myślenia Stefanowi. Nie chciał on go wyrzucać z reprezentacji, jednak uważał, że Kurek dłużej jako przyjmujący grać nie może. Dlatego też miał zamiar porozmawiać z nim po treningu i zaproponować mu zmianę pozycji. Kiedyś już grał jako atakujący, więc to chyba nie powinien być dla niego zbyt duży problem... Idąc dalej... Misiek Winiarski także dzisiaj grał jak łamaga, zarówno w przyjęciu, jak i w ataku. Oficjalna wersja tłumaczeń przyjmującego PGE Skry Bełchatów była taka, że po prostu miał dziś gorszy dzień i nic mu nie wychodziło, natomiast nieoficjalną znali tylko nieliczni. Była ona jednak wyjątkowo prosta do odgadnięcia - Winiarski nie miał zamiaru lecieć do Iranu. Nie dlatego, że to daleko, bo prawie na drugim końcu świata, czy że dziki kraj, bo wiadomo, jak tam traktowało się niektórych ludzi, a już zwłaszcza kobiety... Nie, że bał się, że przegrają, co przecież było prawdopodobne, bo Iran to nie był żaden siatkarski ogórek, a w swojej hali nie przywykł do porażek. Winiarski po prostu... bał się, że ogłuchnie, a zdarzyły mu się już kiedyś pewne problemy ze słuchem, tak więc nie chciał powracać do tej kłopotliwej dla niego sytuacji. Żeby nie lecieć do Iranu musiał więc zrobić coś, by wyróżnić się negatywnie na treningach, a zatem musiał je po prostu sabotować... Sabotował treningi jednak nie tylko on. Także Łukasz Wiśniewski panicznie bał się takiego lotu, on jednak bał się atmosfery irańskiej hali i tego, że mogłoby go to sparaliżować, skutkiem czego mógłby się skompromitować podczas swojego występu. Tego nasz środkowy chciał uniknąć, bo nie chciał potem czytać, jakim to jest drewnem i cieniasem, nie chciał także słuchać złośliwych docinek kolegów, które z pewnością by się pojawiły. ... A dlaczego, w końcu, trening sabotował, będący przecież w świetnej formie, Nowakowski? On także nie chciał lecieć do Iranu. Nie było to jednak spowodowane tym, że bał się tam lecieć, bo on przecież na ogół nie bał się niczego. On po prostu nie miał zamiaru tam lecieć, bo wolał zostać w Spale i wyjaśnić pewne sprawy. Dowiedział się, że do ośrodka ma powrócić pani psycholog, wiedział także, że do Iranu nie poleci Kamila. Wyjątkowo ryzykownym posunięciem byłoby przecież wysyłanie tam kobiet, kiedy wiedziało się, jak w tym kraju są one traktowane... Kiedy miał więc wyjaśnić wszystkie sprawy z obiema dziewczynami, jak nie teraz, kiedy nadarzyła się taka okazja? W dodatku nie będzie przecież na miejscu Stefana i połowy sztabu szkoleniowego, więc nie będzie musiał raczej przed nikim się tłumaczyć, gdyby czegoś nie udało się zachować w tajemnicy. Jakiejś poważnej rozmowy, znaczy się. ... Jasne, na miejscu będzie Andrzej, ale... Pit już miał sposoby, żeby Kowal siedział cicho i mu nie przeszkadzał. I nie wahał się z nich skorzystać.
Najbliższe dni zapowiadały się więc dla niego bardzo intensywnie, z resztą jak i dla innych zawodników. Treningi sabotował także Szymon, bo i on uważał, że ma coś do wyjaśnienia z paroma osobami. Nie chciał w końcu lecieć także i Kosok, bo był kolejnym siatkarzem, który bał się podróży do Iranu. I jak tu Stefan miał złożyć z tego jakiś sensowny skład, skoro połowa zawodników bała się lecieć do Teheranu?...
- Chłopcze... Musze ż wy pogadacz. Czo szje stało? Czo tak szłabo dżiszjej?... Barteg... Chodż na chwila. - zawołał do siebie Kurka.
- Tak, trenerze? - odpowiedział Siurak i uśmiechnął się nieśmiało.
- Barteg. Czo szje dżjeje? - zapytał go.
- Nie wiem. - rzekł i wzruszył ramionami, bo naprawdę nie wiedział.
- Bardżo szłabe ma pszijenczie. - westchnął. - I mjecz już od dawno. - pokręcił głową. - Barteg, ja mjecz propożyczja.
- Tak, trenerze? Słucham? - wyraził zainteresowanie.
- Ti nie może dłużej gracz na przyjenczje. Nie radżi sobie. - stwierdził. - Barteg, nie chcze Czje wyrzuczać z kadra, bo bycz dobri zawodnik.
- Cóż takiego więc trener ma mi do zaproponowania? - szepnął. Nieco się przestraszył tym, co usłyszał. Mógł wylecieć z kadry?...
- Chczjałbym, żeby grał na atag. Bez przijencie. - uśmiechnął się.
- Trenerze, naprawdę? - podniósł głowę i uśmiechnął się nieco śmielej.
- Tak. - pokiwał głową.
- Ja od dawna już o tym myślałem, że sobie nie radzę zbytnio na tym przyjęciu. Że moje przyjęcie jest złe, po prostu straszne. Z kolei w ataku, nieskromnie mówiąc, wychodziło mi praktycznie wszystko. Myślę, że mógłbym spróbować. Grałem już kiedyś na ataku... Trenerze? - spytał.
- Tag? Czo jezd? - zapytał Antiga.
- Ja chciałem powiedzieć komuś, że chciałbym zmienić pozycję na boisku, ale bałem się reakcji... Bałem się, że wyleciałbym z kadry za samowolkę. - westchnął.
- Ne wyleczjałby. - uśmiechnął się Stefan. - W takim rażie problem załatwiony. - klasnął w ręce. - Kerownik! - krzyknął, chociaż sam nie wiedział do kogo. Kierownika przecież ta reprezentacja nie miała.
- Ale my nie mamy kierownika. - zdziwił się Mieszko.
- Kurwa macz, my nie mjecz kierownik. - zaklął pod nosem Francuz. - Barteg Bołondż! - krzyknął na młodego atakującego, który chciał już wychodzić z hali.
- Tak? - uśmiechnął się zawodnik Cerradu Czarnych Radom.
- Bycz mi poczebny. - rzekł.
- Och. W czym, trenerze? - podszedł bliżej niego.
- Mjecz numer do kolegi z drużina? - spytał.
- Oczywiście. - odpowiedział.
- Szuper. Dżwoni do tego od żalu i mówi, że ma przijechacz. Poczebuje dżjeszjencz przijmujonce, a teraz miecz dżjewiencz. - powiedział.
- Do Wojtka Żalińskiego? - wolał się upewnić. Antiga przytaknął. - Jasne, już dzwonię. - chwycił szybko ze swojej torby komórkę i wykręcił numer do kolegi. - ... No cześć, Wojtek, jest sprawa. ... Stefan chce Cię widzieć w kadrze, na zgrupowaniu. ... Tak, teraz. ... Nie, to nie jest żart. Zwolniło się miejsce na przyjęciu, i Stefan tam widzi Ciebie. ... Kurek poszedł na atak, to dlatego. No a wiesz przecież, że Bartman jest na razie niezdolny do gry. ... Okej, powiem mu. ... No, papaśki, dziubasku. - zachichotał i rozłączył się. - Wojtek przyjedzie jeszcze dzisiaj. - powiedział.
- Szwietnie. To fszisko. Może iszcz. - uśmiechnął się, i sam wyszedł z hali. Za nim pomaszerowała połowa zawodników.
Stefan miał teraz wyjątkowo trudne zadanie przed sobą. Wybrać skład na mecze w Iranie, kiedy część jego dotychczasowych pewniaków złapała zniżkę formy. A przynajmniej on twierdził, że tak się stało, a prawda była przecież zupełnie inna...
- Kto ma ochotę na partyjkę w Scrabble?! - ryknął Mieszko, a wokół niego natychmiast zebrała się spora grupka siatkarzy. Do tego Oskar, doktor Sokal i Kuba Bączek. Zapowiadała się więc kolejna batalia między zawodnikami, a sztabem szkoleniowym. Wszystkie poprzednie były wyjątkowo zacięte, więc także i ta zapowiadała się na pasjonującą. Statystyk i jego drużyna najczęściej okazywali się zwycięzcami grupowych bitew, natomiast, kiedy przyszło do rozgrywek indywidualnych, równych nie miał sobie Sokal, który ogrywał wówczas wszystkich jak tylko chciał. Dzisiaj zapowiadało się jednak na kolejną wojnę sztab szkoleniowy vs. trzy ekipy siatkarzy. A może niekoniecznie?
- Mieszko, a może dla odmiany dzisiaj wymieszamy składy? - zaproponował mentalista. - Nie miałem jeszcze przyjemności grać z chłopakami w jednym zespole, a myślę, że to byłoby coś ciekawego. Nowe doświadczenie dla Ciebie, dla mnie, dla nich... No i przy okazji zobaczyłbym, jak moja grupa radzi sobie z myśleniem. - zachichotał.
- To może przy drugiej partyjce. - uśmiechnął się. - Najpierw mam ochotę kogoś porządnie orżnąć. A z wami to na bank mi się to uda. No bo kto mógłby okazać się lepszy od sprawdzonego składu drużyny Debeściaki? - wesoło sobie chichotał.
- Przyjmuję wyzwanie, Michale. - rzekł Paweł Zagumny. Mieszko bardzo się zdziwił, że ktoś śmiał się do niego odezwać w ten sposób, bo przecież dla większości osób był on po prostu Mieszkiem. Albo Jamalem. - Wystawiamy bardzo mocny skład. - mrugnął okiem.
- Albowiem w krąg naszej plejady wstąpią Zagumny Paweł, Kosok Grzegorz, Ignaczak Krzysztof, oraz moja skromna osoba. - ozwał się Możdżon.
- Zacna ekipa. - przytaknął doktor Sokal. - A jak zamierzacie ją nazwać?
- Elokwentni Dżentelmeni. - wyszczerzył się Grzesiek, a cała reszta pokiwała głowami na znak, że zgadza się ze środkowym.
- Hekhem, czy mogę także wystartować w tych zmaganiach z moją ekipą? - gdzieś z kąta odezwała się Kamila i pomachała do wszystkich.
- Oczywiście. - odrzekł Jarząbek.
- Świetnie. - uśmiechnęła się i podeszła bliżej. - Dawidzio, Pituś, Szymuś, chodźcie, pomożecie mi. - zaśmiała się. Bardzo podejrzane było to, że wybrała akurat tych trzech zawodników. Złośliwi mogliby nazwać jej grupę Teamem Kochanków Kamilci... Zresztą... mogliby tak nazwać ją wszyscy oprócz sztabu szkoleniowego, bo przecież wszyscy siatkarze wiedzieli, z kim po nocach zabawiała się Falęcka. Takie informacje nie mogły nie roznieść się po całej drużynie...
- Tak do nich w łóżku mówiłaś? - zadrwił Ptaszysko, który podziwiał właśnie strukturę parkietu.
- Zamknij ryj, bo gnój paruje! - wrzasnął do niego Romać.
- Chuj Ci w oczy, bo w dupę to chyba lubisz. - dodał Dryja.
- Do Ciebie nikt nigdy tak nie powie, więc po chuj tak sapiesz o byle gówno? - prychnął Pit.
- Nie Twój interes, drogi Andrzeju, jak, do kogo, i w jakich okolicznościach mówię w taki, czy inny sposób. To są moje sprawy i nie powinny Cię one interesować, gdyż Ciebie one nie dotyczą. I dotyczyć nigdy nie będą, bo z takim ryjem to nawet gorylica by Cię nie zechciała. - rzekła Kamila możliwie najsłodszym tonem, jakim tylko się dało odezwać.
- Zacnie mu pojechałaś. - uśmiechnął się Zbychu i przybił piątkę pani fotograf. Kamilka tylko cicho się zaśmiała.
- Nazwa drużyny? - Bączek przerwał te jakże interesujące dywagacje.
- Myślę, że to jest oczywiste. - zaśmiał się Piter.
- Chyba jednak nie jest. - odpowiedział mentalista.
- Bicki i cycki. - wypalił, a cała drużyna radośnie pokiwała głowami.
- My nic nie słyszeliśmy. - wtrącił się Igła i wyszczerzył szeroko. - My to tylko mamy nagrane. - zaśmiał się, a wszystkim trzem obrońcom Kamili szybko zrzedły ich miny. - Pituś, to kiedy się poprzytulamy pod prysznicem? - zarechotał, a środkowy spalił buraka.
- Ostatnia drużyna? - westchnął Oskar, bo widział już, że rozgrywka będzie naprawdę gorąca, i to nie tylko z powodu emocji, jakie z pewnością dostarczą literki i układanie słów.
- My chcemy! - wrzasnął Zator, po czym wskazał na Gregora, Hainka i Maćka Muzaja. O jezus Maria... Tak, gra będzie naprawdę bardzo wesoła, bo przecież żaden z tej czwórki nie był asem ortografii.
- IQ żadnego z członków drużyny nie może być niższe, aniżeli 90. Wy, nawet wszyscy razem wzięci, takiego nie macie. - złapał się za głowę Dzik.
- Michale, skoro taki jesteś do przodu, to może będziesz notował nasze wyniki i kwestionował poprawność słów? - przywołał go do porządku Gogol.
- A mogę. Byle żeby te słowa istniały, a nie tak jak wtedy w tej krzyżówce... - przewrócił oczami.
No cóż, z Zatorem i spółką nie było pewne, czy nie zaczną układać nieistniejących wyrazów.
- Puść ktoś jakąś dobrą muzę. - poprosił Władeczek. - Wtedy łatwiej mi jest się skupić. - dodał.
- A po co Ty masz się skupiać, skoro nie grasz? - zdziwił się Kosoczek.
- Bo chcę być wsparciem mentalnym dla was wszystkich. - odpowiedział.
Aha.
- Pawle, jak nazwiesz swoją ekipę? - spytał Sokal.
- Wpiszcie mi tu nazwy waszych drużyn, żebym wiedział komu gdzie co podliczać. - nakazał Kubiak.
Tak, można było się spodziewać, że drużyna Zatora będzie z błędem ortograficznym. Panie, i Panowie, przed wami Krulowie ;D. Tak, ta nazwa jest z uśmieszkiem.
"Play, come on play that song
Play it all night long
Just turn it up and turn it on
Play, come one DJ play that song
You know that it turns me on
(DJ just play that song)
Just turn it up and turn it on
DJ just play that song ‘cause i want to be dancing all night long
Just play my play my play my play my favorite song"
Każda ekipa usiadła daleko od siebie, żeby nikt nikogo nie podsłuchiwał.
Po krótkiej rozgrywce w papier - kamień - nożyce, zadecydowano, że jako pierwsza swoje słowa zacznie układać ekipa Bicki i Cycki. Kamila sięgnęła do woreczka po siedem płytek z literkami i niemal natychmiast na jej twarzy wykwitł ogromny banan. Nie pytając nawet nikogo o zgodę, podeszła do planszy i ułożyła na niej słowo DUPA.
- Zgłaszam sprzeciw. - prychnął Guma. - To słowo jest niemoralne.
- Według tego słownika - tutaj Dzik pokazał jakąś stronę internetową, gdzie wypisane były wszystkie słowa, których można było użyć w tej grze - słowo DUPA jest jak najbardziej dopuszczalne w tej grze. Oddalam sprzeciw. - Guma tylko prychnął po raz kolejny. - Pora na ekipę Debeściaków! - zarządził Misiek.
- Kuba, naprawdę nie mogłeś wylosować lepszych liter? - jęknął doktor Sokal.
- Oj, damy radę coś ułożyć i z tych, z pewnością. - odpowiedział Bączuś.
- Ja tu widzę słowo MUS. - stwierdził Oskar.
- A ja SUM. - rzekł Mieszko.
- No to chcecie użyć tych samych liter. - zauważył Sokal.
- To które słówko bierzemy? - spytał mentalista.
- A co to za różnica? - złapał się za głowę Kaczmarczyk.
- Żadna. - odpowiedział. - Ale na coś trzeba się zdecydować.
- No to papier - kamień - nożyce. - zarządził doktor.
Wygrał Mieszko i ułożył swoje słowo na planszy.
- Masz jakiś pomysł? - spytał Zator Łomacza.
- Nie. - westchnął. - A Ty?
- A mam. - uśmiechnął się Zati.
- No to leć ułożyć. - powiedział Maciek.
- Już się robi. - zachichotał Pawełek i popędził w stronę planszy. Ułożył na niej słowo MAŃA.
- Zgłaszam sprzeciw! - ryknął Szymon, a wszyscy zdziwili się, że on potrafi tak głośno krzyczeć. - To słowo jest niepoprawne.
- Owszem, to słowo jest niepoprawne. - stwierdził Dzik. - Proszę ułożyć inne słowo, albo zrezygnować z wykonania ruchu w tej kolejce.
- Ej, chłopaki, ja mam. - machnął im dłonią przed oczami Hain.
- Tak? Jakie? - spytał Gregor.
- No właśnie TAK. - uśmiechnął się.
- Ale my nie mamy K. - zauważył Maciuś.
- A co to za różnica, czy przez G, czy przez K? - podrapał się po głowie Hain.
- Żadna. - rzekł Zatorski. - Leć układać.
Ułożył.
- Masz szczęście, idioto, że TAG to jest taka rzeka, i tylko dlatego mogę Ci zaliczyć to słowo... - westchnął Kubiak. Oj, wesoło będzie mieć z tą grupą, bardzo.
Przyszła pora na ostatnią ekipę. Igła tylko machnął ręką i natychmiast ułożył słowo KLOP.
- Igła... Myślałem, że stać Cię na więcej. - pokręcił głową Zagumny.
- Słowo jest poprawne, i macie premię literową. Nie wiem, o co Ci chodzi. - skomentował to zachowanie, Kubiak. - Po pierwszej rundzie mamy remis. Po osiem punktów uzyskały drużyny Bicki i Cycki, oraz Elokwentni Dżentelmeni. Zaciekle gonią ich Ci z sześcioma punktami, czyli Debeściaki i Krulowie ;D.
Druga kolejka, zaczynają Bicki i Cycki.
- KLAUN można ułożyć. - zastanawiał się Pit.
- To leć układać. - ziewnął Dawidek, a drugi ze środkowych skierował się w stronę planszy. Jego drużyna zgarnęła podwójną premię słowną.
- A gdzie podtekst w tym słowie? - zarżał Igła.
- Podtekst jest taki, że Ty nim jesteś. - prychnęła Kamilka, a Szymon, Piter i Dawid natychmiast zaczęli kwikać jak głupi. To jej się udało zgasić Krzysztofa!
- Bardzo dobry ruch. - uśmiechnął się Dzik. - Kto by pomyślał, że zwykły klaun będzie wart aż 18 punktów? No, na razie wysunęliście się na wyraźne prowadzenie, zobaczymy, co wymyślą inni.
- Nadal narzekacie na litery? Wiecie, że możemy ich orżnąć w tej rundzie, jak chcemy? - zaśmiał się Mieszko.
- Widzę, że wpadłeś na ten sam pomysł, co ja. - uśmiechnął się Bączuś.
- ŹLI, panowie? - mrugnął okiem Sokal.
- Oczywiście. - przytaknął Jarząbek.
- Genialne posunięcie. - wyszczerzył się Dzik. No akurat trafić z Ź na potrójną premię literową... Farciarze. Dwadzieścia siedem punktów za jedną literę! - złapał się za głowę.
- Kurwa, musimy trafić na potrójną premię słowną. - dało się słyszeć bluzganie Cichego. - Włączyć myślenie. - nakazał drużynie.
- Ty jakoś nie włączyłeś, jak się z nią stukałeś, kiedy miałeś jeszcze dziewczynę. - wypalił w jego kierunku Igła.
- Krzysiu, kochanie. - zaczęła Kamilka. - Masz swój interes? - zdezorientowany Igła powoli kiwnął głową, bo za bardzo nie wiedział, o co jej chodzi. - To się nim zajmij, a nie się czepiasz tego, co Piotruś robi ze swoim.
- Pfyf. - fuknął Ignaczak. - Ale to on się uważa za mądrego. A w tej sytuacji nie pomyślał wcale. - trwał przy swoim.
- A Ty czym byś myślał... - zaczęła szeptać słodkim głosem, i powoli zbliżać się do niego. - ...jakbym Ci do łóżka weszła... - powiedziała mu prostu do ucha, a jej oddech mógł wyczuć przy swojej szyi. - ...i zaczęła Cię rozbierać? - pocałowała go w policzek, co spotkało się z głośnym prychnięciem jej ekipy. Libero natomiast poczuł się boleśnie zgaszony.
- Kamila - Krzysztof, trzy do zera. - zachichotał Bołądź, popijający drinka gdzieś obok całej grającej ekipy.
Sztab szkoleniowy postanowił przemilczeć wszystkie te erotyczne podteksty rozmów, jakie toczyły się w ich obecności. Wiedzieli już jednak, że pani fotograf grzeczna nie jest i już z niejednym siatkarzem się tutaj przespała. Wiedzieli też już najprawdopodobniej, dlaczego pani psycholog opuściła zgrupowanie...
Drużyna Krulowie ;D miała spory problem z ułożeniem kolejnego słowa, dlatego zdenerwowany Dzik w końcu postanowił przyspieszyć ich proces myślenia.
- Macie jakieś słowo?! - ryknął na nich, a Gregor aż podskoczył w miejscu, bo się przestraszył.
- Mamy! - wrzasnął Hain.
- Mamy? - zdziwił się Zator.
- Mamy. - potwierdził.
- No, słucham, jakie? - ziewnął znudzony obserwowaniem swoich kolegów, Włodarczyk.
- PACAN! - wrzasnął Maciek. - Eeee... Włodek, mi nie chodziło o Ciebie, tylko takie słówko mamy. - zaczął się tłumaczyć, gdy zobaczył, że przyjmujący chyba się obraził.
- A takie słowo istnieje? - zdziwił się Siurak.
- Istnieje. - odpowiedział Dzik. - Układać. - zarządził.
Ułożyli, a drużyna Elokwentnych Dżentelmenów po chwili ułożyła słowo TRAWY.
- W tej rundzie najlepiej poradzili sobie Debeściaki, zgarnęli za swoje słowo aż 30 punktów. Nieźle poszło także ekipie Bicki i Cycki, którzy zdobyli punktów 18. Tak samo prezentuje się ogólna klasyfikacja, na trzecim miejscu Elokwentni Dżentelmeni, a na ostatnim Krulowie ;D. Pierwsza ekipa ma nad drugą dokładnie 10 punktów przewagi. - rzekł Kubiak, podsumowując tę kolejkę.
Gdy tylko rozpoczęła się następna, Kamila ponownie nie czekała na nic, tylko od razu popędziła w stronę planszy i ułożyła czteroliterowe, bardzo kulturalne zresztą, słowo CHUJ.
- Obrzydzasz grę, dziewczyno. - parsknął na nią Woicki.
- Kamilciaa? - zaczął Krzysiek.
- Tak, Krzysiu? - zamrugała oczami.
- A ja mogę mieć pytanie? - zachichotał.
- Oczywiście, Krzysiu. - uśmiechnęła się.
- Który z nich ma największego? - chamsko się wyszczerzył.
- Wiesz, Krzysiu... - spojrzała na niego. - Dłuższy wcale nie znaczy lepszy. - poruszyła brwią. - Ale nie w ich przypadku. - zatrzepotała słodko rzęsami.
- Czyli który? - drążył temat.
- Żaden. Ja mam większego. - palnęła. Rozśmieszyła tym nawet Mieszka i Bączusia.
- Wypadasz z formy, Krzysiu. - zauważył Oskar. - W pociskach jest 4:0 dla Kamili.
- Kamilciaa? - szepnął Pit i zaczął dyskretnie podmacywać dziewczynę. - A tak serio, to który z nas ma największego? - wyszeptał jej prosto do ucha, by nikt inny tego nie słyszał.
- Dawidzio. - odpowiedziała szeptem, a Pit natychmiast strzelił focha. Chyba spodziewał się nieco innej odpowiedzi. - Układaj wyrazy do gry, a nie się puszysz jak jakaś dziewczynka. - jęknęła.
- Trudno, żeby dziewczynka puszyła się jak chłopiec. - parsknął Bartman, po czym oberwał z liścia od Cichego, którego wyraźnie wkurwiły te słowa.
- To mi powiedz, że jestem najlepszy. To wtedy przestanę. - fuknął na nią i ponownie zaczął macać.
- Zboczki! Do łóżka z tymi macankami, my chcemy grać. - przewrócił oczami Kosok.
- I Ty, Grzesiu, przeciwko mnie?! - ryknął Pit.
- SPOKÓJ, KURWA! GRAMY! - wrzasnął Dzik i jebnął pięścią w podłogę.
- Ej, a co tak w ogóle jest nagrodą za zwycięstwo? - spytał Maciek.
- Bilet do psychiatry, mogę Ci zafundować. - prychnął Zbychu.
- Mieszka się pytajcie, to on wymyślił grę. - stwierdził Bączuś.
- Mieeszkooo... - zaczepiła go Falęcka. - A jak wygramy, to będę mogła dostać od Ciebie buzi? - uśmiechnęła się uroczo i zatrzepotała rzęsami.
- Tak. - odpowiedział i odwzajemnił uśmiech. - Ale tylko buzi. Sorry, ale nagrodą nie będzie noc ze mną. - zaśmiał się.
- Jakoś to przeżyję. - westchnęła.
- Kamilcia jest na tyle obrotna, że sobie na pewno kogoś do łóżka znajdzie. - palnął Szalupa.
- Każdej nocy nowy partner do łóżka... też bym tak chciał!.. - rozmarzył się Zupa.
- Nie wiedziałem, że lecisz na facetów. - przerwał mu Pit. - Ilu już tutaj przeorałeś? - zadrwił. - Czy mam się bać? - zapytał już poważniejszym tonem.
- Pit, ja rozumiem, że masz bardzo poważne problemy ze swoim popędem seksualnym, i najwyraźniej kręci Cię wszystko, co mógłbyś przelecieć, ale skup się do cholery na grze. - westchnął Kubiak, bo nie miał już siły, ani ochoty wrzeszczeć na tę bandę neandertalczyków.
Kolej na sztabowców.
- Czy my możemy natrafić na normalne litery? - narzekał Kaczmarczyk.
- Cicho, zaraz znowu zgarniemy 30 punktów. - zaśmiał się Mieszko.
- Znowu? - zdziwił się Sokal. - Aż tacy zdolni jesteśmy?
- Mhm. - uśmiechnął się. - No sami zobaczcie. - wziął do ręki kilka literek i ułożył przed swoimi kompanami. - Z blanka zrobimy R, i mamy BRĄZY. Za B mamy premię literową, a za cały wyraz słowną. Idealnie. - chichotał.
- Mieszko, jesteś geniuszem. - klasnął w dłonie mentalista.
- Wiem. - przyznał nieskromnie, po czym poszedł położyć słowo na planszy. A wszyscy aż poczerwienieli ze złości, że sztabowi się znowu udało. Mimo, że mieli najgorsze litery...
- KOŃ. - uśmiechnął się Zator.
- A gdzie Ty chcesz tu konia ułożyć? - zdziwił się Maciuś.
- No tutaj. Od tyłu się ułoży. - szczerzył się nadal.
- A tak można? - rozłożył ręce Gregor.
- A nie wiem. - pisnął Pawełek.
- Ej, a można układać od tyłu? - zapytał Hainek.
- Nie można. - westchnął Dzik.
- Kurwa, to KOŃ nie może być. - bąknął. - Zator, nie da rady konia...
- Ej, chcecie podwójną, czy potrójną premię słowną? - podrapał się po głowie Grześ.
- Potrójną, no raczej.
- No to jak potrójną, to dawajcie do dołu BROŃ, a jak podwójną, to możecie dać w prawo DRON. - uśmiechnął się.
- Co to jest dron? - westchnął Maciek. Nie wiedział.
- Czyli wszystko jasne, dawaj BROŃ. - zaśmiał się.
Pawełek ułożył słówko na planszy.
- Brawo, potrójna premia słowna dla was! - krzyknął Dziku.
- JAK TO?! - Kamilka wyglądała na niezadowoloną.
- Tak to! - wrzasnął Zator. - W końcu jesteśmy królowie, nie?!
- Ja chcę wygrać buzi od Mieszka! - fuknęła.
- A ode mnie nie chcesz? - zachichotał Pit.
- Od Ciebie mogę mieć kiedy chcę, i to nawet coś więcej niż buzi. - skrzyżowała ręce i udawała obrażoną dziewczynkę.
- Ciiiszej. - jęknął Kubi. - Drużyno Elokwentnych Dżentelmenów?
- Krzysztofie, zapodaszże jakąś propozycję? - ozwał się Możdżon.
- No ja tu widzę słowo WYGRYW, bo mamy GRYW, ale... nie wiem, czy to słowo jest poprawne. - westchnął.
- Misiek, możesz podejść na chwilę? - poprosił Kosoczek.
- No. - odpowiedział Dzik i podszedł do nich.
- Czy słowo WYGRYW jest dopuszczalne? - zapytał Guma.
- Nie jest. - odrzekł i wrócił na swoje miejsce.
- Kurwa mać. - wyrwało się Igle.
- Krzysztofie, racz pohamować emocje. - upomniał go Muratore.
- No to RYJ w takim razie. - rzekł Guma i poszedł ułożyć słowo, nie pytając nikogo o zdanie. Cóż to za samowolka, panie Pawle!
A, tak. Panu Pawłowi wolno.
- Mamy przetasowanie w tabeli! Drużyna Krulowie ;D awansowała aż na drugie miejsce, dzięki swojej potrójnej premii słownej! Gratuluję. - oznajmił Dzik.
- Skandal. - prychnął Dawidek.
- Myślcie, jak by tu zgarnąć jakąś premię. - jęknął Szymuś.
- Ja to tu tylko widzę słowo NOC. - westchnął Pit.
- Albo NOS. - dodał Dawid.
- Za C jest więcej punktów. - zauważył Romać.
- No to NOC. - wzruszył ramionami Dryja. - Przegramy, no trudno.
Szymon położył dwie płytki na planszy.
- A z kim ta noc, Kamila? - zachichotał Krzysiek.
- Na pewno nie z Tobą. - zaśmiał się atakujący.
- Z Bartkiem - odpowiedziała śmiertelnie poważnym tonem.
- Łooo! - wrzasnął Siurak. - Ale wiesz, ja kocham moją Natalkę, nie mogę. - uśmiechnął się.
- Bartek to mój pluszowy miś. - fuknęła na niego. - Zboczeńcu.
- Ooo, Kamilcia, masz pluszowego misia? - zainteresował się Pawełek. - Fajnie, ja też! Może zaprzyjaźnimy je ze sobą?! - wyszczerzył się.
- Przykro mi, Pawełku, ale wolałabym się z nikim nie dzielić moim Bartusiem. - uśmiechnęła się słodko.
- Chyba po raz pierwszy nie widzę problemu z ułożeniem słowa. - zaśmiał się mentalista za dwa trzysta.
- WYWAR. - podsunął Sokal.
- Dokładnie tak, panie doktorze, czyta pan w moich myślach. - rzekł, po czym poszedł ułożyć to słowo. - Ha, znowu premia. Tym razem tylko literowa, ale lepsze to, niż nic.
- Phi, my mieliśmy słowną. - pisnął Maciek.
- A teraz bym zrobił tak, patrzcie... - rzekł Pawełek, wziął dwie płytki i popędził z nimi w kierunku planszy. Dołożył OŚ do jednego z wcześniej powstałych słów.
- Zgłaszam sprzeciw. - odezwał się Oskar. - Nie ma takiego słowa jak CHUJOŚ. - pokręcił głową.
- Owszem, nie ma. - westchnął Kubiaczyna. - Zabieraj to i wymyśl coś innego. - nakazał.
- No to SUMO. - jęknął Zati i dołożył O. Akurat na potrójnej premii literowej.
- O kurwa. - jęknął Grzesiu, gdy wylosował brakującą literkę z woreczka.
- Mamy same spółgłoski. - zauważył z przerażeniem Hain.
- My też mamy same spółgłoski. - zorientował się Kosok. - Do dupy.
- Jak Ty się wyrażasz, Grzegorzu. - skarcił go Możdżon.
- Słowo da się ułożyć. - zorientował się Zagumny.
- Tak? To ułóż. - westchnął Igła.
Guma dołożył dwie płytki, z czego powstał MORS.
- Po czwartej kolejce powiększyła się przewaga Debeściaków, ale Bicki i Cycki zaciekle gonią drużynę Krulowie ;D. - oznajmił Dzik.
- Dzięki Bogu, że Guma dołożył te dwie płytki. - zaśmiał się Pit i ułożył słowo TRON.
- Piter, mi też chce się srać, wiesz? - zarechotał Siurak.
- Kamila, a kto jest królem Twojego serca? - prowokował ją dalej Ignaczak.
Kamilcia po raz pierwszy podczas całej zabawy nie wiedziała, co ma odpowiedzieć...
A sztabowi nadal szło świetnie...
- Wygraliśmy. - rzekł tryumfalnie Jarząbek, gdy położył płytkę z Ó na potrójnej premii literowej.
- Znowu trafili premię! - wrzasnął poirytowany Muzaj.
- Kurwa, nie wierzę. - jęknął Dawidzio.
- Dobra, cicho wszyscy bądźcie. Układajmy słowa. - zarządził... Zatorski, i sam położył trzy płytki na planszy. Skąd on znał takie trudne słowa?...
- No to układamy. - rzekł Drzewiec i zakończył piątą kolejkę, zgarniając podwójną premię słowną.
- Drużyna Krulowie ;D nieco uciekła Bickom i Cyckom. Debeściaki na niezagrożonym prowadzeniu. - powiedział Kubiak.
- Chyba trochę dobijemy do czołówki. - stwierdził Pit. - Mamy Ł, mamy S, K, Ę. Dokładamy do A? - spytał.
- Dokładamy. - odpowiedział Romać, a blondyn ułożył cztery płytki na planszy.
- Ej, macie błąd. Laskę powinno być. - zaśmiał się Bołądź.
- Nie, nie ma błędu. - pokręciła głową Kamila.
- Łaskę też byś przeorała? - zarżał Karolek.
- Łaskę to ja bym zrobiła światu, jakbym Cię rozprawiczyła. - rzekła.
- Ja jebieeeeę. - zawył Piter i zaczął kwikać jak głupi na podłodze. - Ratuj mnie ktoś, bo umrę ze śmiechu.
- Nie jeb tyle, bo się kontuzji nabawisz. - westchnęła rudowłosa.
- Z Tobą mógłbym nawet i się nabawić kontuzji. - zamrugał oczami i cmoknął Kamilcię w policzek.
- Uważaj, bo uwierzę, i poczuję się wyjątkowo. - przewróciła oczami.
- Możemy spróbować, chcesz? - zaśmiał się. Objął panią fotograf i pocałował w szyję. Do tego delikatnie ją podmacywał.
- Nie chcę, dzięki. - uśmiechnęła się.
To bardziej zgasiło zapędy Pitera, niż najbardziej wymyślna riposta. Środkowy tylko kwiknął i udał, że się obraża.
- W pociskach jest 8:1 dla Kamili. - zaśmiał się Dżony.
Drużyna Debeściaków tym razem powiększyła swoje konto o jedynie 8 punktów, co jednak pozwoliło im przekroczyć setkę.
- Dawaj ZAD. - westchnął Grzesiek do Muzaja.
- Dobra. - odpowiedział Maciek i ułożył dwie płytki.
- Ale nie tu, debilu. - złapał się za głowę Hain. - Tam mielibyśmy premię! - jęknął.
- Mogę zabrać te płytki i je przełożyć? - spytał atakujący Skry.
- Nie. To Twoja strata, że jesteś debilem, i nie widziałeś premii. - Dziku przewrócił oczami.
- Ej, a tam jest jeszcze C. To mamy CZAD. - zauważył Łomacz.
- Macie ZAD, bo tak powiedzieliście. Nie odpowiadam za niedojebanie mózgowe. - odpowiedział Kubiak. - Drużyno Elokwentnych Dżentelmenów?
Owa drużyna po raz drugi z rzędu zgarnęła podwójną premię słowną...
- Po szóstej kolejce Krulowie ;D spadli na trzecie miejsce. Przewaga Debeściaków niezagrożona.
- Mamy premię. - uśmiechnął się Iceman, gdy ułożył słówko.
- W czym ryłeś, Piotruś? - zaśmiał się Iglasty.
- W tym, w czym Ty nigdy nie zaryjesz. - zarżał Szymuś.
- Nie w czym, a w kim. - uśmiechnęła się słodko Kamilcia.
- Nie Twój interes, Krzysiu. - odpowiedział Pit.
- A który dzisiaj będzie ryć? - zaczął dogryzać także i Ziomek.
- Na pewno nie Krzysiu. - zachichotał Dawidek.
- Piter, dasz zaorać kolegom, czy nie ma szans? - palnęła fotografka.
- Dzisiaj nie ma szans. - cmoknął ją w policzek.
- A to wy macie jakieś zapisy? - zdziwił się Włodi.
- Ale na co te zapisy? - spytał się go jeszcze bardziej zdumiony Mały.
- No na zaliczanie Kamili. - odpowiedział.
- Owszem, prowadzę je ja. - zaśmiał się Pit. - Więc sorry, nikogo poza mną tam nie wpisuję. - Kamilcia jedynie przewróciła oczami.
Sztab szkoleniowy tymczasem ułożył swoje słowo.
- Koniec literek! - wrzasnął Dzik. - Teraz już nikt żadnej nie dobierze. - zaśmiał się.
O dziwo, Grzesiek Łomacz nie miał żadnego problemu z ułożeniem słowa. Po prostu dołożył jedną literkę... Problemów nie było także przy słówkach Elokwentnych Dżentelmenów oraz ekipy Bicki i Cycki.
- W tej chwili zmieniło się prowadzenie! Prowadzi ekipa Bicki i Cycki. - zakomunikował Dzik. - Debeściaki, jakie układacie słowo? - spytał.
- LIS. - odpowiedział Sokal.
- Tam jest Y jeszcze! - zauważył Oskar.
- LISY. - poprawił się doktor.
- Pierwsze słowo do dziennika, drugie słowo do śmietnika. - zaśmiał się przyjmujący. Będzie LIS.
- Niech będzie. - westchnął Mieszko.
- ŚPIMY. - zakomunikował Hainek, kiedy zapytano go, jakie słowo układa.
- Pośpicie potem. - zachichotał Siuraczek.
- Ja to nie pamiętam, kiedy ostatnio się porządnie wyspałam. - ziewnęła Kamilcia, przeciągając się przy tym jak kotek.
- Trzeba było spać, a nie kaszanić się z tymi pajacami. - przewrócił oczami Ptok.
- Idź sprawdzić, czy Cię nie ma na zewnątrz. - poprosił go Woicki, a Andrzej... zrobił, co mu nakazano.
- Boli Cię, że nie kaszaniłam się z Tobą? - powiedziała mu na odchodne dziewczyna.
- On ma wieczny ból dupy, o wszystko. Ale to nie jego wina, że go starzy nie dorobili i ma taki kwadratowy ryj. - rzekł Bartman głosem myśliciela.
Rudowłosa tymczasem uśmiechnęła się tryumfalnie i ułożyła... jedną literę.
- Tadam! - wrzasnął Szymon.
- Phi, gramy dalej. - zaśmiał się Bączuś i ułożył słowo ZEW.
- Gramy dalej - potwierdził Łomacz i także dołożył jedną literkę, tak, jak Kamila.
- No. - zaśmiał się Igła, podczas gdy Kosina również dołożył jedną literę.
- WYGRALIŚMY! - ryknął Pit, i w okamgnieniu Kamilka z CHUJ utworzyła CHUJE. - A ja wygrałeeem... Co wygrałem? - zamrugał oczami.
- Kamilka, jeden chuj Ci nie wystarcza? - zarżał Krzyś.
- Otóż, Krzysiu, jeden to dla mnie stanowczo za mało. Lubię czuć w sobie dwa na raz. - palnęła.
- Ja się na trójkącik nie zgadzam. - prychnął Nowakowski.
- A ja chcę swoją nagrodę. - podeszła do Mieszka.
- Proszę bardzo. - uśmiechnął się statystyk, po czym dał jej buziaka w policzek. Kamilcia słodko się uśmiechnęła i odwzajemniła całusa.
- Gra skończona. Można się rozejść. - rzekł Dzik i podrapał się po brodzie. - Wygrały Bicki i Cycki, drugie miejsce Debeściaki, trzecie Krulowie ;D, a czwarte Elokwentni Dżentelmeni.
- Ej, ona w nagrodę dostała buzi. A my co dostaniemy? - spytał Szymon.
- Wielkie nic. - zarechotał Gogol. - Musi wam wystarczyć.
- To ja sam sobie wybiorę nagrodę. - wyszczerzył się Piter.
- Mowy nie ma, nie będę cudzą nagrodą. - fuknęła Kamila. Pit tylko delikatnie ją objął i zaczął jej szeptać prosto do ucha.
- No eej, Kamilcia. Będzie Ci tak dobrze, że już nigdy nie powiesz, że nie chcesz. - cmoknął ją w czółko.
- Bartek na mnie czeka. - zerwała się w stronę drzwi, gdy wtem przez ramię przerzucił ją sobie Szymuś i sprintem wybiegł z nią w kierunku swojego pokoju.
- NO EJ, TY GNOMIE! - ryknął za nim Pit.
- Nie płacz, Pit, jeszcze nie raz Ci da. - przytulił go Kosoczek.
- Pfyf, przy mnie by pięć razy doszła. - fuknął. - Przez te wszystkie podteksty mi się seksu zachciało, idę zaliczyć jakąś hotkę pod ośrodkiem. - westchnął i wyszedł.
A sztab nie wiedział, co powiedzieć...
________________________________________________________
Rozdział pisany wspólnie z Kamilcią. :*
Dziękuję, siostro, kocham Cię. Sama bym chyba nie dała rady.
Polecam wszystkim grę w Scrabble przez Internet.
Piter coraz bardziej napalony. I chyba coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, że ma on niemały problem...
Bartek zmienił pozycję na boisku, w związku z tym do opowiadania wróci jedna mordeczka. Do gnębienia, bo nie należy ona do asów, jeśli chodzi o inteligencję. To raczej poziom Gregora.
Siatkarze nie chcą lecieć do Iranu. Kto tam ostatecznie poleci?
O tym się przekonacie w kolejnym rozdziale, który będzie kontynuacją tego dnia.









Ej no, jesteś odpowiedzialna za moje życie. Czytałam to jedząc pączka i prawie bym się udławiła przez Ciebie. Foch taki duży jak stąd do Chicago kurczę.
OdpowiedzUsuńScrabble! (nie wiem czy to dobrze napisałam) Jak ja kocham tą grę! Ona jest najsowa. W sumie to dawno nie grałam... Hmmmm.... Tylko ciekawe gdzie ja ją mam.
Ale u Ciebie tutaj Krzysiu jest wrednaśny. No kuczę, bo go przestanę u Ciebie lubić.
O, widzę że nie tylko ja nie lubię Wrony. Łączmy się!
Pozdrawiam :)
Zasada nr I: Nie je się, jak się czyta mojego bloga. :D
UsuńJa też uwielbiam Scrabble, i też dawno nie grałam.
No dobra, ostatnio przez neta, ale to nie to samo. :<
Krzysiu wredny? Eeee, nie. :D On jest po prostu wścibski, podejrzliwy, i lubi kręcić bekę z kolegów. :)
Wronę lubią już tylko jego hotki.
A ja nią nigdy nie byłam, i nigdy go nie lubiłam. Hajfajf.
Pozdrawiam. :*
Oj, nieładnie panowie tak migać się od wyjazdu do Teheranu. Wiadomo, że teren trudny, ale to przecież ku chwale Ojczyzny, więc trzeba podjąć walkę,a nie chować głowę w piasek. Ciekawe czy Stefan znajdzie jakiś sposób, by ich przekonać.
OdpowiedzUsuńCo za zbereźniki, wszędzie tylko podteksty znajdują, nawet gra w Scrabble, jak się okazuje, jest ku temu wspaniałą okazją. Właściwie to trudno się dziwić, bo przecież ile słów, tyle różnych skojarzeń. Brawa dla Dzika, który starał się trzymać dyscyplinę, bo bez niego zapanowałby totalny chaos i samowola.
Krzysiu tyle razy zgaszony przez Kamilę... Ech, chyba mu się riposta nieco "stępiła". Albo po prostu trafił na lepszego przeciwnika.
Jak najwięcej dissowania Ptaszyska poproszę. W tym rozdziale było pięknie.
Zaczynam się martwić o Pita. Biedaczek najwyraźniej zupełnie stracił kontrolę nad swoim popędem seksualnym (heh, w związku z tym wyrażeniem przypomina mi się taki facet z tramwaju, mający nierówno pod sufitem, zdaje się, który przez całą drogę o tymże popędzie nawija, a gdy wysiada, mówi "koniec nauczania" i tyle go widzieli :D Serio, nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, ile dziwnych ludzi można spotkać w komunikacji miejskiej). Dopóki ograniczał się wyłącznie do Kamili, można było mieć nadzieję, że to minie, ale skoro teraz ma zamiar przerzucić się na przypadkowe laski, to sprawa jest poważna.
Pozdrawiam :*
No nie wiem, czy Stefan ich przekona. Jak się siatkarz uprze, to trudno sprawić, żeby zmienił zdanie. No i niektórzy mieli inne powody, aniżeli "boję się tam lecieć", tych to chyba w ogóle nie ma szans przekonać do wyjazdu.
UsuńPrzecież przy takich grach zawsze jest tak wesoło. :D A że to zbereźnicy, to się zgodzą, wszyscy myślą tylko o jednym. A że zdarzają się takie asy, że do każdego słowa mają skojarzenia, no cóż... :D
Brawo, Dziku, dobrze sobie poradził.
Kamilka to jest bardzo dobry przeciwnik, więc nic dziwnego, że Krzychu przegrał pojedynek na riposty. Dziewczyna jest bezczelna i nie boi się mówić tego, co jej się do główki nawinie. I często najpierw coś powie, a potem pomyśli, czy rzeczywiście warto było to powiedzieć.
Dissowanie Ptaka? Postaram się. :D
No Pit to teraz stacza się po równi pochyłej. Na samo dno, od którego można się już tylko odbić. On sam musi zdać sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak. I tak, sprawa jest poważna. A co się wcześniej będzie dziać, zanim w końcu dozna olśnienia, że źle robi?... Może być bardzo ciekawie.
A z tym gościem to masakra, serio są tacy ludzie? x.X
Pozdrawiam. :*
Twoje opowiadanie jest porąbanie, ale i tak je uwielbiam. Skutecznie psuje mi psychikę już od jakiegoś czasu, a podczas czytania niektórych rozdziałów wybuchałam tak nieokiełznanym chichotem, że moja rodzina zaczęła się zastanawiać czy nie wysłać mnie do psychiatryka.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału, to mam nadzieję, że Stefan znów wymyśli jak ogarnąć chłopców i przekonać ich do wyjazdu. W końcu trzeba by było coś dla tego kraju zrobić.
Gra w scrabble mnie rozwaliła. Im naprawdę tylko jedno w głowie. Ciekawe co oni oglądali w dzieciństwie, że takie rzeczy potrafią powymyślać. Zresztą inne hasła też zniszczyły mój umysł, chociaż w mniejszym stopniu.
Pit, opanuj się! Proszę!
Tyle mam do powiedzenia w tym temacie. Czekam na nexta i weny życzę.
Witam nową czytelniczkę :) Cieszy mnie, że ktoś jeszcze czyta moje wypociny, to bardzo motywuje do pisania. :)
UsuńMnie rodzice od dawna chcą wysłać do psychiatryka, także wiem, jak to jest. :D A śmiech to zdrowie. :)
Czy Stefan wymyśli, jak ogarnąć chłopaków? No nie wiem, nie wiem. W tej drużynie są bardzo uparte jednostki, które jak sobie coś postanowią, to tak zrobią. Ale może kilku uda mu się przekonać do wyjazdu. :)
Wyniki na razie nie są złe, przecież dwa zwycięstwa na trudnych teraz są. :)
Nie wiem, co oni oglądali w dzieciństwie, może kiedyś się tego dowiemy. :D Ale obawiam się, że to nie mogło być nic normalnego.
Jeszcze trochę czasu minie, nim Pit się ogarnie, ale jak to zrobi, to już raczej na dobre. Pogubił się trochę chłopak, ale nie na długo.
Następny rozdział już wkrótce. :)
Pozdrawiam. :)