Było już po północy, gdy próbował wytrzeźwieć po urodzinowej imprezie Zatora. Wprawdzie ani on, ani nikt z jego kolegów nie wypili aż tyle, ile to wlali w siebie podczas pamiętnej biby z okazji drugiej osiemnastki Krzysia Ignaczaka, jednak paru zawodników, w tym i on, zostało ofiarami wyjątkowo nieudanego żartu Grzesia Łomacza. Otóż, rozgrywający wpadł na "doskonały" pomysł, jakim niewątpliwie było zrobienie paru ziomków w konia. Kiedy okazało się, że to jemu przydzielono dystrybucję alkoholu na imprezie, większość miała co do tego złe przeczucia. I mieli rację. Łomacz nie byłby sobą, gdyby nie odwalił wówczas czegoś głupiego. Wprawdzie obyło się bez jego ulubionego numeru z zozolami, bo nie miał ich akurat pod ręką, ale i bez tego potrafił wywinąć numer tysiąclecia... Gregor miał dolać chłopakom do ich wody parę łyków wódki. Nie na odwrót. Jak zrobił, można było przewidzieć. Oczywiście, dolał wody do wódki. Nie, że mu się pomyliło, chociaż w jego przypadku byłoby to możliwe, bo przecież nie należał do asów chełpiących się wysokim poziomem inteligencji. On to zrobił specjalnie, bo uważał, że tak będzie śmieszniej. Bo przecież Grzesiu zawsze chciał, żeby było śmiesznie. Dla niego, oczywiście. Bo liczyło się tylko to, że to on miał z tego zajebistą zabawę, że tylko jego cieszyły jego własne żarty. Nikomu innemu do śmiechu nie było. Ale kogo to obchodziło? Na pewno nie jego. On się cieszył, że udał mu się kolejny super numer, jaki mógł wykręcić swoim kolegom. I zapewne już obmyślał, co by tu odwalić za kolejną akcję... Dobrze, że chociaż on miał takie świetne samopoczucie, bo w przypadku pozostałych siatkarzy, wcale nie było to takie oczywiste. Osiem ofiar, wybranych starannie przez pociesznego sypacza, chciało jak najszybciej uporać się z dręczącym ich teraz stanem upojenia alkoholowego, który to objawiał się u nich na różne sposoby. U niektórych z nich nie można było poznać, że coś było na rzeczy z piciem, dopóki nie poleciał do kibla z prędkością światła. Oni mieli szczęście, bo na innych Łomaczowa mieszanka wybuchowa podziałała znacznie gorzej... I jeśli tylko Stefan, albo ktoś ze sztabu dowie się, że przyczyną takich problemów było to, że Łomacz upił kolegów, to mogłoby stać się naprawdę niewesoło... Wprawdzie zapewne nikt by go z kadry nie wywalił, ale odsunięcie od składu na tydzień, lub jakiś mecz? To już wchodziło w grę. I jeśli rano któryś z zawodników nie będzie "do użycia", to mroczna tajemnica o napojach wyda się szybciej, aniżeli Gregor by przypuszczał. No, chyba że jego koledzy nie zorientowali się, co tak naprawdę się z nimi stało. A to było przecież możliwe... Michał Żurek uparcie twierdził, że zatruł się czymś na tej imprezie, nawet nie dopuszczając do siebie myśli, że mógł się po prostu upić jak świnia. Innego zdania był Łukasz Wiśniewski. On był niemal przekonany, że ktoś mu czegoś dolał. Z jakiego innego powodu spędziłby pół nocy w kiblu, próbując opanować swój szalejący pęcherz? Tak, upicie się u Wiśni nie poskutkowało rzyganiem, jak u większości pozostałych poszkodowanych. Podziałało na niego moczopędnie. Możliwe, że Gregor też któremuś z chłopaków dorzucił do picia jakiś środek, który miał właśnie takie działanie... Przecież on był zdolny do wszystkiego...
- Zatorski, ubierz się, natychmiast! - usłyszał przeraźliwy wrzask na korytarzu. Po głosie rozpoznał, że krzyczała Kamila.
Zaraz, jak to? Zatorski latał nago po korytarzu?... Ach, czyli jednak Gregor zrobił i swój popisowy numer... Czyli dorzucił mu do coli sproszkowanych zozoli. Taka mieszanina działała na siatkarzy niemalże jak bomba atomowa i wywoływała u nich możliwie najdziwniejsze, najdurniejsze zachowania... Najczęściej kończyło się to tym, że któryś z nich latał po spalskich korytarzach z gołym pindolem, wrzeszcząc przy tym jakieś głupoty, ale... nie były to jedyne akcje, jakie się zdarzały. Tańce na stole w samych gaciach? Zdarzały się. Bez nich? Też się zdarzały... Wiele innych rzeczy także się zdarzało, ale nie demoralizujmy już tak bardzo naszych kochanych siatkarzy. To nie ich wina, że mają tak głupiego kolegę, który największą radość z życia czerpie z odwalania innym takich świńskich numerów...
- Ale ja jestem ubrany! - odpowiedział libero i dalej zasuwał po korytarzu.
- Nie, nie jesteś. - warknęła. - Ubierz się, bo nie mam zamiaru oglądać Cię w takim stanie.
- Ale ja jestem ub... aha, faktycznie nie jestem. - rzekł i zwiesił głowę, gdy zorientował się, że jednak nie ma na sobie gaci.
- Pawełku, co się dzieje?! - wrzasnęła Dagmara, wyglądając zza drzwi? - Wracaj no tu do mnie! - tupnęła nogą i zaciągnęła nieznośnego siatkarza do pokoju.
Nietrudno było zgadnąć, co potem tam robili... Wrzaski nie ustawały, ale już z innego powodu.
Podrapał się po brodzie i pokręcił głową. On także myślał, że się jedynie otruł na imprezie Zatiego, jednakże to, co przed chwilą usłyszał, zweryfikowało jego myśli. Od zatrucia nikomu by tak na mózg nie padło. Zator musiał się upić. A może raczej ktoś musiał go upić, bo Pawełek sam by przecież tego zrobić nie umiał. A skoro ktoś upił Zatora, to jego też musiał. To dlatego tak fatalnie się czuł... Przecież dopiero co opuścił łazienkę, w której spędził prawie godzinę. I to nie dlatego, że mu się siku chciało...
Usłyszał pukanie do drzwi. Westchnął tylko. Kogo o tej godzinie przywiało do jego pokoju? Drzwi się uchyliły. Kamila. A ta czego chciała?...
- Cześć, Piotruś. - uśmiechnęła się i podeszła do niego. Dała mu buziaka w policzek.
- Cześć. - mruknął. Niechętnie odwzajemnił całusa. Naprawdę nie miał ochoty, żeby ktoś mu teraz przeszkadzał w spaniu. Naprawdę nie miał ochoty teraz nikogo widzieć. A już zwłaszcza żadnej kobiety... Ile on się przez nie nacierpiał, to jego. A ta mu się sama pcha do pokoju...
- Co jest? - zapytała, widząc, że środkowy nie jest w najlepszym humorze. A w jakim humorze on miał być, jak miał kaca i wielki mętlik w głowie?
- Nic. - burknął. - Spać mi się chce. - odpowiedział. Zgodnie z prawdą, zresztą. Chociaż nie był to przecież jedyny powód, dlaczego był taki markotny.
- Och. A ja właśnie w tej sprawie... - szepnęła cicho.
- Nie, nie przelecę Cię. - wypalił i pokręcił głową. Obrócił się do niej plecami, dając jej wyraźnie do zrozumienia, że jej obecność nie jest tu zbyt mile widziana.
- Nawet o tym nie pomyślałam... - westchnęła. - Chodziło mi to, że chciałam się dowiedzieć, czy mogłabym się wyspać u Ciebie... - powiedziała.
- Ale u mnie śpię ja. - zauważył niezwykle odkrywczo.
- Ale przecież zmieścimy się razem. - zmartwiło ją bardzo to, że blondyn był w tak fatalnym humorze. Niestety, na jego nieszczęście, psycholog wyjechał. Przecież sam się do tego przyczynił. A mentalista raczej takimi sprawami, jak dół, nie miał w zwyczaju się zajmować...
- No zmieścimy. I co z tego? Przecież masz swoje łóżko. - trwał przy swoim.
- Tak, mam. Tylko, że rozwalił się na nim spity w trzy dupy Romać. W poprzek, tak, że nie mam gdzie się położyć. A z najebanym Szymonem spać nie będę. - fuknęła.
- Wolisz z najebanym mną, tak? - przewrócił oczami.
- Nie posądzam Cię o to, byś miał w tym stanie posuwać wszystko, co się rusza. Albo i nawet się nie rusza. Z Twojej strony raczej mi to nie grozi... A z jego... - wzdrygnęła się na myśl tego, co widziała przed chwilą.
Otóż Szymuś z radością posuwał łóżko Kamilki. To nic, że jej w nim nie było... On zdawał się tego nie zauważać. Tylko, że mruczał przy tym jakieś inne imię. Chyba na A. A Falęcka imienia na A nie miała. Drugiego zresztą też.
- Aż tak źle? - zaśmiał się cicho.
- Gorzej. Rano będę musiała wyczyścić całe łóżko, wszystko wyprać. Fuj. - jęknęła z obrzydzeniem.
- No okeej... - zamilknął na chwilę. - Ale dlaczego akurat chcesz spać u mnie? - spytał.
- Bałabym się komuś innemu złożyć taką propozycję, bo nie wiem, co by sobie o mnie pomyślał... Że ja jakaś ladacznica jestem, co następnemu chce wskoczyć do łóżka?... - pokręciła głową.
- To mają myśleć, że znowu mi wskoczyłaś, tak? - warknął.
- Jak to znowu?... - zdziwiła się, lecz po chwili w jej oczach można było dostrzec narastający strach.
- Oni już wiedzą. Wszyscy już wiedzą. Może tylko sztab nie wie... - jęknął.
- No to pięknie... - złapała się za twarz i energicznie pokręciła głową. - Ech... Pit, nie, nie mają tak myśleć. Przyszłam do Ciebie, bo wiedziałam, że Ty mnie zrozumiesz. Jako jeden z niewielu tutaj. Oni pewnie od razu by stwierdzili, że chciałam im się wepchać do łóżka. I nie pozwoliliby mi wytłumaczyć, że to nie o to mi chodziło... Wyrzuciliby mnie z wrzaskiem, i byłaby afera. Albo dla odmiany właśnie stwierdzili, że zrobią mi coś niefajnego... - szepnęła. Bała się, jak dowolny inny siatkarz zareagowałby na jej widok w nocy w swoim pokoju.
- No ale przecież ja też tak pomyślałem... Też pomyślałem, że chcesz się ze mną znowu przespać. - zauważył.
- No ale właśnie dlatego, że z Tobą już spałam, to dla Ciebie to, że przyszłam do Ciebie, nie jest niczym nowym. Już się przyzwyczaiłeś do mojego widoku tutaj, i nie zareagowałeś nerwowo. A oni by mogli. - bąknęła i zwiesiła głowę.
- Dobra, właź. - westchnął, widząc, że nic nie osiągnie. Nie było szans, żeby wyekspediować ją do innego pokoju. Niestety. Znowu będzie musiał spać z kobietą u boku, chociaż tego wyjątkowo nie chciał...
- Dziękuję, kochany jesteś. - uśmiechnęła się i po raz kolejny cmoknęła go w policzek. On nawet tego nie odwzajemnił, tylko odkrył lekko kołdrę i wskazał na miejsce obok siebie. Cicho westchnął i wtulił się mocniej w swoją poduszkę.
- Dobranoc. - mruknął. Nie był zbyt rozmowny. Nie miał powodów, by z nią rozmawiać.
- Piotruuś... - szepnęła jeszcze, co wyraźnie nie ucieszyło zawodnika.
- No? - prychnął cicho.
- Masz coś do picia? Pić mi się chce. Zapomniałam wziąć ze swojego pokoju. A teraz nie będę się tam wracać, bo nie mam zamiaru spotykać się ze spitym Romanem. - przewróciła oczami.
- Woda mi się skończyła, będę musiał iść rano po nową. Mam tylko sok. Z czarnej porzeczki. - odpowiedział. - Stoi przy szafce, widzisz?
- Tak, dziękuję. - uśmiechnęła się i szybko sobie wlała trochę napoju do stojącej na stoliku nocnym szklanki.
Niestety, złośliwość rzeczy martwych lubiła objawiać się wtedy, kiedy zdecydowanie nie powinna tego robić. Toteż objawiła się i teraz, a Kamila cicho warknęła, gdy zauważyła dość sporych rozmiarów plamę na swojej ulubionej piżamce.
No nie, w poplamionej spać nie będzie...
- Piotruuuś... - westchnęła.
- Co znowu? - jęknął, wyraźnie już zmęczony tym, że pani fotograf ciągle coś od niego chciała.
- Oblałam się... - bąknęła cichutko.
- No i? - parsknął. - I co ja mam z tym wspólnego? Twoją mamą nie jestem, nie wypiorę Ci stroju. A już na pewno nie o tej godzinie... Zamilcz już i idź spać. - warknął.
- Nie mam w czym. - zwiesiła głowę.
- To śpij nago. - odburknął.
- No chyba Cię posrało! - krzyknęła. - Żebyś mnie zmacał? Nie, dziękuję.
- Ciiszej, bo mi łeb pęka. - westchnął. - Nie jestem w nastroju na macanie, przykro mi.
- Masz pożyczyć jakieś ciuchy do spania?... - jęknęła.
- No właśnie nie mam. - odrzekł. - Wczoraj wieczorem zaniosłem wszystko do prania.
- Czyli mi nie pożyczysz żadnej koszuli, ani nic? - wolała się upewnić.
- No nie mogę, bo mam pranie... - pokręcił głową. Chyba wyraził się jasno, a do niej jednak to nie dotarło. - Dopiero rano da radę.
- Rano to ja pójdę po swoje ciuchy. - zauważyła.
- Nago? Dobry wybór. Cała kadra Cię zeźre wzrokiem. - zaśmiał się.
- Nie, nie nago. - fuknęła.
- W tym poplamionym czymś? Jeszcze lepszy wybór. - chichotał.
- Żeby mieli mnie za flejtucha? - przewróciła oczami.
- I tak już Cię mają za dziwkę, więc co to za różnica, że jeszcze jedno określenie Ci się dostanie? - był niesamowicie szczery po alkoholu. Kamila spojrzała na niego z niedowierzaniem. - No nie patrz się tak. Oni tylko udają takich miłych, a tak naprawdę mają Cię dosyć i chcą, żebyś się stąd wyniosła. Boją się, że ich też zaliczysz. - dodał.
- Pit... poszedłbyś rano tam do pokoju po jakiegoś mojego ciucha? No bo jak widzisz, ja za bardzo nie mogę... - westchnęła.
- Żeby mnie Romać przeleciał? - jęknął. - Już raz doświadczyłem tego uczucia, nie mam zamiaru tego powtarzać. Nic przyjemnego. To boli. - wypalił, wprawiając fotografkę w zdumienie.
- Ktoś Cię kiedyś zgwałcił?! - ryknęła z ustami rozdziawionymi tak, że z pewnością zmieściłaby jej się tam taczka. Wyładowana cegłami.
- Nie, to nie do końca było tak... - machnął ręką. - Stara historia, szkoda gadać. - próbował zmienić temat, ale na próżno.
Kamila nie odpuści, dopóki nie dowie się tej prawdy.
- Mów. Jak już zacząłeś, to dokończ to, co miałeś do powiedzenia. - nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- To było po jednej z naszych popijaw parę lat temu. Na zgrupowaniu. - zaczął. - No spiłem się jak szmata. I Grzesiu też. Kosoczek, znaczy się. Nie wiem, jakim cudem to się stało, ale... - aż go obrzydziło na samą myśl o tym.
- ... wylądowałeś z nim w łóżku? - dokończyła za niego.
- Nnoo... - jęknął niemal niedosłyszalnie.
- I to on Cię przeleciał, tak? - wyciągała z niego kolejne informacje.
- No tak. - szepnął. - Ale ja jego też, więc jesteśmy kwita. - dodał.
- Okej, nie mam więcej pytań... Ale jak tam pójdziesz ubrany, no to chyba Cię Szymon nie przeleci, nie? - zauważyła.
- No chyba nie... - odpowiedział.
- To pójdziesz tam rano po tego ciucha dla mnie? - poprosiła tak ślicznie, że nie dało jej się odmówić.
- No pójdę, pójdę... Mam inne wyjście? - westchnął.
- Nie. - uśmiechnęła się słodko.
- A teraz no to chyba będziesz jednak musiała spać bez ciuszków. - zachichotał.
- Niestety. - jęknęła i zdjęła poplamioną część od piżamy. Wśliznęła się delikatnie do łóżka środkowego. Ten niemal natychmiast odwrócił się w jej stronę i szeroko wyszczerzył. Po chwili jego uśmiech przybrał bardziej cwaniacki wyraz. - Mówiłeś, że nie masz ochoty na macanki? - przypomniała mu.
- Kłamałem. - zaśmiał się. - Ja zawsze mam ochotę. - dodał i przyciągnął ją w swoją stronę.
- Ale ja nie zawsze mam. - westchnęła. - Piotrek! - strzeliła go po ręce, gdy jednym ruchem zsunął z niej spodnie.
- No co? - szczerzył się jak głupi do sera, rzucając owy element jej stroju gdzieś na drugi koniec swojego pokoju. Swoje też tam wyrzucił. - Nie ulegniesz mi, maleńka? - wymruczał i zaczął całować jej szyję.
- Spity nie jesteś sobą. - szepnęła.
- Oj, Kamilcia. Kiedy ja właśnie teraz jestem sobą. - dalej się śmiał. Wyjątkowo szybko mu się poprawił humor.
- Zawsze jesteś taki napalony? - palnęła.
- No tak. Ale tylko jak leżą obok mnie ładne dziewczyny. - uśmiechnął się i zaczął delikatnie podmacywać panią fotograf.
- Piotruś, idź spać. - poprosiła go, ale on ani śnił jej słuchać.
- Nie chcę. - cmoknął ją w policzek.
- Dopiero co bardzo Ci się chciało. - zauważyła.
- Ale już mi się odechciało. Idiotą byłby ten, kto chciałby spać, kiedy leży obok niego taka dupeczka. - objął ją jeszcze mocniej i dalej się do niej przymilał. - Trzeba korzystać z okazji, kiedy taka się nadarzy. - zacierał ręce, a w jego oczach tańczyły nieznośne kurwiki.
- Echhh... - westchnęła.
- No co jest, mała? - pocałował ją w czółko. - A mnie nie przytulisz? Lubię, jak gołe laseczki się do mnie tulą w łóżku. Jak się ocierają o moje ciało... - rozmarzył się i znowu zaczął ją cmokać po szyi.
Objęła go, a on natychmiast poszedł o krok dalej i z radością wgramolił się na dziewczynę.
- Od razu lepiej. A jakbyś jeszcze mnie zaczęła całować i pieścić, to już w ogóle by było zajebiście. - rzekł. Oj, gdyby się tak nie spił, to z pewnością by tak nie mówił. Pewnie też próbowałby ją namówić na upojną noc, ale raczej innymi metodami. - No nie mów, że nie chciałabyś mnie wymacać. - zaśmiał się.
No nie powie, bo chciałaby. Toteż po chwili chrzaniła już wszystko i przyssała się do jego torsu, zostawiając na nim kolejne pocałunki. Dłońmi masowała jego plecy. Zadowolony z takiego obrotu rzeczy Nowakowski poczynał sobie coraz śmielej, i po chwili pieścili się już oboje. Po raz kolejny wymacywali swoje ciałka, chociaż znali je już całkiem nieźle... Nie widzieli ich przecież po raz pierwszy.
- A jednak tego chciałaś. - wyszczerzył się i wpił w jej usta.
- A która by nie chciała? - odpowiedziała i zaczęła odwzajemniać jego pocałunek. - Może nie miałam takich planów, ale masz rację... Z okazji trzeba korzystać. - uśmiechnęła się i powróciła do obcałowywania całego jego ciała, podczas gdy on czynił to samo... Sama nie była pewna, czy na pewno tego chce. Nie potrafiła jednak mu odmówić, bo to było tak cholernie przyjemne...
Po krótkiej chwili zdecydował za nią, łącząc ich ciała w jedność...
"There's only one way to soothe my soul
There's only one way to soothe my soul
There's only one way to soothe my soul
There's only one way to soothe my soul
There's only one way (only one way)
Only one way (only one way)
Only one way (only one way)
Only one way (only one way)
I'm coming for you
My body's hungry
I'm coming for you
Like a junkie
I can't stop
Desire in me
I'm not waiting
Patiently
There's only one way to soothe my soul
There's only one way to soothe my soul
Only one way to soothe my soul
Only one way to soothe my soul
There's only one way to soothe my soul
Only one way to soothe my soul
Only one way (only one way)
Only one way"
- A jednak wylądowałaś tej nocy w łóżku z facetem. - zaśmiał się, przytulając ją mocniej do siebie. Dał jej buziaka w czółko.
- No, jednak tak. - odpowiedziała.
- Więc równie dobrze mogłaś iść do Szymona. Skończyłoby się tak samo. - przekomarzał się z nią.
- Mimo wszystko wolę już napalonego Ciebie od spitego Szymona. - westchnęła, na co on głośno się zaśmiał.
- Dziękuję, bardzo mi to schlebia. - cmoknął ją w policzek.
- Piotruś, idź już spać. - jęknęła.
- Teraz już mogę. - chichotał. - Ale powiedz mi jedno... - znacząco poruszył brwią.
- No? - szepnęła.
- Jestem od niego lepszy? - jego twarz przyozdobił wielgachny banan. Tak bardzo chciał usłyszeć twierdzącą odpowiedź. To by dopiero był komplement.
- Piotrek, idź spać! - podniosła nieco głos.
- Foch. - fuknął i odwrócił się do niej plecami. - Wąchaj dupkę. - zaśmiał się.
- Matko z ojcem... - pokręciła głową. Miała do czynienia z przerośniętym, rozwydrzonym dzieckiem, które chciałoby ciągle dostawać swoją ulubioną zabawkę. Wiedziała, że żeby przestał się mazać jak bachor, musiała zastosować inną taktykę. - No eej, no, chciałeś się tulić. I ja też chcę, bo mi zimno będzie.
- Nie no, nie mogę doprowadzić do tego, żebyś zamarzła. - odpowiedział i ponownie ją przytulił. Czy wyczuła tę drobną ironię? Nie wiadomo. Popsuła mu nieco humor, nie chcąc mu powiedzieć tego, co chciał usłyszeć.
- No jesteś, jesteś... - szepnęła niemal niedosłyszalnie i wtuliła swoją głowę w jego tors, odpływając po chwili do Krainy Morfeusza.
A jemu natychmiast poprawił się humor. I też mógł już iść spać...
Mógł, ale tego nie zrobił, bo nagle zaczęły go dręczyć wyrzuty sumienia. Przecież tak naprawdę nie chciał znowu z nią iść do łóżka... Przecież próbował zrobić co tylko mógł, żeby ją wyrzucić z pokoju... Dlaczego on znowu nie potrafił pomyśleć głową, tylko myślał inną częścią ciała?... Z przerażeniem odkrył, że zaczął uzależniać się od kolejnej dziewczyny. A może raczej od jej ciała, bo o żadnym związku nie było mowy. Nie mógł dopuścić do tego, żeby poczuł do niej coś więcej. Albo żeby mu się wydawało, że coś do niej czuje. Przecież on tylko pragnął jej ciała, nic więcej. Czy podobnie było z Anką? Zaczął się nad tym zastanawiać, i nie potrafił udzielić odpowiedzi na to pytanie. Wydawało mu się, że to była prawdziwa miłość. Ale teraz nie był już tego taki pewny. Nie był już pewny niczego... Miał totalny mętlik w głowie. Jeden natłok myśli kazał mu się ogarnąć, co z pewnością byłoby najlepszym rozwiązaniem. Ale był on przygnieciony przez dwa kolejne zbiorowiska myśli. Jedno kazało mu brnąć w znajomość z Kamilą, skoro tak dobrze mu się z nią spędzało noce... Drugie natychmiast to przerwać i szukać innych kobiet, co by nie uzależnić się od jednej. Był bliższy wybrania tej drugiej opcji. Tylko skąd on weźmie inne laski? Wyrwie jakąś hotkę po treningu?... Nie, to do niego niepodobne. Ale przecież nie pójdzie do burdelu... A dlaczego po prostu nie mógł się ogarnąć i przestać ciągle się z kimś pieprzyć? Chciał tego. Bardzo chciał. Ale nie mógł przestać, bo z przerażeniem odkrył, że się od tego uzależnił. Nie od kobiet. Od seksu. Nie potrafił sobie wyobrazić, że mógłby z tym skończyć. Wydawało mu się, że to wpłynie na jego formę boiskową. A przede wszystkim na samopoczucie, bo zauważył, że stawał się nie do życia, gdy przez parę dni pościł... Po prostu, stał się seksoholikiem. Tak, on. Piotr Nowakowski, najspokojniejszy siatkarz reprezentacji Polski, który nigdy nie wzbudzał do tej pory żadnych kontrowersji. Czyżby jednak w szpitalu psychiatrycznym zostało mu to wpojone do głowy na stałe?... Może pani psycholog nie do końca wykurzyła to z jego łepetyny?...Tego nie wiedział. Ale był przerażony tym, co się z nim stało. Stał się potworem. Przecież ona tego nie chciała. A on ją zmusił... I Ankę przecież też zmuszał... Tak chyba nie powinno być... Będzie musiał coś z tym zrobić, i to szybko. Naiwnie wierzył, że wyrywanie coraz to nowych lasek załatwi problem. Nie, nie załatwi. Nie mógł wyleczyć uzależnienia brnięciem w nie coraz dalej i dalej... A że staczał się przy tym na samo dno? Że zachowywał się niezwykle niemoralnie? Tego nie zauważał. Myślał, że to minie, po tym, jak się znudzi kolejnymi pannami. Że w końcu przestanie mu się chcieć. Że sobie pozalicza, pozalicza, i koniec, że poczuje się wreszcie wolny od problemu, w pełni zaspokojony. A że zrani przy tym co najmniej kilka dziewczyn, które to pewnie nie chciałyby być jedynie panienkami na jedną noc?... Że poczują się jak dziwki? Wykorzystane, zeszmacone, odarte z godności? O tym nie pomyślał. O tym, że to trzeba w jakiś sposób leczyć - też nie... Myślał tylko o sobie. Nie dość, że stał się potworem, to jeszcze pieprzonym egoistą...
Zasnął dopiero po jakiejś godzinie, dręczony swoimi myślami... Co on miał zrobić, żeby wyplątać się z tych problemów?...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Dzieeń doobry, Kamilka. Mam no ja do Ciebie taką sprawę. - zaczął Gregor, wchodząc do jej pokoju. Zdziwił się jednak, bo nie zastał tam Kamili, a leżącego na jej łóżku Szymona, niedbale przykrytego kołdrą. Poduszki walały się po ziemi, ciuchy atakującego po całym pomieszczeniu. On sam zresztą leżał tak, że połowa jego ciała zwisała bezwładnie z materaca. Zaraz mógł zlecieć i zrobić sobie krzywdę. Dlaczego on tam leżał? Co mu się stało? I gdzie jest Falęcka?... Tego Grzesiu nie wiedział. - Eeee... - jęknął i podszedł do tych zwłok. Delikatnie trącił ramieniem siatkarza, chcąc go obudzić.
Usłyszał tylko mroczne ziewnięcie, po czym zobaczył, jak Romać przeciera oczy swoją dłonią.
- Cco siee stałoo? - wybełkotał, bo kac jeszcze go męczył.
- Przyszedłem do Kamili, bo miałem sprawę, ale widzę, że jej tu nie ma. - zaczął. - Gdzie ona jest? - spytał.
- A nie wiem. Nie było jej tu w nocy. Może znowu poszła się gnieść z Nowakowskim w tym jego burdelu. - warknął. Nie dlatego, że był wściekły na Kamilę, bo ona przecież już nic dla niego nie znaczyła. Po prostu łeb go bolał niemiłosiernie.
- Burdel to raczej Ty tu masz. - stwierdził, patrząc na porozrzucane wszędzie ubrania i jakąś leżącą pod stołem butelkę po alkoholu.
- No shit, Sherlock. A wiesz, dlaczego? - prychnął.
- Niee? - przeciągnął. Oczywiście, że doskonale wiedział. Przecież to on był sprawcą Szymonowego kaca.
- Bo mnie upiłeś, debilu. I chyba nie tylko mnie. Mijałem się dzisiaj parę razy w nocy z innymi w drodze do kibla i z powrotem. - przewrócił oczami. - Między innymi z tym palantem.
- Chodzi Ci o Pita, tak? - wolał się upewnić.
- Nie, o Bartmana. - westchnął. - Do Cichego nic nie mam. To nie jego wina, że mu się baba sama pcha do łóżka i go w nim molestuje.
- Ale że ona z nim?... - jęknął. - W życiu bym nie pomyślał.
- Chyba nikt by nie pomyślał. On sam też nie. - podrapał się po brodzie.
- Co masz na myśli?... - szepnął.
- Echhh... No powiedział mi wczoraj, że sobie po prostu grzecznie leżał na łóżku i czekał na Ankę. Która nie przyszła. Słyszałem od Kosoka, że przyjść nie mogła, bo go robiła w chuja z innym w tamtej chwili. No ale nieważne. Ona nie przyszła. I wtedy właśnie do pokoju wpakowała mu się Kamila. I natychmiast rzuciła się na niego jak jakiś nieokrzesany dzikus. On tego nie chciał, próbował ją grzecznie wyprosić za drzwi, ale ona go nie słuchała. Zaczęła się do niego przymilać, cmokać go, tulić i w ogóle. I się przy nim rozebrała do naga. I jego też. No i co on miał zrobić?... - zaczął opowiadać mu to, co usłyszał wczoraj rano od środkowego, gdy uczynił mu wjazd do jego pokoju. I to, co wiedział od innych. Łomacz był zdumiony. Co ta Kamila odwalała za cyrki?... Sam zaczął się obawiać o swoje bezpieczeństwo. A co, jeśli pewnego dnia, to on wyląduje na jej celowniku? Jeśli i jego zechce zaliczyć?...
- Chyba zaczynam się jej bać... - bąknął nieśmiało.
- Nie no, luz. Z tym ryjem nie masz szans na to, żeby Cię wyrwała. - zaśmiał się Romać. - Możesz czuć się bezpieczny.
- Ale on wie, o co jej chodzi? Nie będzie znowu biadolić, że go laska zrobiła w chuja i zostawiła? - wypalił nagle.
- Jak to znowu? Przecież po Ance nie biadolił aż tak bardzo, bo sam ją zdradził. On sam chciał z nią zerwać. Tak mi mówiono - odpowiedział.
- Dobra, nieważne. - mruknął. - Opowiadaj dalej.
- No... Jego opór był niesamowity, bo cały czas jej grzecznie sugerował, że powinna wyjść, bo zaraz może Anka wrócić, i byłaby kaszana wtedy. Na co ona mu powiedziała, że ona nie wróci, bo się właśnie dobrze zabawia z jego kolegą. Był wściekły. Ale mimo to, nadal kazał jej wyjść z pokoju. A ona go nie słuchała... - opowiadał mu wszystko, co wiedział od Zupy, Kosoka i samego Pita.
- I co ona wtedy zrobiła? - spytał, chociaż przeczuwał, co może usłyszeć.
- Przywiązała mu ręce do łóżka i rozsiadła się na nim jak królowa. No i zrobiła mu loda, bo taką miała chcicę, a on nie chciał. No to sama sobie wzięła to, na co miała ochotę... Potem, żeby mieć święty spokój, to już jej uległ... - westchnął.
- Podziwiam go za to, że wytrzymał tak długo... - jęknął. - To nie wiesz, gdzie ona jest? - wrócił do swojego pytania.
- No mówię, że nie wiem. No może jest u niego, ale nie wiem, no. - westchnął i wzruszył ramionami. Tak naprawdę nie wiedział, gdzie mogła się podziać pani fotograf. - A mówiłeś, że go laska zrobiła w chuja i zostawiła? O co chodzi? Przecież z Anką tak nie było... - wrócił do tego, co usłyszał od Łomacza.
- Stara historia. Chyba nie znasz jego przeszłości. Może wtedy byś zrozumiał, dlaczego to, że Kamila go uwiodła, uważam za takie niebezpieczne dla niego - przewrócił oczami.
- Opowiadaj. Widocznie nie znam całej historii... I wątpię, żeby Kamila ją znała... - szepnął. - Ona może go skrzywdzić tym, co robi, tak? - zapytał.
- I to bardzo. - odpowiedział. Pytający wzrok Szymona nakazał mu rozpocząć historię. - W skrócie rzecz ujmując: przed Anką miał 10 kobiet. Każda z nich go zdradzała, aż w końcu odchodziła mówiąc, że jest frajerem i była z nim tylko dla kasy. Bardzo cierpiał po każdym z tych rozstań. A potem jeszcze ten wybuch w Spodku, ta sytuacja w psychiatryku... - zamilknął.
- Byliście w psychiatryku?! - ryknął zdumiony.
- Byliśmy. Jakiś idiota nam próbował wmówić stek bzdur. I coś tak mi się wydaje, że on dalej odczuwa skutki tej wizyty... - jęknął.
- Co masz na myśli? - zapytał, zupełnie tak, jak Gregor jego przed paroma minutami.
- Wmówił mu, że jest bożyszczem kobiet, że każda na niego leci, że on jest demonem seksu i w ogóle... No i na skutki nie trzeba było długo czekać. Już pierwszej nocy po przyjeździe tutaj, do Spały, zabawił się z sześcioma tępymi dzidami. Że niby jedna to była jego znajoma, a reszta to jej koleżanki, czy coś. Jedna z nich potem spiskowała z Bartmanem, przez co Zbycha pobito, i w ogóle, no szkoda gadać. Dużo się wydarzyło, a Ty nie byłeś tego świadkiem. - przerwał. Romać podniósł się do pozycji siedzącej i trwał w niej w bezruchu, z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami. Był zdumiony tym, co usłyszał.
- Czyli... ma za sobą jedenaście nieudanych związków. I boisz się, że za bardzo się przywiąże do Kamili, tak? - jęknął.
- Tak. - kiwnął głową. - I trochę się boję, że on nie przywiązuje się do lasek, tylko do ich pukania. - palnął.
- Cholera, będę musiał jej to jakoś przekazać... - westchnął. Nie był w stanie powiedzieć nic więcej, bo wtedy zadzwoniła jego komórka. - Sorry na chwilę. - uśmiechnął się i spojrzał na ekran swojego telefonu. Na jego twarz wpełznął jeszcze wyraźniejszy uśmiech. Dzwoniła Anka... - Tak, maleńka, co jest? - zaczął. - U mnie wszystko w porządku. ... Nie, na kadrze nie jest wszystko w porządku, ale to nie jest rozmowa na telefon. ... No mamy parę problemów, ale jakoś sobie radzimy. ... Co? Wracasz? To super. - uśmiechnął się po raz kolejny. - No, niby odpoczęłaś, ale na pewno jesteś już gotowa, żeby wznowić pracę?... No tak, nie zrezygnowałaś z posady, wiem, mówiłaś mi przecież. ... Nie wiem, jak on na to zareaguje, ale zbytnio bym się nim nie przejmował. Ma poważniejszy problem, aniżeli to, że z nim zerwałaś. ... Mówiłem Ci już, że to nie jest rozmowa na telefon. Jak przyjedziesz, to Ci wszystko wyjaśnię. I on też powinien Ci wszystko powiedzieć... No tak, wygląda na to, że niestety będziesz sama też musiała z nim pogadać. Wiem, że tego nie chcesz. Ale martwię się jednak o niego. I nie tylko ja. ... Nie wiem, co w tej chwili robi Kamila, dlaczego wy mnie wszyscy do cholery o nią pytacie?! ... Przepraszam, uniosłem się. Po prostu Gregor mnie przed chwilą o nią pytał... ... Nie wiem, jak on zareaguje, jak się dowie, że ze mną kręcisz. Powie mu się prawdę, no bo co innego możemy zrobić?... Nie mówiłaś mu nigdy, że mnie znasz?... Aha, mówiłaś, tylko nie powiedziałaś, że to chodzi o mnie... Dobra, jakoś się to załatwi. Przemyślę jeszcze całą sprawę, a jak przyjedziesz, to coś się ustali. - westchnął. - Nooo, pa, mała. - cmoknął do telefonu i się rozłączył, napotykając na pytający wzrok Gregora.
- Kto dzwonił? - zapytał.
- Anka. - palnął. Grześ mógł się tego przecież domyślić...
- Ty z nią kręcisz?! - ryknął. - On o tym wiedział?! - dodał.
- Nie wiedział... - bąknął. - Znamy się od dawna. - zaczął. - Ona się we mnie bujała, ale ja miałem wtedy inną, więc zbytnio nie zwracałem na nią uwagi. No ale nigdy nie była mi do końca obojętna. Podobała mi się, ale miałem inną. Jednak mój związek się zakończył. Napotkałem ją tutaj, na kadrze... Pamiętałem ją. Ona mnie też. Szybko między nami zaiskrzyło. Anka zdała sobie wtedy sprawę, że nadal mnie kocha, że nie przestała, pomimo tylu lat, które minęły. Że z Pitem próbowała stworzyć związek, żeby zapomnieć o mnie. Myślała, że tak się da. Nie dało się... Szkoda mi go, że się będzie musiał o tym dowiedzieć... Kiedy dowie się, że nie ma szans na to, żeby Anka do niego wróciła... Bo ona znalazła już swoją miłość, i nie jest nią on. - zakończył, a Łomacza z wrażenia aż usadziło na łóżku.
Dlaczego te ludzkie znajomości muszą być takie popieprzone? Trudno było już mu się połapać w uczuciach całej trójki... Czy Pit czuł coś jeszcze do Anki, czy już nie? Czy on w ogóle coś do niej czuł, czy też chciał tylko się z nią kochać? Czy ona czuła coś jeszcze do niego? Czy w ogóle czuła, skoro cały czas próbowała tylko zapomnieć o Szymonie? Czy ona na pewno kocha Szymona, czy znowu jej się tylko to wydaje? Czy w końcu Szymon coś jeszcze czuje do Kamili, czy już zupełnie wyleczył się z tego uczucia, na rzecz tego, co miał czuć do pani psycholog?... No i jeszcze ta Kamila, numer cztery w tym porypanym kwadracie. Jej uczucia były już w ogóle nieodgadnione. Czy ona czuła coś do Szymona, skoro tak usilnie starała się go unikać po wspólnej nocy? Czy mogła zacząć czuć coś do Nowakowskiego, skoro to jemu ostatnio pakowała się do łóżka?... Jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem, które trzeba będzie wyjaśnić. Tylko jak?... Tyle problemów się namnożyło, że chyba nawet mędrzec Zagumny by tego nie ogarnął. A co dopiero biedny, głupiutki Grzesiek...
Usłyszeli ciche pukanie do drzwi, a po chwili zobaczyli wynurzającą się zza nich blond czuprynę środkowego.
- Cześć, przyszedłem po jakiegoś ciucha dla Kamili. - bąknął i wszedł do pokoju.
- A sama nie mogła przyjść? - zdziwił się Romać.
- Nie, bo bała się spotkania z pijanym Tobą. - odpowiedział. - A poza tym nie miała w czym.
- Ukradłeś jej ciuchy? - zaśmiał się Grześ.
- Nie. - odrzekł spokojnie. - Piżama jej się poplamiła. Sokiem z czarnej porzeczki. Przecież z taką plamą by tu nie przyszła. Co byście sobie o niej pomyśleli?... - westchnął. Pamiętał, co jej wczoraj powiedział. Obawiał się, że usłyszy to samo.
- Nic. - przerwał mu Szymon. - A co miałbym pomyśleć? Myślisz, że nigdy nic na siebie nie wylałem? - zdziwił się. - A dlaczego Ciebie wysłała po tego ciucha?
- Spała u mnie. - odrzekł.
- Aha. - bąknął Gregor.
- Powiedz mi, ale tak szczerze... - zaczął Szymek. - Czujesz coś do niej?
- Nie. - zdziwił się jego pytaniem. - Skąd to pytanie?
- Nieważne... - westchnął. - A jak myślisz, ona może czuć coś do Ciebie?
- A skąd ja mam to wiedzieć? - jęknął. - Nie jestem nią. Nie wiem, co ona ma w głowie...
- Dobra, to wszystko, co chciałem wiedzieć. Bierz tego ciucha dla niej i zmykaj. - uśmiechnął się.
Zdziwiony Pit pogrzebał przez chwilę w szafie Kamili i wyciągnął z niej jakąś bluzkę. Spojrzał jeszcze raz na dwóch zawodników Cuprum Lubin i wolnym krokiem wyszedł z pokoju pani fotograf, kierując się w stronę swojego.
- To powiesz mi teraz, Gregor, po co Ci była potrzebna Kamila? - wrócił do tematu.
- Moja dziewczyna ma niedługo urodziny. Chciałem, żeby mi doradziła, co mógłbym jej kupić. A że ona ma lepszy kontakt z kimś, kto mógłby wiedzieć, co ona lubi, to może jakoś dyskretnie mogłaby go o to wypytać. - uśmiechnął się.
- To znaczy? - spytał. Za bardzo nie wiedział, co rozgrywający miał na myśli.
- Że mogłaby podpytać jej brata o zdanie. - odpowiedział.
- Jej brata? - zdziwił się.
- Był tu przed chwilą... - bąknął.
- Kręcisz z siostrą Cichego?! - wrzasnął.
- Cśśś. - przyłożył palec do ust. - Tak, ale on nic o tym nie wie. I lepiej by było, żeby na razie nie wiedział. Zbyt dużo sam ma problemów, żeby jeszcze przejmować się swoją siostrą. - westchnął.
- Ja nie ogarniam, co to się na tym świecie dzieje. Nie wiem już, kto tu jest z kim i w ogóle. - jęknął.
- Ja też nie ogarniam... - odpowiedział sypacz. - Chodź, bo chyba musimy iść już na śniadanie. - uśmiechnął się i sam ruszył w stronę stołówki. - Tylko nic mu nie mów, jasne? - poprosił.
- Ehe. - pisnął zdezorientowany i posłusznie ruszył za nim.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Czternaszczje do czternaszczje. Szerwuje Boczek. - zakomunikował Stefan.
- BOCIEK! - ryknął atakujący. Był poirytowany tym, że Antiga wciąż nie nauczył się wymawiać jego nazwiska.
- Tak, on własznie. - uśmiechnął się.
Bociuś wykonał trudną zagrywkę, którą Zator przyjął z największym trudem. Drzyzga nie miał jednak problemu z rozegraniem piłki, a ta trafiła do Kuby Jarosza. Ryży nie miał problemu z umieszczeniem tej piłki w "pomarańczowym", obok zaskoczonego bloku (14:15). Drugą zagrywką ustrzelił zaskoczonego Szalpuka (14:16). Trzecia już jednak poleciała w siatkę (15:16). W pole zagrywkowe skierował się Dżony, i od razu udowodnił, że nie jedynie nazwisko łączy go z bardziej utalentowanym kolegą. To był niemalże tak wredny float, jak te, z których znany był Pit. Nic więc dziwnego, że zdezorientowany Włodi nawet nie zdążył się zastanowić, którym sposobem chce przyjąć piłkę, skutkiem czego złapał ją niczym na lasso. Niestety, to nie były żadne zawody na dzikim zachodzie i tutaj za takie akcje punktów nie dawano. No chyba, że drużynie przeciwnej. Tak się stało więc w tym przypadku (16:16). Starszy z Nowakowskich wyciągnął tylko kciuk w górę w stronę młodszego kolegi, gratulując mu udanego serwisu. On już odpoczywał po dzisiejszym treningu. Jego drużyna wygrała już swój treningowy mecz, chociaż on akurat nie zachwycił. Wypadek przy pracy czy drobny spadek formy? Być może w końcu sprawy sercowe odcisnęły swoje piętno na grze zawodnika...
- Dobri flot, Jaszek. - pogratulował młodemu środkowemu.
Ten odwdzięczył mu się kolejnym, równie kąśliwym serwisem, jednak tym razem Włodarczyk przyjął go już na palce i dograł do swojego rozgrywającego. Fabian posłał piłkę w kierunku drugiego z Wojtków, Ferensa. Niczym ściana wyrósł jednak przed nim Piotrek Hain. Nici z punktu (17:16).
- Świetny blok! - usłyszał. - Jak widać, nauki u mnie nie poszły na marne!
- Już sobie tak nie schlebiaj, bo nie tylko u Ciebie się uczył. - zganił go siedzący obok, i wtulający się w swojego psiapsiela, Kosinka.
- No wiem, Grzesiu. - uśmiechnął się. - Razem go nauczyliśmy. Bo od tych celebrytów z Bełchatowa to mógł tylko pobrać naukę wstawiania fotek na Instagrama czy Facebook'a. - zaśmiał się.
- Uśmieeech, dziubaski! - wyszczerzyła się do nich Kamila, a po chwili, gdy obaj środkowi wykonali jej polecenie, strzeliła im cudną fotę.
- Pookaż. - poprosił blondyn.
- Czekaj, na maila Ci wyślę. - uśmiechnęła się.
- Ale jak źle wyszło, to kasujesz. - fuknął Kosa.
- Jasne, strzelę wam drugą. - zachichotała, po czym wysłała Pitowi fotkę na jego maila.
- No, no, niezła. - stwierdził. - No zobacz, Grzesiu. - pokazał ją przyjacielowi.
- Pjenkna. Its bjutiful. - zarechotał Igła, zaglądając Kosokowi przez ramię.
- No raczej. - zaśmiał się Kosok.
- Tfoje oszy som hipnotajzyn. - libero wyszczerzył się w stronę Cichego.
- Wiem, Krzysiu. - cmoknął słodko w powietrze, po czym wrzucił fotkę na Facebook'a.
Nie trzeba było długo czekać na pierwsze komentarze pod nią...
W międzyczasie skończył się ostatni treningowy meczyk.
- Piotruś, czy możemy teraz wrócić do pewnego tematu, który umarł śmiercią naturalną z powodów wiadomych? - zaczął Ignaczak.
- Ehe. - uśmiechnął się środkowy.
- Piotruś? My tu mamy jakiś nowy romans? To już nie Kurek, Kosok ani Konarski, bo teraz za Igłę się wziąłeś? - prychnął Bartman.
- Romansu to oni nie mają, ale bromans to owszem. - stwierdził czarnowłosy.
- Pffff... On woli laski ode mnie. - westchnął Igła, a wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. - Co one mają, czego ja nie mam?
- Cycki. - wypalił Włodi, po czym zarumienił się jak dupa.
- To sobie, kurwa, sztuczne doprawię! - wrzasnął.
- Na silikony leci tylko Wrona, więc nie widzę niestety dla Ciebie zbyt szczęśliwej przyszłości. - zauważył Drzewo.
- No to friendzone level forever... - Igła tylko westchnął.
- Biedactwo, liczył na coś więcej... - zaśmiał się Lafałek.
- Ej, Pit, ale będziemy sobie codziennie pizgać słitfocie w pokoju i wrzucać na Fejsia, nie? - poprosił ślicznie libero.
- Jasne! Możemy nawet cykać je sobie pod prysznicem! - pisnął uradowany środkowy.
- Matko bosko kochano... - westchnął Dzik. - A czy Stefan o tym wszystkim wie? - chyba nie wiedział... - Jak się dowie, to będzie ciekawie.
- Jak się dowie, to zaprosi się go pod prysznic. - zarechotał Konan. - Pewnie też by chciał i nam zazdrości.
- Eeee... Tak. Dobra, Pit, to wracamy do naszej rozmowy. - zarządził Igła.
- No spoko. - uśmiechnął się.
- Skoro teraz nie ma już tu tego... problemu, który uniemożliwiał mi to... Bierzemy wspólny pokój? - zamrugał oczami.
- Why not? - zaszpanował swoją znajomością angielskiego jego kolega z Resovii.
- Nie boisz się o swoją kamerę? - wtrącił się Zagumny.
- Nie. Ani trochę. A dlaczego miałbym się bać? - zdziwił się Igła.
- Noo boo... przecież on tak bardzo jej nie lubi, że byłby zdolny do tego, żeby po prostu wyjebać Ci ją przez okno... - rzekł Kuraś i podrapał się po głowie.
- Nie zrobi tego. Prawda, Piotruś? Nie zrobisz tego? - zapytał.
- Nie wiem. - zachichotał. - Raczej nie. No chyba, że chciałbyś mnie filmować pod prysznicem... - przewrócił oczami.
- I tak ma Twoją sekstaśmę, więc co tam film pod prysznicem. - zarżał Pawianek, a Pit tylko cicho kwiknął pod nosem. On doskonale wiedział, co posiada Igła. I wiedział, że w każdej chwili może zrobić z tego użytek...
- No proszę, proszę, takie perełki się przed nami chowają. - zarechotał Ferens. - Pokażecie nam to kiedyś?
- Jaasne, przygotuje się jakąś salę i będzie git. Zrobi się takie małe kino, przyniesie popcorn... - zaczął wyliczać Ignaczak.
- Ja się nie zgadzam. - fuknął środkowy.
- Ty to masz tu gówno do gadania, dziubasku. - cmoknął do niego Krzysiosław. - Mój film, i to ja decyduję komu, i kiedy go puszczę. - dodał, co tylko dodatkowo zirytowało Iceman'a.
- He, he, he, a Ty co tak cicho siedzisz, Hainek? - zaśmiał się Woicki, próbując go sprowokować do jakiejkolwiek wypowiedzi.
- Pewnie jeszcze cierpi na myśl o tym, co wywinął dzisiaj na treningu. - zarechotał złośliwie Szalpuk.
Rzeczywiście, środkowy aż się łapał za głowę i kręcił nią na wszystkie strony świata.
- Cicho bądźcie. Już wystarczy, że Maciek się ze mnie śmieje. - westchnął i pokazał wszystkim wpis, jaki dostał na Facebook'u.
Co zrobił Hain? Faktycznie, popisał się. Najpierw trafił w piłkę tak, że ta przeleciała nad sędzią, a nie w stronę boiska, i tylko debilizm Zatorskiego sprawił, że on w ogóle po tę piłkę poleciał. Ale, mało tego, on ją obronił. Co więc zrobił Hain? Dograł ją natychmiast na drugą stronę, zamiast po prostu wystawić do atakującego. Niemal natychmiast musiał zbierać się do bloku i tak się przy tym zakręcił, nie wiedząc, w którą stronę ma skakać, że aż mu się nogi poplątały. Wyrżnął się tak efektownie, że aż potoczył się pod ławkę, na której przesiadywali odpoczywający już po treningu zawodnicy.
Krótko rzecz ujmując - bekę w chuj z niego mieli.
- A dziwisz się, że się śmieje? - spytał go Dryja.
- Nie... - zwiesił głowę. - A jak o nim mowa, to miałem niedawno z nim dziwną sytuację, i za bardzo nie wiem, o co mu chodziło... Może byście umieli mi wytłumaczyć? - spytał.
- Dajesz, mistrzuniu. - westchnął Zagumny. Nie liczył na nic inteligentnego. I nie przeliczył się.
- Noo boo... Ostatnio jechałem windą z nim i z Miłym. Napierdalała mnie głowa i zacząłem im jęczeć, że muszę chyba wziąć jakąś tabletkę. No to Maciek mi powiedział "Weź spierdalaj!". Wysiedliśmy z tej windy i od razu poleciałem do apteki. Tam lasia do mnie "Co dla pana?", no to ja mówię "Spierdalaj." No po prostu podałem nazwę tego leku. A laska się na mnie patrzyła jak na dziecko pralki i lodówki. - jęknął, a wszyscy po kolei, zupełnie jakby robili meksykańską falę, zaczęli sobie rytmicznie przybijać facepalm'y.
- Kurwa, to ja już wiem, skąd Ty masz taki niewyjściowy ryj. Zapoznasz mnie kiedyś ze swoimi rodzicami? - parsknął Zbychu, gdy opanował już nagły wybuch śmiechu.
- Odejdź, odejdź... Bo jak Ci zaraz pierdolnę, to Cię krew zaleje! - ryknął na niego.
- Eeeej, Dawiiid? - jęknął Zator.
- No? - spytał Konan.
- Nie do Ciebie. - uśmiechnął się oszczędnie owłosiony libero.
- Tak? - zapytał Dryja.
- Bo Ty mi przypominasz tego takiego aktora, wiesz? - palnął.
- Aktora? Ja? No chyba nie. - zdziwił się Dawidzio.
- No tak! Jak ja Cię pierwszy raz zobaczyłem, to aż chciałem krzyknąć do chłopaków, że ten aktor do nas przyjechał! Ten z "Na dobre i na niedobre"! Już miałem Cię prosić o autograf, kiedy ktoś z was podszedł do Ciebie pierwszy i się z Tobą przywitał. I wtedy już wiedziałem, że to Ty. - opowiedział mrożącą krew w żyłach historię.
- Z "Na dobre i na złe". - poprawił go Ziomek.
- Właśnie tak powiedziałem. - fuknął Zator i udał, że się obraża.
- Tak, jasne. A tu mi jedzie czołg. - prychnął Ptaszysko i popukał się po czole.
- Jeszcze Ci nie rozjechał tej kwadratowej mordy? - wypalił Zbysiu.
Uprzejmości między tymi panami, jak zwykle, było mnóstwo...
________________________________________________________
Rozdział dość krótki, akcja zbytnio nie posuwa się do przodu. To raczej taki rozdział przejściowy, w którym co nieco się wyjaśnia, a jeszcze więcej się komplikuje. Czy dam radę jeszcze bardziej tutaj namieszać, w tym "czworokącie"? No zobaczymy... A może wy spróbujecie rozszyfrować uczucia całej czwórki?... Taka zabawa, hahah.
Jak widać, Anka wkrótce wróci do Spały. Jak siatkarze zareagują na ten powrót?
Czy Pit wyleczy się ze swojego dość nietypowego uzależnienia, czy może najpierw zrani parę panienek?
Na koniec trochę spalskiej beki, czyli to, co tygryski lubią najbardziej. W kolejnych rozdziałach pojawi się jej więcej, bo natrafiłam na dawniej pisane teksty, i aż żal ich nie wykorzystać.
Tak więc jeśli chodzi o spalską bekę, to dopiero zaczną się dziać ciekawe akcje. ;)
Mądrości Zatorowych, Hainowych i innych będzie mnóstwo. :D
Nie wiem, co mogłabym więcej napisać. Chyba to, że jestem już po sesji, i nie wiem, co to będzie, hahahah. No ale to nie moja wina, że gościu zapomniał o egzaminie, bo myślał, że jest następnego dnia.
Lol czy lol?


Wygląda na to, że Pit powoli odkrywa mroczną stronę swojej osobowości. :> Seksoholizm? No kto by pomyślał. Wiadomo, że pobyt w szpitalu psychiatrycznym miał ogromny wpływ, ale z drugiej strony to mogło być też coś w rodzaju skutku ubocznego lub reakcji obronnej na te wszystkie uczuciowe rozczarowania, których doświadczył w przeszłości. Nawet relacja z Anką nie była do końca "normalna", skoro będąc z nią w związku nie potrafił w odpowiednim momencie pohamować swojego pożądania, tylko że wtedy nie wydawało mu się to niczym niepokojącym, wręcz przeciwnie.
OdpowiedzUsuńFaktycznie, sytuacja w "czworokącie" skomplikowała się jeszcze bardziej, dlatego jestem ciekawa spotkania Cichego z panią psycholog. Pytanie tylko, na kogo nasz środkowy będzie bardziej wściekły - na Chmurę, czy na Romacia? No i Anka też z pewnością nie będzie zachwycona dowiedziawszy się o igraszkach swojego byłego chłopaka z Kamilą...
Zbysiu, wkurzasz mnie, ale ładnie pocisnąłeś Ptaszysku, więc masz u mnie plusa. Oby tak dalej.
A Zator i Hain może powinni założyć razem jakieś Stowarzyszenie Mózgozjebów czy coś w ten deseń, na rzecz którego można by było wysyłać sms-y o treści "Pomagam". Jak można nie ogarniać, że jest się nagim, no jak? No i ta akcja na treningu... *Facepalm*
Pozdrawiam :*
Kiedyś w końcu trzeba, nie może być cały czas grzecznym, potulnym chłopcem. ;) Przecież pisałam na początku, że u mnie nie będzie słodkim, nieśmiałym gamoniem. Dobra, pozostańmy przy nieśmiałym i gamoniu, bo słodki to on jest zawsze. ;D
UsuńTylko czy komuś uda się jakoś zapanować na tym skutkiem ubocznym, tą reakcją obronną? To nie będzie łatwe. Czy ktoś w ogóle się tego podejmie? Anka chyba odpada, skoro ma innego...
Spotkanie z panią psycholog może dużo wyjaśnić, o ile do tej pory każde z tej trójki Pit - Anka - Szymon, albo i nawet czwórki, włączając w to jeszcze Kamilę, zorientuje się, co tak naprawdę czuje i do kogo... Zupełnie inaczej przebiegałaby przecież rozmowa, gdyby okazało się, że Cichy nigdy nie kochał Anki, prawda?
A czy on byłby bardziej wściekły na Ankę, czy na Szymona? Szczerze?... Najbardziej wściekły będzie chyba na siebie, bo to on stał się potworem i krzywdzi wszystkich wokół... Anka przecież wiedziała, że Pit zdradził ją z Kamilą, a być może jeszcze jej coś Szymon donosił.
Hłehłe, pociśnięcie Ptaszysku zawsze na propsie. ;)
Stowarzyszenie Mózgozjebów - jebłam. xDD Sms'a bym wysłała, ale nie chcę marnować kasy. Ale fakt, *facepalm*, i to dla obu panów. Należy im się.
Oni raczej już nie zmądrzeją, no chyba że stanie się cud.
Ja też pozdrawiam. :*
" Na dobre i na niedobre" xD Ooooo Boże, ten serial już nigdy nie będzie taki sam xD
OdpowiedzUsuńEj, w sumie to go nie oglądam..... No nie ważne.
Nie wiem czemu, ale zawsze ten "Boczek" Antigi u Ciebie mnie rozwala doszczętnie i potem zwykle nie wiem co czytam xD I to zadarcie, że nie Boczek.
Mówiłam bądź też i pisałam, że nie umiem pisać komentarzy? Tak? Nie? To teraz mówię. Piszę. Nie ważne, to to samo.
Pozdrawiam :)
Ja też nie umiem. :*
UsuńTeż nie oglądam, tylko powtórki na necie.
Pozdrawiam. :*