30.03.2016

XLVIII."Na kadrę to ja Cię zawiozę moją najwykwintniejszą bryką, wsiadaj młody!"

24.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Gdy tylko usłyszała pierwsze ptasie śpiewy, otworzyła oczy. Spojrzała na swojego partnera, z którym to miała przyjemność w nocy nieco poświntuszyć, po czym natychmiast objęła go mocniej, chociaż i tak byli ciasno spleceni w miłosnym uścisku. Miłosnym? Pozostańmy przy uścisku, bo przecież pewnym było, że on do niej nic nie czuł. Musiałby chyba upaść na głowę, żeby zakochać się w pierwszej lepszej hotce, jaką mógł sobie wyrwać pod ośrodkiem. Pomińmy już fakt, że upadł na głowę w momencie, kiedy w ogóle postanowił na owe hotki "zapolować", a jeszcze bardziej, kiedy zaciągnął niewinną blondynę do łóżka. Nie myślał wtedy jednak głową, a tym narządem, który coraz częściej dochodził u niego do głosu. Coraz częściej jego ciało domagało się tej fizycznej przyjemności, toteż i on coraz bardziej pragnął kolejnych uciech. A że Kamila była w tym momencie dla niego nieosiągalna, a innej kobiety, pomijając oczywiście Dagmarę, w ośrodku nie było, musiał szukać szczęścia w innym miejscu. I tak właśnie odnalazł Justynę. Cicha, nieśmiała blondyneczka o zniewalającej urodzie była tym, czego potrzebował, toteż nic dziwnego, że od razu zaczął ją bajerować. A że bliższe obcowanie z jakimkolwiek siatkarzem, było skrytym marzeniem długonogiej piękności, ta niemal od razu mu się poddała. Spełniła swoje marzenie, a i przy okazji zażegnała jego problemy. Wprawdzie tylko tymczasowo, ale zawsze było to lepsze, niż nic... Dziewczyna przymknęła po raz kolejny oczy i przejechała delikatnie wewnętrzną stroną dłoni po jego policzku. Westchnęła niemal niedosłyszalnie, czując przyjemne kłucie dwudniowego zarostu siatkarza. Raz jeszcze obdarzyła go pełnym uczucia spojrzeniem, by następnie złożyć niewinny pocałunek na jego ustach. Bała się, że mógłby się przez to obudzić, ale ten skurczybyk słynął z wyjątkowo głębokiego snu. Mało co było w stanie zakończyć jego stan ograniczonej aktywności, jak niegdyś przyjął nazywać sen Możdżon. Prawdopodobnie nawet pierdolnięcie bomby atomowej by go nie wybudziło, drzemał jak kamień. Toteż nic dziwnego, że delikatny buziak ze strony Justysi, nie wywołał u niego żadnej, nawet najmniejszej reakcji. Ani kiwnięcia palcem, mrugnięcia okiem, pojedynczego westchnięcia - nic. Spał jak kamień... Blondynka obdarzyła go jeszcze szybkim, przelotnym cmokiem w policzek, po czym zaczęła się ostrożnie wyplątywać z ciasnych objęć zawodnika. Było jej w nocy cholernie dobrze, temu nie zaprzeczy, bo nie byłaby w stanie. Ale dobrze wiedziała, że musi stąd jak najszybciej zniknąć, chociaż, że najchętniej zostałaby tu jeszcze przez jakiś czas, a przynajmniej do jego przebudzenia. Chciała bowiem zobaczyć jego minę po tej gorącej nocy. Albo chociaż jeden uśmiech. Jemu też przecież było cudownie, i bardzo głośno dał wczoraj temu wyraz... 
Gdy w końcu udało jej się opuścić cieplutkie, przytulne łóżko siatkarza, zaczęła szybko zbierać wszystkie swoje rzeczy, które wczoraj zostały porozrzucane po całym pokoju. Po raz ostatni spojrzała na śpiącego środkowego, uśmiechając się przy tym szeroko. Trwało to dłuższą chwilę, bo nieco się przy tym rozmarzyła, wspominając jeszcze to, co działo się jeszcze przecież nie tak dawno temu. W końcu wyszła, kierując się do pierwszej lepszej łazienki, na jaką się natknie. Nie znała rozmieszczenia pokoi, łazienek i innych pomieszczeń w ośrodku. Wiedziała tylko, jak spod wejścia dotrzeć do jednego z siatkarzy. A więc niezbyt wiele, chociaż ta wiedza z pewnością jej się przyda, kiedy będzie opuszczać mury Centralnego Ośrodka Sprotu w Spale... Gdy dotarła do łazienki, wzięła szybki prysznic, po czym owinęła się mięciutkim ręcznikiem i przystąpiła do czesania się i robienia sobie makijażu. Niestety, w tym stanie zastał ją jeden z najbliższych przyjaciół jej nocnego kochanka. 

- A Ty co tu robisz, dziewuszko? - zaczął Kurek, wyraźnie zdziwiony zastanym widokiem. - Nie przypominam sobie, żeby podesłano nam kogoś nowego do drużyny. A tak w ogóle, kim jesteś?

- Cześć, Justysia. - podała mu rękę. - Ja tylko weszłam tutaj się wykąpać i troszeczkę ogarnąć. I już zaraz wychodzę. - pisnęła nieśmiało, nerwowo przy tym zaciskając palce na swoim ręczniku, przez co ten o mało co i by nie spadł z jej ciała. Tylko szybka reakcja dziewczyny uchroniła ją przed zaprezentowaniem się nago kolejnemu siatkarzowi. Z tym, że temu nie chciała się tak pokazywać. 

- A skąd się tu wzięłaś? - dopytywał wyraźnie zaciekawiony atakujący. 

- A przyszłam tu z jednym Twoim kolegą. Zaprosił mnie do siebie na noc. - uśmiechnęła się, bo po raz kolejny w jej głowie pojawiły się wspomnienia wczorajszej nocy. 

- Kurwa, z nim jest gorzej, niż myślałem... - westchnął.

- Nie rozumiem. - pisnęła.

- Piździelec mu wariuje i jak danego dnia nie zaliczy, to bez kija nie podchodź. Jako, że za bardzo nie ma kogo tu posuwać, to się już nawet teraz, jak widać, przerzucił na cizie wyrwane pod ośrodkiem. - przewrócił oczami. - Nie sądziłem, że on jest do tego zdolny. - dodał. 

- Cieszę się, że mogłam mu pomóc chociaż na chwilę się rozładować. - zatrzepotała słodko rzęsami, po czym zamyśliła się nieco. - Mógłbyś wyjść? Chciałabym się ubrać, a przy Tobie raczej tego nie zrobię. 

- Nie no, spoko, śliczna, ja bardzo chętnie sobie popatrzę. - poruszył brwią, a Justyna zdzieliła go w papę tym, co miała pod ręką. Najprawdopodobniej były to jej majtki. 

- Nie życzę sobie. - fuknęła na niego, po czym głośno tupnęła nogą. 

- Dobra, już wychodzę. - po raz kolejny przewrócił oczami. - On ma naprawdę poważny problem, więc nie ciesz się tak bardzo, że mu pomogłaś, bo na długo to mu się to nie przysłuży... - rzucił jej na odchodne.
Blondynka szybko skończyła poranną toaletę, po czym ubrała się i poprawiła jeszcze fryzurę. Następnie wyruszyła w stronę wyjścia. Najprawdopodobniej już nigdy nie zobaczy swojego wczorajszego "łupu". Może kiedyś po jakimś meczu. Ale czy on by ją wtedy rozpoznał? Czy on w ogóle będzie ją pamiętał? To było mało prawdopodobne... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Bełchatów

- Kacperku! - dało się słyszeć donośny krzyk Konrada Piechockiego. Kiedy nie otrzymał oczekiwanej reakcji, zameldował się niemal natychmiast w pokoju swojego syna. Piechocki Junior jeszcze smacznie sobie spał, zupełnie nieświadomy tego, że nad jego łóżkiem stoi wściekły ojciec, który najchętniej by mu przywalił. Za fakt, że go ignoruje, oczywiście. Trudno było nie olewać wrzasków swojego ojczulka, kiedy się spało, przecież latorośl prezesa PGE Skry zupełnie nie była świadoma tego, że on czegoś od niego chce... Ale czy to obchodziło w jakikolwiek sposób seniora Piechockiego? Ależ oczywiście, że nie. Jemu nie można było się w ogóle sprzeciwiać, bo od razu traktował on to jak obrazę jego świętego majestatu. Pomińmy to, że król czy władca był z niego żaden, ale co z tego, skoro on za takowego się uważał? Pan i władca PGE Skry Bełchatów, jego prywatnego folwarku, w którym wszystko dziać się będzie tak, jak on sobie tego zażyczy. To nic, że Miguel Falasca miał nieco inny pomysł na skład swojej drużyny, nieco inne ambicje na ten sezon ligowy, nie mógł głośno wyrazić swojego zdania, bo od razu wyjechałby z klubu na taczce. Zresztą, już sam fakt zatrudnienia w klubie, jako trenera, gościa, który dopiero co w tym klubie zakończył swoją siatkarską karierę, mogło być różnie odbierane. Niestety, fakty były, jakie były, i przeskoczyć się ich nie dało - PGE Skra Bełchatów nie była już wielkim klubem, który mógłby szastać kasą, jak tylko by chciał. Pieniędzy było coraz mniej, a przecież największa gwiazda zespołu, Mariusz Wlazły nie zarabiała byle czego. I z roku na rok, z sezonu na sezon, owa gwiazdunia żądała coraz większych wypłat, w związku z czym, pieniędzy na sensowne transfery, było w tym klubie coraz mniej. Bardzo prawdopodobne było, że po prostu musiał mieć coraz więcej oszczędności na spełnianie zachcianek swojej żony, bo przecież nowa torebka czy zestaw lakierów do paznokci sam się nie kupi. Za usługiwanie we wszystkim swojej żonie, otrzymywał od niej bezgraniczne wsparcie, gotowa była ona skrytykować innych zawodników, byle żeby tylko obronić swojego małżonka. Niejednokrotnie wtrącała się w sprawy klubu, co z pewnością nie było dla niego dobre... Także dopiero co zakontraktowany Michał Winiarski z pewnością nie będzie zarabiał mało, bo był siatkarzem z uznaną klasą, a co za tym idzie - bardzo się cenił. A że jest graczem wyjątkowo kontuzjochłonnym? A kogo to obchodziło? Na pewno nie prezesa klubu, który za Mariuszem skoczyłby w ogień.  A skoro on zażyczył sobie we Skrze swojego najlepszego przyjaciela, prezes musiał to żądanie spełnić. We dwójkę, wraz ze swoim najdroższym siatkarzem, rządzili całym klubem i nikt oprócz nich nie miał tam nic do powiedzenia. Nikt nie miał prawa skrytykować żadnego z nich, ani, co było oczywiste, syna prezesa. Wszyscy doskonale o tym wiedzieli i nie raz, ani nie dwa, paru zawodników powstrzymywało się już od chlapnięcia w jakimś wywiadzie o kilka słów za dużo... Kiedy coś wymsknęło się Wronie, od razu oddelegowano go do reklam Plusa, wraz z Kłosem, żeby mu nie było smutno samemu. A że obaj nadawali się do tego, jak Kosok do śpiewania... Co to w ogóle był za pomysł, żeby z siatkarzy robić gwiazdy telewizji?... Musieli pajacować, wymawiać jakieś dziwne kwestie, żeby gawiedź miała z tego radochę. A że większość nie chciała?... Nieważne. Tak postanowiono, tak musiało być. 
Młody Piechocki wciąż nie reagował na głos swojego ojca, tak więc ten podjął bardziej radykalne kroki w kierunku tego, by ten się wybudził. Zaczął brutalnie szarpać swojego syna za nogę, próbując zrzucić go z łóżka. Takie praktyki często były przez niego stosowane, bo przecież Kacperek i tak by nie pisnął słówka na temat tego, że dzieje mu się jakaś krzywda. Zbyt bardzo bał się gniewu swojego ojca. Codziennie mu się obrywało za wszystko, chociaż sam miał wyjątkowo dużo przywilejów w drużynie... 

- Wstaniesz Ty wreszcie, zakalcu jeden, czy mam z Tobą porozmawiać w inny sposób?! - grzmiał Piechocki. 

- Już, już, tatusiu. - pisnął nieśmiało jego syneczek i niemalże błyskawicznie wygrzebał się ze swojego łóżka. Ruszył w stronę kuchni przygotować sobie śniadanie. 

- Dokąd to?! A łóżko to ma pościelić Królewna Śnieżka, Świnka Peppa, czy Listonosz Pat?! - zironizował, a młody został zmuszony do powrotu do swojego pokoju. - Masz pięć minut, i ani sekundy dłużej! - rzucił mu na odchodne i trzasnął głośno drzwiami. 
W jego domu nie było Pawła Zagumnego, więc nie musiał się martwić tym, że ktoś go opierdoli za robienie hałasu... Zresztą, gdyby tak się stało, uznałby to wtedy za obrazę jego wyimaginowanego majestatu. Nikt nie miał prawa go krytykować, nawet Paweł Zagumny.
Kacperek tymczasem pościelił swoje łóżko, jednak zajęło mu to nie pięć, a aż dziesięć minut, skutkiem czego do kuchni szedł jak na ścięcie. Pewne było to, że otrzyma kolejny ochrzan od swojego ojczulka. Dzień jak co dzień, mógłby rzec, bo takie sytuacje były w jego domu normą.

- Co tak długo?! - ryknął na niego gdy tylko miał go w zasięgu swojego wzroku. - Miało być pięć minut! - tupnął nogą i skrzyżował ręce na brzuchu, puszczając mu nienawistną minę. - Za karę... - zaczął, a młody tylko przełknął ślinę, bo już wiedział, że bez solidnej kary się nie obędzie. - ... pięćdziesiąt kółek wokół hali! To Cię nauczy punktualności! 

- Ale ja już nie mam siły tyle biegać. - bąknął nieśmiało. 

- Ty mi się buntujesz?! A chcesz biegać sto kółek?! - wrzasnął, a jego synuś o mało co i by nie uciekł z piskiem w drugi kąt kuchni. 

- Nie chcę. - jęknął i usiadł przy stole. 

- Na co tak się gapisz?! Myślisz, że śniadanie samo Ci się cudownie wyczaruje?! Zasuwaj do lodówki! -  darł się na niego cały czas. Aż dziwne, że od tego wycia go nigdy nie rozbolało gardło. 
Piechocki Junior postanowił już nie narażać się swojemu ojcu, więc szybko zrobił sobie śniadanie i równie szybko sprzątnął je z talerza. Zaczął rozmyślać przy stole, ale z tych rozmyśleń wyrwał go kolejny wrzask jego ojca. 

- NA TRENING, LENIU! - usłyszał, i natychmiast zaczął pakować swoją torbę. Po chwili jednak postanowił po raz kolejny wykorzystać to, że jego ojciec zrobi dla niego wszystko... jeśli oczywiście chodziło o jego grę w klubie. Przecież to dla Konrada była niesamowita okazja, żeby całemu światu pochwalić się, jakiego ma uzdolnionego syna. A że on wcale taki zdolny nie był, nie było już istotne. Synek zażyczył sobie miejsca w drużynie, a tatuś na to jak na lato, stwierdził, że to będzie idealna okazja do szpanu przed wszystkimi. Był tylko jeden problem, który nazywał się Zatorski. Ale skoro Kacperek sobie zażyczył, że chce być pierwszym libero, trzeba było zmarginalizować pozycję w klubie dotychczasowego libero. A że Zator się na to nie zgodził, bez żalu wypchnięto go z klubu... Tak to właśnie przeprowadzało się transfery w Skrze Bełchatów... 

- Tato... - zaczął młody. 

- Tak, synku? - pierwszy raz tego dnia zwrócił się do niego jak do syna, a nie jakiegoś popychadła, z którym mógł zrobić wszystko, co chciał. 

- Miguel wczoraj mi się czepiał, że się lenię. I że nic nie umiem. - westchnął. 

- Że co on powiedział?! Już ja sobie z nim porozmawiam! Masz mu powiedzieć, że jeśli jeszcze raz będzie miał czelność Cię skrytykować, to będzie miał do czynienia ze mną! A jeśli nadal będzie to olewać, to wyleci z klubu! - wrzasnął i trzasnął pięścią w stół. 

- Nie chce mi się dzisiaj trenować. Będę mógł sobie poleżeć? - palnął. Jakby on robił coś innego na tych treningach, oprócz leżenia i patrzenia, jak inni trenują... 

- Rób co chcesz, gówniarzu. - przewrócił oczami. - Mam to gdzieś, co robisz na treningach, ale na meczach masz zasuwać i nie przynosić mi wstydu! - dodał. - NA TRENING! - wrzasnął, a synek powrócił do pakowania torby. Gdy dorwał się do swojego telefonu, aż przetarł oczy ze zdumienia, gdy zauważył w nim sms'a o następującej treści: 
Andrzej? Kowal? No bo przecież nie Wrona. Kacper miał do niego numer, a do tego Andrzeja nie. Hipotezę, jakoby miał to być trener Resovii potwierdzały te wszystkie wredne zwroty, w jakich to zwrócił się do libero. Przecież nie przepadał ani za nim, ani za jego ojczulkiem z przerośniętym ego. Ale czego od niego mógł chcieć Kowal?... Ale... zaraz... Spała?... 

- Tato, zobacz, co dostałem! - krzyknął, a ten natychmiast przyszedł do swojego potomka. 

- Masz jechać do Spały? - zdziwił się. - Na kadrę? Na kadrę to ja Cię zawiozę moją najwykwintniejszą bryką, wsiadaj młody! To mi dopiero będą ludzie zazdrościć, jakiego mam uzdolnionego syna! - rozmarzył się i chyba po raz pierwszy tego dnia, szeroko uśmiechnął. - A z tym kmiotem Kowalem to ja jeszcze sobie pogadam. Trochę szacunku się należy dla syna prezesa klubu tysiąclecia! 
Nie minęło dziesięć minut, gdy jechali już w kierunku spalskiego ośrodka... Konrad Piechocki prawie pękał z dumy. Szkoda tylko, że jego synkowi nie udzielił się ten sam entuzjazm... 

- Tato, a uczcimy to jakoś? - zapytał po jakimś czasie. 

- Jasne młody, jedziemy na lody. - odpowiedział. 
Młody wolałby piweczko, ale nie chciał się kłócić z ojczulkiem. Skoro ten mówi lody, niech będą lody. 
Nie dotrą więc do Spały zbyt szybko... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała 

W międzyczasie w Spale obudził się Szymon, oczywiście w towarzystwie Kamili. Szybko ubrał się, po czym, spożywając śniadanie, postanowił przejrzeć swojego Facebook'a. Zauważył tam jedną wiadomość od Anki, co go, oczywiście, bardzo ucieszyło. 
Szymon tylko cicho westchnął. Nie posiadał Instagrama i zbytnio nie zamierzał go zakładać. Nie był mu potrzebny do szczęścia. Miał Facebook'a, i to mu w zupelności wystarczało. I jeszcze to wyłudzanie lajków. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Czasem naprawdę się zastanawiał, jak tak durna osoba mogła zostać psychologiem. Bo ona czasem potrafiła zachowywać się gorzej, niż kilkuletni, rozpieszczony bachor... Musiał jednak jej odpisać. Nie silił się na żadne żałosne buźki. 
Krótko, zwięźle i na temat, a do tego owy temat zmienił. Bardzo sprytne posunięcie. I bardzo mądre, bo przecież nikt normalny nie będzie sobie przez Facebook'a pisał na temat innego portalu społecznościowego... Nie minęło kilka minut, gdy dziewczyna odpisała. 
Przewrócił tylko oczami. On naprawdę nie zamierzał zakładać konta na Instagramie. Ale wolał już to zrobić, aniżeli miałaby go męczyć w kolejnych wiadomościach. A nuż natrafi na tym całym Instagramie na coś ciekawego?... Nie wiedziała kiedy wraca? No spoko... Ciekawe, czy Antiga wiedział... 
Chcąc, nie chcąc, Romać przełamał się i owe konto na Instagramie założył. Szybko sprawdził podany przez Ankę nick. Faktycznie, przeżył mały szoczek, bo na zdjęciu zobaczył dziewczynę wyglądającą zupełnie jak nie ona. Z fotografii spoglądała na niego Anka w pełnym makijażu, wyglądająca cholernie pociągająco. Drapieżnie. Atakujący szeroko uśmiechnął się na ten widok i zaczął cicho wzdychać do fotki. Przez tą całą sprawę ze zdjęciem, zupełnie zapomniał o Kamili, która wykorzystała nieuwagę zawodnika i czmyhnęła szybko do swojego pokoju, gdy tylko się obudziła. Jego to jednak zbytnio nie obchodziło. Kliknął na serduszko pod zdjęciem, bo, jak mniemał, tak się chyba tam dawało lajki.
Czternaście polubień? Ciekawe, kto oprócz niego wcisnął to serduszko. Jak mniemał, mógł to być Igła, skoro zostawił on komentarz pod zdjęciem psycholożki. A ta reszta? Czyżby koledzy z drużyny, którzy mieli okazję poznać panią psycholog? Szymon postanowił to sprawdzić. Kliknął w ową liczbę polubień. Rozwinęła mu się lista. 
Faktycznie, sami koledzy z drużyny... O, Pit lubi jej zdjęcie? A to ciekawe, przecież twierdził, że już się wyleczył z miłości do niej. I nie wyglądał na takiego, co to miałby do niej żywić jakiekolwiek przyjazne uczucia. Nie miał wątpliwości, że po zerwaniu nie pozostali przyjaciółmi... Czy on jeszcze mógł coś do niej czuć? W co ten chłopak grał, skoro teraz namolnie podwalał się do Kamili?... 
Romać natychmiast zaobserwował wszystkich kolegów z drużyny, po czym zaczął przeglądać ich konta... Zdziwił się bardzo zdjęciem Wojtaszka w koszulce Resovii, czyżby coś było na rzeczy? Równie prawdopodobne było to, że libero, wraz z którymś z kolegów po prostu robił sobie jaja i postanowił zapozować w tejże właśnie koszulce... Przecież drugim libero w Resovii miał zostać Michał Żurek. Nagle by z Zupy zrezygnowali? Niby wszystko było już dogadane... Szymon miał jeszcze większy mętlik w głowie. Po dłuższej chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że tak naprawdę mało wie o tych swoich kolegach z reprezentacji... Postanowił już dłużej nie katować swojej głowy rozmyślaniem, włączył więc muzykę.

"Am I original? (yeah)
Am I the only one? (yeah)
Am I sexual? (yeah)
Am I everything you need?
You better rock your body now!

Everybody! (yeah)
Rock your body! (yeah)
Everybody!
Rock your body right!
Backstreet's back, alright!
Alright!"

Matko z ojcem, Szymon, czego Ty słuchasz?... 
Najwyraźniej bardzo mu to zaszkodziło na mózg, bo niby z jakiego innego powodu miał nagle załadować na Facebook'a zdjęcie, jak sobie leży w łóżku z Kamilą? Oczywiście bez ciuchów, co było widać. No, może Zatorski by się nie zorientował, bo przecież byli przykryci kołdrą... 
Czekało go kolejne zaskoczenie tego dnia, bo niemal natychmiast w prywatnej wiadomości odezwał się do niego... Matteo Piano. A ten czego mógł od niego chcieć?... Romać niemalże wytrzeszczył oczy, gdy tylko przeczytał tą wiadomość. Żeby upewnić się w swoich domysłach, skopiował ją i wrzucił do tłumacza. Niestety, nijak ten nius nie chciał brzmieć inaczej... 
Jak to Kamila się z kimś pieprzyła w krzakach?... Z kim? Kiedy? Gdzie? I dlaczego? Że ona? W krzakach? Przecież ani to higieniczne, ani wygodne... Musiał dowiedzieć się czegoś więcej, a wygląda na to, że sympatyczny włoski środkowy posiadał jakieś ciekawe informacje na ten temat. Zawodnik Cuprum Lubin postanowił więc pociągnąć dalej tę sprawę... 
I wszystko jasne. No bo z kim innym mogłaby to zrobić, jak nie z nim?... Nie, kapitan im się nie pochwalił. ... Co ona do niego czuła, że poszła z nim nawet w krzaki?... A może jemu coś się pomyliło?... Trzeba było się upewnić. 
Och. W takim razie trzeba będzie kiedyś o szczegóły spytać Zaytsev'a. Ale tego prawdziwego, a nie polską podróbę. Chociaż... jakby jemu zacząć z tematem, powiedzieć, że wie się o wszystkim... Ciekawe, jakby zareagował. Czy by się wypierał całej sprawy, czy od razu zaczerwienił jak dupa. 
Szymon nie mógł jednak tego zrobić, bo sam nie grał fair. Nowakowski przecież nie wiedział, że Romać romansuje sobie z jego byłą. I że robił to już wtedy, kiedy tamci byli jeszcze parą... 

"Now throw your hands up in the air
Wave them around like you just don't care
If you wanna party let me hear you yell
Cuz we got it goin' on again (yeah)

Am I original? (yeah)
Am I the only one? (yeah)
Am I sexual? (yeah)
Am I everything you need?
You better rock your body now!"

Tak, Szymuś, you're sexy and you're know it. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

- GDZIE JEST TEN PIŹDZIELEC?! Miał na mnie czekać! - darł japę wkurwiony Kacperek. Bał się, że został wykiwany przez sympatycznego Andrzejka. 

- Trochę kultury, gówniarzu. - prychnął na niego Pit, który właśnie wypatrywał kolejnej hotki chcącej się z nim zabawić. To dlatego zawędrował pod ośrodek. - Co Ty tu robisz? Masz z kimś umówioną wizytę? Z psychiatrą? To przykro mi, bo jeszcze nie przyjechał. - zaśmiał się, po czym... wyciągnął z kieszeni spodni paczkę papierosów i zapalił jednego z nich. Ciekawe, skąd je miał, skoro nigdy nie palił. Pewnie wyżulił od Mikusia, możliwe że w zamian za paczkę żelków. Albo po prostu mu je wziął, a ten o niczym nie wie... Faktem było jednak to, że środkowy nigdy wcześniej nie palił. Czyżby Kamila przez pamiętną sesję zapoczątkowała u niego kolejny nałóg?... Oby nie, bo dobre to by dla jego zdrowia nie było. 
A może po prostu był już tak zdesperowany, że postanowił stoczyć się na samo dno?... 

- Na Twojego zasranego trenerka czekam. Miał tu na mnie czekać, bo niby miał mieć dla mnie propozycję nie do odrzucenia. - wytłumaczył mu. 

- Ten to jednak ma łeb. - zachichotał. - Tak, masz rację. Andrzej ma dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia. Wiesz, jest taka sprawa... - zaczął. - Nikt nie chce lecieć do Iranu. - zaciągnął się po raz kolejny, po czym wydmuchnął powietrze prosto na młodego libero. - Żaden libero. Miał lecieć Zatorski, ale jego laska podniosła lament, że go tam zgwałcą, czy coś, no to go Stefan skreślił z listy. Nie chciał zadzierać ze wkurzoną babą. Okres chyba ma, więc lepiej nie zaczynać. - rżał jak głupi. 

- I ja mam tam lecieć, tak? - zdziwił się. 

- No. Zawsze to lepszy pomysł, żeby leciał parodysta, niż żeby nikt nie leciał. - parsknął mu prosto w twarz. - Już Cię tam Marouf z Seyedem odpowiednio przetestują w polu serwisowym. Bang, bang, zajebista strzelnica będzie! - ponownie chuchnął mu w twarz dymem z papierosa, szyderczo się przy tym śmiejąc. 

- A ja bardzo chętnie polecę! - wrzasnął. - Gra w reprezentacji to zaszczyt! I mój ojciec będzie miał się czym chwalić! - dodał. 

- Taaa... Rzeczywiście będzie miał się czym chwalić, jak jego synuś zawali dwa mecze kadry. - prychnął. - Zastanów się, na co się chcesz porwać, Kacperku, bo jak zlamisz, to nikt Ci tego nie wybaczy. - skończył wypalać ćmika, a cały dym z ust poleciał prosto w stronę Piechockiego. 

- A od kiedy Ty palisz? - zmienił temat. 

- Nie palę. - odpowiedział. 

- Przecież widzę, głupi nie jestem. - westchnął. 

- To? Aaa, to tylko tak, no wiesz, jednorazowo. Dla rozładowania emocji. - wzruszył ramionami i wrócił do ośrodka, kopiąc w międzyczasie w jakiś kamień. Wkurzył się, bo nie znalazł żadnej hotki, z którą mógłby przyświrować... 
Kacperek tymczasem podążył w stronę hali, na której, jak mniemał, mógł spotkać Antigę. Nie mylił się, szkoleniowiec już tam na niego czekał. Nie miał pojęcia, co wymyślił Kowal, ale ufał mu. Mimo to, bardzo się zdziwił, gdy zobaczył syna prezesa Skry Bełchatów... Postanowił jednak nie zaczynać tematu. Szybko dogadali szczegóły wylotu. Stefan ucieszył się, że udało mu się zebrać całą kadrę. Podróżować do Iranu, po wielogodzinnych namowach, zgodzili się bowiem Żurek i Żygadło. To sobie Irańczycy połamią języki... 
Wczesnym popołudniem wylecieli w stronę Teheranu. 

________________________________________________________

Ciężki jest los hotki, która pragnie rano wymknąć się z ośrodka niezauważona. Przecież tam jest tylu facetów, że niemal pewne było to, że na kogoś trafi... Na szczęście Siuraczek okazał się wyjątkowo miłym, wyrozumiałym rozmówcą. Przecież mógł tak po prostu wziąć ją za szmaty i wyrzucić za drzwi, prawda? 
Albo ją przelecieć. xd 

Drugi wątek dzisiaj poruszony kreował mi się w głowie już od dłuższego czasu, ale te ostatnie wydarzenia, do jakich doszło w naszej lidze sprawiły, że ostatecznie zdecydowałam się o tym tutaj napisać. Przy okazji jest drobny hejt na ten klub, którego nie lubię. ;P 
Tak, wiem, że to, co opisałam, bardziej pasuje do obecnej sytuacji, a nie tej sprzed dwóch lat, ale to przecież tylko moja fantazja. Mógł być wtedy konflikt w klubie? Mógł być. A mogli kręcić reklamy Plusa? Mogli. 

Wraca uwielbiany przez wszystkich Fejsbuczek, a do tego jeszcze wtrynił się Instuś, czyli idealnie. Jak widać, Panna Anna zmieniła nieco swój look. Szymonowi się podoba, i jak widać, nie tylko jemu. ;) 
A kiedy ona wróci na zgrupowanie? Jak widzimy, ona sama tego nie wie. 
Czy, i jak zareaguje na fotkę Szymona z Kamilą? Tego dowiemy się w następnym rozdziale. ;)

Mogę was tutaj uspokoić, nie zamierzam robić z Pita palacza, i to, że zapalił, było faktycznie jednorazową sytuacją. No, może jeszcze parę razy to się powtórzy, ale żadnego uzależnienia z tego nie będzie. Może i mógłby popaść w kolejny nałóg, ale już niedługo jego problemy zaczną się rozwiązywać, więc nie zdąży w niego wpaść. ;)

Idę komentować wasze blogi, bo trochę zaniedbałam sprawę i przez tydzień w ogóle na nie nie zaglądałam. 

7 komentarzy:

  1. Rozdział mi się w miarę podoba. Początek jest naprawdę dobry, życie hotki przedstawiony w sposób genialny. Dobrze Kurek to człowiek inteligentny i wyrozumiały, nie zrobił żadnej rozruby.
    Trochę gorzej jest z wątkiem numero dos. Jest tak z dwóch powodów.
    a) Czuję pewną większą sympatie do Skry ( choć młodego Piechockiego nie trawię)
    b) Nie lubię tego typu niewielkich jak i większych hejtów. Po prostu, czegokolwiek by one nie dotyczyły.
    Wielki powrót kuzyna Facebooka i wejście na scenę jego brata Instagrama. Zapowiada się arcyciekawie.
    Ale czy w tym opowiadaniu mogłoby być inaczej. Na pewno nie.
    W każdym razie kończę ten nieskładny komentarz.
    Czekam na nexta i weny życzę.
    Pozdrawiam
    Violin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podobało się przedstawienie życia hotki. :)

      Niestety, ja jestem absolutnie #TeamSovia, i czasem jakiś hejt na ten jeden klub puszczę. Staram się nie przeginać, ale ze względu na moje sympatie klubowe - często się po prostu nie da.
      Mogę postarać się bardziej hamować, ale nie wiem, czy to mi się uda. ;)

      Instagram dopiero będzie miał swoje 5 minut tutaj, to jest na razie... Wstęp do Instagrama. :D Skoro jest wstęp do literaturoznawstwa, czy akwizycji języków romańskich, to tutaj będzie wstęp do Instagrama, o.

      Komentarz wcale nie jest taki nieskładny. :)

      Ja też pozdrawiam. :)

      Usuń
  2. Też Cię kocham, siostro. <3
    Ale nie wiem, cóż miał oznaczać ten jakże rozbudowany komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Maj nejm is Dżief.
    Ej, a ten nick tak na prawdę istnieje, czy tylko sobie tak jajka na twardo robiłaś? xD Ej, sprawdzę.
    Nołp, nie istnieje takie coś. A poleciałby follow :)
    Też nie lubię Skry, internetowa piątka! Przybiłam, teraz Ty.
    Dawniej jako tako, ją jeszcze lubiłam, ale po MŚ moim zdaniem Wrona się "sprzedał" już nie był ani nie jest taki jak dawniej. Kłosa nawet lubię, ale przez właśnie Potoka już przestałam oglądać Skrę, i hejcę ją na każdym możliwym kroku :) A tak się składa, że moja siostra, Skrę ubóstwia i wogle gogle. No i tak się hejcimy nawzajem hehe :D #Sovia i #Zaksa fołewa. xD
    Alem się opisała! A zobacz jak dużo o rozdziale napisałam, to zasługuje na super ekstra nagrodę. xD
    Dobra, tyle tego.
    Papatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konto na Insta mam, nawet dwa, jedno stalkerskie (hehehehee, kogo ja tam nie śledzę - Falascę, jakichś gości z Macedonii, żonę Mieszka, psa Gregora...), drugie prywatne. Stalkerskie łatwo odnaleźć. ;)

      E, ja nigdy za nimi nie przepadałam. I na to się wiąże wiele czynników, wiele sytuacji. Nie i już. :)
      #OnlySovia :)

      No o rozdziale to napisałaś elaborat. xdd

      :*

      Usuń
  4. A mi się podoba fragment dotyczący prezesa Piechockiego, jego synalka i całej Skry ogółem, nie dlatego, że jestem kibicem Resovii i czuję nieustanną potrzebę hejtowania klubu z Bełchatowa, tylko po prostu rozumiem zamysł. To jest parodia, ma być prześmiewczo, z humorem i lekkim przejaskrawieniem. To, że w Skrze powstało niezłe bagienko wie każdy. Zresztą każdy klub borykał się w tym sezonie z mniejszymi lub większymi problemami. No, może poza Zaksą, która obserwuje rozwój sytuacji z popcornem w dłoni ;)
    Widać, że Kacperek zgrywa typowego chojraka. Przed siatkarzami kozaczy, ale tatusia się boi :P
    To dobrze, że Pit nie zamierza iść w ślady swojego kolegi po fachu i brnąć w nikotynowy nałóg. Jeszcze tego mu brakuje. Mam nadzieję, że uda mu się pokonać wszystkie demony i zapanować nad pokusami, co z pewnością łatwe nie będzie, skoro okazja na igraszki pojawia się niemal na każdym kroku... Niezmiennie trzymam kciuki za jego silną wolę i powrót do "normalności" :)
    Widać, że i w Ance zachodzą pewne zmiany, a może tak naprawdę to zawsze było jej prawdziwe ja, które ukrywała pod płaszczem nieśmiałej i zagubionej pani psycholog? ;) Tak w ogóle to uwielbiam te wszystkie grafiki rodem z Instagrama i Facebooka, które nam serwujesz. Ubarwiają rozdziały :)
    O matko, ale beznadziejny komentarz tutaj wystrugałam. Widocznie brak weny przekłada się również na moje komentowanie :< Ale poprawię się!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest parodia. Pewne rzeczy mają być nieco przesadzone, jak właśnie ten burdel, jaki się rozgrywa w Bełchatowie, czy stronniczość dziennikarzy Polsatu. No i przecież gdyby to nie była parodia, to seksoholika bym zrobiła raczej ze Zbycha, albo kogoś takiego, a nie z Cichego. :D
      Dobry hejt nie jest zły. :P
      Ja to nie wiem, co ta moja Sovia odchrzania i naprawdę, będę bardzo niepocieszona, jeśli nie awansuje do finału. A "kibice" już ją pogrzebali...

      Taak, Kacperek jest wredny dla wszystkich wokół. No, oprócz tatusia, którego się panicznie boi. Bo tatuś może mu wpierdolić, nikt inny takiej władzy nad nim nie ma.
      To będzie dosyć barwna postać, która raczej nie będzie tutaj lubiana. :P

      No nie, pokonanie wszystkich pokus nie będzie łatwe, zwłaszcza że pojawiają się coraz to nowe. Ale... da radę, to zdolny chłopak. Przezwycięży to, w co się sam wpakował.
      Silnej woli to on nie ma, żeby się ogarnąć, będzie musiał przeżyć mały wstrząs. Nie będzie to nic, co odmieni jego życie o 180 stopni, spokojnie. On tylko musi sobie uświadomić, że to, co robi, jest złe. Znaczy, on o tym wie, ale dopóki nie przejechał się w żaden sposób na tym, to po co ma przestawać?...

      W Ance zachodzą pewne zmiany, bo stwierdziła, że jest zbyt nudna, i pewnie dlatego nikt jej nie lubi. Prawda jest inna, może ona też kiedyś do tego dojdzie. Czasem włącza mózg, to może teraz jej się to uda. Trzymajmy kciuki. ;)
      A za pochwałę grafik dziękuję, mi się nie podobają. :D

      Nie, to moja odpowiedź jest beznadziejna. :D
      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń