- Dobrze, chłopcy, było pięćdziesiąt pompek, to teraz poproszę dwadzieścia kółek wokół boiska. - zarządził Andrzej Kowal, przyglądając się całej zgrai, jaką pod opieką zostawił mu Antiga. Z pewnością kontrolowanie takiej grupy nie będzie należeć do łatwych zadań, bo czasem nawet i Stefan sobie z tym nie radził. Wystarczy wspomnieć choćby o przypadku Kubiaka, który przecież przez dwa dni z rzędu był śmiertelnie obrażony na całą drużynę po tym, jak pobito Bartmana, i nie raczył wtedy przez ten czas pojawić się na boisku. A i siatkarze przecież miewali swoje humorki - a to jeden nie przyjdzie sobie na trening, bo stwierdzi, że mu się nie chce, a to jeden położy się na środku boiska i odmówi wykonywania ćwiczeń, argumentując to tym, że nie będzie robić z siebie pośmiewiska przy wszystkich... Zazwyczaj powody opuszczania lub sabotowania treningów były jednak inne, ale przecież pogrążyliby się zupełnie, gdyby się przyznali do tego, jakie były prawdziwe motywy, jakie nimi kierowały. Żeby dokładniej zrozumieć, czym woleli zajmować się zawodnicy, należałoby przytoczyć i przeanalizować kilka przypadków, z jakimi mieliśmy już do czynienia w tym sezonie reprezentacyjnym. Przecież nie było ich wcale tak mało, a tego typu akcje zdarzały się nie jednemu, i nie dwóm zawodnikom, a całej grupie siatkarzy. W dodatku, celowali w tym głównie Ci, po których takich wyskoków mało kto by się spodziewał. Ale zacznijmy od początku, bo przecież już od początku pojawiały się tego typu kwiatki. Już podczas pierwszych dni pierwszego zgrupowania, w katowickim Spodku, zdarzyło się, że Krzysiek Ignaczak odmówił gry w sparingu przeciwko Stanom Zjednoczonym. Oficjalnym powodem było to, że chciał robić za sędziego tego pojedynku, bo, jak twierdził, Zatorski nie umie liczyć - a to właśnie młodszy z libero miał nie grać w tym spotkaniu. Nieoficjalnie wiadome było, że nie wytrzeźwiał po swojej własnej, suto zakrapianej, imprezie urodzinowej. Podobnie, jak Karol Kłos, który co prawda wyszedł na mecz, ale nie dokończył go, bo zaczął zataczać się na boisku... O przypadku Kubiaka już wspomniano. Aż trudno uwierzyć, że naprawdę nikt nie potrafił zmusić go do pojawienia się na treningu... Ale jak Dzik się uprze, to nie ma na niego mocnych, zawsze wszystko musiało być tak, jak on tego chciał. Kubiak nie znosił sprzeciwu, a jego dominujący charakter niesamowicie utrudniał jakiekolwiek negocjacje z nim. Współpraca z nim nigdy nie należała do łatwych, bo zawodnik ten zawsze miał swoje zdanie. Toteż kiedy stwierdził, że nie pójdzie na trening, to po prostu na niego nie szedł. Wprawdzie miał olewać obowiązki siatkarza przez równy tydzień, ale nie potrafił żyć bez grania, więc już po dwóch dniach powrócił na halę. Dwudniowa przerwa w treningach była najdłuższą w tym sezonie pauzą nie wywołaną kontuzjami. Tych, na szczęście, nie było w zespole zbyt wiele. Jeśli pobicia Bartmana nie można było nazwać kontuzją, to właściwie tylko skręcona noga Możdżonka była jedynym problemem zdrowotnym, z jakim zmagali się reprezentanci Polski. Zdecydowanie większymi, i częściej występującymi problemami były te... sercowe. I nie chodziło tu o to, że któryś z zawodników nagle przeszedł zawał. Warto przypomnieć choćby pamiętną depresję Cichego Pita, która przecież była spowodowana miłosnym zawodem...
Dzisiaj wszystko wydawało się być normalne i zgodne z planem. A skoro takie się być wydawało, to praktycznie pewnym było, że zaraz coś się wydarzy, że zaraz ktoś coś wywinie...
- Piotruś, dziubasku, a Tobie to ja mam wysłać jakieś specjalne zaproszenie? - spytał, bo widział, że jeden z jego ulubionych pupilków w najlepsze leżał sobie na środku boiska, zamiast biegać z innymi wokół niego.
- Mhm. Tylko wiesz, żeby to zaproszenie było na jakiejś ładnej, pachnącej kartce. I może być w dodatku z miłą dedykacją. I koniecznie zostaw na nim swojego buziaka na pamiątkę. - zironizował. Bez problemu można było zauważyć, że środkowy Resovii nie był dzisiaj w zbyt dobrym nastroju. Co mądrzejsi zawodnicy wiedzieli o tym, i woleli nie wchodzić w drogę kapitanowi, bo wiedzieli, że w bardzo łatwy sposób mogli się tym narazić na przeraźliwy ochrzan od niego. W drużynie były jednak i takie prawdziwki, które najwyraźniej nie wiedziały o pewnych problemach jednego z jej zawodników. Toteż nic dziwnego, że z oczu zazwyczaj spokojnego blondyna, dzisiaj kipiała najprawdziwsza furia.
- Myślałem, że wystarczy Ci moje zdjęcie, które kładziesz sobie pod poduszkę, żeby Ci się lepiej spało. - odpowiedział Kowal. Wyczuł, że wrzaskiem nic by nie zdziałał, więc skoro Piter chciał się bawić w sarkastyczne teksty, to on na to jak na lato. Wierzył, że wygra ten pojedynek. - Nagle Ci się jeszcze listu z dedykacją zachciało? Aleś Ty zachłanny, chłopie.
- Znudziło mi się fapanie do Twojego zdjęcia, wybacz, Andrzejku. Chociaż muszę przyznać, że niezłe ciałko na nim pokazałeś. - prychnął. - Skoro tak mnie uwielbiasz, to chyba napisanie specjalnego zaproszenia dla mnie nie będzie dla Ciebie żadnym problemem, nie? - przewrócił się na bok i przymknął oczy.
- Szkoda tylko, że nie masz takiego zdjęcia. - przerwał jego bezsensowne ględzenie.
- Ma. - zachichotał Igła, który doskonale słyszał tę rozmowę.
- A skąd niby ma? - Andrzej spojrzał na niego, a gdyby wzrokiem można było zabijać, to prawdopodobnie dla Krzyśka należałoby już przygotowywać miejscówę na cmentarzu.
- A dałem mu. Piękna foteczka, prosto spod prysznica. - rechotał.
- Codziennie ją przytulam przed snem. - wtrącił się Kosok, który również wydawał się być rozbawiony całą tą sytuacją.
- Ty też masz moje zdjęcie?! - wrzasnął zdumiony Endrju.
- Cała Resovia ma Twoje nagie zdjęcia, przykro mi. - rzekł Bartman i przeczesał dłonią swoje włosy.
- Nie tylko Resovia. Ja też mam. - dodał Wlazły. - Szczerze? Łatwiej byłoby tu znaleźć osobę, która ich nie ma. - zaśmiał się.
Andrzej czuł się zdezorientowany. Czy oni tak na serio, czy znowu kręcą z niego bekę? A co, jeśli faktycznie mieli jego zdjęcia spod prysznica? Ignaczak z pewnością byłby zdolny do tego, żeby mu je zrobić, przecież ta wścibska menda wkładała swój aparat wszędzie tam, gdzie nie powinna... On doskonale wiedział, co potrafili zrobić jego pupile z Resovii. Do dzisiaj pamięta, jak Drzyzga z Kosokiem zamknęli go w łazience i kazali wyjadać z sedesu... A wybite szyby w samochodzie i pewne nieprzyjemne pamiątki, jakie w nim znalazł?... I pomyśleć, że sprawcą tego był niby ten najgrzeczniejszy w drużynie.
- To dostanę to zaproszenie? - przerwał jego rozmyślanie.
- Nie, bo nie zasłużyłeś. - odpowiedział.
- Pfyf, to nie. - wstał i poprawił fryzurę. - To cześć. - pomachał wszystkim i przesłał buziaka w powietrzu, po czym... wyszedł z hali. Tak po prostu wyszedł.
- A Ty dokąd?! - zdążył jeszcze za nim krzyknąć Kowal.
Odpowiedzi jednak już nie otrzymał. Mimo, że Nowakowski doskonale wiedział, gdzie idzie. Zmierzał w tylko sobie znanym kierunku. I może lepiej dla niego, że nikt inny nie wiedział, cóż on znowu zamierza zrobić...
- A temu co znowu? - zdziwił się Dryja.
- Nie udało mu się wczoraj zaliczyć, więc znowu wariuje. Przyzwyczajaj się, że on tak się zachowuje w takich przypadkach... - westchnął Kosoczek i pokręcił głową.
- Przecież to nie jest normalne. - stwierdził Mieszko.
- No shit, Sherlock. - przewrócił oczami Wojtaszek. - Lepiej byś powiedział, jak my mamy z nim wytrzymać. Bo jego problemy stają się uciążliwe dla całej reprezentacji.
- I zaczęły się już, niestety, przyczyniać do nagłego spadku formy... - analizował statystyk, przeglądając dane na swoim laptopie. - Wczoraj na popołudniowym treningu szło mu fatalnie, zresztą już od paru dni to nie jest ten sam zawodnik. Przestał wbijać spektakularne gwoździe, nie straszy już zagrywką... - zaczął wyliczać.
- I całe szczęście, bo chociaż mamy szansę w ogóle to przyjąć. - wtrącił się Rafał. - Kiedy tak stlaszył wszystkich tymi pociskami, to to nie było zbyt przyjemne dla nas. Był postlachem na zaglywce, a telaz możemy już nolmalnie tlenować i nikt już z nas nie panikuje, kiedy on idzie w pole selwisowe. Bo do tej poly to mieliśmy jakby spętane nogi i lobiło nam się moklo w gaciach, plawie że slaliśmy ze stlachu, kiedy on tylko tam stał. Baliśmy się w ogóle luszyć z miejsca, bo wiedzieliśmy, że i tak będzie as, że tego nie przyjmiemy. Tak więc telaz jest lepiej, bo udało nam się odzyskać naszą pewność siebie, co przyczyniło się do tego, że my, przyjmujący, glamy telaz lepiej, aniżeli wcześniej, kiedy mieliśmy takiego killela na zaglywce. - zakończył swój wywód. Oczywiście nie obyło się bez tego uroczego seplenienia, tak bardzo typowego dla Buszka.
- Rzeczywiście, jest się z czego cieszyć, że Twój kolega stracił formę. - westchnął Kowal. - Mnie najbardziej martwi to, że nagle zaczął popełniać straszliwe błędy... Nie przypominam sobie, kiedy tak często łapano go blokiem, kiedy połowa jego zagrywek lądowała w siatce... No i te dogrania na drugą stronę! On tak nigdy nie grał! - złapał się za głowę.
- Więc twierdzicie, chłopaki, że na jego spadek formy wpłynął brak... tego? - ciągnął temat Gogol.
- No. Jeden dzień bez zaliczenia jakiejś panny mu wystarczy, żeby przeklinać istnienie całego świata. Pindol w gaciach mu wariuje, to i jemu odpiernicza na mózg. Przecież wiemy, że on się normalnie tak nie zachowuje. - bronił kolegi Grześ. - On się chyba, niestety, uzależnił...
- Najgorzej. - bąknął gdzieś tam w tle Gregor. On jednak mógł zasięgnąć porady u kogoś, kto znał Piotrka lepiej, aniżeli cała kadra razem wzięta. Być może to nie pierwszy raz, kiedy on się tak zachowywał?... Może kiedyś już mu się to zdarzyło?...
- Ja go nie zaspokoję, przykro mi. - stwierdził Brandt, rozmasowując w międzyczasie udo Możdżona. - Myślę, że powinien porozmawiać z jakimś psychologiem, albo kimś... Takie zachowanie przecież nie jest normalne. Kiedyś tak się nie zachowywał.
- Taa... z psychologiem... - westchnął Igła. No tak, przecież to sam Pit przyczynił się do wyjazdu psychologa... A że nie było dokładnie wiadomo, kiedy owy psycholog wróci, to chłopaków mogło czekać jeszcze kilka trudnych do wytrzymania dni...
- Czy ktoś z was może wie, kiedy wróci psycholog? - spytał Andrzej.
- Nikt tego niestety nie wie. - odpowiedział Romać. On wiedział nieco więcej, niż pozostali, ale sam przecież nie mógł zbyt wiele wywnioskować z tekstu "Może jutro, a może nie."... A takim go przecież wczoraj uraczyła Anka na Facebook'u.
- Świetnie... Po prostu zajebiście. - westchnął szkoleniowiec Resovii i pokręcił głową. Mieszko tylko spuścił wzrok i wzruszył ramionami.
- A może pani psycholog nie byłaby potrzebna? - zaczął Hainek. - Może Kamila mogłaby pomóc uporać się nam, i jemu, z tym problemem? - palnął. Wszystko fajnie, tylko chyba zupełnie zapomniał, że dziewczyna siedziała niedaleko niego i wszystko to doskonale słyszała.
- Mam robić za jego prywatną dziwkę tylko dlatego, żeby w drużynie był święty spokój? - warknęła. - Nie mam zamiaru! - wrzasnęła i wyszła z hali. Skierowała się w stronę swojego pokoju.. żeby myśleć nad tym, co innego mogłaby zrobić, żeby pomóc środkowemu. Tak, chociaż przed nikim by się do tego nie przyznała, zrobiło jej się go żal. Pomimo tego, jak ją czasem traktował - polubiła go, bo jego przecież nie dało się nie lubić. Nie była pewna, czy nie poczuła do niego czegoś więcej, byli przecież ze sobą w dość bliskich zażyłościach... Nawet jeśli, to nie potrafiła sama się do tego przyznać. Czuła jednak, że jeśli ona mu w jakiś sposób nie pomoże, to nikt nie byłby w stanie tego zrobić... Na Ankę nie miała co liczyć, skoro ta miała go już tam, gdzie słońce nie dochodzi, to nie było sensu nawet próbować. Porozmawiała by z nim, nawrzeszczała na niego, być może coś mu wygarnęła, i tyle by z tego spotkania między nimi wynikło. Falęcka nie była pewna, czy oni naprawdę powinni ze sobą porozmawiać, ba, obawiała się, że to mogłoby wywołać efekt odmienny od zamierzonego - i jeszcze bardziej zdołować i tak wystarczająco już przybitego środkowego. Jemu nic nie poprzestawiało się w głowie, nie zwariował, nie był na żadnych prochach... On po prostu cały czas cierpiał... To były naprawdę straszliwe męki, skoro nie mógł przez nie normalnie funkcjonować... Co więcej, Kamila domyślała się, czym były one spowodowane. Spierdoloną robotą Anki. I Pit też był chyba tego świadomy, więc to był kolejny powód, dla którego tamta dwójka nie powinna się ze sobą spotkać. Najprawdopodobniej nie miał by żadnych oporów przed tym, by jej o tym przypomnieć... Teoretycznie normalna, spokojna i poważna rozmowa, najprawdopodobniej skończyłaby się wielką kłótnią, a tego chyba byłoby lepiej uniknąć... Środkowemu potrzebne było teraz wsparcie, zrozumienie, a nie wielki opierdziel od byłej kochanki. To by z pewnością dobrze na niego nie wpłynęło... Rudowłosa pani fotograf wiedziała, że podczas wizyty w szpitalu psychiatrycznym, Nowakowski usłyszał, że jest bożyszczem kobiet i demonem seksu. Najwyraźniej to nie zostało wyparte z jego głowy, on dalej w to wierzył... To przekonanie, że mógłby mieć każdą, i że wszystkie cizie lecą na jego klatę, ta łatwość znajdywania sobie kolejnych panienek i zaciągania ich do łóżka... to wszystko przyczyniło się do jego wielkiego problemu z samym sobą. Niestety, kolejne partnerki nie ułatwiały sprawy i tylko utwierdzały go w tych przekonaniach, tylko nakręcały całą tę maszynkę...
Większość kolegów z drużyny tylko zastanawiało się co on w sobie takiego miał, że tak działał na wszystkie kobiety. Wprawdzie nie negowali jego urody, więc to, że laski na niego leciały, nie wydawało się być niczym nadzwyczajnym... Od dawna miał wiele hotek, które straszliwie się nim jarały, bo zdecydowanie było czym. Oni jednakże znali go doskonale i wiedzieli, że jeśli chodzi o stosunki damsko - męskie, Pit od zawsze był nieśmiały. Dziwiło ich więc to, że ich ziomeczek nagle zaczął mieć takie powodzenie u płci pięknej. Jednocześnie zazdrościli mu, i martwili się o niego. Wiedzieli bowiem, że gdyby wszystko było z nim w porządku, on by się tak nie zachowywał... Oczywiście, dotyczyło to tylko tych, którzy wyczuli, że coś złego stało się z ich kolegą.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Bociuś, Żalu, Szalupa, Romek, złaźcie z tego drzewa. - zaśmiał się Wojtek Ferens, kiedy dostrzegł wcześniej wymienioną czwórkę zawodników przesiadujących na jednym z dębów rosnących pod Centralnym Ośrodkiem Sportu.
- Nie, czemu? Mi tu jest dobrze. - uśmiechnął się Bociek. W dłoni trzymał ciężarek i obracał nim na wszystkie strony. Niestety, sztangi na drzewo zabrać nie mógł, więc musiał zadowolić się czymś mniejszym. Wszyscy wiedzieli, że atakujący ze swoją ukochaną zabawką nie zwykł się rozstawać, więc zapewne nie posiedzi na gałęzi tak długo jak jego koledzy. - Tylko szkoda, że nie mogłem tu zabrać mojej sztangi. - westchnął, po raz kolejny podnosząc ciężarek.
- No to leć, Bociuś do niej, bo pewnie już za Tobą płacze! - zachichotał młody przyjmujący ZAKSY. Liczył na to, że stęskniony zawodnik faktycznie pójdzie do swojej ukochanej, wtedy sam mógłby zająć jego miejsce i posiedzieć z kolegami.
- Poczeka. - odpowiedział, wprawiając tym samym swoich kumpli w niemałe zaskoczenie. - Im bardziej się stęskni, tym później będzie bardziej chętna do kolejnego treningu.
Tak, Bociuś, bo sztanga czuje i ma w sobie jakiekolwiek emocje, masz rację.
- Ja to się dziwię, że Ty się ożeniłeś ze swoją żoną. - palnął Żaliński.
- No właśnie! A mogłeś ze sztangą! - dodał Szalpuk, a chichotał tak, że prawie zleciałby z gałęzi, na której siedział.
- Sztanga by Ci nie marudziła, nie darła się na Ciebie w domu, pozwalałaby Ci oglądać mecze w telewizji, kiedy tylko byś chciał... - zaczął wyliczać zawodnik Cuprum.
- Ale obiadku by mi nie zrobiła. - pisnął Bociuś i otarł z policzka wyimaginowaną łezkę. - I nie zrobiłaby porządku w domku...
- Jeśli żona potrzebna jest Ci tylko do tego, żeby robić Ci żarcie i sprzątać, to brawo Ty. - prychnął Feru. Najwyraźniej nie podobało mu się to, jak posiadacz największego bicka w kadrze, traktował kobiety. I raczej nikt nie powinien dziwić się takiej reakcji. Nie potrzeba było być feministką do tego, żeby się oburzyć po usłyszeniu takich słów...
Traktowanie kobiet przez kadrowiczów to w ogóle był osobny temat, któremu warto byłoby poświęcić trochę miejsca i czasu. Jak widać, dla jednego, przedstawicielka płci pięknej była potrzebna tylko do gotowania i do sprzątania. Inny zawodnik potrzebował kobiet tylko do tego, żeby się zaspokoić... Większość twierdziła, że ich partnerki nie powinny czepiać się tego, że muszą w pojedynkę zajmować się domem, przecież oni po swoich meczach wracają zmęczeni i muszą odpocząć. Przy telewizorze i piweczku, oczywiście. Typowi faceci XXI wieku. Paluszkiem nie kiwną, a pierwsi do pouczania...
- A Ty co się tak czaisz, jak taki czajnik? - zmienił temat Romać.
- A nie wiem. - wzruszył ramionami Ferens.
- To się tak nie gap na nas, jakby Ci oczy z oczodołów wyjebało, tylko właź. Miejsca jest sporo, tak więc zmieścisz się tu bez problemu. - przewrócił oczami.
- No chyba, że masz lęk wysokości, to wtedy nie właź, bo nie chcę, żeby potem było coś na mnie, że Cię zabiłem, czy Ci krzywdę zrobiłem. - palnął Szalpuk.
- Nie mam lęku wysokości. - odpowiedział.
- No to właź i nie gadaj tyle. - zaśmiał się Bocian.
Młodemu przyjmującemu nie trzeba było już tego więcej powtarzać, po chwili na drzewie siedzieli więc już w piątkę. A co mogli zrobić siatkarze, którzy gdzieś byli w takiej grupce? Oczywiście dać znać o tym całemu światu. Toteż nic dziwnego, że po chwili o tym, co właśnia porabia, napisał na swoim Facebook'u Wojtek Żaliński.
Takiej odpowiedzi zapewne się nie spodziewał...
- Ale on jest tępy. - westchnął Bociuś. - On naprawdę myśli, że siedzimy na Możdżonie? Przecież by się załamał pod naszym ciężarem.
- To Ty jesteś tępy. - stwierdził Romać.
- Ja? - zdziwił się drugi z atakujących.
- Tak, Ty. Bo wziąłeś na serio to, co on napisał. A widać przecież, że sobie robi jaja. - przewrócił oczami i pokręcił głową.
- To nawet ja wyczułem, że on tylko bekę kręci. - zauważył "ten od żalu", którego przyjęło się uważać za jednego z najmniej inteligentnych kadrowiczów.
- Noo niee, seerio? - zironizował Szalupa. - Padam na kolana przed Twoją inteligencją. No proszę, skapnął się.
- Tylko umysłowa ameba by się nie skapnęła. - prychnął Szymon, który był dzisiaj wyjątkowo złośliwy. Nie miał dobrego humoru. Cały czas rozmyślał o swojej aktualnej sytuacji, a była ona dość kłopotliwa. Żeby lepiej zobrazować - był zawieszony nad przepaścią, między Anką i Kamilą. Nie wiedział, którą ostatecznie ma wybrać. Czy zająć się psycholożką, która wyraźnie zdecydowała, że woli jego, czy też powrócić do uwodzenia pani fotograf, zanim ta na dobre straci głowę dla jednego z jego kolegów. Nie chciał, żeby Cichy mu ją odbił, jednak nie potrafił olać Chmury... Będzie musiał się na coś zdecydować, bo dwóch dziewczyn mieć nie będzie...
Jeśli chcesz, żeby Szymon zajął się Anką, wyślij SMS'a o treści MÓZG MNIE BOLI na numer 666. Jeśli natomiast wolisz, żeby wybrał Kamilę, wyślij z kolei SMS'a o treści PYKNIJ MI FOTKĘ, numer ten sam.
- Co Ci się dzisiaj stało, Szymek? - westchnął Artur. - Od rana jesteś jakiś taki...
- ...wkurwiony. - dokończył za niego Bociek.
- Bo nie wiem, co zrobić. - westchnął. - Wy na moim miejscu też byście nie wiedzieli.
- Opowiedz nam co nieco o swoim problemie. - rzekł Ferens głosem myśliciela, a trójka jego towarzyszy zachichotała głośno.
- Ciągnie mnie do jednej kobiety, ale z drugiej strony nie chcę, by ktoś inny poderwał drugą. I nie wiem, którą wybrać. - jęknął.
- No, nie można mieć w życiu wszystkiego. - rzekł Żalu tak, jak jeden z jego kolegów w reklamie Plusa.
[A dokładnie ten:
Hłehłe, Piter zawsze spoko.]
- Którąś musisz wybrać. - stwierdził Bociek.
- Zrób bilans zalet i wad każdej z nich. Wtedy sam zobaczysz, za którą lepiej byłoby się zabrać. - palnął Feru.
- Nie no, tak się kobiet nie wybiera. - złapał się za głowę Szalpuk. - Wybierz tą, którą kochasz, po prostu. Do której coś czujesz. A nie, że chcesz komuś zrobić na złość, i dlatego wybierzesz inną, chociaż sam z nią nie będziesz szczęśliwy. Twoje szczęście jest najważniejsze, pamiętaj. - pouczał kolegę. - Musisz dokonać dobrego wyboru. Kieruj się sercem.
- Ja już dokonałem wyboru. - rozmarzył się Żaliński i zaczął czule obejmować konar, na którym siedział.
- Przecież Ty masz żonę. - zauważył Grześ.
- Zdradzasz żonę z drzewem?! - wrzasnął jego imiennik.
- On jest dendrofilem! - wrzasnął Szymon i zaczął nerwowo wymachiwać rękami na wszystkie strony, o mało co nie zrzucając przy tym z drzewa Artura. Niemal natychmiast włączył Facebook'a i wystukał wiadomość do Anki.
- Moja Kora jest cudowna, nie wiem, czego wy od niej chcecie. - prychnął zawodnik Czarnych Radom i dalej przymilał się do jednej z gałęzi.
- Kurwa, nie wyrobię zaraz z tą dziewuchą. - warknął siatkarz Cuprum Lubin, gdy tylko odczytał odpowiedź, jaką wysłała mu pani psycholog. Po raz kolejny zaczął zastanawiać się, dlaczego on właściwie coś czuje do tej tępej dzidy...
Bardzo profesjonalne podejście do zawodu, tylko tej pani pogratulować...
Jak widać, wielu członków kadry miało problemy z kobietami. Bociek zdradzał żonę ze sztangą i ciężarkami, Żaliński z drzewem, a Szymon wahał się, którą z dwóch kobiet wybrać...
Tymczasowo problemu z kobietami nie miał inny kadrowicz, który w tej samej chwili w najlepsze zabawiał się w pobliskim burdelu. Miał szczęście, że nikt o tym nie wiedział, i że nikt nie zauważył jego nieobecności w ośrodku. Jedno było pewne - długo w taki sposób nie będzie mógł postępować, bo w końcu się wyda, cóż to on wyprawia...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Teheran, Iran
W Teheranie od rana panował wprost niewyobrażalny upał. Część zawodników czuła się, jakby trafiła do jakiegoś piekła. Wprawdzie Ci, którzy mieli już (nie)przyjemność grać w słynnej hali, twierdzili, że to dopiero tam zaczyna się dziać niezłe piekło, jednak młodszym zawodnikom nie szło tego wytłumaczyć. Oni wiedzieli swoje. Wszyscy narzekali na nieludzki ukrop, jedynie Stefan spacerował sobie wesoło w cieniutkim T - shircie i okularach przeciwsłonecznych. Bączek postawił na rozwijanie swojej pasji, jaką są podróże, więc czym prędzej wyciągnął swój aparat fotograficzny i zaczął cykać zdjęcia. Widoki były nieprzeciętne, to trzeba było przyznać. Nasi zawodnicy nie będą chyba jednak mieli zbyt dużo czasu na zwiedzanie kraju Persów, musieli skupić się na swojej pracy - a więc na treningach i grach. Tylko czy oni tak bardzo tego chcieli?... Zachowanie kilku siatkarzy wskazywało na to, że niekoniecznie...
- Kurwa, jaki skwar. - narzekał Kacperek.
- Przyzwyczajaj się. - odrzekł Winiar. - Jeśli chcesz latać częściej z reprezentacją, to będziesz musiał przywyknąć do takich upałów. W takiej na przykład Brazylii... tam wcale nie jest chłodniej.
- W Brazylii są zajebiste dupeczki. - rozmarzyła się latorośl prezesa PGE Skry.
- Poproś tatusia, może Ci jedną sprowadzi na chatę. - zadrwił Rucek. - Chyba już Ci wystarczy bycia prawiczkiem.
- Pfef. Zaliczyłem swoją pierwszą laskę już dawno temu, skarbie. - prychnął.
- To się nazywa pedofilia. - chichotał Wiśnia.
- Pedofilia jest wtedy, jak to Ciebie się ładuje. - westchnął młody libero.
- Patrzcie go, jaki doświadczony. - zarżał Siurak. - To może opowiesz nam parę ciekawych historii ze swojego życia? Chętnie posłuchamy. - dodał, a cała reszta wybuchnęła dzikim rykiem i zaczęła pokładać się ze śmiechu gdzie tylko się dało. Jedni na trawniku, inni na chodniku...
- Ma ktoś pożyczyć okulary? - jęczał Piechocki.
- Nie. A co, swoich nie masz? - spytał Dzik.
- Zapomniałem zabrać. - bąknął i zwiesił głowę.
- A mózgu nie zapomniałeś? - parsknął Pawianek.
- Mózgu to on nigdy nie posiadał. - zauważył Zupa.
- Po co Ci w ogóle teraz okulary, jak zaraz idziemy na halę, zioom? - zapytał Ptaszysko.
- Chyba wy idziecie. - odpowiedział. - Ja idę się opalać. - strzelił przyjebanego bananka a'la Cichy Pit.
- Ty tu przyjechałeś grać, czy na wakacje? - warknął Winiarski.
- Tatuś mi powiedział, żebym korzystał z dobrej pogody, ze słoneczka... Żebym jak najbardziej zakosztował widoków... I żebym się trochę opalił, bo twierdzi, że jestem strasznie blady... I żebym...
- Tata to, tata tamto, tata sramto... - Żygadło przerwał jego trajkotanie. - A Kacperek sam coś może? Bez zgody lub zalecenia tatusia?
- Nie może, bo go wtedy stary zleje. - zaśmiał się Karollo.
- Japa, stary dziadzie. Myślisz sobie, że jak jesteś ode mnie starszy, to możesz mnie obrażać, pierdzielu jeden? - w tej właśnie chwili Kacperek przestał być miły.
- Ooo kuurwa, ten to już chyba przegiął pałę totalnie. - dało się słyszeć w tle jęk Bołądzia.
- Co? Kto? - zainteresował się Piechu.
- A to se zobacz. - westchnął i podał mu tableta z włączonym Facebook'iem. Mógł zobaczyć najnowszy wpis Zbysia Bartmana na jednej z grup, tej przeznaczonej dla zawodników naszej kadry.
- Ooo proszę, człowiek wielu tajemnic! Wczoraj palił przed ośrodkiem, dzisiaj zabawia się z dziwką, ciekawe, co jutro wymyśli. - zarechotał.
- ON PALI?! - ryknął zdumiony Siurak.
- Chyba mi na oczy nie padło i wiem, kto na mnie wydmuchiwał wczoraj z ryja cały ten syf. - przewrócił oczami. - Twierdził, że to tylko takie jednorazowe, ale wiecie co? Wydaje mi się, że jemu coś na łeb jebło.
- To to już dawno zdążyliśmy zauważyć. - westchnął Wiśniewski. - Tylko nie wiemy, co z tym zrobić... - Eeee... chłopaki, chyba ktoś do nas.
- شما در جایی بز من دیده ام؟ [Widzieliście gdzieś moją kozę?] - zapytał nowoprzybyły, którym był jeden z irańskich siatkarzy, Amir Ghafour.
- English, please. [Po angielsku, proszę.] - zarządził Dzik. - We don't understand these worms. [Nie rozumiemy tych robaczków.]
- You've seen somewhere my goat? [Widzieliście gdzieś moją kozę?] - powtórzył, tym razem już w języku, który każdy mógł zrozumieć.
- No. A what? [Nie. Że co?] - zdziwił się Kacperek.
- I heard it in one of your rooms! [Słyszałem ją w jednym z waszych pokoi!] - wrzasnął. - Admit, which one of you stole my goat?! [Przyznać się, który z was ukradł moją kozę?!]
- None of us has stolen your goat... [Żaden z nas nie ukradł Ci kozy...] - westchnął Włodarczyk.
- We prefer women. [My wolimy kobiety.] - dodał Dżony.
- You have strange tastes in this Iran. [Macie dziwne upodobania w tym Iranie.] - zachichotał Fabian.
- If you find it, let me know. [Jeśli ją znajdziecie, dajcie mi znać.] - rzekł na odchodne Irańczyk i odszedł w stronę hali.
- Meeee! - wyrwało się Kacperkowi, który natychmiast po tym, jak wydał z siebie odgłos podobny do najprawdziwszej kozy, zaczął dziko rechotać.
A Ghafour zawrócił.
- I heard it! [Słyszałem ją!] - krzyknął i zaczął wpatrywać się uważnie w całą grupę polskich kadrowiczów.
- There isn't any goats. It's this idiot who it imitates... [Tu nie ma żadnej kozy. To ten idiota ją udaje.] - jęknął zmęczony całą sytuacją Winiarski.
- Meee! - jak na zawołanie zawył Kacper, wprawiając cały zespół w zażenowanie, a Ghafour'a... a u Ghafour'a wywołał wybuch najprawdziwszej kurwicy.
- Heal you, you little shit. It wasn't funny. [Lecz się, gówniarzu. To nie było zabawne.] - żachnął się. - For me it's an important issue, and you're joking. [Dla mnie to ważna sprawa, a Ty sobie żartujesz.] - dodał, po czym odszedł.
- Lecz się gówniarzu na nogi, bo na łeb za późno. - Rucek strzelił mu z liścia.
- EJ, TY! - ryknął, za atakującym reprezentacji Iranu, Fabian.
- What? [Co?] - spytał, odwracając się w stronę naszych zawodników.
- ZOOFILIA JEST ZABRONIONA! - wrzasnął i wybuchł dzikim rechotem. Wraz z nim mniej więcej połowa kadry. Ta połowa, która nie czuła się zażenowana tym tekstem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
- Co za palant. - wzdychał Bartman, załamany najnowszym pomysłem swojego kolegi z drużyny.
- Mówisz o sobie? - zadrwił Wlazły.
- Nie, o nim. - jęknął i pokazał mu fotkę, jaką na swojego Facebook'a załadowała niejaka... Berenika Nowak, a jaką on udostępnił na wcześniej wspomnianej grupie na owym Fejsie. To była ta sama Berenika, z którą kiedyś współpracował, żeby pozbyć się Anki z ośrodka. Jak widać, Anki udało się pozbyć, lecz to nie im należało przypisać tę zasługę... Jedyne, co się zmieniło u czarnowłosej kobiety to fakt, że teraz jej ciało przyozdabiało kilka sporej wielkości tatuaży. To, gdzie pracowała, nie było bowiem dla Zbyszka żadną tajemnicą...
- Jemu naprawdę stało się coś złego... - szepnął atakujący Skry Bełchatów. - Ciągle nowe laski... to nie jest normalne...
- Nowe laski to jeszcze nic złego, ale to jest... zadeklarowana prostytutka... Nie sądziłem, że on będzie w stanie pójść do burdelu. Przecież to wbrew jego zasadom. - odrzekł.
- Zasady zasadami, a popęd seksualny popędem seksualnym. - zauważył.
- Taaa. Przecież on zawsze twierdził, że dziary to zło. I że wytatuowanej laski nawet kijem by nie tknął. A tu proszę... - westchnął. Mariusz tylko wzruszył ramionami. Nie wiedział, jak mógłby pomóc koledze z reprezentacji.
- Ale ta fota to chyba jest z jego pokoju, tutaj w ośrodku, nie? - bombardier raz jeszcze przyjrzał się foteczce. Kapitan drużyny spał sobie w łóżku, z uśmiechem na twarzy, a leżąca obok, również rozebrana, Berenika, czule go obejmowała i eksponowała przy okazji swoje tatuaże.
- Ty, no. Fakt. - podrapał się po brodzie.
- Idziemy wykurzyć tę pindę? - spytał.
- Nie chce mi się. - ziewnął przyjmujący.
- A co Ci się chce? - przewrócił oczami.
- Spać. Spać mi się chce. Dobranoc. - odpowiedział, po czym poszedł do swojego pokoju oddać się w objęcia Morfeusza.
- Palant. - prychnął, kiedy jego towarzysz rozmowy już wyszedł.
- Miło mnie witasz. - zaśmiała się Kamila, która w międzyczasie, gdy atakujący przeklinał jeszcze w myślach Bartmana, zmaterializowała się obok niego.
- Ach, nie. To nie było do Ciebie. - uśmiechnął się.
- No ja myślę. Coś się stało? Jakiś problem? - zapytała, widząc, że coś go martwi.
- Problem jest od pewnego czasu jeden i ten sam. No wiesz, blond włosy, dwieście pięć centymetrów wzrostu... - zaczął wyliczać.
- Kojarzę... - jęknęła. - Co on znowu wywinął? - chyba się bała usłyszeć odpowiedź.
- No sama sobie zobacz. - pokazał jej Facebook'a na swoim telefonie. Pokazał jej TĘ FOTĘ.
- Kurwa, nie wierzę. On się chce spierdolić na samo moralne dno, czy o co mu chodzi, bo ja już nie rozumiem?... - westchnęła. Na swoje pytanie nie otrzymała odpowiedzi.
- On potrzebuje pomocy. I to w trybie natychmiastowym. - szepnął.
- Mówiłam już, że jego prywatną dziwką do walenia nie będę. Ale chyba wiem, co mogłoby mu pomóc... - stwierdziła. Myślała o tym długo i doszła do wniosku, że wie, co mogłaby zrobić, żeby zażegnać jego problem.
- Sprowadzisz mu Ankę, żeby się pogodzili i było never ending love story? - palnął. Tak głupie wypowiedzi rzadko wydobywały się z jego ust.
- Żeby mi się tu pozabijali? Wolę, żeby ona nie wracała. Jemu to na pewno nie pomoże, a wręcz przeciwnie - to mu może zaszkodzić, i to poważnie. Dam radę mu pomóc bez obecności tej tępej pindy. - odpowiedziała.
- Co więc zamierzasz zrobić? - zapytał.
- Tajemnica. Ale wierzę, że to zda egzamin... - rzekła. - A teraz wybacz, ale idę wykurzyć tę cizię. - zachichotała i ulotniła się jeszcze szybciej, aniżeli przed chwilą weszła. Niemalże biegiem zmierzała w stronę jego pokoju, w myślach układając sobie słowa, jakimi ich przywita... Gdy dotarła pod drzwi, zapukała.
Cisza.
- Wiem, że tu jesteś, więc bądź tak miły i otwórz. - warknęła, a w jej tonie nie można było wyczuć nic ze słodkiej Kamilki, takiej, z jaką zazwyczaj przychodziło mu rozmawiać.
Ponownie odpowiedziała jej cisza. Chcąc, nie chcąc, Falęcka otworzyła drzwi. Dziewczyna przeżyła małe zaskoczenie, bo w pokoju zastała jedynie środkowego. Nigdzie nie było widać jego niedawnej kochanki. Może to i lepiej dla niej...
Fotografka podeszła do śpiącego królewicza po czym... przywitała go zdecydowanym liściem w twarz.
- Ała. - jęknął.
- CO TY ODPIERDALASZ?! - wrzasnęła, zmuszając go do tego, by na nią spojrzał.
- Jja... nnic... - pisnął, po czym ziewnął. Był zaspany, a dziewczyna wyciągnęła go właśnie z najgłębszej fazy snu.
- NIE? A TA FOTKA NA FACEBOOK'U?! - ryknęła. Zdecydowanie nie była w dobrym humorze.
- Kamilcia, kochanie, dlaczego na mnie krzyczysz? - bąknął. Chyba nie wiedział nic o tym, że stał się gwiazdą Fejsbunia...
- Teraz to kochanie, tak?! Skoro ja jestem Twoim kochaniem, to kim jest ta pinda, z którą się przespałeś?! - darła się przeraźliwie. Miała gdzieś to, że zapewne wszyscy w ośrodku ją słyszeli. Chyba nawet byłoby lepiej, gdyby faktycznie wiedzieli, co tu się odpierniczało...
- Skąd wiesz, że z kimś spałem? - spytał, dosyć pewnym głosem.
- Fotka na Facebook'u, dziubek. Ona nie kłamie. - prychnęła i pokazała mu ją.
- Ja pierdolę. - złapał się za głowę. Nie sądził, że Berenika mogłaby zrobić mu zdjęcie, ba, że mogłaby się pochwalić tym, z kim spała. - Ja nie chciałem, Kamila. Ja musiałem. - jęknął.
- Musiałeś, tak? Ktoś Ci groził śmiercią? Albo komuś z Twojej rodziny? Wtedy bym to zrozumiała. - fuknęła na niego.
- Wiesz, dlaczego musiałem. - westchnął i spuścił głowę.
- Wiem. A Ty wiesz, że to nie jest normalne? - spytała.
- Wiem. Ale nic na to nie poradzę, że nie znalazłem nikogo pod ośrodkiem... - jęknął.
- Nie masz szukać nikogo pod ośrodkiem. - warknęła.
- To co ja mam zrobić? - rozłożył ręce w geście bezradności.
- OGARNĄĆ SIĘ! - ryknęła na niego. - A jak tego nie zrobisz do jutra, to już ja Ci to pierdolenie wybiję z głowy! - dodała.
- Ale... - jęknął.
- Ćśśś, Piotruś. Teraz śpij. - szepnęła, najsłodszym głosikiem, jakim była w stanie, po czym cmoknęła go w policzek. Już miała wychodzić z jego pokoju, kiedy zostało jej to uniemożliwione.
Piotruś był cwaną bestią, więc szybko objął Kamilcię i ułożył do łóżka obok siebie.
- Leżeć tu mogę, przytulić mnie możesz. - stwierdziła. - Ale żadnego seksu nie będzie. - spojrzała mu prosto w twarz, lecz jego oblicze nie wyrażało w tej chwili żadnych emocji.
- No spoko. Dzisiaj już nie potrzebuję. - odpowiedział.
Falęcka nie wiedziała dlaczego, lecz trochę ją ta odpowiedź zraniła... Postanowiła jednak nie pokazywać tego po sobie. Doskonale wiedziała, że on się do jutra nie ogarnie, więc miała już dokładnie opracowany plan działania na jutrzejszy wieczór... Plan, o którym nikt nie mógł się dowiedzieć.
- Dobranoc, Kamilcia. - cmoknął ją prosto w usta. Ta odwzajemniła buziaka, po czym szybko zasnęła. A zawodnik razem z nią.
________________________________________________________
Staczania się na samo dno ciąg dalszy. Został już tylko jeden krok do cudownego otrzeźwienia. Jak myślicie, jaka sytuacja sprawi, że Nowakowski się ogarnie?
I co planuje Kamila, żeby mu pomóc?
Czy Anka wróci do ośrodka, a jeśli tak, to czy dojdzie do jej rozmowy z pogubionym w życiu środkowym?
Jaki cel we wrzuceniu zdjęcia na Facebook'a miała Berenika?
Kadra dotarła do Teheranu i już od razu musiała znosić marudzenie Kacperka. Ponadto poznała jednego ze swoich najbliższych boiskowych przeciwników.
Czy Amir odnajdzie swoją kozę? Czy ktoś z Polaków faktycznie mu ją buchnął, skoro ta miała się odzywać z jednego z pokoi naszych kadrowiczów?
Czy Kacperek będzie mógł się poopalać?
Czy ktoś wyleczy Wojtka Żalińskiego z dendrofilii?
Dałam dupy, wiem, nie musicie mi o tym pisać. Totalnie nie miałam chęci ani pisać bloga, ani czytać innych, nie wiem, dlaczego. W końcu jednak dodaję rozdział, a w najbliższych dniach spróbuję nadrobić zaległości na waszych blogach.
Przepraszam.
Czy ktoś może mi powiedzieć, co się dzieje z moją Sovią? Ukradli drużynę, halo, halo, ktoś ją widział?
Może ktoś skomentuje aktualną postawę mojej ukochanej ekipy?
Dziękuję, Piotruś, na Ciebie zawsze można liczyć.
Współczuję Ci, że musisz oglądać te "popisy" swoich kolegów.
Wracaj na reprezentację, bo na środku jest bida.
A skoro już tu się pojawiłeś, to może jeszcze coś miałbyś do powiedzenia? Tak? Super.
Tak, Piotruś, ja też chcę na wakacje.






Wreszcie się dobiłam! A skoro zajęło mi to tak dużo czasu, to sobie ponarzekam bardziej niż miałam zamiar.
OdpowiedzUsuńZABIERZ KTOŚ TEN KRZYWY RYJ SPOD TEJ NOTKI, BO PUSZCZĘ PAWIA, A SZKODA MI LAPTOPA!
Kilka scen (ta przy drzewie i podczas omawiania problemu Pitera przez chłopaków) aż się prosi o coś więcej. Przynajmniej w moim odbiorze - czyli jak zawsze będę jedyną z ALE.
Poza tym, to jest lepiej niż ostatnio, ALE! Ale wciąż poziom rozdziału nie powala.
NA KIEGO GRZYBA TE PEONY I ZACHWYTY?! YRGH, TAKIEJ GLORYFIKACJI TO JA DAWNO NIE WIDZIAŁAM. I TO TAK BARDZO PODKOLORYZOWANEJ, ŻE AŻ JA CZUJĘ, JAK TO BOLI.
Co do tego? Akurat numer z kozą byłby w porządku, gdyby nie to, że się go spodziewałam.
Ale translator google tak bardzo krzywdzi, że się czytać nie da. Już lepiej sobie to darować i pisać po polsku, bo jak dla mnie to to nie zdaje egzaminu.
Piona, Zbychu. Też chce mi się spać.
KUUUU, TEN RYJ NADAL TU JEST. YRGH do kwadratu #pozdrodlakumatych
Uwielbiam Twoje narzekania, siostro. <3
UsuńNIE MAM KRZYWEGO RYJA. - rzekł Piter. - Hotki za mną szaleją i mówią, że jestem hot, więc chyba coś w tym jest. - dodał.
Zachwyty nie były zamierzone, wyszło przypadkowo. :<
No wiem, że numer z kozą oklepany, zwłaszcza w Iranie. ;<
Mi też chce się spać. xd
Kocham. <3
Hormony Pita nadal buzują, ale ja wierzę, że on już osiągnął punkt krytyczny i teraz będzie tylko lepiej. No bo co to ma znaczyć ten opierdaling na treningach? Czy Piotrek nie zauważa na jak wiele dziedzin życia oddziałuje jego uzależnienie? No i zadawanie się z paniami lekkich obyczajów nie przystoi takiej personie jak on. Coś mi się wydaje, że w jego przypadku najbardziej skuteczną metodą może okazać się tylko terapia szokowa i mam nadzieję, że Kamila wymyśliła coś podobnego.
OdpowiedzUsuńChłopaki siedzą na Możdżonie, a Wojtek obmacuje Konara :D Ale fakt, dendrofilia, jak również i zoofilia to nie są normalne przypadłości, choć w Iranie to chyba mniej zaskakujący widok :P
Kacperku, a zasadził ci ktoś kiedyś kopa gdzieś? Wkurzający na maksa jest ten dzieciak, ale chcę więcej, bo fantastycznie się o nim czyta.
A Ankę powinni wywalić na zbity pysk, bo uchyla się od obowiązków zawodowych.
Kurczę, kogoś mi zabrakło w rozdziale. Chyba Zatora i jego mądrości.
Sovia odpierdziela w tym sezonie taką manianę, że nawet pielgrzymka do Częstochowy w jej intencji nic by nie pomogła, ale mi i tak jest smutno. Inwestujesz w jak najlepszych zawodników, budujesz "dream team" z myślą o największych sukcesach, a kilku kluczowych zawodników łapie kontuzję, coś nie pyka w przygotowaniach i cały misterny plan... No właśnie. Obiektywnie rzecz biorąc na złoto nie zasłużyliśmy, więc mam nadzieję, że finał skończy się w trzech meczach, bo kadrowicze oddychają już rękawkami.
Pozdrawiam :*
To jeszcze nie punkt krytyczny, został jeden, ostatni krok do pogrążenia się, ale potem będzie już tylko lepiej. ;)
UsuńOn wie, że mu spadła forma, on wie, że robi źle. Ale nie potrafi przestać... To jest zbyt silne, on walczy z samym sobą, i na razie tę walkę przegrywa. A że zadawanie się z takimi paniami mu nie przystoi, to fakt.
Będzie terapia szokowa, ale on sam jej dozna, tutaj Kamila nie pomoże. Ona wymyśliła coś innego.
Czy ktoś się podejmie leczenia dendrofilii Wojtka? No zobaczymy. Raczej trzeba będzie.
Hahah, chłopaki siedzą na Możdżonie. :D Biedny Możdżon, żeby tylko go nie połamali.
Irańskie kozy jeszcze się tu pojawią. :P
Taak, Kacperek jest na maksa wkurzający, i to jeszcze nie jest koniec jego akcji. Zapewniam, że jego w tym opowiadaniu nie będzie dało się lubić. :D Ani czytelnicy go nie polubią, ani nikt z kadry. No cóż, takie życie.
Będzie go więcej. ;)
Nie no, Anka musi wrócić i troszeczkę namieszać. Ale czy ona wróci tak szybko? No nie wiem, nie wiem. Zawsze może sobie wymyślić dłuższy urlop. A czy zawodnicy dadzą sobie radę bez psychologa? A co ją to obchodzi?
Kurde, zapomniałam o Zatorze. :D
Ech, no i się skończyło. Może to i lepiej, tylko boli mnie to, co czytam po tym, jak bełchatowska dzicz wylazła na fora i różne strony...
Dzisiaj wstydu nie było, na szczęście.
I tak Sovia grała w finale, a Skra nie, i to jest najważniejsze, i tego się trzymajmy. :D
Stefciu zadowolony, my niekoniecznie, no ale faktycznie, najważniejsza jest kadra. :)
Gratulacje dla ZAKSY, byli najlepsi w tym sezonie, po prostu.
Ja też pozdrawiam. :*