14.05.2016

L. "Jak Ci nogi z dupy powyrywam, Ty mały kmiocie, to się nauczysz zamykać cicho drzwi za sobą!"

26.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

- Ty pojebie! - dało się słyszeć w Spale już od rana. Można by rzec, że zaczął się właśnie kolejny typowy poranek w Centralnym Ośrodku Sportu. Żadną nowością bowiem tego typu teksty nie były, a każdy siatkarz przynajmniej raz dziennie słyszał taki, lub podobny, skierowany właśnie do niego. W końcu nie byli już dziećmi, a dorosłymi facetami, więc trudno by było, żeby słodzili sobie od motylków, rybek i innych kaczuszek. Trudno było też kogoś w ten sposób obrazić, lub chociaż trochę mu pojechać. A że nasi chłopcy w większości przypadków nie należeli do asiorów ani inteligencji, ani dobrego wychowania, nie mogli raczej oczekiwać pochwał za swoje zachowanie i wyczyny pozaboiskowe. O ile na parkiecie radzili sobie zazwyczaj więcej, niż przyzwoicie, o tyle poza nim w duszach większości z nich pojawiały się małe dzieci, dla których dniem straconym byłby takim, w którym by nic nie przeskrobały. Toteż nic dziwnego, że kadrowicze nieustannie wycinali sobie jakieś głupie numery, albo sami dbali o rozrywkę dla całej grupy, robiąc z siebie przy okazji idiotów. Niektórym odgrywanie roli kretynów wychodziło tak doskonale, że sztab szkoleniowy wielokrotnie zastanawiał się, czy oni się po prostu tylko wydurniają, czy może jednak mają tak już od dawna, a tylko czasami udają normalnych. Bo trudno mówić, że jest normalny o kimś, kto na przykład twierdzi, że jest spryskiwaczem. Do czasu pamiętnego wybryku podczas obchodzenia urodzin Grzegorza Boćka, Damian Wojtaszek był uważany za normalnego, dobrze ułożonego człowieka. Jedna głupia akcja sprawiła, że trenerzy i reszta sztabu diametralnie zmieniła o nim zdanie. Od tej pory mieli na niego oko i zauważyli, że libero Jastrzębskiego Węgla częściej zdarzały się inne dziwaczne sytuacje i zachowania. A taką dobrą miał przecież u nich opinię... Co jedna impreza potrafi zrobić z człowiekiem, i jak jest w stanie zmienić postrzeganie jego osoby u innych, przekonał się nie tylko on. Wszyscy w drużynie doskonale poznali już ulubiony numer Grzegorza Łomacza z zozolami, po którym to reszta zawodników miała w zwyczaju dziwnie się zachowywać. Chociaż Gregor od początku był raczej uważany za pociesznego głupka, wydawał się być zupełnie niegroźnym osobnikiem. Teraz jednak tego, żeby nie stać się kolejną ofiarą jego psikusa, bali się już wszyscy. Zapewne Grześ nie odważyłby się wrzucić sproszkowanych zozoli do coli takim osobom, jak Antiga, czy Blain, ale czy taki Mieszko, Bączek, a nawet Kowal, mogli czuć się przy nim bezpiecznie? Przecież cała drużyna czeka, aż ktoś ze sztabu szkoleniowego wywinie jakiś spektakularny numer, o którym będą to potem mogli opowiadać latami... A może raczej, aż staną się oni ofiarami takiego numeru. Przecież Igła od lat czai się na to, by nakręcić nowy, szałowy filmik, który zapewne w siatkarskim światku stałby się absolutnym hitem.

- Ja rozumiem, że Cię coś mocno szarpie, skoro gadasz sam do siebie, ale nie widzę żadnych powodów, żebyś miał sam na siebie bluzgać. - zachichotał towarzysz przeklinającego siatkarza. 

- Do Ciebie mówiłem, Ty genetyczny zjebie. - westchnął Mały Maciek i złapał się za głowę, widząc, co właśnie robił jego kolega. 

- A ja nadal nie rozumiem, dlaczego tak rzucasz tym mięsem. Szkoda towaru. Każdy rzeźnik byłby wniebowzięty, gdyby go tyle miał. - Hain rechotał jak idiota. 

- Pojeb! - wrzasnął po raz kolejny. 

- Miło mi, Piotruś jestem. - dalej się śmiał. - Oryginalne imię. - przedrzeźniał go. 

- Patrz co robisz, idioto! - Maciek starał się jakoś wytłumaczyć koledze, żeby ten się ogarnął. 

- No ale co ja robię? - jęknął, bo nie wiedział o co mu chodzi. 

- Sikasz do łóżka, oto co robisz! - ryknął na niego. - Ja tego sprzątać nie będę! - dodał i usiadł na pobliskim krześle, krzyżując ręce na brzuchu. 

- Jak to sikam do łóżka?! - wrzasnął zdumiony. 

- Spójrz pod swoją wielką dupę, to się sam przekonasz. - prychnął Muzaj, a Hainek posłusznie wykonał jego polecenie. 

- O kurwa, ja sikam do łóżka! - jęknął i zaczął machać rękoma na wszystkie strony. 

- No shit, Sherlock. Szybko żeś się skapnął. - pokręcił głową. 

- Jesteś niemiły! - fuknął na niego. 

- Gdybym był niemiły, przywaliłbym bym sobie w sam środek czoła tak głośnego facepalm'a, jak tylko by się dało. - przewrócił oczami. - Ogarnij ten swój wodospad i sprzątaj to! Jak wrócę, ma tu być czysto! - krzyknął na niego i wyszedł z pokoju głośno trzaskając drzwiami. 
Najwyraźniej zapomniał, że ich pokój znajdował się w bardzo bliskim sąsiedztwie tego, który zajęty był przez Pawła Zagumnego... Toteż nic dziwnego, że ruda czupryna rozgrywającego po chwili wynurzyła się z nienacka. Trzaskanie drzwiami działało przecież na niego, jak płachta na byka... 

- Jak Ci nogi z dupy powyrywam, Ty mały kmiocie, to się nauczysz zamykać cicho drzwi za sobą! - ryknął za uciekającym Maćkiem, obdarzając go przy tym nienawistnym spojrzeniem. Maciek dobrze wiedział, co robi. Starcia ze wkurwionym Pawciem mógłby przecież nie przeżyć...

- Co to za wrzaski? - zapytał Kowal, przechadzający się właśnie po korytarzu. 

- Ten kmiot raczył trzasnąć drzwiami i zakłócić mój seans telewizyjny. - prychnął. 

- Coś ciekawego? - spytał Endrju. Guma wydawał się być zaskoczony pytaniem - no bo od kiedy Andrzeja Kowala mogło obchodzić to, co jego zawodnicy oglądają w telewizji? Postanowił jednak zaspokoić ciekawość szkoleniowca Resovii. 

- "Trudne Sprawy". - odpowiedział spokojnym tonem i spojrzał na trenera. 

- Świetnie, uwielbiam się odmóżdżać przy tych głupotach. - zaśmiał się. - Pewnie wydaje Ci się to dziwne, prawda? Od dawna lubiłem po kryjomu to oglądać. Jakby moi zawodnicy się dowiedzieli, to bym chyba nie miał życia. - wyjaśnił. 

- Proszę wejść. - niemalże niezauważalny uśmiech wkradł się na oblicze rozgrywającego. - Zapraszam. Odmóżdżymy się razem. Może jakiejś kawy, herbaty, panie trenerze? - spytał. 

- JAKI PODLIZ! - usłyszeli, bo trudno było nie usłyszeć tego wrzasku. Chociaż że niby ten, co go wydał, uchodził za cichego. 

- Sio. - fuknął na niego Endrju, a środkowy zniknął za zakrętem. 
Zarówno Kowal, jak i Zagumny, mogli być jednak pewni, że nie omieszka on się podzielić z większością drużyny tym, co widział i słyszał. A sympatyczny szkoleniowiec mógł już się przygotowywać na porcję żarcików ze strony zawodników swojego klubu. Nowakowski nie odpuści mu tego, że ten ogląda "Trudne Sprawy"... Nie takie smaczki już wygadywał innym, i solidnie zapracował sobie na miano papli. 

- Urządzimy sobie kiedyś jakiś seans na treningu, nie, Endrju? - zachichotał, wynurzając się jeszcze zza ściany. 

- Tak, obejrzymy sobie te Twoje słynne sekstaśmy, co to je Igła miał tutaj nakręcić. - zgasił go Kowal. 

- Ja się nie zgadzam! - fochnął się. 

- Ty tu nie masz nic do zgadzania się. To ja jestem trenerem i to ja decyduję o tym, jak będą wyglądać nasze treningi. Tak więc... życzę Ci miłego sezonu reprezentacyjnego, bo jak się zacznie klubowy, to może już nie być Ci tak wesoło. - zaśmiał się, a Zagumny razem z nim.

- Chyba możesz już wystąpić o "transfer request", młody. - dodał rudowłosy siatkarz. Pit tylko westchnął. Czuł się boleśnie zgaszony, a przecież to on zawsze miał w zwyczaju gasić innych. Jego własna broń została wykorzystana przeciwko niemu. 

- Jakiś ciekawy ten odcinek? - zmienił temat. 

- Dopiero się zaczyna, ale widzę, że będzie o... - zaczął Zagumny, ale nie dokończył. 

- DARIUSZ BĘDZIE! - wrzasnął Kowal, wcinając mu się w pół zdania, i rozsiadł się wygodnie na łóżku swojego podopiecznego, nalewając sobie jakiegoś soku do szklanki. 

- Ten od Karolinki?! - podjarał się środkowy i natychmiast usiadł obok niego. - Mój ulubiony odcinek! - zaśmiał się. 

- Też to oglądasz? - spytał Guma. 

- Zdarza się. - odparł. 

- Karolinkooo, mój misiaczku, mój anielee, moja różyczkooo. - rozgrywający uśmiechnął się szeroko i zaczął podśpiewywać chyba każdemu znanego hiciora. 

- Ciekawe, jakby Kamilcia zareagowała, jakbym jej tak wlazł do wanny i odwalił taką romantyczną akcję. - palnął niby sam do siebie. Niby, bo przecież powiedział to na głos, przez co pozostała dwójka to usłyszała. 

- Nie przekonasz się, dopóki nie spróbujesz. Powodzenia. - odpowiedział Zagumny. - Wasze zdrowie, panowie. - dodał, po czym stuknęli się swoimi szklankami z sokiem. 

- Ta dziewczyna nie wygląda na zbyt romantyczną sztukę, ale może Tobie uda się wydobyć z niej jakieś uczucia. Powodzenia. - uśmiechnął się Andrzej po czym... objął obu siedzących obok niego siatkarzy. Pit, jako że był straszliwą przylepą i pupilkiem trenera, szybko się w niego wtulił. Zagumny przylepą nie był... jednakże zrobił to samo. - No, oglądamy panowie. - szepnął. 

- Poleżałbym sobie. - stwierdził środkowy. 

- Potem, Piotruś. Tutaj by Ci chyba nie było zbyt wygodnie. - odpowiedział Endrju. 

- Na Tobie zawsze mi wygodnie. - zachichotał. 

- Ale jakbyś leżał w poprzek, to byś ekranu nie widział. Po treningu przyjdziesz sobie do mnie poleżeć, dobrze? - poczochrał go po jego czuprynie, robiąc mu z niej efektowną szopę. 

- No nie wiem, nie wiem. - śmiał się. - No zobaczymy, może przyjdę. Ej! Pół godziny włosy układałem. - jęknął. 

- Jednak Kurek miał rację, mówiąc, że z Ciebie to jest niezły pizduś. - rzekł Guma, po czym przesłał środkowemu buziaka w powietrzu. 

- Zabiję gnoja. - fuknął. - Niech no tylko piśnie słówko jak wróci, to poopowiadam wtedy wszystkim o przypałach z jego życia. 

- Ćśśś. - uciszył obu Kowal. - Oglądamy. - zarządził. 
Dalsza część seansu upłynęła całej trójce już we względnej ciszy, zakłócanej tylko dzikim chichotem w pewnych momentach, bo przecież był to odcinek bardzo śmieszny. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Teheran, Iran

- Dżje jezd młody?! - ryknął Antiga w kierunku fizjoterapeuty. Trener był wyraźnie rozwścieczony nieobecnością jednego ze swoich kadrowiczów. Wprawdzie nie był on żadną wiodącą postacią w drużynie, jednakże to, że nie było go na treningu, bardzo utrudniało jego przeprowadzenie. Bez dwóch libero tak naprawdę nie dało się zrobić takowego, toteż w rolę "tego, co się jak głupi rzuca za piłką", jak to swoją pracę określił kiedyś jeden z zawodników, musiał wcielić się... Aleksander Bielecki. Początkowo fruwać po parkiecie miał Oskar Kaczmarczyk, jednak ten wykręcił się jakimś strzykaniem w kościach, i dlatego piłki podbijać musiał Olo. - Szuka mi młody! Teraz! Bo ja nie moge paczeć na Czje na boisko! Wszyskie piłka w Czje leczi, a Ti żaden nie broni! 

- Nie mam pojęcia, gdzie on jest. - wzruszył ramionami Olek. - Nie widziałem go dzisiaj. - dodał. 

- Idżje i go szuka! Nie bende robicz trening ż libero parodysta! - wrzasnął na niego. 

- Phi, żadna różnica, czy gramy z Kacperkiem, czy z fizjoterapeutą. Jeden i drugi to parodysta na tej pozycji. - zaśmiał się Bołądź, a większość zawodników ochoczo dołączyła do tego rechotu. 

- Czicho! Iszcz szukecz mlody! Kcze go na boisko mjecz tutej! - warknął selekcjoner naszej reprezentacji. - Bonczeg! - krzyknął na mentalistę, który chyba właśnie opalał się na hali w blasku swojej zajebistości. - Wsztaje i idże szukacz! 

- Przecież Olo miał go szukać, a nie ja. - zdziwił się Bączuś. Na boisku leżało mu się bardzo wygodnie i niekoniecznie chciał przerywać sobie chwile błogiego relaksu. 

- Wszystkie ido szukać! Ma szje znaleźć! - zakomunikował całej drużynie, po czym sam wyszedł z hali. On jednak nie miał zamiaru szukać latorośli prezesa PGE Skry Bełchatów. Stefan musiał się nieco uspokoić, bo teraz miał ochotę rozpieprzyć wszystko, co tylko się dało, i co tylko znajdowało się w jego zasięgu. Nie rozumiał zachowania młodego siatkarza, czy dla niego naprawdę nie liczyło się nic, poza własną wygodą? Przecież już wczoraj miał coś mówić o tym, że pójdzie się opalać, a nie na trening, że on tutaj nie ma zamiaru się przemęczać, i że przyjechał na wakacje... Może nie powiedział wszystkiego wprost, ale można było to wywnioskować z jego wypowiedzi... Dziwna sprawa - przecież to jeszcze młodziutki zawodnik, który ma teraz szansę pokazania się w meczu reprezentacji, do której zapewne pragnął trafić, jak zresztą chyba każdy nasz siatkarz. Pewnie znalazłoby się parę wyjątków, ale szkoda na nich strzępić język. Ten młodziutki zawodnik tymczasem nie robił nic, ażeby ową szansę na jakiekolwiek zaistnienie w tej drużynie dostać. No bo czy Antiga byłby na tyle szalony... nie, szalony to nie jest tutaj dobre określenie... spytajmy wprost - czy Antiga byłby na tyle głupi, żeby posłać do gry gościa, który nic nie trenował, a w zamian dbał o opalanie swojego bladego jak ściana ciałka? Czy naprawdę wystawianie na boisko siatkarza, który nie wypracował żadnego zgrania ze swoimi kolegami, byłoby w porządku wobec tych kolegów? Pomińmy już to, że kolegami z młodym prezesa to oni nie byli, i że wszyscy owego młodego mieli tutaj dosyć, i to jeszcze zanim w ogóle pojawił się on w kadrze. Wystarczająco zdążyli go poznać już w meczach ligowych, żeby wyrobić sobie o nim odpowiednie zdanie. Kacperek nie dawał żadnego powodu, żeby go lubić, i nawet Ci, z którymi grał w jednym klubie, nie żywili do niego żadnej sympatii. Mało to razy Winiarski nazywał go wrzodem na dupie?... Oby tylko ten dzieciak się odnalazł, bo treningów bez niego przeprowadzać się nie da... Może i w metryce był już dorosły, ale zachowywał się jak typowy, rozpieszczony bachor. 
Kacperek tymczasem w najlepsze wygrzewał się nad jakimś pobliskim bajorkiem, szpanując przy tym swoim umięśnieniem, a raczej jego brakiem. Nie dość, że był płaski jak deska, to jeszcze wyglądał, jakby ktoś go w mące wytarzał, taki był bladziutki. Nic więc dziwnego, że chciał się opalić, żeby nie być obiektem drwin pozostałych zawodników. Nie powinno to być jednak równoznaczne z tym, że będzie opuszczać treningi. Na nich chociaż może by trochę przypakował i nie musiałby już wysłuchiwać, że jest typowym suchoklatesem... Tym jednak na razie się nie przejmował. W najlepsze leżał sobie i zażywał promieni słonecznych, popijając przy tym jakiegoś drinka, którego zapewne podwędził komuś z hotelu. Pogoda była piękna - słoneczko grzało, ptaszki ćwierkały, kwiatki ładnie rosły... Żyć nie umierać. 

- Marsz mi na trening, Ty mała cholero! - usłyszał nad sobą. 

- Nie. - odpowiedział i zarechotał złośliwie. - Tutaj mi lepiej. Wolę się poopalać i odpocząć, aniżeli spocić się na hali. 

- Czy Ty nie rozumiesz, że bez Ciebie nie da się przeprowadzić żadnego treningu?! Bielecki musiał grać jako libero! - warknął.

- Musiało to przekomicznie wyglądać. - odrzekł. Nie robił sobie nic z tego, że ktoś na niego wrzeszczy. Miał gdzieś to, że Stefan nie mógł przeprowadzić treningu przez to, że on się na nim nie pojawił. 

- Odpowiedz mi na jedno proste pytanie - przyjechałeś tu na wakacje, czy grać dla reprezentacji? - wycedził przez zaciśnięte zęby. Miał wielką ochotę przywalić niesfornemu libero. 

- Przecież jeszcze nie gramy. No to mogę się teraz opalać, nie? - palnął bezczelnie. 

- Nie, nie możesz! Myślisz, że ktoś Cię wypuści na boisko, jak będziesz bez żadnych treningów?! - ryknął. 

- Oczywiście. Wystarczy, że poskarżę się ojcu, a ten już wie, jak ustawić Antigę, żeby dał mi zagrać. - prychnął. - Nie muszę chodzić na treningi, żeby potem zagrać. 

- Otóż, uświadamiam Cię teraz po raz pierwszy i ostatni - może na Falascę w Skrze to działa, ale tutaj już nie! Trener nie wypuści Cię na boisko, jeśli nie będziesz dobrze wyglądać na treningach. A Ty na razie nie wyglądasz na nich wcale, bo po prostu Cię na nich nie ma. Już ja sobie z Tobą się zabawię, leniwy gówniarzu. - fuknął Bączek. - Zrobię Ci taki trening mentalny, że w porównaniu z nim, te na boisku będą dla Ciebie spełnieniem marzeń i totalnym luzikiem! Na halę!

- Mój tata jest w stanie wszystko załatwić. Jak powie Antidze, że mam grać, to zagram. A ja chcę grać, więc poskarżę się ojcu, jak mnie nie wpuści na boisko. - młody siatkarz nie zdawał sobie sprawy, że reprezentacja Polski nie opiera się na nepotyźmie, który to ma w zwyczaju praktykować pewien klub PlusLigi. 

- Trener Antiga ma rozum. Nie zadziałają na niego żadne telefony z wydziwianiem, dlaczego to nie grasz. I żadne nakazy, żeby to zmienić, też. - odpowiedział. 

- Skarga do PZPS'u też nie zadziała? Mój ojciec jest w stanie zdziałać dużo. Na przykład napisać pismo do odpowiednich organów, że trener jest złośliwy i marnuje mój ogromny potencjał, nie dając mi żadnych szans na wykazanie się. Że zostałem powołany do kadry po to, żeby mnie wytrącić z rytmu meczowego. I że trener mentalny się nade mną znęca! - wrzasnął młody zawodnik i przewrócił się na bok, bo brzuszek chyba już wystarczająco na dzisiaj opalił. 

- A chcesz, żeby wyśmiano Ciebie i Twojego ojczulka? To piszcie sobie te skargi. A teraz na halę! - szarpnął go za ramię, a młody tylko cicho jęknął. Zabolało go, bo był przecież bardzo delikatnej konstrukcji. - A jak nie pójdziesz dobrowolnie, to... - zaczął, ale nie dokończył, bo mu przerwano.

- To co?! - parsknął. 

- ... to zadzwonię do Twojego tatusia i powiem, jak dobrze się jego synuś spisuje na treningach. - zironizował. - A raczej, jak na nie nie chodzi. - dodał, bo widział, że Piechocki zupełnie nie ogarnął tamtej ironii. 

- Nie, proszę! Tylko nie do taty! - krzyknął.

- To pójdziesz na trening? - spytał.

- Pójdę! - pisnął, i natychmiast wstał. Założył swoją koszulkę i sprintem popędził w stronę hali. 

- Co za dzieciak. - westchnął Kuba Bączek i ruszył powoli za znikającym już w oddali siatkarzem. - Nie ma co, wesoło tu z nim będziemy mieli... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała

- Cześć, Endrju. - uśmiechnął się uroczo i wtarabanił się szybko na łóżko swojego trenera, nie czekając nawet na przyzwolenie od niego. Wiedział, że Kowal mu nie zabroni, przecież był jego ulubionym pupilkiem w tej reprezentacji. A i sam zapraszał go dzisiaj, żeby przyszedł sobie do niego poleżeć, więc raczej na pewno nie miałby on nic przeciwko temu. 

- Cześć. - odwzajemnił jego uśmiech. - Jednak przyszedłeś sobie poleżeć? - zaśmiał się. 

- Nooo. Tobie się nie odmawia, skoro sam tak ładnie zapraszałeś. Tylko mogłeś jeszcze mi wysłać pisemnie to zaproszenie, ale dobra, już taki wybredny nie będę. - chichotał. 

- To kładź się. Oglądamy coś w telewizji? - spytał. 

- Byle nie jakiś filmik ze mną w roli głównej. - palnął. 

- Nie, takie smaczki zostawimy sobie na inny dzień. - cały czas wesoło rechotał. Najwyraźniej trener Resovii był dzisiaj w bardzo dobrym humorze. - A "Gdzie jest Nemo?" może być? 

- Andrzej, to jest bajka dla małych dzieci. - zdziwił się nieco propozycją Kowala. 

- No i co z tego? Czasem jest dobrze obudzić w sobie małe dziecko, poczuć się znowu młodo. - odpowiedział. - Nie lubisz? 

- Nie no, jasne że lubię. - uśmiechnął się po raz kolejny i ułożył głowę na Andrzejowych udach. Często w ten sposób leżał sobie na Kowalu, czy to w kadrze, czy też w klubie. A ten nie miał nic przeciwko temu. Chociaż był jego trenerem, byli świetnymi ziomkami. Ich relacja była raczej przyjaźnią, aniżeli jasno określonymi stosunkami trener - zawodnik. 

- No to oglądamy. - klasnął w dłonie i włączył telewizor. - Tylko nie zaśnij, jak to miałeś już wielokrotnie w zwyczaju. - zaśmiał się. 

- Mówiłem Ci już, że wygodna z Ciebie podusia? - mruknął, wtulając się bardziej. 

- Mówiłeś mi to chyba jakieś milion razy. - odparł. 

- W takim razie mówię milion pierwszy. Wygodna z Ciebie podusia, Endrju. - rzekł, po czym skupił się już na oglądaniu filmu. A raczej próbował, bo Kowal nie należał do spokojnych widzów. Zawsze musiał komentować to, co widział. Toteż nic dziwnego, że i teraz to robił. 

- Uciekajcie, uciekajcie, bo was ten rekin zeźre! - darł się szkoleniowiec Asseco Resovii. Pit tylko cicho zaśmiał się z niego. 

- Andrzej, ale wiesz, że te ryby Cię nie słyszą? I wiesz, że to już zostało nakręcone? - pacnął się delikatnie w czoło. 

- Ćśśś. Nic na to nie poradzę, że przeżywam nawet takie głupie bajki. - odpowiedział. - Kiedy pierwszy raz oglądałem tę bajkę, i był ten moment, że wszyscy myśleli, że Nemo nie żyje, to się popłakałem. - dodał. 

- Ciota. - zachichotał jego podopieczny. - Ja wiedziałem, że on przeżyje. Przecież to jest bajka dla dzieci, to chyba jasne jest, że musi się zakończyć szczęśliwie, prawda? - zapytał. Kowal skinął głową. - No właśnie. 

- Szkoda, że film się zakończył na tym, że wracają do domu. Wolałbym, żeby pokazali dalsze losy Nemo i całej tej rodzinki. - powiedział. 

- Liczyłeś na jakieś love story i trochę pikantnych widoczków? - zaśmiał się. - Ale wiesz, u ryb to to raczej wygląda tak... normalnie. Ryby nie jęczą i nie pobudzą Twojej wyobraźni... 

- Chciałem po prostu zobaczyć, że mu się układa w życiu i jest szczęśliwy. - przerwał jego pierdolenie bez sensu. - A że Ty myślisz tylko o jednym, to nie moja wina. - westchnął. 

- Nie myślę tylko o jednym. - fuknął. Prawdopodobnie zaraz by się obraził, gdyby Kowal nie zmienił tematu. 

- Chciałbym kiedyś pohodować sobie takie rybki nemo. - stwierdził śmiertelnie poważnym głosem. 

- Złowiłem kiedyś jedną taką na wakacjach. Zrobiłem jej zdjęcie i wypuściłem z powrotem do wody, bo nie miałem co z nią zrobić. Jakbym wiedział, że takie chcesz, to bym Ci kilka przywiózł. Tylko to bym musiał jeszcze jakiś ukwiał im wykombinować, albo coś. - zamyślił się. - Ale wiesz co? Też kiedyś myślałem o hodowli rybek. - zachichotał. - W sumie, to nadal mogę założyć jakieś małe akwarium. - podrapał się po głowie. 

- To obaj załóżmy i kiedyś się wymienimy rybkami, co? - zaśmiał się. 

- Pożyjemy, zobaczymy. - uśmiechnął się szeroko. - Ała. - jęknął. 

- Co się stało? Coś Cię zabolało? Chcesz do lekarza? - zmartwił się. 

- Nie, nie, wszystko w porządku. - odpowiedział. - Jajka już nie wytrzymują. - palnął. - Idę zaliczyć jakąś hotkę pod ośrodkiem. - rzekł, po czym wyszedł, zostawiając osłupiałego Kowala w jego pokoju. 
Jednak Kamila miała rację, że nie będzie w stanie ogarnąć się przez jeden dzień... Środkowy zupełnie zapomniał o wczorajszej rozmowie z dziewczyną i spacerował pod Centralnym Ośrodkiem Sportu, rozglądając się bacznie na wszystkie strony. Nie chciał przegapić żadnej nadarzającej się okazji. Przecież wczoraj nie udało mu się nikogo znaleźć i musiał udać się tam, gdzie nie zamierzał. Dzisiaj nie chciał tego powtarzać... 
Dzisiaj jednak mu się poszczęściło. Szybko dojrzał jakąś młodą blond piękność o bardzo delikatnej urodzie. Najwyraźniej ona także go zauważyła, bo zaczęła przenikliwie piszczeć, nerwowo przy tym podskakując. Przestępując z nogi na nogę, ruszyła w końcu w jego kierunku. Na jej twarzy widniał ogromny rumieniec. Chyba trochę się zawstydziła jego obecnością tutaj. Zmierzyła go po raz kolejny wzrokiem, i z wrażenia aż zakrztusiła się powietrzem. Machała rękoma na wszystkie strony, nie wiedząc za bardzo, co robić. Wyglądała na typową hotkę, tak też się zachowywała. Szczerząc się jak niespełna rozumu, podbiegła do siatkarza. Ten uśmiechnął się do niej tak pięknie, jak tylko był w stanie. Wiedział dobrze, że każda dziewczyna ulega, kiedy zobaczy taki wyszczerz. 

- Ojeej, to Ty! - kwiknęła hoteczka i po raz kolejny zaczęła podskakiwać. Cieszyła się jak głupia, w końcu nie na co dzień miała możliwość tak bliskiego obcowania ze swoim idolem. Cichego jednak zbytnio to nie ruszało. 

- No tak, to ja. - odpowiedział. - Cześć, śliczna. - rzekł. Nie ukrywał tego, że dziewczyna mu się spodobała. Wyglądała jednak dość młodo i przez chwilę przeszła mu przez głowę myśl, że może być nieletnia... Szybko jednak odgonił ją od siebie - chyba laski w tym wieku nie są aż tak głupie, żeby rzucać się na znanych sportowców... Hoteczka tymczasem wciąż głupiutko się śmiało i ogarniała ją dzika radość. 

- Mogę sobie zrobić z Tobą zdjęcie? - w końcu wydusiła z siebie jakieś słowa. 

- No jasne. - odrzekł, a uśmiech nie schodził z twarzy dziewczyny. Szybko pyknęła im selfie. Tylko, że kiedy je robiła... Piotrek nieoczekiwanie pocałował ją w policzek. Blondynka natychmiast zapłonęła rumieńcem, a jej nogi były już jak z galarety. Zaczęła bełkotać, bo nie była w stanie nic powiedzieć, tak bardzo przeżywała spotkanie ze środkowym. Nowakowski objął ją, a ta wgapiała się w niego jak w obrazek. On też zresztą podziwiał jej urodę, bo rzadko widywał aż tak urodziwe dziewczyny. W końcu już nie wytrzymał i tak po prostu... zaczął całować nieznajomą prosto w usta. Ta, choć na początku wyglądała na przestraszoną, szybko zaczęła odwzajemniać pocałunki. Chyba znowu mu się udało zbajerować dziewczynę... 

- Ale tak ze mną? - zdziwiła się, gdy na chwilę się od siebie oderwali. 

- A dlaczego nie? - spytał. - Jestem singlem, wolno mi. - dodał. Nie doczekał się żadnej odpowiedzi od blondynki, najwyraźniej znowu nie potrafiła się wysłowić... - Wiesz... lubię się cmokać z tak ślicznymi dziewczynami, jak Ty. - zaśmiał się cicho. W tej chwili hoteczka już oszalała ze szczęścia i przejęła na chwilę inicjatywę, rozpoczynając kolejną serię pocałunków ze środkowym. Piter wiedział, że musi ją jednak zabrać spod ośrodka, bo nigdy nie wiadomo było, kiedy ktoś nie przyłapie go na podrywaniu kibicki. - Może poprzytulamy się w innym miejscu? Tutaj jest troszkę zimno, a poza tym wolałbym mieć trochę więcej prywatności. Wiesz... to są dość intymne momenty, a tu nas ktoś może zobaczyć. Tego bym nie chciał. - uśmiechnął się. 

- Jasne. - kiwnęła głową i dalej cieszyła się jak nienormalna. W jej oczach można było dostrzec tańczące kurwiki. Nie sprawiała wrażenia zbyt inteligentnej, ale nie zrażało to napalonego zawodnika. 

- No to chodź. - pocałował ją po raz kolejny. - U mnie w łóżku jest zdecydowanie cieplej. I przyjemniej. 

- W ŁÓŻKU?! - przestraszyła się. Pit szybko ją objął, żeby się uspokoiła. 

- No tak. - odpowiedział spokojnym tonem. Dziewczyna zarumieniła się i uroczo uśmiechnęła. 

- Ojeej. - pisnęła. Odwzajemniła jego buziaka i podała mu swoją dłoń. 

- Jak masz na imię, śliczna? - musiał w końcu ją o to spytać. Głupio byłoby odzywać się do niej "Ej, hoteczko"... 

- Julia. - rzekła i zatrzepotała zalotnie rzęsami. 

- Chodź, Julcia. Twój Romeo zabierze Cię do swojego zamku. - zachichotał, po czym podał jej rękę. Pomaszerowali do środka. Dziewczyna wyglądała na totalnie oczarowaną i Pit mógłby z nią zrobić, co tylko chciał. Prawdopodobnie już uroiła sobie jakąś wielką miłość. Wszystko, fajnie, tylko... 
... para słodziaczków na korytarzu spotkała Kamilcię. Rudowłosa obdarzyła hotkę wyjątkowo pogardliwym spojrzeniem, zaś na Pitera popatrzyła z taką ironią i szyderą, jakiej nie powstydziłby się nawet Król Szydery, Jenia Grebennikov. Zarówno środkowy, jak i śliczna blondi nie wiedzieli, o co chodzi pani fotograf, a ta nie zamierzała ułatwiać im sprawy. Ruszyła w stronę swojego pokoju, będąc odzianą jedynie w przykrótki ręczniczek. Taki widok nie mógł pozostać obojętnym dla napalonego siatkarza. Blondyn zaczął się więc wgapiać w dziewczynę jak sroka w gnat... 

- Kamilciaaa? - zawołał ją. 

- Co tam, Piotruś? - spytała. Zatrzymała się w miejscu i obróciła w jego stronę, a środkowy gapił się na nią tak, że gdyby można było kogoś przelecieć samym wzrokiem, Falęcka mogłaby już się czuć przeorana. - Będziesz się tak na mnie patrzył, czy mogę już sobie pójść? - uśmiechnęła się. 

- Kamilciaa, a możemy zrobimy trójkącik? - zapytał słodko i zaczął podmacywać dziewczynę. Hoteczka tymczasem wyglądała na nieco zszokowaną zachowaniem zawodnika. - Poczekaj chwilkę, Julcia, dobrze? - poprosił ją. 

- Hmmm... No wiesz, Piotruś... ja średnio lubię się dzielić. - szepnęła mu do ucha pani fotograf, po czym pocałowała go w policzek, by wzbudzić zazdrość u blondi. Wywołała tym tylko większy dylemat u naszego kadrowicza... Nie wiedział już, którą by tu lepiej zająć się w pierwszej kolejności, a nie chciał, by któraś mu uciekła. - Ale ostatecznie mogę się zgodzić. - tymi słowami wywołała wielkiego banana na jego twarzy. 

- No to chodź. - powiedział. Wrócił z nią po chwili do blondyneczki. - Julciaa, a co Ty na to, żebyśmy sobie zrobili trójkącik z Kamilcią? 
Młoda dziewczyna wyglądała na zaskoczoną, a pani fotograf nie ułatwiała sprawy, przymilając się coraz to bardziej do środkowego. Po chwili jednak pocałowała go prosto w usta, co chyba miało oznaczać, że zgadza się na jego propozycję. Na potwierdzenie tego, kiwnęła jeszcze dość zdecydowanie głową. Nowakowski po chwili wziął obie na ręce i popędził z nimi do swojego pokoju. Gdy już tam dotarł, ułożył obie na łóżku, przytulił je, po czym na zmianę całował raz jedną, raz drugą. Julia była bardziej niecierpliwa, bo niemal natychmiast przyssała się do niego. 

- Dziewczynkii... - zaczął, po czym głupio się uśmiechnął. - A która z was pierwsza mnie rozbierze? - spytał, poruszając charakterystycznie brwiami. Hoteczka niesamowicie podjarała się jego słowami, natomiast Kamila mniej entuzjastycznie zareagowała na ten tekst. Tylko przewróciła oczami, cały czas uważnie przyglądając się blondynie. Coś jej w niej zdecydowanie nie pasowało... Poza tym, wolała poczekać na to, co zrobi środkowy. On zaś nie chciał stracić żadnej z dziewczyn, więc szybko zaczął zdejmować ciuszki z obu. Julia szybko przejęła inicjatywę i też zaczęła rozbierać środkowego. Zaczęli się po raz kolejny całować, a że dziewczyna była już strasznie napalona - szybko wylądowała pod nim. - No, Kamilcia, a Ty nic nie robisz? - spytał. 

- Je vais attendre jusqu'à ce que tu as terminé de divertir avec ton amie. [Poczekam, aż skończysz się bawić ze swoją koleżanką.] - odpowiedziała. - Elle ne te donne pas ce que je peux. [Ona nie da Ci tego, co ja mogę.] - dodała. Rzekła to z typową dla siebie, wyjątkowo słodką miną. Zawsze taką miała, gdy go uwodziła. Mówiła do niego po francusku, jako że kiedyś uczyła się przecież tego języka, a Piter także go znał. Hoteczka natomiast nie. 
Żadne z tamtej dwójki nie wiedziało jednak, że Falęcka to podstępna sztuka. Także i teraz zamierzała coś sprawdzić. 
Julia była już tak niecierpliwa, że sama się... nadziała na pewien organ Cichego. A on na to, jak na lato - nie musiał już nic robić, i po prostu zaczął sobie w najlepsze pukać dziewczynę. Całej tej sytuacji przyglądała się Kamila, która nieustannie wgapiała się w Pitera pustym wzrokiem, wyrażając tym samym dezaprobatę dla jego poczynań. Wiedziała, że jest z nim bardzo źle, ale nie wiedziała, że aż tak... Zresztą... zgodziła się na ten trójkąt tylko dlatego, żeby go pilnować. Przecież nie lubiła być tą drugą. 

- Piter... - szepnęła w końcu rudowłosa.

- Tak? - burknął, bo nie był zadowolony, że ktoś mu przeszkadza. 

- Ona... ona nie wygląda na pełnoletnią... - westchnęła, ale on tego nie usłyszał. Zbyt bardzo był zajęty Julią. Która wprawdzie słowa Falęckiej usłyszała, jednak udała, że tak nie było. Nie mogła zareagować zbyt nerwowo, bo wówczas zdradziłaby co nieco...
Bawili się w najlepsze, drąc się coraz głośniej. Kamila cały czas w ciszy przypatrywała się tej dwójce, zastanawiając się, jak by tu pomóc siatkarzowi. Jego problem sprawiał, że on już zupełnie zgłupiał i nie zwracał uwagi na nic. Przeleciałby prawdopodobnie wszystko, co tylko się rusza... 

- Chyba nie mam tu czego szukać. Widzę, że Piotrek ewidentnie woli maturzystki. - palnęła w końcu. Wystarczająco głośno, żeby ją usłyszał. 

- JAKIE MATURZYSTKI?! - wrzasnął Nowakowski, wytrzeszczając przy tym oczy. Był zdumiony tym, co powiedziała fotografka. - Kamilcia, Ty mi chyba nie chcesz powiedzieć, że... - zaczął. - Zostań, proszę... - poprosił. 

- Jestem dla Ciebie za stara, kochanie. - uśmiechnęła się, mrugając do niego oczkiem. Wyraźnie zaakcentowała słowo "kochanie". Widziała, jak Piter uśmiechnął się na moment, gdy usłyszał to słowo.  

- Wcale nie! - krzyknął, szybko porzucając stan rozmarzenia. Spojrzał po raz kolejny na leżącą obok niego Julkę. - Eeee... ile Ty tak właściwie masz lat?... - spytał, a w jego oczach malowało się przerażenie. 
Potęgowało je dodatkowo to, że dziewczyna nie odpowiadała... 

________________________________________________________

Ile lat może mieć Julka? Jak myślicie? Czy problem Pitera okazał się już tak poważny, że nie zważa on nawet na to, że mógł poderwać nieletnią dziewczynę? 
Czy i w jaki sposób Kamila może mu pomóc wrócić do normalności? Dlaczego miałaby to robić? 
Czy któreś z nich czuje coś do drugiego? 
Czy to już koniec problemów Cichego Pita? Czy to jest właśnie ta sytuacja, dzięki której miałby on się ogarnąć? 

Dzisiaj poznajemy nowe oblicze Andrzeja Kowala, który lubi czasem odmóżdżyć się przed telewizorem. Czy to "Trudne Sprawy", czy "Gdzie jest Nemo?", dobrym programem nie pogardzi, a czasem sam wprosi się do swoich zawodników na mały seans. Albo sam zaprosi ich do siebie. Żeby sobie na nim poleżeli. 
Tak, niektórzy siatkarze mają u szkoleniowca Resovii pewne przywileje, inni zaś próbują wkupić się w jego łaski. 

W łaski Stefana Antigi nie próbuje z kolei wkupić się Kacper Piechocki, który wywołuje kurwicę u całej drużyny odkąd tylko dolecieli do Iranu. Dzieciak myśli sobie, że wszystko mu wolno, i że za wszystko na świecie odpowiedzialny jest jego tatuś. Którego jednak panicznie się boi. Zabawne, że tylko jego, a takiemu Bączkowi, to już nie waha się odpyskować... 
Czy i jak bardzo przejedzie się na swoich przekonaniach? Czy w ogóle zagra w którymś meczu? Czy reszta drużyny nie ukatrupi go w międzyczasie za jego chamskie odzywki i olewcze podejście do zawodu? 

Weny nadal brak, nie wiem, kiedy będzie nowy rozdział. 
No, będzie, jak się napisze. 
A teraz już kończę i zapraszam do dzielenia się wrażeniami po przeczytaniu tych moich wypocin. 

Tak, wiem, że przerwałam w najciekawszym momencie, ale to było zamierzone. Trochę potrzymam was w niepewności. ;) 

6 komentarzy:

  1. Kacperku, wyjdź. Lepiej nie denerwuj starszych kolegów i nie pyskuj do starszych, bo dostaniesz w to swoje śliczne lico i będziesz smutny. Tatuś będzie smutny. I świat się zawali.
    Uroczy ten seans! Kto by pomyślał, że trener Kowal potrafi się tak zachowywać. A to oglądanie Nemo.... Cóż, shippuję Andrzeja z Piterem!
    Kamilka jak zawsze sprytna i jest o krok przed wszystkimi :) Tylko błagam, niech ona się w nim nie zakocha, bo to będzie tak bardzo złe xD
    Ja bym była bardzo ciekawa co by zrobił taki Mieszko, gdyby Gregor go naćpał zozolami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jak Kacperek dostanie w swoje śliczne lico, to zadzwoni ze skargą do tatusia. :( Tatuś będzie smutny i wyśle pismo do PZPS'u. :( I świat się zawali.

      Tak, przyjaźń Andrzeja z jego środkowym to jest coś pięknego. :) A seans rzeczywiście uroczy, sama też niedawno oglądałam Nemo. Oj, oni coś jeszcze sobie razem pooglądają, na pewno. :D

      Czy Kamilcia się zakocha czy nie, to nie wiem, pytaj Kamilci. Ona go bardzo lubi i zależy jej na tym, by znormalniał. Gdyby nic dla niej nie znaczył, olałaby chyba sprawę, nie? Ale czy to jest zwiastun czegoś więcej? No nie wiem, nie wiem.

      Gdyby Gregor naćpał zozolami Mieszka? :D Not bad idea, można spróbować... ^^

      Kocham <3

      Usuń
  2. Piter naprawdę powinien zacząć się martwic o swoją reputację. Przecież taka hotka może udokumentować wszystko w internecie i chłopak życia nie będzie miał. Oby otrzeźwienie przyszło jak najszybciej. No i liczę na spryt i bystrość Kamili, bo Piotruś ma do niej słabość, więc może uda jej się przemówić mu do rozumu.
    Kacperek to taka mała irytująca wesz, której się wydaje, że jest pępkiem świata. Wie, że może wiele osiągnąć wspinając się po plecach tatusia i nie omieszka z tego korzystać. Najzabawniejsze jednak jest to, że trzęsie portkami przed seniorem Piechockim jak małe dzieci przed babą Jagą. Trzeba go częściej straszyć ojczulkiem, to może przestanie tak bardzo chojrakować.
    Guma, Kowal, Gdzie jest Nemo i Trudne sprawy wygrały rozdział. Dariusz zresztą tak samo. Co prawda sama nie oglądam tych wszystkich paradokumentów, ale kiedyś natknęłam się na jeden z filmików z serii Przemyślenia Niekrytego Krytyka, w którym snuł rozważania na temat odcinka, w którym ten pan się pojawił i na jego podstawie wywnioskowałam, że to musi być epicka postać :D
    GDZIE JEST ZATOR, ja się pytam?!:P Może utopił się w toalecie? Tęsknię za jego mądrościami.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, żeby hotka to udokumentowała w Internecie. Chyba aż tak głupia nie jest, żeby psuć reputację swojemu idolowi.
      Otrzeźwienie już tuż tuż. A może ono już miało miejsce?
      Tak, Pit ma słabość do Kamili, więc może jej się uda mu przemówić do rozumu. No, zobaczymy.

      Hehe, mała irytująca wesz. :D Takie to słodkie. Tak, wydaje mu się, że jest tym najważniejszym, najcudniejszym, że wszystko mu wolno. Wie, że jedzie na nazwisku i wszystko ma po znajomości... Ale jak przychodzi co do czego, i ojczulek wkracza do akcji - z chojraka zmienia się w tchórza.

      Hahah, ja oglądam czasami te głupoty, mam nadzieję, że te sytuacje są całkowicie wymyślone, bo gdyby na świecie serio byli tacy geniusze... byłoby ciekawie, to na pewno.
      Tak, Dariusz to epicka postać. :D

      Kurde, znowu zapomniałam o Zatorze. :/ To obiecuję, że w następnym rozdziale będzie.

      Pozdrawiam. :*

      P.S. W końcu się doczekałam wielkiego powrotu na boisko. :)

      Usuń
  3. Darek, jesteś moim idolem, moim mistrzem, mym mentorem, no moim osobistym Jezusem!
    Popatrzmy, jakim mega kreatywnym trzeba być, żeby włamać się dziewczynie przez balkon, wskoczyć na waleta do wanny, i w chwili konfrontacji być tak sczilowanym!
    Jak dorosnę chcę być Darkiem.
    (Jeśli zmienię płeć, hehehe)
    Nie, nie chcę być Kapitanem Ameryką, chcę być Darkiem.
    Darek adoptuj mnie, ucz mnie jak joda młodego Looka Skywalkera, ja chcę być mistrzem spontanicznej zajebistości, tak jak ty!
    No.
    A tak co do rozdziału...xD
    Może nasz Piterson się ogarnie, ja przynajmniej mam taką nadzieję.
    Bosze, jak mnie Piechocki denerwuje... żeby nie przeklnąć, to trochę wkurwia.
    Kurde, czytałam ten rozdział wczoraj, a niewiele pamiętam.
    Oprócz tego, że był Dariusz.
    Nie zapomnę Ci tego do końca życia!
    Czy tylko ja jestem nałogowym paczaczem "Trudnych spraw"?

    No cóż, co ja mogę więcej powiedzieć. Rozdział zajebisty, ale to pewnie wiesz, więc chwalić Cię ciągle nie będę.
    Okej, ja spadam, a Ty marsz mi do pisania! :D
    Jakby Ci się chciało, to wczoraj też wleciał nowy rozdział a nudnego życia Luizy, więc możesz zerknąć jeśli chcesz. :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogarnie się, i to już niedługo. A nawet jeszcze szybciej. A może to już nastąpiło?

      Hehe, mnie też młody wkurwia. xDD Stary zresztą też.

      Jest Dariusz, jest impreza. ;)

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń