Noc. Jest ciemno i wszystkim chce się spać. Większość z Twoich kolegów porozkładała się już jak królewny na swoich siedzeniach w samolocie. Być może część z nich już nawet zasnęła. Tak będzie łatwiej im przetrwać podróż, która miała się rozpocząć za jakieś pół godziny i trwać dobrych kilka kolejnych. Przelecicie w końcu na drugi koniec świata, gdzie spotkacie się z zupełnie inną strefą czasową. Będzie ona jednak wam doskonale znana. Dzisiaj wracacie do Polski. Co prawda, nie na długo, bo część z was jeszcze tego samego dnia wylatuje na południe Europy - do słonecznej Italii. W tym gronie jesteś między innymi Ty. I paru innych Twoich słodko śpiących kolegów. Wasz trener stwierdził, że zaufa kilku z waszego grona i poleci Stefanowi, by sprawdził was w jakimś poważniejszym meczu. To znaczy w takim, którego z założenia nie oddacie walkowerem, jak to miało mieć miejsce w przypadku spotkań z Brazylijczykami. A i tak uzyskaliście kapitalny wynik - bo w jednym spotkaniu nie pozwoliliście ugrać im seta. Rozjechaliście aktualnych mistrzów świata. A lecieliście tam przecież drugim składem... Bardzo byłeś szczęśliwy, że pokazałeś się w tych meczach z dobrej strony. Zagrałeś w obu spotkaniach z Canarinhos i nieźle pokazałeś się w nich, oraz na treningach w Marindze. Wypadłeś na tyle dobrze, że Andrzej Kowal wybrał Cię do niewielkiej grupy, która będzie kontynuować grę w Lidze Światowej. A trener Antiga w pełni zaakceptował jego wybory. Teraz naprawdę mogłeś pokazać, na co Cię stać. Sprawdzić się, trenując z tymi najlepszymi siatkarzami w naszym kraju. Nie boisz się, solidne przetarcie przecież już miałeś. Wprawdzie nie trenowałeś z Kurkiem, ani nie próbowałeś przełamywać bloków Nowakowskiego, jednak Lucarelli czy Lucas to przecież taka sama półka siatkarzy. Czego Ty więc miałbyś się bać, trenując z elitą polskiej siatkówki, skoro udowodniłeś, że jesteś w stanie grać dobrze przeciwko najlepszym zawodnikom na świecie? Oni też grają przeciwko takim. Udowodniłeś, że się nadajesz. Jeśli tylko zostaniesz dobrze przyjęty do ich grona, będzie dobrze. Z taką paką jesteś w stanie poradzić sobie z każdym, nawet najtrudniejszym przeciwnikiem. Trochę doświadczenia wokół Ciebie się przyda, żebyś czuł się pewniej i na dobre uwierzył w to, że możesz zrobić naprawdę wiele. Z Brazylią natrzaskałeś całą masę punktów. Masz nadzieję, że mecze z Włochami będą dla Ciebie równie udane. Pogrążyłeś się w rozmyślaniach o tych właśnie meczach, aż tu nagle ktoś postanowił Ci je przerwać...
- Śpisz? - któż to uraczył Cię tak durnym pytaniem? Otóż, drogi panie Szymonie, pana trener, Andrzejek.
- Nie śpię, powieki sobie oglądam. - odburknąłeś. No tak, na głupie pytanie jest głupia odpowiedź.
- Bardzo śmieszne. - prychnął Kowal.
- Bardzo. - przytaknąłeś.
- Czy nie widziałeś gdzieś może Dryjki? Lecimy za pół godziny, a ja go nigdzie nie widzę. - westchnął i pokręcił głową.
A Ty już wiedziałeś, że to oznaczało tylko jedno. Dawidek zrealizował swój cel i wyrwał upatrzoną przez siebie Brazylijkę. Stwierdziłeś, że pogratulujesz mu tego osiągnięcia, gdy tylko go zobaczysz.
- Nie ma go tu? - wolałeś się upewnić.
- Ja go nie widzę. - odpowiedział. - A możesz sprawdzić, czy reszta Twoich kolegów śpi?
Stwierdziłeś, że nie będziesz tego sprawdzać. Co oni Cię mogą obchodzić? Oni Cię, tak naprawdę, w tej chwili w ogóle nie obchodzą. Ty się przejmujesz tym gdzie jest, i co się dzieje z Dawidziem. Nie zastanawiając się zbyt długo, niemal natychmiast wyciągnąłeś z kieszeni swój telefon komórkowy i wykręciłeś numer do środkowego.
Cisza.
Lecz czy aby na pewno?
- Olá? [Halo?] - ktoś rozpoczął rozmowę. Ale to chyba nie był Dawid...
- Nie, nie Ola. Szymon. - odpowiedziałeś. Nie zorientowałeś się, że telefon Dryjki odebrała Alessandra. Nie mogłeś się zorientować, skoro nawet nie znałeś jej głosu. Wyczułeś jednak szybko, że masz do czynienia z kobietą.
- Eu não entendo. [Nie rozumiem.] - usłyszałeś.
- Do you speak English? [Czy mówisz po angielsku?] - wypaliłeś. Nie wiedziałeś, w jakim języku ona mówi, ale szybko ogarnąłeś, że nie jest to żaden z Tobie znanych.
- I speak a little. [Mówię trochę.] - powiedziała.
- Great. [Super.] - z pewnością uśmiechnąłeś się do swojej komórki. - Is Dawid with you? [Czy jest może z Tobą Dawid?]
- Such a little bit bearded? Yes. [Taki trochę brodaty? Tak.]
- Great. Tell him to get up and running at the airport, because in half an hour we'll fly away. [Świetnie. Powiedz mu, żeby wstawał i biegł na lotnisko, bo za pół godziny odlatujemy.] - No proszę, Dawidek zapomniał o tym, że dzisiaj w nocy mieli wylatywać...
- David! En media hora tenemos un avión a Italia! [Dawid! Za pół godziny mamy samolot do Włoch!] - jej wrzask dotarł do Twoich uszu. Zaraz, zaraz, jak to, mamy? Ona leci z nim? Chyba musiałbyś o tym powiadomić Kowala...
W tej właśnie chwili ktoś się rozłączył. Nie wnikałeś w to, czy był to Dryja, czy Aleśka. Bo tak on chyba ją nazywał. Wiedziałeś, że Andrzej musi się dowiedzieć o planach swojego podopiecznego. Przecież bez jego zgody nikt "dodatkowy" na ten samolot nie wsiądzie. A wygląda na to, że między nimi to coś poważnego się działo. Skoro dziewczyna, w dodatku chyba gorąca dziewczyna, no bo w końcu wszystkie Brazylijki są gorące, a przynajmniej Ty tak uważałeś, chce z nim lecieć? I to w dodatku na inny kontynent, którego zupełnie nie zna, który jest dla niej zupełnie obcy. Ale ona chce lecieć z nim, a to znaczy, że on jest dla niej kimś ważnym. A skoro on jest dla niej kimś ważnym, to znaczy, że nieźle ze sobą muszą kręcić! Tak, panie Romać, z logiki dostałby pan piątkę z plusem.
Ale nawet umiejętność logicznego wiązania pewnych informacji w całość nie przyda Ci się, kiedy będziesz musiał powiadomić Kowala o tym, co Dawidek zamierzał zrobić. Jak by to mu oznajmić, żeby się nie wkurzył?... Może po prostu walnąć szczerze i prosto z mostu? Uznałeś, że tak chyba faktycznie będzie najlepiej. Odwagi. Andrzej Kowal to nie żadne dzikie zwierzę, które miałoby się rzucić na Ciebie z pazurami lub pożreć Cię żywcem.
- Trenerze? - zacząłeś.
- Tak? - spytał.
- Dawid może się trochę spóźnić. - bąknąłeś.
- Ach. Zaspał? - drążył temat. Chyba zainteresował się tym, że miałeś jakieś informacje odnośnie środkowego. No raczej musiał, skoro on był jego trenerem, a Dryja był jego podopiecznym.
- Tak jakby. Zasnął u swojej ukochanej. - wypaliłeś, obawiając się nieco, jak na taką wiadomość zareaguje szkoleniowiec Asseco Resovii.
- U kogo zasnął? - poprosił Cię, byś powtórzył.
- U swojej ukochanej. - odpowiedziałeś, nieco się jąkając. - Ale proszę się nie martwić, on już tu biegnie. Będzie za jakieś... no chyba pół godziny mu wystarczy. - rzekłeś. Tak naprawdę nie wiedziałeś ani gdzie on się znajduje, ani kiedy on mógłby zjawić się na lotnisku. Ale musiałeś skłamać, żeby nie rozwścieczyć Endrju.
- Dobrze, powiem pilotowi, żeby zaczekał, aż on przyjdzie. - powiedział spokojnym głosem. Chyba nieco Cię tym uspokoił. Wcale się nie rozwścieczył.
- Ale... - zacząłeś, po czym zorientowałeś się, że może jednak nie powinieneś tego mówić. Po chwili jednak doszedłeś do wniosku, że kogo, jak kogo, ale Kowala nie powinieneś okłamywać.
- Tak? - uśmiechnął się.
- On nie przyjdzie tu sam. - jęknąłeś najciszej, jak mogłeś. Bałeś się jego reakcji.
- Jak to nie przyjdzie sam? - zdziwił się.
- Ta dziewczyna, ona chce lecieć z nim. Więc to chyba coś poważnego jest między nimi. - oznajmiłeś. Przy okazji poinformowałeś Andrzeja, że jego zawodnik kręci sobie z jakąś poznaną tu lasią.
- Całe szczęście, że mamy dużo wolnego miejsca w samolocie. - westchnął i podrapał się po głowie. - Brazylijka? - wolał się upewnić.
Przytaknąłeś.
- Jebany. - fuknął. - Jemu to się gorąca Brazylijka trafiła, a ja to muszę się męczyć z tą moją starą krową. - prychnął, a na myśli miał chyba swoją żonę. Czyżby coś mu się w związku nie układało? A może zwyczajnie był już nim znudzony, chciał poszukać jakiejś miłosnej przygody? Niby wyglądał na takiego faceta, który ceni sobie spokojne, uporządkowane życie, ale jak wiadomo - pozory często mylą.
Wolałeś w to nie wnikać. Podczas, gdy Twoje powieki coraz to bardziej zaczęły opadać, kątem oka dostrzegłeś jeszcze zmierzającego w stronę kabiny pilotów Andrzeja. A potem odpłynąłeś już w krainę snu i nie byłeś świadomy, co się działo wokół Ciebie...
"I must sleep, lay me down to sleep
I must sleep, lay me down to sleep
I must sleep, lay me down to sleep
I must sleep, lay me down to sleep"
Podczas gdy już smacznie sobie spałeś, Kowal poszedł porozmawiać z pilotem. Uprzedził go, że jeden z zawodników nie dotarł jeszcze na pokład samolotu, i zastrzegł, że bez niego lecieć nie mogą. Pilot, na oko około czterdziestopięcioletni, machnął tylko ręką i głośno westchnął. Chciał lecieć jak najszybciej, a tu taka sytuacja, i będzie musiał czekać.
Na szczęście nie musiał czekać długo, gdyż już po chwili można było usłyszeć jakieś radosne trajkotanie, które obudziłoby nawet umarłego. Toteż i Ty zostałeś brutalnie przebudzony. Byłeś wściekły, bo przyśniła Ci się jakaś cudowna dziewczyna. To był naprawdę przyjemny sen, a tu jakaś blond cizia o niekoniecznie brazylijskiej urodzie Ci go przerwała. Otwierając oczy dostrzegłeś, że wraz z nią przyszedł Dryja. Czyli to jest ta cała jego Aleśka. Wcale nie taka gorąca, jak by się mogło wydawać. Kiedy słyszysz słowo "Brazylijka" widzisz w swoich wyobrażeniach opaloną, ciemnowłosą laskę o typowo latynoskim wyglądzie, dość skąpo ubraną, radosną i wyginającą śmiało ciało. A ona? Jakaś nieumalowana blondi, przypominająca raczej jakąś Skandynawkę, czy kogoś w tym stylu. Tobie do gustu nie przypadła. No i ten jej wkurwiający głos...
- ¡David! ¡Me alegro! ¡Estoy tan feliz! ¡Vamos a Italia! ¡Yo nunca he estado en Italia! ¡Ah! ¡Hay tan hermoso! ¡Yo siempre he querido ir allí! ¡Y ahora por fin voy allí! ¡Ah! ¡Esto es tan maravilloso! ¡Quiero estar ahí por ahora! ¡Quiero ver a este hermoso país! ¡Quiero ir a hacer turismo Italia! ¡Quiero ver a todos esos lugares hermosos! ¡Ah! ¡Me siento increíble! ¡Estoy feliz! ¡Al final me saqué de Brasil! [Dawid! Cieszę się! Tak bardzo się cieszę! Lecimy do Włoch! Nigdy nie byłam we Włoszech! Ach! Tam jest tak pięknie! Zawsze chciałam tam polecieć! I teraz w końcu tam lecę! Ach! To jest takie cudowne! Chcę już tam być! Chcę zobaczyć ten piękny kraj! Chcę pójść pozwiedzać Włochy! Chcę zobaczyć te wszystkie piękne miejsca! Ach! Czuję się niesamowicie! Jestem szczęśliwa! W końcu wyrwałam się z Brazylii!]
Szczebiotała, wyrzucając z siebie kolejne słowa niemalże z prędkością karabinu maszynowego. A że też nie zaschło jej w gardle od tego ględzenia! Niechże ona się wreszcie zamknie. Ciebie od tego Aleśkowego gadania zaczynała już boleć głowa. A Romać, którego boli głowa, to zły Romać. Zły Romać, to Romać, który jest nie do życia. I robi się wtedy bardzo wredny. Dostrzegłeś, że Dryja postanowił nakarmić swoją lasię bananem...
- A udław się tym gównem, Ty małpo cholerna! Może w końcu się zamkniesz! - warknąłeś. Wszyscy spojrzeli na Ciebie jak na debila. Dawidek warknął na Ciebie, ale Tobie ani śniło się przepraszać dziewczynę. Prychnąłeś tylko i nałożyłeś na uszy słuchawki, żeby nie słyszeć, jak to teraz wszyscy będą Cię obgadywać.
Nie mogłeś jedynie odpuścić sobie jednego.
Myślenia, dlaczego oni do cholery rozmawiają ze sobą po hiszpańsku, skoro ona wcale nie tak najgorzej mówi po angielsku...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
Minęło parę godzin. W Spale trwały ostatnie przygotowania części siatkarzy do wylotu. Kilku chłopaków pakowało właśnie swoje walizki, by zaraz udać się na lotnisko. Miała tam nastąpić pewnego rodzaju wymiana "towaru" - część grupy przybyłej z Brazylii zostanie w Spale, zaś część, wraz z częścią grupy, która w Spale trenowała, uda się w dalszą podróż do Rzymu. W Spale zostanie także Andrzej Kowal, który będzie trenował tych, co do Italii nie polecieli. Humory dopisywały praktycznie wszystkim. Zarówno tym, co lecieli, jak i tym, co będą musieli znosić uroczego Andrzejka przez co najmniej tydzień. Już on się nimi odpowiednio zajmie, nikt nie będzie mógł liczyć na taryfę ulgową. Andrzej znany był z tego, że jest trenerem surowym. Nienawidził nieposłuszeństwa wśród zawodników, potrafił ich za to dotkliwie karać. Jeśli ktoś liczył na to, że będzie mógł sobie trochę wyluzować, i się poopierdalać, to źle trafił. Kowal tępił leniuchów, a jeśli ktoś już totalnie przegiął - mógł zostać wywalony z ekipy. Resoviacy o tym wiedzieli i chyba tylko dlatego, że trenowali tak ciężko, jak tylko byli w stanie, ich szkoleniowiec tolerował ich wszelakie wybryki, nawet te najdziksze. Nawet te, kiedy zniszczeniu ulegało mienie trenera, lub zdyskredytowane zostało jego ego, jego poczucie pewności siebie, zachwiana jego pozycja w klubie, pewnego rodzaju hierarchia. Przecież niedopuszczalnym było, żeby zawodnicy zamykali swojego "kołcza" w toalecie i kazali mu wyjadać z kibelka, a przy tym to filmowali. Niedopuszczalnym było, żeby któryś z siatkarzy zakradał się w nocy pod dom trenera, brał kamienie i wybijał nimi szyby w samochodzie. A to się jednak zdarzało, a co więcej - chłopakom uchodziło to na sucho! Kowal wybaczał im to wszystko, chociaż dopuszczali się po prostu aktów wandalizmu wobec jego mienia, czy przemocy wobec niego. Tego typu zdarzenia nie przeszkodziły mu w tym, by ze swoimi siatkarzami się przyjaźnić, żartować... Czasem nawet wychodzili gdzieś razem do knajpy na piwo. Jasne było jednak, że żaden "świeżak" w drużynie nie powinien sam wyczyniać takich rzeczy, nie był to człowiek, który od razu potrafił komuś zaufać. Resoviaków z kadry znał już dobrych parę lat, wiedział, jak z nimi postępować. Oni też wiedzieli, jak powinni się zachowywać, by nie przegiąć pały. Chociażże innym mogło się wydawać, że ją przeginali i to bardzo... Sam Endrju święty też nie był, swoim ulubieńcom za żarty odpłacał się tym samym. Ile to razy któryś z siatkarzy musiał szukać swoich gaci po całej hali, bo Kowal postanowił mu je podpierdzielić? A nasypanie ziemi do torby i nalanie tam wody? Co najmniej kilku zawodników zostało uraczonych widokiem takiego bajora w swoich rzeczach... No cóż. Wątpliwe, by w Spale dochodziło do takich akcji...
Humory dopisywały wszystkim siatkarzom.
- Jestem bardzo ciekawy, jaki poziom prezentuje tamta grupa. Znaczy, skoro ograli raz Brazylijczyków do zera, a w drugim meczu dzielnie walczyli, to nie są to byle ułomki. Jestem jednak ciekawy, czy są oni w stanie wygryźć nas ze składu. Czy poważnie zwiększą konkurencję. - w Piterze obudził się filozof myśliciel.
- A co, boisz się, że stracisz miejsce? - spytał Bociuś.
- Niee, no co Ty. Chcę po prostu wiedzieć, czy przy nich nadal będę mieć taką konkurencję, jak obecnie. Bo to mi bardzo pomaga. Motywuje mnie do lepszej gry, no bo wiadomo, nikt nie chce stracić miejsca w składzie. A jak się człowiek będzie opierdalał, to na pewno je straci. Słabsza konkurencja mogłaby się przyczynić do spadku mojej formy. A tego nie chcę. - fuknął.
- Ploblemy... - westchnął Buszek.
- Typowy przypadek dla bandy parali. - przewrócił oczami Guma. Bardzo był miły dla swoich kolegów.
- Banda parali leci zaraz do Mali! - wypalił Siurak. Był niezwykle dumny z tego, co wypowiedział, gdyż udało mu się zrymować swoją myśl.
- Ale my lecimy do Włoch, a nie do Mali. - zauważył, niezwykle odkrywczo, Gregor.
- Kurwa, Włochy się nie rymują z bandą parali. - fuknął na niego.
- Banda parali leci do Italii. - Zagumny natychmiast pozamykał wszystkim gęby. Rym jest? Jest.
- Eeeeej, chłooopaaaki! - wrzasnął Wojtaszek. Chyba potrzebował jakiejś pomocy ze strony swoich kolegów.
- Co jest? - spytał Mikuś.
- Nie mogę sobie poradzić z hasłem w tej krzyżówce. - westchnął.
- A jakie to jest hasło? - zaciekawił się Ziomek.
- Który z francuskich królów wydał edykt nantejski. Henryk... - przeczytał.
- Cholera, który to był... - zastanawiał się Kurek.
- Czwarty? Ja bym wpisał czwartego. - odpowiedział Pit.
- A nie trzeci? - zastanawiał się Rafał.
- A to był w ogóle taki? - wypalił Gregor.
- No jak był czwarty, to chyba musiał być trzeci. - Cichy podrapał się po głowie.
- No, chyba tak. - przytaknął sypacz Cuprum Lubin.
- Czwarty pasuje, dzięki. - uśmiechnął się Mały.
- Ej, a ja to ostatnio rozwiązywałem taką totalnie dziwną krzyżówkę. - zaczął Zator. Oho, strach się bać, jak mistrzunio przemawia.
- Na czym polegała jej "dziwność", o mistrzu? - zironizował Bartek.
- No bo tam w ogóle nie było haseł, tylko same numerki... - szepnął.
- Bo to nie była krzyżówka, tylko sudoku, debilu. - prychnął Zagumny, a następnie razem z wszystkimi pozostałymi siatkarzami przywalił sobie po facepalm'ie.
W Spale było więc, jak widać, uroczo jak zawsze.
"It might seem crazy what I’m about to say
Sunshine she’s here, you can take a break
I’m a hot air balloon that could go to space
With the air, like I don’t care baby by the way
Because I’m happy
Clap along if you feel like a room without a roof
Because I’m happy
Clap along if you feel like happiness is the truth
Because I’m happy
Clap along if you know what happiness is to you
Because I’m happy
Clap along if you feel like that’s what you want to do"
Minęły kolejne dwie godziny, gdy nagle do sali, w której zgromadzili się wszyscy siatkarze, tryumfalnym krokiem wkroczył Andrzej Kowal wraz z tą częścią "brazylijskiej" ekipy, która na dalsze wojaże w tej chwili nie poleci. Obok całej grupy ze Spały usiedli więc dwaj atakujący - Bartłomiej Bołądź i Maciej Muzaj, dwóch rozgrywających - Paweł Woicki i Tomasz Kowalski, dwóch środkowych - Jan Nowakowski i Piotr Hain, libero - Maciej Olenderek oraz trzech przyjmujących - Wojciechowie Ferens i Żaliński i Krzysztof Wierzbowski. Wraz z nimi w Spale pozostać mieli trzej atakujący - Mariusz Wlazły, Dawid Konarski i Jakub Jarosz, dwaj rozgrywający - Paweł Zagumny i Fabian Drzyzga, czterech przyjmujących - Michałowie Kubiak, Ruciak i Winiarski, oraz Wojciech Włodarczyk... Możliwe, że dołączy do nich także wracający powoli do zdrowia Zbigniew Bartman, jednak nie było to jeszcze w stu procentach pewne. Trenować i tak by na razie nie mógł, tak więc jego koledzy mogliby liczyć tylko na wsparcie mentalne z jego strony. A że Zbychu należał do takich osobników, którzy potrafili psuć atmosferę w dużynie, to może lepiej byłoby, gdyby w Spale się nie zjawił... Z pewnością jednak będą w niej przebywać dwaj libero - Krzysztof Ignaczak i Paweł Zatorski, oraz czterech środkowych - Karol Kłos, Andrzej Wrona, Łukasz Wiśniewski i Marcin Możdżonek. Popularny Muratore nie był jednak zdolny do gry, gdyż odniósł w ostatnich dniach kontuzję po tym, jak poślizgnął się na skórce od banana... Można było wyliczyć, że w Spale pozostanie dwudziestu pięciu zawodników, a więc dokładnie tylu, ilu na początku w niej przebywało. Prawdziwa jazda się zrobi, kiedy będą trenować w niej wszyscy. Jakoś ta hala będzie musiała ich wszystkich pomieścić... Pięciu atakujących... Wybór całkiem spory, więc rywalizacja na tej pozycji będzie niesamowicie zacięta. Sprawa wyglądała ponownie w przypadku pięciu środkowych i sześciu przyjmujących.
Pozostała część zawodników, którzy wrócili z Maringi znajdowała się obecnie najprawdopodobniej w samolocie i czekała, aż dołączą do nich Ci, którzy wraz z nimi mieli udać się do Włoch. Jasne było więc, że wylot nastąpi już za niedługo...
- Chłopcze! Przeczytam teraz które lecą do Włochy. Lista szje nie zmienicz, ale ja woleć przypomniecz. Żobacze też przy okazja, czy wszystkie wstały. Uwaga, szprawdżam moja lista. Gregor Łomacz?
- Jeestem. - odpowiedział.
- Ukasz Rzigadło? - trzeba przyznać, że Antiga w przekomiczny sposób wymawiał nazwisko Ziomka.
- Obecny. - odrzekł Ziomek.
- Rozgrywajonce są. - stwierdził Stefan i czytał dalej. - To teraz atakujoncy. Gregosz Boczek?
- Bociek. - przewrócił oczami wyżej wymieniony.
- Może Stefan wie lepiej, i faktycznie jesteś kawałkiem niezłej chabaniny? - zarechotał Włodi. Chłopcy stwierdzili, że wolą tego nie komentować.
- Czyli jezd. Okej, to teraz szrodek. Piter Nowakowski?
- Jestem. - bąknął Cichy i wrócił do jakichś tam ploteczek z Kosoczkiem i Siuraczkiem.
- Gregosz Kosok? - wywołał do odpowiedzi Kosinkę.
- JeBEEEEEEEEEEEEEEEEEEK...stem. - zarumienił się jak dupa. Tego beknięcia w planach z pewnością nie miał. Dobrze, że Stefan bardzo luźno podchodził do tego typu zachowań i wywoływały one u niego jedynie śmiech.
- Za dużo coli, Grzesiu - stwierdził Kurek. - Za dużo coli.
- Przyjmujonce som? Bartek Kurek?
- No jestem. - jęknął Siurak. Po cholerę on się go o to pyta, skoro przed chwilą mógł go usłyszeć?...
No cóż, takie są procedury.
- Rafał Buszek? - wywołał kolejnego zawodnika.
- Zwalty i gotowy do placy. - uśmiechnął się, sepleniąc jak zwykle.
- Mateusz Mika? - zwrócił swój wzrok w stronę brodatego przyjmującego.
- Jestem.
- No i jeszcze libero. Damjan Wojtuszjek? - chyba nadal nie nauczył się wymawiać nazwiska Małego...
- WOJTASZEK, KUUUUUUURWAAAAAAAA, WOJTASZEK! - ryknął wyraźnie wkurwiony siatkarz. - Eeee... znaczy tego, pomoże mi ktoś z ostatnim hasłem w krzyżówce?
- Co to jest za hasło? - zainteresował się Mario.
- Francja prowadziła z tym państwem wojnę w Afryce, zaczęła się w 1940 roku. - przeczytał.
- Co to kurde jest za historyczna krzyżówka? - spytał Winiarski.
- To nie są jedyne pytania. - stwierdził Mały.
- Algieria, Damian, Algieria. - uśmiechnął się Pit.
- Pasuje, dzięki! - krzyknął.
- A zapodaj jakieś inne pytanie. - zaproponował Dziku.
- Zwierzę w kropki. - przeczytal. - No i tutaj mam problem mały, bo wpisałem "KROWA" i mi się nie zgadza ilość liter, bo mi pokazuje, że powinno być więcej. - podrapał się po brodzie.
- Bo to nie powinna być krowa, tylko chyba biedronka. - przewrócił oczami Król Pawcio.
- Teee, faktycznie, pasuje! Dziękuję! - krzyknął. - Mam hasło! - aż podskoczył z radości.
- Jakie hasło, jakie hasło?! - zainteresował się nie będący do tej pory w temacie Rucy.
- OKOŃ?! - ryknął Karollo, jednak szybko zamilknął widząc, że nikogo to nie rozśmieszyło.
- Tak, takie hasło. Taka ryba. Taka ryba okoń. - do parodii Szkła Kontaktowego włączył się Andrzej Wrona.
- Ryba kończąca się na "Ń" - podsunął pomysł na pytanie do hasła Włodi.
- Halibut. - fuknął Pit.
- Ale halibut nie kończy się na "Ń". - zaśmiał się Igła.
- Halibutń. - trwał przy swoim Piter.
- Noo niech Ci będzie. - zarechotał Krzyś.
- Bracz walizki i idżjemy. - zarządził Stefan. - Andżej, zajmij szje one wszystkie.
- Jasne, Stefan. Możesz na mnie liczyć. - uśmiechnął się Kowal.
Wszyscy wyściskali się ze sobą, po czym grupa prowadzona przez Stefana, wraz ze sztabem szkoleniowym, opuściła Centralny Ośrodek Sportu i udała się w stronę najbliższego lotniska. To tam powinni na nich czekać pozostali siatkarze. Najprawdopodobniej wraz z nimi był Mieszko Gogol. Przecież takiej bandy nie można było zostawić bez nadzoru, bo nie wiadomo, co by mogli odpierniczyć...
Z pewnością mogliby sobie zrobić krzywdę...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
W samolocie trwały zażarte dyskusje. Znajdujący się tam siatkarze nie wiedzieli, którzy podopieczni Antigi polecą wraz z nimi do Italii. Liczyli chyba jednak na to, że nie będzie to ta najmocniejsza ekipa. Taki na przykład Szalpuk modlił się wręcz o to, żeby po chwili nie dosiedli się do niego Kurek czy Winiarski, bo przecież nie miałby z nimi żadnych szans w walce o miejsce w składzie. Praktycznie wszyscy zastanawiali się, na kogo padł wybór Stefana. Kowal im zabronił tego czytać w Internecie, to miała być dla nich niespodzianka. Niektórzy nie mogli już się doczekać, aż ta zagadka się rozwiąże. Jednak nie tylko personalia siatkarzy ciekawiły "ekipę z Maringi". Bardzo zainteresowani wydawali się być także tym, którzy członkowie sztabu szkoleniowego będą z nimi pracować. Jasne było to, że najbardziej ciekawiły ich postaci dwóch kobiet - Anny Chmury i Kamili Falęckiej. Niektórzy liczyli nawet na nawiązanie jakiejś ciekawej relacji z którąś z nich...
- Jak myślicie, czy śliczna psycholożka leci z nimi? - zaczął Gawryszewski.
- Bartuś, na nic nie licz, ona już ma chłopaka. - przewrócił oczami Zupa.
- Ale zawsze może go zmienić. - fuknął. - Ona się wydaje taką trochę ostrą sztuką, a się trzyma z taką melepetą.
- Widocznie jest im dobrze ze sobą. - wtrącił się Dryjka.
- Tak jak Tobie z Aleśką? - spytał Szymon.
- Tak jak mi z Aleśką. - uśmiechnął się i objął mocniej swoją przyjaciółkę, która smacznie sobie spała.
- Nie wierzę, że ta śliczna psycholożka jest szczęśliwa z takim fajtłapą. - trwał przy swoim Gawryła.
- Odpuść. Są razem, to są. Skoro są razem, to są szczęśliwi. Na chuj drążyć temat? - westchnął Artur.
- Ja to jestem bardziej ciekawy, czy leci z nimi pani fotograf. - rozmarzył się Romać. - Nie będę ukrywał, że nieco mnie zaciekawiła swoją osobą.
- Przecież ona ma niebieskie kudły! - wzdrygnął się Bartuś.
- I właśnie dlatego mnie fascynuje. Nie jest taka zwyczajna. Chciałbym ją poznać. - stwierdził.
Już niedługo będziesz miał okazję, Szymonie. Obie panny zmierzały bowiem w stronę samolotu razem z całą grupą przerośniętych facetów...
Nie minęła nawet godzina, gdy w końcu na horyzoncie pojawiła się oczekiwana grupa.
- No żesz kurwa. Idzie z nią za rączkę przychlast jeden. - burknął Gawryszewski.
- Za to pani fotograf chyba nikogo nie ma. - uśmiechnął się atakujący Cuprum Lubin.
Po kolejnych pięciu minutach ekipa ze Spały zaczęła w końcu zajmować swoje miejsca w samolocie.
- Czeeść wszystkim! - swoje przybycie głośno oznajmił Grzegorz Bociek.
- Jesteś sam? - wypalił niemal jak z armaty Romać.
- To znaczy? - nie zrozumiał.
- No w sensie, że Wlazłego z Tobą nie ma?
- Nie, nie ma. - odpowiedział. - Z atakujących przyszedłem tu sam.
- Uff, co za ulga. Z nim nie miałbym szans na grę. - bąknął.
- Pierdolisz, kochaniutki. Jeśli okazałbyś się lepszy od niego, to na pewno byś grał. - wtrącił się Pit. - Cześć wszystkim, jeśli wiecie, że jestem waszym kapitanem, to fajnie, a jeśli nie wiecie, to ogłaszam, że jestem waszym kapitanem, i macie się mnie słuchać, misiaczki. Ale oprócz tego to jestem gotowy do rozwiązania każdego waszego problemu, jaki was będzie trapił. Mój pokój jest dla was otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. - uśmiechnął się.
- No chyba, że akurat będzie się pierdolić z Anką. - prychnął Siurak. - Wtedy nie liczcie na litość ze strony pana kapitana, wypierdoli was z pokoju w mgnieniu oka, i niekoniecznie z uśmiechem na twarzy. - przewrócił oczami.
- Bzdura. - fuknął. - Nie wyrzucę nikogo z pokoju. Ale... ludzie są chyba na tyle rozumni, domyślni, że jak usłyszą jednoznaczne dźwięki dochodzące z pokoju, no to chyba nie będą do niego wchodzić, nie? - westchnął.
- No chyba, że ten ktoś nazywa się Krzysztof Ignaczak i ma ze sobą swoją najlepszą przyjaciółkę kamerę. - zaśmiał się Mikuś.
- Jeju! Ja sobie właśnie uświadomiłem, że tutaj wreszcie nie będę narażony na bycie gwiazdą jakiejś tandetnej produkcji autorstwa Krzycha! - wrzasnął.
- Ooooj, Krzysiu się wkulwi, jak się dowie, że jego plodukcje są tandetne. - stwierdził Buszu.
- Nikt mu tego nie powie? - wolał się upewnić.
- Ja nie. - odpowiedział Siurak. - Nie będę wkopywać mojego najlepszego ziomeczka.
- Dziękuję, Siuruś. - zachichotał.
- Ja mogę mu powiedzieć. - słodko uśmiechnął się Mały.
- Nie! - jęknął.
- Nie powiem mu, jak mi pomożesz z kolejną krzyżówką, bo jesteś w tym dobry. - wystawił język.
- Dawaj pierwsze hasło. - przewrócił oczami.
- Część ciała. - przeczytał. - Na pięć liter, i pierwsza to ma być P.
- Ja wiem, ja wiem! - wrzasnął Bociuś.
- No, słucham.
- Pipka! - uśmiechnął się tryumfalnie.
- Matko z ojcem. - westchnął Szalupa.
- Chyba coś innego chciałem wpisać. - stwierdził Wojtaszek.
- Chciałeś wpisać "palec", tak? - spytał Cichy.
- Niee, niekoniecznie... - zaczerwienił się.
- Zboczeniec. - prychnął.
- Ale chyba masz rację. Wpisanie palca będzie bezpieczniejsze. - podrapał się po brodzie. - To może następne hasło?
- Yhy. - mruknął.
- Pełza po ziemi. - przeczytał. - Na pięć liter.
- Wonsz! - wrzasnął Gregor.
- Przecież wąż ma trzy litely. - zauważył Buszek.
- Jak trzy, jak pięć?! - oburzył się Łomacz.
- Przeliteruj. - westchnął Ziomek.
- Wy - O - Ny - Sy - Zy! - zaakcentował dokładnie każdą literę.
- Co Ty miałeś z polaka? - jęknął Dryja.
- Dwa. A na maturze ściągałem. Ale to chyba nieważne, nie? - uśmiechnął się głupkowato.
- Nie, masz rację. Nieważne. - westchnął środkowy.
- Nie wąż. - jęknął Mały. - Coś innego, pliz.
- Robal! - wypalił Siurak.
- O masz, jeszcze lepszy imbecyl. - Gawryszewski przywalił sobie facepalm'a.
- A co Ci nie pasuje w robalu? - udał, że się obraził.
- A to, debilu, że to nie jest żadna nazwa gatunkowa...
- Chłopcze, leczimy! - wrzasnął Stefan.
- Mógł mu trener nie mówić - wskazał na Siuraka Żygadło. - Nie zorientowałby się.
- Jaaak to lecimy? - jęknął Bartek. - Oooo nieeee! - pisnął. - Chyba już mi niedobrze. - stwierdził z niesamowitą wręcz powagą, która była wypisana na jego twarzy.
- Chyba mi zaraz obrzydzisz podróż. - jęknął Szymek.
- Odejdź. - powiedział do któregoś z kolegów Kurek.
- Co? - odpowiedział tamten.
- Odejdź, bo będę rzygał. - odrzekł.
- Steeefan, dlaczego powiedziałeś, że lecimy?! - jęknął Kosoczek. - Ten idiota już zakodował, że leci, i już mu się zachciało rzygać!
"I can't...
Deny
These urges in my thighs
It's time
To fly
I do not have much time!"
Gdy dotarli na miejsce, czyli do jednego z hoteli w Rzymie - szybko postanowili pozajmować swoje pokoje. Kurek, które miał wielkie nadzieje na dzielenie pokoju z Piterem, musiał zadowolić się towarzystwem Kosoka. Blondwłosy środkowy ani śnił bowiem rezygnować z możliwości spędzania jak największej ilości czasu ze swoją dziewczyną... Kilku z siatkarzy postanowiło dojechać do swoich pomieszczeń szybciej - wsiedli więc do windy.
I jadą, jadą, jadą...
A może nie jadą?
- Kurwa. - jęknął Zupa.
- Co się stało? - pisnął, najwyraźniej nieco przerażony, Szalpuk.
- Chyba właśnie utknęliśmy w windzie...
___________________________________________________________
A ten rozdział tak dla odmiany pisało mi się naprawdę dobrze.
Inspiracje do jego pisania były różne: obywatel M.N i jego mrożące krew w żyłach zwierzenia o życiu [a konkretnie o tym, jak to kiedyś utknął w windzie] i żale o tym, jak to mu na egzaminie nie poszło, oraz (heart)breaking news, czyli odkrycie, że dwudziestotrzyletni Szymon Romać... jest już ochajtany.
Tak, Szalupa i Zupa utknęli w windzie. Czy oni sami? A może jeszcze ktoś inny z nimi tam jest? Czy, i kiedy ktoś ich uratuje?
Jak myślicie?
Szymon chyba nie polubił Aleśki, bo ta potrafi nadawać jak głupia. Taki typ, któremu jadaczka się nie zamyka.
Dawidziowi to jednak nie przeszkadza. ;)
Mały znalazł sobie nowe hobby - rozwiązywanie krzyżówek. Bardzo pomocni koledzy ochoczo go w tym wspomagali.
Piotrek, jak Ci się rozwiązywało krzyżówki?
... Piotrek? ... Ech, dzisiaj sobie chyba nie pogadamy.
Polacy rozpoczęli sezon! :) I rozpoczęli go znakomicie, bo od czterech zwycięstw w czterech meczach.
A dzisiaj, tfu, jutro, kolejny mecz. Ktoś będzie oglądał naszych chłopców o drugiej w nocy? :D Ja zamierzam, zarówno jutro, jak i pojutrze.
Tak więc, cytując klasyka...


Uprzejmie donoszę, że dupy USA nie są gotowe na lanie :D
OdpowiedzUsuńA heartbreaking news nadal mnie boli i nadal płaczę nad swoim odkryciem ;-; Szymonie, jak mogłeś mi to zrobić? ;-;
Panie kapitanie drużyny z Gdańska Bartku, weź pan wyrywaj fotografkę :D Ja wiem, że ona na pana leci ^^ Tak samo, jak leci na Szymona [ech, Szymuś...]
Rozwiązywanie krzyżówek jest super! To moje hobby od dwóch lat [wykłady takie nudne]. Mały, jak chcesz, to ja chętnie z Tobą porozwiązuję :D
Dawidziu, coś ta Twoja Brazylijka taka naciągana jest... Jeszcze się okaże, że to jakaś Europejka, albo w ogóle Polska jest i koniec xD
Andżejek taki kochany <3 I niby taki dowcipny w tej Sovii <3333
Smutno mi, że moja osobista tragedia byłą Ci inspiracją x.x
Aż sama nie wiem, jak do tego podchodzić xD
xoxo
Są gotowe. [-(
UsuńEch, no zrobił Ci kuku. :< Szymonie, nieładnie, oj nieładnie.
Myślisz, że ona serio leci na nich? ;> Ja nie wiem jeszcze, na kogo ona będzie lecieć. :D
E, ja tam na wykładach notuję, ktoś potem musi wszystkim na roku te notatki wysyłać. xdd
A Mały bardzo chętnie z Tobą porozwiązuje krzyżówki.
Naciągana? A to wszystkie tam są latynoskami? Ja się nie znam. xd
Andżejek zawsze jest kochany. :D
E, nie tylko Twoja tragedia była dla mnie inspiracją. :D Przecież gdyby ten geniusz nie zwierzył mi się jakiś czas temu, że kiedyś utknął w windzie, to tego fragmentu by nie było. xd
Też Cię kocham, siostro. ;*
Ja niestety nie widziałam dzisiejszego meczu :/ Za dużo nauki i człowiek przegrywa ze zmęczeniem. Ale może sobie chociaż zobaczę chłopaków na Igrzyskach Europejskich, bo grają o bardziej cywilizowanych porach :P
OdpowiedzUsuńRozbrykał się nasz narybek i w swoich odpałach niczym nie ustępują tak zwanej starszyźnie ;) Czy którekolwiek z siatkarskich pokoleń będzie "normalne"? Chyba się na to nie zanosi, i bardzo dobrze, bo dobra atmosfera to podstawa.
Zaskakuje mnie trener Kowal, z każdym rozdziałem coraz bardziej :P Taki człowiek o wielu twarzach. Niby stateczny, spokojny pan trener, a wywija chłopakom niezłe numery i nazywa swoją żonę starą krową. Ładnie to tak, panie trenerze? :P
Anka chyba ma branie wśród młodzieży, ale przecież Piter trzyma rękę na pulsie i nie pozwoli nikomu namieszać, prawda?
Też zaczynam sceptycznie podchodzić do Aleśki. Może Dryjek powinien jednak zachować większy dystans?
"Wonsz" - ok, leżę :D
Pozdrawiam :*
Ja oglądałam, i nie żałuję, chociaż myślałam, że pójdę spać o 4 nad ranem, a nie o 5, no cóż. xDD
UsuńAle mecz był świetny, tylko szkoda tego, że stracili przewagę w II secie, bo mogli wygrać 3:0. ;<
Pit i Bieniu się rozbrykali w bloku, młody Russel jak dostał dwie czapy na dzień dobry od Cichego to od razu mu się odechciało grać xDD
W tym opowiadaniu nikt nie jest normalny. :P Ani starsi, ani młodsi, ani Kowal. :D Nikt. :D
Tak, Kowal to jest tu zdecydowanie postać bardzo tajemnicza, człowiek o wielu twarzach. :)
Piter nie pozwoli nikomu podrywać Anki, a jak ktoś będzie próbował, to dostanie w ryj jak Bartman. :D W końcu to jego dziewczyna i nie pozwoli nikomu na zbyt bliskie obcowanie z nią.
Oj, Dryjek chyba kocha Aleśkę i tak łatwo z niej nie zrezygnuje. No cóż, zobaczymy. :D
Ja też pozdrawiam. :*
śiwtny rozdział :D
OdpowiedzUsuńOj Grzesiu, Grzesiu, faktycznie to nie ma znaczenia że nawet nei umiesz przeliterować słowa "wąż" Ja wiedziałam, że u Ciebie z nim jest źle ale że nie aż tak xD
No, widocznie Szymon nie za bardzo polubił Aleśkę. Ale może tylko dlatego że chciało mu się spać, a potem ją polubi. No, nie wiem, nei wiem, wyrocznią nie jestem xD
Rozwiązywanie krzyżówek!
Nie wiem jak, nie wiem w jaki sposób, ale też mi kiedyś przyszło na myśl, żeby zrobić komuś z moich bohaterów taką fazę na rozwiązywanie krzyżówek xD No ale dobra, Ty byłaś pierwsza która to napisała :D
Matko Bosko! :O Utkęli w windzie?! Jak ja tekich przypadkó nie lubię ;( Oby jakoś się z tamtąd wyciągnęli. Nie wiem, mogą na przykład dziórę zrobić nożem xD Tylko skąd oni tak wezmą nóż, to ja nie wiem :D
Pzdrawiam ;***
Haha, Zatora tam nie ma, to ktoś musi zaniżać poziom inteligencji. xDD Łomacz jest do tego idealny.
UsuńNo Szymonowi spać się chciało, ale czy polubi Aleśkę? Wątpliwe. :P
Śmiało, też napisz o krzyżówkach. :) Znając Ciebie, świetnie Ci to wyjdzie. :D
Nie no, ktoś ich kiedyś z tej windy wyciągnie. :D
Ja też pozdrawiam. :*