13.06.2014, Rzym, Włochy
- Chyba utknęliśmy w windzie? Chyba? Ty to sobie tak spokojnie mówisz? Kurwa, Michał, ja Cię proszę. Utknęliśmy w windzie, a Ty mi zakomunikowałeś z taką powagą w głosie, jakbyś się właśnie zesrał. - prychnął Szalpuk.
- Nie sraj, bo się zesrasz. - dodał niezwykle filozoficznym tonem Gregor. Ktoś wytłumaczy, co w tym przypadku autor wypowiedzi mógł mieć na myśli? Na ochotnika czeka nagroda.
- Ty, Gregor, no patrz, a ja tego nie wiedziałem. - jęknął Zupa i przywalił sobie wyjątkowo soczystego facepalm'a w sam środek swojego czoła. - Ała. Tak się jebłem, że aż mnie to rozbolało. - fuknął i zaczął rozmasowywać sobie obolałe miejsce.
- Pochucham, to Ci przejdzie, i guza nie będzie. - zaoferował swoje usługi Bociek.
- Nie, bo się jakiegoś syfa nabawię. Cholera wie, jakie paskudztwo masz w swoim oddechu. - skrzywił się libero.
- Czuję się obrażony. - prychnął zawodnik AZS'u Częstochowa, po czym odwrócił się do niego plecami.
- Dobra, wy się tu nie obrażajcie na siebie, tylko wymyślcie, jak my mamy się z tej windy wydostać. - westchnął Szalupa.
- Eeee... może po kogoś zadzwonimy? - wypalił Gregor.
- Świetny pomysł! - zauważył Zupa. - Tylko po kogo?
- Po konserwatora tej windy? - spytał.
- A masz do niego numer? - przewrócił oczami.
- Yyyy, no nie. - zwiesił głowę.
- No to jestem ciekawy, jak Ty chcesz do niego zadzwonić. - pokręcił głową.
- Nie wiem. - jęknął.
- Ej, jak Cichy jest kapitanem, to niech on nam załatwi pomoc. To chyba należy do jego obowiązków, nie? - podrapał się po brodzie Grzesiek Bociek.
Tak, oczywiście. Przecież wyciąganie nieogarniętych kolegów z zepsutej windy należy do typowych obowiązków kapitana każdej drużyny...
- No. Daj mu znać, że potrzebujemy pomocy. - uśmiechnął się Szalpuk.
- Spoko, już się robi. - rzekł atakujący, po czym wyciągnął telefon i... chyba zalogował się na Facebook'a. Po chwili zaczął coś stukać na klawiaturze...
Bociek naprawdę zamiast zadzwonić do Nowakowskiego, napisał mu wiadomość na Fejsie? Matko z ojcem...
- Grzesiek... Ty jesteś tak głupi sam z siebie, czy ktoś Ci za to płaci? - przewrócił oczami Gawryszewski. O, proszę, to jeszcze ktoś jest w tej windzie. Bociuś to zauważył i szybko wystukał kolejną wiadomość do środkowego.
Serio? Nie dostrzegł kolegi, który był z nim w windzie? Bociuś, niedojebanie mózgowe się leczy. Chyba.
- Nie jestem głupi. - odburknął na niezbyt miłą uwagę gracza LOTOS'u.
- Polemizowałbym z tym. - stwierdził Bartuś
- Dlaczego? - zapytał.
- Bo chyba szybciej byłoby zadzwonić do naszego kapitana, aniżeli czekać, aż zobaczy wiadomość na Facebook'u. - westchnął i pokręcił głową z niedowierzaniem. Otaczała go banda debili.
- Masz rację. - uśmiechnął się typowy polski paker, po czym wyszukał w liście kontaktów numer do blondyna. Nacisnął zieloną słuchawkę. I czekał, czekał, czekał...
- Ajm hiir łidałt ju beejbeee... - zaczął wyć Łomacz. W międzyczasie, Cichy Pit odebrał w końcu połączenie.
- No, co się stało? - zaczął?
- Wejdź na Facebook'a, bo to pi... ŁOMACZ, ZAMKNIJ RYJ! - wrzasnął.
- Okej. - odpowiedział i się rozłączył. Gawryszewski przywalił sobie soczystego facepalm'a.
- Coś Ci znowu nie pasuje? - fuknął Grześ.
- Tak, idioto. Miałeś do niego zadzwonić i powiedzieć mu, jaki jest problem, a nie kazać mu wejść na Facebook'a. - jęknął.
- Aha. - podrapał się po głowie. Trwali następnie w milczeniu przez dłuższą chwilę. Mniej więcej jakieś pięć minut. Tak, siatkarze potrafią tyle wytrzymać bez odzywania się. - Ej, ale o co Ci chodzi, patrz, odpisał!
Rzeczywiście, w okienku rozmowy Grzegorza Boćka pojawiła się świeżo napisana odpowiedź.
- I tak uważam, że szybciej byłoby, gdybyś po prostu od razu do niego zadzwonił i powiedział mu, o co chodzi. - Gawryła uparcie trwał przy swoim.
- Bat jur stiil oon maj lołnli maajnd, aj fynk ebałt juu beejbe, end aj dżrim ebałt ju oool dy taajm! - Łomacz niestrudzenie wył dalej.
- ŁOMACZ, ZAMKNIJ RYJ! - ryknął Gawryszewski, po czym przypierdolił mu z liścia, bo obawiał się, że prośba jedynie słowna niewiele by zdziałała.
- Ała. To bolało. - fuknął na niego.
- Miało boleć, debilu... Ciekawe, czy Kurek z Nowakowskim załatwią nam tego konserwatora windy. - zmienił temat.
- Jak wam się nie podoba to, jak pięknie śpiewam, to ja puszczę na full muzyczkę z mojej komórki, co? - uśmiechnął się Gregor.
- A puszczaj, bo nuta jest zacna. - odpowiedział przyjmujący Polibudy.
Rozgrywającemu nie trzeba było dwa razy powtarzać, i już po chwili w windzie głośno rozbrzmiewał hit zespołu 3 Doors Down.
"I'm here without you baby
But you're still on my lonely mind
I think about you baby
And I dream about you all the time
I'm here without you baby
But you're still with me in my dreams
And tonight it's only you and me"
W tym samym czasie Kurek z Nowakowskim faktycznie załatwiali konserwatora windy. A przynajmniej próbowali. Mężczyzna, na około czterdziestopięcioletni, miał jakieś dziwne, mało europejskie rysy twarzy, jednakże naszych chłopaków to nie zraziło. Przecież to chyba normalne, że facet ma brodę. Ten miał wprawdzie jak u jakiegoś Araba, i ta cera też jakaś taka... Ale to pewnie Włoch o nietypowej urodzie. Tak przynajmniej myśleli siatkarze.
- Buongiorno! [Dzień dobry!] - zaczął Kuraś.
- أنا آسف، ولكن أنا لا أفهم ما تقوله لي. [Przepraszam, ale nie rozumiem, co pan do mnie mówi.] - odpowiedział tamten. Oho, czyli jednak Arab... Może chociaż po angielsku umie cokolwieć powiedzieć?
- English? [Angielski?] - zapytał Pit, licząc na to, że konserwator przejdzie na rozmowę w tym języku. Oj, jakże po chwili się rozczarował.
- أنا عربي. [Ja jestem Arabem.] - usłyszał w odpowiedzi. Chyba rozmówca nie zrozumiał dokładnie pytania. Cóż, zdarza się.
- Do you speak English? [Czy mówisz po angielsku?] - nie ustawał w wysiłkach Cichy. Po angielsku gadał lepiej, niż Siurak, dlatego to on przejął od niego rozmowę z nieznajomym.
- لا. [Nie.] - nie no, tak to się nie dogadają. Ale chociaż pytanie zrozumiał, jest postęp.
- Du sprichst Deutsch? [Mówisz po niemiecku?] - może chociaż w tym języku przemawia ten dziwny człowiek...
- لا. [Nie.] - błędny trop, panie Nowakowski, proszę szukać dalej. A jest w czym szukać, bo Piter znany był z tego, że jest prawdziwym poliglotą.
- Parlez-vous français? [Mówisz po francusku?] - oho, przechodzi na język miłości. Pit, Ty masz się z nim dogadać, a nie mu miłość wyznawać.
- لا. [Nie.] - Piterowi zaczynało już brakować pomysłów. W sumie, to został mu jeszcze jeden. Chyba najmniej prawdopodobny...
- Hablas español? [Mówisz po hiszpańsku?] - oj tak, środkowy znał wszystkie te języki. I jeszcze jeden, ale chyba o nim zapomniał, bo to była chyba bardziej prawdopodobna opcja, niż hiszpański.
- لا. [Nie.] - w tym momencie Cichy rozłożył ręce. Po prostu się poddał.
- Siurak, ja się poddaję. On nie mówi w żadnym z języków, które kojarzę. A tych jego szlaczków nie rozumiem! Nie potrafię gadać po szlaczkowemu. Ech, nie wiem, co robić. - westchnął, i zaczął na Facebook'u stukać wiadomość do Boćka.
Ta wiadomość bardzo zasmuciła Bociusia i resztę chłopaków, którzy byli uwięzieni w windzie. Najlepiej podsumować to można jedną wypowiedzią, jaka w owej windzie padła.
- No to zostaniemy tu do usranej śmierci. - jęknął Gregor i się poryczał jak jakaś ciota.
Jednakże jeden z nich dokładnie przeczytał listę języków, w których próbowali się porozumieć z konserwatorem windy Pit z Siurakiem. I zauważył tam istotny brak. Przecież zarówno jeden, jak i drugi, świetnie mówi po rosyjsku. Dlaczego oni nie spróbowali porozmawiać w tym języku?
- Ej, przecież oni umieją dobrze po rusku, to czemu nie próbowali nawet do niego gadać w tym języku? - zastanawiał się Bartuś.
- Siurak umie, bo grał w Rosji, ale Cichy? Skąd on miałby umieć? - spytał zdziwiony Zupa.
- Umie. Pamiętam, jak sadził pociski Spirytusowi na meczu. Po rosyjsku. - uśmiechnął się Bociek.
- No to pisz ktoś do nich, żeby po rusku spróbowali. A może akurat ten brudas po rusku gada?! - wrzasnął środkowy.
- Już piszę. - odpowiedział Grzesiek.
Czytając tą wiadomość, środkowy i przyjmujący przywalili sobie po facepalm'ie, na co bardzo energicznie zareagował Arab.
- ما يفعل الرجال؟! [Co panowie robią?!]
- Вы говорите по-русски? {Vy govorite po-russki?} [Czy mówisz po rosyjsku?] - szybko zmienił temat Kurek.
- Немного. {Nemnogo.} [Trochę.] - odpowiedział.
- No w końcu! - wrzasnął Pit. - Итак, давайте слушать вас. {Itak, davayte slushat' vas .} [A zatem, niech nas pan posłucha.]
- Хорошо. {Khorosho.} [Dobrze.] - rzekł.
- Пять из наших друзей ... они застряли в лифте. Не могли бы вы сделать что-то об этом? {Pyat' iz nashikh druzey ... oni zastryali v lifte . Ne mogli by vy sdelat' chto-to ob etom?} [Pięciu naszych przyjaciół ... oni utknęli w windzie. Czy mógłby pan coś z tym zrobić?] - wytłumaczył w sposób tak prosty, jak to tylko było możliwe.
- Да. Я иду туда больше. {Da. YA idu tuda bol'she .} [Tak. Już tam idę.] - odpowiedział, po czym popędził w stronę windy tak szybko, że siatkarze mieli problem, żeby za nim nadążyć. A przecież byli profesjonalnymi sportowcami!...
- Господь профессиональный бегун? {Gospod' professional'nyy begun ?} [Pan jest jakimś profesjonalnym biegaczem?] - zaczął Siurak.
- Я когда-то пробежал марафон. {YA kogda-to probezhal marafon .} [Kiedyś przebiegłem maraton.] - usłyszał w odpowiedzi.
- Зависть. Мы находимся только в зале перспективе. {Zavist' . My nakhodimsya tol'ko v zale perspektive.} [Zazdroszczę. My to tylko po hali biegamy.] - uśmiechnęło się ludzkie uosobienie kury.
- Zatorski годы только в туалет и обратно. {Zatorski gody tol'ko v tualet i obratno .} [A Zatorski to lata tylko do kibla i z powrotem.] - zażartował sobie blondwłosy środkowy.
Po chwili skończyli jednak żartować, gdyż cała trójka dotarła do windy. Całe szczęście, że zacięła się niedaleko piętra, a nie gdzieś wysoko w powietrzu. Wtedy trudniej byłoby ją naprawić... Konserwator wyjął jakieś narzędzia ze swojej skrzyneczki i zaczął majstrować przy urządzeniu. Nie minęło dziesięć minut, a winda zjechała w dół. Następnie otworzyły się jej drzwi. Wszyscy zamieszani w tą sytuację, odetchnęli z ulgą. Zupa, Szalupa, Bociuś, Gregor i Gawryła szybko wyszli na "wolność".
- Udało wam się z nim w końcu dogadać? - spytał środkowy Trefla Gdańsk.
- Tak, po rusku zrozumiał. - zaśmiał się jego imiennik.
- Ale on serio ni cholery w żadnym innym języku? - dopytywał libero.
- Ni chuja. Co tylko się go pytałem o jakiś język, to on mi tylko jakieś szlaczki zapodawał. - chichotał Pit.
- Skąd wiesz, że to były szlaczki? - zapytał Gregor. - A może to były na przykład krzaczki.
- Niee, krzaczki to chiński. Albo japoński. - podrapał się po głowie. - W sumie, to sam nie wiem.
- A te języki to w ogóle czymś się różnią? - zaśmiał się Zupa.
- W jednym się pisze w pionie, a w drugim w poziomie, chyba. - zastanawiał się Szalpuk.
- To jak oni się mieszczą z tym, co chcą napisać, skoro piszą w pionie? To się pełno miejsca marnuje! - zauważył Siurak.
- Ja nie wiem, jak to się pisze. - westchnął młody przyjmujący.
- Dobra, nieważne. Najważniejsze, że jesteśmy już uwolnieni. - zakończył rozmowę Bociek.
Tak, zdecydowanie najważniejsze było to, że cała ta historia dla wszystkich zakończyła się szczęśliwie. Chłopcy jeszcze raz podziękowali konserwatorowi, po czym tamta piątka mogła w końcu ruszyć w kierunku swoich pokoi. Bali się jednak ponownie wsiadać do windy, więc musieli pójść schodami. Przez kilka dobrych pięter. No cóż, chociaż schudną. Minęli więc korytarz, wzdłuż którego, na ścianach, rozwieszone były fotografie z meczów włoskiej kadry narodowej w siatkówkę. Dostrzegli więc na tych zdjęciach takie osobistości jak Ivan Zaytsev czy Dragan Travica. Włosi z krwi i kości, ale to pomińmy. Tacy z nich Włosi, jak z Leona Polak. A w sumie, to oni jednak mieli więcej z nimi wspólnego, bo tam się chociaż wychowali... A Leon co? No super Polak, koleś mu znalazł jakąś laskę, zupełnie, jakby prowadził jakieś biuro matrymonialne. Część z kadrowiczów jego menedżera, Andrzeja Grzyba nazywała wprost jednym, niekoniecznie miłym określeniem. Ich zdaniem był to po prostu alfons. Alfons, którego działania mogłyby okazać się szkodliwe dla naszej kadry. No bo tak, zacznie się od jednego Leona. I ludzie wierzą, że na tym się skończy. A gówno prawda, bo alfons Grzyb już kolejnego Kubańczyka do Polski sprowadził, i żeby było śmiesznie, to on też ma już polską narzeczoną! Nasi chłopcy poważnie zaczynali się bać tego, że Ci Kubańczycy mogliby zająć ich miejsce w kadrze. Bardzo by się rozczarowali tym, że na jakąś ważną imprezę zamiast ich, mogliby pojechać tacy nowi w kadrze, niezgrani z nią ludzie. Ludzie, których w dodatku część z naszych reprezentantów w owej kadrze nie chciała. Uważali, że w drużynie narodowej powinni grać tylko Polacy. Jasne, żal im tego, co się dzieje na Kubie, i że muszą oni uciekać z kraju, żeby móc realizować się sportowo. Jednak nie mylili pojęcia klubu z pojęciem reprezentacji. To nie nasza sprawa, że oni nie mogą grać w swojej kadrze. To ich problem i sami powinni go rozwiązać. A nie się upychać po wszystkich innych kadrach, byle tylko w jakiejś grać. Brazylijczycy sobie szykują jednego, Włosi już ogarnęli sprawę z Juantoreną... Ale dlaczego Polska ma postąpić tam samo? Dlaczego taki na przykład Szalpuk ma siedzieć przed telewizorem tylko dlatego, że w jego kadrze będzie grał ktoś, kto tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego?... Tak nie powinno być. Młodzi, zdolni Polacy nie powinni cierpieć na tym, że obcokrajowiec chce sobie zagrać w kadrze. I obojętnie, czy ten obcokrajowiec to Achrem, Leon czy nie wiadomo kto jeszcze. Nie i koniec. Tak właśnie uważała większość naszych siatkarzy. Choćby takie Ptoszysko Kraczące.
Ale my tu pitu pitu nie na temat, a chłopacy podziwiali zdjęcia. Na kilku z nich dostrzegli nawet siebie.
- Ooo, to jest chyba to pamiętne starcie Dzika z Travicą. - podrapał się po głowie Kurek. - Te spojrzenia mówią same za siebie, oni pod tą siatką chcieli się zabić. - oznajmił tonem jakiegoś myśliciela.
- Na miejscu Zaytsev'a to bym się bał, że kiedyś dotknie siatki tym swoim irokezem i mu to sędzia odgwiżdże. - zaśmiał się Zupa.
- Włosami chyba można. - odpowiedział Bartuś.
- Brodą podobno nie można. - dodał Bociek.
- No to może w końcu te Irańskie brudasy je zgolą. - westchnął Łomacz.
- Nie licz na to. Dla nich to jest ich tradycja. - przewrócił oczami Pit.
Tak więc, panie Marouf, może pan jeszcze z parę razy w meczach z Polską zawadzić brodą o siatkę. Nie mamy nic przeciwko temu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
W Spale siatkarze zajmowali się czymś podobnym, co ich koledzy, którzy polecieli do Rzymu. Jako, że rano mieli trening, a grupa "brazylijska" z pewnością była zmęczona po długiej podróży, Andrzej Kowal odpuścił im popołudniowy trening. Część zawodników, przybyła z Maringi, zajmowała więc pokoje w Centralnym Ośrodku Sportu, a Ci, którzy przebywali tu od początku, zebrali się na hali i rozmawiali o wszystkim. Zastanawiali się nad tym, jak wypadną ich koledzy, zwłaszcza Ci, którzy jeszcze nie mieli okazji mierzyć się z Włochami. Ale nad czym tu się zastanawiać? Skoro w teoretycznie jeszcze słabszym składzie wygrali na piekielnie trudnym terenie w Brazylii, to dlaczego mieliby sobie nie poradzić w Italii? Wsparcie bardziej doświadczonych kolegów na pewno ich jeszcze uskrzydli, no bo każdy jednak gra lepiej, jak może grać z lepszymi zawodnikami... W końcu do grupy przebywającej w hali, dołączyli Ci, którzy zaklepywali sobie pokoje. Kiedy już wszyscy znaleźli się w jednym miejscu, można było dostrzec, że niektórzy z nich są wyraźnie zmęczeni. Mimo to, nie chcieli być uznani przez resztę za mięczaków. A i chcieli usłyszeć najnowsze ploteczki z siatkarskiego świata. No wiecie, kto z kim się kumpluje, a kto z kim właśnie przestał, kto przechodzi do jakiego klub, kto wyrwał pannę na dyskotece, takie tam typowe tematy do obgadania przez ziomków. Bo przecież od tematów typowo związanych z siatkówką znacznie ciekawsze były te, które są z nią jedynie pośrednio powiązane. Kogo interesuje to, że w pierwszym meczu Włosi oklepali Irańczyków na swoim terenie? I to dwa razy trzy do jaja? Nasi chłopcy byli nauczeni, żeby nie patrzeć na przeciwników, tylko skupiać się na samym sobie. Bo byli w stanie tak naprawdę pokonać każdego, tylko musieli w to uwierzyć. Pewność siebie to zawsze podstawa potrzebna do odniesienia sukcesu. No i jasne, że trochę szczęścia też się przydaje. Bo czasem można tłuc się do upadłego, a tu nagle przy piłce meczowej dla przeciwnika, w tie break'u, wpadnie jakaś głupia kiwka, i po zabawie. I już jest mecz przegrany. A że podobno w nowym sezonie ma być tak, że liczyć się będzie nie ilość punktów, a ilość zwycięstw?... Taka porażka w tie break'u będzie więc boleć podwójnie. Na szczęście część chłopaków będzie miała możliwość oswojenia się z takim systemem, bo zostanie on już zastosowany w tegorocznej Lidze Mistrzów. To nie zmienia faktu, że już teraz byłoby dobrze nauczyć się po prostu nie przegrywać spotkań... Wróćmy jednak do rozmów chłopaków.
- A widzieliście nową fryzurę Zaytsev'a? - zaczął Fabian. Fryzury siatkarzy były bardzo często omawiane przez kadrowiczów. A że nasi tworzyli Lożę Szyderców...
- Kogut mu stoi jak nigdy dotąd. - zauważył Wierzbowski.
- Widocznie coś innego mu stanąć nie może. - zaśmiał się Włodi.
- A skąd Ty to wiesz? Sprawdzałeś? - prychnął Guma.
- Nie, i nie zamierzam. - żachnął się przyjmujący.
- Pawle, racz zamknąć ryj i nie demoralizować mojego Wojtusia. - opieprzył go Wrona. Andrzeju, wkraczasz na bardzo niebezpieczny grunt.
- Racz wylądować na ziemi, a nie latać w Himalajach. - odburknął rudowłosy.
- Co? - nie zrozumiał środkowy.
- Nintendo. - zgasił go natychmiast.
- Nie czaję. - jęknął.
- Boś nie czajnik. - odrzekł nadzwyczaj spokojnym głosem.
- Zacny suchar, milordzie. - uśmiechnął się Winiar.
- Wiem. - odpowiedział.
- Pawciu, ale skromności to Ty nie masz w sobie ni chuja. - zachichotał Ruciak.
- To jest jakaś liczba? - wtrącił się Zatorski. Pawełek sprawiał wrażenie zupełnie oderwanego od świata. Wygląda na to, że myślał nad czymś w niezwykłym skupieniu. Zupełnie do niego niepodobnym.
- To jest tyle, co nic. - westchnął Hain i pokręcił głową. Cieszyło go jednak to, że nie będzie już robić za największego debila w grupie. Zawsze to on był bowiem uważany za naczelnego idiotę drużyny, czy to w Olsztynie, czy w kadrze "B". Teraz to się jednak zmieni, bo trafił do ekipy, w której jest taki ananas, jak Zator. A mądrości libero mało kto może przebić... A i wyglądało na to, że zaraz może jakąś zapodać, bo widok myślącego Zati nie zwiastował nadejścia niczego mądrego... Nad czym on, do cholery, tak rozmyślał? Chyba i chłopaków zaczęło to interesować, tak więc, drodzy czytelnicy, trzymajcie się krzeseł, bo zaraz zacznie się ostra jazda. A jak z nich pospadacie, to pamiętajcie, że ostrzegałam.
- Pawełku, a co Ty taki zamyślony jesteś? Tak cicho siedzisz, aż przyjemnie tu się zrobiło, jak nie raczysz nas swoimi mądrościami. - zaczął Dziku.
- Bo ja myślę. -bąknął Zator.
- Co robisz? - kazał mu to powtórzyć Karollo, śmiejąc się z niego okrutnie.
- Myślę! - wrzasnął.
- Ken ju spel yt? - kaleczył język angielski Igła.
- Nie, bo nie wiem, przez jakie "ś" się to pisze. - wypalił. To wszystko wyjaśnia.
- Z kropeczką. - żartował Dżony.
- Ale "ś" jest z kreseczką, a nie z kropeczką. - zauważył były libero Skry.
- Dobra, nieważne. - machnął ręką Nowakowski.
- Ej, Janek. - zagadał go.
- No? - przewrócił oczami.
- A wy z Piotrkiem to jesteście spokrewnieni? Braćmi jesteście, czy co? - spytał. To on nie wie?...
- Tak. - Jan stwierdził, że wrobi nieogarniętego siatkarza.
- Ojej! A Pit mi nigdy nic nie mówił! - wrzasnął.
- Bo się nie chce przyznawać do takiego debila. - rechotał wesoło Bołądź.
- Japa, kapciu jeden! - fuknął środkowy.
- Juuż, już, izi, Dżony. - starał się go uspokoić Żaliński. Chyba mu się to udało.
- Ej, Janek. Ale Ty kiedyś mówiłeś, że wy jesteście kuzynami. - podchwycił temat Konan. Też chciał się ponabijać z Zatora, chyba z resztą jak każdy z siatkarzy.
- No. Bo ja tak myślałem. A niedawno się okazało, że jednak jesteśmy jeszcze bliżej spokrewnieni. - podrapał się po głowie.
- Ale naprawdę? - pisnął Zati.
- Tak, oczywiście. - przewrócił oczami. Kurwa, Paweł, jakbym Ci powiedział, że ufo wylądowało na dworze, to też byś w to uwierzył? - strzelił sobie facepalm'a. - Człowieku, myśl.
- Ale ja właśnie myślę. - zrobił smutną minkę i udał, że się obraził.
- Nie myśl, bo Ci kaktus na ręce wyrośnie. - zaśmiał się Feru.
- Oj tak, od tego może Ci wyrosnąć taaaki wielki kaktus. - Kowalski rozłożył ręce, by pokazać potęgę tegoż kaktusa.
- Większy. - zaśmiał się Woicki.
- Jak będziesz dużo myślał, to kaktus wyrośnie taki, że będzie większy od Możdżona. - palnął Wiśnia, a wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. Wszyscy, oprócz oszczędnie owłosionego libero, oczywiście.
- To jest prawda, Pawle. - Muratore potwierdził słowa klubowego kolegi, wprawiając zdezorientowanego siatkarza w jeszcze większe zakłopotanie.
Zatorski zaczął nerwowo przewracać oczami. Widać było, że myśli coraz intensywniej. I chyba coraz bardziej był zdenerwowany. Pocierał jedną dłonią o drugą, głośno oddychał, drapał się po głowie, brodzie i nosie. Przełykał ślinę, tupał niespokojnie nogami. Trząsł się ze strachu. Czyżby o czymś zapomniał? Może na przykład nie założył na siebie gaci i boi się, że któryś z chłopaków to zauważy, i go wyśmieją? To by nie była nowość, bo Pawełkowi takie akcje już się zdarzały. I zdarzało się też to, że kręcono z niego z tego powodu bekę. Libero chciał chyba uniknąć ponownie takiej sytuacji. Ale gdyby nagle zerwał się z miejsca jak poparzony, to wiadomo by było, że znowu czegoś nie ogarnął. I już samo to byłoby powodem do tego, by rechotać z niego. Przecież siatkarze nie są głupi, i zorientowali by się, że coś jest nie tak. Z pewnością powiązaliby ze sobą pewne fakty i doszli do wniosku, że Pawełek znowu się zbłaźnił w jakiś sposób. A że to jest banda ciekawskich bestii, to niewykluczone, że co najmniej część z nich popędziłaby za nim, żeby na własne oczy przekonać się, cóż to on znowu przeskrobał. Możliwe, że polecieliby i wszyscy, bo przecież wszystkich zawsze bardzo ciekawi to, co robi ich głupiutki przyjaciel. A czego oni mogli się po nim spodziewać? Właściwie wszystkiego... Owszem, mógł zapomnieć gaci, bo to już mu się zdarzało. Mógł zapomnieć wyłączyć żelazka, bo takie numery też miał odnotowane na swoim koncie. Mógł się zorientować, że coś założył na lewą stronę, i czuć się niekomfortowo z tego powodu. Tego typu akcje odwalał nie tylko on, bo zdarzało się to nawet takim zawodnikom, jak Kubiak czy Wiśniewski. A to przecież byli dosyć ogarnięci gracze. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo jakby dłużej pobyć z chłopakami, to doszłoby się w końcu do wniosku, że normalny, ogarnięty, to nie jest żaden z nich. Mało to już razy Wiśnia mylił pojęcia "prawe" i "lewe"? Ile to razy Stefan dostawał przez niego na treningu istnej kurwicy, kiedy mu mówił, że ma skakać do prawego skrzydła?... Wiśnia oczywiście skakał wówczas do lewego. No bo znowu mu się wtedy popierdoliły strony... Wracając jednak do Zatora... Zerwał się nagle, jakby coś go postrzeliło i z wrzaskiem skierował się w stronę swojego pokoju. Oczywiście, część wścibskich kolegów pobiegła za nim. Tego, co tam zastali, to się jednak nie spodziewali... Pawełek bowiem zdążył już ściągnąć z siebie spodenki i jak pojebany zaczął latać po pokoju z bandziorem na wierzchu...
- Schowaj to, bo się zaraz porzygam. - jęknął Jarski.
- Nie mogę, bo zgubiłem gacie! - wrzasnął, i dalej kręcił kółeczka. Rozglądał się na wszystkie możliwe strony świata (a więc nie tylko na prawo i lewo), jednak zguby nie było nigdzie widać. W międzyczasie wszyscy zdążyli już zgromadzić się w pomieszczeniu. Część zgonowała już na podłodze, skręcając się ze śmiechu tak, że zaraz ich prawdopodobnie brzuchy rozbolą.
- Jak to zgubiłeś? - westchnął Zagumny. On również był zniesmaczony widokiem Pawełkowego przyjaciela na wolności.
- Nooo... normalnie. - usiadł i się poryczał jak ciota.
- Phi, jaki koliberek! - wrzasnął Ptok i bezlitośnie wyśmiał swojego, wydawało się, dobrego kolegę. Faktycznie, świetny z niego kumpel.
- A Ty to może masz dwumetrowego orła? - warknął Kubiak.
- Twojego pindola to nie widać nawet, jak Ci stanie. - dodał Drzyzga.
- Właśnie. - prychnął Wujek. - Jego to chociaż widać. I mu nie stoi.
Ego Andrzeja zostało bardzo urażone. Środkowy poszedł w kąt i zaczął płakać. A tymczasem Zator...
- Ale gdzie Ty je zgubiłeś? - dopytywał Ruciak.
- Nie wiem. - westchnął.
- A nie pamiętasz, gdzie je ostatnio widziałeś? - drążył temat Wlazły.
- Prałem je wieczorem i je położyłem do suszenia. O nie! One mi się mogły spalić! - wrzasnął.
- Jak Ci się mogły spalić? - Winiar zdziwił się tym, co usłyszał.
- No bo ja je włożyłem do mikrofalówki i ją włączyłem! - przypominał sobie szczegóły libero.
- Ty suszysz gacie w mikrofalówce?! - ryknął zdumiony Igła.
- No, tak. - bąknął.
- Ty masz mózg, czy się z dupą na łeb pozamieniałeś? - westchnął Wierzbowski.
- Nie było miejsca na lince do prania! Bo tam leżały rzeczy innych. No to wsadziłem je do mikrofalówki. - pisnął Zati.
- Idź sprawdź, czy one jeszcze w ogóle istnieją w rzeczywistości, czy istnieją już może tylko teoretycznie. - przewrócił oczami Muzaj.
- Ale się młody wymądrza. A może Ty istniejesz tylko teoretycznie? - prychnął drugi z Maćków, Olenderek.
- Na pewno tylko teoretycznie był na boisku w drugim meczu z Brazylią. - westchnął Bołądź, przypominając tym samym atakującemu jego fatalny występ w tymże meczu.
Zator poleciał sprawdzić, jak mają się jego gacie. Wcześniej jednak nałożył na siebie swoje portki... Gacie się spaliły, ale dało się je odratować. Nie będzie musiał zakładać innych. I dobrze, bo pewnie by się poryczał. Te w kotki to przecież były jego ulubione. I zawsze twierdził, że to mu przynosi szczęście...
Wrócił do chłopaków, po czym zalogował się na swoim Fejsbuniu. A tam natrafił na nowy wpis na grupie. Tak, nasi siatkarze założyli sobie specjalną grupę dla naszej kadry. Z resztą nie tylko, zakładali sobie też grupę na każdy mecz, czy pobyt w Spale. Istniała także grupa zrzeszająca wszystkich znanych siatkarzy z całego świata. Znanych, czyli grających w swoich reprezentacjach... Wracając jednak do wpisu. Dawał on duże pole do popisu tym, którzy będą na niego odpisywać.
- Haha, ale się nazwał na Facebook'u. O, a ja go nie mam w znajomych. - podrapał się po głowie, po czym kliknął na magiczny przycisk "Dodaj do znajomych". Następnie odpisał młodemu atakującemu.
To będzie najlepiej skwitować milczeniem... Bo milczenie jest złotem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Rzym, Włochy
Wróćmy jednak do Rzymu. Był już wieczór, a chłopacy niedługo będą kłaść się spać. Jeden z siatkarzy postanowił sobie zrobić podusię ze swojego kolegi.
- Jesteś wygodniejszy do spania, niż stół w stołówce. - szepnął Kosa do Siuraka, po czym wtulił się w niego. Obok nich siedział Pit, który strzelał sobie selfie, po czym zrobił uroczą focię także wtulonym w siebie ziomeczkom. Środkowy Resovii przy okazji wcinał sobie zozole, którymi dzielił się z siedzącym po jego prawej stronie Romaciem. Ten, oprócz wcinania zozoli, część z nich rozgniatał na proszek i... wciągał je nosem, do czego namawiał także blondyna.
- Aaa jaa sobiee ćpię zoozoole. - śpiewał atakujący Cuprum.
- I lubisz ssać pindole. - zrymował Ziomek. To chyba nie tak miał wyglądać rym...
- Eeej, chłopaki! - zawołał Wojtaszek.
- Co znowu? - westchnął Mika.
- Znowu potrzebujesz pomocy w lozwiązywaniu krzyżówki? - spytał Buszu.
- A skąd wiedziałeś?! - wrzasnął libero.
- Strzelałem. - westchnął przyjmujący.
- Ej, Szymon daj jednego zozola! - krzyknął Dryja.
- Do cyckania, czy do ćpania? - zaśmiał się młody siatkarz.
- Nie no, normalnie, do jedzenia. - podrapał się po brodzie.
- Szymon, matka wie, że ćpiesz? - Cichy nie mógł przegapić okazji na wypowiedzenie swojego legendarnego już tekstu.
- Matka nie wie, że śpię. - zachichotał, odpowiadając tak, jak niegdyś Krzyś Ignaczak.
___________________________________________________________
I to by było na tyle na dziś.
W końcu skończyła się sesja, więc mogłam napisać ten rozdział. Przegięłam, nie dodając tak długo rozdziału, wiem. Ale nie dość, że brakowało weny, to jeszcze i czasu.
Huhuh, zaraz nasi grają z USA. Tak więc można uznać, że obrazek z poprzedniego rozdziału jest aktualny i dzisiaj. Ostatnio Amerykanie nie byli gotowi na lanie, może chociaż dzisiaj będą.
Oby.
Piątka zawodników została uratowana z windy, ale łatwe to to nie było. Śmiało można stwierdzić, że do ich uratowania przyczynił się Facebook. Który z resztą odgrywał bardzo dużą rolę w całym tym rozdziale.
To, co robi Zator, to aż szkoda komentować, więc tym razem to pominę, a może wy to skomentujecie. To nie jest normalny człowiek. I nie będzie już chyba nigdy. Pawełek to nie imię, Pawełek to stan umysłu.
Mam nadzieję, że Antiga mnie dziś nie wkurwi zdjęciem z boiska Pitera i wprowadzeniem na nie Wrony, zwłaszcza, że ostatnio ta zmiana nic nie przyniosła. Niby tak fatalnie grający Cichy naciułał przez dwa sety pięć punktów. Ptaszysko przez dwa kolejne nie zdobyło ani jednego. A mimo to wszyscy jechali po Picie, że jest najsłabszym ogniwem drużyny i że w ogóle nie powinno go być w kadrze!... Ludzie, ogarnijcie się, naprawdę chcecie wyrzucić z drużyny naszego najlepszego środkowego? To jest tylko człowiek, on też ma prawo mieć słabsze dni, gorsze mecze. On ma prawo być zajechany, bo on zapierdala do upadłego, praktycznie bez przerwy, już ładnych parę lat... Co to jest tydzień przerwy po sezonie reprezentacyjnym i dwa tygodnie przed nim? No dajcie spokój. Jak czytam, że jest przechujowym zawodnikiem, który nigdy nie powinien grać w kadrze, to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Że niby ma super plecy, jakieś znajomości, może haki na trenerów, że oni wszyscy na niego stawiają, pomimo tego, że on jest taki słaby!... A weźcie się jebnijcie w łeb. Tak, weźcie koło i pierdolnijcie się w czoło, drodzy hejterzy. Zwłaszcza Ci, co piszą, że Pit miał słaby sezon klubowy. Mistrzostwo Polski, srebro Ligi Mistrzów (i tytuł najlepszego blokującego tych rozgrywek), taki sam tytuł w Pucharze Polski, dwie statuetki MVP w meczach ligowych. Rzeczywiście, cienizna jak cholera.
Tym optymistycznym akcentem żegnam się z wami i zapraszam na kolejny rozdział, który będzie, jak się napisze.







Facebook zawładnął światem i umysłami jego użytkowników :P Po co dzwonić, skoro można użyć sobie Messengera? Łatwo, szybko i za darmochę - myślę, że ta ostatnia rzecz w przypadku Bociusia była czynnikiem decydującym, tylko nie chciał się przyznać, bo się wstydził :P
OdpowiedzUsuńŻe też chłopcy mają ochotę takich melancholijnych utworów słuchać. Nie lepiej było sobie jakiś Gang Albanii zapuścić lub coś w ten deseń, tak dla rozluźnienia atmosfery? :D
Ach, Piter człowiek renesansu, można rzec. Siatkarz, poliglota, kto wie, jakież jeszcze zdolności ukrywa przed nami pan kapitan? Tylko Ani mi brakowało w rozdziale. Postuluję o słitaski! :)
Boże, Zati, rodzice cię chyba znaleźli w kapuście. Ewentualnie urwałeś się z innej planety. Może wylądowałeś w Roswell razem z innym alienami, którzy ponoć nawiedzili naszą planetę kilkadziesiąt lat temu?
Och, jak dobrze, że dzisiejszy meczyk można obejrzeć już bez stresu ;) Nic, tylko odtańczyć sobie teraz brazylijską sambę na środku pokoju :P
A co do Piotrka - faktycznie, już od jakiegoś czasu spada na na niego fala krytyki. Właściwie wszystko zaczęło się chyba od MŚ, bo wtedy Piter na boisku nie do końca był tym Piterem, którego znamy i kochamy (przynajmniej na początku), ale mimo to Stefan obdarzył go kredytem zaufania, co w ostatecznym rozrachunku wyszło drużynie na dobre. Wielu "ekspertów" twierdzi też, że powinien zmienić barwy klubowe, bo w Rzeszowie tylko cofa się w rozwoju, z czym ja się kompletnie nie zgadzam, zresztą przeczą temu wszystkie te wyróżnienia, które sama wymieniłaś. Obecnie natomiast liczne są głosy, że aktualnie naszym najlepszym, a przynajmniej najstabilniejszym środkowym jest Bieniu i tutaj można by się po części zgodzić, aczkolwiek dajmy jeszcze Cichemu czas, a myślę, że się rozkręci ;)
U mnie rozdział pewnie dopiero jutro, bo tropikalne upały nie sprzyjają klepaniu w klawiaturę :<
Pozdrawiam :*
Bociuś chyba po prostu zapomniał, że istnieje coś takiego, jak funkcja dzwonienia w telefonie. :D Ale możliwe, że i chciał za darmochę, kto to wie...
UsuńChłopaki słuchają po prostu dobrej muzyki. No chyba, że któryś z nich zapuści jakąś muzę idealną na dyskotekę.
Więcej słitasków? Zobaczę, co da się zrobić. :D
Ja też pozdrawiam. :*
Jestem, dotarłam, wreszcie można by powiedzieć.
OdpowiedzUsuńOj Grzesiu, Grzesiu czasem trzeba trochę się poświęcić (lub stan swojego konta) i może zadzwonić żeby było szybciej. Dobrze, że żaden nie miał klaustrofobii bo by się dopiero działo...
Ach Pit i jego umiejętności i zgadzam się, funkcje kapitana to przede wszystkim wyciąganie nieogarniętych kolegów z wind. Ino przyklasnąć po prostu.
Po raz kolejny czytając fragment o "ogarnięciu" Pawełka zastanawiałam się co mu się takiego w dzieciństwie strasznego przydarzyło, że jest jaki jest? I ten genialny sposób na nudę, a'la Zator. Geniusz, geniusz po prostu geniusz.
Dzisiaj najprawdopodobniej pojawi się też u mnie nowy więc zapraszam :)
Pozdrawiam ;**
Nawet nie pomyślałam o tym, żeby któryś miał klaustrofobię... Fakt, to by było ciekawsze... :D
UsuńMoże ma ją ktoś inny, a nie akurat ta "grupa z windy".
No, a jakie są inne funkcje kapitana? Ktoś wymieni? :D
Podejrzewam, że Pawełek mógł kiedyś utknąć w windzie, właśnie, bo mój nieogarnięty kolega ze studiów kiedyś miał właśnie taką sytuację. Tylko, że on nie jest aż tak głupi jak Zator. xdd
Ja też pozdrawiam. :*
Co prawda już komentowałam ten rozdział, ale zrobię to jeszcze raz - oficjalnie :D
OdpowiedzUsuńKocham akcję w windzie i poziom ogarniania Bociusia <3
Nasze chłopaki to poligloci :D
Zadania kapitana? Zamawianie pizzy głodnym kolegom z drużyny, jak mniemam ^^
Tekst o zozolach tak bardzo inspirujący :D
Mnie tu zabrakło jakiejś większej akcji w Italii... Chyba miałam jakieś inne wyobrażenia xD Ale dobrze, że nie było tu miodu i cukru naszych słodziaków. Co za dużo to nie zdrowo (tak, wiem, ja nie jestem zwolenniczką cukierkowej atmosfery).
Zati jak zawsze powala. Aż nie ma co o nim wspominać w każdym komentarzu :D
WIĘCEJ ROZWIĄZYWANIA KRZYŻÓWEK!
Uściski i całuski ode mnie oraz robiącego pompki w kwadracie Pitusia <3 :*
Języki obce teraz się bardzo przydają w życiu, siostro. Nie wiadomo, kiedy utkniesz w windzie za granicą. I nie wiadomo, w jakim języku mówi konserwator. xdd
UsuńO tak, tak, tak. Zamawianie pizzy to przecież podstawowe zadanie kapitana.
- ALEEEEEEK, ZAMÓW MI PIZZĘ, BO JESTEM GŁODNY!
- SPIERDALAJ, NIKO!
Ej no, akcje w Italii jeszcze będą. :D
Miód i cukier też, przepraszam, ale coś musi być. xd
Więcej krzyżówek? Kup je Małemu, i zobaczymy, co da się zrobić.
Piotruś napierdalający pompki w kwadracie podczas przerwy technicznej wygrał wszystko.
Kocham Cię, siostro. :*
O Jezu od czego tu zacząć? :D
OdpowiedzUsuńBartek! Daj si chłopakowi rozwijać muzycznie! Nie no a tak na poważnie, to serio tak źle musiało być, skoro mu przywalił w mordeczkę.
Piter znawca językowy :D Ile on musiał się tego uczyć :O
Oj Paweł, Paweł, Paweł.... Może jeszcze policzysz wszystkim jajka, pomnożysz przez 4, a później podzielisz przez 2? xD Albo i nie, za dużo liczenia.
Ćpanie zozoli? Hmmmm..... Eksperyment na jutro #1 xD
Liczę, że w następnym rozdziale będą krzyżówki :) Uwielbiam je u Ciebie :)
Pozdrawiam i zapraszam - http://zgubic-sie-to-nie-wstyd.blogspot.com
Wracam z nowym ;**
Łomacz ma taki głos, że nie sądze, by był wybitnie utalentowany muzycznie. xDD
UsuńTo jest cyborg, co potwierdza na boisku. Może grać blady jak ściana, z zawalonym nosem, z gorączką, i mieć 100% w ataku. Może mieć dwa mecze z rzędu takową "stówkę".
Więc poliglotą też może być. :D
Ojej, Pawełek chyba nie umie do tylu policzyć. Za duże liczby, za trudne działania. On potrafi tylko do dwóch.
No spróbuję z tymi krzyżówkami. :D
Ja też pozdrawiam. :*