- Pawełku, pospiesz się, kochanie, bo nie zdążymy. Chyba nie chcesz, żeby wszyscy na nas musieli czekać. - Dagmara trajkotała jak najęta. To miał być już drugi Sylwester, który spędzi ze swoim mężem, i jego przyjaciółmi z reprezentacji Polski. Tak, Dagmara wyszła za mąż za Zatora, chociaż wszyscy wokół uważali, że ta para absolutnie do siebie nie pasuje. Taka ładna dziewczyna z takim nieatrakcyjnym gamoniem? Nikt nie wiedział, co ona w nim widziała, ale prawdą jest, że oboje zupełnie oszaleli na swoim punkcie. Jakież było zdziwienie Kozłowskiej (teraz już dumnie noszącej nazwisko swojego męża), gdy pewnego dnia, po treningu, Pawełek pobiegł do kwiaciarni, po czym oświadczył jej się przed recepcją w Spale... Para postanowiła razem zamieszkać, a Zati załatwił swojej ukochanej lepiej płatną pracę, przez co mogła porzucić Centralny Ośrodek Sportu. Obecnie pracowała w Kędzierzynie - Koźlu, w jednym z tamtejszych sklepów z ciuchami. Postanowiła ona bowiem rozwijać swoją pasję, jaką stała się moda. Nie oznacza to jednak, że była jakąś szafiarką, po prostu ubierała się ładnie i zawsze z klasą. Od zawsze interesowała się tym tematem, jednak do tej pory nie miała okazji zająć się tym tak na poważnie. Nie zamierzała jednak zakładać żadnych blogów i doradzać kobietom, jak powinny się ubierać, albowiem teraz ona wyznacza trendy i tak ma być. Niewielki sklep, w którym codziennie mogła przeglądać tysiące ubrań, to było dla niej spełnienie jej marzeń. Wprawdzie żal jej było opuszczać Spałę, jednak teraz miała swojego ukochanego na co dzień. A te parę miesięcy, gdy był na kadrze? No cóż, jakoś musiała to przeżyć.
- Oj, Dagmarcia, skarbie, zdążymy, nie masz co się o to obawiać. - odpowiedział Zatorski i pocałował swoją żonę. - Nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi. - rzekł i cmoknął ją jeszcze w czółko. - A poza tym, w Twoim stanie nie wolno Ci się denerwować. - uśmiechnął się i położył rękę na jej całkiem sporym brzuszku. Gdzieś tam ukrywał się mały Zatorski, być może przyszły mistrz świata. To kolejna rzecz, której nikt się nie spodziewał, a która jednak się wydarzyła. Przecież ten sam Paweł jeszcze dwa lata temu nie wiedział, co oznacza słowo "seks" i był dumnym prawiczkiem (czy może raczej prawniczkiem, jak on to nazywał). A teraz? Mąż, przyszły ojciec... No i należy dodać, że zmądrzał, i to bardzo. Czyli chyba cud się stał...
Zatorska poprawiła po raz ostatni niesforny materiał jej kobaltowej sukienki i ruszyła w stronę samochodu swojego małżonka. Następnie wyruszyli do Katowic, gdzie w Spodku miała odbyć się wielka noworoczna impreza siatkarzy...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jastrzębie - Zdrój
W Jastrzębiu - Zdroju również trwały przygotowania do sylwestrowej imprezy siatkarzy. Jak z resztą chyba w każdym siatkarskim mieście. Chyba w każdym klubie PlusLigi znalazł się co najmniej jeden siatkarz, który został zaproszony do Spodka na przywitanie Nowego Roku. Tacy więc znaleźli się więc także i w Jastrzębskim Węglu, którego skład w niczym nie przypominał tego z ubiegłego roku. Z regularnie grających zawodników ostał tam się tylko Michal Masny, a z szerokiego składu jeszcze dwóch wygrzewaczy ławki - Jakub Popiwczak i Konrad Formela. Mimo tego, drużyna Koksów, jak czasem ich nazywano, dokonała całkiem solidnych wzmocnień i wcale nie była dostarczycielem punktów w obecnym sezonie ligowym. Do klubu trafił między innymi Maciej Muzaj, który tym samym wreszcie oderwał się od bełchatowskich trybun. No bo ile można było na nich siedzieć?...
- Rozalka! - krzyknął. - Zostaw już tą rurę i pakuj się, bo musimy jechać do Katowic! - upomniał swoją dziewczynę, która uwielbiała tańczyć na rurze. Całkiem nieźle jej to z resztą wychodziło, i chętnie się tym chwaliła na swoim profilu na Instagramie. Częściej wrzucała tam chyba tylko zdjęcia ich psa, który był naprawdę uroczy. Śmiało można stwierdzić, że ten zwierzak podbił serca wszystkich Instagramowiczów, bo liczba like'ów przy zdjęciach, na których się znajdował, była naprawdę ogromna.
- No już, Maciuś, jeszcze tylko ostatni raz się zakręcę. - uśmiechnęła się słodko i zaczęła ponownie wirować na swojej ulubionej zabawce. - Przecież jeszcze dużo czasu, na pewno zdążymy. - dodała. - A spakowana już jestem, więc nie masz co się obawiać, zdążymy. - zdecydowanie go uspokoiła tymi słowami. A trzeba przyznać, że z Muzaja był niezły nerwus. Nie dość, że był wręcz chorobliwie zazdrosny o swoją kobietę, i niemalże dostawał zawału, gdy długo nie wracała do domu, to jeszcze sam niesamowicie przeżywał każdą porażkę swojego zespołu. W zespole Jastrzębskiego Węgla był prawdziwym liderem drużyny, który często brał grę tylko i wyłącznie na swoje barki. Gdy towarzyszący mu na boisku Kanadyjczycy nie byli już w stanie atakować, a Shafranovich nie dał dobrej zmiany, zespół mógł liczyć tylko i wyłącznie na niego.
Po ostatnim obrocie na rurze, Rozalia chwyciła swoją torbę i razem z Maćkiem wyjechali w stronę Katowic. Daleko nie mieli, to przecież to samo województwo. Nic więc dziwnego, że byli jednymi z pierwszych, którzy zajechali na miejsce.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Gdańsk
- Kasiu, a może ja Ci jeszcze trochę porzępolę na gitarze? - zapytał swoją ukochaną Mateusz Mika, czarująco się przy tym uśmiechając. Brodaty przyjmujący najwyraźniej w ogóle nie wydawał się być zmęczony ani wyczerpującym, i przecież nieudanym sezonem reprezentacyjnym, ani tym, że od dwóch sezonów nieustannie orał nim w lidze, w każdym meczu, jego trener w Lotosie Treflu Gdańsk, Andrea Anastasi. Nie, na nim to nie robiło najmniejszego wrażenia, w końcu należał do bardzo elitarnego grona siatkarskich cyborgów, czyli ludzi, którzy mogą grać bez przerwy przez parę sezonów, bez poważniejszych uszczerbków na zdrowiu. Po takim czasie strzeli im kręgosłup i wyjdzie, że jednak tyrali przez ten czas z różnymi kontuzjami, poświęcając się dla zespołu. Skądś my to znamy, prawda?
- Bardzo chętnie, ale to może innym razem, bo teraz musimy zbierać się na imprezę, a chyba gitary ze sobą nie weźmiesz. - odpowiedziała mu i przesłała słodkiego buziaka w powietrzu. Katarzyna uwielbiała, kiedy jej chłopak grał jej na gitarze, lubiła dźwięk tego instrumentu. Mogłaby spędzić całe życie czytając książki przy akompaniamencie Miki. Książki to było całe jej życie, pochłaniała je tak szybko, jak Todor Aleksiev kolejne hamburgery. Nic więc dziwnego, że postanowiła zabrać jeden utwór także i do Katowic. Sama nie wiedziała, kiedy mogłaby znaleźć czas na jego przeczytanie, jednakże od zawsze twierdziła, że woli gdzieś się ruszyć bez makijażu, aniżeli bez książki. Często z resztą bez owego makijażu się ruszała, bo nie przepadała za nakładaniem na siebie wielkiej ilości tapety.
Nieco stresowała się tak wielką imprezą, bo przecież nie lubiła zgiełku i raczej starała się unikać tłumów. W zeszłym roku nie była w stanie przyjechać na siatkarskiego Sylwestra, bo doglądała wówczas w szpitalu ciężko chorej matki. To miał być więc jej pierwszy raz w takim gronie. Zarówno ona, jak i Mateusz, wierzyli jednak, że to będzie bardzo udany dzień, a właściwie lepiej napisać, bardzo udana noc. Dla Mikusia to z pewnością miała być udana noc, planował on podczas niej zrobić coś, dzięki czemu jego Kasia miała zapamiętać tę datę na całe życie. Mika chciał się bowiem wybrance swojego serca oświadczyć. Ale ona nic o tym nie wiedziała.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Lubin
Do Katowic kilku zawodników wyruszało także z Lubina. Był wśród nich między innymi Grzegorz Łomacz, który znakomicie odnalazł się w klubie z województwa dolnośląskiego. Pocieszny rozgrywający umiejętnie kierował grą swojego zespołu, który przecież w zeszłym roku był beniaminkiem PlusLigi. Dzięki odpowiednio dobranemu składowi był w stanie jednak zakwalifikować się do play - off'ów, a przecież niewiele zabrakło do półfinałów, skoro konieczny był do rozegrania trzeci mecz z Jastrzębskim Węglem... Było to zdecydowanie jedno z oczarowań ubiegłego sezonu, a ten "napakowany jak kabanos gość z Ukrainy", jak kiedyś Gregor mówił o Dmytro Pashytskyy'm stał się szybko jednym z objawień ligi. Nic więc dziwnego, że po kapitalnym sezonie i zostaniu najlepiej blokującym zawodnikiem ligi, zanotował wielki sportowy awans, bo tak właśnie można było określić jego przejście do drużyny Mistrza Polski, Asseco Resovii Rzeszów. Oj, ma tam z kim teraz murować siatkę...
Wróćmy jednak do Gregora. On, i jego wybranka, której tożsamości nie znał nikt oprócz paru osób wtajemniczonych, mieli spędzić w siatkarskim gronie swoją pierwszą tego typu imprezę. Mieli wybrać się w zeszłym roku, ale na przeszkodzie stanęła nagła grypa rozgrywającego, przez co para musiała spędzić Sylwestra w Lubinie. A szkoda, bo gdyby nie to, to wówczas już wtedy wydałoby się, że Łomacz romansuje z siostrą jednego ze swoich kolegów z kadry. No cóż, to jednak wyda się teraz. Gregor był bardzo ciekawy tego, jak owy kolega na ten widok zareaguje.
- Olguś, sprawdź, proszę, czy na pewno wszystko spakowałem. Czy mam moje zajebiaszcze różowe okularki i flaszkę szampana dla tych moczymord. Aaa, no i mój pamiętniczek jeszcze, przecież wiesz, że bez niego się nie ruszę. - jęknął. Nie rozstawał się ze swoim pamiętnikiem, w którym wciąż zapisywał ciekawsze rzeczy z życia kadry i klubu. Być może tego dnia zamieści w nim kolejny wpis?
- Przecież wszystko spakowałeś, Grzesiu. - to rzekłszy, Olga Nowakowska wyjęła z szuflady ulubione okulary swojego narzeczonego, a z jednej z półek z szafy, jego pamiętnik. Było oczywistym, że Łomacz zapomni to spakować, ale nie chciała, żeby się denerwował tym, że znowu mu się o czymś zapomniało. Bo jego zapominalstwo wkurwiało Gregora jak żadna inna rzecz na tym świecie.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Bełchatów
- Andrzej, ostrożnie z tym szampanem, bo zaraz go stłuczesz! - wrzasnęła Aleksandra, wybranka serca najlepszego przyjaciela Wrony, czyli Karola Kłosa. Niestety, albo stety, Ptaszysko od dawna był singlem i nic nie wskazywało na to, żeby miało się to szybko zmienić. Wprawdzie znalazło się parę hotek, które były skłonne z nim żyć, ba, to było nawet ich marzenie, ale albo nie podpasowały one kapryśnemu środkowemu, albo po prostu on rozczarował je swoim zachowaniem, postawą. Żadną tajemnicą nie było przecież to, że Wrona do najmilszych i najsympatyczniejszych siatkarzy nie należał. Niby nienawidził Bartmana, a sam stał się taki jak on. Tak samo bucowaty, tylko że Zbychu nigdy swoich fanek nie olewał, ani też nie mówił im żadnych niekoniecznie przyjemnych rzeczy. Można więc stwierdzić, że fejm odjebał mu jeszcze bardziej, niż krnąbrnemu przyjmującemu, którzy przecież z resztą ostatnio się ustatkował. O ile jednak Zibi był w stanie znaleźć tą, która go pokochała, a nawet wstąpić z nią w związek małżeński, o tyle Andrzej wciąż był samotny, a jego żali nad życiem musiał wysłuchiwać biedny Karol. Karol, który miał już tego po dziurki w nosie, ale który tego swojemu ziomkowi mówić nie zamierzał, bo nie chciał go urazić. Liczył jednak na to, że w końcu szczęście uśmiechnie się do jego przyjaciela i znajdzie on kogoś na całe życie. To z pewnością pomogłoby uspokoić jego buchające na wszystkie strony ego, a tego z kolei pragnęli wszyscy wokół, począwszy od Kłosa, przez pozostałych siatkarzy Skry i reprezentacji, na dziennikarzach Polsatu i Antidze skończywszy.
- Nic nie stłukę. - odburknął niezbyt przyjaznym tonem, po czym... potknął się i po chwili musiał zbierać z podłogi kawałki szkła. Karol tymczasem już szorował podłogę u siebie w mieszkaniu, a jego narzeczona kręciła głową z niedowierzaniem. Nie nad gburowatością opierzonego, bo do tego zdążyła się już przez te parę lat przyzwyczaić, ale nad jego wyjątkową niegramotnością. Który to już raz tenże człowiek stłukł coś w ich domu?... Ola doskonale pamięta, jak przez tydzień rozpaczała nad tym, że Ptaszysko stłukł jej ulubiony talerz w pieski i kotki...
- A nie mówiłam? - warknęła, równie miło, jak Andrzej do niej. - Zbieraj to i zabieramy się do Katowic. Nie mamy zbyt dużo czasu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Spodek, Katowice
Jako pierwsi pod Spodkiem pojawili się Ci, którzy w zabawę w siatkówkę postanowili bawić się za granicami naszego pięknego kraju, a więc Zbigniew Bartman i Michał Kubiak. Dwójka przyjaciół, wraz ze swoimi rodzinami, dziarsko kroczyła w stronę słynnej hali, w której to miało nastąpić pożegnanie starego, i powitanie nowego roku. Miejsce, które cała siatkarska społeczność wybrała, nie było przecież przypadkowe. To tam bowiem wydarzyły się w zeszłym roku chyba najpiękniejsze chwile w najnowszej historii polskiej siatkówki, to tam przecież reprezentacja Polski pokonała w finale faworyzowaną Brazylię, i została, zupełnie zasłużenie, Mistrzem Świata. Euforia po tym turnieju była ogromna, a alkohol lał się strumieniami, jednak mimo to, czasu na zbytnie świętowanie, nasi gracze nie mieli. Niektórzy już zaledwie parę dni po odniesieniu największego sukcesu w swoim życiu, musieli zacząć znów tyrać na treningach, bo przecież nadszedł nowy sezon ligowy. Tak, siatkówka to naprawdę nieludzki sport, który wyczerpuje zawodników w nią grających. Ale takie sobie oni przecież życie wybrali, więc nie mieli prawa narzekać na ten chory terminarz. Doskonale wiedzieli, na co się piszą. Od początku byli świadomi tego, że odbijając sobie piłeczkę między siatką, zbytnio w życiu nie odpoczną. Ale najważniejsza dla nich była drużyna. Wprawdzie mogli zrezygnować z reprezentowania swojego kraju, kosztem długich wakacji, podczas których naładowaliby akumulatory, żeby potem rozbijać w lidze kolejnych przeciwników, ale oni tak nie chcieli. Oni byli dumni z tego, że mogli nazywać się reprezentantami Polski. Dla nich to był zaszczyt, że mogli stanowić o sile tak wspaniałej drużyny. No, może nie dla wszystkich, ale szkoda o tym pisać, bo trzeba by tu użyć słów powszechnie uważanych za niecenzuralne...
Misiek Kubiak doskonale wiedział, jak smakuje sukces zdobyty w tej właśnie arenie. Dla Bartmana było to uczucie obce, bo w składzie na Mistrzostwa Świata się nie znalazł, jednak cieszył się niesamowicie z tego, że jego najlepszy przyjaciel spełnił jedno ze swoich najskrytszych marzeń. Czy żałował tego, że nie udało mu się przekonać Antigi do tego, by ten mu zaufał? Oczywiście. Jego złość zastąpiona została jednak radością, którą odczuwał wraz z kolegami. W końcu w pewnym sensie jakąś tam cegiełkę do tej wiktorii dołożył. To z nim trenowali mistrzowie świata, to on odniósł jednak z nimi parę sukcesów. Przecież to on wraz z nimi zwyciężył między innymi w 2012 roku w finale Ligi Światowej. Niedosyt pozostał, ale mimo to, Bartman czuł się częścią tej ekipy. A to było chyba najważniejsze, bo przecież zawodników nadających się do gry w kadrze, mamy w Polsce tyle, że zawsze dla któregoś zabraknie miejsca w tym ostatecznym składzie na wielką imprezę...
A po Zbychu i Dziku, pod Spodek zaczęli się zjeżdżać pozostali kadrowicze, i inni zawodnicy PlusLigi, ze wszystkich zakątków naszego pięknego kraju nad Wisłą... W środku rozbrzmiewało już disco polo i jakieś inne dzikie rytmy, do których siatkarze będą bawić się przez całą noc.
Zabawę czas zacząć!
"Dziś walimy na całość, damy wielką banię
Nie ma czasu na smęty i na dołowanie
Jest impreza u Cygana - my musimy tam być
Można będzie do rana świrować i pić, hooo!
Ktoś już wezwał gliny, chyba jadą tu
Trzeba polać im karniaka, są do tyłu znów
- Budź Łysego, on ich przecież tutaj wszystkich zna!
- Łysy nie chce wstać!
- Niech go trafi szlag, hee!
Bania u Cygana, bania u Cygana, hej!
Bania u Cygana do ranaaa, hooo!
Bania u Cygana, bania u Cygana, hej!
Bania u Cygana do ranaaa, hooo!"
- To Twoja pierwsza impreza noworoczna w Spodku? - zapytał Michał Kędzierski, popijając jakiegoś drinka z pomarańczą, którego dzierżył w swojej ręce. Młody rozgrywający trafił na zaplecze polskiej kadry, gdzie zaprezentował się całkiem nieźle na Igrzyskach Europejskich w Baku, oraz w rozgrywkach Ligi Europejskiej. Jego obecność na tejże imprezie, była więc w pełni uzasadniona. Podobnie, jak jego kolegi z drużyny.
- Ehe, pierwsza. - przytaknął Mateusz Bieniek, a więc kolega Kędzierskiego z Effectora Kielce i niespełniony transfer Kędzierzyńskiej ZAKS-y. Mało kto przypuszczał, że ten niepozornie wyglądający, chociaż dysponujący słusznym wzrostem, chłopak, trafi do kadry. Nikt nie przypuszczał, że w niej zagra. A tymczasem młody środkowy, który w poprzednim sezonie reprezentacyjnym grał jeszcze w drużynie B Andrzeja Kowala, rozpoczął w podstawowym składzie pierwszy mecz tegorocznej Ligi Światowej, w Gdańsku, z Rosją. Debiut wypadł mu dobrze, a nawet bardzo. No bo przecież 100% w ataku i nagroda dla MVP spotkania to chyba dobry wynik, prawda? - Pierwsza. - powtórzył. - Ale mam nadzieję, że nie ostatnia. - uśmiechnął się i również zaczął dopijać swój napój.
- Miło znaleźć się w takim gronie. - szepnął kolejny z zawodników kieleckiej drużyny, czyli Adrian Buchowski, kolejne miłe zaskoczenie Igrzysk Europejskich i Ligi Europejskiej. - Od razu czujesz się kimś lepszym, ważniejszym. Czujesz, że coś znaczysz w tej siatkówce. To cholernie motywuje. - dodał, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Co tam gadacie sobie, dzieciaczki? - zachichotał Grzegorz Pająk, dołączając do swoich dwóch kolegów z byłej drużyny. Obecnie Pajączek reprezentował barwy ekipy z Kędzierzyna Koźla. Wprawdzie głównie dostawał odcisków na tyłku od siedzenia na ławce, ale miał już dosyć grania w słabszych klubach. No cóż, teraz dla odmiany nie gra prawie wcale. Ale sam tego chciał, był świadomy, że jako zmiennik Toniutti'ego, to on sobie za wiele w tej ZAKSIE nie pogra...
- A gadamy sobie o tej imprezie. Że jesteśmy tu pierwszy raz, i że nam się bardzo tutaj podoba. - odpowiedział Bieniu.
- Pajączeeek! - wrzasnął Damian Wojtaszek, wyskakując zza pleców rozgrywającego. - Zapodaj Ty no tego swojego hiciora, co to go słuchaliśmy w podróży w czasie Ligi Europejskiej. - zaśmiał się.
- TAAAAK! - ryknął w oddali człowiek bez nazwiska, czyli Michał Filip, atakujący AZS Politechniki Warszawskiej. - Pajączek, dawaj tego swojego hiciora! - krzyknął, zbliżając się do swoich ziomków.
- Już się robi. - mruknął, po czym załadował z YouTube'a odpowiednią piosenkę na listę odtwarzania.
"Ich habe Bügeleise ist aber kaputt, Party
Mein Frau hat mich verlassen schadeeee, Party
Licht ist gut für Augen Seife aber nicht, Disco
I'm a Disco boy in a Disco World
Come on party, let's go party uuuoooou uuuuooouu
I say Disco you say Party: Disco Disco Party Party
I say Disco you say Party: Disco Disco Party Party
Streck das linke Bein streck das rechte Auge, Disco
Ich habe angst vor Haifisch mjjeeeee mjeee, disco
Warum hast du keine Katze, Disco
Wie spät ist tik tik tak, Disco
I say Disco you say Party: Disco Disco Party Party
You say Disco I say Party: Disco Disco Party Party
I say Disco you say Party: Disco Disco Party Party
You say Disco I say Party: Disco Disco Party Party"
- I say disco, you say party, disco, disco - zaczął śpiewać Grzesiek.
- Party, party! - dokończył Mały, zupełnie tak, jak miał w zwyczaju kończyć tą piosenkę.
- I say disco, you say party, disco, disco - wskazał tym razem na Kędziora.
- Party, party! - dokończył młody sypacz i zaśmiał się radośnie.
- Aplaaauz! - wrzasnął Filip, ale bynajmniej nie był to Blain.
- Fantastiś! - odkrzyknął Bartosz Bednorz, klaszcząc w dłonie wraz z kilkoma innymi siatkarzami.
- Ja wam dam disco, ja wam dam disco. - mamrotał pod nosem Paweł Woicki, któremu jak zwykle nic się nie podobało, no ale to przecież żadna nowość, więc kto by się tym mrukiem przejmował, prawda? Zawodnicy zgodnie postanowili przemilczeć uwagę swojego kolegi, bo nikt nie chciał się denerwować w ten ostatni dzień w roku. Bo to podobno źle wróżyło na nadchodzący rok. A wszyscy chcieli, by ten rok był dla nich szczęśliwy. A trzeba było przecież już praktycznie od razu zaczynać grę, od kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich. Dnia drugiego stycznia kadra, która była już ustalona przez selekcjonera, miała wylecieć do Berlina, by walczyć o marzenia. Nikt nie dopuszczał do siebie tego, że moglibyśmy się nie zakwalifikować do turnieju w Rio de Janeiro, ale dzięki mądrym panom z FIVB, wszystko było możliwe. Przecież dla nich ważniejsze było, by na igrzyskach grały jakieś ogórkowe drużyny z Afryki czy obu Ameryk, a nie te drużyny, które tak naprawdę były najlepsze i wyznaczały trendy w światowej siatkówce, czyli wiele zespołów z Europy... Bo że niby popularyzacja dyscypliny. Fajnie, tylko jakim to kosztem się odbywało... Przecież nasi chłopcy wywalczyli trzecie miejsce na tym cholernym Pucharze Świata. Zdobyli medal kolejnej wielkiej imprezy! A mimo to mieli łzy w oczach, bo trzecie miejsce już przepustki do Rio nie dawało. Dlaczego? Bo w zamian tego miejsca na igrzyska pojedzie zwycięzca ogórkowego turnieju kwalifikacyjnego... A w Berlinie miały się spotkać między innymi Polska, Rosja, Francja, Serbia, Niemcy, Bułgaria... Zaledwie jedna z tych drużyn awansuje na igrzyska, a dwie kolejne będą miały szansę jeszcze o nie powalczyć. A reszta? No cóż... Niech za komentarz wystarczy to, że pomijając Francję, wszystkie te wymienione drużyny grały na igrzyskach olimpijskich w Londynie...
W hali tymczasem rozbrzmiewał kolejny hicior...
"O Boże Boże Boże Bożenko,
Jak mogłaś to robić z Cyganem?
O Boże Boże Boże Bożenko,
W czym jestem od niego gorszy?
I Jezu Jezu Jezus Maria,
Pękłaś serce moje.
O ja pier... ja pier... ja pier...
...dolejcie mi wódki,
W szklance utopię smutki.
Nic tak nie boli jak zdrada...
Zdrada z Cyganem.
Baby trzeba pilnować,
Albo się nie denerwować.
Nic tak nie boli jak zdrada,
No chyba ,że z Cyganką.
Chłopu trzeba dawać,
Albo się nie dziwić.
On bił cię w du... du... dużym pokoju,
A Ty mu obciągnęłaś...
...sweter bo miał gołe plecy,
Nie chciałaś żeby się zaziębił.
- O BORZE, BORZE, BORZE, BORZEEENKOOOO! - zawył jak głupi Dżony Nowakowski, tuląc do swojego boku swoją ukochaną Marcię, również siatkarkę, której oświadczył się w te święta. Marcię, która wcale nie miała na imię Marta, tylko Martyna, i reprezentowała barwy Budowlanych Łódź. Uważano ją za przyszłość polskiej kadry, nic więc dziwnego, że dobrymi występami w lidze zagwarantowała sobie powołanie do kadry B Polski. Podobnie z resztą jak Janek, który na tymże zapleczu naszej reprezentacji spisywał się tak dobrze, że został wybrany najlepszym blokującym Ligi Europejskiej. Jak to zażartowali wówczas komentatorzy, ma dobre nazwisko do tego, żeby osiągać tego typu sukcesy. A że w tym sezonie klubowym był podstawowym zawodnikiem Łuczniczki Bydgoszcz, a nie wiecznym rezerwowym, miał szanse nawet załapać się do tego głównego składu, ułomkiem przecież nie był. Tylko ta konkurencja, od gościa z tym samym nazwiskiem począwszy, przez Bienia, Karolla, Możdżona, na Wronie i Wiśniewskim skończywszy. A jeszcze przecież byli Kosok, Dryja, Hain...
- Jaak mooogłaaaś tooo robić z cyyygaaneem! - dokończył za swoim najlepszym przyjacielem młody wygrzewacz ławki Łuczniczki Bydgoszcz, Nikodem Wolański.
- Chłopaki, plis, nie wyjcie tak, bo mnie uszy bolą. - jęknął ich kolega z drużyny, Kuba Jarosz.
- E tam uszy. - prychnął Kosoczek, dołączając się do tego grona wyjców.
- Dziecko mi straszysz. - westchnął Ryży.
- A to już poważniejszy argument. - stwierdził Jasiu.
- Aaaalee ja chcę sobie trochę pooowyyyć! - Grzesiu, oszczędź uszu.
- Dziecko mu straszysz, debilu. - warknął Nowakowski i strzelił mu z liścia. Tym razem jednak nie był to już Dżony, a ten bardziej znany reprezentant naszego kraju. - I mi z resztą też. - prychnął, wskazując na swoją niedużą przecież jeszcze pociechę, którą w tej chwili uspakajała małżonka blondwłosego zawodnika.
- Oj, Piotruś, przepraszam. Wiesz przecież, że nie chciałem straszyć Twojego berbecia. - westchnął Kosok. Aha, a dzieciaka Jarosza to chciał straszyć? Fajnie...
- No domyślam się. - uśmiechnął się, bo nie potrafił zbyt długo gniewać się na swojego przyjaciela. - No ale niestety go przestraszyłeś. - zerknął raz jeszcze w stronę swojego potomka. - No, na szczęście już się uspokoił.
- To śpiewamy dalej? - zaproponował Rucek.
- Grzechu, ale Ty nie śpiewasz. - zachichotał Pit. - Nie będziesz straszyć wszystkich wokół swoim wyciem.
- To Ty zaśpiewaj. - wtrącił Feru, sącząc właśnie kolejnego drinka z palemką. - Możesz jeszcze zatańczyć, bo, jak widzisz, ja nie jestem w stanie. - dodał młody przyjmujący i wskazał na swoją nogę. No tak, z zerwanymi więzadłami krzyżowymi to on raczej nie zatańczy. Biedny Feru, miał takie nadzieje związane z tym sezonem i nowym klubem, a już w pierwszym meczu sezonu przytrafiła mu się taka fatalna kontuzja, która zakończyła mu sezon...
- Może innym razem. - dalej się śmiał. - Naprawdę nie chcę straszyć przyszłych mistrzów świata. Gdyby ich tu nie było, to bardzo chętnie, ale dzisiaj sobie odpuszczę.
- A tam, pierdolenie! - wrzasnął Igła, który właśnie zjawił się obok swojego psiapsiela z Resovii. - Dajesz bejbi jakiegoś hiciora, noo, nie daj się prosić! Przecież ładnie śpiewasz.
- A może zaśpiewamy w duecie? - podsunął Kosok.
- NIE! - Wrzasnął Mały.
- Booo? - spytał czarnowłosy.
- Bo Twoje wycie skraca życie. A z resztą chyba Ci już to kiedyś mówiłem. - zauważył i podrapał się po głowie.
"A Ty...
Tańcz tańcz tańcz kiedy inny tańczą
I pij pij pij drinka z pomarańczą
I skacz skacz skacz kiedy inni skaczą
I baw się baw niech wszyscy się patrzą
a ty...
Tańcz tańcz tańcz kiedy inny tańczą
I pij pij pij drinka z pomarańczą
I skacz skacz skacz kiedy inni skaczą
I baw się baw niech wszyscy się patrzą
U OOO U O NIECH TAŃCZĄ
U OOO U O NIECH SKACZĄ
U OOO U O NIECH PATRZĄ
NIECH WSZYSCY SIĘ PATRZĄ"
Taki właśnie hicior rozniósł się teraz po hali. Ale nie śpiewał go ani Kosok, ani Nowakowski, tylko grupa wesołych wyjców w składzie Żurek, Olenderek, Piechocki i Kowalski. Czyli Libero Band, jak to się ta grupa nazwała. Skład miała całkiem zacny, tylko wszyscy zastanawiali się, co się stało, że młody Kacperek został zaproszony na tę imprezę. Otóż... nie stało się nic, bo owy Kacperek zaproszony nie został, tylko sam się na nią wprosił, ale dopóki zachowywał się przyzwoicie i nikogo nie obraził, jego obecność zbytnio nikomu tu nie wadziła. Ba, większość była zaskoczona tym że syn prezesa znał parę zwrotów grzecznościowych i traktował wszystkich pozostałych jak co najmniej swoich znajomych, jeśli nie nawet kolegów. A Adam Kowalski?... O tym parodyście z Radomia napisano już sporo, ale skoro Kowal widział go w składzie kadry B, to zaproszenie dostać musiał. Zapewne za nazwisko, no ale cóż... Wszyscy wiedzą, jaka z niego była strzelnica i jak fajnie się w niego celowało zagrywką.
- A Ty tańcz, tańcz, tańcz, kiedy inni tańczą. - zaczął po raz kolejny Zupa.
- I pij, pij, pij, drinka z pomarańczą! - krzyknął Holenderek, podskakując wesoło z tymże właśnie drinkiem w ręce. Uważał jednak na to, żeby go nie upuścić.
- I skacz, skacz, skacz, kiedy inni skaczą! - zawył Kacperek, zwany przez większość siatkarskiej społeczności Daremnym Libero, chociaż Kowalski był tak naprawdę jeszcze bardziej daremny w swoim fachu. No dobra, w obronie był niezły, ale jego przyjęcie wołało o pomstę do nieba. Niby z Kacpra też była fajna strzelnica, doceniana między innymi przez Resoviaków, ale jednak libero Cerradu Czarnych bardziej w tym przyjęciu kaleczył.
- I baw się, baw, niech wszyscy się patrzą! - dokończył tenże właśnie daremny Kowalski.
- No to przecież się bawimy. - zauważył Hainek, najwyraźniej zupełnie nie ogarniając kuwety. A kiedy on ją ogarniał, trzeba by się zapytać. Ogarniający Hain to pojęcie istniejące tylko teoretycznie.
"Stoi pociąg na stacji, na drugim peronie
Za minutę odjedzie już go nie dogonię
W tym pociągu jedziesz ty machasz do mnie ręką
Czuję, że zostałem sam ze swoją piosenką.
Hej czy ty wiesz, że ja się w tobie kocham?
Hej czy ty wiesz, że to poważna rzecz?
Hej czy ty wiesz, że zdjęcia twe oglądam?
Hej szkoda, że już nie zobaczę Cię!
Hej czy ty wiesz, że ja się w tobie kocham?
Hej czy ty wiesz, że to poważna rzecz?
Hej czy ty wiesz, że zdjęcia twe oglądam?
Hej szkoda, że już nie zobaczę Cię!"
- Kurwa, spóźniliśmy się. - jęknął Łomacz, wchodząc do hali, gdzie wszyscy już bawili się w najlepsze.
- A nie mówiłam, żebyś wybrał inną drogę, a nie tułał się tymi wiejskimi ścieżkami, przez które nie da się przejechać. - westchnęła Olga i rozejrzała się wokół. Niemal natychmiast dostrzegła swojego brata.
- W końcu jesteś, Gregor. - zauważył Nowakowski, nie spostrzegając początkowo swojej siostry. Naprawdę, Pit? - O, widzę, że w końcu zdecydowałeś się przedstawić całemu światu wybrankę swojego se... OLGA?! - wrzasnął, gdy w końcu ją rozpoznał. - A co Ty tu robisz?!
- Przyjechałam z moim narzeczonym, braciszku. - zaśmiała się. - Też się cieszę, że Cię widzę. - dalej chichotała.
- Gregor, Ty chodzisz z moją siostrą?! - ryknął wciąż zdumiony środkowy. - I dlaczego nikt mi nic o tym nie powiedział?! - udał, że się obraża.
- A tak jakoś wyszło. - uśmiechnął się rozgrywający Cuprum Lubin. - Masz cudowną siostrę. - dodał i pocałował swoją ukochaną. Olga z chęcią odwzajemniła jego buziaka.
- Cieszę się z waszego szczęścia, ale naprawdę, mogliście mnie wcześniej o tym powiadomić, bo ja tu prawie zawału dostałem. A chyba nie byłoby fajnie, gdyby moja pociecha nagle straciła ojca, prawda? - zapytał, a para zgodnie pokręciła głowami na znak, że się z nim zgadza. - No właśnie... Olga, ja nie wiem, jak wy się poznaliście, ani co on zrobił, że Cię zdobył, ale zastanawiam się, jak Ty z nim wytrzymujesz. - palnął.
- Czasem nie jest łatwo. - rzekła. - Ale nasza miłość jest silniejsza od wszystkich przeciwności losu. I nie przeszkadzają mi wady Grzesia, które ma, bo przecież nie ma ludzi idealnych. Tak, braciszku, Ty też nie jesteś idealny. I nie rób mi tu takiej miny zbolałej meblościanki. - westchnęła, widząc kolejnego focha na twarzy swojego brata. - Dostrzegam w Grzesiu to, co jest w nim fajnego. A jest w nim naprawdę dużo fajnych rzeczy. - cmoknęła swojego ukochanego w czoło, a Pit tyko słodko zawył i strzelił im fotkę. Pewnie pójdzie do rodzinnego albumu. Albo na Snapchata, ewentualnie Instagrama. Cichy przecież bawił się wybornie w świecie mediów społecznościowych.
- I naprawdę nie przeszkadza Ci to, że jest głupi jak but z lewej nogi? - zapytał.
- Piotrek! - wrzasnęła i tupnęła nogą. - Jesteś nieznośny. - fuknęła.
- Jak zawsze. - zaśmiał się.
- No tak, Ty nigdy nie byłeś grzecznym dzieckiem. Ciągle tylko były z Tobą problemy. - przewróciła oczami. - No i nie znam drugiego tak rozpieszczonego bachora, jak Ty. - dodała i wystawiła mu język.
- Nie wystawiaj języka, bo Ci krowa, a z resztą foch forever z przytupem i melodyjką. - odwrócił się plecami do nich i wrócił do Resoviackiego grona.
- To może teraz zaśpiewasz, Pit? - namawiał go Krzysiu Ignaczak.
- Doobra, tylko się napiję. - westchnął i pociągnął parę dużych łyków ze swojego drinka.
- Tylko się nie upij. - zaśmiał się Dryja, jednak po chwili zamilknął bo starszy kolega spiorunował go wzrokiem. Jak on mógł sugerować Cichemu, że ten mógłby przesadzić z piciem?...
Nowakowski otworzył butelkę szampana, po czym objął czule swoją żonę i zaczął cicho nucić...
"Do białego rana ajajaj
Chcę pić z Tobą szampana ajajaj.
Patrzeć w Twoje oczy ajajaj
Już nic Nas nie zaskoczy ajajaj.
Do białego rana ajajaj
Chcę pić z Tobą szampana ajajaj.
Patrzeć w Twoje oczy ajajaj
Już nic Nas nie zaskoczy ajajaj."
Za ten popis wokalny otrzymał buziaka od swojej drugiej połówki i burzę oklasków od wszystkich znajdujących się w hali. Zachęcony tymi brawami Pit postanowił ruszyć ze swoją wybranką na parkiet. Po chwili, jak to stwierdził Igła, załączyło mu się zwierzę, więc wywijali prawie tak, jak na swoim weselu. Z resztą nie tylko oni, bo potańczyć postanowiła większość z imprezujących siatkarzy.
- A ja nie mogę tańczyć. - rzekł Feru, gdy Krzysiu ze swoją kamerą zapytał się młodego przyjmującego, dlaczego on nie ruszył na parkiet.
- Dlaczego nie możesz tańczyć? - prowokował libero.
- Krzysiu, czy Ty jesteś ślepy, czy udajesz? - warknął na niego.
- Grzeczniej, proszę. I kręcimy ripleja. I teraz ładniej odpowiedz. - fuknął. Nie zostawi w spokoju Wojtka, dopóki on nie wyjawi mu, dlaczego nie może tańczyć.
- Otóż, Krzysztofie. - westchnął. - Jak widzisz, moja noga jest w stanie średniokiepskim i nie jest możliwe, żebym aktualnie mógł tańczyć. Ani grać. Bardzo chętnie bym powirował z całą resztą, ale moje więzadła mnie bardzo kochają i upomniały się o mnie. - dokończył swoją myśl.
- Biedaczek. Jeśli chcecie, żeby Wojtek szybciej wyzdrowiał, to wyślijcie już dzisiaj na numer 666 SMS'a o treści "POMAGAM". Treść tego SMS'a to wprawdzie 150 złotych ale to z pewnością pomoże naszemu siatkarzowi szybciej powrócić na boisko. - uśmiechnął się, po czym poszedł męczyć kogoś innego.
- Ej, a takiego SMS'a to się nie wysyła, jak ktoś ma taki ryj, że jemu to i by 200 operacji plastycznych nie pomogło? - zastanawiał się Konan. Do niego, oraz paru stojących obok niego zawodników, dotarło to, co powiedział Ignaczak.
- Nie wiem. - odrzekł Bociek. - Zapytaj Żalińskiego, on powinien coś o tym wiedzieć. - zarechotał i spojrzał w stronę przyjmującego, o którym można było powiedzieć dużo, ale na pewno nie to, że jest piękny.
- Słyszałem to, Bociek! - wrzasnął oburzony Wojciech, zwany Pumą, ze względu na jeden z wywiadów, jakiego kiedyś udzielił. - Ty lepiej uważaj, żeby Twój bicek nie był wkrótce większy od Twojej głowy. - prychnął. Miał oczywiście na myśli słynne pakowanie Bociusia z jego ukochaną sztangą.
- Nie wściekaj się, Wojtek. - poklepali go po plecach, równocześnie, Szalupa i Bołi. - Szkoda słów na niego. - dodał ten drugi.
- No ale on mnie obraża! - parsknął przyjmujący.
- Spokojnie, tutaj każdy dzisiaj kogoś obrazi, mogę Ci to zagwarantować. - rzekł spokojnym tonem Paweł Zagumny.
- Tak? A to dlaczego? - zapytał zaskoczony Szalpuk.
- Bo zawsze tak jest. - westchnął Guma.
Tymczasem zbliżała się północ...
"Bo ja tańczyć chcę
może nauczysz mnie jak tańczy się
ja bujam się, bujam się
Tańczyć chcę
może nauczysz mnie jak tańczy się
ja bujam się, bujam się!!!
Powoli kumam czacze,
być może zakozacze,
już prawie dobrze skacze,
jak bałwan ruszam się.
Patrzycie na mnie z boku,
jak na "rozmowy w toku"
Być może już w tym roku,
tańczyć nauczę się.
I Wy mi pomożecie,
tancerza ujrzeć chcecie,
jak papier w toalecie,
będę kręcił się"
- Kurwa, Ty debilu! - ryknął Bednorz na Haina, gdy ten zaczął w niego rzucać kulkami uplecionymi z konfetti. Hainek miał jednak świetną zabawę i nie zamierzał przestać bombardować kolegi z byłego klubu. Taak, bo to było bardzo fajne. Zwłaszcza dla Bednorza...
- SPOKÓJ TAM! - wrzasnął Mieszko Gogol. - Łomacz, widzę, co chcesz zrobić! I nawet nie próbuj! - upomniał rozgrywającego. Gregor chciał bowiem komuś wrzucić do coli parę zozoli. A jak takie połączenie działa na siatkarzy, mogli przekonać się wszyscy Ci, którzy widzieli kiedyś latającego po Spale z gołą dupą Zatorskiego...
- Zaczynamy odliczanie! - zawołał doktor Sokal.
- Dziesięć! - zaczął Piotrek Gacek.
- Dziewięć! - krzyknął po chwili jego kolega z klubu, Bartek Gawryszewski.
- Osiem! - ryknął Miłosz Hebda.
- Dziewięć! - wrzasnął Zatorski. Pawełku, jak dobrze. Tak bardzo nam brakowało Ciebie i Twojej głupoty. Jednak ona powróciła w najmniej odpowiedniej ku temu chwili.
- Miało być sześć, debilu. - westchnął Bartman, przy czym sam nie zwrócił uwagi, że miało być wtedy siedem, a sześć miało być teraz.
- Pięć! - przywrócił właściwą numerację Mariusz Wlazły, którego cholera wie, po co tu zaproszono, skoro wypinał się na reprezentację Polski.
- Dziesięć, piętnaście! Wygrałeeem! - zawył Hain i wtulił się w swoją żonę, która przywaliła sobie w czoło soczystego facepalm'a. Jak z resztą trzy czwarte znajdujących się w spodku ludzi.
- Trzy! - ryknął Szymon, strasząc tym samym stojącą gdzieś niedaleko Kamilę. Falęcka została zaproszona przez siatkarzy, jak z resztą cały sztab szkoleniowy kadry.
- DWAAA! - przeraźliwie wrzasnął Możdżon. Wszyscy się zdziwili, że Drzewo potrafi tak wrzeszczeć, ale ich zdumienie nie trwało zbyt długo, bowiem...
- JEEEEEE HYP EEDEEEEN! - kwiknął Winiar, próbując jednocześnie pokonać trapiącą go od paru minut czkawkę.
Puf. Koniec roku. Tysiące fajerwerków zaczęło strzelać w oddali.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
01.01.2016
- WIIIIIIIIIITAAAAAAAMY W NOOOOOOOOOOOWYYYYYYYYYYYM ROOOOOOOOOKUUUUUUUU! - Pit zawył jak syrena, ogłaszając nadejście nowego roku. Wszyscy zaczęli wesoło podskakiwać, przytulać się, strzelać samojebki na Instagram i inne portale społecznościowe.
- Kasiawyjdzieszamnie? - dało się słyszeć jakieś niewyraźne mruknięcie. Wzrok wszystkich padł jednak na klęczącego na jednym kolanie obok swojej wybranki, Mateusza Mikę.
- Mateusz, wstawaj! - krzyknęła Kasia.
- Kasia, wyjdziesz za mnie? - rzekł już wolniej i tak, że wszyscy zrozumieli, co miał na myśli. Mika otworzył pudełko, w którym ukryty był piękny pierścionek.
- Och! - no chyba dziewczyna się troszkę wzruszyła, bo z jej oczu popłynęły łzy. Łzy szczęścia. - Tak, tak, tak! - zaczęła krzyczeć na całe gardło, chcąc oznajmić całemu światu to, jaka jest szczęśliwa.
- GORZKO, GORZKO, GORZKO! - wydarła się cała siatkarska społeczność.
Para uraczyła się namiętnym pocałunkiem, a wszyscy zaczęli bić brawo. Wcześniej oczywiście nie byliby sobą, gdyby nie strzelili im paru fotek, które pewnie polecą na Instagrama. Albo Snapchata. Albo jedno i drugie.
- Kochani, a może zrobimy sobie wielkie, grupowe zdjęcie? - zaproponował Kacperek. Oj, zdziwił tym wszystkich, którzy, chociaż dziwili się sami sobie, niezwykle entuzjastycznie przyjęli ten pomysł. On się chyba naprawdę zmienił. Dzisiaj nie przypominał tego aroganckiego buca, którym był zawsze. Dzisiaj był miły, nawet można było rzecz, że sympatyczny. Był pomocny i chętnie opowiadał pozostałym jakieś dowcipy. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Co się stało, że nastąpiła w nim taka przemiana?...
Zawodnicy strzelili więc sobie pamiątkowe zdjęcie przed Spodkiem, a potem kolejne w środku hali. I wciąż świętowali zaręczyny Mikusia. Wszyscy niesamowicie cieszyli się ze szczęścia swojego przyjaciela, a za zdrowie jego i jego narzeczonej postanowili wypić swoje szampany. Mało komu on smakował, ale wypić go trzeba było. Mieli jednak cel, dla którego pili, więc tych, co wybrzydzali, będzie można szantażować, gdyby nie chcieli wyżłopać do dna...
"Plastikowa biedronko,
Ty moja kochana.
Zostań moją żonką,
Błagam Cię, Proszę Cię
Na kolanach.
Ty moja....
Plastikowa biedronko,
Ty moja kochana.
Zostań moją żonką,
Błagam Cię, Proszę Cię
Na kolanach."
- Ale ja już naprawdę nie mogę. - jęczał Aleksander Śliwka, gdy Igła i Łukasz Perłowski podsuwali mu pod twarz jego kieliszek z szampanem.
- No pij, bo się Mikusiowi zrobi przykro! - jęknął Pit. - Mi też nie smakuje, ale wypić trzeba.
- A nie możesz wypić za mnie? - zaproponował.
- Przecież widzisz, że ja sam się zaraz porzygam, a jeszcze mam pić dodatkowo Twojego? - westchnął. - Nie da rady, ledwo swojego dopiję.
- Żebyś potem nie był jak dętka. - zarechotał Lafałek Buszek.
- Odejdź. - szepnął do niego Kurek.
- Co? - jęknął przyjmujący.
- Odejdź, bo będę rzygał. - wybełkotał, po czym z prędkością godną Usain'a Bolta poleciał do kibla, żeby zwymiotować wstrętny napój. Iceman już chrzanił to, co wypada, a co nie, i poleciał za nim.
Najwyraźniej nie tylko im nie smakował szampan, bo spotkali już tam Kosoka, Wiśniewskiego, Wojtaszka i Żurka. Wszyscy pozbywali się obrzydliwej zawartości swoich paszczy.
- Nigdy więcej. - pisnął Wiśnia, wycierając usta w jakiś ręcznik.
- Tak wstrętnego szampana jeszcze nie piłem. - przytaknął Zupa.
- Mi to nigdy nie smakował. - jęknął Kosok. - Ale ten jest wyjątkowo paskudny.
- No skoro nawet ten alkoholik przyszedł się wyrzygać - tutaj Siurak wskazał na Pitera - to znaczy, że naprawdę jest okropny.
- Sam jesteś alkoholik! - ryknął i jebnął mu z liścia.
- Spokój, dzieci, i chodźcie się bawić. - westchnął Daniel Pliński i wyprowadził całą gromadę z toalety. Plina nigdy się z nikim nie pierdzielił, a odmówić mu... to było coś jeszcze bardziej brawurowego, aniżeli sprzeciwienie się Zagumnemu.
- Ha, ha, ha, nasza rzeszowska pijaczynka została pokonana przez biedny, niewinny szampan. - rżał wesoło Krzysiu, ale Wierzbowski. Z resztą, Igła też chyba sobie rechotał.
- Cicho bądź. - warknął na niego Nowakowski, a że ponownie zaczerpnął do ust trochę szampana, to wypluł mu go prosto na ryj. - Nie wierzę, że Tobie smakuje, bo Ty zawsze się krzywiłeś po alkoholu. A i słabą głowę miałeś.
- Pfyf, wypiłem bez problemu. - zaśmiał się. Nie ruszyło go to, że napój wylądował na jego twarzy.
- Nie kłam!... A oczywiście, że mu nie smakowało, bo on tylko spróbował z trzy łyki, a resztę wypierdolił do kibla. - powiedział Mikuś, który nie wyglądał na zasmuconego faktem, że siatkarze nie są w stanie wypić szampana za jego zdrowie.
- Ładnie to tak oszukiwać? - fuknął Kuraś.
- Ty nigdy nie umiałeś kłamać, Wierzba. - zachichotał Wiśnia. - Eeee... co się dzieje, Fabian? - zapytał, kiedy widział, że Drzyzga lata jak głupi z kieliszkiem i każdemu, kto na chwilę odwrócił wzrok, dolewał po parę łyków.
- Nooo... pozbywam się szampana mojej Moni. Bo odmówiła picia, bo twierdzi, że nie może.
- Nie może? - zastanawiał się Kosinka.
- Może jest w ciąży? - palnął Mały.
- MONIA?! - zdziwił się Fabio.
- Ech, przed wami to za długo niczego nie idzie ukrywać. - uśmiechnęła się i pogłaskała swój brzuch. Jak widać, nie tylko Zator doczeka się wkrótce małego mistrza.
- Boże... Monia! - wrzasnął ucieszony Pawianek i natychmiast wtulił się w nią jak w najmilszą podusię. Wpił się w jej usta i całował długo, i zachłannie. A ona ochoczo ten pocałunek oddawała.
- No to teraz już chyba nie wywiniecie się przed ślubem? - retoryczne pytanie zadał Perła.
"Ty jesteś skarbem mym
Uczuciem karmisz swym
Ono wypełnia Nas
I daje szczęścia czas
Anioła uśmiech masz
Niebiańsko-cudną twarz
Twe słowa są jak lek
Na niespokojny sen
Słodko słodka jesteś, ojojoj
Słodko słodko mówisz, ojojoj
Słodko słodko patrzysz, ojojoj
Słodka słodko kochasz, ojojoj
Słodko słodka jesteś, ojojoj
Słodko słodko mówisz, ojojoj
Słodko słodko patrzysz, ojojoj
Słodka słodko kochasz, ojojoj."
Atmosfera robiła się coraz bardziej sielankowa, a siatkarze coraz chętniejsi do przytulania się do swoich drugich połówek, ścian i wszystkiego, co było w pobliżu. Zapewne na skutek wypitego alkoholu, bo przecież nie tylko szampan tam pili. Oj, będą musieli szybko wytrzeźwieć, przecież czternastu z nich wyruszy już jutro do Berlina...
- Idziemy już spać? - zapytał Andrzej swojego przyjaciela.
- Jak chcesz, to idź. Ja jeszcze chcę sobie posiedzieć z Olą. - uśmiechnął się Kłos, trzymając za rękę swoją narzeczoną.
- To idę spać. Tylko nie waż się mnie potem budzić. - warknął i odszedł.
- A kto by Cię chciał budzić, bucu. - zaśmiał się Włodi, gdy Ptaszysko zniknął już z pola widzenia. Przez parę miesięcy spędzonych z dala od tej dwójki, Włodarczyk zrozumiał, jakim człowiekiem tak naprawdę jest Andrzej. Z resztą, skoro wkurwiał on już nawet Karola, to coś faktycznie musiało być z nim nie tak. Z Wroną, znaczy się. Włodi jednak nie potrafił tak wprost mu czegoś palnąć, bo jednak przez parę lat się przyjaźnili. Udawał więc, że dalej się z nim przyjaźni, chociaż wcale tak nie było i młody przyjmujący wolał spędzać czas w towarzystwie Romacia, Gregora, a nawet Muratore. - Patrz, jak ten przegiął. - zarechotał, widząc Konarskiego, który chyba właśnie... całował nogę od stołu.
- Co za pojeb. - skwitował Karollo, wybuchając dzikim śmiechem.
- Dawid, idioto! Podnoś się z tych kolan i idź spać, jak już Cię tak nosi, że stół całujesz! - wrzasnęła jego żona, Sabina.
- Juuż, juuż, Sabincia, ale chodź ze mnooą, coo? - wybełkotał. Biedna pani Konarska nie miała raczej nic do powiedzenia, bo po chwili zawodnik grający na unikalnej pozycji Zablokowany, uniósł ją niczym piórko i ruszył z nią w stronę jednego z pomieszczeń, w których spać mieli siatkarze.
- Współczuję jej takiego cymbała za męża. - pokręcił głową Szymuś. - Jak taka ładna dziewczyna, jak ona, mogła sobie wybrać takiego pokrakę? - westchnął.
- Szimon, ne obrażej kolega z drużiny. - zwrócił mu uwagę Stefan. - To nie jezd miłe. - zauważył.
- Równie dobrze można by zapytać, jak Ciebie wybrała Twoja ukochana. - dodał Olo Bielecki, któremu również nie podobało się to, w jaki sposób młody atakujący wyrażał się o swoim koledze z reprezentacji.
- Szymon chociaż jakoś wygląda. - palnął Bączuś, ale szybko zamilknął, gdy zobaczył mordercze spojrzenie pozostałych członków sztabu. - Ale nie powinien się tak zachować, gdyż jest to bardzo niegrzeczne, i tak nie przystoi profesjonalnemu sportowcy. - szybko się poprawił.
- Boys, I think, that it's time for go to sleep. (Chłopcy, myślę, że to jest czas na to, by iść spać.) - rzekł Blain.
- Oh, no, Philippe. Just a little longer, please. (Och, nie, Philippe. Jeszcze trochę, prosimy.) - jęknął Cichy Pit. Jako kapitan drużyny postanowił negocjować z trenerem. W międzyczasie wtulał się w burzę brązowych włosów swojej małżonki.
- Hour. And not a little longer. (Godzina. I ani trochę dłużej.) - zarządził Filip.
Wtedy usłyszeli jakieś trzaśnięcie drzwiami. Guma od razu poderwał się ze swojego krzesła i już chciał zabić tego, kto to zrobił... ale kiedy zobaczył, kto był sprawcą owego hałasu, tylko prychnął pod nosem jakieś niecenzuralne słowa i usiadł ponownie na swoim miejscu. W Spodku pojawiła się bowiem jakaś skąpo ubrana blondwłosa babeczka, którą najwyraźniej Zagumny znał. Z resztą nie tylko on, bo większość siatkarzy jęknęła na widok przybysza. Chyba nie przepadali za tą panną. A już na pewno za jej fantazyjnym kostiumem.
- Heej! Przepraszam za spóźnienie, ale byłam na Sylwestrze w Krakowie, i dopiero teraz mogłam się stamtąd wyrwać! - zaczęła. - Ale teraz już jestem tutaj, z Wami, i mogę wam coś zaśpiewać. - uśmiechnęła się.
- NIE! - ryknął Winiar i zakrył sobie uszy dłońmi. Podobnie postąpiła większość jego kolegów. Najwyraźniej Sabina Jeszka, bo to właśnie ta gwiazdka raczyła zjawić się w Katowicach, nie wzbudzała sympatii nikogo oprócz Andrzeja Wrony, z którym z resztą ją kiedyś swatano na różnych stronach. Trafili między innymi na Pudelka.
- Idź do Andrzeja, ucieszy się. - uśmiechnął się Dzik, a piosenkarka natychmiast ruszyła we wskazanym przez chłopaków kierunku.
- I nas też ucieszy, tym, że zniknie. - dodał Muzaj.
Zawodnicy jeszcze trochę potańczyli, pośpiewali i poprzytulali się, strzelając milion pięćset sto dziewięćset zdjęć, po czym ruszyli w stronę swoich łóżek. Część z nich spać miała w Spodku, w specjalnie przygotowanych do tego pokojach, pozostali zaś mieli ulokować się w pobliskim hotelu.
Tak minął Sylwester z siatkarzami. Życzymy powodzenia w leczeniu porannego kaca.
________________________________________________________
Z okazji nadejścia Nowego Roku, udało mi się skrobnąć taki jednopart, powiązany jednak z opowiadaniem.
Jest trochę śmiesznych akcji, parę mocnych tekstów. Jest złota myśl Zatora, bo rozdział bez takowej raczej obejść się nie może, prawda? :D Ale, jak widać, trochę on zmądrzał. A nawet rozszyfrował, jak się robi dzieci. Klękajcie narody, oto wydarzył się cud.
A czy faktycznie kiedyś w opowiadaniu stanie się tak, jak napisane zostało to tutaj? Pożyjemy, zobaczymy...
A czy faktycznie kiedyś w opowiadaniu stanie się tak, jak napisane zostało to tutaj? Pożyjemy, zobaczymy...
Szczęśliwego Nowego Roku, misie pysie. :) Oby był lepszy, niż poprzedni.
I żebyśmy powody do zadowolenia mieli już w tych najbliższych dniach. Chłopaki, liczę na was w tym Berlinie, i mam nadzieję, że moja siostra was tam przypilnuje, żebyście wrócili z awansem. :D
Idę wywalić szampana, bo nie da się go pić.
EDIT: 02:46, jednak wypiłam w całości. Jestem z siebie dumna.
Rozdział nie miał na celu obrażenia żadnego z zawodników, ani jego drugiej połówki. Ani nikogo innego.
EDIT: 02:46, jednak wypiłam w całości. Jestem z siebie dumna.
Rozdział nie miał na celu obrażenia żadnego z zawodników, ani jego drugiej połówki. Ani nikogo innego.
"-Kasiu, a może ja Ci jeszcze trochę porzępolę na gitarze?" wyyyyje!!! xD xD xD Tak mnie tym rozwaliłaś, że o Jezu.
OdpowiedzUsuńJak widzę, takie trochę podróżowanie w czasie, tak? Tak się kapłam w połowie czytania tego rozdziału xD Taak ja i moja spostrzegawczość i umiejętność łączenia faktów.
Rozdział zajebiaszczy jak zawsze, u mnie trochę jeszcze potrwa, może dzień, może dwa w ostateczności, ale już możesz oczekiwać i wyczekiwać nowego rozdziału.
Ja Cię pozdrawiam i czekam na następny jak się tylko napisze. Bajoł.
Nie, nie, to tylko jeden rozdział, z okazji Nowego Roku, a teraz wracamy już do czasu, który jest w opowiadaniu. :)
UsuńO Boże, Boże, Bożenko, czemu ja nie zauważyłam tego wcześniej?! (Ech, ostatnio ta piosenka kojarzy mi się z moją nową współlokatorką, która dosyć często ją nuci). Czytając zastanawiałam się, czy nie zafundowałaś nam małej podróży w przyszłość, ale jak sama piszesz, jeszcze nie wiesz, czy opowiadanie pójdzie w tym kierunku. Jak dla mnie mogłoby tak zostać, aczkolwiek mądrzejszy Zator, w dodatku przyszły ojciec (co wyrosłoby z tego dziecka!) to jak na razie dla mnie kompletna abstrakcja :D No właśnie, a propos - niezły baby boom w tej siatkówce. Zator, Fabian, Pit (ten ostatni z małym berbeciem na rękach to byłby bezapelacyjnie najsłodszy widok ever!). I tylko wśród "zbliżeń" na przygotowania do Sylwestra w poszczególnych miastach zabrakło mi najważniejszego miasta na siatkarskiej mapie Polski (if you know what I mean ;)). A już mi się marzyła jakaś fajna scenka u Cichego... ;)
OdpowiedzUsuńNo i Spodek, hala ważna nie tylko dla siatkówki, ale i tego opowiadania, w końcu właśnie to miejsce powiązane jest z "wielkim wybuchem" w jednym z pierwszych rozdziałów (o ile mnie pamięć nie myli), po którym już nic nie było takie same :P
Pociski na Ptaszysko ^^ Me gusta. Niech sobie zmyka do Sabinki.
No i cóż, miejmy nadzieję, że chłopaki wyleczyli sylwestrowego kaca i pokażą w Berlinie who is the boss. I niech Konar zapłonie! (oj tam, oj tam, pomarzyć zawsze można :D)
Pozdrawiam :*
Nie, nie, nie, to nie jest podróż w czasie, jeszcze nie teraz. Podróż w czasie będzie, już niedługo, ale nie taka duża. To jest tylko powiązany nieco z opowiadaniem jednopart, bo występują tu te same postaci (i parę epizodycznych).
UsuńNie wiem, czy wydarzenia potoczą się rzeczywiście tak, żeby w przyszłości w opowiadaniu działo się to, co było tutaj.
"No właśnie, a propos - niezły baby boom w tej siatkówce. Zator, Fabian, Pit (ten ostatni z małym berbeciem na rękach to byłby bezapelacyjnie najsłodszy widok ever!)."
TAKTAKTAKTAKTAK, Piotruś, rozważ to. :D
Wśród tych przygotowań specjalnie nie umieściłam Rzeszowa, to było zamierzone. ;) A środkowy już był, a nawet dwóch, a chciałam po jednym zawodniku z każdej pozycji. :D
Nie umieściłam przygotowań u Pitusia, bo by trzeba było wyjawić tajemnicę, z kim on się w końcu (w tym fragmencie) ochajtał. ;) A tak, to każdy może sobie myśleć, kto to był, i to jest, myślę, dosyć fajne. :D
Tak, to w Spodku był wybuch. :) Bardzo ważna hala dla naszych chłopaków, no i spora, dlatego impra była tam. :D W Spale raczej nie dałoby rady pomieścić tyle ludu. :D
Obiecałam pociski na Ptaszysko? No to są. :P
W to, że Konar zapłonie, wątpię, trzymajmy kciuki za Siuraka. :)
Ja też pozdrawiam. :*