31.01.2016

XLIV. "Weź wyjdź w ogóle, bo jak Cię widzę, to mi się sranie cofa."

21.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Smacznie sobie spał w swoim wygodnym łóżeczku. Od wczorajszego dnia nie myślał o niczym, co nie było związane z siatkówką. W jego głowie tkwił już tylko następny mecz, jaki reprezentacja miała rozegrać pod wodzą Stefana. Postanowił zupełnie odłożyć na bok swoje życie prywatne i skupić się na rzeczach ważniejszych. W chwili, gdy był singlem, rzeczą zdecydowanie ważniejszą od szukania nowej miłości, było dla niego to, żeby dobrze prezentować się na treningach. Gdyby jego forma spadła, mógłby stracić przecież miejsce w kadrze. Wprawdzie Antiga go uwielbiał, jak mało którego zawodnika, ale cała reprezentacja dobrze wiedziała, że w tej drużynie nie ma świętych krów, i nikt, kto w danej chwili grał gówno, by się w niej nie utrzymał. Nawet Nowakowski. I on także doskonale o tym wiedział. Swoją złość i rozczarowanie miał zamiar pokazać na boisku, jeszcze bardziej przykładając się do treningów, i późniejszych meczów. O ile można było przykładać się jeszcze bardziej, aniżeli on miał w zwyczaju. Cały siatkarski świat znał go przecież jako prawdziwego tytana treningów. Nigdy nie odpuszczał nawet na chwilę, a jeśli coś mu nie wyszło, choćby jeden element, zostawał dłużej po treningu i ćwiczył prawie że do upadłego, aż nie upewnił się, że na pewno ma już wszystko przećwiczone. Jeśli zepsuł jakąś zagrywkę na treningu, w zamian serwował sobie serię trzydziestu kolejnych, gdy wszyscy wyszli już z sali. Wszystkie z nich musiał umieścić w boisku, w przeciwnym wypadku napierniczał w biedną piłkę, aż nie osiągnął zadowalającego go efektu. Wszyscy wiedzieli, jaki z niego jest perfekcjonista w każdym calu, i nikt nie zamierzał się go o to czepiać. Wręcz przeciwnie, podziwiali go za jego poświęcenie dla zespołu. Przecież równie dobrze mógłby olać sprawę i wyjść z hali razem z nimi. Przecież jedna zepsuta zagrywka to nic takiego, i zdarza się każdemu... Tylko że on wiedział, jak czasem ta jedna zagrywka potrafi być ważna, jak ta jedna zagrywka potrafi odwrócić losy jakiegoś seta, a czasem nawet i meczu. Niestety, przyszło mu doświadczyć sytuacji, gdy był w polu serwisowym przy piłce setowej, lub nawet meczowej, dla jego drużyny, i gdy taką piłkę zepsuł. Niby nic poważnego, ale czasem taki jeden spieprzony serwis potrafił totalnie wytrącić z rytmu dobrze grającą do tej pory drużynę. Niby nic poważnego, a jednak set, lub nawet cały mecz, mógł być przez taki błąd przegrany... Jego koledzy z drużyny początkowo tłumaczyli mu, że to przecież nic takiego, że każdemu może się zdarzyć, ale on ich nie słuchał. Przywykli już do tego, że z większości treningów wychodził jako ostatni. I zawsze oblany potem od stóp do głów... Dobrze wiedzieli, że jedną kabinę prysznicową należy zostawić wolną, woleli bowiem nie zadzierać z wkurwionym kapitanem. A co mogło denerwować bardziej w takiej chwili, gdy się śmierdziało jak chlew, jak brak możliwości wykąpania się?... 
Pit chrzanił już wszelakie miłostki. Zrozumiał, że to nie jest dla niego. Nie będzie na siłę nikogo poszukiwać, bo to nie ma sensu. Nie zakocha się w pierwszej napotkanej dziewczynie, której nawet dobrze nie pozna. Może kiedyś w końcu szczęście się do niego uśmiechnie, a los obdaruje kobietą, z którą mógłby spędzić całe życie. Na razie miał zamiar odpocząć od związków, wyciszyć swoje życie prywatne. W końcu w ostatnim czasie miał je wyjątkowo nieustabilizowane, a na wszystkich korytarzach aż huczało o jego nieszczęsnym związku z Anką. Na całe szczęście o tym, że dwa razy przespał się z Kamilą, wiedzieli tylko nieliczni. I na szczęście nie wiedział o tym Romać, bo gdyby się dowiedział, to chyba środkowy nie wyszedłby z ich konfrontacji bez podbitego oka. Wkurwiony Szymon potrafił przypierdolić, jak każdy siatkarz zresztą. A widać było, że atakujący Cuprum Lubin totalnie ześwirował na punkcie Kamili, że była ona dla niego niezwykle ważna. Zależało mu na niej, zdecydowanie. Lecz przecież to ten sam Nowakowski kazał mu olać dziewczynę i udawać, że nic do niej nie czuje, żeby ona sama za nim zatęskniła... O ironio, ten sam, który sam z nią sypiał. Gdyby Szymuś się o tym dowiedział, z pewnością rozpętałby w Spale III wojnę światową. Co on by sobie wtedy pomyślał? Że kazał mu ją olać, żeby sam mógł ją zdobyć?... Co z tego, że tak nie było, skoro tak to wyglądało?... Wyglądało także na to, że ktoś tu niedługo będzie musiał się poważnie tłumaczyć przed atakującym, ze swoich czynów. O ile on oczywiście by się o tym wszystkim dowiedział. Jako że jednak siatkarze to były niesamowite paple, to, że któryś chlapnie nieco za dużo swoim długim jęzorem, było więcej niż pewne. Pit o tym wiedział, i już od wczoraj układał w głowie jakieś zgrabne formułki, którymi mógłby uspokoić rozjuszonego kolegę. Musiał nad takimi myśleć, bo być może tylko dzięki nim uniknie kilku liści w twarz, lub nawet i poważniejszej bijatyki... 
Sam Szymon nie był jednak święty, ale o tym nie wiedział już nikt oprócz jego samego. I jeszcze jednej osoby. Było jednak mało prawdopodobne, żeby ktokolwiek dowiedział się o tej tajemnicy zawodnika Cuprum. Nikt przecież nie nakrył go na gorącym uczynku, nikomu też nie zdradził, co mu się zdarzyło nawyczyniać parę razy. A że drugiej osoby, która o wszystkim wiedziała, nie było aktualnie w Spale... nie, ta tajemnica nie miała prawa się wydać... Nikt się nie dowie, że wtedy, w Rzymie, gdy Anka rzekomo wychodziła przejrzeć swoje notatki i dopisać nowe spostrzeżenia odnośnie każdego z chłopaków, tak naprawdę spotykała się z Romaciem. Nikt się nie dowie tego, że parę razy zdradziła swojego byłego chłopaka. Jak więc widać, ich związek naprawdę nie miał przyszłości... A czy Szymuś był bliski zdemaskowania? Owszem. Kiedy kupił kwiaty i któryś z chłopaków go na tym przyłapał, musiał zapierać się, że to dla Kamili. Albo, że dla jego matki, bo zawsze marzyła o tym, by synuś przywiózł jej kwiaty z podróży... A czy Piter o tym wszystkim wiedział? Nie. On był święcie przekonany, że Chmura naprawdę zajmowała się papierkową robotą, i nie zamierzał jej wtedy przeszkadzać. W końcu ufał jej. Szkoda, że dziewczyna zawiodła jego zaufanie. I szkoda, że przed feralną nocą spędzoną z Wojtaszkiem, ona była już przekonana, że chce zerwać ze swoją miłością, jak to wielokrotnie go wcześniej nazywała... Tak pięknie go okłamywała, gdy z nim zrywała. Wcale go nie kochała, gdy się z nim żegnała. I nie zamierzała wracać do niego. Ten rozdział w jej życiu był naprawdę skończony. Z kolei rozdział "Szymon Romać" - niekoniecznie... Dzięki jednemu potajemnemu spacerowi i kilku prezencikom, które jej wręczył, pani psycholog totalnie oszalała na jego punkcie. Wcale nie zamierzała kończyć tej znajomości. Teraz, gdy nie groziło jej zdemaskowanie, mogła wydzwaniać do niego, kiedy tylko chciała. Ona tak bardzo pragnęła być obdarowywana jakimiś pierdółkami, chociaż sama nigdy o tym nikomu nie mówiła... I miała za złe Cichemu, że ten, jej zdaniem, olewał ją i w ogóle nie dbał o ich związek. Szkoda, że nie wiedziała, jakie atrakcje on dla nich zaplanował po powrocie do kraju. Niestety, nie dowie się tego nigdy, a on musiał zweryfikować swoje plany i wszystko odwołać... Nie chciał wymyślać czegoś "ekstra" w Rzymie, bo musiał wówczas skupić się na trudnych meczach. Nie wiedział jednak, dlaczego nie zrobił nic, kiedy jeszcze byli w Spale. Tak, tego czasu żałował, bo po prostu go zmarnował...
Był pogrążony we śnie, gdy ktoś niepostrzeżenie wszedł do jego pokoju. Tego uderzenia w tył głowy jednak już z pewnością nie mógł nie odczuć...

- Ty, Ty!... Padalcu! - wrzasnął wkurwiony atakujący i wymierzył kolejnego liścia zaskoczonemu środkowemu, który dopiero co został brutalnie przebudzony i patrzył teraz na niego z wytrzeszczonymi oczami, nie wiedząc za dobrze, o co mu chodzi. Po chwili jednak wszystko sobie uświadomił. Któryś z chłopaków musiał chlapnąć nieco za dużo... 

- O co Ci chodzi? - jęknął, udając, że nie ma pojęcia, dlaczego Romać jest aż tak nabuzowany. 

- Ty dobrze wiesz, o co mi chodzi! - ryknął i spojrzał mu prosto w twarz. W oczach Cichego dostrzegł narastające przerażenie. - Dlaczego to zrobiłeś?! No, słucham?! Dlaczego wyrwałeś Kamilę, kiedy wiedziałeś, że się w niej zakochałem?! 

- Nie wyrwałem jej. - szepnął. 

- Nie?! Przecież wiem, że się z nią przespałeś! - krzyczał tak, że mógł obudzić wszystkich wokół. Ale to go nie obchodziło, zbyt bardzo był wkurzony, żeby przejmować się taką błahostką. 

- Może najpierw dowiesz się, jak było naprawdę, a nie od razu wylatujesz na mnie z oskarżeniami? - prychnął środkowy i przeczesał dłonią swoje włosy. - To nie ja ją wyrwałem. - dodał. 

- Ale się z nią przespałeś. Nie zaprzeczysz. Chyba już wszyscy o tym wiedzą. - warknął. 

- Owszem, przespałem się z nią... bo mnie do tego zmusiła. To ona mi się władowała do łóżka, ja jej do niczego nie zachęcałem. To ona wpadła jak torpeda do mojego pokoju i zaczęła mnie napastować. To ona zaczęła mnie całować i rozbierać, ja tego nie chciałem. Uległem jej dla świętego spokoju. Też byś to zrobił, jakby Cię przywiązała do łóżka i zaczęła Ci robić dobrze, bez pytania Cię o zdanie. Albo przy Twojej odmowie. - westchnął. 

- Dlaczego ona mi to robi? - ton jego głosu wyraźnie złagodniał. - Dlaczego ona boi się miłości?... 
Zrezygnowany wyszedł z pokoju środkowego. Zrozumiał, że nie powinien obwiniać go, skoro tak naprawdę to on był ofiarą napalonej Kamili. 
A że w jego głowie była już inna kobieta, no cóż. Musiał sprawiać pozory, że nadal mu zależy na Falęckiej. W innym wypadku zaczęto by podejrzewać, że znalazł sobie inną. A przecież musiał to ukrywać przed kolegami... Kiedy to się zaczęło? Jak zobaczył, że pani fotograf poszła do łóżka z Dryją. Zrobił to z zemsty, ale nie przewidział, że nieśmiała pani psycholog zawróci w jego głowie jeszcze bardziej, niż rudowłosa złośnica... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Minęło trochę czasu, gdy wszyscy już się obudzili. Jako pierwszy, jeszcze przed Szymonem, obudził się nieogarnięty Pawełek, który wyglądał na bardzo pobudzonego. Biegał jak oszalały w te i we w tę, na halę, i z powrotem. A to oznaczało tylko jedno - on coś knuł. I niewykluczone, że pozostali zawodnicy o tym wiedzieli... Ale czy Stefan o tym wiedział?... O tym, że Zatorski miał dziś urodziny - wiedział. O tym, że cała banda zaplanowała na dzisiaj wielką imprezę - już nie. Wiedział jednak jeszcze o jednym. Dzisiaj do Spały miał powrócić Zbigniew Bartman. Wprawdzie jeszcze nie mógł rozpocząć normalnych treningów, ale lekarze zezwolili mu już, by wrócił na siłownię. Bartman i Zatorski w jednym pomieszczeniu... może być ciekawie, biorąc pod uwagę, jak niepokorny przyjmujący "uwielbiał" Pawełka. Chociaż Dziku się ucieszy, że wrócił do niego jego najlepszy przyjaciel. Przez cały czas, gdy go nie było, snuł się po Spale jakiś nadąsany i rzadko szło z nim normalnie porozmawiać. Nawet Antiga miał już dosyć Miśkowego marudzenia, dlatego, pomimo tego, że Zbysiu potrafił sprawiać niemałe problemy, odetchnął z ulgą, że chociaż Kubiak się ogarnie. Skończą się więc problemy z jednym przyjmującym, a czy zaczną z drugim? Jako, że ze Zbychem wszystko było możliwe, Stefan zaopatrzył się na wszelki wypadek w pokaźny zapas melisy na uspokojenie. Wolał przygotować się na to, że Bartman mógłby próbować wyprowadzić tu kogoś z równowagi. Wprawdzie Francuz był człowiekiem nadzwyczaj spokojnym, jednak czasem nawet i on ulegał emocjom. A to zdecydowanie nie było dla niego dobre, bo do końca dnia nie mógł już wówczas się skupić na swojej pracy i jego obowiązki musiał przejmować Blain...
Wróćmy jednak do Pawełka. Biegł właśnie po ostatnią paczkę ciastek, którą miał zanieść na halę, gdy nagle stanął jak wryty przed drzwiami do ośrodka. 
ZBIGNIEW. BARTMAN. Tutaj. 
To zdecydowanie pogorszyło mu humor, bo wiedział, że może już przygotowywać się na jakieś idiotyczne docinki ze strony zawodnika Jastrzębskiego Węgla... 

- A Ty tak zawsze, czy downa masz? - przywitał go niezwykle kulturalnie. Miał tu na myśli oczywiście jego bieganie na halę i z powrotem, którego był świadkiem już od kilku minut.

- Zapomniałeś, jaki dzisiaj mamy dzień? - fuknął na niego libero. Zbychu nieco się zdziwił reakcją siatkarza, spodziewał się raczej jakiejś durnej odpowiedzi, którą Pawełek uważałby zapewne za genialną ripostę. Ewentualnie mógł otrzymać również typowe Zatorowe biadolenie, od którego brała go kurwica. 

- Słoneczny. - odpowiedział, licząc, że zgasił go tym. Nic bardziej mylnego.

- Dzisiaj są moje urodziny, ignorancie. - prychnął Zatorski, a szczęka Bartmana niemalże wylądowała na podłodze. Zatorski tak po prostu opryskliwie odpowiadał na jego zaczepki. Zero biadolenia, zero głupiego gadania. Co się stało z tym człowiekiem?... - Miło że pamiętałeś. - dodał, nie ukrywając nawet żalu, że przyjmujący nie pamiętał. Albo nie chciał pamiętać. Na ogół cała drużyna pamiętała o swoich urodzinach. Ale czy Zbychu był częścią tej drużyny?... Czy on mógł się czuć jej członkiem, skoro wszystkim lepiej było bez niego? 

- W takim razie życzę Ci wizyty u psychiatry i żebyś się leczył na nogi, bo na łeb już za późno. - rzekł z wyjątkowo wrednym uśmieszkiem wypisanym na twarzy. Nawet nie próbował być miły w stosunku do zawodnika, za którym przecież nie przepadał. 

- Dzięki, wiesz? Psychiatra właśnie wyjechał. Ale nie martw się, Tobie mogę go załatwić, mam znajomości. - burknął. 

- Ja to Ci mogę załatwić mózg na Allegro, chcesz? - warknął na niego. - Weź wyjdź w ogóle, bo jak Cię widzę, to mi się sranie cofa. - palnął. Nie chciał rozmawiać z tym dziwnym człowiekiem, zwłaszcza wtedy, gdy on zachowywał się, jakby był normalny. A przecież wszyscy wiedzieli, że nie był... 

- AAA... AAAA... A TY SIKASZ NA SIEDZĄCO! - wrzasnął Zator i trzasnął drzwiami do swojego pokoju. Zapewne zaraz przyleci Gumiasty i go opierdoli za robienie hałasu... 
A jednak. Nadal gada głupoty. Tak, to była zajebista riposta. A przynajmniej on sam tak uważał...

- Co to było?! Który to trzasnął?! - dało się słyszeć na korytarz donośny ryk Pawła Zagumnego. Wraz z nim przybiegło kilku innych siatkarzy, którzy najwyraźniej również byli zainteresowani tym, co się właśnie stało. 

- Ten palant Zatorski. - odpowiedział Bartman. 

- Palantem to jesteś tutaj tylko i wyłącznie Ty. - odrzekł Ruciak i posmyrał się po nosie, bo bardzo mu się kichać chciało. 
Pod kopułą Zbigniewa coś już zaczynało się gotować, jeszcze chwila, i mógł wybuchnąć. Nie na takie przywitanie liczył... Wtem Artur Szalpuk zrobił coś, co jeszcze bardziej mogło go rozwścieczyć... Otóż, Szalupa przyłożył swoją głowę do... jego tyłka. 

- Ej, słyszycie to?! - ryknął do wszystkich, którzy znajdowali się obok.

- Co to jest? - zapytał Wiśnia. 

- Ból dupy. - odpowiedział młody przyjmujący, a cała gromadka siatkarzy zaczęła wesoło kwikać ze śmiechu na podłodze. Żarcik ten był tak genialny, że rozśmieszył nawet Zagumnego. Nawet on zwijał się na podłodze i nie mógł powstrzymać dzikich wrzasków. 
Wszyscy jednak po chwili wstali i zwinęli się z pola widzenia rozwścieczonego Zbycha. Był on już tak wkurwiony, że w każdej chwili mógł zaczął rzucać jakimiś ciężkimi przedmiotami, lub wdać się z kimś w bójkę. Nienawistnym spojrzeniem pożegnał tą bandę. Wtem z pokoju wyszedł Zatorski. Spojrzał na przyjmującego... i przeraził się nie na żarty...

- No co się tak gapisz?! - wrzasnął na niego. - Spierdalaj za nimi! W podskokach! - libero posłusznie wykonał jego rozkaz, uprzednio zabierając ze swojego pokoju radio. Skierował się w stronę hali, gdzie byli już praktycznie wszyscy. Oprócz Bartmana, oczywiście. Jednak i on po chwili dotarł na miejsce.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Na środku boiska stał gigantyczny stół z równie wielkim tortem. Zati nie spodziewał się, że jego koledzy jednak postanowią świętować jego urodziny. Tych balonów wiszących w całej hali, też się nie spodziewał.

- O jezu - jęknął zaskoczony. 

- Nie po imieniu, bo się zarumienię. - zachichotał Pit, wprawiając wszystkich w wyjątkowo dobry nastrój. Nawet Romacia. Najwyraźniej gniew na środkowego już mu przeszedł po tej ich porannej rozmowie. 

- I co teraz będziemy robić? - zapytał Zupcia.

- Pawełku, zdmuchnij świeczuszki, sama je wybierałam dla Ciebie. - uśmiechnęła się do niego słodko Dagmara. Zator z radością wykonał jej polecenie. 

- Chłopaki, pokrójcie tort na w miarę równe części, a ja dokończę dmuchać te balony, dobrze? - odezwała się siedząca w kącie Kamila. 

- Jasne. - uśmiechnął się Dżony. - Kto chce kroić? 

- Ja odpadam. - zaśmiał się Bociuś. - Jak ja bym to kroił, to te kawałki byłyby bardziej krzywe, niż Krzywa Wieża w Piździe. 

- W Pizie, Bociuś. - zachichotała Falęcka. 

- A co ja powiedziałem? - zapytał. 

- Nieważne. - uśmiechnęła się.

- KRZYWA WIEŻA W PIŹDZIE, AHAHAHAHAH! - czy już kiedyś wspominałam, że Piotr Hain miał wyjątkowo opóźnione reakcje?... Nie? No to teraz o tym wspominam. 

- Teraz już chyba wiesz, co powiedziałeś. - Winiar puścił swój popisowy uśmieszek. 

- Taak, teraz już wiem. - śmiał się Bociek. - Ale ja jestem głupi, nie? - dodał.

- Są głupsi. - odparł Woicki, wymownie patrząc się na kilku siatkarzy. 

- Dobra, składamy życzenia i źremy tego torta, bo głodny już jestem i bym go sobie opierdolił! - odezwała się wiecznie nienażarta morda Grzegorza Łomacza. 

- A ten ciągle o żarciu... - pokręcił głową Igła. - Gregor, jak tak bardzo lubisz żarcie, to może ja Cię do jakiegoś programu kulinarnego zapiszę? 

- Ej! Ja się nie zgadzam! Nie będzie mi zabierał fuchy! - fuknął Mały. - A wiecie co? Zapisałem się do Masterchefa. - rzekł niesamowicie dumny z siebie. 

- Brawo. Wierzę, że nikogo nie otrujesz. - powiedział Karol, przekąszając właśnie jakieś ciasteczko. 

- Najpierw życzenia, potem żarcie! - opierniczył go Pit, widząc, że Kłos złamał niepisane zasady, jakie istniały w drużynie. Wiadome było bowiem, że jak siatkarze zaczną ucztę, to nic by ich nie zmusiło do złożenia życzeń, a tym samym oderwania się od jedzenia. I nie miałoby tu znaczenia, kto by miał urodziny. Nie i już. 

- A, tak. Przepraszam, panie kapitanie. - zwiesił głowę środkowy z Bełchatowa. - To się już nie powtórzy.

- Mam taką nadzieję. - rzekł Nowakowski. - Nowakowski, ja widzę, że Ty sobie wpierdalasz chipsy tam w kącie! - wrzasnął, a Dżony aż podskoczył w miejscu ze strachu.

- Piotrek, dlaczego wrzeszczysz sam na siebie? - spytał Zatorski.

- On nie wrzeszczy sam na siebie. - westchnął Mariusz i przywalił sobie facepalm'a. Po nim jego gest powtórzyła większość siatkarzy.

- Nie? A na kogo? - zastanawiał się libero.

- Na Dżonego... - westchnął Dryja. 

- A, no tak! Bo on ma przecież to samo nazwisko. - uśmiechnął się. 
Facepalmy całej grupy skwitowały tę rozmowę. 
Impreza nie była zbyt wybuchowa, siatkarze nie pili jak głupi, nie wywijali też tyłkami na wszystkie strony, jak to było w przypadku pamiętnej biby urodzinowej Krzysia Ignaczaka. No cóż, trudno gibać się przy Bogurodzicy i innych tego typu hitach. Niestety, Zatorski popełnił jeden, kluczowy błąd. Powierzył bycie DJ'em Możdżonowi... A wiadomo, że Drzewo uwielbia spokojne utwory. Nic więc dziwnego, że z głośników leciała właśnie Bogurodzica. Albo chorał gregoriański. 

- Ej, a chorał gregoriański to ma coś wspólnego z Tobą, Gregor? Ty go wymyśliłeś? - palnął Pawełek. 

- Tak, oczywiście, bo ja żyłem ponad tysiąc lat temu, masz rację. - zironizował rozgrywający.

- O kurwa, Gregor, to Ty stary jesteś! I jeszcze żyjesz?! To ile Ty masz lat?! - ryknął zdumiony siatkarz.

- Pawełku... - podszedł do niego Pit. - Wszystkiego Najlepszego, drogie Dziecko Słońca. Zdrowia, szczęścia i pomyślności życzę. - przytulił go. - I odnalezienia mózgu, bo bez tego to się chyba nie obędzie. - cmoknął go w czółeczko. Musiał jakoś przerwać tą debilną rozmowę. Tymczasem jego koledzy planowali kolejne prowokacje, mające na celu wydobyć bekę z Zatora. 

- Niech na Allegro go sobie kupi. - zachichotał Krzyś Ignaczak. 

- Na Allegro jest za drogo. - westchnął Wojtaszek.

- Alledrogo. On ma rację. - pokręcił głową Żurek.

- To na E - Bay'u. - wzruszył ramionami Winiar.

- Albo na Gumtree. - dodał Wlazły.

- Ja to chyba wolę Olx.pl. - powiedział Ptaszysko.

- Byle gdzie, byle go kupił. - podsumował Dziku. - Bo chyba mu wyparował.

- I co ja mam teraz zrobić, skoro mózg mi wyparował?! - wrzasnął Pawełek. - O jezu, a podobno bez mózgu nie da się żyć! Ej, chłopaki! Czy ja jeszcze żyję?! A może ja już nie żyję?! - zaczął biadolić, co spotkało się z głośnym prychnięciem Zbycha Bartmana, kilkunastoma facepalm'ami, zgonowaniem na podłodze i kręceniem głowami z niedowierzaniem na wszystkie strony. 

- Wypijmy toast za jego głupotę. - zaproponował Muzaj.
Długo tych pijaczyn nie trzeba było namawiać do tego, by zatopili usta w złocistym trunku... 

- Ej, a ja mogę pić za samego siebie? - zapytał Zati. 

- Buehhehehehe, Ty to jesteś naprawdę bekowy, Pawełek. - zarżał Karollo.

- No. Jest Pawełek, jest beka w chuj. - potwierdził Szymek. 

- No Pawełek, no fun. - zaśmiał się Dawidzio.

- On nie jest bekowy, on jest istną Krainą Beki. - zauważył Szalpuk.

- Hehe. Kiedyś w książce była Alicja z Krainy Czarów. - wyszczerzył się Gregor.

- I Czarnoksiężnik z Krainy OZ. - dodał Ruciak.

- A my mamy w Spale Pawełka z Krainy Beki. - podsumował Janek. 

- Aa jaa kim jestem? - wtrącił się Hainek.

- A Ty jesteś Piotruś z Centrum Hujozy. - zarechotał Dzik.

- Bułgarskiego. - dopowiedział Bartman.

- A czemu nie rumuńskiego? - zapytał środkowy.

- Żebyś się głupio pytał. - odburknął Andrzej.

- Bo Ahmed tak chciał. - wzruszył ramionami Mika.

- Rumunia to przeżytek. - westchnął Bołądź.

- No, nie jest już na topie. - potwierdził Żygadło.

- Nie to, co Bangladesz. - zachichotał Zupa.

- Bangladeszańskie Centrum Hujozy. Brzmi uroczo. - cmoknął w powietrze Kosinka.

- Kambodżańskie. - bąknął nieśmiało Mały.

- Co? - jęknął zdezorientowany Kosok.

- No Kambodża jest jeszcze bardziej chujowa, niż Bangladesz. - odpowiedział Wojtaszek.

- No chyba nie. - zaprotestował czarnowłosy środkowy.

- No chyba tak. - odrzekł libero.

- No chyba Cię pojebało, chłopczyku. - przewrócił oczami.

- No chyba nie, dziewczynko. - zaśmiał się.

- Spokój, dzieci. - westchnął Guma. - Kurwa, jak w piaskownicy. Banda bachorów.

- I stary zgred, co ich pilnuje. - wyrwało się Łomaczowi. Oj, mógł tego nie mówić. Zagumny miał ochotę zamordować go wzrokiem...
Pozostali to zauważyli, więc szybko wrócili do dręczenia Zatora... 

- Zatorski, bo Ty podobno lubisz i znasz bajki, nie? - zaczął Fabian. 

- Mhm. - mruknął lakonicznie.

- O, o, a kojarzysz bajkę o Tymitunie? - podchwycił temat Ziomek.

- Nie, tej akurat nie kojarzę. - westchnął.

- A chcesz ją poznać? - zapytał Wrona.

- Bardzo chętnie. - uśmiechnął się Zati.

- Bajka o Tymitunie: Ty mi tu nie pierdol. - wyjaśnił mu Konan. 

- Bajka o Konarze: nigdy nie zapłonął. - zarechotał złośliwie Iceman. 

- Ta Pitowa bajka była lepsza, sorry, Makak. - zaśmiał się Ignaczak. Coś ten Igła ostatnio był wyjątkowo zgodny ze środkowym. I szlajał się bardzo blisko niego. Czyżby oficjalnie nowy bromans? Nikt nie wiedział o tym, prawdopodobnie nawet sam Nowakowski, ale stawał się on dla Krzysia coraz bliższy. Sam libero nigdy nie przypuszczał, że to właśnie środkowy będzie kiedyś jego najlepszym przyjacielem. A jednak. Ten sam nieśmiały chłopak, który kiedyś bał się usiąść w szatni wśród pozostałych, gdy przybył na swoje pierwsze zgrupowanie reprezentacji. Ile to już lat minęło... Chociaż różniło ich prawie dziesięć lat w metryce, rozumieli się ostatnio praktycznie bez słów, i coraz więcej czasu spędzali ze sobą. Teraz Kurek i Kosok mieli godnego rywala. Co ten Pit miał w sobie takiego, że wszyscy lepili się do niego, jak muchy do gówna?... Co zobaczył w nim nagle Ignaczak, że blondyn stał mu się taki bliski?... Arka Gołasia. A może raczej kogoś niezwykle podobnego do niego. Od zawsze przecież gadano, że Nowakowski to drugi Gołaś, jeśli chodzi o grę. Wygląda na to, że jeśli chodzi o sprawy pozaboiskowe, Krzyś także dostrzegł kilka podobieństw między nimi... 
Ale my tu gadu gadu o bromansie, a impreza trwała dalej. Nikt nie zwracał uwagi na sfochanego Konarskiego, którego najwyraźniej bardzo dotknęła ta uwaga, jakoby nigdy nie mógł zapłonąć. On jeszcze wszystkim udowodni, że to nieprawda!...
Ale najpierw tak z trzydzieści razy dostanie czapę, gdy będzie walił na oślep w środek bloku.... 

- A ja to bym sobie zrobił striptiz na stole. - palnął nagle Mały Maciek.

- A ja to bym Cię jebnął w ten głupi łeb, co byś nie miał takich pomysłów. - westchnął Zagumny. 

- A ja to bym sobie poprzerzucał trochę moją sztangę. - uśmiechnął się Bocian i poleciał do swojego pokoju po swoje ukochane cudo, z którym się niemal nie rozstawał. - No, teraz już lepiej. Malutka moja. Nie mogłem Cię tam zostawić. - rzekł słodkim głosem, przytulając swoją ukochaną "zabawkę". 

- A ja to bym sobie opierdolił tego torta. - trwał przy swoim Łomacz. 

- Teraz już możesz. - Bołądź przymknął oczy i pokręcił głową. Współczuł Grzesiowi jego głupoty. Jednocześnie sam dziękował Bogu za to, że on takową nie został obdarowany. Chyba by nie wyrobił, gdyby był tak durny, jak pocieszny sypacz... 

- Mogę?! Super! - ryknął i rzucił się natychmiast na kawałek ciasta, który wchłonął nieomal z prędkością światła. - A wasze kawałki też mogę? - zapytał.

- Nie! - wrzasnął Rudy Kojot i natychmiast zabrał mu sprzed nosa talerzyk ze swoim kawałkiem tortu. Nie mógł pozwolić na to, by ktoś mu go tak po prostu zeżarł. Co z tego, że on sam nie był teraz głodny, nikt nie miał prawa jeść JEGO kawałka tortu. 

- Jądelka mnie bolą. - palnął nagle Buszek.

- Gacie Cię cisną? - westchnął Ferens.

- Tloszeczkę. - odpowiedział przyjmujący.

- To je sobie popraw. - westchnął Siurak. Buszu zrobił tak, jak doradził mu jego kolega, i, o dziwo, ból przeszedł.

- Bartek, jesteś cudotwórcą. - zaśmiał się Mikuś. 

- To nie ja, to moja Schauma. - zarechotał.

- A pożyczysz mi ją kiedyś? - zaśmiał się Włodi.

- Nie pożyczy Ci. - wtrącił się Grześ Kosok.

- A to niby dlaczego? - zdziwił się przyjmujący.

- Bo to moja Schauma, ten gnom ją tylko ode mnie czasem pożycza. - rzekł Piter i niczym obrażone dziecko, skrzyżował ręce. 

- Piotruuś? - szepnął nieśmiale Grzesiek.

- Tak, Grzesiu? - uśmiechnął się słodko.

- Bo ja też ją czasem pożyczam... - bąknął. 

- Zajebiście. To już wiem, dlaczego ostatnia tak szybko mi się skończyła. Pewnie pół drużyny jej używa. - pokręcił głową. 

- Na moje oko to tak raczej z trzy czwarte będzie. - zachichotał Wiśnia. 

- A nie możecie kupić sobie własnych szamponów? - jęknął.
Cisza. Najwyraźniej nie mogą. 

________________________________________________________

Uff, w końcu udało się coś napisać. Zaraz zaczyna się sesja, a więc już zupełnie nie miałabym czasu na pisanie...
Tak, wiem, namieszałam konkretnie. Do tej pory przecież wszystkim wydawało się, że Anka jest kobietą idealną, uczciwą i w ogóle naj, że można o niej mówić w samych superlatywach. Jak widać, to nie jest prawda. 
Teraz można się zastanawiać, czy gdyby naprawdę kochała Pita, dopuściłaby do rozpadu ich związku...
A czy środkowy się dowie, że jego była robiła go w konia?
Czy ktoś się dowie o tym, że Szymon nie był święty?

W końcu wrócił Zbysiu Bartman. Na razie rozpoczął od kłótni z Zatorem, ale spokojnie, on jeszcze pokaże, na co go stać. Pokorny Zbychu to nie Zbychu, więc on coś tu jeszcze zwojuje. Ale co? Nie wiem. Się zobaczy. ;) 
Zobaczymy, jak długo on sam wytrzyma ze swoimi kolegami bez pożarcia się z jeszcze którymś z nich. Przywitanie było dość chłodne, ale chyba innego nie mógł się spodziewać... 

A jak już o Zatorze mowa... długo udawało mu się udawać mądrego, prawda? W końcu jednak prawdziwa natura Pawełka Zatorskiego zatryumfowała. Zator bez złotej myśli to nie Zator. A Zator z kilkoma złotymi myślami, to Zator w wyjątkowo dobrej formie. 

Sovia wraca do formy, co cholernie cieszy. Już niedługo przeskoczy Skrę i wygodnie rozsiądzie się na miejscu gwarantującym awans do finału PlusLigi. :D 
A że pewni kontuzjowani zawodnicy powoli zaczynają wznawiać już treningi... to może być tylko lepiej. :) 
No i sprytnie to sobie wymyślili, zagrali tylko pięć meczów, a już mają awans do Final Four Ligi Misztrzów. Skubańce. :D 

W Berlinie awansować się nie udało, ale w Japonii to już chyba nie może się nie udać... Miejmy nadzieję, że pojedzie tam ogarnięty skład, taki, gdzie naprawdę każdy zawodnik jest w formie. 
A nie, że jadą kolesie, którzy nie umieją zdobyć punktu blokiem w trzech kolejnych meczach, a są środkowymi... 
A nie, że jedzie Konan, który gra na unikatowej pozycji Zablokowany...

Przepraszam za zaniedbanie blogów, które obserwuję. Obiecuję, że po południu na nie zajrzę. :) 

A teraz idę spać. Dobranoc wszystkim. :* 

P.S. Ale z tym bromansem, który opisałam, to chyba serio jest coś na rzeczy, nie? Ktoś też to zauważył? Najpierw Igła słodził mu w felietonie, że nie ma lepszego od niego, potem razem jakieś balety, wspólne wypady na mecze szczypiornistów... 
Czyżby idealny związek z Siuraczkiem przeszedł do historii? 

4 komentarze:

  1. Niby z Zatora Dziecko Słońca, ale przebłyski też mu się zdarzają. Zbysia dissował elegancko. Oczywiście do pewnego momentu :D Na urodzinach znów przeszedł samego siebie w kwestii totalnego nieogaru, ale w końcu takiego Pawełka znamy i kochamy. A życie bez mózgu jest jak najbardziej możliwe, o czym każdego dnia możemy przekonać się na przykładzie szafiarek. Pustostan pod kopułą, twarze nieskalane myślą, a chodzą sobie po świecie i mają się całkiem dobrze, o.
    Bartman wrócił i już robi to, co wychodzi mu najlepiej, czyli psuje atmosferę :P Zbysiu, może skoczyć Ci do apteki po maść na ból pewnej części ciała? No właśnie, jeśli już mowa o ZB9(11), to może masz jakiś patent na to jak "zepsuć" tego bohatera? Bo kurczę, u mnie jakiś taki nieswój ostatnio i przez to trudno mi będzie ruszyć dalej :D Zbych musi być niegrzeczny, bo traci rezon!
    Aż trudno uwierzyć, że Anka w rzeczywistości jest taka "zepsuta". Gra na dwa fronty? Nieszczerość uczuć? Kto by pomyślał... Psycholożka ma swoje za uszami i nawet gdyby zestawić ją z Falęcką, ta druga wypadłaby nieco lepiej, co do tej pory było nie do pomyślenia. Kamila przynajmniej nie ukrywa na ogół swoich prawdziwych zamiarów, natomiast Anka... no cóż, okazała się fałszywa.
    Jak dobrze, że w kadrze jest Guma, bo ktoś musi studzić zapędy tej bandy. Cóż za żłoby niewychowane! :D
    Sezon wkracza w decydującą fazę, to i Sovia powoli zaczyna się ogarniać. Oby tak do końca!
    Pozdrawiam :* I powodzenia w trakcie sesji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, Zatorowi zdarzają się przebłyski. Pewnie z raz na rok, ale jednak. :D
      E, jak ktoś nie ma mózgu, to znaczy, że jest meduzą. Tak przecież twierdzi Hainek.

      Hehe, no Zbysiu to zawsze jest pierwszy do psucia atmosfery. I jeszcze pewnie troszkę ją popsuje.
      A maść mu się przyda. :D

      No, wyszło szydło z worka, Anka wcale nie jest idealna. A dlaczego? A to się kiedyś wyjaśni... Ta sytuacja z laskami jest bardzo skomplikowana, i nie wiem, jak ją rozwiążę. :P

      #GoSovia #GoPiter
      Skoro Hainek już wrócił do gry, to nasza gwiazda też wkrótce to zrobi. ^^
      A nie, że kurde Szwendro pierdoli, że ma sezon z głowy. No lol, ja się nie zdziwię, jak jeszcze w tym miesiącu będzie wielki powrót.

      Ja też pozdrawiam. :*
      A sesja szkoda gadać. Dobiła mnie dzisiaj babka pierwszym egzaminem, czyli hiszpańskim...

      Usuń
  2. Jeezu, aż mi szkoda Pita, Anka zachowała się bardzo nie po Hutosiowemu. (wpisz, oglądnij, nie zrozum nic z tej bajki)
    Krzywa wieża w piździe rozwaliła system xd
    O Jezu Jezu, co by tu jeszcze napisać...... o, powiem tyle, rozdział zajebisty.
    Nie umiem pisać komentarzy, wybacz ;(
    Jakbyś chciała i miała ochotę i czas - wbijaj do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie umiem pisać komentarzy :)

      A Piotrusia to chyba każdemu jest szkoda :(
      Niech on już wraca, no kurwa...

      Pozdrawiam. :*

      Usuń