18.12.2014

IX. "Szanowne panie proszone są o... wypierdalanie stąd w trybie natychmiastowym, póki jeszcze panie żyją."

21.05.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Anka nie wiedziała, kto znajduje się w którym pokoju. Odkąd ze względu na dziwaczne zachowanie zawodników, oddzielono ich od siebie i ulokowano osobno, chyba nawet część siatkarzy nie wiedziała, gdzie zakwaterowani zostali ich koledzy. Zbyt ryzykownym posunięciem byłoby jednak, gdyby kazano im spać dwójkami. Każdy, dosłownie każdy zawodnik po ogłupieniu przez Sędziwirskiego, zaczął wyprawiać niemożliwe rzeczy. I tak oto w kadrze pojawili się między innymi psychiczny zboczeniec, alkoholik, wiecznie marudny kompleksiarz czy gość, któremu wydaje się, że jest małpą. A ona, biedna Anka, miała zająć się tym wszystkim. Miała dokładnie zapoznać się z każdym przypadkiem i wprowadzić indywidualny tok leczenia umysłowego dla każdego z zawodników. Nieco przestraszona Ania zapukała do pierwszych, lepszych drzwi. Nie miała pojęcia, kogo tam zobaczy. Spodziewała się praktycznie wszystkiego. No, może prawie wszystkiego. Bo tego, co ujrzała, na pewno nie...
Drzwi otworzyła jej bowiem niewielka, nawet całkiem ładna dziewczyna. Miała duże, brązowe oczy i rude włosy sięgające jej do ramion. Wydawała się być całkiem bystrą, sympatyczną osobą. Mimo tego, jej widok poważnie rozeźlił Ankę. Ruda była bowiem niemal zupełnie nieodziana w nic. Nagie ciało zawinęła w ręcznik - i to była całość jej ubrania. Anna wiedziała już, że któryś z siatkarzy przed chwilą nieźle się zabawiał. A być może nadal to robi, do uszu dziewczyny dobiegły bowiem dość głośne, przeciągłe jęki. Ale skoro Ruda jest tutaj, to kto jest tam? Czyżby ktoś zorganizował sobie trójkącik?...
Oj, Aniu. Żeby to tylko był trójkącik, to byłoby wtedy naprawdę dobrze...
Dziwaczne dźwięki stawały się coraz głośniejsze, można więc z tego wywnioskować, że zabawa się rozkręcała. Nie wiadomo było tylko, kto tak świetnie się relaksował. Do coraz bardziej natarczywych, kobiecych jęków doszło teraz także i sapanie. Z minuty na minutę kakofonia dźwięków stawała się coraz bardziej różnorodna. Piski, jęki, wrzaski, stękanie, sapanie... Jasne było, co tam się wyprawia. Zastanawiające było tylko to, że natężenie kobiecych wrzasków wskazywało na to, że jest ich tam... kilka. Któż to taki niewyżyty sprowadził sobie do pokoju cały harem? A w ogóle, kto mu, do cholery, na to pozwolił?!

- Cześć, Dalia jestem, a Ty? - wypaliła tamta.


- Anka. - burknęła Chmura od niechcenia.

- Ty też przyszłaś się zabawić? - Anna była zdumiona tym pytaniem...

- Co tu się wyprawia? - zapytała, w miarę spokojnym głosem, licząc na to, że Ruda jej wszystko wyjaśni. Miała nadzieję, że reszta tych dziewczyn była chociaż ładna i posiadała choćby cząsteczkę mózgu. Nie zniosłaby bowiem widoku któregokolwiek z kadrowiczów, otoczonego wianuszkiem tępych dzid, które to tylko myślały, jakby tu takiemu wskoczyć pod kołderkę. Jedno było pewne - tajemniczemu siatkarzowi było naprawdę dobrze. Również odgłosy wydawane przez niego stawały się coraz głośniejsze.

- Kolega Nas zaprosił, więc przyszłyśmy mu trochę potowarzyszyć. Wypiliśmy parę piw i zaczęła się imprezka - zaczęła nagle sypać Ruda. Tak naprawdę, to Ania zupełnie nie spodziewała się tego, że otrzyma jakiekolwiek informacje. Proszę, proszę, cóż za niespodzianka. Kolejna miała nastąpić za chwilę...

- Przyszłyście? To znaczy? Ile Twoich koleżanek zabawia się teraz z Twoim kolegą? I kim on jest? Czy on zdaje sobie sprawę z tego, że jutro będzie musiał grać w siatkówkę? - Anka sypała pytaniami jak z armaty. Jedno za drugim. Nie dawała Rudej czasu do zastanowienia się nad odpowiedziami. Ta jednak wciąż rozanielona, spokojnie wysłuchała całego "wykładu" pani psychiatry.

- No, przyszłyśmy. Do kolegi. Moja koleżanka jakimś cudem wlazła tu, do ośrodka, potem jemu do pokoju, a on powiedział, żeby przyprowadziła ze sobą parę znajomych, to sobie jakieś filmy pooglądamy, czy coś. Łącznie ze mną jest nas sześć. - Chmura zamarła. A więc tutaj wyczynia się po prostu jakaś orgia. Oj, trzeba to ukrócić jak najszybciej.

- PAAAAAWEEEEŁKUUUUUU! - kwiknęła jedna z tych dziewczyneczek, które zabawiały się z kimś w łóżku. Zaraz, zaraz... Pawełek?! ZATORSKI?! No bo przecież na pewno nie Guma. Nie, takich myśli w ogóle nie można było dopuszczać do głowy. Ale że Zatorski?! Nie, to się wydaje być zbyt nieprawdopodobne. To nie może być Zati. Tej dziewczynie coś się musiało pomylić, tak, na pewno coś jej się pomyliło. Przecież na Zatorskiego żadne laski nie lecą, sorry, urody to on nie ma. Jedno jest pewne, ten gość NIE ma na imię Paweł. Skoro nie Paweł... to kto?...
Anna zaraz miała się przekonać, kim jest ów tajemniczy gość. To, co miała zobaczyć zdecydowanie zmieni jej pogląd o tym człowieku o 180 stopni. Zaczęła się domyślać, gdy po raz pierwszy usłyszała tajemniczego napaleńca. Wybąkał tylko do jednej z tych lasek "Byłaś cudowna". Ale ten głos... Przecież on brzmiał zupełnie jak... Nie, znowu coś się tej Ance przysłyszało. Musiało jej się to przysłyszeć, bo to przecież niemożliwe, żeby akurat ON miał wyprawiać coś takiego...

- Mów, kto to jest, bo zaraz zwariuję. - rozkazała szybko Dalii. Ta chyba nieco się wahała, czy na pewno ma to powiedzieć. A może inaczej, ona zastanawiała się, jak ubrać to odpowiednio w słowa.

- Nooo... powiedziałam, że nasz kolega... - szepnęła niewyraźnie.

- A Wasz kolega ma jakieś imię? - niewzruszona Anka postanowiła dogłębnie drążyć temat. Nie przestanie, dopóki nie zorientuje się, który z chłopaków zapewne miał w zamiarze zakłócać dziś ciszę nocną.

- Noo, ma. - cóż za lakoniczna odpowiedź.

- Słucham?

- Ale że co? - oj, Ruda, Ruda, a Anka miała Cię za inteligentną...

- No pytam się, jak ma na imię Wasz kolega. - syknęła nieco zniecierpliwiona już Chmura.

- Paweł... - zaczęła dziewczyna. I pani psychiatra już miała jej przerwać i wyśmiać ją, że nie wie nawet, jak na imię ma jeden z polskich siatkarzy, kiedy ta powiedziała coś, co zupełnie zbiło wścibską Annę z tropu - ...a przynajmniej on twierdzi, że ma tak na imię. Mnie się wydaje, że on się inaczej nazywał, ale nie interesuję się zbytnio siatkówką, więc nie jestem pewna... - spuściła głowę. Było jej wstyd, że tak naprawdę nie wie, z kim się przed chwilą pieprzyła w tamtym pokoju. Ale jak to, on twierdził, że na imię ma Paweł?... O co tu do cholery chodzi, co tu się wyprawiało?... To wszystko było bardzo, bardzo dziwne... Trzeba to zbadać. Dogłębnie.

- Pora na wjazd... - westchnęła Ania i zaczęła się zastanawiać, w jaki sposób dać do zrozumienia tym wszystkim paniusiom, że mają opuścić pokój, w którym znajdował się siatkarz. - Raz kozie śmierć, spróbujmy po dobroci - mruknęła i weszła do pokoju...

"I gotta I gotta I gotta I gotta I gotta I gotta
PSYCHOSIS
I'm going mental, I'm stuck in the melody
Call me instrumental, hip hop felony
Down with the gentle, gotta analyze what I've been through
 
FUCK YOU"

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
 

To, co tam zobaczyła... Nie, tego nie szło normalnie opisać, bo to normalne nie było. W rogu pokoju stało wielkie łóżko. A na nim leżało pięć całkowicie nagich kobiet. I ON. Jedynie biodra przykrył swoją kołdrą. Zabawiali się wręcz wybornie. Pierwsza z paniusi, blondyna o długich, delikatnie falowanych włosach, co chwilę całowała go w policzek, kolejna, brunetka, okupowała zachłannie jego usta. Trzecia była szatynką, przymilała się do idealnie wyrzeźbionego torsu sportowca, na którego widok Anka aż zaczęła się ślinić. STOP, Anka. Ty masz wypierdolić stąd na zbity pysk te pieprzone hotki, a nie sama zamieniać się w jedną z nich... Czwarta, o włosach długich, prostych i czarnych jak atrament, masowała mu plecy. A piąta... No cóż, piąta, naprawdę ładna dziewczyna o lekko falowanych włosach w kolorze platynowego blondu, w tej chwili miała go w sobie. A on cmokał wszystkie po kolei po ich rozpalonych ciałach, co chwilę sprawiając, że któraś zaczęła kwikać z podniecenia. Taki to burdel sobie tutaj zorganizował, zboczeniec jeden. Zaraz, zaraz, jaki znowu zboczeniec? Że niby ON ma być zboczeńcem?...

Nie, Anna wkurwiła się niemożliwie, gdy widziała całą tą scenę i nie potrafiła już się uspokoić. Całą planowaną uprzejmość szlag trafił.

- Ekhem. - chrząknęła głośno, a cała szóstka natychmiast oderwała się od siebie. Super, to oni nawet nie wiedzą, że ktoś w każdej chwili może tu wejść i ich nakryć na gorącym uczynku? Bezwstydnicy jedni. - Szanowne panie proszone są o... wypierdalanie stąd w trybie natychmiastowym, póki jeszcze panie żyją. W każdej chwili mogę bowiem panie zajebać. A chyba by tego panie nie chciały, prawda? Więc zjeżdżać mi stąd, ale już! Paszoł won, i niech Was tu więcej nie widzę! - ryknęła. Nie wytrzymała, musiała dać upust swoim emocjom. - A z panem kochasiem, to ja sobie muszę przeprowadzić długą i poważną rozmowę. - wskazała znacząco na Niego.
Poczekała chwilę, aż cizie się ubrały i opuściły pokój siatkarza. Zamknęła drzwi na klucz. Zostali sam na sam, a ona nie chciała, by ktoś podsłuchiwał ich rozmowę. O ile on w ogóle będzie chciał z nią rozmawiać, bo na to się chyba nie zanosiło.

- No, no, no, ale z Ciebie sunia. - wypalił nagle. Że co przepraszam bardzo?! Kto z niej jest? Czy naprawdę ON wypowiedział takie słowa? Nie, to chyba niemożliwe...

- Przepraszam najmocniej, kto ze mnie jest? Bo się chyba przesłyszałam.

- Śliczna sunia. I w dodatku taka ostra, z pazurkiem. Taka, jakie lubię najbardziej. Ja rozumiem, że nie chciałaś, żeby ktoś nam przeszkadzał, jak będziemy zaraz krzyczeć z rozkoszy, ale mogłaś być trochę milsza dla tych dziewczyn. Naprawdę. Mogłaś grzeczniej je stąd wyprosić. - halo, halo, ziemia do Nowakowskiego. Nowakowski, słyszysz? Odbiór. Odbiór...


- Ja przepraszam, ale ja, jako psychiatra, to przyszłam tu poważnie porozmawiać, a nie zabawiać się z Tobą po nocach. I proszę wyrażać się, nie jestem byle dziwką z burdelu, która za komplement uzna, gdy ktoś nazwie ją suką. - Chmura była naprawdę zdumiona zachowaniem siatkarza. Odniosła wrażenie, że rozmawia z jakimś wyjątkowo napalonym wcieleniem Bartmana, a nie z nim. Nie z Cichym. Nie, to pseudo już zupełnie do niego nie pasowało. Cichociemny? To i owszem.

- Oj no weź, malutka, mi odmawiasz? Mi? Naprawdę? Ranisz, wiesz?... I tak będziesz moja. - mruknął, puścił do niej zalotnie oczko i przysunął się bliżej niej. - A tak w sumie, to o czym Ty chcesz rozmawiać, hę? - złapał ją za udo i zaczął całować po szyi. Anna wzdrygnęła się na te czułości i chyba tylko cudem powstrzymała się przed strzeleniem go w pysk i ucieknięciem z wrzaskiem z tego pokoju.

- O Tobie, Nowakowski. I nie przymilaj mi się tu, nie próbuj swoich sztuczek, bo to będzie bardzo poważna i niekoniecznie przyjemna rozmowa. - zaczęła. On jednak natychmiast jej przerwał.

- Nowakowski? Kto to? Nie znam żadnego Nowakowskiego. - stwierdził, po czym jego ręka znalazła się pod jej bluzką. Przywaliła mu po tej łapie. Dopóki sprawa się nie wyjaśni, żadnego macania nie będzie.

- Jak to nie znasz? To kim Ty w takim razie jesteś?... - zapytała będąc wyraźnie zdezorientowaną tym, co usłyszała przed chwilą od Pitera. Nie spodziewała się zupełnie tego, że zaraz usłyszy coś jeszcze bardziej szokującego...

- Kowalskiowski. Paweł Kowalskiowski - powiedział, jakby to było czymś najbardziej na świecie oczywistym. A przecież nie było.

- Że co?! Kto Ci takich głupot naopowiadał?! Co Ty sobie wbiłeś do tego durnego łba?! - musiała wyciągnąć od niego możliwie jak najwięcej informacji. Co mu się stało, że uważa się za kogoś, kim nie jest?

- Wiesz, to długa historia. I w sumie, to nie wiem już za bardzo, co jest prawdą... - chyba chciał uniknąć rozmowy. O nie, nic z tego.

- Chętnie wysłucham, mam dużo czasu. - uśmiechnęła się do niego. Chciała dodać mu otuchy, bo widziała, że jest mu ciężko. Że jakieś tysiące myśli kotłują mu się teraz w głowie. - A tak w ogóle, to Anka jestem. Anka Chmura.

- Tak więc, Aniu...

- Nie zaczyna się zdania od "tak więc" - wytknęła mu język. Jakoś tak nagle nabrała ochoty na drobne posprzeczanie się z nieogarniętym środkowym.

- Cicho siedź! - syknął poirytowany tym, że ktoś przerwał mu jego wypowiedź. Po chwili zorientował się, że zachował się trochę niegrzecznie, że nie powinien tak potraktować Anki. Dał jej buziaka prosto w czółko. - Przepraszam, poniosło mnie trochę... Wracając do tego wszystkiego, to się to stało parę dni temu. W sumie, to za dużo nie pamiętam. Patrzyłem sobie, jak koledzy odbijają piłkę do siatkówki i nagle jak coś nie pierdolnęło... W tym takim wielkim, trochę takim okrągłym, tym, no...

- Spodku?

- Właśnie, we Spodku! Jakiś wybuch był, czy coś. Szlajaliśmy się bez celu po ulicach, aż w końcu ktoś stwierdził, że jesteśmy niebezpieczni dla otoczenia. Przyszło jakichś paru gości, wzięli nas, zawieźli gdzieś, nie wiem nawet gdzie. Mówiono na to "szpital psychiatryczny". Jedyne co z tego miejsca pamiętam to te białe ściany, wszędzie te kurewskie białe ściany i te ogromne, puste przestrzenie. - westchnął głęboko, po czym już miał kontynuować swą opowieść, gdy znów przerwała mu Chmura.

- Byliście w psychiatryku?!

- No, na to wychodzi, że chyba tak. Tak, chyba tak, raczej chyba na pewno tak, chyba byliśmy, tak, na pewno byliśmy. - bełkotał jak potłuczony. - I potem pojawił się ten taki ziom, ale on, kurwa, miał jakieś takie totalnie pojebane imię i nazwisko.. Abraham chyba. - podrapał się po głowie. - Nie, Abelard. Abelard Krawężnik. - Anka dostrzegła, że na wspomnienie o tymże człowieku, Cichy wyraźnie wzdrygnął się, jakby próbował coś wyrzucić z pamięci.

- Ja przepraszam, że się wtrącę, ale to jest niemożliwe, by ktokolwiek tak się nazywał...

- No może akurat z tym swoim imieniem i nazwiskiem kłamał. A może... nie, na pewno nie.

- Ale co "na pewno nie"? Mów. Natychmiast - rzuciła tonem nieznoszącym sprzeciwu.

- Może on kłamał ze wszystkim... - wybąknął i spojrzał w podłogę. Na jego twarzy wyraźnie rysowało się zakłopotanie.

- Ze wszystkim? To znaczy? - coraz bardziej zaciekawiona Ania nie dawała za wygraną. Nie odpuści, dopóki nie wyciągnie z niego wszystkich informacji.

- Noo... podszedł do Nas i powiedział, że pomoże nam odzyskać pamięć. I zaczął nam coś tam gadać. Między innymi to, jak się nazywamy, jakie są nasze typowe przyzwyczajenia i na jakiej pozycji gramy na boisku. - kontynuował swoją historię siatkarz.

- I... I co Ci powiedział? - zapytała zdezorientowana Anka. Czyżby gość podający się za Krawężnika wpoił naszym siatkarzom do głowy jakieś bzdury? Nie, to chyba niemożliwe. A może jednak?

- Że jestem niesamowicie odważny i przebojowy, i wszystkie cizie na mnie lecą. Powiedział, że jestem kapitanem drużyny. I że gram jako libero. - wymieniał po kolei, spokojnie, wszystko to, co usłyszał parę dni temu od Sędziwirskiego.

- I Ty w te bzdury uwierzyłeś?... Piotrek, proszę Cię. Gość zrobił Ci totalną sieczkę z mózgu. A skoro podobno reszta Twojej kompanii też się ma dziwnie zachowywać, to już chyba wiem dlaczego. On Was wszystkich ogłupił! - Cichy aż znieruchomiał, gdy wypowiedziała te słowa. Jak oni mogli być tacy głupi? - No proszę Cię, od kiedy Ty jesteś przebojowy? Jakoś sobie nie przypominam, mimo, że trochę się siatkówką interesuję. Przecież w "Igłą Szyte" zawsze spierniczałeś przed kamerą...

- "Prosiaczym Ryjem Wyryte". Niby kiedy spieprzałem, jak jestem absolutną gwiazdą tej produkcji? - przerwał jej. Anka po usłyszeniu tych słów zakrztusiła się powietrzem. Siatkarz musiał parę razy klepnąć ją w plecy, żeby wszystko wróciło do normy.

- Że co, kurwa?! - wybuchnęła. - Że jak on to nazwał?! Co to za... nazwać go idiotą to mało... Że laski na Ciebie lecą, to się mogę zgodzić, a ostatnimi czasy to hotek Ci chyba nawet trochę przybyło, biedaczku. Niedługo się od nich nie opędzisz... Ale nie przejmuj się - spojrzała na Niego i uśmiechnęła się - Wrona ma gorzej. - zarechotała. - Kapitan drużyny? Dobre sobie, jesteś chyba ostatnim, o którym można by pomyśleć jako o kapitanie. Nie obrażaj się, po prostu stwierdzam fakty. Jesteś zbyt wyciszony, żeby dyrygować kolegami na boisku. I poza nim z resztą też. TY I LIBERO?! - niemal już wrzeszczała.

- Ćśśś... - szepnął do niej starając się ją uciszyć.

- Przepraszam. Przecież... po pierwsze, jak dwumetrowy gość może być libero? Bo ja osobiście sobie tego nie wyobrażam... Jakoś nie widzę Cię rzucającego się jak pojebany co i rusz za piłką. - zachichotał cicho, gdy to powiedziała. - Nie śmiej się. Wszyscy wiedzą, że jesteś cienki w obronie.

- Skoro nie wyobrażasz sobie mnie w tej roli, to co powiesz, jak zobaczysz w niej Krzaka? - zapytał.

- Kogo w niej zobaczę?... - Ania nie znała "nowych" nazwisk siatkarzy.

- Noo... Krzaka. No wiesz, ten taki najwyższy.

- MOŻDŻONEK?! - wrzasnęła zdumiona. - Przepraszam, znowu się uniosłam. Ten gość, co Wam powmawiał te bzdury, to chyba robił to z jakąś premedytacją, on chyba wyraźnie dążył do tego, by Was totalnie ogłupić. Ale że Wy się złapaliście na takie denne teksty?

- Ech. - westchnął tylko. - Ale, ale, mówiłaś, że po pierwsze to. A po drugie?

- A po drugie libero przecież nie może być kapitanem... Piotrek, to Ty o tym nie wiesz?

- No to ja przecież pytałem się wyraźnie tego chuja, czy libero na pewno może być kapitanem! A on na to, że niedawno przepisy się zmieniły!... KURWA MAĆ! - teraz to on eksplodował niczym wulkan. Był wkurwiony. Sam na siebie. Na to, że był tak naiwny. Cała pamięć do niego wróciła.

- Brak mi słów na tego człowieka... - tylko tyle była w stanie wydusić z siebie Anna.

- Kurwa, muszę się napić. - wypalił nagle siatkarz. - Muszę się napić i lepiej to wszystko przemyśleć - sięgnął ręką po stojący obok łóżka złocisty trunek. - W sumie, to on jeszcze chciał chyba mnie straszyć straszliwymi groźbami. Tak mi się wydaje... Ale nie jestem pewny.

- To za dużo przemyśleń jak dla mnie. Chyba też bym musiała się napić. Ale nie, nie mogę tego zrobić. - powiedziała Anka. Widać było, że jest zagubiona w całej tej dziwacznej sytuacji.

- A co, w ciąży jesteś, że pić nie możesz? - zarechotał. - Nie widać... - dodał już cichszym i spokojniejszym głosem.

- Nie, po prostu nie mogę. - Anka nie chciała się przyznać do tego, że ma drobne "problemy z piciem". Mianowicie, jeśli już zaczyna pić, to szybko traci kontrolę nad tym, ile płynu już pochłonęła. A to mogło prowadzić do tego, że zacznie się dziwnie zachowywać. Nie mogła sobie pozwolić na to, by wywalono ją z pracy za naganny styl bycia...

- A zajebać Ci z Kauflanda?! - wrzasnął nagle. - Pij, nie pierdol. - rzucił po chwili do niej już znacznie spokojniejszym tonem.
Nalał jej trochę napoju do jednej ze szklanek. Anna, chociaż tak bardzo wzbraniała się przed alkoholem, niemal natychmiast się na to piwo rzuciła. Oj Aniu, przydałaby Ci się lekcja asertywności. Czasem trzeba umieć powiedzieć "nie" i wytrwać do końca w swojej decyzji...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
 

Po upływie jakiegoś tam czasu i wypiciu kilku... ...nastu szklaneczek, Anka zupełnie przestała orientować się, gdzie się znajduje, i co właśnie robi. Zaczęła bełkotać jakieś niezrozumiałe słowa. Była pijana i prawie by się wyrżnęła w tym pokoju. On nie mógł jej tak zostawić. Bez słowa chwycił ją i posadził obok siebie na łóżko. A wtedy stało się coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Jasno można stwierdzić, że Anna przeholowała nieco z piciem. Rzuciła się bowiem na nieco zdezorientowanego siatkarza, niczym Reksio na szynkę, i zaczęła go namiętnie całować.


- Wiesz, klepałabym Cię, jak Najman matę. - wypaliła nagle. Usłyszała tylko ciche "Chcesz tego?", na co pokiwała twierdząco głową. Nie wiadomo, czy zrobiła to pod wpływem wypitego alkoholu, czy naprawdę tego chciała. Cichy wstał i zaczął grzebać w swojej szafce. Czego on mógł tam szukać?

- Żadnych prezerwatyw. - fuknęła Anna. Siatkarz był zdumiony tymi słowami. Ona naprawdę chciała mu się całkowicie oddać?

- Myślałem, że jeśli chcesz przeżyć taką "jednorazówkę", to wręcz nakażesz mi, żebym zaczął jakiejś szukać. Przecież chyba nie chcesz mieć żadnych nieplanowanych konsekwencji z takiej przypadkowej nocy? - zaczął. Nie był przekonany co do słuszności tej decyzji.

- Ja jestem świadoma wszelakich możliwych skutków i uwierz, że jeśli decyduję się na to, to zdaję sobie sprawę z tego, że w każdej chwili coś się może stać. - on tylko pokiwał głową i przygryzł wargę. - Wiesz, co to ma być za przyjemność, jak nawet tego nie poczujesz?... Odpowiem Ci, żadna.

- Widzę, że doświadczona w tych sprawach. - palnął.

- Właśnie nie. - odpowiedziała i nieco zawstydziła się. - No, długo mam jeszcze czekać? Zaraz się zestarzeję. - zręcznie zmieniła temat.

- Noo... ale... - siatkarz wciąż się wahał nad tym, czy to zrobić.

- Spokojnie, wezmę pigułki. - wyraźnie go tym uspokoiła.
Po chwili jej bluzka wylądowała na podłodze. Na swojej szyi i obojczykach mogła poczuć usta mężczyzny. Ten dotyk był taki niezwykły, tak bardzo kojący. Anka była jak zaczarowana, całkowicie dała się omotać jego urokowi. Dała mu buziaka prosto w usta. Długo nie musiała czekać na jego odpowiedź. Odwzajemnił i po chwili obok jej bluzki, w kupce na podłodze leżał także jej stanik. Zaczęła cicho postękiwać, gdy on dłonią i językiem pieścił jej piersi. Był przy tym niezwykle delikatny, zupełnie, jakby bał się, że jednym swoim ruchem może zrobić jej krzywdę. Swoimi ustami starał się zapoznać z każdym kawałkiem jej nagiego ciała. Anka położyła jedną ze swoich dłoni na jego udzie, zaś drugą wplotła w jego włosy, przeczesując je powolnymi, spokojnymi ruchami.

- Ummm... - jęknął tylko rozanielony. Takie zachowanie dziewczyny było dla niego przyzwoleniem do kontynuacji rozpoczętych pieszczot. Pozbawił ją pozostałych części jej garderoby i delikatnie, acz stanowczo, przygniótł swoim ciężarem do pościeli. Po chwili zaczęli się namiętnie całować, a ich ciała stały się jednością. Tak idealnie ze sobą współpracującą... Perfekcyjnie się ze sobą dopełniali podczas tych łóżkowych wygibasów. Nie było w tym żadnej gwałtowności, a raczej coś w rodzaju... uczucia?... Nie zamierzali bić żadnych rekordów w ilości przeżytych orgazmów, czy innych takich podobnych. Bo przecież coś takiego robi się tylko wtedy, gdy się ze sobą pieprzy. A oni wcale się ze sobą nie pieprzyli. Oni się kochali. Spokojnymi, acz stanowczymi ruchami powoli wdrapywali się na szczyty spełnienia. Pokój wypełniły ciche jęki, sapanie, postękiwanie. I niezliczona ilość całusów...

"I'm your director (Yeah...)
It's getting deep (Oh baby...)
Let me direct now and we'll make our own movies (Me and you...)"


Jednocześnie wykrzyczeli nawzajem swoje imiona pod wpływem rozkoszy, i opadli obok siebie na łóżko. Gdy uspokoili swoje oddechy, wtuliła się w jego tors, a on delikatnie pogłaskał ją po włosach.

- Jeju, mam tylko nadzieję, że reszta z Was nie jest tak napalona. Nie chcę codziennie z kimś innym lądować w łóżku. - wypaliła nagle Anka. On tylko cicho się zaśmiał na jej słowa.

- Wiesz, możesz zawsze ze mną. Nie mam nic przeciwko. - mrugnął do niej zalotnie. - Wiesz, istnieje w dzisiejszych czasach coś takiego jak sex - friend. Czyli po prostu przyjaciel do łóżka. Mogę nim być.

- Rozważę Twoją propozycję - charakterystycznie poruszyła brwiami. Aniu, co się z Tobą dzieje? Przecież dopiero co twierdziłaś, że przyszłaś tu leczyć na mózgi tych psycholi, a nie się z nimi zabawiać po nocach. Skąd ta nagła zmiana zdania?...

- Ty w porównaniu z tymi tępymi dzidami, to jak Niebo i ziemia. - wypalił nagle. Czyżby zaraz ten uroczy nastrój miał szlag trafić?

- Czyli to jednak były puste panienki? A wydawały się być w miarę normalne. Przecież to nie były jakieś farbowane solary z toną tapety.

- Na takie to bym nawet nie spojrzał. - zachichotał. - Ba, kijem bym nie tknął - wyszczerzył się do niej. - Może i były ładne, ale wyjątkowo głupie. Nie to co Ty, nie dość, że śliczna, to jeszcze taka inteligentna... - rozmarzył się. Oj, kogoś tu chyba do kogoś wyraźnie ciągnie...

- Ruda wydawała się być nawet troszeczkę myślącą - palnęła Anka.

- No, Ruda była najbardziej możliwa z całej tej grupy. Ale co z tego, skoro była strasznie drętwa. W łóżku ruszała się niczym nagrobek Kazimierza Wielkiego - zarechotał. Anię też wyjątkowo rozbawiło to stwierdzenie.

- Boję się... - stwierdziła nagle.

- Czego? - nie wydawał się być zaniepokojonym tym, co usłyszał.

- No... wiesz... Ja nie wiem, jak bardzo ten psychol innym nasrał w mózgach... Jeśli oni są w jeszcze gorszym stanie psychicznym, niż Ty byłeś, to ja sobie chyba nie wyobrażam pracy z nimi...

- Mam wrażenie, że mój przypadek był jednym z najpoważniejszych, jeśli w ogóle nie tym najgorszym. Jest tu parę delikwentów, którzy delikatnie mówiąc się z dupą na łeb pozamieniali, to fakt. Ale nie wydaje mi się, by coś Ci mogło grozić z ich strony. Tylko przygotuj się psychicznie na to wszystko. - uraczył ją takim oto stwierdzeniem. No super, to co ta reszta wyprawiała?...

- Yyy, a co oni robią? - zapytała nieco zdezorientowana.

- Noo... Taki Gwóźdź na przykład twierdzi, że jest małpą. Pawianem.
Aha, no to super się zapowiada...

___________________________________________________________
 

/ No i wiemy już co nieco na temat tego, jaka przypadłość gnębi pierwszego z kadrowiczów. Jak widać, Anka bardzo dogłębnie zapoznała się z jego problemem. Dosłownie. ; ) A czy będzie można liczyć na kolejne nocne figle w wykonaniu tej pary? O tym przekonacie się w kolejnych odcinkach.

Nawet pani psycholog nie jest osobą idealną. Ona, jak i każdy, ma swoje słabości. Siatkarze nie pomogą ich jej rozwiązać.

Z Cichym poszło łatwo, jest już w sumie uwolniony od swoich problemów. Ale to raczej dlatego, że ten totalnie ześwirował na punkcie Anki. Mimo tego, już teraz mogę zapewnić, że parę razy pokaże on jeszcze swoją "nową" twarz. Po części dlatego, że w jego głowie wciąż będzie jedna wielka plątanina myśli, te "złe", wmówione nawyki będą czasem się w nim odzywać, a po części... tego już nie zdradzę. : ) Zobaczycie sami.
Z innymi tak różowo może nie być. Mogą być bardziej oporni na przyjmowanie do siebie wiadomości przekazywanych im przez Ankę.
Spokojnie, jeszcze zobaczycie, jak Guma, Igła czy Zibi spieprzają przed Piterem z wrzaskiem. Dlaczego? O tym w następnym odcinku. 
 

Dzisiaj urodziny obchodzi jeden z bohaterów opowiadania. :)
Sto Lat, Piotruś! Zdrowia, szczęścia, pomyślności, żebyś zawsze był tym samym Cichym Pitem, którego wszyscy uwielbiają. Nie zmieniaj się. I tak nikt by nie uwierzył w Twoją przemianę.
Wysokich bloków, jak to powiedział Złotousty Ireneusz. I ataków z tego drugiego piętra. A jak dasz radę, to nawet i z trzeciego.
I spraw, żebym w końcu przestała się denerwować, że będzie sito, jak wędrujesz na zagrywkę... Da się to zrobić?

Uznaję to za odpowiedź twierdzącą.
Kolejnych sukcesów z reprezentacją Polski, Mistrzu Świata! :) I może jakiejś statuetki Best Blocker'a, albo czegoś takiego? To chyba jest wykonalne? Skoro może mieć ją Możdżon, może mieć Karollo, to dlaczego nie Ty?
Kiedy Ty się, do cholery, taki ładny zrobiłeś?... ;x

6 komentarzy:

  1. Ufff, na szczęście przynajmniej Piterowi przywróciła pamięć. No, oby tak dalej. Tylko może by tak bez tego na końcu? Oby Anka pomogła Antidze w przywróceniu mu zawodników.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mhm, co miałaś na myśli pisząc, że może bez tego na końcu? :)

      Usuń
  2. Piter taki niegrzeczny i niewyżyty :> To zupełnie do niego nie pasuje!
    Zabawne, że Anka pałała żądzą mordu do lasencji sprowadzonych przez "Cichociemnego" jednocześnie sama walcząc ze swoimi ukrytymi instynktami, które jak widać w niektórych okolicznościach przyrody są nie do okiełznania :P Oj, Anka, nie pij tyle! :D Ktoś tu chyba będzie nieźle zawstydzony po dojściu do stanu trzeźwości ;) Swoją drogą, coś czuję, że to nie jest ostatni taki wyskok w ich wykonaniu i między tą dwójką jeszcze niejedno się wydarzy!
    Jak dobrze, że chociaż Piter odzyskał zdolność racjonalnego myślenia! Ale inni zapewne będą bardziej oporni na małe "sprostowanie" informacji.
    No i jak zwykle garść epickich tekstów, wśród których przed szereg wybija się stwierdzenie "W łóżku ruszała się niczym nagrobek Kazimierza Wielkiego". Padłam! :D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, to do niego nie pasuje. Ale pisałam pod którymś z początkowych rozdziałów, że mam dosyć czytania o Cichym jako o jakimś ułomnym gamoniu. On mi do takiej roli po prostu nie pasuje. :D Co innego na przykład taki Zator... xD
      Mhm, czy między tą dwójką coś się jeszcze wydarzy, to zobaczymy. :P
      Tak, inni mogą być nieco bardziej oporni. Może nie wszyscy, ale kilku na pewno tak łatwo nie uwierzy w te "sprostowania". W końcu praktycznie dopiero co wmówiono im jedno, a tutaj już ktoś im będzie chciał drugie wpajać.

      Usuń
  3. Super rozdział ;D
    Z Piterem pposzło szybkoale czekam na jakieś komlikacje z innymi ^^ Czyżby np. taki "Nitkaczak" nie chciał się dać przekonać? :) No będe z ogromną niecierpliwościa czekać na kolejny ;D
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mhm, może. ;)
      A może na przykład zostanie on "odratowany" przez kogoś innego? To też przecież jest możliwe. ;>
      Pożyjemy, zobaczymy.

      Usuń