28.12.2014

XI. "No to wytłumacz mi, kochanieńki, co to jest ten podryw na chińską prostytutkę."

22.05.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

W głowie Anki wszelakie myśli tańczyły kankana. Nie wiedziała tak naprawdę, co się z nią dzieje. Nie miała pojęcia, dlaczego na widok pewnego siatkarza zupełnie traci głowę i zaczyna zachowywać się co najmniej dziwnie. Dlaczego uległa mu i tym razem i wróciła z Nim do tego przeklętego ośrodka? Dlaczego tak po prostu dała mu się ubłagać praktycznie bez żadnego zająknięcia? Nawet nie próbowała z nim się wykłócać. Powiedział jej parę słów, a ona tak po prostu, bez żadnych oporów powiedziała: "wrócę z Tobą". Jezzu, Anka, gdzie ta Twoja asertywność, z której kiedyś słynęłaś? Co się z Tobą dzieje? Dlaczego zachowujesz się tak dziwnie, tak zupełnie, jak nie Ty? Przecież faceci nigdy Cię nie kręcili, powtarzałaś zawsze, że prędzej zrobisz kurs prawa jazdy na kombajn, niż dasz się wciągnąć w jakiś związek, czy choćby i nawet zauroczenie. Ale czy to, co było między Tobą, a pewnym środkowym polskiej kadry, można było nazwać zauroczeniem? Nie, nie, nie, na pewno nie. Przecież to niedorzeczne. Nie mogła zakochać się po niecałym dniu znajomości! Po prostu nie mogła. Anka nie wierzyła w miłość. A już zwłaszcza w taką, która rodzi się błyskawicznie, od pierwszego wejrzenia. W sumie, nie wiadomo, dlaczego była taka oporna, jeśli chodzi o sprawy miłosne. Chłopaka nie miała nigdy, więc nie mogła z żadnym osobnikiem płci męskiej posiadać jakichś nieprzyjemnych przeżyć. CHYBA nie mogła. Skoro NIBY nie miała żadnych traumatycznych historii w swojej głowie, dlaczego odrzucała każdego dotychczasowego zalotnika? Trzeba przyznać, że miała ich naprawdę mnóstwo, w końcu taka śliczna jest z niej dziewczyna. Każdy chciałby ją mieć, a nie mógł mieć jej nikt. Nikogo nie dopuszczała do siebie. Nikomu nie dawała poznać się bliżej.
Można by stwierdzić, że Anka zupełnie nie nadaje się do tego, co robi. Jest psychologiem, psychiatrą, a sama unika ludzi jak ognia. Od najmłodszych lat lubiła się izolować od wszystkich i spędzać czas w ciszy, samotnie. To ją odprężało, dodawało jej sił, z tego czerpała radość w życiu. Nie odczuwała potrzeby utrzymywania z kimkolwiek bliższych relacji, zawsze chodziła własnymi ścieżkami. Miała swój świat, który malowała swoimi kredkami. I nikt nie miał prawa jej w tym przeszkadzać. Można by rzec, dziwna dziewczyna. Ktoś zaraz pomyśli, że pewnie w domu ma jakąś istną patologię, i stąd ta jej nieufność do innych osób. Nic bardziej mylnego! Jej ojciec był zwyczajnym, najzwyczajnejszym pracownikiem w możliwie najbardziej zwyczajnej firmie. Ot, nic specjalnego. Ale był troskliwym ojcem, prawdziwą głową rodziny, gotowym skoczyć w ogień za swoją ukochaną córeczką. Matka Anki pracowała w sklepie spożywczym, w jej rodzinnym Lesznie. Nie można było sobie wyobrazić bardziej uczynnej i serdecznej kobiety na świecie. Swojej córce zawsze służyła dobrą radą, gdy ta tylko przyjeżdżała do domu, lub też dzwoniła do niej. To właśnie ukochanej mamusi, nasza pani psycholog zwierzała się z całego swojego życia. Gdy tylko miała jakiś problem, wiedziała, że jej rodzicielka zawsze jej wysłucha, przytuli, zaradzi coś na to. Ale czy na to, co teraz się z nią działo, jej mamusia była w stanie cokolwiek wymyślić? Ta ostatnimi czasy sama zaczęła wypytywać się Anki, dlaczego ona wciąż jest sama, dlaczego nawet nie spróbuje nikomu dać szansy. Córka szybko jednak kończyła rozmowę na "te" tematy, mówiła, że nie chce mieć nikogo, i już. Pani Celina nie wierzyła w te słowa, jednak nie chciała wykłócać się z Anną, bo wiedziała, że jeśli ta się uprze, to nie ma na nią mocnych. Czuła jednak, że jej córce naprawdę kogoś brakuje, że ktoś przydałby się w jej życiu. Ktoś, kto pokochałby ją na dobre i na złe. Nie zamierzała jednak na siłę z nikim jej swatać. Ona sama musiała dorosnąć do tej decyzji. Czyżby to miało właśnie nastąpić? Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że nawet teraz, gdy jest już całkowicie trzeźwa, ona wciąż o nim myśli?...
Nie, to tylko zwykłe, najzwyklejsze w świecie pożądanie. Chore pożądanie, które w ogóle nigdy nie powinno pojawić się w jej głowie. Chmura nie dopuszczała do siebie myśli o tym, że mogła coś do niego poczuć. Nie i już, i koniec, kropka. Nigdy nie pociągał jej żaden facet, więc dlaczego teraz niby miałoby się to zmienić? Owszem, tutaj Anka nie zaprzeczy, był przystojny, miał w sobie to coś. Ale przecież był znanym sportowcem, więc dlaczego niby miałby spojrzeć na taką gówniarę, jak ona, już nie wspominając o okazaniu zainteresowania jej osobą? Zastanawiało ją to, dlaczego po tej nieszczęsnej sytuacji przed treningiem, tak po prostu wybiegł za nią. Co on jej tam wtedy powiedział? Że jej potrzebuje? Dobre sobie. Ach, no tak. Potrzebuje jej, w sensie łóżkowej zabawki. Bo niby w jakim innym celu? Przecież on chyba nic do niej nie czuł? Czy oby jednak na pewno? W takim razie dlaczego w tym parku tak namiętnie ją pocałował? Dlaczego on przed treningiem śpiewał, że kręci go jakaś Anka?

A dlaczego ona mimo wszystko nie chciała wybiegać z tej sali, a potem, gdy to jednak zrobiła, tak bardzo chciała, żeby on za nią pobiegł, przytulił ją, był przy niej? Chciała? Tak, chciała. Tylko, oczywiście, jak to Anka, nie potrafiła się do tego przyznać... Dlaczego, w końcu, do cholery, ona pod prysznicem zaśpiewała to, co zaśpiewała?!... Naprawdę ją kręcił? Ona naprawdę doceniała bliskość faceta i chciała tego więcej? Jakiś tydzień temu było to jeszcze nie do pomyślenia. No ale cóż, czasy się zmieniają, ludzie też. A już zwłaszcza kobiety zmienne są.
Wyjątkowo fascynujące rozważania dziewczyny przerwało głośne pukanie do drzwi. Któż to mógł być? Kogo tu przywiało?... Anka wstała i poszła otworzyć "wrota" do swojego pokoju.

- Cześć, Aniu. Przepraszam, mogę wejść dosłownie na chwileczkę? - zapytał stojący w drzwiach Ignaczak. Ach, więc to on się musiał zmaterializować, przerywając te Ankowe medytacje o jej życiu i pewnym blondwłosym środkowym.

- Witaj, Krzysztofie. Oczywiście, jeśli masz do mnie jakąś ważną sprawę, to proszę, wejdź. - odparła mu poważnym tonem. Nie zamierzała silić się na jakiekolwiek uprzejmości, zbyt bardzo ją rozbrykany libero dziś upokorzył.

- Krzysztofie? Dlaczego zwracasz się do mnie w tak poważny sposób? - Taak, Igła był zdumionym dość oschłym zachowaniem dziewczyny. Mimo, że dziwić się temu absolutnie nie powinien.

- Nie znamy się zbyt dobrze, a z nieznajomymi się nie spoufalam. - powiedziała pani psycholog. Postanowiła przeprowadzić drobną grę z nieogarniętym Resoviakiem.

- Ale przecież jeszcze dzisiaj rano co najmniej raz nazwałaś mnie Krzysiem. - jęknął.

- Dobra, masz rację, wygrałeś. - fuknęła i udała obrażoną. - A teraz mów, co się stało, w czym Ci jestem potrzebna?

- No wiesz, Aniu, w sumie, to w niczym. Nie przyszedłem prosić Cię tu o jakąś przysługę, żebyś coś dla mnie, czy dla kogoś zrobiła. Nie taki jest cel tej mojej wizyty. - zaczął skruszony libero.

- A więc, w jakim celu tu przyszedłeś?

- Chciałbym porozmawiać, tak na spokojnie. Wyjaśnić sobie parę kwestii... - bąknął Igła i spuścił głowę. Widać było, że boi się nieco reakcji dziewczyny.

- Myślałam, że wszystko wyjaśniłeś chłopakom na sali... Co tu jeszcze jest do dodawania? - prychnęła.

- Właśnie o tym chciałem z Tobą pomówić... Proszę, pozwól mi coś powiedzieć.

- Dobrze, Krzysiu. A zatem, słucham, co chciałeś jeszcze wyjaśniać? - zgodziła się w końcu, żeby jej się wygadał. Prawdę mówiąc, słuchać go nie chciała. Ale tylko w ten sposób mogła liczyć na to, że Ignaczak da jej potem święty spokój.

- Chciałem Cię przeprosić. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, nie wiem, co mnie podkusiło, że palnąłem to, co palnąłem. Nie wiem, czy chciałem czymś zabłysnąć? Rzucić jakimś niusem przed wszystkimi, żeby mi zazdrościli, że wiem? Zaszpanować przed nimi? Nie mam pojęcia. Bardzo głupio mi z tego powodu, naprawdę nie chciałem upokorzyć ani jego, ani już zwłaszcza Ciebie. W sumie, to ja przecież tak naprawdę nie wiem, co robiliście w nocy, nie przyłapałem Was konkretnie na TYM, więc nie wiem, czy coś między Wami było. Przepraszam, że zrobiłem sobie własną interpretację tej sytuacji, i w ogóle, w ogóle to przepraszam za całą tą wyjątkowo niezręczną akcję na sali. Moje żale są jak najbardziej szczerze, bo ja kłamać nie potrafię. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Miała się na niego wkurwić, miała na niego nawrzeszczeć, wyrzucić go z hukiem z pokoju. Nie zrobi tego. Nie ma zamiaru. Krzyś przeprosił ją, jego słowa faktycznie brzmią jak skrucha, więc chyba zrozumiał to, jak głupio się zachował. Anka nie miała innego wyjścia, jak wybaczyć mu całą tą sytuację.

- Oczywiście, Krzysiu, że Ci wybaczę. Po prostu czułam się trochę... no wiesz... W sumie, to chyba dobrze to nazwałeś, czułam się upokorzona. Wszyscy tak nagle zaczęli się we mnie wgapiać, jakbym co najmniej nago przed nimi stała... - westchnęła Anka. - Niezręcznie to wyszło, to prawda.

- A teraz przyznaj się przed wujkiem Krzysiem... - Ignaczak zrobił pauzę i uśmiechnął się szeroko. - Było coś w nocy między Wami? - zachichotał.

- Krzysiu! - jęknęła Ania.

- No co? Nie wygadam nikomu, bądź tego pewna. Jeśli nie chcesz, by ktoś o tym wiedział, no to nie powiem im.

- Emmm... - Anka zaczerwieniła się jak burak. Ignaczak wiedział już, że istotnie, coś w nocy się działo, jednak wolał jeszcze trochę "pomęczyć" dziewczynę.

- Czyli było?

- Nooo... No okej, fakt, przespaliśmy się ze sobą. Ale to długa historia i to nie tak, jak myślisz, Krzysiu. - wybąkała w końcu wciąż zawstydzona Anna.

- A jak? - dociekliwość Igły nie zna granic.

- Wczoraj zaczęłam moją pracę. Jak wiesz, jestem Waszym nowym psychiatrą i psychologiem. Uważa się, że jestem ekspertem od zadań specjalnych, więc kiedy wszyscy tutaj doszli do wniosku, że siatkarzom się w dupach poprzewracało i robią jakieś przedziwaczne rzeczy, postanowiono nie czekać, nie cackać się nie wiadomo z kim, tylko od razu zadzwoniono do mnie. Fakt, jest to wyzwanie, ale to jest to, co lubię, więc przyjęłam tą propozycję. Zapoznałam się ze Stefanem, poradzono mi, żebym już od razu zaczęła indywidualny tok rozmów z Wami, żeby dowiedzieć się, o co Wam chodzi, że robicie to, co robicie. Zapukałam do pierwszych, lepszych drzwi, żeby zapoznać się z pierwszym problemem. No i otwiera mi taka ruda cizia, potem patrzę, a na łóżku on zabawia się z pięcioma innymi. Taką to sobie kurwa orgię zorganizował. Wkurwiłam się na to, co zobaczyłam, postanowiłam przemówić mu do tego durnego łba, więc delikatnie mówiąc, wyprosiłam te pindy z pokoju i zamknęłam się w nim z Piterem. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, on zaczął się do mnie podwalać, bo myślał, że jestem jakąś następną tępą dzidą, która przyszła mu się wgramolić pod kołderkę. Przemówiłam mu do rozumu, nawet chyba po ręce mu strzeliłam, jak chciał się do mnie dobierać... - Anka zamyśliła się na chwilę. - On mi zaczął pierdolić te wszystkie bzdury, które mu mówiono. Musiałam wyprostować ten jego zasób informacji, więc powiedziałam mu, jak to jest z nim naprawdę. Na co on stwierdził, że musi się nachlać. Nie zdążyłam nawet paru słów powiedzieć, kiedy nalał piwa i mi. Nie wiem, co mnie podkusiło i wypiłam razem z nim, jakieś parę... ...naście kieliszków. Po niedługim czasie jak mnie wzięło coś dziwnego... Nie wiem, co to było, jakieś chore pożądanie... Rzuciłam się na niego jak zwierzę, on tylko upewnił się, że się z nim prześpię i przejął inicjatywę. Przecież nie mógł nie wykorzystać takiej okazji... No a dzisiaj, jak nas nakryłeś, no to w sumie dopiero co się obudziliśmy, więc jeszcze nie zdążyliśmy się ubrać... - zakończyła swój monolog Anka.

- No ale... całowaliście się przecież. Przecież to widziałem. - drążył Krzychu.

- No tak, ale... rozumiesz, byliśmy jeszcze na kacu, to raz, dwa, noo... po prostu... - Anka znów spaliła buraka. - dziękowaliśmy sobie za tą cudowną noc.

- To nie wyglądało jak zwyczajne podziękowanie, bo przyssałaś się do niego, jak odkurzacz. - zarechotał Krzysiu. Przed oczami stanął mu ten sam obraz, który widział rano.

- Krzychu, wiem, do czego dążysz, ale tego ode mnie nie usłyszysz. Ja nie potrafię, ja nie wiem, co to jest. Ja nie chcę, nie nadaję się do tego. Nie wiem, co się ze mną dzieje, nie wiem, dlaczego zachowuję się tak, a nie inaczej. Jakieś chore pożądanie, nic więcej. - odbiła szybko piłeczkę. Nie chciała rozmawiać o swoich uczuciach. Nie z Krzyśkiem. Może kiedyś pogada o nich z NIM. Jeśli tylko odważy się to zrobić...

- Oj Anka, Anka, wpadłaś po uszy, przecież to po Tobie widać. On też chodzi jakiś taki inny. Jeju, no, dzieciaki, jak się zakochaliście w sobie, to przecież nikt nic złego Wam nie powie, przecież to jest piękna sprawa. Ja osobiście będę Wam kibicować, kochani. Powodzenia Wam życzę, bo widzę, że z tego może być coś więcej. - uśmiechnął się Ignaczak. Zupełnie zaskoczył Chmurę swoimi słowami.

- Igła, do cholery, przestań! Nic między nami nie ma, tylko jakieś chore pożądanie. - Anka non stop używała tego właśnie określenia, bo inaczej nie potrafiła nazwać tego, co działo się między nią, a siatkarzem. - Nic z tego nie będzie, bo nic między nami nie ma.

- Ankaa, no proszę Cię. Przecież jakby nic między Wami nie było, nie patrzylibyście tak na siebie, nie zachowywalibyście się tak, jak to teraz robicie. Dobrze, może jeszcze nie nazwę tego miłością, zakochaniem, ale jakieś zauroczenie, to to chyba już jest, nie? Rozumiem, że możesz mieć jakieś traumatyczne przeżycia z facetami z przeszłości, ale jemu możesz zaufać. On nie jest taki jak każdy. Spróbuj, a gwarantuję Ci, że będziesz z nim szczęśliwa. Jest wart tego uczucia. - ciągnął Igła swoją myśl. Tak, wierzył w to, że albo oni sami się ze sobą wyswatają, albo on im w tym delikatnie pomoże.

- RACZEJ nie mam żadnych traumatycznych przeżyć z przeszłości, jeśli chodzi o moje relacje z facetami. Bo ja takowych relacji po prostu nie miałam. - powiedziała Anka, najspokojniejszym tonem, jakim tylko mogła.

- Raczej? - zaakcentował Igła. - Czyli jednak coś było nie tak? Może chcesz o tym ze mną porozmawiać?

- Nie chcę z nikim rozmawiać o mojej przeszłości. Z nikim. Nie powinna nikogo interesować. - syknęła poirytowana. Nie zdradzi nikomu swojej wielkiej tajemnicy. Bardzo bolesnej tajemnicy, która tłumaczy to, dlaczego Anka nie zamierza zaufać żadnemu przedstawicielowi płci niepięknej... A już na pewno nie zdradzi jej tutaj, nie usłyszy o niej żaden z siatkarzy. O ironio, była psychologiem, a w sumie, to sama by potrzebowała jego pomocy.

- Anka, ale taka rozmowa może Ci pomóc. Rozumiem, że boisz się komukolwiek zaufać, bo ktoś Cię kiedyś skrzywdził? - nie dawał za wygraną rzeszowski libero.

- Powiedziałam już, nie mam zamiaru z nikim rozmawiać o mojej przeszłości. Nie powiem Ci nic na jej temat. To nie jest ciekawy temat do rozmów. - Anna zaczynała się wyraźnie denerwować. Ignaczak nie powinien tak bardzo interesować się tym, co było kiedyś. Nie znał jej zbyt dobrze, więc nie zamierzała mu zwierzać się z tego. Dopóki komuś bezgranicznie nie zaufa, nie pozna on jej tajemnicy.

- Kiedy ja widzę, że coś Cię trapi. Chcę Ci tylko pomóc. Daj sobie pomóc, dziewczyno. Wysłuchałbym Cię, albo ja, albo ktoś inny, i lżej by Ci było. Wyrzuciłabyś z siebie te jakieś złe wspomnienia. - Igła się nieco... zatroskał? Zaczynał martwić go stan psychiczny pani psycholog, widział, że coś jest nie tak, lecz ta uparcie odmawiała pomocy. Cóż to jest za Zosia Samosia, wszystko najchętniej zrobiłaby sama.

- Może kiedyś. Teraz na pewno nie. Mój stan psychiczny i emocjonalny nie powinien Was interesować. Radzę sobie, nie potrzebuję Waszej pomocy. To ja przyszłam tu Wam pomagać odnaleźć siebie.

- A jemu o tym powiesz? - wypalił Krzyś.

- Komu?

- No... Piotrkowi. - odpowiedział, jakby ta odpowiedź miała być czymś najbardziej oczywistym na tym świecie.

- A kim on niby dla mnie jest, że mam mu o tym mówić? - Anka była zdumiona jego pytaniem.

- Twoim przyszłym chłopakiem, a potem może i mężem. - Ignaczak zachichotał i charakterystycznie poruszył brwią.

- Przestań. Bzdury wygadujesz. Nie, nie powiem o tym nikomu. - natychmiast zgasiła jego entuzjazm dziewczyna.

- Nawet jemu?

- Nawet.

- Dlaczego? - ciągnął niestrudzony libero.

- Bo nie. Nie mam zamiaru o tym mówić. Nikomu. NIKOMU. Przeliterować Ci to, żebyś to w końcu zrozumiał? - prychnęła poważnie zdenerwowana już pani psychiatra.

- Nie, nie trzeba. Rozumiem. - westchnął. Zmartwił się tym, że ona jest tak uparta, że nie chce, by ktokolwiek jej pomógł. - Ale jeśli będziesz potrzebować jakiejś pomocy, jakiejś rozmowy, to wiesz, gdzie mnie szukać. - dodał. - To cześć. - wyszedł.
Nie była dla niego zbyt miła. Niby się pogodzili, a mimo to znów się z nim pożarła. Ania wiedziała już, że prędzej czy później będzie musiała komuś zwierzyć się ze swoich problemów. Pytanie tylko, kiedy i komu?...
Rozmyślała nad tym przez pół nocy, nie mogąc zasnąć. Wierciła się w łóżku, a Morfeusz w swe objęcia zabrał ją dopiero o wpół do trzeciej...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

22.05.2014

Nic więc dziwnego, że następnego dnia obudziła się niewyspana. Dobitnie o tym świadczyły jej podkrążone oczy i nieco pobladła twarz, oraz przeraźliwa szopa na głowie. Wzdrygnęła się nieco, gdy przez okno dotarł do niej chłodny powiew wiatru. Przez głowę przeszła jej myśl, że w ramionach pewnego siatkarza byłoby jej znacznie cieplej. O wiele cieplej i o wiele przyjemniej, a gdyby tak jeszcze ją zaczął pieścić i całować...
I znów myślała o nim. Nie potrafiła wyrzucić go ze swej głowy. Co z tego, że non stop karciła się za te myśli, jeśli one nie chciały opuścić jej głowy? Namieszał w jej poukładanym świecie, to pewne. Może lepiej byłoby zacząć go tak po prostu unikać, próbować o nim zapomnieć, zanim ta relacja niebezpiecznie zacznie się pogłębiać?

- Nie. - szepnęła na głos. - Nie skończę z tym. To samo minie... Chyba... -
Oj Aniu, dobrze wiesz, że nie minie. Zwłaszcza, że on też raczej nie zamierzał z tym kończyć. Ba, zamierzał coraz bardziej zacieśniać tą znajomość, chciał poznać lepiej tą niezwykłą dziewczynę. A ona już wkrótce miała się o tym przekonać.
Znów. Pukanie. Do. Drzwi. Kto tym razem raczył zakończyć Ankowe przemyślenia? Chmura, niechętnie, ale jednak wstała i poszła otworzyć pokój. Kolejny siatkarz, no super. Dlaczego oni wszyscy nagle ładują jej się do pokoju, jeden po drugim?


"Ładne oczy masz -
Komu je dasz?
Takie ładne oczy,
Takie ładne oczy,
Ładne oczy masz -
Komu je dasz?
Takie ładne oczy,
Takie ładne oczy,
Ładne oczy masz -
Komu je dasz?
Takie ładne oczy,
Takie ładne oczy. "


Któż tym razem? Otóż, moi drodzy, Michał Winiarski. I jego niesamowite oczy. Anka jednak nie podjarała się nimi jak Karolina Szostak, ona wolała te wesołe "paczałki" innego siatkarza. Te same, w które tak bardzo lubiła spoglądać, te same, które doprowadzały ją do szaleństwa.

- Cześć. - zaczął rozmowę Winiarski.

- Witaj, Michale. - odpowiedziała mu i delikatnie się uśmiechnęła.

- Dlaczego tak oficjalnie? - zaśmiał się. - Knoruś jestem, po prostu. - podał jej rękę.

- Anka. - również zaczęła się śmiać. - Ale my przecież już się znamy. - dodała i uścisnęła mu rękę.

- Eeee, no tak niekoniecznie. Tylko nam Cię przedstawiono, powiedziano kim jesteś, a potem Nitkaczak zrobił swoje show... - westchnął, wspominając tamtą sytuację. - Nie przejmuj się nim, chciał po prostu czymś zabłysnąć, zaszpanować... Głupio wyszło.

- Bardzo głupio - przytaknęła.

- W sumie, to nawet nie wiem, co tam między Tobą i Głośnym tak naprawdę się działo, ale taka wiedza nie jest mi do szczęścia potrzebna. A Nitka zawsze lubił pieprzyć głupoty, więc i tym razem mógł nadinterpretować to, co widział. No ale skoro tak się tam zarumieniłaś i uciekłaś, to coś było między Wami, nie? - no proszę, niby nie chciał wiedzieć, a jednak zapytał...

- No było. - bąknęła i spuściła głowę zawstydzona.

- Nie musisz się tego wstydzić, naprawdę. To nic takiego. W sumie, to jeśli uda Ci się sprawić, żeby przestał się codziennie pieprzyć z paroma panienkami na raz, to będziemy Ci wdzięczni za to. Może dzięki Tobie w końcu się ogarnie, bo widać, że wpadłaś mu w oko. - uśmiechnął się przyjmujący.

- Mam nadzieję, że się ogarnie, ale wątpliwe jest to, że wpadłam mu w oko. - odpowiedziała.

- A Ty zawsze tak sama, bez nikogo? No wiesz, sztab raczej trzyma się razem, siedzą gdzieś zawsze wszyscy w jednym pokoju i w sumie, to sam nie wiem, co oni tam robią... - zapytał Winiar, zmieniając temat. Dlaczego oni wszyscy tak bardzo się nią interesują?...

- Tak. Lubię tak. - odparła bez zastanowienia.

- Nie masz przyjaciół? - zaczął drążyć niebieskooki przyjmujący.

- Paru mam. Ale żebym jakoś super była z nimi zżyta, to nie. - mruknęła od niechcenia pani psycholog.

- Nie masz żadnej takiej zaufanej przyjaciółki? - kontynuował Winiarski.

- Mam. - odpowiedziała lakonicznie.

- O. - zainteresował się siatkarz. - Opisz mi ją tak po krótce.

- Ma 193 centymetry wzrostu. - wypaliła Anka.

- Łoo. Jest koszykarką? - zdziwił się zawodnik Skry. Kobiety bowiem rzadko były tak wysokie.

- Nie. - zaprzeczyła.

- Siatkarką? - nie ustawał w próbach odgadnięcia, kim jest tajemnicza przyjaciółka dziewczyny.

- Też nie. - zaśmiała się.

- To kim ona jest? - zapytał zdezorientowany, gdyż zabrakło mu już pomysłów na rozwiązanie tej zagadki.

- Lodówką.
Tak, nie mylicie się. Anka przyznała się, że jej najlepszą przyjaciółką jest lodówka. A nie widać tego przecież po niej. Zawsze lubiła sobie podjeść, jednak miała tak szybką przemianę materii, że mogłaby jeść i jeść, i jeść, a i tak nic a nic by nie przytyła.

- Mmmm... Mentalista za dwa trzysta chciał dzisiaj podobno z Tobą porozmawiać. Wiesz, gdzie go szukać? - zmienił temat.

- Tak. - odpowiedziała dziewczyna.

- To dobrze. To ja będę się zmywać. Cześć, pa, hej. Do zobaczenia, do pogadania.

- Cześć, pa, hej. - zachichotała wyjątkowo rozbawiona Anka. - Aaale, Michał, wróć. W sumie, to chciałabym jeszcze pogadać o jednej sprawie. - zaczęła, gdy on już prawie wyszedł z jej gabinetu.

- Tak? - zapytał i natychmiast wrócił.

- Czy mógłbyś mi zdradzić, co powiedział Ci ten gość od przywracania pamięci?

- No mógłbym. Ale... W sumie, dlaczego Ty mówisz do mnie Michał, skoro tak się nie nazywam? - Ankę bardzo zdziwiło to stwierdzenie.

- Właśnie dlatego chciałabym z Tobą porozmawiać na ten właśnie temat. Mów, co on Ci powiedział? Czy może zdradził, jak się nazywa? - zaczęła go wypytywać.

- On nazywał się... yyy... jakieś dziwne miał imię i nazwisko. - zająknął się. Zapomniał, jak przedstawił mu się Sędziwirski.

- Dobra, nieważne. - machnęła ręką. - Słucham, cóż za bzdury on Ci nawygadywał?

- Bzdury? - wzburzył się spokojny do tej pory przyjmujący. - Jakie znowu bzdury?!

- Opowiedz mi to, to sam się przekonasz... - westchnęła pani psychiatra, próbując go uspokoić.

- No dobrze. Powiedział mi, że... hmmm... od czego by tu zacząć... - zaczął zastanawiać się Winiarski.

- Może na przykład od pozycji na boisku? - podsunęła pomysł Anka.

- Środkowy. - powiedział Michał, jakby to miało być czymś najbardziej oczywistym w życiu. Chmura prawie zakrztusiła się powietrzem, gdy to usłyszała.

- No chyba nie. - już miała powiedzieć mu wprost, kim jest, ale postanowiła zrobić to w nieco inny sposób. - Nie uważasz, że byłoby Ci lepiej na pozycji przyjmującego?

- W sumie, to podbijanie piłki dobrze mi wychodzi. A zasięgu za bardzo nie mam, nie wychodzą mi ataki ze środka, a bloki to już w ogóle... - westchnął. - A dlaczego pytasz? - zainteresowała go swoim pytaniem, zdecydowanie.

- Hmmm... - Anka myślała, jakie pytanie teraz mu zadać.

- Boisz się moich oczu? - wypalił nagle.

- Nie. Dlaczego pytasz? - zdecydowanie zadziwiło ją to pytanie.

- Bo ten, noo... Krawężnik, tak, Krawężnik mu było, powiedział, że wszyscy boją się moich oczu. No i oni chyba faktycznie się ich boją, uciekają przed moim wzrokiem. To nie jest przyjemne. - westchnął.

- Oj, nie przejmuj się. Masz cudowne, niesamowite oczy. Można się w nie wpatrywać godzinami. Chłopaki na pewno się ich nie boją. - Anka uśmiechnęła się. - Co jeszcze Ci powiedział?

- Że nie potrafię dobrze żartować z kolegów, za to uwielbiają mnie dziennikarze, bo pięknie się wypowiadam. - Anka aż zarechotała. - Z czego się śmiejesz?

- Z niczego. Tak po prostu mi wesoło. - odparła Anka. - Coś jeszcze mówił?

- No. Że nie umiem śpiewać i tańczyć. I że niby tego nienawidzę, ale cholera, ja to właśnie chyba zaczynam lubić.

- Bo Ty to uwielbiasz, Michał. I potrafisz bardzo dobrze śpiewać i tańczyć, naprawdę.

- Michał? Dlaczego Ty mnie ciągle nazywasz Michałem? - jeju, jacy oni wszyscy są otumanieni przez tego idiotę...

- Bo tak masz na imię, Winiarski? - palnęła bez zastanowienia.

- Knorrski. - poprawił ją przyjmujący. Anka tylko strzeliła facepalm'a. Nie roześmiała się, bo to nie było śmieszne. Ba, to było wręcz żałosne.

- Nie, Winiarski. Mówi Ci coś nazwisko Michał Winiarski, znakomity przyjmujący reprezentacji Polski? Najlepszy tancerz i piosenkarz polskiej kadry o niesamowitych, hipnotyzujących oczach?

- KURWA MAĆ! - wrzasnął. - Pozwę tego idiotę do sądu za ogłupienie mnie! Tylko najpierw musiałbym poznać jego prawdziwe dane osobowe. - wysyczał wciąż wkurwiony siatkarz. - Przepraszam, poniosło mnie.

- Nic się nie stało - uśmiechnęła się Chmura. - Spokojnie, prędzej czy później dowiemy się kto to jest.

- Mmmm... no. Ja już serio muszę iść. Pamiętaj, że ten idiota za pół grosza chce z Tobą dzisiaj porozmawiać. - rzekł i wyszedł.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
 

A co tam u siatkarzy? Winiar zaraz po wyjściu z pokoju Anki skierował się w stronę sali, gdzie były już wszystkie pozostałe dwumetrowe wybryki natury. Chwilę po nim pojawił się "uwielbiany" przez wszystkich trener mentalny, Jakub Bączek. Człowiek niekoniecznie wysoki, o krótkich, brązowych włosach. Siatkarze uwielbiali doprowadzać go do szału przetrzepując mu codziennie tą jego czuprynę. Wróć. Napisałam przecież, że go nie lubią. Ależ oczywiście, że oni tylko tak udawali. Tak naprawdę uwielbiali swojego "Mentalistę za dwa trzysta", tylko rzadko to okazywali. Uwielbiali mu dogryzać, doprowadzać na skraj rozpaczy swoimi pyskówkami w jego stronę. No ale w końcu, kto się czubi, ten się lubi, prawda?
Bączek spojrzał na reprezentantów Polski i uśmiechnął się szeroko. Podrapał się po głowie i poprawił na nosie swoje okulary. Jego mina wskazywała na to, że zaraz może zacząć dziać się coś ciekawego. Cóż ten człowiek znowu wymyślił?

- Cześć, bando parchów. - przywitał się z nimi w niezwykle uprzejmy sposób, po czym wybuchnął śmiechem. Oni szybko do niego dołączyli. Nawet zawsze poważny Zagumny kwikał rozbawiony, wiedział bowiem, że to, co mentalista do nich powiedział, było oryginalnego rodzaju komplementem. - Dobrze, zjebki niedojebki, koniec tych śmichów chichów. Mam ja do Was, jak zawsze, bardzo ciekawe pytanie. - warto w tym miejscu wspomnieć, że Bączek codziennie przychodził do chłopaków i zadawał im jakieś niekoniecznie mądre pytanie. Chciał w ten sposób sprowokować ich do myślenia. - Pytanie, na które, mam nadzieję, każdy udzieli mi ciekawej odpowiedzi. Muszę w końcu dbać o Wasze zdrowie mentalne, o to, byście każdego dnia musieli używać swojego mózgu. W innym wypadku on Wam może po prostu zaniknąć, skoro nie jest używany. A bez pracującego mózgu, nie da się zrobić niczego pożytecznego na boisku.


- Do rzeczy - odparł Możdżonek.

- Powiedzcie mi, kochani... Jakie znacie rodzaje podrywu? - wypalił Bączek.

- Lol, mentalista za dwa trzysta się Nas pyta, bo obczaił gdzieś jakąś cizię i sam nie wie, jak ją wyrwać. - zarechotał, wyjątkowo rozbawiony, zasłyszanym właśnie pytaniem, Igła. - Wstydziłbyś się tak Nas wykorzystywać do swoich niecnych celów.
Wszyscy zarechotali jak pojebani, tylko Bączek pozostał niewzruszony. Oczekiwano, że strzeli buraka, albo coś podobnego, a on nic, zupełnie. Stoi jak stał, jego twarz wyraża idealnego poker face'a...

- To jest poważne pytanie i liczę na poważne odpowiedzi. Spokojnie, nie potrzebuję pomocy w podrywaniu kobiet. - odburknął trener mentalny.

- No, nie dziwię się, bo kto normalny by na taki ryj poleciał. - prychnął Cichy.

- Paweł! - wrzasnął Kurek, zupełnie jak po wiekopomnym "Matka wie, że ćpiesz?" Z tym, że użył innego imienia.

- No co? Z taką twarzą on mógłby jedynie zostać twarzą cepa. - bronił się Nowakowski.

- Jak Olek. - wtrącił Ruciak.

- E, szkoda cepa na tego wypierdka za pół grosza. Łysy terrorysta to jeszcze się chociaż do czegoś nadaje. A on? No dajcie spokój. - machnął ręką Kubiak.

- O, o! Ja wiem, czego twarzą on mógłby zostać. - zarechotał Łomacz.

- No, czego? - przerwał mu wyjątkowy zainteresowany tym wszystkim Włodarczyk.

- Tamponów, a czego innego? - wypalił Pit.

- W sumie, to idealnie reklamowałby przetykacze do kibla. - zamyślił się na chwilę Kosok, po czym nastąpił niewyobrażalny wręcz wybuch śmiechu.

- Myślałem raczej o leku na przerost prostaty, ale wasze pomysły też są dobre. - zaśmiał się Gregor.

- E, lepiej na zatwaldzenie. - wtrącił się Buszek.

- Skończyliście już? - syknął poirytowany mentalista.

- My dopiero zaczynamy - zawadiacko odparł Bartman, na co wszyscy znowu wybuchnęli głośnym śmiechem. Oj, wesoło jest w tej kadrze, bardzo wesoło. Atmosfera, jaka wytworzyła się między tymi chłopakami, była naprawdę wspaniała. I niby na przykład tacy Wrona i Bartman nie lubili się może za bardzo, jednak na tych zgrupowaniach reprezentacji wszystkie animozje raczej znikały, wszyscy jednoczyli się we wspólnym celu, jakim jest walka o kolejne sukcesy dla polskiej siatkówki.

- Dobrze, a teraz na poważnie. Każdy z Was powie mi, jakie zna sposoby podrywu. Każdy wymieni jeden przykład. Mogą to być zarówno podrywy stosowane przez mężczyzn, jak i przez kobiety. Polecimy po kolei, szeroką listą kadry. Mam tu ją ze sobą, ale na niej są jakieś dziwne nazwiska. Ale znam Was już trochę, więc wiem, że sobie tylko robicie jaja. No, słucham, jakie macie pomysły? - zapytał pan Jakub. - Aha, i od razu proszę podawać jakieś przykłady, uzasadnienia.

- Podryw na kierowcę. - zaczął Wojtaszek. - Cześć mała, czy chciałabyś, żebym wjechał do Twojego garażu? - chłopaki natychmiast wybuchnęli śmiechem, gdy usłyszeli propozycję libero. Z resztą, potem brechtali się po każdym kolejnym przykładzie, ale o tym chyba nie trzeba wspominać?

- Na topielca. - zaproponował Łomacz. - Utonę w Twoich objęciach.

- Na nurka. - dodał Igła. - Zanurkuję dziś w Tobie.

- Romantyczny. - wypalił jak zwykle nic nieogarniający Zatorski.

- Kurwa, Zatorski, zjebałeś. - warknął Ignaczak.

- Dlaczego mnie to nie dziwi, że akurat on to zjebał? - prychnął Bartman. Był on jednym z tych, którzy mieli serdecznie dosyć akcji nieogarniętego libero. Dogryzał mu non stop, jak tylko umiał. Szkoda tylko, że Zator się tym praktycznie zupełnie nie przejmował.

- Typowy Zator. - dodał Ziomek.

- Piotrze, a jaki Ty znasz sposób na podryw? - zapytał Bączek Cichego. Widać było, że Piter myśli nad jakąś niekoniecznie inteligentną odpowiedzią, a raczej nad taką, którą mógłby psychicznie załamać mentalistę...

- Na chińską prostytutkę. - wypalił w końcu.

- Rozumiem, że sam go stosujesz? - wtrącił się Wrona, co nagrodzone zostało dzikim rechotem całej kadry, i Bączka też z resztą.

- Chyba Ty. - prychnął Cichy. - Może chociaż w taki sposób kogoś wyrwiesz.

- To było wredne - zasmucił się Wrona i udał, że się focha.

- I być miało. - odburknął mu.

- Spokój, zjebki. - syknął mentalista.

- Powiedział pan idealny. - zachichotał Grzesiu Kosok.

- Dobra, kurwa, ogarnąć dupy. Szybciej skończymy z tym pojebanym pytaniem, to szybciej będziemy mogli stąd pójść. - zarządził Nowakowski. Tak, Piter właśnie dyrygował swoimi kolegami. Jak na kapitana przystało... W końcu nadal nikt nie ogarnął, kto nim powinien być, toteż Cichy nie zrzekł się funkcji, którą wmówił mu Doktor Sadysta.

- Otóż to. No to wytłumacz mi kochanieńki, co to jest ten podryw na chińską prostytutkę. - Bączek wydawał się wyjątkowo zainteresowany propozycją podaną przez środkowego.

- Jak zrobisz mi dżinsy, to zrobię Ci loda. - odpowiedział, po czym zaczął się przeraźliwie śmiać, z resztą jak wszyscy. No, z wyjątkiem jednego ancymona...

- Zmień dilera. - jęknął Zatorski.

- Mój diler jest bardzo dobry, nie narzekam na niego. - fuknął środkowy, udając, że jest wielce oburzony. - Zapoznać Cię z nim?

- Nie, dziękuję. Boję się dragów. A matka wie, że ćpiesz? - zapytał Zatorski, cytując wiekopomny tekst Pitera. Gdyby tylko wiedział, jak on na to zareaguje, w życiu by tego nie zrobił...

- TO. JEST. MÓJ. TEKST. TY. ZASRANY. PADALCU! - wybuchnął Pit.

- Łoo, ale się piekli. - zauważył Wojtaszek.

- Gotuje się jak woda w czajniku. - wypalił Igła.

- Zaraz wyparuje niczym wrzątek. - dodał Ruciak.

- Cicho mi tam. - warknął na nich Piter.

- Co ten Cichy taki niecichy dzisiaj. - jęknął Wlazły.

- Nie wiesz? Anka tak na niego działa. - stwierdził Winiar.

- No tak, w sumie to było do przewidzenia. - atakujący doznał olśnienia.

- Pewnie dzisiaj rano mu nie dała, skoro taki wkurwiony łazi. - zarechotał złośliwie Kubiak.

- Jest dzisiaj nabuzowany bardziej niż jajniki mojej siostry po 15. - jęknął Bartman.

- Ej, idź ktoś do Anki i powiedz jej, żeby się ogarnęła. - zaproponował Ignaczak.

- Jak taki mądry, to sam sobie idź. - odparł mu Jarosz.

- Ktoś powinien jej powiedzieć, żeby się ogarnęła. - Rucek chyba do końca nie ogarniał, gdyż po prostu powtórzył to, co zaproponował Igła.

- W sensie? - zapytał najwyraźniej również nie do końca ogarniający sytuację Buszek.

- W sensie, żeby się ulitowała nad nami wszystkimi. - wyjaśnił mu Wiśniewski.

- No. To będzie z korzyścią dla nas wszystkich. - dodał Możdżonek.

- Chyba nie rozumiem. - westchnął Zatorski.

- Dla nas, bo on się uspokoi, jak rozładuje swoje emocje, i będziemy mieli z nim święty spokój, nie będzie się nad nami znęcać psychicznie... i z resztą fizycznie też. Dla niego, bo sobie porucha i się zrelaksuje, przez co będzie lepiej grać... To w sumie kolejny powód, że będzie lepiej dla Nas, skoro on będzie lepiej wywiązywać się ze swojej roboty na boisku. No i dla Anki w sumie też, bo pewnie przyjemne to dla niej, lubi to i dobrze jej to robi. - wyjaśnił wszystko swoim kolegom Igła.

- Nie lepiej po prostu powiedzieć Pawłowi, żeby poszedł jej zrobić dobrze? - wypalił Konan, a wszyscy wybuchnęli głośnym brechtem.

- Zamknąć dupy i robić to, o co nas prosi ten mierny chudopachołek za pół grosza. - warknął poirytowany blondyn.

- Zgrabna próba zmiany tematu, milordzie. - zauważył Fabian Drzyzga.

- KURWA MAĆ, zamknij tą swoją jebaną mordę, pawianie jeden. - syknął na niego Cichy.

- Oho, wkurwienie level hard. - zachichotał Igła.

- Dobra, dobra, już go tak nie denerwujmy. - Włodi chyba nieco bał się wkurwionego Resoviaka.

- Otóż to, kontynuujmy odpowiadanie na pytanie. Przypominam je, jakbyście zapomnieli: Jaki znasz rodzaj podrywu? - Bączek zamierzał przepytać wszystkich, nie zwracając uwagi na to, jak oni będą się zachowywać względem siebie. A że zachowywali się jak banda bachorów, która właśnie uciekła z piaskownicy i stwierdziła, że będzie się lać, bo ktoś im zabrał zabawki, no to sorry...

- Podryw na śmierć. - odparł niezwykle poważnym głosem Magneto.

- Co? - zapytał zdezorientowany Winiar.

- Umieram, gdy Cię przy mnie nie ma. - wyjaśnił Możdżonek.

- Jak na śmierć, to i na życie. - stwierdził Karollo.

- No, ciekawe, jak to opiszesz. - mruknął Buszek.

- Aż żyć się chce, gdy jestem z Tobą. - wyjaśnił mu natychmiast Wąski.

- Na wędkarza. - zaproponował Bociek. - Zarzucę wędkę w Twoim stawie.

- Na drzewo. - podrzucił swój pomysł Wiśnia.

- Nie słyszałem o podrywie na Możdżona. - zachichotał Łomacz, za co został zdzielony z łokcia w łeb przez Możdonka. .

- Ała, za co? - jęknął rozgrywający trzymając się za bolącą go głowę.

- Za żywota. - warknął na niego środkowy.

- No raczej nie za umarcie. - bąknął Zatorski.

- Jeezzuu, Zatorski. - załamał się Zagumny.

- Ej, obiektywnie muszę przyznać, że raz w życiu jakiś tekst mu wyszedł. - zastanowił się Ignaczak. - Dobra, Wiśnia, jak wygląda podryw na drzewo?

- Usiądź na moim konarze i z niego nie spadnij. - dodał Łukasz.

- O, patrz Konar, mówi o Tobie. - Zatorski uśmiechnął się szeroko, na co 24 pozostałych siatkarzy zgodnie przywaliło sobie facepalm'y.

- Weź wyjdź sprawdzić, czy Cię nie ma na zewnątrz, a jeśli Cię tam nie będzie, to poczekaj pół godziny, a na pewno się tam zjawisz. - syknął do niego poirytowany Bartman.
Zatorski wyszedł.

- Ahahah, ja nie mogę z niego, ten debil to zrobił. - zachichotał Kurek.

- To jest Zatorski, tego nie zrozumiesz. - stwierdził Mika.

- Zatorski to nie siatkarz. Zatorski to styl życia. - dodał Kosok.

- Ekhem, kontynuujmy. - mentalistę zaczęło już nieco denerwować to umysłowe przedszkole.

- Na igłę z nitką. - powiedział Drzyzga. - Wskoczysz do mojej dziurki.

- Na rudego murzyna. - wypalił Jarosz.

- Chyba raczej na ryżą dupę. - wtrącił się Kosa, dzięki czemu cała sala kolejny raz zaniosła się od niewyobrażalnego śmiechu.

- Grzechu! - zarechotał Igła.

- Moja krew, braciszku. - Cichy był wyraźnie uradowany. Środkowi przybyli sobie piątkę.

- A w sumie, to jestem ciekawy, jakby wyglądał taki podryw. - mruknął Konan.

- Jestem jedynym rudym murzynem na świecie. Chyba nie przepuścisz takiej okazji i umówisz się ze mną? No wiesz, będziesz wtedy co mieć opowiadać swoim koleżankom. - zarechotał Jarosz, gdy objaśniał to wszystko swoim kolegom.

- Panie Pawle, jaki pan ma pomysł? - zapytał Bączek Zagumnego.

- Pff, a do niego to mówi pan. A nam to po imieniu. - wyjęczał Ruciak.

- Bo na pana, mój drogi, to trzeba sobie zasłużyć. - odparł mu niezwykle spokojnym tonem doświadczony rozgrywający.

- Dobra, nie pierdol, i tak wszyscy wiemy, że macie romans. I to taką zmyłę teraz tylko odwalacie. - wypalił wyjątkowo rozbawiony tym wszystkim Bociek. Kolejny dziki brecht wydobył się ust siatkarzy. Bociek naprawdę zdissował Gumę.

- Myśl sobie, że mnie zgasiłeś, że mnie to zabolało. - warknął rudowłosy. - A mój pomysł na podryw to oczywiście podryw na husarza. Mam włócznię, i nie zawaham się zrobić z niej użytku.

- Następny pomysł? - kontynuował trener.

- Na Cichego Pita. - wypalił Kosok, po czym wyszczerzył się czarująco w stronę swojego przyjaciela ze środka siatki.

- Nie znam takiego pomysłu! - wrzasnął Nowakowski i prawie poryczał się ze śmiechu.

- O, ciekawe. Objaśnij, proszę. - zachichotał mentalista.

- Ciao bejbe, idę się odlać. - zaśmiał się Kosok, po czym przez salę przeleciał brecht jak stąd na Kamczatkę. - Ale w sumie jest jeszcze druga wersja.

- Taak? - odparł wciąż chichoczący pan Jakub.

- Bonjour, matka wie, że ćpiesz? - kolejny wyszczerz do Pitera, kolejny brecht siatkarzy. Cichy chyba nawet się faktycznie poryczał ze śmiechu. Swoją drogą, Kosok kojarzył, że te teksty wypowiedział kiedyś Pit, a nie, tak jak to chłopakom wmówiono, Igła.

- Na zarzyganą dziewczynkę. - powiedział Żygadło, gdy wszyscy się już uspokoili.

- Eeee? - zapytał zdezorientowany Władeczek.

- Cześć Mała, widzę, że Ci niedobrze. Pomóc Ci dojść do kibelka? - objaśnił mu rozgrywający.

- Aaa, to o to chodzi. - ogarnął przyjmujący i zaśmiał się głośno.

- Ciekawe. A co na to kolejny z Was? - mentalista był niewzruszony. Czegokolwiek by oni nie robili, on swoją "ankietę" doprowadzi do końca. Tak mu dopomóż Bóg.

- Na oklapniętą faj... falę. - rzekł piękny Endrju. - Postaw mi ją, bo mi oklapła.

- Wersja z fają chyba bardziej by odpowiadała tym szesnastoletnim dziewczynkom, które przeżywają nocami erotyczne sny z udziałem Ciebie w roli głównego bohatera i spuszczają się w majteczki na myśl o tym, że mogłyby się z Tobą przespać. Tfu, żeby tylko szesnaście one miały, to by dobrze było. One z dwanaście do czternastu mają, maksymalnie. - przerwał mu Cichy.

- Zazdrościsz, nie? - zapytał Wrona.

- Skądże, nie mam pedofilskich zapędów. W przeciwieństwie do Ciebie - prychnął rzeszowski środkowy, przez co ten z Bełchatowa poczuł się zgaszony.

- Na Tarzana. - wypalił Konan. - Pohuśtaj się na mojej lianie.

- Na zbieracza kamieni. - nieśmiało bąknął Mika.

- To chyba jedna z najciekawszych propozycji, jakie podaliście. Objaśnisz? - Bączek chciał go nieco ośmielić.

- Oczywiście. - uśmiechnął się przyjmujący.

- A zatem słucham.

- Masz zapewne pokaźną kolekcję klejnotów. Czy nie chciałabyś do niej dołączyć tych dwóch, które ja posiadam? - podrapał się po brodzie.

- Na Batmana. Zjawię się niepostrzeżenie w środku nocy i doprowadzę Cię do rozkoszy. - odparł niezwykle uwodzicielskim głosem Bartman.

- Chyba na Bartmana... A nie, wróć. Sorry, już czaję. - niemal natychmiast wycofał się ze swoich przemyśleń Wiśniewski.

- To dobrze, że czaisz, bo już się bałem, że mam do czynienia z drugim Zatorskim. - westchnął przyjmujący Jastrzębskiego Węgla.

- Na siatkarza. - podał swoją propozycję Wlazły.

- Na czasie. - wtrącił się Winiarski.

- No raczej. - odparł Mario. - Zaserwuję asa prosto w Twój rozpalony koszyczek.

- Na palacza. Będzie zadyma, oj czuję to maleńka. - dodał Buszek.

- Mam swój własny, indywidualny sposób na podryw. Wystarczy, że założę moją nieśmiertelną koszulę w kratę, a każda mi ulegnie. - Włodi postanowił być oryginalny.

- Pff, w kracie wyglądam lepiej od Ciebie, także sorry, misiaczku. - natychmiast zgasił go Nowakowski.

- Pit ma rację. - zaśmiał się Igła, po czym przybił piątkę z drugim z Resoviaków.

- Idźcie, cholery jedne. - jęknął Włodarczyk.

- Gdzie? Ja się stąd nie ruszam. Tam jest Zatorski. - wypalił Cichy.

- A co, boisz się go? - zadrwił z niego Zagumny.

- Jego nie. Jego głupoty owszem. - wyjaśnił mu środkowy.

- Chyba jak każdy. - dodał Kosa.

- Kto następny poda swój pomysł? - uroczą dyskusję przerwał mentalista za dwa trzysta.

- To może ja? - zapytał Winiar.

- Proszę bardzo.

- Podryw na oszałamiające oczy. Czyli na moje. - mrugnął okiem i poruszył charakterystycznie brwią. - Nie ma takiej, która by nie uległa.

- Na Monte. - zachichotał Kurek. - Cześć mała, zjemy śmietankę?

- Na ptaka. - dodał Sponsor. - Czy widziałaś mojego orła cień?

- Ostatni pomysł? - zapytał Bączek.

- Na pokurwionego mentalistę. - warknął Kubiak. On nie przepadał za mentalistą i nie ukrywał tego. Był dla niego tylko i wyłącznie wkurwiającym, non stop mędzącym idiotą.
Na to stwierdzenie wszyscy pozostali siatkarze po raz n - ty w ciągu ostatnich minut wybuchnęli głośnym śmiechem.

- To znaczy? - zapytał Łomacz, próbując powstrzymać swoje rozbawienie.

- Powiedz mi, jaki znasz rodzaj podrywu. - zironizował Kubi.

- Zacny pocisk. - stwierdził Kurek.

- Ej, ale ja nie skończyłem jeszcze! - przerwał mu drugi z przyjmujących.

- No, to słuchamy, jak jest dalej. - Ziomek wydawał się być zainteresowany pomysłem Dzika.

- O, patrz, jakie mam fajne okularki, tak, tak, tak, tak bardzo fajne okularki, tak bardzo przez nie nic nie widzę. Ej, to takie co Ci zwisa tak nieco pod szyją to jest Twoja ręka, czy noga? - wysyczał patrząc złowrogo w oczy Bączka. Połowa siatkarzy zezgonowała tak, że leżała na podłodze i kwiczała..

- Coś jeszcze? - warknął wkurwiony mentalista.

- Nie masz pan kutasa, nie masz pan cepa, nie masz pan kutasa, nie ma pan jak pchać. - postanowił podroczyć się z nim Michał Winiarski.

- Winiar! - zaśmiał się Kosok.

- No co? Nie moja wina, że on jest taki aseksualny. - twardo bronił swojego zdania Misza.

- Ekhem. - chrząknął trener.

- Nie przerywaj, gnojku. - odparł mu Bartman.

- Zwłaszcza, kiedy on mówi prawdę. - dodał ten, którego nazywano Szaloną Rudą.

- Ale...

- Nie. Nawet sobie nie myśl, że teraz przerwiemy kręcenie beki z Ciebie. - zachichotał wyjątkowo rozbawiony Wojtaszek.

- Tak, właśnie tak myślę. - westchnął Bączek.

- No to źle myślisz. - zarechotał Wrona, po czym przybił sobie piątkę z Małym.

- Echh. Na pytanie odpowiedzieliście, więc to chyba już koniec.

- Nie no, kurwa, serio?! - Kubiak wyglądał na uradowanego.

- Serio.

- Dasz nam już spokój na dzisiaj?! - niedowierzał Ignaczak.

- Tak.

- Alleluja, Bóg jest miłosierny! - wrzasnął Wlazły.

- To jest ten dzie-eń, kiedy Pan zlitował się nad naa-a-ami. To jest ten dzie-eń, gdy przejmuje się naszymi problemaa-a-ami... - zanucił Cichy.

- Te, Cichy, nie wiedziałem, że tak ładnie śpiewasz. - stwierdził zdziwiony Winiarski.

- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz. - Piotrek mrugnął okiem.

- Że niby on ładnie śpiewa? Dajcie spokój, pod prysznicem wyje jak zarzynana świnia. - machnął ręką Ignaczak.

- Nie wnikam w to, co mu tam robisz, Igła, że tak kwiczy. - prychnął Bartman.

- Bardzo nieśmieszne. - fuknął zgaszony libero.

- Właśnie, że dobre to było! - wrzasnął roześmiany Karollo.

- Ej, ale teraz tak serio. Jaki jest powód tego, że mógłbyś iść razem z Winiarem do X - Fightersów i zmietlibyście tam konkurencję? - zapytał poważnym głosem Muratore.

- Noo... chodziło się w młodości na jakiś tam chórek... - wybąknął nieśmiało Pit i spuścił głowę. Zarumienił się jak rzodkiewka.

- Ale wstydziocha. - zachichotał Kosok.

- Ej, to nie jest powód do wstydu, no weź, stary. - Kurek poklepał go po plecach.

- Myślałem, że zaraz powiecie, że to takie dziewczęce, pedalskie czy coś. - uśmiechnął się Iceman.

- I dobrze myślałeś. Bo takie właśnie to jest. - Zagumny nie podzielał entuzjazmu kolegów.

- Dzięki, Guma, na Ciebie zawsze można liczyć. - odburknął mu środkowy.

- Do usług. - uśmiechnął się rozgrywający.

- Ekhem. - chrząknął Bączek.

- Znowu się zaczyna, kurwa. - westchnął Bartman.

- Czego znowu, padalcu jeden? - warknął wkurwiony Misiek Kubiak.

- Mam Was dość na dzisiaj, do widzenia, dzieci śmieci. - rzekł im Bączek, po czym wyszedł z sali.

- Gudbaj selulajt. - pisnął Piter i posłał mu buziaka w powietrzu.

- A Ty co, Głośny, zajebałeś się w nim? - Włodi wyglądał na rozbawionego.

- Pewnie. Ma taką seksowną, męską szczękę. - odparł Cichy, po czym przez salę przeleciał brecht jak stąd do Honolulu.
Tak to właśnie chłopakom mijał typowy dzień na zgrupowaniu. Jak widać, wszyscy się kochają i jest miło i przyjemnie...

___________________________________________________________
 

/ W tym rozdziale przybliżyłam nieco historię Anki, żebyście mogli lepiej poznać tą postać. Jak widać, ukrywa ona jakieś wyjątkowo nieprzyjemne wspomnienia z przeszłości i nie chce nikomu opowiedzieć o tej historii. Czy siatkarze odkryją jej tajemnice? Przed kim się wygada?
No i czy jej znajomość z Nowakowskim przerodzi się w coś więcej?

Igła jak zawsze chciałby wszystko wiedzieć, czyżby miał prowadzić swoje własne śledztwo? Czy to mu się uda? Czy ktoś oprócz niego też zainteresuje się problemem Anki?

Winiarski "odratowany". Zostało dwudziestu dwóch otumanionych. A może jeden mniej? Co dziwne, wszyscy kojarzą Zatorskiego. On sam siebie i innych też. Czyżby na nim nie zadziałały "czary"?
Kosok, Łomacz, Możdżonek, Wiśniewski, Bartman, Wlazły... między innymi oni zaczynają powoli kojarzyć jakieś fakty. Zwracają się do części kolegów po ich prawdziwych pseudonimach, czasem nawet używają prawdziwych nazwisk, gdy mówią o nich. Czy udało im się w jakiś tajemniczy sposób ogarnąć jakieś fakty? A może po prostu mają tak dlatego, że nie zostali całkowicie ogłupieni?
Psuje to trochę moją koncepcję na ten rozdział, ale część z tych tekstów zupełnie straciłaby sens, gdyby podstawić tam fikcyjne pseudonimy i nazwiska.


Musiałam, po prostu musiałam wykreować jakąś przeuroczą rozmowę, prześmieszną sytuację z udziałem całej kadry. Myślę, że mi się to udało. Ale ten mentalista to ma naprawdę dziwne pomysły, prawda? Z kolei część chłopaków najwyraźniej chciała się popisać, bo ich pomysły były takie, że nic, tylko leżeć i kwiczeć...

8 komentarzy:

  1. Totalnie rozbroiły mnie sposoby podrywu zaproponowane przez siatkarzy! :D Trzeba przyznać, że mentalista za dwa trzysta ma dość niekonwencjonalne metody treningu mentalnego. Zatorski jak zwykle zabłysnął swoim nieogarem, ale w końcu to nie człowiek, to stan umysłu! :P Swoją drogą, myślę, że to bardzo możliwe, iż na niego metody Sędźwirskiego mogły nie podziałać, w końcu bardziej już chyba nie da mu się zryć czerepu :D A poza tym on i tak jest inny, więc to mogłoby wiele wyjaśniać.
    Właśnie tak się zastanawiałam, dlaczego chłopaki zachowują się, jakby w ogóle nie mieli tego "prania mózgu". Myślałam, że być może coś przeoczyłam, czegoś nie doczytałam, ale na szczęście wszystko wyjaśniłaś w komentarzu odautorskim.
    Anka jest trochę samotniczką, introwertyczką, przede wszystkim ceni sobie własne towarzystwo i pewnie chciałaby, by ten stan rzeczy trwał nadal, ale serce nie sługa, prawda? Ciągnie ją do Pita, oj ciągnie! :) I z wzajemnością :) No i oczywiście jestem bardzo ciekawa jej tajemnicy :)
    Cieszę się, że Krzysztof poszedł po rozum do głowy i przeprosił Ankę, bo jednak mimo wszystko zachował się niestosownie i sprawił jej przykrość.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz mentalista za dwa trzysta kojarzy mi się z jakimś dziwakiem, więc tutaj też taki będzie. :D To nie będzie jedyny jego pomysł, który będzie... yyy... oryginalny? Tak to chyba mogę nazwać. A może lepiej stwierdzić, że to będą pomysły totalnie wariackie. Ale na razie nie zdradzę, co ten mentalista sobie obmyślił. :D
      Tak, Zator to stan umysłu. I właśnie dlatego, że jest taki inny, na niego to pranie mózgu nie podziałało. :D

      Oni nadal mieli zachowywać się tak, jakby nic się nie zmieniło, no ale teksty do tego rozdziału miałam już ułożone wcześniej i dopiero po jakimś czasie ogarnęłam, że oni zachowują się tu tak, jakby tego prania mózgu nie mieli... Dlatego stwierdziłam, że po prostu część zacznie coś sobie przypominać. To chyba możliwe, przecież takie "zaczarowanie" nie może być wieczne i nieodwracalne. ;)

      Anka jest w sumie podobna do mnie - też jestem raczej samotniczką i nie lubię otaczać się zbyt dużym gronem przyjaciół. ;) No ciągnie ją, ciągnie. Chyba zbyt długo nie będzie w stanie się oszukiwać, że nic do niego nie czuje. No cóż, zobaczymy.
      Jej tajemnica jest naprawdę bolesna, i, chyba mogę zdradzić, że jest związana z jednym z siatkarzy. Więcej powiedzieć nie mogę, za 6 rozdziałów się wyjaśni. ;>

      Krzyś nie mógł nie przeprosić Anki, to kochany chłopak. Przegiął, ale zrozumiał to. Mimo to, nie raz jeszcze psycholożka na niego nakrzyczy. :D

      Usuń
  2. O lol xD Ta grupowa rozmowa na temat podrywów mnie urzekła i śmiałam się jak głupek do monitora. Boże, ty to masz dopiero bujną wyobraźnię i potrafisz coś takiego wymyślić :D

    Dobrze że Krzysiu przeprosił Anię, w końcu zrozumiał swój błąd.
    Czy na Zatorskiego te bzdury faktycznie nie zadziałały? Jak jego głupota była i jest, to raczej nic się u niego nie zmieniło xd
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swojej wyobraźni czasami po prostu się boję. :P Miałam pomysł na pewną hardkorową akcję w rozdziale z pamiętną imprezą, kiedy to wszyscy się upili, ale doszłam do wniosku, że to byłoby zbyt hardkorowe. ;d

      Tak, na Zatorskiego te głupoty nie podziałały. Był zbyt mało inteligentny, żeby uwierzyć w to, co ktoś do niego mówił. :D W tym przypadku wyszło mu to na plus. xd

      Następny rozdział w Sylwestra, albo już po Nowym Roku. Jeszcze nie wiem dokładnie. :D Się zobaczy.

      Usuń
  3. Przepraszam, że dopiero dzisiaj komentuję ;(
    Krzysiek widać zrozumiał swój błąd się i ogarnął. Ale dalej wścibskość przez niego przemawia. Oj Krzysiu, Krzysiu jak Ania będzie chciała się wygadać to się wygada, nie koniecznie tobie ale się wygada. Spokojnie ;)

    Dobrze, że Winiar odratowany :D Bardzo mnie to cieszy ;) No to już trzech ogarniętych. Ta Anka to szybko leci :D

    Ach, siatkarze u mentalisty... Czego chcieć więcej? xD Nie no mega była ta akcja, wybuchłam taki śmiechem przy zdaniu


    "- Romantyczny. - wypalił jak zwykle nic nieogarniający Zatorski.
    - Kurwa, Zatorski, zjebałeś. - warknął Ignaczak."
    albo tutaj :
    "- Że niby on ładnie śpiewa? Dajcie spokój, pod prysznicem wyje jak zarzynana świnia. - machnął ręką Ignaczak.
    - Nie wnikam w to, co mu tam robisz, Igła, że tak kwiczy. - prychnął Bartman.
    - Bardzo nieśmieszne. - fuknął zgaszony libero."

    Bartman ostro zdissował Igłę xD
    Zrobiłam też spam na Epickich Tekstach i zamierzam powklejać jeszcze trochę z poprzednich rozdziałów xD Także miej się na baczności.
    U mnie za jakąś godzinę powinien być nowy rozdział:
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysiu był, jest i będzie wścibski. :D To się nie zmieni. xdd
      Anka się wygada, już niedługo, niekoniecznie Krzysiowi.

      Spoko, powklejaj, po to ta zakładka powstała. :D

      I czekam na nowy rozdział u Ciebie. ^^

      Usuń
  4. Świetny rozdział :) Życzę weny i zapraszam do mnie siatkarskiee-marzenia.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wena jest niestety bardzo kapryśna, raz jest, raz jej nie ma. Ostatnio niestety coraz częściej jej nie ma.

      Usuń