23.11.2014

III. "Jak idiota się trzepie w nocy w tym łóżku, jak ryba w sieci po połowie, no to się nie dziwię, że się spierdolił z tego łóżka."

14.05.2014, Spodek, Katowice

Następnego dnia, tak mniej więcej o 6:00 rano, siatkarzy obudził przeraźliwy huk. Wszyscy zerwali się pędem ze swoich łóżek. Obawiali się, czy to nie jakaś bomba gdzieś wybuchła. Hałas dobiegał z pokoju Łukasza Wiśniewskiego i Dawida Konarskiego. Ojej, oby tylko im nic się nie stało - jęczała część chłopaków.
Popędzili żwawo w stronę, z której dobiegł ich ten straszliwy hałas, bojąc się, co oni tam mogą zastać.


- Dobra, to kto otwiera drzwi? - jęknął przestraszony Włodi.

- Ja. - odpowiedział Bartman. No tak, był zdecydowanie najodważniejszym z reprezentantów. Czasem tą jego odwagę można było raczej nazwać brawurą. Innym razem, jak to kiedyś ujął Rucek, "bucowatością". W tym przypadku jednak pewność siebie Zibiego nareszcie mogła na coś się przydać.
Jak powiedział, tak zrobił. Po chwili wszyscy weszli do pokoju chłopaków i zapalili światło. Natychmiast rzucił im się w oczy widok leżącego na podłodze, chyba jeszcze śpiącego, Wiśni. Co tu się do cholery, stało?...

- Ej, Konan, co tu się stało? - spytał Winiar atakującego. W końcu był ze środkowym ZAKSY w pokoju, więc powinien coś wiedzieć na ten temat. Kto, jak nie on?

- A co się miało stać? Wiśnia jak zwykle zaczął ruszać się we śnie, przebierać nogami, jak to on ma w zwyczaju, no i szarpnął się za mocno w stronę podłogi, no i się po prostu spierdolił z tego łóżka. Ale ten to, kurwa, ma kamienny sen, tak jebnął, że można by pomyśleć, że to jakaś bomba wybuchła. A on, kurwa, nic, śpi sobie dalej.

- Tak po prostu się spierdolił? - dopytywał Wlazły.

- Nie, kurwa, z efektami specjalnymi. - prychnął poirytowany tym pytaniem. - Tak, tak po prostu. I co, może mam się tym przejąć? Śpi przecież, dajcie mu święty spokój.

- Może on ma jakieś problemy z lunatykowaniem? - rzucił sugestię Marcin.

- Bardzo możliwe. Kiedyś spałem z nim w jednym pokoju na klubowym wyjeździe i też właśnie tak jakoś niespokojnie się ruszał w nocy. I w pewnym momencie jakby chciał właśnie wstać, ale ostatecznie tego nie zrobił. - opowiedział pewną historię z przeszłości Ruciak.

- To co my z tym zrobimy? On kiedyś może sobie zrobić krzywdę. - przestraszył się Bociek.

- O ile już sobie nie zrobił. Dla mnie to nie jest normalne, że on tak śpi, po takim upadku. W końcu z ogromnym impetem uderzył o tą podłogę, zapewne głową... Przecież wszyscy to słyszeliśmy i wyskoczyliśmy z naszych pokoi jak poparzeni. Chłopcy, idźcie po Sokala. Niech on na wszelki wypadek go przebada. Sam twierdzę, że nic mu się nie stało, ale lepiej dmuchać na zimne. - Guma jako jeden z niewielu siatkarzy w każdej sytuacji potrafił zachować trzeźwość umysłu.

- To ja pójdę - zaoferował swoje usługi Karol Kłos.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

I faktycznie poszedł. Musiał wejść do góry, po schodach, na II piętro, gdzie znajdowały się pokoje członków sztabu szkoleniowego. Zawodnicy zaś swoje mieli na piętrze pierwszym. Chwilę czasu mu zajęło, zanim znalazł właściwe drzwi. W końcu jednak stanął przed nimi i delikatnie w nie zapukał. Niemal natychmiast mu je otworzono i środkowy z Bełchatowa mógł wejść do środka. Sokal siedział w białym, skórzanym fotelu i pił kawę. Czytał gazetę. Karol zajrzał mu przez ramię.

- "Polscy siatkarze rozpoczęli zgrupowanie w katowickim Spodku. Nie wszystko jednak jest takie, jak być powinno." - przeczytał tytuł artykułu. Wtedy właśnie lekarz dostrzegł zawodnika, odstawił kawę na stół, odłożył również czytaną przez siebie prasę.

- Witaj, Karolu. Cóż Cię do mnie sprowadza. Czyżby jakiś problem? Pomóc Ci w czymś? - doktor był nieco zdziwiony widokiem siatkarza w swoim pokoju. Coś chyba musiało się stać.

- Nie, mi nie trzeba pomagać. Martwię się o kolegę. - zaczął.

- Cóż się stało? Opowiedz mi proszę to, co wiesz. - poprosił go pan Jan.

- W sumie, to za dużo nie wiem. - spuścił głowę. - Słyszał pan ten przeraźliwy huk przed chwilą? - zapytał go środkowy.

- Słyszałem. Zastanawiałem się, co to mogło być. Wy wiecie? Coś się komuś stało? - chyba przejął się tym, co usłyszał.

- No, coś tam wiemy. - bąknął.

- A zatem słucham.

- Mniej więcej o 6:00 rano obudził mnie straszny huk. Razem z Włodim sprintem wylecieliśmy z naszego pokoju. Wtedy zobaczyliśmy, że chyba wszyscy się pozrywali ze swoich łóżek. Praktycznie wszyscy zaspani. Do teraz mam przed oczami widok ziewającego Pitera, z tak bardzo rozdziawioną gębą, że chyba mógłbym się w niej zmieścić. - zachichotał. - No, ale, do rzeczy. Polecieliśmy wszyscy prędziutko pod pokój Konara i Wiśni, bo stamtąd dobiegał hałas. Po kolei im się tam władowaliśmy, zapalamy światło, patrzymy, a tam Wiśnia leży na podłodze. Przestraszyliśmy się nieco, Winiar zaczął się wypytywać Makaka, co się stało, dlaczego Łukasz śpi na podłodze. Na co nam Dawid, że Wiśniewski po prostu spadł z łóżka. Tak po prostu, bez żadnych efektów specjalnych, jak to ten idiota stwierdził. On w ogóle się nie przejął tym, że jego ziomkowi coś się mogło stać. No i stwierdziliśmy, że to chyba nie jest normalne, że skoro on tak huknął o podłogę, zapewne głową, no, że sobie po prostu nadal śpi. Konan twierdził, że nic mu nie jest. I gadał, że Wiśnia, jak zwykle, przebierał nogami we śnie i strasznie się wiercił w tym łóżku. Mamy przypuszczenia, że on może lunatykować. Rucek opowiedział nam historię, która jeszcze bardziej utwierdza nas w tej hipotezie. Guma stwierdził, że na wszelki wypadek powinien pan zobaczyć, czy oby na pewno Łukasz jest cały i zdrowy, że lepiej dmuchać na zimne, być przewrażliwionym, niż potem żałować, że coś się przeoczyło. - zakończył historię.

- Paweł ma rację. Takie huknięcie o podłogę może być naprawdę niebezpieczne. Zwłaszcza, jeśli podejrzewacie, że uderzył w podłogę głową. Mógł dostać jakiegoś wstrząśnienia mózgu, albo czegoś. Już idę, to faktycznie trzeba sprawdzić. Prowadź proszę, Karolu.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Karollowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Szybko wytłumaczył Sokalowi, gdzie dokładnie się kierują. Po chwili znaleźli się w pokoju atakującego i środkowego.

- Dzień dobry, chłopcy, słyszałem, że mieliśmy tu mały wypadek? - zapytał.

- Wiśnia się glebnął z łóżka. - odparł beznamiętnym tonem Konarski.

- I Ty w ogóle się tym nie przejmujesz? - Kubiak był zdumiony obojętnością siatkarza.

- A czym mam się przejmować? Nic mu nie jest. Jak idiota się trzepie w nocy w tym łóżku, jak ryba w sieci po połowie, no to się nie dziwię, że się spierdolił z tego łóżka. - odparł.

- Dawidzie, jeśli Twój kolega spadł z łóżka i uderzył głową o podłogę, mógł dostać nawet wstrząsu mózgu, lub zrobić coś innego, równie poważnego. - tłumaczył mu doktor.

- Ale go nie dostał. No jeju, nic mu się nie stało, dajcie mi spokój, spać mi się chce. - burknął i odwrócił się pod swoją kołderką w stronę ściany, przytulając się bardziej do poduszki. Zamknął oczy i próbował usnąć.

- Pierdolony ignorant. - wysyczał Kubiak. - Chyba powinniśmy obudzić Wiśnię, prawda?

- Tak, z pewnością. - odpowiedział mu doktor. - Jak zamierzacie to zrobić?

- Wylejemy na niego wiadro z wodą. - wypalił Łomacz, na co wszyscy obecni w pokoju złapali się za głowy. Tak, Sokal też. W międzyczasie jeden z siatkarzy szepnął coś doktorowi na ucho.

- To nie jest dobry pomysł. Duża ilość zimnej wody wylana na kogoś działa tak samo, jakby rzucono w niego czymś twardym. Jakbyś na przykład dostał cegłą. - powiedział pan Jan.

- Ja mam pomysła! - wrzasnął Igła.

- Błagam, nie mów, że pojeździsz mu pod nosem swoimi śmierdzącymi skarpetkami. - jęknął Kurek.

- One wcale nie są śmierdzące! - oburzył się. - Prawda, Ziomek?

- Oczywiście. Normalnie Channel numero 5. - westchnął z wyraźną ironią w głosie Żygadło.

- Ech, Ziomek... - zaczął Ignaczak.

- Powinieneś mu teraz powiedzieć "I Ty, brudasie, przeciwko mnie." - wypalił Zator.

- Jezus Maria, Zatorski. - Bociek złapał się za głowę i pokręcił nią z niedowierzaniem. Chwilę potem podszedł do niego Łomacz i... tak dla odmiany, zaczął kręcić jego głową.

- A Bociuś jest globusem. - zarechotał jak idiota rozgrywający LOTOSU. Wszyscy spojrzeli na niego jak na jakiegoś totalnego popierdola.

- Zati, mówi się "I Ty, Blutusie, przeciwko mnie"... - westchnął Buszu.

- Brutusie? A kto to był Brutus? Ja nie kojarzę żadnego Brutusa. - młody libero pogrążał się coraz bardziej.

- Mówi Ci coś nazwisko Juniusz Brutus, najwierniejszy sługa Juliusza Cezara? Zdradził go, i sam go zabił. - wytłumaczył mu Zagumny.

- Z kim go zdradził? To oni byli pedałami? - wypalił Zator.

- Dobra, Paweł, odpuść, do niego nie dotrzesz. - westchnął Drzyzga.

- Masz rację, bez sensu jest rozmowa z nim. - uśmiechnął się doświadczony rozgrywający.
Gadali sobie tak wesoło już od paru minut, zupełnie zapominając o wciąż śpiącym na podłodze Wiśni. Nie zauważyli nawet, że jeden z siatkarzy zniknął z pokoju. Kto to był i dokąd się udał? Czy oni się zorientują?

- Ej, a gdzie wcięło Cichego? - zapytał nagle Wrona.

- Może poszedł spać? Przecież widziałeś, jak on ziewał, jak smok. - zachichotał Mika.

- On chyba coś doktorowi na ucho gadał, nie? Dobrze widziałem? - zapytał Kosok.

- No, chyba tak. Raczej by mu nie mówił, że idzie spać. - przytaknął mu Jarosz.
W tej właśnie chwili powrócił blondwłosy środkowy. Natychmiast zasypano go gradem pytań.

- Gdzie Ty byłeś?! - wrzasnął Igła.

- Spokojnie, Krzysiu. - uśmiechnął się Pit. - Poszedłem do siebie do pokoju po coś, czym można by spróbować obudzić Wiśnię. - to rzekłszy przejechał palcem po drobnym przedmiocie, jaki dzierżył w swojej dłoni. A było to ptasie piórko. Bardzo kolorowe ptasie piórko.

- Skąd Ty to masz? - zdziwił się Ruciak.

- Z pokoju. - zachichotał. - A tak na poważnie, to jak kiedyś byłem mały, miałem w... - nie pozwolono mu dokończyć.

- Jak kiedyś byłeś jaki? - zarechotał Włodi.

- Młody, pasuje? - fuknął na niego.

- Cały czas jesteś młody. - mrugnął do swojego kolegi Kosa. Ten wesoło zatrzepotał rzęsami.

- Dziękuję, Grzesiu, na Ciebie zawsze mogę liczyć. - uśmiechnął się.

- A na mnie nie? - zasmucił się Siurak.

- Nie. - wytknął mu język środkowy Resovii.

- Chyba pójdę się obrazić. - stwierdziło ludzkie uosobienie kury.

- Pożyczyć Ci żyletkę? - prychnął Kubiak.

- Dobra, spokój. - warknął Piter, a wszyscy byli zdziwieni jego gwałtowną reakcją. - Bo mi przerwaliście historię. - dopowiedział już znacznie spokojniejszym głosem. - Wracając do niej, kiedyś, jak byłem młody, skoro określenie mały wam nie pasuje, jak byłem młody, miałem w domu taką małą, śliczną papużkę. Chłopczyk to był, naprawdę uroczy. Był oswojony, jadł mi z ręki, siadał sobie na mnie i w ogóle. Super sprawa. No i znalazłem kiedyś jedno piórko tego ptaszka, to, które tu teraz widzicie. Schowałem sobie i jest to taki mój szczęśliwy talizman. Niektórzy mają jakieś kamienie szlachetne, wisiorki z nimi, czy coś takiego, inni mają czterolistne koniczynki, w sumie, to mam jedno i drugie, a wisiorek mam z ametystem, bo mi się kolor fioletowy podoba, bo fiolecik jest dżezi, jak to powiedział kiedyś mój nauczyciel od polskiego z liceum, ale to nieistotne. Dla mnie jednak, najważniejszą z tych rzeczy jest właśnie to piórko. - powiedział, nieco chaotycznie, historię, którą chciał przekazać chłopakom.

- Miałeś papużkę? Jaką? - zainteresował się Rucy. - Bo ja też kiedyś miałem.

- Najzwyklejszą falistą. - odpowiedział Piotrek. - A Ty?

- A ja miałem nimfę, z takim faajnym czubem. - Michał uśmiechnął się wspominając swojego pierzastego przyjaciela.

- Mhm. Ja to czasami myślę, czy by nie przynieść jakiegoś ptaka do domu, albo parki, no ale jest problem, który nazywa się Polly. Niby to jest taki mały leniuszek, moja mała dama, ale nie wiem, czy by się w niej instynkt łowiecki nie obudził. No chyba, że to byłyby jakieś małe ptaszki i byłyby cały czas w klatce. Nie wiem, przemyślę to jeszcze. - uraczył wszystkich swoimi przemyśleniami. - Dobra, my tu gadu, gadu, a Wiśnia nadal śpi. To piórko jest mi potrzebne do tego, żeby go obudzić. - zaczął.

- W jaki sposób chcesz tego dokonać? - zapytał go Wojtaszek.

- Połaskoczę go nim pod nosem, proste, nie? - zachichotał.
Jak powiedział, tak zrobił. Po chwili Wiśnia otworzył oczy.

- Jejku, co się stało? - jęknął zdezorientowany.

- Spadłeś, Łukaszu, z łóżka. Chłopcy martwili się o Ciebie, że Cię to nie obudziło, więc postanowili pójść po mnie. - wytłumaczył mu Sokal. - Pozwolisz, że Cię przebadam?

- Oczywiście. Ale proszę wiedzieć, że ja mam zazwyczaj bardzo głęboki sen. - uśmiechnął się środkowy ZAKSY.

- Mogę mieć jeszcze jedno pytanie? - zapytał lekarz.

- Tak.

- Czy zdarzało Ci się kiedyś lunatykować w nocy? - chyba zdziwił zawodnika tym pytaniem, bo ten zakłopotany podrapał się po głowie.

- Nie przypominam sobie, chyba... - westchnął.

- Dobrze, nieważne. Chodź, muszę Cię zabrać na badania. - stwierdził Sokal.

- Gdzie go doktor zabiera? - przestraszył się Zator.

- Skoro uderzył się głową, to powinien przejść specjalistyczne badania, by wykluczyć wszelakie możliwe urazy czaszki czy też, nie daj Boże, jakieś urazy wewnętrzne. - wytłumaczył mu. - Czyli muszę go, niestety, zabrać do szpitala. Chodź Łukasz, ubierz się, spakuj i jedziemy. Któryś z Was chce pojechać z nami, tak na wszelki wypadek?

- Ja pojadę. - powiedział Możdżon.

- Dobrze, a zatem do zobaczenia potem, chłopcy. - powiedział doktor i wyszedł. Za nim pokój opuścili dwaj środkowi ZAKSY.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Po opanowaniu sytuacji wszyscy wrócili do swoich pokojów i ubrali się. Nie wiedzieli, co tak naprawdę się stało z Wiśnią, bo to, co przekazał im Konar, pozostawiało sporo do życzenia. On tak naprawdę w ogóle się tym nie przejął. "Dajcie mi spokój, chce mi się spać."... Naprawdę, naprawdę miał zupełnie w dupie to, co stało się z jego kolegą? Bufon jeden.
Po szybkim śniadaniu, na którym, wyjątkowo, nie było żadnych większych "ekscesów", chłopcy udali się na halę. Tam już czekali na nich Stefan, Filip i cała reszta. Z wyjątkiem doktora Sokala, oczywiście.
Krótka rozgrzewka poprzedziła właściwy trening.

- Chłopcze, jako, że pojutro rożegraczje mecz, to dżiszjaj żrobimy szobie gierke kontrolnom. Rożegramy jednego szeta, i powjeczje mi, czy chczeczie drugiego. - zarządził Stefan. - Podżjele wasz teraż na dwje dwunasztki. Pjerwsza ż nich - przerwano mu.

- Będzie ciężko, bo nie ma Możdżona i Wiśni. - zauważył Winiar.

- Dlaczego nie ma Możdżona i Wiszni? - dopytywał Antiga.

- Mieliśmy rano drobny wypadek, Wiśnia spadł z łóżka, pojechał z doktorem na drobne oględziny do szpitala. Możdżon pojechał z nimi. Ale raczej nic mu nie jest. - wytłumaczył Igła.

- No okej. No dobrze, pjerwsza dwunasztka: Piter i Kosza, Winiar, Kurek, Dżiku i Żibi, Guma i Żjomek, Igła, Mariusz i Boczjek. W szumie, to jedenasztka, nie dwunasztka, ale chyba może bycz, nie? - siatkarze przytaknęli. - Druga jedenasztka: Karol i Andżej, Ruczek, Mikusz, Rafał i Włodi, Fabian i Grzeszjek, Żati, Kuba i Konar. Przykro mi, Damjan, ale żabrakło mjejszcza dla Czjebje. Ale możemy szje umówicz, że bendżjesz szendżjom, a potem szje bendżjesz żmjeniał ż Igłom i Żatim, dobrze? - zwrócił się do Małego.

- Oczywiście. Nie ma problemu. - uśmiechnął się libero Jastrzębskiego Węgla.

- To może w żamian usztalisz pjerwsze szósztki? - zaproponował trener.

- Jasne, nie ma problemu. - Wojtaszek był naprawdę podekscytowany. - No, to tak, środkowi i libero są wiadomi, bo nie ma tu możliwości rotacji. W pierwszym składzie na ławce rozpoczną Dzik, Zibi, Ziomek i Bociuś, a w drugim Grzechu, Mikuś, Włodi i Konan.

- A wjencz posztanowjone. Wybjerzczje kapitany.

- Ja. - zgłosił się Winiar, po krótkim przegadaniu tego ze swoją grupą.

- I ja. - odpowiedział Rucek. On nie musiał z nikim tego ustalać, bił wszystkich na głowę swoim doświadczeniem.

- Dobrze, pieniondża nie mam, żeby nim rzucicz, wjencz musziczje inaczej usztalicz, kto żaczyna.

- No to papier, kamień, nożyczki. - stwierdził Sponsor. Winiarski zgodził się.

- No, to na trzy, cztery. - szepnął.
Wygrał Winiar, który przeciął nożyczkami papier wybrany przez Ruciaka.

- Usztalczje kolejnoszcz, kto pjerwszy żagrywa. - nakazał im Stefan. Szybko okazało się, że jako pierwszy w drużynie Winiarskiego zagrywać będzie on sam, następnie Kosok, Zagumny, Kurek, Nowakowski i Wlazły. Igła, jak wiadomo, zagrywać nie mógł. Druga drużyna zdecydowała się z kolei na rozpoczęcie od zagrywki Jakuba Jarosza, po czym kolejno: Buszek, Wrona, Drzyzga, Ruciak i Kłos.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mecz rozpoczął się więc od zagrywki Winiara. Delikatny float nie sprawił Rafałowi Buszkowi najmniejszych problemów, został przyjęty w punkt. Szybkie rozegranie Drzyzgi na prawe skrzydło do Jarskiego, a ten zdobył punkt, przełamując pojedynczy blok, jaki postawił Zagumny. (0:1) Zdobywca punktu powędrował w pole serwisu. Niestety, tym razem trafił w siatkę. (1:1) Pora więc na zagrywkę Grzegorza Kosoka. Kolejny, "lekki" float, jednak dość nieprzyjemny, wycelowany w Rucka. Ten, choć miał drobne problemy z przyjęciem na palce, ostatecznie zrobił to bez większego zawahania. Rozgrywający tym razem postanowił skorzystać z usług środkowego, czyli Wrony. Jednakże stojący po drugiej stronie siatki Piter, idealnie przewidział to, co zrobi Fabian i skoczył do Andrzeja. Udało mu się go zablokować, a blok ten był punktowy. (2:1) Kolejna zagrywka Kosy, tym razem "oberwał" nią Zatorski. W sumie, trudno powiedzieć, żeby oberwał, bo jego przyjęcie było naprawdę dokładne. Szybka piłka na lewe skrzydło, do Buszka, a ten obija ręce blokujących. Piłka spada poza boisko. (2:2) Buszek powędrował więc w pole zagrywki. Mocny pocisk, od którego Kurek niemal zgiął się w pół, jednakże utrzymał tą piłkę. Cwana Ruda Puma kiwnęła za blokiem. Koledzy biją mu brawo. (3:2) Serwis Zagumnego jednak minimalnie upadł poza linią wyznaczającą koniec boiska. Z tej niewłaściwej strony, oczywiście. (3:3) Zagrywa Wrona. Delikatny float nie sprawił żadnych problemów Winiarskiemu, a jeśli piłka jest tak dobrze przyjęta, no to praktycznie wskazane jest, by uruchomić środek. Po chwili więc potężny gwóźdź Cichego spadł obok bezradnego Karola. (4:3) W pole serwisowe powędrował Siurak. I to jest, moi mili, as serwisowy! Piłka lecąca z piekielną wręcz szybkością 115 km/h, przełamała ręce Zatorowi. (5:3) Kolejny, równie mocny serwis, spoczął jednak na aucie. (5:4) Zagrywka Fabiana Drzyzgi mogłaby być asem, gdyby nie ofiarny pad Krzyśka Ignaczaka, który jakimś cudem wyciągnął tą piłkę, ta trafiła do Gumy, który posłał ją do Wlazłego. To je Mario, tego nie zatrzymasz. (6:4)

- No, zobaczymy, czy rzeczywiście nauczył się zagrywać. - szepnął Kubi do Bartmana.
To znaczyło tylko jedno, Pit na zagrywce. No i czego można było się po nim spodziewać? Piłka wylatuje w powietrze, Nowakowski pacnął ją jakby klepał babcię po tyłku, piłka leci i płacze w powietrzu, mija Rucka, zmieniając nieco kierunek lotu, lobuje Zatora i spada idealnie w sam róg boiska. (7:4)

- Dobra była ta szmata. - stwierdził Zibi.
Ta szmata, jak ją nazwał Bartman, leciała dokładnie z prędkością 71 km/h. Kolejna zagrywka Pitera. I co? I Rucek próbuje łapać ją jak na lasso. Próbuje, bo nie złapał. Drugi as z rzędu? Serio, panie środkowy? (8:4)

- Przerwa techniczna! - krzyknął Wojtaszek.

- Kurwa, serio nauczył się zagrywać. - zachichotał Bociek.

- Stefan to jest jednak cudotwórcą - przytaknął mu Kosok.
A Pit tylko stał i się patrzył na nich wszystkich z tym swoim przyjebanym uśmieszkiem na twarzy, i odezwać słowem się nie raczył. Typowy Piter.

- Dobra, chłopaki, no to plan jest taki. Piter stoi na tej zagrywce i pyka asy jeden za drugim, aż wybije 25 punkt - zaśmiał się Winiar.

- A my? - brechtał się Igła.

- Opierdalamy się. - odpowiedział mu Kurek.

- Koniec przerwy technicznej! - dało się usłyszeć głos Małego.
Środkowy ponownie stanął więc w polu zagrywki. Przeciwnicy liczyli na to, że przerwa go nieco rozproszyła. Nic z tego. Tym razem z kąśliwym serwisem nie poradził sobie Buszu. (9:4) Drużyna Winiara powoli odjeżdżała swoim rywalom.

- Paanie Booże, zmiiłuuj się nad naami. - nucił sobie siedzący na ławce Wrona.
Kolejna zagrywka. Piłka leci, płacze w powietrzu, Zator przyjmuje ją na drugą stronę... a Kurek w takiej sytuacji musiał jebnąć w aut. Serio? (9:5)

- Czyli z planu nici. - westchnął Mario. Wszyscy w jego drużynie zachichotali. Przytulili środkowego, który uprzykrzył życie drugiej drużynie tymi czterema serwisami. Ten usiadł na ławkę, a Zibi i Kubi zaczęli... czochrać mu włosy.

- Ej, bo mu szopę zrobicie, i się wkurwi. - jęknął Ziomek. Pewnie bał się przyznać, że jest zazdrosny o to, że jego pięknej fryzury nikt nie zamierza potraktować w ten sam sposób.

- Nie wkurwi się. Po trzech asach jest tak rozanielony, że mógłbym go zacząć po dupie całować, a ten by się nie zorientował, że to robię. - wypalił Bartman.

- Ej, bez przesady! - fuknął na niego środkowy. - Serio byś całował? - wybuchnął dzikim śmiechem.

- No. Dobra dupa nie jest zła. - teraz to już wszyscy się brechtali.

- Nie ma zalotów na ławce! Zibi, Piter, rozpraszacie zawodników na parkiecie! - wrzasnął Wojtaszek, a cała hala zaniosła się od śmiechu.

- Przepraszamy. - bąknął nieśmiało środkowy i zaczerwienił się jak dolna połowa polskiej flagi.
"Mecz" mógł toczyć się dalej. Na zagrywkę podążył Michał Ruciak, ze swoimi charakterystycznymi rękawkami, oczywiście. Zawodnicy mieli dziś chyba dobry dzień na zagrywce - po asie Kurka i trzech Nowakowskiego, Orzeł posłał kolejnego. Piłka spadła pod nogi bezradnego w tej sytuacji Winiara. (9:6) Kolejna zagrywka Rucka sprawiła kłopot Igle, ale ten ostatecznie nie popełnił błędu. Guma rozegrał ją na środek, a tam... Kosa nadział się na blok Karollo. (9:7) Wypracowana przewaga malała.

- Ledwo co zszedłem, a Ci już lamią. - chyba nie trzeba dodawać, kto był autorem tych słów?
Trzecia z kolei zagrywka Rucka upadła w aut. (10:7) To nie wróżyło dobrze jego drużynie, gdyż w polu serwisu zmaterializował się Kat, zwany czasem Mariuszem Wlazłym. I rzeczywiście, posłał pocisk, który aż przewrócił Zatora. (11:7) Kolejna zagrywka jednak trzasnęła z hukiem w siatkę, prawie ją rozwalając. (11:8) Serwis spieprzył też Karollo. (12:8) Tak, jak przed chwilą mieliśmy festiwal asów serwisowych, tak teraz zaczął się inny - spieprzonych zagrywek. Przerwał go Winiar, który posłał piłkę ze średnią prędkością, przyjął go Buszek, a Fabian rozegrał do Ruciaka. Ten przebił się przez blok Kosy. (12:9) Przewaga zespołu Winiara znów zmalała. Zagrywa Jarski, Kurek niemal zgiął się w pół przyjmując jego piłkę, jednakże błędu nie popełnił. Guma rozegrał do Mariusza. To je Mario, tego nie zablokujesz. (13:9)

- Idziesz tam i wymiatasz. - zachichotał Zibi.

- Jasne. - uśmiechnął się środkowy.

- Żibi, Kubi, wy też wchodziczje. Żmjana szósztki, szchodżom Winiar, Bartek, Guma, Mariusz, wchodżom Żibi, Kubi, Żjomek i Boczjek. - zarządził Antiga. - Drugi żeszpół też żmjana. Szchodżom Ruczek, Buszek, Fabjan, Kuba, wchodżom Mikusz, Włodi, Grzeszjek i Dawid.
Zagrywał Kosok. Lekki float sprawił tyle problemów Mikusiowi, że Wojtaszek zaczął wrzeszczeć, że takie odbicie jest niedozwolone. Przyznał więc punkt drużynie Winiara. (14:9) Zaraz, zaraz, skoro Winiara już nie ma na parkiecie, to kto teraz jest kapitanem?

- Chłopcze, czy wybraliszczje już nowe kapitany? - zapytał Stefan.

- Nie, jeszcze nie. - odpowiedział nieśmiało Włodi.

- To wybjerzczje.

- Dobra, kto nim będzie? - zapytał Zibi.

- Ja nie. - od razu powiedział Kubi.

- Ja też nie chcę. - odpowiedział Ziomek.

- Ja mam za małe doświadczenie. - dodał Bociek.

- Ja się nie nadaję. - jęknął Kosok.

- Czyli postanowione. - zachichotał Zbychu i przybił piątkę z Miśkiem. - Chociaż, w sumie... on też się nie nadaje...

- Mogę spróbować. - bąknął nieśmiało Resoviak.

- Dobra, raz chyba nic się nie stanie, jak nim będzie. Stefan, wybraliśmy.

- Okej, czy druga drużyna wybracz już kapitan?

- Nie, jeszcze nie. - jęknął Endrju.

- No to wybjerajczje. - powiedział zniecierpliwiony.

- Dobra, kurwa, to kto? - warknął na resztę swojego składu poirytowany Karollo. - Od razu mówię, ja nie.

- Ja też nie. - powiedział Wrona.

- I ja też nie. - jęknął Konan.

- No to Grzechu? Bo ja na pewno nie. - zapierał się Mikuś.

- Ja też nie. - poparł go Włodi.

- No to Grzechu. - powtórzył Łomacz. - No okej, mogę być. Mamy, Stefan. - zakomunikował trenerowi.

- Dobrze, a żatem wraczamy do gry.
No i wrócili. Kolejność zagrywania była teraz następująca: Kosok, Żygadło, Kubiak, Nowakowski, Bociek, Bartman, zaś w drugiej drużynie: Włodarczyk, Wrona, Łomacz, Mika, Kłos i Konarski. Kolejna zagrywka Kosoka poleciała już w powietrze. Pacnął ją jak babcię po tyłku (to było typowe chyba dla wszystkich środkowych), a piłka leciała i płakała. Nic z tego, przyjęta w punkt przez Włodiego. Łomacz próbował kiwnąć, ale kiwka ta została podbita przez znakomicie interweniującego Igłę. Ziomek nie wahał się zagrać do Bartmana, a ten huknął jak z armaty. (14:9) Następny serwis nie sprawił Zatorowi żadnych problemów, Łomacz rozegrał do Konara, a ten zapunktował ze skrzydła. (14:10) Zagrywał Włodi, Igła w punkt, a Ziomek uruchomił środek. Cichy najpierw sprawił wrażenie, że strzeli obok Andrzeja z jednej strony, by w ostatniej chwili jebnąć takiego gwoździa, że prawie by się dziura w boisku zrobiła, z drugiej. (15:10) Tak, to był wyjątkowo bezczelny gwóźdź. W dodatku wbity gdzieś z wysokości drugiego piętra. Float Ziomka nie sprawił problemu Mice, ale dla odmiany w rozegraniu pogubił się Łomacz. Wyrzucił Władeczka za antenkę, ten nie miał z czego atakować. (16:10)

- Druga przerwa techniczna! - wrzasnął Mały.

- Ej, chłopcy, trzeba się ogarnąć. - jęknął Ruciak. - Wierzę, że dacie radę.

- Spróbuj, jak jeden Ci puszcza pocisk ze skrzydła (tu miał na myśli Bartmana), a inny strzela parę centymetrów od Ciebie takiego gwoździa, że ja pierdolę. No przecież on mnie tym, kurwa, zupełnie skompromitował. - jęknął Wrona.

- Spiąć dupy! Będzie dobrze! - krzyknął Drzyzga.

- Koniec przerwy!
Kolejny float Ziomka. Znów wycelował go w Mateusza, jakby liczył na to, że przyjmujący się pomyli. Ale on się nie pomylił, a Łomacz kiwnął obok bloku. Pit nie zdążył go postawić, jakby w ogóle nie zakładał, że taka opcja wchodzi w grę przy tej akcji. (16:11) Przyszła więc pora na kolejnego floata, tym razem w wykonaniu Andrzeja Wrony. Siatka. To nie był dobry "mecz" pięknego Endrju. (17:11) Dziku nie powtórzył wyczynu przeciwnika i sprawił spory problem Włodarczykowi w przyjęciu. Ostatecznie jednak błędu nie było, piłka trafiła do Grześka, a ten zdecydował się wykorzystać Konara. Atak w aut. (18:11) Co znaczyło, że Kubiak będzie zagrywać jeszcze raz. Zwiększył moc uderzenia, co przyniosło oczekiwany skutek - Zator jej nie przyjął. (19:11) Można jasno stwierdzić, że drużyna złożona z teoretycznie "lepszych" zawodników, roznosiła w pył swoich rywali. 8 punktów przewagi to jednak bardzo dużo, Tego już chyba nie byli w stanie odrobić. Kolejna zagrywka Kubiego, minimalny aut. (19:12) W polu serwisu stanął rozgrywający zespołu II, Grzegorz Łomacz, zwany McGregorem. Jego zagrywka dotknęła górnej części siatki i kierowała się w "dobrą" stronę. W ostatniej chyba chwili podbił ją jednak niezwykle ofiarnym padem Zbyszem Bartman, a Ziomkowi nie pozostało nic innego, jak zagrać do Boćka, który pewnym strzałem obił blok. (20:12) Na twarze drużyny II wpełznął strach. Ile tym razem asów z rzędu będzie? Jeden na pewno już jest, kąśliwa zagrywka ustrzeliła Mikę. (21:12) Druga zagrywka poleciała w powietrze, leci, mijają dni, godziny, mija rok, spada prosto w róg obok zdezorientowanego Włodarczyka. (22:12) Trzecia? Trzecia przetoczyła się po siatce i spadła prosto pod nogi spóźnionego z interwencją Zatora. (23:12) No a czwarta? No a czwartą na lasso łapał Włodi. I nie złapał. (24:12)

- Setbol dla drużyny I! - krzyknął Wojtaszek.
Setbol? Trzeba zrobić coś spektakularnego. Zagrywka poleciała nieco lżejsza, przyjął ją Zator, lecz Konarski ataku nie skończył. Podbił go Bociek, a Ziomek... a Ziomek podał do tyłu. A stamtąd poleciało coś, co trudno było jakkolwiek sklasyfikować. Po prostu takie jebnięcie z połowy boiska. Środkowego. Piłka przelobowała blok i wpadła w pomarańczowe. (25:12)

- Koniec seta! Wygrała drużyna I, która rozjechała drużynę II w stosunku 25:12. MVP I seta Piotr Nowakowski. To wszystko, dziękuję. - zakończył sędziowanie Wojtaszek.

- Ej, a jakąś nagrodę dostanę? - fuknął na niego Cichy.

- Buziaka w policzek mogę Ci dać, chcesz? - zachichotał Mały.

- Poproszę. - zatrzepotał rzęsami. Po chwili dostał, co chciał. - Namiętnie całujesz, wiesz? - zachichotał, a libero zaczerwienił się jak rzodkiewka.

- Chłopcze, chczeczje gracz drugi szet? - zapytał Stefan.

- Nie, niekoniecznie. - odpowiedział Winiar.

- No dobrze, to wystarczy na teraż. Możeczje szje rożejszcz, czeszcz. - wstał z zajmowanego przez niego miejsca i wyszedł z sali.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------


A skoro tylko Stefan wyszedł, coś musiało zacząć się dziać. Przecież Ci idioci nie byliby sobą, gdyby nie wymyślili czegoś durnego. Już obmyślali plany na jakąś kolejną spektakularną akcję. Guma podszedł do Ziomka i szeptał mu coś na ucho, na co Żygadło zgodnie potakiwał. Prawdopodobnie rozmawiali jednak o aspektach gry, a nie o jakichś głupotach. Z kolei Igła... Igła wpatrywał się nieustannie w Grzegorza Boćka.

- Bociuś, bo Ty taki nudny jesteś. Weź zrób coś fajnego. - podpuszczał go Ignaczak.

- Wjebię się w ścianę! - wymyślił atakujący.

- Co?! - wrzasnął zdumiony Fabian.

- Jestem hardkorem! - wrzasnął Grześ Bociek i podszedł do ściany, na którą miał się rzucić.

- Chyba raczej jesteś pojebany... - złapał się za głowę Kosok.

- Ty, on serio chce się wpierdolić w ścianę?! - ryknął Dziku.

- No, na to wychodzi. - odpowiedział mu środkowy.

- On chce na nią tak naskoczyć, wjebać się na nią. - wyjaśnił mu Wrona.

- Gotowy? - zapytał Igła, który miał wszystko kamerować. Serio on chciał to komuś potem pokazać w Internecie?...

- Mhm. - przytaknął atakujący.

- Patrz, jebnie! - krzyknął Zibi. Istotnie, po chwili Bociuś jebnął na ścianę i stoczył się z niej.

- Aaaaaaa! - wyrwało się Karolowi.

- Ale urwał! - zarechotał Włodi.

- Ale to było dobre! - dodał Wrona.

[To wyglądało mniej więcej tak:
]

- Bociuś, a w sumie, dlaczego Ty jesteś bociuś, a nie czapelka, albo żurawek? - wypalił Zatorski. No tak, tylko on mógł zadać tak debilne pytanie.

- Po to, żebyś się pytał. - zdziwił się atakujący. - Takie nazwisko mam od urodzenia, mam je po rodzicach. Proste, nie?

- No, tak. - potwierdził młody libero.

- Ostatnio gdzieś czytałem o Tobie opinię, że jesteś napakowany jak kabanos. Czy to prawda? - zapytał się go Krzysiu.

- Eee, aż tak to nie. Faktycznie, siłownia jest moją dobrą przyjaciółką, ale bez przesady. Jak za bardzo przypakujesz, to odbije to Ci się na Twojej motoryce, szybkości poruszania się, zwinności. Może też na zdrowiu, bo na przykład zacznie to uciskać na kręgosłup. A wtedy nietrudno o poważne urazy. - niemalże wyrecytował. Fajnie, że to zrobił, tylko po co on to zrobił, skoro nikt tak naprawdę go nie słuchał. No, może oprócz Ignaczaka.

- A ja przeczytałem ostatnio opinię, że jeśli się chce przypakować, to trzeba ściągnąć spodnie. - powiedział Zator. - Tak więc wybaczcie, jeśli czasami będę chodzić bez nich. - uśmiechnął się.

- Gdzie Ty przeczytałeś takie rewelacje? - zainteresował się Kurek.

- W Bravo Girl. - odpowiedział.

- I wszystko jasne. - westchnął Zagumny.

- Chłopaki! Mam newsa! - krzyknął Rucek, wymachując swoją komórką.

- Tak? - spytali równocześnie Kłos, Włodi, Mika i Buszek.

- Wiśni nic się nie stało, razem z Sokalem i Możdżonem już tu wracają.

- Całe szczęście. To dobry zawodnik, szkoda byłoby, gdyby coś mu się stało. - powiedział Wlazły, a wszyscy mu przytaknęli.
Nie minęło pół godziny, a wspomniana wyżej trójka była już w Spodku. Przez ten czas nie działo się nic wartego wspomnienia, toteż wyszczególnione tutaj nie zostanie.

- Ej, chłopaki! - wrzasnął Ignaczak.

- Co? - jęknął Drzyzga.

- Mam nadzieję, że pamiętacie, że jutro balujemy do rana? - zachichotał.

- Jakże moglibyśmy zapomnieć, Krzysiu, o Twoich urodzinach. - uśmiechnął się Kosa.

- No, to mam nadzieję, że będzie dobra zabawa. - charakterystycznie poruszył brwią libero.

"Muzyka, przyjaźń, radość, śmiech.
Życie łatwiejsze staje się.
Przynieście dla mnie wina dzban,
Potem ruszamy razem w tan!

Będzie! Będzie zabawa!
Będzie się działo!
I znowu nocy będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.

Będzie! Będzie zabawa!
Będzie się działo!
I znowu nocy będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.

Orkiestra nie oszczędza sił
Już trochę im brakuje tchu.
Polejcie wina również im
Znów na parkiecie będzie dym!

Bałkańskie rytmy, polska moc!
Znów przetańczymy całą noc!
I jeszcze jeden, malutki wina dzban,
I znów ruszymy razem w tan!


Będzie! Będzie zabawa!
Będzie się działo!
I znowu nocy będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.
Będzie! Będzie zabawa!
Będzie się działo!
I znowu nocy będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc."

_______________________________________________________________

/ Jest i rozdział III. Mamy w nim pierwszą chwilę grozy. Tak naprawdę wydarzenie to nie miało żadnych nieprzyjemnych skutków, ale jak mówił Guma, lepiej dmuchać na zimne.
Całe szczęście, że Wiśni nic się nie stało. Jak oceniacie zachowanie jego współlokatora, Konara? Zupełnie olał przyjaciela w potrzebie.
Na szczęście w Spodku znalazło się kilka ogarniętych osób, które wiedziały, co robić w takiej sytuacji.
Dowiadujemy się też, którzy siatkarze w przeszłości mieli w domu papugi.
Jak myślicie, co oznaczał tytuł artykułu w gazecie, którą czytał Sokal?

Przepraszam za to, że opis treningu, a raczej tego "meczu" jest taki denny, ale takich rzeczy opisywać nie potrafię. Starałam się, by było w miarę konkretnie, by było wiadomo, co, jak, gdzie, i kiedy. W międzyczasie wtrąciłam jakieś dialogi, bo przecież na pewno podczas prawdziwych meczów zawodnicy też ze sobą rozmawiają.
Atmosfera w kadrze wydaje się być niezła. Czy wkrótce to się popsuje?

W następnym rozdziale imprezka urodzinowa Igły, a to oznacza dużo alkoholu, co zaskutkuje dużą ilością dziwacznych zachowań siatkarzy. Jakich? Tego na razie zdradzić nie mogę. :)

Zbliżamy się do wydarzenia, które na zawsze odmieni życie chłopaków... Ale to jeszcze nie w następnym rozdziale. ;)


Jako, że w poprzednim rozdziale mieliśmy do czynienia z jedną z rzeczy z mojego życia wziętego, wspomnę, że w tym są aż trzy takie: także mam ptasie piórko na szczęście (tylko, że jest to piórko zeberki), a to, że "fiolecik jest dżezi" powiedział mój nauczyciel od polskiego z gimnazjum. Z kolei "w globusa" bawiłam się kiedyś z moją kumpelą, przy czym globusem była ona. ;]

6 komentarzy:

  1. Piszesz tak długie rozdziały, że jak chce je skomentować to nie wiem od którego wydarzenia zacząć. Ale broń Boże tego nie zmieniaj! Uwielbiam ich wygłupy, a tekst Igły "Bociuś, bo ty taki nudny jesteś. Weź zrób coś fajnego" przebił wszustko po prostu. A odpowiedź Boćka nie lepsza xD żeby się tak po prostu wjebać,w,ścianę? xD Niesyety nie mogłam zobaczyć jak to wyglądało bo na fonie mi się to nie wyświetla ale jutro na laptopie i pewnie się uśmieje xD Czekam szybko na kolejny ;)
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bociuś jest szalony, jak wszyscy z resztą. :P

      Na razie rozdziały są długie, ale obawiam się, że w końcu zabraknie mi weny... x/ A wtedy to nie wiem, jak to będzie wyglądać.

      Usuń
  2. Hej, hej =D trochę mi zajęło, ale w końcu nadrobiłam twoje wypociny =) muszę przyznać, że opisy treningu, całego meczu, który był, są naprawdę fajne! Ciężko się je pisze, sama o tym wiem, skracam je do minimum =D
    Wracając do początku, to w prologu narobiłaś takich "rebusów", ale ile frajdy było przy rozmyślaniu, którego z nich czyta się wypowiedź =)
    Co to opka, to meega ciężko mi się czyta o Zatim, który ma u Ciebie totalny niedowład umysłowy xDD ale spoko, tak też czasem trzeba =P
    Ja na miejscu Konara też bym poszła spać dalej! Koleś oddycha, to żyje xD
    Bociek... auć! Jak to mówią, boys will be boys =D
    Czekam na dłuuuuugi opis urodzin Igły, szaleństwo czas zacząć!
    Dziękuję jeszcze raz za wizyty u mnie =) dodaję oficjalnie do czytanych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram się skracać opisy meczów do minimum, ale nie dlatego, że nie potrafiłabym opisać trzech setów, albo więcej, ale po prostu dlatego, żeby ten opis nie był za długi. :D

      Zator od zawsze mi się kojarzy z kimś niedorozwiniętym, niestety. :P Więc tutaj też taki będzie. ;)

      Usuń
  3. Ach te ich wyczyny ;) Ale fajnie że takie długie rozdziały dodajesz, można więcej poczytać :) Aż mi czasu niekiedy brakuje, ale nie narzekam oby nie krótsze ;)
    Dziękuję za ostatni komentarz na moim blogu i zapraszam ponownie gdy tylko pojawi się kolejny rozdział ;)


    Dobrze że Łukaszowi nic się nie stało, całe szczęście.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich wyczyny mogą naprawdę przerazić człowieka. :P

      A Łukaszowi nic się nie stało, przecież oddycha. :D

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń