26.11.2014

IV. "To chyba moje pierwsze tak dzikie banse."

15.05.2014, Spodek, Katowice

[OSTRZEŻENIE: Rozdział opowiada o pijackiej imprezie, tak więc nasi chłopcy raczej nie będą się tutaj zbyt kulturalnie wypowiadać. Pojawią się też wątki, które porusza się tak mniej więcej po północy. Nie ponoszę odpowiedzialności za ewentualne zgorszenie czytelników.]

 
Godzina 6:00 rano. Idealna do spania. Do spania? Naprawdę uważacie, że wszyscy siatkarze jeszcze śpią o tej godzinie? Jeśli tak, to jesteście w błędzie. Jakieś 15 minut temu bowiem obudził się dzisiejszy solenizant - Krzysztof Ignaczak. Oczywiste jest więc też to, że nie mógł już spać również jego współlokator z pokoju - Łukasz Żygadło. Cóż ten Igła robił tak wcześnie na nogach, zapewne zapytacie? A co on mógł robić? Obmyślał kolejny szatański plan. Jako, że ma dziś urodziny, chce się dobrze zabawić i niczym się nie przejmować. Już wczoraj zapowiedział Stefanowi, żeby ten nie robił dzisiaj treningu, bo wszyscy przyjdą na niego pijani... albo wręcz spici w trzy dupy. Co najdziwniejsze było w tym wszystkim, Antiga się na to zgodził. Stwierdził, że jeden dzień przerwy nikomu nie zaszkodzi, niech sobie odpoczną. Odpoczną? Nikt nie będzie przecież dzisiaj odpoczywać. Będą tańce, hulanki, wszelaka możliwa swawola. Niemożliwa z resztą też. Tak, wesoły libero zamierzał zorganizować wielką, niezwykle huczną bibę, na której alkohol będzie się lać strumieniami. I przy okazji miał zamiar nagrywać swoich nietrzeźwych kolegów, a nuż któryś wywinie coś spektakularnego, z czego będzie można nabijać się latami?...
Wszystko fajnie, wszystko już załatwione, obcykane. Alkohol już w nocy, pod osłoną księżyca, został potajemnie przyniesiony do ośrodka. W jaki sposób? A myślicie, że nasi "grzeczni" chłopcy naprawdę w nocy tylko śpią? Nie, oni robią wiele zupełnie, zupełnie innych rzeczy, także te, które można by uznać za niedozwolone. Nie raz chodzili sobie w nocy do jakichś pobliskich sklepów monopolowych, by potem albo zebrać się u kogoś w pokoju i pić do rana, albo schować to w miejscu, gdzie sztab nie zajrzy i pić następnej nocy. Tej nocy także zrobili więc sobie wycieczkę po napoje wyskokowe. Wszyscy razem, bez wyjątków. Oczywiście nie było to jakieś bezmyślne wyjście, nie wszyscy weszli do sklepu. Część siatkarzy została na zewnątrz, by pełnić rolę czujek. Gdyby zauważyli kogoś niepożądanego (czytaj: najprawdopodobniej ktoś ze sztabu), mieli natychmiast dać sygnał na walkie - talkie, tym, którzy wybierali różne rodzaje wódek i piw. Tak, nasi chłopcy byli na tyle mądrzy, by używać krótkofalówek, w celu ostrzegania się przed nadciągającym niebezpieczeństwem.
Eskapada się udała, alkohol chłodził się w tajemnym schowku. Jedzenie też było już przygotowane od wczoraj. Było tego wszystkiego tyle, żeby balować cały dzień i całą noc. Nic, tylko czekać, aż reszta się obudzi. A z resztą... po cholerę czekać? Krzysiu postanowił wykorzystać patent Grzegorza Łomacza. Chwycił sporej wielkości wiadro (nie pytajcie, skąd je wziął, tego nikt nie wie. Najprawdopodobniej po prostu wziął je ze sobą z domu.) i popędził do swojego kibelka. A tam zrobił to, co można zrobić z wiadrem, czyli nalał w nie wody do pełna. Z tak cholernie ciężkim, ważącym niemal tyle co kilka cegieł, "tobołem" udał się w tournée dookoła Spodka. Miał zamiar obudzić wszystkich swoich kolegów. W jaki sposób? Otóż, wylewając na nich wodę, tak, tak po prostu. Może było to mało wyszukane, lecz z pewnością skuteczne.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Ruszył w kierunku pierwszego lepszego pokoju. Postanowił zacząć "odwiedziny" u kolegów od, można by rzec, zadniej strony. Czyli od tych pokoi, które były najbardziej oddalone od lokum jego i Ziomka. Warto dodać, że nie były one numerowane, lecz posiadały swoje własne, dość oryginalne nazwy. W dodatku zapisane w różnych obcych językach, często tak chorych, jak na przykład cebuański. Oczywiście żaden z chłopaków nie miał pojęcia, co to jest za język, no bo skąd mieli to wiedzieć? I tak oto Igła dotarł właśnie do takiego pokoju, na którym wisiała tabliczka z niezwykle enigmatycznym sformułowaniem "Sprinkaanvoël in die doringbos" (Bocian w buszu). Zapukał do drzwi. Po chwili otworzył mu jeden z lokatorów owego lokum.

- Cześć Krzysiu. - uśmiechnął się Bociek. - Na chuj Ci to wiadro?

- Ziomek mi chciał je ukraść. Nie oddam mu. - bąknął. Wiadomo było, że kłamie, jednakże ani atakujący, ani przyjmujący tego nie wyczuli.

- I dlatego je nosisz ze sobą? - zapytał zdziwiony Rafał.

- No. Właśnie dlatego. To moje wiadro! Niech sobie znajdzie swoje! - wrzasnął.


- Coś mi tu nie gla. - Buszu podrapał się po głowie.

- Radio Ci nie gra. - fuknął libero. - Włącz muzę. - nakazał mu. Buszka wyręczył w tym Grzesiu. - Dziękuję. A teraz podgłośnij ją na full. - i to życzenie Krzyśka zostało wysłuchane. - Usiądźcie obok siebie i zamknijcie oczy. - oni naprawdę nie przeczuwali co się zaraz stanie?... Igła chwycił wiadro, zamachnął się delikatnie i jak z niego chlusnął prosto na nich, to woda spłynęła aż po korytarzu.

- KURWA, TY DEBILU! - ryknął wyjątkowo wkurwiony Bociuś. Tak głośno, że zapewne wszyscy to słyszeli. O to właśnie Igle chodziło. Chciał oblać dwóch siatkarzy, a reszta miała po prostu natychmiast przylecieć zaalarmowana dzikim wrzaskiem. Buszek wolał nic nie mówić. Pieklił się w ciszy. Jedynie po grymasie na jego twarzy widać było, jak bardzo się w nim gotowały emocje.

- Ćśś, chłopcy. Dobrze, skoro już jesteście dobrze obudzeni, zapraszam na dzikie banse. Jak zapewne pamiętacie, albo i nie, trwają one dzisiaj all day, all night.

- What the fuck. - dokończył Rafał, jak w pewnej piosence autorstwa Sak Noel.
Chyba zadziałała jakaś telepatia między radiem, a zawodnikami, bo po chwili z urządzenia poleciało nie nic innego, jak właśnie utwór Loca People.


"I saw people party
I talk to myself:
What the fuck!
All Day All Night
All Day All Night
Viva la fiesta
Viva la noche
Viva los DJ"


 
Wszyscy trzej zaczęli się ruszać w rytm owej nuty, przy okazji wydzierając się niemożliwie. Teraz to już na pewno nie było we Spodku nikogo, kto by ich nie słyszał. Mogli jedynie udawać, że chcą tego nie słyszeć... Jako, że z koordynacją ruchową było u naszych panów nienajlepiej, ich taniec można było nazwać pokracznym, a to i tak było łagodne określenie na tego typu coś. Bo niczym innym tego nazwać nie szło. To nie był ani taniec, ani wywijaniec, to było po prostu jakieś coś.
Głośna muzyka i dzikie wrzaski zaczęły zwabiać kolejnych kadrowiczów. Jako pierwszy zjawił się Fabian Drzyzga.

- Co tu się wyprawia? - jęknął. - Naprawdę chcecie, żeby od rana napierdalał mnie łeb?

- Zapomniałeś o tym, że dzisiaj jest biba? - Igła przeszył go wzrokiem, który mógł zabijać.

- Kurwa, na śmierć.

- Dobrze, że nie zapomniałeś o tym, żeby oddychać. - dało się usłyszeć z oddali. No tak, mistrz ciętej riposty we własnej osobie. Właśnie zmaterializował się w pokoju Boćka i Buszka. - Weźcie ogarnijcie to ustrojstwo. - wskazał na radio.

- Bo? - syknął Ignaczak i spojrzał na środkowego jak na człowieka upośledzonego.

- Bo Kurek chce spać. - odpowiedział i wzruszył ramionami. - Ja mu mówię, że już trzeba wstawać, no to on mnie poczęstował soczystym "wypierdalaj, kurwa, popierdoleńcu zasrany" i dałem sobie spokój...

- Jak on śmiał tak do Ciebie mówić?! - wrzasnąl libero. - To on nie wie, że Ty jesteś bardzo wątłej konstrukcji psychicznej?!

- Matko z ojcem... Krzysiu, aż tak delikatny nie jestem. - westchnął.


- Matką z ojcem nie jestem, Krzysiu się zgadza. - zachichotał. Blondyn złapał się za głowę i pokręcił nią z niedowierzaniem. - Mam nadzieję, że Ty pamiętasz o tym, że dzisiaj balujemy?

- Jakże mógłbym zapomnieć. W kalendarzu sobie zaznaczyłem. - uśmiechnął się. - Trzy godziny dzisiaj fryzurę układałem, żeby jakoś wyglądać na tej imprezce. - zaśmiał się, a Drzyzga złapał się za głowę. Na cholerę trzy godziny układać niesforną czuprynę, jak i tak zaraz będzie nią trzepał w rytm muzyki na wszystkie strony i mu się rozpieprzy, też na wszystkie strony?...

- Ile? - jęknął Fabian.

- Trzy godziny. Wiem, że i tak zaraz mi się rozwali, no ale trudno. Chociaż na jednym zdjęciu chcę dobrze wyglądać. Możesz mi je teraz pstryknąć, Krzysiu. - zamrugał oczami do niego.

- Pfyf, Tobie nie idzie zrobić fotki, na której niekorzystnie wychodzisz, więc podejrzewam, że nawet jak ktoś Ci zrobi zdjęcie jak będziesz najebany w trzy dupy, to cały czas będziesz wyglądać dobrze. - westchnął libero.

- Ojojoj, ktoś tu ma kompleksiki. - po raz kolejny zachichotał.


- A idź Ty, zarazo jedna. Idź budzić Kurka, bo jak nie, to mu wpadnę z wiadrem. - fuknął.

- To wpadnij, bo mnie wkurwia
. Przyda mu się chłodny prysznic na ten rozgrzany łeb. Tylko nie rozlewaj wody na moje łóżko, proszę. Chcę jednak mieć gdzie dzisiaj spać.

- Dzisiaj spać nie będziesz. - rzekł Jarosz, wchodząc do pomieszczenia.

- Dzisiaj nikt nie będzie spać. - potwierdził Ignaczak.

- CHŁOPAKI! - usłyszeli wrzask Winiarskiego, by po chwili zobaczyć, jak pędzi w ich stronę. Ledwo co wyhamował, bo gdyby to mu się nie udało, to staranowałby Fabiana.

- Co. Się. Stało? - jęknął zerkający właśnie do pokoju Guma. - Ściszcie to. - poprosił. Wręcz o to błagał.

- Stefan powiedział, że on i cały sztab wybywają dzisiaj do pobliskiego hotelu. I całą halę, na cały dzień, i całą noc, mamy tylko dla siebie! - przyjmujący był niesamowicie podekscytowany.

- Kiedy on Ci to powiedział? - zainteresował się doświadczony rozgrywający.

- Przed chwilą, zadzwonił do mnie.

- Dlaczego ja nie mam jego numeru? - jęknął Bociek.

- Poproś, może Ci da. Ja wczoraj poprosiłem, na treningu, i mi go podał. - odpowiedział mu Piter.

- Chłopaki, potrzebuję pomocy. - powiedział Włodi, machając do wszystkich. Oznajmił w ten sposób swoje przybycie.

- Co jest? Coś z Endlju? - zapytał Buszu.

- No. Zamknął się w kiblu i już drugą godzinę tam siedzi.

- I co on tam lobi? - dopytywał przyjmujący Resovii.

- Brwi depiluje. Pensetą. Lampi się w lustro i sobie skubie. - jęknął.
Drzyzga ponownie złapał się za głowę, gdy usłyszał, co odpierdziela piękny Endrju. Chyba wyobraził sobie, jak to mogło wyglądać.
Nie, tego nie szło sobie wyobrazić.
Chyba.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Minęło jakieś pół godziny, gdy wszyscy już byli na nogach. Imprezka miała zacząć się za parę chwil. Do pokoju Boćka i Buszka schodzil
i się właśnie ostatni z siatkarzy. Na końcu wszedł oczywiście Zatorski.

- Soorry, ale zgubił mi się gdzieś mój pluszowy miś, musiałem go poszukać, no, rozumiecie chyba, że to było dla mnie bardzo ważne i nie mogłem przyjść wcześniej? - nie. Oni tego nie rozumieli. Oni bezczelnie wybuchnęli śmiechem. - Ale teraz na szczęście jest już bezpieczny, słodko sobie śpi, ukryty.

- Na cholerę Ci pluszowy miś? - zapytał Bociuś.

- No jak to?! Bez misia nie zasnę! - wrzasnął młody libero. Chyba nieco oburzyło go pytanie atakującego.
Bezlitośni koledzy cały czas zgonowali na podłodze. Na szczęście nad biednym Zatorem postanowiło ulitować się radio, z którego poleciał właśnie przebój Depeche Mode - Soothe my soul.

"I'm coming for you
When the sun goes down
I'm coming for you
When there's no one around

I'll come to your house
Break down the door
Girl I'm shaking
I need more

There's only one way to soothe my soul

There's only one way to soothe my soul

There's only one way to soothe my soul
Only one way to soothe my soul
Only one way (only one way)

Only one way (only one way)
Only one way (only one way)
Only one way (only one way)"

 
Gdy tylko siatkarze usłyszeli pierwsze słowa tejże piosenki, od razu wszyscy rzucili się w szalony wir tańca. To był jeden z ulubionych utworów większości z nich. Po chwili Ci, którzy mieli bardziej bujne czupryny, zaczęli nimi trzepać na wszystkie strony. Ach. Więc fryzura jednego z nich, układana pieczołowicie przez trzy godziny nie wytrzymała zbyt długo w nienaruszonym stanie. Ale on się tym chyba zbytnio nie przejmował. Z włosem rozpieprzonym na wszystkie strony, żwawo podrygiwał wraz z innymi.

- Ten to chyba po to taką grzywę zapuścił, żeby mógł nią trzepać na potańcówach. - zarechotał Igła do Ziomka, widząc popisy środkowego. - Zawsze do tej pory przecież miał ten łeb równiutko ostrzyżony, krótkie włoski, fryzurka przylizana. A tu nagle taka zmiana imidżu. Dojrzewa nam chłopak, oj dojrzewa.

- On nam mówił, że już nie jest gówniarzem, nie? A my mu wtedy na to: to, co pierdzielisz, jest jak gruszki na wierzbie. - zaśmiał się Żygadło.

- I śliwki na sośnie. - Krzysiek zarechotał chwilę po nim.

- No i proszę, i jednak miał rację. Ale jeśli chodzi o zachowanie, no to też się zmienił. - zauważył rozgrywający.

- Na lepsze. - dodał libero.

- Zdecydowanie na lepsze. - przytaknął.

- Kosa też nieźle wywija. - stwierdził Ignaczak, wskazując na czarnowłosego środkowego. Faktycznie, też kiwał się na wszystkie strony.

- Taak. Widać, że obaj się nieźle bawią. Wiesz, co mi się wydaje? - zapytał Ziomek.

- Nie?

- Że Kurek straci niedługo swojego przyjaciela na rzecz Kosy. Oni ewidentnie mają bromans. - zachichotał.


"I'm coming for you
I need to feel your skin
I'm coming for you
To stop this crawling

I'm taking my place
By your side
I'm not leaving
Until I'm satisfied

There's only one way to soothe my soul
There's only one way to soothe my soul

There's only one way to soothe my soul
Only one way to soothe my soul
Only one way (only one way)

Only one way (only one way)
Only one way (only one way)
Only one way (only one way)"

 
Część chłopaków porzuciła pląsy w pokojach i na korytarzu na rzecz napicia się.

- Bociuś, jako, że jesteś chyba najsilniejszy, weź leć do schowka po picie, co? - poprosił go Winiar.

- Dlaczego ja? - jęknął atakujący. Chyba nie chciało mu się tam iść.

- Bo masz największego bica. - wypalił Wrona.

- O, widzisz? To jest wystarczający powód. - uśmiechnął się kapitan drużyny.

- No doobra. Ale sam tam nie pójdę. Mowy nie ma, żebym sam to dźwigał.

- No to pójdzie z Tobą drugi największy bic. - stwierdził Zagumny.

- Czyli? - spytał Zator.

- Czyli Ty, Pawełku. - prychnął ironicznie Kubiak.

- Ej, ja mam większego! - wrzasnął Igła, a wszyscy spojrzeli się na niego jak na opętanego. No tak, to mogło zabrzmieć dwuznacznie...

- Kto tu ma największego bica zaraz po Bocianie? - zapytał Możdżon i zaczął "sprawdzać" bicepsy swoich kolegów. - O, proszę bardzo, pan środkowy, Resovia Rzeszów. Ale już mi wypierdalać po moje piwko.

- Mnie tu nie ma, ja udaję wór ziemniaków. - wypalił Nowakowski. Siedział w miejscu, w kącie, pod ścianą i udawał, że rozmowa chłopaków go nie dotyczy.
To zdecydowanie nie był normalny człowiek.

- No to może pan drugi środkowy, już nie Resovia Rzeszów?

- Nie mogę. - jęknął Kosok.

- Ponieważ? - dopytywał się Magneto.

- Ponieważ... ponieważ tak uważam. I to Ci powinno wystarczyć, Drzewo. - odpowiedział czarnowłosy środkowy.

- Niech wam wszystkim będzie. Ja pójdę. - westchnął w końcu Marcin, skoro nikt nie kwapił się do tego, by ruszyć z miejsca swój zad. - Ale żadnych dokładek wam dolewać nie będę.
I poszedł wraz z Bociusiem.

"I'm coming for you
My body's hungry
I'm coming for you
Like a junkie

I can't stop
Desire in me
I'm not waiting
Patiently

There's only one way to soothe my soul
There's only one way to soothe my soul
Only one way to soothe my soul
Only one way to soothe my soul


There's only one way to soothe my soul
Only one way to soothe my soul
Only one way (only one way)
Only one way"


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po niedługiej chwili wrócili, z jakąś totalnie wielką torbą, może nawet można to było nazwać czymś w rodzaju walizki. Ciągnęli ją za przymocowany do niej uchwyt. Wjechali więc z tą walizą w do bufetu i otworzyli ją. Zaczęli z niej po kolei wyjmować wszelaki alkohol, jaki się tam znajdował. Cała masa wódki, whiskey, szampany, wina, no i oczywiście piwo. Można by rzec, do wyboru, do koloru. Przede wszystkim jednak do upicia się. Taki był cel chłopaków i nawet nie zamierzali tego ukrywać. Od początku jasne było, że wszyscy piją tyle, ile tylko będą w stanie. Jeśli ktoś już nie wytrzyma, to albo padnie na podłogę ze zmęczenia, albo poleci rzygać do kibla, a reszta... będzie bawić się dalej. Ta banda alkoholików już chciała tak po prostu rzucić się na dopiero co przyniesione napoje, gdy Drzewo Możdżona stanęło im na drodze.

- Spokojnie, chłopcy. Przypominam, że to jest impreza urodzinowa. Najpierw tort. - rzekł, po czym Bociek owy wniósł. A może raczej lepiej byłoby stwierdzić, że tort wjechał na wózku. Ogromny tort, no ale jaki inny mógł być dla 25 dwumetrowych gości? Przecież to jest banda żarłoków. A jeszcze w dodatku niektórzy mogą jeść co chcą, ile chcą i kiedy chcą, bo mają tak szybką przemianę materii. A siatkarzom ślinka ciekła po ich cudnych buźkach już nie tylko na widok napojów wyskokowych.

- Piękny tort. - zauważył Winiarski. - Postarali się w tej cukierni. - uśmiechnął się. - Krzysiu, z okazji Twoich osiemnastych urodzin, w imieniu swoim i całej drużyny chciałbym życzyć Ci tyle zdrowia, ile to tylko możliwe, bo zdrowie jest w życiu najważniejsze, bez niego nie można marzyć o niczym innym. Szczęścia, bo to też się często okazuje przydatne, spełnienia Twoich wszystkich najskrytszych marzeń. Spokojnie Krzysiu, Mistrzostwa Świata będą nasze, PRAWDA CHŁOPAKI?! - ostatnie słowa już wykrzyczał. Igła miał... łzy w oczach? On serio się wzruszył! Winiar przytulił doświadczonego libero, a ten zaczął tak po prostu beczeć w jego T - shirta.

- Dziękuję, Misiek. - szepnął i wył dalej.

- Ej, bo Ty serio drugi raz w życiu obchodzisz osiemnastkę! - zaśmiał się Dziku.

- No, tak jakoś wyszło. - zachichotał Igła, gdy już otarł łzy wzruszenia.

- Wyygramy, wyygramy, przeciwnika pokonamyy. - zanucił Wlazły.

- Kroj już tego torta, jestem głodny! - wypalił Łomacz.

- E! Ogarnij trochę swoją nienażartą mordę. - zganił go Zagumny.

- Sooryy. - jęknął rozgrywający LOTOSU.

- Dobra, czas na część oficjalną, a potem będziemy mogli sobie jeść, i jeść, i jeść, i jeść... - rozmarzył się Piter. - Krzysiu. - podszedł do niego i przytulił go. - Zdrowia, szczęścia, pomarańczy, niech Ci żona nago tańczy. - zarechotał. - Taki żarcik. Wszystkiego Najlepszego, dużo zdrówka, szczęścia, pomyślności, pociechy z dzieci... I żebyś nie tracił do nas cierpliwości, jeśli chodzi o filmowanie nas swoją kamerą. - uśmiechnął się szeroko.

- Dziękuję, Piotruś. Jeśli nie stracę cierpliwości do Ciebie to chyba do innych też nie. - mruknął, a ten trącił go delikatnie w bok. Tulili się tak dobrych parę minut.

- Eee, starczy, ja też się chcę przytulić! - wrzasnął Konan.

- Może niech każdy powie to, co ma do powiedzenia, a potem wszyscy rzucimy się na Krzycha? - zaproponował Możdżon. Pomysł zyskał aprobatę wesołej bandy.

- Sto lat, zdrowia i radości. Miłości, dziubasku Ty nasz kochany. - wypalił Konarski.

- Żeby spełniły się wszystkie Twoje marzenia. - powiedział Kosok.

- Siły spokoju, żebyś mógł wytrzymać z tymi półmózgami. - rzekł Guma i wskazał wymownie w stronę kilku siatkarzy.

- Duużo pieniędzy. - uśmiechnął się Kurek.

- Uśmiechu na twarzy. - dodał Kłos.

- A ja Ci, Krzysiu, życzę, żebyś został gwiazdą mediów. - stwierdził Endrju.

- Fejmu, rozgłosu, sławy. - mrugnął do niego Zbyszek.

- Jeszcze niejednego sukcesu w sportowej karierze. - powiedział Mario.

- Pozytywnej energii! - krzyknął Fabian i wyszczerzył się nie-czarująco.

- Najcudowniejszych przyjaciół na świecie. - dodał Włodi.

- Takich już mam, tutaj. - przerwał mu Igła i uśmiechnął się szeroko. - No i w Rzeszowie, oczywiście.

- A mnie masz i tutaj, i tutaj. - zaśmiał się Fabian.

- Nie przymilaj się, Krzysiu i tak woli mnie. - fuknął Cichy. - Prawda, Krzysiu?

- Prawda, Piotruś. - zachichotał.

- Gdybyś nie miał dzisiaj urodzin, to bym się poszedł obrazić. - westchnął Drzyzga.

- KRZYCHU! - wrzasnął Kubi. - Zdrowia, no! Bo czego innego?

- Żeby ten sezon reprezentacyjny był dla nas najlepsiejszy, także, jeśli chodzi o "Igłą Szyte". - uśmiechnął się Rucek.

- Żeby ktoś Ci kupił żel do włosów, to może w końcu przestaniesz podkradać mój. - wypalił Żygadło.

- Też Cię kocham, Ziomuś! - krzyknął libero.

- Żebyś zdobył kiedyś asa serwisowego. - no tak, takie "mądre" życzenia mógł złożyć tylko Zator... Wszyscy wyjątkowo postanowili przemilczeć to, co młody libero właśnie powiedział.

- Spokoju, opanowania, chłodnej głowy. Podejmowania tylko i wyłącznie słusznych decyzji w życiu. - rzekł filozof Muratore.

- Wszystkiego, co zajebiste! - wrzasnął Łomacz.

- Spełnienia marzeń. - nieśmiało bąknął Mikuś.

- Statuetki najlepszego libelo w PlusLidze i na Mistrzostwach Świata. - dodał Buszek.

- Siły, we wszystkich tego słowa znaczeniach. Wytrwałości. - szepnął Bociek.

- Radości z siatkówki. - powiedział Wiśniewski.

- Tylko i wyłącznie zdrowej rywalizacji między nami. A z resztą, i tak wygryziemy Zatora. - zarechotał Wojtaszek, a Igła roześmiał się razem z nim. Z resztą nie tylko on - brechtała się większość chłopaków.

- DWIEŚCIE LAT! - ryknął Jarski. - A teraz idziemy się najebać!

"My lubimy się najebać, procent we krwi,
Banię wygrzewa, kocioł mę
tlik,
Palma uderza, czasem tak trzeba,
Młodoś
ci nie kupisz, ani nie sprzedasz

My lubimy się najebać, procent we krwi,
Banię wygrzewa, kocioł mę
tlik,
Palma uderza, czasem tak trzeba,

Młodości nie kupisz, ani nie sprzedasz"

 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jak powiedział, tak uczynił, wraz z całą resztą. Chłopcy dorwali się w końcu do alkoholu, otworzyli wszystkie butelki i każdy nalał sobie to, na co miał ochotę. Najwięcej siatkarzy zdecydowało się oczywiście na różnego rodzaju piwo. W kufle nalano więc wszystkie Tyskie, Żywce, Carlsbergi, Sommersby, co kto woli... Przez jednego z kadrowiczów pity był Okocim, i chyba nie trzeba tłumaczyć, który to był? Znaleźli się nawet amatorzy malinowego Karmi, oraz tacy, którzy do piwa dolali sobie trochę soku. Bo trzeba wspomnieć, że trochę soku i wody także zostało kupione, tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś już był troszkę zbyt wstawiony. Kilku reprezentantów zdecydowało się na innego rodzaju trunki, takie jak wódka, whiskey czy wino.
Po napiciu się, wszyscy ruszyli na parkiet, gdzie królowało już disco polo.

- To chyba moje pierwsze tak dzikie banse. - uśmiechnął się Mikuś.

- To się przyzwyczajaj, bo będzie ich więcej. - odpowiedział mu Bartman

"Miłe VIP roomy i zdjęciówy, chcę szklankę
Zanim podbijam jeszcze jednego machn
ę

To na melanżu, to było na melanż
u brat
Było tak, Monopol –
Zodiak.
To na melanżu, to było na melanż
u brat
Było tak, Monopol –
Zodiak.

Ja przy tej pł
ycie ubaw mam, ta, kozak
Po dłuższym czasie bę
dzie jak narkoza
Liczy się zodiak, słuchaj man, weź
zrozum
Nie bądź
pan cham, tylko miej (miej) rozum

To na melanżu, to było na melanż
u brat
Było tak, Monopol –
Zodiak.
To na melanżu, to było na melanż
u brat
Było tak, Monopol –
Zodiak.

Że balet był do rana nie pamiętam
"

- Kurwa mać! - wrzasnął w pewnej chwili Kosok i morderczym spojrzeniem obdarzył Możdżona.

- Co? - środkowy ZAKSY chyba nie ogarniał, co się stało.

- Kuurwa, on wylał na mnie picie! - ryknął wkurwiony i ściągnął z siebie koszulkę. - No co się tak gapicie, co? Gołej klaty żeście nie widzieli? Przecież nie będę siedzieć w brudnym T - shircie.

- W ramach solidaryzowania się z tym oto tutaj - Pit wskazał na Kosoka. - także posiedzę półnago. - zachichotał i ściągnął T - shirta.

- Ta menda znowu chce, żebym miał kompleksy. - jęknęli równocześnie Kurek i Ignaczak.

- Trzeba zapierdalać na siłce, a nie! - wrzasnął do nich. - A teraz patrzcie, i podziwiajcie. - naprężył mięśnie i cały czas wesoło rechotał.
Hotki na pewno już by się śliniły...


"Bate forte o tambor Eu quero é tic tic tic
tic tac Bate forte o tambor Eu quero é tic
tic tic tic tac

É nesta dança que meu boi
balança E o povão de fora vem para
brincar É nesta dança que meu boi
balança E o povão de fora vem para
brincar"


- Przecież to inaczej leciało. - jęknął Bociuś, gdy usłyszał słowa owej piosenki.

- Taa? A jak? - zaciekawił się Igła. Nie ogarnął, co to jest za utwór?...

- Ej, chłopaki, kto zaśpiewa razem ze mną?! - krzyknął.
Szybko okazało się, że zaśpiewają praktycznie wszyscy.

- To kto zaczyna? - zapytał Kosok.

- Ja mogę - stwierdził Winiar.

- Okej. No, to zaczynaj.

- Maacieej pooczuł taampoon, chooleera... - zaczął, jak mu kazano.

- Maaciej pooczuł taampoon... - bliżej niezidentyfikowany dźwięk wydał z siebie Kosok.

- ... to kara, cziki, cziki, cziki, cziki, czi ta. - dokończył za nim Cichy.

- Maacieej pooczuł taampoon...

- ... to kara, cziki, cziki, cziki, cziki, czi ta.

- Kiełbasa, forsa, kino, knajpa, kąsa, i pogubił to... - włączył się Kurek.

- ... la pipa Afrika. - zaśpiewał Dziku.

- Kiełbasa, forsa, kino, knajpa, kąsa, i pogubił to...

- ... la pipa Afrika.

"As barrancas de terras caídas Faz barrento
o nosso rio mar As barrancas de terras
caídas Faz barrento o nosso rio mar

Amazonas rio da minha vida Imagem tão
linda Que meu Deus criou

Fez o céu a mata e a terra Uniu os
caboclos Construiu o amor Fez o céu a mata
e a terra Uniu os caboclos Construiu o amor"


- Masz tu Panie, tu teraz Caritas... - zaczął zwrotkę Łomacz.

- ... masz Panie, co niosą zioma. - dokończył do rymu Konan.

- Masz tu Panie, tu teraz Caritas...

- ... masz Panie, co niosą zioma.

- Amazonas do taty, a nie da jej marzeń... - ciągnął Wlazły.

- ... a nie da, a jego skryją. - ten wers z kolei "padł ofiarą" Ziomka.

- Weź tu se łamaga, ja teraz u nich... - zawył Bartman.

- ... już schabowy szykuję i jadło. - skończył strofę Ignaczak.

- Weź tu se łamaga, ja teraz u nich...

- ... już schabowy szykuję i jadło.

- Maacieej pooczuł taampoon...

- ... to kara, cziki, cziki, cziki, cziki, czi ta.

- Maacieej pooczuł taampoon...

- ... to kara, cziki, cziki, cziki, cziki, czi ta.

- Kiełbasa, forsa, kino, knajpa, kąsa, i pogubił to...

- ... la pipa Afrika.

- Kiełbasa, forsa, kino, knajpa, kąsa, i pogubił to...

- ... la pipa Afrika.

W chwili, gdy siatkarze skończyli wyć, bo śpiewaniem tego nazwać nie szło, nastąpiło wielkie jebnięcie. Nikt za bardzo nie wiedział, kto, i w co się walnął. Słychać było tylko ten huk. Po chwili wszystko było już jasne. Kurek pierdolnął się w stół.


- Ała, kurwa, łopatka mnie boli. - jęknął Kurek.

- Dobrze, że nie grabie. - zachichotał Piter.

- Uległem beztlenowej fermentacji. - zezgonował Mały.

- To znaczy? - zapytał Buszek.


- Skisłem. - wytłumaczył mu libero.

- Ogóóreek, ogóóreek, oogóóreeek, zieeloonyyy maa gaarnituuureeek! - zafałszował Łomacz. No bo co miał na to poradzić, że skiśnięcie kojarzyło mu się tylko z ogórkami?...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Niektórym chłopakom chyba już ostro przygrzewało w łepetynkach. Taki na przykład Jarosz zaczął rozgrzebywać łóżko w jednym z pokoi. Powywalał z niego, jak leci, dosłownie wszystko. Poduszki poleciały na podłogę, jedna po drugiej, Koc został rzucony aż gdzieś na korytarz. Wtedy rudowłosy atakujący zaczął zabierać się za ściąganie kołdry. Złożył ją kilka razy i... taki "kapelusz" położył sobie na głowę.
Wrócił do pozostałych i zaczął poruszać czupryną w rytm muzyki.

- Zacny kapelusz, Jarski! - ryknął Włodi.

- A dziękuję, dziękuję. - uśmiechnął się Kuba.


"Monday, party.
Tuesday, party.
Wednesday, party.
Okay. (Okay)
Thursday, party.
Friday, party.
Weekend, weekend, weekend, party.

Monday, party.
Tuesday, party.
Wednesday, party.
Thursday, party.
Monday, party.
Tuesday, party.
Wednesday, party.
Thursday, party.
Weekend, party, weekend, party, weekend, party, party, party...."


 
A alkohol co poniektórym doskwierał coraz bardziej...

- Co tu, kurwa, robi ta ściana?! Przecież jeszcze parę godzin temu jej tu nie było! - wrzasnął Wlazły, gdy właśnie w ową ścianę, z impetem godnym słonia, przypierniczył.

- No, z tego, co widzę, to, kurwa, stoi. - odpowiedział mu niezwykle odkrywczo Kubiak.
... i bardziej...

- Zajebałem się w niej, a ta zimna suka nie odwzajemnia moich uczuć. - skarżył się
Bociek.

- Kto niby nie odwzajemnia Twoich uczuć? - zapytał
go Ruciak.

- Jak to, kurwa, kto?! Lodówka! - wrzasnął, jakby to miało być coś najbardziej oczywistego w ż
yciu.

- Ty się tuliłeś do lodówki, debilu? - jęknął Łomacz.

- Nie, kurwa, do zlewozmywaka. - odburknął mu atakujący.


"I mess around
and I don't care.
At the party we do
everything we dare.
I take five shots
and then I wake
in arms of someone
who's not my boyfriend.

Baby, baby,
the night is crazy.
C'mon, look how
it's amazing!
Baby, baby,
it's not the end!
Throw popcorn
towards your exgirlfrieng.

Baby, baby,
the night is so mad.
Eaach good girl
turns out to be bad!
Baby, baby,
experience it!
Everybody
out of here is a bi
tch.

Crazy night, oh whoa!
Crazy night, oh whoa!
"

- Ej, patrz, jak tym się pojebało w głowach. - szepnął Wiśniewski do Konarskiego, wskazując mu dwóch przytulonych do siebie chłopaków. To był bardzo dziwny widok. Zdecydowanie. Dwoma czule tulącymi się do siebie siatkarzami byli bowiem... Bartman i Wrona... - Dalej, kurwa, dalej, arbuzy! - ryknął Wiśnia.
Na ten znak obejmujący się do tej pory siatkarze, namiętnie się pocałowali. Musieli wlać w siebie już całkiem sporo płynów, skoro zgodzili się zrobić coś takiego bez najmniejszego nawet zająknięcia, bez żadnego "ale". Musieli też zupełnie przestać, dzięki temu, kontaktować. Przecież oni się nienawidzili... Oj, będą niezłe jaja, kiedy zobaczą zdjęcia i filmiki z tej chwili. A zobaczą na pewno.

- Kurwa mać, on mnie opluł! - ryknął Zbigniew i oderwał się od Andrzeja. Endrju oczywiście zrobił to przez przypadek. Obaj byli tak nawaleni, że nie kontrolowali zawartości swoich otworów gębowych. Toteż nie panowali nad tym, gdzie, i na kogo, pluli.

- EJ, CHŁOOPAKI! ROBIMY STRIPTIZ! - ryknął Wojtaszek i po chwili siedział w samych gatkach. Część siatkarzy ochoczo do niego dołączyła...

"Hey, dress me down!
We can dance and bath.
I'll kick the table down
'cuz now I'm mad.
Don't be afraid of me,
I'm just a little dangerous.
Tonight I don't think,
I'm just playing crazy ...!
"

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- A może zrobimy sobie teraz kącik zwierzeń?! Przyznajcie się, jaką najbardziej szaloną, bądź wstydliwą rzecz zrobiliście w swoim życiu. - zarządził Winiar.

- Całowałem się z psem. - zaczął Możdżon.

- Pies Ci mordę lizał! - ryknął Konar i spierdolił się z brechtem z krzesła, na którym właśnie siedział. - Ała, kurwa. - jęknął, podnosząc się.

- Wyjebałem się kiedyś na prostej drodze i złamałem sobie rękę. - bąknął Karollo.

- Ja też. - wtrącił Andrzej.

- Może jeszcze sobie razem złamaliście? - prychnął Zibi.

- Nie no, razem to nie. Ale tak w sumie, to w tym samym czasie. - uśmiechnął się Karol.

- Kiedyś szłem sobie na spacer... - zaczął Mikuś, ale natychmiast mu przerwano.

- Szedłem. - poprawił go Zagumny.

- Szedłem. - potwierdził Mika. - Nie patrzyłem pod nogi i potknąłem się o jakąś wystającą studzienkę kanalizacyjną. Przychrzaniłem mordą w beton, przy okazji łamiąc sobie nos. Bolało jak cholera. - jęknął, wspominając tą z pewnością niezbyt przyjemną dla siebie sytuację.

- A ja sobie polazłem dwa lata temu na plac zabaw, usiadłem do takiej tej huśtawki, co tam trzeba nogi przełożyć, i się w niej zaklinowałem. I musieli wołać jakąś straż, żeby rozcięła tą huśtawkę i mnie wydostali - rechotał wesoło Łomacz. Innym aż tak do śmiechu po usłyszeniu tego nie było, ich twarze wyrażały raczej politowanie. Nie wiedzieli już, kto jest głupszy - on, czy Zatorski.
Nastąpiła chwila ciszy. Wymowne milczenie po wysłuchaniu "historii życia" McGregora.

- Następne zwierzenia? - zapytał Winiar, przerywając je w końcu.

- Kiedyś tak się spiłem na imprezie, że nie ogarniałem nic zupełnie. Totalnie wyłączyłem myślenie... Tak bardzo mnie posrało, że... przespałem się z przyjacielem. - jęknął Cichy. W jego głosie można było wyczuć wyraźne obrzydzenie na wspomnienie tej sytuacji.

- I przypadkiem to było na kadrze? - zachichotał Kubiak. Czyżby wiedział coś więcej na ten temat?

- Noo. - bąknął niemal niedosłyszalnie.

- Kto był tym przyjacielem? - zapytał Igła. W tej właśnie chwili Kosok stał się blady jak trup. Niestety, wścibski libero to zauważył. - Okej, już wiem. - jęknął.

- Ty chuju! - wrzasnął Kurek na blondwłosego środkowego. - Zdradziłeś mnie?! Z nim?! - potrząsnął go za ramiona i strzelił mu w łeb z otwartej dłoni.

- Jeezu, Piooootruuś! Serio?! - wrzasnął nie ogarniający zupełnie nic Zatorski.

- Piotruś to do mnie w łóżku moja była krzyczała podczas szczytowania. - odburknął mu środkowy.
Caała haala, zgnonuuje z siaatkaarzaami...

- Rozumiem, że będziesz nam tu teraz robił podsumowanie ze swojego życia erotycznego? No, słucham, jeszcze jakieś pikantne zwierzenia? - prychnął Bartman.

- Żadnych pikantnych zwierzeń serwować Ci nie zamierzam. - fuknął Pit.

- No nie, bo serwować, to można piłkę. - uśmiechnął się Zati.

- Matko Boska, miej go w opiece. - jęknął Wiśnia, łapiąc się za głowę.

- Aaa, Piotrek, bo mówisz, że tak krzyczała Twoja była, tak? - dopytywał młody libero.

- No. - bąknął lakonicznie.

- A Twoja obecna jak krzyczy? - wypalił.

- Jakbyś chciał wiedzieć, to aktualnie jestem singlem. - warknął na niego środkowy. Część siatkarzy spojrzała na niego zdumiona. To chyba musiała być świeża sprawa, skoro o tym nie wiedzieli.

- Jeezzu. Baby Ci trzeba. - wypalił Kurek, a Nowakowski zaśmiał się wyjątkowo głośno. Ale ten jego śmiech był jakiś inny, raczej taki... szyderczy.

- Nie, nie potrzeba mi. - odpowiedział, gdy już się uspokoił. - Zbyt dużo się już w życiu nacierpiałem przez kobiety. - gdy to powiedział spojrzał na wszystkich. Zrozumiał, że teraz będzie musiał zdradzić wszystkim historię swojego życia...

- Cierpiałeś przez kobiety? Może chcesz o tym porozmawiać? - zapytał... Zagumny.

- Może innym razem, Paweł, ale dziękuję za dobre chęci. Muszę trochę ochłonąć, po tym, jak tuż przed wyjazdem tutaj, na to zgrupowanie, nakryłem tą pindę w MOIM łóżku z jakimś obcym frajerem. - wycedził przez zaciśnięte zęby. Widać było, że wspomnienie tej sytuacji go wyjątkowo wkurwiło. Tak, moi, drodzy, Piotr Nowakowski był teraz autentycznie WKURWIONY.

- Przecież taka z was dobrana para była! - niedowierzał Drzyzga.

- No nie? Po tym sezonie reprezentacyjnym, a może nawet w trakcie niego, miałem jej się oświadczyć. Planowałem zrobić to na jakimś meczu. Żeby było, no wiecie, jakoś tak spektakularnie. A tu taka sytuacja... - westchnął.

- I co zrobiłeś? - dopytywał Fabian.

- A co miałem zrobić? Kazałem jej wypierdalać w trybie natychmiastowym, i tyle, o. Wiele mogę tolerować, ale zdrady nigdy nie wybaczę. - znowu nieco się poddenerwował.

- Wierzę, że jeszcze będziesz szczęśliwy. - Guma poklepał go po plecach, a Pit uśmiechnął się nikle.

- Może zmienimy temat rozmowy, może ktoś inny pochwali się jakimś swoim przypałem? - zaproponował Możdżon.

- Moje życie to jeden wielki przypał. - stwierdził Włodi.

- To tak, jak moje! - krzyknął Igła. - 36 lat życia na przypale. - zachichotał.

- Przecież dopielo co Bociek mówił, że 18. - stwierdził wyjątkowo poważnym głosem Buszek.

- Ej, to ja to mówiłem! - ryknął Dziku.

- Faktycznie, Misiek, solly.

- Osiemnaście po raz drugi już. - stwierdził Igła.

- Eee tam, za kolejnych osiemnaście lat znowu balujemy. W tym samym gronie. - stwierdził Kosa. - Bardzo chętnie powariuję sobie na kolejnej Twojej osiemnastce. - zaśmiał się.

- Za rok będziemy balować na mojej. - uśmiechnął się Ziomek. - Zapraszam, wszyscy jesteście mile widziani. - zachichotał.

- Wpadniemy i rozkręcimy taką imprezę, jakiej jeszcze świat nie widział! - wrzasnął Ignaczak. Już się nakręcał na myśl o kolejnej bibie.
Myślał tak intensywnie, że nie zauważył, że wszyscy inni ruszyli ponownie się wydurniać, popisywać się swoimi wątpliwymi umiejętnościami tanecznymi. Siedział w kącie chyba jakieś pół godziny. I myślał, i myślał, i myślał. Przerwał swą czynność dopiero, gdy usłyszał dźwięki lambady.


"Danca sol e mar guardarei no olhar
O amor faz perder encontrar
Lambando estarei ao lembrar que este amor
Por um dia um instante foi rei

A recordacao vai estar com ele aonde for
A recordacao vai estar pra sempre aonde for

Chorando estara ao lembrar de um amor
Que um dia nao soube cuidar

Cancao riso e dor melodia de amor
Um momento que fica no ar
"

Postanowił sobie coś pokamerować. Cóż to był za szok, kiedy zobaczył całkiem sporą ilość chłopaków tańczących w rytm piosenki. Wśród tej grupy byli między innymi wszyscy środkowi, Włodarczyk, Mika czy Wojtaszek. Ruszanie się do tej nuty nie byłoby niczym dziwnym, gdyby nie to, że Ci "tancerze" mieli na sobie jedynie... jakieś hawajskie spódniczki z liści?... WTF?! Kto coś takiego zamówił? Aha, no tak, to też ktoś był kupić wczoraj w nocy. Nie wiadomo dlaczego. Może przeczuwał, że cała ta biba tak się skończy?... Jako, że oni wszyscy ruszali się jak słonie w składzie porcelany, ich ruchy były wyjątkowo niezgrabne i gwałtowne, wręcz wariackie. Co chwilę więc któremuś jedyna część jego ubioru się podwijała. Wtedy wszyscy mogli sobie popatrzeć na to, co taki siatkarz zazwyczaj trzymał ukrytego pod spodenkami... Oj, nie mieliby życia, gdyby na tej bibie były hotki. Zapewne jeden po drugim znikaliby z pola widzenia, by potem rano odnaleźć się w łóżku z jakąś, niekoniecznie piękną, i zupełnie obcą im dziewczyną, możliwe, że nawet niepełnoletnią. I dziwiliby się bardzo, że wokół łóżka leżą ich ubrania. Tak, hotki na pewno wykorzystałyby ich seksualnie. O nie, to przecież byłaby pedofilia. Pedofilia? Skoro one same by chciały, to czy w takim przypadku można mówić o pedofilii? Bardziej o gwałcie. Na siatkarzach. Bo oni zapewne nie chcieliby im ulegać.
Co ten alkohol robi z ludźmi... Rozbierana lambada? Tego jeszcze nie grano... Oni mieli już całkiem ostro napierdolone w czubie, co było znakiem do tego, by kończyć już ten cały burdel. Właśnie, można by to nazwać burdelem, gdyby nie to, że kadrowicze zachowywali resztki moralności. Mieli jedną zasadę, której przestrzegali nawet podczas takich zakrapianych imprezek. Nigdy, ale to przenigdy, nie zapraszali żadnych dziwek, ani innych striptizerek... Ani już zwłaszcza hotek. A w szczególności grubych, brzydkich i pryszczatych...
Po prostu na ich imprezy kobietom był wstęp wzbroniony. Nie było więc ryzyka, że któryś z najebanych chłopaków coś z jakąś odpierdoli. Mógł jedynie z równie spitym, równie przez to śmierdzącym, kolegą z drużyny... A, jak już można było dzisiaj usłyszeć, takie rzeczy się już na niektórych zgrupowaniach zdarzały, gdy ktoś wypił zdecydowanie za dużo...

- Przecież ktoś, kto ma ponad dwa metry i skacze na wysokość drugiego piętra nie może być normalny. - skwitował to krótko Igła.

- Środkowy to nie pozycja. Środkowy to styl życia. - dodał Guma.

- Jaka pozycja? - jęknął nieogarniający nic jak zwykle Zator.

- Seksualna, wiesz? Zadzwonię do burdelu, sprowadzę Ci dziwkę i sobie taką pozycję przetestujesz. - prychnął ZB9.

- Eee, to ja nie chcę! Fuu! - skrzywił się.

- Seksu się brzydzisz?! - zapytał, niedowierzający w to, co usłyszał, Bartman.

- No! To jest obleśne! - jęknął.

- Ty to serio jesteś jakiś inny i powinieneś się leczyć. - złapał się za głowę. - W psychiatryku. Na oddziale zamkniętym. - gdy to powiedział, na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech.

- Zacna faja, Andrzeju! - wrzasnął do niego Możdżon, gdy Wronie po raz kolejny podwinęła się jego spódniczka. Endrju zaczerwienił się jak dupa. Nie, wróć. On zaczerwienił się jeszcze bardziej.

- Dobra faja nie jest zła. - odburknął mu w końcu środkowy z Bełchatowa.

- I tak nie poruchasz. - zarechotał Wojtaszek. Mistrz Polski wkurwił się nie na żarty i zaczął ganiać nieznośnego libero po całym Spodku...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Godziny mijały nieubłaganie, siatkarze byli coraz bardziej zmęczeni, chociaż bawili się wręcz wybornie. Było już grubo po północy. Alkohol zupełnie zniknął już ze stołów - wszystko w siebie wlały bowiem te dwumetrowe moczymordy. Imprezka zbliżała się już ku końcowi. Może to i dobrze, bo niektórzy chyba już mieli trochę dosyć... Część już w ogóle odpadła z zabawy, bo ich zmuliło gdzieś na podłodze, w wannie, czy chuj wie, gdzie. Ci, co jeszcze trzymali się na nogach, także już długo raczej nie wytrzymają...

- Ruussass sssje jjag maaupa ff okrressie goddowym. - wybąkał Kubiak do Wiśniewskiego. Parę minut później już leżał w kącie. Sen zmógł także i jego. Oj, jutro wszyscy będą mieć niemożliwego kaca... Ciekawe, co na to powie Stefan. Zbyt szczęśliwy nie będzie, bo wygląda na to, że nikt z tej gromadki nie będzie w stanie normalnie trenować. Wróć, trening? Jaki znowu trening? Oni jutro mieli... zagrać sparing. Czy z powodu "tajemniczych problemów żołądkowych" i "ogólnie złego samopoczucia" siatkarzy trzeba będzie go odwołać, czy też chłopcy będą grać na kacu?...

- Idzzzjemmy sspaaccć ppoo ccięeezżkim dnniuu. - jęczał Cichy Pit zataczając się na wszystkie strony. W końcu wychrzanił o ścianę, tak bardzo nieskoordynowane były bowiem jego ruchy. - Ppjerrddolle, śśśpje ttutajj. - zwinął się w kłębek i zmrużył oczy. Zasnął. Gdzieś w kącie któregoś z pokoi.
Pijackie rozważania swojego przyjaciela usłyszał Kosok. Niewiele myśląc podszedł do niego, chcąc położyć się obok swojego ziomka. Niestety, był tak "niegramotny", jak to mówi mój tatusiek, że zamiast obejść Pitera, wleciał w niego i wylądował na jego zadku. Tego zaś musiało zmulić porządnie, bo żeby coś takiego go nie obudziło?...

- Aaa chhujj, śśppje dziśśjaj nna Ttobie, kkochhanie. - wymruczał, a oczy już mu się przymykały. Po chwili słodko chrapał, leżąc na swoim koledze.
Kurek postanowił, że nie będzie gorszy. On po prostu w dość niezgrabny sposób ułożył swą głowę na plecach czarnowłosego środkowego. A co mu tam. Kosa podbiera mu ziomalka, więc ten ból pleców, jaki będzie mieć dnia jutrzejszego (a w sumie, to już dzisiejszego) mu się należy!

- Mmiłłego bbóllu pllecców, dziffko. - szepnął.
Nie minęło nawet parę minut, aż do śpiącej trójki dołączył Jarski. Chciał się położyć obok nich, ale był tak spity, że podczas próby ułożenia się... poplątały mu się nogi. Fiknął więc kozła i legł obok nich.

- Wwjennccejj nnie ppije. - wyjęczał.

- Ajj, pposszzłło bby sssje nna ddziffki. - wył napierdolony jak szpak, Wiśniewski. Zapomniał, że ma żonę? Krążący w jego żyłach alkohol sprawił, że wzrok miał już dość mętny - on także, jak wcześniej Nowakowski, wyrżnął w ścianę i potoczył się w kąt. Ten sam, w którym spali już wyżej wymieniony środkowy, Kosok, Kurek i Jarosz.

- Ppjjerddole, nnie idde ddzissjaj nna ttrenning, Ssstteffan mmożże mmi nnasskoczyć. - zawodził Konarski. No tak, w takim stanie to on na trening faktycznie nie pójdzie. W takim stanie, to na ten trening nie pójdzie nikt. - Oo, ccześśćć, chłłopssy. Mmoggę ssję wwalnąćć obbok wwass? - nie czekając na odpowiedź po prostu ułożył się obok nich i wtulił w Wiśnię, chuchając mu uprzednio we włosy. Oddech po takiej dawce trunku miał naprawdę śmierdzący, więc dziwne było to, że środkowy ZAKSY się nie obudził.

- Wwyppijjeccje zze mnnom? - jęczał Wojtaszek w stronę sześciu śpiących obok siebie kolegów. Ale oni go nie słyszeli... - Nnje? Tto chhuj wwam ww dduppe. - padł prosto na ryj obok nich, zmulony napojami.

- Jja ssje chhęttnnje nnappijje ss Tobbom ppszzyjjaccjelu. - wybełkotał Mika i położył się obok libero. A w sumie, to nogę położył na jego plecach.
Tymczasem w swoim łóżeczku smacznie spał już Zatorski - jedyny, który nie przesadził z alkoholem. Jedyny, który nie będzie mieć kaca, gdy się obudzi...
____________________________________________________________________
 

/ Uff, udało mi się skończyć ten rozdział. Jak już wspomniałam w ostrzeżeniu na początku, jest to rozdział pijacki, wyjątkowo nieprzyzwoity, gdzie bluzgi latały częściej, niż piłki podczas treningu. Chłopcy naprawdę przesadzili z alkoholem. Ciekawe, jak fatalnie będą się czuć, kiedy się obudzą. I ilu z nich wyląduje w kiblu w celu opróżnienia swojego otworu gębowego...
Jak bardzo będzie wkurzony Stefan, gdy odkryje, że żaden z jego zawodników nie nadaje się do gry? No, może Zator będzie się nadawać... Ale co mu po jednym libero, kiedy reszta składu będzie leczyć kaca?
A mieli przecież tego dnia grać sparing. Czy zagrają na kacu, czy też mecz zostanie odwołany? Jak myślicie?

Niełatwo pisało mi się ten rozdział, naprawdę. Myślałam, że potrafię pisać o rzeczach głupich, wariackich. Może i pisać o nich potrafię, ale opisywać ich, zdecydowanie już nie. Nie potrafię rozpisać się na temat tego, jak wyglądały tańce chłopaków, no bo co tu opisywać? "Endrju tańczył krzywo, a Włodi jeszcze krzywiej"?
Stwierdziłam więc, że jako takie przerywniki, symbolizujące jednocześnie upływający czas, posłużą fragmenty piosenek, które leciały w radiu z pokoju Boćka i Buszka. Czy odpowiada wam takie rozwiązanie? Imprezkę planuję w tym opowiadaniu jeszcze co najmniej jedną, więc muszę wiedzieć, czy opisać ją w dość podobny sposób, właśnie poprzez użycie muzyki, czy też spróbować jednak bardziej napisać, co się działo.

Dowiedzieliśmy się paru faktów o niektórych siatkarzach, niektórzy zdobyli się na ciekawe zwierzenia odnośnie swojego życia prywatnego.
Czy Guma ma rację i Cichy faktycznie jeszcze będzie szczęśliwy? Czy rozpadnie się "związek" środkowego Resovii z Kurkiem, na rzecz bromansu z Kosokiem? Czy Zator przestanie brzydzić się seksu? Co powiedzą Bartman i Wrona, gdy zobaczą te zdjęcia, i być może, filmy, na których to się całowali? Czy lodówka zacznie odwzajemniać uczucia Boćka?
Pytań jest wiele, ale czy poznamy na nie odpowiedzi? Czas pokaże.

P.S. Sytuacje/teksty z życia wzięte: udawanie wora ziemniaków, "Nie mogę, bo tak uważam", "- Łopatka mnie boli. - Dobrze, że nie grabie.", kapelusz z kołdry, nie odwzajemnianie uczuć przez lodówkę, "Dalej, arbuzy!", potknięcie się o studzienkę kanalizacyjną (ale ja się na szczęście nie wywaliłam).
Nie, nie jestem normalna.

12 komentarzy:

  1. Haha! Jest i moja ściana <3
    O Jeżu! Aż padłam przy niektórych fragmentach. Ale Wrony i Zbynia to się nie spodziewałam. Porosłam mchem jeszcze bardziej i Twoja ściana będzie bardzo piękna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja ściana musiała być. :P

      Wrona i Zbychu się cmokają, to takie oryginalne i niespodziewane, nie? :D

      Będę mieć piękną ścianę.

      Usuń
  2. Siatkówka ^^ Wpadłam na twojego bloga i tak mi się spodobał, że aż zaobserwowałam :3
    http://tonie-wariactwo-ani-glupota-to-milosc.blogspot.com
    Liczę na rewanżyk :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawdzie fantastyka to zupełnie nie moja tematyka, ale wpadnę czasem poczytać. :)

      Usuń
  3. Ooohhh no to będzie kac na jutrzejszy dzień. " Więcej nie piję " największe kłamstwo dorosłych ;) Nie, no supr zabawny ci wyszedł ten rozdział.
    P:ozdrawiam i zapraszam na nowy rozdział
    http://i-gdyby-to-bylo-takie-proste.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten rozdział miał być właśnie taki zabawny. :D

      Usuń
  4. Hahaha, naprawdę wszyscy chłopcy bez wyjątku są CUDOWNI! Już nie wiem, którego lubię najbardziej :D
    Czy możemy liczyć na jakiś wątek miłosny w tym opowiadaniu? :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem. :) Już wkrótce w opowiadaniu pojawi się pewna urocza niewiasta, która zawróci w głowie jednemu z chłopaków. ;)

      Usuń
  5. Wiesz co, ja rozumiem, że to, co piszesz jest, jak sama to określasz "wytworem twojej chorej wyobraźni" i niby fan fiction to z założenia fikcja, ale nawet fikcja powinna mieć jakieś odniesienie do rzeczywistości, a to, co ty zrobiłaś z siatkarzami, to jakaś totalna masakra. Zabierz im ich prawdziwe imiona i nazwiska, i masz opko o bandzie ćwierćinteligentów... Zatorski jako debil z pluszowym misiem, Wrona-pedał (?) skubiący brwi w kiblu, IQ reszty równe IQ ameby. Impreza w Spodku? LITOŚCI. Dorośli faceci chowający alkohol przed innymi dorosłymi facetami, dobrze, że Stefan wyjechał, najebią się jak szmatyyyyy! A takie kwiatki tylko w tym jednym rozdziale...
    Najgorsze jest to, że nie jesteś jedyna. Nie rozumiem, co takiego fajnego i szalonego jest w chlaniu do upadłego i byciu po prostu głupim? Mam wrażenie, że autorki opowiadań mierzą ludzi własną miarą.
    Miała być historia o profesjonalnych sportowcach, jest opko o bandzie gimbusów. Przy najszczerszych chęciach nie jestem w stanie tego czytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest totalna fikcja literacka, tutaj praktycznie nic nie ma odniesienia do rzeczywistości. I nigdzie nie pisałam, że będzie mieć.
      Taką miałam wizję, po prostu.

      Nie umiem pisać poważnych rzeczy, przykro mi. To nie jest żaden artykuł, gdzie wszystko jest prawdą, gdzie zachowana jest pełnia rzeczywistości. To jest właśnie coś nienormalnego, nieco psychicznego.
      I takie ma to być. To jest efekt mojej nudy i dziwnych pomysłów. Tyle.

      Jeśli coś się nie podoba, nie zmuszam do czytania.
      Takie opinie też przyjmuję do siebie, aczkolwiek powtarzam - miałam właśnie taką wizję opowiadania, gdzie z bohaterów robię debili.

      Usuń
  6. Nieźle się uśmiałam :D całą dobę bez przerwy imprezowali, ci to mają kondycję do kielicha ;) a ten Mika, który tak się rozkręcił, że na koniec został tylko on do picia z Wojtaszkiem :P tańce, hulanki, swawola jak się patrzy, takie rzeczy to tylko na 18-stkach ;)
    Pomysł ze wstawianiem piosenek zdecydowanie ułatwił ci pracę, sama wiem, że ciężko pisać o wygibasach :)
    Wyznania poszczególnych siatkarzy były bezcenne... już więcej nie spojrzę na nich tak samo, skoro po kilku głębszych potrafią się zaciągnąć do łóżka :P powiem tylko w tajemnicy, że pojawiło się tutaj coś, co w duuużo późniejszych rozdziałach u mnie też będzie miało miejsce :D
    Zati naprawdę powinien iść się tutaj leczyć, albo chociaż nauczyć życia przy kolegach ;)
    Stephane będzie miał nazajutrz niemały problem, bo siatkarze raczej nie będą w szczytowej formie... aż dziw, że żaden z nich nie usnął nad miską/ubikacją/wanną pozbywając się treści żołądkowej ;)
    W ogóle myślałam, że będą bawić się na hali, skoro tak się ucieszyli, że wolna dla nich cały dzień, a ci się gnietli w pokoju "Sprinkaanvoël in die doringbos" hahaha :D dobrze, że hotek nie było, bo albo by się skończyło na molestowaniu siatkarzy, albo nie wytrzymałyby ciśnienia i padły im tam ;)
    Kurde, zła jestem na dziewczynę Pita! Jak można go zdradzić w ogóle, na dodatek w jego własnym łóżku??!!
    Zabieram się już za kolejny rozdział :) wykorzystuję swoje zwolnienie lekarskie (zima się zaczęła, a wraz z nią grypsko :/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe sprostowanie, gnietli się w całym Spodku. Po wszystkich pokojach i głównej hali. ;]

      Jestem ciekawa, co to będzie za rzecz, która pojawi się u Ciebie. ;>

      A grypy współczuję, to nic przyjemnego. x/

      Usuń