7.01.2015

XIII. "Jesteś piękny, Kosok."

25.05.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Jesteś piękny. Jesteś najpiękniejszy na świecie. Wszystkie cizie na Ciebie lecą. Bo to właśnie Ty jesteś ich bożyszczem. Co z tego, że to niby wasz kapitan wymiata w ich wyrywaniu? Co z tego, że to jemu wszystkie ładują się do łóżka? Ty też nie możesz narzekać na brak zainteresowania. Tak, jesteś wyjątkowo seksowny. A to przyciąga dupencje jak magnes. Wprawdzie, tutaj, na tym zgrupowaniu jeszcze żadnej nie młóciłeś, ale co się odwlecze, to nie uciecze, w końcu i Ty z jakąś się zabawisz. Byle czego jednak nie tkniesz. Nie zadowolisz się jakąś tępą dzidą, której będzie zależało tylko na tym, żeby dopisać sobie Ciebie do swojego CV. Do listy "Sławni ludzie, z którymi spałam". Oj nie. Ty liczysz na to, że to będzie dziewczyna mądra i piękna, co najważniejsze, naturalna, bo szczerze nienawidziłeś tych wszystkich solar i innych tipsiar. Co to w ogóle miało być? Dlaczego one muszą robić z siebie takie "królowe", podczas gdy to tak naprawdę sprawiało, że stawały się istnymi pasztetami?
Dla Ciebie najważniejsze było piękno kobiety. Naturalne piękno kobiety. W końcu sam byłeś piękny, więc z byle kim zadawać się nie mogłeś. Tak naprawdę, to miałeś już dosyć podrywów. Chciałeś się ustatkować, lecz nie miałeś z kim. Żadna dziewczyna, z którą się spotkałeś, nie okazywała się być odpowiednią dla Ciebie. Albo była za brzydka, albo za głupia, albo jedno i drugie. Najczęściej podrywały Cię te zaliczające się do ostatniej z kategorii... Nie wiedziałeś dlaczego. Przecież niby wszystkie miały na Ciebie lecieć, zwłaszcza te piękne i inteligentne. Tak Ci powiedział tamten psychiatra w psychiatryku. To on Ci powiedział, że jesteś niesamowicie pociągającym mężczyzną, Grzegorzu. Jesteś nim? Ty też sądzisz, że tak. Więc dlaczego, do cholery, nie możesz nikogo sobie znaleźć? Dlaczego nie możesz być szczęśliwy?
Może dlatego, że po prostu jeszcze nigdy nie byłeś. Tak, taka jest bolesna prawda, panie Kosok. Nigdy nie miałeś jeszcze dziewczyny, pomimo, że masz już 28 lat. Niemożliwe? A jednak. A taki choćby Piotrek, Twój najlepszy przyjaciel, dopiero co rozstał się z dziesiątą. I chyba coś kręcił z jedenastą, czyli z waszą psycholożką... Nie ukrywasz tego, że bardzo byś chciał, żeby im się udało. Żeby jemu się udało. On zasługuje na to, by być szczęśliwym. A ona wygląda na normalną dziewczynę, która też potrzebowała po prostu jakiegoś fajnego chłopaka. Twoim zdaniem ta dwójka pasowała do siebie idealnie. Kibicowałeś im, kibicowałeś temu, by ich uczucie kwitło w najlepsze. Niby nie miałeś oficjalnego potwierdzenia, jakoby coś miało między nimi być, bo nie widziałeś, jak się całowali, o czymś więcej już w ogóle nie wspominając... A w historyjki Ignaczaka po prostu nie wierzyłeś. Przecież mógł zmyślać, że nakrył ich, jak się cmokali nadzy na łóżku. Mógł zmyślać? No mógł. A może jednak nie zmyślał? Tak, jak zawsze nie wierzyłeś w Krzysiowe brednie, tak ta opowieść wydawała Ci się wyjątkowo realna. To naprawdę mogło mieć miejsce... Może więc interpretacja Krzyśka, że między nimi tamtej nocy było coś więcej, też była prawdziwa? Może oni naprawdę się ze sobą przespali?... No ale jak to, z psycholożką? Z członkinią sztabu? Pierwszego dnia jej pracy? Czy to był jedyny raz, kiedy to zrobili? A nie, przecież wczoraj też chyba poświrowali, jak on tak pędem wyleciał po tym sms'ie. I jeszcze ten kontakt, który mu wysłał tego sms'a. "Ania <3"? Chyba nie stawia się buziaczków przy nazwach kontaktów, które nic by dla danej osoby nie znaczyły, prawda? Wyleciał cały w skowronkach, a potem miał śpiewać piosenki o miłości i tańczyć w samych gatkach... To było do środkowego niepodobne. Kosok to wiedział. Przecież znał go dobrze.
Znał go bardzo dobrze. I wiedział, że tego typu zachowania nie były dla niego normalne. A to mogło znaczyć tylko jedno. Ktoś tu chyba się zakochał... Tylko ile jeszcze będą trwać te ich podchody? Kiedy w końcu powiedzą przy wszystkich, że kręcą ze sobą, że coś między nimi faktycznie jest? Kiedy oni ogłoszą, że są razem? A może już są, a nikt o tym nie wie? Grześ postanowił, że będzie ich troszkę szpiegować. I pierwszy wyśledzi jakieś sensacje. Jako pierwszy dowie się, czy oni tak naprawdę coś ze sobą ten. Czy są już ze sobą, albo czy wkrótce będą. Idealnie byłoby ich kiedyś przyłapać na gorącym uczynku. Tak, Kosok chciał to zrobić. Chciał przyłapać swojego najlepszego przyjaciela na łóżkowych ekscesach z panią psychiatrą. Bo tylko w ten sposób mógłby zobaczyć, że tą dwójkę coś ze sobą łączy. No, ewentualnie poprzez jakieś pocałunki, które niekoniecznie byłyby w policzek...
Zapewne jego przemyślania odnośnie tego, jak wyśledzić romans swojego ziomka trwałyby dłużej, gdyby nie to, że ktoś raczył zameldować się w jego pokoju. A któż to mógł być? Nie kto inny, jak wścibski Krzysiu...


"You're beautiful. You're beautiful.
You're beautiful, it's true.
I saw your face in a crowded place,
And I don't know what to do"


- Krzysiu, powiedz mi, że jestem piękny - jęknął Kosok, gdy tylko zobaczył libero w drzwiach do swojego pokoju.

- Jesteś piękny, Kosok. - uśmiechnął się Ignaczak. Wiedział o tym narcyźmie czarnowłosego środkowego, jednak wiedział też, czym jest on wywołany, dlatego nie ruszało go to zbytnio.

- Sierpok. - poprawił go.

- Nie, Kosok. - westchnął i podrapał się po głowie.

- Na pewno? - zdziwił się nieco.

- Tak. - pokręcił głową z niedowierzaniem.

- Niech będzie i Kosok... - stwierdził, jakby zupełnie się tym nie przejmował. Jakby to było dla niego zupełnie normalne, że można pomylić swoje własne nazwisko. A przecież to normalne zdecydowanie nie było...

- Chciałbym Ci przypomnieć, Kosok, że dzisiaj mieliśmy obejrzeć mecze naszych rywali, z którymi będziemy mierzyć się na Mistrzostwach Świata. Jarząbek i Jamal wykonali kawał solidnej roboty, musimy to w końcu ogarnąć. - rzekł Igła, kładąc specjalny nacisk w swojej wypowiedzi na jego nazwisko.

- Czyli Ligę Światową odpuszczamy w tym sezonie? - spytał.

- Nie. Znaczy, na początku trochę tak, chociaż... myślę, że i nasz drugi garnitur, no dobra, taki, powiedzmy, 1,5, jest w stanie wywalczyć jakieś korzystne wyniki w Brazylii, czy we Włoszech. No a potem to się zobaczy... Znaczy, fajnie byłoby pojechać na ten turniej finałowy, ale nie ma przymusu. Najważniejsze są Mistrzostwa Świata. - wytłumaczył mu.

- No jasne, że mundial jest najważniejszy. - uśmiechnął się.

- Brr, mundial. Mundial to masz w kopanej. Tutaj masz Mistrzostwa Świata. - fuknął na niego.

- Ale to jest przecież jedno i to samo. - bronił się.

- A słyszałeś, by ktoś kiedyś mówił o siatkarskim mundialu? - zapytał.

- No... niekoniecznie. - przyznał rację starszemu koledze. - A nie, przepraszam! Dziennikarze tak mówią.

- Bo oni się nie znają! - wrzasnął Igła. Chyba lekko się wkurzył tym, że ktoś śmiał negować jego zdanie. - Ja lecę, Grzesiu. Wpadnij potem oglądać te filmy. Zobaczysz między innymi... reprezentację Kamerunu. Ja już się nie mogę doczekać! - zaśmiał się i wyszedł, głośno trzaskając drzwiami. Gdyby Guma to usłyszał, Krzyś prawdopodobnie już by uciekał z wrzaskiem po całym ośrodku...

- Grzesiu?... Ale ja przecież jestem Wojtek... - mamrotał pod nosem były Resoviak, gdy ponownie został sam w swoim pokoju.
Nie Grzesiu, nie jesteś Wojtek. I lepiej dla Ciebie byłoby, żeby ktoś Ci to szybko uświadomił... Dla innych z resztą też.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
 

Po śniadaniu wszyscy siatkarze zebrali się w dużej sali. Mieli obejrzeć tam kilka filmów, przygotowanych przez statystyków drużyny - Oskara Kaczmarczyka i Michała Gogola. Miały one być lekcją poglądową dla naszych chłopców, przedstawione na nich były bowiem sposoby gry reprezentacji Serbii, Australii, Wenezueli, Kamerunu i Argentyny, a więc drużyn, z którymi zmierzymy się w fazie grupowej Mistrzostw Świata. Tych Mistrzostw Świata, które już we wrześniu zostaną rozegrane w naszym kraju. Statystycy uznali, że drużyna jak najszybciej powinna zapoznać się z tym, jak grają poszczególni rywale. Po co ten pośpiech, spytacie? Otóż, chcieli, by Antiga jak najszybciej zaczął z chłopakami ćwiczyć konkretne warianty gry, przygotowane na pojedynek z danym przeciwnikiem. No i w niektórych zespołach, na przykład w reprezentacji Argentyny, grają siatkarze leworęczni. Jako, że u nas takiego nie mamy, nie mamy możliwości ćwiczenia przyjęcia zagrywek takich graczy. Dobrze będzie więc podpatrzeć, jak robią to inni. Wprawdzie Stefan coś przebąkiwał, że może w późniejszym czasie dowoła na zgrupowanie kogoś leworęcznego, właśnie w celu przećwiczenia odbioru takich zagrywek, jednakże nie było dokładnie wiadomo, czy rzeczywiście, i jeśli już, to kiedy on to zrobi...
Na pierwszy ogień poszedł filmik poglądowy przedstawiający grę reprezentacji Serbii. Jarząbek co chwilę zatrzymywał obraz i tłumaczył chłopakom, jak należy grać przeciwko danemu zawodnikowi. Szczególną uwagę zwrócił na trzy nazwiska. Wśród tych graczy był oczywiście były zawodnik PGE Skry Bełchatów, Aleksandar Atanasijević, prawdziwa armata, którą wcale nie tak łatwo jest zatrzymać. Na szczęście większość z naszych reprezentantów miała z nim już do czynienia, grała z nim, lub przeciw niemu, w naszej lidze. Kaczmarczyk za wartych uwagi wymienił także serbskich środkowych - Marko Podrascanin to naprawdę światowej klasy siatkarz, bardzo inteligentnie grający, świetnie przewidujący ruchy przeciwnika na siatce. Innymi słowy, nie jest to byle leszcz, którego z łatwością da się ograć. Naszym środkowym wcale nie tak łatwo będzie przebić się przez blok tego zawodnika. Trudno się też go blokuje, więc lepiej, żeby nasi blokujący nauczyli się na dany dzień. Ostatnim z zawodników, którym Oskar przyjrzał się najdokładniej był drugi ze środkowych - Srećko Lisinać. To młody siatkarz, bo ma zaledwie dwadzieścia dwa lata. Nie zmienia to jednak faktu, że, jak na swój wiek, był naprawdę dobry w tym, co robił. Jego też nie łatwo jest zatrzymać blokiem, a jego ataki potrafią zaskoczyć nawet najlepszych blokujących świata. Wprawdzie żaden z nich nie wbijał w boisko typowych gwoździ, jak to miał w zwyczaju pewien blondyn z Rzeszowa, jednakże ich krótkie były naprawdę trudne do obrony. No, ale jednak łatwiej było obronić je, niż te bomby Cichego, po których zazwyczaj nie ma co zbierać... Oprócz tamtych trzech zawodników, Jarząbek wspomniał też o byłym zawodniku między innymi Asseco Resovii Rzeszów, czyli Nikoli Kovaceviću. Wprawdzie niekoniecznie mu się udało podbić naszą ligę, jednakże cały czas był to bardzo dobry zawodnik. Taki, którego nie można zlekceważyć.
Po krótkim wykładzie Kaczmarczyka odnośnie reprezentacji Serbii i tego, jak gra, chłopakom puszczono filmik, którego już statystyk nie przerywał swoimi komentarzami. Nie oznacza to jednak, że nikt nie gadał podczas jego oglądania. Komentowaniem tego, co widzieli, zajęli się bowiem nasi kadrowicze.

- Łooo, ale dopierdolił z tej zagrywki! - krzyknął Bartman, widząc bardzo efektowego asa serwisowego w wykonaniu Atanasijevića.

- Te, ile to było? - spytał Rucek, który najwyraźniej też był bardzo zainteresowany tą akcją.

- No ze 120 co najmniej. - ocenił na oko Winiar.

- Czyli Siurak by tego nie przyjął. - zachichotał Piter. No tak, problemy Kurka z przyjmowaniem trudnych, szybkich, mocnych zagrywek, były wszystkim znane.

- Ni chuja. - przytaknął mu Igła. - Zgiął by się w pół. I tyle byśmy go widzieli... - zaśmiał się.
A Siurak tylko fuknął na nich obu. Za to, że w niego nie wierzyli. Nie zmienia to faktu, że w przyjęciu był po prostu średni. I może lepiej dla niego byłoby, gdyby ktoś przekwalifikowałby go na atakującego.
Kolejny film był autorstwa Gogola. Przedstawiał on grę naszego drugiego rywala w fazie grupowej Mistrzostw Świata, czyli Australii. Tej samej Australii, która to tak bardzo dała nam się we znaki podczas pamiętnych Igrzysk Olimpijskich w Londynie, w 2012 roku. Tej samej Australii, przeciwko której naszym siatkarzom udało się ugrać wówczas tylko jednego seta. W sumie, to omawianie tej drużyny można by streścić w dwóch słowach. Edgar Thomas. Jeśli znajdzie się sposób na niego, to mecz wygra się bez problemu, bo pozostali gracze nie prezentują takiego poziomu jak on. Nie sprawiliby więc problemu naszym zawodnikom. A może lepiej nazywać ich graczami, bo, jak to kiedyś stwierdził Krzyś Ignaczak, "gracze grają, a zawodnicy zawodzą". Filmik autorstwa Mieszka pokazywał, że jeśli Edgara wybije się z rytmu, to zaczyna knocić wszystko na boisku na potęgę, a wtedy nie jest już żadną przeszkodą na drodze do przejechania się walcem po jego drużynie. Wystarczyło więc wyeliminować z gry jego, skutecznie zepsuć mu morale i statystyki. Wtedy nie trzeba było już niczego się obawiać. Należy jednak pamiętać o tym nieszczęsnym meczu na Igrzyskach... Wtedy sposobu na Thomasa nie udało się znaleźć i reprezentacja Polski zeszła z boiska pokonana. Pokonana? Nie, ona zeszła z boiska boleśnie upokorzona. No bo jak to tak można? Przegrać z Australią? Z Australią? Nie, to niemożliwe, no bo, bądźmy szczerzy, co to jest Australia? Pewnie jakieś ogóry. Nic bardziej mylnego. Była to drużyna, która w siatkówkę grać potrafiła i niejednokrotnie była trudną przeszkodą do pokonania dla nawet tych najlepszych drużyn na świecie.
Gdy nasi siatkarze oglądali ten filmik, na twarzach części z nich malowała się wściekłość. Nie, nie byli wściekli ani na Edgara, ani na cały zespół z Oceanii. Byli wściekli na samych siebie, na to, jak banalne błędy popełniali. Na to, jak bardzo dali się zaskoczyć swojemu rywalowi. Zaraz, zaraz... Jak to niby byli wściekli na samych siebie, skoro tak naprawdę nie wiedzieli, kim są?... A jednak. Rozpoznawali siebie na tym filmie. Pomimo innych nazwisk na koszulkach, wiedzieli, kto jest kim.

- Kurwa, ale tutaj to mogłem lepiej się ustawić. - westchnął Kosok.

- No, troszeczkę bardziej w prawo i złapałbyś blokiem tego dupka. - przytaknął mu Ignaczak.

- Jezus Maria, jak to mogło przejść obok mnie w taki sposób? Co ja, kurwa, na jakiejś karuzeli byłem, czy co, że się tak zakręciłem, nie trafiając w tą piłkę?! - wrzasnął Kubi.

- To patrz, Prosiak, co ja tutaj odpierdoliłem. - westchnął Kurek, wskazując na swój "popis" w przyjęciu zagrywki.

- No, zacnie to zjebałeś. - przytaknął Kosa.

- Wszyscy żeśmy zjebali ten mecz. - stwierdził Bartman.

- A ja nie! A ja nie! - podniecał się Zator.

- Bo Ciebie, idioto, nie było na Igrzyskach Olimpijskich. - palnął się w głowę Igła.

- No nie. - przyznał rację doświadczonemu koledze.

- Więc weź i zamilknij, skoro Ciebie to nie dotyczy. - warknął na niego Zagumny.
Omówienie gry Wenezueli przebiegło bardzo sprawnie. Nie wyróżniał się tam praktycznie nikt. Nikt nie wzbudzał jakiejś wielkiej obawy, to była drużyna po prostu przeciętna. Nasi siatkarze nie mogli mieć z nią żadnych problemów. I nikt takich nie zakładał. Wszyscy stwierdzili, że będzie gładkie trzy do zera dla Polaków. Przyszła pora na Kamerun. Był to najbardziej egzotyczny, najmniej znany rywal w tej grupie. Siatkarze nie znali żadnego z zawodników grających w tej drużynie, toteż ten materiał był dla nich chyba najbardziej interesujący, gdyż widzieli coś nowego, coś innego. Poznawali ten zespół. Uczyli się tego, jak oni się zachowują po akcjach udanych, i tych, których nie udało się zakończyć zdobyczą punktową. Jak rozgrywają piłki, jakie są ich charakterystyczne zagrania.

- Łoo, łoo, dobry ten mudżyn. - wypalił Winiar, widząc atak jednego z Kameruńczyków, konkretnie Nathana Wounembainy.

- Z Afrika. - dodał Igła.

- Haahahahahahah, z Afrika! - zaśmiał się przyjmujący.

- Ale zajebiste pogo tańczą na rozgrzewce! - krzyknął Włodi, bardzo podekscytowany tym, co zobaczył na filmiku.

- Ej, może my też kiedyś takie odwalimy? - zaproponował Buszu. Propozycja ta spotkała się z aprobatą prawie wszystkich. Chyba tylko Guma miał początkowo jakieś ale. Ostatecznie, i on stwierdził, że chciałby spróbować czegoś takiego.

- Ale ten Zonzon, to on ma, kurwa, zajebistego tego bica! - wrzasnął Łomacz, zdumiony wielkością bicepsa owego zawodnika. Rzeczywiście, miał go ogromnego.

- No, większego niż Czapelka. A myślałem, że to niemożliwe. - stwierdził Możdżon.

- A jaką ma wykurwistą fryzurę. - zarechotał Piter. - Jakby się, kurwa, w krzak wpierdolił, i mu się, kurwa, gałęzie w łeb zaplątały.
Ostatni z filmików poświęcony był reprezentacji Argentyny. Czyli chyba najtrudniejszemu przeciwnikowi, jaki czekał nas w tej grupie. Z nim jednak będziemy mogli zagrać już na luzie, opromienieni zwycięstwami nad poprzednimi rywalami, pewni awansu do II rundy. Nikt bowiem nie zakładał totalnego skompromitowania się, czyli odpadnięcia na samym początku imprezy. Nawet grając bez szału, awansować do II rundy po prostu trzeba było. Ale... w sumie, dlaczego nasi chłopcy mieli by bać się Argentyny? Przecież i tak ją pykną gładkim 3:0... Niby jest to rywal trudny, ale zależy dla kogo. Przecież Polacy doskonale znali dwie największe gwiazdy drużyny z Ameryki Południowej. Przyjmujący, Facundo Conte, i rozgrywający, Nicolas Uriarte, to przecież dwie gwiazdy PGE Skry Bełchatów. Znakomicie ich sposób gry znali więc Wlazły, Wrona, Kłos i Włodarczyk. Ale i innym nie był on obcy. O, choćby tacy zawodnicy Jastrzębskiego... Oni musieli parę razy zmierzyć się z tym duetem na boisku podczas meczów ligowych. Żadne akcje argentyńskiego duetu nie powinny być więc dla Polaków żadnym zaskoczeniem, ta dwójka była rozpisana, rozpracowana, na wszystkie możliwe sposoby. Nie mogliśmy nie wygrać tego meczu, mając wszystko podane właściwie jak na tacy. Atakującym nie warto się zajmować, skoro nie zachwyca w BBTS'ie Bielsko - Biała, to niby w jaki sposób ma zbawić kadrę? Drugi przyjmujący? Co najwyżej przeciętny. De Cecco, czyli drugi rozgrywający? Jego sposób gry też jest nam znany, nie raz w końcu grał przeciwko Polakom. Libero? A kto by sobie zawracał głowę libero? Bądźmy poważni? Środkowi? Tutaj może warto się na chwilę zatrzymać. Sebastian Sole to nie byle ogórek, tylko gość, który naprawdę jest dobry w swoim fachu. Skończyć atak z krótkiej potrafi z łatwością, sprzedać komuś piękną czapę - także. Drugi środkowy, Pablo Crer może nie był aż tak groźny jak jego kolega ze środka siatki, jednakże jego także nie można było zlekceważyć.
Niby długo omawiano ten mecz, a i tak przecież najważniejszy będzie ten pierwszy, ten z Serbią. Ten, który zostanie rozegrany 30 sierpnia na Stadionie Narodowym w Warszawie, przy ponad 60 tysiącach kibiców. Jeśli wygramy to spotkanie, to wszystkie pozostałe w grupie powinny już pójść z górki. Najważniejsze, by wygrać pierwszą potyczkę, bo to niesamowicie podbuduje morale drużyny i zdecydowanie poprawi atmosferę, jaka w niej jest. Chociaż nie można było powiedzieć, żeby była ona zła...

- A teraz pośmiejemy się trochę, panowie! - krzyknął Gogol, na co nieco rozproszeni już siatkarze, momentalnie zasiedli ponownie na swoich miejscach.

- To znaczy? - wolał się upewnić Rucek.

- To znaczy, że obejrzymy sobie teraz kompilację waszych błędów. - zaśmiał się statystyk.

- O, to ja może po popcorn pójdę, skoro będzie fajny filmik. - wypalił Mikuś, na co wszyscy, łącznie z dwójką statystyków przywalili sobie po facepalm'ie.

- Nigdzie nie leziesz. - skarcił go Jarząbek, na co Mika zwiesił głowę i kwiknął z niezadowolenia. Był bardzo rozczarowany decyzją Kaczmarczyka.
Film się zaczął. No i faktycznie, to była kupa śmiechu. Błędy każdego rodzaju, niektóre bardzo typowe dla pewnych siatkarzy. Czyli zwrócenie uwagi na to, nad czym muszą pracować na treningach, co muszą jeszcze poprawić, by móc się uważać za graczy kompletnych. Można było więc dostrzec kaleczenie Siuraka w przyjęciu, dogrywanie piłek na drugą stronę przez Pitera, czy też niezbyt umiejętne podbijanie ich sposobem dolnym, problemy z obroną u Zatorskiego... Były też totalne "faile", takie jak Kuraś, po którego zagrywce piłka spadła gdzieś w połowę... własnej części boiska. Czy inny jego serwis, kiedy to podrzucił sobie piłkę, po czym nie trafił w nią ręką, a ta spadła obok niego. Była oczywiście masa zagapień na siatce, niedokładne przepchnięcia piłki na niej... Przekroczenia lini przy zagrywce, przejścia dołem, dotknięcia siatki, piłki rzucane w aut, wywalane w trybuny... Innymi słowy, wszystko, co dało się naprawić, jeśli tylko by się nad tym popracowało.

- Kurwa, Możdżon, Ty ostatnio cały czas jesteś tak elektryczny, jak na tym filmiku... - westchnął Ignaczak, patrząc na popisy środkowego, które to były przedstawione na filmiku Gogola. Naprawdę martwił się o obniżkę formy byłego kapitana ekipy.

- Podłączmy go do prądu, zaoszczędzimy na jupiterach. - wypalił Łomacz, a wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem.

- Nie no, Tobie to pomoże już chyba tylko zero siedemset. - pokręcił głową z niedowierzaniem Guma.

- O, o! Zadzwońcie pod ten numer. Zawsze chciałem sobie pogadać z tajnym agentem! - wrzasnął McGregor.

- Z kim?! - niemal zakrztusił się ze śmiechu Drzyzga.

- No... z tajnym agentem. Tajnym agentem 0 700. - uśmiechnął się.

- Zero, zero, siedem! - jęknął Konarski, a wszyscy przyblili sobie facepalm'a. Brawo, Gregor za inteligencję. A raczej jej brak.

- Aha... Ale do zero siedemset też chętnie zadzwonię. - zaśmiał się.

- To zadzwoń. Mam taki kontakt na liście. - zarechotał Piter.

- Serio? - Grzesiek pisnął podekscytowany.

- Tak. - potwierdził.

- No to już dzwonię. - kwiknął, a środkowy podał mu telefon. Łomacz wybrał numer.

- Ej, ktoś do mnie dzwoni. - wyszczerzył się Zatorski. Sprawdził natychmiast, któż to taki. - Piotrek? A czego Ty ode mnie chcesz? - zdziwił się.

- Zero siedemset to Zatorski?! - wrzasnął Bartman i zezgonował na podłodze ze śmiechu.

- No! - wyszczerzył się Cichy. - Idealnie pasuje.

- Ty to też jesteś, kurwa, poryty. Jak ziemia przez dziki... - pokręcił głową z niedowierzaniem Konan.

- Misiek nie grzebie w ziemi! - wypalił Winiar, na co atakujący przywalił sobie facepalm'a.

- Nie o takie dziki mi chodziło. - zaśmiał się.

- Tym oto akcentem zakończyliśmy dzisiejszy seans filmowy. - stwierdził Jarząbek.

- Mam nadzieję, że coś zostanie wam z tego w głowach, że przemyślicie sobie to wszystko, co zobaczyliście. - dodał Gogol.

- Możecie się rozejść. - powiedzieli obaj równocześnie, po czym spojrzeli na siebie, zaśmiali się i przybili sobie piątki.
A stado, skoro im na to pozwolono, rozeszło się. Każdy w swoją stronę. Trochę czasu trzeba przecież spędzić samemu i sobie porozmyślać. Choćby nad tym, jak nie psuć zagrywek czy nie lamić przyjęcia.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
 

Powoli zbliżała się już noc. Wszyscy leżeli już w swoich łóżkach. Część chyba nawet już spała. Inni oglądali sobie telewizję. Ogólnie rzecz ujmując, relaks. Relaks, który zaraz jeden z kadrowiczów miał mieć zakłócony.

- Piotruś, mam problem. - jęknął Zatorski, wchodząc do jego pokoju.

- No? - zapytał. Ze względu na obecność kogoś jeszcze w łóżku, w którym leżał, nie był zbyt chętny do rozmów. No ale to jest Zatorski, może nie zauważy Anki... Nie, tym razem nie byli przed, po, ani w trakcie. Anka po prostu przyszła spać do środkowego, bo w jego łóżku było jej naprawdę wygodnie.

- Bo ten, bo mówiłeś, że można do Ciebie przyjść o każdej porze dnia i nocy, porozmawiać, nie? - wolał się upewnić.

- No tak. - odpowiedział mu.

- Noo too... ja mam problem. - bąknął.

- Do rzeczy. - machnął ręką.

- Bo ja widziałem dzisiaj coś strasznego. I nie mogę przez to spać. - wypalił.

- Co widziałeś? - westchnął.

___________________________________________________________
 

/ O tym, co widział Zator, dowiecie się w następnym odcinku. :D Możecie zgadywać, ale wątpię, by któraś z was zgadła. :D

Poznaliśmy problem Grzesia Kosoka. Niby nic poważnego, chciałoby się wręcz rzec, głupota. Biorąc pod uwagę choćby to, co się działo z Konarskim, to ten narcyzm Kosy wydaje się naprawdę nic nie znaczącą pierdołą.
Pierdołą, a jednak jeszcze nie pozbyto się tego problemu.
Czy ktoś sprawi, że środkowy się ogarnie?

Dzisiaj rozdział bardziej opisowy. Statystycy zaprosili chłopaków na mały seans filmowy, który z pewnością im się przyda, gdy będą się zastanawiać, co jeszcze mogliby poprawić w swojej grze.

Nie wiem, co więcej mogę tu napisać. :D
 

6 komentarzy:

  1. 0 700 - Zatorski xD Oł Maj Gat.
    To taki jest prablem Kosoka ( Sierpoka ) ? Myślałam że coś innego...
    No i co takiego Zati wypaczał, że przez to lulać nie może? Myslałam że jak tylko zgasi światło to zapada w sen głęboki. Hmm.... Zastanawiające, ale nie wiem co mógł takiego zobaczyć. Ducha? Ducha w lustrze? Ducha w lustrze z piłą łańcuchową? Wściekłego pingwina? Rozwścieczonego ducha który nawiedził jego pokój i powiedział żeby ograniczył swoją głupotę? Dziwne przykłady, wiem. :) Ale nic mi nie przychodzi.
    Sorry za taki komentarz, nie wiem co mam napisać ;)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest problem Kosy. ;)

      Co wypatrzył Zator? Nie mogę na razie powiedzieć. :D Twoje propozycje są ciekawe, ale to, co wymyśliłam, jest chyba jeszcze bardziej zwariowane... xd Znaczy... zupełnie realne, ale jednak dość nieprawdopodobne. ;)

      Usuń
  2. "Jesteś piękny Kosok" - #Krzysiu #tak #dowartościowuje #kolege xD hasztagi w komenarzach zawsze spoko ;)
    Ten rozdział wydaje mi się krótszy niż wcześniejsze ale to dlatego pewnie, że mniej dialogów, więcej opisów no i to co zobaczył Zati oczywiście w nowym tozdziale. A jakżeby inaczej ...
    Nic mi nie przychodzi do głowy więc po prostu poczekam na następny ;) A,kiedy się pojawi?
    Zapraszam na 54 zycie-jest-za-krotkie.blogspot.com
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, że jest krótszy. ;o W moim czymś, co przypomina Worda, ale nim nie jest, wydawał się normalnej długości. :D

      Musiałam chociaż jeden rozdział urwać w jakimś ciekawym miejscu, padło na ten. :D Nie wykluczam, że w przyszłości jeszcze parę razy będę tak dzielić rozdziały.

      U Ciebie już byłam. :D

      A nowy, jak zawsze, po kolejnym meczu Sovii. :D Czyli 10 stycznia. ;>

      Usuń
  3. Cóż za wynurzenia Grzegorza Ka! ;) Ale coś jednak musi być w słowach jednej z piosenek - "What the world needs now, is love, sweet love" ;) Kobity mu trzeba i tyle!
    Jak widać cała drużyna ma wielką ochotę rozwikłać tajemnicę Anki i Pitera i jak mniemam, to chyba nie będzie zbyt trudne. Prędzej czy później zostaną przyłapani na gorącym uczynku. Rzekłabym, że stanie się to za sprawą Zatora, ale to zupełnie niedorzeczne, bo przecież ta jednostka ludzka zwykle nic nie ogarnia :P
    Nie będę nawet próbować samodzielnie dociekać, co tak bardzo przestraszyło Zatiego, bo pewnie znów nas czymś zaskoczysz :P Zresztą mam wrażenie, że on generalnie jest "bojącą dupą" :D
    Właściciel numeru 0 700 totalnie mnie rozwalił :D Takie rzeczy tylko z PeZetem :P Okej, nie będę już pastwić się w tym komentarzu nad biednym libero. Dodam tylko, że konwersacje siatkarzy jak zwykle miażdżą system :D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobita dla Kosoka? Przyznam, że nie przyszło mi to jeszcze do głowy... ;>
      Ale rozważę propozycję, bo Grzesia uwielbiam.

      Oczywiście, że te zakochańce kiedyś w końcu zostaną przez kogoś przyłapane. :D Ale czy przez Zatora? No nie wiem, nie wiem. ;) Przecież on się boi seksu, więc wątpię, że by im wlazł do pokoju, gdyby słyszał dochodzące z niego dźwięki. :D
      Taak, Zator to jest typowa dupa wołowa, więc może bać się praktycznie wszystkiego. ;)
      Kręcenie beki z Zatiego zawsze spoko. :D

      Usuń