25.05.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała
- Babcia kradła chleb z pod śmietnika... - wypalił Zator, a środkowy aż złapał się za głowę i bardzo głośno go wyśmiał.
- Twoja? - zarechotał złośliwie. Inaczej, niż szyderczym brechtem nie można było zareagować na taką rewelację Zatora, no po prostu nie można było...
- Ej! Kurwa, Piotrek!... - zaczął libero.
- Wypraszam sobie, kurwą nie jestem. - prychnął na niego, przerywając mu jego wywód.
- Nie o to mi, kurwa, chodziło! - ryknął wkurwiony Zatorski. No, no, panie Piotrze. Gratuluję, udało się panu doprowadzić Pawełka do stanu autentycznego wkurwienia. To nie jest łatwe, więc naprawdę, wielki, wielki szacun.
- A o co? - wyszczerzył się szeroko. Jak on lubił się droczyć z nieogarniętym libero... Z resztą, wszyscy to przecież uwielbiali.
- Piotrek, miałeś nam pomagać, dawać jakieś rady. A ja tu przychodzę do Ciebie, zwierzyć się z mojego problemu, a Ty mnie wyśmiewasz! - krzyknął. - To nie tak miało być! - tupnął nogą, niczym jakiś mały bobasek.
- Ćśś, cichaj, dzieciątko Ty moje. - cały czas chichotał. - Przepraszam, że tak zareagowałem, no ale inaczej, to się chyba nie dało.
- Dało się. Miałeś mi pomóc. - fuknął Zati.
- No ale co tu jest do pomagania? No proszę Cię, ja tu myślę, że to coś ważnego, że, nie wiem, dom Ci się pali, albo coś, a Ty mi tu przychodzisz z taką pierdołą. Paweł, proszę Cię... - pokręcił głową z niedowierzaniem. On naprawdę myślał, że sprawa Zatorskiego jest czymś ważnym. No ale... w sumie, to jest Zator, mógł więc się spodziewać wszystkiego. Ale takiego debilizmu się jednak nie spodziewał. Błąd.
- To nie jest pierdoła. Ja naprawdę nie mogę przez to spać. Ten widok nie daje mi spać. - jęknął. Bełchatowski libero i jego problemy... No cóż, niektórzy mieli większe.
- A dlaczego nie możesz przez to spać? - zapytał środkowy. Czyżby problem nieogarniętego siatkarza jednak trochę go interesował?
- Bo ta babcia... to ona chyba jakąś hotką była. - szepnął i spojrzał na swojego rozmówcę.
- Że co?! - wrzasnął, a oczy mu się wytrzeszczyły. - Jak stara babcia może być hotką? Zator, błagam Cię. Zmień dilera.
- Ale to prawda! Wyobraź sobie, że tam, przy tym śmietniku, spacerowały sobie wrony. Takie ptaki, szaro - czarne, wiesz chyba, o czym mówię? - wolał się upewnić.
- Wprawdzie czołowym ornitologiem kadry jest Rucy, ale coś tam ogarniam, jeśli o naszą awifaunę chodzi. - stwierdził. - Tak, wiem, o co Ci chodzi. Przy śmietniku chodziły sobie wrony siwe, tak?
- Tak. Chodziły sobie te wrony. No i ta babcia, co kradła ten chleb spod tego śmietnika, to ona się tak dziwnie na nie spojrzała... - przełknął ślinę. Naprawdę trudno było mu mówić o tym wstrząsającym, chyba tyko dla niego, zdarzeniu.
- Dziwnie się na nie spojrzała, i? - drążył temat Nowakowski.
- Wyciągnęła chleb z siatki. Bo on w siatce był. - zrobił na chwilę pauzę, by upewnić się, że środkowy go słucha. Ten machnął dłonią na znak, by libero kontynuował swą opowieść. - Zaczęła go kruszyć. Rzuciła go trochę tym wronom. Jeszcze raz się na nie spojrzała i zawołała do jednej z nich: "Cip, cip, Andrzejku, ptaszku Ty mój kochany!" - ostatnie słowa wyrzucił z siebie z prędkością karabinu maszynowego.
Pit złapał się za głowę i pokręcił nią z niedowierzaniem. Takiego zakończenia historii się nie spodziewał.
- I to jest dla Ciebie takie straszne? - przerwał w końcu ciszę.
- Tak. Bo to jeszcze nie koniec tej sytuacji. - zaczął trzęść się ze strachu na myśl o tym, co zaraz powie. Chyba nawet i Cichego zaczął ogarniać drobny niepokój...
- Kontynuuj. - nakazał mu.
- Jak ona to powiedziała do tej wrony, to pokruszyła jeszcze trochę tego chleba. Raz jeszcze spojrzała na te ptaki i powiedziała: "Jeju, a gdyby prawdziwy Andrzejek Wrona tu był. Ach, bym go całowała w tą jego śliczną bródkę, czesała te jego piękne fale". - zrobił się blady jak ściana. Nowakowski z resztą też.
- Ja pierdolę, chyba będę musiał się napić... - jęknął Resoviak i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu jakiegoś alkoholu.
- Ja chyba też będę musiał. - zwiesił głowę Zati.
- Dlaczego tak bardzo Cię to smuci? - spytał. Zauważył, że były Skrzat wyraźnie zmarkotniał, gdy usłyszał słowo "alkohol".
- Bo mi alkohol nie smakuje. - wypalił.
- Jak może Ci nie smakować alkohol?... - po raz kolejny blondyn złapał się za głowę. No tak, kiedy przemawia Zator nie robi się praktycznie nic innego. No, ewentualnie można przybijać sobie facepalm'y.
- Normalnie. - fuknął. - Piootreek. - zaczął.
- No? - westchnął.
- Ja się boję. - jęknął.
- O masz Ci los. Czego Ty się znowu boisz? - zapytał.
- Tego, że trafię kiedyś na jakąś babcię, która będzie hotkować... mnie. - jęknął, a na jego twarzy malowało się wyraźne obrzydzenie.
- Kurwa... Przez Ciebie też się zacznę tego bać. - mina mu zrzedła.
- Nie chciałbyś, żeby taka babunia złapała Cię za policzki i zaczęła całować, nie? - wypalił Zator.
- Nie! - jęknął. - Ale ta babcia... to chyba był jedyny taki przypadek na świecie. - podniósł na duchu i siebie, i jego. - Wiesz, dopóki żadna nie zacznie się dziwnie zachowywać, to nie masz czego się bać. - uśmiechnął się.
- Dzięki, Piotruś, naprawdę potrafisz pomóc. - libero odwzajemnił jego uśmiech. - Nie myślałeś o tym, żeby po godzinach dorabiać jako psycholog? Myślę, że dobrze byś sobie w tym radził. - zaskoczył go tym stwierdzeniem. Chociaż, w sumie... Anka i Igła też tak twierdzili. Właśnie, Anka... Anka cały czas sobie słodko spała w łóżku środkowego. A Zatorski cały czas jej nie zauważał. I bardzo dobrze. - Muszę Ci jakoś podziękować. - stwierdził Zati.
- Jak? - zaśmiał się Cichy.
- Przytulić Cię. - także zaczął się brechtać.
- No to chodź tu. - banan nie schodził mu z twarzy. Zatorski więc podszedł i zrobili klasycznego "misia". Przy okazji Pit poczochrał nieco oszczędnie owłosioną głowę libero i cmoknął go w czółko. Zator to przecież było takie typowe dziecko, więc tego typu gestów doświadczał praktycznie od każdego. No, może od Bartmana i Kubiaka nie. - A teraz do wyrka, dzidzia, i spać.
- Tak jest, panie kapitanie. - zasalutował mu i odmaszerował do siebie paradnym krokiem.
- Bożee... Ten to ma problemy. - zaśmiał się i ułożył wygodnie w łóżku obok pani psycholog. Objął ją ramieniem i pogrążył się we śnie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
26.05.2014
Obudzili się, wciąż wtuleni w siebie. Spojrzeli sobie głęboko w oczy i uśmiechnęli się szeroko. Tej nocy do niczego między nimi nie doszło. Poprzedniej też nie. Czyli potrafili się powstrzymać. A więc może to jednak nie było żadne chore pożądanie, a jakieś faktyczne uczucie?... Nawet jeśli, to chyba trochę czasu zleci, zanim dojdą do takiego wniosku. Przecież oboje woleli się oszukiwać, że nic między nimi nie ma. Że to tylko relacja dwójki kochanków, którzy bez żadnego problemu mogliby żyć bez siebie. A mogliby? No właśnie, czy oni byliby w stanie wytrzymać bez siebie? Trudne pytanie, na które na razie chyba jeszcze nie znali odpowiedzi. A czy, i kiedy ją poznają? To już zależało tylko od nich. I od tego, czy, i w jaki sposób będą chcieli kontynuować swoją znajomość. Warto jednak wrócić do tego, czy oni naprawdę potrafili się powstrzymać przed seksem. Jasne, tej nocy nie świrowali ze sobą, poprzedniej też nie... Ale już z kolei przedwczoraj... zrobili to przecież w ciągu dnia. Tak po prostu wysłała mu sms'a, a on wyleciał prosto z treningu i poszli się zaspokajać do łóżka. No to potrafili powstrzymać buzujące w nich hormony, czy jednak nie potrafili?...
Trudne pytanie. Zbyt trudne, by oni na razie mogli na nie odpowiedzieć. Wszystko wskazywało jednak na to, że nie potrafili. Dzisiaj czekał ich pewnego rodzaju test. Dzisiaj bowiem, miała być jakaś impreza. W Spale. W ośrodku, w którym trenowali siatkarze. I oni byli na tą imprezę zaproszeni. No, ciekawe, czy Pit i Anka będą umieli trzymać rączki przy sobie. Cóż, wątpliwe. A po pijaku mogą sobie powiedzieć coś, czego nie odważyliby się rzec sobie na trzeźwo. W końcu uważa się, że im człowiek jest bardziej pijany, tym bardziej jest... szczery.
Poranek upłynął im na słodkim lenistwie. W pewnej chwili jednak, środkowego zaczęło to nieco nudzić. Postanowił odwalić jakąś akcję. Ech, Piotruś, Ty wywrotowcu jeden.
- Przypajacowałbym sobie trochę. - zaczął. Wiesz, że chłopaki nazywają mnie terrorystą? - zaśmiał się.
- Ciebie? - Anka wyglądała na nieco zaintrygowaną tym, co właśnie usłyszała.
- Mhm. - mruknął lakonicznie.
- Dlaczego? - spytała.
- Poczekaj chwilkę, to Ci pokażę. - szepnął.
Nie zważając na to, że psycholożka będzie to widzieć, ściągnął z siebie bluzkę. Ania chwilę pośliniła się do jego klaty. On to zrobił specjalnie. Mógł przecież od razu założyć inną, a on tymczasem chciał, by pracownica sztabu szkoleniowego pozachwycała się jego rzeźbą. Bardzo sprytne posunięcie. W końcu jednak zlitował się nad nią i ubrał całkowicie czarną bluzkę. Spodnie miał czarne, więc ich zmieniać nie musiał. Zaczął grzebać w szafkach w poszukiwaniu czegoś. Ale czego on mógł szukać?... Po chwili z jednej z szafek wyciągnął... kominiarkę. Po co Ci, kominiarka, Piotrek?... Nie, ten człowiek zdecydowanie nie mógł być nazywany normalnym.
- Po co Ci ta kominiarka? - najwyraźniej Anka pomyślała tak, jak zapewne wszyscy czytelnicy.
- Zobaczysz. - zachichotał. - Śmiało, chodź. Może niekoniecznie wchodź za mną do pokoju, który mam zamiar odwiedzić, ale staniesz sobie przy drzwiach i będziesz wszystko obserwować.
- A dokąd się kierujesz?
- Kierunek: pokój Gumy. - wyszczerzył się. Naprawdę? Naprawdę zamierzał odchrzanić coś dziwnego przy Zagumnym?
Tak, zamierzał. Żwawym krokiem ruszył w stronę pokoju, w którym ulokowany był doświadczony rozgrywający. Gdy doszedł do drzwi, nawet do nich nie zapukał. Po prostu wszedł, zupełnie, jakby wkraczał do siebie. Mało kto wiedział, że drzwi u Gumy są zawsze otwarte. Dlaczego? To proste, żeby nikt mu w owe drzwi nie walił. Przecież to by tylko robiło hałas, a hałasu zawodnik ZAKSY nienawidził nad wszystko inne... Ciekawe, co ten Piter chciał wywinąć za numer. Niech lepiej uważa. Kiedy Zagumny ogląda "Trudne Sprawy", to mu się raczej przeszkadzać nie powinno. Ale środkowy nie pamiętał najwyraźniej o tej zasadzie...
- Dawaj żelki, albo wyłączę Ci telewizor! - wrzasnął. Stanął przed nim z miną rasowego psychopaty. Rozgrywający wcale nie przestraszył się tego widoku. Zbyt zajęty był programem w telewizji...
- Już... już... Tylko niech się "Trudne Sprawy" skończą. - odpowiedział nadzwyczaj spokojnym tonem. Środkowego nieco to rozsiedziło.
- Czego nie rozumiesz w poleceniu "dawaj żelki"? - warknął na niego. Guma aż podskoczył przerażony na łóżku i skulił się w jego kącie. Patrzył na środkowego, jakby ten mu zamierzał co najmniej przypierdolić. Zaczął trzęść się ze strachu. - No, pytam się! Czego nie rozumiesz w poleceniu "dawaj żelki"?! - wrzasnął. Zagumny zerwał się z dzikim piskiem z łóżka i zaczął biec w kierunku swoich drzwi. - Ja pierdolę... - przywalił sobie facepalm'a. - Siadaj na dupie! - nakazał mu. - Nic Ci nie zrobię. Po żelki tylko przyszedłem. - chyba nieco go uspokoił. Ostatecznie osiągnął swój cel. Rozgrywający powolnym krokiem ruszył w stronę jednej z szafek. Wyciągnął z niej trzy paczki żelków i podał Nowakowskiemu. Skoro ma, to teraz niech zjeżdża, skąd przybył. Ale on chyba nie miał zamiaru stąd wychodzić.
- Dziękuję. Wiedziałem, że na Ciebie można liczyć, kochany jesteś. - podziękował koledze... buziakiem w policzek.
- O kurwa, przez miesiąc teraz tego lica nie umyję. - stwierdził Guma. Na twarzy zachował jednak klasycznego poker face'a.
- No, ja myślę. - zaśmiał się Pit.
- Taki zaszczyt mnie kopnął. - przewrócił oczami rozgrywający.
- No. Widzisz? Na to trzeba sobie zasłużyć. - rechotał wesoło. - Idę. Jak wpadnę, to będę. - stwierdził niezwykle odkrywczo. - Cześć. - pożegnał się z Zagumnym. Wrócił do pokoju ze swoją zdobyczą i przebrał się z powrotem w swoją bluzkę. Kominiarkę też oczywiście ściągnął z głowy.
- Ty to jednak jesteś genialny. - zaśmiała się Anka, widząc w jego dłoni paczkę żelków.
- Już rozumiesz, co miałem na myśli? - spytał.
- Tak. - uśmiechnęła się.
- Otwierać teraz te żelki?
- Jasne. Pociumciamy je sobie trochę. - stwierdziła.
Po chwili pochłaniali już słodki przysmak.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Minęło już parę godzin od tamtego "napadu" w pokoju Zagumnego. W tym czasie siatkarze wylewali z siebie pot na treningu, a i sztab szkoleniowy nie mógł narzekać na nudę. Starannie wykonywali przydzieloną im pracę. Antiga co i rusz dawał chłopakom jakieś wskazówki odnośnie tego, jak mają grać. Proponował im ćwiczenie kilku ciekawych zagrań, takich, których finezją mogliby zaskoczyć każdego rywala. Takich, których tamci nie spodziewaliby się zobaczyć w wykonaniu polskiej reprezentacji. Bo nasza kadra była uważana za taką, która gra wyjątkowo schematycznie. Typowe "raz - przyjęcie, dwa - rozegranie na skrzydło, trzy - punkt, albo i nie". Zero miało być w tym jakiegoś pomysłu, typowe "walenie na pamięć". Jakie będzie więc ich zaskoczenie, gdy zobaczą, jak środkowi kończą krótkie, rozgrywane od tyłu przez... libero. Tak, to był jeden z pomysłów, które ćwiczono na treningach. I wychodziło to całkiem nieźle. Szczególnie dobrze w takich akcjach radził sobie Karol Kłos. Miał on bardzo szybką rękę, więc praktycznie w okamgnieniu wbijał gwoździa w parkiet, zanim inni zdążyli się zorientować, że piłkę rozegrał do niego nie "sypacz", lecz libero. Lecz i do kilku innych zawodników, którzy grali na jego pozycji, nie można było mieć raczej zastrzeżeń. Bardzo fajnie na treningu wyglądał dzisiaj Wiśnia. Wychodziło mu praktycznie wszystko - i słynna "wiśniówka", i piękne krótkie, czy to zakończone lekkim plasem, czy mocnym pierdolnięciem, tak bardzo charakterystycznym dla innego ze środkowych. Nieźle radził też sobie w obronie, która przecież nie była nigdy zbyt mocnym punktem w grze blokujących... Kolejny wariant rozegrania był jeszcze bardziej zaskakujący. Była to bowiem akcja a'la Dimitriy Muserskij, czyli... pipe w wykonaniu środkowego. Tak, Stefan stwierdził, że to przede wszystkim środkowi są wykorzystywani w zbyt schematyczny sposób. I przede wszystkim, że wykorzystywani są za rzadko. Taki Bruno Rezende przecież jednego ze swoich kolegów, Lucasa Saatkampa traktował właściwie jako drugą opcję w ataku. A Lucas to przecież środkowy. Jeden z najlepszych na świecie, warto dodać. I nasi chłopcy z pewnością chcieli mu dorównać. Jak tu jednak taką akcję przeprowadzić, kiedy środkowi raczej nie znajdują się na boisku w drugiej linii? Istniała tylko jedna możliwość, by to zrobić, a więc takie ustawienie, kiedy owy środkowy był na zagrywce. Wtedy, po ponownym otrzymaniu piłki na swoją stronę, trzeba było uruchomić go z tej drugiej linii.
Nie ze wszystkimi jednak takiego pipe'a ze środka boiska można było rozegrać. Już na początku odpadał Możdżon, jako że był po kontuzji. Nie dysponował już taką szybkością jak kiedyś, chociaż to, to głównie potrzebne było mu w bloku. Stracił przede wszystkim jednak swoją skoczność, a bez tego dobry pipe był niemożliwy. Z nim więc takiej akcji nie można było rozegrać. On był właściwie tylko od blokowania, bo w niczym innym już nie zachwycał, niestety. No, miał dość trudnego float'a. I to w sumie wszystko. Siła w ataku nie była już taka, jak kiedyś, toteż wiele z jego krótkich było podbijanych. Muratore stracił skuteczność, z której kiedyś słynął... Drugim, z którego szybko zrezygnowano, jeśli chodzi o próbę finezyjnych rozegrań, był Andrzej Wrona. On także nie należał do demonów szybkości, a i w bloku zdarzało mu się często zaspać. Był po prostu przeciętny, i można było go uznawać raczej za numer 4, może nawet 5, jeśli chodzi o zawodników grających na jego pozycji. Jeśli dalej nie będzie zachwycać, to na Mistrzostwa Świata z pewnością nie pojedzie. Wrona przede wszystkim jednak nie porywał, jeśli chodzi o wyszkolenie techniczne - często nawet teoretycznie "proste" krótkie kończył z trudem, zaledwie po obiciu bloku. Gdzie tu więc z nim pipe'a próbować...
Do tego zagrania pozostało więc czterech środkowych. I to właśnie z nimi ćwiczono takie akcje. Na początku zdarzało się, że wychdziło im to dość średnio, żeby nie powiedzieć, że czasami w ogóle nie wychodziło. Największe problemy mieli z tym Kosok, i, co mogło być uznane za drobne zaskoczenie, Karollo. O ile wykańczanie krótkiej, rozegranej przez libero, było dla niego bułką z masłem, o tyle z pipe'm radził sobie raczej średnio. Do takiej akcji potrzebny był duży zasięg w ataku, więc im ktoś był wyższy, tym to dla niego było lepsze. A Karol, no cóż, do najwyższych blokujących to on nie należał. Kosoka zaś często łapano na przekraczaniu linii. Istotna była także siła, z jaką się ten atak wykonywało. Przecież piłka musiała przelecieć naprawdę sporą przestrzeń. Tymczasem po niektórych próbach naszych chłopaków, lądowała po prostu w siatce. Ponownie bardzo fajnie wypadał w tym wszystkim Wiśniewski. Trzepnąć piłkę to on potrafił, więc w miarę szybko załapał o co chodziło, a cała ta akcja zaczęła mu się bardzo podobać. Z uśmiechem na twarzy kończył kolejne piłki posyłane do niego.
Nie on jednak był w tym zagraniu najlepszy. Jako, że kluczową rolę, przynajmniej według Stefana, odgrywał tutaj zasięg atakującego, w ciemno można było obstawiać, kto będzie wymiatać w takich akcjach. Jeśli ktoś ma taki zasięg, że większy od niego ma chyba tylko wspomniany już tu Muserskij, no to z kim próbować takich zagrań, jak nie z nim? Piotrkowe 365, a może nawet i 370 centymetrów, jak można było się doczytać w niektórych źródłach, dawało ogromne możliwości. Potencjał ten jednak raczej do tej pory nie był wykorzystywany, a szkoda, bo mogło z tego wyniknąć coś naprawdę spektakularnego. Latać przecież też potrafił wysoko, krążą pogłoski, że ktoś widział go na trzecim piętrze. Przyjmijmy jednak za bezpieczną statystykę to drugie. To w zupełności powinno wystarczyć...
Tak, zawodnicy grający dziś po przeciwnej stronie siatki nijak nie radzili sobie z tymi bombami puszczanymi z drugiej linii. Zwłaszcza z tymi, których autorami byli Wiśniewski i Nowakowski. Ale tych Grzesiowych i Karolowych też mało udało im się obronić...
Takie to sobie urozmaicenia gry wymyślił ten nasz mądry Stefan. A co w tym czasie robili inni członkowie sztabu szkoleniowego? Sokal zaglądał czasem w jakieś papiery, zapewne historie urazów niektórych zawodników. Być może uczył się tego na pamięć. Nic innego w końcu do roboty nie miał. Blain, jako asystent Antigi, pomagał mu prowadzić trening. Tłumaczył niektórym zawodnikom poszczególne rodzaje zagrań, by Ci lepiej je sobie przyswoili. Masażyści, a więc Brandt i Łysy Terrorysta... w sumie też byli bezrobotni, no chyba, że któregoś z chłopaków coś na moment gdzieś zakłuło, zabolało. Na przykład, kiedy po jakiejś akcji upadał na boisko. Szybko masowali obolałe miejsce, przykładali do niego lód, i po problemie. Mentalista za dwa trzysta... Bączek brał do siebie jakiegoś chłopaka, gdy widział, że ten smuci się po swojej nieudanej akcji. Wystarczyła jedna skwaszona mina, by trener mentalny wziął go w "obroty" i zaczął pogadankę o mentalności zwycięzcy. Pomagało, bo taki zawodnik natychmiast wracał na boisko i nie przejmował się już tamtym nieudanym zagraniem. Najbardziej zapracowani byli chyba statystycy, którzy co i rusz wklepywali nowe dane do swoich laptopów. Bacznie obserwowali treningi i przeliczali, ile który zawodnik wykonał akcji danego rodzaju, i jaka była podczas tego, jego skuteczność. Cyferki części siatkarzy prezentowały się naprawdę bardzo zacnie.
A co robiła w tym czasie Anka? Otóż, Anka, podobnie jak Sokal, siedziała gdzieś pogrążona w papierach. Miała na nich zapisane to, jak dany gracz się zazwyczaj zachowuje. Obok tego zapisywała swoje własne obserwacje, czyli to, co nie było zachowaniem normalnym. I tak na przykład przy nazwisku Grzegorz Kosok obok typowego "miły, sympatyczny, nieco nieśmiały, raczej skryty i małomówny" widniał dopisek "chce, by wszyscy mówili mu, że jest piękny, przejawia objawy narcyzmu wobec swojej własnej osoby". Psycholożka prowadziła takie "karty" wszystkim siatkarzom, nawet tym, którzy teoretycznie byli już "odratowani" z otumanienia, jakiego doznali w szpitalu psychiatrycznym.
Tak minął dzisiejszy trening.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zbliżały się już powoli godziny wieczorne, dawno było już po treningu. Mimo to, wszyscy żwawo uwijali się po całym ośrodku. Biegali jak oszalali z kąta w kąt, wszyscy byli czymś niezwykle zajęci. Czym? Otóż, jak już mogliście dowiedzieć się wcześniej, dzisiaj miał mieć miejsce pewien bardzo uroczysty bal, który to miał oficjalnie rozpocząć siatkarski sezon 2014. Właściwie, to część osób twierdziła, że to będzie bal, a część, że bardziej luźna impreza. Umówiono się jednak, że wszyscy ubierają się jak na poważniejszą uroczystość. A na balu nie można było wyglądać byle jak, więc wszystkich ogarnął jakiś dziki szał szukania czegoś, w co mogli by się ubrać, czegoś, czym mogliby się upiększyć. Ten sam dylemat przeżywała nasza pani psycholog. Nie miała pojęcia, co by tu na siebie założyć, żeby wyglądać ładnie. Chociaż... ładnie to ona wyglądała we wszystkim. Ona chciała po prostu wyglądać atrakcyjnie. Atrakcyjnie, nie wyzywająco. Odpadały więc wszystkie sukienki, z których aż wylewałby jej się biust. Chciała jakąś długą, bo te sięgające ledwie za tyłek zupełnie nie trafiały w jej gust. Nie chciała, by jej strój uznano za niesmaczny. Miała zachwycić wszystkich, a zwłaszcza jedną osobę, a nie wywołać jakiś skandal, o którym rozpisywałyby się gazety. Kogo ta Anka tak bardzo chciała oczarować? Pytanie retoryczne. Oczywiście, że Piotrka. Wiedziała, że na tym balu zjawi się wiele pięknych kobiet, więc chciała być najpiękniejszą, żeby on na te inne nie zwrócił w ogóle uwagi. Czy ona... była o niego zazdrosna? Przecież nie byli parą, więc dlaczego tak bardzo jej zależało na tym, żeby skupił się tylko na niej? Ania chyba sama nie wiedziała, jak to jest z tą ich znajomością. To chyba było coś więcej, niż tylko podjadanie żelków z pokoju Gumy i świntuszenie ze sobą. No bo, spójrzmy prawdzie w oczy. Gdyby ona absolutnie NIC do niego NIE czuła, miałaby gdzieś to, z kim on się bawi, na kogo się gapi. A ona chciała, by zajął się głównie nią...
Rozmyślała tak dobrych parę minut, aż w końcu trzepnęła się w głowę. Taki typowy facepalm. Przypomniała sobie bowiem, że przecież przywiozła tutaj, na to zgrupowanie, sukienkę, która idealnie by spełniła jej oczekiwania. Długa, bo sięgająca do kostek, z bardzo krótkim rękawem (w sumie sięgającym w takie miejsce, że po prostu zakrywał pachy). Miała delikatnie wycięty dekolt, na tyle delikatnie, że nie było w tym nic wyzywającego. Była zapinana od tyłu, na zamek. Tak, zdecydowanie można było stwierdzić, że wyglądałaby w niej po prostu nieziemsko. Jeśli do tego dodać to, że sukienka była w bardzo modnym kolorze butelkowej zieleni... oj, wątpliwe, czy Nowakowski spojrzy na jakąś inną kobietę na tym balu. A to nie był koniec strojenia się Anny Chmury. Pani psychiatra spojrzała w lustro, i stwierdziła, że bez dobrego podkładu się nie obędzie. Nałożyła więc na siebie go trochę, taak, teraz wyglądała o wiele lepiej. Chwyciła za swoją paletę z cieniami do powiek. Chwilkę podumała nad tym, co wybrać, aż zdecydowała się na klasyczne smoky eyes. Wklepała więc, gdzie trzeba było, bazę pod cienie i delikatnie ją przypudrowała. Następnie, górną linię rzęs i ruchomą część powieki pociągnęła czarną kredką. Chwyciła za pędzelek i roztarła delikatnie ową kredkę, zaznaczając jej pozostałościami dolną linię rzęs. Na górne powiece, wzdłuż linii rzęs wklepała sobie czarny, matowy cień, po czym roztarła go pędzelkiem, pomagając sobie nieco cieniem szarym. Tym samym cieniem podkreśliła powiekę dolną. Kącik oka rozjaśniła zaś perłowym. To samo zrobiła z drugim okiem. Brzegi powiek obrysowała czarną kredką. Następnie delikatnie wytuszowała rzęsy czarnym tuszem, zwracając uwagę, by żadne się nie sklejały. Ale i to nie był jeszcze koniec upiększania się w wykonaniu pani psycholog. Żeby wyglądać oszałamiająco, pomalowała usta na czerwono. I była to intensywna czerwień. Chyba liczyła na to, że ktoś ją będzie po jej wargach całować. Czyli wszystko jasne, chciała po prostu Cichego poderwać. Dlatego tak się wystroiła. Całość dopełniła starannym pomalowaniem paznokci. Postawiła na lakier w tym samym kolorze, w jakim była jej pomadka. Chwyciła za swoją błękitną gumkę do włosów i zrobiła sobie eleganckiego kucyka. Zazwyczaj chodziła w rozpuszczonych włosach, więc na taką imprezę wypadało i z nimi coś zrobić. Ach, no i jeszcze szpileczki. Błękitne, w kolorze gumki na włosach. Niekoniecznie aż tak wysokie, żeby się w nich zabiła, jednakże milimetrowy obcasik to to nie był. Stanęła przed lustrem i klasnęła w ręce, wyjątkowo zadowolona z tego, co w nim zobaczyła. Wyglądała po prostu przepięknie. I ona o tym wiedziała, że dobrze jej się udało to wystrojenie się. Tak, udało jej się. Nie ma szans, żeby Nowakowski oglądał się za innymi. O to jej właśnie chodziło.
Ona już chyba po prostu czuła to, że jej uczucie do pewnego środkowego, to coś więcej... I wygląda na to, że tylko czekała na to, aż on nieco bardziej się odważy. Jasne, wspólnie spędzane noce bardzo jej przypadły do gustu, bo były niesamowicie przyjemne. Jednak ona czekała chyba na jakieś konkretne deklaracje. Czy się takowych doczeka? I jeśli tak, to kiedy?... On chyba aż tak szybko nie chciał pakować się w nowy związek. Jemu ta sytuacja, w której był aktualnie, zdecydowanie odpowiadała. Miał przy sobie fajną dziewczynę, która zaspokajała jego potrzeby seksualne, a przy tym nie był z nią w żaden sposób związany. Ale czy i on nie zaczął się trochę zbyt bardzo angażować w tą znajomość?
Wygląda na to, że oboje po prostu zakochali się w sobie, lecz wciąż bali się sobie o tym powiedzieć...
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zostało parę minut do rozpoczęcia się imprezy. Wszyscy czekali już tylko na znak, by bal mógł się zacząć. No, prawie wszyscy. Anka chciała mieć absolutne wejście smoka, więc zamierzała pojawić się na sali na jakąś minutę przed oficjalnym startem. I planowała też przejść możliwie jak najbliżej swojego ulubionego siatkarza, żeby ten od razu zwrócił na nią uwagę. Nie przewidziała jednak, że nie jest tu anonimowa i ktoś może ją rozpoznać. Na przykład jacyś dziennikarze. Ot, choćby taki Jerzy Mielewski. Zmierzył ją od stóp do głów, uśmiechnął się...
- Przepraszam, pani Anno? - zaczął.
- Tak? - odpowiedziała.
- Czy nie chciałaby pani udzielić krótkiego wywiadu? - spytał. No tak, ona miała iść podrywać Pitera, a Jureczek jej się tu wpierdziela z jakimś wywiadem...
- Bardzo chętnie. - skłamała. Tak naprawdę ani trochę nie chciało jej się odpowiadać na jakieś, zapewne durne, pytania.
- Pani Anno, jak to jest być kobietą w takiej drużynie, jak reprezentacja Polski w siatkówce? - typowe pytanie, którego się spodziewała.
- Być kobietą w reprezentacji Polski w siatkówce jest naprawdę bardzo dobrze. Zostałam bardzo ciepło przyjęta przez całą drużynę, a siatkarze zwracają się do mnie, gdy mają jakiś problem, którego nie potrafią rozwiązać. - wszystko to przecież nie było prawdą. Ciepło przyjęta? No, może przez zaledwie paru siatkarzy. Zwłaszcza przez jednego z nich. Przez niego, to nawet za ciepło. Bo w końcu, w jego łóżku, to naprawdę cieplutko jej było. Dobra, nieważne. Przecież to ona nachodzi chłopaków, by ich ogarnąć, żaden tak naprawdę nie zwrócił się jeszcze do niej o pomoc. No ale trzeba było nakłamać, przecież nie powie, jak jest naprawdę, bo co Ci ludzie by sobie pomyśleli? Że przyjechała taka jedna, co to tylko ładnie wygląda, wchodzi do łóżek siatkarzom, a kompetencje w swoim zawodzie pewnie ma żadne, skoro oni nie chcą z nią rozmawiać...
- Jest to praca, w której raczej nie można zbytnio afiszować się ze swoją urodą. Wprawdzie praca psychologa nie jest pracą fizyczną, po której rozmazywałby się makijaż, aczkolwiek... mógłby on po prostu rozpraszać chłopaków. - zaśmiał się. - Zapewne ceni więc sobie pani takie dni jak ten, kiedy może pani się nieco wystroić, wymalować, poczuć się bardziej kobieco.
- Szczerze mówiąc, zbyt często się nie maluję, gdyż nie czuję takiej potrzeby. Uważam, że bez makijażu również wyglądam dobrze. Jednakże na taki bal, jak dzisiaj, chyba należy chociaż trochę podkreślić swoją urodę. - wyjaśniła.
- No tak, jest tutaj dzisiaj wiele pięknych kobiet. - zauważył. - Pani zapewne chce być najpiękniejszą z nich? - zachichotał.
- Nie, niekoniecznie. Po prostu zrobiłam to dla siebie. Na co dzień się nie maluję, bo nie uważam, żeby było to potrzebne. Ewentualnie robię bardzo, bardzo delikatny, niemalże niezauważalny makijaż. Ale na takie bale - jak najbardziej lubię się nieco wystroić... Lubię ładnie wyglądać, a na takich imprezach można nieco bardziej "zaszaleć", jeśli chodzi o wygląd. - uśmiechnęła się. Był to dość sztuczny uśmiech, bo wywiad ją po prostu męczył, ale nie okazywała tego. No i praktycznie cały czas musiała kłamać. Przecież nie powie, że umalowała się tylko po to, żeby oczarować pewnego dwumetrowego blondaska.
- Rozumiem. I już nie przeszkadzam. Dziękuję za krótką, bardzo miłą rozmowę. Myślę, że przybliżyła pani nieco swoją osobę kibicom siatkówki. Bo wie pani, oni bardzo się zainteresowali tym, że kadra nagle zatrudniła psychologa, w dodatku kobietę. Na forach od razu zaczęto spekulować, z kim pani nawiąże romans. - zaśmiał się.
- Nie mam zamiaru z nikim tutaj flirtować, nie po to tu jestem. - odpowiedziała, ukrywając zmieszanie, jakie wstąpiło na jej twarz. Będzie musiała przejrzeć te fora. Ot, zwykła ciekawość. Chciała sprawdzić, ile osób obstawiało JEGO w roli jej potencjalnego kochasia.
- Rozumiem. To bardzo dobrze, że jest pani profesjonalistką. Jeszcze raz dziękuję za wywiad, może już pani wracać do drużyny. - uśmiechnął się i odszedł w swoją stronę.
- Ja również dziękuję. - odpowiedziała.
Taa... ona jest profesjonalistką, która nie ma zamiaru z nikim tu flirtować. Ehe. Oj, Anka, Anka, bujać to my, ale nie nas. Została minuta do balu. Tak, to jest ten czas, kiedy Chmura miała zamiar się ujawnić. Weszła dostojnym krokiem i przemaszerowała przed oczami wszystkich zgromadzonych na sali. Gdy przeszła obok NIEGO, ukradkiem spojrzała w jego stronę, by zobaczyć, czy ją zauważył.
No i miała, czego chciała. Ich spojrzenia się spotkały, bo on wgapiał się w nią jak w jakieś dzieło sztuki. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, bo ktoś postanowił włączyć muzykę. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby była to jakaś "normalna" nuta, a nie "Ruda tańczy jak szalona". O dziwo, wszyscy zgromadzeni na sali zaczęli energicznie podrygiwać do rytmu. Nawet dziennikarze. Ach, więc to taki bal. Niby miało to być coś bardzo uroczystego, a tu się okazuje, że to zwykła potańcówa! To dlatego nie jest transmitowana w telewizji... Anka szybko dostrzegła, kto robił za DJ'a. Ignaczak. No tak, jeśli Igła puszcza muzykę, to nic dziwnego, że leci jakieś disco polo... A chłopakom chyba bardzo ono do gustu przypadło, bo w chwili, gdy ze sprzętu grającego miał wydobyć się refren piosenki, oni zaśpiewali jego własną wersję...
"Ruudy taańczy jak szalony,krzyyczy, piiszczy, naakręcony,
Ruudą puumę pokochałem,
z Ruudym mecze są wspaniałe.
Ruudy taańczy jak szalony, jak szalony, jak szalony,
krzyyczy, piiszczy, naakręcony, nakręcony, nakręcony,
Ruudą puumę pokochałem, pokochałem, pokochałem,
z Ruudym mecze są wspaniałe, są wspaniałe, są wspaniałe."
Tak, oni naprawdę piosenkę o jakiejś rudej cizi, co to tylko umie machać tyłkiem, przerobili na piosenkę o Pawle Zagumnym... A Gumie to pasowało! Szalał na parkiecie razem z całą resztą. Czy oni coś pili przed tym całym "balem", czy co? Przecież po Gumie można było spodziewać się chyba wszystkiego - tego, że opierdoli kogoś, że da komuś w ryj, że wyjdzie oburzony z imprezy... Ale nie tego, że będzie podrygiwał do refrenu, który tak naprawdę powstał, by inni mogli sobie kręcić bekę z doświadczonego rozgrywającego. Skoro jemu to się podobało, to cel chłopaków nie został zrealizowany. Oni chyba po prostu nie wiedzieli, że Zagumny ma ogromny dystans do siebie. I z resztą do wszystkiego... Przecież on jako jedyny był w stanie względnie długo wysłuchiwać pierdolenia Zatorskiego...
Anka wpatrywała się w te dzikie pląsy kadrowiczów, nie zauważając, że ktoś się do niej zbliżał. Nagle piosenka zmieniła się. Na taką nieco bardziej... zboczoną? Taką, jaką puszcza się raczej na jakichś dyskotekach, i to tych totalnie, totalnie luźnych. Gdy tylko zaczął się jej refren poczuła czyjąś dłoń na swoich pośladkach. Nie podobało jej się to, zdecydowanie. Odwróciła się by sprawdzić, któż to do niej się dobierał. No tak, to było oczywiste, że pewien środkowy nie będzie potrafił trzymać rączek przy sobie na jej widok. Skoro to był on, Chmura już nie protestowała i pozwoliła, by jeździł jej swoją ręką pod sukienką, po udzie, w górę i w dół, by ocierał się o nią całym swoim ciałem. Tak, jemu się to wszystko naprawdę podobało, czego wyraz dał w chwili, gdy piosenka zbliżała się już ku końcowi. Mianowicie, rozejrzał się tylko, czy ktoś na niego patrzy, po czym, gdy upewnił się, że wszyscy są zajęci czymś innym, gwałtownie wpił się w usta pani psycholog. A ona, zamiast opierać się temu, w jakikolwiek sposób protestować, zaczęła odwzajemniać jego pocałunki. Musnął wargami jej szyję, a Ania delikatnie zadrżała.
"Trzęś tyłkiem, trzęś mała,
Jakbyś płonęła cała,
Trzęś tyłkiem, trzęś śmiało
Rozkołysz swoje ciało.
Trzęś tyłkiem, pokaż klasę,
Trzęś tyłkiem jakby płonął,
A ja ten żar ugaszę,
Ugaszę swoją dłonią
Nie trafiłem tu przez pomyłkę,
Więc trzęś dziewczyno tyłkiem
Chodź ze mną na sam rozkoszy szczyt,
Tam nikt nie wie co to wstyd,
Tam nikt nie przeszkodzi Nam,
I tam Tobie dam to co mam najlepsze,
Tam poczujesz dreszcze i poprosisz o jeszcze."
Przyciągnął ją do siebie i raz jeszcze skosztował jej ust. A Ance z wrażenia... obsunął się rękawek od sukienki. Cichy zauważył co się stało. Zauważył to jej nagie ramię i natychmiast przywarł do niego swoimi wargami. Ale to dla niego było za mało. On chciał więcej, zdecydowanie więcej...
- Co Ty robisz? - zapytała lekko zdezorientowana Anka, gdy rozsunął zamek jej sukienki.
- Rozbieram Cię, jak widzisz. - mrugnął do niej okiem i szeroko się uśmiechnął.
- Noo... to widzę. - zachichotała. - Ale że tutaj? Tak przy wszystkich? A jak ktoś nas zobaczy?
- ... chodź. - pociągnął ją delikatnie za rękę i wyszedł razem z nią. Skierowali się w stronę jego pokoju.
Mieli pecha, bo co poniektórzy siatkarze widzieli, jak opuszczali pomieszczenie... Teraz dzikim spekulacjom nie będzie końca...
"Zdejmij ubranie,
Nic nie powiem mamie,
No zrób to Kochanie,
Nie daj prosić się."
Niemal biegiem przedostali się do pokoju siatkarza. Tam już nie przejmowali się, czy ktoś ich widzi. Bo wiedzieli, że tak naprawdę nie widział ich nikt. Chwycił ją za biodra, a ona niemalże uwiesiła się na jego szyi. Ponownie złączyli swoje usta w pocałunku, lecz ten był inny, niż te wszystkie przelotne cmoki z potańcówki. To był naprawdę długi, namiętny całus. W dodatku, z języczkiem. Wcześniej aż takimi buziakami się nie wymieniali... Pit dostrzegł, że Anka nie zasunęła zamka od sukienki, który to on rozpiął jej na "balu". Spojrzał w oczy dziewczyny i dostrzegł tam pożądanie. Niewiele myśląc, rozsunął zamek do końca i pomógł ślicznej psycholożce "wydostać się" z tego elementu jej garderoby. Ona w międzyczasie rozpinała już guziki jego kraciastej koszuli. Rzuciła ją gdzieś w kąt, podobnie jak on jej sukienkę. Chwycił ją i ułożył na łóżku, po czym sam położył się obok niej. Znowu zaczęli się całować, wręcz przygryzać sobie nawzajem swoje wargi. Takie to były gorące buziaki. Dorwał się do zapięcia jej biustonosza i po chwili odrzucił go gdzieś na drugi koniec pokoju. Ona zaś rozpięła jego spodnie, po czym, z drobną pomocą siatkarza, ściągnęła je z niego. Zaczęła cicho kwilić, gdy lizał i całował ją po jej nagim ciele. Wiedziała jednak, że na razie nie może mu ulegać. Sprawnym ruchem zsunęła z niego bokserki, a on uczynił to samo z jej koronkowymi figami. Przygniótł ją do pościeli swoim ciężarem i spojrzał głęboko w oczy. Jej wzrok wyrażał wręcz błaganie o to, co zaraz miało nastąpić.
Po chwili złączyli swoje ciała w jedność i zaczęli rytmicznie poruszać biodrami. Z ich gardeł wydobywały się coraz to głośniejsze dźwięki...
Brawo Aniu, zrealizowałaś swój cel. Uwiodłaś Piotra Nowakowskiego. Po raz kolejny.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
A co w międzyczasie robili pozostali siatkarze? Taki Grześ Kosok na przykład postanowił wspaść z hukiem do pokoju swojego przyjaciela. Tego, co tam zastał, na pewno nie spodziewał się zobaczyć. A cóż on mógł tam zastać? No oczywiście tych zboczuchów, w trakcie wzajemnego zaspokajania się za pomocą uciech cielesnych! Kosok zdumiony był widokiem swojego najlepszego przyjaciela w łóżku z piękną panią psychiatrą. Czyli jednak! Czyli jednak Ignaczak chyba nie kłamał! Żeby oni jeszcze tam tylko sobie słodko spali. Aa gdziee tam, niee, Panie! Oczywiście, że musieli się ze sobą cmokać, obejmować się najczulej, jak tylko się da. No i te ruchy, które zdradzała poruszająca się kołdra... Ta zła kołdra wszystko zjebała, to nie miało się wydać... Wróć, to nie kołdra wszystko zjebała, tylko te przeciągłe jęki siatkarza i pani psycholog.
- Ohohohohoh, chyba komuś tu przeszkodziłem w małym co nieco. - zachichotał czarnowłosy środkowy.
- Spierdalaj, Kosok, albo wyjdę z tego łóżka i Ci wypierdolę. - warknął poirytowany blondyn.
- E, e, wyluzuj. Nikomu nie powiem, co widziałem. - zapierał się Kosok.
- No, ja mam nadzieję, bo jeśli nie, to przerobię Cię na placka, chcesz być plackiem? - odburknął Cichy.
- Nie.
- No to spierdalaj. - syknął na niego.
- Ej! - jęknął.
- Czego? - co ten Pit taki niemiły?...
- Widzę, że Wy coś tak poważnie ze sobą kręcicie, dobrze mi się wydaje? - zapytał były Resoviak, licząc na to, że jego najlepszy przyjaciel zdradzi mu jakiś sekrecik.
- Źle. - fuknął
- Eee, no przecież widać, że lecicie na siebie. - drążył temat Grzesiek. Nie zdążyli odpowiedzieć, bo Kosok kontynuował swoją myśl. - Szczęścia, gołąbeczki. Wierzę, że Wam się uda, że będziecie ze sobą szczęśliwi. Ślicznie razem wyglądacie. - uśmiechnął się.
- Skończyłeś już? - jęknął Piotrek.
- Tak. - cały czas stał uchachany.
- To spierdalaj. - poprosił go bardzo "kurturarnie".
- A chociaż parę słów podziękowania, za taki komplement? - westchnął Kosa.
- Dziękuję, spierdalaj. - zachichotał rozbawiony Nowakowski.
Kosok wyszedł, a świntuszki kontynuowały nieziemską zabawę. Gdy było już po wszystkim i wykrzyczeli swoje imiona, Anka niemal natychmiast zasnęła. A on wtulił się w nią i zaczął cichutko podśpiewywać...
"Tell me when will you be mine
Tell me quando quando quando
We can share a love divine
Please don't make me wait again
When will you say yes to me
Tell me quando quando quando
You mean happiness to me
Oh my love please tell me when"
Tak, śpiewał oczywiście o miłości, no bo o czym innym on mógł śpiewać?...
___________________________________________________________
/ I jak? Czy któraś zgadła przy poprzednim rozdziale, o co chodziło Zatorskiemu? Wątpliwe, no bo przecież nikt by chyba nie pomyślał, że Zator może panicznie bać się jakiejś babci. No ale cóż, to była babcia, która była hotką Andrzeja. :D
Ja nie wiem, skąd taki pomysł przyszedł mi do głowy, ale babcia kradnąca chleb z pod śmietnika jest z życia wzięta. Naprawdę coś takiego widziałam. I nawet wtedy na śmietniku siedziała jedna wrona, na widok której od razu w głowie pojawiła mi się myśl "Andrzej".
Za dużo tej siatkówki w moim życiu, za dużo. :P
Szaleństw i zdolności Cichego Pita ciąg dalszy. Kto by pomyślał, że taki spokojny chłopak może bawić się w terrorystę. I jak widać, wychodziło mu to wybornie, skoro ulegał mu nawet Zagumny... A Piotrek po prostu chciał sobie pojeść trochę żelków... Niby siatkarze nie powinni jeść słodyczy, bo to przecież kupa kalorii.
No ale on potem przecież te kalorie spalił, wraz z Anką. :D
Właśnie, Anka. Chyba zrozumiała, że tak naprawdę coś do tego Nowakowskiego czuje. Skoro stroi się tylko i wyłącznie dla niego, to znaczy to, że nie jest on byle kim w jej życiu. Ale czy ona mu o tym kiedyś powie? A może on jako pierwszy zdobędzie się na tego typu wyznanie?
Chyba coraz bliżej jest już ta chwila, kiedy oni ogarną, że po prostu się w sobie zakochali.
A i chyba coraz bliżej jest też ta chwila, kiedy wszyscy inni ostatecznie odkryją ich romans. Kosokowi już się udało... Czy będzie trzymał dziób na kłódkę? A może poinformuje wszystkich o swoim odkryciu?...
Zator chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać! :D On momentami wydaje się być kimś "nie z tego świata". Powtórzę to po raz enty - to nie człowiek, to stan umysłu :P Masz rację, Zati, hotkujące babcie są największym złem tego świata :P
OdpowiedzUsuńCieszę się, że uczucia Anki i Piotrka powoli się klarują, że uświadamiają sobie, że łączy ich zdecydowanie coś bardziej głębokiego.
Szczerze wątpię, że Kosina będzie trzymać język za zębami po tym co zobaczył. Nawet jeśli nie wygada się z premedytacją, to na pewno któregoś pięknego dnia przez przypadek mu się w"wymsknie".
Pawle Zagumny, rozczarowujesz mnie. Gdzie twój charakter? No jak można było aż tak przestraszyć się Pita? :P To ty powinieneś rządzić i dzielić w tej reprezentacji!
Pozdrawiam :*
Siatkarze twierdzą tak samo, jak Ty. To znaczy, że Zator to stan umysłu xD Chyba nawet z raz czy dwa już takie określenie z ust któregoś z nich w tym opowiadaniu padło.
UsuńTak, uczucia powoli się klarują. Ale minie jeszcze trochę czasu, nim ostatecznie podejmą jakąś decyzję odnośnie tego, czy chcą dzielić ze sobą przyszłość... ;)
Hah, Piter uważa, że Kosok to plotkarz, więc faktycznie, wątpliwe jest, że nic mu się nie wymsknie. No ale zobaczymy. ;P
Gumie wmówiono, że jest strachliwym boidupą, toteż tak się właśnie zachowuje... :D
Świetny!
OdpowiedzUsuńO Matko Bosko Kochano! Zati, myślałam, że ty ducha zobaczałeś! Ja już tak się normalnie przygotowałam na tego ducha, że normalnie jakiś siatkarz chciał mu kawała zrobić i wyskoczył z jego szafy, a tu babcia z chlebem xD Bosz.... No nie no, ale mnie tym rozwaliłaś xD.
Oj coś myślę, że Kosok i tak wygada, i potwierdzi to co powiedział Krzysiu.
No, no, i w końcu co z Pitem i Anką? Z pewnością już niedługo, wyznają sobie miłość. Tylko czekać na ślub :-)
Pozdrawiam czekam na następny ;)
Jakby Zator ducha zobaczył, to by chyba nie miał o czym gadać, bo by umarł na śmierć w trybie natychmiastowym. ;)
UsuńJaaki ślub? Nie, nie, nie, nie tak szybko xD Przecież oni jeszcze nawet nie są razem. xd
Pituś, nieładnie tak wyrzucać swojego psiapsiela z pokoju! Grześ się pogniewa i będzie jeden bromans mniej :(
OdpowiedzUsuńKochany Zator. Dlaczego jego niektóre teksty (ze wszystkich dotychczasowych rozdziałów) wydają mi się podejrzanie znajome? :D
Babcia jako hotka Ptoka? Co w tym dziwnego skoro WSZYSCY tak BARDZO KOCHAMY NASZEGO MISZCZA! Oprócz szalonych trzynastek jego tabun fanek muszą wreszcie poszerzyć bardziej doświadczone matrony :D
Pozdrawia Cię wierna fanka znanego tajnego agenta 0 700 <3
Jeden bromans w tą, czy w tamtą stronę... Co to za różnica xD Ale nie będzie jednego bromansu mniej.
UsuńGrzesiowi zbyt bardzo zależy na ich bromansie, żeby miał się pogniewać. :D To kochany chłopiec, o byle gówno się na ziomeczka nie obrazi. :)
W tym rozdziale nie widzę tekstów Zatora, które byłby Ci podejrzanie znajome. :D W poprzednich, owszem, mogą być.
Zator, skarbie, nawet nie wiesz, jak my Cię kochamy... xdd Nawet nie wiesz, jak Cam reaguje na Twój widok. xd
#We #All #Love #Miszczu. To przecież żadna nowość, że każda kobieta buja się w Andrzeju.
Każda oprócz nas. No ale my to takie trochę inne jesteśmy. :3
Tajny agent zero siedemset pozdrawia. :*
I ja też. :**