24.01.2015

XVI. "Śniło mi się, że Wanio mi mówił, że jestem piękny."

28.05.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Dwudziestego ósmego dnia maja, naszych chłopców zbudziły jakieś bardzo intensywne wrzaski. Wszystkich, bez wyjątku. No dobrze, może z jednym wyjątkiem, który już od jakiegoś czasu nie spał, ale o nim później. Skoro tylko zostali brutalnie wybudzeni, zerwali się ze swoich łóżek i popędzili na korytarz. Zastanawiali się, kto to już nie śpi, i co odpierdziela. Chociaż w sumie, nad czym tu się zastanawiać. Siatkarze rozejrzeli się i rozpoznali bez problemu, kogo nie było. A dźwięki, jakie docierały do ich uszu jasno sugerowały to, co owy kadrowicz wyprawiał. Cytując Krzysia Ignaczaka: "Bawił się. Ładnie się bawił. Bardzo ładnie. A raczej bardzo nieładnie." Mówiąc wprost: ktoś tutaj odpierdalał jakieś dzikie seksy. O ile czytelnik może nie wiedzieć, kto to był, o tyle siatkarze posiadali tę wiedzę. Wiedzieli kto to zakłóca ciszę w ośrodku. Na korytarzu zebrali się bowiem wszyscy, oprócz jednego ze środkowych. Inny ze środkowych podrapał się z kolei po swojej głowie. Zastanawiał się, czy powiedzieć pozostałym coś, o czym wie chyba tylko on, ale stwierdził, że nie będzie wkopywać przyjaciela. Gdyby obiektem jego uwielbienia był ktoś inny, to nie miałby problemu z wyjawieniem swojego sekretu, jednakże skoro jest to pracownica sztabu szkoleniowego, nie będzie wszczynać jakichś skandali. Niech to się nie wydaje praktycznie od razu po tym, jak świat się dopiero co dowiedział o tym, że reprezentacja Polski w piłce siatkowej mężczyzn zatrudniła psycholożkę. To mogłoby zostać źle odebrane przez media polskie, ale także i światowe... No bo co to kurde ma być? Romans w poważnej drużynie? Przecież to może rozwalić taką drużynę od środka. A drużyna zaczynała funkcjonować coraz lepiej i jakieś problemy nie były teraz mile widziane. Poszli pod pokój, z którego dobiegały te dziwne dźwięki. W sumie, dziwne jak dziwne, po prostu jakieś tam jęki, krzyki, po których to jasno można było wywnioskować, co tam się działo. Stanęli pod drzwiami i nasłuchiwali odgłosów, które z minuty na minutę stawały się coraz głośniejsze. Czyli rozkręcali się z tym koksem. A gdyby tak zaraz im spieprzyć te upojne chwile? Tak, chłopcy byli do tego zdolni, i znając ich, bardzo prawdopodobne było to, że to zrobią. W końcu nic ich tak nie potrafiło ucieszyć jak wykręcenie któremuś z kolegów jakiegoś wyjątkowo świńskiego numeru. A takim z pewnością byłoby wtargnięcie do jego pokoju w czasie, gdy ten przeżywał intymne chwile z kobietą. Już nieistotne, z jaką. Wkurzyłby się na pewno. Zacząłby wrzeszczeć na nich, a oni mieliby śliczny filmik, którym w przyszłości mogliby go szantażować. A gdyby tylko wiedział, jaki szatański plan miał Krzysiek Ignaczak... Ale do tego dojdziemy w odpowiedniej chwili. Aktualnie trzeba było jakoś zakłócić im tą sielaneczkę. Chłopcy zaczęli zastanawiać się, jak by to tu zrobić, żeby zakochańce się nie zorientowały, że ktoś im wchodzi do pokoju i obserwuje co robią.   


- Wchodzimy pojedynczo, nie całym stadem. - zaproponował Jarosz.

- No, żeby było jak najciszej. - podchwycił pomysł Wiśnia.

- Uchylmy delikatnie drzwi i sprawdźmy, czy zauważą. Jeśli nie, to po chwili wejdziemy. - rzekł Bociuś. 
Włodi delikatnie nacisnął na klamkę, a drzwi ociupinkę się uchyliły. Wystarczyło, by wszyscy zobaczyli, co wyprawiał ich kapitan. Ale z kim on tam był? Ależ oczywiście, że z ich panią psycholog. Czyli ich romans to prawda! Nakryli ich na gorącym uczynku, więc już nie będą mogli zaprzeczać, że między nimi nic nie ma... A oni bawili się wybornie. Byli całkowicie nadzy i chyba totalnie zrelaksowani. Ciało Anny wygięte było w łuk, a ona sama dłonie splotła na jego karku, obejmowała go także swoimi nogami. Wargi siatkarza zostawiały mokre ślady na jej szyi, obojczykach, zupełnie, jakby wytyczał jakąś drogę... Ich języki zaczęły toczyć ze sobą zaciętą walkę, ich pocałunki były niezwykle namiętne i zachłanne. No cóż, dwójka ludzi, która uważała się jedynie za przyjaciół, na pewno by się tak nie zachowywała... Nie wytłumaczą się z tego nikomu, nikt nie uwierzy, że to tylko kumple. Prędzej czy później będą musieli zdradzić komuś, co tak naprawdę ich łączy. I ta chwila chyba właśnie nadeszła, a przynajmniej tak twierdzili wszyscy pozostali zawodnicy.
Wtedy właśnie wszyscy siatkarze dostrzegli, że środkowy w bardzo charakterystyczny sposób poruszał biodrami. Robił to coraz szybciej, a jęczał przy tym przeraźliwie. Ona z resztą cichsza nie była, z jej ust co chwilę wydobywały się jakieś dźwięki. Wiła się pod nim niczym jakiś wąż, co dodatkowo podniecało chłopaka i potęgowało doznania, jakich oboje doświadczali... 


 - Patrzcie, co tam się dzieje! - wydusił w końcu z siebie Igła, cały czas zerkając przez tą szparę, która to powstała w chwili, gdy Włodarczyk delikatnie uchylił drzwi od pokoju Nowakowskiego.

- Oo kurwa! - skomentował tenże widok Kurek.

- Pit tak bardzo niecichy. - zachichotał Wlazły.

- Ej, nakręć to! Będzie śmiesznie! - wypalił Ziomek.

- Dobra! - wrzasnął Igła i natychmiast przez szczelinę wsunął swoją kamerę. Oni byli zbyt zajęci sobą, żeby ją zauważyć.

- Jak będzie Ci kiedyś jechać, to mu zagrozisz, że udostępnisz gdzieś co nieco i od razu się chłopczyk utemperuje. - rechotał wyjątkowo rozbawiony Dziku.

- I Ty niby tym chcesz go utemperować? - Kosa tylko przewrócił oczami.

- No, a, kurwa, czym? - prychnął Dzik.

- Temperuje to się temperówką. - Zatorski "zabłysnął" swoją inteligencją. Efekt odwrotny od zamierzonego - zero oklasków, a zewsząd facepalm'y...

- No raczej, że oszczytkiem. Ale to Twoje jest tępe! - zaśmiał się Ignaczak.

- A Twoje to niby antytępe. - odburknął Kubi.

- Ej, zdajecie sobie sprawę, że właśnie kręcimy pornola z Cichym Pitem w roli głównej? Wiecie, jak to brzmi? - zarechotał Konan.

- Oksymoronicz... nie, nie ma takiego słowa. - wypalił Ruciak.

- Łatwiej po prostu powiedzieć, że chujowo. - odparł Zagumny.

- A ja bym powiedział, że właśnie wyjątkowo enigmatycznie. - nie zgodził się z rozgrywającym Włodi.

- Ej, włazimy, będzie jazda. - zachichotał Wojtaszek, po czym wszyscy, z Ignaczakiem na czele zmaterializowali się w pokoju środkowego. Możdżonek głośno chrząknął. Do czego to doszło, żeby na świntuszeniu nakrywanego tego NIBY najspokojniejszego...

- PUKA SIĘ! - wrzasnął, delikatnie rzecz ujmując, wkurwiony Nowakowski i w okamgnieniu oderwał się od Anki. Po chwili jednak ponownie przywarł do niej. Choćby dlatego, żeby inni nie widzieli pełni jej wdzięków. Co to, to nie, takie widoki chciał mieć tylko dla siebie.

- No, właśnie widzimy, że się puka. - zachichotał Igła.

- Krzysiu, weź go nie wkurwiaj, on zaraz pierdolnie jak wulkan. - przestraszył się Ruciak. Istotnie, Pit wyglądał, jakby zaraz miał wszystkich zabić. Niekoniecznie wzrokiem...

- WYPIERDALAĆ STĄD W TRYBIE NATYCHMIASTOWYM! - ryknął niemożliwie wkurwiony Cichy. Chociaż nazwać go w tym momencie cichym naprawdę byłoby trudno.

- Nooo dooobra. - jęknął Krzyś.

- KTO TO KURWA WIDZIAŁ, ŻEBY O 6 RANO NACHODZIĆ W ŁÓŻKU CZŁOWIEKA?! I TO W DODATKU Z KAMERĄ! - kontynuował poirytowany środkowy.

- Ale tą seks - taśmę mogę sobie zatrzymać? - wypalił libero, a wszyscy pozostali, z wyjątkiem leżącej w miłosnych objęciach pary, oczywiście, zaczęli się głośno brechtać.

- Kurwa! - jęknął.

- Jak ładna to pozdrów. - wtrącił się Siurak.

- E, e! Ty mi się tu, kurwa, nie zapędzaj!

- Na "e" to tramwaj staje! - zauważył Krzysiek.

- I namiot w Twoich gaciach, tak, wiem. - zgasił go Pit.

- Sugerujesz, że on coś tam ma?... - zaśmiał się Kuraś.

- A nie?! - wrzasnął na niego Igła.

- Nie. - wystawił język przyjmujący, a pokój po raz kolejny zaniósł się dzikim brechtem.

- Cichy, ratuj. - Ignaczak chyba postanowił zmienić taktykę działania.

- Nie. - fuknął blondyn.

- Spokojnie, nie wrzucę nigdzie tego filmiku. - skłamał. Tak naprawdę chciał wrzucić to na youtube'a, żeby cały siatkarski świat zobaczył, jak zwinny w łóżku jest jeden z najlepszych środkowych na świecie. A co! Niech świat widzi, jakiego Polska doczekała się dzikiego ogiera! Oprócz tego, że chciał to umieścić w Internecie zamierzał też... zgrać to na jakąś płytę, czy kasetę, zrobić trochę kopii tego filmu i... zacząć zarabiać na jego sprzedawaniu. Tak, Krzysztof Ignaczak naprawdę chciał prowadzić pornobiznes...

- Prześlij mi go, a sam skasuj, to się wtedy zastanowię, a teraz spierdalać mi z tą kamerą, bo mi Ankę straszycie! - warknął Piter.
Argument o straszeniu pani psycholog chyba podziałał, bo wszyscy po chwili opuścili ich pokój. A te zboczki... a co oni mogli zrobić? Powrócili do swoich figli. Po kilkunastu minutach wciąż stojący pod ich drzwiami siatkarze usłyszeli, jak kochasie wykrzykiwali nawzajem swoje imiona...
W międzyczasie Bartman, który jako jedyny postanowił wrócić "do siebie" już dzwonił do Bereniki...
 


- Czego chcesz? - prychnęła. - Przeszkadzasz. - oho, pewnie z kimś się zabawiała.

- Chcę Cię, kurwa, powiadomić o tym, co właśnie widziałem. Tylko tyle. - odburknął.

- Gadaj, byle szybko, bo jestem zajęta. - wysyczała.

- Widziałem to. - warknął.

- Co? - jęknęła zakłopotana.

- ICH! W ŁÓŻKU! RAZEM! PIERDOLILI SIĘ! - wrzasnął, po czym rozłączył się. Bardzo był wkurwiony. Po chwili napisał jednak sms'a do czarnowłosej kobiety: "Pojutrze, może za dwa dni, jej już tutaj nie będzie. Mniej więcej wiem już, w jaki sposób się jej pozbędę. Muszę tylko dopracować szczegóły. Powiadomię Cię o tym, czy mi się udało."
Tak to właśnie zaczął się nowy dzień w spalskim ośrodku. 


------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zakochańce powylegiwali się jeszcze trochę w łóżku środkowego, po czym ubrali się i zjedli w ciszy śniadanie. Bali się pokazywać na stołówce po tym, co wszyscy widzieli. Przecież oni mogli już o wszystkim powiadomić Stefana, albo innych członków sztabu szkoleniowego. Woleli więc nie pokazywać się nikomu na oczy, nie chcieli słuchać żadnych połajanek, pretensji... Co oni mogli poradzić na to, że wywierają na siebie taki wpływ, że nie są w stanie powstrzymać tego pożądania, które to nimi kieruje? Pożądania? Oni tak to woleli nazywać, chociaż oboje wiedzieli już, co to tak naprawdę jest. Mimo to, nie potrafili powiedzieć tego wprost. Tych dwóch, magicznych słów, które to mogłyby zupełnie odmienić ich życie, uczynić ich na zawsze szczęśliwymi...
Po spożyciu paru kanapek, Chmura ruszyła w stronę swojego pokoju, nie mogła przecież wiecznie siedzieć u niego. Nawet, jeśli bardzo tego chciała... Musiała zająć się czymś innym. Poprosiła, żeby Stefan przekazał trzem siatkarzom, żeby zjawili się dziś w jej pokoju, bo ona chciała z nimi porozmawiać. Tak, stwierdziła, że "odczaruje" na raz trzech chłopaków. Konkretnie mieli to być Grzegorz Kosok, Paweł Zagumny i Bartosz Kurek, ale w sumie, to obojętne było jej to, kto tak naprawdę jako pierwszy się nawinie. Wiedziała jedno - kogoś musi dzisiaj "odmienić". Miała w końcu na tym zgrupowaniu zajmować się przywracaniem siatkarzy do normalności, a nie romansować z jednym z nich...
Weszła do swojego pokoju, a tam siedziała już wspomniana trójka. Bardzo dobrze. Zaraz ich pamięć do nich powróci.

- Cześć, chłopcy - uśmiechnęła się do nich nieśmiało. Nie wiedziała, jak zareagują na jej widok i czy nie rzucą jej jakąś złośliwą uwagą. To byłoby bardzo w ich stylu.

- Witamy. - rzucił ozięble Zagumny. - Stefan kazał nam, żebyśmy do Ciebie przyszli, więc, jesteśmy.

- Tak, tak, to ja kazałam mu przekazać, żebyście tu się zjawili, panie Pawle. - rzekła. Bała się powiedzieć do niego po prostu na "Ty"...

- Droga Anno, rozumiem to, że to Ty kazałaś przekazać trenerowi, żebyśmy przyszli do Ciebie do pokoju, bo zapewne chcesz z nami porozmawiać. Jednakże chciałbym zaznaczyć, iż na imię mam Piotr, a nie Paweł.

- Czy mogę mówić do pana na "Ty"? - spytała.

- Oczywiście. - uśmiechnął się nikle.

- A zatem... Pawle. - zaczęła.

- Piotrze. - poprawił ją.

- Pawle, ja naprawdę wiem, co mówię. - stwierdziła. - Czy mógłbyś mi powiedzieć, co usłyszałeś od lekarza w szpitalu psychiatrycznym? Od tego, który przywracał wam pamięć.

- A co tu jest do wspominania? Powiedział prawdę. - burknął.

- To znaczy? - drążyła temat.

- To znaczy, że jestem przyjmującym. Choćby to.

- Ale ostatnio grasz na pozycji rozgrywającego. - zauważyła.

- Bo tam ustawił mnie trener. - powiedział.

- A domyślasz się dlaczego? - zapytała.

- Nie, niekoniecznie. - zwiesił głowę. Paweł Zagumny w tej chwili naprawdę wyglądał na człowieka zakłopotanego.

- Pomyśl. - uśmiechnęła się. A w swoim radiu puściła hit "Szalona Ruda". - Guma, Szalona Ruda Puma, Mistrzostwa Świata 2006. Panie prezesie, kocham pana.

- KURWA MAĆ. - jęknął i pokręcił głową z niedowierzaniem. - Jak to się stało, że uwierzyłem w to, że jestem kimś innym, niż naprawdę jestem?

- Spokojnie, wszyscy w to uwierzyli. - wytłumaczyła mu. - A ja jestem tu po to, żeby wytłumaczyć wam, kim tak naprawdę jesteście.

- W takim razie, kim ja jestem? - spytał milczący do tej pory Kosok.

- Grzesiu, jesteś środkowym, jak mogłeś wywnioskować już z tego, gdzie ustawia Cię Antiga. Jesteś po prostu jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym Grzegorzem Kosokiem, członkiem słynnej rzeszowsko - reprezentacyjnej Loży Szyderców, którą to tworzysz z takim jednym wieżowcem. - od razu wszystko z siebie wyrzuciła, a na myśl o Nowakowskim uśmiechnęła się szeroko. No tak, to tylko przyjaciel...

- Coś mi to mówi. - bąknął nieśmiało czarnowłosy siatkarz.

- Ładne okulary chciałeś kupić w Paryżu. - zaśmiała się.

- DUPA RYŻA! - wrzasnął i też zaczął się brechtać. - KURWA MAĆ, już wszystko pamiętam. Dziękuję. - szepnął.
Super, dwóch już "odczarowanych". Pozostał jeden.

- Bartoszu Kurku... - zaczęła

- Nazywam się Bartłomiej Kran. - przerwał jej natychmiast przyjmujący.

- Nazywasz się Bartosz Kurek. Były zawodniku Dynamo Moskwa i Skry Bełchatów. Pamiętasz, jak zdobywałeś statuetkę MVP Ligi Światowej w 2012 roku, kiedy to te rozgrywki wygrała reprezentacja Polski? Pamiętasz, jak robiłeś wtedy Balotellego? Czy Ty to pamiętasz? - strzelała pytaniami jak z armaty.

- Pamiętam. - otworzył usta zdumiony. - Ja naprawdę to pamiętam. KURWA MAĆ, ja to pamiętam! - zaczął krzyczeć.

- Ale samolotów się nie boisz, prawda? - jęknęła.

- Nnie wem. - bąknął zdezorientowany. - Się zobaczy. - stwierdził.

- To już wszystko, możecie wracać do siebie. - uśmiechnęła się szeroko.

- Dziękujemy za to, co zrobiłaś. Naprawdę. - Zagumny podszedł do psycholożki i uściskał ją. To samo zrobili pozostali dwaj siatkarze, po czym opuścili pomieszczenie. Anka jeszcze chwilę myślała nad tym, że tak łatwo udało jej się przywrócić pamięć u aż trzech zawodników, po czym również wyszła ze swojego pokoju...


------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wróciła tam, skąd przybyła, a więc do pokoju swojego ulubionego środkowego. Ten wylegiwał się na łóżku i oglądał telewizję. Bez koszulki. On to chyba robił specjalnie, wiedział przecież, jak jego obnażony tors działa na panią psycholog. I faktycznie, Anka po chwili już się śliniła do idealnie wyrzeźbionej klaty blondwłosego siatkarza. Stop. Ty masz tu, Aniu, do załatwienia pewną ważną sprawę, teraz nie możesz sobie pozwolić na chwilę słabości. Musisz się przemóc. To nie będzie łatwe, ale potraktuj to po prostu jako kolejne wyzwanie, które masz wykonać. Może tak będzie Ci prościej. Przecież wyzwania uwielbiałaś od zawsze.

- Cześć. - rzucił w końcu, jakby od niechcenia.

- No cześć. - odpowiedziała i wbiła wzrok w podłogę. Wszystko, żeby nie gapić się na te mięśnie. Nie może przecież ślinić się cały czas.

- Co jest? Przyszłaś tu w jakiejś sprawie, czy tak po prostu chciałaś posiedzieć? - spytał.

- Owszem, mam sprawę. - zaczęła, a on poderwał się do pozycji siedzącej i spojrzał na nią z cwaniackim uśmieszkiem malującym mu się na twarzy.

- Nie taką sprawę. - skutecznie zgasiła jego zapędy.

- A jaką? - fuknął, sprawiając wrażenie obrażonego.

- Jakby Ci to wytłumaczyć... - bąknęła.

- Wal prosto z mostu. Wiesz, że nie lubię owijania w bawełnę. - szepnął.

- Jutro mnie tu nie będzie. Jadę w swoje rodzinne strony. - powiedziała.

- Tylko tyle chciałaś mi przekazać? - przewrócił oczami.

- Tak. - odpowiedziała.

- Okej, rozumiem. - pociągnął łyk coli z butelki stojącej na małym stoliczku, który to znajdował się obok łóżka. Zachowywał się, jakby w ogóle nie ruszało go to, co do niego mówiła.

- Muszę przemyśleć parę spraw. - rzuciła. - Chcę sobie w domowym zaciszu zrobić dokładną rozpiskę tego, jak kto się zachowuje i obmyśleć to, jak dalej z nimi postępować.

- A może... mógłbym się zabrać tam z Tobą? - wypalił.

- A chciałbyś? - zdziwiły ją nieco jego słowa.

- No, w sumie to tak. Pomógłbym Ci ogarnąć to wszystko. Bo ja już chyba ogarniam, co kto odpierdziela. Przynajmniej większość z nich. I przypomniałem sobie chyba już, kto jest kim. Tak, co do tego, to jestem pewny, że już wszystkich kojarzę. - rzekł i spojrzał jej prosto w oczy. - A tutaj nie mam co robić. Poza tym dzisiaj rano dostałem sms'a, że moja rodzinka wyjechała sobie gdzieś na tydzień na wczasy, więc nie mam po co wracać do domu...

- Wprawdzie moja mama, jak z nią rozmawiałam, stwierdziła, że chciałaby, żebym przyjechała z jednym z siatkarzy. Powiedziała mi: "Weź sobie z sobą takiego, z którym się najbardziej dogadujesz. Bo i ja bym chętnie sobie porozmawiała z nim o mojej ulubionej dyscyplinie sportu, a i przecież Zyta mogłaby sobie poćwiczyć przeprowadzanie wywiadów. Przyda jej się to na tym dziennikarstwie." - zacytowała mu to, co usłyszała od swojej rodzicielki. - Ale obawiam się, że po prostu by stwierdziła, że kogoś sobie znalazłam...

- A nie znalazłaś? - szepnął niemal niedosłyszalnie, a na jego twarzy przez chwilę widniała smutna mina. Potrząsnął głową jednak tak szybko, że Anka nie zauważyła tego grymasu. Nie mógł przecież zdradzić jej, że czuje do niej coś więcej. Nie, jeszcze nie teraz. Jeszcze chwilę poczeka. Parę dni? Bardzo możliwe. Czuł, że długo już nie wytrzyma ukrywania tego wszystkiego.

- Nie wiem, kurczę... Z jednej strony, chętnie bym Cię zabrała ze sobą, pomógłbyś mi, ale z drugiej... noo... boję się trochę reakcji mojej rodzinki. Zyta jest wyjątkowo upierdliwa w stosunku do gości i zawsze ich męczy miliardem pytań. Z kolei Dominik... on jest zaś bardzo nieufny, nie przepada za obcymi i może być w stosunku do nich nieco opryskliwy. - widziała, że nie bardzo ogarniał, o kim mówiła. - Widzę, że nie wiesz, o kim mówię. To może wytłumaczę. Zyta to moja młodsza siostra, a Dominik to mój brat, też młodszy. Mam jeszcze jedną siostrę, Milenę. Jest starsza ode mnie i już wyprowadziła się z domu.

- Spokojnie... Skoro wytrzymuję z Igłą, to dlaczego miałbym nie wytrzymać z Twoim rodzeństwem? - zaśmiał się.

- Odważna z Ciebie sztuka. Z nimi naprawdę nie jest łatwo przeżyć choćby godziny. - uśmiechnęła się.

- Dam radę. - cały czas rechotał.

- W takim razie... o 7 rano mamy pociąg do Leszna. - szepnęła. Zaczęła kierować się w stronę wyjścia z jego pokoju, jednakże on jej na to nie pozwolił. Chwycił ją za rękę, a psycholożkę przeszły bardzo przyjemne dreszcze.

- Zostań tu. - poprosił ją i przyciągnął do siebie. Usiadł na łóżku, i pociągnął ją za sobą, przez co po chwili na owym łóżku już leżał. Wylądowała na jego klatce piersiowej, lecz zamiast zerwać się z niej szybko, zaczęła się do niej przymilać. Naprawdę, Anka? Dopiero co chciałaś stąd wychodzić... Cmoknął ją w policzek, następnie w usta.

- Piotruś, przepraszam, ale ja naprawdę muszę iść. Stefan mnie prosił, żebym pogadała z paroma chłopakami. Przykro mi, muszę wykonać swoją pracę. - widać było, że nie chciała opuszczać pokoju środkowego. Jednak musiała pracować, bo od dwóch, albo nawet i trzech dni nikogo nie "nawróciła"... Dlatego postanowiła dzisiaj "zdjąć czary" z kilku siatkarzy... No, w sumie przecież z trzech już jej się tego dnia udało. Ale to dla niej było mało... - Może potem przyjdę, a jeśli nie, no to widzimy się jakoś o 6 rano, żeby zdążyć na pociąg. Cześć, kocie. - wpiła się w jego usta, a on odwzajemnił jej pocałunek. Przytulali się jeszcze przez parę minut i spoglądali sobie głęboko w oczy. Raz jeszcze zasmakowali swoich warg, po czym psycholożka w końcu opuściła pomieszczenie.
A Pit, wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu spraw, położył się na łóżku, nałożył na uszy słuchawki i włączył sobie głośną muzykę. Musiał jakoś odreagować, a najlepiej relaksował się chyba przy słowach jakichś piosenek. No, wiadomo, że najbardziej rozluźniał się, gdy przeżywał namiętne uniesienia. Ale w tej chwili kolejnego doznać nie mógł, więc musiał znaleźć inny sposób na to, by się odprężyć...

"Chciałbym być
Twoją kawą,
Twoim mlekiem,
Twoim cukrem,
Czy mogę?
Posłuchaj, bo zapomnę
A musisz to wiedzieć
Powiem sękom pod sufitem
Niektóre zamieniają się w twarze

Chciałbym być
Ciepłym podmuchem wiatru
Na moście...
Czy mogę?
I chciałbym być
Zimnym piwem
Na końcu podróży
Albo tuż zaraz przy domu
Czy mogę?
Chciałbym być sobą
Przy Tobie sobą chciałbym być sobą
Przy Tobie chciałbym być sobą
Przy Tobie chciałbym być
Sobą
Chciałbym być sobą
Sobą
Czy mogę?
Czy mogę?
Czy mogę?"



------------------------------------------------------------------------------------------------------


Weszła do pierwszego lepszego pokoju. Lepiej trafić nie mogła. Siedziało w nim trzech siatkarzy, z których jeszcze z żadnym nie miała przyjemności zamienić ani słowa. Mówiąc wprost: Andrzej Wrona, Karol Kłos i Wojciech Włodarczyk, czyli, jak któryś z chłopaków to kiedyś nazwał: "bełchatowskie trio popierdoleńców". Może było to nieco dosadne określenie, lecz co z tego, skoro było ono jak najbardziej trafne?... Przecież to, co ta trójka potrafiła odpierdzielić przechodziło czasem ludzkie pojęcie. Głupie filmiki? To była ich specjalność. Żarciki? To też. Dogryzanie sobie na Facebooku? W tym nie mieli sobie równych. A Ance przyszło przywrócić im pamięć... Żeby znowu mogli wariować, bo to nie było normalne, że zachowywali się w miarę cicho i spokojnie. Tak, w ich przypadku taka... melancholijność z pewnością nie była niczym normalnym... U takiego Gumy to może i by można ją uważać za coś oczywistego. Ale nie u tej trójki, w przypadku której słowo "melancholijni" byłoby chyba ostatnim, którym to można byłoby ich określić. Bo to byli po prostu wariaci, szaleńcy, czasem chciałoby się rzec.
A teraz siedzieli sobie w pokoju pani psycholog i mieli miny, jakby czekali na jakieś ukamieniowanie, czy coś podobnego. Chłopaki, głowy do góry, nie ma co się bać!

- Witajcie, chłopcy. - rzekła przyjaźnie i usiadła na jednym z krzeseł. Oni z kolei leżeli rozwaleni na łóżku i wgapiali się w telewizor.

- Cześć. - bąknął Kłos.

- Chciałabym z wami porozmawiać. - zaczęła nieśmiało Chmura.

- Mów, o co Ci chodzi, tylko błagam, nie śmiej się ze mnie, i mojego wyglądu. - jęknął Wrona.

"Nadziei nie miał, taki brzydki był,
samotny bez przyjaciół."

Bo trzeba wspomnieć o tym, że Andrzej miał po prostu przeraźliwe kompleksy. Doktor - Szarlatan wmówił mu, że jest pasztetem. No i Endrju w to uwierzył i od tego czasu mógł godzinami przesiadywać przy lustrze, starając się ukrywać wszelkie "niedoskonałości" swojej twarzy. I nigdy nie był zadowolony z osiągniętego efektu, cały czas uważał, że jest bardzo brzydki. Ponadto, twierdził, że odwrócili się od niego przyjaciele, co przecież nie było prawdą. To on sam praktycznie przestał kontaktować się z kimś innym niż Karol i Wojtek...

- Nie zamierzam się z Ciebie śmiać, Andrzeju. - uśmiechnęła się do niego.

- Bo wiesz, Jędruś jest bardzo brzydki. I boi się, że po prostu mu to powiesz. I że będziesz się z niego śmiać - wtrącił się Włodi.

- Spokojnie. Andrzej wcale nie jest brzydki. Rzekłabym nawet, że jest przystojny. Wiecie, że on bardzo się podoba większości kobiet? - spytała. Oni pokręcili przecząco głowami. - No to już wiecie. Wprawdzie nie jest w moim typie, bo wolę raczej takich grzecznych chłopców, niekoniecznie brodatych, ale płeć żeńska za Endrju po prostu szaleje. - zaśmiała się.

- A kto jest w Twoim typie? - podchwycił temat Kłos, a Chmura nieco się zakłopotała. Nie no, nie powie im wprost. Nie ma szans.

- A nie powiem wam. - uśmiechnęła się.

- Spokojnie, jeśli kręci Cię nasz kapitan... a widzieliśmy rano, że kręci, to musisz wiedzieć, że to bardzo dobry wybór. Miły chłopak, pomocny. No i przyda mu się jakaś kobieta u boku, bo jeszcze niedawno wariował po tym, jak go jego była rzuciła, twierdząc, że jest frajerem, i że była z nim tylko dla jego forsy. - powiedział Włodi, a Ankę bardzo to zdziwiło. Nie wiedziała, że Nowakowski miał jakieś problemy miłosne. Będzie musiała z nim o tym porozmawiać. Jutro to zrobi, skoro jadą razem do Leszna.

- Karol, Andrzej, dlaczego wy w ogóle przestaliście korzystać z Facebook'a? - spytała.

- A weź mi to cholerstwo! To jest najgorsze zło na tym świecie! - wrzasnął Kłos.

- Co? - zdziwiła się tym, co usłyszała. - Ogarnij się Kłos, Twoi fani dopytują się na Twoim fanpejdżu o to, co się z Tobą dzieje.

- Kłos? Ale ja jestem Źdźbło. - jęknął.

- Nie, Karol, jesteś Kłos. - szepnęła. - Trafiła Kosa na Karola Kłosa?

- KURWA MAĆ! - wrzasnął. No proszę, wystarczyło jedno skojarzenie, by przypomniał sobie wszystko.

- Skoro on jest Karolem Kłosem, kim jestem ja? - wypalił Wrona.

- Andrzeju, jesteś wroną, co kracze. A Twoim przyjacielem jest taki bardzo znany polski piłkarz, Robert Lewandowski. - uśmiechnęła się.

- Lewandowski... Lewa... Lewy, Lewy, Borussia Dortmund. Tak... Borussia Dortmund, Signal Iduna Park, Liga Mistrzów, Borussia Dortmund - Real Madryt 4:1. Byłem, widziałem. Wrona kracze... Facebook... Twitter, Instagram... - sam bawił się w skojarzenia. - KURWA MAĆ. - te słowa wypowiadał chyba każdy siatkarz, do którego powróciła pamięć.

- Jeju, jak Ty to robisz? - zapytał Włodi.

- Normalnie. To jest nawet proste, jeśli tylko wiesz, co będziesz mówić do danej osoby.

- A co w takim razie możesz powiedzieć do mnie?

- No to może rzucę takim ciągiem skojarzeń: Austria, debiut z Serbią, Skra Bełchatów, prowadzący bitwy Kłos vs. Wrona, pryszcze na twarzy, siatkówka plażowa i duet z Kwasowskim.

- Austria... Grałem tam. Debiut z Serbią? Aha, w zeszłym roku w kadrze, tak. Skra Bełchatów... gram tam, chyba? Tak, gram tam. Bitwy... bitwy, tak, były jakieś bitwy. Pianki w ryju, oblewanie się wodą, rzucanie do kosza, tak, tak, pamiętam to, były bitwy. - biadolił jak potłuczony. - Pryszcze... mam je, niestety. Siatkówka plażowa, Kwasow... KURWA MAĆ.
Czyli trzeci "uratowany".

- Dziękujemy. - szepnął Włodi i wszyscy trzej opuścili pokój pani psychiatry. Dobra robota, Aniu, dzisiaj udało Ci się przywrócić pamięć aż sześciu siatkarzom. Możesz być z siebie dumna.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zapadała już noc. Wszyscy wygodnie leżeli w swoich łóżkach, ba, większość już po prostu sobie smacznie spała. Tak jak i nasz nie-cichy przyjaciel. Jednakże jego sen został brutalnie zakłócony. Który to już raz ktoś przychodzi do niego w nocy? Gdyby to jeszcze była Ania, ale nie, to jeden z chłopaków. A czego on, do cholery, mógł chcieć od środkowego o tej godzinie? No i kto to był tak konkretnie?...

- Kurwa, pomóż, Piotrek, miałem koszmar. - szepnął Wrona, który właśnie zmaterializował się w jego pokoju. Ach, więc to Andrzej spać nie może i zakłóca sen kapitanowi reprezentacji.

- Jaki? - spytał, z wyraźną troską w głosie.

- Śniło mi się, że Wanio mi mówił, że jestem piękny. - pokręcił głową.

- Ojojoj. No to faktycznie koszmar. - zaśmiał się.

- Co ja mam teraz zrobić? - jęknął

- A co do tej pory zrobiłeś? - dopytywał środkowy.

- Poskarżyłem się Karolowi, Włodiemu i napisałem o tym wszystkim na fejsie. - odpowiedział.

- Ile hotek już oferowało Ci to, że Cię pocieszą? - drążył temat.

- Nie zliczę... - westchnął.

- I co? Przyjąłeś propozycję którejś z nich? - zapytał.

- Mam być pocieszany przez pryszczate, grube i niepełnoletnie dziewczyny, serio? - jęknął.

- A wolisz przez spoconego kolegę? - zachichotał.

- Przez Ciebie? - wolał się upewnić bełchatowianin.

- Mhm. - bąknął lakonicznie.

- Przez Ciebie to zawsze. - uśmiechnął się.

- Zdziwiło mnie... - nie dokończył, bo Wrona mu przerwał.

- Co Cię zdziwiło?

- ... że przyszedłeś tu do mnie, prosić o pomoc mnie, o pocieszenie. Myślałem, że z takimi rzeczami to się udajesz do Karola lub Wojtka. - wyjaśnił blondwłosy środkowy.

- Ale oni nie potrafili mi pomóc. Więc stwierdziłem, że pójdę porozmawiać z kapitanem, który, jak to kiedyś powiedział, zawsze każdemu pomoże. - właściciel najpiękniejszej fali na świecie, przypomniał mu jego słowa, które ten wypowiedział zaraz po tym, jak oficjalnie został kapitanem drużyny. - To co, pocieszysz? - zaśmiał się.

- Choodź tu, Endrju, przytul się. - szepnął do niego Nowakowski. I Endrju posłusznie przyszedł i wtulił się w ramiona środkowego. Ten poczochrał mu włosy, dał buziaka w policzek i zaczął nucić do jego ucha jedną z jego ulubionych piosenek. Skąd on wiedział, czego lubił słuchać Andrzej?


"You were my Sun
You were my Earth
But you didn't know all the ways I loved you, no
So you took a chance
And made other plans
But I bet you didn't think that they would come crashing down, no

You don't have to say, what you did,
I already know, I found out from him
Now there's just no chance, for you and me, there'll never be
And don't it make you sad about it

You told me you loved me
Why did you leave me all alone
Now you tell me you need me
When you call me on the phone
Girl I refuse, you must have me confused
With some other guy
Your bridges were burned, and now it's your turn
To cry.

Cry me a river
Cry me a river-er
Cry me a river
Cry me a river-er, yea yea

I know that they say
That somethings are better left unsaid
It wasn't like you only talked to him and you know it
(Don't act like you don't know it)
All of these things people told me
Keep messing with my head
(Messing with my head)
You should've picked honesty
Then you may not have blown it."


___________________________________________________________________


/ Dwie ostatnie części znowu na odwal... Nie wiem czemu, ale te końcówki jakoś wybitnie nie chcą mi wychodzić...

No i się wydało. Wydał się ten wielki romans, który to wydać się nie miał. Ale skoro oni tak często oddawali się cielesnym uciechom, to tylko kwestią czasu było to, aż ktoś ich nakryje.
Z resztą... Przecież Kosok już ich przyłapał jakieś dwa dni temu. No tak, tylko że on był jeden, a tym razem wpadła do nich CAŁA KADRA. Calusieńka. Szczęście, że tylko zawodnicy, że nie było z nimi sztabu szkoleniowego...
Ta... szczęście. Wielkie szczęście, skoro Ignaczak ich kamerował i zapewne wykorzysta to kiedyś przeciwko nim.

Co wydarzy się jutro w Lesznie, kiedy to Anka przywiezie Pitera do swojego rodzinnego domu i przedstawi swojej rodzinie jako jej przyjaciela, który to ma pomóc jej w papierkowej robocie?
Jak zareagują rodzice dziewczyny? Czy wyczują, że między tą dwójką iskrzy i postanowią pogadać ze swoją córką, bądź też z siatkarzem? Co z tych rozmów wyniknie?

Miało dzisiaj nie być rozdziału, ale MVP dla Pitera skutecznie zweryfikowało moje plany. :D

Braaawo, Piotruś. :) Drugie MVP w tym sezonie - drugie z Czarnymi. :D

6 komentarzy:

  1. Hym, jak byłam w połowie czytania, to miałam pomysł na komentarz, który przy końcu już mi z głowy uleciał (to przez ten okropny mecz z Danią).
    Dobrze, że są kolejni nawróceni ;)
    Wizyta w Lesznie? Może być interesująco :D
    Zbyniu, weź ty coś namieszaj, bo ja lubię, jak się bardzo nakomplikuje :3
    Wronka przyszedł do Pitusia?! HOHO! Tego jeszcze nie grali!

    Gratulacje dla naszej przyjebanej mordki <3
    Na cześć Pitusia, hip hip HURA! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę zdradzić, że podczas wizyty w Lesznie faktycznie dużo się wydarzy. ;)
      Zbyś namiesza po wizycie. :P

      No, dzisiaj przyszedł Wronka. Ostatnio przyszedł Zator, to dzisiaj pora na Endrju. :D

      Pituś Przyjebana Mordka Nowakowski, jak to ślicznie brzmi. :D
      Hura, hura, to z radości po tym MVP wyżłopałam tą maślankę. xd A teraz jak sobie patrzę na tą focię to od razu lepiej mi się pisze rozdział, taktaktak.

      Usuń
  2. No to nieźle. Przyłapali ich xD Z tym kamerowaniem to się nawet nie zdziwiłam. Powiedziałabym raczej, typowy pomysł naszych chłopców :D
    Brawo Aniu! Sześciu w jeden dzień. Nowe rekordy bijesz!
    Och Endrju, co za koszmary cię spotykają. Nie zazdroszczę xD
    Czekam z niecierpliwością na wizytę w Lesznie. Czy Piotruś podczas drogi zwierzy się Ance ze swoich problemów miłosnych?
    Zapraszam na 59 zycie-jest-zakrotkie.blogspot.com
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przyłapali ich. Można by rzec, że w końcu. :D No ale ponad tydzień udało im się ukrywać, także nie jest źle. xddd
      Gdyby Igła nie filmował czegoś takiego, nie byłby sobą. :P

      Sześciu w jeden dzień to chyba taki rekord, którego już nie powtórzy. :D

      Podczas drogi jej się nie zwierzy z problemów, raczej już na miejscu. ;)

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  3. Świetny :D No, no, przyłapanie naszych kochasiów na gorącym uczynku oraz ich kamerowanie. Cóż by się mogło po nich spodziewać? :)
    Ania rekord bije, może pobije i uzdrowi 7? :-)
    Podróż do Leszna... Może być ciekawie :D
    Komentarz beznadziejny, wiem.
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamerowanie kolegi, jak się zabawia w łóżku... Przecież to takie typowe dla siatkarzy, nie? :D

      Szczerze mówiąc, nie zanosi się na pobicie rekordu. :D

      Podróż do Leszna będzie bardzo ciekawa. ;)

      Mój komentarz u Ciebie był jeszcze bardziej beznadziejny, także spoko. :D

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń