29.05.2014, Gdańsk
Z samego rana, gdy tylko słońce zaczęło mocniej przygrzewać, zdecydowana większość siatkarzy rozjechała się po całej Polsce. Większość z nich zamierzała odwiedzić swoje rodziny, których przecież niektórzy z nich nie widzieli od dawna. Niektórzy z siatkarzy mieszkali przecież za granicą, więc do domu mogli wracać jedynie na święta, a czasami nawet i to było niemożliwe, nad czym niesamowicie wręcz ubolewali. Niestety, takie jest życie siatkarza, a zawodnicy, godząc się na zagraniczny transfer, muszą być świadomi tego, że kontakty z rodziną ograniczone będą mieli do minimum. Niektórzy radzili sobie z tym lepiej, inni nieco gorzej, co czasami wpływało na drobne "dołki" formy podczas sezonu klubowego. Taki Kurek na przykład, on po prostu był przeszczęśliwy, że znów ujrzy swoją mamę, że będzie mógł z nią porozmawiać, spędzić trochę czasu. Przecież tak długo nie mieli okazji się zobaczyć... Z pewnością bardzo się za sobą stęsknili. Z resztą, nie oni jedyni. Swoje rodzinne domy, oprócz siatkarzy, zamierzali odwiedzić także niektórzy członkowie sztabu szkoleniowego, między innymi Anna Chmura. Ona wprawdzie aż tak się za swoją rodzinką nie stęskniła, bo wyjechała z Leszna nieco ponad tydzień temu, lecz i tak postanowiła wykorzystać ten moment, kiedy mogła tam wrócić chociaż na jeden dzień.
Lecz o Ance nieco później, a teraz skupmy się tej grupie siatkarzy, która ten dzień postanowiła spędzić inaczej, aniżeli ze swoją rodziną. Należał do nich między innymi przyjmujący francuskiego Montpellier, Mateusz Mika. Właśnie, czy jeszcze Montpellier, czy też może już Lotosu Trefla Gdańsk, z którym to prowadzone były poważne rozmowy odnośnie transferu młodego zawodnika? Rozmowy te prowadziło jednak nie Montpellier, a Asseco Resovia, która chyba zwątpiła już w tego zawodnika. Wszystko wskazywało na to, że po drugim z rzędu wypożyczeniu, młody siatkarz zdecyduje się na definitywne przenosiny do innego zespołu. Nie chciał stać w miejscu, chciał się rozwijać. Skoro został powołany do kadry, to znaczyło to, że ktoś w niego wierzył. Ktoś, czyli w tym przypadku drugi trener reprezentacji - Philippe Blain. Mimo tego, że praktycznie wszyscy dziennikarze twierdzili, że w drużynie dostał miejsce po znajomości, on chciał udowodnić, że się mylą, że naprawdę prezentuje poziom, który sprawia, że gra w biało - czerwonych barwach nie musi w jego przypadku pozostać jedynie marzeniem. A w jaki sposób lepiej się wybić na piedestał, jak nie poprzez dobrą grę dla Polski?
Od początku czuł, że Antiga na niego ma zamiar stawiać. Może i miały na to jakiś wpływ namowy Blain'a, jednakże to w końcu Stefan był trenerem i to on ostatecznie ustalał skład. Jasne, na razie grał jeszcze głównie w tej "drugiej" dwunastce, chociaż Francuzi twierdzili, że nie ma czegoś takiego jak pierwsza i druga dwunastka, że kadrę tworzy grupa dwudziestu kilku równych, jeśli chodzi o poziom gry, zawodników. Był jednak często chwalony, wyróżniany podczas treningów przez trenerski duet. Radził sobie naprawdę dobrze i coraz częściej było to zauważane także przez wścibskich dziennikarzy, którzy często tak po prostu wchodzili sobie ze swoimi kamerami na treningi i nagrywali naszych chłopaków. Również koledzy Miki dostrzegali jego rosnącą formę, co przejawiało się głównie w tym, że bardziej ufali mu rozgrywający. Dostawał coraz więcej piłek, więc jasne było to, że coraz więcej ich kończył. Szczególnie dobrze współpracowało mu się na boisku z Grzegorzem Łomaczem, z którym to przecież rozegrał jeden sezon w barwach drużyny z Gdańska, gdy był tam wypożyczony z Resovii. Wypracowali sobie wtedy parę zagrań, które teraz odtwarzali na treningach kadry. I wychodziło im to bardzo dobrze, bo przypomnieć sobie to, co robili nieco ponad rok temu, nie było wcale tak trudno. Mika zachwycał więc niekonwencjonalnymi uderzeniami z pipe'a czy sprytnymi kiwkami, specjalizował się też w obijaniu bloku rywali. I chociaż Gregor nie należał może nigdy do czołówki polskich rozgrywających, to jednak i on zaczął być doceniany przez to, jak dobrze współpracował z młodszym kolegą na boisku. Chciał udowodnić, że nie jest jakimś ogórkiem, który dostał powołanie tylko dlatego, że był w orbicie zainteresowań jednego z poprzedników Antigi. I na razie mu się to udawało. Wyglądało więc na to, że dostanie się do szerokiej kadry może nie być wszystkim, co uda się w tym sezonie reprezentacyjnym osiągnąć sympatycznemu "sypaczowi".
- Dziękuję, Wojtku, że chciałeś pojechać ze mną do Gdańska. - uśmiechnął się młody przyjmujący, gdy oboje wysiedli z pociągu, który przywiózł ich do tego miasta.
- Drobiazg. - odwzajemnił uśmiech Łomacz, chociaż jemu samemu tak naprawdę zbytnio do śmiechu nie było. Nie był w dobrym humorze, jednakże starał się to ukrywać. Cóż za zmartwienie mógł mieć rozgrywający? - A tak w sumie, bo mi wczoraj tego nie powiedziałeś, to jaki jest powód tego, że tu przyjeżdżasz?
- Chciałem rozejrzeć się za mieszkaniem, w końcu będę grał w LOTOS'ie w tym sezonie. Pod mostem chyba spać nie będę, trudno byłoby mi wtedy utrzymać formę. - zażartował.
- A to nie ma problemu. - bąknął Gregor. - Odstąpię Ci moje. - stwierdził. Mika otworzył usta ze zdziwienia i na chwilę zaniemówił.
- Chcesz, żebym z Tobą zamieszkał? - spytał.
- Niekoniecznie to miałem na myśli... - podrapał się po głowie Łomacz. - Odstąpię Ci je, to znaczy, że Ty będziesz je miał.
- No a Ty? Znajdziesz coś sobie tutaj? - zapytał Mateusz.
- Chyba przyszła pora, żebym Cię o czymś powiadomił. - westchnął.
- O czym? - Mikuś zdecydowanie był bardzo zdziwiony.
- Opuszczam drużynę z Gdańska. W przyszłym sezonie w niej nie zagram. - pokręcił głową.
- Dlaczego? - wyglądał na zasmuconego.
- W ostatnim sezonie zupełnie tu sobie nie radziłem. Przyszła pora na zmiany, nie chcę dalej ciągnąć w dół klubu. Widocznie trzeba mi zmiany towarzystwa. Dlatego nie przedłużyłem kontraktu. - wytłumaczył.
- I... co teraz z Tobą będzie? - drążył temat Mikuś.
- Mam parę ofert, w tym jedną dość konkretną. I tak sobie myślę, że z niej skorzystam, ale muszę się jeszcze zastanowić. - odpowiedział.
- Skąd masz tą ofertę?
- Beniaminek Plus Ligi. Cuprum Lubin. - ta nazwa nie mówiła Mice zbyt wiele. - Szykuje się tam fajna ekipa. Apollo na ataku, Paweł Rusek na libero... Podobno niezłego koksa na środek sprowadzają, jakiś Ukrainiec, nieźle przypakowany.
- Bardziej niż Cichy? - zachichotał.
- E, ten to jest tylko przypakowany pod koszulką, a po tamtym to widać od razu, że nabity jak PKS do Lichenia. Taki kabanos. - zaśmiał się. - To jak, zająłbyś się moim mieszkaniem? - zmienił temat.
- Zająłbym. - powiedział. - Powodzenia w tym Lubinie. Wierzę, że nie będziesz żałować swojej decyzji.
- Ja też mam taką nadzieję... Są plotki, że będzie was trenować Andrea. - bąknął.
- Andrea? - nie zrozumiał, co chciał mu przekazać rozgrywający.
- No. Anastasi.
Mikusiowi opadła kopara. Tego się nie spodziewał. Tego, że Włoch będzie trenerem jednej z drużyn naszej ligi, chyba nikt się nie spodziewał. Przecież dopiero co był selekcjonerem naszej kadry... Ale jak widać, w Polsce mu jest tak dobrze, że postanowił zostać tu na dłużej.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Leszno
Wróćmy może do naszej pani psycholog. Otóż, jak już zostało to wspomniane wyżej, zamierzała ona odwiedzić swój rodzinny dom. Nie stęskniła się zbytnio za swoją rodziną, bo wyjechała z Leszna nieco ponad tydzień temu. I tak jednak postanowiła wykorzystać ten moment, kiedy mogła wrócić tam na jeden dzień. Swój wyjazd tłumaczyła tym, że tam w spokoju przeanalizuje to, jak zachowują się na zgrupowaniu siatkarze. Tak, może faktycznie by zerknęła w te swoje notatki. Tak naprawdę, pierwotnie chciała tam robić coś zupełnie innego. Myślała, czy by nie porozmawiać ze swoją rodzicielką na temat pewnego problemu, jaki dręczył Ankę. Problem ten miał 205 centymetrów wzrostu, niebieskie oczy, blond włosy i zazwyczaj głupiutko się uśmiechał. Co nie zmieniało faktu, że Chmura ten uśmiech po prostu uwielbiała. Bała się jednak reakcji swojej matki. Bała się, co ta jej powie, kiedy Anna zwierzy jej się, że czuje coś do reprezentacyjnego środkowego. Wprawdzie pani Celina od pewnego czasu mówiła swojej córce, że ta w końcu powinna sobie kogoś znaleźć, lecz czy na pewno nowina, że ta się zakochała, ucieszyłaby ją? Może inaczej, czy ucieszyłoby ją to, że okazało się, że Ania znalazła swoją miłość tam, gdzie miała jedynie pracować? Czy zaakceptowałaby związek swojej córki z siatkarzem? Chmura bała się, że gdyby zaczęła ten delikatny temat, jej matka od razu dorobiłaby sobie jakąś ideologię do tego wszystkiego, swoją własną wersję wydarzeń. Albo, że wyciągnęłaby z niej całą prawdę. Mamusia chyba nie byłaby zbyt szczęśliwa, gdyby dowiedziała się, że jej córka, która miała siatkarzom przywrócić pamięć i służyć im pomocą w trudnych dla nich chwilach, sypia z jednym z nich. Przecież to mieli być tylko jej znajomi z pracy, a tutaj być może zaraz wybuchnie jakiś skandal w mediach z ich udziałem. Żadna z gazet, żaden z internetowych portali nie odpuściłby sobie wyprodukowania jakiegoś tekstu o tym, że pani psycholog miała z siatkarzami rozmawiać, a nie kochać się z nimi po nocach. Z resztą nie tylko po nocach, bo przecież coraz częściej te zakochańce pozwalały sobie na chwile zapomnienia w ciągu dnia...
Tak, pierwotnie Anka myślała, czy by nie porozmawiać ze swoją mamą o swoich uczuciach. Ale dość szybko zrezygnowała z tego pomysłu i postanowiła faktycznie poświęcić się pracy. Powiedziała matce, że przyjedzie, na co ta jej wypaliła, że mogłaby przywieźć ze sobą jednego z siatkarzy. Myśli psycholożki od razu nawiedził pewien środkowy... Fajnie byłoby, gdyby poznał jej rodzinę. Ale... zaraz, zaraz. Niby po co miałby to robić, skoro są tylko przyjaciółmi? Oficjalnie, znaczy się. Bo nieoficjalnie, to sami nie wiedzieli, kim dla siebie są... Po co pani Celina chciała, żeby Chmura kogoś ze sobą przywiozła? Czyżby przeczuwała, że jej córka mogła tam kogoś poznać? Kogoś, kto zawrócił jej w głowie? Może w którejś z rozmów telefonicznych wyczuła, że się zakochała? Anka nie zwracała uwagi na to, jak rozmawiała z rodzicielką, więc być może, że kiedyś była jakaś taka zbytnio rozmarzona, zbytnio podniecona... Jej matka była wyjątkowo inteligentną osobą, więc mogła to wyczuć. Tak, najprawdopodobniej to właśnie taki był powód, dlaczego pani Chmura chętnie widziałaby dziś w Lesznie jednego z kadrowiczów. Nie wiedziała tylko, którego. Wprawdzie słyszała od córeczki, że polubiła paru chłopaków, że są mili i fajni, jednakże ani razu nie usłyszała żadnych konkretnych nazwisk... Teksty o tym, że młodsza córka, Zyta, chciała sobie poćwiczyć przeprowadzanie wywiadów, bo jej się to przyda na dziennikarstwie, zapewne były typową ściemą, którą to powiedziała po to, by jej wypowiedź nie wydawała się taka podejrzana. No cóż. Nie z Anką te numery.
Ona bowiem wyczuła, co się święci. I naprawdę nie chciała nikogo ze sobą zabierać, żeby nie dawać matce żadnych pretekstów do tego, by myślała, że jej córcia niekoniecznie zajmuje się na zgrupowaniu swoją pracą... Tak, nie chciała nikogo zabierać, ale kiedy to jej blondwłose szczęście zaproponowało, że w sumie, to chętnie by sobie z nią pojechało - nie mogła mu odmówić. Ani nie potrafiła, ani po prostu nie chciała. Chciała zabrać go ze sobą, chociaż wiedziała, co to będzie oznaczać. A będzie to oznaczać masę podejrzeń ze strony całej rodziny. I możliwe, że jakieś poważne rozmowy. Wystarczy przecież, że oni na chwilę zapomną, gdzie się znajdują w chwili, gdy zostaną sami w pokoju... O jakiegoś buziaka wtedy łatwo, równie łatwo jak o to, by któryś z członków rodziny Anki ich na tym przyłapał...
"Pamiętasz tamte czasy, to pierwsze spotkanie?
Pierwszą wspólną rozmowę, w osobowościach rozeznanie...
Była ładna pogoda, Twoje oczy w świetle lśniły.
Włosy przytulone słońcem na niebie się rozłożyły.
Już tamtego dnia sprytnie mnie zaczarowałaś.
Bo Ty jesteś czarodziejką, do mnie czar swój skierowałaś.
Chcę czuć Cię w mych ramionach, kochać Cię nieprzytomnie.
Bo Ty jesteś cieplejsza, niż na niebie słońce.
Hej kotku, spędźmy wspólnie święta.
Ja będę zachwycony, a Ty będziesz wniebowzięta.
Ty wciągasz, jak narkotyk, bezwzględnie uzależniasz.
Co dzień Ciebie zażywam i nie mogę przestać.
Chcę byś była przy mnie, odstawmy na bok złość.
Dlaczego wciąż o Tobie myślę? Bo to miłość...
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tak wszystko się potoczy.
Że co dzień będę czuł Twój zapach i patrzył w te oczy.
Że każda chwila z Tobą będzie dla mnie wszystkim.
Że gdy nie będziesz przy mnie, będę tracił zmysły.
Dlaczego wciąż o Tobie myślę, wciąż jesteś w snach?
Dlaczego gdy Cię nie ma cały świat traci blask?
Dlaczego między nami więzy postawił los?
Bo to miłość..."
Weszli do mieszkania dziewczyny. Od razu natrafili na nieco zdziwione oblicze pani Celiny. Chyba nie spodziewała się tego, że jej córka jednak kogoś ze sobą przywiezie. Z resztą przecież wczoraj dostała od niej sms'a, że przyjedzie sama. Dlaczego tak nagle zmieniła zdanie? Kim dla niej był ten, z którym przyjechała? Specjalnie mówiła jej, żeby przywiozła tego, z którym najlepiej się dogaduje. A oni patrzyli na siebie tak, jakby dogadywali się ze sobą naprawdę dobrze. Może nawet aż za dobrze. Chyba córcia wpadła w pułapkę, którą zastawiła na nią jej matka. Bo ona faktycznie w którejś rozmowie wyczuła, że Ania jest jakaś dziwnie wesoła, że sprawiała wrażenie przeszczęśliwej... I domyśliła się, że ktoś jej tam mógł w głowie zawrócić. No i chyba faktycznie, tak się stało... Zmierzyła wzrokiem siatkarza. No, musiała przyznać, że przystojnego przyjaciela ma jej córka. A i również wyglądał sympatycznie. Uwierzyłaby w to, że to tylko dwójka przyjaciół, gdyby nie zdradzałyby ich te iskierki w oczach, które to pojawiały się w nich, gdy tylko na siebie patrzyli. Iskierki typowe dla osób w sobie zakochanych...
Postanowiła zmienić nieco swoją taktykę. Poprosiła ich, żeby usiedli na kanapie, chciała chwilę z nimi porozmawiać. A potem... o nie, sami się przekonacie, co chciała zrobić potem.
- Córeczko, jak miło Cię widzieć. - uśmiechnęła się pani Celina i czule przytuliła Ankę. - Widzę, że jednak nie przyjechałaś sama? Kim jest Twój towarzysz? - spytała. Starała się nie wyglądać na zbytnio zainteresowaną tym tematem, jej córka nie była głupia, wyczułaby to, że chce dowiedzieć się, co konkretnie ich łączy...
- Mój towarzysz? To jest Piotrek, uparł się, że pomoże mi w mojej papierkowej robocie, więc chociaż miałam przyjechać sama, to ostatecznie zgodziłam się na to, by przyjechał tu ze mną. - nieśmiało się uśmiechnęła.
- Rozumiem. W takim razie wam nie przeszkadzam. - stwierdziła.
- Gdzie są Zyta i Dominik? Przecież chciała przeprowadzać wywiad z Piotrkiem, on się podobno całą noc przygotowywał do niego psychicznie, bo wywiadów nie lubi. - zaśmiała się.
- Zycie coś wypadło. A Dominik poszedł do kolegi. - wytłumaczyła. - Ja pójdę coś przygotować do kuchni, a wy zajmijcie się tym, co mieliście robić.
I faktycznie wyszła. Anka postanowiła chwilę posiedzieć jeszcze w bezruchu na kanapie. Właśnie, w bezruchu. Ta blondwłosa cholera chciała jej to uniemożliwić. I na razie mu się to udawało. Nie obchodziło go to, czy ktokolwiek ich widzi, nic dla niego się już nie liczyło. Czuł, że tu, i teraz, musi to zrobić. Przyssał się więc delikatnie do jej szyi. Chyba podziałało to na panią psycholog, bo ta pocałowała go w policzek. On cmoknął i liznął jeszcze parę razy jej szyję, a także obojczyki, po czym wpił się dość gwałtownie w jej usta. Ania zaczęła odwzajemniać ten pocałunek. Chwycił ją za pośladki i usadził na swoich kolanach. Objęła go za szyję i wtuliła się w niego. On także czule ją objął. Cały czas wymieniali między sobą kolejne buziaki...
Nie wiedzieli, że nie umknęło to czujnym oczom pani Celiny. Dobrze wyczuwała, że są dla siebie kimś więcej niż tylko przyjaciółmi. Teraz wypadałoby wypytać ich o to. Jedno z nich. Trzeba jakoś... spłoszyć albo Ankę, albo jego...
- Córeczko, tak się zastanawiam, może zadzwoniłabyś do Zyty? Bo tak naprawdę to nie wiem, gdzie ona wyszła, i kiedy wróci... - wypaliła.
To wystarczyło, by Anka zerwała się jak poparzona z kolan Nowakowskiego. Uciekła niemal natychmiast do swojego pokoju i liczyła na to, że środkowy pójdzie za nią. No cóż. Nie miał szans, by to zrobić. Mama Anki chciała bowiem solidnie go przepytać o szczegóły ich znajomości...
- Piotrze, czy mogłabym z Tobą przez chwilę porozmawiać? - spytała głosem, który nie wzbudzał żadnych podejrzeń. Nie mogła przecież zdradzić swoich zamiarów.
- Oczywiście. - uśmiechnął się. Nie wyczuł, co zaraz może usłyszeć...
- Powiedz mi proszę... co tak naprawdę czujesz do mojej córki? - zapytała, a on momentalnie zrobił się blady jak ściana.
- Tak naprawdę? - wolał się upewnić.
- Tak. Spokojnie, nie bój się. Mów prawdę, o nic się czepiać nie będę. - chyba nieco go uspokoiła.
- Jest mi bardzo bliska, naprawdę bardzo ją polubiłem. - zaczął. - Lubię się do niej przytulić i z nią porozmawiać. Można powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi...
- Czy oby tylko na pewno przyjaciółmi? - przerwała mu. - Widziałam, jak na siebie patrzycie... - chyba udał, że tego nie słyszy. - Piotrze, powiem wprost. Widziałam przed chwilą, jak się namiętnie całowaliście na tej kanapie. Przyjaciele się tak nie zachowują...
No i co on teraz miał powiedzieć? Wyjdzie na idiotę, jeśli będzie zmyślać. Nie, nie miał innego wyjścia, niż przyznać się do tego. Niż wypowiedzieć to jedno słowo, którego do tej pory ze swoich ust wydobyć nie potrafił...
- Kocham ją. - westchnął. - Naprawdę ją kocham, lecz boję się, że jeśli jej to powiem, to nasze relacje nie będą już takie jak teraz. Nie wiem, co zrobić dalej. W jakich okolicznościach mam jej to wyznać. Boję się, że mnie wyśmieje. Ona nie zna mojej historii. I nie wiem, co by o mnie pomyślała, gdyby ją poznała... - tłumaczył.
- Masz jakieś traumatyczne przeżycia z przeszłości? - objęła go ramieniem. Chyba trochę się uspokoił. Widać było, że kobieta chciała jedynie dodać mu otuchy. - Powiedz proszę, co Cię gryzie.
- To nie tyle są traumatyczne przeżycia... Trafniej byłoby nazwać to zawodami miłosnymi. Wie pani, ja w swoim jeszcze dość krótkim, dwudziestosześcioletnim życiu... miałem już 10 kobiet. I każdy z tych związków kończył się tak samo - dziewczyna mnie zdradzała, aż w końcu zostawiała mnie na dobre, mówiąc mi, że jestem frajerem, i że była ze mną tylko dla moich pieniędzy... - zwiesił głowę.
- Spokojnie. Moja córka taka nie jest. Ona... ona jeszcze nigdy nie miała chłopaka. Nawet jeszcze nigdy nie była zakochana. Czeka już dwadzieścia cztery lata na tego jedynego. I wygląda na to, że w końcu go znalazła. - uśmiechnęła się. - Zagadaj do niej, choćby dzisiaj, jakoś spróbuj sprowadzić rozmowę na ten temat, zwierz jej się ze swojej przeszłości. Ona Cię zrozumie, będzie Ci współczuć. Uwierz mi, wydaje mi się, że ją znam. - zaśmiała się cicho.
- Dziękuję pani, pani... eee... - no tak, nie wiedział, jak na imię miała matka Anki.
- Celina. - podała mu dłoń, którą on natychmiast uścisnął. - Kiedy zamierzasz jej powiedzieć prawdę? - spytała.
- To znaczy to, że ją kocham? - przytaknęła. - Nie wiem... Coś czuję, że już ledwie parę dni jestem w stanie trzymać to w tajemnicy. - westchnął. - Wariuję przy niej. Wariuję gdy widzę ją rano, gdy widzę ją w południe, gdy widzę ją wieczorem, gdy widzę ją w no... - zamilknął. Chyba ciut za dużo powiedział.
- Widujesz się z moją córką w nocy? - tak, to było pewne, że pani Celina podchwyci temat.
- Nnoo... ttaak... - jęknął. No to się wkopał. I to konkretnie.
- I co wy w nocy razem robicie? Mów szczerze, nie zganię Cię, niezależnie od tego, co usłyszę. - a czuła, co usłyszy...
- Pani Celino... bo Anka, bo ja... bo my... - jąkał się przeraźliwie. A ona tylko machnęła ręką, by wykrztusił to z siebie. - ... my ze sobą sypiamy... - bał się reakcji kobiety. Bał? Nie, on był po prostu przerażony.
A matka Anny tylko się szeroko uśmiechnęła.
- Zmykaj tam do niej do pokoju i pomóż jej w tych papierkach. Możecie zostać tu na noc, do Spały wrócicie rano. Niestety, nie mam dla Ciebie osobnego łóżka, więc będziesz musiał gnieść się na jednym z moją córką. Ale wydaje mi się, że to nie będzie dla was problemem. Tylko grzecznie mi w nocy, za bardzo nie hałasujcie, bo mój mąż nie lubi, jak się go budzi o tej godzinie. - zachichotała.
"Już wiem, że od dziś
Chcę dzielić z tobą wszystkie moje sny
Zasypiać i budzić się przy Tobie
Do końca swoich dni
A teraz kiedy jesteś przy mnie blisko
Nie muszę martwić się
Bo dzięki Tobie wiem, że mam już wszystko
W dwóch słowach kocham Cię"
[+ 18. Część nieprzeznaczona dla czytelników niepełnoletnich, gdyż może wywołać zgorszenie na ich twarzach. Za takowe nie odpowiadam.]
Zdziwiła go jej reakcja. Jednak postanowił posłuchać kobiety. Poszedł prosto do jej pokoju. Nacisnął na klamkę i wszedł do pomieszczenia. Leżała na łóżku, na plecach i chyba nad czymś usilnie rozmyślała. W sumie, trudno powiedzieć, żeby leżała, skoro wierciła się przeraźliwie. Tak, jej rozmyślania zdecydowanie musiały być bardzo burzliwe. Ale o czym ona myślała?...
A może raczej o kim?
- Jestem. - szepnął, bo chyba go nie zauważyła. - Przepraszam, że dopiero teraz, ale Twoja mama chciała ze mną porozmawiać. - przestraszyła się nieco. O czym oni mogli rozmawiać?
- O czym rozmawialiście? - spytała.
- A o siatkówce, czyli tak, jak przewidywałaś. - uśmiechnął się. Łyknęła to kłamstwo.
- ANIUUUUU! - usłyszała krzyk z korytarza.
- TAAAAK?
- WYCHODZĘ DO KOLEŻANKI, POROZMAWIAĆ. BĘDĘ ZA JAKIEŚ TRZY, CZTERY GODZINY. Z TEGO CO WIEM, ZYTA I DOMINIK TEŻ MNIEJ WIĘCEJ WTEDY WRÓCĄ. ZOSTANIECIE WIĘC SAMI. NICZEGO MI NIE POROZWALAJCIE W DOMU - zaśmiała się.
Nie. Oni niczego nie rozwalą. Chyba.
- Wyszła? - wolała się upewnić.
- Wyszła. - szepnął.
- To dobrze, chodź tu. - rzuciła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Posłusznie wskoczył na łóżko i ułożył się obok niej. A ona wtedy go czule przytuliła, po czym wpiła się w jego usta. Zaczął odwzajemniać ten pocałunek. Objął ją i zawisnął nad nią, nad kocem, na którym leżała. Spojrzeli sobie głęboko w oczy i dostrzegli w nich to pożądanie. Nie przestając całować chłopaka, Anka zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Jeden po drugim, odkrywała coraz więcej jego ciała. Z minuty na minutę podniecała się coraz bardziej... W końcu, gdy rozpięła ostatni guzik, zdjęła z niego ową koszulę i powiesiła na krześle. Wtuliła się w idealnie wyrzeźbiony tors siatkarza i przymknęła oczy. Tak, z pewnością tak do siebie przytulali się przyjaciele...
On także nie przestawał jej całować. Chwycił za jej bluzkę i zaczął delikatnie podciągać ją ku górze. Z niewielką pomocą Chmury, pozbył się z jej ciała tego zbędnego, w jego mniemaniu, elementu garderoby. Zaczął cmokać jej szyję i obojczyki, po czym przeniósł się na jej czoło, nos, by po chwili... powrócić w tamto miejsce. Ona tymczasem sprawnym ruchem rozpięła rozporek w jego spodniach, po czym rozprawiła się także z paskiem w nich. Zsunęła je delikatnie z nóg siatkarza. On nie pozostał jej dłużny, również ściągnął z niej jej spodnie. Zaczął całować ją po brzuchu, podczas gdy ona wymacywała każdą kostkę w jego kaloryferze. Przymiliła się do niego i również zaczęła go pieścić, dłońmi i ustami. Nowakowski w tym czasie dorwał się do zapięcia od jej biustonosza. Szybko rozpiął go i zdjął z dziewczyny. Zakręcił na palcu tymże elementem jej bielizny. Uśmiechnął się szeroko na widok jej jędrnych piersi. Niemal natychmiast przywarł do nich wargami i zaczął je całować. Drażnił je również swoim językiem - lizał je delikatnie, z ogromną czułością. Do pieszczot dołączyły wówczas jego palce, które zaczęły wykręcać jej sutki. A Anka zaczęła cicho pojękiwać. Nie wytrzyma już zbyt długo. Złapała więc za materiał jego bokserek i stanowczym ruchem, zdjęła je z ciała Cichego. On tylko uśmiechnął się cwaniacko i z pośladków psycholożki zsunął jej koronkowe figi. Rozłożyła delikatnie nogi, czekała na to, co zrobi Piter.
A on, ku jej ogromnemu zdziwieniu, między jej udami umieścił nie swój największy skarb, a swoją głowę, z tą blond czupryną, którą tak uwielbiała czochrać. Kwiliła, gdy zaczął drażnić jej kobiecość swoim językiem i ustami. Jęknęła, gdy poczuła w swoim wnętrzu jego dłoń. Trwali tak dobrych kilka minut. Dziewczyna dochodziła już na skraj rozkoszy. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. I to dosłownie. Gdy tylko skończył tą cudowną, oralną pieszczotę, postanowiła odwdzięczyć mu się tym samym. Chwyciła delikatnie TEN organ mężczyzny i zaczęła poruszać nim w górę i w dół. Teraz to on kwiczał ze szczęścia. Lecz to nie koniec. Gdy wydawało mu się, że Ance znudziła się zabawa jego członkiem, ta... objęła go ustami i zaczęła ssać. Pit też już był na skraju wytrzymałości, wył jak świnia zarzynana w rzeźni. Pani psychiatra wyczuła co się święci, więc szybko skończyła swoją "robotę". Uśmiechnęła się do niego szeroko i uniosła biodra do góry. To było dla niego jak zaproszenie, toteż po chwili wśliznął w nią i zaczął wykonywać bardzo charakterystyczne ruchy. Przywarli do siebie swoimi ciałami tak, że między nimi nie było praktycznie żadnej przerwy. I ponownie pogrążyli się w namiętnych pocałunkach. Ułożyła swoje dłonie na jego pośladkach, po czym dość stanowczo, klepnęła go w zadek. Wiła się pod nim, jak jakiś wąż, rzucała się na wszystkie strony. Dobrze wiedziała, jak to na niego podziała - to tylko dodatkowo go podnieciło.
Kochali się coraz intensywniej, wchodzili na coraz wyższe "obroty". W końcu Chmura, wykrzykując jego imię, wygięła swoje ciało w łuk. On, niemal w tej samej chwili, również wyjawił całemu światu imię swojej kochanki. Opadli obok siebie zmęczeni, ale szczęśliwi.
Bo byli bardzo szczęśliwą parą przyjaciół...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kędzierzyn - Koźle
Całkiem spora grupa, bo aż siedmiu siatkarzy, postanowiła wybrać się do województwa opolskiego, a konkretnie - do Kędzierzyna - Koźla, gdzie swoje mecze rozgrywała czwarta drużyna ligi w obecnym sezonie - ZAKSA. Czterech z tych siatkarzy było jej zawodnikami, piąty grał w niej kiedyś, a szósty i siódmy być może zagrają w niej w przyszłym sezonie. Po co Paweł Zagumny, Grzegorz Bociek, Michał Ruciak, Łukasz Wiśniewski, Paweł Zatorski, Jakub Jarosz i Marcin Możdżonek wybrali się do tej miejscowości? Nie skierowały ich tam żadne sprawy zawodowe. Nie chodziło o żadne podpisywanie czy rozwiązywanie kontraktów, na to jeszcze przyjdzie czas w tym roku. Cóż więc kierowało tymi chłopakami? Nie była to też żadna wycieczka krajoznawcza, no bo co można by podziwiać w Kędzierzynie? Chyba tylko zakłady azotowe, a to niezbyt piękny widok był. I niekoniecznie interesujący. Żaden z chłopaków nie wracał też do rodziny, chociaż mogliby. Nie, oni chcieli spędzić ten dzień w swoim gronie, bez towarzystwa reszty kadrowiczów. W końcu czasem trzeba od pewnych osób odpocząć. Zwłaszcza, jeśli te osoby miały na nazwisko Bartman i nie były zbytnio lubiane przez pozostałych siatkarzy... Siódemka przyjaciół bardzo cieszyła się, że nie będzie musiała dzisiejszego dnia oglądać tej zakazanej gęby, której to widok drażnił ich wyjątkowo. Z resztą... kogo Zbysiu nie drażnił? Chyba nie było takiej osoby, bo nawet jego najlepszy przyjaciel, Misiek Kubiak, coraz częściej miał go dość. W dodatku po ośrodku zaczęły krążyć plotki, jakoby były już atakujący Modeny, miał zacząć prowadzić niesportowy tryb życia. Coraz częściej wytykano mu palenie papierosów, a ostatnio w jakimś szmatławcu pojawiły się zdjęcia, na których to widać ZB9 zabawiającego się w jakimś klubie nocnym ze skąpo ubranymi panienkami. Oj Zbyszku, Zbyszku, staczasz się w przepaść. Rozgłos i sława za bardzo zaszumiały w Twoim durnym łebku...
- Chłopaki, mógłbym mieć do was pytanie? - zaczął Zatorski.
- Oczywiście, mów. - odpowiedział mu Guma.
- W sumie, to po co my przyjechaliśmy do tego Kędzierzyna? - wypalił.
- Dobre pytanie, sam chciałbym znać na nie odpowiedź. - dodał Jarski.
- Nasz przyjaciel zaprosił nas, to znaczy mnie, Gumę, Myszołowiaka i Krzaka. - uśmiechnął się Wiśniewski. - No a że Ty, Zator i Czapelka chcieliście jechać z nami, no to wpadniecie do niego razem z nami.
- Przyjaciel? Który? - spytał Bociuś.
- Feru. - bąknął Wiśnia. - Powinieneś kojarzyć.
- Aach, Wojtek. Kojarzę, kojarzę. - uśmiechnął się Grzesiek.
- I po co ten Ferens nas zaprosił do siebie? - spytał Jarosz.
- A bo ja wiem? Może się stęsknił, i chciał po prostu pogadać. - wypalił Rucek.
- Muszę wam rzec, o moi wierni kompani, iż ja również się za moim druhem Wojciechem wcale niemało stęskniłem. - oznajmił Możdżon.
Tymże stwierdzeniem zakończyli swoją rozmowę, gdyż dotarli właśnie do miejsca, w którym to umówili się z przyjmującym. Niewielka, skromna knajpka, w której zapewne coś sobie przekąszą i popiją jakimś sokiem. Bo przecież na pewno nie sięgną po żadne napoje wyskokowe, przecież jutro muszą stawić się w Spale na kolejnym treningu, który zapewne będzie tak ciężki, jak wszystkie poprzednie. Ale one takie musiały być, bo przecież sukces sam się nie osiągnie. Od zawsze wynikał on tylko i wyłącznie z katorżniczej pracy i wylewania potu. Byle kto nie będzie zwycięzcą, nie wygra ani Ligi Światowej, ani już zwłaszcza Mistrzostw Świata... Siatkówka to zdecydowanie nie był sport dla ludzi leniwych. Tacy mogli ją oglądać w telewizji i dodatkowo uważać, że oni zagraliby lepiej, a już na pewno powołaliby innych zawodników, bo przecież taki czy owaki jest totalnie beznadziejny, a z kolei ten z tamtego klubu miał taki super sezon i jest niedoceniany. A trener jest głupi, że go nie powołuje, że nie widzi tego potencjału, blablabla...
Weszli do owej knajpki i od razu dostrzegli przy jednym ze stolików młodego przyjmującego ZAKSY.
- Witaj, druhu Wojciechu. - ozwał się Muratore.
- Cześć, Marcin. - przewrócił oczami Ferens. Nie był w dobrym humorze, zdecydowanie. Widać było, że coś go trapi.
- Przyjaciel Mięsniak zapytuje o to, cóż były za motywy tego, iż postanowiłeś się z nami zobaczyć. - rzekł środkowy.
- Kto? - wyglądał na zdezorientowanego.
- Mięsniak. - powtórzył Drzewo.
- Nie znam... - szepnął.
- Mnie nie kojarzysz? - spytał Kuba.
- Co wy braliście? - wypalił Wojtek.
- Wytłumaczę Ci to kiedyś na spokojnie. Nie zwracaj uwagi na nich wszystkich, jeśli będą odzywać się do siebie w jakiś dziwny sposób, dobrze? - poprosił go Guma.
- No okej. - westchnął. - Powiem wprost, bo nie chcę owijać w bawełnę. Nie chcę was tu zbyt długo zatrzymywać. Pewnie liczyliście na jakąś potańcówę, może nawet zakrapianą, dlatego przywieźliście tu innych siatkarzy, ale niestety, nie tym razem. Chciałem tylko oznajmić wam, że wyjeżdżam.
- Co? Dokąd? - zmartwił się Ruciak.
- Do Bielska - Białej. Będę tam wypożyczony. Najbliższy sezon spędzę w BBTS'ie. Chcę dostać więcej szans do gry i wierzę, że tam to będzie możliwe. W Kędzierzynie przecież prawie wcale nie grałem. A ja muszę grać, żeby się rozwijać. Żebym kiedyś mógł pomyśleć o reprezentacji. Wam to fajnie, że w niej gracie, że w sumie jesteście w niej pewniakami, bo wasze nazwiska są już znane. Ja na swoje cały czas pracuję. - pokręcił głową. - To wszystko, co chciałem wam powiedzieć. Tak, chciałem się z wami po prostu pożegnać. Możecie się rozejść, cześć. - wstał i wyszedł, a jego koledzy zostali jeszcze na chwilę w knajpce i siedzieli totalnie zdezorientowani. Nie tego się spodziewali, oj nie...
___________________________________________________________
/ Dzisiaj nieco inny rozdział, bowiem składający się z trzech części, które są zupełnie oderwane, niezależne od siebie. Takie jednak miały być, taki był mój zamysł i cieszę się, że udało mi się to zrealizować.
Gregor i Mikuś, można by rzec, minęli się w Gdańsku. Mateusz dopiero co dogadał się z LOTOS'em i cieszył się, że znów będzie grał ze swoją kolegą. Niestety, nie będzie to możliwe, bo on z owego Trefla właśnie odchodzi.
Grześ jest jednak kochany, bo odstąpił młodszemu przyjacielowi swoje mieszkanie.
W Lesznie działo się, było gorąco. Pewien siatkarz i pani psycholog znów nie potrafili trzymać rączek przy sobie. Czego skutkiem było to, że poszli się ze sobą kochać do jej pokoju, do jej łóżka. Typowe zachowanie dwójki przyjaciół, prawda?
Matka Anki odkryła romans swojej córki, lecz wygląda na to, że w pełni akceptuje jej wybranka. On z kolei po raz pierwszy tak naprawdę przyznał się komuś do swoich uczuć. Kto jako następny się o tym dowie? Czy to będzie Ania, czy może najpierw jeszcze ktoś inny?
Wątkiem ostatnim była wyprawa siatkarzy do Kędzierzyna - Koźla. Przyjaciele liczyli na jakieś pogaduchy, wymianę żarcików, a tutaj czeka ich rozczarowanie. Ich kolega po prostu chciał się z nimi pożegnać, bo przenosi się do innego miasta...
Czy Feru zagości jeszcze w tym opowiadaniu? Być może, nie mówię nie. No chyba, że go nie chcecie. ;D
Smutna ta wyprawa do Kędzierzyna :(
OdpowiedzUsuńZa to ta do Leszna już mega radosna :D Nie wiem, czy to tylko wina moich upodobań do długiej przedakcji, ale miałam wrażenie, że straszliwie szybko się pysiaki zabrały do roboty (taaak tylko narzekam, nie zwracaj uwagi) xd
GREGOREK <33333333333
(tak, ja rzekomo jestem inteligentna :D)
Ostatnio nie było nic smutnego, stąd pomysł na wyprawę do Kędzierzyna - Koźla. ;)
UsuńTaak, wyprawa do Leszna mega rodosna. :D E, szybko się zabrały?
Po prostu nie mogli już wytrzymać. xd
Też uwielbiam Gregora. :D
Tak, jesteś inteligentna. :*
Może zacznę od kilku słów na temat poprzedniego rozdziału, bo niestety, nie zdążyłam go skomentować. Sesja sprawia, że ostatnio mało mnie w świecie blogowym.
OdpowiedzUsuńObawiałam się, że odkrycie sekretu Pita i Anki negatywnie wpłynie na reputację pani psycholog, w końcu zjawiła się w szeregach reprezentacji w zupełnie innych celach, ale na szczęście tak się nie stało, a Chmura udowodniła, że naprawdę ma smykałkę do swojej roboty i ocaliła kilka kolejnych zagubionych duszyczek. Zastanawiam się, jaki plan kiełkuje w czerepie Zbigniewa. Zapewne będzie to coś mega perfidnego...
Sprytna bestia z pani Celiny! Kręcili jak tylko się dało, a ona i tak wszyściutko wywęszyła! :) To się chyba nazywa matczyny szósty zmysł. No i cieszę się, że zaakceptowała Nowakowskiego jako potencjalnego chłopaka swojej córki.
Scena +18 mnie nie zgorszyła, bo naczytałam się mnóstwo takowych w wielu opowiadaniach, także i tutaj :P
Pozdrawiam :*
Anka, pomimo młodego wieku, naprawdę zna się na tym co robi. ;) I chociaż chłopcy mogą sobie myśleć o niej nie najlepiej z powodu tego, co wyprawia po nocach (i nie tylko) z jednym z ich kolegów, to jednak uratowała ich przed wiecznym ogłupieniem i są jej za to wdzięczni.
UsuńPlan Zbigniewa B. zostanie zrealizowany już w następnym rozdziale. Będzie się działo. ;)
Wścibska mamuśka zawsze wszystko wywęszy. :P Coś o tym wiem, jak coś zawalę, to męczy mnie tak podstępnie, że w końcu muszę jej się przyznać :D
Ja też pozdrawiam. :*
Nie skomentowałam? O.o Byłam pewna, że tak...
OdpowiedzUsuńNo ale dobra. Faktycznie całkiem inne te trzy części ale nie ma to zbyt wielkiego znaczenia jak dla mnie ;)
Ach ta matczyna intuicja :D Wyczaiła o co chodzi z tym Nowakowskim w jej domu :D
Skoro mówisz, że w następnym rozdziale objawi się plan Zbycha to nie moge się wprost doczekać ^^
Jeśli będziesz miała czas i ochotę to razem z Podjaraną zapraszamy na coś nowego w naszym wykonaniu :)
nie--mozna-sie-poddawac.blogspot.com
Pozdrawiam ;**
Nie wykluczam, że jeszcze pojawi się jakiś rozdział, który będzie podzielony na takich kilka odrębnych od siebie części. Nie wiem, czy taki będzie, ale nie wykluczam tego. Pożyjemy, zobaczymy. :D
UsuńMamusia wyczaiła, że jej córcia coś z którymś kręci, ale nie wiedziała dokładnie z którym. ;)
Ja też pozdrawiam. :*