"Kurek przed treningiem zażyczył sobie koszulki z nazwiskiem "Kran" wyszytym na jej tyle. Kiedy usłyszał, że takowej nie dostanie, próbował odmówić wzięcia udziału w treningu, jednakże nie pozwolił mu na to Stefan. Z wyjątkowo skrzywioną miną, przyjmujący uznał, że nic tu nie wskóra i w końcu zaczął ćwiczyć. Jest jednak naprawdę rozwścieczony i połowa siatkarzy boi się do niego odezwać, nie wspominając już o podejściu do niego. To wkurzenie wpływa jednak korzystnie na grę Kurka, gdyż kończy większość adresowanych do niego piłek. Dzisiaj naprawdę imponuje skutecznością. Zaskakujące jest to, że po każdym punkcie zdobytym po jakiejś efektownej akcji, rozkłada ręce w poprzek ciała i kręci się w kółko, twierdząc przy tym, że jest samolotem. Nigdy się tak nie zachowywał, więc zapewne jest to jedna z rzeczy, którą wmówiono mu w szpitalu psychiatrycznym." - tak właśnie wyglądała sporządzona przez Ankę, na dzisiejszym treningu, notatka odnośnie jednego z zawodników drużyny Antigi. Zastanawiało ją to, dlaczego Kurek ubzdurał sobie, że jest samolotem, lecz po chwili namysłu doszła do wniosku, że jest to po prostu wmówione mu zachowanie. Trzeba będzie mu więc to z głowy wyrzucić, lecz to nie będzie łatwe. Z żadnym chłopakiem do tej pory nie poszło Ance zbyt łatwo, wszyscy chcieli się z nią wykłócać o to, że to oni mają rację w tym, co twierdzą. Pomińmy już to, że oczywiście racji tej nie mieli, no bo czy rację mógł mieć ktoś, kto twierdzi, że na nazwisko ma Knorrski, albo, że przykazano mu, żeby upijał się niemal do nieprzytomności? No nie mógł jej mieć, toteż jej nie miał. Jak by tu zacząć rozmowę z takim Siurakiem? Należałoby mu jakoś wytłumaczyć, że nie jest samolotem, jednakże wypadałoby zrobić to na tyle delikatnie, żeby nie powrócił u niego lęk do tego właśnie środka transportu. Wtedy byłoby naprawdę idealnie, bo zawodnik Maceraty nie kwikałby już jak głupi przed lotem i w jego trakcie. Uszy innych zawodników i sztabu szkoleniowego byłyby jej za to wdzięczne. Ile to bowiem można wysłuchiwać ciągle tego "OOO NIEEEE!" i innych, tego typu wrzasków? A to wszystko z powodu głupiego lotu samolotem.
Jasne, Chmura także za nimi nie przepadała, tych dalszych nawet się bała. Ale nie wszczynała takiej paniki jak przyjmujący. Po pierwsze, nie lubiła zwracać na siebie uwagi innych, więc dlatego wolała siedzieć cicho. Niepotrzebny był jej rozgłos, jakieś głupie podśmiechujki ze strony chłopaków, i przede wszystkim, występ w "Igłą Szyte". To i tak cud, że jeszcze na żaden się nie załapała... Po drugie, najzwyczajniej w świecie wstydziła się przyznać do tego, że samoloty wywołują u niej lęk. Z tego powodu też przecież mogliby jej jakoś dogryzać.
Trening trwał nadal, a Anka robiła kolejne notatki. Jako, że tylko ona z nich potem korzystała, nie musiała dbać o piękno języka i poprawność stylistyczno - gramatyczną. Miała po prostu notować cokolwiek, pisać to, co jej przyjdzie na myśl. I tak popełniała kolejne wpisy o każdym z siatkarzy, zauważając także, że niektórzy z nich zachowują się już zupełnie normalnie. Pewne objawy otumanienia ustępowały także u tych, z którymi jeszcze nie rozmawiała. Ale i tak będzie chciała pogadać ze wszystkimi, żeby mieć 100% pewności, że wszystko z nimi jest już w porządku.
"Grzegorz Kosok po każdej zakończonej akcji, nieistotne, czy z korzyścią dla jego drużyny, czy też dla przeciwników, poprawia swoją fryzurę. Po każdej akcji. A jeśli w danej chwili nie gra, wyciąga sobie swoją komórkę i przegląda się w niej, ponadto strzela sobie selfie i wgapia się w nie parę minut, kontemplując nad swoją urodą. Wydaje się, że przejawia objawy narcyzmu. Słyszałam, jak parę razy prosił kolegów, by Ci powiedzieli mu, że jest piękny. A ci bez zawahania mu to mówili. To z pewnością nie jest normalne zachowanie tego zawodnika, bo uchodził on za wyjątkowo skromnego chłopaka. Wygląda więc na to, że problem został znaleziony. Teraz trzeba tylko się nim zająć" - no właśnie, ale jak? Przecież nie powie mu, że jest totalnym pasztetem, bo jej chodzi o to, żeby przestał pizdrzyć się przed lustrem i cmokać nad swoją urodą, a nie o to, żeby się załamał po usłyszeniu zbyt ostrych słów. Które w dodatku nie były prawdą, no bo przecież z tego Kosy to całkiem niezłe ciasteczko było. Ona wprawdzie wolała inne, równie skromne, o zdecydowanie jaśniejszych włosach. Pozycja na boisku się jednak zgadzała. Gdyby Grześ nie zmienił klubu, ten też by się zgadzał... Wracając do Kosoka, Anka stwierdziła, że najbezpieczniej będzie po prostu rzucić mu paroma hasłami, zamiast zaczynać mu wmawiać, że wcale taki śliczny nie jest. Loża Szyderców, kupowanie okularów w Paryżu... Coś by się jeszcze znalazło. Chmura przygotuje się do tej rozmowy i na pewno uda jej się osiągnąć swój cel.
"Pan Guma trzęsie się na boisku jak galareta, szczególnie, kiedy nie dogra piłki do kapitana. Naprawdę boi się, że ten mu przypierdoli. Wiadomo, że Piotruś tego nie zrobi, ale Zagumny o tym nie wie. Cały czas się go boi, więc stara się mu rzucać jak najwięcej piłek, licząc na to, że w ten sposób uniknie jego gniewu. Piotrek wcale nie chce przywalić Gumie, ale kiedy widzi, że ten najchętniej uciekłby z wrzaskiem, przychodzi mu ochota na pajacowanie i zaczyna straszyć go jakimiś dziwnymi minami. Zagumny ogólnie sprawia wrażenie jakiegoś strachliwego, co nie jest dla niego normalne. Boi się większości kolegów z drużyny, unika ich, ale Piotrusia to już w szczególności. A to jest przecież taki uroczy chłopak. Po każdej udanej akcji tak słodko się wyszczerza w moją stronę, tak ślicznie mruga oczkami. Aj, tuliłabym do siebie tą mordkę, cmokałabym ją." - to był jej bardzo merytoryczny wpis na temat Pawła Zagumnego. Znaczy się, to miał być wpis na temat Pawła Zagumnego, ale trudno go takowym nazwać. O Gumie były tu może trzy zdania, a reszta mówiła o jej ulubionym środkowym... Tuliłaby i cmokała tą mordkę? Serio, Anka?
Tak, serio. A ona nadal twierdzi, że go tylko lubi. Może trochę bardziej niż innych, bo "jest fajny i miły", ale nadal tylko go lubi.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po wyczerpującym treningu ten, którego mordkę całowałaby Anna, relaksował się w swoim pokoju. Leżał sobie na swoim bardzo wygodnym łóżeczku, eksponując przy tym swoją idealnie wyrzeźbioną klatę. Podobno lubił tak wylegiwać się bez koszulki, więc nie doszukujmy się w tym żadnego drugiego dna. Wgapiał się w telewizor, prawie tak, jak ostatnimi czasy w Ankę, więc chyba leciało w nim coś, co można było nazwać interesującym. I rzeczywiście, ostatni mecz Polaków, ten z USA. Ten, w którym to zmiótł konkurencję w II secie praktycznie w pojedynkę. No ale cóż, był wówczas w wybornej formie. Ciekawe, w jakiej jest teraz... Niedługo miał się przekonać, za parę dni siatkarze mieli rozegrać kolejny sparing. I żeby było śmiesznie, znów nie wiedzieli, kto będzie ich przeciwnikiem. Wszystko to było załatwiane na ostatnią chwilę i w bardzo, bardzo tajemniczy sposób... Tak naprawdę chyba nawet Antiga dopiero w dzień meczu dowiadywał się, z kim zagra jego drużyna. Tak nie można było funkcjonować. Co ten PZPS odpierdzielał... No cóż, to pozostanie ich słodką tajemnicą...
Oglądał więc sobie tą telewizję, ten mecz. Uśmiechał się szeroko widząc każdą udaną akcję SWOJEJ drużyny. Tak, chyba już dotarło do niego, że spadła na niego dodatkowa rola, niezwykle odpowiedzialna i wymagająca. Ale że niby on miałby nie dać rady? Pff, bez żartów, swoją ambicją i oślim uporem doprowadzi do osiągnięcia założonego celu. A cele na ten rok były dwa: zakwalifikowanie się do Final Six Ligi Światowej, oraz, co było zdecydowanie ważniejsze - dobry występ na Mistrzostwach Świata, najlepiej zakończony medalem. On jeszcze medalu z takiej imprezy nie miał, więc bardzo chciałby, żeby na jego szyi jakiś się pojawił. Kolor już był nieistotny, chociaż wiadomo, że złoto byłoby czymś wyjątkowym. A Piotrek czuł, że skład drużyny w tym roku jest tak mocny, że marzenie o Mistrzostwie Świata jest czymś jak najbardziej realnym, i do spełnienia.
I wtedy właśnie, gdy doszedł do takiego wniosku, w jego telewizorze zaczął się drugi set sparingu z USA. Tak, nikt by się nie pomylił, gdyby powiedział, że to był teatr jednego aktora. Tu blok, tam gwóźdź, znów blok, zaś kolejny piekielny gwóźdź nie do wyjęcia, a do tego jeszcze te straszliwe zagrywki. Niby takie wolne, niby takie nijakie... - powie przeciętny kibic. Nijakie? No to spróbuj taką piłkę przyjąć, drogi człowieczku. Życzę powodzenia. Pamiętaj tylko, by nie łapać jej na lasso. Bo inaczej Piotrek będzie się z Ciebie wyśmiewać okrutnie, jak teraz z tego Amerykanina na obrazie, który właśnie tak próbował przyjąć ten serwis. Tak, ten mecz zdecydowanie był dobrym w jego wykonaniu i on o tym wiedział. Chociaż nie lubił sam siebie chwalić, w przypadku tego spotkania nieskromnie przyznawał, że rozmontował drużynę USA praktycznie w pojedynkę.
Mecz się skończył, i, cóż za niespodzianka, zakończył się remisem. Zupełnie jak ten, który nasi siatkarze rozegrali w Spodku parę dni temu. Tak, to należy odnotować, no bo przecież taki Zator może oglądać powtórki spotkań po parę razy. I za każdym razem dziwi się, że mecz zakończył się takim samym wynikiem. No cóż, to jest Zator, a Zator to nie siatkarz - Zator to stan umysłu. Skoro mecz się skończył, Pit włączył sobie radio, założył słuchawki na uszy i pogrążył się w słuchaniu. Liczył na to, że usłyszy jedną ze swoich ulubionych piosenek, a tymczasem z jego radia poleciało coś zupełnie, zupełnie innego...
"Przerzuć kartkę, zaryzykuj, bądź dziwakiem
Nie idź ścieżką, własną depcz, otwórz głowę
Zanim powiesz, zrozum, bądź
Nigdy nie burz, buduj, twórz
Smakuj, milcz, myśl i czuj
Zrozumiałem - by żyć musisz chwytać dzień
Wstań by biec, bo istnieć nie znaczy żyć
Weź się w garść, ten dzień jest twoim dniem
A wierzę, że będzie dla każdego z nas piękno w naszych sercach"
I bardzo dobrze, że poleciało coś zupełnie innego, niż oczekiwał, bo te słowa naprawdę dały mu do myślenia. Tak, zaryzykuje, lecz zanim jej to powie, musi dokładnie przemyśleć to, co jej przekaże. Musi zrozumieć, czym tak naprawdę jest to uczucie, którym ją darzy. W międzyczasie postara się nie zrujnować tego wszystkiego, co jest między nimi, a wręcz przeciwnie, tworzyć, budować to nadal.
A o czym chciał jej powiedzieć? Otóż, chciał jej powiedzieć, tak wprost... że ją kocha. Po prostu.
Ale to jeszcze nie teraz. Na razie będzie milczeć na ten temat. No i musi dokładnie przemyśleć, czy to jest na pewno ta jedna, jedyna, ta, z którą mógłby spędzić więcej, niż parę miesięcy, z którą mógłby założyć kiedyś w przyszłości rodzinę. On miał już dosyć wiecznych poszukiwań tej odpowiedniej. Chciał w końcu ustatkować się u boku jednej i trwać przy niej szczęśliwy. Czuł, że Anka może być właśnie tą kobietą, której poszukiwał przez całe swoje życie, dlatego nie chciał z niczym się spieszyć, żeby niczego nie zepsuć...
Cóż teraz poleciało z radia? Taio Cruz śpiewający o tym, że ma kaca? Uroczo.
"I got a hangover, wo-oh!
I've been drinking too much for sure.
I got a hangover, wo-oh!
I got an empty cup
Pour me some more.
So I can go until I blow up, eh
And I can drink until I throw up, eh
And I don't ever ever want to grow up, eh
I wanna keep it going, keep keep it going, going, going, going!
I got a little bit trashed last night, night
I got a little bit wasted, yeah yeah
I got a little bit mashed last night, night
I got a little shhh faced it, yeah yeah
Oh oh oh oh oh
I'm on the roof
Oh oh oh oh oh
If you don't know
Oh oh oh oh oh
Well now you know
Oh oh oh oh oh
I got a hangover, wo-oh!
I've been drinking too much for sure.
I got a han..."
- Piotrek... - nic nie usłyszał, zbyt zajęty był wsłuchiwaniem się w kolejne słowa piosenki. - PIIIIIIT! - poczuł, że ktoś szarpie go za ramię.
Kto. Do. Cholery. Śmie. Przeszkadzać. W. Słuchaniu. Muzyki?
Pit, bardzo niechętnie, ściągnął z uszu słuchawki i wyłączył muzykę.
- Kto śmie zakłócać tę piękną ciszę? - jęknął. Rozejrzał się po pokoju - Kuurek, Ty kurwo! - bardzo kulturalnie zwrócił się do swojego najlepszego przyjaciela. - Musisz teraz, serio?
- Piit, mam do Ciebie prośbę. - zaczął Kurek.
- Tak? Jaką? - Nowakowski udał, że jest zainteresowany tym, co gadał do niego przyjmujący. Nie było to zbyt wiarygodne, bo po chwili środkowy ziewnął.
- Kurwa, nie ziewaj, to jest zaraźliwe. - syknął na niego gracz Maceraty, bo też zaczął ziewać.
- Ojeju, zaraziłem Cię. Rozsiewam zarazki, jestem stwórcą wszelakiego zła, dziadostwa i innej choroby. - zachichotał jak pojebany.
- Pożyczyłbyś mi na chwilę swój telefon? Chciałbym gdzieś zadzwonić. - poprosił.
- Przecież masz swój. - odparował środkowy. Miał totalnie wyjebane na Bartusia.
- Rozładował się. A muszę zadzwonić, to jest dosyć pilne. - drążył temat Siurak.
- Noo doobra, tylko nie zepsuj. Trzymaj. Za pięć minut widzę go z powrotem. - zarządził, po czym podał mu swoją komórkę. Kurek wyszedł z pokoju swojego najlepszego przyjaciela, po czym udał się do swojego. Po odblokowaniu telefonu oczom Kurka ukazała się tapeta. Tapeta jak tapeta, pomyślicie sobie. Otóż nie, moi drodzy. Jak myślicie, co grzeczny i kochany Piotruś mógł mieć na tapecie? A może raczej, kogo? Tak, macie rację. Miał tam oczywiście Ankę... w jej najpiękniejszym wydaniu, taką, jaką ją stworzono. Z komórki Nowakowskiego spoglądała więc teraz na Siuraka piękna pani psycholog, leżąca na brzuchu, na łóżku środkowego. Wzrok miała niezwykle zalotny, więc pewnie fotograf w chwili robienia zdjęcia też był w nic nieodziany. Hmmm... mogli sobie wtedy cykać wspólną sesyjeczkę. Oj, trzeba będzie przejrzeć telefon Ani, a nuż znajdzie się tam coś... co mogłoby zmienić ludzki światopogląd o 180 stopni. No bo przecież do tego przyczyniłaby się naga sesja Cichego Pita...
Bartuś ogarnął się, przestał wgapiać się w Annę jak sroka w gnat. Zorientował się, że ta tapeta jest tą "drugą". Ciekawe, co on ma na pierwszej... Miał siebie. Ubranego. Czyli nic ciekawego. Pewnie myśli, że nikt nie zobaczy, co ma na drugiej. No cóż, Pit, nie z Siurakiem takie numery. Wykręcił numer. Do swojej mamusi... Odebrała.
- Piotruś! Co się dzieje, że do mnie dzwonisz? Coś z Bartusiem? - zapytała zaniepokojona pani Kurek. Znała dobrze najlepszego przyjaciela swojego ukochanego syneczka, był on czasem gościem w ich domu, gdy Kurek przywoził go ze sobą. W sumie, to nie wiadomo, po co to robił.
- Mamo, to ja. Dzwonię od Pita, bo mój telefon się rozładował. - uspokoił ją jej syn.
- Jeju, Bartuś. Nie strasz mnie tak następnym razem. Co się stało, że do mnie dzwonisz? - zapytała.
- Stefan powiedział, że pojutrze będziemy mieli wolne. Chciałbym ten jeden dzień wykorzystać na zobaczenie się z Tobą, z rodziną. - uśmiechnął się do telefonu.
- Bartuś, jak ja się cieszę! Oczywiście, że się zgadzam, wiesz, że bardzo za Tobą tęsknię, jak jesteś tak daleko od domu... Spędzimy razem cudowny dzień. - na pewno też się uśmiechała przy wypowiadaniu tych słów, to było więcej niż oczywiste.
- To ja już będę kończył, bo Pit na pewno już się denerwuje o swój telefon - zachichotał przyjmujący. - Do zobaczenia mamo, całuję, pa.
- Pa, synku, do zobaczenia. Trzymaj się tam w tej Spale. Ja również gorąco całuję. Pozdrów ode mnie Piotrusia. - zakończyła rozmowę.
Kurek wrócił do pokoju Cichego. Ten nadal leżał rozwalony na łóżku i słuchał muzyki.
- Piit, zwracam to, co Twoje. - nie usłyszał. No tak, trudno coś słyszeć w słuchawkach na uszach. - KURWA, PIT! - krzyknął, na co ten zerwał się przestraszony.
- Prawie by mi się słuchawki przez Ciebie rozwaliły, debilu! - ryknął wkurwiony Nowakowski.
- No ja przepraszam bardzo, że inaczej nie idzie z Tobą rozmawiać. A jeśli o rozmawianiu mowa, zadzwoniłem do kogo chciałem i mogę Ci już oddać Twój telefon. Spokojnie, nic mu się nie stało, jest cały i zdrowy. - wytłumaczył mu i oddał to, co należało do niego.
- No. Całe szczęście. - odetchnął z ulgą Resoviak.
- Masz pozdrowienia od mojej mamy.
- Dziękuję. - uśmiechnął się Cichy.
- Ładną masz tapetę. - wypalił Kurek, na co Piter zaczerwienił się jak dupa.
- Bardzo ładną. - przytaknął i uśmiechnął się. Rozmarzył się na myśl o takim widoczku, jaki miał na owej tapecie. - A TERAZ SPIERDALAJ! - wrzasnął. Boże, co ten Pit. A mówi się, że to kobieta zmienna jest i ma swoje humorki...
- Dobra, dobra, wyluzuj, już idę. - fuknął na niego były gracz Skry i opuścił pomieszczenie.
A Pit powrócił do słuchania muzyki. No bo co innego mógł zrobić?...
"Look at the way she shakin'
Make you want to touch it, make you want to taste it
Have you lustin' for her, go crazy face it
She's so much more than you're used to
She know's just how to move to seduce you
She gone do the right thing and touch the right spot
Dance in you're lap till you're ready to pop"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
W międzyczasie kilku chłopaków pogrążyło się w jakiejś fascynującej wymianie zdań w jednym z sąsiednich pomieszczeń. Rozmawiali o wszystkim, i niczym, i śmiali się przy tym okrutnie. Dzisiejszego dnia wszyscy byli w zaskakująco dobrym humorze. Żartowali od rana ze wszystkiego i wszystkich, i nikt nie czepiał się tego, że jakiś żart dotyczył jego osoby. Trening też zleciał im bardzo szybko - wszyscy, z wyjątkiem Kurka, bez żadnego zająknięcia i z uśmiechem na twarzy wykonywali każde z poleceń trenerów. W gierce treningowej nie było zawodnika, który by grał poniżej swoich możliwości - każdy z nich dzisiaj naprawdę gryzł parkiet. Jakby ich podmieniono, w końcu część z siatkarzy uchodziła za małych leniuszków, którzy wolą pozorować grę, zamiast przemęczać się podczas treningu. Warto też wspomnieć, że Bartman i Możdżonek nareszcie grali tak, jak od nich wymagano - jeden kończył prawie wszystkie ataki i siał spustoszenie swoją zagrywką, drugi zaś był w bloku ścianą nie do przejścia. Gdyby jeszcze tylko dołożył do tego jakieś krótkie... No cóż, tego już od Możdżona nie można było wymagać. On był już traktowany jako ten, który jest tylko i wyłącznie od blokowania, i do niczego innego już się nadawać nie będzie.
To może być spory problem dla sympatycznego środkowego, bo na co komu taki gracz, który przydaje się tylko w jednym elemencie siatkarskiego rzemiosła, skoro na jego pozycji są młodsi, bardziej perspektywiczni i przede wszystkim, bardziej uniwersalni zawodnicy? Muratore czuł, że jeśli nie zacznie w końcu spełniać swojej roli na boisku, Stefan z niego zrezygnuje. Czuł, że w tej chwili jest ostatnim środkowym w jego prywatnym rankingu. Domyślał się też, kto jest tym pierwszym. Ale kolejność reszty stanowiła pewnego rodzaju zagadkę. No dobrze, Wronę można by ustawić na przedostatnim miejscu, bo także nie zachwycał. Na razie ta dwójka - Wrona i Możdżonek, gdyby była w takiej formie na tydzień przed Mistrzostwami Świata, to by na nie nie pojechała. Zarówno Kosok, Kłos, jak i Wiśniewski, byli od nich lepsi, już o Nowakowskim nie wspominając...
Przemyślenia Możdżona zakończyła kolejna wymiana zdań między jego kolegami.
- Co to są za hieroglify?! - ryknął Łomacz, widząc, jak Kłos bazgrolił coś na kartce papieru.
- To jest moja twórczość, więc byłbyś tak łaskawy się nie wpierdalać. - odburknął mu.
- No już dobrze, dobrze. Jeju, tylko zapytałem...
- On przecież tak zawsze, kiedy coś tworzy. - zaczął Wrona. - A pamiętasz, Karol, jak kiedyś Ty...
- Nie. - przerwał mu natychmiastowo i uśmiechnął się szeroko. Musiał być naprawdę czymś bardzo, bardzo zajęty, skoro nie miał ochoty nawet na przekomarzanie się z najlepszym kumplem. - Masz jakiś problem, kutasiarzu? - warknął na niego poirytowany. Boże, co ten Karollo, o co mu chodzi?
- No, mam. - odpowiedział buńczucznie.
- Ojojoj. - zarechotał szyderczo.
- I co teraz powiesz, o złotousty? - prychnął.
- Będzie wpierdol, misiu, będzie wpierdol. - zachichotał słodziutko.
- Ej, ej, chłopaki! Nie kłóćcie się! - ryknął na nich Winiarski. Nie mógł dopuścić do tego, żeby Kłos i Wrona pożarli się o jakieś byle gówno. - Błagam was, miejcie mózgi... I zróbcie z nich użytek. - dodał.
- Jak to się mówi: miej mózga i patrzaj w mózga. - uśmiechnął się Zator, a wszyscy przybili sobie facepalm'a.
- Wiesz, co jest jedynym dowodem na istnienie inteligencji poza Ziemią? - zapytał go Mikuś.
- Nie. - westchnął Zatorski.
- To, że kosmici się z Tobą nie kontaktują. - zachichotał, a większość siatkarzy przyklasnęła w dłonie. Inni po prostu przytaknęli głowami. Nie zmienia to faktu, że każdemu podobał się sposób, w jakim młody przyjmujący zgasił nieogarniętego libero.
- Lubię to uczucie, kiedy wiem, że on pierdoli od rzeczy, i słucham tych bzdur dla rozrywki. - zaśmiał się Wlazły.
- Ty to zawsze byłeś szalony. - słodził mu Winiar.
W tej chwili coś im przerwało. Coś, a raczej ktoś. Śpiewał sobie.
"Je vais crier
Je t'aime, Je t'aime
Comme un fou comme un soldat
Comme une star de cinéma
Je t'aime, je t'aime
Comme un loup, comme un roi
Comme un homme que je ne suis pas
Tu vois, je t'aime comme ça
D'accord, je t'ai confié tous mes sourires, tous mes
secrets
Même ceux, dont seul un frère est le gardien inavoué
Dans cette maison de pierre, satan nous regardait
danser
J'ai tant voulu la guerre de corps qui se faisaient la
paix"
- Kurwa, on śpiewa po francusku... - zauważył Kurek.
- To może znaczyc tylko jedno. - stwierdził Zagumny.
- No? - zapytał.
- Zakochał się... - westchnął.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Minęło trochę czasu, chłopcy skończyli już fascynujące rozmowy o wszystkim i niczym, czyli głównie o Zatorskim, z którego jak zwykle kręcili sobie niewyobrażalną bekę. A on jak zwykle nie brał tego do siebie na poważnie. Taki już był, i chwała mu za to, bo przeciętny człowiek mógłby się załamać, słysząc tyle tekstów na swój temat... Zbliżał się już wieczór i większość zmierzała już w kierunku swoich pokoi. O ile już się w nich nie znajdowali. Korytarz przemierzali aktualnie... Bartman z Wroną. Nie rozmawiali ze sobą praktycznie wcale, przecież się nie znosili. Oj, panie Sędziwirski, a mógł pan im wmówić wielki bromans. No ale pan tego nie zrobił...
Kiedy w milczeniu stawiali kolejne kroki, by szybciej znaleźć się każdy u siebie, nagle coś dostrzegli. A może raczej kogoś, a konkretnie - dwóch ktosiów. W sumie, to dostrzegł ich tylko przyjmujący Jastrzębskiego Węgla.
- O ja pierdolę... - jęknął Bartman.
- Co? - nie ogarniał Wrona. - Kogo?
- Nie, nie, nie w tym sensie...
- W takim razie, co się stało? - zapytał zdezorientowany.
- Sodoma i Gomora się stały. A konkretnie, to tam stoją. - warknął.
- Gdzie? - środkowy nie wiedział, ani nie widział, o czym mówił jego "kolega".
- No tam, nie widzisz?! - wskazał mu na całujących się Pita i Ankę.
- Ojezuu, jak słodko! - wypalił Endrju.
- Słodko do porzygu. - syknął.
- Rzygasz tęczą? - zapytał.
- Nie, kurwa, jednorożcami. - odparował wyraźnie wkurwiony tym widokiem przyjmujący.
- Ślicznie razem wyglądają. - Wrona cmoknął w powietrze zachwycony tak uroczym obrazkiem. Andrzejek był takim ulubieńcem całej drużyny, każdy go lubił. Niekonfliktowy, sympatyczny... Tylko, że strasznie nudny...
- Nie.
- Ej no! Przecież to jest super partia, kurwo! Dlaczego on Ci z nią nie pasuje? - zirytował się zawodnik Skry.
- Jędrzeju, nie denerwuj się. Mogę mieć prawo do swojego zdania. - odpowiedział spokojnie Jastrzębianin.
- Jeśli jest im dobrze ze sobą, to życzę im szczęścia. Poza tym naprawdę ładnie razem się prezentują. - uśmiechnął się Andrzej. Naprawdę cieszył się szczęściem swojego kolegi.
- Ze mną Anka prezentowałaby się jeszcze lepiej... - wycedził przez zaciśnięte zęby Bartman.
- Mówisz?
- No. Ja nie wiem, co ona widzi w tym idiocie. Ani urody to nie ma, ani charakteru... Taka muła safanduła. - prychnął. Dziwne, kiedyś przyjaźnił się z Resoviakiem...
- O, wypraszam to sobie. Znam go od... dawna i miałem okazję poznać go dobrze. Jednym słowem, kochany chłopak. Uroczy, milutki, zawsze Ci pomoże, potrafi być naprawdę zabawny, jest mega optymistycznie nastawiony do życia... A z tym brakiem urody to też przeginasz, wiesz ile on ma hotek? Wiesz, jak one się załamią, gdy się wyda, że on sobie kogoś znalazł? - zachichotał Endrju.
- Boję się pomyśleć, jakie IQ mają te hotki. I ile lat mają... - westchnął Zibi.
- Zazdrościsz mu, i tyle. Przecież kiedyś go lubiłeś.
- Ale ostatnio coraz częściej mnie wkurwia. - burknął tonem typowego buca.
- Niby czym? - dopytywał środkowy.
- Wszystkim. Choćby swoją obecnością na tym zgrupowaniu, ogólnie swoim istnieniem, i tym, że oddycha. - warknął.
- To jest niezdrowa zazdrość. Zdzichu, Ogarnij się.
- Nie zamierzam.
- To nie. - przewrócił oczami. - Tylko nie wywijaj jakiś chorych akcji, które mogłyby komukolwiek zaszkodzić.
- Pff, i tak jestem znienawidzony przez wszystkich, więc co to za różnica? Spieprzę im tą sielaneczkę... - prychnął.
- Jesteś okrutny.
- Nie. Po prostu chcę dobrze dla nich. Przecież oni zupełnie do siebie nie pasują. - Bartman był wyraźnie zazdrosny o to, że jego były przyjaciel jest szczęśliwy.
- A mnie się właśnie wydaje, że pasują idealnie. - uśmiechnął się siatkarz z Bełchatowa.
- Nie znasz się. - prychnął i wyszedł.
"A Ty niby, kurwa, od kiedy taki znawca jesteś?" - pomyślał Andrzej, gdy przyjmujący opuścił go, znikając w swoim pokoju. Tam natychmiast wyciągnął z kieszeni swój telefon komórkowy i zadzwonił do kogoś. Do kogo? Ależ oczywiście, że do Bereniki. Nie, że coś do niej czuł, po prostu chciał ją powiadomić o tym, co widział. Powiedział jej przecież, że pomoże jej się pozbyć Anki ze zgrupowania...
- Miałem rację. - prychnął. - Oni kręcą ze sobą. Przed chwilą całowali się na korytarzu. No cóż, daj mi parę, nie wiem, dwa, albo trzy dni, i im spieprzę tą sielaneczkę. To tyle, co chciałem Ci przekazać, cześć. - rozłączył się.
Środkowy Skry tymczasem nadal zmierzał w kierunku swojego pokoju, kiedy to ujrzał Pierwszą Brodę Polskiej Reprezentacji. Drzewiec rozmawiał właśnie z tym blondwłosym kochasiem. Rozmawiał? No, nie do końca tak to wyglądało, bo Pit wyglądał na nieco zaskoczonego tym, że zawodnik ZAKSY się do niego odezwał. Chyba po prostu go nie widział. Całą tą rozmowę za to dokładnie widział Wrona.
- Czy lubisz język francuski? - zapytał Pitera z nienacka Możdżon. Resoviak wzdrygnął się nieco, jednak po chwili się ogarnął.
- Uwielbiam, Drzewo. A dlaczego pytasz? - uśmiechnął się.
- Bo słyszałem, jak sobie nuciłeś coś w tym właśnie języku. - objaśnił mu.
- No fakt, śpiewałem sobie. - speszył się nieco.
- A powiedz mi... Dlaczego tak bardzo lubisz francuski?
- Wiesz, Marcin... Bo to jest język miłości. - zachichotał cicho i charakterystycznie poruszył brwią. I wszystko jasne. Pit nam się zakochał.
___________________________________________________________________
/ I wszystko jasne, Pit nam się zakochał. Wiadomo też, że Anka także. Wiadomo, że nie potrafią trzymać za bardzo rączek przy sobie, czego dowiedli choćby podczas "balu".
Dowiedzieliśmy się, że Piotrek już właściwie jest pewny, że chce spróbować stworzyć z Anią trwały związek, lecz waha się, kiedy by jej o tym powiedzieć. I w jakich okolicznościach.
Czy będzie potrzebował jakiegoś dodatkowego impulsu do tego, by ostatecznie wyjawić jej swoje uczucia?
Coraz większa ilość siatkarzy widzi to, że ta dwójka nie jest dla siebie obojętna. Większość im kibicuje, cieszy się z ich szczęścia. Wrona z Bartmanem nakryli ich na buziaku, wcześniej Kosok w łóżku... O ile środkowi twierdzą, że Pit i Anka byliby fajną parę, o tyle Bartman wyraźnie nie jest szczęśliwy z tego powodu, że coś między nimi się dzieje. Dlaczego jest tak bardzo zazdrosny? Dlaczego chce popsuć im tą sielaneczkę?
Czy on może wiedzieć coś więcej na temat Chmury? Czyżby znał ją w przeszłości? Chyba coś faktycznie jest na rzeczy, bo prychał już przecież na nią na hali, gdy tylko usłyszał Krzysiowe rewelacje, jakoby tamta dwójka miała się ze sobą przespać.
Praca pani psycholog nie jest tak prosta, jaka by się mogła wydawać. Anka musiała siedzieć na treningu i wnikliwie obserwować każdy gest każdego z zawodników, notować każde zachowanie, które wydawało jej się dziwne dla danego siatkarza.
A przy tym już od paru dni nie udało jej się nikogo "ogarnąć", więc chyba w końcu będzie musiała się tym zająć. Kto teraz padnie jej "ofiarą"? Komu przywróci pamięć?
W ogóle nie jestem zadowolona z ostatnich dwóch "części" tego rozdziału (czyli w sumie od tej chwili, gdzie chłopcy rozmawiali ze sobą, gdzie kłócili się Karol i Andrzejem, i kręcono bekę z Zatora).
Te części pisane były trochę na "odwal", gdyż zupełnie uleciała mi wtedy wena...
Dowiedzieliśmy się, że Piotrek już właściwie jest pewny, że chce spróbować stworzyć z Anią trwały związek, lecz waha się, kiedy by jej o tym powiedzieć. I w jakich okolicznościach.
Czy będzie potrzebował jakiegoś dodatkowego impulsu do tego, by ostatecznie wyjawić jej swoje uczucia?
Coraz większa ilość siatkarzy widzi to, że ta dwójka nie jest dla siebie obojętna. Większość im kibicuje, cieszy się z ich szczęścia. Wrona z Bartmanem nakryli ich na buziaku, wcześniej Kosok w łóżku... O ile środkowi twierdzą, że Pit i Anka byliby fajną parę, o tyle Bartman wyraźnie nie jest szczęśliwy z tego powodu, że coś między nimi się dzieje. Dlaczego jest tak bardzo zazdrosny? Dlaczego chce popsuć im tą sielaneczkę?
Czy on może wiedzieć coś więcej na temat Chmury? Czyżby znał ją w przeszłości? Chyba coś faktycznie jest na rzeczy, bo prychał już przecież na nią na hali, gdy tylko usłyszał Krzysiowe rewelacje, jakoby tamta dwójka miała się ze sobą przespać.
Praca pani psycholog nie jest tak prosta, jaka by się mogła wydawać. Anka musiała siedzieć na treningu i wnikliwie obserwować każdy gest każdego z zawodników, notować każde zachowanie, które wydawało jej się dziwne dla danego siatkarza.
A przy tym już od paru dni nie udało jej się nikogo "ogarnąć", więc chyba w końcu będzie musiała się tym zająć. Kto teraz padnie jej "ofiarą"? Komu przywróci pamięć?
W ogóle nie jestem zadowolona z ostatnich dwóch "części" tego rozdziału (czyli w sumie od tej chwili, gdzie chłopcy rozmawiali ze sobą, gdzie kłócili się Karol i Andrzejem, i kręcono bekę z Zatora).
Te części pisane były trochę na "odwal", gdyż zupełnie uleciała mi wtedy wena...
Ja to się zgubiłam przy tym fragmencie, że Pituś sobie śpiewał po francusku. I nie wiem, czy to tylko wina mojego zmęczenia, ale nie ogarnęłam jak pozostali siatkarze go słyszeli (na 98% jestem pewna, że to przez zmęczenie) xD
OdpowiedzUsuńWRESZCIE! No to teraz pewnie trzeba będzie czekać kolejne 10 rozdziałów na konkretne miłosne deklaracje ;)
Chciałam Zbycha, no to mam! :D
A pocisk Mikusia jak najbardziej zacny :)
W sumie to nie widać, żeby te dwa fragmenty były pisane jakoś na siłę. Jest okej :)
Ja to chyba za tydzień podrzucę nowy rozdział. No chyba, że coś zawalę na kolokwium. Wtedy będzie za 2 tygodnie (taka zdecydowana ze mnie kobieta).
Pozdrowienia z mroźnego rosyjskiego miasta (ta, chciałabym) ;*
Pit przechodził akurat obok pokoju, w którym siedziała cała ta gromada, która go usłyszała. ;>
UsuńE, a może to nie będzie aż 10 rozdziałów? A może to będzie mniej?
A może wcale nie będzie miłosnych deklaracji, bo nie odważą się sobie powiedzieć, co do siebie czują? To też jest możliwe.
Zbychu niedługo przez parę rozdziałów będzie postacią bardzo ważną dla rozwoju całej akcji. ;)
Pozdrowienia z Rzeszowa. :* (ta, też bym chciała). Poznań musi mi wystarczyć.
Świetny :D
OdpowiedzUsuńPocisk Mateusza w stronę Zatora jak najbardziej trafiony :D
Hmmm... Co ten Zbychu ma do Anki? Czy na pewno zna ją bardziej niż powinien?
No kiedy? Kiedy powiedzą sobie, że czują do siebie coś więcej?
Czekam na następny :)
Pozdrawiam ;*
Widzę, że wszystkim podoba się ten tekst Mikusia. :D Wiedziałam, że jest fajny, ale że będzie aż takim hiciorem, to nie sądziłam. :)
UsuńWygląda na to, że skądś ją zna. Pytanie skąd. I jak wyglądała ta ich znajomość...
A może wcale sobie nie powiedzą? :P
Nie wiem. :D Znaczy... wiem, ale nie mogę jeszcze powiedzieć. :)
Ja też pozdrawiam. :*
Przepraszam, że tamtego rozdziału nie skomentowałam, a ten i tak później, ale czasem tak mam, że chce skomentować, ale nie mogę zacząć zdania. No cóż. Jak by to powiedziała moja kumpela "Życie..."
OdpowiedzUsuńNo ale nic.
Zacznę od pocisku Mikusia, który jak dla mnie zmiażdżył ten rozdział XD Doprawdy, wspaniały był po prostu xD
Piotruś jakie tapety ustawia huhu ^^
No czo ten Bartman chce nawyrabiać no?! Nie żeby mi się nie podobało, bo lubię jak się będzie coś komplikować (a potem będę znał Ankę w przeszłości... Zastanawiające.
Przepraszam, że ten komentarz taki z dupy ;/
Pozdrawiam ;**
Spooko. :D
UsuńTapeta w telefonie Pitera jeszcze się tu pojawi. ;)
Nie mogę zdradzić, co Bartman nawywija, ale będzie to bardzo konkretny wybryk...
Moja odpowiedź jeszcze bardziej z dupy, ale mam tak paskudny humor w tej chwili, że innej nie wymóżdżę...
Ja też pozdrawiam. :*