- Rześki, masz tą flaszkę dla chłopaków? - zapytał Fabian Drzyzga swojego amerykańskiego przyjaciela z drużyny.
- Tę, analfabeto! - ryknęła jego żona, Monika, i zdzieliła go w łeb.
- What? Sorry, you know, that I don't know polish language very well. - odpowiedział.
- Have you got that flaszka for our ziomeks? - westchnął Masłowski, a wszyscy pozostali siatkarze, oraz ich drugie połówki, zgodnie przywalili sobie po facepalmie. No tak, Masłowski niemiłosiernie potrafił kaleczyć język angielski...
- Masło, ile Ty miałeś z angola na koniec liceum w Spale? - jęknął Bartłomiej Lemański.
- Na pewno nie więcej niż dwa. - wtrącił się Dryja.
- Nie więcej niż dwa to Ty z matmy miałeś, palancie. - odburknął młodziutki libero.
- No juuż, cicho synek. - zarechotał złośliwie Piter. - Weź go nie dołuj, że miał tyle co Zator. On też miał dwa. W sumie adekwatnie. Po co mu więcej, skoro on do tylu nie liczy? Nie potrafłby policzyć sobie oceny, to lepiej, że nie musiał.
- JA PIERDULE! - ryknął Maślak. - Nie jestem Twoim zasranym synkiem! To, że jestem najmłodszy z całej drużyny, to nie znaczy, że możecie mnie traktować jak jakiegoś gównianego bachora!
- Shut up, motherfucker. - uciszył ich Jaeschke.
- Mateuszu, to ile miałeś z tego języka angielskiego w liceum? - wrócił do tematu Możdżonek.
- No miałem dwóję. Ale czy to ważne? - wzdychał.
- Bardzo ważne. - rzekł Mały. - Może lepiej nie próbuj rozmawiać z naszymi kolegami mówiącymi po angielsku jeśli nie umiesz czegoś powiedzieć... Oszczędzisz sobie wstydu chłopie.
- Może lepiej nie próbuj przyjmować piłek, jeśli tego nie umiesz. - odgryzł się. Mały nigdy nie należał do wirtuozów przyjęcia, zresztą Maślak także nie brylował w tym elemencie siatkarskiego rzemiosła.

- Czi to na pewno dobre pomisł, żebym my jechali na ten Silwestre? - spytał Jochen łamaną polszczyzną.
- Oczywiście, że tak. Będzie fajnie, zobaczycie. - uśmiechnął się najwyższy siatkarz polskiej ligi.
- Z pewnością oryginalnie. Nikt nie wpadł jeszcze na to, żeby na imprezę sylwestrową zabrać całą swoją drużynę klubową. - dodał Muratore.
- Taaa... Do tej pory spotykaliśmy się tam tylko z chłopakami z kadry. To się teraz zdziwią, jak was zobaczą. - uśmiechnął się Cichy.
- Gordon, vous avez la radio? - zapytał Czibo Rossard. Kanadyjczyk już nie raz przynosił swoje radio na imprezki klubowe, to i teraz miał je ze sobą zabrać.
- I don't understand French, you fucking frog-eater! - odkrzyknął mu i kontynuował swoje dzikie banse w rytm muzyki, jaka właśnie rozbrzmiewała na hali. - But yes, I have my radio. - i dalej kiwał się w najlepsze.
- A zapuści Jożina z Bazin? - palnął Tichacek, a większość obecnych na Podpromiu złapała się za głowy i ubolewała bardzo na inteligencją czeskiego rozgrywającego. Zresztą... kto tam w ogóle był mądry? Możdżon. I to by było na tyle. Cała reszta zgodnie mogła sobie przybić na czoło pieczątki "Jestem Debilem", jak to kiedyś mentalista robił na kadrze między innymi Łomaczowi i Zatorskiemu. Zresztą takiemu Drzyzdze też się wtedy dostało. Kilku innych zawodników się wtedy jakimś cudem uchroniło przed kompromitacją. - Joozin z Baazin, pudzie przez moczaryy, Joozin z Baazin, czary, czary maaary! - próbował zaśpiewać ową nutę John Gordon, ale coś mu nie wyszło...
- Gordon, nie śpiewaj, proszę. Pozostań przy graniu na gitarze. - przewróciła oczami Kinga Wojtaszek. - To Ci zdecydowanie lepiej wychodzi. - dodała.
- Take your guitar, Gordon, please! - poprosił go jego najlepszy psiapsiel, Gavin Schmitt.
- Oh, yeeah, please. - przytaknął Freddie Winters. W Rzeszowie w tym roku pojawiła się spora grupa hokeistów, którzy jednak postanowili grać tam w siatkówkę, a nie w hokeja. A podobno każdy Kanadyjczyk to hokeista...

- You play for me "Baby" on your guitar? - Schmitt miał oczka niczym kot ze Shreka.
- Ale chyba nie to Bejbe od Bimbera? - jęknął Pawianek.
- Yes, that "Baby". - uśmiechnął się atakujący.
- Wszystko jasne, Gavin z nami nie jedzie. - parsknął Nowakowski.
- Żadnych Bimberów, pliz. - westchnął Dryja.
- Z bejbe to ja jedynie lubię ciao bejbe. - zaśmiał się blondwłosy środkowy.
- Ciaao, ciaao, gramy w makaao. - Leman parodiował odcinek "Igłą Szyte".
- No, widzę że bardzo ładnie oglądałeś filmiki, Bartłomieju. - ozwał się Drzewiec.
- Oczywiście, Marcinie. - odpowiedział. - W końcu kazano mi się na was wzorować.
- Ale tylko na boisku. - szepnęła cicho Paulina Tichacek.
- Hey, people, and there will be vodka? Because I like vodka! - wypalił Marko Ivović.
- Polish vodka is a very good vodka! - poparł go Winters.
- And Polish girls are the most beautiful in the world. - uśmiechnął się Perrin, przytulając się do swojej dziewczyny, którą znalazł sobie tutaj, w Rzeszowie. Gordon od początku twierdził, że znajdzie sobie tutaj miłość swojego życia. I na razie trzeba stwierdzić, że swojego postanowienia dotrzymuje. Wprawdzie nie była to żadna z tych, których koledzy mieli mu szukać na Tinderze, a jakaś fanka, na którą natknął się po meczu. Szybko jednak między nimi zaiskrzyło. Jego przyjaciel, Gavin, nie miał tyle szczęścia, ale i on nie tracił nadziei, że w końcu się ono do niego uśmiechnie. - Tylko pamiętajcie, że nie możecie za dużo chlać. - uśmiechnęła się pani Nowakowska.
- Ale nie będzie tam całej jego drużyny. - przewróciła oczami dziewczyna Gordona. - Więc nawet jak część będzie na kacu, to będą jeszcze mieli kim grać.
- Hania... Z nimi wszystko jest możliwe... - jęknęła Monia.
- No tak, zapomniałam. - strzeliła sobie facepalma. - To jest Resovia, tu wszystko jest możliwe... Nawet to, że Kowal wbije nam na chatę bo stwierdzi, że chce sobie z nami pooglądać bajki dla małych dzieciaczków.
- Och. - przejął się Endrju. Jeśli nie chcecie, żebym was odwiedzał, to powiedzcie. Inni się ucieszą, jak wpadnę do nich.
- Nie, nie, Andrzeju. - przerwał Możdżon. - Bardzo jesteśmy ukontentowani, gdy odwiedzasz nas w naszych skromnych progach.
- Kochani, wybaczcie, że przeszkadzam w waszych rozmowach, ale myślę, że pora już się zbierać do tych Katowic. - powiedziała żona trenera Resovii, Magdalena.
Cała grupa pokiwała głowami i wszyscy rozpoczęli przygotowania do wyjazdu. W tym roku, podobnie jak w poprzednim, cała kadra i pół ligi miało się spotkać w katowickim Spodku, żeby wspólnie świętować nadejście nowego roku. W końcu wszyscy tworzyli jedną, wielką siatkarską rodzinę. Tym razem planowali bawić się nieco huczniej, niż ostatnio. Następnego dnia nie będą bowiem musieli wyjeżdżać do Berlina na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich, jak to miało miejsce w zeszłym roku. Tym razem mogli w spokoju odsypiać swoje balangi i odpuścić jeden dzień treningów na rzecz walki z kacem. Przeholować jednak nie mogli, bowiem już za kilka wszystkich czekała walka w Pucharze Polski. Turnieju niby nieważnym, nie gwarantującym awansu do europejskich pucharów, niby mało prestiżowym, jednakże wciąż to był puchar. Kolejne trofeum do postawienia w klubowej gablotce. Z pewnością żaden klub nie odpuści go bez walki. Ani nie odda walkowerem wpuszczając na boisko czwartego obcokrajowca. Taka Resovia na przykład już od wielu, wielu lat nie zdobyła krajowego pucharu i co rok powtarza, że to jest ten rok, kiedy wreszcie przełamie tę klątwę.
Z drugiej zaś strony, zwycięzca pucharu ostatnimi czasy nie zdobywał jednocześnie mistrzostwa kraju... także może jednak lepiej odpuścić ten puchar i dać go wygrać ekipie, która nie ma szans na mistrzostwo Polski? W Lubinie, Gdańsku czy Olsztynie bardzo by się ucieszyli z takiego tryumfu.
- A wiecie, że zabrałem moją kamerę? - zarechotał Igła. - Będę miał kogo tam nakręcić! Cieszcie się, będziecie gwiazdami!
- NIEEEEEEEEEEEEEEE! - ryknął Iceman, jak niegdyś w "Igłą Szyte".
- No wiedziałem, Piotruś, że się ucieszysz. Ty się zawsze tak fajnie cieszysz, jak chcę Cię nakręcić.
- A Ty zawsze tak fajnie panikujesz, jak Ci grozi, że Ci wypierdoli tą kamerę przez okno. - prychnął Fabio.
- To niech kiedyś to zrobi, a nie tylko gada. - westchnął Mały. - Ja mogę pomóc, też nie lubię tego ustrojstwa.
- Krzysiu, oszczędź im chociaż dzisiaj to filmowanie... - poprosiła Iwona Ignaczak. - Niech chociaż jeden dzień mają spokój od tej kamery.
- Ale tam będzie pełno innych ludzi do filmowania. Ile razy można kręcić przypały Resoviaków. Inni też są ciekawi! - zaśmiał się. - Oczywiście, jak ktoś z was coś durnego wywinie, to też będzie gwiazdą mojej najnowszej produkcji. Może znowu ktoś się oświadczy, tak jak Mika w zeszłym roku? - zastanawiał się. - Wtedy byłoby co nakręcić!
- Bendziesz się tak śmiał, jak my Cjebie nakrencimy, Krzysiu. - uśmiechnął się Alek Achrem, a cała reszta zgodziła się z jego słowami.
- Jedziecie już? - usłyszeli, po czym ujrzeli Pawła Zagumnego i praktycznie całą drużynę ONICO AZS Politechniki Warszawskiej, która wczoraj grała przecież mecz na Podpromiu. Przegrany przez ich drużynę 0:3.
- No tak, a dlaczego pytasz, Pawle? - spytał Kowal.
- Jeśli to nie byłby dla was problem... czy nie moglibyście nas podrzucić do Spodka? - spytał Zagumny. - Nasz autokar się zepsuł...
- Prosimyy. - pisnął Bartek Kwolek. - Wasz autokar jest duży, zmieścimy się wszyscy.
- Ja nie widzę problemu. - odpowiedział Endrju. - A wy, chłopaki?
- Nie. - lakonicznie rzekł Jochen Schoeps.
- Uff. Nie chcielibyśmy, żeby impreza toczyła się bez nas. - odetchnął z ulgą Paweł Halaba.
- Tylko trzymajcie Wronę z daleka od mojej Moni. - warknął Fabian.
- Fabianie? - zdziwił się Jakub Bednaruk.
- On kiedyś ją podrywał. - fuknął. - A ja sobie tego nie życzę.
- Przecież przeprosiłem już kiedyś. - westchnął Kraczący.
- Najwyraźniej niewystarczająco. - przewrócił oczami Pit.
- Andrzeju, przeproś jeszcze raz. - drwił z niego jego klubowy kolega, Olenderek.
- Gówniarzy nie słucham. - prychnął brodaty środkowy. - Wyrażaj się. - skarcił go Bednaruk.
- Panie Jakubie... - zaczął nieśmiało Masłowski.
- Tak, słucham? - zapytał.
- Czy nie jest może panu trochę łyso? - uśmiechnął się słodko niczym aniołek, po czym... zaczął spierdalać, bo za ten tekst rozszarpać go miało ochotę pół jego drużyny. Wyjątkowo nieśmieszny żart, Mateuszu.
- Słabe to było, Maślak. - pokręcił głową ten, który przegrywał z nim rywalizację w Spale, Jędrzej Gruszczyński.
- Ba. Słabsze od waszego wystawiacza. - zarechotał Mały.
- Ej! - fuknął Janek Firlej - Nie musicie mi wszyscy przypominać, że jestem wystawiaczem.
- Nie? - zdziwił się Michał Filip. - A już chciałem i ja to zrobić...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Częstochowa
- Kowalski, jedziesz do Spodka na imprezę? - spytał Rafał Szymura.
- Ale który Kowalski? - spytał jeden z nich, rozgrywający Tomasz.
- No tak, zapomniałem, że to nazwisko jest u nas wyjątkowo popularne. - zaśmiał się młody przyjmujący. - W sumie to... jeden i drugi?
- No tak. Jedziemy. - odpowiedział drugi z Kowalskich, czyli libero, Adam. Ten sam, którego nazywano daremnym libero z Radomia. Teraz nazywa się go dla odmiany... daremnym libero z Częstochowy. Ale chociaż przyzwoicie punktował w Wygraj PlusLigę, więc wielu graczy postawiło tam na niego, bo nie kosztuje dużo hajsu.
- Mów za siebie. - fuknął młodszy z Kowalskich. - A to Ty nie jedziesz? - spytał zdezorientowany Rafał.
- Nie no, jadę. - zachichotał. - Tak chciałem was trochę powkręcać.
- Tomaszu, nie rób tego więcej. - westchnął Adam.
- Dlaczegóż to, Adasiu? Przecież to było cholernie zabawne. - uśmiechnął się tamten.
- Nie było. - odrzekł.
- Było. - przytaknęła żona rozgrywającego.
- Adasiu, to naprawdę było zabawne. - rzekła jego dziewczyna i przytuliła swojego ukochanego.
- Chyba mam jakieś spaczone poczucie humoru, bo mnie to jakoś nie rozśmieszyło... - jęknęła sympatia Szymury.
- E, tak się zastanowiłem, i to faktycznie jednak nie było zabawne. - stwierdził Tomasz Kowalski. Ten, o którym w kadrze powiedziano kiedyś, że prawą nogę ma od wchodzenia do tramwaju, a lewą od wchodzenia do autobusu. Czy na odwrót. Nieważne.
- No widzisz? - tryumfowała tamta. - Miałam rację, że to nie było zabawne.
- Doobrze... wszyscy są spakowani? Można jechać? Czy jeszcze nie? - spytał libero.
- A tylko tylu nas jedzie? - zdziwił się Szymura.
- A kto jeszcze ma jechać? Widzisz tu jeszcze kogoś, kogo można by zabrać? - westchnął sypacz. - No w sumie, to nie... - przyznał mu rację przyjmujący teamu spod Jasnej Góry.
- No właśnie. Tylu nas wystarczy, wiesz ilu z innych klubów będzie? - zapytał.
- Nie. - odpowiedział tamten.
- To wiedz, że Resovia przyjeżdża w całości. Z wszystkimi obcokrajowcami, Ignaczakiem i jego kamerą. - wyjaśnił.
- Nie ma co, będzie wesoło. - stwierdziła jego druga połówka.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Radom
- To kto od was udaje się na imprezę do Spodka? - pytał Wojciech Żaliński.
- No za dużo to nas nie będzie... Tylko ja, Grycu i dwóch Bartków. - usłyszał w telefonie. - Nasz klub nie jest zbyt popularny, jeśli chodzi o kadrowiczów... - westchnął Krzysiek Bieńkowski. - W sumie... nie ma co się dziwić, skoro rok w rok gramy takie gówno...
- No Ty to tak jakby w ogóle nie grasz w żadnym klubie, do którego idziesz, także... trudno mi ocenić Twoją grę. - wyzłośliwiał się przyjmujący.
- Zagrał parę meczy w seniorskiej kadrze, i od razu ma się za lepszego od innych. A idź, Ty cholero. - rozłączył się.
- No ba, ja byłem w Berlinie. I walczyłem o kwalifikację olimpijską. - puszył się niczym paw. - I miałem taki fajny numer!
- Miałeś numer po Cichym, bo ten wypadł przez kontuzję. Gdyby nie wypadł, to byś inny numer dostał. Także, bez podniety. - przewrócił oczami Bołądź. - Ja wiem, wiem. Myślę jednak, że godnie się zaprezentowałem. - odpowiedział.
- No, miałeś jedno fajne wejście, zgadza się. - uśmiechnął się Michał Kędzierski.
- To z grupowego meczu z Niemcami. - dodał Tomek Fornal.
- Hey, guys, can I go with you? - spytał Dustin Watten, libero radomskiej drużyny. - You know... Disco, Zenek! I love polish disco!
- Why not? - podrapał się po głowie kapitan Cerradu Czarnych. - It will be funny!
- Przeez twe oczi, te oczi zeloooneee... - zaczął wyć Woten, jak to go nazwał pan komentator z Kobyłki. Ryyjo bronz medal, no? No właśnie nie.
- OOOOSZAAALAAAAŁEEEEM! - ryknął Łukasz Wiese, najgłośniej, jak potrafił.
- Tylko nie ta piosenka... - jęknęła żona Wojtka Żalińskiego.
- A ja mogę jechać? - zapytał Jakub Zwiech.
- Nie, bo jesteś zbyt podobny z twarzy do innego środkowego. - zarechotał Kędzierski. - On tępi Dżonego za nazwisko, więc Ciebie za twarz tym bardziej.
- Echh... - westchnął młody środkowy.
- Przecież on żartuje. Chcesz, to jedź. - uśmiechnął się drugi z Jakubów, Ziobrowski. - No to wioooo! - ryknął Fornal, i cała grupa rozpoczęła przygotowania do wyjazdu.
- Ihaha, mój Ty dzielny rumaku! - wrzasnął Wiese, a cała grupa zgodnie przywaliła sobie po facepalmie.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Olsztyn
- To tak, podsumujmy... z Kielc przyjadą Bućko i Komenda... ze Szczecina Depowski, Perłowski i Ruciak... - wyliczał Paweł Woicki.
- A z Katowic ktoś jedzie? - spytał Olek Śliwka.
- No właśnie chyba nie... - podrapał się po głowie Zupa.
- Biedne Katowice, takie pokrzywdzone. - westchnął Buchowski.
- Jakie pokrzywdzone? - zdziwił się Wujek. - My wszyscy tam jedziemy, to jakie pokrzywdzone? Może oni na miejscu będą.
- Ooo, taaak. Chciałbym zobaczyć, jak w tańcu powiewają włosy Tomasza Kalembki. - rozmarzył się Włodi.
- A Ty co, pedalskie zapędy masz? - ochrzanił go Pliński. - Hamuj piętą, chłopie.
- Nie mam żadnych pedalskich zapędów! - obruszył się Władeczek. - Po prostu chciałbym to zobaczyć, bo to może wyglądać bardzo ciekawie.
- Zaprawdę dziwne masz zachcianki, Wojciechu. - pokręcił głową rozgrywający. - Ktoś jeszcze ma jakieś odchyły, o których chciałby teraz opowiedzieć?
- Cały czas śni mi się, że jestem przyjmującym, podczas gdy od kilku lat gram na środku. - westchnął kapitan reprezentacji Polski juniorów, Jakub Kochanowski.
- To minie. Chyba. - palnął Buchu. - Chyba już za długo grasz na tym środku, żeby wrócić na przyjęcie. - dodał.
- Ale ja nawet nie chcę na nie wracać. Po prostu ten sen mnie prześladuje... - jęknął.
- Staraj się o tym nie myśleć. Nie wiem, powtarzaj sobie przed snem pięćdziesiąt razy, że jesteś środkowym. Może to coś da? - zaproponował Włodarczyk.
- Prędzej w ten sposób dostanie na łeb, aniżeli coś miałoby mu to pomóc. - stwierdził Plina. - Niech Ci się to śni. Byle żebyś medale w tych snach zdobywał. I w rzeczywistości też.
- No trochę już ich zdobyłem. - uśmiechnął się młody blokujący.
- I oby tak dalej młody. Przede wszystkim nie zatracaj swojej zagrywki, bo mocno serwujący środkowy to w dzisiejszych czasach rzadkość. Widzisz, jak większość z nich serwuje... Baloniki... - pokręcił głową.
- Niektóre z tych baloników to się naprawdę ciężko przyjmuje... - westchnął Śliwka. - Coś o tym wiem...
- Najlepszy to jest Drzyzga z jego serwisem, co ma 30 km/h. Wszyscy chcą pękać ze śmiechu, że taka szmata leci, a to nagle JEB i wpada. - wtrącił były zawodnik Effectora Kielce.
- Właśnie, wpada. Może i ta zagrywka jest idiotyczna, ale skuteczna. - zauważył Olek.
- Ja to i tak nie zapomnę, jak mówiłeś, żeby wszyscy celowali w środkowego, bo to drewno i na pewno nie przyjmie. Nie przyjął tylko jednej z czterech, a dwie chyba nawet perfekcyjnie. Słaba to była taktyka. - rzekł doświadczony rozgrywający.
- Słabo to będzie, jak się spóźnimy. - westchnęła Joanna Woicka. - Jedźmy już. - zarządziła.
- Tak jest, pani kapitan! - zaśmiali się wszyscy i wyruszyli do Katowic.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Spodek, Katowice
Pierwsi na miejscu zjawili się jednak siatkarze przybyli... z Gdańska. Lotos Trefl Gdańsk w tym roku reprezentowany był praktycznie przez całą drużyną. Z reprezentacją seniorów, zapleczem lub drużynami młodzieżowymi mieli bowiem w ciągu ostatnich lat do czynienia Piotr Gacek, Bartosz Gawryszewski, Wojciech Grzyb, Miłosz Hebda, Szymon Jakubiszak, Mateusz Mika, Patryk Niemiec, Szymon Romać i Damian Schulz. Chyba tylko Resovia wyruszyła do Spodka szerszym składem. A i przecież razem z nią jechała jeszcze Politechnika Warszawska.
- Ha! Tym razem jesteśmy pierwsi. - uśmiechnął się Mikuś, i czule przytulił do siebie swoją narzeczoną, Kasię, której przecież oświadczył się dokładnie rok temu. Dokładnie w tym właśnie miejscu.
- Mam dobre wspomnienia z tym miejscem. - westchnęła cicho Kasia i pocałowała w policzek swojego ukochanego.
- Opłacało się tak wcześnie wyjechać. - przytaknął Gato. - Już nie zliczę, który to mój siatkarski sylwester.
- Trochę ich było. - potwierdziła jego żona, Karolina. - Miejmy nadzieję, że ten będzie lepszy od tamtych poprzednich.
- Musi być. - ekscytował się najmłodszy z całego grona Jakubiszak. - Chyba jeszcze nigdy takiej ekipy tutaj nie było. No i dla mnie to pierwszy sylwester z siatkarzami.
- Wierzymy, że nie ostatni. - poklepał go po plecach Grzybek.
- Oby. - powiedział. - Chciałbym jeszcze kilka takich przeżyć. Wierzę, że będzie dobra zabawa.
- Rzeczywiście, zabawa jest przednia, polecam. - dodał Szymon.
- A nie boicie się, że będzie drętwo? - spytał Schulz.
- Nie. Nigdy nie było drętwo, to dlaczego teraz by miało być? - zdziwił się Gacek.
- A nie wiem. - odrzekł.
- Będzie dobrze. - przekonywał Hebda. - Na pewno będzie dobrze.
- Pozostało nam czekać na innych. - stwierdził młody środkowy, Patryk Niemiec. - Wkrótce powinni się pojawić.
"Odkąd zobaczyłem ciebieNie mogę jeść, nie mogę spać
Jak do tego doszło, nie wiem?
Miłość o sobie dała znać
Co poradzić mogę na to
Ze miłość przyszła właśnie dziś
Że w sercu mym jest lato
A w moich myślach jesteś ty
Przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem
Gwiazdy chyba twym oczom oddały cały blask
A ja serce miłości spragnione ci oddałem
Tak zakochać, zakochać się można tylko raz"
- PRZEZ TWEEE OCZY, TE OCZY ZIEEELOOONEEE, OOOOSZAAALAAAAŁEEEEM! - usłyszeli przeraźliwe wycie.
- Kosok, zamknij się! - ryknął na niego Mały Maciek.
- Dlaczego? - zwiesił głowę czarnowłosy środkowy.
- Bo Twoje wycie skraca życie. - wyjaśnił mu Jakub Popiwczak.
- O, kojarzę ten tekst z zeszłego roku. - zachichotał Mika. - Wtedy chyba Mały mu to mówił.
- Zgadza się. - odrzekł Kosina.
- Witajcie, Jastrzębianie. - uśmiechnął się Bartek Gawryszewski.
- A witamy, witamy. - odpowiedział Muzaj, po czym cała trójka przywitała się z wszystkimi zawodnikami z Gdańska. - Czekamy na resztę.
- To może w międzyczasie pośpiewamy? - zaproponował Kosok.
- Ale Ty nie. - zarechotał Romać.
- To sam zacznij. - prychnął. - A bardzo chętnie. - powiedział, po czym zaczął śpiewać owy hicior Zenka. Ten sam, za którym tak szaleje Dustin Watten. - Przez twe oczy, te oczy zielone...
- OOOOOSZAAALAAAAŁEEEEEM! - zawył Kosok.
- Gwiazdy chyba Twym oczom oddały - nieśmiało kontynuował Jakubiszak.
- CAAAAŁYYY BLAAAAAASK! - dalej wył środkowy.
- A ja serce miłości spragnione... - ciągnął Muzaj.
- CIIII OOOODDAAAAŁEEEEEM! - znów ryknął czarnowłosy.
- Tak zakochać, zakochać się można tyylkoo raaaz! - dokończył Niemiec.
"W mych ramionach cię ukryję
U stóp Ci złożę cały świat
Serce me dla ciebie bije
I czeka na twój mały znak.
Jeden uśmiech twój wystarczy
I moje serce gubi rytm
O twą miłość będę walczył
O miłość walczyć to nie wstyd
Przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem
Gwiazdy chyba twym oczom oddały cały blask
A ja serce miłości spragnione ci oddałem
Tak zakochać, zakochać się można tylko raz"
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Chyba jest, zobacz, kochanie. - wskazała jego narzeczona na grupkę ludzi stojącą niedaleko. Z czego większość przerośnięta. Czyli siatkarze.
- Kurde, dzięki Ola. Już myślałem, że nam się udało... Ale serio ktoś jest? - spytał sam siebie.
- No, my jesteśmy. - stwierdził Muzaj.
- I my. - dodał Hebda.
- Kurwa, a mieliśmy być pierwsi. - westchnął zawiedziony Szalpuk.
- No to jednak wam nie pykło. - zaśmiał się Popiwczak.
- Jakby Kurek się nie zrzygał po drodze, to byśmy byli szybciej. - jęknął Wlazły.
- A co wy zrobiliście, że się zrzygał? - wytrzeszczył oczy zdumiony Szymon.
- Młody mu zaczął tłumaczyć, że nasz autokar to samolot... - warknął Winiar i spojrzał na Kacperka wzrokiem, który mógł zabijać.
- A to faktycznie grubo. - westchnął Gato.
- Tylko mu nie wmawiajcie, że Spodek to statek kosmiczny, powietrzny, czy coś, i że to inna nazwa samolotu. - pisnęła Kasia.
- Dobry pomysł, wykorzystam. - uśmiechnęła się latorośl prezesa.
- Oszczędź, naprawdę. - przewrócił oczami Gawryszewski.
- Kacper, to ma być mile spędzona noc... - zaczął Marcyniak.
- To ją sobie spędzaj ze swoją dziewczyną. - przerwał mu.
- Posłuchaj mnie, Ty wrzodzie na dupie. - prychnął na niego. - Rok temu potrafiłeś się zachować. Zrób to i teraz.
- Chociaż raz w roku nie rób wiochy... - poparł go Marcin Janusz.
Gdzie złoty piasek i stada mew.
Wyznam ci szeptem to, o czym marzę.
Wyznam ci szeptem to, o czym śnię.
Kochana, wierzę, wierzę w miłość.
Kochana, wierzę, wierzę w nas. O, o, o...
I to, co nam się przydarzyło;
Niech trwa po wieczny, wieczny czas."
- No, w końcu można rozprostować kości. - przeciągnął się Dawid Woch.
- Ale jeszcze prawie nikogo nie ma. - zauważył Marcin Waliński.
- Jak to nikogo nie ma, jak my jesteśmy? - spytał Muzaj. - My jesteśmy, Skra jest i Lotos. I to na razie tyle.
- No i teraz jesteśmy my, czyli Będzin. - uzupełnił młody środkowy, Mateusz Kowalski.
- Marcin, co Ty robisz wśród tych dzieci? - zaśmiał się Kłos.
- A jestem sobie. Całkiem sympatyczne te dzieciaki. - również zaczął się śmiać.
- No ja myślę, że sympatyczne. - fuknął Jakub Peszko.
- Najmłodszy skład w lidze? - podrapał się po brodzie Jakubiszak.
- Chyba jednak Politechnika Warszawska ma młodszy. - odpowiedział mu Krzysztof Rejno.
- No ale tam Guma i Samik zawyżają bardzo, i jeszcze Wrona ze Świrydowiczem. A u was za bardzo nie ma takich starszych. - zastanawiał się.
- Poczułem się młodo, dziękuję. - zachichotał Waliński.
- A proszę bardzo. - uśmiechnął się młody przyjmujący Lotosu.
"Wiatr się zaplątał w twą sukienkę.
Pewnie zazdrości, że ciebie mam;
A ja zaśpiewam moją piosenkę
I w podarunku tobie ją dam.
Kochana, wierzę, wierzę w miłość.
Kochana, wierzę, wierzę w nas. O, o, o...
I to, co nam się przydarzyło;
Niech trwa po wieczny, wieczny czas."
- SIEEEEMAAA WSZYSCY! - ryknął Zator i pobiegł do kolegów, machając jak oszołom.
- Cześć, Zator, my też się cieszymy, że Cię widzimy. - rzekł Wojtek Grzyb. - Ale nie machaj tak energicznie, bo komuś krzywdę zrobisz. - upomniał go.
- Chciał mieć efektowne wejście. - wzruszył ramionami Bieniu.
- No i ma. Już zrobił show. - stwierdził Janusz.
- Bociek, idziesz, czy nie? - westchnął Konarski.
- No idę, idę. - jęknął. - Ale ze sztangą nie jest łatwo...
- On naprawdę przyjechał tu ze swoją sztangą? - Muzajowa Rozalia aż pokręciła głową z niedowierzaniem.
- No oczywiście. Ale luz, żonę też zablał. - zaśmiał się Rafał, prowadząc za rękę swoją małżonkę, Aleksandrę.
- Całe szczęście, bo już myślałem, że sztanga to jego największa miłość. - westchnął Szymuś. - Na szczęście jest coś ważniejszego w jego życiu...
- Oj, Szymek, polemizowałabym z tym, czy jestem ważniejsza w jego życiu od tej jego sztangi. - zaśmiała się pani Bociek.
- Nawet tak nie żartuj, kochana. - skarciła ją Sabina Konarska.
- No, dziewczyny, pięknie wyglądacie. - zachwycała się Katarzyna Grzyb.
- A dziękujemy, dziękujemy, Kasiu, Ty również. - odpowiedziała małżonka Grześka Pająka.
- Chłopaki, macie coś do picia? Wypiłbym już sobie coś, zanim reszta przyjedzie. - zaśmiał się owy Spider.
- Cała dostawa szampana jedzie z Rzeszowa, więc trochę poczekamy jeszcze. - westchnął Wiśnia. - Ale napisali mi, że są już niedaleko.
- Ja i tak nie mogę pić. - uśmiechnęła się do niego jego żona.
- No tak. - odwzajemnił uśmiech Łukasz i pogłaskał swoją drugą połówkę po brzuszku. - Już lada dzień... - westchnął.
- Już lada dzień i co? - nie ogarnął Zatorski.
- I będzie nas więcej. - odpowiedział środkowy.
- Aaaa, no tak, bo Ty będziesz miał dzidzię, Wiśnia! Ojej, jak fajnie! - wrzasnął.
- Pawełku... chociaż w jeden dzień w roku spróbuj udawać mądrzejszego, niż jesteś. - szepnęła mu do ucha jego Dagmarcia.
- No dobrze, spróbuję. - jęknął.
- Trzymamy kciuki. - rzekł Dominik Witczak.
- Wszyscy. Mocno. Trzymamy kciuki za Pawełka. - zarządził Kamil Semeniuk.
"Ich habe Bügeleise ist aber kaputt, Party
Mein Frau hat mich verlassen schadeeee, Party
Licht ist gut für Augen Seife aber nicht, Disco
I'm a Disco boy in a Disco World
Come on party, let's go party uuuoooou uuuuooouu
I say Disco you say Party: Disco Disco Party Party
I say Disco you say Party: Disco Disco Party Party"
- I say disco, you say party, disco, disco... - zaczął,
- Party, party! - tradycyjnie dokończył Wojtaszek.
- I say disco, you say party, disco, disco... - kontynuował,
- Party, party! - dokończył tym razem Gavin Schmitt.
- You say disco, I say party... - ciągnął,
- Jak to nikogo nie ma, jak my jesteśmy? - spytał Muzaj. - My jesteśmy, Skra jest i Lotos. I to na razie tyle.
- No i teraz jesteśmy my, czyli Będzin. - uzupełnił młody środkowy, Mateusz Kowalski.
- Marcin, co Ty robisz wśród tych dzieci? - zaśmiał się Kłos.
- A jestem sobie. Całkiem sympatyczne te dzieciaki. - również zaczął się śmiać.
- No ja myślę, że sympatyczne. - fuknął Jakub Peszko.
- Najmłodszy skład w lidze? - podrapał się po brodzie Jakubiszak.
- Chyba jednak Politechnika Warszawska ma młodszy. - odpowiedział mu Krzysztof Rejno.
- Poczułem się młodo, dziękuję. - zachichotał Waliński.
- A proszę bardzo. - uśmiechnął się młody przyjmujący Lotosu.
Pewnie zazdrości, że ciebie mam;
A ja zaśpiewam moją piosenkę
I w podarunku tobie ją dam.
Kochana, wierzę, wierzę w miłość.
Kochana, wierzę, wierzę w nas. O, o, o...
I to, co nam się przydarzyło;
Niech trwa po wieczny, wieczny czas."
- Cześć, Zator, my też się cieszymy, że Cię widzimy. - rzekł Wojtek Grzyb. - Ale nie machaj tak energicznie, bo komuś krzywdę zrobisz. - upomniał go.
- Chciał mieć efektowne wejście. - wzruszył ramionami Bieniu.
- No i ma. Już zrobił show. - stwierdził Janusz.
- Bociek, idziesz, czy nie? - westchnął Konarski.
- No idę, idę. - jęknął. - Ale ze sztangą nie jest łatwo...
- On naprawdę przyjechał tu ze swoją sztangą? - Muzajowa Rozalia aż pokręciła głową z niedowierzaniem. - No oczywiście. Ale luz, żonę też zablał. - zaśmiał się Rafał, prowadząc za rękę swoją małżonkę, Aleksandrę.
- Całe szczęście, bo już myślałem, że sztanga to jego największa miłość. - westchnął Szymuś. - Na szczęście jest coś ważniejszego w jego życiu...
- Oj, Szymek, polemizowałabym z tym, czy jestem ważniejsza w jego życiu od tej jego sztangi. - zaśmiała się pani Bociek.
- Nawet tak nie żartuj, kochana. - skarciła ją Sabina Konarska.
- No, dziewczyny, pięknie wyglądacie. - zachwycała się Katarzyna Grzyb.
- A dziękujemy, dziękujemy, Kasiu, Ty również. - odpowiedziała małżonka Grześka Pająka.
- Chłopaki, macie coś do picia? Wypiłbym już sobie coś, zanim reszta przyjedzie. - zaśmiał się owy Spider.
- Cała dostawa szampana jedzie z Rzeszowa, więc trochę poczekamy jeszcze. - westchnął Wiśnia. - Ale napisali mi, że są już niedaleko.
- Ja i tak nie mogę pić. - uśmiechnęła się do niego jego żona.
- No tak. - odwzajemnił uśmiech Łukasz i pogłaskał swoją drugą połówkę po brzuszku. - Już lada dzień... - westchnął.
- Już lada dzień i co? - nie ogarnął Zatorski.
- I będzie nas więcej. - odpowiedział środkowy.
- Pawełku... chociaż w jeden dzień w roku spróbuj udawać mądrzejszego, niż jesteś. - szepnęła mu do ucha jego Dagmarcia.
- No dobrze, spróbuję. - jęknął.
- Trzymamy kciuki. - rzekł Dominik Witczak.
- Wszyscy. Mocno. Trzymamy kciuki za Pawełka. - zarządził Kamil Semeniuk.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Elo, elo, trzy dwa zero! Jak się wszyscy bawicie?! - ryknął Masłowski, gdy cała wesoła ekipa z Rzeszowa zajechała w końcu pod katowicki Spodek.
- Joł! - odpowiedział mu Pajączek.
- Gordon, dawaj radio! - wrzasnął Michał Filip.
- Do you want my radio? - Kanadyjczyk wolał się upewnić. - Ok. - i mu je podał.
- Pajączek, zapuszczaj swojego hita! - zaśmiał się.
- Już się robi! - krzyknął i szybko przejął od atakującego Politechniki radio Gordona, po czym niemalże natychmiast zapuścił odpowiedni kawałek. Taaak, bez tego hiciora impreza nie mogła się odbyć...
Mein Frau hat mich verlassen schadeeee, Party
Licht ist gut für Augen Seife aber nicht, Disco
I'm a Disco boy in a Disco World
Come on party, let's go party uuuoooou uuuuooouu
I say Disco you say Party: Disco Disco Party Party
I say Disco you say Party: Disco Disco Party Party"
- Party, party! - tradycyjnie dokończył Wojtaszek.
- I say disco, you say party, disco, disco... - kontynuował,
- Party, party! - dokończył tym razem Gavin Schmitt.
- You say disco, I say party... - ciągnął,
- Disco, disco... - zaczął Halaba.
- Party, party! - skończył Olenderek.
- You say disco, I say party... - dalej śpiewał Pająk.
- Disco, disco... - tym razem odezwał się Marcyniak.
- Party, party! - skończył Bociuś.
- I say party, I say party! Party, party, party, party! - zaśpiewał Popiwczak.
- Everyone disco, everyone party! - zarządził Cichy.
- DISCO, DICO, PARTY, PARTY! - a wszyscy go wysłuchali.
- Aplaaaauz! - ryknął Filip.
- Fantastiś! - wrzasnął Bednorz.
- Wszyscy są? - zapytał Endrju Kowal.
- My jesteśmy od dawna. - zza Spodka wynurzyli się nagle zawodnicy GKSu Katowice.
- To jednak nie byliśmy pierwsi. - westchnął Mika.
- No nie. - zachichotał Kalembka. - Byliśmy sobie za halą, dziwne, że nikt nas nie widział.
- Mówiłem, że trzeba było wyjść wcześniej. - przewrócił oczami Karol Butryn.
- A ktoś wie, kiedy zajadą Lubin i Bydgoszcz? Bo Szczecin, Bielsko Olsztyn, Radom, Częstochowa i Kielce są w drodze, a tamci to nie wiemy... - zapytał trener Resovii.
- My już jesteśmy. - zarechotał Grzesiu Łomacz. - Już od dawna. I Bydgoszcz też. Czekaliśmy sobie razem z GKSem.
- Czyli wszyscy są? - palnął Hainik.
- No nie, nie ma jeszcze sześciu drużyn. - pokręcił głową Król Guma.
- To kiedy oni przyjadą?! Ja chcę już się najebać! - wrzasnął nieogarnięty środkowy.
- A ja chcę się nażreć! - poparł go Gregor.
- No nieee... Weźcie mi ich, bo zaraz mnie coś strzeli. - jęknął Winiar.
- Kurwica na przykład. - palnął Wlazły.
- Albo chuj. - podsunął Gacek.
- You say disco, I say party... - dalej śpiewał Pająk.
- Disco, disco... - tym razem odezwał się Marcyniak.
- Party, party! - skończył Bociuś.
- I say party, I say party! Party, party, party, party! - zaśpiewał Popiwczak.
- Everyone disco, everyone party! - zarządził Cichy.
- DISCO, DICO, PARTY, PARTY! - a wszyscy go wysłuchali.
- Aplaaaauz! - ryknął Filip.
- Fantastiś! - wrzasnął Bednorz.
- Wszyscy są? - zapytał Endrju Kowal.
- My jesteśmy od dawna. - zza Spodka wynurzyli się nagle zawodnicy GKSu Katowice.
- To jednak nie byliśmy pierwsi. - westchnął Mika.
- No nie. - zachichotał Kalembka. - Byliśmy sobie za halą, dziwne, że nikt nas nie widział.
- A ktoś wie, kiedy zajadą Lubin i Bydgoszcz? Bo Szczecin, Bielsko Olsztyn, Radom, Częstochowa i Kielce są w drodze, a tamci to nie wiemy... - zapytał trener Resovii.
- My już jesteśmy. - zarechotał Grzesiu Łomacz. - Już od dawna. I Bydgoszcz też. Czekaliśmy sobie razem z GKSem.
- Czyli wszyscy są? - palnął Hainik.
- No nie, nie ma jeszcze sześciu drużyn. - pokręcił głową Król Guma.
- To kiedy oni przyjadą?! Ja chcę już się najebać! - wrzasnął nieogarnięty środkowy.
- A ja chcę się nażreć! - poparł go Gregor.
- No nieee... Weźcie mi ich, bo zaraz mnie coś strzeli. - jęknął Winiar.
- Kurwica na przykład. - palnął Wlazły.
- Albo chuj. - podsunął Gacek.
- No, mniej więcej właśnie to. - potwierdziły najpiękniejsze oczy polskiego wolejbola.
- Idealnie się dobrali w tym klubie. Jeszcze wytransferować tam Zatora i byłoby zbiorowisko idiotów. - przewrócił oczami Bednorz.
- Bartku, nie obrażajcie się. - westchnęła Dagmara Winiarska.
- O tak. - poparła ją Paulina Wlazły. - Chłopaki, nie w ten dzień.
- Ja sobie wypraszam, ja idiotą nie jestem, a też jestem w tym klubie. - fuknął Mateusz Malinowski.
- Nie zapominaj, mój drogi, skąd jesteś wypożyczony. - ochrzanił go Łomacz.
- Ach, faktycznie. Przepraszam. - uśmiechnął się słodko i postanowił się już nie odzywać.
- Dobrze, a teraz tak na poważnie, to kiedy tamci mają zamiar przyjechać?... - przewrócił oczami Pit. - Szampan się zaraz zrobi niedobry.
- I tak go nie wypijesz, tylko wyrzygasz jak w zeszłym roku. Zakład o stówę, misiu? - zarżał Igiełka.
- A zakład! I zobaczysz, że wypiję! - prychnął.
- Piotruś, nie byłabym taka pewna, czy dasz radę to wypić. - westchnęła jego ukochana.
- I Ty przeciwko mnie, kochanie? - zwiesił głowę, lecz po chwili wpił się w usta małżonki.
- Fuj, tu są dzieci. - jęknął Hebda, wskazując na Jakubiszaka.
- Myślisz, że ja nie widziałem, jak ludzie się całują? - pokręcił głową młody przyjmujący.
- Tak właśnie myślę. - odpowiedział Miłosz.
- To Cię zmartwię, bo widziałem. - przewrócił oczami.
- Demoralizują dzieciaka... - trwał przy swoim.
- Daj żyć, Miłosz. - jęknął Witczak.
- On nigdy nikomu nie dawał żyć. - westchnął Ferens.
- Koncert Życzeń to nie tutaj. - zachichotał Dżony.
- Puść ktoś Zenka, plis. - poprosił Marcel Gromadowski, czyli popularny Apollo.
- Apollo, grecki Bogu! - ryknął Kurek.
- Bartek, uspokój się. - westchnęła jego dziewczyna, czyli polska siatkarka, Anna Grejman.
- Gordon, dawaj Zenka! - poprosił go atakujący Łuczniczki.
- But now I don't have my radio. - odpowiedział Perę.
- He has. - Winters wskazał na Pająka.
- Greg, please, give me Zenek. - do próśb przyłączył się Watten, który to właśnie zajechał razem z drużyną z Radomia.
- Okej. - odrzekł Spider i zapuścił to, co chcieli.
"Odkąd zobaczyłem ciebie
Nie mogę jeść, nie mogę spać
Jak do tego doszło, nie wiem?
Miłość o sobie dała znać
Co poradzić mogę na to
Ze miłość przyszła właśnie dziś
Że w sercu mym jest lato
A w moich myślach jesteś ty
Przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem
Gwiazdy chyba twym oczom oddały cały blask
A ja serce miłości spragnione ci oddałem
Tak zakochać, zakochać się można tylko raz"
- YES! Zenek! Thank you, thank you so much! - pisnął ucieszony libero.
- Nice song. - zaśmiał się Jaeschke i szybko zaczął sobie wywijać z którymś z kolegów.
- ŻEEEEEEEŚKIIIIII! - ryknął na niego Piter.
- Yes, Pete? - uśmiechnął się.
- To ja będę dziś królem parkietu. - mrugnął okiem.
- Oczywiście, misiu, że nim będziesz. A ja będę Twoją królową. - rzekła Nowakowska i zaczęła przymilać się do swojego męża.
- Niech tamci szybciej przyjeżdżają, bo oni zaraz się dobiorą do siebie, zanim zabawa się zacznie. - zarechotał Igła. - Piter, kamera już jest w was wycelowana, możesz się do niej przywitać i kontynuować to, co robisz teraz.
- A mogę ją rzucić gdzieś w piździec i patrzeć, jak się rozwala? - westchnął.
- Nie, tego nie możesz. - przytulił do siebie swój największy skarb. - Nie zrobiłbyś mi tego. Za bardzo mnie lubisz.
- Nowy członek rodziny Ignaczaków, kamera. - zaśmiał się Fornal.
- W sumie nie taki nowy. - poprawił go Ziobrowski.
- Krzysiu, czy Twoja kamera ma już imię? - zarechotał Wojtek Żaliński.
- Jeszcze nie. - odpowiedział Igła. - W sumie to nawet nie wiem, dlaczego. Możemy wymyślić! - klasnął w dłonie i zaczął podskakiwać jak piłeczka.
- Szczerze? To aż mnie zdziwiło, że ta kamera jest jeszcze bezimienna. - rzekł Kuba Zwiech.
- Trzeba jej nadać jakieś epickie imię. - uśmiechnął się Krzysiek.
- Krzysztof. - podsunął Wiese.
- No to jest niewątpliwie najpiękniejsze imię na świecie, ale jeden Krzysztof w domu wystarczy. Poza tym, to raczej jest kobieta, no bo kamera to chyba rodzaj żeński, nie? - spytał.
- Sprawdzałeś jej płeć, że jesteś pewny, że to kobieta? - palnął Żalu.
- A to Ty wiesz, jak się sprawdza płeć kamery? Proszę, wytłumacz. - zarżał Kłosik.
- Eeee... nie wiem. - zaczerwienił się niczym burak.
- To się troszkę wsypałeś, Wojtek. - zachichotał Kędzior.
- Norma. - stwierdził Bołądź. - Wojtek to jest taki przypałowiec.
- Całe życie na przypale. - westchnął.
- Na przypale albo wcale. - zaśmiał się Malinowski.
- A to tak jak większość z nas. Piona, chłopaki! - wrzasnął Nowakowski. Ten starszy.
- My jesteśmy chłopcy, chłopcy przypałowcy... - zanucił sobie Wrona.
- O, Andrzej, nie wiedziałem, że Ty umiesz śpiewać. - zdziwił się Hainek.
- On myślał, że Ty umiesz tylko krakać. - palnął Łomacz, a wszyscy pozostali przywalili sobie soczystego facepalma w sam środek czoła.
- No jednak umiem coś więcej. - zauważył brodaty środkowy.
- Na przykład lansować się. - pocisnął mu Dryja.
"Moja mała dam Ci to co będziesz chciała,
Wyczaruje życie jak we śnie,
Lecz pokochaj, lecz pokochaj mnie.
Będziesz miała wszystko to co będziesz chciała.
Wyczaruje życie jak we śnie,
Lecz pokochaj, lecz pokochaj mnie."
- No pięknie, pięknie - rzekł Pliński. - Ja to wiedziałem, że w Tobie drzemie niezły talent.
- Ojej, nie mów tak, bo zaraz się zarumienię. - zawstydził się troszkę.
- Patrzcie go, jak się czerwieni jak dupa! - ryknął Ignaczak.
- Żebyś Ty się tak nie zaczerwienił, jak Cię dzisiaj czymś skompromitujemy. - słodko pisnął Wojtaszek.
- Oho, widzę że jakiś zmasowany plan zemsty na Krzysztofie się tu szykuje. - zaśmiał się Adam Kowalski. - Mogę się przyłączyć?
- No jasne. - odpowiedział Pawianek.
- Och, a ja? - spytał drugi z Kowalskich.
- Wszyscy mogą. - wyjaśnił Możdżon.
- Elegancko. - zaśmiał się Szymura. - Chyba mało tu się znajdzie osób, którym Krzysiu nigdy nie dokuczał.
- O ile jakieś w ogóle się znajdą. - stwierdził Gryc.
- E, no my, nasze pokolenie. Pomijając może Masło, Uksola i mnie. - zastanawiał się Ziobrowski, czyli Buben.
- To faktycznie niedużo jest takich osób. - zauważył Grzechnik.
- Ale jednak są! - wrzasnął uradowany Igła.
- Gatunek na wymarciu. - zachichotał Bartłomiej Lipiński. Dzisiaj i oni będą mieli Cię dosyć. - dodał.
- Weźcie tak nie demonizujcie wujka Krzysia, no. - udał, że się zasmucił.
- But now I don't have my radio. - odpowiedział Perę.
- He has. - Winters wskazał na Pająka.
- Greg, please, give me Zenek. - do próśb przyłączył się Watten, który to właśnie zajechał razem z drużyną z Radomia.
- Okej. - odrzekł Spider i zapuścił to, co chcieli.
"Odkąd zobaczyłem ciebie
Nie mogę jeść, nie mogę spać
Jak do tego doszło, nie wiem?
Miłość o sobie dała znać
Co poradzić mogę na to
Ze miłość przyszła właśnie dziś
Że w sercu mym jest lato
A w moich myślach jesteś ty
Przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem
Gwiazdy chyba twym oczom oddały cały blask
A ja serce miłości spragnione ci oddałem
Tak zakochać, zakochać się można tylko raz"
- YES! Zenek! Thank you, thank you so much! - pisnął ucieszony libero. - Nice song. - zaśmiał się Jaeschke i szybko zaczął sobie wywijać z którymś z kolegów.
- Yes, Pete? - uśmiechnął się.
- To ja będę dziś królem parkietu. - mrugnął okiem.
- Oczywiście, misiu, że nim będziesz. A ja będę Twoją królową. - rzekła Nowakowska i zaczęła przymilać się do swojego męża.
- Niech tamci szybciej przyjeżdżają, bo oni zaraz się dobiorą do siebie, zanim zabawa się zacznie. - zarechotał Igła. - Piter, kamera już jest w was wycelowana, możesz się do niej przywitać i kontynuować to, co robisz teraz.
- A mogę ją rzucić gdzieś w piździec i patrzeć, jak się rozwala? - westchnął.
- Nie, tego nie możesz. - przytulił do siebie swój największy skarb. - Nie zrobiłbyś mi tego. Za bardzo mnie lubisz.
- Nowy członek rodziny Ignaczaków, kamera. - zaśmiał się Fornal.
- W sumie nie taki nowy. - poprawił go Ziobrowski.
- Krzysiu, czy Twoja kamera ma już imię? - zarechotał Wojtek Żaliński.
- Jeszcze nie. - odpowiedział Igła. - W sumie to nawet nie wiem, dlaczego. Możemy wymyślić! - klasnął w dłonie i zaczął podskakiwać jak piłeczka.
- Szczerze? To aż mnie zdziwiło, że ta kamera jest jeszcze bezimienna. - rzekł Kuba Zwiech.
- Krzysztof. - podsunął Wiese.
- No to jest niewątpliwie najpiękniejsze imię na świecie, ale jeden Krzysztof w domu wystarczy. Poza tym, to raczej jest kobieta, no bo kamera to chyba rodzaj żeński, nie? - spytał.
- Sprawdzałeś jej płeć, że jesteś pewny, że to kobieta? - palnął Żalu.
- A to Ty wiesz, jak się sprawdza płeć kamery? Proszę, wytłumacz. - zarżał Kłosik.
- Eeee... nie wiem. - zaczerwienił się niczym burak.
- To się troszkę wsypałeś, Wojtek. - zachichotał Kędzior.
- Norma. - stwierdził Bołądź. - Wojtek to jest taki przypałowiec.
- Całe życie na przypale. - westchnął.
- Na przypale albo wcale. - zaśmiał się Malinowski.
- A to tak jak większość z nas. Piona, chłopaki! - wrzasnął Nowakowski. Ten starszy.
- My jesteśmy chłopcy, chłopcy przypałowcy... - zanucił sobie Wrona.
- O, Andrzej, nie wiedziałem, że Ty umiesz śpiewać. - zdziwił się Hainek.
- On myślał, że Ty umiesz tylko krakać. - palnął Łomacz, a wszyscy pozostali przywalili sobie soczystego facepalma w sam środek czoła.
- No jednak umiem coś więcej. - zauważył brodaty środkowy.
------------------------------
- Il me semble que je vois les autres. Ils sont là. - rzekł Thibault, po czym wskazał na grupkę stojących niedaleko osób.
- No to chyba wszyscy są. Można już zaczynać imprezę? - zastanawiali się co poniektórzy.
- Można! - krzyknął Depowski i podbiegł do świętujących.
- No, można. - potwierdził Ruciak.
- Przepraszamy za spóźnienie - dodał Perła.
- Mieszko miał sraczkę, więc trochę nam się jazda przedłużyła... - palnął Rucek.
- Michał! Miałeś tego nie mówić! - wrzasnął na niego inny Michał, czyli Mieszko Gogol, obecnie pierwszy trener Espadonu Szczecin.
- Mieszko, jak dobrze Cię widzieć. - uśmiechnął się Kowal i uściskał swojego dawnego współpracownika.
- Mieeszko, Mieeszko, naasz kooleeżkooo. - zawył Piter.
- Ale Cię szarpie, chłopie. Weź coś zaśpiewaj, widzę, że Cię nosi i już nie możesz wytrzymać. - zaśmiał się Włodi.
- Dooobra, skoro chcecie... - stwierdził, po czym zaczął śpiewać... oczywiście piosenkę Zenka.
Wyczaruje życie jak we śnie,
Lecz pokochaj, lecz pokochaj mnie.
Będziesz miała wszystko to co będziesz chciała.
Wyczaruje życie jak we śnie,
Lecz pokochaj, lecz pokochaj mnie."
- No pięknie, pięknie - rzekł Pliński. - Ja to wiedziałem, że w Tobie drzemie niezły talent.
- Ojej, nie mów tak, bo zaraz się zarumienię. - zawstydził się troszkę.
- Patrzcie go, jak się czerwieni jak dupa! - ryknął Ignaczak.
- Żebyś Ty się tak nie zaczerwienił, jak Cię dzisiaj czymś skompromitujemy. - słodko pisnął Wojtaszek.
- Oho, widzę że jakiś zmasowany plan zemsty na Krzysztofie się tu szykuje. - zaśmiał się Adam Kowalski. - Mogę się przyłączyć?
- No jasne. - odpowiedział Pawianek.
- Och, a ja? - spytał drugi z Kowalskich.
- Wszyscy mogą. - wyjaśnił Możdżon.
- Elegancko. - zaśmiał się Szymura. - Chyba mało tu się znajdzie osób, którym Krzysiu nigdy nie dokuczał.
- O ile jakieś w ogóle się znajdą. - stwierdził Gryc.
- E, no my, nasze pokolenie. Pomijając może Masło, Uksola i mnie. - zastanawiał się Ziobrowski, czyli Buben.
- To faktycznie niedużo jest takich osób. - zauważył Grzechnik.
- Gatunek na wymarciu. - zachichotał Bartłomiej Lipiński. Dzisiaj i oni będą mieli Cię dosyć. - dodał.
- Weźcie tak nie demonizujcie wujka Krzysia, no. - udał, że się zasmucił.
- Przykro mi, Krzysiu, ale sam do tego doprowadziłeś. - uśmiechnął się Bartek Bućko.
- Oj taak, ale przecież i tak Cię lubimy. - rzekł Marcin Komenda.
- Naprawdę? - rozpromienił się libero.
- No pewnie, że tak. - odpowiedział środkowy GKSu Katowice, Bartłomiej Krulicki.
- Krzysia jednocześnie wszyscy kochają i nienawidzą. - dodał jego klubowy kolega, Adrian Stańczak.
- Nie da się być wobec niego obojętnym. - potwierdził Olek Śliwka.
- Zapuść ktoś jakąś dobrą nutę. - jęknął Buchowski.
- A proszę ja Cię bardzo. - odrzekł Pajączek.
- Ale może już nie Zenka, co? - uśmiechnął się Bieńkowski.
"Vamos a la playa
A mí me gusta bailar
El ritmo de la noche,
Sounds of fiesta ...
You know we go
Where the feeling is right
You know we go
Where the groove is hot
You know we go
Where the feeling is right
Vamos a la playa.
A mí me gusta bailar
El ritmo de la noche,
Sounds of fiesta ..."
- Vamos a la playaaa, a mi me gusta bailar... - zaczął podśpiewywać Kochanowski.
- El ritmo de la noche, sounds of fiesta. - dokończył kolejny środkowy z Katowic, Paweł Pietraszko.
- DISKO, DISKO, DZIKIE BANSE! - ryknął nagle Żurek.
- O, o, ja wiem, co my możemy zaśpiewać! - wrzasnął Kacperek.
- Ja też! - pobudził się Olenderek.
- A Ty tańcz, tańcz, tańcz, kiedy inni tańczą! - zaczął Zupa.
- El ritmo de la noche, sounds of fiesta. - dokończył kolejny środkowy z Katowic, Paweł Pietraszko.
- DISKO, DISKO, DZIKIE BANSE! - ryknął nagle Żurek.
- O, o, ja wiem, co my możemy zaśpiewać! - wrzasnął Kacperek.
- Ja też! - pobudził się Olenderek.
- A Ty tańcz, tańcz, tańcz, kiedy inni tańczą! - zaczął Zupa.
- I pij, pij, pij drinka z pomarańczą! - kontynuował Maciek.
- I skacz, skacz, skacz, kiedy inni skaczą! - śpiewał Piechocki.
- I skacz, skacz, skacz, kiedy inni skaczą! - śpiewał Piechocki.
- I baw się, baw, niech wszyscy się patrzą! - dokończył Kowalski.
- O, to było śpiewane w zeszłym roku. - zauważył Buchowski.
- A no było. - uśmiechnął się libero z Olsztyna.
- Ja tam nie wiem, mnie nie było. - zaśmiał się Niemiec.
- O, to było śpiewane w zeszłym roku. - zauważył Buchowski.
- A no było. - uśmiechnął się libero z Olsztyna.
- Było to, było. - potwierdził Szalpuk.
- Libero band! - wrzasnął Holenderek i kontynuowali swoją piosenkę.
"A ty tańcz tańcz tańcz, kiedy inni tańczą
I pij pij pij drinka z pomarańczoooooooo o o ooą
Tańcz tańcz tańcz, kiedy inny tańczą
I pij pij pij drinka z pomarańczą
I skacz skacz skacz, kiedy inni skaczą
I baw się baw niech wszyscy się patrzą
A ty tańcz tańcz tańcz, kiedy inny tańczą
I pij pij pij drinka z pomarańczą
I skacz skacz skacz, kiedy inni skaczą
I baw się baw niech wszyscy się patrzą "
- Maybe flaszka now? - zaproponował Tomaszek Rześki, a wszyscy ochoczo go poparli. W końcu ta banda moczymord długo bez flaszeczki wytrzymać nie mogła.
- Wyśmienity pomysł, Tomaszu. - pochwalił ideę Jakub Bednaruk.
- O tak. Sam chętnie bym się czegoś napił. - przytaknął Mieszko Gogol.
- A to niby zawodnicy są pijaczynami. - zaśmiał się Woicki. Tak, Woicki potrafi się śmiać. On nie jest zawsze ponurym gburem.
- Jak patrzę czasami na grę niektórych drużyn, to też mam ochotę sobie walnąć parę głębszych. - usłyszeli.
- Dzikuuu! - ryknął Mikuś i popędził przywitać kumpla. A za nim cała reszta towarzystwa.
- No cześć, cześć. Dotarliśmy, chociaż łatwo nie było. - uśmiechnął się.
- No. - potwierdził Bartman. - Kurwa. Miałem taki dobry humor, a tu Zatorski. - westchnął, udając, że nagle mu ten humor uleciał.
- No wiesz, Zbyszku? Myślałem, że mnie lubisz. - zasmucił się Pawełek.
- Nie no, lubię. Tak naprawdę to Cię lubię. - odpowiedział.
- Naprawdę?! - wrzasnął Zati.
- No tak. - westchnął.
- Tematy zeszły na bardzo przyjemne, pomóc wam opróżnić te flaszki? - Żygadło wskazał na to, co dzierżyli w dłoniach niektórzy z siatkarzy.
- Ziomek, wypuścili Cię z tego Iranu?! - ryknął zdumiony Igła.
- A wypuścili. - odrzekł. - Cześć wszystkim.
- Chyba możemy wchodzić do środka. - stwierdził Kowal.
Zabawę pora zacząć.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Polish vodka is a very good vodka! - powtarzał Ivović.
- Marko chiba zostane tu na dużej. - stwierdził Schoeps. - Podoba mu sie. - dodał.
- No i fajnie. Rzeszów to w końcu piękne miasto, bardzo urokliwe, ładne widoki, fajna hala, kibice, koledzy... - zaczął wyliczać Igła.
- I najpiękniejsza w tym mieście... - zaczął Pit.
- Co takiego? - zaciekawił się Maślak.
- No oczywiście Wielka Cipa. - zaśmiał się środkowy.
- Taak, ten pomnik... to jeden z powodów, dlaczego żałuję, że już nie gram w Rzeszowie. - palnął Kosok.
- A drugi powód to ja? - spytał go jego przyjaciel.
- Tak. - odpowiedział i poczochrał go po czuprynie.
- No eeej, pół godziny włosy układałem. - jęknął Nowakowski.
- To nawet dłużej ode mnie. - westchnęła jego żoncia.
- Pizduś, pizduś! - zaczął drwić z niego Kurek.
- Jak tam Twoje wypalenie zawodowe, przyjacielu?! - odgryzł mu się. - Nadal masz ataki paniki?
- Kurek Gate, afera roku. - pokręcił głową Zagumny.
- Ta z walkowerem też była niezła. - zaśmiał się Feru.
- U was serio mają problemy z liczeniem do czterech? - spytał Michał Filip.
- Albo z ogarnięciem, że w kwadracie musi zostać jeden obcokrajowiec? - dodał Lemański.
- Wy się dziwicie? - spytał Pawianek.
- No tak. - odpowiedział mu Kalembka.
- Zator umie liczyć tylko do dwóch, to co się dziwicie, że tamci do czterech nie umieją. - wytłumaczył.
- W sumie fakt. - zachichotał Gromadowski.
- Pawełku, a policz chociaż do pięciu. - poprosił go Konarski.
- Okej! Prościzna! - krzyknął.
- No zobaczymy. - odrzekł Witczak. - To zaczynaj.
- Raaz, dwaaa... - cisza. - Eeee... po dwa to jest... cztery? Nie, to jest potem...
- Nie męcz się, Pawełku. - przerwał jego męki Piotrek. - Po dwa jest trzy. No ale potwierdziłeś to, co ja zawsze mówiłem, i co teraz powiedział Fabian. Umiesz liczyć do dwóch. To i tak dużo. - klasnął w dłonie, a reszta zezgonowała ze śmiechu.
Kamikadze - nie było mocnych
Bez litości
Zabiłaś moje ja
O o ! Moje ja
Ciągle mną telepie febra
Łazi za mną koszmar blues
Trąbią na mnie wciąż na zebrach
Czuję się jak spruty wór"
- O, znam to. Śpiewałem, jak byłem mały. - uśmiechnął się Śliweczka.
- Stary hicior, ale nadal jary. - potwierdził Grzyb.
- Ktoś tu o mnie wspominał? - usłyszeli.
- Kuba! Jak dobrze Cię widzieć! Cieszę się, że Ty tam w tym Kaszelu nie zachorowałeś. - uśmiechnął się Zator, a... pozostali uśmiechnęli się razem z nim, ale były to uśmiechy politowania. Większość przywaliła sobie również po facepalmie, a część już wiła się na podłodze we wszystkie strony.
- Tak, ja też się cieszę, że was widzę. - odrzekł rudowłosy.
- A to państwo nazywa się Katar, jakbyś chciał wiedzieć. - wyjaśnił Winiar.
- Wiedziałem, że coś z chorowaniem! - palnął Zatorski.
- Bueheheheheheh, Pawełek znowu daje czadu. W niezłej jest formie, jak widać. - podsumował Hain.
- Quelqu'un veut danser? - spytał Czibo.
- I want! - odpowiedział mu Gordon. I ruszyli razem w tany.
- Puść im jakiegoś przytulańca. - zaśmiał się Dryja.
- Tak, takie cosia wolne i melancholinijne. - uśmiechnął się Tichacek.
- Melancholijne, kotek. - poprawiła go jego małżonka.
- Ale wiadomo o co chodzi. - odrzekł i przytulił ją.
- Wiadomo. - przytaknęła.
- Wy też ruszajcie na parkiet, a nie tutaj się tulcie. - zachęcał ich Bendżi.
- Ale ja ne umie tańcować. - odpowiedział Lukas.
- To nie problem. Ja też nie umiem tańczyć. A dzisiaj zamierzam i tak być królem parkietu. - zaśmiał się Włodarczyk.
- No to Ci, co chcą być królami parkietu, dżungli, czy swojego przyjaciela w gaciach - wio na parkiet! - zarządził Kowal.
I ruszyli.
Esta maquina ha bailando.
Vamos todos a la playa.
Vamos todos a gozar.
Baila, baila ...
You know we go
Where the feeling is right
You know we go
Where the groove is hot
You know we go
Where the feeling is right
Vamos a la playa.
A mí me gusta bailar
El ritmo de la noche,
Sounds of fiesta"
- Vamos aaa laaa plaaayaaa, aa miii meee guuustaaa baaailaaar. - zawył Dżony.
- EEEEEL RIIIITMOOOO DEEEE LAAAA NOOOOCHEEEEE! - ryknął Kosa.
- Grzechu, Ty nie śpiewaj, proszę. - westchnął Możdżonek, po czym ruszył na parkiet ze swoją żoną.
- Nikomu się nie podoba, jak śpiewam, to smutne. - westchnął Kosoczek. - Moje życie w ogóle jest do dupy.
- Nadal nie znalazłeś drugiej połówki? - spytał go Zagumny.
- No... nie. - jęknął. - Hey, man. I think you should have Tinder. - uśmiechnął się Gordon. - Don't worry, be happy! And go to dance, dance, dance! - sam już podskakiwał jakby ktoś mu podłożył jakąś szpilkę pod tyłek.
"I got this feeling inside my bones
It goes electric, wavey when I turn it on
All through my city, all through my home
We're flying up, no ceiling, when we in our zone...
I got that sunshine in my pocket
Got that good song in my feet
I feel that hot blood in my body when it drops
I can't take my eyes up off it, moving so phenomenally
You gon' like the way we rock it, so don't stop
Under the lights when everything goes
Nowhere to hide when I'm getting you close
When we move, well, you already know
So just imagine, just imagine, just imagine
Nothing I can see but you when you dance, dance, dance
Feeling good, good, creeping up on you
So just dance, dance, dance, come on
All those things I should do to you
But you dance, dance, dance
And ain't nobody leaving soon, so keep dancing
I can't stop the feeling
So just dance, dance, dance
I can't stop the feeling
So just dance, dance, dance, come on"
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- To tak, żeby nie było powtórki z zeszłego roku. - westchnął Gogol. - Bednorz, żadnego rzucania papierkami w kolegów. Łomacz, żadnych numerów z colą i zozolami. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno.
- Tak jest, Mieszko. - odpowiedział Bartek.
- Noo dobra. - jęknął Gregor.
- Nie no dobra, tylko tak. - fuknęła na niego jego narzeczona, Olga. Olga, z którą to Gregor planuje się w nadchodzącym roku pobrać. Ku niezadowoleniu jej brata, który nie jest zbyt szczęśliwy z tego, że Łomacz będzie członkiem jego rodziny.
- Końcowe odliczanie! - zarządził Kowal. - Już zaraz powitamy Nowy Rok. - uśmiechnął się.
- Od ilu odliczamy? - spytał Kwolek.
- To może od dwudziestu? - podsunął pomysł Firlej.
- Kto zaczyna? - spytała Rozalka Muzajowa.
- Ja mogę. - wyrwał się jej ukochany. - Dwadzieścia. - zaczął, gdy była odpowiednia do tego chwila.
- Dziewiętnaście. - rzekł Wrona.
- Osiemnaście. - kontynuował Pietraszko.
- Siedemnaście. - odliczał Bartman.
- Szesnaście. - powiedział Wlazły.
- Siedemnaście. - palnął Hain, czym niesamowicie ucieszył wszystkich zgromadzonych.
- Czternaście. - westchnął Woicki, przywracając właściwą numerację.
- O kurwa, bo odlicza to się w dół. - palnął się w łeb środkowy z Lubina.
- Trzynaście. - przerwał jego myśl Ferens.
- Dwanaście. - odezwał się Schulz.
- Jedenaście. - dołączył się Masłowski.
- I końcowa dziesiątka! Dziesięć! - wrzasnął Mieszko.
- Dziewięć! - krzyknął Wojtek Grzyb.
- Osiem! - ciągnął Bieniek.
- Dziesiąt. - dokończył Zatorski.
- SZEŚĆ! - szybko przerwał Bednaruk, żeby nikt nie zaczął rechotać, bo mogliby nie skończyć rżeć przed wybiciem Nowego Roku.
- Pięć! - ryknął Kurek.
- CZTERY! - wrzasnął na całe gardło młody Piechocki.
- TRZY! - kontynuował Łukasz Kozub.
- DWA! - odliczał Dżony.
- JEDEN! - przeraźliwie ryknął Depowski.
------------------------------
01.01.2017
- WIIIITAAAAAMYYYYYY W NOOOOOOWYYYYYM ROOOOOOKUUUUU! - Nowakowski zawył zupełnie jak przed rokiem.
- Szczęśliwego Nowego Jorku! - ryknął Zatorski.
- Nowego Roku. - westchnął Zagumny.
- Ale po angielsku jest Happy New York, a to znaczy Szczęśliwego Nowego Jorku. - kłócił się.
- Man, it's Happy New Year, no Happy New York. - zaśmiał się z niego Gavin.
- Widzisz, nawet kolega z Kanady się z Ciebie śmieje, Pawełku. - dogryzał mu Konarski.
- Dajcie mu już spokój, chłopaki... - prosiła Dagmara. - Idźcie lepiej dalej tańczyć, albo coś... - zaproponowała. Sama popędziła wywijać z Pawełkiem.
Wszyscy tańczyli, jedli i pili w najlepsze...
Jak ja i Ty, bo my tym tańcem wszyscy uniesieni pokażemy Ci
Każdy gest, każdy krok - co ukryte w nas
Lubię to - milion wejść, czy to jest nasz czas?
Zobacz sam jaka moc, ile łączy nas
To nie pop, to nie rock - to muzyki czas
A Ty tańcz tańcz tańcz, kiedy inny tańczą
I pij pij pij drinka z pomarańczą
I skacz skacz skacz, kiedy inni skaczą
I baw się baw niech wszyscy się patrzą."
Tak, Kamila na tej imprezie była razem z chłopakami, i niekoniecznie jako członek sztabu szkoleniowego. W końcu sama nie wiedziała, czy nadal do niego należy, skoro Stefan nie był już trenerem. Kamila była na niej po prostu jako żona jednego z zawodników. A którego? To tajemnica, lecz możecie spróbować ją sobie wyobrazić z którymś z nich.
- Taaa, i z żarciem. - westchnęła Kicaj, czyli pani dietetyk. Również wybranka jednego z siatkarzy. - No chyba, że nie chcecie odbijać się od ziemi, żeby was te wielkie brzuszyska ściągały na ziemię, to wtedy proszę bardzo, może jeszcze dwa hamburgerki, skoro trzy na łeb to mało?
- Eeeee... Todor Aleksiev wpierdala ich więcej. - palnął Kłos.
- Ale może ja nie chcę, żebyście byli grubi jak on? - warknęła panna Magdalena. - Koniec tego wpierdalania! - wrzasnęła, a wszyscy spojrzeli na nią, jakby była jakimś fantastycznym zjawiskiem. - No co się tak do cholery patrzycie, jakby mi krowa na łeb nasrała? Koniec żarcia.
- I koniec picia. - poparła ją Kamilcia.
- Janek, widzę, że wchrzaniasz chipsy po kryjomu, wywal to. - westchnęła jego narzeczona, Martyna.
- Ale to tylko parę chipsów, noo... - jęknął Dżony.
- Masz to wywalić. Bo to niezdrowe. - upierała się Marcia.
- Ale... - zaczął.
- Nie. - natychmiast przerwała mu Grajber. - Kończcie już tę imprezę, co?... Panie trenerze? - spojrzała na Kowala.
- Chłopaki, do srania. - rzekł Kowal.
- E? - zdziwił się trochę Alek.
- Przepraszam. - uśmiechnął się. - Oczywiście miałem na myśli spanie.
- Albo stanie. - wtrącił Winiar.
- Spanie. Do spania. - klasnął w dłonie, a banda neandertalczyków chcąc, lub nie chcąc, musiała go wysłuchać...
- Taaa, i z żarciem. - westchnęła Kicaj, czyli pani dietetyk. Również wybranka jednego z siatkarzy. - No chyba, że nie chcecie odbijać się od ziemi, żeby was te wielkie brzuszyska ściągały na ziemię, to wtedy proszę bardzo, może jeszcze dwa hamburgerki, skoro trzy na łeb to mało?
- Eeeee... Todor Aleksiev wpierdala ich więcej. - palnął Kłos.
- Ale może ja nie chcę, żebyście byli grubi jak on? - warknęła panna Magdalena. - Koniec tego wpierdalania! - wrzasnęła, a wszyscy spojrzeli na nią, jakby była jakimś fantastycznym zjawiskiem. - No co się tak do cholery patrzycie, jakby mi krowa na łeb nasrała? Koniec żarcia.
- I koniec picia. - poparła ją Kamilcia.
- Janek, widzę, że wchrzaniasz chipsy po kryjomu, wywal to. - westchnęła jego narzeczona, Martyna.
- Ale to tylko parę chipsów, noo... - jęknął Dżony.
- Masz to wywalić. Bo to niezdrowe. - upierała się Marcia.
- Ale... - zaczął.
- Nie. - natychmiast przerwała mu Grajber. - Kończcie już tę imprezę, co?... Panie trenerze? - spojrzała na Kowala.
- Chłopaki, do srania. - rzekł Kowal.
- E? - zdziwił się trochę Alek.
- Przepraszam. - uśmiechnął się. - Oczywiście miałem na myśli spanie.
- Albo stanie. - wtrącił Winiar.
- Spanie. Do spania. - klasnął w dłonie, a banda neandertalczyków chcąc, lub nie chcąc, musiała go wysłuchać...
________________________________________________________
Dotarliśmy do końca drugiego bonusowego rozdziału na tym blogu. Który zaczęłam pisać jakoś o 20. Pisałam go więc... osiem godzin? Lol. Nieźle. Mam nadzieję, że się spodoba.
Te wszystkie obrazki, których tu pełno to życzenia, prośby, marzenia zawodników, lub jakieś porady na Nowy Rok.
A jak wy myślicie, czego mogliby chcieć na nadchodzący rok Ci, lub inni siatkarze?
Znów podróż w czasie, jednak jak widać - powiązana z poprzednim bonusowym rozdziałem.
Do końca tamtego roku miał się pojawić jeszcze "normalny" rozdział, ale nie wyszło, więc postaram się, żeby był jak najszybciej.
W poprzednim bonusie nie było Rzeszowa, to teraz jest go najwięcej, hłehłe. Do tego parę innych miast, aniżeli rok temu.
W poprzednim bonusie nie było Rzeszowa, to teraz jest go najwięcej, hłehłe. Do tego parę innych miast, aniżeli rok temu.
Szczęśliwego Nowego Jorku, jak to rzekł Zator, ja idę spać.
EDIT: Małe Piciątko w drodze, to będzie dobry rok. 💓
EDIT: Małe Piciątko w drodze, to będzie dobry rok. 💓






























