22.05.2015

XXXII. "Cześć, Bociuś. Jak tam ma się Twoja sztanga?"

12.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Raz, dwa, trzy, ..., dziewięćdziesiąt dziewięć, sto. Uff. I na drugą rączkę. Raz, dwa, trzy, ..., sto. Skończone. Grześ Bociek właśnie zakończył swoje codzienne zmagania ze sztangą. Nikt nie wiedział, dlaczego takową miał w swoim pokoju, ale jego koledzy woleli jednak w to nie wnikać. Nie było to nic normalnego, ale kto w tym towarzystwie był normalny? Próżno było tu szukać takiej osoby, bo każdy miał jakieś dziwne odchyły, zagadkowe zachowania, które rozumiał tylko on sam. Niektóre nawyki poszczególnych siatkarzy były naprawdę trudne do rozszyfrowania. No bo kto wyjaśni, dlaczego Grzegorz Łomacz zawsze bił się skarpetką po twarzy, zanim szedł spać? Skarpetką, którą właśnie ściągnął ze swojej stopy, żeby uściślić jeszcze bardziej to, co nie było w tym normalne... Łomacz bił się śmierdzącą skarpetką po twarzy, a Bociuś pakował kolejne kilogramy. Był to typowy przedstawiciel grupy wyznającej podejście "najpierw masa, potem masa"... Typowy paker, który najpierw ładował ciężary, a potem zastanawiał się, ile może jeszcze, byle by to tylko było bezpieczne dla jego zdrowia. Grzechu jeszcze na szczęście nie miał problemów z kręgosłupem, nie dokuczały mu więc również żadne naciągnięcia mięśni ud. Na razie był zdrowy, lecz co miała przynieść przyszłość? Mogłoby być niewesoło, jeśli sympatyczny atakujący by się w porę nie opamiętał. Trzeba będzie coś z tym zrobić. Ale co? Czyżby to miało być kolejne zadanie dla Anny Chmury? Czy ona byłaby w stanie przemówić do rozumu temu siatkarzowi? Udowodnić mu, że jego waga jest jak najbardziej odpowiednia i nie jest konieczne to, by on jeszcze bardziej ją podwyższał? Przede wszystkim musiałaby powiedzieć mu prawdę, czyli to, że to wcale nie jest takie dobre dla jego zdrowia. Ilu to już było sportowców, którzy cierpieli męki po tym, jak zechcieli przypakować na siłowni? Pierwszy przykład z brzegu? Proszę bardzo, pewien znany piłkarz, ligowiec naszej Ekstraklasy. Naciągnął delikatnie mięsień dwugłowy uda, bo z powodu bólu kręgosłupa odczuwał ucisk na owy mięsień. A skąd ten ból kręgosłupa? A niestety z tego, że zbyt często widywano go na siłowni. Drobny uraz został jednak zlekceważony, zawodnik dalej trenował. Zagrał w jakimś sparingu, po którym zaczął odczuwać już nieco silniejszy ból w tej kontuzjowanej nodze. Lekarz zbagatelizował sprawę i pozwolił mu powrócić do treningów po jakichś dwóch czy trzech dniach. A kolejnego dnia, gdy wraz z drużyną grał w kolejnym meczu, w trzydziestej minucie spotkania został zniesiony na noszach z murawy, gdyż nie był w stanie zejść z niej o własnych siłach. No ale z zerwanym mięśniem dwugłowym trudno się chodzi. Właściwie, to się nie chodzi w ogóle. Niestety, chłopak miał resztę sezonu z głowy, musiał poddać się operacji. A to wszystko przez to, że podrzucał parę kilogramów za często i za dużo... Boćku drogi, czy Ty chcesz, żeby tak samo stało się z Tobą? Jeśli nie, to zaprzestań tak intensywnego katowania się z tą sztangą. To naprawdę nie jest Ci potrzebne do szczęścia, i tak masz już największego bica w kadrze. Prawdopodobnie jesteś już także najcięższy, oraz najsilniejszy. Czego Ty więc jeszcze oczekujesz? 
Grzesiu mógłby swoją ukochaną sztangę przerzucać jeszcze jakieś pół godziny bez przerwy, gdyby nie to, że ktoś raczył zapukać do drzwi jego królestwa. Kto to jest i czego tu szuka? Siatkarz ruszył w kierunku, z którego dobiegał do jego uszu ten dźwięk. Otworzył drzwi. 
Jarski. Ryży. A może lepiej będzie nazwać go Czarnym. 

- Cześć, Bociuś. Jak tam ma się Twoja sztanga? - uraczył go takim oto pytaniem. Bardzo inteligentnym, trzeba przyznać...

- Ma się świetnie. - odpowiedział atakujący z Częstochowy, nieco zaskoczony pytaniem Jarosza. 

- Ale na trening jej nie zabierasz, nie? - zapytał. 

- Ale trening już przecież dzisiaj był. - jęknął zdezorientowany.

- Tak. Poranny. - rzekł Dupa Ryża i uśmiechnął się szeroko. 

- A to jest dzisiaj jeszcze jakiś?! - ryknął zdumiony Bociek. 

- No tak. Przecież jakiś czas temu schlaliśmy się tak, że nikt nie był w stanie nawet przejść paru kroków bez zachwiania się. Stefan to widział, zrozumiał, że w takim stanie nie będziemy w stanie ćwiczyć. No to odwołał wtedy ten trening. No a niedawno wymyślił sobie, że tamten trening będziemy odrabiać. I padło na dzisiejszy dzień. 

- Stefan odwołał jakiś trening?! - wrzasnął. O matko, takich rzeczy nie wiedzieć?...

- No tak... To Ty o tym nie wiesz? Przecież cała drużyna była o tym poinformowana...

- No nic nie wiedziałem. Widocznie musiałem sobie wtedy uciąć drzemkę. - wyszczerzył się do Kuby. 

- Ty to byś tylko spał. Albo przerzucał jak głupi te swoje ciężarki. A żeby Ci, kurwa, ta sztanga kiedyś na łeb spadła. - fuknął na niego. 

- Uroczy jesteś. - syknął. 

- To nie ja, to moja Schauma! - wypalił, a Grzesiek przywalił sobie klasycznego facepalm'a. 

- Jeszcze coś? - spytał największy bic kadry. 

- Nie. To już wszystko. Do zobaczenia na dzisiejszym, popołudniowym treningu. - rzekł i wyszedł z jego pokoju?
To dzisiaj jest drugi trening? Kurde, jak to dobrze, że ten Jarski przyszedł to powiedzieć, bo gdyby tego nie zrobił, to siatkarz jak nic by się na tym treningu nie zjawił. No przecież nie wiedział, że ma być. Mógł więc równie dobrze robić wtedy coś bardzo ciekawego. Na przykład spać. Albo być czymś tak zajętym, że nie mógłby zrobić nic innego. A mógłby być zajęty na przykład spaniem... Albo przerzucaniem sztangi. 

"Nie ogarniam, Jezus Maria,
Nie ogarniam, nie
Zamiast głowy wieża ciśnień
Zamiast jednej głowy – dwie
Nie ogarniam Jezus Maria,
Nie ogarniam, nie
Ściana płaczu, ściana śmiechu
Zamiast jednej ściany – dwie"

- Chłopcze! Dżje jeżd Ruczak?! - grzmiał Stefan na swoich podopiecznych. Antiga nie był zbyt szczęśliwy widząc, że jeden z zawodników nie dotarł na dzisiejszy trening. Co więcej, nikt z pozostałych siatkarzy nie potrafił powiedzieć, gdzie podział się przyjmujący. Nikt nie widział ani jego, ani charakterystycznych rękawków, z którymi Rucek nie rozstawał się na meczach i treningach. Wywnioskowano jednak, że rękawki są tam, gdzie jest Michał. Ale gdzie się podział Sponsor?...

- Nic nie mówił, że go nie będzie. - bąknął Wiśnia. 

- Może zapomniał o tym, że dzisiaj jest trening? - zastanawiał się Gregor.

- A może w ogóle nie wiedział, że jest. - stwierdził Jarosz. - Jednego już dzisiaj musiałem uświadomić, bo nie wiedział. - wymownie spojrzał w stronę Grzegorza Boćka. Część jego kolegów zauważyła to i zaczęli bezlitośnie wyśmiewać atakującego. 

- Cicho bądźcie! Cieszcie się, że w ogóle tu jestem! - prychnął Bociuś. Niestety, jego słowa wywołały efekt odmienny od zamierzonego - teraz naśmiewali się z niego już chyba wszyscy. 

- Wychodżi na to, że żaczniemy beż Ruczak. - rzekł Stefan. - Chłopcze! Gracz! - krzyknął, a siatkarze posłusznie rozpoczęli trening. Trener nie musiał nawet im mówić, by teraz oni biegali, a w innej chwili ćwiczyli ustawianie się do bloku - doskonale wiedzieli, co powinni w danej chwili robić. Wszystkie ćwiczenia pamiętali na pamięć, a można było zacząć się zastanawiać, czy nie pamiętali nawet dokładnej kolejności wykonywania tych zadań. Po wszystkich przebieżkach wokół boiska, tradycyjnym rozciąganiu się, szlifowaniu zagrywki przyszła pora na ćwiczenie ataku. A skoro trenowano atak, to zaczęto tu od atakujących. Popisywać się mógł więc już zaczynać Mario. Piłki na zmianę dorzucali mu wszyscy czterej rozgrywający, dwóch po jednej stronie siatki, i dwóch po drugiej. Mariusz przebiegał więc raz za razem z jednej strony boiska, na drugą. A że każdy z naszych sypaczy preferował nieco inny sposób wystawiania piłek, Wlazły nie mógł narzekać na monotonię. Mógł także pokazać, jak bardzo różnorodnie potrafi zbijać piłki. W celu utrudnienia ćwiczenia, po obu stronach siatki stał dwu lub trzyosobowy blok, a za nimi uwijał się libero i jeden z przyjmujących. Nie było więc tak, że każde uderzenie kończyło się kontaktem piłki z pomarańczowym, a i można było ćwiczyć obicia blok - aut. Można było także zbierać spektakularne czapy od przerośniętych kolegów na środku. I Mariusz parę takich wyłapał. Ostatecznie jednak za ten popis umiejętności Antiga wystawił mu ocenę bardzo dobrą. Z minusem wprawdzie, ale jednak zawsze była to "piątka", a nie "czwórka". Skoro tylko Wlazły skończył, Antiga wywołał do podobnego treningu kolejnego z atakujących, czyli Konana. Okazał się on być świetnym w obijaniu bloku, była to chyba jego ulubiona strategia na zdobycie punktu. Często jednak nadziewał się na blok, a już bardzo chętnie piłka odbijała się od rąk jego klubowego kolegi. No tak, skoro na co dzień z nim trenuje, to doskonale wie, jak on atakuje. A że najczęściej gra na treningach przeciwko niemu, bo w "pierwszym" składzie pewne miejsce ma Schoeps, to doskonale też wie, jak go zablokować. Nic więc dziwnego, że Dawid parę czap od niego zebrał. Konarski otrzymał od Stefana równą "czwórkę". Jako trzeci do boju ruszył Bociek. Preferował on odmienną strategię ataku i od Wlazłego, i od Konarskiego. O ile o Mariuszu można było powiedzieć, że specjalizuje się w ataku z wysokiej piłki, a o Konarze, że najbardziej lubi obijać blok, Bociuś wyznawał zasadę "siła razy ramię". Toteż grał niezwykle siłowo, a blokujących nierzadko bolały dłonie po oberwaniu w nie taką bombą. Grzegorz ręki nie wstrzymywał, przez co po jednym takim piekielnie mocnym uderzeniu udało mu się wyłamać palec Karolowi. Całość jego boiskowych wyczynów została oceniona na "cztery plus". Ostatnim z atakujących, którzy mieli okazję się sprawdzić w tym zadaniu był Kuba Jarosz. Ryży nie był wyspecjalizowany w żadnej z technik zdobywania punktów, bazował raczej na różnorodności zagrań. Dobrze jednak wychodziły mu kiwki i, ogólnie rzecz ujmując, zagrania bardziej techniczne, aniżeli siłowe. Dostał, podobnie jak jego poprzednik, ocenę "cztery plus". 
W tej właśnie chwili wszyscy znajdujący się w tej chwili na hali siatkarze, oraz członkowie sztabu szkoleniowego, usłyszeli pukanie do drzwi. Po chwili uchyliły się one i można było dostrzec zaglądającego do pomieszczenia, nieco zawstydzonego Michała Ruciaka. A raczej jego głowę, bo on jedynie tak "zakukał" do sali. 

- Eeee... Przepraszam, zaspałem. Czy ja jeszcze mogę tu wejść? - bąknął, a część zespołu przywaliła sobie po facepalm'ie. No po cholerę się głupio pyta?... 

- Wchodżi. - odrzekł Antiga, nie spuszczając wzroku z ćwiczących siatkarzy. Na Rucka nawet nie spojrzał. Widać było, że nie jest zbyt zadowolony z tego, że jego zawodnik się spóźnił. Spóźnił się? Nie, on przyszedł w połowie treningu. No ale lepiej późno, niż wcale. Będzie mieć jeszcze szansę, by dzisiaj poćwiczyć. Stefan zauważył, że Rucio od razu chce się zabrać do takiego treningu, jak reszta drużyny, więc gwałtownie zaprotestował. - Ruczek, rożgrzewka. One bycz po rożgrzewka, Ty nie. - powiedział dość chłodnym tonem.  Michał, chcąc nie chcąc, musiał więc najpierw biegać wokół parkietu i rozciągać się. No cóż, kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi... 
W międzyczasie podobne, jak przed chwilą atakujący, ćwiczenie, zaczęli wykonywać przyjmujący. Ich zadanie zostało jednak nieco zmodyfikowane. Zanim mogli zaatakować, musieli przyjąć skierowaną w ich stronę zagrywkę. Nikt nie zamierzał odpuszczać, więc kilku siatkarzy zdobyło ładne asy. Wszyscy wiedzieli, że rywalizacja wchodzi w inną fazę. Już wkrótce część chłopaków miała opuścić Spałę i ruszyć na podbój Italii. Nikt nie był jednak do tej pory pewny wyjazdu. Wiadomo było jedynie, że dwa mecze we Włoszech rozegra kadra... wymieszana, składająca się mniej więcej w połowie z zawodników reprezentacji "A" i w połowie z siatkarzy drużyny "B". Jako trener polecieć miał tam już jednak Stefan, a Kowal miał pozostać z resztą kadry "B" i trenować z nimi w kraju, ponadto możliwe było, że Antiga i Blain przekażą mu pod tymczasową opiekę tych zawodników z grupy "A", którzy do Italii nie polecą... Chłopakom wykonywanie ćwiczeń szło różnie. Najlepiej poradził sobie chyba Bartek Kurek, któremu Antiga wystawił mocną "piątkę". Taką samą ocenę, lecz z niewielkim minusem otrzymali Buszek i Mika. Cała trójka po chwili usłyszała, że leci wkrótce do Włoch. No to znamy już trójkę, która będzie mogła się pokazać w Lidze Światowej. A kto do nich dołączy?... Na pewno już nikt z przyjmujących z ekipy ze Spały, ktoś z drużyny Kowala przecież też musiał się w tej grupie znaleźć. 

- Żdeczydowacz, że do Italia leczjecz Boczjek. A drugi atak bendżje z drużyna Kowal. Prosze o pokaż szrodkowe. 
Środkowi radzili sobie bardzo dobrze, byli praktycznie nie do zablokowania. Jedynymi, którzy wyłapali czapy byli Kłos, któremu piłka pod nogi wróciła dwa razy, i Wrona, któremu atak nie wyszedł trzykrotnie. Świetnie radził sobie Kosok, co było małym zaskoczeniem, bo do tej pory był raczej przeciętny. Widocznie uznał, że to jego szansa na zaistnienie w kadrze. Wiśnia, jak zawsze, był bardzo solidny. A i tak miazgę zrobił uroczy Piotruś. Rywale płakali, jak go próbowali blokować, bo ten najczęściej po prostu przepuszczał piłkę nad nimi. Kiedy przyszła pora na wystawienie ocen, jasne było, że pojawi się jedna "szóstka". A tu niespodzianka, były aż dwie. Wprawdzie Kosina dostał z minusem, ale zawsze była to szóstka. Na "pięć plus" zdaniem duetu selekcjonerów, zasłużył Wiśniewski. A środkowi z Bełchatowa dostali po "czwórce". 

- Podjoncz już deczyzja, kto z wy leczi do Włochy. Alee... moment, bo mjecz sms. - rzekł i sprawdził, cóż to za wiadomość otrzymał. Wielki uśmiech wkradł się na jego twarz po jej odczytaniu. Wiadomość brzmiała bowiem następująco:
"Komisja Dyscyplinarna, zgodnie z decyzją podjętą podczas obrad z dnia 11 czerwca 2014 roku, ogłasza, iż zawieszenie zawodnika Piotra Nowakowskiego zostało skrócone z trzech meczów do dwóch spotkań. Decyzja jest ostateczna i nieodwołalna." 

- Pitehh, jedżje do Włochy. Kosza, Ty też. Dwa pozostałe dobracz sze Andżej. 

- Ale przecież Cichy jest zawieszony jeszcze na jeden mecz. - zauważył Gregor. 

- Nie bycz. Komiszja szkruczicz. - odpowiedział.

- Aaaahaaaaaaaaaah! - wrzasnął Siurak i klepnął mocno w plecy swojego przyjaciela. Chyba to jednak nie był dobry pomysł...

- KURWA, DEBILU, BYŚ MI PLECY POŁAMAŁ!
Tak, to zdecydowanie nie był dobry pomysł... 

- Szypacz bedom Gregosz i Ukasz. A libero bendżje Wojtuszjek. 

- Wojtaszek. - prychnął Mały, poirytowany tym, że Stefan nie potrafił poprawnie wymówić jego nazwiska. 

- Tak, on własznie.  

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Maringa, Brazylia

W Marindze, podobnie jak w Spale, trwała ostatnia selekcja. Andrzej Kowal katował swoich zawodników bardzo podobnymi ćwiczeniami, jakie wykonywała drużyna Stefana. Także oni więc szlifowali zagrywkę niemal do upadłego, ponadto musieli popisywać się nieprzeciętną skutecznością w ataku, trzeźwością umysłu w obronie czy refleksem przy stawianiu bloku. Wszystko było oceniane, a wyniki tego "testu" były co najmniej zaskakujące. O ile dobra dyspozycja Romacia czy Dryi nie dziwiła nikogo, bo spisywali się oni nadzwyczaj dobrze podczas całęgo tego zgrupowania, swojej przygody z kadrą, o tyle to, że świetnie pokazali się zawodnicy tacy jak Gawryszewski czy Szalpuk, mogło być czymś niespodziewanym. Można w to nie wierzyć, lecz piękny Bartuś nawet nauczył się na dzisiaj zagrywać!... Rzecz nie do pomyślenia, bo przecież serwis to on od zawsze miał totalnie przechujowy i nikt nawet nie próbował tego kwestionować, bo to był fakt niepodważalny. Złośliwi mówili, że lepiej w tym elemencie spisuje się przeciętny uczeń szkoły podstawowej w Bibicach, czy innej Pipidówie. Może sympatyczny środkowy nie ciskał w polu serwisowym jak z armaty, jednak jego float'y przechodziły na drugą stronę siatki, co już było sporym sukcesem w jego przypadku. A kilka z nich nawet sprawiło, że przyjmujący mieli problem z utrzymaniem piłki w grze. Padł nawet jeden as. Czyżby Andrzeja Kowala, podobnie jak Antigę, można by nazywać cudotwórcą? Francuz nauczył jednego ze swoich zawodników, jak zrobić użytek z zagrywki, sugerując, by jego float był możliwie jak najbardziej wredny i poruszał się z rotacją, a ponadto, by nadana mu została odpowiednia prędkość. Być może w przypadku trenera Asseco Resovii Rzeszów też można mówić o tym, że stworzył potwora. Bo ten Gawryszewski, to mimo wszystko miał problemy chyba tylko z tym nieszczęsnym serwisem. W ataku nie był jakimś cieniasem, piłki zbijał szybko i sprawnie, a jego uderzenia były mocne i trudne do podbicia, o zablokowaniu już nie wspominając. On sam z kolei bardzo dobrze spisywał się w bloku, niejednokrotnie doprowadzając do szału kolegów, którzy grali po przeciwnej stronie boiska niż on. Kowal nie miał innego wyboru, niż pochwalić go za dzisiejsze dokonania, chociaż trzeba przyznać, że taka dyspozycja tego siatkarza, nieco go zaskoczyła. Myślał on bowiem, że Gawryła będzie jednym z pierwszych do "odstrzału", a tu taka sytuacja. Bardzo pozytywnie został zaskoczony dyspozycją kapitana LOTOS'u Trefla Gdańsk. I na tyle został oczarowany tym występem, że w ostatniej chwili zmienił swoje plany. Na wstępnej liście zawodników, którzy polecą do Włoch miał wpisane nazwiska: Dryja, Nowakowski. Dzisiejszy występ Gawryszewski sprawił jednak, że wygryzł on z tej grupy wybrańców Dżonego. No cóż, Włochom się chociaż Nowakowscy nie pomylą. A przecież nie jest wykluczone, że na następne mecze jednak obaj znajdą się w grupie zawodników powołanych na nie.
Opromieniony tym, że do Italii faktycznie poleci, Dryja, czym prędzej wyjął swój telefon i zaczął stukać sms'a do Alessandry. 
Voy a Italia! [Lecę do Włoch] 
Na odpowiedź nie musiał długo czekać. 
¡Fantástico! Ya he comprado un billete de ida y vuelta, así que voy a acompañarte. [Fantastycznie! Ja zakupiłam już bilet w obie strony, więc będę Ci towarzyszyć.]
Nos reunimos hoy? [Możemy się dzisiaj spotkać?]
Bueno, yo sabía que tenía. Pero yo no doy consejos hoy. :( Me siento un poco mal, estoy tumbado en la cama. Quiero ser curado mañana. [No wiem, że mieliśmy. Ale nie dam rady dzisiaj. :( Trochę źle się czuję, leżę w łóżku. Chcę się wyleczyć do jutra.]
O tal vez que vendrío a tú? [A może wpadnę do Ciebie?]
Para mí fue muy agradable. :) [Bardzo by mi było miło. :)]
Voy a ser alrededor de media hora. [Będę za jakieś pół godziny.]
Niemal natychmiast Aleśka wysłała mu swój adres. Leżała w łóżku z wielkim uśmiechem na twarzy, cieszyła się, że Dawid ją odwiedzi. Czy liczyła na coś więcej? Bardzo możliwe, Dryja bardzo jej się podobał i chyba coś do niego czuła. I wydawało jej się, że on do niej także coś czuł. Chciała się dzisiaj dowiedzieć, czy faktycznie między nimi może się narodzić jakieś poważniejsze uczucie... 

"Zawsze z Tobą chciałbym być
Przez całe lato
Zawsze z Tobą chciałbym być
Kochaj mnie za to
Zawsze z Tobą chciałbym być
Tylko we dwoje
Zawsze z tobą chciałbym być 

Zawsze z Tobą chciałbym być
Przez całe lato
Zawsze z Tobą chciałbym być
Kochaj mnie za to
Zawsze z Tobą chciałbym być
Tylko we dwoje
Zawsze z tobą chciałbym być ..."

W trybie niemalże natychmiastowym poleciał do swojego kibelka i rozpoczął długi i żmudny proces pizdrzenia się przed lustrem. Wyciągnął swój grzebień i zaczął starannie układać swoją grzywkę, żeby ta wyglądała idealnie. Przecież Aleśka go nie zechce, kiedy będzie wyglądał jak jakiś Jozin z Bazin. Po dokładnym poprawieniu fryzury, wypsikał się perfumami. Tak, zdecydowanie chciał oczarować dziewczynę. Gdyby nie chciał, nie ubrałby swojej najbardziej wykwintnej koszuli. Wyglądał bardzo elegancko i z pewnością liczył na to, że dzisiaj poderwie śliczną Brazylijkę. I co z tego, że ona źle się czuje i leży w łóżku? To nawet lepiej, bo w łóżku z kobietą przecież się bardzo przyjemnie leży. Dryja zdał sobie sprawę z tego, że do swojego pokoju może na noc nie wrócić. Z resztą nawet nie chciał do niego wracać. Wolał zostać z Alessandrą, zasnąć przy niej, żeby ona, wtulona w jego ciało, czuła się bezpieczna w jego objęciach. Chciał tulić do siebie tą wyjątkową dziewczynę, która chyba zawróciła mu nieco w głowie. Dzisiaj spróbuje ją poderwać, a jeśli to się uda, liczył na to, że we Włoszech będzie mógł rozwijać swój romans. A nuż namówi Aleśkę do tego, żeby ta wróciła z nim do Polski? Ależ by mu wszyscy zazdrościli! Jedzie sobie do Brazylii i przywozi stamtąd uroczą kobietę. Scenariusz jak ze snów, czy jakichś najskrytszych marzeń. Nikt by się czegoś takiego nigdy nie spodziewał.
Stwierdził, że zabierze ze sobą coś słodkiego dla Brazylijki, spakował więc do torby jakiegoś batona i czekoladę. Chciał, żeby zjedli ją razem. Takie słodkości z pewnością rozluźniłyby atmosferę między nimi. Musi mu się udać ten podryw. Nie ma innego wyjścia... Wyszedł, a w sumie to prawie że wybiegł ze swojego pokoju, następnie opuścił hotel, w którym zakwaterowana była kadra "B" reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn i czym prędzej popędził w stronę miejsca, które podała mu Alessandra. Po niecałych dziesięciu minutach był już na miejscu. Otworzył delikatnie drzwi i wszedł do środka. Jego oczom ukazało się mieszkanie niewielkie, ale bardzo ładnie urządzone. Zdecydowanie przy jego wystroju pracowała kobieca ręka, mężczyzna nigdy by tak dokładnie nie wyremontował swojego domu. Skierował się w stronę pokoju, z którego dobiegał jakiś hałas. Zapewne był to dźwięk, który wydawał jakiś program lecący w tej chwili w telewizji. Nacisnął na klamkę i ujrzał uśmiechającą się do niego dziewczynę. Odwzajemnił ten uśmiech i usiadł na łóżku obok niej. Nie spodziewał się jednak, że Santos jest chyba jeszcze bardziej napalona na niego, niż on na nią. Niemal natychmiast pociągnęła go za sobą, przez co Dawidzio był już w pozycji leżącej. Przyciągnęła go do siebie i czule objęła, wtulając się w niego. Dryja nie spodziewał się takiej reakcji, jednak widać było, że bardzo mu się ona spodobała. Przytulił dziewczynę i pozwolił jej, by trwała w niego wtulona. Musnął delikatnie jej policzek swoimi ustami, a ona odwzajemniła ten gest. Dawid próbował powtórzyć tę czynność, jednak Aleśka wyczuła, że to może być szansa na zrobienie pewnego kroku naprzód w ich relacji. W chwili, gdy wargi środkowego znalazły się niebezpiecznie blisko jej lica, odwróciła głowę. Skutkiem tego przyszły Resoviak nie trafił ze swoim pocałunkiem w jej policzek, a w jej usta. Alessandra natychmiast przystąpiła do odwzajemniania buziaka, a i ośmielony jej zachowaniem Dryja, pogłębił całusa. Zaczęli się więc całować namiętnie, zachłannie. Poznawali nawzajem swoje usta, obdarowując się coraz to bardziej śmiałymi buziakami. Zaczęli dotykać nawzajem swoich ciał, podwijając nawzajem swoje bluzki, by po chwili się ich pozbyć... A potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Nie minęło nawet pięć minut, gdy już nic na sobie nie mieli. Jasne było już to, że środkowy na noc do hotelu nie wróci. Podryw udał mu się w stu procentach. Tulił właśnie do siebie nagą Aleśkę, jednocześnie doznając niesamowitych uciech cielesnych. A i jej się to podobało. Jęczeli cichutko i pieścili nawzajem swoje ciała. To była chyba najbardziej wyjątkowa noc w ich życiu. 
Zrobili kolejny krok naprzód w swojej znajomości, lecz czy uda im się na tyle ją rozwinąć, by pomyśleć o tym, żeby zostać parą?... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała

W Spale tymczasem trwały typowe rozmówki na tematy wszystkie i żadne, czyli o Zatorze i nie tylko. Tym razem omawiano chyba to, kto z kim zajmie pokój na następnym zgrupowaniu kadry. Niestety, niektórzy albo nie wiedzieli o pewnej decyzji, jaka została podjęta przez dwie osoby znajdujące się obecnie w Spale, albo zapomnieli o tejże właśnie decyzji. 

- Kocham Cichego prawie tak bardzo, jak siebie samego. - wypalił Igła i czarująco wyszczerzył się do wszystkich. - I to już jest ustalone, misiaczki, i nic się tutaj nie zmieni. Decyzja została ostatecznie podjęta.

- Jaka decyzja? Mamy się bać? - zapytał nieco zdezorientowany Mika.

- Decyzja o wzięciu wspólnego pokoju na najbliższym zgrupowaniu. - dalej szczerzył się jak głupi.

- Przecież Wy się razem pozabijacie! - zauważył Karollo.

- Wy jesteście jak ogień i woda. - dodał Wrona.

- To jak zderzenie dwóch światów. - stwierdził Zagumny.

- E tam, jak widać, jest trochę racji w tym, że przeciwieństwa się przyciągają. - zaśmiał się Siurak.

- Otóż to. Nie rozumiem, dlaczego dopiero jako stara prukwa odkryłem to, że ten gość jest taki cudowny, taki przezajebisty i w ogóle. - jęknął Krzyś.

- Ojeju, Krzysiu, nie praw mi już tyle tych komplementów, bo zaraz się zarumienię. - Pit się chyba nieco zarumienił.

- Boże, jaki on dzisiaj jest uroczy. - uśmiechnęło się Ptaszysko.

- Nie Boże, tylko Krzysiu - zarechotał rozbawiony Igła. 

- Ej, a "zarumienić się" to pochodzi od rumianku, nie? - wypalił Zator.

- Jezzuuu, Zatorski... - westchnął Winiar.

- Nie. Reaguj. Na. Niego. - wyartykułował dokładnie każde ze słów Zagumny.

- Już się wszyscy podniecili? To ostudzę wasze emocje. Biorę pokój z Anką. Nie z Krzysiem. - uśmiechnął się Pit.

- Wiedziałem, cholero, że mnie nie kochasz. - fuknął Ignaczak i udał, że się na niego obraża.

- Przykro mi, Krzysiu. To chyba normalne, że skoro mogę, to wezmę pokój z moją dziewczyną, prawda? - spytał.

- Prawda. - odrzekł Fabian. - Tylko nie hałasujcie za dużo. Nie lubię, jak ktoś mnie budzi w nocy. 

- A czy my hałasujemy w nocy? - przewrócił oczami.

- Tak. - powiedział niemal natychmiast Buszek.

- Tak. - słowa przyjmującego potwierdził również Wiśnia.

- Tak. - zgodził się z nimi także Ziomek.

- No, tak. - przytaknął Wojtaszek.

- TAK. - jęknął Mario. 

- Ach, wy cholery. Zawsze wam coś przeszkadza. - środkowy udawał, że się smuci. 

- Po prostu nie wrzeszcz tyle w nocy. I Ance też to powiedz. - wtrącił się Dziku.

- Nie zabronicie mi spędzać gorących nocy z kobietą, którą kocham. - prychnął Cichy.

- Nie zabraniamy. Po prostu macie to robić ciszej. - ozwał się Możdżon.

- Ekhem. - chrząknęła. No tak, chłopcy zapomnieli, że Anka siedzi tu z nimi. Chyba nawet Piotrek o tym zapomniał, bo wyglądał na zdziwionego jej obecnością. A przecież siedziała obok niego. 

- Pit, a ona wie? - zagaił Mario.

- Chyba nie. - jęknął. - Aniuu, skarbie, mam dla Ciebie złą informację... - jęknął Pit.

- Tak, kochanie? Co się stało? - spytała i zamrugała oczami. 

- On wraca. - szepnął. 

- Kto? - zapytała, nieco przestraszonym tonem.

- Bartman. - syknął. - Ale nie bój się, przy mnie nic Ci nie grozi... Nie opuszczę Cię na krok... Podobno się ogarnął, ale lepiej dmuchać na zimne... A z resztą... Do Włoch i tak z nami nie leci, więc na razie nie masz czego się bać, skarbie. - rzekł i cmoknął ją w policzek, co wszyscy skwitowali głośnym "uuuuuuu!"... 
To oni jeszcze się do tych widoków nie przyzwyczaili?

___________________________________________________________

/ No, wygląda na to, że faktycznie się nie przyzwyczaili i widok cmokającej się zakochanej parki wciąż jest dla nich czymś nowym. 

Jezu, cały rozdział na "odpieprz się", pisało mi się go tragicznie, weny zero, pomijając to, że inspirację do tego, by go napisać dali mi w końcu dwaj obywatele przyjebani jak plandeka - czytaj, koledzy z roku. Obywatelom F.P. i M.N. dziękuję ślicznie za pokaz debilizmu i nie ogarniania kuwety, jaki odwalili w ostatnich dniach. Nie dość, że poprawiliście mi tym humor, to jeszcze daliście pomysł na pierwszą część tego rozdziału. Jeszcze raz dziękuję. 
Dawidzio dopiął swego i wyrwał Aleśkę. Jak na to zareagują jego koledzy? Jak ogólnie zareaguje cała kadra "B", kiedy zorientują się, że spał poza hotelem? Domyślą się, gdzie mógł pójść? Czy któryś z kolegów wyzna, że środkowy flirtuje ze śliczną Brazylijką? 
Czy ich uczucie będzie dalej kwitnąć? 
I co się wydarzy we Włoszech?

Pewnie co nieco wyjaśni się w następnym rozdziale, ale nie mam pojęcia, kiedy go zamieszczę, bo weny brak i to tak totalnie... 
Dokończyłam ten rozdział bo wolę to, niż uczenie się na zaliczenie na studia, haha. 

A już niedługo rusza Liga Światowa, nasi chłopcy zaczną grać. :D
Jak myślicie, jak będzie wyglądać nasz skład, jaki wystawiony zostanie przeciwko Rosji? 

2.05.2015

XXXI. "Ty naprawdę jesteś głupszy od Zatorskiego, czy tylko udajesz?"

11.06.2014, Maringa, Brazylia.

Cały kraj obudził się wciąż opromieniony niesamowitym sukcesem reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, jakim było pokonanie Brazylii w meczu Ligi Światowej. Nie dość, że stało się to na terenie naszego odwiecznego rywala, to zrobili to ludzie jeszcze tak naprawdę nieznani na tym świecie. Chyba żaden z nich nie miał wyrobionego nazwiska, które byłoby kojarzone przez zagranicznych fanów siatkówki. O Kurku, Ignaczaku czy Możdżonku słyszeli wszyscy, wiedzieli, co to są za ludzie. Jak więc tu nagle postrzegać to, że wielka, galaktyczna Brazylia została ograna za trzy punkty przez jakichś Kowalskich, Bołądziów i Żurków? To, że Brazylia została ograna to w sumie jest złe określenie. Ona się, kurwa, skompromitowała kompletnie. Żeby z rezerwami rezerw przegrać do zera? Coś takiego chyba im się jeszcze nie zdarzyło. I pojawia się tu pytanie, czy to nasi są tak fantastyczni, czy też Canarinhos ich po prostu zignorowali i myśleli, że mecz sam się wygra? Nieco więcej powinno być wiadomo po drugim, dzisiejszym meczu tychże właśnie dwóch drużyn. Czy i dzisiaj będziemy mogli mówić o sensacji? Chociaż... dla dziennikarzy to już żadna sensacja nie będzie. Przecież to są ludzie, których myślenie jest, ugh, pozostawmy to może lepiej bez komentarza. Przytoczmy tu może opinie niektórych pupilków pewnej stacji ze słoneczkiem. "Ograli Brazylię? Fajnie, to znaczy, że jutro też to zrobią.", "Ja nawet nie wyobrażam sobie, że drugi mecz mógłby zakończyć się innym wynikiem, aniżeli ten.", "Mamy najlepszą kadrę na świecie, najlepszych trenerów na świecie, którzy nawet naszym zapleczem mogą zawojować arenę międzynarodową.". No masakra jakaś. A Ci biedni chłopcy musieli to czytać, musieli słuchać tych tekstów, tego przeraźliwego piania. Znosić to, że jeden głupiomądry komentator będzie ich gloryfikował bardziej od drugiego głupiomądrego komentatora. Oni chcieli im już stawiać pomniki w całym kraju, odważnie mówili o nich, jako o przyszłości kadry. Jako o ludziach, którzy w każdej chwili mogą zastąpić naszych podstawowych zawodników. A jakość gry naszego zespołu nie miała na tym w ogóle ucierpieć. Nic się nie miało zmienić, jedyne co, to reprezentację by odmłodzono takim ruchem. No debilizm po prostu. To jest przecież niemożliwe, żeby ktoś tak pierdzielił po obejrzeniu zaledwie jednego meczu tych chłopaków w kadrze. A jednak, oni to robili. I cały czas trąbili, jakich mamy cudownych wszystkich. Żartowali, że można wystawić nawet drużynę robotników dowodzoną przez pana Miecia spod budki z piwem, a wynik byłby taki sam. Nie przewidzieli jednak niestety jednego - Brazylia faktycznie zlekceważyła naszych chłopaków i grali na pół gwizdka. Dzisiaj chcieli udowodnić swoją wyższość. Na szczęście drużyna Kowala wyczuwała to bezbłędnie. Trudno było im się jednak skupić na tym, co mieli dzisiaj zrobić, gdy zewsząd dochodziły do nich peany na ich temat... Wiedzieli, że czeka ich mecz bardzo trudny i zdecydowanie nie byli faworytem do zwycięstwa. Zwłaszcza, że rozumieli to, że drugi raz tak słabo Kanarki nie zagrają, że się zmobilizują, bo zobaczyli, że tego naszego drugiego, a może nawet i trzeciego składu, nie można lekceważyć. A zawodnicy w żółto - zielonych strojach niesamowicie motywowali się przed spotkaniem. Byli cholernie zdeterminowani. Chcieli walczyć do upadłego, do ostatnich sił. Jeśli to oczywiście będzie konieczne. Tym razem jednak nastawili się oni na wykańczającą walkę, zdecydowanie podeszli do tematu znacznie poważniej, niż poprzedniego dnia... Nie, dzisiaj Polakom zdecydowanie łatwo nie będzie. Szkoda tylko, że nie wszyscy to rozumieli... 

- Kolejny debilny sms. - prychnął Kowal, czytając wiadomość tekstową, jaką właśnie otrzymał od jednego z nie-zaprzyjaźnionych dziennikarzy Polskratu. 

- Cóż tym razem? - zapytał Jamal. 

- A co ma być? Obywatel Jerzy pieje głupoty, jak zawsze. No z resztą sam zobacz. - westchnął i pokazał owego sms'ka statystykowi.
"Andrzeju, złójcie im dupska tak jak wczoraj! I może pomyśl o tym, żeby tego Konarskiego zastąpić w kadrze takim Bołądziem, albo Romaciem? Bo ten Dawid to jest mega słaby, a poza tym, to go nie lubię."

- Nie lubi go, bo gra w Resovii. - pokręcił głową Mieszko. 

- Przecież on nikogo stamtąd nie lubi. - westchnął Andrzejek. - Nawet Krzyśka, czy Piotrka. A ich to się po prostu nie da nie lubić. To są tacy mega pozytywni ludzie, tacy sympatyczni, wieczni optymiści. A ten jak ich widzi to patrzy na nich z miną "Zejdźcie z moich oczu, nie gracie w moim ulubionym klubie, więc będę was traktował jak byle kogo i mówił ciągle, że jesteście słabi." 

- A kibicom jedynego słusznego klubu we wszechświecie się to udziela. - jęknął Gogol. - Co z tego, że ktoś ma najlepsze statystyki w lidze na swojej pozycji, zostaje wybierany ciągle do "szóstek" kolejki, a nawet sezonu? Przecież on jest słaby i nie wiadomo, dlaczego gra w reprezentacji! Jakie on musi mieć plecy, że wszyscy go tam ciągną! Co Ci trenerzy w nim widzą?! - biadolił, udając sezonowców. 

- Mam tylko nadzieję, że nie zaczną się zaraz typowe pojazdy zazdrosnych Polaczków na tych chłopców, których mamy tutaj. Zazdrosny Polak to największe zło na świecie. Hejtować Ci będzie wszystko. Wystuka byle co na klawiaturze z frustracji, że mu się w życiu nie układa, że on tyle nie zarabia. 

- Przecież siatkarze to ogólnie banda nierobów, więc za co w ogóle ludzie im płacą? - przytoczył kolejny, jakże popularny hejt. - I co z tego, że wygrali jakąś tam Ligę Światową? I tak są nikim, bo sportem narodowym w Polsce jest piłka nożna... A że nasi kopacze są przechujowi, to już inna sprawa. Powrzucają sobie na nich, powrzucają, i im przejdzie. Dokładnie w momencie, gdy będą mieli grać kolejny mecz. A potem po meczu znowu się zacznie: ale ten jest chujowy, ale  tamten jest chujowy, a tamten to już w ogóle chujowy do potęgi, a ten to chujnia z grzybnią... - nakręcał się. 

- Spokojnie, Mieszko. Nie bluzgaj tyle, bo zaraz Cię banda usłyszy. Weź im lepiej powiedz, żeby po prostu niczym się nie przejmowali, zagrali na luzie, tak, jak potrafią. 

- Tak jest, trenerze! - krzyknął Gogol i odmaszerował paradnym krokiem w stronę szatni, w której już przesiadywali kadrowicze. 

"Are you talking to me, I didn't hear what you said
Was that a word in your mouth, was that a thought in your head

Are you moving your lips, I can't hear any words
have you got something to say, was that a noise I heard
I still can't hear your voice, do you think I'm all ears
could you talk a little louder, cos' I still can't hear

Are you talking to me
Are you talking to me
Are you talking to me
There's no one else here you must be talking to me"

U chłopaków w szatni leciała wprost idealna muzyka. W ten sposób próbowali jakoś zapanować nad tą ogromną presją, jaka spadła na nich. Wmawiali sobie, że nie docierają do nich słowa żądnych sukcesów dziennikarzy. Że to jeszcze nie pora, by budować im pomniki... 

- Chłopcy, wychodzimy. - szepnął Mieszko, wchodząc do pomieszczenia. - Gracie na luzie, niczym się nie przejmujecie. Potraficie naprawdę dużo. Lecz nie musicie nikomu tego udowadniać. Gracie dla siebie, a nie dla Polsatu. Oni sobie mogą chcieć dostać nawet gwiazdkę z nieba. Nie obchodzi was to, czego oni chcą, jasne? I pamiętajcie, oni nie mogą od was niczego wymagać. A już zwłaszcza zwycięstwa z Brazylią. Zagrajcie jak potraficie. A nuż sprawicie kolejną fantastyczną niespodziankę. - uśmiechnął się. Siatkarze posłusznie powędrowali za nim na boisko. Tam już czekał na nich Kowal. 

- Mieszko powiedział wam co nieco? - spytał.

- Tak, trenerze. - odrzekł Woicki.

- Świetnie. W takim razie teraz zdecyduję, która trójka nie zagra dzisiaj. - podrapał się po brodzie. - No chyba, że ktoś się na przykład gorzej czuje, czy coś go boli i czuje, że dzisiaj nie za bardzo nadaje się do grania?

- Bołi dzisiaj rano rzygał. - szepnął Żalek.

- Faktycznie, Bartek jest dzisiaj bladziuteńki. - stwierdził. - Usiądziesz sobie dzisiaj obok Mieszka, dobrze? To będzie kosztowało Cię mniej sił. Nie chcę, by coś złego Ci się stało. - Bołądź uśmiechnął się, chociaż faktycznie był blady jak trup. Prawdopodobnie zaszkodziło mu coś ze specjałów kuchni brazylijskiej. 

- Dobrze, trenerze. - szepnął, bo nie miał siły na to, by powiedzieć to głośniej. 

- Niech on może po prostu położy się do łóżka? Widać, że gorączkuje, że czuje się fatalnie. I jego obecność tutaj z pewnością nie pomoże mu wyzdrowieć. - zaproponował Dryja.

- Ktoś go ma pilnować? - wypalił Gawryszewski. 

- W sumie, mógłby. Może któryś z was chłopaki? Dawid? Stwierdziłem, że to Ty dzisiaj nie zagrasz. Nie mogę mieć w kadrze meczowej czterech środkowych. Musiałem kogoś wybrać, i padło na Ciebie. 

- Mogę. - uśmiechnął się Dawidzio. 

- No to dwóch już mam. Pozostał trzeci. - podrapał się po głowie. 

- No chyba ja, skoro ostatnio grałem a Maciek nie. - bąknął Żurek. 

- A, tak. Zgadza się. No to wszystko jasne. Może Ty też zajmiesz się Bartkiem? 

- Oczywiście, Andrzej. - powiedział Zupa. 
Cała trójka poszła więc w kierunku pokoju, który młody atakujący zajmował z Wojtkiem Żalińskim. 

- Ustalę teraz skład wyjściowy. - ogłosił Kowal. - Co do libero, to myślę, że nie muszę mówić, kto z nim będzie. 

- Ja nie wiem, kto nim będzie. - rzekł Hain. Nawet Endrju nie potrafił nie przywalić sobie facepalma. Nie powiedział mu jednak, kto będzie libero. Niech żyje w niewiedzy. Taki był okrutny ten Andrzej. 

- Przyjęcie: Ferens i Szalpuk, rozegranie Kowalski, środek: Nowakowski i Gawryszewski. Na ataku Muzaj. Wszystkim pasuje? 

- Ale Nowakowski przecież jest w Spale...

- Boże, Hain, Ty naprawdę jesteś głupszy od Zatorskiego, czy tylko udajesz? - westchnął Wierzba. 

- Przecież o Dżonego mu chodzi... - dodał Romać. 

- Aaaa, no tak, bo Ty, Dżony, masz tak samo na nazwisko jak on. - brawo za olśnienie... 
Nikt już postanowił nie komentować mądrości olsztyńskiego środkowego, szkoda słów było na te jego genialne spostrzeżenia... 
Może to i lepiej, bo zaczynał się mecz... Skład Brazylijczyków był prosty do rozszyfrowania: Murilo, Lucarelli, Bruno, Lucas, Sidao, Wallace i na libero Mario. Oni przez chwilę wydawali się być nieco zaskoczeni tym, że znowu zagra przeciwko nim inny skład. Czuli jednak, że są od Polaków kilka razy lepsi. I bardzo, bardzo chcieli to udowodnić. Nie będą mieć nasi chłopcy łatwo, oj nie...
Mecz zaczął się od zagrywki Wallace'a, którą z niemałym trudem utrzymał w grze Olenderek. Kowalski nie miał za bardzo opcji do grania, postanowił więc dać piłkę Muzajowi. Maciek zaatakował jednak w aut (1:0). As serwisowy zawodnika Canarinhos, ustrzelony został Artur Szalpuk (2:0). Kolejna zagrywka autorstwa atakującego Brazylijczyków, problemy z przyjęciem miał Szalupa, jednak tym razem nie było asa. Po chwili zablokowany jednak został Ferens (3:0). Źle to się zaczyna dla naszych chłopców, oj źle. Ale nikt nie sądził, że będzie im tak łatwo, jak wczoraj. Oprócz dziennikarzy, oczywiście... Pierwszy punkt ląduje na koncie naszej drużyny. Nie jednak w wyniku akcji któregoś z zawodników w biało - czerwonych strojach, a dzięki minimalnemu autowi Wallace'a. Ach, a jeszcze Bernardinho bierze challenge. I niestety, miał rację. To nie był aut (4:0). Teraz jednak był już na pewno (4:1). Na zagrywkę wszedł więc Muzaj. Niestety, siatka (5:1). Murilo posłał swój serwis w stronę Ferensa, po chwili na środku uruchomiony został Bartuś (5:2). Feru w polu serwisowym. To nie było nic, co mogłoby sprawić problemy Lucarellemu. Nic więc dziwnego, że Gawryszewski po chwili poczuł się co najmniej zdezorientowany, obok niego wylądował bowiem potężny gwóźdź wbity przez Lucasa (6:2). A że Lucas lubi zdobywać punkty seriami, to postanowił sobie ustrzelić każdego z naszych przyjmujących (7:2), (8:2). O, przerwa. No to może Holenderka po przerwie nie trafi...

- Chłopaki, co się dzieje? Wyglądacie na bardzo zestresowanych. - szepnął do nich Kowal i poklepał po plecach każdego z nich, chcąc dodać im otuchy. 
Niestety, po przerwie Holenderka też trafił (9:2)... Wynik prezentował się fatalnie, a chłopacy wyglądali na zrezygnowanych. Chcieli chyba już po prostu dograć tego seta do końca, by powalczyć w następnym. A Saatkamp nie ułatwiał sprawy. Skoro ustrzelił już każdego z naszych przyjmujących, postanowił jeszcze trafić w pomarańczowe. No i trafił (10:2). W końcu psuje. Uff, już nam szkód przez jakiś czas nie narobi (10:3). Brazylijczycy mogli być jednak spokojni o wynik. Mało prawdopodobne było to, że nasi odrobią osiem punktów straty... Bartek sprawy nie ułatwił swoją zagrywką. Żadną tajemnicą nie było to, że niektórzy uczniowie podstawówek mogli serwować lepiej od niego. Canarinhos prawie by się zaśmiali po tej szmatce, sprawę jednak szybko rozwiązał Sidao, wbijając pocisk obok zdezorientowanego Jaśka. (11:3) Panie Bartoszu, proszę sobie zapisać w zeszyciku: "Poćwiczę zagrywkę." Tak jakoś ze sto razy, powinno wystarczyć. Może to być nawet różowy zeszyt w pieski i kotki, byle, żeby dotarły do pana słowa, ktore pan w nim zapisze... Bruno wyserwował sobie asa (12:3). Niedobrze, wynik coraz bardziej dołował naszych reprezentantów... Sito (12:4). Co z tego, skoro trzeba było odrobić co najmniej z 5 punktów, żeby uwierzyć w to, że w pozostałych setach można coś zdziałać?... O, dla odmiany punktową zagrywką popisał się Tomek Kowalski (12:5). Druga sprawiła problemy Lucarellemu, przez co w antenkę zaatakował Wallace (12:6). Z trzeciej, która wróciła na naszą stronę, narodził się punkt zdobyty przez Janka (12:7). O, to już tak tragicznie nie wygląda. Czas dla Bernardo Rezende. A po czasie niestety Kowaś psuje (13:7). Nie psuje za to Lucarelli (14:7). Drugiej także, jednakże zaatakował z niej skutecznie Ferens (14:8). Kolejny as, ale tym razem po naszej stronie. Błąd. Czelendż wskazał, że jednak to był aut (15:8). I jeszcze je... a, nie, Maciek podbił. A drugi Maciek, niestety, wyrzucił piłkę w aut. To nie był dobry mecz Muzaja, zdecydowanie nie (16:8). Druga przerwa techniczna dla Brazylijczyków, przy ich ośmiopunktowym prowadzeniu. Tego już raczej na pewno nie odrobimy. No, chyba tylko Ci, co wierzą w cuda, mogli stwierdzić, że nasi dadzą radę... Po przerwie rozkojarzył się brazylijski przyjmujący, skutkiem czego był aut (16:9). Aut zaliczył niestety także Szalpuk (17:9). A Sidao swoje, czyli w siatkę. Pocieszny był ten grubasek. Nie szło mu we wczorajszym meczu zupełnie, to może i w dzisiejszym będzie tak samo (17:10)? O, i nasi zdobyli ten dziesiąty punkt. A już się niektórzy bali, że to nie nastąpi. O, Dżony nie poszedł w ślady Brazylijczyka. Chociaż, w sumie to poszedł, bo też zapunktował dla naszej drużyny (17:11). I po raz drugi, ustrzelonym był Mario (17:12). Ale trzecią piłkę już Canarinhos przyjęli i Lucarelli po rękach wybił ją w aut (18:12). Wallace mocno, szybko, ale Olenderek sobie z tym radzi. Zablokowany jednak został Muzi (19:12). Zmiana dla Maćka pilnie potrzebna... Z drugą piłką libero Polibudy też sobie poradził, a nauczony tym, co się stało przed chwilą, sypacz Banimex'u, posłał tym razem piłkę do Ferensa. Ten ją skończył (19:13). Sito (20:13). Schodź, Maciek. Murilo posłał zagrywkę na poziomie szkoły podstawowej w Bibicach, toteż Szalpuk mógł po chwili obić brazylijski blok (20:14). Tym razem Wojtek zagrał lepiej, niż ostatnio, czego skutkiem było wyjątkowo zachwiane przyjęcie Mario. O, sędzia je odgwizdał (20:15). Drugi serwis, nie mniej trudny, zablokowany Wallace (20:16)! Myli się w ataku Murilo (20:17)! Ach, Feru, dlaczego, dlaczego teraz aut (21:17). Cztery punkty... to się da odrobić. No chyba, że Lucas będzie napierdzielać asikami, tak jak teraz... (22:17), (23:17)... Wtedy to nie będzie możliwe. Psuje (23:18)! Ale chyba już po ptokach... No raczej na pewno, skoro Gawryszewski wali prosto w taśmę (24:18). Piłka setowa dla Brazylii... Psuje Rezende (24:19). Nie psuje Kowalski, a kończy Nowakowski (24:20). A teraz z pipe'a atakuje Feru (24:21)! I blok na Lucarellim (24:22)! Wallace w aut (24:23)! Jezu, będziemy grać na przewagi?!... Nie będziemy, Lucarelli wybija nam to z głowy mocnym, zdecydowanym atakiem (25:23). Ogromne brawa jednak należą się naszym chłopcom. Podnieść się po czymś takim?... Mało kto to umie. Kowal wyglądał na zadowolonego.

- Brawo, chłopcy, pokazaliście charakter w tym secie. - uśmiechnął się. - Oby tak dalej, a wierzę, że choćby jednego im urwiecie. A jak uda się dwa, to już w ogóle będzie czadowo. - przytulił każdego z chłopaków. 

- Andrzej, zobacz na statystyki. I nazwisko Muzaj. - westchnął Gogol. 

- Zero. - jęknął. 
No, zero. Okrąglutkie. Zero punktów, zero skończonych ataków, zero bloków, dwie spieprzone zagrywki... Fatalny występ młodego atakującego Skry. 

- Szymek, wychodzisz na drugiego seta. - szepnął trener do Romacia. 

- Dziękuję. - uśmiechnął się zawodnik lubińskiej drużyny. - Postaram się nie zawieść. 

- Gorzej jak Maciej chyba zagrać się nie da. - pokręcił głową statystyk. 

- Maciek, jeśli nadal będziesz się tak źle spisywać, to nie tylko nie będziesz mieć szans na trenowanie z najlepszymi, ale zostaniesz skreślony nawet z kadry B. Co się dzieje? Jakieś problemy natury prywatnej? - spytał Andrzej. 

- Tak. Dziewczyna ze mną zerwała. - westchnął atakujący. 

- Ale wiesz, że to nie jest powód do tego, żeby tak fatalnie grać? Musisz sobie z tym poradzić. Takie coś nie może Cię załamać. - rzekł. 

- Wiem. Ale boli mnie to, że ona po prostu od razu poszła do innego. A najgorsze jest to, że ja go znam. - warknął. 

- Maciek, ale to niestety nikogo nie będzie obchodzić, kiedy nastąpią skreślenia z tej kadry. Więc weź się w garść i zacznij grać tak, jak potrafisz. Bo potrafisz, przecież... 

- Trener nie byłby taki, jakby mu ktoś, kogo on bardzo dobrze zna, odbił miłość życia. - trwał przy swoim zdaniu młody zawodnik PGE. 

- Może tylko powiedz, kto to. Może to sprawi, że Ci trochę ulży... - przewrócił oczami. 

- Ten posraniec Piechocki! - ryknął. - Wiem, że on długo nie wytrwa przy niej, bo on zmienia laski jak gacie. I dlatego szkoda mi Maryśki. Ale skoro tak wybrała, to pocieszać jej potem nie będę, jak ten dupek znowu pójdzie do innej. - fuknął. 

- Ech. Wracajmy do gry. - zakończył rozmowę Kowal. 
Niestety, obie partie Polacy przegrali, pomimo, że we wszystkich nawiązali wyrównaną walkę. Jeden z setów toczył się na przewagi, i zakończył się wynikiem 38:36. Kapitalne zawody rozegrał Szymon Romać, jednak nawet to nie było w stanie sprawić, byśmy wygrali choćby jednego seta. Brazylijczycy zmobilizowali się na ten mecz i zrobili, co do nich należało. Nic nie dały nam bloki i świetne krótkie Dżonego, fantastyczne obrony Maćka Olenderka... Niektóre rozegrania Tomka Kowalskiego też były takie, że można było jedynie przecierać oczy ze zdziwienia. Fajnie pokazał się także Ferens. Zawiódł nieco Szalpuk, zmieniany w tych dwóch ostatnich setach przez Wierzbowskiego i Żalińskiego, jednak żaden z nich nie zdołał podnieść poziomu gry akurat na tej pozycji. Bez szału zagrał dziś Gawryszewski, chociaż parę krótkich miał całkiem niezłych, to jednak niczym oprócz tego się nie wyróżni. No i te jego zagrywki... Wprowadzony w jego miejsce Hain także dziś nie zachwycił. Pomimo całkiem przyzwoitej gry części drużyny i ambitnej walki do końca, Canarinhos byli dzisiaj po prostu zbyt solidni, zbyt poukładani, a nasza ekipa popełniła zbyt dużo prostych błędów. 
Oby mecze z następnym przeciwnikiem poszły naszym chłopcom lepiej. 
Co tymczasem działo się w pokoju u Bołądzia? 

- Ku.rwa, muszę wysłać Aleśce sms'a, że dzisiaj się niestety nie spotkamy. - westchnął Dryjson. 

- Komu? - spytał Zupa. 

- Aleśce. - odpowiedział.

- Kto to jest Aleśka? - wychrypiał z trudem Bołi.

- Śpij, Bartuś, to Ci dobrze zrobi. - szepnął Żurek.

- ALE JA CHCĘ WIEDZIEĆ, KTO TO JEST ALEŚKA! - wrzasnął, chociaż że bardzo bolało go gardło.

- Aleśka to jest... cudowna dziewczyna. Poznałem ją wczoraj po meczu, wdzięczyła się do mnie na nim jak głupia. - uśmiechnął się. - Jest śliczna. Nie jest typową Brazylijką z latynoską urodą. Urocza blondyna, bardziej podobna do Słowianek. 

- Oooo, Dawidzio kogoś wyrwał. - zaśmiał się libero. 

- E, tylko jej numer mam. - odpowiedział. - Mieliśmy się dzisiaj spotkać po meczu, ale nie da rady. - szepnął, po czym zaczął wystukiwać do niej wiadomość tekstową. 
"Perdone, pero hoy no puedo verte." [Przepraszam, ale dzisiaj nie mogę się z Tobą zobaczyć.]
Niemal natychmiast otrzymał odpowiedź. 
"Es una pena ... Y mañana?" [Szkoda... A jutro?]
"Creo que sí. :) Pero me voy pasado mañana. :(" [Raczej tak. :) Ale ja już pojutrze wyjeżdżam. :(]
":( A dónde vas?" [Dokąd jedziesz?]
"Voy a Italia para jugar otro partido." [Jadę do Włoch grać kolejne mecze.]
"¡Ah! Voy a ir con tu, si es posible. Yo siempre he querido ir a Italia." [Ach! Pojadę z Tobą, o ile to będzie możliwe. Zawsze chciałam pojechać do Włoch.]
"Sería fantástico! :) Creo que va a ser posible." [Byłoby fantastycznie! :) Myślę, że to będzie możliwe.]
"Hasta mañana, mi hermoso." [Do zobaczenia jutro, mój piękny.]
"Oh, sí, preciosa." [O tak, cudna.]

- Nazwała mnie pięknym! - ryknął tryumfalnie Dawidek. 

- Przejęzyczyła się. - zachichotał Żurek. - Nie, Bołi?
Bołi Ci nie odpowie, Miśku, bo właśnie zasnął. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała.

W Spale tymczasem nasze ulubione leniuszki leżały sobie w łóżku i przytulały się do siebie. Dzisiejszy trening zaplanowany był na późniejsze godziny, więc zawodnicy nie musieli tak wcześnie wstawać. Toteż korzystali z tego, że mogli sobie dłużej pospać... Anka przeczesywała dłonią włosy swojego chłopaka, a on cicho pomrukiwał. Bardzo był zadowolony z takich pieszczot. Cmoknęła go w policzek, a on niemal natychmiast owego buziaka odwzajemnił. Kilka namiętnych pocałunków, jakie między sobą wymieniła para, przerodziło się szybko w ich kolejne miłosne uniesienie. Kochali się w ciszy i spokoju, tłumiąc swoje jęki niemalże nieustanną wędrówką bakterii między ich ustami. Chcieli po prostu nacieszyć się sobą, maksymalnie wykorzystać ten czas, który spędzają razem. Poprzez taki "leniwy" stosunek mniej się męczyli, przez co dłużej mogli smakować nawzajem swoich ciał. A im to bardzo odpowiadało. Czasem taka odmiana była potrzebna, bo trzeba przyznać, że Pit i Ania preferowali raczej dość intensywne jazdy, urozmaicane wieloma krzykami, jakie wydobywały się z ich gardeł. Wiedzieli, że koledzy środkowego z kadry nie bardzo przepadają za takim scenariuszem, jednakże oni nie mogli nic na to poradzić, że woleli robić to tak, a nie inaczej. Dzisiaj postawili jednak na odczuwanie przyjemności z uprawiania seksu, a nie na to, by jak najszybciej się zaspokoić. Kolejnym, delikatnym pchnięciom, towarzyszły jedynie ciche pomruki baraszkującej ze sobą pary. Całowanie się jednak im się znudziło, więc zaczęli delikatnie pieścić nawzajem swoje ciała. Pocałował ją w szyję, przy okazji liżąc ją tam kilkakrotnie, a ona wymacywała kosteczki na jego klatce piersiowej. Ułożyła na niej następnie swą głowę i przytuliła się do torsu swojego ukochanego, delikatnie go cmokając. Piotrek przytulił ją mocniej i pogładził po włosach, wpijając się ponownie w jej usta. Zaczął delikatnie ściskać jej piersi, na co ona zareagowała nieco głośniejszym jęknięciem. Cmoknął ją w czoło, lecz nie przestał dotykać swymi dłońmi jej dwóch skarbów. Anka splotła palce jednej ze swych dłoni z palcami dłoni Cichego i spojrzała mu głęboko w oczy. Drugą ręką Pit tymczasem bardzo delikatnie wykręcał już jej sutki. Psycholożka ponownie cicho jęknęła, po czym pocałowała go w policzek. Podobało jej się to, jak chłopak adorował jej ciało. Ten szepnął jej coś do ucha, na co ona stanowczo przytaknęła głową, aż włosy spadły jej na oczy. Nowakowski delikatnie odgarnął je i uśmiechnął się szeroko. Misiaczki nieco zwiększyły obroty swoich cielesnych uciech. Kolejne figle zakochanej pary były już bardziej energiczne, aniżeli tamte. Coraz głośniej zaczynali więc oboje pojękiwać. Oj, reprezentanci Polski w piłce siatkowej mężczyzn nie będą zadowoleni, gdy ta dwójka zaraz być może zacznie wyć tak, jak mają to w zwyczaju... 
Ale chyba nie zaczną, bo oto właśnie zaczął dzwonić telefon Pitusia. 

- Szlag. - warknął. - Aaa pierdolę, nie odbieram. - wypalił, po czym kontynuował bardzo brzydkie zabawy ze swoją dziewczyną. 
Bawili się tak jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu oboje dotarli na szczyt spełnienia. W międzyczasie usłyszeli, że środkowy otrzymał jakiegoś sms'a. Teraz, gdy już skończyli swoje pląsy, wyciągnął rękę w stronę stolika nocnego, na którym to leżała jego komórka. Nieznany numer. Ciekawe, czy to coś ważnego... 
"Dzień dobry. Próbowaliśmy skontaktować się z panem telefonicznie, lecz niestety nie odbiera pan telefonu. Chcielibyśmy się spytać czy aktualne jest to, że to właśnie pan został zgłoszony przez pana klub do rywalizacji o miano Mistera Plus Ligi. Jeśli nie jest to aktualne, proszę do dnia 20.06.2015 wyznaczyć innego zawodnika klubu Asseco Resovia Rzeszów. Proszę zapoznać się także z regulaminem konkursu. Znaleźć może go pan na stronie mister_plusliga.pl."

- Co to, kurwa, jest? - jęknął i pokazał sms'a Ance. Może ona będzie wiedziała coś więcej. 

- Nie mam pojęcia, kochany. - westchnęła i spuściła głowę. - Widzę, że nie zgłaszałeś się do takiego konkursu? - spytała.

- Nie. - odpowiedział. - Ktoś musiał to zrobić za mnie. Ktoś musiał mnie zgłosić bez mojej wiedzy, ale kto by to mógł być? - zaczął się zastanawiać. 

- Nie wiem, misiu. - szepnąła i cmoknęła go w policzek, bo zauważyła, że ten sms popsuł mu nieco humor. 

- Ale ja już chyba wiem. - powiedział. 

- Kto? - zapytała. 

- Ignaczak. - jęknął. - No bo kto inny? - przewrócił oczami. 

- Idź z nim pogadać, wyjaśnijcie to sobie. - cmoknęła go w czoło. 

- Jasne, skarbie. - odwzajemnił jej buziaka. - To ja się ubiorę i zmykam, a Ty też się ubierz. Dosyć leniuchowania na dzisiaj. - raz jeszcze ją pocałował, po czym szybko założył na siebie ciuszki i udał się w stronę pokoju szalonego libero. Zapukał do drzwi, a gdy nikt nie raczył mu ich otworzyć, chwycił za klamkę, nadusił za nią, wszedł do pomieszczenia, po czym jebnął drzwiami tak głośno, że obudziłby tym nawet umarłego. A Zagumnego to już na pewno obudzil... Igłę też, bo sobie spał. I Ziomek z resztą także. 

- CO TO, KURWA, MA ZNACZYĆ?! - zaczął wkurwiony blokujący. - CO TO MAJĄ BYĆ ZA NUMERY?! 

- Jakie numery, o co Ci chodzi, Piotrek? Nie krzycz tak z rana, proszę. Spokojnie, bo zaraz wszystkich obudzisz. - wybełkotał zaspany Żygadło.

- Nie jest już tak wcześnie rano. - zauważył Pit. - A takie numery, że ktoś mi wykręcił numer bez mojej zgody! I ja teraz za bardzo nie wiem, co mam zrobić. - warknął na nich. 

- Do rzeczy. - jęknął Ignaczak. 

- Zgłosiłeś mnie do jakiegoś durnego konkursu? - spytał i spojrzał mu prosto w twarz. 

- Kurwa, na śmierć o tym zapomniałem, żeby Ci powiedzieć, żebyś przećwiczył sobie pozowanie. - zaśmiał się, lecz szybko spoważniał, gdy zobaczył, że środkowy po prostu się gotuje ze złości. - Eee... Piotrek, zgłosiłem Cię w porozumieniu z resztą klubu, bo stwierdziliśmy, że jesteś z nas najpiękniejszy i jako jedyny masz szansę coś osiągnąć w tym konkursie. 

- Serio taki piękny jestem? - podchwycił. - Dziękuję. - uśmiechnął się. 

- No, to sobie lepiej poćwicz to pozowanie... Zwłaszcza to, no, wiesz... - zaczął się jąkać. 

- Nie, nie wiem. - ciągnął temat. 

- Czytałeś regulamin konkursu? - spytał Ziomek.

- Nie. - odpowiedział, zgodnie z prawdą, blondyn. 

- To przeczytaj. I przepraszam za to, że jedna z tych sesji, która tam jest wymagana, to jest taka, jaka jest. - westchnął Igła. 

- A jaka jest? - jęknął. Chyba się przestraszył. 

- No... rozbierana. - bąknął libero.

- NO SUPER PO PROSTU! - wrzasnął i złapał się za głowę. 

- Ale wiesz, ona jest taka totalnie, totalnie rozbierana. - dodał Łukasz.

- NAGO MAM POZOWAĆ?! - ryknął. 

- No. - szepnął Krzyś. 

- KRZYCHU, ZAJEBIĘ CIĘ. - wycedził mu prosto w twarz z zaciśniętymi zębami. 

- Dam Ci dwie stówy, jak zrobisz sobie tą sesję! - wypalił Krzychu. 

- Mhm. Kuszące. Ale co tak mało? Więcej się nie da? - zaczął się z nim droczyć.

- I osiem kolejnych, jak daleko zajdziesz w konkursie! - wrzasnął. 

- STOI! - krzyknął Nowakowski. - Lepiej już sobie szykuj tego tysiaka. Rozjebię system, zobaczysz! - wrzasnął i wyszedł, głośno trzaskając drzwiami. - Tylko kto mi zrobi te sesje? - zaczął się zastanawiać. Po chwili jednak do głowy przyszedł mu dość szalony pomysł.
Kamila. Ona mu zrobi te zdjęcia. 
Popędził więc do pokoju młodej pani fotograf. Zapukał grzecznie do drzwi, lecz, podobnie jak w przypadku tych prowadzących do lokum Ignaczaka i Żygadły, nikt ich nie otworzył. Znowu musiał sam się wprosić do pomieszczenia. 

- Cześć, obudziłem Cię? - zaczął. 

- No tak troszeczkę. - zaśmiała się. - Ale nie ma problemu. - szybko dodała, gdyż zobaczyła nieco zmieszaną minę siatkarza. 

- Mam małą sprawę. - powiedział. 

- Słucham. - uśmiechnęła się. 

- Byłabyś w stanie zrobić mi profesjonalną sesję zdjęciową? - spytał. A w sumie, to kilka takich sesji... - dokończył swoją myśl, bo dziewczyna chciała już chyba udzielić odpowiedzi na jego pytanie. 

- Myślę, że tak. - odpowiedziała. - Aż kilka? A do czego Ci to potrzebne? - zapytała. 

- Chłopaki zgłosili mnie do takiego konkursu. - westchnął. - Na Mistera Plus Ligi. - palnął się w czoło. 

- No, no. Masz szanse, żeby w nim wygrać. - zachichotała. 

- Bez odpowiednich zdjęć nie mam na to szans. - jęknął. - A założyłem się z Ignaczakiem o tysiaka, jak zajdę daleko.

- O tysiaka?! Przecież to kupa forsy... - zdziwiła się, słysząc kwotę wypowiedzianą przez środkowego.

- Może dla Ciebie. - zaśmiał się. - Dobra, nieważne. Muszę tylko przeczytać ten regulamin konkursu, jakie to dokładnie mają być sesje. Ale jedna, to już wiem, jaka ma być. - skrzywił się nieco. 

- Nie pasuje Ci ona zbytnio?

- A Tobie by pasowało, jakbyś miała pozować nago? - westchnął.

- No to Cię chłopaki nieźle wrobili... - szepnęła. 

- No niestety... - jęknął. 

- Znaczy, wiesz, takich zdjęć jeszcze nigdy nikomu nie robiłam, ale mogę spróbować. - uśmiechnęła się. - Masz gdzieś ten regulamin? Przeczytamy go i zastanowimy się, jakie by tu fotki zrobić. 

- Jest w internecie. Tutaj masz link. - powiedział i rzucił jej jakiś mały świstek z zapisanym adresem. 

- Okej, no to czytamy. Co my tu mamy na stronie głównej?

Aha.

- Ciekawe co oni rozumieją pod pojęciem "niepoważne zgłoszenie". - podrapał się po brodzie. Udawał, że nie widzi tego logo konkursu.

- Może to, że nie zakwalifikują do konkursu kandydata, o którym nie będzie można powiedzieć, że jest dobrą dupą? - wypaliła. - Swoją drogą, dobre to ciałko na tym obrazku. - rozmarzyła się nieco. - Siatkarze mają takie klaty?

- Mają. - bąknął.

- Ach. Więc ta tutaj, to może być klata siatkarza? - spytała.

- To JEST klata siatkarza. - odpowiedział.

- Och. A wiesz może, czyja? - drążyła temat.

- Wiem. - jęknął.

- Słucham.

- Tylko bez gwałtownych reakcji. - ostrzegł ją. Falęcka przytaknęła. - To jest mój tors na tym logo... 

- Oooo kuuurwa. - wyrwało jej się. - No to bardzo przyjemnie będzie nam się chyba pracować podczas tych sesji. - zaśmiała się. - Będę mogła sobie obczajać całkiem niezłe ciasteczko.

- Sprawdź lepiej, jakich zdjęć oni potrzebują do tego konkursu. - zmienił szybko temat.

- Jasne, już sprawdzam. - uśmiechnęła się.


No to sprawdziła. 

- Uff, można czymś zakryć. - odetchnął z ulgą. 

- A co, wstydzisz się? Boisz się, że wszyscy padną z zachwytu? Czy zdyskwalifikują Cię za to, że wyglądasz jak grecki Bóg? - chichotała.

- Po prostu uważam, że TAKIE rzeczy powinna widzieć tylko jedna osoba. Ta najważniejsza. - uśmiechnął się, bo od razu pomyślał o Ance. 

- Rozumiem. - stwierdziła. - Chyba miałabym pomysł na to, co by zrobić w pierwszej kategorii. 

- Słucham. 

- Mógłbyś wyeksponować tą swoją cudną klatę. Na to jakiś bezrękawnik, w takich barwach moro, rozpięty oczywiście. Do tego spodnie z podobnym motywem. A żeby dodać klimatu, to można by Cię wysmarować na twarzy i na klacie w takie barwy wojenne. Hmmm... takie trochę nieobecne, zamrożone spojrzenie, to też by było niezłe. - podrapała się po głowie. - Może być? 

- Jasne. - przytaknął. - Mi pasuje. W drugiej kategorii to chyba wystarczy, że założę normalne jeansy, jeden z moich szałowych T - shirtów, zrobię jakąś fajną pozę i będzie ok, nie? 

- Tak, myślę, że tak. - odpowiedziała. 

- Nie wiem, co wymyślić w trzeciej. - westchnął. 

- Może jakieś zdjęcie, jak się obejmujesz ze swoją dziewczynę i patrzycie na siebie z pożądaniem. Rozpięta koszula, do tego rękę położysz jej na piersi, czy coś. Ona będzie ubrana, spokojnie. Będzie dobrze. Niezbyt wulgarnie, bo takie to to nie ma być. 

- Myślę, że Anka da się namówić. - stwierdził. 

- No i świetnie. Do czwartej kategorii proponuję zawsze modną czarną kurtkę, rozpiętą, a pod nią... a pod nią sama klata. Do tego jeansy. I jakaś fajna poza, to tyle. Powinno wystarczyć. - zastanawiała się. - Chociaż... nie. Można by pokombinować z jakimś czarnym kapeluszem, oksami przeciwsłonecznymi w takim samym kolorze... Jeśli chciałbyś zaszaleć, można by do tej sesji pożyczyć jakiś pistolecik... Albo jakiś papierosek, czy coś. Hmm...

- Nie palę. - przerwał jej szybko.

- Wiem. Ale mógłbyś udawać. No chyba, że raz serio byś się zaciągnął, żeby na zdjęciu był ten taki fajny dymek przy wydychaniu powietrza. 

- No mógłbym udawać. Nie wiem, zobaczymy... 

- I taka zadziorna mina. Lekko przymknięte oko... I może jakbyś drobny zarost zapuścił?... - już sobie wyobrażała to zdjęcie.

- Chyba da się to zrobić... No a to ostatnie?... - jęknął. 

- Zrobimy to ze smakiem. Ręcznik mógłby popsuć nieco efekt, ale sprawdzimy to. Jeśli rzeczywiście nie będzie pasował, to Twoja ręka w wiadomym miejscu powinna wystarczyć. Lekki rozkrok, nieco pochylona sylwetka, wzrok odrobinę spuszczony w dół, jakbyś tak patrzył gdzieś w dal. Taki nieco rozmarzony. Jakbyś obczajał właśnie pannę, z którą przeżyłeś zajebisty seks, a która ucieka właśnie od Ciebie po obudzeniu się. Na przykład do kibla, żeby się ubrać. Ja myślę, że to będzie dobre. 

- Brzmi ciekawie. Termin jest do dwudziestego, wiesz o tym? - spytał. 

- Wiem. - odpowiedziała. - Ogarnę wszystko, co trzeba, i damy radę strzelić te fotki. - uśmiechnęła się. 

- No to super. Dzięki, wielkie dzięki. To ja będę uciekał, cześć. - cmoknął ją w policzek i wyszedł w stronę swojego pokoju.

- Kurwa, ale całuje to on całkiem nieźle... - szepnęła sama do siebie panna Kamila.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

W innym pokoju trwała właśnie zażarta dyskusja pomiędzy dwoma siatkarzami. Oto właśnie Damian Wojtaszek i Mateusz Mika grali sobie w Scrabble. Jak można było się domyślić, nie była to normalna gra.

- Mówię Ci, kurwa, że z tym słowem nic już nie zrobisz! - wrzeszczał Mikuś. 

- A ja Ci mówię, że zrobię! - krzyknął Mały i do ułożonego już słowa dołożył literę "U". 

- "MIŚU" jest niepoprawne! Nie ma takiego słowa! Nie liczy się, ściągaj to! - upomniał go przyjmujący.

- Co mam ściągać? Koszulkę? Mogę. - uśmiechnął się, po czym zdjął przez głowę ową część swojego ubioru i rzucił nią prosto na głowę Mateusza. 

- Kurwa, jakim cudem ja już prawie cały miesiąc wytrzymuję z tymi debilami? - westchnął zawodnik Lotosu. 

- Przyzwyczaj się, będziesz musiał wytrzymywać dłużej. - zachichotał libero. 

- Układasz jakieś słowo, czy poddajesz się? - prychnął. 

- A układam! - krzyknął, po czym na planszy pojawiło się piękne, czteroliterowe słowo "DUPA". - I teraz mi nie powiesz, że takiego słowa nie ma, bo jest! 

- Ale i tak się nie liczy, bo jest wulgarne! - odburknął. 

- Tyś, kurwa, wulgarnych słów, do chuja, nie słyszał! - ryknął, prezentując mu przykładowe wulgarne słowa. 

- Dobra, nie chce mi się z Tobą gadać. - rzekł i zaciągnął się dymkiem z papierosa. No bo Mika niestety palaczem był. I jak chciał, to potrafił palić jak smok. Jedna paczka w dzień? Zdarzało się. Ale wcale nie przeszkadzało mu to dobrze grać. Tylko nikt nie chciał dostać od niego buziaka, bo mu z gęby ćmikami jebało.  

- Nie kopć mi tu, kurwa, debilu, bo zaraz się zadławię tym pierdolonym dymem! - skarcił go wyraźnie wkurwiony libero. I rzeczywiście, prawie i by się zadławił. Bo należy wspomnieć, że Wojtaszek miał bardzo wrażliwy nos, który reagował bardzo gwałtownie gdy tylko czuł dym papierosowy... Jastrzębianin od razu zaczynał psikać, albo kaszleć. Tak też było i w tym przypadku.

- No to się nim, kurwa, debilu, zadławisz! - fuknął na niego. - Jednego debila mniej będzie na tym świecie! - podsumował.

- Ssij dżądera, pało! - wychrypiał.

- Ssij pałę, dżąderze!
Czyli inteligentna wymiana zdań na poziomie. Wróć, to nie był poziom. To był pion. Albo i nawet skos...
Chłopcy wrócili do gry.

- Nie ma takiego słowa, jak "ĆIPA!" - wrzasnął tym razem Damian. 

- A jak ty układałeś "MIŚU" to było dobrze, tak?! Musiałem gdzieś użyć tego "Ć"! 

- Bajo jajo, Ty chuju jebany. Bajo jajo, kurwa. - wypalił niespodziewanie.

- O czym Ty do mnie, kurwa, pierdolisz? - jęknął zdezorientowany.

- Reprezentuję właśnie poziom IQ Zatorskiego, więc bądź tak miły i się nie wpierdalaj. - zakończył rozmowę.

___________________________________________________________

/ Jaki z tego morał? Nie wpierdalaj się w czyjeś słowa, gdy ten reprezentuje poziom Zatorskiego. O, tak w ogóle to zauważyłam, że Zatora nie ma w tym rozdziale. No cóż, takie życie. Nie każdy może być Cichym Pitem, który chyba jako jedyny był do tej pory obecny w każdym z rozdziałów. 

Jeśli któraś z kibicek Skry poczuła się urażona pojazdem po jej ukochanym zespole, to przepraszam, ale taką miałam koncepcję na ten rozdział. 
Fakt, że nie jest to mój ulubiony zespół (głównie przez niektórych jego kibiców, którzy nie dopuszczają do siebie tego, że w danym sezonie ktoś może być lepszy od nich) i nie przepadam za stronniczością co poniektórych komentatorów Polsatu, ale to, co napisałam w tym rozdziale jest zdecydowanie przesadzone. 
Ale takie miało być. 

Wyjaśniła się nieco kwestia tajemniczego konkursu, o którym kiedyś wspominał Igła. Czekacie już na te foteczki? :D Myślicie, ze Piotrek faktycznie zapozuje tak, jak to sobie wymyśliła Kamila?
Ostatnia jej wypowiedź nic nie znaczy. Do niego ona akurat zarywać nie będzie. Także spokojnie. Pit i Anka to para idealna i nic nie zamierzam między nimi psuć. 

Jak zareagują eksperci po przegranym meczu kadry B? Czy Alessandra poleci z Dawidziem do Włoch, dopingować go w kolejnych meczach? Jak rozwinie się ich znajomość? Czy Mały Maciek pokona swoje słabości, czy też może wyleci z kadry?
A może na kolejne mecze nastąpi częściowe wymieszanie kadry A z kadrą B? Jak myślicie? 

SOOOVIA MISTRZEEM POOOLSKIII! :D

Uff, udało się, chociaż łatwo nie było. Ale stało się tak, jak chciałam. Jeju, te uśmiechnięte mordeczki, te epickie filmiki autorstwa Asseco Resovia TV. Coś wspaniałego.
Szkoda tylko, że Buszu odchodzi. Tak jakoś jego mi najbardziej szkoda. 
Ale plany transferowe przedstawiają się bardzo ciekawie. Zwierz Pashytskyy? O mamooo, na środku Sovia będzie mieć ścianę nie do przejścia. :D 
Mały na libero? Super, będzie coraz bardziej wyręczać Krzysia, aż w końcu zupełnie go zastąpi. A przyznam, że takie miałam życzenie już jakiś czas temu, jak sobie myślałam, kto by mógł zastąpić Igłę. 
Chyba działacze Sovii czytają mi w myślach, bo Dmytro też chciałam. :D 

A oto ten mały bonusik, o którym wspominałam.
Sprawdź co pamiętasz.
Mały quiz dotyczący opowiadania. Wszystko zostało wyjaśnione w tymże linku, więc myślę, że tutaj nie muszę już nic więcej pisać. :)
Powodzenia! :D