20.08.2015

XXXVIII. "Gratuluję, zostałeś właśnie zmutowanym kalafiorem."

16.06.2014, Rzym, Włochy

Obudziła się z niechcianym sąsiadem w łóżku obok niej. Sama nie wiedziała, dlaczego zgodziła się spać z nim w jednym pokoju, w jednym łóżku... Przecież mogła po prostu pójść do siebie, na dobre zamykając tym samym temat swojej nocnej przygody. A ona jednak wpakowała mu się pod kołderkę. I nawet spali w siebie wtuleni! Znaczy, wiadomo, Romać obejmował ją, jakby była jego największym skarbem. Za takowy ją przecież uważał. On nie potrafił zaakceptować tego, że miał być facetem na jedną noc. Szymon, na jego nieszczęście, zakochał się w Kamili od pierwszego wejrzenia. I odkąd tylko ją zobaczył, marzył o niej, o tym, żeby ją zdobyć. Żeby w przyszłości była ona dla niego kimś więcej, aniżeli tylko koleżanką z kadry. I gdy już mu się wydawało, że wszystko idzie po jego myśli, że jego plan ma szansę się powieść - ona mu oświadcza, że jego już, brzydko mówiąc, zaliczyła, i że poszukuje czegoś nowego. Kogoś nowego. A jego po prostu wzięła kurwica, gdy to usłyszał, chociaż nie chciał jej tego pokazywać. Nie potrafił, i nie miał zamiaru sobie wyobrażać tego, że jego kobieta (tak, on ją już chciał nazywać swoją kobietą, chociaż takową nie była) mogłaby gździć się w jakimś łóżku z innym facetem. Tak bardzo był szczęśliwy, gdy trzymał ją w swoich objęciach, gdy wymieniał z nią kolejne pocałunki... Tak bardzo chciał móc nadal to robić, bo cholernie mu się to spodobało. Dosłownie zwariował, gdy wczoraj zobaczył ją w jej pokoju, zupełnie nagą, taką, jaka została stworzona. Była wtedy taka śliczna, a przy tym tak go podniecała... Jarał się jak stodoła, gdy kontemplował nad pięknem każdego centymetra jej ciała. A ona też przecież nie wydawała się ignorować jego starań. Przecież zaciągnęła do łóżka, zaczęła całować, potem rozebrała... Spędzili ze sobą cudowny czas, przecież sama mu to potem przyznała. Dlaczego ona więc na siłę poszukiwała kogoś innego, skoro z nim było mu dobrze? Czy musiała przetestować jeszcze kilku innych, by dojść do wniosku, że to jednak z nim jest jej najlepiej? Szymon miał nadzieję, że w najgorszym wypadku, tak by się właśnie stało. Poczułby się naprawdę źle, gdyby okazało się, że wybrała kogoś innego. Dla niego to jedno miłosne uniesienie miało być początkiem czegoś nowego... Cholernie zabolało go więc, gdy usłyszał, że dla niej to nie było nic wielkiego, i żeby nie robił sobie żadnych nadziei, bo ona nie zamierza wchodzić z nim w jakąś poważniejszą relację... Miał jednak cały czas nadzieję, że lada dzień dziewczyna się ogarnie i wybierze spokojne życie u jego boku... 
Nadzieją matką głupich. Ale Szymon naprawdę liczył na to, że takie przygody jak ta dzisiejsza, dadzą Falęckiej do myślenia... Tak, opowiedziała mu o wszystkim, co się działo w klubie. Poryczała się, kiedy mówiła, że okazało się, że Chiara i Luca są parą, a ona miała robić za tą trzecią. Kiedy stwierdziła, że nie chce rozbijać ich związku... Nie zareagowała jednak w żaden sposób, kiedy Romać odparł jej, że zna jednego, zupełnie wolnego faceta, który jest w stanie spełnić jej wszystkie wymagania. Który jest czuły, kochający, troskliwy, a ponadto piękny, uroczy. I podobno dobry w łóżku. Nie wiadomo, czy zrozumiała, że mówił on o sobie...
Z wielkim trudem, Kamila wyswobodziła się z objęć atakującego i wyszła przed hotel, na spacer. Chwilę po tym, obudził się także siatkarz. Rozczarował się bardzo, gdy zobaczył, że dziewczyna nie leży obok niego...

"So have you got the guts?
Been wondering if your heart's still open 
And if so I wanna know what time it shuts
Simmer down and pucker up
I'm sorry to interrupt
It's just I'm constantly on the cusp 
Of trying to kiss you
I don't know if you feel the same as I do
But we could be together if you wanted to

(Do I wanna know)
If this feeling flows both ways?
(Sad to see you go)
Was sort of hoping that you'd stay
(Baby we both know)
That the nights were mainly made for saying things 
That you can't say tomorrow day"

Gdy Kamila znalazła się przed hotelem, zastała tam Ankę, która wyglądała na wyraźnie zmartwioną czymś. Ciekawe, o co jej chodziło... Czyżby Piotruś nie chciał jej dzisiaj przelecieć, bo stwierdził, że musi pościć przed jutrzejszym meczem?... Pani fotograf usiadła na ławce obok psycholożki i klepnęła ją delikatnie w ramię. Chmura natychmiast wzdrygnęła się na ten gest, jednak gdy odwróciła się w stronę swojej towarzyszki, równie szybko się uspokoiła. Żaden zboczeniec nie miał zamiaru się do niej dobierać, więc mogła dalej w ciszy rozmyślać. 

- Cześć, Anka. - zaczęła rozmowę Kamila. 

- Hej, Kama. - wymusiła uśmiech dziewczyna. - Widzę, że nieco zmieniłaś imidż. - zauważyła. 

- Tak, przyszedł w końcu czas na jakieś zmiany. Już mnie te kolorowe kudły denerwowały. - zachichotała. - Jak będę ruda, to łatwiej wyrwę jakiegoś gościa. - mrugnęła. 

- Ach, masz ochotę na podryw? - spytała. Falęcka przytaknęła. - Ale Piotrek mi mówił, że Ty już wyrwałaś tutaj Romacia. I że się świetnie bawiliście. - palnęła. Oj, bardzo te słowa rozwścieczyły spokojną dotychczas rudowłosą... 

- Że co on Ci mówił?! - ryknęła. - On Ci wypaplał to, co widział?! Tylko Tobie, czy może zaraz jeszcze od kogoś to usłyszę? - syczała wkurwiona. - Pierdolona papla! Ach, Ci siatkarze, wszyscy tacy sami! Jeden wart drugiego, wszyscy tylko mlą tymi ozorami na lewo i prawo, nawet nie zastanawiając się nad tym, co wygadują! Banda psiapsiółeczek, co się codziennie zbiera na ploteczki i dyskutuje, kto z kim dzisiaj spał, kto na kim leżał, kto ile decybeli z siebie wydał w nocy! Skandal, jak tak można! Czy oni nie wiedzą, że istnieje coś takiego jak prywatność?! Moja została naruszona przez tego cymbała! 

- Kamila, to Ty chyba nie wiesz, do czego oni są zdolni... - westchnęła Chmura. Przypomniała sobie bowiem w tej chwili ten pamiętny moment, kiedy to przeżywała właśnie jedno z miłosnych uniesień z Piotrusiem, a do pokoju wjechała im nagle cała banda. W tym Ignaczak z kamerą. Do dzisiaj nie było wiadomo, co on zrobił z tym filmem, który nakręcił... Anka bała się, że w każdej chwili może się znaleźć gdzieś w Internecie. I nie chodziłoby tu o jakiś artykuł, który chwaliłby jej umiejętności...  

- A są zdolni do czegoś jeszcze gorszego, niż wchodzenie do pokoju wtedy, kiedy nie powinni? I do tego, że potem wszystkim rozgadają, co widzieli? - zapytała. 

- Oczywiście, że tak. Jak wrócimy do Spały, to lepiej nie zdradzaj, że Ci jakiś chłopak wpadł w oko, i że z nim sypiasz, bo wam Krzysiek nie da spokoju. - zaśmiała się. 

- Nam, to znaczy? - jęknęła zdezorientowana. 

- No, Tobie i Szymonowi. Bo chyba między wami coś ten teges, nie? - poruszyła znacząco brwią. 

- Nie! - krzyknęła. - Nic między nami nie ma! On był facetem na jeden raz, a że sobie sam ubzdurał, że z tego może być coś więcej, no to już jego problem. 

- Kamila... Może mu to powiedz? Bo jak Cię zobaczy z kimś innym, to możemy mieć tu zaraz trudny przypadek ze złamanym sercem... - przewróciła oczami, bo już sobie wyobrażała, że to ona będzie musiała z owym przypadkiem porozmawiać. 

- Ale ja mu to wczoraj w nocy mówiłam... Żeby na nic nie liczył, bo był jedną z wielu jednorazowych przygód... Ale on tego nie rozumie! On twierdzi, że będzie o mnie walczyć, i w ogóle... - westchnęła. 

- Czyli jednak będę miała nowego pacjenta. - jęknęła. 

- Anka, a Ty co jakaś taka smutnawa dzisiaj? Co się stało? - zmieniła temat. Wyraźnie było widać, że może rozmawiać w tej chwili o wszystkim, ale nie o Romaciu i tym, co ją z nim łączy.

- Okres mi się spóźnia. - szepnęła. 

- Długo? - spytała.

- Trzeci dzień. Ja nie chcę, ja się nie nadaję... - bąknęła, a po jej policzku spłynęła łza. 

- Oj, przestań. Zrób lepiej test, przecież to wcale nie musi być ciąża. - poklepała ją po ramieniu i przytuliła. 

- A co innego? - przestraszyła się. 

- Nie wiem, nie jestem lekarzem. - wzruszyła ramionami. 

- Wydaje mi się, że Piotrek też jeszcze nie chce... - teraz to już naprawdę się popłakała, i wtuliła swą twarz w rękaw bluzki Kamili. - Przepraszam, ale chyba zaraz Ci bluzkę zamoczę. - uśmiechnęła się, chociaż można to było raczej nazwać jakimś grymasem uśmiechopodobnym... 

- Nie ma sprawy, mocz, ile chcesz. - pogłaskała ją po włosach. - Będzie dobrze. No, idź zrobić test, i potem daj mi znać, jaki był wynik. - cmoknęła ją w policzek, by  dodać jej otuchy. 

- Zaraz pójdę. - westchnęła, chociaż było widać, że wcale nie ma zamiaru tego robić. 

- A mogę Ci się jeszcze o coś spytać? - zaskoczyła ją nieco tym pytaniem. 

- Tak, tak, jaasne. - bąknęła. 

- Czy nie czujesz, że Twoje życie jest nudne? - wypaliła.

- Nie. - odpowiedziała. - Skąd ten pomysł? - teraz to naprawdę była zdziwiona. 

- No bo ja za bardzo nie rozumiem, jak to może Ci się takie życie nie nudzić. Przecież ono jest takie schematyczne, monotonne, zero w nim czegoś takiego, no wiesz, odmiennego. Każdy dzień podobny do poprzedniego... Ty naprawdę chcesz tak żyć? - rozwinęła swoją myśl. 

- Mi się moje życie podoba. Mam dla kogo żyć, mam mojego Piotrusia, jestem przy nim szczęśliwa. - oczka jej się zaświeciły, gdy o nim mówiła. - On jest taki cudowny, że nie potrzebuję do szczęścia nikogo innego. - wyszczerzyła się szeroko. 

- Ale naprawdę nie myślałaś, że to kiedyś Ci się znudzi? - ciągnęła temat. 

- Nie. Dlaczego miałabym tak myśleć? - zapytała. 

- No bo... codziennie robisz to samo. Jakbyś była jakimś zaprojektowanym robotem. Zero spontaniczności. Twoje życie jest tak przewidywalne, że mogłabym napisać Twój dokładny plan dnia, może nawet co do minuty. O której godzienie liżesz się z tym palantem, i takie tam... - przewróciła oczami.

- Oj! To nie jest palant! - podniosła głos, po czym zrobiła minę sfochanej dziewczynki. Chyba nie spodobało jej się to, jak jej ukochanego nazwała jej najlepsza przyjaciółka. 

- Jest. Tylko palant rozgaduje wszystkim, kto się z kim w nocy przespał. - prychnęła. 

- Kamila... Każdy tak robi. Każdy siatkarz... Uwierz. - głośno westchnęła. - Ty naprawdę uważasz, że Twoje życie będzie ciekawsze, jak codziennie będziesz sypiać z kimś innym? - spytała. 

- A nie? - odpowiedziała, również pytaniem.

- Nie. Możesz tylko zszargać sobie opinię u wszystkich takim zachowaniem. Wiesz, jak brukowce się dowiedzą, albo jakieś śmieszne portale typu meskie_dupeczki.net, to będziesz mieć przesrane, bo przejadą się po Tobie jak gnojem po polu. - rzekła.

- Co masz na myśli? - chyba nie bardzo rozumiała...

- Będą zaraz o Tobie tworzyć artykuły, jaka to z Ciebie jest łatwa dupodajka, i w ogóle. Zaraz wybuchłaby w kadrze jakaś seks - afera, chłopaków też by pewno zmieszano z błotem, bo zaraz by się zaczęto zastanawiać, który z kim sypia... Dorabiano by sobie jakieś własne wymysły, że może oni na jakieś panienki chodzą, i w ogóle. A im taki rozgłos nie jest potrzebny. Tylko by się atmosfera w reprezentacji popsuła. A przed ważnym turniejem to nie jest wskazane. - po raz kolejny podczas tej rozmowy któraś z dziewczyn przewróciła oczami. Tym razem była to psycholożka. 

- Sugerujesz, że zaczęto by mnie postrzegać w kategorii dziwki? - jęknęła. 

- Ja nic nie sugeruję. Ja tylko ostrzegam, że prowadzenie takiego bogatego życia erotycznego może się obrócić przeciwko Tobie... - odpowiedziała, po czym wstała z ławki i wróciła do hotelu, zostawiając osłupiałą Kamilę z garścią przemyśleń. Co ona z nimi zrobi, to już jej sprawa... 
Zdenerwowana Anka tymczasem popędziła w kierunku kibelka...

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Niemalże w tej samej chwili, w hotelu trwała właśnie niezbyt przyjemna rozmowa pomiędzy dwójką kochanków. Trudno było nazywać ich zakochanymi, bo o ile on wydawał się kochać tą dziewczynę, ona sprawiała wrażenie takiej, która leci tylko i wyłącznie na jego kasę i opala się w blasku jego zajebistości. Jego sława pomogła mu ją wyrwać... z Brazylii. Alessandra nie ukrywała tego, że od zawsze chciała opuścić swój kraj i zacząć żyć gdzieś indziej. Dawid tak naprawdę był jej potrzebny tylko do tego, żeby ją zabrał jak najdalej od jej domu. A potem zamierzała żyć sama, bo uważała się za niesamowicie samodzielną, no wiecie, taką ą, ę, że co to nie ona... Tak naprawdę ona wcale go nie kochała, ba, on nawet niespecjalnie jej się podobał. Santos stwierdziła, że Polacy nie są zbyt urodziwi. Podziwiała za to piękno nacji z południa Europy - Włochów, Serbów... To wśród nich chciała sobie szukać potencjalnego partnera. Dawida nie postrzegała w tej kategorii. On był dla niej tylko znajomym, maksymalnie kolegą, z którym raz się przespała. Stwierdziła, że jest mu to winna po tym, jak on, nieświadomy prawdziwych zamiarów dziewczyny, uratował ją od życia w nudnej Marindze, której miała już serdecznie dosyć. Ale czy to zbliżenie coś dla niej znaczyło? Nie, zupełnie nic. Wyraźnie dała mu do zrozumienia, że zaliczył ją po raz pierwszy, a zarazem ostatni, że więcej nie zamierza mu ulegać. W sumie, trudno stwierdzić, żeby to ona jemu uległa, skoro to przecież Aleśka tak naprawdę go poderwała i to ona zainicjowała akcję, która zakończyła się tym, że ta dwójka wylądowała ze sobą w łóżku. Nie zmienia to jednak faktu, że ona nic do niego nie czuła, i w tym "związku" z nim zaczęła już czuć się dość niekomfortowo. Chciała jak najszybciej go zakończyć. Zdawała sobie sprawę z tego, że może w ten sposób stracić kolegę, jednak zbytnio jej to nie ruszało. Znalazłaby sobie fajniejszego. Bo to właśnie była taka dziewczyna, która była z kimś, dopóki nie znalazła kogoś, kto wydałby się jej lepszy od jej aktualnego "partnera". Typowa cizia, która leciała na przystojnych, bogatych, ale przede wszystkim, znanych facetów. Na biednego chłopaka nawet by nie spojrzała... Jej sława się nie marzyła, ona chciała po prostu pławić się w luksusowych apartamentach, godzinami pizdrzyć się przed lustrem i nakładać na siebie dwie tony tapety, przy pomocy tych kosmetyków, które zakupiła z pieniędzy swoich "ukochanych". Przecież skoro oni ją kochali, to pozwalaliby jej na wydawanie ich kasy. A że musieli się nieźle napocić, żeby ją uzyskać? A kogo to obchodziło? Ważne, że ją mieli... Alessandra zauważyła, że Dryja zbyt bogaty nie był, przez co definitywnie go skreśliła w kategorii "potencjalny partner". Mógłby być i najpiękniejszym gościem na całym świecie - i tak by na niego nie poleciała. Prawdę powiedziawszy, gdyby miała wybrać między pięknym, a niekoniecznie bogatym, a brzydkim, a "kasiastym", wolałaby tego niekoniecznie pięknego mężczyznę, lecz dysponującego sporą sumką. 
Santos uparła się, że dzisiaj zakończy pewien etap w swoim życiu. Etap, kiedy to była na łaskach brodatego środkowego. Zerwanie z nim zamierzała śwętować w którymś z pobliskich klubów. Ale najpierw musiała go jakoś do tego sprowokować. Do tego, żeby ją zostawił. Zaczęła więc mu zrzędzić, że chce dzisiaj iść do klubu. No bo chciała... 

- Alessandra, can we talk in English? Apparently you can, and in this language I speak better than in Spanish. [Alessandra, czy możemy porozmawiać po angielsku? Podobno potrafisz, a w tym języku mówię lepiej, niż po hiszpańsku.] - zaczął Dryja, i widać było, że nie jest w najlepszym humorze. 

- Well, yes, I can. But why will not you speak in Spanish? It is more romantic. [No tak, umiem. Ale dlaczego nie chcesz mówić po hiszpańsku? To jest bardziej romantyczne.] - wypaliła.

- But now I'm not in a romantic mood. [Ale teraz nie jestem w romantycznym nastroju.] - warknął na nią. - Do you really want to go to the club tonight? For what? [Naprawdę chcesz iść dzisiaj wieczorem do klubu? Po co?] - jęknął. Najwyraźniej nie podobały mu się plany, jakie miała jego towarzyszka. 

- Yes, I really want . I want to go there and meet nice guy. [Tak, bardzo chcę. Chcę tam pójść i poznać fajnego faceta.] - uśmiechnęła się. Swoimi słowami jeszcze bardziej rozwścieczyła środkowego Resovii.

- But you're with me! [Przecież jesteś ze mną!] - wrzasnął. - That I'm no longer cool? [To ja już nie jestem fajny?] - dodał.

- You are cool, but maybe there, I'd found a someone cooler than you? [Jesteś fajny, ale może tam bym znalazła sobie kogoś fajniejszego od Ciebie?] - odpowiedziała najszczerzej, jak była w stanie. 

- So as you can find somebody, who, in your opinion, will be cooler than me, then you leave me and go to him?! [Czyli jak sobie znajdziesz kogoś, kto w Twoim mniemaniu, będzie fajniejszy ode mnie, to zostawisz mnie, i pójdziesz do niego?!] - ryknął. Bardzo chciał usłyszeć, że ona się przejęzyczyła, że to wcale nie tak...

- Yeah. Well, why are you wondering?! All the girls do something like that! When they get tired of one, they go to another, cooler than him. How do I find a better model than you, then I will choose him. Simple, is not it? [No tak. No co się tak dziwisz?! Wszystkie dziewczyny tak robią! Znudzi im się jeden, idą do innego, fajniejszego. Jak znajdę lepszy model od Ciebie, to wybiorę jego. Proste, nie?] - palnęła bezczelnie, i oblizała się lubieżnie po wargach. Zapewne na myśl o nowym kochanku. 

- If you are going to do so, I mean, jump into someone's bed, I prefer to break up with you before you do it! - [Jeśli tak zamierzasz to zrobić, to znaczy, wskoczyć komuś do łóżka, wolę z Tobą zerwać, zanim to zrobisz!] prychnął. - Yes, you're hearing isn't wrong! I break up with you! [Tak, słuch Cię nie myli! Zrywam z Tobą!]

- Finally! Finally, I'm free and I can go on cookies! [Wreszcie! Nareszcie jestem wolna i mogę iść na ciasteczka!] - zaszczebiotała radośnie swoim niezwykle wkurwiającym głosikiem. 

- You are insolent! Fuck you, before I knock your pretty face! [Jesteś bezczelna! Spierdalaj, zanim Ci obiję Twoją śliczną buźkę!] - rzucił w jej stronę swoim laczkiem, ale nie trafił.
Aleśka przestraszyła się nie na żarty, więc wolała usunąć się z pokoju Dawida. Wyszła przed hotel, wyraźnie rozpromieniona. No, w końcu już nikt jej nie ograniczał. 
Przed hotelem napotkała Kamilę.

- Good morning! [Dzień dobry!] - krzyknęła w stronę rudowłosej. Ta, na widok niekoniecznie lubianej przez siebie blondynki, tylko przewróciła oczami.

- For whom is good, for that is good. [Dla kogo dobry, dla tego dobry.] - szepnęła, nawet nie spoglądając przez chwilę w stronę nowoprzybyłej. - And for me it is bad. You will help if you going to go away immediately. [A dla mnie jest zły. Pomożesz, jeśli stąd znikniesz w trybie natychmiastowym.] - prychnęła. Nie miała zamiaru rozmawiać nawet przez chwilę z tą dziwną babą. 

- Oh. Heart problems? I just solved mine. [Och. Problemy sercowe? Ja właśnie rozwiązałam swoje.] - uśmiechnęła się szeroko. Chyba zainteresowała tym fotografkę. 

- Yes? In what way? [Tak? W jaki sposób?] - zapytała.

- I broke up with my boyfriend. Now, no one will me limited. I can do what I want. [Zerwałam z chłopakiem. Teraz już nikt nie będzie mnie ograniczył. Mogę robić co zechcę.] - wyjaśniła. - I feel so independent. It's wonderful. [Czuję się taka niezależna. To cudowne.] - dodała.

- You broke up with David? [Zerwałaś z Dawidem?] - spytała. - Why? After all, he loves you. [Dlaczego? Przecież on Cię kocha.]

- But I don't love him. [Ale ja nie kocham jego.] - rzekła. 

- You were doing an impression of matched pair. [Sprawialiście wrażenie dobranej pary.] - powiedziała Falęcka.

- Such a misdirection. [Taka tam zmyłka.] - zachichotała. - I didn't feel nothing to him, I don't fell nothing to him, and I won't feel nothing to him. [Nic do niego nie czułam, nie czuję, i czuć nie będę.] - dodała już znacznie poważniejszym głosem. - And besides, he's ugly. And he isn't rich. I'm looking for someone cooler. [A poza tym, on jest brzydki. I nie jest bogaty. Szukam kogoś fajniejszego.]

- You don't like him? [Nie podoba Ci się?] - ciągnęła temat Kamila.

- No. [Nie.] - odpowiedziała wyjątkowo lakonicznie.

- And would you be on the combined strength? [A chciałabyś być na doczepkę?] - przypomniała sobie o swojej wczorajszej przygodzie. Tak, Aleśka jest na tyle durna, że mogłaby się zgodzić, żeby robić za trzecią w związku Chiary i Vettori'ego. 

- What do you mean? [Co masz na myśli?] - zapytała. 

- I know a guy who complains about his sex life. He has a girlfriend, but he needs someone to satisfy him. He is handsome and rich. [Znam faceta, który narzeka na swoje pożycie seksualne. Ma dziewczynę, ale potrzebuje kogoś, kto go zaspokoi. Jest przystojny, i bogaty.] - uśmiechnęła się. Był to wyjątkowy nieszczery uśmiech, ale Santos tego nie rozpoznała. 

- And this is somebody famous? [A to jest ktoś znany?] - spytała. 

- You know the name Luca Vettori? [Mówi Ci coś nazwisko Luca Vettori?] - poruszyła znacząco brwią. 

- Vettori?! I would be able to do even a tenth with him! [Vettori?! Ja bym mogła robić nawet za dziesiątą przy nim!] - wrzasnęła. 

- So, go to the coolest club in the area. There, you will meet his girlfriend, and then he will approach you. Have fun. [To idź do tego najfajniejszego klubu w okolicy. Spotkasz tam jego dziewczynę, a potem podejdzie do was on. Miłej zabawy.] - prychnęła ironicznie, po czym wstała i poszła do hotelu, zostawiając blondi samą. Jak jest głupia, to pójdzie do klubu wyrywać Vettori'ego. Ale czy naprawdę zadowoliłoby ją bycie tą "trzecią"?... 
Kamila skupiła się na innym fragmencie ich rozmowy. Dryja jest wolny. A to znaczy, że można go wyrwać bez żadnych konsekwencji... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała

- Dzień dobry, bando parchów! - usłyszała cała zgromadzona w hali grupa. Oznaczało to tylko to, że oto i nadszedł uwielbiany przez wszystkich Mentalista za dwa trzysta. Zapewne z kolejnym zestawem dziwacznych pytań. 

- Dzień dobry, parchu największy z całej bandy. - niezwykle uprzejmie przywitał go Guma. 

- Hehe, widzę, że humorek dopisuje. - uśmiechnął się Bączek. - To zaraz przestanie. Przygotowałem dla was kolejne pytania. Dzisiaj sprawdzimy waszą podstawową wiedzę z języka polskiego. - rzekł. - Dobrze, poproszę teraz, żeby ktoś z was odmienił mi przez przypadki, w liczbie pojedynczej, rzeczownik "wół". Może Maciek Muzaj? 

- Oczywiście. - zgodził się Mały Maciek. 

- Możesz zaczynać. - stwierdził.

- Mianownik - kto? co? wół. Dopełniacz - kogo? czego nie ma? wóła. Celownik - komu? czemu się przyglądam? wółowi. Biernik - kogo? co widzę? wóła. Narzędnik - z kim? z czym idę? z wółem. Miejscownik - o kim? o czym mówię? o wóle. Wołacz - o! wóle!... Nie, coś jest nie tak, bo mi się "ł" na "l" wymieniło. - westchnął i pokręcił głową. 
Coś faktycznie było nie tak. Nawet na tyle, że Bączuś przy nazwisku młodego atakującego wielkimi literami zapisał "IDIOTA". 

- To może teraz ktoś mi odmieni w czasie przeszłym, przez osoby, czasownik "mleć"? Paweł Zagumny? - zachichotał. 

- Nie dam się nabrać na tę starą sztuczkę. - rzekł rudowłosy rozgrywający. - Wiem, jak to się odmienia. - dodał.

- A zatem słucham. - zacierał ręce mentalista.

- Ja mełłem, ty mełłeś, on mełł, ona mełła, ono mełło. My mełliśmy, wy mełliście, oni mełli, one mełły. - uśmiechnął się.

- Co to są za jakieś dziwolągi?! - wrzasnął Hain. - Przecież to jest to samo, co "mielić". To się inaczej odmienia! 

- A jak? Chętnie posłucham. - podpuszczał go trener mentalny.

- Ja mieliłem, Ty mieliłeś, on mielił, ona mieliła, ono mieliło. My mieliliśmy, wy mieliłyście, oni mielili, one mieliły. Swoją drogąą, mielenie to mi się z Mielewskim kojarzy. - skończył, a przy jego nazwisku w tej właśnie chwili pojawił się wpis "IDIOTA". Zagumny z kolei zapracował na inny, a brzmiał on "GENIUSZ". 

- Paweł Zatorski odmieni mi przez przypadki dowolnie wybrany przez siebie rzeczownik, w liczbie pojedynczej. - stwierdził Bączek. 

- Dobra! Wybieram rzeczownik "koń"! - ryknął Pawełek. - Mianownik - kto? co? koń. Dopełniacz - kogo? czego nie ma? konia. Celownik - komu? czemu się przyglądam? koniowi. Biernik - kogo? co widzę? konia. Narzędnik - z kim? z czym idę? z koniem. Miejscownik... eee... cholera, jak to leciało.

- A z czym Ci się kojarzy miejscownik? - spytał Drzewo, chcąc mu pomóc. Albo i nie.

- Z miejscem! - wrzasnął.

- A do czego służy miejsce? - zachichotał Wąski.

- Do siedzenia! Już wiem! Miejscownik - na kim? na czym siedzę? na koniu. Wołacz - o! koniu! - I kolejny wpis o treści "IDIOTA". 
Miejscownik - na kim? na czym siedzę... Tak, taki właśnie genialny był Zator.

- To może ostatnie na dzisiaj. Andrzej Wrona odmieni mi przez przypadki rzeczownik "Bóg", w liczbie pojedynczej. 

- Banał. - rzekł Ptak. - Mianownik - kto? co? Bóg. Dopełniacz - kogo? czego nie ma? Boga. Celownik - komu? czemu się przyglądam? Bogowi. Biernik - kogo? co widzę? Boga. Narzędnik - z kim? z czym idę? z Bogiem. Miejscownik - o kim? o czym mówię? o Bogu. Wołacz - o! Bogu! 
Czwarty zawodnik otrzymał miano idioty... 

- Boguu! - wrzasnął Konan. 

- Co? - jęknął zdezorientowany Kraczący. 

- Bogu, Bogu, ale wiesz, co ja Ci powiem? Bogu, ej, Ty, Bogu, wal do sznura. - rechotał Włodi, przypominając sobie znany skecz kabaretu Neo - Nówka.

- Lu... Lucek, to Ty?! - wrzasnął Mario. - Ej, Lucyfer, co tam tak głośno u Ciebie? 

- A bo mi Polacy wpadli z imprezą. - westchnął przyjmujący.

- Oj. - jęknął Igła, udając że mu współczuje.

- Dzień, jak co dzień. - podsumował wyczyny swoich kolegów Łukasz Wiśniewski.

- Z kim ja się, kurwa, zadaję?... - westchnął, zniesmaczony zachowaniem swoich kolegów, Król Guma. Przyłożył otwartą dłoń do swojego czoła, po czym pokręcił energicznie głową, z niedowierzaniem. Oni naprawdę są tacy durni? 

- Z reprezentacją Polski mężczyzn w piłce siatkowej i jednym Dzieckiem Słońca. - palnął Konan, po czym debilnie się wyszczerzył.

- No widzisz, a czuję, jakbym był, kurwa, otoczony samymi Dziećmi Słońca i Chomiczej Spierdoliny. - odrzekł Zagumny. 

- Ej, a wiecie, że jeden mój chomik jest homo, a drugi jest bi? - wypalił Zator, twierdząc, że nawiązał tym do słów Gumy. 
Tak, Zator miał w domu dwa chomiki. 

- No super... Cieszę się niezmiernie. Gratuluję, zostałeś właśnie zmutowanym kalafiorem. - zironizował Hain.

- Dź.. dzięki. - uśmiechnął się chyba jeszcze szerzej od Konarskiego przed chwilą.

- Ej, a dlaczego zmutowanym? - nie zaczaił Ptok.

- Bo zdrowy kalafior ma wyższe IQ od niego. - wyjaśnił środkowy Indykpolu, a pół sali zezgonowało na podłodze po tych słowach. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Rzym, Włochy

Zbliżał się już wieczór, gdy Kamila rozmawiała z jednym z siatkarzy. Wyglądał on na wyjątkowo zasmuconego, wręcz przybitego... Nagle wpiła mu się w usta, po czym chwyciła stanowczo za rękę i zaciągnęła ze sobą do swojego pokoju.
Nie wiedziała, że widział to inny z siatkarzy. I że właśnie pękło mu serce... 
Romać, widząc Falęcką w objęciach Dryi, natychmiast ruszył do swojego pokoju, by tam rozgnieść w dłoni zozole, a następnie wciągać je nosem...

- Kurwa, Romać, nie ćpaj tego!
I tylko temu, że ktoś to zauważył, zawdzięczał to, że nic mu się od tego nie stało... Po raz kolejny pomógł mu kapitan drużyny...

___________________________________________________________

Biedny Szymuś. Niedobra baba złamała mu serce. Cóż więc po takim załamaniu sercowym robi typowy siatkarz? Próbuje się zabić. I typowe jest to, że mu się to ostatecznie nie udaje. No bo szkoda byłoby takiego ciasteczka, więc ktoś tam postanowił go oszczędzić. I kazał mu żyć dalej, zsyłając mu pomoc w postaci któregoś z kolegów. 

Takie to znajome skądś, nie, Kamila? :D Ty wiesz, o co chodzi. 

Mentalista po raz kolejny postanowił sprawdzić wiedzę zawodników. I po raz kolejny Ci się skompromitowali... No ale co oni na to poradzą, że są debilami? Tacy się urodzili, tacy będą, tacy umrą. Trzeba się z tym pogodzić.
Podziwiajmy Pawła Zagumnego, który potrafił poprawnie wykonać powierzone mu zadanie.

Jak myślicie, czy Kamila się ogarnie i wybierze jednego faceta? A może jednak poskacze sobie po łóżkach, jak pszczółka po kwiatkach? 
A co się dzieje z Anką?...

O tym, w kolejnych rozdziałach. ;) 

P.S. Siostro, dziękuję po raz kolejny za dobór muzyki. :D 

03:13, idę spać. Dobranoc.
Kolejny rozdział będzie, jak się napisze. 

6.08.2015

XXXVII. "Musiałem mu dać jakąś melisę na uspokojenie, bo tak gdakał, że zaraz by mi jajko zniósł."

15.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

W Spale zawodnicy rozwiązywali tą samą krzyżówkę, z jaką zmagali się siatkarze w Rzymie. Żeby sprecyzować dokładniej, za jej rozwiązywanie wzięła się niewielka grupka osób, na czele z dwiema "najbardziej" inteligentnymi jednostkami, a więc Pawłem Zatorskim i Piotrem Hainem. Co dziwne, w zabawę dał się wkręcić także inny z Pawłów. Zagumny. Pomoc doświadczonego rozgrywającego mogła się okazać niezbędna dla tych dwóch gamoni, no bo co oni o życiu mogą wiedzieć? A Szalona Ruda jednak trochę doświadczenia życiowego już zebrała. O ile oczywiście wcześniej wymieniona dwójka da mu dojść do głosu, co wcale nie było takie oczywiste. Wiadomo przecież, że Zati to straszny uparciuch. Zawsze postawi na swoim, jeśli uważa, że to on ma rację. Tak więc, jeśli ma zamiar powiedzieć coś głupiego, to palnie to, pomimo tego, że ktoś by mu to odradzał. Bo on sam uważał, że to wcale nie jest takie głupie. Pomińmy już to, że sądził tak, bo najczęściej po prostu nie wiedział, jakie jest znaczenie tego, co chciał powiedzieć... A i ta jego przeraźliwa dociekliwość. Nie ustanie w dręczeniu innych durnymi pytaniami, dopóki nie zaspokoi swojej ciekawości. Bo to był bardzo ciekawski człowiek, który chciał wiedzieć wszystko. A że po chwili potrafił zapomnieć tego, czego właśnie się dowiedział, no cóż. Taki to już był ten nasz sympatyczny libero. Albo czegoś zapominał, albo przekręcał to, co usłyszał. Gdy ktoś próbował go pouczać, prostować to, co mówił, reagował najczęściej nerwowo. Albo piszczał ze strachu, że zaraz ktoś mu wpierdoli za to, że jest taki głupi, albo twierdził, że ktoś się nad nim znęcał psychicznie. Tak, do Zatorskiego czasem docierało to, że jest głupi. Ale po chwili o tym zapominał...
Z Hainem to w ogóle jest ciekawa sprawa, bo trudno jest powiedzieć, czy on jest głupi sam z siebie, czy tylko takiego pierdolniętego udaje. Czasami, jak się go zagada, potrafi mówić rzeczowo i z sensem. Niektórzy więc twierdzą, że on bredzi jak potłuczony, bo po prostu... jemu się nudzi. Że to jest tylko i wyłącznie pajacowanie, kreowanie się na jakiegoś debila. Zupełnie, jak Gregor, chociaż i w jego przypadku można było się zastanawiać, czy to jest jakiś teatrzyk, czy czasowe zaćmienia umysłu. Bezsensowne byłoby udawanie głupka, no bo co to komu może dać? Chyba tylko pretekst dla innych do kręcenia z Ciebie beki. Ale Hainowi to nie przeszkadzało. Akceptował to, że inni uważali go za niespełna rozumu. Ba, jemu się nawet taka opinia podobała, co można było uznać raczej za dziwne. Bo chyba nikt nie cieszyłby się, gdyby ktoś mu powiedział, że jest pojebany jak lato z radiem. A Hainek często takiego właśnie tekstu wysłuchiwał. I kwitował to jedynie dzikim śmiechem. Może to był powód, przez który za jełopa był uważany, śmiał się gorzej od Waldusia z "Kiepskich". Taki typowy rechot, od którego mogły uszy rozboleć...
Niezły rozpierdol mógł się więc zdarzyć, jeśli ta dwójka brała się za rozwiązywanie krzyżówki. Jak można się domyślić, nie mieli oni pojęcia, jak się takową rozwiązuje, toteż wszystkie chwyty dozwolone, robili z nią co chcieli. A to tutaj dorysowali kratkę, tam skreślili trzy, bo im nie pasowało do hasła... W innym miejscu uznali, że to hasło w ogóle jest pomyłką, nic tam ne pasuje, i w ogóle nie powinno go tam być... 

- Imię najbardziej uroczego siatkarza kadry. - przeczytał Zator pierwsze hasło. I już zaczął wpisywać "Paweł", kiedy poczuł mocne szturchnięcie w ramię. To Hain go walnął, bo najwyraźniej coś mu nie pasowało. 

- No gdzie Paweł, Ty kapusto jedna?! Piotr wpisuj, ale mi już! - prychnął.

- Nie mam zamiaru. - fuknął Zator i trwał przy swoim. 

- Ja go popieram. - uśmiechnął się Guma. No tak, swojego imiennika może poprzeć w takiej sprawie
Tak więc stanęło na Pawle. 

- No to teraz mamy hasło na "Ł". Ma rewolwer. - przeczytał środkowy Indykpolu. 

- Łobuz jakiś to będzie! - wypalił Mały Maciek.

- Ale to jest za krótkie. - zauważył Zati.

- No to łobuziak. - zaśmiał się atakujący Skry.

- Też za krótkie. - pokręcił głową. 

- To skreślaj kratki, skoro ich jest za dużo! - wrzasnął Hain, a Zator posłusznie owe kratki... zaczął skreślać. Oj nie, tak się krzyżówki nie powinno rozwiązywać... 

- Palone. - kolejne hasło, tym razem odczytał je Maciuś. 

- Głupki! - wrzasnął Wrona. 

- Głupki? - zdziwił się Karollo.

- No. Głupy się pali. Albo rżnie... - zastanowił się. - Ale co to za różnica? 

- Żadna, masz rację. No to wpisuję. - libero już nie Skry zaczął wpisywać odpowiedź. - Za długie. 

- To skróć to. - stwierdził Muzaj.

- Niby jak? - westchnął Włodi.

- Wywal jakąś literę, ale tak, żeby słowo nie straciło sensu. O, tutaj "ł" nie jest potrzebne. Zamiast "głupy" będzie "gupy", a i tak wiadomo, o co chodzi, nie? - podrapał się po głowie. 

- No tak. - uśmiechnął się Zati. 
Guma tylko złapał się za głowę... Sam jednak postanowił odczytać kolejne hasło.

- Znak rozpoznawczy klubu. 

- Kibole! - ryknął Hain. Zatorski oczywiście to wpisał. - Dobra, element piłkarskiego rzemiosła, to będzie gol, nie? 

- Taa. - mruknął Maciek. 

- Ale to jest za krótkie. - jęknął Karol.

- Rozciągaj! - wrzasnął Zator. 

- Jak? - podrapał się po głowie. 

- No rozciągaj, tam gdzie się da. Wpisuj tyle "o", żeby pasowało. - wyjaśnił Wąskiemu, co powinien zrobić. Ten, chociaż niechętnie, spełnił jego życzenie. 
I tak zamiast "gol", nasi chłopcy wpisali "gooool". Bo tyle "o" im pasowało... 

- Głupiutki. - Zatorski przeczytał kolejne hasło. 

- Dupowaty! - ryknął ten, o którym mówiono, że jest pojebany jak lato z radiem. 

- Za krótkie. - westchnął. 

- Dupkowaty! - no tak, to było dłuższe.

- Nadal za krótkie. - jęknął.

- Dupeczkowaty! - jeszcze dłuższe...

- Nie pasują litery. - szepnął, a środkowy "luknął" w krzyżówkę. Myślał, myślał...

- DUPEŁKOWATY! - aż wymyślił...

- Idealnie! - pisnął Zati z zachwytu.

- A czy takie słowo w ogóle istnieje? - wtrącił się Zagumny.

- A czy to ważne? - prychnął Piotrek. - Ważne, że pasuje. 

- Może ja puszczę jakąś muzykę na uspokojenie. - westchnął Woicki. Większość siatkarzy przytaknęła. - Może coś o nich?... - wskazał na dwójkę "najbardziej" inteligentnych. 

- To znaczy? - zainteresował się Władeczek.

- Bad Boys. - zachichotał, po czym puścił owy utwór. 

"Bad boys, whatcha want
Watcha want, whatcha gonna do?
When sheriff John Brown come for you
Tell me whatcha wanna do, whatcha gonna do?

Bad boys, bad boys whatcha gonna do?
Whatcha gonna do when they come for you?
Bad boys, bad boys whatcha gonna do?
Whatcha gonna do when they come for you?"

- Fantastyczna rasa. - przeczytano kolejne hasło. Konkretnie zrobił to Włodi. 

- Ćwok. - wypalił Hain. 

- Nie pasuje. - westchnął Pawełek.

- To dorysuj kratkę u góry. I co? - spytał.

- Teraz pasuje! - uśmiechnął się szeroko. 

- Krążą o nim legendy. - tym razem Piotruś przeczytał hasło. 

- Ogier. - rzekł libero, bez żadnego zastanowienia. 

- Co? - jęknął. Chyba nie zrozumiał...

- No o naszym rzeszowskim ogrze krążą legendy, jakiego to ma wielkiego piździelca. No bo przecież baba by tak bez powodu nie wrzeszczała, jakby nic tam nie miał. A ta to darła ryja non - stop. - przewrócił oczami.

- Ogierze, jak już. - przerwał im Guma.

- A co ja powiedziałem? - pisnął Zati.

- Nieważne. - westchnął Mario. 

- Podatek od używek. - Wrona odczytał hasło.

- Pit. - niemalże natychmiast rzekł Hainuś. - Przecież mówi się o nim, że ćpie, a ćpanko to używki. A pit to podatek, więc pasuje. - zaczął się zastanawiać. 

- Ale to jest za krótkie. - jęknął Włodarczyk.

- Swoją drogą, to jest jakaś krzyżówka poświęcona temu idiocie? Chyba już trzecie hasło go dotyczy... - pokręcił głową. 

- No chyba. - zaśmiał się Karol, próbując sobie nie przywalić facepalm'a. 

- Ale mówisz że za krótkie? No to rozciągamy. Pituś. - Hain prawdopodobnie miał same szóstki ze zdrabniania wyrazów...

- Nadal za krótkie. - chichotali zawodnicy Skry.

- Pitusiek. - kolejne zdrobnienie. Tym razem... zdrobnienie zdrobnienia. 

- Ale przez jakie "ś"? - spytał Pawełek.

- A co to za różnica? - podrapał się po brodzie.

- Bo mi pasuje z kreską. I z "g" na końcu by musiało być, bo tylko tak pasuje. Tak, chyba tak będzie, no to wpisu... - nie dokończył myśli, bo ktoś mu przerwał.

- Zamknij wreszcie ryj, Ty jebany gnomie! Się, kurwa, kurdupel znalazł, kurwa, jajko mądrzejsze od kurwy! - ryknął, wyraźnie wkurwiony poziomem rozwiązywania krzyżówki, Woicki. Albo inteligencją tych, którzy próbowali ją rozwiązywać. 

- Od kury, Wujek. - nieśmiało pisnął Konan.

- A co ja powiedziałem? - spytał.

- Nieważne. - westchnął Winiar. 
Tak, ta grupa nie potrafiła normalnie rozwiązać krzyżówki... Kwiatki im powychodziły wspaniałe, a najlepsze miało dopiero nadejść. 

- Spóźnia się. - przeczytał Hain.

- Taksówka! - ryknął Zatorski, a nieogarnięty blokujący natychmiast zaczął dorysowywać kratki do hasła... 
Matko z ojcem... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Rzym, Włochy

Zbliżał się już wieczór, gdy przesiadująca w swoim pokoju Kamila postanowiła trochę się rozerwać. Tym razem jednak nie miała ochoty na nieprzyzwoity seans filmowy, gdyż bała się, że mógłby on zakończyć się w podobny sposób, jak ten wczorajszy. Nie zaprzeczy, że z Szymonem było jej dobrze, bo było jej wręcz cudownie. Mimo to, bała się jednak angażować bardziej w jakąkolwiek znajomość. Była jeszcze przecież bardzo młoda, nie chciała czuć się, jakby była uwiązana na jakimś łańcuchu przez partnera. Ona chciała w najlepsze korzystać z życia, czerpać garściami to, co ono dawało. Skorzystać z jeszcze niejednego dobrodziejstwa, jakie ze sobą niósł los. Gdyby miała chłopaka, byłoby to absolutnie niemożliwe do zrealizowania. Musiałaby być mu wierna, posłuszna... Nie mogłaby pozwolić sobie na żadne szaleństwa. Więc, mimo tego, że Romać nieco zawrócił jej w głowie, nie zamierzała pakować się w żaden związek. Trudno będzie jej być obojętną na wdzięki lubińskiego atakującego, ale nie mogła mu ulec. Z resztą trudno powiedzieć, czy z tego mogłoby być coś więcej. Możliwe, że on po prostu jej się podobał, i to wszystko. Wyrwała sobie przystojnego faceta, poszła z nim do łóżka, i na tym koniec. Przecież każda dziewczyna miała prawo stwierdzić, że jakiś przedstawiciel płci niepięknej jest urodziwy, że jej się podoba. Każda dziewczyna miała prawo podrywać, kogo chciała. Dzisiaj ten, jutro ktoś inny. Podryw przecież nie musiał od razu oznaczać jakichś zobowiązań wobec obiektu westchnień. I tak właśnie miało być w tym przypadku - Szymon Romać, chociaż niewątpliwie był wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną, miał być tylko kochankiem na jedną noc. A że był dobry w te klocki, no cóż. On już został zdobyty, więc żeby nie popaść w życiową monotonię, Falęcka musiała ruszyć na kolejny podryw. Zbierało jej się na wymioty, gdy widziała, jak jej najlepsza przyjaciółka, nieustannie przesiadywała i lizała się ze swoim chłopakiem. Ona by tak nie mogła, dla niej życie z jednym mężczyzną byłoby po prostu zbyt nudne. No bo co jest fajnego w tym, że codziennie się przytulasz z tym samym facetem, całujesz się z nim, chodzisz z nim za rączkę i pięćdziesiąt razy dziennie mówisz mu, że go kochasz? Jak nie więcej... Oklepany schemat, którego Kamila nie chciała powtarzać. Nie rozumiała, dlaczego Anka tak dała się omotać jednemu facetowi. Ona by zwariowała, gdyby miała tak żyć. Zupełnie, jakby ktoś jej ustawił plan dnia. O tej godzinie robić to, a o tej - tamto. I każdego dnia miałaby robić to samo. Plan zajęć Anki był prosty - dzisiaj gździ się na korytarzu z Piterem, jutro też, i pojutrze także. I tak codziennie. Z przerwami na jej pracę. Zaraz, jaką pracę? Siatkarze zaglądali do niej raz na ruski rok, bo nie potrzebowali już zbytnio pomocy psychologa. Skutki pamiętnego wybuchu chyba już dawno im ustąpiły, a jeśli nie, to z pewnością jedynie parę jednostek mogło jeszcze je odczuwać. Chmura tak naprawdę stała się typową siatkarską WAG, która nic nie robi i opala się w blasku zajebistości swojego chłoptasia. A przynajmniej takie zdanie o kobietach siatkarzy miała większość kibiców. Że one tylko leżą i pachną, i wydają pieniądze, których same nie zarobiły. Bo przecież nowy lakier do paznokci sam się nie kupi, i wizyta u fryzjera też się sama nie opłaci. A na Instagrama można powrzucać jakieś zdjęcia, jak to się niby haruje ciężko na siłowni, co by nie było, że się nic nie robi... Tak, kibice potrafili czepiać się byle gówna...
Kamila chciała uniknąć takiego życia, na jakie skazała się Anna. Postanowiła w jakiś sposób zaakcentować to, że jest kobietą niezależną, wyzwoloną, że nie czuje się przez nikogo ograniczana i że może robić, co tylko jej się podoba. No bo kogo tak naprawdę obchodzi to, co robi fotograf drużyny? Chyba tylko najbardziej zagorzałe hotki reprezentacji, które interesują się wszystkim, zaczynając od tego, co siatkarze zjedli dziś na śniadanie, a kończąc na tym, jakie majtki dzisiaj mieli na sobie. Takich na szczęście nie było zbyt dużo, więc ryzyko, że ktoś dowie się o tym, co robi Falęcka, było niewielkie. A z resztą, była przecież kobietą, a panienki bardziej interesowały się chłopcami. Może gdyby pracowała w żeńskiej kadrze, to wtedy wzbudziłaby większe zainteresowanie, bo mężczyźni, podziwiając urodę naszych niewątpliwie pięknych siatkarek, mogliby i zwrócić uwagę na nią. A tak to plotkowało się o niej w Internecie głównie w kontekście "jak myślicie, czy ona wyrwie mojego przyszłego męża?" i "nienawidzę jej, bo ona może dotykać moje ciasteczko, a ja nie!"... Nie była żadną medialną postacią, więc raczej nikt by nie zauważył, gdyby wymknęła się na noc z hotelu. I to właśnie zamierzała zrobić. Chciała sobie poświrować, ale tak solidnie. Nie przy jakimś kiepskiej jakości, nieprzyzwoitym filmie, ale w towarzystwie innych ludzi. Ludzi, których nie znała, i którzy nie znali jej. Przy których nie musiałaby wstydzić się tego, co robi. Kamila miała w planach wybrać się na noc do klubu, na jakąś dyskotekę. Nie wykluczała tego, że gdyby wyhaczyła tam jakiegoś przystojniaka, mogłaby wziąć go w obroty. Ale raczej nie przyprowadziłaby go do hotelu, w którym zakwaterowana była reprezentacja. Nie byłoby jej do śmiechu, gdyby rano z jej kochankiem, nakryłby ją jeden z siatkarzy, bądź, co byłoby jeszcze gorsze, jakiś członek sztabu szkoleniowego. Sztabu, do którego ona tak naprawdę przecież nie należała. Jednak coś ją z tą kadrą łączyło, jakąś umowę miała podpisaną, więc nie wypadało jej hańbić dobrego imienia drużyny. Wprawdzie była ona najmniej istotną cząstką grupy, jednakże nawet taka drobna rysa na, kreowanym na idealny, wizerunku Reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, byłaby sporym ciosem dla wszystkim sympatyków naszych orzełków. No bo przecież zaraz posypałyby się gromy, że kto taką pustą cizię zaprosił, co to sobie zaprasza facetów do hotelu. Zaraz wyzwano by ją od nieroba, który się opierdala, zamiast pracować. A gdy do tego doda się jeszcze wyobrażenie przeciętnego Kowalskiego o profesji fotografa - mogłoby się wokół Falęckiej zrobić naprawdę nieciekawie i mogłaby zebrać lawinę hejtów. No bo przecież fotograf tylko sobie pstryka zdjęcia i to wszystko, nie?... 
Wracając do tematu, Kamila chciała jakoś zaakcentować swoją niezależność. I to, że wreszcie zacznie żyć tak, jak zawsze tego chciała. Zdecydowała się na najłatwiejszy, ale zarazem dość drastyczny krok, czyli zmianę swojego wizerunku. Żal jej było jednak żegnać się ze swoimi długimi włosami, więc szybko odgoniła od siebie myśl o tym, że mogłaby je ściąć. Mogła jednak zrobić coś innego, a mianowicie - zmienić ich kolor. Wylądowała więc szybko w Internecie i zaczęła przeglądać na różnych stronach, jakie odcienie włosów są teraz modne. No i chciała też zobaczyć, czy jakiś jej się spodoba. Już od jakiegoś czasu zastanawiała się nad przefarbowaniem się. Myślała o jakimś normalniejszym kolorze niż ten, który miała do tej pory na swoich kudłach. No bo czy połączenie niebieskiego z fioletem i różem, mogło być nazywane normalnym? Nie sądzę... Po krótkim zastanowieniu się zdecydowała się na marchewkowy odcień koloru rudego, gdzieniegdzie przebijać miała się miedź i odrobina czerwieni. Rozważała wcześniej parę kolorów, dlatego zakupiła odpowiednie farby jeszcze przed wylotem do Włoch. Teraz mogła wreszcie skorzystać z tego, na co wydała swoje pieniądze. Popędziła do łazienki z prędkością godną TGV, po czym zaczęła nakładać na włosy odpowiednią farbę...
Po niedługim czasie mogła już zmyć ją i wysuszyć włosy. Stanęła przed lustrem i stwierdziła, że podoba się sobie. Pierwszy krok został wykonany. Następnie wymalowała się starannie, wzięła jakąś kopertówkę, ubrała się w dość odważne ciuchy, po czym niezauważenie wymknęła się z hotelu, i ruszyła w stronę upatrzonego wcześniej klubu. Słońce już zachodziło. Zapowiadała się długa noc. 

"I got a feeling
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good good night
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good good night

A feeling (Woohoo)
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good good night
A feeling (Woohoo)
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good good night

Tonight's the night
Let's live it up"

Weszła do środka pomieszczenia i od razu zamówiła jakiegoś drinka. Oczywiście po angielsku, bo włoskiego nie znała. Jednak nie była to żadnym problemem, bo przecież każdy człowiek w obecnym świecie, powinien językiem angielskim posługiwać się w stopniu komunikatywnym. Ona tę umiejętność posiadała, barman także. Usiadła przy stoliku i zaczęła spijać przez słomkę zielonkawo - niebieską ciecz. Na taki kolor napój ten był bowiem zabarwiony. Po jednym drinku przyszła pora na kolejny, tym razem w kolorze czerwonym. Gdy i jego wypiła, usłyszała bardziej energiczne rytmy, co skłoniło ją do porzucenia swojego miejsca i ruszenia na parkiet. Szybko podbiła do niej niewielka, dosyć ładna dziewczyna. Blondynka o przepięknym uśmiechu. Podobnie, jak Falęcka, nałożyła na siebie całkiem sporo tapety, no ale chyba nikt normalny nie wybrałby się do klubu bez makijażu. 

- Ciao. [Cześć.] - zaczęła.

- I'm sorry, but I don't speak Italian. [Przepraszam, ale nie mówię po włosku.] - odpowiedziała.

- Oh. No problem. [Och. Nie ma problemu.] - uśmiechnęła się. - My name is Chiara, and you? [Jestem Chiara, a Ty?] - wyciągnęła dłoń w stronę fotografki.

- Kamila. - uścisnęła jej dłoń. 

- Where are you from? [Skąd pochodzisz?] - zapytała. 

- I come from Poland. I'm Polish. [Pochodzę z Polski. Jestem Polką.] - udzieliła jej odpowiedzi. 

- Ah. You stay here for longer? [Ach. Zostajesz tu na dłużej?] - chyba miała ochotę na dłuższą znajomość.

- Unfortunately, I'm here for only a week. And this week is already coming to an end. [Niestety nie, jestem tu tylko przez tydzień. I ten tydzień się już powoli kończy.] - odpowiedziała. Wyraźnie zasmuciła tym uroczą Włoszkę. 

- Too bad. So ... we dance? [Szkoda. No to... tańczymy?] - zaproponowała. Kamila skinęła głową na znak, że się zgadza.
Obie dziewczyny zaczęły ruszać się w rytmie piosenki, jaka właśnie płynęła z klubowych głośników. A że nie były to zbyt grzeczne rytmy, a panny były już nieco podpite, zaczęły się niemal natychmiast o siebie ocierać. Chiara objęła Falęcką i zaczęła coraz odważniej dotykać jej ciała. Jako że sukienka Kamili była dosyć wyzywająca, Włoszka mogła w najlepsze jeździć sobie ręką po jej udzie i gładzić jej nagie plecy. Pani fotograf nie pozostała jej dłużna i także zaczęła wymacywać swoją towarzyszkę. Obie szybko wylądowały na klubowej kanapie, gdzie zaczęły się namiętnie całować. Nowopoznana dziewczyna szybko zaczęła jeździć dłońmi po praktycznie każdym odkrytym fragmencie ciała Kamilki, a jej, najwyraźniej, bardzo się to podobało, skoro zaczęła mruczeć jak głupia. I zapewne mruczałaby jeszcze dłużej, i jeszcze głośniej, gdyby w tej chwili nie podszedł do nich jakiś wyrośnięty mężczyzna. 

- Ciao bellezza. [Witaj, piękna.] - zwrócił się do Falęckiej. 

- Ciao bejbe. - odpowiedziała nie ogarniająca już zbytnio rzeczywistości Kamilka. Stwierdziła, że zabawnie będzie odpowiedzieć jednym z wiekopomnych tekstów siatkarzy, skoro pasował do sytuacji. Dryblas tylko zaśmiał się cicho i spojrzał w stronę Chiary.

- Cosa stai facendo qui? [Co Ty tu robisz?] - zapytał. Najwyraźniej znał tą dziewczynę.

- Come potete vedere, io sono. [Jak widać, jestem.] - jęknęła znudzona. 

- Chi è il tuo amico? [Kim jest Twoja koleżanka?] - sypał pytaniami jak z armaty. 

- Questo è Kamila. Balliamo. [To jest Kamila. Tańczymy.] - uśmiechnęła się. 

- Non sapevo che la danza può essere chiamato di toccare qualcuno sul culo. [Nie wiedziałem, że tańcem można nazwać dotykanie kogoś po tyłku.] - prychnął. - Mi hai tradito di nuovo? [Znowu mnie zdradzasz?] - warknął w jej stronę. Najwyraźniej był dla niej kimś więcej, aniżeli tylko i wyłącznie jej znajomym.

- Luca, non lo è. [Luca, to nie tak.] - westchnęła, a w głowie Kamili zaczęła się kształtować pewna myśl. Luca, wysoki, całkiem przystojny, Włoch... Cholera, to chyba był nie kto inny, jak Luca Vettori we własnej osobie. 

- E come? Più di recente, hai trovato te stesso collega, poi sei andato a un ragazzo. [A jak? Ostatnio też znalazłaś sobie koleżankę, a potem poszłyście do jakiegoś gościa.] - zdecydowanie nie podobało mu się to, co robiła Chiara. 

- Facciamo una cosa a tre? [Robimy trójkącik?] - wypaliła z wyrysowaną na twarzy pewnością siebie. Totalnie zaskoczyła tym Kamilę, która niemalże z prędkością światła wypluła popijany właśnie płyn. Bo oczywiście dziewczyny musiały sobie zamówić kolejne drinki. 

- E il tuo amico vuole? [A Twoja koleżanka chce?] - zapytał siatkarz. 

- Credo di si. [Myślę, że tak.] - odpowiedziała, po czym wyszczerzyła się szeroko. 
Vettori dosiadł się do nich, jednak gdy próbował objął obie dziewczyny, Chiara wpakowała mu się na kolana i wpiła gwałtownie w usta. Luca zaczął odwzajemniać jej pocałunek. Tak chyba trójkącik nie powinien wyglądać... 

- Are you a couple? [Jesteście parą?] - odważyła się w końcu zapytać Falęcka. 

- Yeah. And it matter? [No tak. A to ma jakieś znaczenie?] - odparowała dziewczyna, a rudowłosą zamurowało. 

- So why do you want to do a threesome? [Więc dlaczego chcecie robić trójkącik?] - zapytała. Jej mina była bardzo poważna. 

- Luca says that I'm awful in bed, so I need someone who will satisfy him. And in the meantime I'll kiss with him. [Luca twierdzi, że jestem fatalna w łóżku, więc potrzebuję kogoś, kto go zaspokoi. A ja w międzyczasie będę się z nim całować.] - palnęła bez zastanowienia. Kamila wstała z kanapy. - Where are you going? [Dokąd idziesz?] - zmartwiła się Chiara.

- I'm sorry, I'm not going to be the third one, to be on combined strength. [Przykro mi, nie zamierzam być tą trzecią, tą na doczepkę.] - odpowiedziała. - If you have a problem, go to the doctor. [Jeśli macie z tym problem, idźcie do lekarza.] - dodała, po czym szybko oddaliła się od migdalącej się na kanapie parki. Uroniła przy tym parę łez, bo poczuła się fatalnie. Nie chciała rozbijać ich związku. I wtedy właśnie zdała sobie sprawę, że przecież wielu ludzi lubi kłamać. A co, gdyby faceci, których miała wyrywać, też okazywaliby się zajęci?... Miała już dosyć wrażeń na dzisiaj i zapragnęła wrócić do hotelu. Ostatni raz spojrzała na Lucę i Chiarę. Całowali się namiętnie, i widać było, że jest im ze sobą naprawdę dobrze. Do czego więc była tam potrzebna ona?... 
Gdy znajdowała się już w wystarczającej odległości od nich, sięgnęła do torebki po swój telefon. A wtedy zobaczyła, że jest już bardzo późno. Ona sama o tej porze wracać do hotelu nie będzie. Bo po prostu nie wie jak, a ciemności boi się bardziej niż pająków i wszelkiego innego robactwa. Nie miała wyjścia, musiała się zbłaźnić i zadzwonić po kogoś. Po kogoś z siatkarzy... Niestety, posiadała tylko i wyłącznie numer do członków sztabu szkoleniowego, i do Cichego. Nie mając wyjścia, zadzwoniła do tego ostatniego... Po chwili odebrał.

- Tak? - zaczął. 

- Pit, jest sprawa... - bąknęła nieśmiale.

- No? - ziewnął. 

- Ja sobie wyszłam na spacer i... nie zauważyłam, że jest już późno. - skłamała. - Boję się sama wracać, mógłbyś po mnie przyjść? - spytała. No przecież nie powie mu, że poleciała do klubu sobie przyświrować, bo chyba skróciłby ją o głowę, gdyby ją zobaczył.

- A gdzie jesteś? - dopytywał.

- Schowałam się teraz w jednym z klubów... - tutaj podała jego nazwę. 

- Fajny mi spacerek. Wypindrzona jak na podryw, w kiecce, która nadaje się tylko do tego, żeby ją z Ciebie ściągnąć. - prychnął. 

- Co?! Skąd wiesz?! - wrzasnęła. Kit z tym, że zdradziła właśnie to, że niekoniecznie na owy spacerek się udała. 

- Złotko, przez okno Cię widziałem, jak wychodziłaś. Ale wiesz, nie tylko ja Cię widziałem. - rzekł, a Kamila dałaby głowę, że w tej chwili się właśnie cwaniacko uśmiechał. 

- A kto jeszcze? - jęknęła. 

- Romać. I natychmiast wparował mi do pokoju biadolić, że gdzie Ty się wybierasz, że on już Cię w ogóle nie zobaczy... Musiałem mu dać jakąś melisę na uspokojenie, bo tak gdakał, że zaraz by mi jajko zniósł. - przewrócił oczami. - Wiesz, że jemu cholernie na Tobie zależy? On się w Tobie chyba zajebał. - nie chciała tego usłyszeć. Wiedziała, że będzie musiała bardzo delikatnie wytłumaczyć Szymonowi, że nie ma ochoty na żaden związek. 

- Tto... mógłbyś po mnie przyjść? - pisnęła cichutko. Wystarczająco ją już zawstydził. 

- Nie. - odpowiedział. - Nie wiem, gdzie to jest. Mógłbym zgubić się po drodze. A poza tym chce mi się spać, więc proszę Cię, pozwól mi się zdrzemnąć. ... Nie mam jak się ruszyć, bo mnie ręka Anki przygniata. - zachichotał. - Ale wyślę kogoś po Ciebie. Cześć. - rozłączył się.
Oczywiście nie zamierzał jej powiedzieć, że wyśle po nią Romacia... Tak naprawdę wiedział doskonale, jak trafić do tego klubu, w którym przebywała Kamila. Bez problemu dałby radę także wyślizgnąć się z objęć Chmury, a i z opuszczeniem hotelu nie powinno być problemu. Spać mu się chciało, to fakt, ale i to nie było problemem... On po prostu chciał, by ta dwójka całą sprawę załatwiła między sobą... Ach, no tak. Cichy nie powiedział jeszcze, że Szymon był przy całej tej rozmowie. Nie musiał więc mu nawet wysyłać sms'a z adresem. Młody atakujący od razu ruszył w kierunku klubu... 
Gdy do niego zaszedł, minęła chwila, gdy znalazł siedzącą przy stoliku, dygoczącą jak głupią, Kamilę. Ze strachu? Najprawdopodobniej, bo raczej nie z zimna. Noc była w końcu ciepła... 

- Co Ty tu robisz? - zapytała. 

- Przyszedłem Cię uratować, o piękna, więc podaj rączkę swojemu wybawcy i wracaj na zieloną stronę mocy. - zironizował. - Piotrek mi kazał po Ciebie pójść, więc oto jestem. - dodał, już znacznie poważniejszym głosem. 

- No skąd ja wiedziałam, że przyśle Ciebie. - prychnęła. 

- Może stąd, że się cholernie o Ciebie martwiłem? Kurwa, Kamila, ja spać nie mogłem, ja latałem jak głupi po całym hotelu, martwiąc się, czy Ci się nic nie stało. Kamila, mi na Tobie cholernie zależy. Rozumiesz? - zaczął nią potrząsać. 

- Rozumiem. - westchnęła i przewróciła oczami. 

- Wracamy. I śpisz u mnie, żebym miał na Ciebie oko. Nie spierdolisz mi już nigdzie w nocy. - zarządził. 

- Będę spać, gdzie tylko mi się będzie podobać, i nic Ci do tego. - odburknęła niezbyt uprzejmie. 

- Kamila, ja się o Ciebie martwię, rozumiesz? - zapowiedział jej to. 

- Nie. Szymon, byłeś jednym z wielu facetów na jedną noc, rozumiesz? - zaczęła. - Nic nas nie łączy. I nic nas łączyć nie będzie. Odpuść sobie, nie prześpimy się po raz kolejny. Chcę czegoś nowego. Chcę przygód, poznawania świata, nowych ludzi. Chcę poszaleć. Nie chcę wiązać się z nikim w jakąś trwałą relację, bo to nie dla mnie. Nie chcę żyć na uwięzi. Jestem wolna, i będę z tego korzystać, czy to Ci się podoba, czy nie. - powiedziała mu wszystko, co chciała. 

- Będę o Ciebie walczyć. Nie odpuszczę tak łatwo. A poza tym, dziękuję Ci za to, że się przefarbowałaś. Rude od zawsze mnie pociągały. - odpowiedział, po czym chwycił w swoje dłonie jej twarz i zaczął do niej zbliżać swoją. Spotkał się jednak tylko z bolesnym liściem. 

- Łapy precz. - prychnęła. - I nie myśl sobie, że przefarbowałam się dla Ciebie. 

- Wczoraj jakoś tak nie mówiłaś! - warknął na nią. - I wcale tak nie myślę. 

- A teraz tak mówię. No, zrozumiałeś? To możemy wracać. - parsknęła cicho. Bardzo zasmuciła atakującego swoim zachowaniem. A i on postanowił chyba nieco zmienić swoją taktykę. Musiał się dowiedzieć, dlaczego ona go nie chce. Ale musi to zrobić inaczej. 
Tak, sposób na pokrzywdzonego chłopca zawsze działa...

- Kamila... - westchnął. - Dlaczego? Dlaczego nie chcesz chociaż spróbować? A nuż by Ci się spodobało i byś stwierdziła, że jednak nie potrzebujesz żadnych nocnych eskapad w poszukiwaniu ciasteczek do wyrywania?... A nuż byś mnie pokochała?... - te ostatnie słowa wypowiedział znacznie ciszej. - Szlag mnie trafia, jak sobie pomyślę, że ktoś Cię może posuwać. Ktoś inny, niż ja... - dodał. 

- Szymon... - jęknęła. - Ja nie chcę popaść w życiową monotonię. - odpowiedziała. - Sam widzisz, co się stało z Anką. Przecież jej życie stało się tak schematyczne, że można by wręcz napisać jej dokładny plan dnia. O, albo wyobraź sobie, że ona jest jakąś marionetką, i masz jej instrukcję obsługi... Ja tak nie chcę. - szepnęła. 

- Kamila... Ze mną nie będziesz się nudzić. - chwycił ją za dłoń. 

- Nie, Szymon. Ja to wszystko muszę przemyśleć... - westchnęła i pokręciła głową. 
Ostatecznie jednak pozwoliła mu się odprowadzić do hotelu, i nawet zgodziła się spać z nim w pokoju. Ale gdy już zasypiali, wiedziała, że nie będzie lekko.
Szymon, już przez sen, szepnął bowiem, najprawdopodobniej sam do siebie "ja się tak łatwo nie poddam". 
Ciężka jest droga do serca Kamili Falęckiej. Ale on wierzył, że znajdzie klucz, który otworzy tą bramę, za którą znajdują się skrywane przez nią pokłady miłości... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

16.06.2014

Rano okazało się, że na grupie "włoskiej" na Facebook'u w najlepsze trwała zabawa...
[się jakość potentegowała x<]
... która przeniosła się na ogólnodostępną grupę siatkarską. Dostępną dla wszystkich siatkarzy, z wszystkich państw..

Matko z ojcem. 
___________________________________________________________

I wszyscy święci. Jak widać, siatkarz to nie zawód. Siatkarz to stan umysłu.
W zabawie na Fejsie pojawiło się parę postaci, które do tej pory nie występowały w opowiadaniu, a czy wystąpią? Nie wiem, pożyjemy, zobaczymy.

Szymon będzie walczyć o Kamilę, ale czy z tej walki coś wyniknie? Falęcka wydaje się być wyjątkowo obojętna na jego starania. Jego już miała, teraz chce czegoś innego. Kogoś innego.
Czy w końcu mu ulegnie? A może jednak jeszcze kogoś poderwie? 


Krzyżówki chyba nie skomentuję. Zatorski + Hain + paru innych mniej inteligentnych kolegów = mózg rozjebany. Dziękuję.

POSZUKIWANY
Istnieją bardzo poważne przesłanki, żeby stwierdzić, iż ktoś uprowadził gdzieś Cichego Pita. Sympatyczny środkowy ostatnio widziany był w dniu swojego ślubu, to jest 25 lipca 2015 roku. Od tego czasu ślad po nim zaginął, a ludzie twierdzą, że ktoś go podmienił i podesłał jakiegoś sobowtóra.
Bo jaki byłby inny powód, dla którego założyłby publiczne konto na Instagramie i rozpierdalał system hashtagami?
Tak, zachód słońca jest ładny, ale Andrzej bardziej.
To "Bad boys" do tekstu, to też sprawka tego gagatka. 


Czy ktoś może ukręcić łeb Grześkowi Pająkowi? Przez tego cholerę z kolei w głowie mi cały czas lata "disco disco, party party".
Fantastiś.

03:08, idę spać, dobranoc.
Kolejny rozdział będzie, jak się napisze.