10.06.2014, Maringa, Brazylia
W Marindze trwały ostatnie przygotowania do pierwszego w tym sezonie występu reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, w rozgrywkach Ligi Światowej. Tymże właśnie meczem kadra miała zainaugurować cały sezon, który zakończył miał się Mistrzostwami Świata, rozgrywanymi w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Od rana wszyscy chłopacy byli niesamowicie podekscytowani. Nie potrafili usiedzieć na miejscu, tak bardzo chcieli już grać. Wiedzieli, czego oczekują od nich dziennikarze. I zgodnie uważali, że są w stanie tym oczekiwaniom sprostać. Nie bali się tego, że naprzeciwko nich stanie prawdopodobnie najbardziej utytułowana drużyna świata. Z resztą, to nie była już ta sama Brazylia, która jeszcze nie tak dawno zachwycała cały świat. Wydaje się, że ten "początek końca" wielkiej ekipy Canarinhos nastąpił wraz z momentem przegrania Igrzysk Olimpijskich w Londynie, w 2012 roku. Rok później, przegrali także i Ligę Światową. Czy na tyle się odbudowali, by wrócić na szczyt? Jasne, to cały czas był fantastyczny skład, jednak siatkarze mogli być czasem w gorszej formie. Z tym, że ta nienajwyższa forma Kanarków utrzymywała się już przez dwa lata. Wygląda więc na to, że w tym team'ie coś się popsuło, coś przestało działać, któryś trybik nie zatrybił tak, jak powinien. Polacy stali przed ogromną szansą, gdyby wygrali choćby jeden mecz, byłoby to z pewnością pamiętne zwycięstwo. Przecież nasi siatkarze już co najmniej kilka lat nie potrafili odnieść zwycięstwa nad tym konkretnym przeciwnikiem na terenie jego kraju. Taki to był niewygodny rywal... A teraz szansę na jego pokonanie miał rezerwowy skład naszej drużyny. Wielu nieopierzonych młokosów, dla których tak naprawdę będzie to debiut na arenie międzynarodowej. Z jednej strony, nie wiadomo było, jak to zniosą - mogła ich przecież zjeść trema. Zaś z drugiej, jeśli będą grać bez żadnych kompleksów i nie będą przesadnie myśleć o tym, że występują w meczu przeciwko najlepszym siatkarzom świata, mogą się bardzo pozytywnie nakręcić. A to z kolei mogłoby zgubić pewnych siebie Brazylijczyków. Oni tak naprawdę nie wiedzą, jak nasza kadra zamierzała zagrać w tym meczu. Znali jedynie skład, który przyleciał do ich ojczyzny. Ale to był jedynie papier, znali zawartość papieru, i nic poza tym. Zawodników nie kojarzyli, no bo skąd mieli ich kojarzyć? Byli nieco zdziwieni tym, że "Polska odpuszcza mecz", jak to większość z nich stwierdziła. Nie wiedzieli kim są tacy dla nich anonimowi siatkarze jak Tomasz Kowalski czy Dawid Dryja. W sumie, to coś im mówiło chyba jedynie nazwisko Pawła Woickiego. Ale jakieś Romacie, Olenderki?... Co to w ogóle byli za ludzie?... Doszło także do jednej zabawnej pomyłki. Ależ oczywiście, że Canarinhos nie zorientowali się, że Nowakowski, który do nich przyjechał to nie Piotr, a Jan. Dziwili się, dlaczego wylądował on w tak słabym składzie. Zastanawiali się, czy jest bez formy, czy co się stało. Może podpadł komuś i dlatego w taki sposób postanowiono go ukarać? A może po prostu trener uznał, że koniecznie musi mieć jednego doświadczonego zawodnika, i padło na niego? Wprawdzie kilku Brazylijczyków zauważyło, że w rozpisce podane było inne imię, ale uznali to jedynie za błąd tego, kto to pisał. Ciekawe, jak bardzo się zdziwią, kiedy się okaże, że to nie ten siatkarz, o którym myślą...
O pełnej gotowości reprezentacji Polski do prawdziwej wojny na boisku, niech świadczy fakt, że w Marindze ujawnił się długo skrywany talent jednego z zawodników. Kto by pomyślał, że rozgrywający, który w przyszłym sezonie zagra w beniaminku PlusLigi, MKS'ie Banimex Będzin, czyli Tomasz Kowalski, jest tak doskonałym poetą? Oto próbka jego umiejętności:
"Na obiad mieć będę zwycięstwo z Brazylią,
Przyprawię je sobie zieloniutką bazylią.
Brazylia też jest po części zielona,
bazylia zaś nie będzie mielona.
Lubię kanarki, bo fajne są,
Brazylijczycy jednak bardzo ssą.
Muszę rzec, że są kiepscy, i to nie są Ci sami,
który z ostatnich Mistrzostw Świata wracali ze złotymi medalami."
Kilku innych chłopaków motywowało się nawzajem w dość niecodzienny sposób...
- Jaja do przodu i powtarzaj sobie: Wujek nie jest gorszy niż Bruno, Wujek nie jest gorszy niż Bruno, Wujek nie jest gorszy niż Bruno. - tłumaczył Bołądź Woickiemu. Ciekawe, że akurat on to robił...
- Wujek to nasz Pawo Wojende. - zaśmiał się Ferens
- O, o, to mnie w ten sposób porównajcie, proszę, z Lucasem. - zaproponował Bartuś.
- Bartas Gawkaamp, pasuje? - wypalił Mały Maciek.
- Idealnie. - uśmiechnął się środkowy Trefla Gdańsk.
- A jaa... ja będę Artardo Szalparelli! - wypalił Szalupa.
- To brzmi jak nazwisko jakiegoś włoskiego malarza. Albo aktora. - podrapał się po głowie Woicki.
- Albo dziwkarza. - prychnął Hain.
- Zamknij dupę, Ciebie nawet w składzie meczowym nie będzie! - warknął na niego zawodnik Politechniki Warszawskiej.
- Nie no, Endrju chyba ceni sobie umiejętności naszego Hainao. - zamyślił się Wierzbowski.
- Dlaczego ten idiota ma być naszym Sidao?! - wrzasnął Dżony. - A może ja nim chcę być? Skoro Lucas już zajęty...
- Kto pierwszy, ten lepszy. - zaśmiał się Szymek.
- Z Ciebie możemy zrobić polskiego Edera, chcesz? - spytał Żalu.
- No niech będzie. Lepszy Eder, niż nic.
- No to...siema, Dżonder! - wrzasnął Olenderek, dopiero po chwili zorientowawszy się, jak dwuznacznie to zabrzmiało.
- SAM JESTEŚ, KURWA, DŻONDEREM! - ryknął na niego wkurwiony Nowakowski.
- Ssij pałę, dżonderze! - Zupa zarechotał jak pojebany, a że wykonał przy tym bardzo nerwowy ruch, spierdolił się na podłogę z krzesła, na którym jeszcze przed momentem siedział. - Ała, moja dupa. - jęknął.
- Pomasować? - zatrzepotał rzęsami Dryja.
- Nie! - wrzasnął.
- Dryjaac, co Ty takie gejowskie zapędy nam tu prezentujesz? O czymś nie wiemy? - Bołądź rechotał jak głupi.
- Dlaczego to właśnie mnie przyrównaliście do tego murzyna? - prychnął Dawidek.
- RASISTA! - ryknął Woicki. - Siedzi na dupie i morda w kubeł. Może nikt tego nie usłyszał.
- Wszyscy to słyszeli, Wojende. - westchnął Wierzba.
- Super, Wierzbillo. Bardzo się cieszę. - odrzekł.
- Ej! Ja chciałem być Murilo! - wrzasnął Feru.
- Ty możesz być Ferenteles. To też przecież spoko gość, więc nie masz co się obrażać o byle gówno. - stwierdził Kowalski.
- Dzięki, Kowael. - odpowiedział.
- A ja, kim ja będę? - zapytał Żaliński.
- A Brazylia ma w ogóle czwartego przyjmującego? - zdziwił się Muzaj.
- Nie wiem, ale ma fajnego atakującego. Hekhem, jestem Bołądziotto! - krzyknął zawodnik Cerradu Czarnych Radom.
- Chyba raczej Bołąciotto. - wypalił libero Polibudy, lecz szybko zamilknął, gdy zobaczył minę blondwłosego atakującego.
- E, to znowu włoskim zajechało. - podrapał się po głowie Gawryła.
- Dziwne. Powinno portugalskim. Przecież w Brazylii się gada po portugalsku. - wyraził swoje zdziwienie środkowy Indykpolu.
- Muzallace to już w ogóle po portugalsku nie brzmi. - westchnął Muzi.
- Brzmi po prostu chujowo. - wtrącił się Romać. - Szkoda, że dla mnie nie zostało żadnego nazwiska, co bym mógł je sobie przerobić.
- No to załatwione. Żaliński i Romać na trybuny, bo nie mają komu nazwisk podpierdolić. - zachichotał Dryjka.
- A po chuj w składzie meczowym ma być aż czterech środkowych? Z resztą Isaac ostatnio nie grał dużo w w kadrze. - wystawił mu język.
- Zamiast urządzać jakieś debilne przepychanki o byle gówno, skupcie się na meczu. Skład i tak wybierze Andrzej. - westchnął Paweł. No tak, to on musiał ogarniać tą bandę ćwierćinteligentów...
- Andrzardo Kowalende. - zaśmiał się Bartuś, a przez jego słowa nawet Wujkowi na twarzy pojawił się uśmiech.
- Jak myślicie, kto zagra na libero? - spytał Żurek.
- Ty, Żurio. - zarechotał Tomek.
- E, Żurio to prawie jak Żulio. - zauważył Romać.
- A Żulio to wiadomo z czym się kojarzy... - dodał Olenderek.
- Z żulami. - niezwykle twórczo zauważył Hain.
- Nie no, odkrywcze. - podrapał się po brodzie Dawidek.
- Mi to się kojarzy z jakąś Żulią. - zastanawiał się Janek.
- No to trzeba jej znaleźć odpowiedniego żula. Proponuję pociesznego Maciusia. - Żalek mrugnął okiem w stronie zdezorientowanego Muzaja.
- E, Żulia to po prostu Julia. - westchnął Szymuś.
- Skoro jest Julia, to gdzie jest Romeo? - spytał Szalpuk.
- Roomeeo, Roomeeo, gdzie jesteś, Roomeeo?! - Wierzbowski zaczął odstawiać jakiś spektakl teatralny przed wszystkimi.
- Ogar, debilu, bo zaraz przyjdzie nasz piękny i zasugeruje Ci wzięcie tabletek na wzrost mózgu. - pokręcił głową Wujek.
- Wątpię, żeby mu ten mózg wyrósł. - westchnął Bartek Gawryszewski.
- A to niby dlaczego? - zapytał zdziwiony Bołi.
- Trudno, żeby coś wyrastało nagle z niczego. - stwierdził Kowalski.
- Sugerujesz, że nie mam mózgu?! - warknął Krzysiek.
- NIE MASZ MÓZGU?! ŁE, ALE CZAD! - ryknął Hainek.
- Niby dlaczego czad? - zdziwił się Zupa.
- Jezu, człowieku, serio nie wiesz? Jeju, jeju, no czadowo! No czadowo, że on nie ma mózgu! - trąbił jak głupi.
- Dlaczego? - drążył temat libero.
- No bo mózgu to nie mają meduzy. - zaczął. - A TO OZNACZA, ŻE WIERZBOWSKI JEST MEDUZĄ! - krzyknął, niezwykle zadowolony z tego, co otrzymał dzięki swojemu rozumowaniu.
A wszyscy postąpili tak, jak to w Spale się robiło po podobnej jakości mądrościach Zatora - przywalili sobie po soczystym facepalm'ie...
A po chwili przyszedł Andrzej...
A po chwili przyszedł Andrzej i zarządził przedmeczową rozgrzewkę. Chłopaki uciszyli się więc w trybie natychmiastowym i zaczęli wykonywać polecenia trenera. Parę kółeczek wokół boiska, jakieś skłony, rozciąganie się... Potem ćwiczenie poszczególnych elementów siatkarskiego rzemiosła. Aż skończono na zagrywce, gdzie bardzo dobrze radzili sobie Piotrek Hain, Dawid Dryja i każdy z trzech leworęcznych atakujących drużyny. Nieźle poczynał sobie również Wojtek Żaliński.
- Banda, do mnie! - zarządził Kowal, a cała grupka po chwili zebrała się wokół niego. - Teraz wybiorę meczowy skład. Jeśli ktoś się w nim nie znajdzie, proszę się nie obrażać. - uśmiechnął się. - Może mieć dzięki temu gwarancję, że na pewno zagra w następnym meczu. Każdy przecież jest mi potrzebny, każdego z was muszę sprawdzić. Jako, że miejsc w kadrze meczowej mamy tylko dwanaście, trzech z was będzie musiało zasiąść na trybunach. Dzisiaj będą to... Maciek Muzaj, Maciek Olenderek i...
- Trzeciego Maćka tu już nie ma, trenerze. - wtrącił się Feru.
- Widać, że nie lubi naszego imienia. - fuknął młody atakujący PGE Skry.
- No! Idziemy się obrazić! - przytaknął mu libero.
- Wasze imię nie miało żadnego wpływu na moją decyzję. - rzekł. - Po prostu, na kogoś paść musiało, dzisiaj padło na was. A jako trzeci, poza meczową kadrą znajdzie się dziś...
- Obstawiam kogoś z nas. - jęknął Dryjka.
- Słusznie. Środkowy. - uśmiechnął się trener.
- Wyczuwam, że ja. - westchnął Bartuś.
- Tak, Bartku. Dołącz do Maćków i usiądźcie sobie wygodnie. Macie specjalnie przygotowane krzesełka. Obok Mieszka. Więc nawet nie będziecie musieli siedzieć na trybunach, jeśli byście nie chcieli.
- Fajnie! - krzyknął Holenderek. W trójkę ruszyli więc na owe krzesełka, które to były dla nich specjalnie przygotowane.
- Ej, chłopaki, mam pomysł. - szepnął Mały Maciek.
- Tak? Jaki? - zaciekawił się Gawryła.
- Jak Mieszko gdzieś sobie pójdzie, to sobie strollujemy ten jego programik. - zaśmiał się.
- O, tak! Wpiszę sobie sto procent w przyjęciu! - krzyknął zawodnik Polibudy.
- A ja w ataku! - dodał Skrzat.
- To ja... dziesięć bloków sobie wpiszę. - podrapał się po głowie środkowy.
- I pięć asów. - przedrzeźniał go atakujący.
- Tak! Może w końcu ktoś uwierzy, że potrafię zagrywać!
- Nikt nie uwierzy, Bartku. - zaśmiał się Jamal. - I łapy precz od mojego programu. Jak coś spieprzycie, to odkupujecie. A wiedzcie, że nie kosztował on mało.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Tymczasem zbliżał się mecz. Na hali zameldowali się już zawodnicy drużyny Canarinhos. Skład - bez niespodzianek, nie ma nikogo, kogo by nie kojarzyli nasi siatkarze. W ataku Wallace i Vissotto, jako libero - Mario. I bynajmniej nie chodzi tu o Mario Wlazłego. Przyjmujący - bez zaskoczeń - Lucarelli, Murilo i Fonteles, a na środku Lucas, Sidao, Eder i Isaac. Rozgrywał będzie oczywiście Bruno, a wspomagać go będzie Raphael. To był tak bardzo do przewidzenia skład, że już bardziej oczywistego nie można było sobie wyobrazić... Nie to, co nasi. Zespół totalnych no name'ów, który zapewne został uznany za jakąś bandę ogórków do opierdolenia na luziczku. No, zobaczymy, czy rzeczywiście tak będzie... Przypomnijmy może w tym miejscu naszą kadrę. Skoro tam zaczęło się od ataku, u nas niech też tak będzie. Możemy więc sobie zestawić nazwiska Wallace i Vissotto z nazwiskami Bołądź i Romać. Czy brazylijscy przyjmujący wiedzą, że to są zawodnicy leworęczni? Zapewne nie. Skoro nawet nie potrafili ogarnąć, kto do nich przyjechał... Libero? Żurek. Nie taki do jedzenia, oj nie. Chociaż pseudonim Zupa jednak posiadał, co jeszcze bardziej mogło sugerować, jakoby była to jakaś potrawa. W odbieraniu bomb oprócz niego będą wprawiać się Wierzbowski, Żaliński, Ferens i Szalpuk. Tutaj widzimy więc trochę inną koncepcję - my postawiliśmy na czterech przyjmujących, oni na czterech środkowych. A skoro o środkowych mowa, to zapewne wszyscy z niecierpliwością już czekali na to, aż ktoś z trójki Dryja, Nowakowski Jan i Hain zablokują Lucasa Saatkampa... A Kowalski bądź Woicki ośmieszą brazylijski blok swoim finezyjnym rozegraniem. Tak... To jak starcie Dawida z Goliatem. Lecz czy na pewno?... Ci, co byli pewni tego, że wygra Brazylia, mogli się bardzo rozczarować...
Wyjściowe składy prezentowały się następująco: Wallace, Lucarelli, Sidao, Bruno, Murilo, Lucas i na libero Mario - Woicki, Wierzbowski, Hain, Bołądź, Żaliński, Dryja i na libero Żurek. Zaskoczenia? Chyba jednak brak Ferensa w wyjściowej "szóstce", uchodził on za tego, któremu do kadry jest najbliżej. Wychodzi na to, że chyba jednak nie.
Rozgrywki Ligi Światowej 2014 pora zacząć! Po losowaniu wypadło na to, że od zagrywki zacznie drużyna Kanarków. Zagrywał więc atakujący ekipy z Ameryki Południowej - Wallace. Celował najprawdopodobniej w polskiego libero, jednakże uderzona przez niego piłka minimalnie wyleciała za linię końcową. Pierwszy punkt dla Polaków (0:1). Remis. Woicki poczęstował swoją zagrywką siatkę (1:1). Lucarelli serwuje niezłą bombę, jednakże Żurek przyjmuje to bez zająknięcia, Wujek rozgrywa na skrzydło, a tam... nikt nie powiedział Brazylijczykom, że Bołi jest leworęczny, więc się trochę zdziwili, że im piłka wpadła (1:2). Wierzbowski swój serwis posłał tak jakby trochę od niechcenia, więc nic dziwnego, że po chwili w parkiet wpadł piekielny gwóźdź Sidao (2:2). W nagrodę grubasek pójdzie sobie w pole serwisowe. Sito (2:3). A Hainek dla odmiany strzelił sobie prosto w pomarańczowe, brawo, brawo (2:4). Żeby on tylko z myśleniem radził sobie tak, jak z grą w siatkówkę, to byłoby nieźle. Druga zagrywka, więc dla odmiany... drugi as serwisowy (2:5). I trzeci też, i trzeci też (2:6). Bernardinho chyba już nieźle się wpienił na samym początku meczu, ale o czas jeszcze nie poprosił... No, w końcu Ci Brazylijczycy zagrywkę przyjęli. Dzień dobry, panie Wallace, to jest polska ściana, proszę się zapoznać. Dryja doszedł do skrzydła i pomógł przebywającemu tam zawodnikowi, zniweczyć plany gracza w żółto - zielonym stroju (2:7). Na pierwszą przerwę zaprasza nas zlamione przyjęcie Mario Juniora (2:8). Lepiej nie pisać, jak bardzo wkurwiony na swoją ekipę był Rezende. No bo co to ma być?! Polska sobie przyjeżdża trzecim składem, bo nawet drugim tego nie szło nazwać, a oni takie cuda odpierdzielają?... To się w głowie nie mieści... Bardzo dobrze, chłopcy, oby tak dalej. Do Haina nie dotarło, po takiej ślicznej serii raczył teraz zaserwować prosto w taśmę (3:8). Może tego nie odrobią. Serwis rozgrywającego reprezentacji Canarinhos nie sprawił zbyt dużych problemów Krzyśkowi Wierzbowskiemu, a po chwili idealnie dograną piłkę na punkt zamienił jego kolega z drużyny LOTOS'u - Wojtek Żaliński (3:9). Beernaardo! Ani Ty, ani nikt ze sztabu nam nie mówił, że oni mają graczy leworęcznych! Wiesz, że to się zupełnie inaczej z takimi gra. A my nie jesteśmy do tego przygotowani! Tak zapewne rzekli do swojego trenera Brazylijczycy, kiedy zostali zupełnie zaskoczeni tym, jak i gdzie leciała piłka po pacnięciu jej przez Bartłomieja Bołądzia (3:10) Druga też ich zaskoczyła (3:11). Tego już Bernardo nie mógł wytrzymać - wziął czas i jak tylko można było - opierdzielił swoich chłopaków za to, co odchrzaniali... Część z nich prawdopodobnie aż bała się mu spojrzeć w oczy. Nawet jego synalek. Po przerwie stało się to, co się zawsze dzieje z zagrywkami Polaków po przerwach - na skutek rozproszenia, jak to zapewne nazwali komentatorzy w swojej transmisji, zagrywka nabrała dziwnej trajektorii lotu i zakreśliła zbyt długi łuk. Mówiąc wprost - wywalono ją w aut (4:11). Float Murilo nie powinien sprawić problemu naszym chłopakom... więc dla odmiany wpadł prosto w linię (5:11). Drugi na szczęście już nie wpadł, bo go Żalek wybronił ofiarnym padem, jednakże Lucas przypomniał sobie, jak się blokuje, więc przyczapował Dryję (6:11). Przewaga malała. Ale nie zmalała jeszcze na tyle, by Endrju był zmuszony prosić o czas. Sito dla odmiany (6:12). I po naszej stronie też, bo się Wojtuś nie popisał (7:12). Popisał się z kolei Lucas, który ustrzelił Zupę (8:12)..., Żalka (9:12)..., Wierzbę (10:12),... po czym trafił sobie w pomarańczowe, niemal całkowicie odrabiając to, co nasza drużyna wypracowała (11:12). Na taki zwrot akcji Kowal musiał już zareagować, poprosił więc o czas dla swojej drużyny. Przyniosło to oczekiwany skutek, kolejny serwis poleciał w aut (11:13). Dryja pokazał, że zagrywać potrafi, skutkiem czego były... trzy asy z rzędu. (11:14), (11:15), (11:16). Druga przerwa techniczna. Co Ci siatkarze tak się uparli, by strzelać asy seriami?... Ooo, a Dawidek wcale jej nie skończył, oj nie! (11:17). No, ciekawe, czy sześć punktów Brazylia jest w stanie odrobić. Ajć, minimalny aut (12:17). Zagrywa Wallace, Zupa bez problemu odbiera, Wujek rozgrywa, Hain wbija gwoździa (12:18). Po serwisie Woickiego dla odmiany piłka wróciła na naszą stronę, w związku z czym... Hain wbija gwoździa (12:19). A żeby Brazylijczykom nudno nie było, to wbił i trzeciego (12:20) Sidao się chyba wkurwił, bo zablokował środkowego Indykpolu (13:20). Lucarelli zmniejsza przewagę Polaków (14:20). I ponownie ją powiększa, bo druga zagrywka już asem nie była (14:21). Chyba tego nie przegramy. Wierzbowski się z tym nie zgadza, Wierzbowski chce dać szansę przeciwnikom (15:21). Ale Sidao za to bardzo chce pomóc nam wygrać, dziękujemy ślicznie (15:22). Hain w polu serwisowym - niezła bomba, jednak Mario przyjmuje, rozgrywa, a tam już sobie Dryja poczekał na Lucasa. Brawo, Dawid (15:23). Dwa punkty dzieliły nas od wygrania seta. Bernardo Rezende zorientował się, że w tej partii już nic się nie da zrobić, więc nawet nie brał drugiego czasu... Druga bomba Haina, tym razem w Murilo, ten na luziczku sobie odbiera, ale Lucarelli atakuje w aut!... (15:24) Piłka setowa dla Polaków. Nie tym razem, nie ma asa (16:24). A nie, jest, tylko że po drugiej stronie (17:24). I drugi (18:24) I teraz dla odmiany przechodzącą piłkę kończy Lucas (19:24) Wallace atakuje w aut! (19:25) Uff, koniec seta. Ci chłopacy są wielcy. Oni wygrali seta z Brazylią. TĄ wielką Brazylią... A wygrali tego seta tym, co było uważane za najsłabszy w naszej ekipie element rzemiosła siatkarskiego - zagrywką. Przeciwnicy wyglądali na zupełnie zaskoczonych tym, jak zagrali młodzi, niedoświadczeni przecież Polacy. A Bernardo tylko cisnął butelką z wodą i chyba trafił nią w swojego asystenta. Wyrazy współczucia dla niego...
- Zacnie mu przypierdolił. - wymsknęło się... Gogolowi.
- Mieszko, jak Ty się wyrażasz? Jaki Ty przykład dajesz młodzieży? - pokręcił głową Kowal.
- Wujek, zostałeś nazwany młodzieżą! - zaśmiał się Dżony.
- Och. Czuję się młodszy o jakieś dziesięć lat. - uśmiechnął się Paweł.
- Wujek, nie załamuj Jamala. On jest mniej więcej w Twoim wieku przecież. Sugerujesz, że jesteś stary, więc on zaraz też dostanie kompleksów i zacznie biadolić, że trzy ćwierci do śmierci. - westchnął Bartuś.
- Powiedział drugi najstarszy w ekipie. - skwitował Mały Maciek.
- Ciszej, chłopcy, lećcie grać drugiego seta. - zarządził Andrzejek.
No i chłopcy polecieli. Trener Asseco Resovii nie dokonał żadnych zmian w swoim składzie. Nie było potrzeby ich robić, skoro wszystko dobrze trybiło. Zagrywka siedziała jak nigdy, przez co tak naprawdę mało punktów było zdobywanych po rozegraniu akcji... Nie było więc to jakieś fantastyczne widowisko, jednak skoro wynik był korzystny dla naszej drużyny - nie powinno się na to narzekać. Chyba lepiej grać brzydko i wygrać, aniżeli czarować cudownymi akcjami, które i tak ostatecznie nie doprowadzą do sukcesu... Brazylijczycy też bez zmian. Skoro oni zaczynali pierwszego seta, nasi rozpoczną drugiego. I już w powietrze poleciała piłka uderzona przez Pawła Woickiego. Przyjął Mario, Bruno rozegrał na skrzydło do Wallace'a, a atakujący drużyny Canarinhos zdobył pierwszy punkt dla tejże ekipy (1:0). W zamian poszedł na zagrywkę. To był mocny strzał, jednak Wierzba nie miał problemu z dokładnym przyjęciem, a Wujek uruchomił Bartłomieja Bołądzia. Zawodnik Cerradu Czarnych Radom zaatakował nie do obrony (1:1). W pole serwisowe poszedł Wierzbowski i posłał piłkę w kierunku narożnika boiska. Zanim ta jednak w niego upadła, podbił ją Murilo Endres, jednak po chwili Sidao został zablokowany na środku przez Haina (1:2) Drugi serwis przyjmujący popsuł (2:2). Środkowy Canarinhos jednak również trafił prosto w siatkę (2:3). Z kolei nasz środkowy, zawodnik Indykpolu, popisał się kolejnym asem serwisowym w tym spotkaniu (2:4). To był jego dobry mecz, był skuteczny we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Dobrze radził sobie zarówno w bloku, co było przecież jego głównym zadaniem, jak i w ataku, no i swoje robił w polu serwisowym... Kolejna piłka poleciała w powietrze. Przyjął Lucarelli, a po chwili huknął w sam środek boiska (3:4). Bruno wyrzuca w aut (3:5). Kolejny as serwisowy w tym meczu, tym razem Bartek Bołądź. Druga piłka także była dobra, lecz już nie poszedł z niej bezpośrednio punkt dla Polaków. Problemy z przyjęciem miał Lucarelli, a kiwka Bruno została zablokowana przez Dryję (3:6). Przyjmuje Murilo, a Lucarelli w aut (3:7). Dla odmiany, teraz podbity został atak Wallace'a, a Żaliński nie miał problemu z wykończeniem kontrataku (3:8) Na pierwszą przerwę techniczną w tym secie nasi siatkarze schodzili więc z przewagą pięciu punktów. A Rezende ciskał butelką z wodą na wszystkie strony. Wrzeszczał także na wszystko i wszystkich wokół. Także na sędziego, czego skutkiem była żółta kartka dla trenera. Po powrocie na boisko Bołądź po raz kolejny zaskoczył przeciwników swoim serwisem, w związku z czym przewaga naszego zespołu wzrosła już do sześciu punktów (3:9). Następną piekielną bombę z trudem przyjął Mario, a Lucas w końcu przerwał tą brazylijską niemoc, kończąc krótką (4:9). Pięć punktów to było jednak bardzo dużo, a właściwie to już sześć, bo Murilo zaprezentował taki poziom zagrywki, że dzieci w szkole podstawowej czasem lepiej by to mogły wykonać. Skutkiem takowego, a nie innego, zagrania, było to, że Dryja natychmiast wbił gwoździa (4:10). W polu serwisowym stanął Żaliński. Piłka przetoczyła się po taśmie, tracąc tym samym całą swoją prędkość. Bez problemu przyjął ją Bruno, który tym samym wyłączył się z rozegrania. Piłka trafiła ostatecznie do Murilo, który obił blok (5:10). Ricardo Lucarelli naszym przyjacielem jest, albowiem przyjmujący "Kanarków" właśnie posłał piłkę za linię końcową boiska (5:11). Asem popisał się z kolei Dawid Dryja (5:12), po czym zdobył także i kolejnego (5:13). W następnej akcji Lucarelli przyjął tak, że piłka wróciła na naszą połowę boiska, a tam już czekał Bołądź, by zaatakować nie do obrony (5:14). Czwarta zagrywka środkowego Effectora nie była już tak dobra, została odebrana bez problemu, a akcję swojego zespołu wykończył Wallace (6:14). Lucas Saatkamp zmniejsza przewagę polskiej drużyny (7:14). Mogło być nerwowo, bo ten siatkarz potrafił czasem puknąć kilka asów z rzędu, ale nie tym razem, panie Lucas. Drugi serwis poleciał już w taśmę (7:15). Wracamy więc do Woickiego. Nie była to trudna piłka, jednak Lucarelli i tak jej nie skończył, bo został przyczapowany przez duet Wierzbowski - Hain (7:16) Druga przerwa techniczna dla Polaków, czyli tak jak pierwsza. Psuje (8:16) Ale Wallace też (8:17) Krzysiek nie mógł już zablokować po raz drugi, bo znalazł się właśnie w drugiej linii. Jego dyspozycja w polu serwisowm nie była dziś jednak najlepsza, w związku z czym posłana przez niego piłka nie stanowiła zbyt dużego problemu dla Murilo. Po chwili nie skończył jednak Wallace, gdyż jego atak został podbity. Punktowego ataku nie zanotował także Bartek, jego poczynania również zostały odczytane przez przeciwników, i podbite. Kontra Brazylijczyków nie okazała się być wykorzystaną, w fatalny sposób z pipe'a pomylił się Lucarelli (8:18). Drugi serwis Wierzby, i drugi teoretycznie łatwy do przyjęcia. A jeśli coś jest teoretycznie łatwe do przyjęcia, to dziwnym trafem kończy się to zazwyczaj asem serwisowym. Tak było i w tym przypadku (8:19). Brazylia w tym secie została totalnie rozbita. Czy będzie w stanie wyjść z dziesięciu punktów? To jest prawdopodobne, bowiem teraz polski siatkarz zaliczył siatkę (9:19). Dziesięć punktów przewagi biało - czerwonych, to nie mogło skończyć się inaczej niż zwycięstwem Polaków w tej partii. Nie zapominajmy jednak, że to są Polacy, a dla nich wszystko jest możliwe... Na zagrywce Murilo, psuje (9:20). Kończcie już tego seta, oszczędźcie wstydu Brazylijczykom. Hain postanowił właśnie to uczynić, to kolejny punktowy serwis tego zawodnika (9:21). Teraz już asa nie ma, ale po chwili z kontrataku gwoździa wbił Bołi (9:22). Psuje środkowy Indykpolu (10:22), a Sidao ustrzelił Michała Żurka (11:22). No to wyszli z dziesięciu punktów Ci Brazylijczycy. Psuje jednak teraz ich gracz (11:23). Dwa punkty do końca seta. Jeden as Bartka (11:24). I drugi (11:25). Koniec seta. Jak to mówią młodzi ludzie: masakracja.
- Panowie, jest zajebiście. Oby tak dalej. - szepnął do nich Jamal.
Skoro naszym szło tak dobrze, i nikt nie spieprzył za bardzo niczego... pora na zmiany. Andrzej Kowal szalonym człowiekiem jest, więc postanowił wymienić na trzeciego seta praktycznie cały skład. Tenże trzeci set miał być ostatnim w tym meczu, a czy będzie? Sprawdźmy jednak, kto kogo zmienił na boisku. Odpocznie już sobie Bołądź, rywali miał teraz straszyć Romać. Na ich nieszczęście, też był graczem leworęcznym. Brazylijczycy mogli tego nie wiedzieć. Wymieniono także obu przyjmujących - Wierzbowski i Żaliński zjechali do bazy, a wykazać będą się mogli Ferens z Szalpukiem. Kowalski zastąpił Woickiego na rozegraniu, a Nowakowski Haina na środku. Drugiego środkowego Kowal nie był w stanie w tym meczu wymienić, bo Gawryszewskiego nie było przecież w składzie meczowym. Z pierwotnego składu pozostali więc tylko Dryja i Żurek. Można więc uznać, że Kowal chciał dłużej w meczu oglądać swoich przyszłych zawodników, jakich do dyspozycji będzie mieć w Rzeszowie, w sezonie ligowym. To ma sens, zobaczy sobie, jak oni grają i może już coś obmyśli, odnośnie ich funkcji w zespole... Brazylijczycy bez zmian. Nie spodziewali się jednak, że Polacy takowych dokonają, i to aż w takiej ilości. Kolejny element zaskoczenia faworyta... Trzeci, i miejmy nadzieję, że ostatni set, pora zacząć. A rozpocznie go, od zagrywki, atakujący Canarinhos, Wallace. Rozpoczął dość lekko, Zupa nie miał problemu z utrzymaniem piłki w grze. Po raz pierwszy w tym meczu piłki dotknął Kowalski, po raz pierwszy zaatakował również gracz uważany za jednego z tych, którzy mogą stać się odkryciem ligi w nadchodzącym sezonie, a więc zawodnik Cuprum Lubin, Szymon Romać. Był to atak skuteczny, w związku z czym pierwszy punkt powędrował na konto Polaków (0:1). W pole serwisowe powędrował Tomek Kowalski, rozgrywający MKS'u Banimex Będzin. To także był łatwy serwis, w związku z czym Bruno nie wahał się uruchomić na środku swojego ulubionego grubaska (1:1). No to w nagrodę Sidao pójdzie sobie zagrywać. Sito (1:2) Nie siedzi mu dzisiaj zagrywka zdecydowanie. Szalpuk też jeszcze chyba nie do końca wszedł w spotkanie, bo także psuje (2:2). As serwisowy w wykonaniu Bruno Rezende (3:2). Przy drugim serwisie dosyć mocno krwawił w przyjęciu Szalupa, jednakże Kowalskiemu udało się posłać piłkę do Ferensa. Wojtka jednak coś przyblokowało. Coś, a raczej ktoś. A konkretnie Lucas Saatkamp (4:2). Psuje (4:3). Na zagrywce Dżony Nowakowski. Wredny float poleciał prosto w stronę Lucarellego, który przyjmował go na lasso (4:4). Zasada numer 1 siatkówki: Nigdy nie przyjmuj zagrywki Nowakowskiego na lasso. Nawet, jeśli to nie jest ten Nowakowski... Nazwisko bowiem zobowiązuje (4:5). Przyjmuje Murilo, z krótkiej kończy Lucas (5:5). Początek seta bardzo wyrównany. A w polu serwisowm Lucarelli. Ricardo pozazdrościł swojemu sypaczowi i także wyczarował asa (6:5). Przyjmuje Ferens, z drugiej linii kończy Szalpuk (6:6). Zagrywać więc będzie Szymek Romać. Postawił na skrót, który prawie i by zaskoczył przeciwnika. W ostatniej chwili piłkę podbił jednak Bruno. Murilo nie zdołał jednak skończyć ataku (6:7). Atak w aut Szalpuka (7:7). A Lucas zaczyna swoje show (8:7) Pierwsza przerwa techniczna, oby go wytrąciła z równowagi. Niestety, nie tym razem (9:7). Z trudem przyjmuje Żurek, a Kowalski przy tak fatalnym przyjęciu postanowił... zagrać krótką. Opłaciło się, bo Dawidek skończył (9:8). Serwuje Feru, wyserwował prosto w siatę (10:8). Dwa punkty przewagi Brazylijczyków. E, już tylko jeden, Wallace postanowił po średnio udanej zagrywce dorzucić jeszcze atak w aut (10:9). Z kolei Kowalski zagrał teraz na poziomie podstawówki. I najwyraźniej zupełnie zdezorientował tym Kanarki, skoro taka szmatka wpadła w boisko (10:10). Druga jednak już nie wpadła, Wallace po bloku (11:10). Murilo w siatkę (11:11). Szalpuk w aut (12:11) Nie wszedł zbyt dobrze w ten mecz młody przyjmujący Politechniki. Sidao robi swoje - chrzani kolejną już w dzisiejszym dniu zagrywkę (12:12) Mamy więc teraz festiwal zepsutych zagrywek. Przerwał ją Janek Nowakowski, z przyjęciem serwisu ogromny problem miał Mario, co poskutkowało zdobyciem punktu przez Romacia (12:13). Przechodząca piłka po stronie Polaków, i znów zawodnik Cuprum (12:14). A teraz dla odmiany blok Dawida na Lucarellim (12:15). W końcu musiała Brazylia skończyć swoją akcję. Dryja nie zdążył tym razem przyczapować Lucasa (13:15). W pole serwisowe powędrował młody Rezende. Nie, nie, nie, nie tym razem. Sito (13:16). Druga przerwa techniczna, tym razem przy trzypunktowym prowadzeniu Polaków. Patrz, panie Bruno, jak się serwuje, brawo, panie Romać (13:17). O, i Szymon postanowił powtórzyć, gdyby niektórzy nie zapamiętali (13:18). Czas dla Bernardo. Wrzeszczy jak głupi, ale chyba widzi, że nic nie jest w stanie wskórać... Po czasie z trudem przyjął Mario, jednakże poradził sobie z taką piłką Lucarelli (14:18). Z serwisem jednak sobie już nie poradził (14:19). A Feru tak, a Feru tak (14:20). Ale druga w aut (15:20). Przewagę Polaków zmiejsza Lucas Saatkamp, i żeby nie było nudno, od razu o trzy oczka (16:20), (17:20), (18:20). Czwartą piłkę przyjął Żurek, a Dryja skończył z krótkiej (18:21). Po chwili dołożył jeszcze asa (18:22). Trzy punkty do zwycięstwa! Ale Dawid, tak to na pewno nie wygramy, jak będziesz psuć zagrywki (19:22). Wallace w aut (19:23). Kowalski na zagrywce, po oddaniu piłki na naszą stronę, akcję kończy Szymon (19:24). I ostatnia piłka tego meczu także padła jego łupem (19:25)
Polacy zwyciężyli z Brazylią TRZY DO ZERA. Na ich terenie. Po raz pierwszy od... wielu lat. Zwyciężyli, grając zupełnie rezerwowym składem. No a w ostatnim to już w ogóle były rezerwy rezerw... Dziennikarze mają prawo czuć się zadowoleni, kadra ich nie zawiodła, mimo, że w telewizji nigdy nie brakowało malkontentów. No ale cóż, im to się nigdy nic nie podobało. Takie życie, i nic na to nie poradzisz. Tymczasem cieszmy się i radujmy ze zwycięstwa naszych siatkarzy. Oni sami wręcz tryskali szczęściem. Lecz wygląda na to, że nie tylko oni. Oto bowiem uważnie wpatrywała się w nich pewna prześliczna dziewczyna. Miała wprawdzie zupełnie nielatynoską urodę, jednak niejednemu mogła się podobać. Ubrana była w koszulkę sugerującą, jakoby była kibicką reprezentacji Brazylii, jednak po jej zachowaniu można było wywnioskować, że niekoniecznie to właśnie swoją drużynę dopingowała. Po zdobyciu punktu przez Polaków głośno krzyczała, śpiewała, klaskała w dłonie. Po ostatecznym zwycięstwie biało - czerwonych, skakała z radości. I wpatrywała się cały czas w naszych chłopaków. Chyba jej się spodobali. Nic dziwnego, w większości byli to przecież przystojni faceci... Najbardziej gapiła się chyba na Dryję, a kiedy ten spojrzał w jej stronę, uśmiechnęła się do niego szeroko. To podziałało na niego jak magnes i czym prędzej popędził w stronę uroczej dziewczyny. Chrzanić to, że w ogóle nie znał portugalskiego. W szkole uczył się hiszpańskiego, może ta lasia też? To przecież dość podobne języki, więc możliwe, że go znała.
- Dawidek ruszył na podryw. - zaśmiał się Szymon.
Istotnie, Dawidek ruszył na podryw. Podszedł do pięknej panny i uśmiechnął się najśliczniej, jak tylko potrafił. Chyba na nią to podziałało, bo od razu zaczęła rozmowę.
- ¡ Hola, muchacho hermoso! [Witaj, piękny chłopcze!] - Faktycznie, znała hiszpański. To właśnie w tym języku postanowiła zwrócić się do środkowego.
- ¡ Hola! ¿Cómo te llamas? [Cześć! Jak masz na imię?] - spytał.
- Alessandra. - odrzekła. - Pero la mayoría de mis amigos me llaman Alessia. Puedes tambien. [Ale większość moich przyjaciół nazywa mnie Alessia. Ty także możesz.]
- Aleśka. - szepnął, spalszając nieco jej pseudonim.
- Qué? [Co?] - chyba nie zrozumiała.
- Ah, nada. Dije tu nombre en mi lengua. [Ach, nic. Powiedziałem Twoje imię w moim języku.] - uśmiechnął się.
- Vuestro lengua es muy difícil. [Wasz język jest bardzo trudny.] - westchnęła.
- Estoy aquí por unos pocos días. Yo te enseñare. [Jestem tu przez kilka dni. Nauczę Cię go.]
- Gracias, me gustaría. [Dziękuję, bardzo bym chciała.]
I jak nagle ktoś nie popsuje uroczej rozmowy...
- Dryja! Do hotelu, a nie sobie pogaduszki urządzasz! - usłyszał.
- Perdon, debo irme. [Przepraszam, muszę już iść.] - jęknął.
W tejże chwili Alessandra wyciągnęła skądś jakąś karteczkę i długopis i zapisała mu na niej najprawdopodobniej swój numer telefonu. Podała mu kartkę i szeroko się uśmiechnęła.
- Gracias. [Dziękuję.]
- De nada. Hasta mañana? [Nie ma za co. Zobaczymy się jutro?] - spytała.
- Sí. Te llamare. [Tak, zadzwonię do Ciebie.] - szepnął, po czym przytulił dziewczynę. Wymienili się buziakami w policzek, po czym Dryja ruszył radośnie w stronę hotelu. Dzisiaj już nic nie było w stanie popsuć mu humoru. Najpierw pokonał Brazylijczyków, za trzy punkty, do zera, a teraz poznał fajną dziewczynę. Z którą w dodatku jutro się spotka, więc może coś fajnego z tego wyniknie?
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
Spała świętowała właśnie wiadomość o zwycięstwie naszego drugiego składu z wielką Brazylią. Chłopcy wydawali się być naprawdę zdumieni tym, co zobaczyli w telewizorze. Oni naprawdę pokonali Brazylię. Oni, Ci, którzy teoretycznie nie mieli żadnych szans, by to zrobić. A oni nie stracili nawet seta... Czyżby ekipa ze Spały mogła obawiać się o swoje miejsce w zespole? Kilku siatkarzy podczas meczu Ligi Światowej zaprezentowało się bardzo obiecująco. Po stronie plusów można z pewnością zapisać grę obu atakujących, a także dwójki środkowych - Haina i Dryji. Chłopcy właściwie byli pewni, że ta czwórka, jeśli tylko utrzyma poziom w kolejnych spotkaniach - zawita już wkrótce do Centralnego Ośrodka Sportu... Rozgrywający solidnie, acz bez szału. No i co za dużo sypaczy, to niezdrowo, więc skoro w Spale jest ich aż czterech, to na cholerę tu kolejny? Niech sobie tam grają i zdobywają doświadczenie. Znaczy, niech Kowalski je zdobywa. Trochę lepiej mogli się zaprezentować przyjmujący, tak naprawdę żaden z nich niczym specjalnym nie zachwycił. A że na tej akurat pozycji jest chyba największa rywalizacja, powinni bardziej się postarać, jeśli myślą o wygryzieniu kogoś z kadry "A". Zupa zrobił swoje, ale mało prawdopodobne jest, by przebił się do pierwszej drużyny. Nikt nie wiedział, na co stać Bartusia, Muziego i Holenderka. Dzisiaj nie grali, więc siatkarze nie byli w stanie tego określić. Porozmawiali sobie chwilę na temat tego niewątpliwie wielkiego sukcesu, zazdroszcząc trochę, że to nie oni zlali tak boleśnie Canarinhos. Ciekawe, czy oni też byliby w stanie napierdzielić im trzy do jaja. Młodzież grała bez kompleksów, nie oczekując spektakularnego wyniku, po prostu robili swoje. I to się im zdecydowanie opłaciło. Ci starsi, bardziej doświadczeni, mieliby gdzieś z tyłu głowy wszystkie porażki, jakie tutaj odnosili. No i przede wszystkim, Brazylijczycy znali naszych doskonale. Tyle razy grali przeciwko Zagumnemu, że wiedzą, jak on rozgrywa. Tyle razy ich bloki obijali Kurek i Winiarski, że nauczyli się już, jak do nich należy się ustawiać. Nawet środkowym czasem udawało się znaleźć sposób na przyczapowanie któregoś z naszych. A tutaj nagle wychodzą jakieś Dryje i Bołądzie - i graj tu przeciwko takim, skoro dopiero dzisiaj, podczas meczu, dowiedziałeś się tak naprawdę, na jakiej pozycji oni grają...
- Oni wyglądali tak, jakby byli zdziwieni, że u nas są zawodnicy leworęczni. - zaśmiał się Wojtaszek.
- Fajnie byłoby, jakby któryś z nich się przebił do nas, do Spały. Treningi z leworęcznymi zawodnikami z pewnością mogłyby być bardzo pomocne dla nas wszystkich. Wiadomo, tacy inaczej atakują, więc trzeba się do nich inaczej ustawiać. My nie mamy okazji tego przećwiczyć. A w niektórych drużynach są tacy gracze. I przydałoby się, gdybyśmy byli przygotowani na taką opcję. - rzekł kapitan Pit niezwykle filozoficznym tonem. - Boże, co to tak hałasuje?
- Nie wzywaj imienia Pana Boga swego nadaremno! - wrzasnął Zatorski. - O, cześć Gregor. - uśmiechnął się na jego widok.
- Ale żeś się zjarał, co Ty żeś robił, człowieku? - jęknął Mario.
- Byłem sobie na spacerze. I miałem taką sytuację, że stwierdziłem, że muszę ją wam opowiedzieć, więc tak szybko leciałem, żeby nie zapomnieć, co chciałem wam powiedzieć. - palnął.
- Słuchamy. - westchnął Winiar.
- No, wiecie, szedł sobie taki gość, cały schylony, a ja się go pytam: "Na chuj się tak skradasz?". I nie wiem, dlaczego on tak dziwnie się na mnie spojrzał, bo przecież nic złego nie zrobiłem. - pokręcił głową.
- Niie, wcale. - przybił sobie facepalm'a Ignaczak.
- Wcale a wcale. - dodał Zagumny.
- Idioto, on mógł być ciężko chory. A Ty sobie takie bezlitosne żarty z niego stroisz. - wtrącił się... Zatorski.
- Raz w życiu zgodzę się z tym półmózgiem. - rzekł Dziku.
- I ja też. - dodał Fabian.
- I ja. - uśmiechnął się Wrona.
- To jak wszyscy, to i ja też. - zaśmiał się Ziomek.
- Dobra, najprościej będzie ustalić, że wszyscy się z nim zgadzamy. - przewrócił oczami Kubi.
- Otóż to. Łomacz, zanotowałeś to już w swoim różowiutkim pamiętniczku? - parsknął Cichy.
- Jeszcze nie. - bąknął rozgrywający.
- No to, kurwa, na co czekasz? Przecież takie coś nie może się nie zachować dla potomnych. - westchnął środkowy Resovii.
- Tak jest, panie kapitanie! - zasalutował i posłusznie zaczął gryzmolić w swoim słitaśnym zeszyciku.
"Drogi pamiętniczku, dzisiaj to jest właśnie ten dzień, kiedy to wszyscy jednogłośnie poparli Zatorskiego. Powiedziałem do jakiegoś gościa, który szedł cały schylony "Na chuj się tak skradasz?", on się dziwnie na mnie spojrzał. Nie wiem dlaczego, przecież nic złego nie zrobiłem. Ale oni tak nie uważają. Zatorski stwierdził, że ten gość mógł być ciężko chory, a ja sobie z niego robię bezlitosne żarty. Sytuację tę należy zapamiętać na zawsze, i dlatego pragnę ją w Tobie zapisać. To już wszystko na dzisiaj, pamiętniczku, uwielbiam Cię, pozdrawiam, Twój kochany Grzesiu."
Matko boska częstochowska, z kim tej Ance przyszło pracować...
Z bandą debili. Po prostu. A skoro o Ance mowa...
Anka siedziała właśnie u siebie w pokoju usłyszała pukanie do drzwi. Kogo tym razem do niej przywiało?
- Cześć, Aniu, mogę wejść? - dostrzegła stojącego w drzwiach Mariusza Wlazłego.
- Jasne. - uśmiechnęła się. - Siadaj. Cóż Cię do mnie sprowadza?
- Mam mały problem. - zaczął.
- Zamieniam się w słuch. - odpowiedziała.
- Mam wrażenie, jakby ktoś mi coś próbował poprzestawiać w głowie. Tylko właśnie nie wiem, kto. - westchnął
- Och. Opowiedz może wszystko, od początku. - zaproponowała.
- No dobrze. Jakiś czas temu chyba straciliśmy pamięć. Na szczęście trafiliśmy na bardzo miłego doktora, który nam ją przywrócił. Tylko, że to, co on mi powiedział na mój temat, teraz zupełnie nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. - pokręcił głową.
- A co takiego Ci powiedział? - zapytała.
- Powiedział, że moja pozycja na boisku to rozgrywający, więc tak grałem po przyjeździe tutaj. Ale już następnego dnia trener stwierdził, że chce mnie widzieć w roli atakującego. Więc to jest już jedna rzecz, która się nie zgadza. Trener zmienił mi pozycję w grze, a ja nie wiem, dlaczego. Zupełnie, jakby chciał mnie przekwalifikować, przebranżowić na ten atak. W dodatku twierdzi, że mam zagrywać mocno, z wyskoku. No niby na razie mi to wychodzi całkiem nieźle, ale ten doktor twierdził, że najlepiej będzie, jeśli będę zagrywać float'em. - opowiedział wszystko, co pamiętnego dnia powiedział mu Sędziwirski.
- Gdzie więc tkwi problem, skoro grasz tak, jak trener Ci kazał? Myślę, że to, co chce trener, jest ważniejsze od widzimisię zawodnika. - rzekła.
- No właśnie nie wiem, czy mam mu się sprzeciwić, czy nie? Przecież on mi wdraża do głowy zupełnie inny sposób gry, aniżeli ja preferuję. - szepnął.
- Mariusz... Tak się składa, że Stefan wie co robi. To on wie, gdzie powinieneś grać i jak powinieneś zagrywać. On Cię znał już wcześniej, on wie, jak grałeś przed tym nieszczęsnym wybuchem w Spodku. - westchnęła.
- To znaczy, że kiedyś grałem w ataku i zagrywałem mocno? - spytał.
- Tak. - bąknęła lakonicznie.
- Więc wychodziłoby na to, że to ten doktor mnie oszukał. - podrapał się po głowie.
- No bo Cię oszukał. Oszukał was wszystkich. Czy wy naprawdę uwierzyliście w to, że Krzysiek Ignaczak może spieprzać przed kamerą? - zapytała.
- Szczerze mówiąc, nie wiem. Rozmawiał z nim później, niż ze mną. Chociaż mimo to, coś mi nie pasowało w tym, bo kojarzyłem tą jego kamerę....
- To dlaczego się nie wtrąciłeś wtedy? Dlaczego nikt z was się nie wtrącił w to, co on mówił, kiedy on was ogłupiał po kolei? Trzeba było przerwać mu tą zabawę. Teraz nie byłoby żadnego problemu. Nie musiałabym wam tłumaczyć, jak bardzo ten idiota was oszukał. - pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Spójrz na to z innej strony. - zaczął. - Gdybyśmy nie trafili do psychiatryka, gdyby nie poprzestawiano nam w głowach, nie przyjechałabyś tu do nas. A co za tym idzie - nie poznałabyś Piotrka.
- Masz rację. - uśmiechnęła się szeroko, gdy tylko usłyszała imię swojego chłopaka. - Masz rację, Mariusz.
- To już chyba wszystko. Dziękuję za wyprostowanie pewnych informacji w mojej głowie. - również się uśmiechnął. Uścisnął dłoń psycholożce i podziękował jej drobnym buziakiem w policzek. Anka zarumieniła się nieco. - Czy jak Pit Cię całuje, to też się tak za każdym razem rumiesz? - zaśmiał się.
- Do jego buziaków już się zdążyłam przyzwyczaić. - wyszczerzyła się.
- Rozumiem. To ja już będę uciekać. I jeszcze raz dziękuję. - rzekł i skierował się w stronę wyjścia.
- Nie ma za co.
__________________________________________________________
/ Wlazły dołącza do grona ostatecznie odratowanych po ogłupieniu. Kto będzie następny? A może reszta sama się ogarnie? Minęło już przecież sporo czasu i chłopacy zachowują się w miarę normalnie.
Pomijając jednostki paranormalne, takie jak Łomacz i Zatorski, ale u nich to wrodzone.
Czy waszym zdaniem Grzesiu się dobrze zachował? Czy może faktycznie "skradająca się" osoba mogła być ciężko chora?
Kadra B odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w Lidze Światowej, pod wodzą uwielbianego przez wszystkich Andrzejka. W kolejnym rozdziale, w którym to będzie opisany kolejny dzień, rozegrają drugi mecz z Canarinhos. Czy i on zakończy się korzystnym wynikiem?
Czy ktoś z kadry B ma szansę na przebicie się do kadry A?
Chłopaki ze Spały zazdroszczą tym z Maringi, że osiągnęli taki sukces. Oni też by chcieli pokonać Brazylię na ich terenie. Wkrótce zastąpią ich w rozgrywkach, a kadra B będzie przygotowywać się do innych imprez.
Na razie jednak rozgrywają spotkania jako kadra A, co znaczy, że dwóm zawieszonym środkowym minął właśnie pierwszy mecz kary. Grześ Kosok może już zagrać w kolejnym, Piter musi jeszcze poczekać dwa.
Boże, jaki denny ten rozdział. Weny zero, dzisiaj dopiero go skończyłam. Nie wiem, kiedy będzie następny. Za tydzień mam konkurs z łacińskiego i tak jakby bardziej zajmuję się obecnie uczeniem się na niego, aniżeli pisaniem bloga.
W ciągu dwóch tygodni coś na pewno się jednak pojawi. :)
Walec o nazwie Resovia jedzie dalej. W pierwszym meczu Finału Mistrzostw Polski pokonała ona Lotos Trefl Gdańsk 3 do 0.
Idealnie. :) W ogóle, to bardzo, bardzo się cieszę, że Resovia gra ten finał właśnie z Lotosem.
Dzisiaj bez żadnych gifów i innych obrazków.
Dzisiaj też bez pani fotograf, ale spokojnie, ona tu jeszcze naprawdę sporo namiesza. ;)
Otrzymałam kilka nominacji do tej zabawy, więc z boku pojawiła się zakładka z Liebster Award. Nie bawię się w takie głupoty, więc jedynie odpowiadam na pytania, bez żadnych nominacji, czy już zwłaszcza bez robienia z tego osobnego wpisu na blogu. Jak się będą pojawiać kolejne nominacje, to po prostu dodam nowe pytania w tamto miejsce, i tyle. ;>
Z następnym rozdziałem załączę też mały bonus, ale co to będzie, nie zdradzę.
17.04.2015
2.04.2015
XXIX. "W sumie, to trudno byłoby umrzeć na życie."
09.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała
- Poszedł na dwór, rozkopał ziemię, wlazł do wykopanej przez siebie dziury, przykrył się ziemią, i udaje, że jest rzodkiewką. - westchnął Mario.
Matko z ojcem... Naprawdę ten idiota Zatorski twierdzi, że jest rzodkiewką? Naprawdę?...
- Matka go nie kocha? - jęknęła.
- Wręcz przeciwnie, wczoraj przysłała mu kolejną nową koszulkę. - oznajmił Włodi.
- Co tym razem? - spytała.
- "Najbardziej urocze słoneczko na świecie"... - zaśmiał się Wlazły.
- Sorry, ale mnie słoneczko kojarzy się tylko z jednym. - wypalił Winiar.
- Ze złocistą kulą, świecącą na niebie?
- Nie, niekoniecznie... - bąknął.
- No, to z czym? - drążyła temat.
Winiar spalił buraka.
- Zboczeniec. - fuknęła.
- Zajmij się lepiej swoim zboczeńcem. - odparował.
- Zacny pocisk, prawie udało Ci się mnie wyprowadzić z równowagi. No ale jednak ostatecznie Ci to nie wyszło, więc 1:0 dla mnie, próbuj dalej. - wystawiła mu język.
- Wyrabia Ci się przy nim ta cięta riposta. - zachichotał Karollo.
- No raczej, w końcu mam dobrego nauczyciela - na myśl o nim Anka szeroko się
uśmiechnęła.
- Uczy Cię nie tylko tego. - charakterystycznie poruszył brwią Wrona.
- No, przecież Anka ma darmowe lekcje wychowania seksualnego. I to od razu praktykę! Mnie zawsze uczyli tylko teorii... - jęknął Włodi. Ance aż żal się zrobiło tego biedaczka.
Zaraz, zaraz, Włodi zapomniał, jak sam wykładał teorię na pijackiej bibie z okazji urodzin Igły?... To było tak zboczone, że autorka postanowiła aż tak nie gorszyć społeczeństwa i nie zamieściła tego fragmentu w opowiadaniu, chociaż pierwotnie - miała takie plany.
- Biedaczek... - westchnęła.
- Ej, znasz kogoś, kto by doedukował tego nieuka? - spytał Mariusz.
- Na mnie tak nie patrzcie. Nie jestem doświadczona w tych sprawach. - palnęła.
- Ona ma romans ze swoim nauczycielem, to powinno być karalne! - krzyknął Włodarczyk.
- A weź spierdalaj. W ogóle, to zaraz macie trening, więc chyba musimy się rozejść. - próbowała zmienić temat.
- Ale zajmiesz się potem tym debilem? - zapytał Andrzej.
- Zatorskim? - pokiwali głowami. - A mam inne wyjście?
- Nie. - odpowiedzieli zgodnie wszyscy.
- No, to skoro nie mam wyjścia, no to się nim zajmę... - przewróciła oczami.
- Dzięki Bogu. - westchnął Wlazły i z całą bełchatowską kompanią udali się w stronę hali.
Anka tymczasem usiadła sobie na murku i pogrążyła się w myślach. Nakręcała sobie na palec kolejne pasemka włosów, i widać było, że jest zdenerwowana. Westchnęła i kopnęła jakiś leżący pod murkiem kamień. Podrapała się po głowie i przewróciła oczami. Zastanawiała się czy, i kiedy, będzie żałować swojej decyzji. A była ona poważna, zdecydowana - Chmura postanowiła bowiem zupełnie zrezygnować z zażywania tabletek antykoncepcyjnych, w myśl zasady: "Co ma być, to będzie.". Nie znaczyło to jednak, że czuła się już gotowa do założenia rodziny. Przecież ona nawet nie znała jego rodziców i ogólnie jego rodziny. Choćby rodzeństwa, które miał naprawdę liczne. Bo Nowakowskich z tego młodego pokolenia, było pięcioro - Piotrek był najstarszy, następnie dwie siostry - Malwina i Olga, brat Sebastian i najmłodsza siostra, której na imię było Roksana. Prawie, jak z rodzeństwem Ani. Też było go sporo, tylko że dziewczyna nie była spośród nich najstarsza. Jej siostra, Milena była już na tyle dorosła, że wyprowadziła się z domu. Druga, młodsza siostra, Zyta, i brat, Dominik, wciąż mieszkali z Anką i z rodzicami. Właśnie... czy można powiedzieć, że Anna jeszcze z nimi mieszkała? Przecież Nowakowski jak się uprze, to dopnie swego. A on bardzo chciał, żeby jego ukochana zamieszkała z nim w Rzeszowie. Chciał mieć ją przy sobie tak często i tak długo, jak to tylko było możliwe. Dla niego jasne było to, że jego dom zyska nowego lokatora po tym sezonie reprezentacyjnym. W swojej głowie już układał sobie wizję ich wspólnego pomieszkiwania. Martwił się jedynie tym, czy jego lokum nie będzie za małe, żeby pomieścić ich obojga. Wiedział bowiem, że musiałby zrobić w nim kącik dla Anki, żeby ona mogła zajmować się gdzieś swoją papierkową robotą, typową dla psychologów. Dziwne, że nie zastanawiał się nad tym, czy nie będzie im zbyt ciasno, gdy mieszkał pod tym samym adresem ze swoimi byłymi. No ale one nie potrzebowały żadnego miejsca wydzielonego specjalnie dla nich. A Chmura raczej takie musiałaby mieć, żeby swoją robotę mogła wykonywać i w domu. Analizy notatek można bowiem było przeprowadzać nie tylko na zgrupowaniu reprezentacji, ale także i w domowym zaciszu. A Cichy chciał, żeby to było to jego zacisze. Rzeszowskie zacisze przy ulicy... Cichej. To się idealnie ułożyło... Cichy przy Cichej. Chmura zaś w Lesznie mieszkała przy ulicy... Pochmurnej. Taka sytuacja. Czy jednak Chmura zamieniłaby Pochmurną na Cichą? Ona nie była pewna, czy chce podjąć ten kolejny krok w ich związku. Wtedy, gdy jej oświadczył, że chce, żeby z nim zamieszkała, wolała nie odpowiadać. Wtedy, gdyby zmuszono ją do wyrażenia swojego zdania - odmówiłaby. Nie czuła się wówczas na to gotowa. Ale teraz? Od jakiegoś czasu coraz częściej myślała o tej sprawie. I zaczęła się zastanawiać, czy może nie byłoby to dobre dla niej. Po pierwsze - uniezależniłaby się od rodziców, więc de facto zaczęłaby żyć na swój rachunek. Po drugie - zdobyłaby nowe doświadczenie życiowe, jakim niewątpliwie byłaby przeprowadzka do obcego jej miasta. No i po trzecie, najważniejsze - miałaby przy sobie najważniejszą osobę w jej życiu. Swojego ukochanego, który troszczył by się o nią, otaczał opieką, i przede wszystkim - sprawiałby, że czułaby się kochaną. Z pewnością umilałby jej życie w Rzeszowie, a i na początku na pewno oswoiłby ją z nowym miejscem zamieszkania. Sprawiłby, że poczułaby się pewniej w tym obcym dla niej świecie. Z pewnością zapoznałby ją z partnerkami siatkarzy Resovii. Anka miałaby wówczas już jakieś znajomości i czułaby się raźniej na Podkarpaciu. Zwłaszcza wtedy, kiedy Piotrek musiałby wyjechać na mecz. Bo przecież nikt nie był w stanie powiedzieć, czy psycholożka byłaby w stanie jeździć na każde spotkanie, w którym grałby jej chłopak...
Usłyszała cichy chrobot w stercie liści. Wstała z murku, na którym do tej pory cały czas siedziała i ruszyła w stronę źródła tego dźwięku. Zobaczyła, jak jakieś drobne zwierzątko gmera się pod ową stertą. Podeszła bliżej i zobaczyła, że jest to jeż. Uroczy, mały jeżyk. I nie był to bynajmniej typowy jeż europejski, tylko gatunek hodowlany - jeż pigmejski. Skąd tu się wziął taki zwierzaczek? Czyżby komuś uciekł? Ale kto tutaj mógł mieć jeża? Nic jej nie wiadomo było o tym, by któryś z siatkarzy takowego posiadał. Wzięła stworka na ręce i pogłaskała go delikatnie po grzbiecie. Jego kolce były bardzo miękkie. Bo to był właśnie taki gatunek, który raczej nie kłuje, który nie porani Ci dłoni, jak będziesz go miziać. Był więc idealnym zwierzaczkiem do przytulania. Anka była rozczulona jego widokiem. Głaskała go jak głupia i sprawiało jej to ogromną radość. Naprawdę, jeden, mały jeżyk potrafił wywołać takiego banana na twarzy, zazwyczaj powściągliwej w okazywaniu emocji, psycholożki. Przytuliła go, a on cicho burknął. Wyglądał na zadowolonego z tego, że przebywał w objęciach Chmury. A i ona wyglądała na bardzo zadowoloną z tego, że trzymała w swoich rękach to małe cudo. Bała się, że momentalnie go pokocha i zbytnio się do niego przywiąże, dlatego postanowiła przerwać te pieszczoty. Nie wypuszczając go z rąk, ruszyła w stronę ośrodka. Chciała wypytać się wszystkich, kogo tylko było można o to, czy to przez przypadek nie jest ich zwierzątko. Może on naprawdę się po prostu zgubił, a gdzieś tu był jego właściciel, który zapewne bardzo za nim tęsknił? Jeśli nie... wierzyła, że będzie mogła go zatrzymać. No przecież Nowakowski nie oprze się takiemu słodkiemu pyszczkowi, prawda? Nie ma szans, w takim ryjku zakocha się każdy. A że Piotrek należał do takich, którzy lubili sobie pokwiczeć z byle powodu, z pewnością zachwyci się tym brzdącem. Chociaż będzie mieć powód do tego kwiczenia, jak go zobaczy... Ania już wyobrażała sobie siebie i Piotrka siedzących w ich przytulnym domku, i bawiących się z jeżykiem. Czyli jednak. Wygląda na to, że zdecydowała się na przeprowadzkę do niego. Ale się chłopak ucieszy... Czyli najprawdopodobniej zyska dwóch nowych lokatorów do swojego mieszkania. Jednego wymarzonego, czyli śliczną, młodą dziewczynę o brązowych włosach, absolutnie przeuroczą istotę, którą pokochał całym sercem. A drugim z lokatorów będzie nieplanowany przez żadne z nich jeżyk. Ciekawe jak go nazwą. Biorąc pod uwagę to, że siatkarze mają, delikatnie mówiąc, szalone pomysły, można było się spodziewać wszystkiego... Cała nadzieja dla kolczastego zwierzaka w tym, że imię wymyśli mu Anka...
Nie, zaraz, zaraz, jakie imię? A jeśli to jest czyjś zwierzak? Chmura pacnęła się otwartą dłonią w czoło i ruszyła w stronę pomieszczeń zajmowanych przez siatkarzy. Natrafiła jednak na siedzącą w recepcji Kozłowską.
- Dzień dobry, pani Aniu. - zaczęła rudowłosa.
- Dzień dobry, pani Dagmaro. - odpowiedziała.
- Och, dorwała pani tego małego kolczaka? - zainteresowała się.
- Przejdźmy może na "Ty". Mówienie do mnie przez "pani" mnie postarza. A ja jeszcze taka stara się nie czuję. - zaśmiała się.
- No dobrze.
- Tak, złapałam go. Zauważyłam, jak przemykał pod stertą liści. Wyciągnęłam go stamtąd. To okaz hodowlany. - rzekła.
- Tak. Widywałam go przez parę ostatnich dni i wypytałam chyba wszystkich o to, czy to nie ich. Chociaż nie wiem, kto mógłby być tak genialny, żeby przyjechać z jeżem do Spały. - pokręciła głową.
- I? Coś z tego wynikło? - zaciekawiła się Chmura.
- Niestety nie. Nikt się do niego nie przyznaje. - westchnęła. - Wygląda na to, że gdzieś się zagubił, że to przybłęda. Co zamierzasz z nim zrobić? - zmieniła nieco temat.
- Wiesz, myślę, że mogłabym wziąć go do siebie. - podrapała się po głowie. - Myślę, że Piotrkowi też się spodoba. - uśmiechnęła się.
- Na pewno. - odparła. - Taki słodki pyszczek nie może się nie spodobać. - zachichotała ognistowłosa.
- To ja w takim razie idę go postawić przed faktem dokonanym. - śmiała się. - Nie będzie miał wyjścia, będzie musiał go zaakceptować.
I poszła w stronę jego pokoju. Tfu, ich pokoju. Przecież Stefan zgodził się na to, żeby zajmowali wspólny... Weszła do pomieszczenia i faktycznie go tam zastała. Leżał sobie rozwalony na łóżku i oglądał telewizję. Przy okazji wchrzaniał swoje ulubione żelki. Typowe przyzwyczajenia Pitera. Ziewnął głośno, lecz po chwili się ogarnął, gdy zobaczył w pokoju swoją dziewczynę. Zaczerwienił się nieco, nie chciał, by myślała, że jest znudzony jej widokiem. Nie, jemu po prostu troszkę chciało się spać. Ale teraz spać nie będzie, bo coś go bardzo zainteresowało. Jego oczy natychmiast dostrzegły pewien nowiutki szczegół. Owy szczegół siedział na rękach u Anki i wyglądał naprawdę przeuroczo. Chyba mu się spodobał, bo na jego widok bardzo szeroko się uśmiechnął.
- Ale fajny! - wrzasnął. - Skąd go masz?!
- Przybłąkał się. Nie wiem skąd. Podobno Kozłowska was wypytywała, czy ktoś z was nie przywiózł tu jeża? - spytała.
- A, tak. Faktycznie, pytała nas o to. Przynajmniej mnie. No, ale, to nie mój jeż, ja nigdy jeża nie miałem. - zaprzeczył.
- A chciałbyś mieć? - wypaliła?
- Sugerujesz mi, że chcesz go wziąć? - uśmiechnął się szeroko.
- Dlaczego by nie? - zaśmiała się. - No zobacz, jaki ma uroczy pyszczek.
- Uroczy pysio. - wyszczerzył się. - Bierzemy go. Odkąd moja była wyprowadziła się z naszym kotem, nie miałem zwierzaka. - westchnął. - Ale jeża jeszcze nigdy nie miałem. Nowe doświadczenie... Podoba mi się to.
- Super, dziękuję. - pocałowała go w policzek.
- Od razu podbił Twoje serce, prawda? - zachichotał.
- Nie tak szybko, jak Ty. - mrugnęła okiem, a on czule ją przytulił. - Muszę pomyśleć nad imieniem dla niego...
- Pomyślimy razem. - zaproponował. - Hmmm... a gdyby tak dać mu jakieś oryginalne imię? Pomyślmy... Apolinary nie, bo to się rymuje "Apolinary co zgubił okulary"... Gaudencjusz nie, bo mi się po prostu nie podoba... - zaczął wyliczać. - Pankracy nie, bo tak się nikt nie nazywa... Zenon... to nie jest imię dla jeża. - podrapał się po głowie. - Bożydar... Bożydar to mi się z jakimś pedofilem kojarzy, nie pytaj dlaczego...
- Dlaczego nie dasz mu imienia któregoś z chłopaków? - zapytała.
- Może mam go jeszcze nazwać Paweł? Po Zatorskim? - jęknął. - Nie, on potrzebuje jakiegoś super imienia.
Siedzieli dłuższą chwilę w milczeniu. To nie zapowiadało nic dobrego. To bowiem świadczyło o tym, że Pit myślał. A może raczej próbował to robić, bo przecież myślenie to była bardzo trudna rzecz... W pewnej chwili Cichy usiadł wyprostowany na łóżku, jakby chciał coś Ance oznajmić.
- Mam! - wrzasnął.
- Co masz? - jęknęła zdezorientowana.
- Imię dla jeża. - uśmiechnął się.
- Słucham.
- Pantagruel!
O kurwa, nie... Matko z ojcem i siostro z bratem, Piter... Lecz się na nogi, bo na łeb za późno... Piotruś, matka wie, że ćpiesz? Za dużo tej cholernej literatury, za dużo...
- Piotrek... - westchnęła.
- Tak? - spytał.
- To nie jest imię dla malutkiego, słodkiego jeżyka. - szepnęła i postawiła go na łóżku. Jeżyk od razu zaczął po nim zapierdalać jak głupi. - Patrz, jak śmiesznie biega. Jak fajnie sobie tupie nóżkami. - pomiziała go palcem po pyszczku. - Mój malutki tuptuś. - zaśmiała się.
- Tuptuś? Chcesz go nazwać Tuptuś? - podrapał się po głowie.
- Tak, myślę, że to idealne imię dla niego. - uśmiechnęła się.
- Ale na drugie będzie mieć Pantagruel.
- Niech Ci będzie... - pokręciła głową i popatrzyła na niego z politowaniem. - Chociaż... nie. Niech to będzie pseudonim, którego tylko Ty będziesz używać.
- To jak Ty chcesz mu dać na drugie? - jęknął. - Nie podoba Ci się imię Pantagruel?
- To nie jest imię dla jeża... To jest imię dla potwora. - powiedziała.
- Wcale nie. Mi się podoba. Ja mógłbym mieć tak na drugie. Albo na trzecie. Bo pierwsze mam ładne, i nie chcę go zmieniać. - wypalił. A Anka jedynie przywaliła sobie facepalm'a.
- Tuptuś Lucjusz, pseudonim Pantagruel, ale ja go używać nie będę. - zadecydowała Ania.
Tak więc Pit i Anka stali się właśnie posiadaczami małego, uroczego jeża pigmejskiego, Tuptusia Lucjusza, pseudonim Pantagruel, którego to będzie używać tylko Piter. Siatkarz postanowił upamiętnić tą chwilę, więc nie minęło nawet pięć minut, kiedy zdjęcie jeża znajdowało się już na jego Facebook'u.
- Poszedł na dwór, rozkopał ziemię, wlazł do wykopanej przez siebie dziury, przykrył się ziemią, i udaje, że jest rzodkiewką. - westchnął Mario.
Matko z ojcem... Naprawdę ten idiota Zatorski twierdzi, że jest rzodkiewką? Naprawdę?...
- Matka go nie kocha? - jęknęła.
- Wręcz przeciwnie, wczoraj przysłała mu kolejną nową koszulkę. - oznajmił Włodi.
- Co tym razem? - spytała.
- "Najbardziej urocze słoneczko na świecie"... - zaśmiał się Wlazły.
- Sorry, ale mnie słoneczko kojarzy się tylko z jednym. - wypalił Winiar.
- Ze złocistą kulą, świecącą na niebie?
- Nie, niekoniecznie... - bąknął.
- No, to z czym? - drążyła temat.
Winiar spalił buraka.
- Zboczeniec. - fuknęła.
- Zajmij się lepiej swoim zboczeńcem. - odparował.
- Zacny pocisk, prawie udało Ci się mnie wyprowadzić z równowagi. No ale jednak ostatecznie Ci to nie wyszło, więc 1:0 dla mnie, próbuj dalej. - wystawiła mu język.
- Wyrabia Ci się przy nim ta cięta riposta. - zachichotał Karollo.
- No raczej, w końcu mam dobrego nauczyciela - na myśl o nim Anka szeroko się
uśmiechnęła.
- Uczy Cię nie tylko tego. - charakterystycznie poruszył brwią Wrona.
- No, przecież Anka ma darmowe lekcje wychowania seksualnego. I to od razu praktykę! Mnie zawsze uczyli tylko teorii... - jęknął Włodi. Ance aż żal się zrobiło tego biedaczka.
Zaraz, zaraz, Włodi zapomniał, jak sam wykładał teorię na pijackiej bibie z okazji urodzin Igły?... To było tak zboczone, że autorka postanowiła aż tak nie gorszyć społeczeństwa i nie zamieściła tego fragmentu w opowiadaniu, chociaż pierwotnie - miała takie plany.
- Biedaczek... - westchnęła.
- Ej, znasz kogoś, kto by doedukował tego nieuka? - spytał Mariusz.
- Na mnie tak nie patrzcie. Nie jestem doświadczona w tych sprawach. - palnęła.
- Ona ma romans ze swoim nauczycielem, to powinno być karalne! - krzyknął Włodarczyk.
- A weź spierdalaj. W ogóle, to zaraz macie trening, więc chyba musimy się rozejść. - próbowała zmienić temat.
- Ale zajmiesz się potem tym debilem? - zapytał Andrzej.
- Zatorskim? - pokiwali głowami. - A mam inne wyjście?
- Nie. - odpowiedzieli zgodnie wszyscy.
- No, to skoro nie mam wyjścia, no to się nim zajmę... - przewróciła oczami.
- Dzięki Bogu. - westchnął Wlazły i z całą bełchatowską kompanią udali się w stronę hali.
Anka tymczasem usiadła sobie na murku i pogrążyła się w myślach. Nakręcała sobie na palec kolejne pasemka włosów, i widać było, że jest zdenerwowana. Westchnęła i kopnęła jakiś leżący pod murkiem kamień. Podrapała się po głowie i przewróciła oczami. Zastanawiała się czy, i kiedy, będzie żałować swojej decyzji. A była ona poważna, zdecydowana - Chmura postanowiła bowiem zupełnie zrezygnować z zażywania tabletek antykoncepcyjnych, w myśl zasady: "Co ma być, to będzie.". Nie znaczyło to jednak, że czuła się już gotowa do założenia rodziny. Przecież ona nawet nie znała jego rodziców i ogólnie jego rodziny. Choćby rodzeństwa, które miał naprawdę liczne. Bo Nowakowskich z tego młodego pokolenia, było pięcioro - Piotrek był najstarszy, następnie dwie siostry - Malwina i Olga, brat Sebastian i najmłodsza siostra, której na imię było Roksana. Prawie, jak z rodzeństwem Ani. Też było go sporo, tylko że dziewczyna nie była spośród nich najstarsza. Jej siostra, Milena była już na tyle dorosła, że wyprowadziła się z domu. Druga, młodsza siostra, Zyta, i brat, Dominik, wciąż mieszkali z Anką i z rodzicami. Właśnie... czy można powiedzieć, że Anna jeszcze z nimi mieszkała? Przecież Nowakowski jak się uprze, to dopnie swego. A on bardzo chciał, żeby jego ukochana zamieszkała z nim w Rzeszowie. Chciał mieć ją przy sobie tak często i tak długo, jak to tylko było możliwe. Dla niego jasne było to, że jego dom zyska nowego lokatora po tym sezonie reprezentacyjnym. W swojej głowie już układał sobie wizję ich wspólnego pomieszkiwania. Martwił się jedynie tym, czy jego lokum nie będzie za małe, żeby pomieścić ich obojga. Wiedział bowiem, że musiałby zrobić w nim kącik dla Anki, żeby ona mogła zajmować się gdzieś swoją papierkową robotą, typową dla psychologów. Dziwne, że nie zastanawiał się nad tym, czy nie będzie im zbyt ciasno, gdy mieszkał pod tym samym adresem ze swoimi byłymi. No ale one nie potrzebowały żadnego miejsca wydzielonego specjalnie dla nich. A Chmura raczej takie musiałaby mieć, żeby swoją robotę mogła wykonywać i w domu. Analizy notatek można bowiem było przeprowadzać nie tylko na zgrupowaniu reprezentacji, ale także i w domowym zaciszu. A Cichy chciał, żeby to było to jego zacisze. Rzeszowskie zacisze przy ulicy... Cichej. To się idealnie ułożyło... Cichy przy Cichej. Chmura zaś w Lesznie mieszkała przy ulicy... Pochmurnej. Taka sytuacja. Czy jednak Chmura zamieniłaby Pochmurną na Cichą? Ona nie była pewna, czy chce podjąć ten kolejny krok w ich związku. Wtedy, gdy jej oświadczył, że chce, żeby z nim zamieszkała, wolała nie odpowiadać. Wtedy, gdyby zmuszono ją do wyrażenia swojego zdania - odmówiłaby. Nie czuła się wówczas na to gotowa. Ale teraz? Od jakiegoś czasu coraz częściej myślała o tej sprawie. I zaczęła się zastanawiać, czy może nie byłoby to dobre dla niej. Po pierwsze - uniezależniłaby się od rodziców, więc de facto zaczęłaby żyć na swój rachunek. Po drugie - zdobyłaby nowe doświadczenie życiowe, jakim niewątpliwie byłaby przeprowadzka do obcego jej miasta. No i po trzecie, najważniejsze - miałaby przy sobie najważniejszą osobę w jej życiu. Swojego ukochanego, który troszczył by się o nią, otaczał opieką, i przede wszystkim - sprawiałby, że czułaby się kochaną. Z pewnością umilałby jej życie w Rzeszowie, a i na początku na pewno oswoiłby ją z nowym miejscem zamieszkania. Sprawiłby, że poczułaby się pewniej w tym obcym dla niej świecie. Z pewnością zapoznałby ją z partnerkami siatkarzy Resovii. Anka miałaby wówczas już jakieś znajomości i czułaby się raźniej na Podkarpaciu. Zwłaszcza wtedy, kiedy Piotrek musiałby wyjechać na mecz. Bo przecież nikt nie był w stanie powiedzieć, czy psycholożka byłaby w stanie jeździć na każde spotkanie, w którym grałby jej chłopak...
Usłyszała cichy chrobot w stercie liści. Wstała z murku, na którym do tej pory cały czas siedziała i ruszyła w stronę źródła tego dźwięku. Zobaczyła, jak jakieś drobne zwierzątko gmera się pod ową stertą. Podeszła bliżej i zobaczyła, że jest to jeż. Uroczy, mały jeżyk. I nie był to bynajmniej typowy jeż europejski, tylko gatunek hodowlany - jeż pigmejski. Skąd tu się wziął taki zwierzaczek? Czyżby komuś uciekł? Ale kto tutaj mógł mieć jeża? Nic jej nie wiadomo było o tym, by któryś z siatkarzy takowego posiadał. Wzięła stworka na ręce i pogłaskała go delikatnie po grzbiecie. Jego kolce były bardzo miękkie. Bo to był właśnie taki gatunek, który raczej nie kłuje, który nie porani Ci dłoni, jak będziesz go miziać. Był więc idealnym zwierzaczkiem do przytulania. Anka była rozczulona jego widokiem. Głaskała go jak głupia i sprawiało jej to ogromną radość. Naprawdę, jeden, mały jeżyk potrafił wywołać takiego banana na twarzy, zazwyczaj powściągliwej w okazywaniu emocji, psycholożki. Przytuliła go, a on cicho burknął. Wyglądał na zadowolonego z tego, że przebywał w objęciach Chmury. A i ona wyglądała na bardzo zadowoloną z tego, że trzymała w swoich rękach to małe cudo. Bała się, że momentalnie go pokocha i zbytnio się do niego przywiąże, dlatego postanowiła przerwać te pieszczoty. Nie wypuszczając go z rąk, ruszyła w stronę ośrodka. Chciała wypytać się wszystkich, kogo tylko było można o to, czy to przez przypadek nie jest ich zwierzątko. Może on naprawdę się po prostu zgubił, a gdzieś tu był jego właściciel, który zapewne bardzo za nim tęsknił? Jeśli nie... wierzyła, że będzie mogła go zatrzymać. No przecież Nowakowski nie oprze się takiemu słodkiemu pyszczkowi, prawda? Nie ma szans, w takim ryjku zakocha się każdy. A że Piotrek należał do takich, którzy lubili sobie pokwiczeć z byle powodu, z pewnością zachwyci się tym brzdącem. Chociaż będzie mieć powód do tego kwiczenia, jak go zobaczy... Ania już wyobrażała sobie siebie i Piotrka siedzących w ich przytulnym domku, i bawiących się z jeżykiem. Czyli jednak. Wygląda na to, że zdecydowała się na przeprowadzkę do niego. Ale się chłopak ucieszy... Czyli najprawdopodobniej zyska dwóch nowych lokatorów do swojego mieszkania. Jednego wymarzonego, czyli śliczną, młodą dziewczynę o brązowych włosach, absolutnie przeuroczą istotę, którą pokochał całym sercem. A drugim z lokatorów będzie nieplanowany przez żadne z nich jeżyk. Ciekawe jak go nazwą. Biorąc pod uwagę to, że siatkarze mają, delikatnie mówiąc, szalone pomysły, można było się spodziewać wszystkiego... Cała nadzieja dla kolczastego zwierzaka w tym, że imię wymyśli mu Anka...
Nie, zaraz, zaraz, jakie imię? A jeśli to jest czyjś zwierzak? Chmura pacnęła się otwartą dłonią w czoło i ruszyła w stronę pomieszczeń zajmowanych przez siatkarzy. Natrafiła jednak na siedzącą w recepcji Kozłowską.
- Dzień dobry, pani Aniu. - zaczęła rudowłosa.
- Dzień dobry, pani Dagmaro. - odpowiedziała.
- Och, dorwała pani tego małego kolczaka? - zainteresowała się.
- Przejdźmy może na "Ty". Mówienie do mnie przez "pani" mnie postarza. A ja jeszcze taka stara się nie czuję. - zaśmiała się.
- No dobrze.
- Tak, złapałam go. Zauważyłam, jak przemykał pod stertą liści. Wyciągnęłam go stamtąd. To okaz hodowlany. - rzekła.
- Tak. Widywałam go przez parę ostatnich dni i wypytałam chyba wszystkich o to, czy to nie ich. Chociaż nie wiem, kto mógłby być tak genialny, żeby przyjechać z jeżem do Spały. - pokręciła głową.
- I? Coś z tego wynikło? - zaciekawiła się Chmura.
- Niestety nie. Nikt się do niego nie przyznaje. - westchnęła. - Wygląda na to, że gdzieś się zagubił, że to przybłęda. Co zamierzasz z nim zrobić? - zmieniła nieco temat.
- Wiesz, myślę, że mogłabym wziąć go do siebie. - podrapała się po głowie. - Myślę, że Piotrkowi też się spodoba. - uśmiechnęła się.
- Na pewno. - odparła. - Taki słodki pyszczek nie może się nie spodobać. - zachichotała ognistowłosa.
- To ja w takim razie idę go postawić przed faktem dokonanym. - śmiała się. - Nie będzie miał wyjścia, będzie musiał go zaakceptować.
I poszła w stronę jego pokoju. Tfu, ich pokoju. Przecież Stefan zgodził się na to, żeby zajmowali wspólny... Weszła do pomieszczenia i faktycznie go tam zastała. Leżał sobie rozwalony na łóżku i oglądał telewizję. Przy okazji wchrzaniał swoje ulubione żelki. Typowe przyzwyczajenia Pitera. Ziewnął głośno, lecz po chwili się ogarnął, gdy zobaczył w pokoju swoją dziewczynę. Zaczerwienił się nieco, nie chciał, by myślała, że jest znudzony jej widokiem. Nie, jemu po prostu troszkę chciało się spać. Ale teraz spać nie będzie, bo coś go bardzo zainteresowało. Jego oczy natychmiast dostrzegły pewien nowiutki szczegół. Owy szczegół siedział na rękach u Anki i wyglądał naprawdę przeuroczo. Chyba mu się spodobał, bo na jego widok bardzo szeroko się uśmiechnął.
- Ale fajny! - wrzasnął. - Skąd go masz?!
- Przybłąkał się. Nie wiem skąd. Podobno Kozłowska was wypytywała, czy ktoś z was nie przywiózł tu jeża? - spytała.
- A, tak. Faktycznie, pytała nas o to. Przynajmniej mnie. No, ale, to nie mój jeż, ja nigdy jeża nie miałem. - zaprzeczył.
- A chciałbyś mieć? - wypaliła?
- Sugerujesz mi, że chcesz go wziąć? - uśmiechnął się szeroko.
- Dlaczego by nie? - zaśmiała się. - No zobacz, jaki ma uroczy pyszczek.
- Uroczy pysio. - wyszczerzył się. - Bierzemy go. Odkąd moja była wyprowadziła się z naszym kotem, nie miałem zwierzaka. - westchnął. - Ale jeża jeszcze nigdy nie miałem. Nowe doświadczenie... Podoba mi się to.
- Super, dziękuję. - pocałowała go w policzek.
- Od razu podbił Twoje serce, prawda? - zachichotał.
- Nie tak szybko, jak Ty. - mrugnęła okiem, a on czule ją przytulił. - Muszę pomyśleć nad imieniem dla niego...
- Pomyślimy razem. - zaproponował. - Hmmm... a gdyby tak dać mu jakieś oryginalne imię? Pomyślmy... Apolinary nie, bo to się rymuje "Apolinary co zgubił okulary"... Gaudencjusz nie, bo mi się po prostu nie podoba... - zaczął wyliczać. - Pankracy nie, bo tak się nikt nie nazywa... Zenon... to nie jest imię dla jeża. - podrapał się po głowie. - Bożydar... Bożydar to mi się z jakimś pedofilem kojarzy, nie pytaj dlaczego...
- Dlaczego nie dasz mu imienia któregoś z chłopaków? - zapytała.
- Może mam go jeszcze nazwać Paweł? Po Zatorskim? - jęknął. - Nie, on potrzebuje jakiegoś super imienia.
Siedzieli dłuższą chwilę w milczeniu. To nie zapowiadało nic dobrego. To bowiem świadczyło o tym, że Pit myślał. A może raczej próbował to robić, bo przecież myślenie to była bardzo trudna rzecz... W pewnej chwili Cichy usiadł wyprostowany na łóżku, jakby chciał coś Ance oznajmić.
- Mam! - wrzasnął.
- Co masz? - jęknęła zdezorientowana.
- Imię dla jeża. - uśmiechnął się.
- Słucham.
- Pantagruel!
O kurwa, nie... Matko z ojcem i siostro z bratem, Piter... Lecz się na nogi, bo na łeb za późno... Piotruś, matka wie, że ćpiesz? Za dużo tej cholernej literatury, za dużo...
- Piotrek... - westchnęła.
- Tak? - spytał.
- To nie jest imię dla malutkiego, słodkiego jeżyka. - szepnęła i postawiła go na łóżku. Jeżyk od razu zaczął po nim zapierdalać jak głupi. - Patrz, jak śmiesznie biega. Jak fajnie sobie tupie nóżkami. - pomiziała go palcem po pyszczku. - Mój malutki tuptuś. - zaśmiała się.
- Tuptuś? Chcesz go nazwać Tuptuś? - podrapał się po głowie.
- Tak, myślę, że to idealne imię dla niego. - uśmiechnęła się.
- Ale na drugie będzie mieć Pantagruel.
- Niech Ci będzie... - pokręciła głową i popatrzyła na niego z politowaniem. - Chociaż... nie. Niech to będzie pseudonim, którego tylko Ty będziesz używać.
- To jak Ty chcesz mu dać na drugie? - jęknął. - Nie podoba Ci się imię Pantagruel?
- To nie jest imię dla jeża... To jest imię dla potwora. - powiedziała.
- Wcale nie. Mi się podoba. Ja mógłbym mieć tak na drugie. Albo na trzecie. Bo pierwsze mam ładne, i nie chcę go zmieniać. - wypalił. A Anka jedynie przywaliła sobie facepalm'a.
- Tuptuś Lucjusz, pseudonim Pantagruel, ale ja go używać nie będę. - zadecydowała Ania.
Tak więc Pit i Anka stali się właśnie posiadaczami małego, uroczego jeża pigmejskiego, Tuptusia Lucjusza, pseudonim Pantagruel, którego to będzie używać tylko Piter. Siatkarz postanowił upamiętnić tą chwilę, więc nie minęło nawet pięć minut, kiedy zdjęcie jeża znajdowało się już na jego Facebook'u.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
- Cześć, mamo. Właśnie dojechałam. ... Moje pierwsze wrażenia odnośnie Spały są bardzo pozytywne, naprawdę mi się tu podoba. ... No, okolica jest ładna. Niedaleko ośrodka jest sporej wielkości park, do którego będę mogła się udać, jak będę chciała. ... Nie, jeszcze w nim nie byłam, po prostu, jak jechałam tutaj, to zauważyłam, że jest. ... Nie wiem, mamo, co się w nim znajduje. Pewnie drzewa. Krzaki... No, ja też mam nadzieję, że jest jakiś stawek. Siadałabym sobie na brzegu, kruszyła bułkę i karmiła nią kaczki. ... Co jeszcze jest ładnego oprócz parku? Wokół ośrodka rosną drzewa, to naprawdę ładnie wygląda... Tak, to jest takie... inne, nadaje takiej trochę... specyficznej atmosfery... No w końcu mówi się, że Spała położona jest w lesie, prawda, mamo? ... Ja się naprawdę czuję, jak na takim jakimś odludziu, miejscu nieco dzikim, tajemniczym. Ale to jest w tym wszystkim takie fajne, bardzo mnie to pociąga... Tak, pociąga mnie, dobrze słyszysz. ... Las mnie pociąga, a nie siatkarze... Co jeszcze mi się podoba? Przed ośrodkiem rosną prześliczne kwiaty, widać, że ktoś o nie dba. ... Tak, mamo. Tak, słyszę Cię doskonale... Mamo! Ja tu przyjechałam pracować, a nie romansować! Będę robić zdjęcia, nic więcej, w żadne romanse się nie wpakuję! ... Tak, mamusiu, Twoja Kamilka wie, dlaczego przyjechała do Spały. Nie spodziewaj się żadnych ekscesów, to nie dla mnie. ... Uwierz mi, mi naprawdę nie zależy na tym, żeby znaleźć tu męża! - usłyszeli, jak jakaś młoda kobieta rozmawiała przez telefon ze swoją rodzicielką. Była raczej niewysoka i dopóki nie wrzasnęła na swoją matkę, na jej twarzy gościł szeroki, prześliczny uśmiech. Mogła się podobać, pomimo tego, że nie wyglądała na zwyczajną dziewczynę. Takie bowiem nie farbowały włosów na niebiesko - fioletowo. A ona miała je w ciemnych odcieniach tych kolorów, chociaż w sumie, to trudno było ocenić, czy to jest fiolet, czy wpadający w niego róż. Rozejrzała się wokół, by sprawdzić, czy nikt jej nie obserwuje i zatrzepotała rzęsami. Pomijając te kolorowe włosy, wyglądała na naturalną, a nie żadną tapeciarę. Nie nałożyła żadnej szpachli na twarz, postawiła jedynie na delikatny makijaż oczu i podkład, mający ukryć niedoskonałości jej cery. Jedyne, co mocniej podkreśliła, to usta, które pomalowane miała na różowo. Ubrana była w rozpinany, szary sweter, a pod nim miała bardzo modnego T - shirt'a - był czarny z nadrukowanym na niego zdjęciem jakiejś młodej dziewczyny. Całości dopełniały białe napisy pod owym zdjęciem. Spodnie dziewczyny były najzwyczajniejszymi w świecie jeansami, natomiast na stopy założyła czerwone Conversy - które były zawsze na czasie. Kim była owa dziewczyna? Chłopcy o tym nie wiedzieli. Niektórzy wpatrywali się w nią jak w obrazek, widać było, że przypadła im do gustu. Innych zbytnio nie ruszała, chociaż nie mogli powiedzieć, że nie jest ładna. No cóż, w najbliższym czasie będą mogli się jej naoglądać do woli, bo owa panna miała być nowym fotografem reprezentacji. I podobno zamierzała robić zdjęcia nie tylko podczas treningów czy meczy... Ale oni oczywiście o tym nie wiedzieli, a kiedy się dowiedzą? Tego nie wiedział nikt. Ani oni, ani prawdopodobnie sama Kamila Falęcka.
Może być z nią ciekawie.
- Łooo, ale cizia! Prześliczna sucz. - rozmarzył się Konan.
- Zacna, milordzie. - poparł go Muratore.
- Te, Konan! Żonę masz, a nie sobie do jakiejś pustej lasi wzdychasz! - parsknął Fabian.
- Ej, spokojnie! Kocham tylko moją Sabinkę! Ale co ja na to poradzę, że laska jest ładna? Tylko kontempluję jej urodę. - odburknął mu.
- A mi się nie podoba. - prychnął Karollo.
- Wyjątkowo chujowa opinia. - stwierdził Kubiak.
- Wiecie, chłopcy, z opinią jest jak z dupą - każdy ma swoją. - rzekł Cichy głosem jakiegoś wielkiego myśliciela. Połowa chłopaków na jego słowa wybuchnęła możliwie najdzikszym śmiechem, druga patrzyła na niego jak na jakieś Dziecko Słońca. O kurwa, patrzenie na kogoś jak na Zatorskiego? To serio może kogoś upokorzyć... I bynajmniej o Zatiego tu nie chodzi... - Ale musicie też wiedzieć, że każdą, nawet najbardziej chujową opinię, należy respektować.
- Ja pierdolę, lecz się na nogi, bo na łeb już za późno. - jęknął zgonujący na podłodze... Zatorski. - Jezu, Człowieku... - zaczął.
- Na imię mam Piotrek, a nie Jezus, ale człowiek się zgadza. - wtrącił mu się w pół zdania Nowakowski. Cała hala po raz kolejny zaniosła się brechtem. Nikt nie umiał rozbawić towarzystwa w taki sposób, jak ten dwumetrowy blondasek. Niby taki spokojny, niby małomówny, a jak już w końcu coś powie, to wszyscy leżą i kwiczą.
- Przez Ciebie kiedyś umrę na śmierć. - wypalił młody libero kończąc tym samym swoją wcześniejszą myśl.
- No, w sumie, to trudno byłoby umrzeć na życie. - zauważył niezwykle odkrywczo Cichy, a sala zgonowała na potęgę.
- O matko, ale pocisk. Pierwsza klasa. - jako pierwszy odezwał się Kurek, gdyż po prostu jako pierwszy się ogarnął.
- Dziękuję, dziękuję. - uśmiechnął się triumfalnie Pit. - A tak w ogóle, to dodam, że mnie ta laska też nie nawilża.
- No tak, bo Ciebie nawilża Anka. - zaśmiał się Łomacz.
- Mmmm... nawilża mnie to niezwykle ponętne ciałko, gdy się tak owija wokół mojego. I tak pieści, i całuje, och, taak, taka delikatna, ta pupcia, te cycunie... - rozmarzył się.
- Dobra, wystarczy już tych opisów jak z pornoli, erotomanie jeden. - jęknął Rucek.
- Ej, erotoman włącza się u mnie tylko przy Ance. - fuknął na niego.
- Chyba będę musiał nakręcić waszą drugą seks - taśmę. - wypalił Igła. - Ale tym razem uwiecznię też na filmie waszą grę wstępną, bo widać, że musi być wyjątkowo urozmaicona. - Piter zarumienił się jak dupa. - Haahahaa, wiedziałem. - dodał niezwykle zadowolony z siebie Krzysiu.
- Dobra, chłopaki, zamknąć się. Kontemplujcie nad pięknem tej dupy. - przerwał im Wrona.
- Najłatwiej będzie zrobić jej zdjęcie. - podrapał się po głowie Mały.
- No to cykaj fotę, a nie się cykasz. - zachichotał Kosok.
Dziewczyna chyba zauważyła, że siatkarze ją obserwują, i co więcej, że chcą jej zrobić zdjęcie, bo uśmiechnęła się słodko i zamrugała rzęsami do ich komórek. Uśmieszek i te zaloty najlepiej uchwycił chyba telefon Wiśni, więc Łukasz natychmiast wrzucił zdjęcie na Facebook'a.
- Dobra, chyba macie jednak rację, niezła jest. - rzekł Karol, a reszta bandy głośno się zaśmiała.
- A skąd ona się tutaj wzięła? - spytał Mario.
Z Częstochowy, drogi Mariuszu. Tam się urodziła i tam spędziła 22 lata swojego życia. W zeszłym roku rozpoczęła studia na kierunku: filologia romańska, jednakże szybko zrozumiała, że nie jest to coś, co pragnie robić w życiu. Ona zupełnie chciała się poświęcić fotografii, którą uwielbiała od dziecka. Rzuciła więc naukę i zaczęła zarabiać z robienia zdjęć, dorabiając czasem jako kelnerka w jednej z częstochowskich kawiarni. I była szczęśliwa, bo zajęła się tym, co ją pasjonowało, tym, czym zawsze chciała się zajmować. Gdy tylko zobaczyła urządzony przez PZPS casting na nowego fotografa reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, nie wahała się ani chwili. Niemal od razu wysłała swoje CV. Jak widać, doceniono ją. Kilka zdjęć przyrody, krajobrazów, ludzi i martwej natury, które wysłała wraz ze zgłoszeniem, musiało przypaść do gustu tym, którzy zadecydowali o takim, a nie innym wyborze. Przecież mogli zdecydować się na kogoś znanego, doświadczonego, a oni tymczasem wybrali młodą, można by rzec, nieopierzoną, dziewczynę, dla której fotografia była jedynie jej hobby. Czymś ich jednak musiała ująć, stąd ta szansa, jaką otrzymała. Falęcka zamierzała wykorzystać ją w 100%, najlepiej, jak tylko potrafiła. Pracę powinno ułatwić jej to, że od dawna była zagorzałym kibicem siatkówki. Oglądała w telewizji każdy mecz kadry, a i często chodziła na spotkania częstochowskiego AZS'u. Zdarzało się, że po odniesieniu sukcesu przez miejscowy zespół, podchodziła do niektórych chłopaków po autografy. Miała w swojej kolekcji podpisy Wiśni, Cichego, Wrony, Drzyzgi, Bartmana... W tym zbiorze można było znaleźć i takie, które złożyli Krzysiek Wierzbowski, Kacperek od Prezeska, Zator, Dawid Murek, Bąku, Paweł Woicki... Możliwe więc, że część kadry ją znała. Lecz czy ją kojarzyli? Wtedy miała jeszcze brązowe włosy... W sumie, to nie planowała takiej zmiany koloru swojej fryzury. Miała się przefarbować jedynie na wakacje, trzy lata temu. Uzyskany efekt jednak tak bardzo jej się spodobał, że zdecydowała się na trwałą zmianę swojego image'u. Nie przejmowała się tym, że niektórzy nieco krzywo na nią patrzyli, zaczęli wytykać ją palcami i przezywać od dziwaków. Ona w tych dwukolorowych włosach czuła się naprawdę dobrze. I to było dla niej najważniejsze - to ona miała się czuć komfortowo, to jej miało się to podobać. Inni mogli gadać, co chcieli...
Dziewczyna postanowiła w końcu się przełamać i podeszła do dyskutujących ze sobą siatkarzy...
- Dzień dobry. - rzekła, i poprawiła ręką swoje włosy, co by jej za bardzo na twarz nie zjeżdżały.
- Witaj, o urodziwa niewiasto. - ozwał się Możdżon. Możdżon, który pomimo kontuzji uniemożliwiającej mu granie i trenowanie, zdecydował się na pozostanie z chłopakami w ośrodku. Uważał, że jego mentalne wsparcie może się im bardzo przydać.
- Kogóż tu do nas przywiało, do naszej pięknej Spały? - zwrócił się do niej Siurak.
- Kamila. - uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń w ich stronę. Każdy z siatkarzy ją uścisnął.
- Co zamierzasz tutaj robić z tą bandą pojebów? - spytał Gregor. Jakby on sam był normalny...
- Pracować. - odpowiedziała, zgodnie z prawdą.
- Nówka w sztabie? - zaśmiał się Wojtaszek.
- Nie jestem pewna, czy fuchę fotografa reprezentacji można nazwać pracą w sztabie szkoleniowym. - podrapała się po głowie.
- Ooo, foteczki będziesz nam robić? - zainteresował się Zator.
- Fajnie! Chciałbym Ci tylko powiedzieć, że lewy półprofil mam lepszy, więc proszę fotografować mnie tylko i wyłącznie z tej strony. - powiedział Winiarski.
- A ja ogólnie chujowo wychodzę na zdjęciach, więc ploszę Cię o to, żebyś mi ich za dużo nie lobiła, dobrze? - bąknął Buszek.
- Prosi to się świnia. - zgasił go Kubi.
- Kfiiik, kfiiiik! - zaczął kwikać Łomacz. On przed chwilą stwierdził, że jest najnormalniejszy z całej ekipy? Co to, to nie, panie Grzegorzu.
Z pewnością normalny nie był też Włodi. On, w przeciwieństwie do rozgrywającego, zaczął sobie wesoło... pochrumkiwać.
- Widzę, że macie tu wesoło. - zauważyła pani fotograf.
- Takie życie z siatkarzami. Na przypale, albo wcale. - zachichotał Pit.
- No już zwłaszcza Ty tu robisz przypał. - burknął Ruciak.
- A wypierdolić Ci w czambuł? - warknął na niego środkowy.
- Co macie na myśli, mówiąc, że robi przypał? - przerwała im Falęcka.
- To, że ten osobnik jeszcze nie raz nie da Ci się porządnie wyspać w nocy. - szepnął Żygadło.
- Eeee... - jęknęła. - Przykro mi, nie dam się. Nie przyjechałam tu romansować. - przewróciła oczami.
- Nie to miałem na myśli. - odrzekł Ziomek.
- A co?
- Przyzwyczaj się do dzikich wrzasków, jakie będą do Ciebie dochodzić z jego pokoju. - zaśmiał się. - Nasz kolega nie potrafi zrozumieć, że noc to jest taka pora dnia, która jest przeznaczona tylko i wyłącznie do spania, do regeneracji. - westchnął.
- Mówiąc dosadnie, rucha się po nocach z naszą psycholożką, jęcząc przy tym jak stara babcia. - zaśmiał się Kłosik.
- Z resztą ona nie lepsza. - stwierdził Jarski. - Drze się jak stare prześcieradło.
- Ej, to może niech on spróbuje jęczeć jak młoda babcia, a ona drzeć się jak nowe prześcieradło? - wypalił Zator. Tak, tylko Pawełka stać było na taką złotą myśl, po której usłyszeniu chłopcy położyli się na ziemi i zaczęli fikać na wszystkie strony. Który to już raz przez niego pizgali ze śmiechu, to już nikt nie zliczy. Kamilę też to rozbawiło, bo musiała złapać się jakiejś poręczy, żeby nie wylądować obok nich. Też się brechtała, najgłośniej jak potrafiła.
- Pawełku, nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości. - zaczął Mikuś, gdy tylko się ogarnął.
- Tak? - przestraszył się Zatorski.
- Przejrzałem całe Allegro, pół E - bay'a, trzy czwarte Gumtree i ćwierć Olx'a. I nigdzie nie znalazłem czegoś, co by Ci się mogło bardzo przydać. - westchnął.
- Czyli?
- Mózgu, debilu! - wrzasnął na niego, aż Pawełka usadziło na ziemi. - Czy Ty w ogóle kiedyś go używałeś? - prychnął.
- Nie mógł używać, i wygląda na to, że mu zaniknął. W końcu długo nie używane organy mają tendencję do zanikania. - powiedział Bociek. - Babka od przyry mnie w szkole uczyła! - wyszczerzył się.
- Ty chociaż do szkoły chodziłeś. On się zatrzymał na poziomie żłobka. - wtrącił się Nowakowski.
- Chyba raczej domu dla obłąkanych. - zarechotał Kosok.
- Wyrzucili go z domu dziecka, bo sobie z nim nie radzili. - swoją myśl postanowił wygłosić Ryży, który od niedawna przecież ryżym już nie był.
- Ekhem, ogarnijcie się, pacany. - westchnął Zagumny i pokręcił głową z niedowierzaniem. - Drogi Piotrze, może po prostu spróbuj w ogóle nie jęczeć po nocach? Wiesz, jak bardzo nam tą decyzją uprzyjemnisz życie? W końcu wyspany siatkarz, to siatkarz w formie.
- I powiedz Ance, żeby się nie wydzierała tak głośno, bo czasem to naprawdę przegina. Ja rozumiem, że może lubi jakieś dzikie seksy... Ale żeby aż tak dzikie? - wypalił Ruciak.
- Szanowny panie Pawle, ale chyba nie powie pan, że nie jestem aktualnie w dobrej formie? - fuknął Cichy.
- Ależ skąd. - odparł Guma.
- Właśnie. Więc dopóki wszystko gra z moją boiskową dyspozycją, nie muszę nic zmieniać. - wystawił mu język.
- Nie pokazuj krowy, bo Ci język nasika! - wrzasnął Kurek. Czy kiedyś już ktoś wspomniał, że Bartosz miał problemy z poprawnym wypowiadaniem przysłów?...
- To chyba nie tak leciało, Siurak. - zauważył Winiar.
- Masz rację, coś było nie tak. - zastanowił się przyjmujący Maceraty. - Nie pokazuj krowy, bo Ci język nasika. - poprawił się. A raczej myślał, że to zrobił...
- E, powiedziałeś to samo. - stwierdził Drzyzga.
- Nie pokazuj kro... Kurwa! Nie pokazuj kro... języka, bo Ci języ... krowa nasika! - wydusił w końcu z siebie.
- Jesteśmy z Ciebie dumni, Bartoszu. - rzekł Możdżon i poklepał go po plecach.
- No i tak sobie żyjemy, nie? A co! - podsumował wszystko Igła.
- Nasz status ontologiczny faktycznie wskazuje na to, iż żyjemy. - wypalił Łomacz.
- Gregor! Od kiedy Ty jesteś takim filozofem?! - ryknął zdumiony Mateusz.
- Od pojutrza. - odpowiedział. - Tfu, kurwa, sorry. Od przedwczoraj. Ciągle mi się pierdoli w głowie, które to jest wczoraj, a które to jest jutro.
Serio, Gregor?
- To myślałem, że ja jestem głupi, jak nie potrafię rozróżnić prawej strony od lewej, ale widzę, że z Ciebie jest jeszcze większy imbecyl. - zaśmiał się Wiśniewski.
- Mam nadzieję, że nie czujesz się przerażona obcowaniem z tą bandą debili. - westchnął Zagumny, zwracając się do pani fotograf.
- Ależ skąd. Widzę, że macie tu naprawdę wesoło. - zachichotała. - Podoba mi się!
- Widzisz, Paweł? Nie musisz się bać o to, że ją zgorszymy naszym brakiem intelige... eee... czym my ją zgorszymy? - Cichy odstawił numer niczym w pamiętnym wywiadzie. No, Piotruś, co postawili Niemcy?
- Waszym brakiem inteligencji. - podpowiedział mu doświadczony rozgrywający.
- Naszym brakiem inteligencji, no tak. - uśmiechnął się, po czym zrozumiał, co powiedział. - Mów za siebie, Ty kapusto jedna! - wrzasnął.
- Kapusto? - przewrócił oczami.
- Kapusta, bo głowa pusta. - burknął.
- Mi to on raczej przypomina sałatę. - wtrącił się Zati.
- Sałatę? Dlaczego sałatę? - zdziwił się Wąski.
- Bo kapusta jest zielona. - uśmiechnął się szeroko, podczas gdy koledzy jeden za drugim przywalali sobie po facepalm'ie. Synchron idealny, jak w meksykańskiej fali...
- Paweł... Muszę Cię zmaltwić. - odezwał się Buszu.
- Tak?
- Sałata też jest zielona...
- Chłopcy, czy ja mogę mieć małe pytanko? - Kamila przerwała im fascynujące rozważania o warzywach. Może to i dobrze, bo pewnie w końcu któryś z chłopaków by usłyszał, że jest kalafiorem. Albo cebulą. Albo cebulakiem.
- Oczywiście. - odpowiedział Winiar
- Czy zgodzilibyście się na to, żebym robiła wam zdjęcia nie tylko podczas treningów? - spytała.
- A gdzie chcesz nam robić foteczki? Pod prysznicem? - zaśmiał się Konan.
- Nieeeeeeeeeeeeeee! - jęknął Pit, zupełnie jakby się dowiedział, że wraca nowy sezon "Igłą Szyte". - Tylko Anka może mi robić zdjęcia pod prysznicem!
- Spokojnie, do łazienek, i do łóżek nie będę wam zaglądać. - zaśmiała się. - Bardziej chodziło mi o takie luźne sytuacje, takie jak na przykład teraz, gdy sobie rozmawiacie.
- A, to nie ma problemu. - stwierdził Wojtaszek, a reszta pokiwała głowami na znak, że zgadza się z libero.
- No to bardzo się cieszę. Pozwolicie, że ja pójdę się rozpakować i porozmawiać ze sztabem szkoleniowym? Dopiero co tu przyjechałam. - oznajmiła.
- Jasne. Miłej pracy życzmy. - uśmiechnął się Jarosz.
- I żebyś wytrzymała z tą bandą debili. - zakończył Guma.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Maringa, Brazylia
Co tam, panie, działo się, w tak zwanym międzyczasie, w Brazylii? Hala w Marindze tętniła dziś życiem. Nic dziwnego, w końcu już jutro reprezentacja Polski miała zmierzyć się z gospodarzami w ramach Ligi Światowej. Niby wysłano tam drugi sort Polaków, jednakże większość dziennikarzy z zaprzyjaźnionej stacji ze słoneczkiem twierdziła, że to nie jest już ta sama Brazylia i absolutnie nie zdziwiłoby ich, gdyby zdeterminowana młodzież, uzupełniona o kilku bardziej doświadczonych chłopaków, wywiozła z kraju kawy co najmniej jedno zwycięstwo. W sumie, to, że ich by to nie zdziwiło, to mało powiedziane. Oni wręcz oczekiwali tego... Czasem Ci nasi dziennikarze mają zbyt wygórowane pragnienia. No bo żeby od bandy małolatów wymagać ogrania mistrzów świata? Wicemistrzów olimpijskich? Przecież ta kadra tak bardzo się nie zmieniła od tamtego czasu. Cały czas rozgrywał młody Rezende, ścianę na środku ustawiali Lucas i Sidao... Murilo też chyba od zawsze był przyjmującym. A przynajmniej odkąd nasi chłopcy mogli pamiętać. Zmienił się tylko jego partner na tej pozycji - młody Lucarelli stał się absolutnym objawieniem kadry. Silny, z dobrym uderzeniem, mocną zagrywką, i nie przyjmuje jak jakaś ostatnia lama... Atak? Także bez zmian, przecież Wallace i Vissotto też nie byli żadnymi świeżakami w tym zespole... Jak tu więc, Ci nieopierzeni jeszcze na arenie międzynarodowej, gracze, mieli nawiązać wyrównaną walkę ze znacznie bardziej doświadczonym od nich zespołem Canarinhos? Przecież tam każdy z zawodników miał więcej występów, niż cała kadra "B" razem wzięta, z wyłączeniem Woickiego może... A co na żądania dziennikarzy odpowiedział Andrzej Kowal? Otóż, Andrzejek stwierdził, że dopóki piłka w górze, to wszystko jest możliwe, nawet ogranie Brazylii rezerwowym składem i na ich terenie. Przecież nasi siatkarze od dobrych paru lat nie potrafili w tym kraju odnosić zwycięstw. Pierwsza kadra, a co dopiero wspominać o zmiennikach. Kowal czuł jednak, że to się może w tym roku zmienić. On naprawdę wierzył w to, że ta grupa może postawić faworyzowanym gospodarzom trudne warunki, może narzucić swój styl gry, naprzykrzyć im się strasznie... To w jakim składzie zagrają Brazylijczycy, było raczej do przewidzenia. W swoim stałym. Na rozegraniu oczywiście Bruno Rezende, syn trenera reprezentacji, Bernardo Rezende. Oj, Misiek Kubiak by sobie z młodszym z rodziny pogadał pod siatką, z pewnością... Bo Rezende to był znany prowokator, ależ oczywiście, że miał to po tatusiu. Ale nie tylko on się tak zachowywał, to ogólnie był bardzo kłótliwy zespół. Z sędziami i innymi zawodnikami chętnie dyskutował także podstawowy atakujący drużyny "Kanarków", Wallace da Souza. To był siatkarz dysponujący dość zróżnicowaną zagrywką. Potrafił zarówno "kopnąć" dobre 120 kilometrów na godzinę, jak i posłać leciutkiego float'a, w stylu środkowych. A skoro o środkowych mowa, to Lucas Saatkamp i Sidney dos Santos Junior, czyli Sidao, byli jednymi z nielicznych graczy na swojej pozycji, którzy dysponowali mocną zagrywką z wyskoku. Taka była już raczej niespotykana wśród blokujących. W polskiej reprezentacji nikt o niej nie słyszał od paru lat. Coś tam Wiśnia próbował, ale chyba ostatecznie zdecydował, że też będzie zagrywać float'em. W kadrze "B" był jednak gracz, który także próbował serwować w sposób mocny. Był to Dawid Dryja, środkowy Effectora Kielce, zwanego niekiedy przez złośliwych - Reflektorem. Dryjce nie zawsze taka bomba wychodziła, jednak radził sobie w tym elemencie więcej, niż przyzwoicie. Był jedną z niewielu nadziei na to, że doczekamy się jeszcze na tej pozycji gościa, który potrafi solidnie przychrzanić. Ten mecz z Brazylią może być więc ciekawym materiałem do analizy - jak w porównaniu z Lucasem i Sidao serwują nasi środkowi. Niestety, leciutka zagrywka Bartosza Gawryszewskiego może się spotkać z brutalną, siatkarską rzeczywistością. Takie baloniki, jakie były posyłane przez kapitana Trefla, były przyjmowane przez Murilo Endresa i Ricardo Lucarellego z zamkniętymi oczami, a Mario Junior mógłby w międzyczasie dodatkowo rozwiązywać sobie sudoku, a i tak nie miałby problemu z odebraniem takiej piłeczki. Dżony Nowakowski też nie zachwycał pod tym względem, preferował typowego dla najbardziej wyrośniętych zawodników float'a. Ciekawie mogło wyglądać to, co w powietrze posyłał Piotr Hain. Trudno było określić, czy była to "szmata", czy bomba, a on sam nie pomagał w podjęciu tej decyzji. Nazywał to bowiem "jakieś chuj wie co"...
A kto miał zagrać w pierwszym składzie naszej reprezentacji? Tak naprawdę nikt o tym nie wiedział, nawet zawodnicy. Endrju nie zamierzał zdradzać składu wcześniej, niż pół godziny przed meczem. A i z treningów nie można było zbyt wiele wywnioskować, bo rotował na nich zawodnikami jak głupi... Była to więc zagadka, która wyjaśnić się miała dopiero jutro.
Chłopcy się tym jednak nie przejmowali. Żyli swoim życiem, prowadząc ożywione dyskusje i wykręcając sobie jakieś psikusy.
- Janek, mogę mieć do Ciebie pytanie? - zaczął Bołądź.
- Jasne. - odpowiedział środkowy z Bydgoszczy.
- Gdybyś stał się posiadaczem jeża... jakbyś go nazwał? - spytał.
- Uch. Trudne pytanie... Ale myślę, że Alojzy to odpowiednie imię. - uśmiechnął się.
- Jednak głupota jest chyba wrodzona w przypadku tego nazwiska. - westchnął i pokręcił głową.
- Co masz na myśli? - fuknął.
- To, że Piter swojego jeża nazwał Pantagruel. - zaśmiał się.
- Piotrek ma jeża?! Od kiedy? - zainteresował się tym, co usłyszał.
- Chyba od dzisiaj. Tak mi się wydaje. W ogóle, to jest to chyba zwierzak tej jego laski. - podrapał się po głowie.
- Tej psycholożki?
- Taaa. - mruknął.
- Całkiem niezła z niej dupeczka. - zachichotał.
- No, jest na czym oko zawiesić. - przytaknął.
- E, nie macie co do niej wzdychać, skoro jest zajęta. - zauważył Dryja.
- Czy ja mówię, że chciałbym coś z nią działać? - przewrócił oczami atakujący Czarnych Radom.
- No, w sumie, to nie. - bąknął.
- No właśnie. Nie dorabiaj sobie żadnych własnych ideologii do tego, że po prostu bym sobie na nią popatrzył. - westchnął.
- A czytaliście, że Gawryła by ją sobie wyobracał, gdyby tylko mógł? - wtrącił się Romać.
- Mhm. - bąknął lakonicznie Nowakowski.
- Jak chce nadal zdradzać swoją żonę, no to proszę bardzo. - pokręcił głową Bołi. - Potem będzie tego żałować. No ale mądry głupi po szkodzie. - westchnął.
- Jak ktoś życzliwy nakabluje to jego żonie, no to miło mu nie będzie... - szepnął Dawidek.
- Przez swoją własną głupotę może rozpierdolić swoje małżeństwo, które przecież tak długo było idealne. - stwierdził atakujący drużyny z Lubina.
- Dobra, porozmawiajmy może o kimś innym. - zmienił temat blondwłosy atakujący.
- O kim? - spytał Szymon.
- A może o naszym miśku nieogarku. - zachichotał.
- O Hainku? - wolał się upewnić Dryjka.
- Taaa. - bąknął. - Wiecie, że on podobno chce sobie znaleźć żonę w Brazylii? Jutro po meczu ma wyrwać jakąś brazylijską kibickę. - zaśmiał się.
- Przyznaj, że sam byś chętnie taką wyrwał. - odparł środkowy.
- Nie. Nie kręci mnie latynoska uroda. - powiedział.
- A ja mógłbym sobie z taką poromansować. - uśmiechnął się Jasiek.
- No to powodzenia, jak jutro jakąś wyrwiesz, to dostaniesz pięć zeta. Pasuje? - rzekł Szymek.
- Jak najbardziej. - mrugnął okiem. - Pięć zeta? Boże, Romać taki hojny. Będę tak kurewsko bogaty, że o ja Cię pierdolę.
- Hain by stwierdził, że wcale tego nie robisz. - zarechotał Dawid.
Ale może na przykład jutro będzie to robić? Znaczy, może nie z Dryjką, ale z ową wyrwaną brazylijką?...
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
A co tam na Facebook'ach naszych chłopców? Zdjęcie, które wstawił Wiśnia, a na którym było widać nową panią fotograf naszych siatkarzy zostało oczywiście skomentowane przez część bandy, a ponadto przez Ankę i... Kozłowską.
Niby w którym miejscu nasi dwaj środkowi o kolorze włosów blond są do siebie podobni? Anka, co Ty brałaś, żeś taki wniosek wysnuła?...
Co ten Igła?...
_____________________________________________________________
Co ten Igła, co Ci chłopacy w Spale? To, co oni dzisiaj wygadywali, to naprawdę był idealny popis debilizmu... Zagumny jako kapusta, Zator i jego mądrości o sałacie, Łomacz nie rozróżniający słów "przedwczoraj" i "pojutrze", Siurak nie znający przysłów i powiedzeń, Nowakowski, który jak zwykle wszystkich gasi swoimi tekstami...
W kadrze nówka sztuka. Nieśmigana, a przynajmniej przez żadnego z przebywających na zgrupowaniu chłopaków. Czy i kiedy komuś ulegnie? Kogo obstawiacie? A może uważacie, że Kamila zachowa swoją cnotę?
Fragment o jeżu Pantagruelu został zainspirowany tym, że w piątek widziałam po raz pierwszy w życiu naszego, polskiego jeża. I bardzo mnie to ucieszyło. A Pantagruel stąd, że ostatnio musiałam czytać to na literaturę. I tak jakoś mi się skojarzyło.
Kadra "B" nie próżnuje. Czy któryś z chłopaków wyrwie swoją wymarzoną Brazylijkę?
Fragment o jeżu Pantagruelu został zainspirowany tym, że w piątek widziałam po raz pierwszy w życiu naszego, polskiego jeża. I bardzo mnie to ucieszyło. A Pantagruel stąd, że ostatnio musiałam czytać to na literaturę. I tak jakoś mi się skojarzyło.
Kadra "B" nie próżnuje. Czy któryś z chłopaków wyrwie swoją wymarzoną Brazylijkę?
ASSECO RESOVIA RZESZÓW ZE SREBRNYM MEDALEM LIGI MISTRZÓW!
Tak, to się stało naprawdę. Stało się, jak chciałam. Resovia pokonała w półfinale PGE Skrę Bełchatów i finał rozegrała z naszpikowanym gwiazdami Zenitem Kazań. Między innymi z pięknym Mefju.
Niestety, emocjonującego pojedynku raczej nie było, bo się skończyło 3:0 dla drużyny z Rosji, ale i tak się cieszę.
Tak, to się stało naprawdę. Stało się, jak chciałam. Resovia pokonała w półfinale PGE Skrę Bełchatów i finał rozegrała z naszpikowanym gwiazdami Zenitem Kazań. Między innymi z pięknym Mefju.
Niestety, emocjonującego pojedynku raczej nie było, bo się skończyło 3:0 dla drużyny z Rosji, ale i tak się cieszę.
A jeszcze bardziej cieszy mnie nagroda indywidualna dla pewnego pana, którą to chyba mu przepowiedziałam. :D
Pod koniec grudnia pisałam pod którymś rozdziałem: "A może by tak jakaś nagroda Best Blocker'a dla Pitera"? Chciałam, to mam. :D
Ten chłopak na to wyróżnienie naprawdę zasługiwał jak mało kto.
A ja już po meczu ze Skrą powiedziałam sobie, że to właśnie on zdobędzie ten tytuł. Ha, jestę jasnowidzę.
A co na to sam nagrodzony?
Pod koniec grudnia pisałam pod którymś rozdziałem: "A może by tak jakaś nagroda Best Blocker'a dla Pitera"? Chciałam, to mam. :D
Ten chłopak na to wyróżnienie naprawdę zasługiwał jak mało kto.
A ja już po meczu ze Skrą powiedziałam sobie, że to właśnie on zdobędzie ten tytuł. Ha, jestę jasnowidzę.
A co na to sam nagrodzony?
Uwierz. :D
Czy sympatyczny środkowy, jak to go nazwano w Sportowych Faktach, ma nam jeszcze coś do przekazania?
Czy sympatyczny środkowy, jak to go nazwano w Sportowych Faktach, ma nam jeszcze coś do przekazania?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



