30.10.2015

XLI. "Dzióbasku mój Ty milusi, możesz mi pomóc utrzeć nosa komuś, kto wyżej sra, niż dupę ma."

18.06.2014, Rzym, Włochy

Wybijała właśnie godzina ósma rano, gdy Michał Żurek wszedł na stołówkę i zastał tam kiwającą się na krześle Kamilę. Pani fotograf była w wyjątkowo dobrym humorze, zupełnie, jakby była z siebie bardzo zadowolona. Ale z czego ona mogła być zadowolona? Czyżby chodziło tu o jakiś zabawny podpis do jednego ze zdjęć z wczorajszego meczu? Fakt, pod kilkoma z jej fotek było po paręset polubień na Facebooku, i do tego parędziesiąt komentarzy, jednak były to raczej lajki do zdjęcia, a nie do podpisu, jaki się pod nim znajdował. Ale ona przecież z takimi sytuacjami spotykała się codziennie. Jej fotografie były naprawdę bardzo cenione, lubiane. Zdecydowana większość z nich była bardzo wysoko oceniana zarówno przez siatkarzy i sztab szkoleniowy, jak i przez zwyczajnych Kowalskich, czyli faktycznych odbiorców tych zdjęć. Falęcka się już do tego przyzwyczaiła, więc bardzo wątpliwe było to, żeby coś takiego ją ucieszyło. Tutaj musiało chodzić o coś innego, ale o co? Tego nie wiedział nikt, poza szaloną rudowłosą fotografką, oczywiście. I liczyła ona na to, że nikt się tego nie dowie. Kamila chciała bowiem zrobić coś, czego jej nie wypadało, coś, za co mogłaby zostać znienawidzona jeśli nie przez całą reprezentację, to przynajmniej przez jej trzy czwarte. Przede wszystkim, chciała dowalić Ance za to, jak ta ostatnio jej pojechała. Może i miała rację, że pani fotograf może sobie zszargać opinię u wszystkich, jeśli będzie skakać z łóżka do łóżka, ale, do cholery, to było jej życie. I jej sprawa, co będzie z nim robić. I nikt, absolutnie nikt nie powinien się wpierdalać w jej najbardziej intymne sekrety. A poza tym, była tylko i wyłącznie fotografem, czyli tak naprawdę nikim nie związanym z kadrą. Ponadto, nie brała się za zajętych, nie potrafiłaby komuś rozbijać związku tylko dlatego, że miała kaprys, by pofiglować sobie z kimś konkretnym. Kamila była na razie na etapie poszukiwań faceta idealnego, i nie wiedziała, ile czasu minie, zanim takiego znajdzie. A może ona już go znalazła, tylko nie potrafiła się sama przed sobą do tego przyznać? Przecież ona tak naprawdę nie chciała bawić się w motylka, latającego z kwiatka na kwiatek. Zmusiła ją do tego sytuacja. Tak bardzo nie chciała, żeby ktokolwiek wmawiał jej romans z Szymonem, że robiła wszystko, żeby inni pomyśleli, że to był tylko i wyłącznie jeden, nic nie znaczący wybryk. Ona sama próbowała to sobie przyswoić, jednak nie była w stanie. Coś do tego atakującego jednak poczuła. I gdyby tylko nie wydało się to, że z nim kręciła, być może kontynuowałaby zacieśnianie znajomości z tymże siatkarzem. Niestety, jego wścibski kolega musiał wszystko spieprzyć, ponadto na pewno wygadał komuś to, co widział. Nieważne już ilu osobom, i komu dokładnie - wygadał to, a zdecydowanie nie powinien tego robić. Takie rzeczy powinno się trzymać w tajemnicy, zapomnieć, że się je widziało, lub udawać, że o niczym się nie wie. A on to po prostu wygadał! Wprawdzie na tym wszystkim najbardziej miała ucierpieć Chmura, jednak to, co Falęcka zamierzała zrobić, godziło też w Nowakowskiego. Czyli wymyśliła ta nasza pani fotograf plan idealny. Dowali jednocześnie dwóm najbardziej nielubianym przez siebie osobom. No, jednej na pewno, bo co do drugiej, to cholera wie, czy jej się to nie spodoba. Anka będzie cierpieć, to pewne. Ale zasłużyła sobie na to. A Piter? A to już od niego zależy, jak on zareaguje na to, co się miało stać. Jak będzie grzeczny, to być może tak naprawdę nie stanie się nic. A jak nie będzie chciał współpracować, to ucierpi także i on. Chyba. Cholera wie, czy dla niego to by było cierpienie... Kamila zamierzała bowiem... uwieść Cichego. Zapędzić go gdzieś, zedrzeć z niego ubranie, a potem, to już od jego zachowania zależało, czy fotografka poszłaby o krok dalej. Jeszcze w stu procentach nie była pewna, jak to wszystko mogłaby rozegrać. Wprawdzie planowała tylko pstryknąć im fotkę w sytuacji, która wydawałaby się niedwuznaczna (i nic z nią nie robić, być może kiedyś ktoś by ją znalazł), ale cholera wie, jak tak naprawdę ta sytuacja będzie przebiegać... Nie szło przecież wykluczyć tego, że po zdjęciu zbędnych ciuchów z siatkarza, Falęcka nie byłaby w stanie opanowałać swojego podjarania jego ciałem. Ba, to było naprawdę mało prawdopodobne, żeby się powstrzymała. Wciąż miała bowiem w pamięci ten widok idealnie wyrzeźbionej klaty, i nie tylko, kiedy robiła tamto niegrzeczne zdjęcie jemu, i Ance. I odkąd tylko zobaczyła go nagiego, nie potrafi wymazać z głowy wyjątkowo grzesznych myśli. Bardzo chciałaby chociaż raz móc przytulić się do tego torsu, starannie wymacać go i wylizać. Ponadto cholernie chciała skosztować jego ust. Nie da się ukryć, totalnie się na niego napaliła. I wyjątkowo nie przeszkadzało jej to, że jej cel był związany z kimś innym. Jeśli Piter przedstawi Ance logiczne argumenty, że między nim, a Kamilą, do niczego nie doszło, ona raczej na pewno mu wybaczy. Bo czego miałaby mu nie wybaczyć? Tego, że niewyżyta baba będzie go napastować? To nie byłaby jego wina, bo to nie jego wina, że on jest tak cholernie seksowny. Jeśli jednak środkowy pomyślałby czymś innym, aniżeli głową, i przeleciał rudowłosą... najprawdpodobniej również mógłby liczyć na wybaczenie. Gdyby jakoś ładnie okłamał swoją dziewczynę. Na przykład, że to jakaś stara fotka, która cholera wie, dlaczego znalazła się  u niego na telefonie, że ktoś to musiał mu podrzucić, a ta fotka jest sprzed paru lat. Przecież mógł znać dziewczynę wcześniej, prawda?... Tutaj pojawiał się drobny problem, bowiem on zmyślać nie potrafił. Tylko, że Chmura była wyjątkowo mało domyślna, pewnie nawet by nie przeczuwała, że jej Piotruś mógłby coś zmalować... 
Tak, tylko jak dostać się do Pitera, skoro Anka przy nim czuwa dwadzieścia cztery godziny na dobę? Tutaj Kamilka musiałaby skorzystać z czyjejś pomocy. Idealnie więc się złożyło, że w stołówce właśnie ktoś się napatoczył, poprosi się go o wykonanie połowy planu. Zadanie wydawało się banalnie proste - wyciągnąć gdzieś Ankę na całą noc. Tylko, że Falęcka za bardzo nie wiedziała, jak to zrobić. Czym by przekonać Chmurę, żeby opuściła swoje słoneczko na tak długi okres czasu? Wyjście na dyskotekę w celu wypicia czegoś odpadało - nie w głowie były jej takie atrakcje. Trzeba było wymyślić coś innego. Tylko co? Czy wymyślić jej nagle jakąś pracę na całą noc? Jakąś noc zwierzeń z udziałem wszystkich, oprócz Cichego oczywiście, siatkarzy? Nie, to byłoby zbyt podejrzane. Anka szybko zorientowałaby się, że coś jest nie tak, skoro przyszli wszyscy, a on nie. Wprawdzie była mało domyślna, ale takie rozwiązanie było zbyt oczywiste. Myśl dalej, Kamilka. Może wymyślić jej nagle jakąś pracę do napisania, i żeby wystukiwała ją przez całą noc? Nie, to też bez sensu. Uznałaby, że przecież może to robić u siebie w pokoju. A gdyby kazano, żeby ktoś jej pilnował, też mogłaby uznać to za coś dziwnego... Tak, trzeba postawić na najprostsze, ale najskuteczniejsze metody. Ktoś jej wrzuci coś do picia, ona się upije i wtedy nie będzie problemu, żeby wysłać ją gdzieś w cholerę. A może podeśle się ją któremuś chłopakowi? Może ona sama nie byłaby taka grzeczna, za jaką się uważa? Przecież skoro ze swoim ukochanym po raz pierwszy świrowała właśnie pod wpływem alkoholu, to nie jest wykluczone, że i innemu by przez to nie uległa. A wtedy to już na pewno miałoby się ją z głowy na cały noc... Tak, to jest plan idealny. Teraz trzeba tylko go zrealizować... 

- Cześć, Zupcia. - zachichotała, uśmiechając się promiennie. - Co tam? Jak się spało po wygranym meczu? 

- Cześć. - odwzajemnił uśmiech. - Spało się bardzo dobrze, tylko szkoda, że to nie ja grałem. - westchnął.

- Oj, dzisiaj na pewno zagrasz, zobaczysz. - poczochrała go dłonią po czuprynie. 

- Ej! Pół godziny tę fryzurę układałem! - fuknął na nią i udał, że się śmiertelnie obraził. Długo jednak fochać się nie mógł, Falęcka od razu wyczuła, że Michaś blefuje. Toteż nic dziwnego, że zaczęła go łaskotać jak głupia. 

- No! Jednak humoru Ci nie popsułam. - zaśmiała się. 

- No, chyba jednak nie. - odpowiedział, po czym próbował sobie poprawić popsutą fryzurę. Bezskutecznie, Kamila bowiem doszła do wniosku, że chuchanie w nią to świetny pomysł. 

- Przestań! - wrzasnął, chociaż nie potrafił się na nią gniewać.

- Nie. - wyszczerzyła się i dalej robiła szopę z Zupowej czupryny. 

- Takie to fajne, jak komuś psujesz fryzurę? - spytał.

- No. Zajebista sprawa, mówię Ci. - odparła, nie przerywając swojej czynności.

- To skoro taka zajebioza, to na pewno lubisz, jak ktoś coś takiego robi Tobie. - mrugnął okiem i niezwłocznie zaczął czochrać włosy Kamili. Chyba jej się to nie spodobało.

- Nie, tego nie lubię! - krzyknęła. 

- A ja tak. - zaśmiał się jak głupi do sera, i już chciał dalej merać fotografkę, kiedy dostał od niej po łapach. - A podobno taka to zajebioza! - żachnął się.

- Michaś, weź wyjdź i zobacz, czy Cię nie ma za oknem, dobrze? - palnęła, a gdy zobaczyła, że Żurek chyba faktycznie zaraz to zrobi, szybko zmieniła zdanie. - Albo nie. Weź tu zostań, bo możesz mi się do czegoś przydać. - szepnęła tajemniczo.

- A do czego ja mam Ci się przydać? - zapytał. 

- Dzióbasku mój Ty milusi, możesz mi pomóc utrzeć nosa komuś, kto wyżej sra, niż dupę ma. I zarazem pomóc mi się odwdzięczyć komuś za to, że mnie upokorzył. - rzekła. W pierwszym przypadku miała na myśl Ankę, w drugim, jej chłoptasia. 

- A kto to taki? I w jaki sposób mógłbym Ci pomóc? - drążył temat.

- Anusia Pizdusia, poddupek Piotrusia. - palnęła, z wyraźnie odczuwalną w głosie niechęcią do osoby psycholożki. Wyraźnie jednak rozśmieszyła tym Żurka. 

- Hahaha, a skąd takie piękne określenie? Sama wymyśliłaś? - rechotał.

- No tak. A stąd, że mam jej już kompletnie, konkretnie, dosyć. Co ona tak właściwie tu robi? Nic. Tylko jęczy po nocach. Tylko klei się do niego, a na innych nawet nie spojrzy. Wyjątkowo aspołeczna, niereformowalna jednostka. Jak ja bym chciała, żeby jej tu nie było, ech. - westchnęła. 

- Przecież się przyjaźnicie? - zauważył.

- To było dawno temu i nieprawda. Było, minęło. Nie chcę jej znać. To jest taka paniusia, co to tylko oczekuje, że wszyscy jej będą przytakiwać. Ona Ci będzie prawić wywody na temat dobrego wychowania i w ogóle, że co Ci wolno, a co nie. A sama, to jest, kurwa, takim świętoszkiem?! Nie wydaje mi się. Ja nie poszłam z nikim do łóżka po godzinie znajomości. - prychnęła. - Niech najpierw patrzy na siebie, a potem poucza innych. - dodała.

- Hahahahahahah, ja nie mogę z tego poddupka. - wył jak głupi. 

- No a co ona robi tutaj? Kładzie się pod dolnymi partiami jego ciała i czeka, aż ją przeleci. I tak codziennie. I nic innego nie robi. A w dodatku jest wredna dla wszystkich. Ostatnio Gregor ją prosił o pomoc, to go ta pindzia wyśmiała! - wrzasnęła. 

- A tak to faktycznie nie powinna się zachować. - podrapał się po brodzie. 

- Ona powinna jak najszybciej stąd zniknąć. - szepnęła. - Ale to nie będzie takie proste, niestety. 

- Co masz na myśli? - spytał.

- No, trzeba zrobić coś, żeby rozdzielić ją i jej kochasia. - zaczęła tłumaczyć Zupie swój szatański plan.

- A to jest w ogóle możliwe, żeby ich rozdzielić? - przerwał jej.

- No będzie to bardzo trudne. Cholernie trudne. Ale wierzę, że damy radę. Trzeba zrobić coś, żeby na dłuższą chwilę przebywała z daleka od niego. - mówiła.

- I jak chcesz to osiągnąć? - spytał.

- Trzeba ją upić. A najlepiej jego też. Żeby się nie szukali. A Ankę, jak jest jajkiem mądrzejszym od kury, można podrzucić jakiemuś chłopakowi, który jest wolny. Zobaczymy, jak szybko go zbajeruje, jak będzie nachlana jak świnia. Napierdoli się jak trolejbus, i zobaczysz, że ulegnie takiemu jeszcze szybciej, niż Pitowi. A nie zdziwię się, gdyby to ona zaczęła namawiać takiego przykładowego gościa na jakiś szybki numerek. To by dopiero śmieszne było! - zaśmiała się.

- Ale wiesz, że on jej nie wybaczy zdrady... - przestraszył się. - Naprawdę chcesz im zjebać związek? 

- No tak, chcę. Choćby i tymczasowo, ale chcę. A jak on ją naprawdę kocha, to jej wybaczy, przekonasz się. - stwierdziła.

- Szalone. Ale może się udać. - przytaknął. - To ja mam jej coś dorzucić do picia i zaprowadzić do któregoś z chłopaków, tak? - wolał się upewnić.

- Tak. Przy okazji jemu też coś możesz wrzucić, upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. - uśmiechnęła się. 

- Dobra, to chyba zgoda. Lecę przemyśleć, komu by ją podrzucić. To cześć. - odwzajemnił uśmiech i opuścił pomieszczenie, zostawiając Kamilę samą z jej nieznośnymi myślami.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała

W Spale trwały kolejne zajęcia z trenerem mentalnym. Po raz kolejny miały one rozwijać kreatywność siatkarzy. 

- Dzisiaj przytoczycie mi różne powiedzenia, w których zawarte jest słowo "dupa". Mają one odnosić się do różnych dziedzin życia, wiedzy... Ja wam podam definicję, a wy dopowiecie odpowiedni tekst. - tak, bardzo to było kreatywne... - Pawle. - zwrócił się do Zatora.

- Tak? 

- A co byś powiedział, jeśli byś czuł się źle, jeśli byś był obolały? - zapytał Bączuś. 

- Boli mnie głowa i dupy połowa. - odpowiedział. Niesamowite, Zator znał odpowiedź na pytanie.

- Bardzo dobra odpowiedź. Michale - rzekł do Winiarskiego. - Co byś powiedział koledze, który ubrał się niestosownie na jakąś okazję, który swoim ubiorem wzbudza kontrowersję, lub dziki wybuch śmiechu? 

- Wyglądasz jak pół dupy zza krzaka. - odpowiedział Misiek.

- Świetnie! Dawidzie - kolejne pytanie skierowane było do Makaka. - jak byś skomentował dziwne zachowanie kolegi, na przykład, kiedy poinformowałby Cię on o tym, że kupił sobie supermodny zegarek za 50 000 złotych?

- Z dupą na łeb się pozamieniałeś? - mentalista tylko się uśmiechnął i pokiwał głową na znak, że jest to poprawna odpowiedź.

- Dobrze. No to pytanie bonus dla Fabiana Drzyzgi. Bonus, gdyż w odpowiedzi nie ma słowa "dupa". Co powiesz, kiedy Ci będzie bardzo, bardzo wesoło, kiedy będziesz miał typową głupawkę? - trudne zadania wymyślasz, Jakubie... 

- Mam pierdolca i luźnego stolca. - odpowiedział Fabio i wyszczerzył się w typowy dla siebie sposób. 

Kolejnym zadaniem było napisanie krótkiego, dwuwersowego wierszyka. O ile to można było nazwać wierszykiem. Tematyka mogła być dowolna, a gdyby utworek się rymował, to już w ogóle byłoby super.
Oto wytwór Piotra Haina:

"Jajowód, macica, pochwa,
mój koń od roku ma ochwat."

Dobra, kończymy to.
O Spale dzisiaj nie da się pisać...

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Rzym, Włochy

Parę godzin później odbył się mecz. I to chyba jedyne, co można na jego temat powiedzieć, bo Polacy dostali w nim niestety gładkie lanie do zera, a w żadnym z setów nie zdobyli nawet 20 punktów. Stefan chciał przetestować jednak swój skład, więc w tym spotkaniu grali zmiennicy podstawowej "szóstki". Jedynym, który uchował się z wczorajszego składu, był Grzegorz Kosok. A to tylko dlatego, że przecież Antiga nie miał tutaj do dyspozycji czwartego środkowego po tym, jak nagle wrócić do kraju musiał Gawryszewski. Nie można jednak powiedzieć, żeby zmiennicy totalnie zawiedli w tym meczu - to był po prostu bardzo dobry występ w wykonaniu Włochów...
Po meczu Zupa podszedł do, odpoczywającego dzisiaj w kwadracie dla rezerwowych, Małego, i szepnął mu coś na ucho. Libero Jastrzębskiego Węgla od razu popędził w stronę pokoju Anki i Pita. Znalazł w nim panią psycholog. Jeśli ktoś jednak myślał, że ma jakiś problem, który chce przy jej pomocy rozwiązać - mylił się. To był starannie wypracowany element szatańskiego planu Kamili i Michała, w który ten, jak widać, wciągnął Wojtaszka. Była to chyba jedyna opcja, która była tutaj do zrealizowania - spośród wolnych, a znajdujących się tutaj, w Rzymie, chyba tylko on się nadawał. Z Romaciem i Dryją by nie przeszło, bo wciąż leczyli złamane serca po tym, jak z pierwszym z nich "zabalowała" Kamila, a drugiego rzuciła Alessandra. A Mika jej się nie podobał zupełnie, więc wątpliwe, by Chmura mogła się na niego rzucić. Tak więc pozostał Mały, i zgodził się on odegrać tą wyjątkowo trudną rolę. Trudną? Miał po prostu udawać, że ma jakiś problem, zainteresować tym Annę, zaciągnąć ją do siebie do pokoju, a dalej, to niech się już dzieje wola nieba, byle żeby nie wróciła tej nocy do Pitera. Damian zgodził się nawet na to, żeby przelecieć pannę psychiatrę, jeśli będzie taka konieczność... Sprawiał jednak pozory, jakby po prostu miał jakiś problem, który go trapił...

- Anka, możemy pogadać? - zaczął. W jego głosie nie można było wykryć nic podejrzanego. 

- Jasne. - odpowiedziała beznamiętnie. Zbytnio jej się teraz nie chciało z nikim rozmawiać, bo oczekiwała powrotu swojego Piotrusia. A mógł on wrócić w każdej chwili, więc czasu na działanie, Wojtaszek miał mało. 

- Ale to nie tutaj, pliz. Chciałbym porozmawiać z Tobą tak na osobności. - uśmiechnął się. 

- No dobrze. W takim razie chodźmy. - rzekła, zupełnie niewyczuwając podstępu. 
 I wyszli. Po jakichś dwóch minutach znaleźli się w pokoju należącym do libero. Mały szybko zamknął drzwi, ponadto je zakluczył...

- Dlaczego je zakluczyłeś? - spytała, nieco zaniepokojona. 

- Spokojnie. To, o czym chcę z Tobą rozmawiać, to są moje bardzo osobiste sprawy i nie chcę, by ktoś nam tu wszedł i je podsłuchiwał. 

- Rozumiem. - odpowiedziała. Po chwili jednak znów się zaniepokoiła, bowiem zawodnik Jastrzębskiego Węgla wyciągnął z szafki butelkę szampana. - A to po co Ci?

- Nie potrafię mówić o takich rzeczach na trzeźwo. - jęknął. - Masz, i pij. - szepnął i nalał jej trochę do szklanki, po czym podał jej ją do dłoni. 

- Nie piję. - odrzekła. 

- Jak się nie napijesz, to nie zrozumiesz mojego cierpienia. - wypalił, myśląc, że zbłaźnił się właśnie przeokrutnie. Na Ankę to jednak zadziałało, i po chwili oboje moczyli usta w zawierającym alkohol napoju...

Po jakimś czasie szampan chyba zaczął działać, bo Chmura zaczęła się przyglądać Małemu w taki sposób, w jaki do tej pory gapiła się tylko na swojego partnera.  

"Twój wzrok za mną goni,
Już wiem, że nie mogę się obronić,
Nie będziemy się zwodzić,
Już szampan się schłodził,
Twój wzrok za mną goni,
Już wiem, że nie mogę się obronić,
Nie będziemy się zwodzić,
Już szampan się schłodził"

Niewiele myśląc, dziewczyna rzuciła się na siatkarza i wpiła namiętnie w jego usta... 
Plan Zupy i Kamili powiódł się więc w stu procentach... A przynajmniej jedna część tego planu. Drugą zrealizować musiała Kamila. Gdy tylko dostała głuchacza od Damiana, natychmiast ruszyła w stronę pokoju środkowego. Otworzyła drzwi i ujrzała Nowakowskiego, leżącego na łóżku w samych gaciach. Taki widok nie mógł na nią nie zadziałać, toteż szybkim krokiem weszła do pomieszczenia, po czym zamknęła i zakluczyła drzwi. Zdziwiony środkowy już otwierał usta, by coś powiedzieć, kiedy nagle zostały one przymknięte przez wargi Kamili, które się w nich znalazły. Falęcka nie potrafiła się pohamować przed rzuceniem się na chłopaka. Chociaż Pitowe ego z pewnością podłechtało się tym, że fotografka go pożąda, cała ta sytuacja nie ucieszyła go, a jedynie wprowadziła w wielkie zakłopotanie. Kamilka tymczasem pogłębiała swój pocałunek. Środkowy, o dziwo, przystał ostatecznie na jej pieszczotę i zaczął odwzajemniać buziaka. Prawdopodobnie tylko dlatego, żeby dała mu spokój i jak najszybciej wyszła z jego pokoju. A może dlatego, że i on po meczu był trochę podpity? Nieważne. Nie wiedział, że ona zapraszała go do niebezpiecznej gry. Nie wiedział, że właśnie przyjął to zaproszenie... Zdziwił się niesamowicie, gdy dziewczyna tak po prostu zaczęła się rozbierać, cały czas siedząc na nim okrakiem. Już wiedział, że wpadł w pułapkę, jednak myślał, że da radę się jakoś z niej wyplątać. Oj, nie z tą kobietą takie numery... Przełknął ślinę, próbując zapanować nad swoimi emocjami, gdy z piersi pani fotograf zniknął jej koronkowy stanik. Rudowłosa zauważyła tę walkę z wiatrakami, więc postanowiła jasno sprecyzować, po co tu przyszła. 

- Będziesz ze mną współpracować i zdejmiesz ze mnie majtki, czy mam Ci przywiązać ręce do łóżka i nie przejmować się Tobą, tylko robić swoje? - zapytała, wyjątkowo słodkim głosem, chociaż to, co mówiła, wcale takie urocze nie było. Środkowy po raz kolejny przełknął ślinę. 

- Ale... ja nie mogę. - jęknął. - No wiesz, Anka... - szepnął. Był zupełnie nieświadomy tego, że jego ukochana przyprawiała mu właśnie rogi z jego kolegą z drużyny. 

- Anki tu teraz nie ma. I nie sądzę, by wróciła do Ciebie na noc. - zachichotała, wprawiając blondyna w jeszcze większą konsternację. Nie pomyślał on jednak nawet o tym, że Chmura mogłaby go zdradzić, w ogóle nie rozpatrywał takiej ewentualności. Anka i skok w bok? To nie mieściło się w Piotrkowej głowie. 

- Ale ja nie mogę. - powtórzył, nieco bardziej zdecydowanym tonem. 

- Skoro tak stawiasz sprawę, sama będę musiała zadbać o zaspokojenie moich potrzeb. Przykro mi, ale mam na Ciebie cholerną ochotę. - rzekła, po czym niemalże równocześnie, jedną dłonią zdjęła swoje figi, a drugą, jego bokserki. 
Niestety, Piter, chociaż przez wiele osób uważany był za cyborga, nie potrafił nie ulec urokowi Kamili. O tym, jak bardzo pożądał jej ciała, najlepiej świadczyć mógł wprawiony w stan gotowości piotrusiowy przyjaciel. No cóż, to przecież był typowy facet, który czasem zaczyna myśleć czymś innym, aniżeli głową. On też ma swoje uczucia i pragnienia, on też ma swoje słabości, i on też ma prawo to okazywać. On też, w końcu, zrobi czasem coś nieodpowiedniego, zanim pomyśli, że może jednak tego czynić nie powinien. Tłumy hotek, i nie tylko, zawsze twierdziły, że on jest idealny, a rymujące się określenie "boski Nowakowski" na dobre wpisało się w siatkarski "słownik".  A on przecież wcale idealny nie był. On też, jak chyba każdy człowiek na świecie, miał swoje wady, miał też sporo za uszami. Na jego czyny przymykano jednak zazwyczaj oczy. Z gwałtowniejszą reakcją, sprzeciwem wobec tego, co zrobił, spotkał się tylko jeden raz - wtedy, gdy go zawieszono za pobicie Bartmana. A z resztą, co to było za zawieszenie, skoro i tak je skrócono? Mało było osób, które miały o nim złą opinię, bo nie wzbudzał on do tej pory jakichś wielkich kontrowersji. Ot, czasami powiedział coś śmiesznego, ale co to za kontrowersja? Żadna. To był po prostu pretekst do tego, by coś o nim napisać. O ile newsy o Wronie czy Kubiaku zalewały wszystkie strony internetowe o siatkówce, o tyle o Cichym Picie próżno było szukać jakichś konkretniejszych informacji. Jemu to jednak nie przeszkadzało, nie chciał nie wiadomo jak wielkiego rozgłosu wokół siebie. Wolał pozostawać w cieniu innych, żyć sobie spokojnie, być taką myszką. I co z tego, że został kapitanem drużyny? Czy to od razu ma sprawić, że będzie latał na zawołanie do byle telewizji śniadaniowej i pozował fotoreporterom na ściankach, na otwarciach jakichś nowych butików? Nie, on chciał po prostu pozostać sobą, skromnym, nieco tajemniczym Piotrkiem, który dzięki temu miałby święty spokój. Chyba nic nie byłoby w stanie sprawić, że odbiłaby mu sodówka. A sława namieszała już w głowie niejednemu siatkarzowi - Bartman od dawna był postrzegany już bardziej w kategorii celebryty, aniżeli jeszcze siatkarza, niedużo do takiej samej postaci rzeczy brakowało Wronie. Siurak też miał momenty, kiedy głośniej było o nim w mediach, aniżeli na parkiecie. ... Pit teraz musiał panować nad sobą, a widać, że miał z tym ogromny problem. Całe jego obnażone ciało rwało się w stronę pięknej pani fotograf, a ona sama również przymilała się coraz bardziej do siatkarza. Jeśli wplączą się w jakiś romans, to nie dość, że Kamila będzie mieć przesrane, to oboje zostaną obsmarowani w mediach tak, że mogliby właściwie wyjechać z kraju i nigdy do niego nie wracać. Dlatego o tym, co teraz się działo, nie mógł dowiedzieć się nikt. ... A może do niczego nie dojdzie? Może on w ostatniej chwili dozna nagłego otrzeźwienia i wyplącze jakoś z tej kłopotliwej sytuacji?... Na to jednak się nie zanosiło... 

- To jak? Będziesz współpracować? - spytała po raz kolejny, widząc, że on w każdej chwili może się na nią rzucić. 

- Nie mogę. - bąknął niemal niedosłyszalnie. Na jego nieszczęście, Kamila miała jednak bardzo wyostrzony zmysł słuchu. Szybko wyciągnęła z kieszeni swoich spodni potrzebne do tego przedmioty, i, niewiele myśląc, przywiązała ręce Nowakowskiego do łóżka. A mógł się zgodzić na współpracę...

- Skoro nie możesz, to sama się Tobą zaspokoję. - rzekła. Złapała w swoje dłonie, wyraźnie już naprężonego, piotrusiowego przyjaciela. Ucałowała go w sam jego czubeczek, oblizała po całej jego długości, po czym włożyła sobie do ust i zaczęła ssać. Po chwili te pieszczoty chyba przypadły Resoviakowi do gustu, bo zaczął cicho jęczeć. - Głośniej, Piotruś. - wyszeptała, po czym wróciła do swojej roboty. I faktycznie, Pit jęczał, sapał i krzyczał coraz głośniej, by po niedługim okresie czasu wyć jak głupi. Nie minęła dłuższa chwila, gdy osiągnął spełnienie, o czym powiadomił cały świat przeciągłym jękiem. 
Kamila lubieżnie oblizała usta, po czym zaczęła się wpatrywać w obnażony tors środkowego, snując w swojej głowie kolejne fantazje łóżkowe z nim w roli głównej. Tego, co stało się później, z pewnością się nie spodziewała. 

- Ja Cię chcę. - jęknął cichutko. 

- Co? Możesz powtórzyć? Nie usłyszałam za dobrze. - powiedziała, nieco zaskoczona. Usłyszała to bowiem doskonale. 

- Ja Cię chcę. - rzekł już bardziej zdecydowanym głosem. Na jej reakcję nie musiał długo czekać. Od razu uwolniła go z uwięzi. Piotrek szybko przejął inicjatywę i przewrócił dziewczynę na plecy, po czym sam się na nią wgramolił. Zaczął pieścić całe jej ciało, by po kilkunastu minutach wzajemnych pieszczot, wykonać ten jeden, najważniejszy krok. Kamila syknęła cicho.

- Jutro robimy resztę zdjęć na konkurs. - szepnęła tonem nieznoszącym sprzeciwu.

- Mhm. - mruknął, i pocałował ją w usta. 
A potem pogrążyli się w namiętności... 

"Ja mam ten idealny plan, ty masz ten idealny stan,
Unosisz się i opadasz na dół, muszę Cię mieć nim znikniesz bez śladu,
Ja mam ten idealny plan, ty masz ten idealny stan,
Unosisz się i opadasz na dół, muszę Cię mieć nim znikniesz bez śladu."

Gdy już po wszystkim leżeli zadowoleni, spełnieni, a przede wszystkim, wtuleni w siebie, Kamila postanowiła spróbować zrealizować resztę swojego planu. 

- Piotruś, a Ty w ogóle jesteś szczęśliwy w swoim związku? - spytała, rysując palcem kółka na jego klacie. 

- No tak. - odpowiedział. Czyżby? Gdyby był szczęśliwy, to chyba by nie zdradził swojej kobiety? 

- A nie czujesz, że przez nią możesz stracić przyjaciół? Przecież ona nikogo do Ciebie nie dopuszcza, nawet na Twoich ziomków prycha jak spity menel. Zaniedbujesz kontakty z innymi, możesz stać się taki, jak ona. Chyba tego nie chcesz, prawda? 

- Echhh... - westchnął. - Dobra, ja rozumiem, że mnie kocha i chce być przy mnie, ale, nie do cholery, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ja też mogę mieć prawo odpocząć nieco od jej obecności. Przecież ja nawet za bardzo nie mogę wyjść pogadać z chłopakami, bo ta od razu lezie za mną, jak Żyd za dobrą duszą... Masz rację. Zerwę z Anką, bo nie czuję się przy niej jak jej partner, tylko jak jej tatuś, albo i nawet mamusia. - wycedził przez zaciśnięte zęby. Chyba i jego denerwowała już wyjątkowa aspołeczność jego dziewczyny. Przecież ona tak naprawdę z nikim, poza nim, oczywiście, się nie zadawała... - A że związki rodziców z własnymi dziećmi są zabronione, to nie mogę dłużej w takim tkwić, bo się jeszcze jakaś policja, czy chuj wie kto, do mnie przypierdoli. Tak, masz absolutną rację i cieszę się, że dzięki Tobie, mogłem wreszcie przejrzeć na oczy. Może do niej wrócę, jak zobaczę, że się ogarnęła, no bo kocham ją, kurde, ale teraz... teraz z nią zerwę. Tak będzie lepiej i dla mnie, i dla niej. 

- Co?! - wrzasnęła, niedowierzając w to, co właśnie usłyszała. Naprawdę udało jej się to osiągnąć?... 

___________________________________________________________

No to się porobiło... 
Pisałam, że żadnych kłopotów w raju nie będzie, bo za bardzo lubię tę parę. I że nie chcę ich krzywdzić. Ale zdanie też lubię zmieniać i obecnie niczego tak bardzo nie chcę w tym opowiadaniu, jak porządnego zamieszania w życiu naszych idealnych misiów... Przestałam lubić moją Ankę, a poza tym jestem wredną babą. Być może ona tu wróci, jak znajdę jakiś pomysł na nią, bo na razie takiego nie mam. 
Przepraszam Cię Piotruś za to, że jestem taka okrutna, ja wiem, że Ty nie chciałeś tego zrobić. Ja wiem, że Ty chciałeś być tym dobrym. Ale mój mózg i mój fatalny, od jakiegoś mniej więcej miesiąca, nastrój, wygrały. Musiałam to zrobić. 
Nawalona Kamilka to zła Kamilka. A poza tym, bardzo chciała ona dopiec Ance. Piterowi z resztą też. Cel swój więc zrealizowała w stu procentach. No, może w osiemdziesięciu, bo jednak zakładała raczej odmienną reakcję z jego strony. 
A jemu się to spodobało... 
A Ance chyba też się spodobało fikanie z Małym.

Spała wystąpiła dzisiaj jedynie w roli przerywnika. Być może w następnym rozdziale będzie jej więcej. O ile ten następny rozdział będzie, bo weny do pisania mam coraz mniej. Podobnie jak czasu, którego brakuje mi zupełnie.
Nie miałam nawet czasu śledzić blogów, które regularnie czytałam. Ale obiecuję, że to nadrobię. 

Taak. Nasza kadra przegrała w tym roku wszystko, co tylko było można, i oczywiście wylało się na nich wiadro gówna. Spróbujcie wyjść na parkiet i zagrać lepiej. 

Kiedyś nawet i cyborgi muszą odpocząć... Zdrowiej, Pit, bo jesteś potrzebny na boisku i w Resovii, i w kadrze.

A jak mowa o Resovii, czy ja się może chwaliłam, że wybieram się na Superpuchar Polski w poznańskiej Arenie? Nie? No to napiszę, że na nim byłam. :D 
Wszystko fajne, oprócz wyniku. 

Kolejny rozdział będzie, jak się napisze.