22.05.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała
W głowie Anki wszelakie myśli tańczyły kankana. Nie wiedziała tak naprawdę, co się z nią dzieje. Nie miała pojęcia, dlaczego na widok pewnego siatkarza zupełnie traci głowę i zaczyna zachowywać się co najmniej dziwnie. Dlaczego uległa mu i tym razem i wróciła z Nim do tego przeklętego ośrodka? Dlaczego tak po prostu dała mu się ubłagać praktycznie bez żadnego zająknięcia? Nawet nie próbowała z nim się wykłócać. Powiedział jej parę słów, a ona tak po prostu, bez żadnych oporów powiedziała: "wrócę z Tobą". Jezzu, Anka, gdzie ta Twoja asertywność, z której kiedyś słynęłaś? Co się z Tobą dzieje? Dlaczego zachowujesz się tak dziwnie, tak zupełnie, jak nie Ty? Przecież faceci nigdy Cię nie kręcili, powtarzałaś zawsze, że prędzej zrobisz kurs prawa jazdy na kombajn, niż dasz się wciągnąć w jakiś związek, czy choćby i nawet zauroczenie. Ale czy to, co było między Tobą, a pewnym środkowym polskiej kadry, można było nazwać zauroczeniem? Nie, nie, nie, na pewno nie. Przecież to niedorzeczne. Nie mogła zakochać się po niecałym dniu znajomości! Po prostu nie mogła. Anka nie wierzyła w miłość. A już zwłaszcza w taką, która rodzi się błyskawicznie, od pierwszego wejrzenia. W sumie, nie wiadomo, dlaczego była taka oporna, jeśli chodzi o sprawy miłosne. Chłopaka nie miała nigdy, więc nie mogła z żadnym osobnikiem płci męskiej posiadać jakichś nieprzyjemnych przeżyć. CHYBA nie mogła. Skoro NIBY nie miała żadnych traumatycznych historii w swojej głowie, dlaczego odrzucała każdego dotychczasowego zalotnika? Trzeba przyznać, że miała ich naprawdę mnóstwo, w końcu taka śliczna jest z niej dziewczyna. Każdy chciałby ją mieć, a nie mógł mieć jej nikt. Nikogo nie dopuszczała do siebie. Nikomu nie dawała poznać się bliżej.
Można by stwierdzić, że Anka zupełnie nie nadaje się do tego, co robi. Jest psychologiem, psychiatrą, a sama unika ludzi jak ognia. Od najmłodszych lat lubiła się izolować od wszystkich i spędzać czas w ciszy, samotnie. To ją odprężało, dodawało jej sił, z tego czerpała radość w życiu. Nie odczuwała potrzeby utrzymywania z kimkolwiek bliższych relacji, zawsze chodziła własnymi ścieżkami. Miała swój świat, który malowała swoimi kredkami. I nikt nie miał prawa jej w tym przeszkadzać. Można by rzec, dziwna dziewczyna. Ktoś zaraz pomyśli, że pewnie w domu ma jakąś istną patologię, i stąd ta jej nieufność do innych osób. Nic bardziej mylnego! Jej ojciec był zwyczajnym, najzwyczajnejszym pracownikiem w możliwie najbardziej zwyczajnej firmie. Ot, nic specjalnego. Ale był troskliwym ojcem, prawdziwą głową rodziny, gotowym skoczyć w ogień za swoją ukochaną córeczką. Matka Anki pracowała w sklepie spożywczym, w jej rodzinnym Lesznie. Nie można było sobie wyobrazić bardziej uczynnej i serdecznej kobiety na świecie. Swojej córce zawsze służyła dobrą radą, gdy ta tylko przyjeżdżała do domu, lub też dzwoniła do niej. To właśnie ukochanej mamusi, nasza pani psycholog zwierzała się z całego swojego życia. Gdy tylko miała jakiś problem, wiedziała, że jej rodzicielka zawsze jej wysłucha, przytuli, zaradzi coś na to. Ale czy na to, co teraz się z nią działo, jej mamusia była w stanie cokolwiek wymyślić? Ta ostatnimi czasy sama zaczęła wypytywać się Anki, dlaczego ona wciąż jest sama, dlaczego nawet nie spróbuje nikomu dać szansy. Córka szybko jednak kończyła rozmowę na "te" tematy, mówiła, że nie chce mieć nikogo, i już. Pani Celina nie wierzyła w te słowa, jednak nie chciała wykłócać się z Anną, bo wiedziała, że jeśli ta się uprze, to nie ma na nią mocnych. Czuła jednak, że jej córce naprawdę kogoś brakuje, że ktoś przydałby się w jej życiu. Ktoś, kto pokochałby ją na dobre i na złe. Nie zamierzała jednak na siłę z nikim jej swatać. Ona sama musiała dorosnąć do tej decyzji. Czyżby to miało właśnie nastąpić? Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że nawet teraz, gdy jest już całkowicie trzeźwa, ona wciąż o nim myśli?...
Nie, to tylko zwykłe, najzwyklejsze w świecie pożądanie. Chore pożądanie, które w ogóle nigdy nie powinno pojawić się w jej głowie. Chmura nie dopuszczała do siebie myśli o tym, że mogła coś do niego poczuć. Nie i już, i koniec, kropka. Nigdy nie pociągał jej żaden facet, więc dlaczego teraz niby miałoby się to zmienić? Owszem, tutaj Anka nie zaprzeczy, był przystojny, miał w sobie to coś. Ale przecież był znanym sportowcem, więc dlaczego niby miałby spojrzeć na taką gówniarę, jak ona, już nie wspominając o okazaniu zainteresowania jej osobą? Zastanawiało ją to, dlaczego po tej nieszczęsnej sytuacji przed treningiem, tak po prostu wybiegł za nią. Co on jej tam wtedy powiedział? Że jej potrzebuje? Dobre sobie. Ach, no tak. Potrzebuje jej, w sensie łóżkowej zabawki. Bo niby w jakim innym celu? Przecież on chyba nic do niej nie czuł? Czy oby jednak na pewno? W takim razie dlaczego w tym parku tak namiętnie ją pocałował? Dlaczego on przed treningiem śpiewał, że kręci go jakaś Anka?
A dlaczego ona mimo wszystko nie chciała wybiegać z tej sali, a potem, gdy to jednak zrobiła, tak bardzo chciała, żeby on za nią pobiegł, przytulił ją, był przy niej? Chciała? Tak, chciała. Tylko, oczywiście, jak to Anka, nie potrafiła się do tego przyznać... Dlaczego, w końcu, do cholery, ona pod prysznicem zaśpiewała to, co zaśpiewała?!... Naprawdę ją kręcił? Ona naprawdę doceniała bliskość faceta i chciała tego więcej? Jakiś tydzień temu było to jeszcze nie do pomyślenia. No ale cóż, czasy się zmieniają, ludzie też. A już zwłaszcza kobiety zmienne są.
Wyjątkowo fascynujące rozważania dziewczyny przerwało głośne pukanie do drzwi. Któż to mógł być? Kogo tu przywiało?... Anka wstała i poszła otworzyć "wrota" do swojego pokoju.
- Cześć, Aniu. Przepraszam, mogę wejść dosłownie na chwileczkę? - zapytał stojący w drzwiach Ignaczak. Ach, więc to on się musiał zmaterializować, przerywając te Ankowe medytacje o jej życiu i pewnym blondwłosym środkowym.
- Witaj, Krzysztofie. Oczywiście, jeśli masz do mnie jakąś ważną sprawę, to proszę, wejdź. - odparła mu poważnym tonem. Nie zamierzała silić się na jakiekolwiek uprzejmości, zbyt bardzo ją rozbrykany libero dziś upokorzył.
- Krzysztofie? Dlaczego zwracasz się do mnie w tak poważny sposób? - Taak, Igła był zdumionym dość oschłym zachowaniem dziewczyny. Mimo, że dziwić się temu absolutnie nie powinien.
- Nie znamy się zbyt dobrze, a z nieznajomymi się nie spoufalam. - powiedziała pani psycholog. Postanowiła przeprowadzić drobną grę z nieogarniętym Resoviakiem.
- Ale przecież jeszcze dzisiaj rano co najmniej raz nazwałaś mnie Krzysiem. - jęknął.
- Dobra, masz rację, wygrałeś. - fuknęła i udała obrażoną. - A teraz mów, co się stało, w czym Ci jestem potrzebna?
- No wiesz, Aniu, w sumie, to w niczym. Nie przyszedłem prosić Cię tu o jakąś przysługę, żebyś coś dla mnie, czy dla kogoś zrobiła. Nie taki jest cel tej mojej wizyty. - zaczął skruszony libero.
- A więc, w jakim celu tu przyszedłeś?
- Chciałbym porozmawiać, tak na spokojnie. Wyjaśnić sobie parę kwestii... - bąknął Igła i spuścił głowę. Widać było, że boi się nieco reakcji dziewczyny.
- Myślałam, że wszystko wyjaśniłeś chłopakom na sali... Co tu jeszcze jest do dodawania? - prychnęła.
- Właśnie o tym chciałem z Tobą pomówić... Proszę, pozwól mi coś powiedzieć.
- Dobrze, Krzysiu. A zatem, słucham, co chciałeś jeszcze wyjaśniać? - zgodziła się w końcu, żeby jej się wygadał. Prawdę mówiąc, słuchać go nie chciała. Ale tylko w ten sposób mogła liczyć na to, że Ignaczak da jej potem święty spokój.
- Chciałem Cię przeprosić. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, nie wiem, co mnie podkusiło, że palnąłem to, co palnąłem. Nie wiem, czy chciałem czymś zabłysnąć? Rzucić jakimś niusem przed wszystkimi, żeby mi zazdrościli, że wiem? Zaszpanować przed nimi? Nie mam pojęcia. Bardzo głupio mi z tego powodu, naprawdę nie chciałem upokorzyć ani jego, ani już zwłaszcza Ciebie. W sumie, to ja przecież tak naprawdę nie wiem, co robiliście w nocy, nie przyłapałem Was konkretnie na TYM, więc nie wiem, czy coś między Wami było. Przepraszam, że zrobiłem sobie własną interpretację tej sytuacji, i w ogóle, w ogóle to przepraszam za całą tą wyjątkowo niezręczną akcję na sali. Moje żale są jak najbardziej szczerze, bo ja kłamać nie potrafię. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Miała się na niego wkurwić, miała na niego nawrzeszczeć, wyrzucić go z hukiem z pokoju. Nie zrobi tego. Nie ma zamiaru. Krzyś przeprosił ją, jego słowa faktycznie brzmią jak skrucha, więc chyba zrozumiał to, jak głupio się zachował. Anka nie miała innego wyjścia, jak wybaczyć mu całą tą sytuację.
- Oczywiście, Krzysiu, że Ci wybaczę. Po prostu czułam się trochę... no wiesz... W sumie, to chyba dobrze to nazwałeś, czułam się upokorzona. Wszyscy tak nagle zaczęli się we mnie wgapiać, jakbym co najmniej nago przed nimi stała... - westchnęła Anka. - Niezręcznie to wyszło, to prawda.
- A teraz przyznaj się przed wujkiem Krzysiem... - Ignaczak zrobił pauzę i uśmiechnął się szeroko. - Było coś w nocy między Wami? - zachichotał.
- Krzysiu! - jęknęła Ania.
- No co? Nie wygadam nikomu, bądź tego pewna. Jeśli nie chcesz, by ktoś o tym wiedział, no to nie powiem im.
- Emmm... - Anka zaczerwieniła się jak burak. Ignaczak wiedział już, że istotnie, coś w nocy się działo, jednak wolał jeszcze trochę "pomęczyć" dziewczynę.
- Czyli było?
- Nooo... No okej, fakt, przespaliśmy się ze sobą. Ale to długa historia i to nie tak, jak myślisz, Krzysiu. - wybąkała w końcu wciąż zawstydzona Anna.
- A jak? - dociekliwość Igły nie zna granic.
- Wczoraj zaczęłam moją pracę. Jak wiesz, jestem Waszym nowym psychiatrą i psychologiem. Uważa się, że jestem ekspertem od zadań specjalnych, więc kiedy wszyscy tutaj doszli do wniosku, że siatkarzom się w dupach poprzewracało i robią jakieś przedziwaczne rzeczy, postanowiono nie czekać, nie cackać się nie wiadomo z kim, tylko od razu zadzwoniono do mnie. Fakt, jest to wyzwanie, ale to jest to, co lubię, więc przyjęłam tą propozycję. Zapoznałam się ze Stefanem, poradzono mi, żebym już od razu zaczęła indywidualny tok rozmów z Wami, żeby dowiedzieć się, o co Wam chodzi, że robicie to, co robicie. Zapukałam do pierwszych, lepszych drzwi, żeby zapoznać się z pierwszym problemem. No i otwiera mi taka ruda cizia, potem patrzę, a na łóżku on zabawia się z pięcioma innymi. Taką to sobie kurwa orgię zorganizował. Wkurwiłam się na to, co zobaczyłam, postanowiłam przemówić mu do tego durnego łba, więc delikatnie mówiąc, wyprosiłam te pindy z pokoju i zamknęłam się w nim z Piterem. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, on zaczął się do mnie podwalać, bo myślał, że jestem jakąś następną tępą dzidą, która przyszła mu się wgramolić pod kołderkę. Przemówiłam mu do rozumu, nawet chyba po ręce mu strzeliłam, jak chciał się do mnie dobierać... - Anka zamyśliła się na chwilę. - On mi zaczął pierdolić te wszystkie bzdury, które mu mówiono. Musiałam wyprostować ten jego zasób informacji, więc powiedziałam mu, jak to jest z nim naprawdę. Na co on stwierdził, że musi się nachlać. Nie zdążyłam nawet paru słów powiedzieć, kiedy nalał piwa i mi. Nie wiem, co mnie podkusiło i wypiłam razem z nim, jakieś parę... ...naście kieliszków. Po niedługim czasie jak mnie wzięło coś dziwnego... Nie wiem, co to było, jakieś chore pożądanie... Rzuciłam się na niego jak zwierzę, on tylko upewnił się, że się z nim prześpię i przejął inicjatywę. Przecież nie mógł nie wykorzystać takiej okazji... No a dzisiaj, jak nas nakryłeś, no to w sumie dopiero co się obudziliśmy, więc jeszcze nie zdążyliśmy się ubrać... - zakończyła swój monolog Anka.
- No ale... całowaliście się przecież. Przecież to widziałem. - drążył Krzychu.
- No tak, ale... rozumiesz, byliśmy jeszcze na kacu, to raz, dwa, noo... po prostu... - Anka znów spaliła buraka. - dziękowaliśmy sobie za tą cudowną noc.
- To nie wyglądało jak zwyczajne podziękowanie, bo przyssałaś się do niego, jak odkurzacz. - zarechotał Krzysiu. Przed oczami stanął mu ten sam obraz, który widział rano.
- Krzychu, wiem, do czego dążysz, ale tego ode mnie nie usłyszysz. Ja nie potrafię, ja nie wiem, co to jest. Ja nie chcę, nie nadaję się do tego. Nie wiem, co się ze mną dzieje, nie wiem, dlaczego zachowuję się tak, a nie inaczej. Jakieś chore pożądanie, nic więcej. - odbiła szybko piłeczkę. Nie chciała rozmawiać o swoich uczuciach. Nie z Krzyśkiem. Może kiedyś pogada o nich z NIM. Jeśli tylko odważy się to zrobić...
- Oj Anka, Anka, wpadłaś po uszy, przecież to po Tobie widać. On też chodzi jakiś taki inny. Jeju, no, dzieciaki, jak się zakochaliście w sobie, to przecież nikt nic złego Wam nie powie, przecież to jest piękna sprawa. Ja osobiście będę Wam kibicować, kochani. Powodzenia Wam życzę, bo widzę, że z tego może być coś więcej. - uśmiechnął się Ignaczak. Zupełnie zaskoczył Chmurę swoimi słowami.
- Igła, do cholery, przestań! Nic między nami nie ma, tylko jakieś chore pożądanie. - Anka non stop używała tego właśnie określenia, bo inaczej nie potrafiła nazwać tego, co działo się między nią, a siatkarzem. - Nic z tego nie będzie, bo nic między nami nie ma.
- Ankaa, no proszę Cię. Przecież jakby nic między Wami nie było, nie patrzylibyście tak na siebie, nie zachowywalibyście się tak, jak to teraz robicie. Dobrze, może jeszcze nie nazwę tego miłością, zakochaniem, ale jakieś zauroczenie, to to chyba już jest, nie? Rozumiem, że możesz mieć jakieś traumatyczne przeżycia z facetami z przeszłości, ale jemu możesz zaufać. On nie jest taki jak każdy. Spróbuj, a gwarantuję Ci, że będziesz z nim szczęśliwa. Jest wart tego uczucia. - ciągnął Igła swoją myśl. Tak, wierzył w to, że albo oni sami się ze sobą wyswatają, albo on im w tym delikatnie pomoże.
- RACZEJ nie mam żadnych traumatycznych przeżyć z przeszłości, jeśli chodzi o moje relacje z facetami. Bo ja takowych relacji po prostu nie miałam. - powiedziała Anka, najspokojniejszym tonem, jakim tylko mogła.
- Raczej? - zaakcentował Igła. - Czyli jednak coś było nie tak? Może chcesz o tym ze mną porozmawiać?
- Nie chcę z nikim rozmawiać o mojej przeszłości. Z nikim. Nie powinna nikogo interesować. - syknęła poirytowana. Nie zdradzi nikomu swojej wielkiej tajemnicy. Bardzo bolesnej tajemnicy, która tłumaczy to, dlaczego Anka nie zamierza zaufać żadnemu przedstawicielowi płci niepięknej... A już na pewno nie zdradzi jej tutaj, nie usłyszy o niej żaden z siatkarzy. O ironio, była psychologiem, a w sumie, to sama by potrzebowała jego pomocy.
- Anka, ale taka rozmowa może Ci pomóc. Rozumiem, że boisz się komukolwiek zaufać, bo ktoś Cię kiedyś skrzywdził? - nie dawał za wygraną rzeszowski libero.
- Powiedziałam już, nie mam zamiaru z nikim rozmawiać o mojej przeszłości. Nie powiem Ci nic na jej temat. To nie jest ciekawy temat do rozmów. - Anna zaczynała się wyraźnie denerwować. Ignaczak nie powinien tak bardzo interesować się tym, co było kiedyś. Nie znał jej zbyt dobrze, więc nie zamierzała mu zwierzać się z tego. Dopóki komuś bezgranicznie nie zaufa, nie pozna on jej tajemnicy.
- Kiedy ja widzę, że coś Cię trapi. Chcę Ci tylko pomóc. Daj sobie pomóc, dziewczyno. Wysłuchałbym Cię, albo ja, albo ktoś inny, i lżej by Ci było. Wyrzuciłabyś z siebie te jakieś złe wspomnienia. - Igła się nieco... zatroskał? Zaczynał martwić go stan psychiczny pani psycholog, widział, że coś jest nie tak, lecz ta uparcie odmawiała pomocy. Cóż to jest za Zosia Samosia, wszystko najchętniej zrobiłaby sama.
- Może kiedyś. Teraz na pewno nie. Mój stan psychiczny i emocjonalny nie powinien Was interesować. Radzę sobie, nie potrzebuję Waszej pomocy. To ja przyszłam tu Wam pomagać odnaleźć siebie.
- A jemu o tym powiesz? - wypalił Krzyś.
- Komu?
- No... Piotrkowi. - odpowiedział, jakby ta odpowiedź miała być czymś najbardziej oczywistym na tym świecie.
- A kim on niby dla mnie jest, że mam mu o tym mówić? - Anka była zdumiona jego pytaniem.
- Twoim przyszłym chłopakiem, a potem może i mężem. - Ignaczak zachichotał i charakterystycznie poruszył brwią.
- Przestań. Bzdury wygadujesz. Nie, nie powiem o tym nikomu. - natychmiast zgasiła jego entuzjazm dziewczyna.
- Nawet jemu?
- Nawet.
- Dlaczego? - ciągnął niestrudzony libero.
- Bo nie. Nie mam zamiaru o tym mówić. Nikomu. NIKOMU. Przeliterować Ci to, żebyś to w końcu zrozumiał? - prychnęła poważnie zdenerwowana już pani psychiatra.
- Nie, nie trzeba. Rozumiem. - westchnął. Zmartwił się tym, że ona jest tak uparta, że nie chce, by ktokolwiek jej pomógł. - Ale jeśli będziesz potrzebować jakiejś pomocy, jakiejś rozmowy, to wiesz, gdzie mnie szukać. - dodał. - To cześć. - wyszedł.
Nie była dla niego zbyt miła. Niby się pogodzili, a mimo to znów się z nim pożarła. Ania wiedziała już, że prędzej czy później będzie musiała komuś zwierzyć się ze swoich problemów. Pytanie tylko, kiedy i komu?...
Rozmyślała nad tym przez pół nocy, nie mogąc zasnąć. Wierciła się w łóżku, a Morfeusz w swe objęcia zabrał ją dopiero o wpół do trzeciej...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
22.05.2014
Nic więc dziwnego, że następnego dnia obudziła się niewyspana. Dobitnie o tym świadczyły jej podkrążone oczy i nieco pobladła twarz, oraz przeraźliwa szopa na głowie. Wzdrygnęła się nieco, gdy przez okno dotarł do niej chłodny powiew wiatru. Przez głowę przeszła jej myśl, że w ramionach pewnego siatkarza byłoby jej znacznie cieplej. O wiele cieplej i o wiele przyjemniej, a gdyby tak jeszcze ją zaczął pieścić i całować...
I znów myślała o nim. Nie potrafiła wyrzucić go ze swej głowy. Co z tego, że non stop karciła się za te myśli, jeśli one nie chciały opuścić jej głowy? Namieszał w jej poukładanym świecie, to pewne. Może lepiej byłoby zacząć go tak po prostu unikać, próbować o nim zapomnieć, zanim ta relacja niebezpiecznie zacznie się pogłębiać?
- Nie. - szepnęła na głos. - Nie skończę z tym. To samo minie... Chyba... - Oj Aniu, dobrze wiesz, że nie minie. Zwłaszcza, że on też raczej nie zamierzał z tym kończyć. Ba, zamierzał coraz bardziej zacieśniać tą znajomość, chciał poznać lepiej tą niezwykłą dziewczynę. A ona już wkrótce miała się o tym przekonać.
Znów. Pukanie. Do. Drzwi. Kto tym razem raczył zakończyć Ankowe przemyślenia? Chmura, niechętnie, ale jednak wstała i poszła otworzyć pokój. Kolejny siatkarz, no super. Dlaczego oni wszyscy nagle ładują jej się do pokoju, jeden po drugim?
"Ładne oczy masz -
Komu je dasz?
Takie ładne oczy,
Takie ładne oczy,
Ładne oczy masz -
Komu je dasz?
Takie ładne oczy,
Takie ładne oczy,
Ładne oczy masz -
Komu je dasz?
Takie ładne oczy,
Takie ładne oczy. "
Któż tym razem? Otóż, moi drodzy, Michał Winiarski. I jego niesamowite oczy. Anka jednak nie podjarała się nimi jak Karolina Szostak, ona wolała te wesołe "paczałki" innego siatkarza. Te same, w które tak bardzo lubiła spoglądać, te same, które doprowadzały ją do szaleństwa.
- Cześć. - zaczął rozmowę Winiarski.
- Witaj, Michale. - odpowiedziała mu i delikatnie się uśmiechnęła.
- Dlaczego tak oficjalnie? - zaśmiał się. - Knoruś jestem, po prostu. - podał jej rękę.
- Anka. - również zaczęła się śmiać. - Ale my przecież już się znamy. - dodała i uścisnęła mu rękę.
- Eeee, no tak niekoniecznie. Tylko nam Cię przedstawiono, powiedziano kim jesteś, a potem Nitkaczak zrobił swoje show... - westchnął, wspominając tamtą sytuację. - Nie przejmuj się nim, chciał po prostu czymś zabłysnąć, zaszpanować... Głupio wyszło.
- Bardzo głupio - przytaknęła.
- W sumie, to nawet nie wiem, co tam między Tobą i Głośnym tak naprawdę się działo, ale taka wiedza nie jest mi do szczęścia potrzebna. A Nitka zawsze lubił pieprzyć głupoty, więc i tym razem mógł nadinterpretować to, co widział. No ale skoro tak się tam zarumieniłaś i uciekłaś, to coś było między Wami, nie? - no proszę, niby nie chciał wiedzieć, a jednak zapytał...
- No było. - bąknęła i spuściła głowę zawstydzona.
- Nie musisz się tego wstydzić, naprawdę. To nic takiego. W sumie, to jeśli uda Ci się sprawić, żeby przestał się codziennie pieprzyć z paroma panienkami na raz, to będziemy Ci wdzięczni za to. Może dzięki Tobie w końcu się ogarnie, bo widać, że wpadłaś mu w oko. - uśmiechnął się przyjmujący.
- Mam nadzieję, że się ogarnie, ale wątpliwe jest to, że wpadłam mu w oko. - odpowiedziała.
- A Ty zawsze tak sama, bez nikogo? No wiesz, sztab raczej trzyma się razem, siedzą gdzieś zawsze wszyscy w jednym pokoju i w sumie, to sam nie wiem, co oni tam robią... - zapytał Winiar, zmieniając temat. Dlaczego oni wszyscy tak bardzo się nią interesują?...
- Tak. Lubię tak. - odparła bez zastanowienia.
- Nie masz przyjaciół? - zaczął drążyć niebieskooki przyjmujący.
- Paru mam. Ale żebym jakoś super była z nimi zżyta, to nie. - mruknęła od niechcenia pani psycholog.
- Nie masz żadnej takiej zaufanej przyjaciółki? - kontynuował Winiarski.
- Mam. - odpowiedziała lakonicznie.
- O. - zainteresował się siatkarz. - Opisz mi ją tak po krótce.
- Ma 193 centymetry wzrostu. - wypaliła Anka.
- Łoo. Jest koszykarką? - zdziwił się zawodnik Skry. Kobiety bowiem rzadko były tak wysokie.
- Nie. - zaprzeczyła.
- Siatkarką? - nie ustawał w próbach odgadnięcia, kim jest tajemnicza przyjaciółka dziewczyny.
- Też nie. - zaśmiała się.
- To kim ona jest? - zapytał zdezorientowany, gdyż zabrakło mu już pomysłów na rozwiązanie tej zagadki.
- Lodówką.
Tak, nie mylicie się. Anka przyznała się, że jej najlepszą przyjaciółką jest lodówka. A nie widać tego przecież po niej. Zawsze lubiła sobie podjeść, jednak miała tak szybką przemianę materii, że mogłaby jeść i jeść, i jeść, a i tak nic a nic by nie przytyła.
- Mmmm... Mentalista za dwa trzysta chciał dzisiaj podobno z Tobą porozmawiać. Wiesz, gdzie go szukać? - zmienił temat.
- Tak. - odpowiedziała dziewczyna.
- To dobrze. To ja będę się zmywać. Cześć, pa, hej. Do zobaczenia, do pogadania.
- Cześć, pa, hej. - zachichotała wyjątkowo rozbawiona Anka. - Aaale, Michał, wróć. W sumie, to chciałabym jeszcze pogadać o jednej sprawie. - zaczęła, gdy on już prawie wyszedł z jej gabinetu.
- Tak? - zapytał i natychmiast wrócił.
- Czy mógłbyś mi zdradzić, co powiedział Ci ten gość od przywracania pamięci?
- No mógłbym. Ale... W sumie, dlaczego Ty mówisz do mnie Michał, skoro tak się nie nazywam? - Ankę bardzo zdziwiło to stwierdzenie.
- Właśnie dlatego chciałabym z Tobą porozmawiać na ten właśnie temat. Mów, co on Ci powiedział? Czy może zdradził, jak się nazywa? - zaczęła go wypytywać.
- On nazywał się... yyy... jakieś dziwne miał imię i nazwisko. - zająknął się. Zapomniał, jak przedstawił mu się Sędziwirski.
- Dobra, nieważne. - machnęła ręką. - Słucham, cóż za bzdury on Ci nawygadywał?
- Bzdury? - wzburzył się spokojny do tej pory przyjmujący. - Jakie znowu bzdury?!
- Opowiedz mi to, to sam się przekonasz... - westchnęła pani psychiatra, próbując go uspokoić.
- No dobrze. Powiedział mi, że... hmmm... od czego by tu zacząć... - zaczął zastanawiać się Winiarski.
- Może na przykład od pozycji na boisku? - podsunęła pomysł Anka.
- Środkowy. - powiedział Michał, jakby to miało być czymś najbardziej oczywistym w życiu. Chmura prawie zakrztusiła się powietrzem, gdy to usłyszała.
- No chyba nie. - już miała powiedzieć mu wprost, kim jest, ale postanowiła zrobić to w nieco inny sposób. - Nie uważasz, że byłoby Ci lepiej na pozycji przyjmującego?
- W sumie, to podbijanie piłki dobrze mi wychodzi. A zasięgu za bardzo nie mam, nie wychodzą mi ataki ze środka, a bloki to już w ogóle... - westchnął. - A dlaczego pytasz? - zainteresowała go swoim pytaniem, zdecydowanie.
- Hmmm... - Anka myślała, jakie pytanie teraz mu zadać.
- Boisz się moich oczu? - wypalił nagle.
- Nie. Dlaczego pytasz? - zdecydowanie zadziwiło ją to pytanie.
- Bo ten, noo... Krawężnik, tak, Krawężnik mu było, powiedział, że wszyscy boją się moich oczu. No i oni chyba faktycznie się ich boją, uciekają przed moim wzrokiem. To nie jest przyjemne. - westchnął.
- Oj, nie przejmuj się. Masz cudowne, niesamowite oczy. Można się w nie wpatrywać godzinami. Chłopaki na pewno się ich nie boją. - Anka uśmiechnęła się. - Co jeszcze Ci powiedział?
- Że nie potrafię dobrze żartować z kolegów, za to uwielbiają mnie dziennikarze, bo pięknie się wypowiadam. - Anka aż zarechotała. - Z czego się śmiejesz?
- Z niczego. Tak po prostu mi wesoło. - odparła Anka. - Coś jeszcze mówił?
- No. Że nie umiem śpiewać i tańczyć. I że niby tego nienawidzę, ale cholera, ja to właśnie chyba zaczynam lubić.
- Bo Ty to uwielbiasz, Michał. I potrafisz bardzo dobrze śpiewać i tańczyć, naprawdę.
- Michał? Dlaczego Ty mnie ciągle nazywasz Michałem? - jeju, jacy oni wszyscy są otumanieni przez tego idiotę...
- Bo tak masz na imię, Winiarski? - palnęła bez zastanowienia.
- Knorrski. - poprawił ją przyjmujący. Anka tylko strzeliła facepalm'a. Nie roześmiała się, bo to nie było śmieszne. Ba, to było wręcz żałosne.
- Nie, Winiarski. Mówi Ci coś nazwisko Michał Winiarski, znakomity przyjmujący reprezentacji Polski? Najlepszy tancerz i piosenkarz polskiej kadry o niesamowitych, hipnotyzujących oczach?
- KURWA MAĆ! - wrzasnął. - Pozwę tego idiotę do sądu za ogłupienie mnie! Tylko najpierw musiałbym poznać jego prawdziwe dane osobowe. - wysyczał wciąż wkurwiony siatkarz. - Przepraszam, poniosło mnie.
- Nic się nie stało - uśmiechnęła się Chmura. - Spokojnie, prędzej czy później dowiemy się kto to jest.
- Mmmm... no. Ja już serio muszę iść. Pamiętaj, że ten idiota za pół grosza chce z Tobą dzisiaj porozmawiać. - rzekł i wyszedł.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
A co tam u siatkarzy? Winiar zaraz po wyjściu z pokoju Anki skierował się w stronę sali, gdzie były już wszystkie pozostałe dwumetrowe wybryki natury. Chwilę po nim pojawił się "uwielbiany" przez wszystkich trener mentalny, Jakub Bączek. Człowiek niekoniecznie wysoki, o krótkich, brązowych włosach. Siatkarze uwielbiali doprowadzać go do szału przetrzepując mu codziennie tą jego czuprynę. Wróć. Napisałam przecież, że go nie lubią. Ależ oczywiście, że oni tylko tak udawali. Tak naprawdę uwielbiali swojego "Mentalistę za dwa trzysta", tylko rzadko to okazywali. Uwielbiali mu dogryzać, doprowadzać na skraj rozpaczy swoimi pyskówkami w jego stronę. No ale w końcu, kto się czubi, ten się lubi, prawda?
Bączek spojrzał na reprezentantów Polski i uśmiechnął się szeroko. Podrapał się po głowie i poprawił na nosie swoje okulary. Jego mina wskazywała na to, że zaraz może zacząć dziać się coś ciekawego. Cóż ten człowiek znowu wymyślił?
- Cześć, bando parchów. - przywitał się z nimi w niezwykle uprzejmy sposób, po czym wybuchnął śmiechem. Oni szybko do niego dołączyli. Nawet zawsze poważny Zagumny kwikał rozbawiony, wiedział bowiem, że to, co mentalista do nich powiedział, było oryginalnego rodzaju komplementem. - Dobrze, zjebki niedojebki, koniec tych śmichów chichów. Mam ja do Was, jak zawsze, bardzo ciekawe pytanie. - warto w tym miejscu wspomnieć, że Bączek codziennie przychodził do chłopaków i zadawał im jakieś niekoniecznie mądre pytanie. Chciał w ten sposób sprowokować ich do myślenia. - Pytanie, na które, mam nadzieję, każdy udzieli mi ciekawej odpowiedzi. Muszę w końcu dbać o Wasze zdrowie mentalne, o to, byście każdego dnia musieli używać swojego mózgu. W innym wypadku on Wam może po prostu zaniknąć, skoro nie jest używany. A bez pracującego mózgu, nie da się zrobić niczego pożytecznego na boisku.
- Do rzeczy - odparł Możdżonek.
- Powiedzcie mi, kochani... Jakie znacie rodzaje podrywu? - wypalił Bączek.
- Lol, mentalista za dwa trzysta się Nas pyta, bo obczaił gdzieś jakąś cizię i sam nie wie, jak ją wyrwać. - zarechotał, wyjątkowo rozbawiony, zasłyszanym właśnie pytaniem, Igła. - Wstydziłbyś się tak Nas wykorzystywać do swoich niecnych celów.
Wszyscy zarechotali jak pojebani, tylko Bączek pozostał niewzruszony. Oczekiwano, że strzeli buraka, albo coś podobnego, a on nic, zupełnie. Stoi jak stał, jego twarz wyraża idealnego poker face'a...
- To jest poważne pytanie i liczę na poważne odpowiedzi. Spokojnie, nie potrzebuję pomocy w podrywaniu kobiet. - odburknął trener mentalny.
- No, nie dziwię się, bo kto normalny by na taki ryj poleciał. - prychnął Cichy.
- Paweł! - wrzasnął Kurek, zupełnie jak po wiekopomnym "Matka wie, że ćpiesz?" Z tym, że użył innego imienia.
- No co? Z taką twarzą on mógłby jedynie zostać twarzą cepa. - bronił się Nowakowski.
- Jak Olek. - wtrącił Ruciak.
- E, szkoda cepa na tego wypierdka za pół grosza. Łysy terrorysta to jeszcze się chociaż do czegoś nadaje. A on? No dajcie spokój. - machnął ręką Kubiak.
- O, o! Ja wiem, czego twarzą on mógłby zostać. - zarechotał Łomacz.
- No, czego? - przerwał mu wyjątkowy zainteresowany tym wszystkim Włodarczyk.
- Tamponów, a czego innego? - wypalił Pit.
- W sumie, to idealnie reklamowałby przetykacze do kibla. - zamyślił się na chwilę Kosok, po czym nastąpił niewyobrażalny wręcz wybuch śmiechu.
- Myślałem raczej o leku na przerost prostaty, ale wasze pomysły też są dobre. - zaśmiał się Gregor.
- E, lepiej na zatwaldzenie. - wtrącił się Buszek.
- Skończyliście już? - syknął poirytowany mentalista.
- My dopiero zaczynamy - zawadiacko odparł Bartman, na co wszyscy znowu wybuchnęli głośnym śmiechem. Oj, wesoło jest w tej kadrze, bardzo wesoło. Atmosfera, jaka wytworzyła się między tymi chłopakami, była naprawdę wspaniała. I niby na przykład tacy Wrona i Bartman nie lubili się może za bardzo, jednak na tych zgrupowaniach reprezentacji wszystkie animozje raczej znikały, wszyscy jednoczyli się we wspólnym celu, jakim jest walka o kolejne sukcesy dla polskiej siatkówki.
- Dobrze, a teraz na poważnie. Każdy z Was powie mi, jakie zna sposoby podrywu. Każdy wymieni jeden przykład. Mogą to być zarówno podrywy stosowane przez mężczyzn, jak i przez kobiety. Polecimy po kolei, szeroką listą kadry. Mam tu ją ze sobą, ale na niej są jakieś dziwne nazwiska. Ale znam Was już trochę, więc wiem, że sobie tylko robicie jaja. No, słucham, jakie macie pomysły? - zapytał pan Jakub. - Aha, i od razu proszę podawać jakieś przykłady, uzasadnienia.
- Podryw na kierowcę. - zaczął Wojtaszek. - Cześć mała, czy chciałabyś, żebym wjechał do Twojego garażu? - chłopaki natychmiast wybuchnęli śmiechem, gdy usłyszeli propozycję libero. Z resztą, potem brechtali się po każdym kolejnym przykładzie, ale o tym chyba nie trzeba wspominać?
- Na topielca. - zaproponował Łomacz. - Utonę w Twoich objęciach.
- Na nurka. - dodał Igła. - Zanurkuję dziś w Tobie.
- Romantyczny. - wypalił jak zwykle nic nieogarniający Zatorski.
- Kurwa, Zatorski, zjebałeś. - warknął Ignaczak.
- Dlaczego mnie to nie dziwi, że akurat on to zjebał? - prychnął Bartman. Był on jednym z tych, którzy mieli serdecznie dosyć akcji nieogarniętego libero. Dogryzał mu non stop, jak tylko umiał. Szkoda tylko, że Zator się tym praktycznie zupełnie nie przejmował.
- Typowy Zator. - dodał Ziomek.
- Piotrze, a jaki Ty znasz sposób na podryw? - zapytał Bączek Cichego. Widać było, że Piter myśli nad jakąś niekoniecznie inteligentną odpowiedzią, a raczej nad taką, którą mógłby psychicznie załamać mentalistę...
- Na chińską prostytutkę. - wypalił w końcu.
- Rozumiem, że sam go stosujesz? - wtrącił się Wrona, co nagrodzone zostało dzikim rechotem całej kadry, i Bączka też z resztą.
- Chyba Ty. - prychnął Cichy. - Może chociaż w taki sposób kogoś wyrwiesz.
- To było wredne - zasmucił się Wrona i udał, że się focha.
- I być miało. - odburknął mu.
- Spokój, zjebki. - syknął mentalista.
- Powiedział pan idealny. - zachichotał Grzesiu Kosok.
- Dobra, kurwa, ogarnąć dupy. Szybciej skończymy z tym pojebanym pytaniem, to szybciej będziemy mogli stąd pójść. - zarządził Nowakowski. Tak, Piter właśnie dyrygował swoimi kolegami. Jak na kapitana przystało... W końcu nadal nikt nie ogarnął, kto nim powinien być, toteż Cichy nie zrzekł się funkcji, którą wmówił mu Doktor Sadysta.
- Otóż to. No to wytłumacz mi kochanieńki, co to jest ten podryw na chińską prostytutkę. - Bączek wydawał się wyjątkowo zainteresowany propozycją podaną przez środkowego.
- Jak zrobisz mi dżinsy, to zrobię Ci loda. - odpowiedział, po czym zaczął się przeraźliwie śmiać, z resztą jak wszyscy. No, z wyjątkiem jednego ancymona...
- Zmień dilera. - jęknął Zatorski.
- Mój diler jest bardzo dobry, nie narzekam na niego. - fuknął środkowy, udając, że jest wielce oburzony. - Zapoznać Cię z nim?
- Nie, dziękuję. Boję się dragów. A matka wie, że ćpiesz? - zapytał Zatorski, cytując wiekopomny tekst Pitera. Gdyby tylko wiedział, jak on na to zareaguje, w życiu by tego nie zrobił...
- TO. JEST. MÓJ. TEKST. TY. ZASRANY. PADALCU! - wybuchnął Pit.
- Łoo, ale się piekli. - zauważył Wojtaszek.
- Gotuje się jak woda w czajniku. - wypalił Igła.
- Zaraz wyparuje niczym wrzątek. - dodał Ruciak.
- Cicho mi tam. - warknął na nich Piter.
- Co ten Cichy taki niecichy dzisiaj. - jęknął Wlazły.
- Nie wiesz? Anka tak na niego działa. - stwierdził Winiar.
- No tak, w sumie to było do przewidzenia. - atakujący doznał olśnienia.
- Pewnie dzisiaj rano mu nie dała, skoro taki wkurwiony łazi. - zarechotał złośliwie Kubiak.
- Jest dzisiaj nabuzowany bardziej niż jajniki mojej siostry po 15. - jęknął Bartman.
- Ej, idź ktoś do Anki i powiedz jej, żeby się ogarnęła. - zaproponował Ignaczak.
- Jak taki mądry, to sam sobie idź. - odparł mu Jarosz.
- Ktoś powinien jej powiedzieć, żeby się ogarnęła. - Rucek chyba do końca nie ogarniał, gdyż po prostu powtórzył to, co zaproponował Igła.
- W sensie? - zapytał najwyraźniej również nie do końca ogarniający sytuację Buszek.
- W sensie, żeby się ulitowała nad nami wszystkimi. - wyjaśnił mu Wiśniewski.
- No. To będzie z korzyścią dla nas wszystkich. - dodał Możdżonek.
- Chyba nie rozumiem. - westchnął Zatorski.
- Dla nas, bo on się uspokoi, jak rozładuje swoje emocje, i będziemy mieli z nim święty spokój, nie będzie się nad nami znęcać psychicznie... i z resztą fizycznie też. Dla niego, bo sobie porucha i się zrelaksuje, przez co będzie lepiej grać... To w sumie kolejny powód, że będzie lepiej dla Nas, skoro on będzie lepiej wywiązywać się ze swojej roboty na boisku. No i dla Anki w sumie też, bo pewnie przyjemne to dla niej, lubi to i dobrze jej to robi. - wyjaśnił wszystko swoim kolegom Igła.
- Nie lepiej po prostu powiedzieć Pawłowi, żeby poszedł jej zrobić dobrze? - wypalił Konan, a wszyscy wybuchnęli głośnym brechtem.
- Zamknąć dupy i robić to, o co nas prosi ten mierny chudopachołek za pół grosza. - warknął poirytowany blondyn.
- Zgrabna próba zmiany tematu, milordzie. - zauważył Fabian Drzyzga.
- KURWA MAĆ, zamknij tą swoją jebaną mordę, pawianie jeden. - syknął na niego Cichy.
- Oho, wkurwienie level hard. - zachichotał Igła.
- Dobra, dobra, już go tak nie denerwujmy. - Włodi chyba nieco bał się wkurwionego Resoviaka.
- Otóż to, kontynuujmy odpowiadanie na pytanie. Przypominam je, jakbyście zapomnieli: Jaki znasz rodzaj podrywu? - Bączek zamierzał przepytać wszystkich, nie zwracając uwagi na to, jak oni będą się zachowywać względem siebie. A że zachowywali się jak banda bachorów, która właśnie uciekła z piaskownicy i stwierdziła, że będzie się lać, bo ktoś im zabrał zabawki, no to sorry...
- Podryw na śmierć. - odparł niezwykle poważnym głosem Magneto.
- Co? - zapytał zdezorientowany Winiar.
- Umieram, gdy Cię przy mnie nie ma. - wyjaśnił Możdżonek.
- Jak na śmierć, to i na życie. - stwierdził Karollo.
- No, ciekawe, jak to opiszesz. - mruknął Buszek.
- Aż żyć się chce, gdy jestem z Tobą. - wyjaśnił mu natychmiast Wąski.
- Na wędkarza. - zaproponował Bociek. - Zarzucę wędkę w Twoim stawie.
- Na drzewo. - podrzucił swój pomysł Wiśnia.
- Nie słyszałem o podrywie na Możdżona. - zachichotał Łomacz, za co został zdzielony z łokcia w łeb przez Możdonka. .
- Ała, za co? - jęknął rozgrywający trzymając się za bolącą go głowę.
- Za żywota. - warknął na niego środkowy.
- No raczej nie za umarcie. - bąknął Zatorski.
- Jeezzuu, Zatorski. - załamał się Zagumny.
- Ej, obiektywnie muszę przyznać, że raz w życiu jakiś tekst mu wyszedł. - zastanowił się Ignaczak. - Dobra, Wiśnia, jak wygląda podryw na drzewo?
- Usiądź na moim konarze i z niego nie spadnij. - dodał Łukasz.
- O, patrz Konar, mówi o Tobie. - Zatorski uśmiechnął się szeroko, na co 24 pozostałych siatkarzy zgodnie przywaliło sobie facepalm'y.
- Weź wyjdź sprawdzić, czy Cię nie ma na zewnątrz, a jeśli Cię tam nie będzie, to poczekaj pół godziny, a na pewno się tam zjawisz. - syknął do niego poirytowany Bartman.
Zatorski wyszedł.
- Ahahah, ja nie mogę z niego, ten debil to zrobił. - zachichotał Kurek.
- To jest Zatorski, tego nie zrozumiesz. - stwierdził Mika.
- Zatorski to nie siatkarz. Zatorski to styl życia. - dodał Kosok.
- Ekhem, kontynuujmy. - mentalistę zaczęło już nieco denerwować to umysłowe przedszkole.
- Na igłę z nitką. - powiedział Drzyzga. - Wskoczysz do mojej dziurki.
- Na rudego murzyna. - wypalił Jarosz.
- Chyba raczej na ryżą dupę. - wtrącił się Kosa, dzięki czemu cała sala kolejny raz zaniosła się od niewyobrażalnego śmiechu.
- Grzechu! - zarechotał Igła.
- Moja krew, braciszku. - Cichy był wyraźnie uradowany. Środkowi przybyli sobie piątkę.
- A w sumie, to jestem ciekawy, jakby wyglądał taki podryw. - mruknął Konan.
- Jestem jedynym rudym murzynem na świecie. Chyba nie przepuścisz takiej okazji i umówisz się ze mną? No wiesz, będziesz wtedy co mieć opowiadać swoim koleżankom. - zarechotał Jarosz, gdy objaśniał to wszystko swoim kolegom.
- Panie Pawle, jaki pan ma pomysł? - zapytał Bączek Zagumnego.
- Pff, a do niego to mówi pan. A nam to po imieniu. - wyjęczał Ruciak.
- Bo na pana, mój drogi, to trzeba sobie zasłużyć. - odparł mu niezwykle spokojnym tonem doświadczony rozgrywający.
- Dobra, nie pierdol, i tak wszyscy wiemy, że macie romans. I to taką zmyłę teraz tylko odwalacie. - wypalił wyjątkowo rozbawiony tym wszystkim Bociek. Kolejny dziki brecht wydobył się ust siatkarzy. Bociek naprawdę zdissował Gumę.
- Myśl sobie, że mnie zgasiłeś, że mnie to zabolało. - warknął rudowłosy. - A mój pomysł na podryw to oczywiście podryw na husarza. Mam włócznię, i nie zawaham się zrobić z niej użytku.
- Następny pomysł? - kontynuował trener.
- Na Cichego Pita. - wypalił Kosok, po czym wyszczerzył się czarująco w stronę swojego przyjaciela ze środka siatki.
- Nie znam takiego pomysłu! - wrzasnął Nowakowski i prawie poryczał się ze śmiechu.
- O, ciekawe. Objaśnij, proszę. - zachichotał mentalista.
- Ciao bejbe, idę się odlać. - zaśmiał się Kosok, po czym przez salę przeleciał brecht jak stąd na Kamczatkę. - Ale w sumie jest jeszcze druga wersja.
- Taak? - odparł wciąż chichoczący pan Jakub.
- Bonjour, matka wie, że ćpiesz? - kolejny wyszczerz do Pitera, kolejny brecht siatkarzy. Cichy chyba nawet się faktycznie poryczał ze śmiechu. Swoją drogą, Kosok kojarzył, że te teksty wypowiedział kiedyś Pit, a nie, tak jak to chłopakom wmówiono, Igła.
- Na zarzyganą dziewczynkę. - powiedział Żygadło, gdy wszyscy się już uspokoili.
- Eeee? - zapytał zdezorientowany Władeczek.
- Cześć Mała, widzę, że Ci niedobrze. Pomóc Ci dojść do kibelka? - objaśnił mu rozgrywający.
- Aaa, to o to chodzi. - ogarnął przyjmujący i zaśmiał się głośno.
- Ciekawe. A co na to kolejny z Was? - mentalista był niewzruszony. Czegokolwiek by oni nie robili, on swoją "ankietę" doprowadzi do końca. Tak mu dopomóż Bóg.
- Na oklapniętą faj... falę. - rzekł piękny Endrju. - Postaw mi ją, bo mi oklapła.
- Wersja z fają chyba bardziej by odpowiadała tym szesnastoletnim dziewczynkom, które przeżywają nocami erotyczne sny z udziałem Ciebie w roli głównego bohatera i spuszczają się w majteczki na myśl o tym, że mogłyby się z Tobą przespać. Tfu, żeby tylko szesnaście one miały, to by dobrze było. One z dwanaście do czternastu mają, maksymalnie. - przerwał mu Cichy.
- Zazdrościsz, nie? - zapytał Wrona.
- Skądże, nie mam pedofilskich zapędów. W przeciwieństwie do Ciebie - prychnął rzeszowski środkowy, przez co ten z Bełchatowa poczuł się zgaszony.
- Na Tarzana. - wypalił Konan. - Pohuśtaj się na mojej lianie.
- Na zbieracza kamieni. - nieśmiało bąknął Mika.
- To chyba jedna z najciekawszych propozycji, jakie podaliście. Objaśnisz? - Bączek chciał go nieco ośmielić.
- Oczywiście. - uśmiechnął się przyjmujący.
- A zatem słucham.
- Masz zapewne pokaźną kolekcję klejnotów. Czy nie chciałabyś do niej dołączyć tych dwóch, które ja posiadam? - podrapał się po brodzie.
- Na Batmana. Zjawię się niepostrzeżenie w środku nocy i doprowadzę Cię do rozkoszy. - odparł niezwykle uwodzicielskim głosem Bartman.
- Chyba na Bartmana... A nie, wróć. Sorry, już czaję. - niemal natychmiast wycofał się ze swoich przemyśleń Wiśniewski.
- To dobrze, że czaisz, bo już się bałem, że mam do czynienia z drugim Zatorskim. - westchnął przyjmujący Jastrzębskiego Węgla.
- Na siatkarza. - podał swoją propozycję Wlazły.
- Na czasie. - wtrącił się Winiarski.
- No raczej. - odparł Mario. - Zaserwuję asa prosto w Twój rozpalony koszyczek.
- Na palacza. Będzie zadyma, oj czuję to maleńka. - dodał Buszek.
- Mam swój własny, indywidualny sposób na podryw. Wystarczy, że założę moją nieśmiertelną koszulę w kratę, a każda mi ulegnie. - Włodi postanowił być oryginalny.
- Pff, w kracie wyglądam lepiej od Ciebie, także sorry, misiaczku. - natychmiast zgasił go Nowakowski.
- Pit ma rację. - zaśmiał się Igła, po czym przybił piątkę z drugim z Resoviaków.
- Idźcie, cholery jedne. - jęknął Włodarczyk.
- Gdzie? Ja się stąd nie ruszam. Tam jest Zatorski. - wypalił Cichy.
- A co, boisz się go? - zadrwił z niego Zagumny.
- Jego nie. Jego głupoty owszem. - wyjaśnił mu środkowy.
- Chyba jak każdy. - dodał Kosa.
- Kto następny poda swój pomysł? - uroczą dyskusję przerwał mentalista za dwa trzysta.
- To może ja? - zapytał Winiar.
- Proszę bardzo.
- Podryw na oszałamiające oczy. Czyli na moje. - mrugnął okiem i poruszył charakterystycznie brwią. - Nie ma takiej, która by nie uległa.
- Na Monte. - zachichotał Kurek. - Cześć mała, zjemy śmietankę?
- Na ptaka. - dodał Sponsor. - Czy widziałaś mojego orła cień?
- Ostatni pomysł? - zapytał Bączek.
- Na pokurwionego mentalistę. - warknął Kubiak. On nie przepadał za mentalistą i nie ukrywał tego. Był dla niego tylko i wyłącznie wkurwiającym, non stop mędzącym idiotą.
Na to stwierdzenie wszyscy pozostali siatkarze po raz n - ty w ciągu ostatnich minut wybuchnęli głośnym śmiechem.
- To znaczy? - zapytał Łomacz, próbując powstrzymać swoje rozbawienie.
- Powiedz mi, jaki znasz rodzaj podrywu. - zironizował Kubi.
- Zacny pocisk. - stwierdził Kurek.
- Ej, ale ja nie skończyłem jeszcze! - przerwał mu drugi z przyjmujących.
- No, to słuchamy, jak jest dalej. - Ziomek wydawał się być zainteresowany pomysłem Dzika.
- O, patrz, jakie mam fajne okularki, tak, tak, tak, tak bardzo fajne okularki, tak bardzo przez nie nic nie widzę. Ej, to takie co Ci zwisa tak nieco pod szyją to jest Twoja ręka, czy noga? - wysyczał patrząc złowrogo w oczy Bączka. Połowa siatkarzy zezgonowała tak, że leżała na podłodze i kwiczała..
- Coś jeszcze? - warknął wkurwiony mentalista.
- Nie masz pan kutasa, nie masz pan cepa, nie masz pan kutasa, nie ma pan jak pchać. - postanowił podroczyć się z nim Michał Winiarski.
- Winiar! - zaśmiał się Kosok.
- No co? Nie moja wina, że on jest taki aseksualny. - twardo bronił swojego zdania Misza.
- Ekhem. - chrząknął trener.
- Nie przerywaj, gnojku. - odparł mu Bartman.
- Zwłaszcza, kiedy on mówi prawdę. - dodał ten, którego nazywano Szaloną Rudą.
- Ale...
- Nie. Nawet sobie nie myśl, że teraz przerwiemy kręcenie beki z Ciebie. - zachichotał wyjątkowo rozbawiony Wojtaszek.
- Tak, właśnie tak myślę. - westchnął Bączek.
- No to źle myślisz. - zarechotał Wrona, po czym przybił sobie piątkę z Małym.
- Echh. Na pytanie odpowiedzieliście, więc to chyba już koniec.
- Nie no, kurwa, serio?! - Kubiak wyglądał na uradowanego.
- Serio.
- Dasz nam już spokój na dzisiaj?! - niedowierzał Ignaczak.
- Tak.
- Alleluja, Bóg jest miłosierny! - wrzasnął Wlazły.
- To jest ten dzie-eń, kiedy Pan zlitował się nad naa-a-ami. To jest ten dzie-eń, gdy przejmuje się naszymi problemaa-a-ami... - zanucił Cichy.
- Te, Cichy, nie wiedziałem, że tak ładnie śpiewasz. - stwierdził zdziwiony Winiarski.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz. - Piotrek mrugnął okiem.
- Że niby on ładnie śpiewa? Dajcie spokój, pod prysznicem wyje jak zarzynana świnia. - machnął ręką Ignaczak.
- Nie wnikam w to, co mu tam robisz, Igła, że tak kwiczy. - prychnął Bartman.
- Bardzo nieśmieszne. - fuknął zgaszony libero.
- Właśnie, że dobre to było! - wrzasnął roześmiany Karollo.
- Ej, ale teraz tak serio. Jaki jest powód tego, że mógłbyś iść razem z Winiarem do X - Fightersów i zmietlibyście tam konkurencję? - zapytał poważnym głosem Muratore.
- Noo... chodziło się w młodości na jakiś tam chórek... - wybąknął nieśmiało Pit i spuścił głowę. Zarumienił się jak rzodkiewka.
- Ale wstydziocha. - zachichotał Kosok.
- Ej, to nie jest powód do wstydu, no weź, stary. - Kurek poklepał go po plecach.
- Myślałem, że zaraz powiecie, że to takie dziewczęce, pedalskie czy coś. - uśmiechnął się Iceman.
- I dobrze myślałeś. Bo takie właśnie to jest. - Zagumny nie podzielał entuzjazmu kolegów.
- Dzięki, Guma, na Ciebie zawsze można liczyć. - odburknął mu środkowy.
- Do usług. - uśmiechnął się rozgrywający.
- Ekhem. - chrząknął Bączek.
- Znowu się zaczyna, kurwa. - westchnął Bartman.
- Czego znowu, padalcu jeden? - warknął wkurwiony Misiek Kubiak.
- Mam Was dość na dzisiaj, do widzenia, dzieci śmieci. - rzekł im Bączek, po czym wyszedł z sali.
- Gudbaj selulajt. - pisnął Piter i posłał mu buziaka w powietrzu.
- A Ty co, Głośny, zajebałeś się w nim? - Włodi wyglądał na rozbawionego.
- Pewnie. Ma taką seksowną, męską szczękę. - odparł Cichy, po czym przez salę przeleciał brecht jak stąd do Honolulu.
Tak to właśnie chłopakom mijał typowy dzień na zgrupowaniu. Jak widać, wszyscy się kochają i jest miło i przyjemnie...
___________________________________________________________
/ W tym rozdziale przybliżyłam nieco historię Anki, żebyście mogli lepiej poznać tą postać. Jak widać, ukrywa ona jakieś wyjątkowo nieprzyjemne wspomnienia z przeszłości i nie chce nikomu opowiedzieć o tej historii. Czy siatkarze odkryją jej tajemnice? Przed kim się wygada?
No i czy jej znajomość z Nowakowskim przerodzi się w coś więcej?
Igła jak zawsze chciałby wszystko wiedzieć, czyżby miał prowadzić swoje własne śledztwo? Czy to mu się uda? Czy ktoś oprócz niego też zainteresuje się problemem Anki?
Winiarski "odratowany". Zostało dwudziestu dwóch otumanionych. A może jeden mniej? Co dziwne, wszyscy kojarzą Zatorskiego. On sam siebie i innych też. Czyżby na nim nie zadziałały "czary"?
Kosok, Łomacz, Możdżonek, Wiśniewski, Bartman, Wlazły... między innymi oni zaczynają powoli kojarzyć jakieś fakty. Zwracają się do części kolegów po ich prawdziwych pseudonimach, czasem nawet używają prawdziwych nazwisk, gdy mówią o nich. Czy udało im się w jakiś tajemniczy sposób ogarnąć jakieś fakty? A może po prostu mają tak dlatego, że nie zostali całkowicie ogłupieni?
Psuje to trochę moją koncepcję na ten rozdział, ale część z tych tekstów zupełnie straciłaby sens, gdyby podstawić tam fikcyjne pseudonimy i nazwiska.
Musiałam, po prostu musiałam wykreować jakąś przeuroczą rozmowę, prześmieszną sytuację z udziałem całej kadry. Myślę, że mi się to udało. Ale ten mentalista to ma naprawdę dziwne pomysły, prawda? Z kolei część chłopaków najwyraźniej chciała się popisać, bo ich pomysły były takie, że nic, tylko leżeć i kwiczeć...
28.12.2014
24.12.2014
X. "Aha, a więc to tak się zabawia Głośny Cit, kiedy nikt nie patrzy. Bardzo ładnie. A raczej bardzo nieładnie."
21.05.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała
- Kto twierdzi, że jest pawianem? Wybacz, ale ja nie kojarzę tych Waszych "nowych" nazwisk. Wtajemniczyłbyś mnie w to wszystko? - zapytała Anka kreśląc palcem koła na jego umięśnionym brzuchu.
- A co będę mieć za to? - poruszył brwią i posłał jej szelmowski uśmieszek. Chciał się z nią troszeczkę podroczyć.
- A nie możesz być jak Caritas i działać bezinteresownie?...
- Ojeju, no. O buziaka mi chodziło, po prostu. O nic więcej. A Ty o czym pomyślałaś, co, zboczucho jedna? - Anka zarumieniła się jak burak. Owszem, naszły ją grzeszne myśli. - Oojeejuu, jaki uroczyy buraczeek! Prześliczny! - pisnął przeszczęśliwy z tego powodu, że udało mu się zawstydzić dziewczynę. - A to niby ja jestem zboczeńcem, nie?
- Bo nim jesteś. - fuknęła na niego i przeczesała sobie włosy ręką. Pocałowała go w policzek. - Teraz możesz mi zdradzić co nieco?
- Ale wiesz, że ja jeszcze mogę odczuwać skutki tego wszystkiego, tego całego otumanienia, i mogę więc nie pamiętać ich prawdziwych nazwisk? - zapytał, delikatnie muskając ustami jej nagie ramię.
- Wiem. Opiszesz mi, o kogo Ci chodzi, to się domyślę. Przy niektórych powinny wystarczyć, myślę...
- Co robisz? - zachichotał przerywając jej. Oj, to nie był dobry pomysł, bo po chwili oberwał z poduszki.
- Powinny wystarczyć same nazwiska. - kontynuowała. - No ale na przykład przy tym Gwoździu to nie wiem, nie wiem...
- Gwóźdź to jest ten taki co rży jak koń. W sumie, kiedy się brechta to jak taki rżący koń wygląda. - zachichotał.
- Ach, czyli to nasz Travolta, Fabian Drzyzga. W sumie mogłam się próbować zorientować po tym pawianie.
- Wiesz, co w tym wszystkim jest najdziwniejsze? - zapytał nagle, zbaczając nieco z tematu.
- Nie? Oświeć mnie, proszę. - poprosiła go, wysyłając mu błagalne spojrzenia.
- No przecież teraz światła Ci nie zapalę. Nie o tej godzinie. - zażartował sobie. Co ten Cichy taki niecichy?
- Dekiel. - prychnęła w jego stronę.
- No już dobrze, dobrze, tylko się nie piekl. Rozchmurz się, Mała. - zawarł tu aluzję do nazwiska pani psycholog.
- No to mów to, co chciałeś powiedzieć. - Anka zaczęła się niecierpliwić.
- Chciałem tylko powiedzieć, że najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że za cholerę nie pamiętam tych gości, z którymi trafiłem do psychiatryka, a innych siatkarzy kojarzę doskonale. - dziewczyna pokiwała głową.
- Jakoś mnie to nie dziwi. Po takim praniu mózgu, jakie zafundował Wam ten psychopata, bo chyba inaczej go nazwać nie można, to normalne że nie pamiętasz tego, co było przed tym, jak on wam wmawiał te bzdury. Tego, co zostało przez te brednie wyparte z Twojej świadomości.
- Kurwa, Anka, ja normalnie Cię ozłocę. - wypalił nagle Nowakowski. - Ja pierdolę, Ty taka mądra jesteś, i w ogóle... - nie dał rady nic więcej powiedzieć, bo Chmura gwałtownie wpiła się w jego usta. Prawdopodobnie dlatego, żeby się po prostu zamknął. - Mmmm... Anusia tak bardzo niegrzeczna... Byłaś nieznośna, czeka Cię kara. - objął ją mocniej ramieniem i spojrzał jej głęboko w oczy. Dostrzegł w nich narastające pożądanie.
- Piotrek, bo Was tu jest 25... - zaczęła nagle gadać Chmura, zupełnie rozwiewając tą gęstniejącą w pokoju atmosferę.
- Noo? - zapytał nieco poirytowany, że przerwała mu w takiej chwili.
- A szeroka kadra ma liczyć 26 zawodników, czy to prawda?
- Podobno tak. A dlaczego pytasz? Jeśli ktoś dojedzie, to na pewno jakiś przyjmujący.
- A czy umiałby on grać na pozycji libero? - zapytała. Zdziwiła go nieco tym pytaniem.
- A dlaczego pytasz? - drążył temat.
- Piotruuś, no proszę Cię. Przecież ani Ty, ani Karol, a już zwłaszcza Marcin nie nadajecie się zupełnie na pozycję libero... O ile tam może Igła, a już zwłaszcza Łomacz będą coś w stanie atakować, inni też jakoś dadzą sobie radę z przyjęciem czy środkiem, o tyle żaden z Was trzech nie ma zielonego pojęcia o grze na tej pozycji. - zaczęła tłumaczyć Anna.
- Mam się z kimś zamienić?
- Nie tak szybko. Oni wszyscy są teraz w szoku po tym wszystkim, co się działo z Wami w ciągu tych ostatnich dni. Gdyby tak po prostu zawołać ich wszystkich i powiedzieć im całą prawdę, kim są i w ogóle, to zapewne wywołałoby efekt zupełnie odwrotny od zamierzonego. Tylko niepotrzebnie wprowadziłoby chaos, mogłoby popsuć atmosferę w kadrze. - kontynuowała swą myśl pani psychiatra. - Zostawmy ich jeszcze trochę w tej paranoi, wyprowadzajmy ich powoli z tych błędów. Ale do tego potrzebny jest ktoś, kto zagra jako libero.
- Przede wszystkim, to chyba trzeba by było porozmawiać o tym wszystkim ze Stefanem. - zauważył siatkarz. - Bez tego to chyba ani rusz. On musiałby wyrazić zgodę na ewentualną zamianę, czy coś...
- Uwierz, że on na to byłby jak na lato. Jutro pójdziemy razem do niego i wyjaśnimy mu wszystko, od początku do końca. Stefan musi wiedzieć, co się stało, i dlaczego oni tak dziwnie się zachowują. - jasno przedstawiła swą propozycję dziewczyna. - To jak, znasz kogoś, kto mógłby grać na libero?
- Mmm... eee... noo ten yyy... Bąku. Tak, Bąkiewicz kiedyś grał na tej pozycji.
- Zadzwoń do niego. Najlepiej jeszcze dzisiaj. - nakazała mu Chmura.
- Dzisiaj? Przecież późno już. - skrzywił się Piter.
- 23 to niby jest późna godzina? No proszę Cię.
- No wiesz, Zatorski już od paru godzin śpi, bo już dawno jest po dobranocce. - zachichotał, a Anka po chwili do niego dołączyła. - To mam dzwonić?
- Tak. Powiedz mu, żeby przyjeżdżał jak najszybciej, a jutro wszystko mu się wyjaśni.
- Jutro? A dlaczego nie teraz, dlaczego nie przez telefon? - zapytał, a Ania objęła ramionami jego szyję.
- Bo teraz, misiaczku, nie mamy na to czasu - szepnęła mu do ucha niezwykle uwodzicielskim tonem. Jak widać, dziewczynę nadal trzymało to upojenie alkoholowe. A może jednak to po prostu siatkarz wpływał na nią tak, że traciła zmysły?
- I kto tu jest zboczony? - prychnął.
- Ty.
- Nie, Ty.
- Ty.
- A właśnie, że Ty. - zaczęli przekomarzać się jak przedszkolaki. Trwało to dobrą chwilę, aż Cichemu znudziła się ta "kłótnia". Postanowił dla świętego spokoju zadzwonić do Bąka. Miał szczęście, bowiem ten odebrał.
- Ha... ...hall... ...haa... ...haaallloooo? - Bąkiewicz chyba był bardzo zaspany. A ponadto się jąkał, lecz to żadna nowość, bo on podobno tak zawsze.
- No siema Bąku. - zaczął.
- ...Pii... ...tter, czło... ...człowieku, zli... ...zlitt... ...tuj się, wiesz która je... ...je... ...st godzina? - no tak, to było pewne, że on nie będzie zbyt szczęśliwy, że ktoś do niego wydzwania po nocach... Jąkał się przeraźliwie, nawet jak na niego. Co może znaczyć tylko jedno - też jest najebany. I zapewne przeraźliwie bolał go łeb.
- No ja wiem, która jest godzina, przepraszam Cię najmocniej za to, ale to pilna sprawa.
- Aaa ssoo ssiee staooo? - wybełkotał. Tak, Bąkiewicz zdecydowanie był najebany jak szpak. - Ssoorryy ż... ...że n... ...niew... ...wyraźnie m... ...mówię, aalle boli mje głowa.
- To nie jest rozmowa na telefon. Przyjedź jutro do Spały, to wszystkiego się dowiesz. Ale najpierw wytrzeźwiej... - westchnął. - W takim stanie to Ty lepiej nigdzie nie jedź. Zachlało się trochę, i teraz kacyk męczy, co? - prychnął do swojej komórki.
- N... ...no dobra, mam nadzieję, że mn... ...nnie nie wrabiasz. Aaa j... ...jak mnie rob... ...bisz wwww chuja, t... ...to w... ...wiedz, że masz przechikane. Tfu, sorry, przekichane. Cześć. - i rozłączył się. Ale zgodził się, to najważniejsze.
Teraz mogli skupić się już tylko na tym, czego nie mogli zrobić, bo on musiał zadzwonić do kolegi. Anka zatrzepotała zalotnie rzęsami i zaczęła czochrać go po głowie. Następnie wymasowała mu plecy i wpiła w jego usta. On z kolei przyssał się do szyi dziewczyny niczym jakaś pijawka.
- Ale jak mi zrobisz malinkę, to ja dla odmiany Ci zrobię taki wpierdziel, że matka Cię nie pozna. - spojrzał na nią wzrokiem zbolałej meblościanki, jakby ktoś mu co najmniej zapierdolił matkę mandoliną. Oderwał się od jej szyi i zaczął całować całe jej ciało. Pożądanie u obojga rosło z minuty na minutę. W końcu siatkarz rzucił się na dziewczynę i zaczęli w namiętny sposób wymieniać się drobnoustrojami. Po chwili już drugi raz tej nocy wyruszali w drogę na szczyt rozkoszy...
"Oh, You know I'm smiling baby
You need some guiding baby
I'm just deciding baby
Let's spend the night together
Now I need you more than ever
Let's spend the night together now
This doesn't happen to me every day
No excuses I've got anyway, heh
I'll satisfy your every need
And I'll know you'll satisfy me, oh my-my-my my-my
Let's spend the night together
Now I need you more than ever
Let's spend the night together
Now I need you more than ever
Let's spend the night together
Now I need you more than ever"
A gdy go osiągnęli, on czule objął Ankę, a ta wtuliła się w jego nagi tors. Oboje odpłynęli do Krainy Morfeusza. Jutro czekało ich parę trudnych rozmów do przeprowadzenia...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
21.05.2014
Wstaje nowy, śliczny dzionek. Kwiatki rosną pod ośrodkiem, a ptaszki wesoło poćwierkują na drzewkach. Wszystko jest takie cudowne, piękne, przeurocze... Wróć.
- Głooośnyyyy! Głoooośnyyy! - kto u licha śmie wrzeszczeć na cały rezonator o 6 nad ranem?! Owa osoba wyła na korytarzu tak głośno, że obudziła naszą uroczą parę zakochańców. A może oni wcale nie kręcą ze sobą, a to, że się ze sobą przespali jest tylko wynikiem tego, że się wczoraj napierdolili konkretnie? Nieważne. Nie w tej chwili, Istotne jest to, że ktoś wrzeszczał tak głośno, że ich obudził. Oczywiste jest to, że nie byli zbyt szczęśliwi z tego powodu. Na dodatek męczył ich kac. O ile po Ance już wczoraj było widać, że sobie troszeczkę pochlała, o tyle Resoviak zachowywał się wtedy całkiem normalnie. Może był tylko trochę bardziej podniecony niż zwykle. Tymczasem dzisiaj oboje obudzili się z nieznośnym bólem głowy, suchością w gardle i wielkimi worami pod oczami. Super. Stefan ich zabije, pobije i potem ewentualnie jeszcze raz zabije. A dzisiaj przecież musieli z nim poważnie porozmawiać. Wątpliwe, by chciał słuchać skacowanych ludzi. Wątpliwe, by był zadowolony z tego, że pani psychiatra upiła się już pierwszego dnia pracy...
Gdzie jest do cholery butelka, kiedy jest najbardziej potrzebna? Ta z wodą.
- Nie śpisz już, Aniu? - zapytał spokojnie, po czym musnął swoimi ustami jej policzek i ziewnął przeciągle. Wpatrywał się w jej nagie ciało jak w obrazek. Cóż to był za śliczny obrazek. Anka była naprawdę ładną, szczupłą dziewczyną. Z powodzeniem mogłaby robić karierę jako modelka, tak bardzo była urodziwa. Figurę miała niemal idealną. No i te cudowne, jędrne piersi, idealne do pieszczenia. Tak, on mógłby je macać i macać, i lizać, i całować, podszczypywać i delikatnie wykręcać sutki. I mógłby tak dobrych parę godzin, i wcale by mu się to nie znudziło. Bo ciało Anki po prostu działało na niego jak magnes, pociągało go wręcz niesamowicie. Mało która dziewczyna miała na niego taki wpływ. A ona owinęła go sobie wokół palca w ciągu kilku godzin. Można śmiało stwierdzić, że Nowakowski wpadł totalnie. Jak śliwka w kompot. Pytanie tylko, w co wpadł? Czy to wciąż było jedynie pożądanie ciała tej charakternej dziewczyny, czy też można było to już nazwać zauroczeniem? Zaraz, zaraz, jakim znowu zauroczeniem? Piotruś, Ty chyba nie zakochałeś się od pierwszego wejrzenia, prawda? Znacie się ledwie parę godzin. Fakt, znacie się bardzo intensywnie. Ale to nie powinno mieć tu raczej żadnego znaczenia. Co te kobiety potrafią robić z facetami...
- Cześć, Piotruś - wyszeptała Anka i odwzajemniła buziaka. Zaczęła kreślić kółka i inne wzorki na jego torsie. Przeciągnęła się, cały czas tuląc się do chłopaka. Jej włosy opadły mu na twarz. A Nie Taki Cichy Pit, jak to on - postanowił troszeczkę przypajacować, podroczyć się z dziewczyną. Chuchnął w jej czuprynę, rozwiewając ją na wszystkie możliwe strony, i czekał na jej reakcję. Anna wydęła usta w grymasie niezadowolenia. - Foch forever na 5 minut z przytupem i melodyjką. - fuknęła na niego, a on tylko się zaśmiał i czarująco wyszczerzył. Ten uśmiech zdecydowanie wywierał ogromny wpływ na zachowanie Anki. No nie mogła się na niego gniewać, po prostu nie mogła. - Przestań. Pozwól mi się na Ciebie obrazić, chociaż na 5 minut. Nawet to mi musisz utrudniać?
- Mhm. - mruknął lakonicznie i pocałował ją w czoło. Wyjątkowo polubił to "prztykanie się" z nią, uwielbiał doprowadzać ją do tych fochów. Wiedział, że po chwili jej przejdzie i znów będzie tą cudowną Aneczką, która namieszała w jego głowie. Nie potrafiła się długo na niego gniewać.
- Przestań. Przestań być taką chodzącą zajebistością. Przestań być tym cholernym ideałem. - jęknęła. Od kilku minut cały czas wgapiała się w jego klatę jak sroka w gnat. I przeraźliwie śliniła się na jej widok. Ganiła się w myślach za to wszystko, co robi, ale nie potrafiła nad tym zapanować. To po prostu było silniejsze od niej.
- Nie jestem ideałem. - stwierdził, po czym delikatnie pocałował ją w szyję. - Ideały są... no wiesz, takie grzeczne, kochane, dobrze wychowane... - zaczął.
- Przecież Ty taki właśnie jesteś. - uśmiechnął się po usłyszeniu tego komplementu. - Przestań. Skończ się wreszcie szczerzyć, bo nie ręczę za siebie.
- Udowodnię Ci zaraz, że nie jestem. - mruknął, po czym mrugnął zalotnie do niej. Oblizał wargę. Anka zaś swoją delikatnie przygryzła.
"Hii, Darling!!!
What you think?
I don´t care, i don´t care, i don´t...
But last night, last night, last night darling
I LOST MY UNDERWEAR
B-b-b-but last night darling
I lost my underwear
I lost my underwear
I lost my underwear
I lost my underwear
I lost my underwear"
I niechybnie znów rzuciliby się zaraz na siebie i zatracili w sobie, gdyby właśnie w tej chwili nie usłyszeli pukania do drzwi. Natychmiast oderwali się od siebie i cały romantyczny nastrój poszedł sobie na spacer.
- Głoośnyyy! Kurwa, debilu, otwieraj że w końcu te jebane drzwi, bo jak Ci zaraz wypierdolę w czambuł, padalcu jeden, to Cię hotki nie poznają! - wrzeszczał ktoś pod drzwiami jego pokoju.
- Głośny? Od kiedy Ty jesteś głośny? - zachichotała Anka.
- Od kiedy wszystkim chłopakom pojebało się w mózgach... - westchnął i spuścił głowę. - Chyba jednak wolę być Cichym... - mruknął.
Pukanie do drzwi i jakieś dzikie wrzaski pod nimi nie ustawały. Chcąc, nie chcąc, Nowakowski musiał wstać z wygodnego wyrka i przeczłapać parę kroków do tej zasranej klamki. Wróć, wcale nie musiał.
- Weź se, kurwa, klucze i sobie, kurwa, otwórz te pierdolone drzwi, bo mi się, kurwa, nie chce ruszać dupy. - jego szczerość była powalająca. Nie chodziło o to, że do drzwi było za daleko. On po prostu nie zamierzał wyswabadzać się z ramion uroczej pani psychiatry. Bo było mu w nich tak dobrze, tak miło, tak cudownie...
- Tyy padalcu jeden! Zaraz wracam, i wtedy inaczej porozmawiamy! - ryknął tamten zza drzwi. To chyba był Ignaczak, bo brzmiał tak jakby trochę jak on. Oj, ze wkurwionym Igłą lepiej nie zaczynać. Piotrusiu, narażasz się na jego gniew.
- I co teraz zrobisz? - zapytała Anka uwieszając się na jego szyi.
- Jak to co? Poudaję trochę moje demoniczne wcielenie i chłopczyk spierdzieli z wrzaskiem. - rozbawiła go nieco tym pytaniem.
Spojrzała mu głęboko w oczy. W tym błękicie można było utonąć. Siatkarz również zaczął zerkać w jej "paczadła". Oboje znów poczuli motylki w brzuchu. Nie minęło nawet 10 sekund, gdy złączyli swoje usta w długim, namiętnym pocałunku.
I wtedy właśnie ktoś przekręcił kluczem w dziurce, otworzył drzwi i wszedł do pokoju. Rzeczywiście, był to Igła. Czyli kłopoty wisiały w powietrzu.
- Aha, a więc to tak się zabawia Głośny Cit, kiedy nikt nie patrzy. Bardzo ładnie. A raczej bardzo nieładnie. Oj nieładnie, nieładnie. - pokręcił głową Ignaczak. Piotrek i Anka natychmiast oderwali się od siebie. - Rozumiem, że przeszkodziłem Wam w czymś, gołąbeczki? - zapytał, patrząc na ich ubiór. A raczej na jego brak. Przecież od wczoraj, godziny 22, kiedy to po raz pierwszy utonęli w swoich objęciach, na krok nie ruszyli się z łóżka. Porozwalane wszędzie ubrania, część poduszek zrzucona na podłogę, niemożliwie wygnieciona pościel - wszystko to jasno sugerowało, co tu się wyprawiało w nocy. - No wiesz, Paweł, Twoja koleżanka może tak zostać, bo miło się na nią patrzy, ale Ty lepiej włóż chociaż jakieś gacie.
- A co, kompleksiki masz? - zadrwił z Iibero rzeszowski środkowy. - Wiesz, w takim razie trzeba to leczyć. Póki jeszcze nie jest na to za późno. Dopóki jeszcze żona Cię chce, a Ty nie załamałeś się zupełnie, to to jeszcze można wyleczyć. - odburknął. Był, delikatnie mówiąc, na niego wkurwiony. Bo ten śmiał wparować mu do pokoju w takiej chwili. W ramach zemsty Cichy postanowił bezlitośnie się ponabijać z libero. Spojrzał na niego wzrokiem, który mógł zabijać. Wyglądał naprawdę przerażająco, zupełnie jakby ktoś zabrał mu ukochaną zabawkę. Taka ciekawostka, ale nie zdradzajcie jej nikomu, okej? Mały chłopczyk Piotruś trzyma u siebie w szafce pluszowego misia i lubi się do niego tulić...
Wracając do tego, co się właśnie działo w pokoju... Przenikliwy wzrok Pitera zaczął dekoncentrować zupełnie Iglastego. A on nie przestawał się na niego patrzeć w ten demoniczny sposób. Humor z twarzy Ignaczaka znikał szybciej niż ciasteczka z talerza, gdy podawało się je do skonsumowania grupie nienażartych, dwumetrowych facetów. W tej właśnie chwili Pit wydął usta, jakby zaraz miał przeraźliwie wrzasnąć.
- Aaaaaaaa... - Krzyś przeraził się nie na żarty i zaczął szybko kierować się w stronę drzwi. - ...hahahahahah! - wybuchnął śmiechem Piter. Przestraszył go i wykręcił bekę z niego jednocześnie. - Kurwa, Igła, wracaj! - zaśmiał się. Zdezorientowany libero posłusznie wypełnił jego polecenie.
- Igła? - zapytał zdziwiony Krzysiek. - Myślałem, że jestem Nitką...
- Echh... - westchnął Pit. - Mówimy mu? - zwrócił się do Anki.
- Chyba nie ma wyjścia. W sumie, to może chociaż rozwiąże się problem z tym libero jeszcze przed dzisiejszym treningiem. - przytaknęła.
- Jaki problem z libero? - Ignaczak był wyraźnie nie w temacie.
- Dobrze, powiem Ci wszystko, co w sumie miałeś usłyszeć może za parę dni. Ale skoro już się napatoczyłeś i dziwisz się, że nazwałem Cię Igłą, to powiem Ci to teraz. - zaczął środkowy.
- A więc zamieniam się w słuch.
- Ten gość, ten, co miał nam przywrócić pamięć... Kojarzysz go? - zapytał.
- No, on miał jakieś dziwne nazwisko.
- W sumie to nie wiadomo, jakie miał, bo zmyślał. Nie tylko wtedy. - spojrzał mu prosto w oczy. Dostrzegł w nich coś w rodzaju zdezorientowania, zaniepokojenia.
- Chyba nie rozumiem... - Ignaczak wzruszył ramionami.
- No to może lepiej będzie, jak zapytam Cię, co ten idiota Ci nawymyślał? Powiedz mi wszystko to, co on Ci wpajał do głowy. - Anka z podziwem przysłuchiwała się. Nie wiedziała, że z Pitera jest taki dobry psycholog. No ale skoro był ideałem, no to musiał też wiele potrafić. Nie zmienia to jednak faktu, że tym zaskoczył ją zupełnie.
- Powiedział żebym... żebym się nie bał kamery, że mam brać przykład z Ciebie, bo jesteś medialnym zwierzęciem. - na te słowa Cichy wybuchnął... głośnym śmiechem. - Nie powiedziałem nic śmiesznego. - Pit tylko machnął ręką, pokazując, by Igła kontynuował swój wywód. - Dowalił mi nieco. Stwierdził, że zazwyczaj nie mam nic ciekawego do powiedzenia. W sumie, to głównie o tej kamerze mi nawijał, że mam poprosić Prosiaka, by mnie nie nakręcał, skoro tak bardzo tego nie lubię. No i podał pozycję na boisku.
- A wiesz, dlaczego on tak ględził o tej kamerze? - powaga, z jaką Nowakowski zadawał mu kolejne pytania była porażająca. Pytania te przy tym były niezwykle trafne. Tylko spokojne drążenie tematu, sugerowanie słów - kluczów mogło bowiem pomóc Krzyśkowi skojarzyć niektóre z zapomnianych faktów. Wrzaskiem nic by nie osiągnął, i on doskonale o tym wiedział.
- Zaraz, zaraz... ja chyba kiedyś miałem kamerę, tak? Miałem ją? Głośny, powiedz, miałem tą kamerę, czy nie? - jak widać Piter naprawdę z powodzeniem mógłby dorabiać sobie po treningach jako psycholog. Libero błyskawicznie zaczął kojarzyć fakty. Wystarczyło tylko odpowiednio zadać pytanie. W sumie, to dobrze, że trafiło właśnie na Krzyśka. To przecież był mądry człowiek, nie mógł wszystkiego ot tak po prostu zapomnieć. Mogło mu to zostać przysłonięte przez ten zbiór bzdur, ale nie całkowicie wyparte z jego pamięci.
- Po pierwsze, to Cichy jestem, nie Głośny. Cichy Pit, nie Głośny Cit - zachichotał na myśl o "nowym" pseudonimie. - Po drugie, tak, miałeś kamerę. Miałeś. I to ja jej raczej nienawidziłem i spierdalałem przed nią najdalej, jak się dało. Nigdy nie byłem medialnym zwierzęciem. Co innego Ty. - westchnął. W sumie nie wiadomo dlaczego. Jemu przecież nie przeszkadzało to, że był w cieniu wielu swoich kolegów z kadry. On wolał żyć właśnie tak spokojnie, nie rzucać się w oczy nikomu. Ostatnia rzecz, o której marzył, to zostanie celebrytą. - Mówi Ci coś nazwa "Igłą Szyte"? - Ignaczak pacnął się w czoło.
- KURWA MAĆ! - wrzasnął tak głośno, że prawdopodobnie wszyscy w ośrodku go usłyszeli. - Jak ja mogłem być tak głupi i tak się dać omotać zwykłemu chłystkowi?! Piter, cholera, Ty mu się nie dałeś?! Ty tylko udawałeś?! - wytrzeszczył oczy zdumiony.
- Potem Ci powiem, dobra? Skoro już wiesz, kim jesteś, to wiesz, o co chodzi z tym libero.
- Prześmiesznie wyglądałeś latając jak pojebany za piłką. - zarechotał Krzysiek, bo przypomniał mu się takowy właśnie obraz.
- A Ty prześmiesznie wyglądałeś, jak próbowałeś zaatakować. - odburknął mu środkowy. - Wiesz, użyłem słowa "próbowałeś", bo to tak trochę niekoniecznie Ci wychodziło...
- W sumie, to nikomu wczoraj nic nie wychodziło. - westchnął "Nitka". No tak, no przecież jak on miał atakować, jak był chyba najniższym w kadrze? Zaraz po Zatim, ale on się nie liczy do tej klasyfikacji. Tu się liczą normalni ludzie, a nie tacy, którzy cieszą się jak pojebani, gdy rodzicielka przyśle im "supermodnego" T-shirta z napisem "Grzeczny Synek Mamusi"... W kolorze różowym. Polew, jaki wszyscy z tego mieli był wręcz niewyobrażalny, któremuś z siatkarzy chyba wówczas nawet nie wytrzymał zwieracz. A, no tak, Wiśnia wtedy w gacie popuścił. I polew był jeszcze większy.
- Poczekaj chwilę. Muszę do kogoś zadzwonić. - wypalił nagle Piter i chwycił za swój telefon. Szybko wybrał czyjś numer.
- Ha... ...halo? - Bąku brzmiał już znacznie lepiej, aniżeli miało to miejsce wczoraj.
- No cześć. Słuchaj, sytuacja się zmieniła. Nie musisz przyjeżdżać. - oznajmił mu spokojnym głosem.
- Mhm, w sumie to do... ...dobrze, bo jeszcze nawet nie zacząłem się pakować. - odparł z rozbrajającą szczerością.
- Pierdolony leń patentowany. - wysyczał do telefonu. - No to cześć. - rozłączył się.
Posiedzieli tak chwilę w ciszy. Ignaczak chyba nad czymś usilnie myślał, gdyż wyraz jego twarzy zmieniał się z minuty na minutę. To był naprawdę nieodgadniony człowiek. Nigdy nie wiesz, co w danej chwili mu we łbie siedzi.
- MAM! - wykrzyknął. Anka aż delikatnie podskoczyła ze strachu. Nie lubiła, gdy ktoś nagle tak gwałtownie zaczynał wrzeszczeć po chwili siedzenia w całkowitym wyciszeniu.
- Co, co masz? - Piter udawał, że bardzo go to zainteresowało. Tak naprawdę miał to tam, gdzie światło rzadko dochodziło. W tak zwanym dolnym tyle.
- Noo, przypomniało mi się, co ten kędzierzawy chujek mi jeszcze gadał.
- O, no to faktycznie, chętnie tego wysłucham. - tym razem nie skłamał.
- Pojechał mi trochę Twoimi nawykami.
- To znaczy? - tak, to go jednak wyraźnie interesowało.
- Noo, powiedział, żebym nie szpanował językami obcymi, bo ich nie znam. Że "bonjour" i "ciao bejbe" nie świadczy o tym, że znam języki. - Piotrek zarechotał jak postrzelony.
- To musiał być jakiś wielki widz siatkówki, ten gość. W takim razie, dlaczego on nam to zrobił? - zaczął się zastanawiać środkowy. Może niech lepiej tego nie robi, kolejny filozof pokroju Zatorskiego jest tej kadrze niepotrzebny.
- Może nam czegoś zazdrościł? Nie wiem, sławy chyba.
- Chyba tylko tak można to wytłumaczyć... - przytaknął głową. Anka cały czas siedziała w miejscu i przysłuchiwała się ich rozmowie.
- Możesz na chwilkę wyjść, Krzysiu? - w końcu zdecydowała się odezwać. - No wiesz, musimy się w końcu ubrać. - uśmiechnęła się nieśmiało, chociaż gdy powiedziała te słowa, spaliła buraka.
- Jasne, już mnie nie ma. Przyjdę za jakieś pół godzinki.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
I wyszedł. Anka znów wysłuchiwała od Nowakowskiego, jakim to ona jest uroczyym buraczkiem, jak ślicznie się rumieni i jak bardzo jest teraz czerwona na twarzy. Szkoda, że Igła przyłapał ich razem w łóżku, mogli być teraz pewni, że wykorzysta to przeciwko nim w najmniej odpowiednim ku temu momencie. Anna wyczuwała, że libero lada chwila ją czymś totalnie zawstydzi. I miała rację... Ale o tym miała przekonać się później. Oboje szybko wzięli poranny prysznic i ubrali się. Siatkarz zrobił jakieś kanapki z tego, co miał w pokoju. Wiedzieli, że Ignaczak jest człowiekiem, który nie rzuca słów na wiatr. Skoro miał przyjść za pół godziny, to znaczyło to, że przyjdzie. Cichy nie chciał go denerwować, więc chociaż wyjątkowo nie chciał tego robić, przygotował śniadanie i jemu. Od tego czasu nie minęło nawet 5 minut, gdy libero ponownie zawitał do pokoju środkowego.
- No cześć dzieci, wujek Krzysio powrócił. - poruszył charakterystycznie brwiami. Piotrek szeroko się uśmiechnął. Wrócił stary, dobry Krzysiek. A on go naprawdę uwielbiał, chociaż zupełnie tego nie pokazywał. Taka tam zmyłka. Dobra zmyłka nie jest zła, skoro większość się na to nabierała. Większość ludzi naprawdę myślała, że ta dwójka niespecjalnie za sobą przepada, co było totalną bzdurą. Oni nawet rozważali już wzięcie wpólnego pokoju na którymś ze zgrupowań!... Przecież to było nie do pomyślenia. Tylko ta kamera... No trudno, jakoś to Cichy przeżyje.
- Zwołaj wszystkich chłopaków i za 10 minut widzimy się na sali. Ja lecę po Stefana. - powiedział Cichy, wziął Ankę i wyszli. Igła, chociaż nie wiedział, o co chodzi środkowemu, postanowił wypełnić jego polecenie.
Zapukał do pierwszych drzwi, na jakie napotkał podczas swojej drogi. Po chwili z pokoju wynurzyła się rozczochrana czupryna Grzegorza Kosoka. Problem, który go dopadł był bardzo ciekawym przypadkiem, którym wkrótce Anka będzie musiała się zająć.
- Mietek, powiedz mi, że jestem piękny. - wypalił środkowy.
- Jesteś piękny, Kosok. Za 10 minut wszyscy widzimy się na hali ze Stefanem. To cześć. - wyszedł z pokoju czarnowłosego byłego Resoviaka.
W tym samym czasie Piotrek z Anką doszli na górę, do gabinetu trenera Antigi. Anka musiała w końcu przedstawić się wszystkim siatkarzom, chciała, by Stefan jakoś ładnie to zainicjował. Bała się, że jej nie polubią, że nie będą chcieli podzielić się z nią swoimi problemami, zwierzyć z nich. A przede wszystkim, czuła, że Ignaczak ją wkopie przed wszystkimi...
Zapukali do pokoju, w którym przesiadywał Stefan. Otworzył drzwi niemal natychmiast.
- Cześć, Stefan.
- O, czeszcz, Piter. Miło Czje widżjecz. - powiedział z tym swoim francuskim akcentem. Dostrzegł Ankę, która weszła do jego pokoju za środkowym. - Czeszcz, Anja.
- Witam pana, panie trenerze. - Chmura uśmiechnęła się nieśmiało do Antigi.
- Ale jaki pan trener. Stéphane jesztem, po prosztu.
- Dobrze, postaram się zapamiętać. - zachichotała cichutko pani psychiatra.
- Stefan, jest sprawa... - zaczął Cichy.
- Tak?
- Za 10 minut spotkajmy się wszyscy, na hali. Ja już powiadomiłem chłopaków. A w sumie, to kazałem Igle to zrobić. Wierzę, że wywiąże się ze swojego zadania. - oznajmił blondwłosy środkowy.
- Każałesz Igła to żrobicz? To żnaczy, że Ty już cosz żaczynasz wraczacz do normalnoszcz? Bo jeszcze wczoraj mówiliszczje do niego Nitka. - Stefan był zdziwiony. Ale i zadowolony. Wygląda na to, że wszystko miało wracać do normy.
- To długa historia, pozwolisz, że powiem to na hali przy wszystkich. Chociaż, nie. Stefan, słuchaj. Zrób coś, żeby oni dzisiaj na treningu wszyscy grali na swoich pozycjach. Mam dość latania jak pojebany za piłką. Jak widzisz, nikomu nic na treningu wczoraj nie wychodziło. Pomieszano nam trochę w głowach, ale ja i Igła jesteśmy już tak jakby odratowani. To dzięki Ance. - spojrzał na nią i mimowolnie się uśmiechnął.
- To, że Igła zaczął zachowywać się normalnie, to tylko i wyłącznie Twoja zasługa, Piotrek. - zaczęła Ania. - To Ty rozmawiałeś z nim jak prawdziwy psycholog. To Ty rzuciłeś mu hasłami "kamera" i "Igłą Szyte". Ja tylko siedziałam i się przypatrywałam.
- A ja cały czas gapiłem się na Ciebie. - wyszczerzył się do niej. Szczerość przede wszystkim. - Mmm, wracając do tego, co chciałem powiedzieć, Stefan, powiedz im po prostu, gdzie dzisiaj grają. Tylko to. Ja myślę, że nie zapomnieli jak się gra na ich normalnych pozycjach. A może coś sobie zaczną przypominać przy okazji?... Na razie nie mówmy im, kim są, to mógłby być dla nich zbyt duży szok. Mogłoby to na nich źle wpłynąć, zdekoncentrować ich. Anka po kolei wszystkimi nimi się zajmie. - skończył swój monolog środkowy.
- A Ty mi w tym pomożesz. - dodała prawie niedosłyszalnie Anna. On to jednak usłyszał.
- Dobrze. Jeszli to wszysztko, to możesz już iszcz. A Ty, Anja, żosztań na chwila. Przydałoby szje Czje przedstawicz te Dżjeczi Szłończa. - zwrócił się do Chmury.
- Dziecko Słońca to Zatorski, my z nim nie mamy nic wspólnego. - fuknął Cichy, na co Stefan i Anka zgodnie się zaśmiali. Nie byłoby dnia, gdyby ktoś nie dogryzał oszczędnie owłosionemu libero.
- Stefan, czy oni mnie polubią? - wypaliła nagle Ania. Naprawdę bała się, że nie przypadnie do gustu chłopakom, albo, że Ci uznają, że psycholog czy psychiatra są im niepotrzebni.
- Oczywiszczje, że tak. Czjebie nie da szje nie polubicz. - Stefan uśmiechnął się do niej. - A teraż już chodżmy, bo oni pewnie już na nas czekajom. - zarządził. I wszyscy zeszli na dół.
Istotnie, wszyscy już na nich czekali. Postanowili w trójkę, że Pit i Stefan wejdą razem, a Anka potem, gdy będzie przedstawiana przed całą kadrą. Antiga zaczął rozmawiać z Blainem, a Cichy dołączył do reszty siatkarzy. Wtedy podszedł do Niego Dziku.
- Tyy, Głośny. Bo Nitkaczak mi chciał zabrać kamerę.
- I co? Zgodziłeś się?
- No w sumie to tak, bo szczerze mówiąc, jakoś mnie ona nie jarała. - wyznał Kubiak i przeczesał włosy palcami.
- I dobrze zrobiłeś. - tajemniczo dodał i szeroko się uśmiechnął.
Chłopcy usiedli na ławeczkach gdzieś z tyłu hali. Po chwili Pit wstał, odszedł dość spory kawałek od wszystkich i tak po prostu zaczął sobie nucić...
"Gdy noc zapada, miękko w łóżku mym,
Wyobraźnia znowu bierze górę,
Emocje rosną, bo ciągle mi się śni
Ciałko Anki, okrągłą ma figurę.
Ciągle kręci mnie, nana, nana, najarana Anka, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, najarana Anka, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, najarana Anka, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, Anka jak śmietanka, nana, nana,
ciągle kręci mnie.
Czy wiecie moje drogie panie, że mam w głowie ciągle małą Anię?
Może to, może i obłuda, lecz ja lubię Ani uda,
Lubię oczy, lubię ręce, zawsze chciałbym Ani więcej..."
- A Ty co tak namiętnie sobie wyśpiewujesz, co, Paweł? - no żesz Kurek, Ty kurwo. Musiałeś akurat teraz znaleźć się tam, gdzie najbardziej w danej chwili nie powinno Cię być?... Weź wyjdź, poczwaro i nie wracaj. Idź sobie polataj samolocikiem, przecież to lubisz.
- A chuj Ci do tego - odburknął Piter, wkurwiony, że Bartuś przeszkodził mu w jego wokalnym popisie. Nikt nie miał prawa przerywać jego genialnych wykonów. Absolutnie nikt. Nawet Gumę by opierdolił, gdyby ten mu się wjebał w pół jakiejś zwrotki.
Miał pecha, bo Stefan usłyszał te bluzgi.
- Piter! Nie blużgaj! Bo Czi wpierdole! - ta groźba nie brzmiała zbyt poważnie, ale mimo to wystarczyła, żeby wszyscy na sali zamknęli swoje mordy. Nawet Zatorski. - Chodżczie tu wszysztkie, bo mam wam, debile, cosz do powjedzenja. - niezwykle miło i kulturalnie przywołał do siebie całe stado. - Chczjałbym wam przedstawicz kogosz. - w tym momencie Anka weszła na salę. - To jeżd Anja, Anja bendżie wasz nowy pszycholog i pszychiatra. Żwraczajczie szje do niej kiedy tylko chceczie, ona wam żawsze pomoże. - zarekomendował szybko nowego pracownika.
- Ale ja znam Ankę! - wrzasnął Ignaczak. No super, czyli zaraz ją wkopie...
- Skąd ją znasz? - zapytał zaciekawiony Łomacz. - Ładna dziewczyna. - dodał i uśmiechnął się w jej stronę. Piter spiorunował go wzrokiem.
- Na nic nie licz, już jest naznaczona. No wiesz, już pierwszego dnia jeden z naszych przyjaciół ją zbajerował. - zaśmiał się. - A skąd ją znam? Noo wiesz, jakby to powiedzieć, ja ją znam tak tylko z widzenia, i z zamienienia z nią paru słów, ale Cichy to ją w nocy poznał dogłębnie, ze wszystkich stron. Wiesz, wchodzę dzisiaj rano do nich do pokoju, a oni tam siedzą na łóżku tacy nieodziani i się cmokają. - gdy Bartman to usłyszał, głośno prychnął, a Anka zaczerwieniła się przeokropnie. Poczuła jak łzy napływają jej do oczu.
- Przepraszam... - wybąkała. I wybiegła z płaczem.
- I co Ty kurwa zrobiłeś, debilu?! - wkurwiony nie na żarty Nowakowski złapał Ignaczaka za koszulkę i potrząsnął nim tak, że ten wylądował na Ruciaku, on zaś na Bartmanie, a ten glebnął się na Ziomka. I wszyscy się wyjebali na podłogę.
- Ej, Cit, ale gratuluję wyrwania takiej dupeczki. - zachichotał Łomacz.
Wkurwiony Cichy prawdopodobnie nie usłyszał już tego, bo wybiegł z sali szukać Anki. Musiał ją przeprosić za zachowanie pojebanego kolegi. Tylko gdzie ona mogła się podziać?...
"Dokąd więc biegnę?
Choć wcale nie chcę,
me serce bije tak zawzięcie.
Wypełniam przestrzeń
zwykłym powietrzem,
szukając tego, co zwą
pozornie szczęściem.
O,o,o,o,oł...
O,o,o,o,o,oł...
O,o,o,o,o,oł... o, o, ou...
O,o,o,o,oł...
O,o,o,o,o,oł...
O,o,o,o,o,oł... o, o, ou...
Namieszałeś w mojej głowie.
Jednym gestem, jednym słowem...
Nie musisz przynosić mi fiołków i bzów,
Wystarczy mi, że jesteś tu."
Anka z płaczem wpadła do pobliskiego parku. Była wręcz przekonana, że Stefan już ją wypierdolił z pracy na zbity pysk. Usiadła na pierwszej lepszej ławce i pozwoliła łzom napłynąć do oczu. Rozkleiła się totalnie...
Po jakichś 15 minutach usłyszała, że ktoś stoi tuż za nią. Nie wiedziała kto to, jednak zaczęła się nieco obawiać. A co, jeśli to jakiś zboczeniec, który miał zamiar się do niej dobierać?
- Tu jesteś. - szepnął. Podszedł do niej i złapał ją za rękę. Ania natychmiast próbowała mu się wyrwać, ale na próźno, Nowakowski był silniejszy.
- Odejdź. Odejdź i zostaw mnie w spokoju. Uznajmy, że się nie znamy. Tak będzie lepiej dla Ciebie, bo pewnie zniszczyłam dobrą opinię o Tobie. Z resztą jutro wracam do domu, skoro mnie wypierdolono z pracy. - zaczęła szlochać. Przytulił ją i nakazał, by wypłakała się w niego.
- Przestań, nikt Cię nie wywalił z pracy. I nie ma takiego zamiaru. Faktycznie, trochę niezręcznie wyszło to Twoje przedstawienie Cię naszej kadrze, ale nie martw się, wszyscy wkurwili się nie na żarty na Ignaczaka za to, co wywinął. Z resztą jemu samemu też jest przykro. Jak tylko wrócisz, to Cię przeprosi. Zobaczysz. Tylko proszę, wróć tam ze mną. Potrzebujemy Cię. Ja Cię potrzebuję. - ostatnie słowa wypowiedział szeptem, po czym chwycił jej głowę w swoje dłonie i namiętnie pocałował ją w usta. - No, już jest dobrze. Rozchmurz się, Malutka - uwielbiała, gdy tak do niej mówił. - A tak poza tym, to wszyscy mi zazdroszczą, że uległa mi taka śliczna dziewczyna. - zachichotał i charakterystycznie poruszył brwią. Anka też zaczęła się śmiać. Tak naprawdę takie słowa Pit usłyszał tylko od Łomacza, ale co to za różnica?...
- Raz kozie śmierć, zaryzykuję. I wrócę z Tobą. - uśmiechnęła się, a on wyszczerzył się w ten typowy dla siebie sposób. Wziął ją na barana i razem wrócili do ośrodka. Każde poszło do swojego pokoju. Dosyć wrażeń na dziś. Stefan odwołał dzisiejszy trening. Czyli dopiero jutro wszyscy wrócą na swoje pozycje na boisku.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Anka po wejściu do swojego pokoju postanowiła wziąć szybki prysznic, bo taka zaryczana nie wyglądała zbyt dobrze. Nagle, zupełnie jakby wbrew sobie, zaczęła podśpiewywać...
"Ciągle kręci mnie, nana, nana, najebany Piotruś, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, wcale nie jest cichy, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, och, jak on całuje, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, on coś do mnie czuje, nana, nana..."
- KURWA, CO JA WYŚPIEWUJĘ?!
Nana, nana,
ciągle kręci mnie.
___________________________________________________________
/ Początkowo ten rozdział miał wyglądać inaczej i Bąku faktycznie miał zjawić się w Spale. Pitera i Ankę w niedwuznacznej sytuacji miał zastać ktoś inny. Ale po dłuższym zastanowieniu się doszłam do wniosku, że mógł to zrobić tylko i wyłącznie wścibski Krzysiu. A skoro już wpadł im do tego pokoju, to poprzez przedstawienie mu całej sytuacji z Sędziwirskim, zniknął równocześnie problem z libero. I Bąkiewicz nie był już potrzebny.
Między Nowakowskim, a Chmurą iskrzy. Nie wiem jednak jeszcze, czy oni naprawdę utworzą parę.
Na razie to, co jest między nimi to fascynacja ich ciałami, łączą ich namiętne noce. Jednak widać, że coś między nimi zaczyna się dziać. Czy to uczucie przetrwa? Przyjdzie nam trochę poczekać, by poznać odpowiedź na to pytanie...
Czy pozostali siatkarze dowiedzą się, kim tak naprawdę są? A może Kurek już do końca życia pozostanie Kranem i będzie grać jako środkowy? A może Możdżonek, czyli Krzak, faktycznie będzie reprezentacyjnym libero?
Tego dowiecie się w kolejnych odcinkach. Poznacie także dokładnie problemy kolejnych siatkarzy, a Anka spróbuje je rozwiązać. Łatwe to to nie będzie...
26 kadrowicza nie będzie. Przynajmniej na razie.
Jako, że dzisiaj jest Wigilia, chciałabym wszystkim życzyć Wesołych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w rodzinnym gronie. Dużo zdrowia (oj, to by mi się przydało, bo jak co roku, jestem chora na święta), szczęścia, pomyślności. Spełnienia wszystkich, nawet tych najskrytszych marzeń. :)

#tak #bardzo #mistrzyni #programów #graficznych
Miał być jeszcze między innymi Winiar, ale się nie zmieścił. ;x
- Kto twierdzi, że jest pawianem? Wybacz, ale ja nie kojarzę tych Waszych "nowych" nazwisk. Wtajemniczyłbyś mnie w to wszystko? - zapytała Anka kreśląc palcem koła na jego umięśnionym brzuchu.
- A co będę mieć za to? - poruszył brwią i posłał jej szelmowski uśmieszek. Chciał się z nią troszeczkę podroczyć.
- A nie możesz być jak Caritas i działać bezinteresownie?...
- Ojeju, no. O buziaka mi chodziło, po prostu. O nic więcej. A Ty o czym pomyślałaś, co, zboczucho jedna? - Anka zarumieniła się jak burak. Owszem, naszły ją grzeszne myśli. - Oojeejuu, jaki uroczyy buraczeek! Prześliczny! - pisnął przeszczęśliwy z tego powodu, że udało mu się zawstydzić dziewczynę. - A to niby ja jestem zboczeńcem, nie?
- Bo nim jesteś. - fuknęła na niego i przeczesała sobie włosy ręką. Pocałowała go w policzek. - Teraz możesz mi zdradzić co nieco?
- Ale wiesz, że ja jeszcze mogę odczuwać skutki tego wszystkiego, tego całego otumanienia, i mogę więc nie pamiętać ich prawdziwych nazwisk? - zapytał, delikatnie muskając ustami jej nagie ramię.
- Wiem. Opiszesz mi, o kogo Ci chodzi, to się domyślę. Przy niektórych powinny wystarczyć, myślę...
- Co robisz? - zachichotał przerywając jej. Oj, to nie był dobry pomysł, bo po chwili oberwał z poduszki.
- Powinny wystarczyć same nazwiska. - kontynuowała. - No ale na przykład przy tym Gwoździu to nie wiem, nie wiem...
- Gwóźdź to jest ten taki co rży jak koń. W sumie, kiedy się brechta to jak taki rżący koń wygląda. - zachichotał.
- Ach, czyli to nasz Travolta, Fabian Drzyzga. W sumie mogłam się próbować zorientować po tym pawianie.
- Wiesz, co w tym wszystkim jest najdziwniejsze? - zapytał nagle, zbaczając nieco z tematu.
- Nie? Oświeć mnie, proszę. - poprosiła go, wysyłając mu błagalne spojrzenia.
- No przecież teraz światła Ci nie zapalę. Nie o tej godzinie. - zażartował sobie. Co ten Cichy taki niecichy?
- Dekiel. - prychnęła w jego stronę.
- No już dobrze, dobrze, tylko się nie piekl. Rozchmurz się, Mała. - zawarł tu aluzję do nazwiska pani psycholog.
- No to mów to, co chciałeś powiedzieć. - Anka zaczęła się niecierpliwić.
- Chciałem tylko powiedzieć, że najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że za cholerę nie pamiętam tych gości, z którymi trafiłem do psychiatryka, a innych siatkarzy kojarzę doskonale. - dziewczyna pokiwała głową.
- Jakoś mnie to nie dziwi. Po takim praniu mózgu, jakie zafundował Wam ten psychopata, bo chyba inaczej go nazwać nie można, to normalne że nie pamiętasz tego, co było przed tym, jak on wam wmawiał te bzdury. Tego, co zostało przez te brednie wyparte z Twojej świadomości.
- Kurwa, Anka, ja normalnie Cię ozłocę. - wypalił nagle Nowakowski. - Ja pierdolę, Ty taka mądra jesteś, i w ogóle... - nie dał rady nic więcej powiedzieć, bo Chmura gwałtownie wpiła się w jego usta. Prawdopodobnie dlatego, żeby się po prostu zamknął. - Mmmm... Anusia tak bardzo niegrzeczna... Byłaś nieznośna, czeka Cię kara. - objął ją mocniej ramieniem i spojrzał jej głęboko w oczy. Dostrzegł w nich narastające pożądanie.
- Piotrek, bo Was tu jest 25... - zaczęła nagle gadać Chmura, zupełnie rozwiewając tą gęstniejącą w pokoju atmosferę.
- Noo? - zapytał nieco poirytowany, że przerwała mu w takiej chwili.
- A szeroka kadra ma liczyć 26 zawodników, czy to prawda?
- Podobno tak. A dlaczego pytasz? Jeśli ktoś dojedzie, to na pewno jakiś przyjmujący.
- A czy umiałby on grać na pozycji libero? - zapytała. Zdziwiła go nieco tym pytaniem.
- A dlaczego pytasz? - drążył temat.
- Piotruuś, no proszę Cię. Przecież ani Ty, ani Karol, a już zwłaszcza Marcin nie nadajecie się zupełnie na pozycję libero... O ile tam może Igła, a już zwłaszcza Łomacz będą coś w stanie atakować, inni też jakoś dadzą sobie radę z przyjęciem czy środkiem, o tyle żaden z Was trzech nie ma zielonego pojęcia o grze na tej pozycji. - zaczęła tłumaczyć Anna.
- Mam się z kimś zamienić?
- Nie tak szybko. Oni wszyscy są teraz w szoku po tym wszystkim, co się działo z Wami w ciągu tych ostatnich dni. Gdyby tak po prostu zawołać ich wszystkich i powiedzieć im całą prawdę, kim są i w ogóle, to zapewne wywołałoby efekt zupełnie odwrotny od zamierzonego. Tylko niepotrzebnie wprowadziłoby chaos, mogłoby popsuć atmosferę w kadrze. - kontynuowała swą myśl pani psychiatra. - Zostawmy ich jeszcze trochę w tej paranoi, wyprowadzajmy ich powoli z tych błędów. Ale do tego potrzebny jest ktoś, kto zagra jako libero.
- Przede wszystkim, to chyba trzeba by było porozmawiać o tym wszystkim ze Stefanem. - zauważył siatkarz. - Bez tego to chyba ani rusz. On musiałby wyrazić zgodę na ewentualną zamianę, czy coś...
- Uwierz, że on na to byłby jak na lato. Jutro pójdziemy razem do niego i wyjaśnimy mu wszystko, od początku do końca. Stefan musi wiedzieć, co się stało, i dlaczego oni tak dziwnie się zachowują. - jasno przedstawiła swą propozycję dziewczyna. - To jak, znasz kogoś, kto mógłby grać na libero?
- Mmm... eee... noo ten yyy... Bąku. Tak, Bąkiewicz kiedyś grał na tej pozycji.
- Zadzwoń do niego. Najlepiej jeszcze dzisiaj. - nakazała mu Chmura.
- Dzisiaj? Przecież późno już. - skrzywił się Piter.
- 23 to niby jest późna godzina? No proszę Cię.
- No wiesz, Zatorski już od paru godzin śpi, bo już dawno jest po dobranocce. - zachichotał, a Anka po chwili do niego dołączyła. - To mam dzwonić?
- Tak. Powiedz mu, żeby przyjeżdżał jak najszybciej, a jutro wszystko mu się wyjaśni.
- Jutro? A dlaczego nie teraz, dlaczego nie przez telefon? - zapytał, a Ania objęła ramionami jego szyję.
- Bo teraz, misiaczku, nie mamy na to czasu - szepnęła mu do ucha niezwykle uwodzicielskim tonem. Jak widać, dziewczynę nadal trzymało to upojenie alkoholowe. A może jednak to po prostu siatkarz wpływał na nią tak, że traciła zmysły?
- I kto tu jest zboczony? - prychnął.
- Ty.
- Nie, Ty.
- Ty.
- A właśnie, że Ty. - zaczęli przekomarzać się jak przedszkolaki. Trwało to dobrą chwilę, aż Cichemu znudziła się ta "kłótnia". Postanowił dla świętego spokoju zadzwonić do Bąka. Miał szczęście, bowiem ten odebrał.
- Ha... ...hall... ...haa... ...haaallloooo? - Bąkiewicz chyba był bardzo zaspany. A ponadto się jąkał, lecz to żadna nowość, bo on podobno tak zawsze.
- No siema Bąku. - zaczął.
- ...Pii... ...tter, czło... ...człowieku, zli... ...zlitt... ...tuj się, wiesz która je... ...je... ...st godzina? - no tak, to było pewne, że on nie będzie zbyt szczęśliwy, że ktoś do niego wydzwania po nocach... Jąkał się przeraźliwie, nawet jak na niego. Co może znaczyć tylko jedno - też jest najebany. I zapewne przeraźliwie bolał go łeb.
- No ja wiem, która jest godzina, przepraszam Cię najmocniej za to, ale to pilna sprawa.
- Aaa ssoo ssiee staooo? - wybełkotał. Tak, Bąkiewicz zdecydowanie był najebany jak szpak. - Ssoorryy ż... ...że n... ...niew... ...wyraźnie m... ...mówię, aalle boli mje głowa.
- To nie jest rozmowa na telefon. Przyjedź jutro do Spały, to wszystkiego się dowiesz. Ale najpierw wytrzeźwiej... - westchnął. - W takim stanie to Ty lepiej nigdzie nie jedź. Zachlało się trochę, i teraz kacyk męczy, co? - prychnął do swojej komórki.
- N... ...no dobra, mam nadzieję, że mn... ...nnie nie wrabiasz. Aaa j... ...jak mnie rob... ...bisz wwww chuja, t... ...to w... ...wiedz, że masz przechikane. Tfu, sorry, przekichane. Cześć. - i rozłączył się. Ale zgodził się, to najważniejsze.
Teraz mogli skupić się już tylko na tym, czego nie mogli zrobić, bo on musiał zadzwonić do kolegi. Anka zatrzepotała zalotnie rzęsami i zaczęła czochrać go po głowie. Następnie wymasowała mu plecy i wpiła w jego usta. On z kolei przyssał się do szyi dziewczyny niczym jakaś pijawka.
- Ale jak mi zrobisz malinkę, to ja dla odmiany Ci zrobię taki wpierdziel, że matka Cię nie pozna. - spojrzał na nią wzrokiem zbolałej meblościanki, jakby ktoś mu co najmniej zapierdolił matkę mandoliną. Oderwał się od jej szyi i zaczął całować całe jej ciało. Pożądanie u obojga rosło z minuty na minutę. W końcu siatkarz rzucił się na dziewczynę i zaczęli w namiętny sposób wymieniać się drobnoustrojami. Po chwili już drugi raz tej nocy wyruszali w drogę na szczyt rozkoszy...
"Oh, You know I'm smiling baby
You need some guiding baby
I'm just deciding baby
Let's spend the night together
Now I need you more than ever
Let's spend the night together now
This doesn't happen to me every day
No excuses I've got anyway, heh
I'll satisfy your every need
And I'll know you'll satisfy me, oh my-my-my my-my
Let's spend the night together
Now I need you more than ever
Let's spend the night together
Now I need you more than ever
Let's spend the night together
Now I need you more than ever"
A gdy go osiągnęli, on czule objął Ankę, a ta wtuliła się w jego nagi tors. Oboje odpłynęli do Krainy Morfeusza. Jutro czekało ich parę trudnych rozmów do przeprowadzenia...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
21.05.2014
Wstaje nowy, śliczny dzionek. Kwiatki rosną pod ośrodkiem, a ptaszki wesoło poćwierkują na drzewkach. Wszystko jest takie cudowne, piękne, przeurocze... Wróć.
- Głooośnyyyy! Głoooośnyyy! - kto u licha śmie wrzeszczeć na cały rezonator o 6 nad ranem?! Owa osoba wyła na korytarzu tak głośno, że obudziła naszą uroczą parę zakochańców. A może oni wcale nie kręcą ze sobą, a to, że się ze sobą przespali jest tylko wynikiem tego, że się wczoraj napierdolili konkretnie? Nieważne. Nie w tej chwili, Istotne jest to, że ktoś wrzeszczał tak głośno, że ich obudził. Oczywiste jest to, że nie byli zbyt szczęśliwi z tego powodu. Na dodatek męczył ich kac. O ile po Ance już wczoraj było widać, że sobie troszeczkę pochlała, o tyle Resoviak zachowywał się wtedy całkiem normalnie. Może był tylko trochę bardziej podniecony niż zwykle. Tymczasem dzisiaj oboje obudzili się z nieznośnym bólem głowy, suchością w gardle i wielkimi worami pod oczami. Super. Stefan ich zabije, pobije i potem ewentualnie jeszcze raz zabije. A dzisiaj przecież musieli z nim poważnie porozmawiać. Wątpliwe, by chciał słuchać skacowanych ludzi. Wątpliwe, by był zadowolony z tego, że pani psychiatra upiła się już pierwszego dnia pracy...
Gdzie jest do cholery butelka, kiedy jest najbardziej potrzebna? Ta z wodą.
- Nie śpisz już, Aniu? - zapytał spokojnie, po czym musnął swoimi ustami jej policzek i ziewnął przeciągle. Wpatrywał się w jej nagie ciało jak w obrazek. Cóż to był za śliczny obrazek. Anka była naprawdę ładną, szczupłą dziewczyną. Z powodzeniem mogłaby robić karierę jako modelka, tak bardzo była urodziwa. Figurę miała niemal idealną. No i te cudowne, jędrne piersi, idealne do pieszczenia. Tak, on mógłby je macać i macać, i lizać, i całować, podszczypywać i delikatnie wykręcać sutki. I mógłby tak dobrych parę godzin, i wcale by mu się to nie znudziło. Bo ciało Anki po prostu działało na niego jak magnes, pociągało go wręcz niesamowicie. Mało która dziewczyna miała na niego taki wpływ. A ona owinęła go sobie wokół palca w ciągu kilku godzin. Można śmiało stwierdzić, że Nowakowski wpadł totalnie. Jak śliwka w kompot. Pytanie tylko, w co wpadł? Czy to wciąż było jedynie pożądanie ciała tej charakternej dziewczyny, czy też można było to już nazwać zauroczeniem? Zaraz, zaraz, jakim znowu zauroczeniem? Piotruś, Ty chyba nie zakochałeś się od pierwszego wejrzenia, prawda? Znacie się ledwie parę godzin. Fakt, znacie się bardzo intensywnie. Ale to nie powinno mieć tu raczej żadnego znaczenia. Co te kobiety potrafią robić z facetami...
- Cześć, Piotruś - wyszeptała Anka i odwzajemniła buziaka. Zaczęła kreślić kółka i inne wzorki na jego torsie. Przeciągnęła się, cały czas tuląc się do chłopaka. Jej włosy opadły mu na twarz. A Nie Taki Cichy Pit, jak to on - postanowił troszeczkę przypajacować, podroczyć się z dziewczyną. Chuchnął w jej czuprynę, rozwiewając ją na wszystkie możliwe strony, i czekał na jej reakcję. Anna wydęła usta w grymasie niezadowolenia. - Foch forever na 5 minut z przytupem i melodyjką. - fuknęła na niego, a on tylko się zaśmiał i czarująco wyszczerzył. Ten uśmiech zdecydowanie wywierał ogromny wpływ na zachowanie Anki. No nie mogła się na niego gniewać, po prostu nie mogła. - Przestań. Pozwól mi się na Ciebie obrazić, chociaż na 5 minut. Nawet to mi musisz utrudniać?
- Mhm. - mruknął lakonicznie i pocałował ją w czoło. Wyjątkowo polubił to "prztykanie się" z nią, uwielbiał doprowadzać ją do tych fochów. Wiedział, że po chwili jej przejdzie i znów będzie tą cudowną Aneczką, która namieszała w jego głowie. Nie potrafiła się długo na niego gniewać.
- Przestań. Przestań być taką chodzącą zajebistością. Przestań być tym cholernym ideałem. - jęknęła. Od kilku minut cały czas wgapiała się w jego klatę jak sroka w gnat. I przeraźliwie śliniła się na jej widok. Ganiła się w myślach za to wszystko, co robi, ale nie potrafiła nad tym zapanować. To po prostu było silniejsze od niej.
- Nie jestem ideałem. - stwierdził, po czym delikatnie pocałował ją w szyję. - Ideały są... no wiesz, takie grzeczne, kochane, dobrze wychowane... - zaczął.
- Przecież Ty taki właśnie jesteś. - uśmiechnął się po usłyszeniu tego komplementu. - Przestań. Skończ się wreszcie szczerzyć, bo nie ręczę za siebie.
- Udowodnię Ci zaraz, że nie jestem. - mruknął, po czym mrugnął zalotnie do niej. Oblizał wargę. Anka zaś swoją delikatnie przygryzła.
"Hii, Darling!!!
What you think?
I don´t care, i don´t care, i don´t...
But last night, last night, last night darling
I LOST MY UNDERWEAR
B-b-b-but last night darling
I lost my underwear
I lost my underwear
I lost my underwear
I lost my underwear
I lost my underwear"
I niechybnie znów rzuciliby się zaraz na siebie i zatracili w sobie, gdyby właśnie w tej chwili nie usłyszeli pukania do drzwi. Natychmiast oderwali się od siebie i cały romantyczny nastrój poszedł sobie na spacer.
- Głoośnyyy! Kurwa, debilu, otwieraj że w końcu te jebane drzwi, bo jak Ci zaraz wypierdolę w czambuł, padalcu jeden, to Cię hotki nie poznają! - wrzeszczał ktoś pod drzwiami jego pokoju.
- Głośny? Od kiedy Ty jesteś głośny? - zachichotała Anka.
- Od kiedy wszystkim chłopakom pojebało się w mózgach... - westchnął i spuścił głowę. - Chyba jednak wolę być Cichym... - mruknął.
Pukanie do drzwi i jakieś dzikie wrzaski pod nimi nie ustawały. Chcąc, nie chcąc, Nowakowski musiał wstać z wygodnego wyrka i przeczłapać parę kroków do tej zasranej klamki. Wróć, wcale nie musiał.
- Weź se, kurwa, klucze i sobie, kurwa, otwórz te pierdolone drzwi, bo mi się, kurwa, nie chce ruszać dupy. - jego szczerość była powalająca. Nie chodziło o to, że do drzwi było za daleko. On po prostu nie zamierzał wyswabadzać się z ramion uroczej pani psychiatry. Bo było mu w nich tak dobrze, tak miło, tak cudownie...
- Tyy padalcu jeden! Zaraz wracam, i wtedy inaczej porozmawiamy! - ryknął tamten zza drzwi. To chyba był Ignaczak, bo brzmiał tak jakby trochę jak on. Oj, ze wkurwionym Igłą lepiej nie zaczynać. Piotrusiu, narażasz się na jego gniew.
- I co teraz zrobisz? - zapytała Anka uwieszając się na jego szyi.
- Jak to co? Poudaję trochę moje demoniczne wcielenie i chłopczyk spierdzieli z wrzaskiem. - rozbawiła go nieco tym pytaniem.
Spojrzała mu głęboko w oczy. W tym błękicie można było utonąć. Siatkarz również zaczął zerkać w jej "paczadła". Oboje znów poczuli motylki w brzuchu. Nie minęło nawet 10 sekund, gdy złączyli swoje usta w długim, namiętnym pocałunku.
I wtedy właśnie ktoś przekręcił kluczem w dziurce, otworzył drzwi i wszedł do pokoju. Rzeczywiście, był to Igła. Czyli kłopoty wisiały w powietrzu.
- Aha, a więc to tak się zabawia Głośny Cit, kiedy nikt nie patrzy. Bardzo ładnie. A raczej bardzo nieładnie. Oj nieładnie, nieładnie. - pokręcił głową Ignaczak. Piotrek i Anka natychmiast oderwali się od siebie. - Rozumiem, że przeszkodziłem Wam w czymś, gołąbeczki? - zapytał, patrząc na ich ubiór. A raczej na jego brak. Przecież od wczoraj, godziny 22, kiedy to po raz pierwszy utonęli w swoich objęciach, na krok nie ruszyli się z łóżka. Porozwalane wszędzie ubrania, część poduszek zrzucona na podłogę, niemożliwie wygnieciona pościel - wszystko to jasno sugerowało, co tu się wyprawiało w nocy. - No wiesz, Paweł, Twoja koleżanka może tak zostać, bo miło się na nią patrzy, ale Ty lepiej włóż chociaż jakieś gacie.
- A co, kompleksiki masz? - zadrwił z Iibero rzeszowski środkowy. - Wiesz, w takim razie trzeba to leczyć. Póki jeszcze nie jest na to za późno. Dopóki jeszcze żona Cię chce, a Ty nie załamałeś się zupełnie, to to jeszcze można wyleczyć. - odburknął. Był, delikatnie mówiąc, na niego wkurwiony. Bo ten śmiał wparować mu do pokoju w takiej chwili. W ramach zemsty Cichy postanowił bezlitośnie się ponabijać z libero. Spojrzał na niego wzrokiem, który mógł zabijać. Wyglądał naprawdę przerażająco, zupełnie jakby ktoś zabrał mu ukochaną zabawkę. Taka ciekawostka, ale nie zdradzajcie jej nikomu, okej? Mały chłopczyk Piotruś trzyma u siebie w szafce pluszowego misia i lubi się do niego tulić...
Wracając do tego, co się właśnie działo w pokoju... Przenikliwy wzrok Pitera zaczął dekoncentrować zupełnie Iglastego. A on nie przestawał się na niego patrzeć w ten demoniczny sposób. Humor z twarzy Ignaczaka znikał szybciej niż ciasteczka z talerza, gdy podawało się je do skonsumowania grupie nienażartych, dwumetrowych facetów. W tej właśnie chwili Pit wydął usta, jakby zaraz miał przeraźliwie wrzasnąć.
- Aaaaaaaa... - Krzyś przeraził się nie na żarty i zaczął szybko kierować się w stronę drzwi. - ...hahahahahah! - wybuchnął śmiechem Piter. Przestraszył go i wykręcił bekę z niego jednocześnie. - Kurwa, Igła, wracaj! - zaśmiał się. Zdezorientowany libero posłusznie wypełnił jego polecenie.
- Igła? - zapytał zdziwiony Krzysiek. - Myślałem, że jestem Nitką...
- Echh... - westchnął Pit. - Mówimy mu? - zwrócił się do Anki.
- Chyba nie ma wyjścia. W sumie, to może chociaż rozwiąże się problem z tym libero jeszcze przed dzisiejszym treningiem. - przytaknęła.
- Jaki problem z libero? - Ignaczak był wyraźnie nie w temacie.
- Dobrze, powiem Ci wszystko, co w sumie miałeś usłyszeć może za parę dni. Ale skoro już się napatoczyłeś i dziwisz się, że nazwałem Cię Igłą, to powiem Ci to teraz. - zaczął środkowy.
- A więc zamieniam się w słuch.
- Ten gość, ten, co miał nam przywrócić pamięć... Kojarzysz go? - zapytał.
- No, on miał jakieś dziwne nazwisko.
- W sumie to nie wiadomo, jakie miał, bo zmyślał. Nie tylko wtedy. - spojrzał mu prosto w oczy. Dostrzegł w nich coś w rodzaju zdezorientowania, zaniepokojenia.
- Chyba nie rozumiem... - Ignaczak wzruszył ramionami.
- No to może lepiej będzie, jak zapytam Cię, co ten idiota Ci nawymyślał? Powiedz mi wszystko to, co on Ci wpajał do głowy. - Anka z podziwem przysłuchiwała się. Nie wiedziała, że z Pitera jest taki dobry psycholog. No ale skoro był ideałem, no to musiał też wiele potrafić. Nie zmienia to jednak faktu, że tym zaskoczył ją zupełnie.
- Powiedział żebym... żebym się nie bał kamery, że mam brać przykład z Ciebie, bo jesteś medialnym zwierzęciem. - na te słowa Cichy wybuchnął... głośnym śmiechem. - Nie powiedziałem nic śmiesznego. - Pit tylko machnął ręką, pokazując, by Igła kontynuował swój wywód. - Dowalił mi nieco. Stwierdził, że zazwyczaj nie mam nic ciekawego do powiedzenia. W sumie, to głównie o tej kamerze mi nawijał, że mam poprosić Prosiaka, by mnie nie nakręcał, skoro tak bardzo tego nie lubię. No i podał pozycję na boisku.
- A wiesz, dlaczego on tak ględził o tej kamerze? - powaga, z jaką Nowakowski zadawał mu kolejne pytania była porażająca. Pytania te przy tym były niezwykle trafne. Tylko spokojne drążenie tematu, sugerowanie słów - kluczów mogło bowiem pomóc Krzyśkowi skojarzyć niektóre z zapomnianych faktów. Wrzaskiem nic by nie osiągnął, i on doskonale o tym wiedział.
- Zaraz, zaraz... ja chyba kiedyś miałem kamerę, tak? Miałem ją? Głośny, powiedz, miałem tą kamerę, czy nie? - jak widać Piter naprawdę z powodzeniem mógłby dorabiać sobie po treningach jako psycholog. Libero błyskawicznie zaczął kojarzyć fakty. Wystarczyło tylko odpowiednio zadać pytanie. W sumie, to dobrze, że trafiło właśnie na Krzyśka. To przecież był mądry człowiek, nie mógł wszystkiego ot tak po prostu zapomnieć. Mogło mu to zostać przysłonięte przez ten zbiór bzdur, ale nie całkowicie wyparte z jego pamięci.
- Po pierwsze, to Cichy jestem, nie Głośny. Cichy Pit, nie Głośny Cit - zachichotał na myśl o "nowym" pseudonimie. - Po drugie, tak, miałeś kamerę. Miałeś. I to ja jej raczej nienawidziłem i spierdalałem przed nią najdalej, jak się dało. Nigdy nie byłem medialnym zwierzęciem. Co innego Ty. - westchnął. W sumie nie wiadomo dlaczego. Jemu przecież nie przeszkadzało to, że był w cieniu wielu swoich kolegów z kadry. On wolał żyć właśnie tak spokojnie, nie rzucać się w oczy nikomu. Ostatnia rzecz, o której marzył, to zostanie celebrytą. - Mówi Ci coś nazwa "Igłą Szyte"? - Ignaczak pacnął się w czoło.
- KURWA MAĆ! - wrzasnął tak głośno, że prawdopodobnie wszyscy w ośrodku go usłyszeli. - Jak ja mogłem być tak głupi i tak się dać omotać zwykłemu chłystkowi?! Piter, cholera, Ty mu się nie dałeś?! Ty tylko udawałeś?! - wytrzeszczył oczy zdumiony.
- Potem Ci powiem, dobra? Skoro już wiesz, kim jesteś, to wiesz, o co chodzi z tym libero.
- Prześmiesznie wyglądałeś latając jak pojebany za piłką. - zarechotał Krzysiek, bo przypomniał mu się takowy właśnie obraz.
- A Ty prześmiesznie wyglądałeś, jak próbowałeś zaatakować. - odburknął mu środkowy. - Wiesz, użyłem słowa "próbowałeś", bo to tak trochę niekoniecznie Ci wychodziło...
- W sumie, to nikomu wczoraj nic nie wychodziło. - westchnął "Nitka". No tak, no przecież jak on miał atakować, jak był chyba najniższym w kadrze? Zaraz po Zatim, ale on się nie liczy do tej klasyfikacji. Tu się liczą normalni ludzie, a nie tacy, którzy cieszą się jak pojebani, gdy rodzicielka przyśle im "supermodnego" T-shirta z napisem "Grzeczny Synek Mamusi"... W kolorze różowym. Polew, jaki wszyscy z tego mieli był wręcz niewyobrażalny, któremuś z siatkarzy chyba wówczas nawet nie wytrzymał zwieracz. A, no tak, Wiśnia wtedy w gacie popuścił. I polew był jeszcze większy.
- Poczekaj chwilę. Muszę do kogoś zadzwonić. - wypalił nagle Piter i chwycił za swój telefon. Szybko wybrał czyjś numer.
- Ha... ...halo? - Bąku brzmiał już znacznie lepiej, aniżeli miało to miejsce wczoraj.
- No cześć. Słuchaj, sytuacja się zmieniła. Nie musisz przyjeżdżać. - oznajmił mu spokojnym głosem.
- Mhm, w sumie to do... ...dobrze, bo jeszcze nawet nie zacząłem się pakować. - odparł z rozbrajającą szczerością.
- Pierdolony leń patentowany. - wysyczał do telefonu. - No to cześć. - rozłączył się.
Posiedzieli tak chwilę w ciszy. Ignaczak chyba nad czymś usilnie myślał, gdyż wyraz jego twarzy zmieniał się z minuty na minutę. To był naprawdę nieodgadniony człowiek. Nigdy nie wiesz, co w danej chwili mu we łbie siedzi.
- MAM! - wykrzyknął. Anka aż delikatnie podskoczyła ze strachu. Nie lubiła, gdy ktoś nagle tak gwałtownie zaczynał wrzeszczeć po chwili siedzenia w całkowitym wyciszeniu.
- Co, co masz? - Piter udawał, że bardzo go to zainteresowało. Tak naprawdę miał to tam, gdzie światło rzadko dochodziło. W tak zwanym dolnym tyle.
- Noo, przypomniało mi się, co ten kędzierzawy chujek mi jeszcze gadał.
- O, no to faktycznie, chętnie tego wysłucham. - tym razem nie skłamał.
- Pojechał mi trochę Twoimi nawykami.
- To znaczy? - tak, to go jednak wyraźnie interesowało.
- Noo, powiedział, żebym nie szpanował językami obcymi, bo ich nie znam. Że "bonjour" i "ciao bejbe" nie świadczy o tym, że znam języki. - Piotrek zarechotał jak postrzelony.
- To musiał być jakiś wielki widz siatkówki, ten gość. W takim razie, dlaczego on nam to zrobił? - zaczął się zastanawiać środkowy. Może niech lepiej tego nie robi, kolejny filozof pokroju Zatorskiego jest tej kadrze niepotrzebny.
- Może nam czegoś zazdrościł? Nie wiem, sławy chyba.
- Chyba tylko tak można to wytłumaczyć... - przytaknął głową. Anka cały czas siedziała w miejscu i przysłuchiwała się ich rozmowie.
- Możesz na chwilkę wyjść, Krzysiu? - w końcu zdecydowała się odezwać. - No wiesz, musimy się w końcu ubrać. - uśmiechnęła się nieśmiało, chociaż gdy powiedziała te słowa, spaliła buraka.
- Jasne, już mnie nie ma. Przyjdę za jakieś pół godzinki.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
I wyszedł. Anka znów wysłuchiwała od Nowakowskiego, jakim to ona jest uroczyym buraczkiem, jak ślicznie się rumieni i jak bardzo jest teraz czerwona na twarzy. Szkoda, że Igła przyłapał ich razem w łóżku, mogli być teraz pewni, że wykorzysta to przeciwko nim w najmniej odpowiednim ku temu momencie. Anna wyczuwała, że libero lada chwila ją czymś totalnie zawstydzi. I miała rację... Ale o tym miała przekonać się później. Oboje szybko wzięli poranny prysznic i ubrali się. Siatkarz zrobił jakieś kanapki z tego, co miał w pokoju. Wiedzieli, że Ignaczak jest człowiekiem, który nie rzuca słów na wiatr. Skoro miał przyjść za pół godziny, to znaczyło to, że przyjdzie. Cichy nie chciał go denerwować, więc chociaż wyjątkowo nie chciał tego robić, przygotował śniadanie i jemu. Od tego czasu nie minęło nawet 5 minut, gdy libero ponownie zawitał do pokoju środkowego.
- No cześć dzieci, wujek Krzysio powrócił. - poruszył charakterystycznie brwiami. Piotrek szeroko się uśmiechnął. Wrócił stary, dobry Krzysiek. A on go naprawdę uwielbiał, chociaż zupełnie tego nie pokazywał. Taka tam zmyłka. Dobra zmyłka nie jest zła, skoro większość się na to nabierała. Większość ludzi naprawdę myślała, że ta dwójka niespecjalnie za sobą przepada, co było totalną bzdurą. Oni nawet rozważali już wzięcie wpólnego pokoju na którymś ze zgrupowań!... Przecież to było nie do pomyślenia. Tylko ta kamera... No trudno, jakoś to Cichy przeżyje.
- Zwołaj wszystkich chłopaków i za 10 minut widzimy się na sali. Ja lecę po Stefana. - powiedział Cichy, wziął Ankę i wyszli. Igła, chociaż nie wiedział, o co chodzi środkowemu, postanowił wypełnić jego polecenie.
Zapukał do pierwszych drzwi, na jakie napotkał podczas swojej drogi. Po chwili z pokoju wynurzyła się rozczochrana czupryna Grzegorza Kosoka. Problem, który go dopadł był bardzo ciekawym przypadkiem, którym wkrótce Anka będzie musiała się zająć.
- Mietek, powiedz mi, że jestem piękny. - wypalił środkowy.
- Jesteś piękny, Kosok. Za 10 minut wszyscy widzimy się na hali ze Stefanem. To cześć. - wyszedł z pokoju czarnowłosego byłego Resoviaka.
W tym samym czasie Piotrek z Anką doszli na górę, do gabinetu trenera Antigi. Anka musiała w końcu przedstawić się wszystkim siatkarzom, chciała, by Stefan jakoś ładnie to zainicjował. Bała się, że jej nie polubią, że nie będą chcieli podzielić się z nią swoimi problemami, zwierzyć z nich. A przede wszystkim, czuła, że Ignaczak ją wkopie przed wszystkimi...
Zapukali do pokoju, w którym przesiadywał Stefan. Otworzył drzwi niemal natychmiast.
- Cześć, Stefan.
- O, czeszcz, Piter. Miło Czje widżjecz. - powiedział z tym swoim francuskim akcentem. Dostrzegł Ankę, która weszła do jego pokoju za środkowym. - Czeszcz, Anja.
- Witam pana, panie trenerze. - Chmura uśmiechnęła się nieśmiało do Antigi.
- Ale jaki pan trener. Stéphane jesztem, po prosztu.
- Dobrze, postaram się zapamiętać. - zachichotała cichutko pani psychiatra.
- Stefan, jest sprawa... - zaczął Cichy.
- Tak?
- Za 10 minut spotkajmy się wszyscy, na hali. Ja już powiadomiłem chłopaków. A w sumie, to kazałem Igle to zrobić. Wierzę, że wywiąże się ze swojego zadania. - oznajmił blondwłosy środkowy.
- Każałesz Igła to żrobicz? To żnaczy, że Ty już cosz żaczynasz wraczacz do normalnoszcz? Bo jeszcze wczoraj mówiliszczje do niego Nitka. - Stefan był zdziwiony. Ale i zadowolony. Wygląda na to, że wszystko miało wracać do normy.
- To długa historia, pozwolisz, że powiem to na hali przy wszystkich. Chociaż, nie. Stefan, słuchaj. Zrób coś, żeby oni dzisiaj na treningu wszyscy grali na swoich pozycjach. Mam dość latania jak pojebany za piłką. Jak widzisz, nikomu nic na treningu wczoraj nie wychodziło. Pomieszano nam trochę w głowach, ale ja i Igła jesteśmy już tak jakby odratowani. To dzięki Ance. - spojrzał na nią i mimowolnie się uśmiechnął.
- To, że Igła zaczął zachowywać się normalnie, to tylko i wyłącznie Twoja zasługa, Piotrek. - zaczęła Ania. - To Ty rozmawiałeś z nim jak prawdziwy psycholog. To Ty rzuciłeś mu hasłami "kamera" i "Igłą Szyte". Ja tylko siedziałam i się przypatrywałam.
- A ja cały czas gapiłem się na Ciebie. - wyszczerzył się do niej. Szczerość przede wszystkim. - Mmm, wracając do tego, co chciałem powiedzieć, Stefan, powiedz im po prostu, gdzie dzisiaj grają. Tylko to. Ja myślę, że nie zapomnieli jak się gra na ich normalnych pozycjach. A może coś sobie zaczną przypominać przy okazji?... Na razie nie mówmy im, kim są, to mógłby być dla nich zbyt duży szok. Mogłoby to na nich źle wpłynąć, zdekoncentrować ich. Anka po kolei wszystkimi nimi się zajmie. - skończył swój monolog środkowy.
- A Ty mi w tym pomożesz. - dodała prawie niedosłyszalnie Anna. On to jednak usłyszał.
- Dobrze. Jeszli to wszysztko, to możesz już iszcz. A Ty, Anja, żosztań na chwila. Przydałoby szje Czje przedstawicz te Dżjeczi Szłończa. - zwrócił się do Chmury.
- Dziecko Słońca to Zatorski, my z nim nie mamy nic wspólnego. - fuknął Cichy, na co Stefan i Anka zgodnie się zaśmiali. Nie byłoby dnia, gdyby ktoś nie dogryzał oszczędnie owłosionemu libero.
- Stefan, czy oni mnie polubią? - wypaliła nagle Ania. Naprawdę bała się, że nie przypadnie do gustu chłopakom, albo, że Ci uznają, że psycholog czy psychiatra są im niepotrzebni.
- Oczywiszczje, że tak. Czjebie nie da szje nie polubicz. - Stefan uśmiechnął się do niej. - A teraż już chodżmy, bo oni pewnie już na nas czekajom. - zarządził. I wszyscy zeszli na dół.
Istotnie, wszyscy już na nich czekali. Postanowili w trójkę, że Pit i Stefan wejdą razem, a Anka potem, gdy będzie przedstawiana przed całą kadrą. Antiga zaczął rozmawiać z Blainem, a Cichy dołączył do reszty siatkarzy. Wtedy podszedł do Niego Dziku.
- Tyy, Głośny. Bo Nitkaczak mi chciał zabrać kamerę.
- I co? Zgodziłeś się?
- No w sumie to tak, bo szczerze mówiąc, jakoś mnie ona nie jarała. - wyznał Kubiak i przeczesał włosy palcami.
- I dobrze zrobiłeś. - tajemniczo dodał i szeroko się uśmiechnął.
Chłopcy usiedli na ławeczkach gdzieś z tyłu hali. Po chwili Pit wstał, odszedł dość spory kawałek od wszystkich i tak po prostu zaczął sobie nucić...
"Gdy noc zapada, miękko w łóżku mym,
Wyobraźnia znowu bierze górę,
Emocje rosną, bo ciągle mi się śni
Ciałko Anki, okrągłą ma figurę.
Ciągle kręci mnie, nana, nana, najarana Anka, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, najarana Anka, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, najarana Anka, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, Anka jak śmietanka, nana, nana,
ciągle kręci mnie.
Czy wiecie moje drogie panie, że mam w głowie ciągle małą Anię?
Może to, może i obłuda, lecz ja lubię Ani uda,
Lubię oczy, lubię ręce, zawsze chciałbym Ani więcej..."
- A Ty co tak namiętnie sobie wyśpiewujesz, co, Paweł? - no żesz Kurek, Ty kurwo. Musiałeś akurat teraz znaleźć się tam, gdzie najbardziej w danej chwili nie powinno Cię być?... Weź wyjdź, poczwaro i nie wracaj. Idź sobie polataj samolocikiem, przecież to lubisz.
- A chuj Ci do tego - odburknął Piter, wkurwiony, że Bartuś przeszkodził mu w jego wokalnym popisie. Nikt nie miał prawa przerywać jego genialnych wykonów. Absolutnie nikt. Nawet Gumę by opierdolił, gdyby ten mu się wjebał w pół jakiejś zwrotki.
Miał pecha, bo Stefan usłyszał te bluzgi.
- Piter! Nie blużgaj! Bo Czi wpierdole! - ta groźba nie brzmiała zbyt poważnie, ale mimo to wystarczyła, żeby wszyscy na sali zamknęli swoje mordy. Nawet Zatorski. - Chodżczie tu wszysztkie, bo mam wam, debile, cosz do powjedzenja. - niezwykle miło i kulturalnie przywołał do siebie całe stado. - Chczjałbym wam przedstawicz kogosz. - w tym momencie Anka weszła na salę. - To jeżd Anja, Anja bendżie wasz nowy pszycholog i pszychiatra. Żwraczajczie szje do niej kiedy tylko chceczie, ona wam żawsze pomoże. - zarekomendował szybko nowego pracownika.
- Ale ja znam Ankę! - wrzasnął Ignaczak. No super, czyli zaraz ją wkopie...
- Skąd ją znasz? - zapytał zaciekawiony Łomacz. - Ładna dziewczyna. - dodał i uśmiechnął się w jej stronę. Piter spiorunował go wzrokiem.
- Na nic nie licz, już jest naznaczona. No wiesz, już pierwszego dnia jeden z naszych przyjaciół ją zbajerował. - zaśmiał się. - A skąd ją znam? Noo wiesz, jakby to powiedzieć, ja ją znam tak tylko z widzenia, i z zamienienia z nią paru słów, ale Cichy to ją w nocy poznał dogłębnie, ze wszystkich stron. Wiesz, wchodzę dzisiaj rano do nich do pokoju, a oni tam siedzą na łóżku tacy nieodziani i się cmokają. - gdy Bartman to usłyszał, głośno prychnął, a Anka zaczerwieniła się przeokropnie. Poczuła jak łzy napływają jej do oczu.
- Przepraszam... - wybąkała. I wybiegła z płaczem.
- I co Ty kurwa zrobiłeś, debilu?! - wkurwiony nie na żarty Nowakowski złapał Ignaczaka za koszulkę i potrząsnął nim tak, że ten wylądował na Ruciaku, on zaś na Bartmanie, a ten glebnął się na Ziomka. I wszyscy się wyjebali na podłogę.
- Ej, Cit, ale gratuluję wyrwania takiej dupeczki. - zachichotał Łomacz.
Wkurwiony Cichy prawdopodobnie nie usłyszał już tego, bo wybiegł z sali szukać Anki. Musiał ją przeprosić za zachowanie pojebanego kolegi. Tylko gdzie ona mogła się podziać?...
"Dokąd więc biegnę?
Choć wcale nie chcę,
me serce bije tak zawzięcie.
Wypełniam przestrzeń
zwykłym powietrzem,
szukając tego, co zwą
pozornie szczęściem.
O,o,o,o,oł...
O,o,o,o,o,oł...
O,o,o,o,o,oł... o, o, ou...
O,o,o,o,oł...
O,o,o,o,o,oł...
O,o,o,o,o,oł... o, o, ou...
Namieszałeś w mojej głowie.
Jednym gestem, jednym słowem...
Nie musisz przynosić mi fiołków i bzów,
Wystarczy mi, że jesteś tu."
Anka z płaczem wpadła do pobliskiego parku. Była wręcz przekonana, że Stefan już ją wypierdolił z pracy na zbity pysk. Usiadła na pierwszej lepszej ławce i pozwoliła łzom napłynąć do oczu. Rozkleiła się totalnie...
Po jakichś 15 minutach usłyszała, że ktoś stoi tuż za nią. Nie wiedziała kto to, jednak zaczęła się nieco obawiać. A co, jeśli to jakiś zboczeniec, który miał zamiar się do niej dobierać?
- Tu jesteś. - szepnął. Podszedł do niej i złapał ją za rękę. Ania natychmiast próbowała mu się wyrwać, ale na próźno, Nowakowski był silniejszy.
- Odejdź. Odejdź i zostaw mnie w spokoju. Uznajmy, że się nie znamy. Tak będzie lepiej dla Ciebie, bo pewnie zniszczyłam dobrą opinię o Tobie. Z resztą jutro wracam do domu, skoro mnie wypierdolono z pracy. - zaczęła szlochać. Przytulił ją i nakazał, by wypłakała się w niego.
- Przestań, nikt Cię nie wywalił z pracy. I nie ma takiego zamiaru. Faktycznie, trochę niezręcznie wyszło to Twoje przedstawienie Cię naszej kadrze, ale nie martw się, wszyscy wkurwili się nie na żarty na Ignaczaka za to, co wywinął. Z resztą jemu samemu też jest przykro. Jak tylko wrócisz, to Cię przeprosi. Zobaczysz. Tylko proszę, wróć tam ze mną. Potrzebujemy Cię. Ja Cię potrzebuję. - ostatnie słowa wypowiedział szeptem, po czym chwycił jej głowę w swoje dłonie i namiętnie pocałował ją w usta. - No, już jest dobrze. Rozchmurz się, Malutka - uwielbiała, gdy tak do niej mówił. - A tak poza tym, to wszyscy mi zazdroszczą, że uległa mi taka śliczna dziewczyna. - zachichotał i charakterystycznie poruszył brwią. Anka też zaczęła się śmiać. Tak naprawdę takie słowa Pit usłyszał tylko od Łomacza, ale co to za różnica?...
- Raz kozie śmierć, zaryzykuję. I wrócę z Tobą. - uśmiechnęła się, a on wyszczerzył się w ten typowy dla siebie sposób. Wziął ją na barana i razem wrócili do ośrodka. Każde poszło do swojego pokoju. Dosyć wrażeń na dziś. Stefan odwołał dzisiejszy trening. Czyli dopiero jutro wszyscy wrócą na swoje pozycje na boisku.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Anka po wejściu do swojego pokoju postanowiła wziąć szybki prysznic, bo taka zaryczana nie wyglądała zbyt dobrze. Nagle, zupełnie jakby wbrew sobie, zaczęła podśpiewywać...
"Ciągle kręci mnie, nana, nana, najebany Piotruś, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, wcale nie jest cichy, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, och, jak on całuje, nana, nana,
ciągle kręci mnie, nana, nana, on coś do mnie czuje, nana, nana..."
- KURWA, CO JA WYŚPIEWUJĘ?!
Nana, nana,
ciągle kręci mnie.
___________________________________________________________
/ Początkowo ten rozdział miał wyglądać inaczej i Bąku faktycznie miał zjawić się w Spale. Pitera i Ankę w niedwuznacznej sytuacji miał zastać ktoś inny. Ale po dłuższym zastanowieniu się doszłam do wniosku, że mógł to zrobić tylko i wyłącznie wścibski Krzysiu. A skoro już wpadł im do tego pokoju, to poprzez przedstawienie mu całej sytuacji z Sędziwirskim, zniknął równocześnie problem z libero. I Bąkiewicz nie był już potrzebny.
Między Nowakowskim, a Chmurą iskrzy. Nie wiem jednak jeszcze, czy oni naprawdę utworzą parę.
Na razie to, co jest między nimi to fascynacja ich ciałami, łączą ich namiętne noce. Jednak widać, że coś między nimi zaczyna się dziać. Czy to uczucie przetrwa? Przyjdzie nam trochę poczekać, by poznać odpowiedź na to pytanie...
Czy pozostali siatkarze dowiedzą się, kim tak naprawdę są? A może Kurek już do końca życia pozostanie Kranem i będzie grać jako środkowy? A może Możdżonek, czyli Krzak, faktycznie będzie reprezentacyjnym libero?
Tego dowiecie się w kolejnych odcinkach. Poznacie także dokładnie problemy kolejnych siatkarzy, a Anka spróbuje je rozwiązać. Łatwe to to nie będzie...
26 kadrowicza nie będzie. Przynajmniej na razie.
Jako, że dzisiaj jest Wigilia, chciałabym wszystkim życzyć Wesołych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w rodzinnym gronie. Dużo zdrowia (oj, to by mi się przydało, bo jak co roku, jestem chora na święta), szczęścia, pomyślności. Spełnienia wszystkich, nawet tych najskrytszych marzeń. :)

#tak #bardzo #mistrzyni #programów #graficznych
Miał być jeszcze między innymi Winiar, ale się nie zmieścił. ;x
Subskrybuj:
Posty (Atom)