24.12.2015

XLIII. "Ludzi też byś wywiózł na śmietnik?"

19.06.2014, Rzym, Włochy 

- Kurwa, Piotrek! Mówię coś do Ciebie, więc może byś tak zaczął mnie w końcu słuchać? - darła się Kamila. Środkowy z Rzeszowa najwyraźniej nie ogarniał tego, co mówiła do niego pani fotograf. Z resztą, on teraz niczego nie ogarniał, bo przecież totalnie zawalił mu się świat. Odkąd Anka spakowała się i opuściła hotel, w którym przebywała nasza kadra, nikt nie potrafił zamienić z nim kilku zdań. Każdego zbywał pojedynczymi słówkami, a w międzyczasie zamykał się w swoim pokoju i rozpaczał nad swoją głupotą. Dlaczego on to zrobił? Dlaczego on ją zdradził? Przecież było mu z nią dobrze. Fakt, ich związek ograniczał się głównie do jego fizycznego aspektu, ale Chmura nigdy mu nie mówiła, czego ona od niego potrzebuje. Toteż skoro takich rzeczy nie wiedział, wolał sam nie wyskakiwać z żadnymi propozycjami. Mógłby przecież wymyślić coś, co by jej się nie spodobało, a to byłoby czymś znacznie gorszym, aniżeli nicnierobienie. Nie chciał jej w żaden sposób skrzywdzić. Taak, przecież dopiero co właśnie coś takiego zrobił... Prawdą było to, że ich związek raczej nie miał przyszłości. Przecież on nawet nie wiedział, co ona lubi. Jego wiedza o niej, to było tyle, co nic. Ani nie znał jej ulubionego koloru, ani nie orientował się w jej guście muzycznym. Nie wiedział, czy i jakie książki lubi czytać, i jakie filmy ogląda. W ogóle nie znał jej zainteresowań, nie miał pojęcia, co ona lubi jeść, i czy woli romantyczny, wieczorny wypad do wykwintnej restauracji, czy też opychanie się hamburgerami w McDonald'sie... Jedno tylko znał doskonale. Każdy centymetr jej ciała. Nie było ono dla niego żadną tajemnicą. Szkoda jednak, że tylko ono. Być może gdyby traktował ją inaczej, do ich rozstania by nie doszło? Być może ona chciała z nim zerwać, tylko potrzebowała jakiegoś pretekstu do tego?... I on pomógł jej ten pretekst znaleźć... 

- A, tak. Słucham. - bąknął. Na jego twarzy malowała się jedna, wielka rozpacz. Oj, będą mieli z nim problemy wszyscy wokół, jeśli on tak ostentacyjnie będzie ukazywał wszystkim swoje cierpienie. Oby szybko mu przeszło, bo nikt nie zniesie cierpiącego Pita. Bo cierpiący Pit to Pit nie do życia. A reprezentacja to bardzo delikatny twór, i problemy sercowe jednego z siatkarzy mogą zupełnie zjebać atmosferę w niej panującą. A ta atmosfera aktualnie była dobra. W zespole nie było przecież już Bartmana, któremu nigdy nic nie pasowało. Wprawdzie ostało się paru bardziej "humorzastych" chłopaków, ale dopóki zbytnio nie "podskakiwali", to nie było żadnego problemu. 

- No właśnie nie słuchasz! - wrzasnęła na niego. Miała już dosyć jego rozczulania się nad samym sobą. Do cholery, to jest przecież dorosły, dwudziestosześcioletni facet, a biadoli jak małe, pokrzywdzone dziecko. Kamila nie rozumiała, jak można tak rozpaczać po rozstaniu z drugą połówką. Prawdopodobnie dlatego, że sama przecież nie była nigdy z nikim związana, więc skąd mogła wiedzieć, jakie to uczucie? A już z pewnością nie wiedziała, jak to jest przeżywać rozstanie po raz jedenasty... Tego to chyba nie wiedział nikt poza Nowakowskim. Nikt nie miał takiego niefarta w miłości, jak sympatyczny środkowy. Zaskakujące, prawda? Przecież mogłoby się wydawać, że z jego urodą, już dawno powinien trwać od wielu lat w szczęśliwym związku, a tak jednak nie było. Wprawdzie nie mógł narzekać na brak zainteresowania, ale zawsze trafiał na nieodpowiednią dziewczynę. Aż w końcu w jego życiu pojawiła się Anka. Tak, można powiedzieć, że to było naprawdę to, czego Cichy szukał. Ale co z tego, jak sam to zjebał? Nie miał pojęcia, czy ona mu kiedykolwiek wybaczy tę zdradę. Ba, nie wiedział nawet, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mu dane ją zobaczyć... 

- Słucham. - powtórzył cichutko, po czym powrócił do swojego bardzo ciekawego zajęcia, jakim niewątpliwie było podziwianie podłogi w pokoju. Siedział tak na łóżku ze spuszczoną głową i wpatrywał się w złączenia paneli podłogowych. Zapewne rozmyślał nad tym, dlaczego są tak krzywo ułożone. 

- Tak? To skoro słuchasz, to powtórz, co do Ciebie mówiłam. - fuknęła. Była pewna, że nie będzie w stanie tego powtórzyć. Przecież zupełnie jej nie słuchał, to skąd miał wiedzieć, co ona mówiła? 
Cisza. Tak, tego właśnie Falęcka się spodziewała... 

- To może jednak wysłuchasz, co mam Ci do powiedzenia, co, Piotrek? ... Piotrek? ... KURWA, PITER! - ryknęła na niego, bo on znowu jej nie słuchał. 

- Tak? Co mówiłaś? Dlaczego na mnie krzyczysz? - pisnął, po czym podniósł głowę, bo najwyraźniej dokładnie zanalizował już każdy szczegół podłogi. Pokręcił głową i zaczął wgapiać się w sufit, który był chyba jeszcze bardziej interesujący.

- ZNOWU MNIE NIE SŁUCHASZ! PRÓBUJĘ JUŻ PÓŁ GODZINY Z TOBĄ POROZMAWIAĆ, A TY NIC! - śmiało można rzec, że Kamilka wkurwiła się nie na żarty na blondyna. 

- Przepraszam. - bąknął. - Już Cię słucham. Proszę, powiedz, co miałaś do powiedzenia.

- Próbuję Ci wytłumaczyć, że wszystkie elementy Twoich stylówek do tej nieszczęsnej sesji zdjęciowej są już na miejscu. I chciałabym iść z Tobą robić te zdjęcia. Teraz. ... Słuchasz Ty mnie w ogóle? - prychnęła zirytowana jego zachowaniem, bo widziała, że Resoviak bardziej skupiał się na tym, jak zamontowana jest lampa na suficie, a nie na tym, co ona do niego mówiła. 

- Co? - odpowiedział, dając jej potwierdzenie tego, że znowu ją olewał. 
Wkurwiona Kamila postanowiła dłużej nie cackać się z tym przerośniętym dzieckiem, i w sposób zdecydowany dała do zrozumienia zawodnikowi, że ma dosyć jego użalania się nad sobą. Mówiąc wprost, strzeliła mu z liścia. 

- Ała. Dlaczego to zrobiłaś? To bolało. - jęknął, i złapał się za policzek, w który oberwał przed chwilą. Może i Kamila była drobną kobietą, ale pierdolnąć potrafiła, i to mocno. Nowakowski właśnie się o tym przekonał. 

- BO TY MNIE NIE SŁUCHASZ! - wrzasnęła po raz kolejny. 

- Już słucham. - rzekł po czym... spojrzał ponownie na sufit. A Kamilcia... ponownie dała mu z liścia. 

- DOBRA, KURWA, CZEGO TY ODE MNIE CHCESZ, KOBIETO?! - teraz to i on się wkurwił. Ale chociaż nareszcie ogarnął kuwetę. Ten drugi liść zdecydowanie go otrzeźwił. 

- Powtarzam po raz ostatni, bo nie zamierzam więcej zdzierać gardła. - syknęła, po czym zaczęła dokładnie artykułować każde wypowiadane przez siebie słowo. - Wszystkie. elementy. Twoich. stylówek. do. tych. sesji. są. na. miejscu. Czy. możemy. teraz. iść. robić. te. zdjęcia? 

- Możemy. - odpowiedział najbardziej lakonicznie, jak tylko się dało. 

- I takiej odpowiedzi od Ciebie oczekiwałam! I naprawdę musiałam przez pół godziny próbować Ci to wytłumaczyć?! 

- Oj, już cicho bądź. Mam teraz trudny okres w życiu. - myślał, że uciszy ją takim tekstem. Nic bardziej mylnego. 

- Ty zawsze masz trudny okres w życiu. - warknęła na niego. - Zbieraj te swoje seksowne poślady z łóżka i idziemy, bo nie mam za dużo czasu. Nie będę czekać w nieskończoność na to, aż zechce Ci się zrobić tę durną sesję. 

- Naprawdę uważasz, że moje pośladki są seksowne? - uśmiechnął się głupkowato. 

- Kurwa, Piter! Naprawdę tylko to wysłyszałeś z mojej wiadomości?! - po raz kolejny wydarła się na siatkarza. Dzisiaj naprawdę doprowadzał ją do szewskiej pasji i tylko temu, że nie należała do zbytnio agresywnych osób, Iceman zawdzięczał to, że nie wyłapał od niej trzeciego liścia. 

- Nie. Nie tylko to. - prychnął. - Próbowałem jakoś załagodzić sytuację, ocieplić atmosferę. - fuknął i udawał, że się focha. Zamiast wstać z łóżka, wygodnie się na nim umościł. 

- Ja naprawdę nie zamierzam się z Tobą cackać. - parsknęła na niego. - Ale skoro tak stawiasz sprawę... Dobrze, masz rację, zdjęcia możemy zrobić potem. - mruknęła i zaczęła się na nim układać. 

- Eeeej, panienko, nie przeginasz trochę? - zironizował. 

- Ani trochę. - odpowiedziała, po czym zaczęła się przymilać do jego szyi.

- Idziemy robić tą sesję. Tylko ze mnie złaź. - chyba wyjątkowo nie podobało mu się zachowanie rudowłosej. 

- Tę sesję, analfabeto. - rzekła. 

- Jaki znowu analfabeto?! Miałem pięć z polskiego, i zdałem maturę na ponad 80 procent! - teraz to chyba na serio się obraził. - To Siurak jest analfabetą, bo jechał na samych dwójach. 

- Wiem, że cholernie Ci się nie chce robić tych zdjęć, ale... jak ładnie mi zapozujesz przed obiektywem, to spotka Cię bardzo przyjemna nagroda. - uśmiechnęła się cwaniacko. 

- Nagroda? Brzmi ciekawie. A co to za nagroda? - spytał.

- Namiętna noc z gorącą kobietą, która rozpali Cię do czerwoności. - powiedziała niezwykle uwodzicielskim tonem, po czym zamrugała znacząco rzęsami. 

- Kurde. Kusząca propozycja. Nawet bardzo. - stwierdził, po czym... uraczył Kamilę buziakiem prosto w usta. - No ale Anka... - nie był pewny, czy powinien zgadzać się na to, co mu proponowała Falęcka. 

- Anki tu nie ma. A Ty przecież jesteś teraz singlem, więc co Cię ona obchodzi? Teraz nic, ani nikt Cię nie ogranicza, i możesz robić to, na co tylko masz ochotę. - wyjaśniła. 

- W sumie racja. - uśmiechnął się, chyba po raz pierwszy dzisiejszego dnia. - To chyba jedyny plus tego rozstania. - westchnął. 

- Dobra, nie wzdychaj mi tu, tylko zbieraj te swoje cztery litery i widzimy się za pięć minut przed hotelem. - powiedziała, po czym wyszła z pokoju. 

I faktycznie, spotkali się przed hotelem po owych pięciu minutach. Kamila przebrana była w jakieś wygodniejsze ciuchy, no i oczywiście miała ze sobą swój sprzęt i wszystkie potrzebne rekwizyty. Piter jedynie się przebrał i trochę poprawił fryzurę. Żadne to zaskoczenie, przecież on co chwilę ją poprawiał. Czy to grał na boisku, czy siedział na ławce, czy trener brał czas lub była przerwa techniczna - co chwilę grzebał sobie w swojej czuprynie. Taki to z niego był pan porządny. Nie wyobrażał sobie, by ktoś kiedykolwiek mógł go zobaczyć w jakimś nieładzie na głowie. No, oprócz jego nocnych towarzyszek, oczywiście. One mogły go czochrać w najlepsze...

- To od czego zaczynamy? - zapytał. 

- Od tych zdjęć, które możemy wykonać tutaj, w mieście. To może to drugie, bo widzę, że ubrałeś się właśnie tak, jak ustaliliśmy co do tej fotki. W sumie, to nawet i lepiej, bo te Twoje ciuchy są lepsze od tych, które mi tu przysłano akurat do tego zdjęcia. No sam, z resztą, zobacz. - wskazała na leżące obok niej ubrania. Piotrek w swoim szarym T - shircie z jakimś rysunkiem i podpisem, prezentował się znakomicie. 

- No, faktycznie, kiepskie ciuchy Ci przysłano. - przytaknął. - To ja mam już robić jakąś fajną pozę, tak? - wolał się upewnić. 
Kamila skinęła głową na znak potwierdzenia jego domysłów. Pierwsze zdjęcie zrobione. Po chwili powstała i cała sesja o tej tematyce. 

- Co teraz? - spytał.

- Teraz... to może ten gangsta? - uśmiechnęła się. Zachichotała cicho, bo nie potrafiła sobie wyobrazić Nowakowskiego w takiej wersji. 

- Może być. - odwzajemnił uśmiech, po czym zdjął swoją koszulkę, eksponując to, co miał pod nią. Dziewczyna wyglądała na nieco zdezorientowaną, no ale czemu tu się dziwić? Mało kto potrafiłby się opanować, gdyby miał przed oczami taką klatę. 

- To tutaj masz wszystkie potrzebne rzeczy. Jest supermodna, czarna, skórzana kurtka, jest czarny kapelusz, ciemne okulary przeciwsłoneczne... Tutaj masz spluwę, tylko ostrożnie z nią, bo nie chcę, żebyś się zabił w trakcie tej sesji. I chyba jednak wolałabym, żebyś ten jeden, jedyny raz w życiu, zapalił tego ćmika. - nakreśliła mu to, jak sobie wyobraża sesję. - Potem możesz zdjąć te okulary, albo coś, i zrobić jakąś fajną minę. 

- No ale ja nie palę. - westchnął. Nie podobał mu się ten pomysł z zapaleniem papierosa, oj nie. 

- Raz w życiu nie możesz tego zrobić? Tylko do sesji... - pokręciła głową. 

- Ale ja nie umiem palić, bo nie miałem nigdy z tym do czynienia. Pewnie nawet nie będę umiał się zaciągnąć... - szepnął. 

- Zobaczymy. Spróbuj chociaż. Jak się nie uda, to trudno. - poklepała go po ramieniu, dodając mu otuchy. - Gotowy? 

- No przecież muszę się przebrać. - odpowiedział, po czym przyodział ową supermodną kurtkę. Tak jak Kamila mu mówiła, nie zapinał jej. Miał przecież pokazać to, z czego mógł być naprawdę dumny. Jego rzeźba była przecież lepsza, aniżeli te autorstwa Michała Anioła. A przynajmniej tak uważali kadrowi dowcipnisie... Założył na oczy okulary, a bujną czuprynę schował pod kapeluszem. Delikatnie chwycił pistolet. W drugiej ręce już dzierżył ćmika. - Nie mam trzeciej ręki, żeby w niej trzymać zapalniczkę. - zauważył. 

- Czekaj, zapalę Ci go. - odpowiedziała, po czym to właśnie uczyniła. Ustawiła aparat, po czym zaczęła strzelać zdjęcia. 
Udało się. Piotrek zapalił, po czym wydmuchnął dym przez usta. Podekscytowana Falęcka aż zaczęła bić mu brawo. To w końcu nie było dla niego łatwe, bo przecież jest osobą niepalącą. No ale udało mu się, jednak. 
Po strzeleniu kilku zdjęć, Cichy zdjął okulary i strzelił parę zadziornych min. Następnie ponownie je założył, ale z kolei zdjął kapelusz. 

- No to została nam jedna sesja. - uśmiechnęła się. - Jak to dobrze, że udało mi się jeszcze wtedy raz do was wpaść rano i strzelić wam tamtą drugą fotę... Nie wiem, z kim byś teraz pozował do tego zdjęcia. - stwierdziła. 

- No chyba musiałbym z Tobą, nie? - wypalił. 

- No chyba tak. - zamyśliła się. - W sumie, niegłupi pomysł. No ale te zdjęcia już masz, więc sorry, misiek, spóźniłeś się. - zachichotała. - No to chodź, idziemy gdzieś, gdzie można by strzelić tę ostatnią sesyjkę. 
Dotarli do niewielkiego zagajnika na przedmieściach Rzymu. Pit szybko się przebrał w bezrękawnik w barwach moro, oraz spodnie z tym samym motywem. Podobnie jak w przypadku poprzedniej sesji, także i tutaj wskazane było pokazanie klaty. 

- A teraz Cię trochę ucharakteryzuję. - uśmiechnęła się Kamila. Otworzyła malutki słoiczek z jakąś mazią, po czym wysmarowała nią siatkarza na twarzy i torsie. - Prawdziwe barwy wojenne. A że za mundurem panny sznurem, to powiem Ci, że bym Cię rwała, jak dzika kuna w agreście. - rzekła, po czym strzeliła mu parę fotek. Następnie śmiało można stwierdzić że nie wytrzymała już i przyssała się do niego jak pijawka. - Chodź, chodź. - zaczęła go ciągnąć w stronę krzaków. Co ta Kamila znowu wymyśliła?... Nietrudno było się domyśleć. Niemalże w okamgnieniu zdjęła z siebie wszystkie ubrania, po czym rozebrała do naga także i jego. Seks na łonie natury? Tego jeszcze nie grano... Zaszyli się więc głębiej w krzakach i pogrążyli w namiętności. 
Wszystkim okolicznym istotom żywym wypada współczuć tego, czego musiały wysłuchiwać przez dobre pół godziny... Ta dwójka nie należała bowiem do zbyt cichych kochanków. 
Kiedy stwierdzili, że w krzakach jest im jednak niekoniecznie wygodnie, wzięli wszystkie rzeczy, które były potrzebne do zdjęć i cały sprzęt fotograficzny. Wcześniej oczywiście się ubrali, chociaż i tak zamierzali zrzucić z siebie ciuszki, gdy tylko dotrą do hotelu... Przemykali szybko między kolejnymi uliczkami Wiecznego Miasta, aż w końcu dotarli do celu. Wtedy szybko czmychnęli do pokoju środkowego...
Niemalże zerwała z niego jego koszulkę i rzuciła się do pieszczenia jego torsu. Całowała go, lizała, przygryzała... Pozbyła się pozostałych elementów jego garderoby, i nieustannie dotykała różnych fragmentów jego ciała. On nie pozostał jej dłużny. Szybko zdjął z niej całość jej ubrania, i rzucili się na łóżko. Po chwili powrócili do świntuszenia. I trzeba przyznać, że Kamila nie kłamała, gdy mówiła o nagrodzie, jaką Pit miał otrzymać za dobre pozowanie na sesji. Rzeczywiście, rozpaliła go do czerwoności... Tak, to była bardzo gorąca noc. 

- Piotruś? - zapytała, gdy było już po wszystkim i tulili się do siebie przed snem. 

- Tak? - mruknął i cmoknął ją w usta. 

- Mam nadzieję, że nie dobiję Cię bardziej tym, co teraz Ci powiem. - zaczęła dość niepewnie. 

- Mów, śmiało. - uśmiechnął się i objął ją mocniej. Wygląda na to, że gdy tylko Piotruś zaliczy, nic nie jest w stanie go zasmucić, ani wyprowadzić z równowagi... 

- Ona chciała z Tobą zerwać. Tak, naprawdę. Mówiła mi to. - spojrzała mu prosto w oczy. - Tylko potrzebowała do tego jakiegoś pretekstu. I ten się znalazł. 

- Jak to chciała ze mną zerwać?... - zapytał, a oczy niemalże wypadły mu z oczodołów, taki był zdumiony tym, co właśnie usłyszał. 

- No tak, Pit. Twierdziła, że nie pasujecie do siebie, że zasługujesz na kogoś lepszego, niż ona. Próbowałam ją przekonać, że przecież jesteście idealną parą i w ogóle, że przed wami jest wielka przyszłość... Ale ona mnie nie słuchała. - westchnęła.
Kamila była tak doskonałą kłamczuchą, że nieprawdy w tym, co mówiła, nie wykryłby prawdopodobnie nawet wykrywacz kłamstw. Toteż nic dziwnego, że Nowakowski łyknął te kłamstewka bez żadnego zastanowienia. Nawet do głowy mu nie przyszło, że to nie było prawdą... Uwierzył, że Anka chciała z nim zerwać. I zrozumiał, że nie ma co po niej rozpaczać... Trudno, okazała się być taką, jak wszystkie inne. Całości dopełniłoby tylko to, gdyby nazwała go frajerem, z którym była dla kasy... Tak przynajmniej on myślał. A że nie było to prawdą, no cóż... Przez  to, co usłyszał, on już przestał cierpieć. Rozpacz została zastąpiona przez złość. Skoro chciała z nim zerwać, to dlaczego mu o tym nie powiedziała? Dlaczego nie dawała mu żadnych znaków, że coś między nimi jest nie tak?... Nie, płakać już po niej, zdecydowanie, nie będzie. I na pewno nie będzie na siłę szukać nowej miłości. Przyjdzie, to będzie, nie, to nie. Zero pośpiechu...
A Anka w tym czasie dolatywała właśnie do kraju. Nie zamierzała jednak udawać się do Spały, gdzie przebywała reszta kadrowiczów, a do siebie do domu, do Leszna. Miała dosyć wszelakich siatkarzy, musiała od nich chociaż przez moment odpocząć. Chociaż i tak najprawdopodobniej zrezygnuje z pełnionej w reprezentacji funkcji... 
Rano kadrowicze i sztab szkoleniowy spakowali się i wyruszyli w podróż powrotną do Polski. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

20.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała 

Niestety, nie było im dane zaznać spokoju. Gdy tylko zmęczeni wojażami zawodnicy przekroczyli progi swojego ulubionego ośrodku w Spale, niemalże natychmiast natknęli się na Jakuba Bączka. A ten, jak to miał w zwyczaju, zwołał całą kadrę na kolejne zajęcia z kreatywności. Tym razem jednak, przeczuwając, że siatkarze będą zmęczeni podróżą, postanowił, że zajęcia przyjmą formę bardzo śmiesznej zabawy. Mentalista wyciągnął z kieszeni bloczek kartek samoprzylepnych, po czym na każdej z nich napisał jakąś nazwę. Były to nazwy jakichś firm, lub przedsiębiorstw. Następnie podchodził do każdego z siedzących w kółko, po turecku, siatkarzy i naklejał im na czole po jednej kartce. Ach, więc dzisiaj w planach była zgadywanka. Czyli można się spodziewać jakichś śmiesznych akcji. Brawo, panie Jakubie. Wesołe głupoty to świetna metoda na rozbudzenie kadrowiczów, którym zamykały się oczy, tak bardzo im się spać chciało.

- ZACZYNAMY! - krzyknął Bączek, budząc do życia wszystkich znajdujących się na hali.

- Nie krzycz, spać mi się chce. - wymamrotał Grześ Łomacz, po czym wtulił się w siedzącego obok Mikusia i ponownie przymknął oczy. 

- Ale teraz nie ma spania! - zaklaskał w dłonie, a rozgrywający musiał jakoś przetrawić to, że teraz się jednak nie wyśpi. - Kto odgadnie, jaką jest firmą, będzie mógł iść się wyspać. - zaśmiał się, a zawodnicy od razu zapragnęli, żeby oni mogli zgadywać swoje przedsiębiorstwo w pierwszej kolejności. - To kto chce zaczynać?

- JAAAAA! - wrzasnął Gregor, prawie zdzierając sobie przy tym gardło. 

- Dobrze, możesz zaczynać. - uśmiechnął się trener mentalny. 

- Czy jestem polskim przedsiębiorstwem? - zaczął od najprostszego pytania. 

- Nie. - zaśmiał się Siurak, widząc to, co Grzesiu miał napisane na kartce, która była przyklejona do jego czoła. 

- Co się śmiejesz? - fuknął. - Czy jestem jakimś durnym przedsiębiorstwem, skoro wszyscy pizgacie ze śmiechu i tarzacie się po parkiecie? Czy jestem śmieszny? Z nazwy? - dopytywał. 

- Z nazwy to nie. - chichotał Lafałek. 

- Ale faktycznie, śmiesznie się kojarzysz. - dodał Konan. 

- Czy ja coś produkuję? - spytał. 

- No. - przytaknęli wszyscy. 

- Jakieś żarcie? - kolejne pytanie. 

- Nie. - śmiał się Karol. 

- To może kosmetyki dla bab, skoro tak wam wesoło? Bo wiecie, że tego to nigdy nie zgadnę. - jęknął. 

- Nie. - odpowiedział Wlazły. 

- Kurwa, a to jest coś dla ludzi? Może ja produkuję coś dla zwierząt? - pytał. 

- Produkujesz coś dla ludzi. Nawet sam mógłbyś z tego korzystać. - Kosok rżał jak głupi. 

- Szampony do włosów? - bąknął.

- Mario, czy on Cię produkuje? - wtrącił Winiar. 

- Nie produkujesz go.  - odpowiedział Wrona. 

- No trudno byłoby produkować ludzi... - palnął Zator. - To by chyba trzeba było ich klonować! - wszyscy złapali się za głowy i pokręcili z niedowierzaniem. 

- A o czymś takim jak seks słyszałeś? - westchnął zażenowany wiedzą Pawełka, jego imiennik, Zagumny. 

- No słyszałem. Nawet wiem co to! - wyszczerzył się jak głupi do sera. 

- A skąd wiesz? - drwił z niego Wiśniewski. 

- A w encyklopedii kiedyś wyczytałem! - wrzasnął, a wszyscy ponownie zaczęli pokładać się na ziemi ze śmiechu. 

- Zapodajże zatem waćpanie definicję tegoż słowa. - ozwał się Możdżon, podczas gdy reszta siatkarzy nadal wesoło pokwikiwała na podłodze. 
Pawełek chwycił leżącą obok niego komórkę, włączył Internet, Wikipedię i zaczął czytać...

- Seks (łac. sexus, płeć) – zachowanie płciowe człowieka, seksualność, a potocznie: stosunek płciowy...  
Zabłysnąłeś, Pawełku... 

- Ekhem, może wrócimy do zabawy? - przerwał im Bączuś. 

- Czy produkuję ludzi? - palnął Gregor, bo już zabrakło mu chyba pomysłów na pytania. 

- Nie, ale zapobiegasz ich produkcji. - Pit tak wył ze śmiechu, że o mało co i by się posikał. 

- Czy produkuję kondomy?! - oświeciło go. 

- Brawo, Sherlocku! - poklepał go po plecach Mika. 

- Czy ja jestem Durex'em?! - ryknął bardzo zadowolony z siebie, że w końcu na to wpadł. 

- Brawo, Grzegorzu, możesz iść spać. - klasnął w ręce Bączek i zerwał kartkę z jego czoła. 
Gregor natychmiast opuścił kolegów i popędził w stronę swojego łóżka. A na hali zabawa toczyła się dalej... 

- Ej, a może wieczorem coś wypijemy? - zaproponował Bociuś. 

"Zróbmy więc prywatkę, jakiej nie przeżył nikt, 
Niech sąsiedzi walą, walą, walą,walą do drzwi. 
Sztuczne ognie niech się palą, palą, palą, a Ty 
Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat, 
Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat." 

Prośba Bociusia pozostała bez odzewu, ale sympatyczny atakujący z pewnością ją ponowi, tego można było być pewnym.
Wróćmy tymczasem do zabawy...

- Nie wiem, no. Poproszę podpowiedź. - westchnął Dżony.

- A jak idziesz do kibla, to co mówisz? - palnął Hain. 

- No że idę się zesrać. - podrapał się po głowie środkowy Transferu Bydgoszcz. 

- Nooo. Prawie. - chichotał Dryja. 

- A co robisz, jak Ci światło zgaśnie w pokoju? - podpowiadał Fabian. 

- Wymieniam żarówkę. - przewrócił oczami. To była przecież oczywista oczywistość. 

- Teraz powiąż ze sobą fakty. - rzekł Woicki, nie mogąc zrozumieć, że Janek jeszcze nie odgadnął, jakim przedsiębiorstwem był.

- Aaaa, OSRAM! - wrzasnął. 

- Brawo. - odezwał się Bączek. Środkowy mógł iść spać. 

- Eeej, to jak będzie z tym piciem? - przypomniał się Bociek. 

"Zróbmy więc prywatkę, jakiej nie przeżył nikt, 
Niech sąsiedzi walą, walą, walą,walą do drzwi. 
Sztuczne ognie niech się palą, palą, palą, a Ty 
Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat, 
Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat." 

Po raz kolejny, mówił jak do ściany... 

- No co się tak śmiejecie?! - wrzasnął Ferens. - Czy ja jestem czymś śmiesznym? 

- Nawet czymś bardzo śmiesznym. - odpowiedział mu Zupa, nie mogąc powstrzymać się od kolejnego wybuchu śmiechu. 

- Ja też produkuję kondomy, tak? - prychnął. 

- Nie, kondomy już były. - śmiał się Bołądź. 

- Wymyśl coś mniej oklepanego. - dodał Ziomek. 

- Czy ja też zapobiegam produkcji ludzi? - palnął. 

- Nie, ale w pewny sposób ich unicestwiasz. - tym razem swoją "wiedzą" zabłysnął Mały Maciek. 

- A co to znaczy unicestwiać? - zastanawiał się Zator.

- Pozbywać się. - wyjaśnił mu Mały. - No, Feru, co robisz, jak chcesz się czegoś pozbyć?

- Wywalam do śmieci. - odpowiedział. 

- Ludzi też byś wywiózł na śmietnik? - złapał się za głowę Szymon. 

- Nooo niee! Ludzi to się wywozi na cmentarz! - krzyknął. 

- A kto się tym zajmuje? - spytał Igła. 

- Zakład pogrzebowy! - ryknął. 

- No, super. To teraz jeszcze zgadnij, jak on się nazywa. - rżał sobie wesoło Piter. 

- Eeee... nie wiem. - westchnął. 

- A Da Vinci jak miał? - podpowiadał Dawidzio. 

- Leonardo. - odrzekł. - A co to ma do rzeczy? 

- Nic, wiesz? Tak się Ciebie pytamy, po prostu. - zironizował Kubiak, ale młody przyjmujący nie ogarnął tej ironii. 

- Zakład pogrzebowy Da Vinci, tak? - zapytał.

- Nie. - chichotał Kosoczek. 

- Ta, kurwa, od razu zakład pogrzebowy Di Caprio może, co? - prychnął Romać. 

- Leonardo? Tak się nazywa? - bąknął, czując, że się ośmiesza. 

- No tak. - uśmiechnął się mentalista. 
Feru poszedł spać. 

- Pytam po raz ostatni. Czy możemy potem się napić? - przerwał Bociek.

- Możemy. - odpowiedział mu Mały, za co natychmiast został spiorunowany wzrokiem przez Cichego. No tak, to kapitan drużyny podejmuje takie decyzje... 

- Możemy. - potwierdził. 

- SUPER! - ryknął Bociuś. - To teraz ja mogę zgadywać! - stwierdził. 

- Proszę bardzo. - uśmiechnął się Bączuś. 

- Czy jestem jakimś sklepem? - spytał. 

- Nie. - odpowiedział Wujek. 

- W takim razie coś produkuję?

- Tak. - lakonicznej odpowiedzi udzielił Hainek. 

- Żarcie? - dopytywał. 

- Nie. Co wy tak wszyscy macie z tym żarciem? - zastanawiał się Ptok. 

- A bo głodny jestem. - odpowiedział. - Too moożee... produkuję sztangi? - palnął, a Małego tak posadziło ze śmiechu na ziemi, że prawie i zaliczyłby szpagat. Mógł nie wstawać... 

- Nie. - zarechotał Wlazły. 

- Czyli znowu produkuję coś śmiesznego. - westchnął. 

- Nie, raczej nie. - odpowiedział Kurek. 

- Raczej? - drążył temat. 

- No. - potwierdził Muratore. 

- Mnie to tam śmieszy. - kwikał Żurek. 

- E, śmieszne to są plandeki, a nie to. - wtrącił Wiśniewski, i chciał jeszcze coś dopowiedzieć, ale nie zdążył, bo...

- AHAHAHAHAHAH, PLANDEKI. - najwyraźniej Piotra Haina bardzo plandeki śmieszyły.

- Ale też jest na p. - podpowiedział Konarski. Rzeczywiście, świetna podpowiedź. 

- Jakieś pojazdy? - spytał. 

- No, w pewnym sensie. - uśmiechnął się Fabian. 

- Bardziej coś, w czym można spać, ale koła to to ma... - dodał Romać. 

- Przyczepy. - odpowiedział. 

- Tak. A teraz zgaduj nazwę firmy. - chichotał Krzysiu. 

- Eeee... Co powiesz, jak coś jest do dupy? - zapytał Ruciak. 

- Że jest gniotem. - odrzekł. 

- No! - uśmiechnął się przyjmujący słynący ze swoich rękawków. 

- A że to jest polskie przedsiębiorstwo... - przerwał mu Kosok. 

- Polski Gniot! - palnął Bociuś. 

- Ahahahah, nie. - rżał Karolek. 

- Gniot Polski? - bąknął. 

- Prawie. - uśmiechnął się Żygadło. - Ciepło, ciepło. 

- Gniot Polska? - pytał. 

- Nie. - pokręcił głową Buszek. 

- Gniotpol? - westchnął zrezygnowany. 

- BRAWO! Możesz iść spać. - rzekł Bączek, a Bociek od razu popędził w stronę swojego pokoju. 
Równie duże problemy pojawiły się przy odgadywaniu biura podróży Malaria, z którym to musiał zmierzyć się Kłos, oraz delikatesów U Cyca, które z kolei przypadły Bołądziowi. Nie mniej śmiesznie było, gdy w końcu po wielkich męczarniach, Piter wypowiedział "wyroby wędliniarskie Kloc", a Igła "wytwórnia wyrobów gastronomicznych Kupska". Także Cipa SPA, czyli przedsiębiorstwo Zagumnego nie tak łatwo zostało przez niego rozszyfrowane.
A zawodnicy postanowili zrobić sobie jaja z mentalisty, więc zaproponowali, żeby on też zgadywał jedną firmę. 
Tylko jak on miał zgadnąć koreańskiego fryzjera O HUI? No cóż... To już zbytnio ich nie obchodziło. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

- Śpisz, Grzesiu? - zapytał Zupa, wchodząc do pokoju czarnowłosego środkowego. 

- Nie śpię, powieki sobie oglądam. - zironizował Kosok. Oczywiście, że już spał.

- Bo mi się udało jeszcze wczoraj ogarnąć, skąd się wziął tamten test ciążowy, co go znalazłeś. - odpowiedział. 

- Tak? - zaciekawił się. 

- No. To nie jest test Anki. Pit może spać spokojnie, nie będzie ojcem. - uśmiechnął się.

- To czyj to był test? - spytał. 

- A jakiejś sprzątaczki z hotelu. Słyszałem, jak ją jej szef opierdalał, że mu zaciążyła. No i że sama jest sprzątaczką, a zostawia po sobie śmieci w kiblu. - zaśmiał się. 

- Śmieci? - nie zrozumiał. 

- No ten test. Powinna była go wywalić, a ona go tam zostawiła. - wyjaśnił mu.
Pit może spać spokojnie, nie będzie ojcem.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Leszno

W Lesznie Anka postanowiła upewnić się co do tego, co zaobserwowała w Rzymie. To znaczy, co do wyniku swojego testu ciążowego. Niby tam pokazał jej dwie kreski, ale ileż to wadliwych testów walało się po tym świecie?... 
Miała rację. Tamten test był wadliwy. Ten nic nie wykazał. Jak to dobrze, że ten drań nic jej po sobie nie pozostawił. Oprócz wspomnień i złamanego serca... 
Niewiele myśląc, chwyciła za butelkę wina i upiła się niemal do nieprzytomności...

________________________________________________________

Anka znowu chleje. Oj ma dziewczynka problemy z piciem, poważne. I teraz pojawia się pytanie, skoro dwa testy pokazały różne wyniki, to któryś z nich musiał być wadliwy. Ale który?...
Jak widać, tajemniczy test, znaleziony przez Kosoka w Rzymie, nie należał do pani psycholog. 

Mentalista to człowiek bezlitosny. No bo przecież jak ludzie słaniają się na nogach, to najlepiej jest ich zaprosić do zabawy, prawda? Trzeba jednak przyznać, że pomysł miał udany, bo udało mu się nieźle rozśmieszyć chłopaków. 
A Spalska beka to to, co tygryski lubią najbardziej, prawda?

Co ta Kamila? O co jej chodzi? Dlaczego ona znowu przespała się ze środkowym? Czy ma zamiar zrobić to jeszcze w przyszłości? 
To jest kobieta nieodgadniona, nikt nie wie, co ona wymyśli następnego dnia... Wydaje się jednak, że ona do niego nic nie czuje. I nie zanosi się na to, żeby miała powtórzyć swój wybryk. Ona przecież ma innego na oku, i chyba wypadałoby w końcu, żeby zaczęła coś robić w tym kierunku, żeby to Szymon zwrócił na nią uwagę. Spaniem z innymi facetami na pewno nie osiągnie założonego celu. 
Być może Falęcka chciała po prostu pocieszyć środkowego po rozstaniu, żeby ten się nie załamywał, i tym samym, nie doprowadzał do kurwicy wszystkich wokół. Jeśli taki był jej cel, to z pewnością go osiągnęła. 
No i w końcu skończyła mu robić te cholerne sesje. Czy Pit zajdzie daleko w konkursie, i tym samym, otrzyma pokaźną sumkę forsy od Igły? Zobaczymy. 

Wesołych Świąt, misie pysie, i do zobaczenia w Nowym Roku, w którym, miejmy nadzieję, Sovia nie będzie już dawać dupy w lidze. 

30.11.2015

XLII. "Byłem tak zamyślony, że jak zamawiałem żarcie, to zamiast o sól do frytek, to poprosiłem o fugi do płytek..."

19.06.2014, Rzym, Włochy

Gdy tylko podniosła powieki, przestraszyła się nie na żarty. Z przerażeniem odkrywała kolejne swoje rzeczy, leżące porozrzucane na podłodze w pokoju, w którym się znalazła. W pokoju, który nie był tym, w którym sypiała na co dzień. To, że nie miała na sobie ubrań nie było niby dla niej niczym nadzwyczajnym, w końcu ze swoim chłopakiem świntuszyli niemalże codziennie. Jednakże coś jej tu nie grało. Facet, który był z nią w pokoju, był zbyt niski, jak na blondwłosego środkowego... Oczy niemalże wyszły jej z orbit, kiedy ujrzała, że nagim mężczyzną, którego właśnie czule obejmowała w łóżku, nie jest jej Piotruś, a jeden z jego kolegów z reprezentacji. Niemal spłonęła ze wstydu, widząc, że obok niej smacznie sobie pochrapuje Wojtaszek. Skąd on się tu wziął? A może inaczej - skąd ona się tu wzięła? Jakim cudem ona wskoczyła mu do łóżka? Psycholożka zupełnie nie pamiętała, co się z nią działo tej nocy. Ostatni obraz, jaki miała zapisany w tyle głowy, to chwila, kiedy weszła do pokoju z libero, a ten nakazał jej wypić razem z nią alkohol, potem to już czarna dziura. Film urwał jej się zupełnie. Jedno było pewne, musiała się z nim przespać. Wszystko na to wskazywało... Dziewczyna czerwieniła się jak burak. Tak bardzo nie chciała zdradzać swojego ukochanego. Tak bardzo było jej głupio, że to zrobiła. Tak bardzo nie chciała, żeby on się o tym dowiedział... Wiedziała, że jej tego nie wybaczy. Cicho pochlipując, zaczęła ostrożnie zbierać części swojej garderoby, pilnując jednocześnie, by jej nocny towarzysz się nie obudził. Gdy w końcu wszystkie jej ciuchy zniknęły z podłogi, wolnym krokiem ruszyła z nimi do łazienki. Weszła do kabiny prysznicowej siatkarza i puściła strumień wody. Pozwoliła na to, by obmyła ona całe jej ciało, wszystkie miejsca, które wczoraj były pieszczone przez chłopaka. Dokładnie wsmarowywała żel w każdy centymetr swojej skóry. Chciała zapomnieć. Chciała zmyć cały ten zapach, ten dotyk, który wydawał jej się teraz niczym rozżarzony węgiel niemiłosiernie kaleczący jej ciało. Chciała w końcu zmyć ten wstyd, jaki jej towarzyszył przez cały czas. Zawiodła siebie.  Zawiodła JEGO. Jak ona mu wytłumaczy to, co się stało? Przecież nie pójdzie tak po prostu do niego do pokoju i nie powie "O, hej, Piotruś, kochanie. Wiesz, chyba się upiłam i przez przypadek przespało mi się z Twoim kolegą z kadry."... Nie dość, że uznałby ją za pozbawioną jakiejkolwiek przyzwoitości szmatę, to jeszcze za niespełna rozumu wariatkę. Ona wiedziała, co on przeszedł w swoim życiu, do dzisiaj pamięta, jak niemal z płaczem w oczach mówił jej o tych dziesięciu kobietach w jego życiu. O tych dziesięciu kobietach, które go zdradziły. Tylko, że Anka w żadnym wypadku nie zamierzała kończyć swojego związku. Do głowy by jej nie przyszło, by nazwać Nowakowskiego frajerem, z którym była tylko dla kasy, bo przecież tak nie było. Nie zmienia to jednak faktu, że zrobiła to, co dziesięć tamtych lasi - zdradziła go. Co z tego, że tego nie chciała - zrobiła to. Wiedziała, że on jest cholernie wrażliwy. Wiedziała, że zdrada jest czymś, co najbardziej go boli, czego najbardziej się obawia. A mimo to, zrobiła to... Nieświadomie, to fakt, ale czy to dla niego będzie mieć jakieś znaczenie? Zrani go jak mało kto w jego życiu, jeśli on się o tym dowie. A jeśli się nie dowie? Dla niego to będzie dobre, ale ją będą zżerać wyrzuty sumienia... Chmura znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Wystarczy już tego okłamywania wszystkich wokół. I tak miała coś do ukrycia, o czym nie mógł dowiedzieć się nikt. A teraz jeszcze taka sytuacja... Śmiało można stwierdzić, że Anka stchórzyła. Doszła bowiem do wniosku, że jedynym rozsądnym wyjściem jest... ucieczka. Od Piotra, Damiana, problemów, jakie wynikły z tej jej znajomości z siatkarzami. Musiała jednak najpierw pożegnać się ze swoim chłopakiem. Zerwać z nim w możliwie jak najbardziej delikatny sposób. Tylko jak ona miała tego dokonać? Przecież jak mu powie, że go zdradziła, to to już będzie dla niego jak cios maczetą między żebra... Coś będzie musiała wymyślić... 
Zdenerwowana kobieta po skończonym prysznicu szybko założyła na siebie swoją odzież, po czym wyszła z łazienki. Niemal natychmiast opuściła także pokój Wojtaszka. Skierowała się w stronę tego pomieszczenia, w którym przebywała zazwyczaj. W swoim pokoju potrafiła zaszywać się na dobrych kilka godzin i siedzieć tam cicho, jak mysz pod miotłą. Zdecydowaną większość z przebywających tu siatkarzy, doprowadzało to do szewskiej pasji. Co z niej jest za psycholog, skoro sama jest taka aspołeczna? To jej by się przydał psycholog... Anka nienajlepiej czuła się w towarzystwie siatkarzy. Oni byli kimś, a ona? Ot, zwykła, najzwyczajniejsza panienka, której ktoś kazał wkroczyć w zupełnie obce dla siebie środowisko. Nie potrafiła znaleźć wspólnego języka z bandą dwumetrowców. Wprawdzie nawet nie próbowała, ale co to zmienia? Nie czuła się tu swobodnie, w takim elitarnym gronie. Czuła się przytłoczona przebywaniem wśród nich, zdecydowanie nie była to jej bajka. Uważała, że nie pasuje do nich, że powinien z nimi pracować ktoś bardziej odpowiedni do pełnienia takiego stanowiska. Ktoś, kto poradziłby sobie z trudnymi charakterami co poniektórych zawodników, i przede wszystkim, miał doświadczenie w pracy z grupą sportowców. Ona była szarą myszką, która z dnia na dzień musiała zrezygnować ze swojego normalnego, uporządkowanego życia. Wprawdzie było ono dość nudne, ale nie narzekała na to. Wydawało jej się, że tutaj przeżyje przygodę swojego życia. Tak nie było, a pobyt na zgrupowaniu kadry i teraz, na tym wyjeździe za granicę, wcale jej nie przypadł do gustu. To było dla niej zbyt wiele, czuła, że nie zasługuje na takie zaszczyty. Uważała przecież siebie za zwykłą, prostą dziewczynę. A teraz? A teraz musiała zmagać się z narastającą popularnością. Coraz więcej ludzi interesowało się jej osobą, a to wcale jej się nie podobało... Ba, nieco ją to przerażało. Musiała uważać na każdy swój ruch, na każde słowo, które wypowie. Wszystko mogło zostać użyte przeciwko niej. A i bez tego hotki siatkarzy zaczęły w Internecie pisać o niej wyjątkowo niepochlebne opinie, jakoby miała mieć romans z którymś z zawodników, albo i nawet z samym trenerem, bo niby co ona miałaby mieć w sobie takiego, że zatrudniono akurat ją?... 
Wygląda na to, że szczęście uśmiechnęło się do Chmury. Oto właśnie na jej drodze stanął nie kto inny, jak jej ukochany Piotruś. Ich przywitanie było jednak wyjątkowo oziębłe, żadne z nich nie rzuciło się z piskiem w swoim kierunku, jak to mieli w zwyczaju robić wielokrotnie w ciągu jednego dnia. Żadne z nich nie wyglądało na zbytnio ucieszone swoim widokiem. Nic dziwnego - Nowakowskiego także dręczyły wyrzuty sumienia. Przecież on też zdradził swoją dziewczynę. On też czuł, że jeśli ona się o tym dowie, to mu nie wybaczy. A poza tym, on też przecież planował w jakiś delikatny sposób z nią zerwać. Nie dlatego, że jej nie kochał, bo wielbił ją dwadzieścia cztery godziny na dobę. On po prostu chciał, żeby ona się zmieniła. A wierzył, że zadziałać może tu tylko terapia wstrząsowa - zerwanie z pewnością podziałałoby na Ankę, i być może, poskutkowałoby tym, że dziewczyna otworzyłaby się na świat. Ile on się już wstydu przecież przez nią najadł. Ile to razy słyszał, jak jego koledzy wyśmiewają się z niego na korytarzu. Ironia, a nawet sarkazm nieustannie latały po całym hotelu. Miał już dosyć wysłuchiwania tego, że jak to taki spokojny chłopak mógł poskromić taki wulkan energii, że jakim cudem on - niemowa, jest w stanie uciszyć taką gadułę, i w końcu, jak taki kawał drewna ujarzmia w łóżku tego demona seksu. Wyjątkowo wredne to było z ich strony, ale przecież on sam wielokrotnie drwił z innych zawodników, mógł więc się spodziewać, że gdy tylko nadarzy się ku temu okazja - jego spotka to samo...

- Cześć, Piotruś. - niepewnie zaczęła dziewczyna, nerwowo zaciskając pięść. Na jej twarzy malowało się jedno wielkie zakłopotanie, które chłopak z pewnością musiał dostrzec. Musiałby być ślepy, żeby go nie zauważyć. 

- Cześć, kochanie. Co się stało? Masz jakąś taką przestraszoną, smutną minę. - odpowiedział. - Ktoś Ci coś głupiego powiedział? 

- Nie, nie. - szybko zaprzeczyła, energicznie kręcąc głową i tupiąc nogą. 

- W takim razie, co się stało? - spytał. 

- Piotruś, ja... my... my nie możemy być razem. - szepnęła. 

- Co?! Jak to?! Dlaczego?! - wybuchnął, a w jego oczach od razu można było dostrzec przerażenie. Czyżby dowiedziała się skądś o tym, co on robił w nocy? Ale skąd ona mogła o tym wiedzieć? 

- Nie pasujemy do siebie. - palnęła. - Musimy się rozstać. Tak będzie dla nas lepiej. - dodała.

- Anka... - chwycił ją za rękę. - O czym Ty mówisz? Przecież jest nam ze sobą cudownie. Kochamy się, planujemy wspólną przyszłość... - tłumaczył.

- A Twoi koledzy mnie nie akceptują i skazuję Cię na pośmiewisko. - przerwała mu. 

- Nie obchodzi mnie to. - skłamał. - Dla mnie liczysz się tylko Ty. - delikatnie ją objął. Dziewczyna niemal natychmiast spróbowała wyplątać się z tego objęcia. 

- Piotruś... ja Cię skrzywdziłam. Zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie. - z jej oczu popłynęło kilka pierwszych łez. 

- Wcale nie. Chcę tylko Ciebie. - odpowiedział,  przyciągając ją mocniej do siebie. 

- Puść mnie, proszę. - szlochała. 

- Dlaczego? Anka, co się stało? Powiedz mi, proszę. - chwycił ją za ręce i delikatnie nią potrząsnął. Spojrzał jej prosto w oczy i czekał na odpowiedź. - Jesteśmy razem. Pary nie powinny mieć przed sobą żadnych tajemnic. Ranisz mnie pokazując, że mi nie ufasz. - rzekł, wiedząc, że musi ją jakoś sprowokować do mówienia. 

- Skrzywdziłam Cię. - powtórzyła. - Nie wybaczysz mi tego, co zrobiłam... - urwała. 

- Dlaczego miałbym Ci nie wybaczyć? Anka, przestań. - pocałował ją w policzek. - Kocham Cię, już się tak nie maż, głuptasku, bo Ci się makijaż rozmaże. 

- Bardzo to prawdopodobne. - prychnęła. - Zwłaszcza, że go dzisiaj nie zrobiłam. - udawała, że się obraża. 

- A. No tak. Tak mi się tylko powiedziało. - bąknął. - No, to dlaczego miałbym Ci niby czegoś nie wybaczyć? - próbował wrócić do tematu. 

- Piotruś... - rozpłakała się. - Ja tego nie chciałam. - wtuliła się mocno w niego i wypłakiwała w rękaw od jego koszulki. 

- Ale czego nie chciałaś? Nie rozumiem. Ania... - objął ją jeszcze mocniej i zaczął delikatnie głaskać po głowie. 

- Zdradziłam Cię, Piotruś. - jęknęła, po czym wylała z oczu prawdziwą Niagarę łez. 

- Ja Ciebie te... - chyba nie zorientował się, że Anka nie powiedziała "Kocham Cię, Piotruś"? Nie, on po prostu odruchowo to palnął. 

- Że co?! - wrzasnęła. - A więc już nawet Ty masz mnie dosyć i musisz to odreagować z kimś innym?! - krzyczała, dławiąc się łzami. - Piotr... Nie spodziewałam się tego po Tobie... 

- Ja nie chciałem. - próbował się tłumaczyć, ale próżne były jego wysiłki. 

- Ja też nie chciałam. On mnie upił i wykorzystał. Ale co z tego? To nieważne... Właśnie mi pokazałeś, że już nawet przez Ciebie jestem tutaj niepożądana... Nasz związek nie ma żadnej przyszłości i naprawdę, lepiej dla nas będzie, jak się rozstaniemy. Idę się spakować. I wyjadę stąd. Gdzieś. Nie wiem gdzie. Nie szukaj mnie, nie masz po co. Nie wrócę. - syknęła i zaczęła się szarpać, próbując się uwolnić z jego objęć. 

- Ale... ja... Anka, proszę. Ja naprawdę nie chciałem. Ja Cię kocham. Kocham Cię całym moim sercem, i sam nigdy bym nie wpadł na pomysł, żeby Cię zdradzić. Ja... ja zostałem wykorzystany. - teraz to i on zaczął cicho pochlipywać. Niestety, dziewczyna pozostała niewzruszona.

- Nie, Piotr. Zawiodłam się na Tobie. Myślałam, że jak sam tyle razy przez to przeszedłeś, to na tyle brzydzisz się zdradą, że sam się jej nie dopuścisz. Jakże się myliłam! - krzyknęła i nie ustawała w próbach wyszarpnięcia się z objęć Resoviaka. 

- Wygląda na to, że oboje zostaliśmy wykorzystani. Że uknuto przeciwko nam jakąś intrygę. - szepnął, myśląc, że tym coś zdziała. Miał rację, w tym, co powiedział, ale nic tym nie wskórał. 

- Nie obchodzi mnie to. Miałeś swoją szansę i ją zaprzepaściłeś. Teraz nie chcę Cię znać, więc zejdź mi z oczu. To był błąd, że w ogóle pomyślałam, że taka osoba jak ja naprawdę może żyć z kimś tak znanym... Taka szara myszka nigdy nie powinna pakować się w takie towarzystwo... - rozżalona wyrzucała z siebie kolejne słowa z prędkością armaty. - Nie przeczę, było mi z Tobą dobrze. Ale poza tym że zdrady Ci nie wybaczę, i Ty też mi nie powinieneś wybaczać mojej, po prostu nie pasuję do Ciebie. Znajdź sobie kogoś, kto bardziej pasuje do Ciebie. Nie wiem, jakąś modelkę, piosenkarkę. Z takimi zawsze wiążą się sportowcy. Nie jestem piękna, nikt się mną nie będzie zachwycać. Zasługujesz na ładniejszą kobietę, seksowniejszą, taką, którą wszyscy będą podziwiać. Kogoś, kto nie będzie miał nic przeciwko opalaniu się w blasku Twojej sławy. Kogoś, kto będzie stawał na głowie, żeby tylko wyglądać pięknie dla Ciebie. Może trochę przy tym odchudzi Twój portfel, z którego ja nie miałam zamiaru korzystać... Zwykła dziewczyna z sąsiedztwa nie pasuje do sportowca. Myślałam, że może być inaczej, jednakże strasznie się myliłam. To zupełnie inny świat, inna rzeczywistość. Ja do tego absolutnie nie pasuję... - rozpaczała. - Proszę Cię tylko o jedno... - bąknęła niemal niedosłyszalnie. 

- O co? - zapytał. Wiedział, że jakakolwiek kłótnia z dziewczyną, jakiekolwiek zaprzeczanie temu, co ona mówiła, nie miałoby sensu. Nie potrafił powiedzieć jej, że miała rację. Może nie we wszystkim, co powiedziała, ale w jednym na pewno tak. Jego koledzy jej nie akceptowali, a ona najwyraźniej nie miała zamiaru tego zmieniać. Gdyby ona tylko nie była taką aspołeczną dziewczyną, to na pewno inaczej patrzyłaby też na sprawę ewentualnego rozgłosu. Przecież to normalne, że jak się jest partnerką sportowca, to ludzie mogą zacząć o Tobie pisać. Nie muszą to być rzeczy pozytywne. Ale to normalne, że o takich rzeczach się pisze, w końcu ludzie interesują się swoimi idolami, wszystkim, co jest z nimi związane. A więc także ich życiem prywatnym. - Anka... - próbował jeszcze coś powiedzieć, ale po chwili zamknął usta. Nie wiedział, co ma mówić... Wierzył, że nie rozstają się na zawsze. Że po prostu muszą sobie dać trochę czasu, odpocząć nieco od siebie, przemyśleć pewne sprawy. Muszą dojrzeć do tego związku, który przecież rozpoczął się tak szybko. Ile oni się znali, zanim zostali parą? Jakieś dwa tygodnie? No i ten ich sposób poznania się... Przecież oni tak naprawdę zaczęli swoją znajomość przez łóżko. Takie związki nigdy nie są łatwe. Od pożądania do miłości nie przechodzi się łatwo... Im się niby udało. Ale ona nie dorosła do tego, by funkcjonować normalnie z tym związkiem. Chciała mieć JEGO tylko dla siebie, ponadto nie utrzymywała innych kontaktów. Całkowicie uzależniła się od swojego chłopaka, nie wyobrażała sobie życia bez niego. Liczył się tylko on, i nic więcej. Dla niego zaniedbywała swoją pracę, dla niego zrezygnowała zupełnie z jakiekolwiek życia towarzyskiego. A on przecież nic takiego jej nie nakazywał... Dlaczego ona więc tak się zachowywała? Czy to dlatego, że on był, kim był, i ona tak cholernie bała się odrzucenia z jego strony? Przecież on ją kochał, więc jak niby miał ją zostawić? Nie czuł się przez nią zaniedbywany, wręcz przeciwnie - czasem po prostu miał już jej dosyć i chciał nieco od niej odpocząć. A to nie było mu dane.

- Nie wiąż się z żadną szafiarką. O tyle Cię proszę. Stać Cię na kogoś lepszego. Pogrążyłbyś się zupełnie takim związkiem. - chyba zaskoczyła go nieco tymi słowami. 

- Aha. - palnął bez zastanowienia, jeszcze bardziej rozsierdzając tym swoją, chyba byłą już, dziewczynę. 

- A teraz zejdź mi z oczu, bo nie chcę Cię znać. Żegnaj. - rzekła i w końcu uwolniła się z jego uścisku. Ruszyła natychmiast w stronę swojego pokoju, gdzie miała spakować swoje rzeczy. Następnie zamierzała opuścić hotel i wyruszyć w stronę lotniska. Chciała po prostu zniknąć z jego życia... 

- Do zobaczenia. - szepnął. - Nie mówię "żegnaj", tylko "do zobaczenia", bo wierzę, że to nie koniec naszej znajomości, naszego związku, naszej miłości... Wierzę, że potrzebujemy trochę czasu, żeby przemyśleć to wszystko, co się stało. I że po tym czasie wrócimy do siebie, spragnieni siebie nawzajem. - dodał. - Będę o Ciebie walczyć. Nie odpuszczę. Jeszcze będziemy szczęśliwi ze sobą. - zakończył. Miał nadzieję, że go usłyszała.
Owszem, usłyszała. Jeszcze bardziej się rozpłakała. Ale nawet to nie było w stanie zmienić jej decyzji, którą już podjęła. Musi stąd wyjechał w trybie natychmiastowym. Być może kiedyś będzie w stanie spojrzeć mu w oczy, porozmawiać z nim, wybaczyć mu. Ale na pewno nie teraz, kiedy tak bardzo nawzajem się zranili. Musiała odpocząć, dać sobie czas na jakieś przemyślenia... Ona była jednak bardziej sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego, niż Cichy. Nie wierzyła zbytnio w to, że jeszcze mogliby być razem. Zapewne szybko o niej zapomni i znajdzie sobie inną. A że ona nie zapomni o nim nigdy, to już inna sprawa. Trudno będzie jej zresztą zapomnieć, kiedy będzie miała pewną pamiątkę po ich intensywnej znajomości. Pamiątkę, której jednak on nigdy nie widział. A czy kiedyś ją zobaczy?... Bardzo to było wątpliwe. Anka nie potrafiła mu tego powiedzieć... Do niej samej to jeszcze tak naprawdę nie docierało... 
Spakowała się i wróciła do kraju. Piotrek próbował ją jeszcze zatrzymać, gdy ta ze swoją walizką zmierzała w stronę wyjścia z hotelu, ale dziewczyna była nieugięta... Nie wiedziała, czy wróci do swojego domu, czy zaszyje się gdzieś, gdzie nie znajdzie jej nikt. A już na pewno nie Nowakowski, ani żaden z jego znajomych... 
Miłość skończona. A przynajmniej tymczasowo. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Znudzona zgrupowaniem w Spale ekipa postanowiła nieco się rozerwać. A co robi człowiek, kiedy chce zrobić coś szalonego? Ależ oczywiście, idzie na fastfood'a. Do KFC. Zawodnicy nie przejęli się zupełnie tym, że Endrju nie bardzo akceptował ten ich wypad. Sami podjęli taką decyzję i nie zamierzali ani słuchać trenera, ani potem się usprawiedliwiać z tego, co zrobili... A jak ktoś myślał, że wyjście na fastfood'a to coś normalnego, to się mylił, i to bardzo. Przecież z tą bandą nic nie może być normalne. Nawet wyjście na niezdrowe żarcie. Zwłaszcza, jak wybierało się na nie całe stado, a nie pojedyncze jednostki... W menu królowały B - smarty, a więc tortille i inne kanapeczki. Ponadto na stołach dostrzec można też było skrzydełka kurczaka, jakieś hamburgery i inne cuda. Niektórzy zdecydowali się dodatkowo na drobne przekąski, takie jak napój z lodem, czy jakieś sałatki. 


- Eeee, bo ja chcę B - smarta! - Hain jęczał jak stare gacie, licząc na to, że ktoś mu kupi ową kanapeczkę, i nie będzie musiał bulić ze swojego hajsu. 


- No to se sam kup. - prychnął Bołi, i sam już wgryzał się w swoje skrzydełka kurczaka. 

- Nikt nie jest tak głupi, żeby wydawać szmal za kogoś. - przewrócił oczami Kubiak i w spokoju dopijał swojego Krusher'a o smaku batona Lion. 

- Ale ja jestem biednym studentem, mnie nie stać na takie ekstrawagancje. - zrzędził środkowy. 

- A od kiedy Ty niby jesteś studentem? - zdziwił się atakujący Cerradu Czarnych Radom.

- Od kiedy Twoja Stara zapierdziała się na śmierć w kiblu. - palnął, wzbudzając przy tym śmiech u połowy zawodników, i zażenowanie, u tej drugiej części.

- A jak mowa o kiblach, to niezłe kible mają w tej knajpie. - zaczął zachwalać pomieszczenie Wrona. - Czyściutkie kabiny, sedes nie jest zasrany, papieru nie brakuje, jak spuszczasz wodę to nie lata na wszystkie strony... - wyliczał. 

- I jest suszarka do rąk. - zauważył Karollo.

- I da się wycisnąć mydło! - krzyknął Włodarczyk. Tak, to była jedna z najważniejszych zalet owej toalety. Dające się wycisnąć mydło w dzisiejszych czasach często istnieje tylko teoretycznie. Podobnie jak tramwaj numer 6. 

- Eeee... a ja to w takiej suszarce kiedyś sobie bułkę podgrzewałem. Pychotka, mówię wam. - zaśmiał się Muzaj. 

- A mózgu sobie kiedyś nie podgrzałeś? - parsknął Wujek. 

- A ja to kiedyś zrobiłem zupę chipsową. - uśmiechnął się Zator. 

- Jak Ty tego dokonałeś? - jęknął Dżony. Najwyraźniej nie tyle chciał usłyszeć przepis na zupę chipsową, tylko bał się tego, co może usłyszeć. 

- No miałem se paczkę chipsów, nie? - zaczął tłumaczyć. 

- No.  - kiwnął głową na znak, że go słucha. 

- No i se z nią poszłem do kibla. - mówił dalej.

- Poszedłem. - przerwał mu Zagumny. 

- Ale ja miałem blisko, więc poszłem! - wrzasnął Zati. 

- Jaki bulwers. - zironizował Dzik. 

- Dobra, na czym to skończyłem? Aaaa, poszłem se do kibla z paczką chipsów. Wziąłem i se nalałem wody do niej. I włala, miałem zupkę. - wydawał się być niezwykle dumny z tego, co powiedział.

- Ja pierdolę. - westchnął Guma i przyjebał sobie facepalm'a. - Co ja tu, kurwa, robię...  

- Jesteś. - zauważył Hain. Taak, to było bardzo odkrywcze. 

- No szit, Szerlok. - pokręcił głową Woicki. 

- Wspaniały jest ten kibel. - wrócił do zachwycania się nad toaletą, Andrzej. 

- I wspaniała ta suszarka. - dodał Karol.

- I to mydło się wyciska, ooch! - wył z zachwytu Włodi. 

- Klopek taki czysty! - krzyknął Mały Maciek.

- Zamknijcie mordy. - warknął Zagumny.

- Co? - zdziwił się Kłos.

- Zamknijcie mordy. - powtórzył rozgrywający. 

- Dziadek Guma to jednak nie ma ni chuja poczucia humoru. - westchnął Rucy. 

- Ej, wiecie, co mi się właśnie przytrafiło? - przerwał rozmyślania kolegów Wiśnia. 

- Nie? - Janek okazał zainteresowanie tematem. 

- Byłem tak zamyślony, że jak zamawiałem żarcie, to zamiast o sól do frytek, to poprosiłem o fugi do płytek... - szepnął. 

- Ty to zawsze byłeś szalony. - zaśmiał się najlepszy blokujący o pojedynczym bloku. 

- Podziwiam Cię, stary. - zachichotał Winiarski. 

- To kupi mi ktoś tego B - smarta?... 
Nie, Hainku, nikt Ci go nie kupi. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Rzym, Włochy

Parę godzin później, paręset narzekań i szlochań Pitera później, na stołówce spotkali się Grześ Kosok i Michał Żurek. Środkowy bardzo przejął się stanem swojego kolegi, który nagle, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zupełnie stracił ochotę do życia. Wiedział dlaczego. Anka z nim zerwała. Nie wiedział jednak, co sprawiło, że pani psycholog tak się zachowała. Przecież wyglądali na taką dobraną parę, której nic nie rozdzieli. A tu taki zonk... Kosoczek postanowił porozmawiać na ten temat z Zupą, licząc na to, że być może ten coś wie... 


- Echhh... Misiek. - zaczął.


- No? - po skończeniu swojego Kit - Kat'a wydał jakiś niezidentyfikowany dźwięk.

- Dziwne rzeczy ostatnio się tu dzieją. Najpierw Kamila skacze jak głupia po łóżkach, potem ten test ciążowy w kiblu, a teraz jeszcze Anka zerwała z Pitem i wyjechała... - westchnął i pokręcił głową. 

- Jaki znowu test ciążowy? Kamila robiła test ciążowy? - zdziwił się. 

- Wiesz, mi się wydaje, że to raczej nie Kamila. - szepnął. 

- Że niby Anka? - spytał. 

- Tak mi się wydaje. Może to dlatego wyjechała. - bąknął. - Bo bała mu się powiedzieć. - dodał.

- Ale czego ona miałaby bać się mu powiedzieć? - nie rozumiał. 

- Że test był pozytywny... 

- O rzesz kurwa... - bąknął.

- Powiedział rolnik do pługa. - próbował zażartować środkowy.

- A ten idiota... Ugh. - jęknął Zupa. - No to spierdolił po całości. Pewnie nigdy się nie dowie... 

- A ten idiota co? Ty coś wiesz w temacie? - wyglądał na zdumionego.

- Ten idiota ją zdradził... - powiedział. 

- Że co on niby zrobił?! - ryknął, a oczy prawie mu wyleciały z oczodołów.

- Kamila go uwiodła. Przyszła wieczorem, wlazła mu do łóżka, zrobiła mu dobrze, a potem omamiła go totalnie. A on w końcu jej uległ i ją przeorał. - Grzesiek otworzył usta. 

- Skąd Ty to wiesz?! - wrzasnął. 

- Bo ona mi powiedziała. - palnął. - Ja... ja się trochę do tego przyczyniłem. - bąknął. 

- To znaczy? - nie przestawał się dziwić czarnowłosy. 

- No... ona chciała im zjebać związek. Bo Anka miała jej coś głupiego nagadać, i on też miał jej niby coś zrobić, że miała jakieś nieprzyjemności z tego powodu. I chciała się na nich zemścić. No to sobie wymyśliła, że wpuści komuś Ankę do łóżka, żeby ją potem zżerały wyrzuty sumienia, czy coś. A ona potem miała pójść do niego i mu powiedzieć, co wyprawia jego laska. Albo sama po prostu też mu wskoczyć pod kołdrę... Jak widać, wybrała drugą opcję. - rzekł. 

- Ale... co Ty masz z tym wspólnego? - jęknął. 

- Miałem znaleźć kogoś, kto odwróciłby jej uwagę, jej, to znaczy Anki. Że niby miałby z nią pogadać, czy coś, udawać, że potrzebuje pomocy. A potem ją upić. W sumie, to chyba nawet nie miał jej przelecieć, tylko po prostu zrobić coś, żeby ona na noc nie wróciła do Pita. Albo udawać, że poszli razem do łóżka, podesłać fotę Kamili, a ona miała ją pokazać Pitowi. No ale on też się upił, no to tą Ankę jednak przeleciał... - wytłumaczył wszystko, co wiedział. 

- I kogo Ty znalazłeś, kto zgodził się na wypełnienie tego planu? - spytał. 

- Wojtaszka... - pisnął cichutko. 

- No to super. To teraz przez Kamilę, Ciebie i Wojtaszka, Pit się najprawdopodobniej nigdy nie dowie, że zostanie ojcem. Super. Jesteś z siebie dumny? - prychnął Kosok. Środkowy wstał i ruszył w kierunku drzwi. 

- Grzechu... - szepnął Żurek.

- Tak? - warknął. 

- No ale chyba nic mu nie powiesz, prawda? - chyba się przestraszył. Przestraszył? Ba, on się trząsł jak osika na wietrze. 

- Nie. Nic mu nie powiem. Jeszcze tego by brakowało, żebym miał go dobijać taką informacją... To przecież mój najlepszy przyjaciel. Miałbym mu pogłębiać doła? Wystarczy, że już zupełnie stracił ochotę do życia po tym, jak ta z nim zerwała. Zbladł tak, że trudno go odróżnić od tej białej ściany na korytarzu... - westchnął. 

- No i przecież nie mamy pewności, czy to jest test Anki. Może to jakaś pracownica hotelu?... - zastanawiał się Misiu. 

- Echhh... - westchnął Grzesiek. Wierzę, że wrócą niedługo do siebie, kiedy minie trochę czasu. Kiedy stwierdzą, że jednak nie mogą bez siebie żyć. 

___________________________________________________________

A czy naprawdę wrócą?... Czas pokaże, ale chyba niekoniecznie tak Anka i Pit wyobrażali sobie swoje rozstanie. Każde z nich chciało załatwić to inaczej, ale coś nie pykło, i ostatecznie rozeszli się w nienajlepszej atmosferze. 
A czy do siebie wrócą? Czy w międzyczasie pocieszy się jakąś inną dziewczyną? To nie jest wykluczone. 
No cóż, pożyjemy, zobaczymy...
A czyj był ten test? Jak myślicie? Czy to jednak Anki, czy może tylko pracownicy hotelu?...
To, że rozdział wskazuje na to, że Anka mogła zaciążyć, wcale nie znaczy, że tak się stało. Zawsze może się trafić jakiś wadliwy test. Ona może być przekonana, że TO się stało, a tak wcale nie musi być.
A jak było naprawdę? Przekonamy się niedługo. 

KFC jest fajne. Lubimy kejefka. Bardzo. 
Więc wyślemy tam siatkarzy, no lol.

Co się dzieje z moją Sovią? Czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć? Czy to typowy spadek formy na przełomie listopada i grudnia, czy jednak brak JEDNEGO ogniwa jest aż tak odczuwalny?... Środek leży, kwiczy i robi pod siebie. Z resztą lewe skrzydło nie ma się lepiej...
Wirtuozerię Małego można by oceniać w "Tańcu z Gwiazdami", a Siurak? A Siurak to jest drugi cyborg, bo miano pierwszego jest zarezerwowane. 
No, w końcu jednak nawet i cyborg musiał się popsuć... 

Następny rozdział będzie, jak się napisze. A czasu na pisanie brak. Weny też, a i chęci coraz mniej. 
Czasem mam ochotę rzucić to w cholerę...