11.07.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała
Och, chyba Anka Chmura w końcu zauważyła zdjęcie, jakie ostatnio wylądowało na Facebooku Romacia. To, na którym ten tak po prostu leżał sobie w łóżku z Kamilą, jakby to była najnormalniejsza w świecie rzecz. A przecież nie była, bo atakujący miał przyznać psycholożce, że to ona jest dla niego ważniejsza w jego życiu. Czy tak jednak na pewno było? Chyba niekoniecznie, skoro ciągle coś łączyło go z rudowłosą panią fotograf. Coś wciąż do niej czuł, pytanie tylko - co. Owszem, byli przyjaciółmi, lecz ich relacja wykraczała poza to określenie. Przynajmniej w jego przypadku, lecz oczywiście nie mógł jej tego powiedzieć. Niekoniecznie jednak chodziło tu o to, że miał kochać Falęcką. Wręcz przeciwnie - już dawno przestał się za nią oglądać na korytarzu, czy wzdychać do niej, gdy robiła zdjęcia na treningach reprezentacji. Chciał tylko jednego - żeby ona nie związała się z żadnym z jego kolegów. Dlaczego? Bo był o nią zwyczajnie zazdrosny, mimo, że sam nie zamierzał oferować jej związku. Dlatego też takim zachowaniem miał nadzieję zniechęcić potencjalnych adoratorów ślicznej dziewczyny, zmusić ich do zaniechania swoich prób zdobycia jej serca. A może raczej tak konkretniej, jednego adoratora. Tego, który chyba nieco już ześwirował na punkcie Kamili i coraz częściej zdarzało mu się o niej wspominać zupełnie bez okazji, w jakichś błahych sytuacjach. Tego, którego ona postanowiła leczyć z jego uzależnienia od seksu. Specyficzne było jednak to, że leczyła go właśnie w ten sposób... Po niej także było widać, że blondwłosy zawodnik Resovii nie jest jej obojętny, lecz czy można było z całą pewnością stwierdzić, że trafiła ją strzała amora? Na wyciąganie takich wniosków było chyba jednak jeszcze za wcześnie, a skomplikowany charakter tej rudej wredoty absolutnie nie ułatwiał sprawy. Dziewczę to sprawiało bowiem wrażenie wyjątkowo niezdecydowanego, niby kleiła się do niego strasznie, niby przyczepiała się jak rzep do psiego ogona, ale jednak twierdziła, że nic jej z nim nie łączy. Nic oprócz tych wspólnie spędzanych nocy. Przestała już milczeć na temat tego, co wyrabiała z przystojnym środkowym po zapadnięciu zmroku. To było jak najbardziej zrozumiałe, w końcu już wszyscy w ośrodku (i nie tylko) wiedzieli, że ta dwójka nawiązała ze sobą gorący romans. Bezsensowne byłoby więc dalsze zaprzeczanie temu wszystkiemu. Ale to wszystko. No, może jeszcze jakieś sprośne docinki, którymi często się raczyli nawzajem podczas treningów. I te drobne wspomnienia o niej, które czasem mu się zdarzały, a które były jakby zupełnie wyrwane z kontekstu. Poza tym - nic. Nic więcej ich nie łączyło. Żadna randka, żadne czułe słówka szeptane do siebie. Ich relacja wyglądała na typowe "friends with benefits", i tylko oni sami wiedzieli, co tak naprawdę było między nimi. Tylko oni sami wiedzieli, jakie uczucia względem siebie, tak skrzętnie ukrywali przed wszystkimi, nawet przed sobą nawzajem. I na razie chyba nie zanosiło się na to, żeby to się miało zmienić. On bał się wykonać kolejny krok, bo bał się, że coś spieprzy, a jej nie spieszno było do poważnego związku. Podobnie jak w przypadku Anki, także i tutaj grał w kotka i myszkę i przeciągał to wszystko w czasie tak bardzo, jak tylko się dało. Nie chciał niczego zrobić zbyt szybko, musiał najpierw dwadzieścia razy zastanowić się, czy dobrze robi, czy na pewno tego chce. Nie zamierzał pochopnie podejmować żadnych decyzji. Wiedział jednak, że Falęcka nie jest dla niego zwykłą przyjaciółką i prędzej czy później, nadejdzie ten moment, kiedy powie jej o swoich uczuciach, jakie do niej żywi. Do tej pory zamierzał być po prostu grzecznym pacjentem fotografki, która w tym momencie robiła mu za psychologa. Posłusznie poddawał się jej terapii, która zaczęła przynosić pierwsze efekty. Na czym polegała terapia leczenia seksem... seksoholizmu? Na stopniowym zaprzestawaniu jego uprawiania, zmniejszeniu częstości występowania ich nieznośnych igraszek. Zaczęli od podstaw, i pierwszym sukcesem było to, że Nowakowski był w stanie wytrzymać przez jeden dzień bez rzucania kurwami na wszystkich kolegów wokół i jęczenia, jak bardzo chciałby kogoś dziś zaliczyć. Stopniowo przychodziły kolejne postępy i aktualnie środkowy był w stanie "pościć" już przez tydzień, co jeszcze niedawno wydawałoby się nie do pomyślenia... Oryginalna terapia przeprowadzana przez Kamilę okazała się więc strzałem w dziesiątkę. Sympatyczny zawodnik powoli wracał do normalności. Ani razu w trakcie terapii nie obejrzał się nawet za żadną hotką, mimo że zdarzało się, że wieczorami jakieś spacerowały pod Centralnym Ośrodkiem Sportu. One go już jednak zupełnie nie pociągały...
Z punktu widzenia Szymona, sprawa wydawała się więc beznadziejna. Widział, że tamtą dwójkę ewidentnie coś łączy, chociaż tak bardzo nie chciał, by to się działo. Nie wiedział jednak, co mógłby zrobić, żeby ich rozdzielić. Z pewnością takie próby załatwienia sprawy, jak to Bartman próbował czynić w przypadku Anki i środkowego, nie wchodziły w grę. Romać nie był skurwysynem i coraz bardziej zaczynał zdawać sobie sprawę, że nic tu nie zdziała i chyba po prostu powinien pozwolić im cieszyć się sobą, skoro tak bardzo tego chcą. Chyba po prostu musiał odpuścić walkę o serce Kamili... Musiał to zrobić, chociaż tego nie chciał. Uznał jednak, że tak będzie dla wszystkich najlepiej. Teraz przede wszystkim musiał jednak naprawić swoje relacje z Chmurą.
No tak, to było niemalże pewne, że Kosok zacznie bronić swojego najlepszego i najeżdżać na jego byłą, nawet jeśli ta nie napisała nic wprost o Cichym. Wiedział, że blondyn bardzo polubił Kamilę, tak więc z pewnością nie chciał, żeby ktoś ją obrażał. A że Grzesiu często pełnił rolę samozwańczego adwokata swojego kumpla, tak po prostu zaczął bronić rudowłosej. Poza tym, sam ją polubił. Wydawała mu się być naprawdę świetną koleżanką, dobrze mu się z nią rozmawiało, żartowało. Falęcka była zupełnie inna, aniżeli Chmura - od początku integrowała się ze wszystkimi siatkarzami, nie stroniła od nich. Chętnie przyłączała się do nich, rozmawiała z nimi, po prostu spędzała z nimi czas, była przy nich. Z pewnością można było ją nazwać częścią siatkarskiej rodziny. Cóż to była za miła odmiana w porównaniu z aspołeczną panią psycholog...
Reakcja jej byłego była jednak dość zaskakująca. Chociaż... właściwie to nie była. Rzuciła go przecież, gdy tylko usłyszała, że zrobił to, co ona. Jakoś on jej zdradę potrafił wybaczyć, ona jemu - nie. Niby to, jak i fakt zerwania mógł być jeszcze jak najbardziej zrozumiały, wyjechanie ze zgrupowania w celu przemyślenia kilku rzeczy i poukładania sobie wszystkiego w głowie - także. Ale to, że mijały kolejne dni, a ona nie wracała - już nie. Nikt nie wiedział, czy i kiedy miała zamiar jeszcze w ogóle pojawić się w Spale. Nikt nie wiedział, czy kadra nadal posiadała psychologa, czy też trzeba było szukać nowego. Nawet sztab szkoleniowy nie był w stanie powiedzieć nic konkretnego na ten temat. Po prostu wyjechała i przestała kontaktować się z całym światem. Z jednym wyjątkiem. Tym wyjątkiem był oczywiście Szymon Romać.
Zaraz, zaraz, jakiej aborcji? Przecież ona nie była w ciąży. Wprawdzie obawiała się, że może jest, ale gdy dowiedziała się, że to fałszywy alarm, miała odetchnąć z ulgą. Tak przynajmniej mówiła Szymonowi w jednej z wielu rozmów telefonicznych przeprowadzonych przez nich ostatnimi czasy.
A potem nastąpiła milusia wymiana uprzejmości między byłymi kochankami, i nie tylko.
Tak, to była naprawdę miła wymiana zdań...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
13.07.2014
- RZUCAJ SIĘ DO TEJ PIŁKI, PARALITYKU, A NIE STOISZ I SIĘ PATRZYSZ! - ryknął Ignaczak do swojego mniej doświadczonego znajomego z pracy. Kolegą jego bowiem Kacper Piechocki nie był. Ba, nie był najprawdopodobniej niczyim kolegą. Nikt nie potrafił polubić wyjątkowo wrednego gówniarza, który czasem zachowywał się, jakby się z dupą na łeb pozamieniał. Irańskie przygody nie nauczyły go praktycznie niczego. Nadal był wredny dla każdego, a już w szczególności dla pozostałych reprezentantów. Gdy oni pracowali w pocie czoła, on jak zwykle leżał plackiem na parkiecie i opierdalał się w najlepsze. Nikomu nie podobała się jego postawa, i trenerzy mieli już serdecznie dosyć jego olewactwa. Wprawdzie w Iranie po bliskim spotkaniu z niegroźną przecież kózką, ogarnął się czasowo na tyle, że zaczął normalnie pracować na treningach. Nawet udało mu się zadebiutować w reprezentacji podczas meczu Ligi Światowej, jednakże był to debiut bardzo krótki i wręcz fatalny. Wszedł pod koniec, zdawałoby się, wygranego seta. Ba, wygranego z palcem w dupie, jak to by większość rzekła. 20-10. Przecież to jest bezpieczna przewaga, chciałoby się rzec. Nic bardziej mylnego. Nie dość, że dla reprezentacji Polski nie ma czegoś takiego, jak bezpieczna przewaga, bo w efektowny sposób potrafią skaszanić każdą, to jeszcze młoda latorośl prezesa wybitnie nie miała swojego dnia. Czy zżarła go trema? Olał mecz? Nie wiadomo, jednakże wszedł na kilka ostatnich piłek meczu. Niestety, przeciwnik szybko odkrył, że z młodego prezesa jest wręcz zajebista strzelnica, od której piłka fajnie się odbija, toteż szybko zaczęli bombardować go zagrywką. Posłali w jego stronę dziesięć piłek, niekoniecznie mocnych, niekoniecznie jakichś wrednych, z rotacją. A on nie był w stanie przyjąć żadnej z nich. Dwa czasy wzięte przez Antigę nic nie dały i młody zakończył swój występ w meczu z imponującym wynikiem wynoszącym 10 błędów w przyjęciu na 10 przyjętych piłek. 100%, perfekcja... Irańczycy tymczasem po odrobieniu tych dziesięciu punktw straty do Polaków, złapali wiatr w żagle i nie pozwolili już naszym reprezentantom na wygranie tego seta. Zakończył się on wynikiem 25-22 dla Persów, a nasi chłopcy byli tak przybici tym, co się stało, że szybko przegrali także i kolejnego seta, w dość kompromitującym stylu, bo do 15. I tak oto przez jedną decyzję z pewnego zwycięstwa 3:0 w meczu... zrobił się tie - break, w którym na szczęście nasi reprezentanci zdołali wygrać. Takie to właśnie były Irańskie przygody Kacpra, których z pewnością nie będzie on chciał pamiętać...
- Sam się rzucaj. Gruby jesteś, chociaż schudniesz. - odburknął mu bardzo "kulturalnie", a może lepiej napisać kurturarnie.
- Bezczelny gówniarz! - prychnął w jego kierunku. Jeden z jego kolegów postanowił dłużej nie patyczkować się z tym wrednym osobnikiem i tak po prostu... spuścił mu przy wszystkich nieludzki wpierdol. Młodemu oczywiście nic się nie stało, a lanie miało być dla niego nauczką. A wielki zaszczyt go kopnął, bo oto wpierniczył mu sam Paweł Zagumny. Ten to już w ogóle miał po dziurki w nosie wiecznego marudzenia Piechockiego i tego dnia po prostu już nie wytrzymał kolejnych fochów młodziutkiej gwiazdki, która to myślała, że wszystko mu wolno. A gówno prawda. Szacunek do starszych się należy, a Igła z pewnością był od tego dzieciaka starszy.
- Kacper pujdże do swuj pokuj i przemiszli swoje zachowanie. - rzekł poważnym tonem Stefan. Zawodnik PGE Skry Bełchatów podniósł z boiska swoje szanowne cztery litery i bez słowa ruszył w stronę wyjścia z hali. Najwyraźniej nic do niego nie docierało... Tylko ta koza na niego wtedy zadziałała...
- Ja to chyba kiedyś przebiorę się za kozę i zacznę go straszyć na treningu, to może się ogarnie. - palnął Dżony, a część zawodników skwitowała to głośnym wybuchem śmiechu. Król Guma pokazał mu jedynie uniesiony do góry kciuk, na znak tego, że aprobuje tenże pomysł.
- Niezła myśl. - zachichotał Wiśnia. - Przyda mu się, żeby ktoś go znowu nastraszył, a skoro kóz się boi... W sumie... mogę zadzwonić do kogoś z klubu, żeby przywieźli nam tu strój naszej maskotki klubowej, naszego Koziołka Zaksiołka.
- Hahahah, już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak znowu będzie spierdalał z wrzaskiem. - przybił mu "pionę" Kłos. - Uwierzcie, nawet my mamy już dość tego typa.
- Wierzymy. - westchnął Łomacz. Nawet on był przerażony arogancją młodziutkiego libero.
- Wszyscy mają go dosyć. - zgodził się z nim Mateusz Mika.
- Nawet ja! - ryknął wkurzony Pawełek. - To przez tego dziada musiałem odejść ze Skry! Nigdy mu tego nie wybaczę!
Oj tak, Pawełek nienawidził Piechockiego. Zarówno starego, jak i młodego. I zdecydowanie miał za co. W końcu jaki normalny człowiek pozbywa się świetnego libero, żeby zrobić miejsce dla młodego gracza, który jest parodystą, ale który jest jego synem, i tylko dlatego ma mieć miejsce w składzie?...
- Ja płakaaałem, jak musiałem odejść. - poryczał się, gdy przypomniał sobie znów tą chwilę, gdy ogłaszał swoje odejście z klubu. Długo nie płakał, bo natychmiast kilku kolegów zaczęło go tulić i uspokajać. Jak małe dziecko, którym według wielu Zatorski był. Przecież ciągle się tak zachowywał. I to, że miał dziewczynę, nie zmieniało tu niczego. W obecnych czasach nawet dzieci miewają już swoje drugie połówki...
- Nie od dzisiaj wiadomo, że w tego typu klubach, gdzie szerzy się nepotyzm, należy mieć plecy. Jeśli ich nie masz, wylatujesz, nawet wtedy, gdy jesteś wychowankiem danego klubu. - niczym jakiś filozof rzekł Gumiasty.
- Ale ja mam plecy. - westchnął Zati. - Tutaj, nad dupą. Sam zobacz. - jęknął, a wszyscy tylko ryknęli śmiechem. No tak, Zator nie znał znaczenia tego sformułowania...
- Widzimy, Pawełku. Masz naprawdę bardzo ładne plecy. - pisnęła słodko Kamila.
- Dziękuję, Kamilka. - uśmiechnął się szeroko i przesłał jej buziaka w powietrzu, co ta niemalże natychmiast odwzajemniła. - Chociaż Ty tak uważasz. Piechockiemu moje plecy się nie podobały. - spuścił głowę.
- Tylko Kamila rozumie biednego Pawełka. - zachichotał Hainek, za co został natychmiast zdzielony z liścia przez Woickiego. Słusznie, z biednego Zatorka śmiać się nie można. On teraz cierpi, a Ty tego, człowieku, nie zrozumiesz.
- Nie śmiej się z niego. Nie widzisz, że on cierpi? - prychnął Jarosz.
- Przeepraszam. - wybełkotał środkowy Indykpolu AZS Olsztyn. - Pawełku, ja naprawdę nie chciałem Cię urazić.
- Ale to zrobiłeś. Swoją nieprzemyślaną wypowiedzią sprawiłeś mu wielką przykrość. - stwierdził Żygadło.
- I co ja mam teraz, kurwa, zrobić? Rzucić się pod most? - westchnął zrezygnowany środkowy.
- Czemu nie. Chociaż jednego idioty mniej będzie na tym świecie. - przewrócił oczami Bartman. Ach, ten Zbysiu. Zawsze taki miły dla wszystkich i nie owijający w bawełnę.
- No okej. Ale pochowacie mnie pod McDonalds'em. - zarządził.
- A to niby dlaczego? - Dryja tak zaczął rechotać, że prawie i by dostał czkawki.
- Bo chcę być pewny, że wszyscy będą odwiedzać miejsce mojego spoczynku. - fuknął, tupnął nogą i odwrócił się do wszystkich plecami. No, typowy foszek poszedł.
- Ja to bym wolał Cię pochować pod szpitalem psychiatrycznym. - burknął Kubiak.
- A to niby dlaczego? - zdziwił się Hain.
- Bo miałbym wtedy pewność, że tam byłeś. - odpowiedział.
- Mehehe, nieśmieszne. - skrzyżował ręce i dalej trwał w swoim fochu.
- Zamknij się wreszcie, to Paweł jest tu główną gwiazdą. jęknął Wujek.
- Otóż to. Ja cierpię. Bardzo. I powinniście się tym wszyscy przejmować, a wy się śmiejecie! - wrzasnął na nich Zatorski.
Nikt już nie śmiał naśmiewać się z biednego Zatora...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
15.07.2014
- Może w coś zagramy? - zaproponował Szalpuk.
- Świetny pomysł! - poparł go Mały. - Ale w co?
- Może w kalambury? - zaproponował Żaliński.
- Nie. Tylko nie to. - westchnął Guma.
- Dlaczego? - zaśmiał się Kłos.
- Bo do dzisiaj pamiętam, jak jeden z was przez pół godziny udawał wór ziemniaków... - przywalił sobie facepalma na samą myśl o tej dziwacznej sytuacji. No tak, udawanie wora ziemniaków nie jest zbyt wymagającym zdaniem. Po prostu wystarczy skulić się w kłębek i... trwać tak w bezruchu. Wyjątkowo proste. Chociaż... niekoniecznie dla niektórych siatkarzy, którzy przecież byli wulkanem energii i nie potrafili usiedzieć w jednym miejscu kilku chwil bez poruszania się. Wcielający się w tę rolę Konarski odegrał ją jednak wówczas perfekcyjnie. Tylko że nikt nie był w stanie odgadnąć, czym on był... Przez pół godziny...
- To może po prostu w Scrabble? - podsunął pomysł Pawianek Drzyzga.
- Eee, bez sztabu to nie to samo. - sceptycznie odniósł się do tego Kurek.
- No to w wisielca. - wypalił Wlazły. - Do gry w wisielca nie potrzeba ani sztabu, ani myśleć. Ba, nie potrzeba nawet mózgu. - stwierdził, a część chłopaków zachichotała głośno po usłyszeniu tych słów.
- Idealnie. Nawet Zatorski da radę z nami w to zagrać. - zaśmiał się Mały Maciek. - No bo alfabet to chyba umiesz, prawda? - spytał.
- Umiem. - uśmiechnął się
- Tak? To powiedz. - zarechotał Bołądź.
- Ale co mam powiedzieć? - nie ogarnął, jak zwykle, oszczędnie owłosiony libero.
- Alfabet. - odpowiedział mu Szymon.
- Alfabet. - powtórzył bardzo zadowolony z siebie Pawełek, a wszyscy pozostali przywalili sobie wyjątkowo soczystego facepalma. - Ach. Ja wiem, o co chodzi. A, be, ce, de, e, ef, gie, ha, idjotka. - wyrecytował.
- No, prawie dobrze. Siadaj, pała. - zachichotał Cichy.
- Weź go nie strasz, bo się znowu dzieciątko poryczy. - westchnął Zupa.
- Kto zaczyna tego wisielca? - spytał Ferens.
- Ja nie chcę. Nie wymyśliłem jeszcze swojego słówka, a chcę, żeby ono było jakieś takie wyszukane, i takie, no wiecie, tludne do odgadnięcia. - uśmiechnął się Łafał.
- Ja jeszcze myślę nad swoim słowem. - wtrącił Winiar.
- Ja też! - dodał Włodarczyk.
- Ja swoje już mam. - rzekł Kosinka.
- Chcesz zaczynać? - spytał Piter.
- A Ty masz słowo? - odpowiedział Grześ pytaniem na pytanie.
- Grzesiu, nie odpowiada się pytaniem na pytanie. - wyszczerzył się blondwłosy środkowy Resovii. - Mama nie uczyła? - zarechotał. - Ale, tak, mam słowo.
- To zacznij. - zarządził Guma.
- No dobrze. Moje słowo jest bardzo proste do odgadnięcia. Chyba. Ma tylko cztery litery więc co to za trud będzie dla was? - zamrugał okiem. To słowo wcale nie było łatwe do odgadnięcia i on doskonale o tym wiedział.
- Cztery litery? Pomyślmy... DUPA! - ryknął Feru.
- Pudło. Wisisz. - cmoknął w jego stronę i narysował pierwszą kreskę na jakiejś właśnie znalezionej kartce papieru.
- CIPA? - zarżał Siurak.
- Nie, Bartusiu. - uśmiechnął się i dorysował kolejną kreskę.
- SEKS! - wrzasnął Zatorski.
- Nie masz racji i Ty. - zaśmiał się.
- Może jednak spróbujmy literami?... - westchnął Zagumny, załamany poziomem inteligencji swoich kolegów.
- A próbujcie. - chichotał wesoło.
- A! - krzyknęło równocześnie chyba z dziesięciu siatkarzy.
- A nie ma tam A. - strzelił tak bardzo typowego dla siebie, przyjebanego bananka i zapisał literę, której nie było. Ponadto dorysował kolejną kreskę do wisielca, już czwartą.
- Be. - westchnął Hain. - A, nie, kurwa, to wisielec, a nie abecadło. - złapał się za głowę.
Reszta także to zrobiła.
- Nie ma tam B. - przewrócił oczami Nowakowski.
- O? - spytał Wiśniewski.
- Nie. - dorysował kolejną kreskę. Wisielec posiadał już głowę.
- I? - westchnął Wrona?
- Też nie. - zaśmiał się. - Jeszcze cztery próby, śmiało, śmiało.
- E? - zaproponował Ziomek.
- Nie. - wyjątkowo bawiło go to, że nikt nie potrafił odgadnąć choćby jednej litery. No cóż, odgadnięcie TYCH liter z pewnością nie było rzeczą prostą...
- A tam w ogóle jest samogłoska? - jęknął zrezygnowany Muzaj.
- Jest. No chyba musi być, żeby to było słowo, nie? - pokręcił głową z niedowierzaniem. Dlaczego on musi na co dzień współpracować z takimi debilami?
- No to zostaje Y... - bąknął nieśmiało Szymon.
- Ale na Y to jest chyba tylko Yeti. - zauważył Gregor. - A I już było i nie pasowało mu.
- Ale Y też tam nie ma. - wzruszył ramionami środkowy.
- To co Ty tam masz za samogłoski? - jęknął Żurek.
- Fajne. - odpowiedział.
- Ą? - spytał Bołi.
- Nie. - usłyszał. - Nie takie samogłoski, ale też fajne. - dodał.
- O z kreską. U zamknięte, jak wolisz. - rzekł Zagumny.
- Król Guma zawsze da radę. - uśmiechnął się. W jego słowie była taka litera.
- Żółw? - palnął nagle bez zastanowienia Hainek?
- Nie. - uśmiechnął się jego imiennik. - Ale... ciepło.
- Żółć. - rzekł Guma. - Co wygrałem?
- Kurwa, myślałem, że tego nie zgadniecie. - zachichotał. - Otóż, Pawciu, wygrałeś frytki z colą i seans Trudnych Spraw u mnie w pokoju.
- Fantastycznie. Dziękuję. - odrzekł.
- Nie, to ja dziękuję. W końcu ktoś był w stanie to odgadnąć. Do tej pory nikt nie potrafił. Nigdzie. W liceum to się pół godziny z tym słowem męczyli... - powiedział.
- Gdyby nie Król Guma, to my byśmy się męczyli chyba z godzinę, albo dwie. - podsumował wszystko Kurek. - Takie słowo wymyśleć... Echh...
- No co? Fajne było. - zarechotał.
- CHŁOPCZE! TRENING! - usłyszeli, i natychmiast popędzili na halę.
Tak się skończyła kolejna zabawa tej wesołej bandy.
________________________________________________________
Po zdecydowanie zbyt długim czasie wracam z tym byle czym. Jakości to to nie ma żadnej, ale w końcu trzeba było już coś napisać.
Wybaczcie, najpierw oglądało się Igrzyska, potem było się na wakacjach, potem nie miało się weny, aż w końcu zaczęły się studia...
Jak widać, zaczynamy trochę skakać do przodu, jeśli chodzi o czas. Toteż najpierw dalszy czworokąta Szymon-Anka-Piter-Kamila. Nakreślenie aktualnej sytuacji, kto, co, do kogo i dlaczego.
Czy z tego czworokąta utworzą się dwie pary?
Czy Anka wróci? Jeśli tak, to kiedy?
A potem po prostu dwie sytuacje, jakich wiele, w tym jedna gra. No musiałam w końcu dać moje ulubione słowo w wisielcu, którego nie potrafi nikt odgadnąć, musiałam.
W końcu zaczął się sezon ligowy w siatkówkę. Ja, jak zawsze, trzymam kciuki za moją Sovię. Skład mają taki, że powinni wygrać ligę i powalczyć o wejście do Final Four Ligi Mistrzów. Ale jak wiadomo, Sovia lubi zaskakiwać.
Pomimo tego, że Endrju sam się podał do dyspozycji zarządu, że wszyscy tak na niego psioczą, nie jestem pewna, czy dobrym pomysłem byłoby rozstanie się z nim.
Jednak do tej pory forma zawsze była na najważniejsze mecze. Tylko w ostatnim sezonie coś nie pykło. No ale on był, pod wieloma względami, ekstremalny.
Moje miśki grają coraz lepiej, uwielbiam patrzeć na trójkę naszych hokeistów, jak to nazwał ich jeden bardzo mądry człowiek, niejaki RealistaPZPS. Jeśli go nie znasz, to się ciesz. Jeśli chcesz zaczerpnąć nieco więcej informacji, wbijaj na Nonsensopedię i znajdź artykuły o Resovii i Skrze Bełchatów. Tam znajdziesz kilka jego mądrości.
Wciąż czekam na taki mecz, że pewien zawodnik skutecznie zamknie japy wszystkim hejterom. Myślę, że to już niedługo nastąpi. Forma idzie w górę.
Kto z was gra w Wygraj PlusLigę? :D Ile macie drużyn, i dlaczego mniej niż ja, czyli mniej niż 10? :D
Nie wiem, kiedy będzie następny rozdział, nawet nie próbuję dawać żadnego orientacyjnego terminu. Teraz mnie coś naszło, więc wypociłam to byle co, chyba tylko po to, żeby nie zapomnieć w ogóle, jak się pisze...
Przepraszam, że to jest takie krótkie, tylko tyle byłam w stanie wymóżdzyć...
W najbliższych dniach postaram się doczytać obserwowane przeze mnie blogi.
Przepraszam, że to jest takie krótkie, tylko tyle byłam w stanie wymóżdzyć...
W najbliższych dniach postaram się doczytać obserwowane przeze mnie blogi.








