30.11.2016

LII. "Ja to bym wolał Cię pochować pod szpitalem psychiatrycznym."

11.07.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała


Och, chyba Anka Chmura w końcu zauważyła zdjęcie, jakie ostatnio wylądowało na Facebooku Romacia. To, na którym ten tak po prostu leżał sobie w łóżku z Kamilą, jakby to była najnormalniejsza w świecie rzecz. A przecież nie była, bo atakujący miał przyznać psycholożce, że to ona jest dla niego ważniejsza w jego życiu. Czy tak jednak na pewno było? Chyba niekoniecznie, skoro ciągle coś łączyło go z rudowłosą panią fotograf. Coś wciąż do niej czuł, pytanie tylko - co. Owszem, byli przyjaciółmi, lecz ich relacja wykraczała poza to określenie. Przynajmniej w jego przypadku, lecz oczywiście nie mógł jej tego powiedzieć. Niekoniecznie jednak chodziło tu o to, że miał kochać Falęcką. Wręcz przeciwnie - już dawno przestał się za nią oglądać na korytarzu, czy wzdychać do niej, gdy robiła zdjęcia na treningach reprezentacji. Chciał tylko jednego - żeby ona nie związała się z żadnym z jego kolegów. Dlaczego? Bo był o nią zwyczajnie zazdrosny, mimo, że sam nie zamierzał oferować jej związku. Dlatego też takim zachowaniem miał nadzieję zniechęcić potencjalnych adoratorów ślicznej dziewczyny, zmusić ich do zaniechania swoich prób zdobycia jej serca. A może raczej tak konkretniej, jednego adoratora. Tego, który chyba nieco już ześwirował na punkcie Kamili i coraz częściej zdarzało mu się o niej wspominać zupełnie bez okazji, w jakichś błahych sytuacjach. Tego, którego ona postanowiła leczyć z jego uzależnienia od seksu. Specyficzne było jednak to, że leczyła go właśnie w ten sposób... Po niej także było widać, że blondwłosy zawodnik Resovii nie jest jej obojętny, lecz czy można było z całą pewnością stwierdzić, że trafiła ją strzała amora? Na wyciąganie takich wniosków było chyba jednak jeszcze za wcześnie, a skomplikowany charakter tej rudej wredoty absolutnie nie ułatwiał sprawy. Dziewczę to sprawiało bowiem wrażenie wyjątkowo niezdecydowanego, niby kleiła się do niego strasznie, niby przyczepiała się jak rzep do psiego ogona, ale jednak twierdziła, że nic jej z nim nie łączy. Nic oprócz tych wspólnie spędzanych nocy. Przestała już milczeć na temat tego, co wyrabiała z przystojnym środkowym po zapadnięciu zmroku. To było jak najbardziej zrozumiałe, w końcu już wszyscy w ośrodku (i nie tylko) wiedzieli, że ta dwójka nawiązała ze sobą gorący romans. Bezsensowne byłoby więc dalsze zaprzeczanie temu wszystkiemu. Ale to wszystko. No, może jeszcze jakieś sprośne docinki, którymi często się raczyli nawzajem podczas treningów. I te drobne wspomnienia o niej, które czasem mu się zdarzały, a które były jakby zupełnie wyrwane z kontekstu. Poza tym - nic. Nic więcej ich nie łączyło. Żadna randka, żadne czułe słówka szeptane do siebie. Ich relacja wyglądała na typowe "friends with benefits", i tylko oni sami wiedzieli, co tak naprawdę było między nimi. Tylko oni sami wiedzieli, jakie uczucia względem siebie, tak skrzętnie ukrywali przed wszystkimi, nawet przed sobą nawzajem. I na razie chyba nie zanosiło się na to, żeby to się miało zmienić. On bał się wykonać kolejny krok, bo bał się, że coś spieprzy, a jej nie spieszno było do poważnego związku. Podobnie jak w przypadku Anki, także i tutaj grał w kotka i myszkę i przeciągał to wszystko w czasie tak bardzo, jak tylko się dało. Nie chciał niczego zrobić zbyt szybko, musiał najpierw dwadzieścia razy zastanowić się, czy dobrze robi, czy na pewno tego chce. Nie zamierzał pochopnie podejmować żadnych decyzji. Wiedział jednak, że Falęcka nie jest dla niego zwykłą przyjaciółką i prędzej czy później, nadejdzie ten moment, kiedy powie jej o swoich uczuciach, jakie do niej żywi. Do tej pory zamierzał być po prostu grzecznym pacjentem fotografki, która w tym momencie robiła mu za psychologa. Posłusznie poddawał się jej terapii, która zaczęła przynosić pierwsze efekty. Na czym polegała terapia leczenia seksem... seksoholizmu? Na stopniowym zaprzestawaniu jego uprawiania, zmniejszeniu częstości występowania ich nieznośnych igraszek. Zaczęli od podstaw, i pierwszym sukcesem było to, że Nowakowski był w stanie wytrzymać przez jeden dzień bez rzucania kurwami na wszystkich kolegów wokół i jęczenia, jak bardzo chciałby kogoś dziś zaliczyć. Stopniowo przychodziły kolejne postępy i aktualnie środkowy był w stanie "pościć" już przez tydzień, co jeszcze niedawno wydawałoby się nie do pomyślenia... Oryginalna terapia przeprowadzana przez Kamilę okazała się więc strzałem w dziesiątkę. Sympatyczny zawodnik powoli wracał do normalności. Ani razu w trakcie terapii nie obejrzał się nawet za żadną hotką, mimo że zdarzało się, że wieczorami jakieś spacerowały pod Centralnym Ośrodkiem Sportu. One go już jednak zupełnie nie pociągały... 
Z punktu widzenia Szymona, sprawa wydawała się więc beznadziejna. Widział, że tamtą dwójkę ewidentnie coś łączy, chociaż tak bardzo nie chciał, by to się działo. Nie wiedział jednak, co mógłby zrobić, żeby ich rozdzielić. Z pewnością takie próby załatwienia sprawy, jak to Bartman próbował czynić w przypadku Anki i środkowego, nie wchodziły w grę. Romać nie był skurwysynem i coraz bardziej zaczynał zdawać sobie sprawę, że nic tu nie zdziała i chyba po prostu powinien pozwolić im cieszyć się sobą, skoro tak bardzo tego chcą. Chyba po prostu musiał odpuścić walkę o serce Kamili... Musiał to zrobić, chociaż tego nie chciał. Uznał jednak, że tak będzie dla wszystkich najlepiej. Teraz przede wszystkim musiał jednak naprawić swoje relacje z Chmurą. 



No tak, to było niemalże pewne, że Kosok zacznie bronić swojego najlepszego i najeżdżać na jego byłą, nawet jeśli ta nie napisała nic wprost o Cichym. Wiedział, że blondyn bardzo polubił Kamilę, tak więc z pewnością nie chciał, żeby ktoś ją obrażał. A że Grzesiu często pełnił rolę samozwańczego adwokata swojego kumpla, tak po prostu zaczął bronić rudowłosej. Poza tym, sam ją polubił. Wydawała mu się być naprawdę świetną koleżanką, dobrze mu się z nią rozmawiało, żartowało. Falęcka była zupełnie inna, aniżeli Chmura - od początku integrowała się ze wszystkimi siatkarzami, nie stroniła od nich. Chętnie przyłączała się do nich, rozmawiała z nimi, po prostu spędzała z nimi czas, była przy nich. Z pewnością można było ją nazwać częścią siatkarskiej rodziny. Cóż to była za miła odmiana w porównaniu z aspołeczną panią psycholog... 



Reakcja jej byłego była jednak dość zaskakująca. Chociaż... właściwie to nie była. Rzuciła go przecież, gdy tylko usłyszała, że zrobił to, co ona. Jakoś on jej zdradę potrafił wybaczyć, ona jemu - nie. Niby to, jak i fakt zerwania mógł być jeszcze jak najbardziej zrozumiały, wyjechanie ze zgrupowania w celu przemyślenia kilku rzeczy i poukładania sobie wszystkiego w głowie - także. Ale to, że mijały kolejne dni, a ona nie wracała - już nie. Nikt nie wiedział, czy i kiedy miała zamiar jeszcze w ogóle pojawić się w Spale. Nikt nie wiedział, czy kadra nadal posiadała psychologa, czy też trzeba było szukać nowego. Nawet sztab szkoleniowy nie był w stanie powiedzieć nic konkretnego na ten temat. Po prostu wyjechała i przestała kontaktować się z całym światem. Z jednym wyjątkiem. Tym wyjątkiem był oczywiście Szymon Romać. 



Zaraz, zaraz, jakiej aborcji? Przecież ona nie była w ciąży. Wprawdzie obawiała się, że może jest, ale gdy dowiedziała się, że to fałszywy alarm, miała odetchnąć z ulgą. Tak przynajmniej mówiła Szymonowi w jednej z wielu rozmów telefonicznych przeprowadzonych przez nich ostatnimi czasy. 
A potem nastąpiła milusia wymiana uprzejmości między byłymi kochankami, i nie tylko. 



Tak, to była naprawdę miła wymiana zdań... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

13.07.2014

- RZUCAJ SIĘ DO TEJ PIŁKI, PARALITYKU, A NIE STOISZ I SIĘ PATRZYSZ! - ryknął Ignaczak do swojego mniej doświadczonego znajomego z pracy. Kolegą jego bowiem Kacper Piechocki nie był. Ba, nie był najprawdopodobniej niczyim kolegą. Nikt nie potrafił polubić wyjątkowo wrednego gówniarza, który czasem zachowywał się, jakby się z dupą na łeb pozamieniał. Irańskie przygody nie nauczyły go praktycznie niczego. Nadal był wredny dla każdego, a już w szczególności dla pozostałych reprezentantów. Gdy oni pracowali w pocie czoła, on jak zwykle leżał plackiem na parkiecie i opierdalał się w najlepsze. Nikomu nie podobała się jego postawa, i trenerzy mieli już serdecznie dosyć jego olewactwa. Wprawdzie w Iranie po bliskim spotkaniu z niegroźną przecież kózką, ogarnął się czasowo na tyle, że zaczął normalnie pracować na treningach. Nawet udało mu się zadebiutować w reprezentacji podczas meczu Ligi Światowej, jednakże był to debiut bardzo krótki i wręcz fatalny. Wszedł pod koniec, zdawałoby się, wygranego seta. Ba, wygranego z palcem w dupie, jak to by większość rzekła. 20-10. Przecież to jest bezpieczna przewaga, chciałoby się rzec. Nic bardziej mylnego. Nie dość, że dla reprezentacji Polski nie ma czegoś takiego, jak bezpieczna przewaga, bo w efektowny sposób potrafią skaszanić każdą, to jeszcze młoda latorośl prezesa wybitnie nie miała swojego dnia. Czy zżarła go trema? Olał mecz? Nie wiadomo, jednakże wszedł na kilka ostatnich piłek meczu. Niestety, przeciwnik szybko odkrył, że z młodego prezesa jest wręcz zajebista strzelnica, od której piłka fajnie się odbija, toteż szybko zaczęli bombardować go zagrywką. Posłali w jego stronę dziesięć piłek, niekoniecznie mocnych, niekoniecznie jakichś wrednych, z rotacją. A on nie był w stanie przyjąć żadnej z nich. Dwa czasy wzięte przez Antigę nic nie dały i młody zakończył swój występ w meczu z imponującym wynikiem wynoszącym 10 błędów w przyjęciu na 10 przyjętych piłek. 100%, perfekcja... Irańczycy tymczasem po odrobieniu tych dziesięciu punktw straty do Polaków, złapali wiatr w żagle i nie pozwolili już naszym reprezentantom na wygranie tego seta. Zakończył się on wynikiem 25-22 dla Persów, a nasi chłopcy byli tak przybici tym, co się stało, że szybko przegrali także i kolejnego seta, w dość kompromitującym stylu, bo do 15. I tak oto przez jedną decyzję z pewnego zwycięstwa 3:0 w meczu... zrobił się tie - break, w którym na szczęście nasi reprezentanci zdołali wygrać. Takie to właśnie były Irańskie przygody Kacpra, których z pewnością nie będzie on chciał pamiętać... 

- Sam się rzucaj. Gruby jesteś, chociaż schudniesz. - odburknął mu bardzo "kulturalnie", a może lepiej napisać kurturarnie. 

- Bezczelny gówniarz! - prychnął w jego kierunku. Jeden z jego kolegów postanowił dłużej nie patyczkować się z tym wrednym osobnikiem i tak po prostu... spuścił mu przy wszystkich nieludzki wpierdol. Młodemu oczywiście nic się nie stało, a lanie miało być dla niego nauczką. A wielki zaszczyt go kopnął, bo oto wpierniczył mu sam Paweł Zagumny. Ten to już w ogóle miał po dziurki w nosie wiecznego marudzenia Piechockiego i tego dnia po prostu już nie wytrzymał kolejnych fochów młodziutkiej gwiazdki, która to myślała, że wszystko mu wolno. A gówno prawda. Szacunek do starszych się należy, a Igła z pewnością był od tego dzieciaka starszy. 

- Kacper pujdże do swuj pokuj i przemiszli swoje zachowanie. - rzekł poważnym tonem Stefan. Zawodnik PGE Skry Bełchatów podniósł z boiska swoje szanowne cztery litery i bez słowa ruszył w stronę wyjścia z hali. Najwyraźniej nic do niego nie docierało... Tylko ta koza na niego wtedy zadziałała...

- Ja to chyba kiedyś przebiorę się za kozę i zacznę go straszyć na treningu, to może się ogarnie. - palnął Dżony, a część zawodników skwitowała to głośnym wybuchem śmiechu. Król Guma pokazał mu jedynie uniesiony do góry kciuk, na znak tego, że aprobuje tenże pomysł. 

- Niezła myśl. - zachichotał Wiśnia. - Przyda mu się, żeby ktoś go znowu nastraszył, a skoro kóz się boi... W sumie... mogę zadzwonić do kogoś z klubu, żeby przywieźli nam tu strój naszej maskotki klubowej, naszego Koziołka Zaksiołka. 

- Hahahah, już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak znowu będzie spierdalał z wrzaskiem. - przybił mu "pionę" Kłos. - Uwierzcie, nawet my mamy już dość tego typa. 

- Wierzymy. - westchnął Łomacz. Nawet on był przerażony arogancją młodziutkiego libero. 

- Wszyscy mają go dosyć. - zgodził się z nim Mateusz Mika. 

- Nawet ja! - ryknął wkurzony Pawełek. - To przez tego dziada musiałem odejść ze Skry! Nigdy mu tego nie wybaczę! 
Oj tak, Pawełek nienawidził Piechockiego. Zarówno starego, jak i młodego. I zdecydowanie miał za co. W końcu jaki normalny człowiek pozbywa się świetnego libero, żeby zrobić miejsce dla młodego gracza, który jest parodystą, ale który jest jego synem, i tylko dlatego ma mieć miejsce w składzie?... 

- Ja płakaaałem, jak musiałem odejść. - poryczał się, gdy przypomniał sobie znów tą chwilę, gdy ogłaszał swoje odejście z klubu. Długo nie płakał, bo natychmiast kilku kolegów zaczęło go tulić i uspokajać. Jak małe dziecko, którym według wielu Zatorski był. Przecież ciągle się tak zachowywał. I to, że miał dziewczynę, nie zmieniało tu niczego. W obecnych czasach nawet dzieci miewają już swoje drugie połówki... 

- Nie od dzisiaj wiadomo, że w tego typu klubach, gdzie szerzy się nepotyzm, należy mieć plecy. Jeśli ich nie masz, wylatujesz, nawet wtedy, gdy jesteś wychowankiem danego klubu. - niczym jakiś filozof rzekł Gumiasty. 

- Ale ja mam plecy. - westchnął Zati. - Tutaj, nad dupą. Sam zobacz. - jęknął, a wszyscy tylko ryknęli śmiechem. No tak, Zator nie znał znaczenia tego sformułowania... 

- Widzimy, Pawełku. Masz naprawdę bardzo ładne plecy. - pisnęła słodko Kamila. 

- Dziękuję, Kamilka. - uśmiechnął się szeroko i przesłał jej buziaka w powietrzu, co ta niemalże natychmiast odwzajemniła. - Chociaż Ty tak uważasz. Piechockiemu moje plecy się nie podobały. - spuścił głowę. 

- Tylko Kamila rozumie biednego Pawełka. - zachichotał Hainek, za co został natychmiast zdzielony z liścia przez Woickiego. Słusznie, z biednego Zatorka śmiać się nie można. On teraz cierpi, a Ty tego, człowieku, nie zrozumiesz. 

- Nie śmiej się z niego. Nie widzisz, że on cierpi? - prychnął Jarosz. 

- Przeepraszam. - wybełkotał środkowy Indykpolu AZS Olsztyn. - Pawełku, ja naprawdę nie chciałem Cię urazić. 

- Ale to zrobiłeś. Swoją nieprzemyślaną wypowiedzią sprawiłeś mu wielką przykrość. - stwierdził Żygadło. 

- I co ja mam teraz, kurwa, zrobić? Rzucić się pod most? - westchnął zrezygnowany środkowy. 

- Czemu nie. Chociaż jednego idioty mniej będzie na tym świecie. - przewrócił oczami Bartman. Ach, ten Zbysiu. Zawsze taki miły dla wszystkich i nie owijający w bawełnę. 

- No okej. Ale pochowacie mnie pod McDonalds'em. - zarządził. 

- A to niby dlaczego? - Dryja tak zaczął rechotać, że prawie i by dostał czkawki. 

- Bo chcę być pewny, że wszyscy będą odwiedzać miejsce mojego spoczynku. - fuknął, tupnął nogą i odwrócił się do wszystkich plecami. No, typowy foszek poszedł. 

- Ja to bym wolał Cię pochować pod szpitalem psychiatrycznym. - burknął Kubiak. 

- A to niby dlaczego? - zdziwił się Hain. 

- Bo miałbym wtedy pewność, że tam byłeś. - odpowiedział.

- Mehehe, nieśmieszne. - skrzyżował ręce i dalej trwał w swoim fochu. 

- Zamknij się wreszcie, to Paweł jest tu główną gwiazdą.  jęknął Wujek. 

- Otóż to. Ja cierpię. Bardzo. I powinniście się tym wszyscy przejmować, a wy się śmiejecie! - wrzasnął na nich Zatorski. 

Nikt już nie śmiał naśmiewać się z biednego Zatora... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

15.07.2014

- Może w coś zagramy? - zaproponował Szalpuk. 

- Świetny pomysł! - poparł go Mały. - Ale w co? 

- Może w kalambury? - zaproponował Żaliński. 

- Nie. Tylko nie to. - westchnął Guma. 

- Dlaczego? - zaśmiał się Kłos. 

- Bo do dzisiaj pamiętam, jak jeden z was przez pół godziny udawał wór ziemniaków... - przywalił sobie facepalma na samą myśl o tej dziwacznej sytuacji. No tak, udawanie wora ziemniaków nie jest zbyt wymagającym zdaniem. Po prostu wystarczy skulić się w kłębek i... trwać tak w bezruchu. Wyjątkowo proste. Chociaż... niekoniecznie dla niektórych siatkarzy, którzy przecież byli wulkanem energii i nie potrafili usiedzieć w jednym miejscu kilku chwil bez poruszania się. Wcielający się w tę rolę Konarski odegrał ją jednak wówczas perfekcyjnie. Tylko że nikt nie był w stanie odgadnąć, czym on był... Przez pół godziny... 

- To może po prostu w Scrabble? - podsunął pomysł Pawianek Drzyzga. 

- Eee, bez sztabu to nie to samo. - sceptycznie odniósł się do tego Kurek. 

- No to w wisielca. - wypalił Wlazły. - Do gry w wisielca nie potrzeba ani sztabu, ani myśleć. Ba, nie potrzeba nawet mózgu. - stwierdził, a część chłopaków zachichotała głośno po usłyszeniu tych słów. 

- Idealnie. Nawet Zatorski da radę z nami w to zagrać. - zaśmiał się Mały Maciek. - No bo alfabet to chyba umiesz, prawda? - spytał. 

- Umiem. - uśmiechnął się 

- Tak? To powiedz. - zarechotał Bołądź. 

- Ale co mam powiedzieć? - nie ogarnął, jak zwykle, oszczędnie owłosiony libero. 

- Alfabet. - odpowiedział mu Szymon. 

- Alfabet. - powtórzył bardzo zadowolony z siebie Pawełek, a wszyscy pozostali przywalili sobie wyjątkowo soczystego facepalma. - Ach. Ja wiem, o co chodzi. A, be, ce, de, e, ef, gie, ha, idjotka. - wyrecytował. 

- No, prawie dobrze. Siadaj, pała. - zachichotał Cichy. 

- Weź go nie strasz, bo się znowu dzieciątko poryczy. - westchnął Zupa. 

- Kto zaczyna tego wisielca? - spytał Ferens. 

- Ja nie chcę. Nie wymyśliłem jeszcze swojego słówka, a chcę, żeby ono było jakieś takie wyszukane, i takie, no wiecie, tludne do odgadnięcia. - uśmiechnął się Łafał. 

- Ja jeszcze myślę nad swoim słowem. - wtrącił Winiar. 

- Ja też! - dodał Włodarczyk. 

- Ja swoje już mam. - rzekł Kosinka. 

- Chcesz zaczynać? - spytał Piter. 

- A Ty masz słowo? - odpowiedział Grześ pytaniem na pytanie. 

- Grzesiu, nie odpowiada się pytaniem na pytanie. - wyszczerzył się blondwłosy środkowy Resovii. - Mama nie uczyła? - zarechotał. - Ale, tak, mam słowo. 

- To zacznij. - zarządził Guma.

- No dobrze. Moje słowo jest bardzo proste do odgadnięcia. Chyba. Ma tylko cztery litery więc co to za trud będzie dla was? - zamrugał okiem. To słowo wcale nie było łatwe do odgadnięcia i on doskonale o tym wiedział. 

- Cztery litery? Pomyślmy... DUPA! - ryknął Feru. 

- Pudło. Wisisz. - cmoknął w jego stronę i narysował pierwszą kreskę na jakiejś właśnie znalezionej kartce papieru. 

- CIPA? - zarżał Siurak. 

- Nie, Bartusiu. - uśmiechnął się i dorysował kolejną kreskę. 

- SEKS! - wrzasnął Zatorski. 

- Nie masz racji i Ty. - zaśmiał się. 

- Może jednak spróbujmy literami?... - westchnął Zagumny, załamany poziomem inteligencji swoich kolegów. 

- A próbujcie. - chichotał wesoło. 

- A! - krzyknęło równocześnie chyba z dziesięciu siatkarzy. 

- A nie ma tam A. - strzelił tak bardzo typowego dla siebie, przyjebanego bananka i zapisał literę, której nie było. Ponadto dorysował kolejną kreskę do wisielca, już czwartą. 

- Be. - westchnął Hain. - A, nie, kurwa, to wisielec, a nie abecadło. - złapał się za głowę. 
Reszta także to zrobiła. 

- Nie ma tam B. - przewrócił oczami Nowakowski. 

- O? - spytał Wiśniewski. 

- Nie. - dorysował kolejną kreskę. Wisielec posiadał już głowę. 

- I? - westchnął Wrona? 

- Też nie.  - zaśmiał się. - Jeszcze cztery próby, śmiało, śmiało. 

- E? - zaproponował Ziomek. 

- Nie. - wyjątkowo bawiło go to, że nikt nie potrafił odgadnąć choćby jednej litery. No cóż, odgadnięcie TYCH liter z pewnością nie było rzeczą prostą... 

- A tam w ogóle jest samogłoska? - jęknął zrezygnowany Muzaj. 

- Jest. No chyba musi być, żeby to było słowo, nie? - pokręcił głową z niedowierzaniem. Dlaczego on musi na co dzień współpracować z takimi debilami? 

- No to zostaje Y... - bąknął nieśmiało Szymon. 

- Ale na Y to jest chyba tylko Yeti. - zauważył Gregor. - A I już było i nie pasowało mu. 

- Ale Y też tam nie ma. - wzruszył ramionami środkowy. 

- To co Ty tam masz za samogłoski? - jęknął Żurek. 

- Fajne. - odpowiedział. 

- Ą? - spytał Bołi. 

- Nie. - usłyszał. - Nie takie samogłoski, ale też fajne. - dodał. 

- O z kreską. U zamknięte, jak wolisz. - rzekł Zagumny. 

- Król Guma zawsze da radę. - uśmiechnął się. W jego słowie była taka litera. 

- Żółw? - palnął nagle bez zastanowienia Hainek? 

- Nie. - uśmiechnął się jego imiennik. - Ale... ciepło. 

- Żółć. - rzekł Guma. - Co wygrałem? 

- Kurwa, myślałem, że tego nie zgadniecie. - zachichotał. - Otóż, Pawciu, wygrałeś frytki z colą i seans Trudnych Spraw u mnie w pokoju. 

- Fantastycznie. Dziękuję. - odrzekł. 

- Nie, to ja dziękuję. W końcu ktoś był w stanie to odgadnąć. Do tej pory nikt nie potrafił. Nigdzie. W liceum to się pół godziny z tym słowem męczyli... - powiedział. 

- Gdyby nie Król Guma, to my byśmy się męczyli chyba z godzinę, albo dwie. - podsumował wszystko Kurek. - Takie słowo wymyśleć... Echh... 

- No co? Fajne było. - zarechotał. 

- CHŁOPCZE! TRENING! - usłyszeli, i natychmiast popędzili na halę. 
Tak się skończyła kolejna zabawa tej wesołej bandy. 


________________________________________________________

Po zdecydowanie zbyt długim czasie wracam z tym byle czym. Jakości to to nie ma żadnej, ale w końcu trzeba było już coś napisać. 
Wybaczcie, najpierw oglądało się Igrzyska, potem było się na wakacjach, potem nie miało się weny, aż w końcu zaczęły się studia... 

Jak widać, zaczynamy trochę skakać do przodu, jeśli chodzi o czas. Toteż najpierw dalszy czworokąta Szymon-Anka-Piter-Kamila. Nakreślenie aktualnej sytuacji, kto, co, do kogo i dlaczego. 
Czy z tego czworokąta utworzą się dwie pary?
Czy Anka wróci? Jeśli tak, to kiedy? 

A potem po prostu dwie sytuacje, jakich wiele, w tym jedna gra. No musiałam w końcu dać moje ulubione słowo w wisielcu, którego nie potrafi nikt odgadnąć, musiałam.

W końcu zaczął się sezon ligowy w siatkówkę. Ja, jak zawsze, trzymam kciuki za moją Sovię. Skład mają taki, że powinni wygrać ligę i powalczyć o wejście do Final Four Ligi Mistrzów. Ale jak wiadomo, Sovia lubi zaskakiwać. 
Pomimo tego, że Endrju sam się podał do dyspozycji zarządu, że wszyscy tak na niego psioczą, nie jestem pewna, czy dobrym pomysłem byłoby rozstanie się z nim. 
Jednak do tej pory forma zawsze była na najważniejsze mecze. Tylko w ostatnim sezonie coś nie pykło. No ale on był, pod wieloma względami, ekstremalny.

Moje miśki grają coraz lepiej, uwielbiam patrzeć na trójkę naszych hokeistów, jak to nazwał ich jeden bardzo mądry człowiek, niejaki RealistaPZPS. Jeśli go nie znasz, to się ciesz. Jeśli chcesz zaczerpnąć nieco więcej informacji, wbijaj na Nonsensopedię i znajdź artykuły o Resovii i Skrze Bełchatów. Tam znajdziesz kilka jego mądrości. 

Wciąż czekam na taki mecz, że pewien zawodnik skutecznie zamknie japy wszystkim hejterom. Myślę, że to już niedługo nastąpi. Forma idzie w górę. 

Kto z was gra w Wygraj PlusLigę? :D Ile macie drużyn, i dlaczego mniej niż ja, czyli mniej niż 10? :D 

Nie wiem, kiedy będzie następny rozdział, nawet nie próbuję dawać żadnego orientacyjnego terminu. Teraz mnie coś naszło, więc wypociłam to byle co, chyba tylko po to, żeby nie zapomnieć w ogóle, jak się pisze... 
Przepraszam, że to jest takie krótkie, tylko tyle byłam w stanie wymóżdzyć... 

W najbliższych dniach postaram się doczytać obserwowane przeze mnie blogi. 

30.06.2016

LI. "Zaklinacz kóz Stefan Antiga, od jego treningów nikt się nie wymiga."

26.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

- Mowę Ci nagle odjęło? - prychnęła na hotkę Falęcka. - Jakoś jeszcze przed chwilą byłaś skłonna do odzywania się. - ona czuła co się święci, domyślała się, co zaraz usłyszy... 

- Nn... nie. - pisnęła cichutko Julcia. - Nie odjęło mi mowy. - sprawiała wrażenie wyraźnie przestraszonej. Jej sekret zaraz się wyda. 

- To odpowiedz na pytanie, które zadał Ci Piotrek. - Kamila nawet nie próbowała być miła w stosunku do blondynki. Od początku jej ta dziewczyna nie podpasowała, a poza tym... nie zamierzała z nikim dzielić się Piotrkiem. 

- A czy on mógłby je powtórzyć? - spytała. - Chyba go nie usłyszałam. - skłamała, wymuszając przy tym uśmiech. Doskonale bowiem słyszała to pytanie. 

- A to Ty głucha jesteś? - fuknęła. - No, Piter, świetny wybór na partnerkę, naprawdę. - zadrwiła z nich. - Życzę wam szczęścia, kiedy dostanę zaproszenie na wasz ślub? 

- Przestań. - przerwał jej paplaninę. Julia nie zamierzała z kolei wdawać się w bezsensowną dyskusję z rudowłosą. Wiedziała, że jej nie przegada, i że nie zgasi jej żadnym wymyślnym tekstem. Wolała więc ustąpić, poczekać, aż pani fotograf zakończy swój monolog pełen drwin. 

- Nie zamierzam. Świetnie się przy tym bawię, wiesz? - przewróciła oczami. Wcale się świetnie przy tym nie bawiła, i o ile Pit to zrozumiał, o tyle hoteczka chyba niekoniecznie. To potwierdzało tezę Kamili, jakoby miała być z niej tępa dzida. 

- No to chociaż tyle dobrego, że Cię rozbawiłam. - westchnęła, a Kamilcia strzeliła sobie w czoło soczystego facepalm'a. Ona naprawdę jest aż tak głupia? 

- Myślałam, że stać Cię na więcej, Piter, aniżeli na młócenie się z takim pustostanem... No cóż, nic tu po mnie. Moja inteligencja nie odpowiada tej, jaką preferujesz u kobiet. A może raczej u dziewczynek, bo ją to trudno nawet kobietą nazwać. 

- Co? - zląkł się raz jeszcze. 

- Otwórz oczy, chłopie. Przecież to jest dziecko! - pokręciła głową z niedowierzaniem. Że też on tego nie wyczuł... 

- Ile Ty masz lat, Julia? - powtórzył w końcu swoje pytanie, a w jej oczach można było dostrzec już przerażenie. W jego zresztą też. 

- Siedemnaście... - szepnęła niepewnie. - Za miesiąc skończę osiemnaście... - dodała. 

- Ja pierdolę... - westchnął i złapał się za głowę, po czym schował ją w swoich dłoniach. Nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Zrobił to. Uprawiał seks z nieletnią...

- No, pierdoliłeś. Pierdoliłeś, Nowakowski. I ciesz się, że dziewczyna może legalnie uprawiać seks od szesnastego roku życia. - Kamila dalej drwiła sobie z nich w najlepsze. A Piter tylko się załamał słysząc te słowa. 
W międzyczasie Julka zawstydziła się straszliwie - jej twarz była czerwona niczym wyjątkowo dorodny burak. Biedna dziewczyna, nie wiedziała, co ma teraz zrobić. Spostrzegła jednak, że pani fotograf daje jej znaki, żeby wzięła swoje rzeczy i wyszła. 

- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś? - spytał. Rzucił to najprawdopodobniej w kierunku szybko opuszczającej pokój dziewczyny... 

- Bo Twój chuj by mnie nie wysłuchał. - ... lecz na jego pytanie odpowiedziała Kamila. Jej odpowiedź wcale go nie pocieszyła, nadal na jego twarzy można było dostrzec jedną, wielką załamkę... 

- Kurwa, nie wierzę... - Nowakowski nadal nie mógł zrozumieć, jak on mógł zrobić to, co przed chwilą zrobił. Jego zakłopotanie chyba w końcu zmiękczyło Kamilę. 

- Piotrek, nic złego się nie stało... - próbowała go pocieszyć. 

- Nigdy bym się nie wziął za nieletnią... - szepnął. - Gdybym tylko wiedział, ile ona ma lat... 

- Piotrek, Ty tego nie wiedziałeś. Nie mogłeś wiedzieć... - westchnęła. 

- CO. SIĘ. ZE. MNĄ., KURWA. DZIEJE?! - wrzasnął, artykułując dokładnie każde ze słów, po czym ponownie schował twarz w swoich dłoniach. 

- Echh... Piotruś... Myślę, że masz problem. Poważny. - zasmuciła się. Trochę jej przecież jednak na nim zależało. A może i nawet trochę więcej. 

- No tyle to i ja wiem. - zwiesił głowę. - Ale nie mam pojęcia, skąd to się wzięło... I nie wiem też, co z tym zrobić. 

- Ale ja chyba wiem, z czego to się wzięło. - powiedziała, wprawiając go w niemałe zaskoczenie. 

- Tak? Z czego? - jęknął. - Mogę się do Ciebie przytulić? Tak mi chyba będzie łatwiej tego wysłuchać... - palnął. Zdziwił się nieco, gdy dziewczyna przystała na jego propozycję. Objął ją delikatnie i cmoknął w policzek, czekając na to, co mu powie. 

- To chyba jeszcze pozostałość po tym wybuchu... - zaczęła. - Wmówiono Ci, że jesteś podrywaczem, i że żadna Ci się nie oprze. 

- Tak myślisz? - spytał. - No ale przecież... wtedy mnie odratowano, prawda? - dziewczyna przytaknęła. - Powiedziano mi, że to wszystko, to jest nieprawda. - westchnął. 

- Hmmm... nie mam stuprocentowej pewności. Ale tak mi się wydaje. Trochę się kiedyś interesowałam psychologią. - rzekła. 

- W sumie... to nikt mi nie powiedział, jakobym miał nie mieć powodzenia u lasek, a Anka to nawet wtedy potwierdziła... - zamyślił się. 

- Czyli zjebała robotę. - podsumowała to wszystko. - Echh... no nic, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Pomogę Ci, zajmę się Tobą. - uśmiechnęła się nieśmiało. 

- Tak? Ojej, dziękuję Kamilcia, jesteś kochana. - także się uśmiechnął i obdarował ją kolejnym buziakiem w policzek. - Ale w jaki sposób chcesz to zrobić? - zapytał. 

- Jeszcze nie wiem jak, ale na pewno coś wymyślę. - odpowiedziała. Skłamała, ale nie mogła przecież mu zdradzić, że już od jakiegoś czasu układała sobie dokładny plan leczenia jego przypadłości... 

- Dziękuję. - powiedział raz jeszcze i... pocałował dziewczynę prosto w usta. Ona ochoczo odwzajemniła ten pocałunek. - Cieszę się, że w końcu znalazł się ktoś, kto zechciał mi pomóc z tym moim problemem, a nie tylko patrzy na to wszystko, śmieje się ze mnie i pyta, kogo albo i nawet co dzisiaj zaliczę. - bąknął. 

- Nie dziękuj. - szepnęła. - Zasługujesz na pomoc. - dodała. Wymienili między sobą kolejnego buziaka. - Poza tym, dzisiaj już zaliczyłeś. - mrugnęła okiem. 

- No, niestety. - westchnął. 

- Co chcesz teraz robić? - spytała. 

- No, nadal mam problem... - jęknął. 

- Pozbędziesz się go, obiecuję. - uśmiechnęła się po raz kolejny. 

- Noo... tak. Ale ja teraz mam taki maluśki problem. - pisnął cicho, a dziewczyna po raz kolejny zamknęła mu usta całusem. Ponadto nadziała się na jego wcale nie taki maluśki, w dodatku stojący na baczność problem. Chyba za dobrze go już znała, skoro wiedziała, czego potrzebuje. - Ooo tak, teraz mi dobrze. - wyjęczał i zaczął sobie orać Kamilcię. - Z Tobą bez porównania lepiej. - palnął. 

- Piotruś, ale z hotkami koniec. - powiedziała poważnym tonem. 

- I przepraszam za to, że mój przyjaciel tak bardzo Cię lubi. - uśmiechnął się szeroko. - Taak, z hotkami koniec. - przytaknął. - Nie chcę, by kolejna oszukała mnie w taki sam sposób... - dodał. 

- Ćśś. - uciszyła go Falęcka. A przynajmniej próbowała uciszyć, bo środkowy w najlepsze gadał sobie dalej. Co niekoniecznie jej się podobało... 

- No bo wiesz, Kamilcia... Te wszystki hotki... To takie nie do końca hotki. Kurde, inaczej je sobie wyobrażałem, ich zachowanie. No bo takie typowe hotki to się inaczej zachowują, nie? - nie odpowiedziała. - No wiesz, od razu się rzucają na faceta, czasem nawet nie zdążysz ich zauważyć, a one już na Tobie wiszą, piszczą na Twój widok, od razu zaczynają Cię cmokać, w ogóle nie przejmując się, że możesz kogoś mieć, biorą Cię za rękę i prowadzą w jakieś miłe miejsce. - palnął. Przypadkowo zdradził chyba, jak chciałby kiedyś zostać poderwany. Rudowłosa załapała tą aluzję, i wiedziała już, jak kiedyś się zachowa wobec niego. 

- Mhm. - prychnęła tylko i zamknęła mu usta. Nie miała zamiaru słuchać takich rzeczy, ba, nie miała zamiaru słuchać niczego. Co za normalny facet ględzi jak najęty podczas stosunku?... Blondyn chyba to zauważył. 

- Ale to jest nieważne. Teraz tylko my. - szepnął i odwzajemnił pocałunek. Kamila jednak nadal była zawiedziona tym jego gadaniem, którego to musiała przed chwilą wysłuchiwać. Chociaż oczywiście ani trochę nie było tego po niej widać. Przecież ta dziewczyna w mistrzowski sposób potrafiła kamuflować uczucia. On jednak najwyraźniej zrozumiał, że nie powinien paplać takich rzeczy w takiej chwili. - Przepraszam za te teksty przed chwilą, bo widzę, że chyba Ci się to nie spodobało. - westchnął. - Znowu zjebałem... - szepnął sam do siebie. 

- Za dużo gadasz. I za dużo myślisz. A teraz nie musisz myśleć. - uśmiechnęła się. Zamknął się, przynajmniej na chwilę. 

- Moja Kamilcia kochana. Z Tobą mi najlepiej, wiesz? - spytał, po czym na dobre pogrążyli się już w namiętności. Nie mówili już nic, a z pokoju dochodziły jęki, raz cichsze, raz głośniejsze. Zapewne reszta aktualnych rezydentów Centralnego Ośrodka Sportu w Spale miała ochotę ich w tej chwili zamordować... - Mógłbym tak codziennie, Kamilcia. - bąknął, gdy było już po wszystkim.

- Nie będzie mnie z Tobą codziennie. - odpowiedziała, czym bardzo go zasmuciła. 

- Dlaczego? Przecież Tobie też jest dobrze, prawda? Też Ci się to podoba, przecież to widzę. - nie zaprzeczyła. 

- Mam mało czasu na to, żeby rozprawić się z Twoim problemem. Skończy się kadra, zacznie się liga... Wrócisz do klubu, a mnie tam nie będzie. - powiedziała. 

- Ale jeszcze dużo czasu minie, zanim kadra się skończy. - zauważył. - Przecież mamy dopiero czerwiec, a kadra się kończy wtedy, kiedy skończą się Mistrzostwa Świata, czyli pod koniec września. 

- Ten czas szybko zleci. Tylko się wydaje, że jego jest tak dużo. To pozory. A no i chyba lepiej będzie, żebym jak najszybciej rozwiązała ten  Twój problem, prawda? - spytała.

- No tak. - przytaknął głową. Wymienili kolejnego tego wieczoru całusa. - No ale skoro jeszcze dużo czasu do końca sezonu reprezentacyjnego, no to chyba możemy tak codziennie kończyć dzień, w taki miły sposób, nie? - zapytał. 

- Tak, możemy. Ale... myślę, że gdzieś tak w połowie tego czasu to już Ci nie będzie potrzebne. Ja Ci pomogę, a niedługo potem poznasz jakąś cudowną kobietę, która się okaże tą jedyną. Będziesz szczęśliwy, ułoży się między wami. Ona Cię pokocha, Ty ją też. Czuję to, Piotruś. - cmoknęła go w policzek. Nowakowski uśmiechnął się nieznacznie. 

- A może zakocham się w kimś, kogo już znam? - palnął. 

- Tylko błagam, nie w hotkach. - zachichotała. 

- Nie, nie, nie. - zaprzeczył. - Z hotkami koniec, przecież już to powiedziałem. 

- No to okej. I pamiętaj, jak będziesz się żenić, to chcę dostać zaproszenie na ten ślub. - poczochrała go po czuprynie. 

- Spoko. - bąknął. Bardzo powstrzymywał się przed pytaniem: "Czy na Twój własny ślub też chciałabyś dostać zaproszenie?", które cisnęło mu się na usta. Czy on mógł czuć coś do niej?... 

- Idziemy spać, nie, Piotruś? - przeciągnęła się leniwie. 

- Mhm. - mruknął. - Dobranoc, Kamilcia. - rzekł i cmoknął ją. 

- Dobranoc, Piotruś. - odwzajemniła buziaka. 
Wtulili się w siebie i po chwili odpłynęli do krainy snu. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

27.06.2014, Teheran, Iran

- Mlody, ne operdala szje! - wrzasnął Antiga. Miał już serdecznie dosyć ciągłego olewania treningów przez latorośl prezesa klubu tysiąclecia. Cóż to za kukułcze jajo mu Kowal podrzucił do drużyny? Czy on to zrobił specjalnie? To jakaś zemsta za coś? Ale za co, przecież on nic szkoleniowcowi Resovii nigdy nie zrobił. Ani nie miał zamiaru zrobić. Po pierwsze nie miał do tego powodu - żył z nim w normalnych, koleżeńskich stosunkach. A może czasem dałoby się nawet je nazwać przyjacielskimi. Zresztą... kogo ten Stefan nie lubił? Niemalże niemożliwe byłoby znalezienie takiej osoby, bo przecież Antiga z każdym starał się żyć w pokoju i utrzymywać dobre, życzliwe stosunki. To był taki dobry duch drużyny, który nigdy z nikim się nie kłócił, ani też zbytnio na nikogo nie wrzeszczał. No, czasami tylko, kiedy było trzeba, kiedy sytuacja naprawdę już tego wymagała. Tak, jak na przykład w przypadku Piechockiego, który od treningów na hali interesował się bardziej wszystkim innym, czym tylko się dało. On jednak nie miał zamiaru się z nim cackać - jeśli nie będzie współpracował na treningach, to po prostu nie wystawi go w żadnym meczu, i tyle. Na tym zakończy się jego niedługa kariera reprezentanta Polski. Niedoszłego reprezentanta, a zarazem już byłego. I ani trochę nie obawiał się gróźb młodego gówniarza, który straszył go swoim ojcem i napisaniem pisma do PZPS'u. A niech sobie piszą, ośmieszą siebie, całą swoją rodzinę, cały swój klub, być może nawet całe swoje miasto, które przecież było tak silnie z owym klubem kojarzone. Nikt już nie będzie traktował ich poważnie. Chyba tego właśnie chcieli, robili przecież wszystko, żeby tak się stało... Ale nie z Antigą te numery - gdyby faktycznie złożono na niego jakąkolwiek skargę w PZPS'ie, po prostu by ją wyśmiał, zupełnie by się nią nie przejął. Zapewne nie tylko on, wątpliwe, czy władze naszego związku w ogóle zechciałyby rozpatrzeć takie pismo. Byłoby to mało prawdopodobne - mieli ciekawsze rzeczy do roboty, aniżeli zajmowanie się marudzeniem nieznośnego bachora, którym niewątpliwie Piechocki był... Stefan także nie miał zamiaru zajmować się tym dzieciakiem, więc jeśli po jednym wrzasku nie zareaguje, to będzie mu kazał po prostu wyjść z sali i nie przeszkadzać innym. Ani nie denerwować ich swoim podejściem do treningu. Kłócić się nie miał zamiaru, ba, on prędzej mógłby pogodzić ze sobą dwie śmiertelnie obrażone na siebie osoby, aniżeli wplątać się w choćby mini sprzeczkę. Nie raz już był tym, dzięki któremu dwójka zawodników wyciągnęła do siebie ręce w geście pojednania. On więc miałby teraz wszczynać awanturę? Nie, to nie było w jego zwyczaju. Jak będzie chciał, to będzie trenować, a jak nie będzie chciał, to niech po prostu spierdala...

- Nie. - prychnął Kacperek i przewrócił się na drugi boczek, obserwując jednocześnie, jak reszta drużyny wypruwa z siebie żyły podczas treningu. On do swoich znajomych z kadry, bo kolegami nie zamierzał ich nazywać, nie miał ochoty dołączyć. 

- Sprzonta dżiszjej hala po trening. - zarządził Stefan. Przecież ten dzieciak nie mógł bezkarnie się opierdalać, coś musiało go za to spotkać. 

- Ani mi się śni. - burknął i przymknął oczy. 

- TO SPERDALA I NECH GO DŻISZJEJ NE WIDZE! - ryknął na niego tak głośno, że prawdopodobnie sam się zdziwił, że tak umie. Kacperek zląkł się straszliwie, nie wiedział, że ktoś jest go w stanie aż tak ochrzanić. No i przede wszystkim, że tym kimś będzie Antiga, którego przecież młody uważał za najbardziej bezjajecznego trenera, z jakim kiedykolwiek miał do czynienia... To się zdziwił. 

- Cc... cooo? - jęknął. 

- Słyszałeś chyba co. Trener kazał Ci spierdalać. - wyjaśnił mu Siurak. 

- Aha. No okej. - parsknął i wyszedł, głośno trzaskając drzwiami prowadzącymi na halę. - To ja się idę opalać. Wrócę później, nie szukajcie mnie. 

- A niech Cię kozy zgwałcą! - wrzasnął za nim któryś ze znajomych z pracy. 

- Kozy? - zdziwił się Winiar. 

- No, Ci, znaczy się... kozojebcy. - poprawił się jego kolega. 

- Właśnie. Niech Cię tam szlag trafi. - prychnął Karol. 

- Jak nie chcesz pomagać, to nie przeszkadzaj. - poparł go Wrona. 

- Spoko, już go tu nie ma. Nie musicie się tak produkować. - zauważył Włodi.

- To czemu nie powiedziałeś, że on już wyszedł? - warknął Kłos.

- A to nie widziałeś? - zdziwił się przyjmujący. 

- Ja też nie widziałem. - westchnął drugi ze środkowych Skry. 

- Wy to nigdy nic nie wiecie... - podsumował. - Jak wam jakiś jełop ukradł wszystkie wasze ciuchy z szatni, to też nie wiedzieliście i musiałem za nim ganiać po całej Spale... 

- Oj, Wojtuś. - uśmiechnął się Ptaszysko. 

- Srojtuś! - ryknął na niego. - Mam was dosyć! Was obu razem i każdego z osobna! Spierdalam z tego Bełchatowa, bo mi spada poziom IQ! - wrzasnął. 

- Gdzie idziesz? - zmartwił się Winiarski. 

- A to na razie tajemnica. Nie powiem wam, o. - fuknął na nich i strzelił focha. 

- Sfochany Wojtuś. - zachichotał Kurek, lecz szybko przestał, gdy zobaczył minę kolegi. 

- Co on taki dzisiaj nabuzowany? - spytał Dżony. 

- Może ma okres? - palnął ktoś w oddali. 

- Wojtek, masz okres? - zarżał Karollo. 

- NIE. MAM. OKRESU! - wydarł się wyraźnie już wkurwiony niedojebaniem mózgowym swoich kompanów. 

- Czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego. - pisnął nieśmiało. 
Mógł nie piszczeć, dostał w ryj...

- RAAATUNKUUU, GONI MNIE DZIKA KOZA! - usłyszeli ryk Piechockiego, który po chwili wbiegł jak poparzony na halę. 

- E tam. - przewrócił oczami Bołądź. Szybko jednak mina mu zrzedła, kiedy owa koza faktycznie wbiegła na halę za libero.

- Szjo. - rzekł na nią Antiga, a ta... posłusznie wybiegła tam, skąd przybyła. Magia?

- O kurwa, mamy w drużynie zaklinacza kóz! - wrzasnął Dziku. 
Hmmm... chyba Ruciak nad czymś bardzo intensywnie zaczął myśleć.

- Zaklinacz kóz Stefan Antiga, od jego treningów nikt się nie wymiga. - zrymował, pokazując przy okazji język synalkowi prezesa Konrada. 

- Pięknie. Mamy poetę w drużynie. - uśmiechnął się Oskar. 

- Pewnie znalazłby się lepszy, tylko jeszcze się nie ujawnił. - wzruszył ramionami Wiśniewski. 

- A teraz mlody idże czwiczeć. - zarządził Stefan, a Kacperek tylko posłusznie kiwnął główką i chyba po raz pierwszy w czasie tego pobytu w Iranie zaczął poważnie przykładać się do treningu... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Centralny Ośrodek Sportu, Spała

W Spale trwał kolejny, zupełnie zwyczajny, lecz nadzwyczajnie nudny dzień. Część chłopaków udała się na stołówkę poplotkować. W tym zaszczytnym gronie znalazł się Paweł Zatorski, a jak wiadomo - jest Zator, jest impreza. Libero wydawał się być wyjątkowo spokojny, ale jak wiadomo - to jest ukryty smok - w każdej chwili jego głupota mogła eksplodować. I zapewne eksploduje w tej najbardziej do tego nieodpowiedniej... Jak zawsze, przecież to specjalność zakładu...
A okazja nadarzała się ku temu znakomita, oto bowiem do stołówki tryumfalnym krokiem wkroczył kapitan. Nie przybył jednak na posiłek sam. Nie, nie towarzyszyła mu piękna rudowłosa niewiasta o imieniu Kamila, ale... siedzący na jego ramieniu jeżyk afrykański. Zwierzątko bacznie rozglądało się wokół siebie, najprawdopodobniej poznając nowe dla siebie pomieszczenia spalskiego ośrodka. Do tej pory zdążyło bowiem zwiedzić tylko korytarz, pokój Pitera i jego byłej. Która to zdecydowała się zostawić mu tego jeża, bo jak to stwierdziła w sms'ie, którego wysłała do niego dzień po ich rozstaniu - nie zamierza żyć z tym smrodem, który w dodatku sika i sra bez opamiętania. No cóż, nie potrafiła mu darować tego, że nasikał na jej ulubioną sukienkę... Tuptuś został więc z Nowakowskim, i wcale nie wydawał się być tym zawiedziony. Wręcz przeciwnie, uwielbiał swojego pana i lubił się z nim bawić. Środkowy czasem znikał gdzieś na parę lub paręnaście minut w ciągu dnia. To właśnie wtedy bawił się ze swoim jeżem. Nie chciał bowiem, żeby ktoś go widział, bo wszyscy myśleli, że zwierzak wyjechał razem z panią psycholog... Cóż się więc stało, że nagle zmienił zdanie? Nie wiadomo... 
Nowakowski postawił jeża na podłodze w stołówce, a ten natychmiast zaczął biegać pod stołem, przy którym rozmawiali i posilali się siatkarze, do tego zaczął kręcić kółeczka między wszystkimi krzesłami. Cała grupa zareagowała wielkim entuzjazmem na widok zwierzątka. No dobrze, z jednym przypadkiem...

- RAAAATUUUUNKUUUU, POOOOTWÓÓÓÓÓÓR! - ryknął Zator i tak się przestraszył, że aż podskoczył z tego strachu na krześle. Trącił przez przypadek siedzącego obok niego Kosoka, przez co ten stracił równowagę i zleciał ze swojego krzesła prosto na podłogę, obijając sobie przy tym całkiem solidnie swoje cztery litery. 

- Ty chujuuuu. - wyjęczał czarnowłosy środkowy, łapiąc się za swój obolały zadek i podnosząc z ziemi do pozycji siedzącej. 
Jednakże nie był to koniec zniszczeń, jakie wywołane zostały przez panikę Pawełka. Otóż, Pawełek zaczął nerwowo wymachiwać rękoma. Na tyle nerwowo, że wylądowały one w jego pysznej zupce pomidorowej, która przez to rozbryznęła się na wszystkie strony świata. A już na pewno na Grzegorza Boćka, Jakuba Jarosza i Rafała Buszka... Którzy nie wyglądali na zachwyconych tym faktem. No ale kto by się cieszył, gdyby wylądowało na nim pół talerza zupy? 

- Supel. Mam na sobie pół talerza zupy. Pomidolówki. - westchnął Łafał. 

- Eeee, gdzie masz te pół talerza? Niczego na sobie nie masz. I ja Michałowi talerza nie zabierałem, a już tym bardziej połowy. - podrapał się po głowie, bo najwyraźniej nie zrozumiał, o co chodziło sepleniącemu przyjmującemu. 

- Pomidolówka, taka zupa. Nie ten Zupa. - wytłumaczył mu. 

- Aaaa, no tak, bo to przecież też jest zupa. - zorientował się, a wszyscy znajdujący się na stołówce radośnie przywalili sobie soczystego facepalm'a. Łącznie z Cichym, ale z wyłączeniem jego jeża. Który to kręcił kolejny slalom między krzesłami w owej stołówce. - WEEEŹCIE MI TEGO POOOTWOOORA, BO SIĘ BOOOOJĘ! - pisnął, i po raz kolejny podskoczył ze strachu na swoim krześle. Tym razem szkody były nieco mniejsze, w zupie wylądowała bowiem jedynie jego twarz... 

- Gdzie Ty masz tego potwora? - zaciekawił się środkowy Resovii. 

- No biega pod stołem. Takie z kolcami, jeeezuuu, boooję się. - kwiknął. 

- A, to. - zaśmiał się. - Nie bój się. To tylko Pantagruel. Nic Ci nie zrobi. - uśmiechnął się szeroko. 

- Panta... co? - spytał. 

- Pantagruel. Mój jeż. Nie widziałeś go na zdjęciach? - zdziwił się. Był pewny, że każdy widział co najmniej jedno jego zdjęcie na pitowym Instagramie. 

- To ten jeż tu cały czas jest? Ja myślałem, że ona go wzięła. - zdziwił się Bociuś. 

- Nie, nie wzięła. Jest ze mną. Ona by z nim nie wytrzymała, zresztą chyba jej nie lubił. I słusznie, bo to zła kobieta była. - palnął. 

- Czemu by nie wytrzymała? - zapytał Jarski. 

- Bo jej zasikał sukienkę. Jej ulubioną. Wiesz, wielka tragedia się stała. - zironizował. 

- Czyli to jednak była tępa dzida. - podsumował Kosoczek, który zdążył już podnieść się z podłogi i zasiąść ponownie na swoim krześle. 

- No, była. - westchnął jego najlepszy przyjaciel. - Ej, znajdzie się tu miejsce jeszcze dla mnie? 

- Jasne. - odpowiedział czarnowłosy. - Dostaw sobie krzesło obok mnie i nie ma problemu. - wyszczerzył się. Po chwili siedział już razem ze swoim psiapsiem. 
Pawełek postanowił sprawdzić swojego Instagrama. Nie wiadomo, jakim cudem był w stanie go obsługiwać, ale jednak mu się to udawało. 

- Ojeeeezu! - chyba wyraźnie się nad czymś rozczulił. Ach. Tak. Nad zdjęciem swojej dziewczyny, Dagmary. Która najwyraźniej, podobnie jak niedawno Kamila, postanowiła nieco poeksperymentować ze swoją fryzurą. Ona jednak nie przefarbowała włosów, a jedynie pokłóciła się z prostownicą. Od zawsze miała kręcone włosy, więc codziennie musiała spędzać trochę czasu, żeby je wyprostować... 
Zatorski od razu polubił to zdjęcie i wysmarował do niego komentarz. Bardzo podobała mu się Dagmara w tej fryzurze, co postanowił skomentować niewybrednym tekstem... 

- Ruchałbym jak dzika kuna w agreście! - wrzasnął, wzbudzając tym zainteresowanie swoich kolegów siedzących obok niego. 

- Paweł, ogarnij się... - westchnął Piter, udając, że jest absolutnie załamany jego inteligencją, a raczej jej brakiem. - Ty chory pojebie. - dodał, już mniej uroczym tonem. 

- Ej no, też byś to robił, jakbyś zobaczył to cudo! - obruszył się nieco. Nikt nie miał prawa kwestionować urody jego Dagmarci. Pomińmy tylko to, że środkowy tego nie robił. 

- Jakie cudo? - zaciekawił się. - Pokaż. - poprosił. - Noooo, całkiem ładnie. - stwierdził, gdy Zatorski pokazał mu ową focię. - Szczerze? Pasuje do niej ta fryzura. 

- Też tak uważam. - uśmiechnął się szeroko. 

- Hmmm... dawno nic tam nie wrzucałem. Tylko, że za bardzo nie mam czego. A to wrzucę jakąś starą fotę z wakacji. - gadał sam do siebie, po czym załadował odpowiednie zdjęcie na swojego Instagrama. Po chwili, a dokładnie po dziesięciu minutach, liczba polubień przekroczyła tysiąc... Pod zdjęciem znajdował się też jeden komentarz, który bardzo zainteresował środkowego. 
Czy to jakaś hotka, czy o co chodziło tej dziewczynie? Iceman tego nie wiedział, lecz postanowił sprawdzić, kimże jest owa tajemnicza kicajovva. To, co znalazł, nieco go zdziwiło... 
Dietetyk z zawodu? Wprawdzie Stefan ostatnio narzekał, że nie ma dietetyka... a, nie, to był kierownik wtedy. W sumie, dietetyk też chyba by się przydał, bo sztab miał już po dziurki w nosie tego, że ktoś co chwilę wymykał się do pobliskiego KFC na jakiegoś B-smarta czy hamburgera... I do tego cola w każdym pokoju. No cóż, nasi siatkarze do fanów zdrowej żywności z pewnością nie należeli. Najwyraźniej jeszcze nie odkryli bloga Anny Lewandowskiej o tym, jak należy się odżywiać i konstruować swoją dietę, by się było zdrowym, silnym i szczęśliwym. Albo po prostu nie mieli zamiaru się do tych porad stosować... Czy osoba dietetyka mogłaby pomóc im w zmianie nawyków żywnościowych? Wątpliwe, ale spróbować przecież chyba nie zaszkodzi, prawda?... 

- Co to za dziołcha? - zaciekawił się Bocian. 

- A jakaś hotka chyba, napisała mi dziwny komentarz pod zdjęciem, to zerknąłem na jej profil. - odpowiedział Nowakowski. 

- Dietetyk? - zauważył atakujący. 

- Podobno. - rzekł. 

- Sprowadzą nam nową dupę do Spały? - podniecił się nieco. - No, powiem Ci, laska w moim typie. Lubię takie delikatne blondyny. - zaśmiał się. 

- No to fajnie, chociaż ją wyrwiesz, i już za mnie się nie weźmie. - przewrócił oczami. 

- Pokaż no jakąś jej fotę tak w powiększeniu. - poprosił. 

- A po co Ci? - spytał. 

- A tak sobie. - stwierdził. 

- A masz. - westchnął i włączył ostatnie zdjęcie, jakie zostało dodane przez pannę Magdalenę.
- O cholera. Ona faktycznie chyba będzie naszym dietetykiem. - ucieszył się Grzesiek. 

- Zajebiście. - po Cichym jakoś nie było widać wielkiego entuzjazmu. 

- Kto będzie naszym nowym dietetykiem? - wtrącił się Jarski, a po nim tematem zainteresowała się cała grupa. 
Oj, chyba nie będzie mieć życia z tą bandą neandertalczyków ta złotowłosa Magdalena. 

________________________________________________________

A czy będzie, czy nie będzie, to zobaczymy już niedługo. 
Tak, chłopaki dostaną trzecią sztukę do śmigania, co by nudno nie było. Ostrzegam, że ma to być postać absolutnie pierdolnięta. Ale wiecie, tak pozytywnie. 
Uwaga, uwaga, powrót Zatora, bo wiem, że się za jego głupotą stęskniłyście. Ja też. 

Być może niedługo pozostanie jedyną na stanie, z którą będzie można coś przyświrować, bo coś tą Kamilcię ciągnie do kapitana jak misia do miodku. No chyba, że znowu zmyśla. Przecież we wciskaniu kitu jest mistrzynią. 
On już z kolei niekoniecznie... 
Wygląda jednak na to, że problem już za nim. Albo chociaż zaczyna się rozwiązywać. Chociaż tyle dobrego. Szkoda tylko, że musiał stoczyć się na samo dno, żeby zrozumieć, że nie powinien był robić tego, co robił. 
Etap zaliczania hotek zakończony, wszystkim, które się nie załapały - współczujemy. 

Ciąg dalszy teherańskich przygód Kacperka. Tym razem spotkanie z rozwścieczoną kozą. 
Hmmm... chyba będzie trzeba go straszyć częściej w tej sposób, skoro potrafi go to zmusić do normalnego treningu. 
Rucek z kolei zdradził swój drzemiący w nim temat. 

A następny rozdział będzie, jak się napisze.
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale po pierwsze brak weny, po drugie Euro, a po trzecie sesja, która na szczęście dzisiaj się skończyła. 
Przepraszam, że rozdział jest krótki (no, jak na mnie to krótki), ale mojej weny wystarczyło tylko na wypocenie tego, co możecie tu czytać.