07.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała
Podczas, gdy misiaczki w wannie świntuszyły w najlepsze, nie przejmując się zupełnie tym, że zapewne cały ośrodek słyszy ich dzikie wrzaski, w innej części ośrodka rozegrać miał się prawdziwy dramat. Nagle do uszu bardzo zajętych nieziemskimi igraszkami, zakochańców, dobiegł przeraźliwy huk. Z resztą nie tylko oni to usłyszeli. To musieli usłyszeć wszyscy, który w tej chwili przebywali w Centralnym Ośrodku Sportu. A cóż to mogło być? Wszyscy, którzy mogli, wylecieli pędem ze swoich pokojów i ruszyli w stronę źródła hałasu. Zastanawiali się, co to mogło być. Huknęło bowiem niczym jakaś bomba. Albo to naprawdę był jakiś wybuch, albo ktoś bardzo solidnie w coś wypierdzielił. Opcji numer jeden siatkarze mieli już "przyjemność" doświadczyć, i nie było to nic miłego. Z pewnością nie chcą tego wspominać i najchętniej, wyrzuciliby to zdarzenie ze swojej pamięci. Zapewne to, co się teraz stało, z pamięci chciałby również wyrzucić winowajca tego całego hałasu, który to zakłócił święty spokój i tą przyjemną ciszę, kiedy to wszystko normalnie funkcjonowało... On teraz leżał na podłodze, gdzieś na środku korytarza. A obok niego leżała skórka od banana, na którą najwyraźniej musiał nadepnąć. Musiał się na niej pośliznąć, po czym wyrżnął jak długi. Leżał i kwiczał, sugerował, że chyba nabawił się poważnej kontuzji. Oprócz tego trzymał się jedną ręką za głowę, gdyż upadając, wyrżnął nią w drzwi od pokoju Zatora. Cała ta sytuacja wydarzyła się właśnie pod lokum, które to zajmował nieogarnięty libero. Czyżby kadra miała przez tego głupiego banana, a raczej to, co z niego zostało, stracić kolejnego już, po Bartmanie, zawodnika? Przecież każdy był potrzebny. Dziwnie się złożyło, że wypadkowi uległ kolejny z tych siatkarzy, którzy nie zachwycali na zgrupowaniu swoją grą... Mowa była bowiem o Marcinie Możdżonku. Który, jak już było wiadomo, swoją postawą w Spale dupy nie urywał. W sumie, jeśli chciałoby się być szczerym, to można było rzec, że jedynie podczas JEDNEGO treningu prezentował się na miarę swoich możliwości... Podczas jednego treningu grał tak, jak to przyzwyczaił do tego wszystkich. Gdzie się podział stary, dobry Drzewo?... Tego nie wiedział nikt, a wygląda na to, że teraz zniknie na dobre, być może nawet i z COS'u. Zwijał się z bólu na podłodze. W takim stanie znaleźli go pozostali zawodnicy. Niedobrze, sztab szkoleniowy nie będzie zadowolony. Kto był taki roztargniony, że zostawił na korytarzu skórkę od banana? Przecież to jest śmiercionośna broń, która może doprowadzić do zagłady ludzkości. Paru siatkarzy trzymało w swoich głowach nieprzyjemne doświadczenia z tymi straszliwymi śmieciami. Bali się przyznać komukolwiek do tego, że kiedyś też się wyrżnęli na takich. A o środkowego teraz także się bali. Bardzo.
- Oby tylko to nie było to, co ja kiedyś miałem przez identyczną sytuację. - westchnął Karollo.
- To znaczy? - spytał Endrju.
- No, nogę skręciłem. - przewrócił oczami środkowy Skry.
- Ja to kiedyś głowę sobie rozbiłem przez taką atrakcję. - pokręcił głową Włodi.
Wygląda na to, że skręcenie nogi, czy rozbicie głowy to pikuś przy tym, co mogło spotkać Muratore...
- Ałaaa, moja kostka! Kuurwaa, chyba złamałem kostkę! - jęczał, próbując jakoś podnieść się z podłogi. Na próźno, nie był w stanie.
- To ja może pójdę po Sokala. - szepnął młody przyjmujący drużyny z Bełchatowa i zniknął po chwili z pola widzenia swoich kolegów. Dwudziestu dwóch kolegów, jeśli liczyć poszkodowanego. Oprócz kochającej się w wannie parki, na krzywdę Możdżona, nieczułe pozostały bowiem jeszcze dwie osoby w ośrodku, w tym jeden z siatkarzy. Te właśnie dwie osoby także bardzo miło spędzały ze sobą czas. Było to jednak dość zaskakujące, bo kto chciałby siedzieć zamknięty w pokoju z NIM? Przecież on się zachowywał, jakby nie miał mózgu, albo się z dupą na łeb pozamieniał. On nie udawał głupiego, on naprawdę był głupi. I potrafił szybko i sprawnie doprowadzić wszystkich... do szału. A ona jednak z nim wytrzymywała, a, żeby tego było mało, sama domagała się jego towarzystwa. W innym przypadku raczej by nie wysłała do niego sms'a o treści "Chodź, misiaczku, do mnie, bo mi smutno tak siedzieć samej."... Misiaczku? Ona się w nim zakochała? Nie, to niemożliwe. W NIM się nie idzie zakochać, bo bardziej aseksualnego gościa trudno było sobie wyobrazić. No bo, spójrzmy prawdzie w oczy, w którym miejscu on mógł się podobać kobietom? Czy na szaloną recepcjonistkę działała oszczędnie owłosiona głowa siatkarza? Mało prawdopodobne. Wśród siatkarzy reprezentacji można było dostrzec pewną tendencję - im dłuższe miał włosy, tym bardziej podobał się kobietom. No, prawdopodobnie tacy chłopacy, którzy by zapuścili włosy na długość taką, jaką to nosi typowy metalowiec, mogliby wypisać się z tej prawidłowości. Dlaczego więc, Ciebie, Dagmaro, tak bardzo podjarał ten właśnie człowiek? Co Ty w nim widzisz?... Naprawdę chcesz się wiązać z idiotą? Tak, wygląda na to, że chciała. I nie przeszkadzały jej żadne z jego wad, których miał całe mnóstwo. Jego nieporadność nie drażniła jej, wręcz przeciwnie - ona ją rozczulała do granic możliwości. Zupełnie traciła przy nim głowę. On z resztą też zdawał się ulegać wdziękom ognistowłosej. Bo z tej Kozłowskiej to wcale taki kiepski pasztet nie był. Jasne, nie była żadną seksbombą, ale trudno było jednak o niej powiedzieć, że jest szkaradnym paszczurem. Mogła się podobać wielu mężczyznom. Nic więc dziwnego, że wpadła w oko JEMU. Tak bardzo wpadła w oko, że zupełnie stracił dla niej głowę i zapomniał o tym, jakie wartości wcześniej w życiu wyznawał. Przecież od zawsze stronił od obcowania z kobietami. Koleżanek w szkołach, do których uczęszczał, nie miał. Bo po prostu nie chciał ich nigdy mieć. Bał się, że się zakocha, a miłość uważał za największe źródło nieszczęścia na świecie. To dlatego tak sceptycznie reagował na to, kiedy któryś z jego ziomków mówił mu, że znalazł swoją drugą połówkę. Bał się o ich, chciał ich chronić przed życiowym rozczarowaniem. Sam tak bardzo obawiał się tego, że jego misja w dziedzinie "wyrywanie kobiet" okaże się niepowodzeniem, że nigdy nawet nie próbował. Płeć piękną traktował jak powietrze, nie interesowała go ona nigdy. Toteż ani razu w życiu, zanim nie poznał Kozłowskiej, nie wzdychał do żadnej panny. Nie oglądał żadnych magazynów z niegrzecznymi zdjęciami kobiet, nie wpatrywał się w żadne nieprzyzwoite strony internetowe, o podziwianiu filmów ze zbereźnymi scenami, już nie wspominając. No i oczywiście, bał się seksu. Bo kiedyś przeczytał w Bravo Girl, że to boli. I zakodował to sobie w głowie. A jeśli on coś sobie do tego durnego łba wbije, to nie ma sposobu, żeby zmienił swoje postrzeganie tejże rzeczy... Jedyne, co mogło wpłynąć na zmianę stosunku do danej sytuacji było spróbowanie tego.
Przekonał się więc niedawno, że ten seks wcale taki straszny nie jest. I że Kozłowska to naprawdę atrakcyjna kobieta. A co najważniejsze, była taka czuła, troskliwa. Siatkarz czuł, że może mu ona zastąpić tutaj matkę. Z jedną tylko drobną różnicą - z matką nie chodził do łóżka. A przynajmniej nie w takim celu, w jakim robił to z Dagmarą. Bo do mamusi to leciał wtedy, jak mu się przyśnił jakiś koszmar i nie mógł spać. Właził jej pod kołderkę, przytulał się do niej i beczał jak bobas. A rodzicielka tylko go przytulała, cmokała w czółko i szeptała do uszka, że wszystko będzie dobrze. Rudowłosa recepcjonistka też go tak przytulała i cmokała, a do ucha szeptała mu miłe słowa. Ona jednak także adorowała tą ofiarę losu, pieściła jego ciało, gdy lądował obok niej pod pierzynką. W pewnym sensie uczyła go obcowania z płcią przeciwną, skoro nikt mu wcześniej nie pokazał, jak to się robi... Nie wiedział więc do końca, jak się zachowywać w takiej sytuacji. Leżał koło niej i delikatnie ujął w swoją dłoń jedną z jej piersi, zaś drugą dłonią gładził jej włosy. Nieporadnie całował sutki, uważając, by nie wyrządzić krzywdy dziewczynie. Gdy przyszła pora na sfinalizowanie tych igraszek poprzez akt, ruszał się, jakby był co najmniej w stanie agonalnym. Ale jej to w zupełności nie przeszkadzało. Problemu nie stanowiło dla niej to, że jej partner nie miał fioletowego pojęcia o seksie, o zielonym nie wspominając. Był totalnym laikiem w tej dziedzinie, ale Kozłowska doceniała to, jak bardzo się starał, by ją zadowolić. A że jej serduszko biło trochę szybciej na jego widok, w zupełności akceptowała niski iloraz inteligencji siatkarza. Cieszyła się, gdy tylko mogła go ujrzeć, dotknąć, zamienić z nim parę słów.
No kurde, ona serio uważa Zatorskiego za dobrą partię na chłopaka?... Serio? Zatorskiego? Nie, to się w głowie nie mieści. A jednak... Jednak wszystko jest możliwe. Jednak to prawda, że każda potwora znajdzie amatora. To może w końcu i ja kogoś znajdę po dwudziestu latach marnej egzystencji?... Dobra, stop, bo troszkę zboczyłam z tematu.
Wracając więc do niego, szybko okazało się, że kostka Możdżonka została "jedynie" skręcona. Owe skręcenie wyglądało jednak nienajlepiej i pewne było to, że środkowego czeka przymusowa przerwa od treningów. Na razie nie wiadomo jeszcze było, jak długo ona potrwa... Prawdopodobnie, bez paru tygodni odpoczynku się nie obędzie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Maringa, Brazylia
- Łii łyysz juu ee Meery Kryysmees, łii łyysz juu ee Meery Kryysmees, łii łyysz juu ee Meery Kryysmees, ende haapii niuu joork! - z jednego z pokojów dało się usłyszeć jakieś dzikie wycie, bo śpiewem tego nie szło nazwać. Nie, nie był to Kosok. Owa sytuacja działa się bowiem w Brazylii, w Marindze. A tam, o ile dobrze mi się wydaje, Grześka nie było. Grześ był w tej chwili w Spale. Możliwe, że też wył, ale tego się nigdy nie dowiemy. Któż więc "umilał" życie swoim kolegom z kadry B? To także był środkowy. Wygląda na to, że wycie było typowe dla tych wszystkich chłopców z grupy "najbardziej wyrośnięty i skacze na trzecie piętro"...
- Zamknij mordę, Hain, debilu. - jęknął jego współlokator, Michał Żurek. Zdecydowali się na wspólny pokój na tym zgrupowaniu, jako że byli kolegami z jednego zespołu, czyli Indykpolu AZS Olsztyn. Zupa nie był jednak zbytnio zadowolony z podjętej decyzji, bo Piotrek był bardzo hałaśliwym lokatorem, który nie mógł usiedzieć na miejscu. Denerwował on przyszłego libero Asseco Resovii swoim zachowaniem. Ten musiał jednak jakoś to przeżyć - sztab szkoleniowy kadry nie zgadzał się na żadne zamiany pokojów. No cóż, mądry Zupa po szkodzie. Wiedział przecież, jaki jest Hain, więc mógł nie brać z nim pokoju. Gdyby to tylko było takie proste... Z tym idiotą nikt nie chciał mieć pokoju, więc sympatyczny libero został do tego po prostu zmuszony, jako, że miał z nim najczęściej do czynienia. Stwierdzono, że skoro w klubie go toleruje, to tutaj też wytrzyma...
- Nie podoba Ci się, jak pięknie śpiewam? - prychnął na niego środkowy.
- Nie. Poza tym, dlaczego, do chuja pana, wyjesz piosenki kojarzące się raczej z Bożym Narodzeniem, kiedy my zaraz będziemy mieli środek lata? - przewrócił oczami.
- To jest piosenka bożonarodzeniowa?! Jezu, ja myślałem, że to coś o Nowym Jorku! - wrzasnął i złapał się za głowę. Zupa z kolei przywalił sobie facepalma.
- Ty jesteś tak głupi sam z siebie, czy ktoś Ci za to płaci? - odburknął mu.
- Eeee, nie wiem. - w tej właśnie chwili Żurek chyba się załamał. - A, nie. Nikt mi za nic nie płaci. Tylko w klubie mi płacą za to, że gram. - uśmiechnął się.
- Czyli to jednak wrodzony debilizm. - szepnął niemal niedosłyszalnie. Właśnie, niemal...
- SŁYSZAŁEM TO! FOCH FOREVER Z PRZYTUPEM I MELODYJKĄ! - wrzasnął. I chyba faktycznie się fochnął, bo wyszedł z ich wspólnego pokoju i jebnął drzwiami. Miał szczęście, że w Brazylii nie było Zagumnego, bo już mógłby zacząć szukać jakiejś szafy do schowania się przed gniewem wkurwionego Pawła.
Nikt jednak nie powiedział, że w Marindze nie było siatkarzy, których także drażniło trzaskanie drzwiami. Może nie wybuchali przy tym tak, jak doświadczony rozgrywający, jednakże, delikatnie rzecz ujmując, nie podobało im się takie zachowanie... I potrafili dać temu wyraz. Chociażby teraz, kiedy to wyraźnie rozwścieczony ze swojego pokoju wybiegł Bartosz Gawryszewski. W jego oczach widać było tylko i wyłącznie wkurwienie, oraz chęć zabicia tego, kto trzasnął drzwiami. Środkowy LOTOS'u usłyszał, że hałas dobiegł z pokoju zajmowanego przez Olsztynian, tamże więc postanowił skierować swoje kroki. Wszedł bez pukania, z mordem wymalowanym na twarzy. W pomieszczeniu zastał tylko Żurka.
- To Ty tak trzasnąłeś drzwiami?! - nawet nie próbował być miły dla libero.
- Nie. - odrzekł tamten, zgodnie z prawdą.
- To, kurwa, kto?! Świnka Peppa?! Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków?! Listonosz Pat?! - syczał na niego.
- Piotr Hain. - powiedział Zupa i przewrócił oczami.
- Ten idiota? Jesteś pewny? - spytał. Zawodnik Indykpolu pokiwał głową, na znak potwierdzenia swoich wcześniejszych słów. - Gdzie on jest?
- Nie ma go tutaj.
- Tyle to widzę. - westchnął i machnął ręką. - Pytam się, gdzie on jest.
- Wyszedł. - bąknął Michał.
- No raczej, że wyszedł, skoro go tu nie ma. - prychnął. - Rozumiem, że udajesz swojego przyjaciela? - miał na myśli to, że Żurek zachowywał się w tej chwili tak, jakby iloraz jego inteligencji był równy IQ jego lokatora z pokoju. - Gdzie on wyszedł?...
- Nie mam pojęcia. Wziął i jebnął drzwiami. I tyle go widziałem.
- Ja go jeszcze dorwę i mu wbiję do tego durnego łba, że drzwiami się nie trzaska. - pokręcił głową.
- Gawryła! Co Ty się tak wydzierasz jak krowa zarzynana w rzeźni? Stało się coś? - do pokoju zawodników AZS'u wszedł właśnie współlokator Gawryszewskiego z pokoju, czyli jego kolega z zespołu, Krzysztof Wierzbowski.
- Tak! Stało się! - wrzasnął. - Ten oszczędnie owłosiony idiota z Olsztyna przed chwilą jebnął drzwiami, a teraz gdzieś się zmył! - złość aż z niego kipiała.
- Ło jezu... I o to taka afera? - westchnął przyjmujący. - Serio zamierzasz robić gnój o takie byle gówno?...
- To nie jest byle gówno! - ryknął na niego, a Krzyśka aż ustawiło do pionu pod ścianą, tak się zląkł krzyku swojego przyjaciela. - To jest bardzo poważna sprawa. - dokończył znacznie spokojniejszym już tembrem głosu. - Ale Ty tego nie zrozumiesz...
- Nie zrozumiem. Nie ma sensu wydzierać się o to, że ktoś jebnął drzwiami. - przewrócił oczami.
- Obawiam się, że Paweł Zagumny miałby inne zdanie w tej kwestii. - rzekł kolejny z przyjmujących Trefla Gdańsk, który to właśnie zmaterializował się u Zupy i Hajnusia.
- Ech, Żalek, Guma to Guma, on zawsze wrzeszczał na wszystkich za to trzaskanie drzwiami. Uwierz, miałem z nim do czynienia. - westchnął Wierzba.
- Ja też. A widzę, że Bartek próbuje nam tutaj odgrywać takiego naszego, brazylijskiego Pawcia. Bartek, nie wychodzi Ci to zbytnio, poćwicz, albo daj sobie spokój z takimi akcjami. - powiedział Żaliński.
- Nie mów, że nie zdenerwowało Cię to pierdolnięcie drzwiami, bo nie uwierzę! - grzmiał Gawryszewski.
- Może odrobinę. Za to Bołi ani drgnął. Jak spał, tak śpi nadal. - zaśmiał się.
- Czy ten Bołądź robi kiedykolwiek coś innego, aniżeli spanie? - jęknął. - On umie robić coś innego?
- Umie. - mruknął.
- No to niech zacznie robić coś innego, a nie tylko śpi, i śpi, bo zaraz to prześpi całe swoje życie. - westchnął i pokręcił głową.
- Od kiedy z Ciebie taki filozof, Gawryś? - wtrącił się Żurek.
- A od przedwczoraj, kiedy to dowiedziałem się, z jakimi głupkami przyjdzie mi użerać się na tym zgrupowaniu. - syknął na wszystkich zgromadzonych w pokoju. - Jedyny normalny tutaj to Woicki. Reszta to jakaś banda pojebów, wśród których jeden jest głupszy od drugiego. - rzekł i przeczesał dłonią swoje włosy.
- A Ty najgłupszy. - warknął libero.
- A Ty pojeb. - zgasił go środkowy. A może raczej próbował go zgasić.
- A Ty większy. - westchnął Wierzbowski.
- Największy. - poprawił go Wojtek.
- Spierdalać, albo poskarżę się Kowalowi. - prychnął. - Już on was postawi do porządku. - zarechotał złośliwie. Co w niego dzisiaj wstąpiło, że był taki wredny w stosunku do swoich przyjaciół z klubu? Zdecydowanie nie był dziś sobą. To nie był ten sam miły i uroczy Bartosz Gawryszewski. Tamten nigdy bowiem nie syczał na kolegów, nie donosił na nich... O wrzeszczeniu na kogokolwiek to już w ogóle można było zapomnieć... A dzisiaj nagle zaczął robić to wszystko... Pozostali siatkarze byli zdumieni jego zachowaniem. Coś się z nim stało. Pytanie tylko, co. Czyżby nieco sodóweczka do głowy uderzyła? Uwierzył, że jest gwiazdą po tym, jak dostał powołanie do kadry? Wprawdzie do jej rezerw, ale to jednak zawsze coś... A może po prostu stwierdził, że skoro jest (prawie) najstarszy z całej tej grupy, to może sobie nimi rządzić, niekiedy nawet pomiatać? Tego nikt nie wiedział. Nikt nie wiedział, co siedziało w głowie środkowego.
- Oj, już tak się nie piekl. - zaczął Krzysiek. - Przypomnij sobie, jak rozwaliłeś bombkę, wieszając ją na choice. Od razu Ci się humor poprawi.
I faktycznie. Gawryszewski od razu zaczął się brechtać jak wówczas, kiedy to bombka pękła w jego dłoni.
Czyli właśnie tak:
- Widzisz? Od razu jest lepiej. I Tobie się humor poprawił, i nam też, bo już na nas nie jesteś wściekły. Kiedy jesteś w złym nastroju, przypomnij sobie po prostu jakieś śmieszne wydarzenie z Twojego życia - gwarantuję, że to Ci pomoże. - uśmiechnął się Żurek po tym wykładzie, jakiego udzielił koledze.
- CHŁOOOPAAAKI! Mam niusa! - wrzeszczał wracający właśnie do pokoju Hain.
- Chyba już się boję, co to jest za nius... - westchnął Żaliński.
- Możesz najpierw zdradzić źródło tego niusa? - poprosił go Wierzba.
- Wiedza bezużyteczna. - wyszczerzył się.
- To ja chyba nie chcę go usłyszeć. - jęknął Gawryła.
- Ej, to jest super ważny nius, który odmieni całe Twoje życie! - krzyknął młody środkowy.
- Dobra, dajesz tą niezwykle istotną informację. - machnął ręką Zupa.
- Amerykańscy naukowcy odkryli, że Hitler miał zaburzenia trawienia. W związku z tym, często pierdział. Czyż to nie jest fascynujące? - Piotr wyglądał na zachwyconego swoim odkryciem. Pozostali siatkarze - niekoniecznie...
- Fascynujące, mów dalej. - zironizował libero.
- To już wszystko. - bąknął.
- Nie postarałeś się, mój drogi. - pokręcił głową Wojtek.
- Myślałem, że przygotujesz jakiś referat na pół godziny, a tu tylko dwa zdania? Taka sucha informacja? - dodał Bartek.
- Czuję się rozczarowany. - podsumował Krzyś.
- Jesteśmy zniesmaczeni Twoim postępowaniem. Idź się nawróć, i nie grzesz już więcej. - zaśmiał się najstarszy z obecnych w pokoju siatkarzy.
- Nawróciłbym się, ale nie ma tu żadnego księdza. - podrapał się po głowie Hainek.
- Wyspowiadam Cię, chcesz? - wypalił Michał.
- Jasne! - wrzasnął.
- To poczekaj chwilkę. - rzekł i popędził do swojej torby. Chwycił ją i wraz z nią zniknął w swojej łazience. Po chwili wyszedł... w stroju księdza. Po cholerę Żurkowi był potrzebny strój księdza na zgrupowanie reprezentacji?... Ustawił krzesło obok swojego łóżka i usiadł na tymże właśnie, przyniesionym przed chwilą przez siebie, mebelku. - Zapraszam. - uśmiechnął się. Hain klęknął przy krześle.
- Jestem Piotruś i jestem siatkarzem. - zaczął biadolić od rzeczy. - Mam dwadzieścia parę lat, sam nie wiem, ile, bo nigdy nie liczyłem. Grzechyy... jakieś tam mam. Eeee... o, piję, palę i konia walę. I się tym chwalę. - wyszczerzył się, a wszyscy pozostali przywalili sobie po facepalm'ie.
- Przykro mi, lecz Twoje grzechy nie zostaną odpuszczone. Szatan już wkrótce upomni się o Twoją duszę. - rzekł Zupa. - Czy komuś jeszcze odpuścić grzechy?
- Mi możesz. - uśmiechnął się Bartuś.
- Zapraszam. - wykonał charakterystyczny ruch ręką. Środkowy Trefla klęknął przed "konfesjonałem".
- Jestem Bartosz, jestem siatkarzem. Lat 28. Chodzę do kościoła często, kiedy tylko mogę, lecz nigdy nie przyznałem się podczas spowiedzi do tego, że kilka razy zdradziłem swoją żonę. Odprawiłem zadaną pokutę, a więcej grzechów nie pamiętam. - przewrócił oczami.
- Proponuję szczerą rozmowę z żoną. Rozgrzeszenie w niczym by Ci nie pomogło, gdybyś miał nadal zamiar urządzać skoki w bok. - westchnął.
- Nie zamierzam takich robić. - zaprzeczył.
- To Ci je dam, jak z nią porozmawiasz. Powinna wiedzieć. Szczerość zadziała na Twoją korzyść. Nie możesz jej okłamywać. Jeśli kogoś kochasz, to jesteś z nim szczery, we wszystkich sprawach, jakie tylko dotyczą Twojego życia. - wygłosił niczym filozof.
- Ej, a wiecie, że w Etiopii się wozi kozy na plecach, jak się jeździ rowerem?
Zamilcz, Piotrze, nie kompromituj się już...
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
Wróćmy jednak do Spały, gdzie nasi reprezentanci byli już po dzisiejszym treningu. Trening jak trening - niczego nadzwyczajnego na nim nie było. Rozpoczął się on, jak zawsze, od rozgrzewki. Chłopcy zrobili więc kilka kółek wokół boiska, po czym usiedli w niewielkich, od siebie, odległościach na parkiecie, i zaczęli się rozciągać. Nie brakowało przy tym rozmów i żartów. Bo przecież ta banda nawet na chwilę nie mogła powstrzymać się przed tym, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego, bądź śmiesznego. Podśmiechujki siatkarzy zdecydowanie potrafiły poprawić atmosferę w zespole, chociaż ta ogólnie była raczej dobra. Nie było przecież w niej Bartmana, który skutecznie potrafił skłócić ze sobą pół ekipy, a Dziku po parodniowym fochu, już się chyba na dobre ogarnął, i przestał marudzić, że nic mu się nie podoba. Toteż wszyscy byli teraz zadowoleni i nikt na nic nie narzekał. Po rozgrzewce przyszła pora na właściwą część treningu. Ćwiczono więc przyjęcie zagrywki, rozgrywanie piłek, atak, obrony... Szlifowano także serwis, żeby zawodnicy mogli zaskoczyć nim swojego przeciwnika. Doskonalono swoje umiejętności w grze blokiem. Cały trening zakończyła oczywiście mała gierka, która dzisiaj była wyjątkowo zacięta. Nie wzięli w niej udziału wszyscy zawodnicy, i żaden nie był zmieniany. Siatkarze, którzy do tej pory spisywali się najlepiej podczas treningów i sparingów, dostali zasłużony odpoczynek od tejże właśnie gierki. Skoro nie grali więc między innymi Wlazły, czy Winiarski, nie było drużyny zdecydowanie lepszej od tej drugiej, a mecz zakończył się wynikiem 38:36. Jak zawsze, bowiem, rozegrano tylko jednego seta. Więcej nie było potrzebne do stwierdzenia, w jakiej formie są zawodnicy. Praktycznie wszyscy byli w takiej, którą można było nazwać zadowalającą. Może to jeszcze nie były szczyty możliwości kadrowiczów, jednakże ogólnie nie można było narzekać na ich złe przygotowanie do wyczerpującego sezonu reprezentacyjnego. Oni na szczęście mieli jednak jeszcze trochę odpoczynku. Tegoroczną Ligę Światową postanowiono potraktować nieco inaczej, niż zawsze, to znaczy przetestować w czasie jej trwania, zaplecze polskiej kadry. Kiedy, jak nie w czasie tego turnieju? Na Mistrzostwach Świata nikt nie będzie sprawdzać nieopierzonych młokosów, zbyt dużym by to było ryzykiem. Na tą najważniejszą, od kilku lat, imprezę międzynarodową, wszystko musiało być perfekcyjnie dopracowane, dopięte na ostatni guzik. No i wszyscy musieli prezentować taką formę, która predestynowałaby ich do występu na turnieju takiej rangi. Byle kto na nim nie zagra, to jasne. Trzeba było wyselekcjonować czternastu najlepszych siatkarzy z listy długiej jak papier toaletowy. A i jeszcze przecież nie wszyscy zostali sprawdzeni... Nadal nie wiadomo było, co potrafi zaplecze. Trzeba było je więc sprawdzić jak najszybciej. Zorientować się, kto jaką dyspozycję prezentuje w obecnym momencie, kto zasługuje na to, by włączono go do pierwszej kadry, by trenował z najlepszymi, stawał się częścią tejże właśnie ekipy.
Aktualnie jednak chłopcy zajmowali się wykręcaniem sobie nawzajem jakichś psikusów, aniżeli myśleniem o tym, kto pojedzie na Mistrzostwa Świata. Na to było jeszcze całkiem sporo czasu, a żarty same się nie wywiną. Toteż po treningu zostali po prostu na hali i zaczęli swoje typowe rozmowy między sobą. Rozmowy o wszystkim i o niczym, czyli takie, jak zawsze. Oni nigdy bowiem nie potrafili rozmawiać na jeden, konkretny temat. Zamieniali może parę zdań, może paru z nich zabrało głos, kiedy ktoś zmieniał temat rozmowy. I cała konwersacja zaczynała się od początku, znowu odzywano się, by po chwili za cel swojej dyskusji obrać coś jeszcze innego. I tak bardzo byli pochłonięci tą wymianą poglądów, że zupełnie nie zauważyli, że jeden z rozmówców zniknął w bliżej nieokreślonym miejscu. I bez żadnego powodu. O tym, że kogoś brakuje, szybko się jednak zorientowali. Nigdzie nie potrafili dostrzec Ziomka. A cóż on w tym czasie robił?
Sympatyczny rozgrywający Trentino Volley przesiadywał właśnie w toalecie i kucał przy sedesie. Od rana nie czuł się za dobrze i rozważał pozostanie w łóżku w dniu dzisiejszym. Do zmiany planów namówił go jednak Igła, i Łukasz, chcąc, nie chcąc, musiał udać się wraz z nim na halę. Powiedział jednak Stefanowi, że nie czuje się najlepiej, więc dostał dzisiaj wolne od gierki treningowej, przyglądał jej się z wysokości ławki rezerwowych. Na twarzy był blady i, ogólnie rzecz ujmując, wyglądał na chorego. Co mu się mogło stać? Najprawdopodobniej było to jedynie niegroźne zatrucie pokarmowe, a więc dolegliwość, która nie będzie mu doskwierać zbyt długo. Brzuch poboli dzień, może dwa, i przestanie, a Żygadło w ciągu kilku najbliższych dni odzyska siły i wróci do wysokiej dyspozycji, jaką prezentował przed swoją chorobą. Aktualnie, osłabiony, jęczał nad kibelkiem i zwracał do niego zawartość swojego otworu gębowego. Nie wyglądał na zbyt szczęśliwego. Sprawiał raczej wrażenie, jakby zaraz po wyjściu z łazienki, miał się udać do swojego łóżka. W trybie natychmiastowym. Prawdopodobnie uciąłby sobie krótką drzemkę, bo przecież mówi się, że sen to zdrowie.
"Rzygi rzygi rzygi rzygi... ŁUU
Rzygi rzygi rzygi rzygi...(GDZIE?) TUU
Rzygi rzygi rzygi rzygi... ŁUU
Rzygi rzygi rzygi rzygi...(GDZIE?) TUU
Rzygi rzygi rzygi rzygi... ŁUU
Rzygi rzygi rzygi rzygi...(GDZIE?) TUU
Rzygi rzygi rzygi rzygi... ŁUU
Rzygi rzygi rzygi rzygi...(GDZIE?) TUU!"
W międzyczasie, kiedy Ziomek przeżywał swoje problemy żołądkowe, reszta kadrowiczów zaczęła robić to, co lubili najbardziej - żartować. Prym w tym wiódł oczywiście naczelny dowcipniś kadry - Krzysiek Ignaczak, lecz i inni byli w doskonałych humorach i rzucali zabawnymi tekstami czy anegdotkami. Częśc opowiadała jakieś kawały, inni próbowali wkopać innych, by Ci powiedzieli coś niekoniecznie mądrego. Znaleźli się i tacy, co postanowili pozadawać innym jakieś rebusy. A rebusy przygotowywane przez siatkarzy nigdy nie były proste i jasne. Mało kto je rozumiał, jednak ta banda z nadzwyczajną wręcz łatwością potrafiła je rozwiązać. No cóż, obracali się w swoim towarzystwie już tak długo, że doskonali znali nawzajem swoje poczucie humoru. Wiedzieli więc, czego mogli się od siebie nawzajem spodziewać w takich żarcikach. Jedyną niewiadomą pod tym względem stanowili Ci, z którymi nie mieli zbyt dużo do czynienia, a więc Mika czy Buszek. Szybko jednak okazało się, że prezentują podobne poczucie humoru, jak cała reszta, więc w zespół wkomponowali się idealnie.
- Ej, a wiecie, jaka jest najczęstsza przyczyna utonięć? - zaczął Igła.
- Brawura? - spytał Dziku.
- Alkohol? - zastanawiał się Konarski.
- ... Woda. - odpowiedział libero.
- Oo jeezzuu, jaki suchar. - westchnął Zagumny i pokręcił głową.
- A czego Ty się spodziewałeś po Igle? Epopei narodowej? - wypalił Cichy. Mina Gumy w tym momencie była naprawdę bezcenna.
- Ten jak coś palnie to można nogi połamać. - skomentował to Zatorski.
- Ej, właśnie dobre było! Zawstydzić Zagumnego, to się rzadko zdarza... - zaśmiał się Siurak.
- Dziękuję, dziękuję. - uśmiechnął się Pit.
- Ej, Pit, a co to kurde była za akcja z tym zdjęciem z wanny? - zapytał Bociuś.
- A nudziło nam się z Anką, więc postanowiliśmy pierdyknąć sobie selfie. - oznajmił Resoviak.
- Nago, w wannie? - drążył temat atakujący AZS'u Częstochowa?
- A dlaczego nie? Nie mam czego się wstydzić. - wystawił mu język.
- A Ania nie ma Ci za złe, że opublikowałeś takie zdjęcie? - spytał Mikuś.
- Nie. Przecież bez jej zgody bym go nie wrzucił na Facebook'a. - przewrócił oczami.
- A nie boisz się, że ta fota wycieknie gdzieś dalej, na jakieś kundelki czy inne cuda? zadał pytanie Drzyzga
- Niby w jaki sposób miałaby trafić gdzieś dalej? Tylko wy możecie ją zobaczyć, takie zrobiłem ustawienia przy tej samojebce. - westchnął.
- Wiesz, jak się trafi ktoś życzliwy... - zaczął Mały, ale szybko przerwał swoją myśl, widząc, że wyraźnie podirytował środkowego tymi słowami. - to może być problem. - bąknął.
- Nie będzie żadnego problemu, bo żaden z was nie jest takim skurwysynem, żeby to zrobić. - warknął. Jasno zasugerował im w ten sposób, żeby nawet nie próbowali czegoś takiego robić...
- A mogę mieć pytanie? - wtrącił się Gregor.
- Tak.
- Skąd Ty masz w znajomych Matt'a Andersona? - super pytanie, wiesz, Grzesiu?
- Tajemnica. - zaśmiał się Piter. - Nie no, a tak serio, no to parę razy graliśmy przeciwko sobie w reprezentacji, także znam go, on mnie też kojarzy. Nic więc dziwnego, że mamy się w znajomych. - wzruszył ramionami. - Ja nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, serio. - dodał.
- No wiesz, nie każdy może się pochwalić tym, że ma Andersona w znajomych na Facebook'u. Przecież nawet większość z nas go nie ma. - zauważył Ignaczak.
- No to mu wyślij zaproszenie, gwarantuję Ci, że przyjmie. - uśmiechnął się.
- A Ty mu wysłałeś? - zapytał Mario.
- Nie, on mi. - na jego twarzy pojawił się przeogromny banan. Taki jak choćby tutaj:

- Ej, no. Ty cholero. A mi nie wysłał. - prychnął Siurak.
- Hehe, jestem VIP'em, dostałem zaproszenie na Fejsbunia od samego Matt'a Andersona. - zaczął przedrzeźniać Kurka.
- Ej, Ziomek, a Tobie wysłał? - zaczął Fabio, ale po chwili zorientował się, że mówił do powietrza. - Ziomek?... Łukasz, gdzie Cię wcięło?
- Naprawdę mówisz do powietrza? - westchnął Guma. - Myślisz, że on Cię usłyszy, jak go tu nie ma?
- Dobra, nieważne. - machnął ręka młody sypacz. - Widziałeś, Piotrek, co Bartuś napisał w komentarzu pod Twoim i Anki zdjęciem? - spytał.
- Nie. - zaciekawił się Nowakowski. - Jaki Bartuś?
- Gawryszewski. - odpowiedział.
- Aaa, ten Bartuś. No, co to on napisał?
- A sam sobie zobacz. - rzekł Winiar. - Przynieś laptopa, to sobie zobaczysz, a potem może sobie jakiś film na nim włączymy.
- No dobra. - poleciał po komputer. Wrócił z nim po jakichś 5 minutach, po czym uruchomił urządzenie, włączył Internet i zalogował się na swojego Facebook'a. Zobaczył, że ma kilka powiadomień. Większość to polubienia jego i Anki zdjęcia, oraz komentarze, jakie pod nim były zamieszczone. Znalazła się jakaś prywatna wiadomość od Alka. Było też jedno zaproszenie do znajomych.

- Ooo, to jest ten, co to ploteczki mówią, że będzie w przyszłym sezonie grać dla Resovii. - zainteresował się Konan.
- Najlepszy gracz ligi francuskiej. - dodał Kosa.
- Ma zastąpić Veresa. - podrapał się po głowie Igła.
- Żeby tylko grał lepiej od niego. - westchnął Drzyzga.
- I żeby nie był żadnym nadętym bucem. - zaśmiał się Buszu.
- No, Rafał, masz nowego konkurenta na swojej pozycji. Na pewno chcesz zostać? - zastanawiał się Grześ.
- Ty jakoś zląkłeś się konkulencji, któlą stanowił dla Ciebie Pelłowski. - westchnął i pokręcił głową z niedowierzaniem. - Mięczak z Ciebie. Ja się nie boję konkulencji. W tym loku zostaję. Wierzę, że w końcu zacznę glać.
- A sprawdźcie, może wam też powysyłał zaproszenia. - powiedział Cichy.
Sprawdzili na swoich telefonach. I okazało się, że faktycznie, powysyłał. Pit tymczasem zaczął wczytywać się w komentarze do jego zdjęcia.
- Jak Gawryła tu przyjedzie, to już ja mu wybiję z głowy wszelakie próby podrywania Anki. - warknął Pit.
- Spirytusow też by ją obracał. - zauważył Wojtaszek.
- Ale ze Spirytusowem ona się tu nie spotka, a z nim może. - jęknął.
- Ale chyba nie będziesz jej trzymać zamkniętej w pokoju? - zastanawiał się Karollo.
- Nie no, bez przesady. Wierzę, że nawet nie pomyśli o flirtowaniu z kimś, kto nie byłby mną.
- Ufasz jej. - zauważył Włodi.
- Związek opiera się na zaufaniu, mój drogi. - uśmiechnął się. - Znajdziesz tą jedyną, to sam się o tym przekonasz.
- Ale on nie znajdzie, no gdzie, z tym ryjem? - prychnął Andrzej.
- Zamknij mordę, Wrona, to raczej Ciebie żadna nie zechce. - odburknął mu przyjmujący. - No bo, która, kurwa, by chciała, żeby jej facet ciągle tylko napierdalał w Tetrisa i nie zajmował się niczym innym? - przymknął oczy i pokręcił głową.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
08.06.2014
Następnego dnia nasi ulubieni zakochańce, i nie chodzi tu o Zatora i Kozłowską, udali się na górę, do pokoju Antigi. Mieli do załatwienia małą sprawę. Dość kontrowersyjną, jednakże wierzyli w to, że uda im się rozstrzygnąć problem na ich korzyść. Twierdzili, że Stefan jest tak kochanym człowiekiem, że zgodzi się na ich propozycję. A propozycja ta mogła być tylko jedna - Piter i Anka chcieli dzielić ze sobą pokój na zgrupowaniu. Gdyby szkoleniowcem był ktoś inny, niż Francuz, wątpiliby w powodzenie swojej akcji, jednakże w tym przypadku w ogóle nie zakładali tego, że mógłby im odmówić. Wiedzieli, że kibicuje ich uczuciu, więc nie powinien sprawiać problemów. Opromienieni myślami, jakie kotłowały się w ich głowach, trzymając się za ręce, zapukali do pokoju trenera. Ten otworzył im niemal natychmiast. Uśmiechnął się, po czym wpuścił gości do pomieszczenia. Usiedli obok siebie, po czym Antiga poczęstował ich herbatą.
- Stefan, mam pytanie. - zaczął Piotr.
- Tak?
- Skoro nas, siatkarzy, jest dwudziestu pięciu, a macie zamiar znowu nas ulokować dwójkami, to ktoś zostanie sam. - zauważył.
- No tak. - przytaknął.
- To może dałoby radę, żebym to ja został sam? - chyba nieco zdziwił Antigę tym pytaniem.
- Dlaczego chczesz żosztacz szam?
- W sumie, to nie chcę zostać sam. - poruszył charakterystycznie brwią.
- Ja wjem, o czo Czi chodżi... Chcesz, żeby Anja była ż Tobom w pokój. - domyślił się, o co chodziło blondynowi.
- Tak. Żeby żadne z nas nie musiało chodzić po nocy, żeby wleźć drugiemu do pokoju. Nikogo byśmy nie budzili otwieraniem drzwi. I zamykaniem. I chodzeniem po korytarzu. - uśmiechnął się.
- Ale byszczje budżili tym, czo byszczje robili w ten pokój. - pokręcił głową.
- Postaramy się aż tak nie hałasować. - zaśmiał się.
- No nie wiem. - westchnął Stefan.
- Prosimy. Jakby komuś coś się stało, kogoś trzeba byłoby wyrzucić do innego pokoju, albo po prostu, na przykład, ktoś by przyjechał, bo, dajmy na to, zostałby dowołany, to istniałaby możliwość zakwaterowania go w tym wolnym pokoju, który to bym właśnie zwolniła. Nigdy nie wiadomo, kiedy taki pokój może się przydać. Lepiej mieć niezajęte lokum w zanadrzu. - wtrąciła się Chmura.
- No dobrze... Ale jak chłopcze bendom szje szkarżycz, że jeszt hałasz, no to natychmiaszt Anja wracza do szwój pokój.
- Jasne. - odpowiedzieli w tej samej chwili i wyszczerzyli się do siebie. Tak, jak myśleli, udało im się. Wywalczyli to, co chcieli. W tej chwili można już współczuć wszystkim w ośrodku. Z pewnością zdarzą się noce, kiedy z ich pokoju będzie kwiczało na wszystkie strony...
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Było już po śniadaniu, gdy nagle do Anny podbiegła grupa siatkarzy z Bełchatowa, w składzie: Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Wojciech Włodarczyk, Karol Kłos i Andrzej Wrona.
- Anka, Anka, mamy poważny problem! - zaczął Włodi.
- Co się stało? - spytała Chmura.
- Zatorskiego pojebało. - westchnął Karollo.
- Jakoś mnie to nie dziwi. - przewróciła oczami.
- Ale jego naprawdę pokurwiło konkretnie. - jęknął Wrona.
- Co on robi?...
_____________________________________________________________
Uff, w końcu wrzucam rozdział. Przepraszam, że tak długo to trwało, ale cierpiałam na zupełny brak weny... Nie potrafiłam sklecić nawet paru zdań, o dłuższym tekście już nie wspominając...
Postaram się jak najszybciej napisać następny rozdział, ale naprawdę, nie wiem, kiedy go wrzucę. Możecie być jednak pewne, że nie zapomnę o blogu.
Co robi Zator? Ktoś ma jakiś pomysł? Mile widziane szalone idee, bo po Zatorze niczego normalnego nie można się przecież spodziewać. ;)
Rozwiązanie zagadki w następnym rozdziale.
Wyjaśniła się za to ostatnia zagadka. Nie dotyczyła ona naszych ulubionych słodziaczków, tylko tego, co się stało Możdżonowi.
Piter i Anka dostaną wspólny pokój. Pozostałym chłopakom można już współczuć tego hałasu, jakiego będą wysłuchiwać.
No ale cóż, taka jest wola Stefana.
Wygląda na to, że Zatorski i Kozłowską dość poważnie traktują swoją znajomość. Czy utworzą nowy związek?
Czy to będzie koniec związków w tej kadrze? A może jeszcze ktoś się w kimś zakocha? Kogo, waszym zdaniem, powinnam uszczęśliwić drugą połówką?
A co sądzicie o Zupie w roli księdza i pozostałych chłopakach z kadry B? Czy polubiłyście już któregoś z nich? Wiem, że dzisiaj wystąpiło ich zaledwie kilku, ale co za dużo - to niezdrowo. ;)
ASSECO RESOVIA RZESZÓW W FINAL FOUR LIGI MISTRZÓW!
W ostatnich dniach moja ulubiona drużyna siatkarska, czyli Resovia odniosła aż dwa wielkie sukcesy. Najpierw wyeliminowali z Ligi Mistrzów rosyjski zespół, słynny Lokomotiv Novosybirsk. Tym samym awansowali do Final Four tych rozgrywek.

Tak, chłopcy, zrobiliście to. Po raz pierwszy w historii.
Jako, że ze swoim przeciwnikiem, drużyną Sir Safety Perugia, wicemistrzem Włoch, rozprawili się zawodnicy PGE Skry Bełchatów, to właśnie ten klub będzie rywalem Asseco Resovii Rzeszów w półfinale Ligi Mistrzów.
Wierzę, że Sovia wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko.

Pszczółki polegną. ;) Liczę na emocjonujący finał Sovia - Zenit. :D
ASSECO RESOVIA RZESZÓW W FINALE PLUSLIGI!
Oprócz awansu do Final Four, Resovia wczoraj zakończyła półfinałowe pojedynki w Plus Lidze. Przeciwnikiem rzeszowian był Jastrzębski Węgiel. Sovia zakończyła zabawę w trzech meczach, tracąc w nich zaledwie trzy sety (po jednym w każdym meczu).
Rzeszowski walec zameldował się w Finale. :) Wiadomo więc już, że w tym roku Resovia zdobędzie co najmniej srebro.
A kto będzie finałowym rywalem? Na razie wyniki drugiego półfinału wskazują na Lotos. I mam nadzieję, że tak rzeczywiście będzie. :D
07.06.2014, Maringa, Brazylia
Kolejny dzień w Spale trwał już w najlepsze, a siatkarze kończyli właśnie swój trening. W tym samym czasie, na drugim końcu świata, w Brazylii, do życia budziła się kolejna grupa polskich siatkarzy. Byli to przedstawiciele tak zwanej kadry B, rezerwowy skład naszej reprezentacji. Wczoraj dolecieli oni do Maringi, i od razu poszli spać. Wcześniej, przez parę dni, trenowali... w Rzeszowie, na Podpromiu. Dlaczego właśnie tam? Bo Andrzejowi Kowalowi nie chciało się ruszać przed wylotem w inny zakątek naszego kraju. Proste, prawda? Zawodnicy po prostu przyjechali do niego... Jako, że nie uważano udziału naszych najlepszych reprezentantów w pierwszych meczach tegorocznej Ligi Światowej za konieczny, wysłano na nie właśnie drugi garnitur. I nawet trenera tych rezerw. Po co elita ma się przemęczać? W Brazylii zawsze grało im się trudno, a dla tych młodszych zawodników będzie to doskonała okazja do tego, by się sprawdzić na poziomie międzynarodowym. Dla młodszych i także dla tych mniej doświadczonych, a już bardziej zaawansowanych wiekiem. Może nie były to jeszcze jakieś dinozaury, bo najstarsi z nich mieli po 30 lat, ale meczy w kadrze to oni zbyt dużo nie rozegrali. Jako starsi zawodnicy mieli jednak służyć swoim boiskowym doświadczeniem dla swoich młodszych kolegów, którzy jednak znacznie przewyższali liczebnie tych nieco starszych. Od kogoś ten narybek, ta przyszłość polskiej siatkówki, musiała się jednak uczyć... Co dziwne, wszelacy eksperci wręcz piali z zachwytu nad składem tej kadry. Uważali, że jest doskonale wyważona, a powołani zawodnicy faktycznie reprezentują poziom, który pozwala im ocierać się o reprezentację. Nie byli pewni może w przypadku dwóch nazwisk, które były raczej mało znane przeciętnemu Kowalskiemu. A skoro o Kowalskich mowa, któż z was zna niejakiego Tomasza Kowalskiego? Nikt? To było do przewidzenia. Możliwe, że sami dziennikarze go zbytnio nie kojarzyli, bo do tej pory nie zasłynął w żaden sposób ze swojej gry. No ale jak miał się czymś wyróżnić gość, który grał do tej pory w zespole pierwszoligowym. Powołać zawodnika z I ligi... szalone, ale... w tym szaleństwie jest metoda. W sumie, to nie wiadomo, czy można by nazwać go wciąż graczem pierwszoligowym, bo akurat jego drużyna dostała awans do PlusLigi. Kowalski od tego sezonu grać będzie bowiem w MKS'ie Banimex Będzin, do którego przeniósł się z drużyny, która to przegrała bój o awans do PlusLigi właśnie z Będzinem. Beniaminek z Będzina nie wydawał się jednak być taką drużyną, która mogłaby namieszać w lidze w przyszłym sezonie, ale cóż, nigdy nie mów hop... A nuż się okaże, że ten teoretycznie słaby skład coś potrafi i zaskoczy? Prawda jest jednak taka, że na będzinian nikt nie liczył, chyba nawet ich kibice niespecjanie wierzyli w to, że ta drużyna jest w stanie coś ugrać... Wszyscy skazywali ich na walkę o uniknięcie zajęcia ostatniego, czternastego miejsca w lidze. Znacznie więcej obiecywano sobie po drugim beniaminku PlusLigi, Cuprum Lubin, w którym to znalazło się kilku graczy doświadczonych, mających za sobą przeszłość w najwyższej klasie rozgrywkowej w siatkówce. Łomacz, Rusek, Gromadowski, Kadziewicz... Budowała się tam naprawdę fajna ekipa. Także z tej ekipy, w reprezentacji, prowadzonej przez kochanego przez wszystkich siatkarzy Resovii, trenera, Andrzeja Kowala, znalazł się jeden zawodnik. Był to młody atakujący, Szymon Romać. W klubie był raczej szykowany na zmiennika Apollo, a nie gracza pierwszoplanowego, jednakże najwyraźniej ktoś coś w nim dostrzegł, skoro postanowił wysłać mu powołanie do drużyny narodowej. I trzeba przyznać, że ta właśnie nominacja broniła się. Romać się bronił. Swoją postawą na treningach, zwłaszcza podczas gierek pokazywał, że zasłużył na to wyróżnienie. Że w przyszłości może być naprawdę ciekawą alternatywą na pozycję atakującego w reprezentacji Polski.
To właśnie były te dwa nazwiska, których przeciętny kibic siatkówki mógł nie kojarzyć... Pozostałe mogły mu się już obić o uszy, zwłaszcza jedno z nich. Oto bowiem, wygląda na to, że Andrzejek tak bardzo stęsknił się za swoim najlepszym środkowym z klubu, że postanowił mieć na zgrupowaniu kadry kogoś o tym nazwisku. A że takowy siatkarz grał w Transferze Bydgoszcz, również na tej samej pozycji, i prezentował całkiem przyzwoity poziom - Kowal nie wahał się ani chwili przed tym, by do Jana Nowakowskiego wysłać powołanie do kadry. Zbieżność nazwisk z pewnym blondynem z Rzeszowa była jednak zupełnie przypadkowa. Chociaż Johny, jak go nazywali koledzy, również był blondynem. Był młody, jeszcze niedoświadczony, lecz cholernie ambitny. Na treningach potrafił zapieprzać do upadłego. To była chyba cecha wszystkich Nowakowskich, bo i przecież ten starszy, rzeszowski, także był niesamowitym pracusiem. Janek, chociaż zapowiadał się na bardzo solidnego siatkarza, nie zrobił takiej furory jak Piotrek, nie osiągnął tak wiele jak on. Miał już ponad 20 lat, a debiutu w seniorskiej reprezentacji Polski nie zaliczył. A Cichy owszem, i 20 lat jeszcze wówczas nie miał. Ale on od zawsze był uważany za cudowne dziecko polskiej siatkówki. Przecież to właśnie jego nazywano drugim Arkadiuszem Gołasiem... Młodszy z Nowakowskich nie mógł liczyć na takie porównania i musiał ostro pracować na to, żeby jego nazwisko zaczęło się kojarzyć wszystkim nie z jednym, a z dwoma siatkarzami... Albo, by by choćby tak znany jak Paweł Woicki. Tenże właśnie rozgrywający był zdecydowanie najbardziej doświadczonym spośród powołanych przez Kowala kadrowiczów. Mało prawdopodobne było jednak to, żeby pojawił się w tym sezonie jeszcze w jakimś meczu. Najwidoczniej został zaproszony tylko na wycieczkę do Brazylii. Może jeśli pokaże się na niej z dobrej strony, to sztab szkoleniowy reprezentacji bardziej mu zaufa? Na to zawodnik Transferuu Bydgoszcz liczył. Podczas treningów świetnie współpracował z Nowakowskim, lecz to nie powinno nikogo dziwić. W końcu byli klubowymi kolegami, więc można by wręcz rzec, że czasem grali ze sobą na pamięć. A tutaj, na zgrupowaniu wychodziło im to zdecydowanie dobrze. Takie zgranie zawodników było bardzo ważne, pomagało Kowalowi w ustalaniu składów na gierki. Czasem jednak, specjalnie rozdzielał tą parę klubową, żeby popularny Wujek pograł także nieco z innymi kolegami. Z każdym zawodnikiem bowiem gra się inaczej i wszyscy siatkarze musieli być gotowi na to, że mogą zagrać z każdym... Nie mogli przyzwyczajać się do jednego sposobu rozegrania, bo potem, grając z jakimś innym sypaczem, mogliby mieć problemy żeby przestawić się na to, co on rozgrywał. Podobnie i sami rozgrywający - do każdego z zawodników w inny sposób dogrywa się piłkę, więc musieli poznać sposób uderzania piłki danego zawodnika, jego boiskowe wybory, preferencje w ataku. To, jakie piłki lubił dostawać, z jakich kończył najwięcej akcji... Tak, to wszystko było niezwykle istotne.
W kadrze powołanej przez Andrzejka, znalazł się taki drugi doświadczony gracz. Chociaż należy tu wspomnieć o tym, że doświadczony to on był jedynie, jeśli chodzi o występy ligowe. W kadrze bowiem, Bartosz Gawryszewski jeszcze nie zadebiutował. Wyglądało na to, że jednak w końcu, w wieku 30 lat, takową szansę tenże środkowy wreszcie dostanie. W PlusLidze prezentował się przyzwoicie, więc dlaczego by go nie sprawdzić szczebel wyżej, w rozgrywkach międzynarodowych? Może i jego gra nie porywała, jednakże był to raczej solidny gracz. Był skuteczny w kończeniu ataków, parę razy potrafił postawić punktowy blok, a do tego miał zdolności przywódcze. W swojej drużynie, LOTOS'ie Treflu Gdańsk, był przecież kapitanem. Tutaj w tej roli występował wprawdzie najbardziej doświadczony Woicki, jednak nie zmienia to faktu, że, także na tym zgrupowaniu, Gawryszewski czuł się kimś ważnym, kimś, kto może nieco ustawiać do pionu swoich kolegów. Nienawidził, gdy Ci żartowali sobie z jego zagrywki, która, bądźmy szczerzy, niczym wybitnym nie była. Ot, poziom szkoły podstawowej. I tyle. Pamiętajmy jednak, że o kadrę ocierał się gość, który serwuje jeszcze gorzej. Chociaż, w sumie, to nie było wiadomo, jak Patryk Czarnowski potrafi serwować. Nikt jego zagrywki nie widział, wszystkie bowiem lądowały w siatce. Chodzą plotki, że czasem na treningu uda mu się przebić piłkę na drugą stronę, jednak brak jest świadków, którzy by to potwierdzili. Możliwe, że Patryś ma superhiperultraekstra odlotową zagrywkę, której nie byłby w stanie przyjąć nikt. Nie wiadomo... Nikt przecież jego serwisu nie widział. Udanego serwisu. Bo szmaty w siatkę wszyscy kojarzyli na pamięć... I taki ktoś miał się ocierać o kadrę... Bez żartów.
Pozostałą część kadry B można skomentować w jeden sposób - generalnie młodzi, lub nawet bardzo młodzi, zdolni, chcący coś udowodnić, mający już za sobą co najmniej jeden dobry sezon w lidze. Lub też wybijający się w kadrze młodzieżowej, jak choćby Maciej Muzaj. On przecież nie miał szans na regularnę grę w swoim klubie, czyli Skrze Bełchatów. Atak w klubie z województwa łódzkiego to było królestwo, gdzie niepodzielnie rządził Mariusz Wlazły. A Mały Maciek mógł sobie go oglądać tylko z kwadratu, lub, jeszcze częściej - z trybun hali Energia. Lub tej, gdzie akurat Skra udawała się na mecz wyjazdowy. Był to jednak niewątpliwie zawodnik bardzo ciekawy, a to dlatego, gdyż był on leworęczny. W seniorskiej kadrze takich zawodników nie posiadaliśmy. A teraz być może będziemy mieć aż trzech. Leworęczni byli bowiem również Romać, oraz młody atakujący Cerradu Czarnych Radom, Bartłomiej Bołądź. On jednak, w przeciwieństwie do Muzaja, w swoim klubie grał regularnie... Regularnie, lub w miarę regularnie, w zeszłym sezonie grała także powołana grupa przyjmujących. Otwierali ją, najbardziej doświadczeni z tej czwórki - Krzysztof Wierzbowski i Wojciech Żaliński. Obaj w zeszłym sezonie reprezentowali barwy LOTOS'u Trefla Gdańsk, lecz na przyszły sezon w tym klubie zostanie tylko jeden z nich. Żaliński wraca do swojego ulubionego Radomia, jednak nie do Jadaru, gdzie kiedyś grał, a do jego przeciwnika, Czarnych. Wierzbowski to z kolei był bardzo ciekawy gracz, gdyż wywodził się z klubu, z którego wyfrunęło paru zdolnych siatkarzy, obecnie filarów naszej reprezentacji. W młodzieńczych latach grał bowiem w Metrze Warszawa, wraz z Andrzejem Wroną, Karolem Kłosem czy Piotrem Nowakowskim. Następnie trafił do Częstochowy, gdzie ponownie grał z Endrju i Piterem, ale także z Fabianem Drzyzgą, Pawłem Zatorskim czy Łukaszem Wiśniewskim. Część zawodników seniorskiej kadry znał więc doskonale. Zestawienie przyjmujących uzupełni dwaj młodzi, zdolni, obiecujący siatkarze - Wojciech Ferens, który jednak nie do końca przebił się w Kędzierzyńskiej ZAKSIE, oraz Artur Szalpuk, objawienie zeszłego sezonu w barwach Politechniki Warszawskiej. Z Polibudy do reprezentacji Polski B trafił również libero tego klubu, Maciej Olenderek, czyli... kolejny gracz wywodzący się z Metra Warszawa. Z resztą Bartosz Gawryszewski także w przeszłości tam grał! Cóż to był więc za genialny klub, skoro "produkował" tylu uzdolnionych siatkarzy... Obok Olenderka, drugim libero, zaproszonym przez Kowala, na wycieczkę do Brazylii, był Michał Żurek, gracz Indykpolu AZS Olsztyn. A w sumie, to były gracz tego klubu, bo popularny Zupa, podobnie jak jego kolega z klubu z województwa warmińsko mazurskiego, Rafał Buszek, przeniósł się do wicemistrza kraju, Asseco Resovii Rzeszów. Miał tam być zmiennikiem Krzysztofa Ignaczaka i zbierać u niego doświadczenie. Igła nie był już najmłodszym graczem, więc Żurek mógł liczyć na to, że zagra w paru mniej istotnych meczach, z łatwiejszymi rywalami, gdy Krzyś będzie odpoczywać i zbierać siły na pojedynki z groźniejszymi przeciwnikami. Żurek z Olsztyna się wyniósł, pozostał tam natomiast młody, zdolny środkowy, Piotr Hain. W zeszłym sezonie był jednym z najlepszych graczy na swojej pozycji. Dobrze spisywał się także ostatni z powołanych zawodników, Dawid Dryja, gracz Effectora Kielce, który w przyszłym sezonie spotka się w jednym klubie z Żurkiem. On także bowiem przeniósł się do Resovii. Miał tam pobierać nauki u Pitera, u jego boku stawać się dobrej klasy środkowym.
To właśnie byli wszyscy wybrańcy Andrzeja Kowala i grupy jego współpracowników. A co ogólnie działo się w tej Brazylii?...
- To może ja jeszcze raz, tak oficjalnie, już teraz w Brazylii, powitam was wszystkich. - zaczął Kowal. - Liczę na ciekawą, owocną współpracę między mną, a wami. Wierzę, że ta wyprawa do Brazylii na dwa mecze Ligi Światowej nie będzie tylko wycieczką krajoznawczą, która zakończy się dwoma gładkimi wynikami 3:0 dla Canarinhos. Wierzę, że postawimy im się. I chociaż nie ma tutaj pierwszego składu kadry, uważam, że jesteście w stanie godnie ich zastąpić. Musicie tylko w to uwierzyć. - dodał i uśmiechnął się w stronę swoich wybrańców, żeby dodać im otuchy. Część z nich bowiem miała miny, jakby do tej Maringi leciała jak na skazanie...
- I pamiętajcie proszę, żeby nie podłamywać się statystykami. Co z tego, że zostaniecie raz czy dwa zablokowani, jeśli skończycie 10 ataków? Co z tego, że będziecie mieć w tymże właśnie ataku jakieś, nie wiem, 30 procent skuteczności, jeśli wasz dorobek punktowy będzie satysfakcjonujący? Popracujecie nad waszymi słabszymi stronami, i w kolejnych meczach błędów już nie będziecie popełniać. - dodał Gogol. Mieszko, jako jedyny ze "spalskiego składu" został "odesłany" do Brazylii. Nie dlatego, że Stefan chciał go odstrzelić. Po prostu znał się z Andrzejem z Resovii i Kowal bardzo chciał mieć w swoim sztabie kogoś zaufanego.
- A jeśli zadowoli nas wasza postawa tutaj, w Brazylii, to podpowiemy Stefanowi, żeby sprawdził was na treningach w Spale. Pracujcie więc, bo bez pracy nie ma kołaczy. Za piękne oczy nie dostaje się wyróżnień. - rzekł Andrzejek.
- No chyba, że jest to konkurs piękności. - zaśmiał się statystyk.
- Wierzę, że prezentujecie taki poziom, że jesteście w stanie dostać się do tej "pierwszej" reprezentacji. - uśmiechnął się trener. - A jeśli tak się stanie, to będzie to nasz wielki, wspólny sukces. - dodał. - Powodzenia, chłopaki, uważam, że naprawdę jesteście w stanie wiele osiągnąć.
- Dziękujemy panu, panie trenerze. - zaczął kapitan kadry B, Paweł Woicki. - To dla nas wielki zaszczyt i niezwykłe wyróżnienie, że możemy reprezentować nasz kraj na arenie międzynarodowej. Że przylecieliśmy tutaj, do Brazylii, jako reprezentacja Polski. Że znaleźliśmy się w składzie na rozgrywki Ligi Światowej. Myślę, że dla wielu młodszych kolegów będzie to doskonała okazja do tego, by wskoczyć na wyższy poziom gry, by "liznąć" nieco tej zagranicznej siatkówki. Zmierzyć się z lepszym, bardziej wymagającym przeciwnikiem. To może ich bardzo podbudować. A już zwłaszcza dobrze wpłynie na nich każdy, choćby i najmniejszy sukces - zdobycie punktu w walce ze znakomitymi przecież siatkarzami światowej klasy. Jeśli wygramy choćby i jednego seta - dla tych chłopaków będzie to największe osiągnięcie w ich życiu, takie, z którego będą dumni do końca swojego życia. I z pewnością sprawi to, że bardziej uwierzą w siebie, i w to że potrafią grać na dobrym, wysokim poziomie. Że nie są słabymi siatkarzami. Z resztą, o tym świadczy już to, że zostali powołani na to zgrupowanie. Takie drobne sukcesy z pewnością zaprocentują na ich przyszłą postawę w lidze. I być może w kadrze, jeśli teraz by się do niej przebili, albo kiedyś, w przyszłości, mieliby to zrobić. Jak to w swojej piosence śpiewała Sylwia Grzeszczak, "Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest." - zakończył swoją przemowę rozgrywający i spojrzał na resztę kolegów.
- Dziękuję, Pawle, sam lepiej bym tego nie ujął w słowach. - powiedział Kowal. - Kochani, czy ktoś z was ma może jakieś oczekiwania, odnośnie naszej współpracy? Macie jakieś uwagi odnośnie aklimatyzacji? Komuś nie pasuje towarzystwo w pokoju? Nie wiecie, jak prowadzić grę z którymś z kolegów? A może macie po prostu jakieś propozycje na to, jak grać, jak trenować? Proszę, zadajcie teraz jakieś pytania. Obojętnie jakie.
- Czy wiadomo, co nam dadzą dzisiaj na obiad? - wypalił Hain. No tak, młody środkowy nie był uważany za zbyt inteligentnego gracza. Pierwszym określeniem, jakie większości jego boiskowych kolegów przychodziło do głowy, gdy o nim myśleli, był głupek. Drugim było to, że zawodnik Indykpolu jest po prostu pierdolnięty.
- Nie mam pojęcia. - westchnął Kowal i pokręcił głową. Cóż, Hajnuś był lepszy w grze, aniżeli w myśleniu. Nawet trener był w stanie to dostrzec.
- Moje łóżko jest trochę krótkie. - rzekł Gawryszewski.
- A moje jest zbyt twarde, żebym mógł się dobrze wyspać. - stwierdził Żurek.
- Dobrze, kochani, zrozumiałem. Załatwię to. - odpowiedział Endrju.
- Chciałbym, jeszcze przed naszym pierwszym meczem z Brazylią, rozegrać jakiś sparing w formie gry wewnętrznej. - zaproponował Bołądź.
- Planuję takowy. - odrzekł.
- Ja bardzo chciałbym prosić o to, żeby trener był wyrozumiały. - zaczął Kowalski. - Nie jestem doświadczonym graczem, nigdy nie grałem jeszcze w reprezentacji i boję się nieco, że się spalę. A stanie się tak na pewno, jeśli nie będę czuł wsparcia z pańskiej strony. - dodał.
- Spokojnie. Ja wrzeszczę tylko na moich chłopaków z Resovii, i tylko, jak odwalą jakieś cuda na boisku. Albo poza nim, bo to jest banda wesołków. Jeden głupszy od drugiego, i lepiej nie wspominać, co oni potrafią zrobić. - pokręcił głową. Wciąż miał w pamięci wybryki Fabio czy Cichego...
- No proszę, a wszędzie się mówi, że Resoviacy są najspokojniejszymi siatkarzami. Że jest to raczej zespół introwertyków. - podrapał się po brodzie Wierzbowski.
- Pozory mylą. - westchnął.
- Nie wierzę. Przecież to jest naprawdę grupa takich nieśmiałych, cichych, skrytych ludzi. Co niby mogą zrobić taki Lotman, Schoeps czy już zwłaszcza, Cichy Pit? Ten to chyba jest patronem tych wszystkich małomównych. - zaśmiał się Żaliński.
- Cóż potrafią zrobić? Paul z gigantycznym uśmiechem na twarzy może Cię zakluczyć w łazience, gdy stwierdzi, że mu się nudzi. Jochen chętnie wrzuci Ci do Twojej torby kiełbasę, papier toaletowy, albo różne inne, podobnie dziwne rzeczy. A Piotrek może sobie urządzić strzelnicę z Twojego samochodu. - odpowiedział.
- No to widzę, że dogadam się z chłopakami w Resovii, skoro tam taka banda żartownisiów. - zachichotał Dryja.
- Właśnie, Dawidzie, Michale - zwrócił się tutaj do Zupy i Dorodnego Dawidka. - Proszę was o to, żebyście nie zaczynali robić podobnie głupich rzeczy.
- A ja chyba nie rozumiem, o co chodzi z tym urządzeniem strzelnicy z samochodu. - wzruszył ramionami Romać.
- Samochód jest strzelnicą. A może raczej... okna samochodu są tarczami, do których musisz trafić. Za broń służą Ci kamienie. - objaśnił to, w jaki sposób Cichy rozprawił się kiedyś z szybami w jego aucie.
- Piotrek powybijał panu szyby w aucie, panie trenerze? - zdziwił się nie na żarty Szalpuk.
- Tak. A potem wlazł przez jedną taką dziurę do środka tego samochodu. Był pijany, więc na wybitych szybach się nie skończyło. - westchnął.
- O, o, co jeszcze zrobił? - dopytywał Olenderek.
- Niedobrze mu się zrobiło. - wzdrygnął się na myśl o tym, jaki widok kiedyś zastał w swoim aucie.
- Fuj. - zaśmiał się Muzaj.
- Szalony ten Nowakowski. - dodał... Nowakowski. Janek Nowakowski, oczywiście.
- Nie potrafił też powstrzymać się przed załatwieniem w moim samochodzie swoich potrzeb fizjologicznych. - wycedził Kowal przez zaciśnięte zęby.
- Nasrał do samochodu?! - wrzasnął rozbawiony Ferens. Andrzej tylko spuścił głowę. - Jebany! Nie wiedziałem, że on jest zdolny do takich rzeczy. - chichotał.
- Któryś z chłopaków jeszcze dał się panu we znaki? - spytał rozgrywający Transferu Bydgoszcz.
- Fabian Drzyzga kazał mi kiedyś wyjadać fekalia z sedesu. - bąknął nieśmiało. - I groził mi przy tym, że albo to zrobię, albo do Internetu trafi jakiś kompromitujący filmik, na którym miałem być.
- Krzysiek Ignaczak nakręcił kiedyś z ukrycia, jak brał pan prysznic. Pewnie o ten filmik chodziło. - powiedział Mały Maciek.
- A skąd Ty to wiesz? - zapytał.
- A bo mi się chłopaki z klubu chwalili, że kiedyś im Igła powiedział. - zaśmiał się.
- Będę musiał z nim porozmawiać. A najlepiej po prostu będzie, jak mu zabiorę tą jego kamerę. - pokręcił głową Andrzej.
Kamero Krzysia Ignaczaka, bój się. Wkurwiony Endrju czai się na Ciebie.
------------------------------------------------------------------------------
Centralny Ośrodek Sportu, Spała
Wróćmy jednak do tego, co działo się w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Dwudziestu czterech siatkarzy wylewało z siebie poty na treningu. Rywalizacja na każdej pozycji była ogromna, więc każdy z chłopaków cały czas musiał udowadniać, że jest lepszy od jego konkurentów. Ale to wychodziło wszystkim na dobre - im bardziej się starali, tym lepiej im wszystko wychodziło. Szybko budowali więc swoją optymalną formę. A Stefan na niektórych treningach tylko cmokał z zachwytu nad niektórymi zagraniami poszczególnych zawodników. Takie one były bowiem genialne. Śmiało można by je wrzucić w jakiś filmik, który to miałby reklamować polską siatkówkę. Cały świat byłby zachwycony. Gdyby tylko wiedzieli, jak Ci nasi chłopcy ciężko harowali, żeby grać na takim poziomie. No ale cóż, tylko dzięki pracy można coś osiągnąć. Niczego nie dostanie się za nic. A już zwłaszcza miejsca w reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn. To było niemożliwe. Gracz, który był leniwy, musiał liczyć się z tym, że zostanie z zespołu odstrzelony, a w jego miejsce zostanie powołany ktoś, kto swoje obowiązki potraktuje poważniej. Na potknięcia kadrowiczów czekało naprawdę wielu zdolnych chłopaków, którzy pokazywali się wielokrotnie z dobrej strony w PlusLidze. Każdy z nich chętnie zająłby czyjeś miejsce w składzie. Kolejka do tego, by zostać powołanym była naprawdę długa. Bo z siatkarzami generalnie było inaczej, niż z piłkarzami. Dla siatkarza możliwość reprezentowania swojej ojczyzny na arenie międzynarodowej była zaszczytem. Każdy chciał takowego dostąpić. Żaden nie wyobrażał sobie, że mógłby odrzucić powołanie, czy wprost oświadczyć danemu trenerowi, że u niego nie zagra. No chyba, że wiązało się to z protestem przeciwko PZPS'owi... Jeszcze nie tak dawno, występów w reprezentacji konsekwentnie odmawiał Mariusz Wlazły. Dzisiaj nie wyobrażał sobie tego, by nadal mógł to robić. I zrozumiał, że przez cztery lata swojego rozbratu z kadrą, czynił źle. Żałował, że postąpił tak, jak postąpił. Ominęło go w końcu wiele znaczących sukcesów, jakie odnosili pozostali. Nie mógł więc cieszyć się wraz z nimi ze srebrnego medalu Pucharu Świata z 2011 roku, czy brązowego Mistrzostw Europy, z tego samego roku. Nie zdobył więc także pamiętnego złota Ligi Światowej sprzed dwóch lat. Nie poleciał w tym samym roku na Igrzyska Olimpijskie do Londynu. I chociaż zakończyły się one dla nas klęską, Ci, którzy tam byli, nigdy tego nie zapomną. Dla nich to zawsze będzie coś ważnego, wartego wspominania. Nie każdy bowiem ma okazję zagrać w tym turnieju najwyższej rangi... Obecny rok wydawał się być doskonałym sprawdzianem przed przyszłoroczną walką do upadłego o kwalifikację olimpijską. Żeby było śmiesznie, nawet zdobycia Mistrzostwa Świata nie dawało żadnej gwarancji udziału w turnieju olimpijskim... Gdyby Polacy odnieśli więc we wrześniu sukces, oprócz satysfakcji i zapisania się w historii siatkówki złotymi zgłoskami, nie dostaliby więc nic poza tym. Żadnych bonusów by nie dostali...
- Oszjemnaszczje do szesznaszczje. - rzekł Stefan. Najwyraźniej sędziował chłopakom gierkę treningową. - Kto teraż żagrywa? Ty, Wisznia?
- Tak. - odpowiedział Wiśniewski i powędrował w pole zagrywki. Posłał swoją typową, wyjątkowo mocną i wredną wiśniówkę, które sprawiła Dzikowi niemałe problemy w przyjęciu. Ten ostatecznie jednak przekazał piłkę dalej, do Ziomka, który rozegrał na skrzydło, do Włodiego. Włodi jednak został zablokowany. (19:16) Włodarczyk nie popisał się po raz kolejny, gdyż tym razem akcja nawet nie została rozegrana. Młody przyjmujący Skry bowiem popełnił błąd przy odbiorze zagrywki. (20:16)
- Wojteg, bo Czje żaraz żmjenie. - Stefanowi zdecydowanie nie podobała się dzisiejsza dyspozycja tego zawodnika...
Łukasz tym razem pomylił się w polu serwisowym, piłka po uderzeniu poleciała w siatkę. (20:17) Kłos posłał swój serwis w aut. Nie można jednak powiedzieć, że ta zagrywka nie wyszła sympatycznemu środkowemu. Aut był naprawdę minimalny, a serwis należał do bardzo trudnych. Piłce została nadana dziwna rotacja, więc gdyby tylko kierowała się w stronę boiska, przeciwnicy mogliby mieć poważny problem z jej okiełznaniem. (21:17) Wlazłemu tym razem zapomniało się to, co wmawiał mu w szpitalu psychiatrycznym, Sędziwirski. Nie posłał więc float'a, czego chyba oczekiwał Zatorski. Zamiast tego oberwał pociskiem prosto w twarz. Młodemu libero, na szczęście, nic się nie stało. Jedyne, co złego wyniknęło z tej sytuacji to to, że druga drużyna zdobyła kolejny punkt. (22:17) Drugi serwis Mario, równie mocny, jak ten pierwszy, skierowany był w stronę Kubiaka. A że ten wykonał ruch w niedopowiednią stronę, nie był w stanie odbić piłki tak, by ta po chwili nie wylądowała na parkiecie. (23:17) Tym razem już bez asa. Nie zmienia to faktu, że Zator przyjmował piłkę w dość pokraczny sposób, i w sumie, jeśli sędzia miałby ochotę się przyczepić do tego zagrania, to mógłby je odgwizdać. Stefan jednak zaakceptował takie przyjęcie. Ziomkowi trudno było taką piłkę rozegrać, przez co posłał Boćka na potrójny blok drużyny przeciwnej. (24:17)
- Piłka szet. Piłka mecz.
Piłkę meczową Mariusz Wlazły zamienił na kolejnego asa serwisowego. (25:17)
- Koniecz. Drużyna Żjomek niesztety przegracz mecz. - zakomunikował Stefan, po czym wyszedł z hali.
Skoro tylko trening się skończył, chłopaki zebrali się w jednym kącie, gdzieś w jednym z pomieszczeń ośrodka. Zaczęli omawiać dzisiejszy trening i wiele innych spraw Bardzo różnych, z czego większość była interesująca. Nie wszystkie, oczywiście, bo nikogo nie interesował nowy sen Zatora. O czym śnił znowu nasz ulubiony Pawełek? A no o jakimś fioletowym kwiatku, którego to zerwała mała księżniczka, po czym kwiatuszek zamienił się w potwora i zeżarł księżniczkę. Zatorski poryczał się, gdy to powiedział. Nikogo jednak nie ruszyła ani ta "wstrząsająca historia". Ani to, że Łomacz zwierzył się z tego, że marzy o tym, żeby znowu utknąć w huśtawce... To nie byli normalni chłopacy i wszyscy o tym wiedzieli. Oni chcieli słuchać kogoś normalnego, kogoś mądrego. A nie ciągle wysłuchiwać tych pierdół, jakie serwowali im na zmianę Ci idioci. Naprawdę, czasami trudno było stwierdzić, który z nich był głupszy...
Wtem zadzwonił telefon jednego z siatkarzy. Na wyświetlaczu Ruciakowej komórki pojawiło się nazwisko Wojciecha Ferensa. Cóż młody przyjmujący chciał od Rucka? Pogadać? Poprosić bardziej doświadczonego kolegę o jakieś cenne rady na przyszłość?...
- Siema, Feru. Co tam? Czemu ja słyszę jakieś takie dziwne szmery i głośne gadanie, gdzie Ty jesteś? - zaczął Rucek.
- No siema. W Brazylii jestem. - odpowiedział.
- A co Ty robisz sam w Brazylii? - spytał.
- Hehehe, Ferens sam w Brazylii? To prawie, jak Kevin sam w domu. - wtrącił się Karollo.
- Zamknij się, nie Ciebie pytałem. - warknął na niego Sponsor.
- Eeee? - jęknął zdezorientowany Feru.
- To nie do Ciebie, Wojtek, spokojnie. Jakiś idiota mi się tu wcina w pół zdania. - fuknął na niego.
- Pfff, idiota, tak? Foch. - rzekł i faktycznie się fochnął.
- Przesrane mam tu z tymi debilami. - westchnął. - Dobra, nieważne, gadaj, co Ty robisz sam w Brazylii? Co Cię tam sprowadziło?
- Ale ja tam nie jestem sam... - przewrócił oczami.
- A z kim? Ze swoim odbiciem lustrzanym? - zaśmiał się do telefonu.
- Nie. Z kadrą B jestem. To Ty o tym nie wiesz? - spytał.
- Wiesz, jakoś nie interesuje mnie kadra dla plebsu, prowadzona w dodatku przez miękką faję Andrzejka. - zaśmiał się.
- MOJA FAJA WCALE NIE JEST MIĘKKA! - wrzasnął w oddali Wrona.
- NIE O TO MI CHODZIŁO, DEBILU! - odkrzyknął.
- Dla plebsu? Serio uważasz, że to jest kadra dla plebsu? - fuknął Wojtek.
- A myślisz, że ktoś z was ma realne szanse, żeby tu przyjechać i zaskoczyć Stefana na tyle, że zostanie? - przewrócił oczami.
- Myślę, że tak. - podrapał się po głowie.
- Kto niby? Ta miernota bez zagrywki, czy może człowiek - szkło, który się rozpada na kawałki, jak go piłka lekko dotknie? - prychnął.
- Miernota bez zagrywki? - chyba nie zrozumiał, o kogo mu chodziło.
- No Piękny Patryś, a Ty myślałeś, że kto?... - westchnął i pokręcił głową.
- Ach, no tak. To było takie oczywiste, a ja oczywiście nie załapałem... Otóż, Patrysia z nami tutaj nie ma. I nie będzie. - wytłumaczył.
- Jak to nie ma?! Przecież miał być. - zdziwił się Ruciak.
- Grypa go zmogła i nie przyleciał. W jego miejsce został powołany ktoś inny. - odpowiedział.
- Jeszcze jakieś inne zmiany, w stosunku do tego, jak miał wyglądać pierwotny skład? - zapytał.
- Perła też nie przyleciał, bo też zachorował. Mamy więc dwóch innych środkowych, aniżeli mieliśmy mieć na początku. - wzruszył ramionami. Są też zmiany na ataku. Mieli być Witek i Apollo, nie?
- No, niby mieli być. Znaczy, o Witku to słyszałem, ale Apollo? Gdzie on teraz gra?... - spytał.
- Cuprum Lubin. - odpowiedział.
- Ach. No to kto w zamian za nich przyjechał? - zapytał.
- Młodzież, a kto miał? Żadnego atakującego na poziomie przecież nie mamy. To już lepiej dać szansę jakiemuś młodemu, a nuż zaskoczy. - podrapał się po głowie. - A o tyle fajne jest to, że wszyscy są leworęczni. Bo mieliśmy mieć dwóch atakujących tutaj, nie?
- No, chyba tak. - przytaknął.
- No właśnie. A mamy trzech. I powiem Ci, że każdy z nich spisuje się fajnie. Naprawdę. - uśmiechnął się.
- A jak wam idzie współpraca z dziadziem Gato? - zachichotał.
- No właśnie jego też nie ma. - powiedział.
- Gato nie ma? - zdziwił się.
- Nie. W jego miejsce też mamy młodzież. - wyjaśnił.
- Ale chyba nie posranego Kacperka? - jęknął.
- Jakby tu był posrany Kacperek, to mnie by już dawno nie było, bo bym nie wytrzymał. Siedziałbym w pierdlu za brutalne morderstwo. Kacperka też by więc już nie było. - zaśmiał się.
- No to dzięki Bogu, że go nie ma. A kto jest? - zapytał.
- Dwóch jest. - rzekł Feru.
- Och. Chociaż jedno nazwisko? - drążył temat Orzeł.
- Zupa. - wypalił.
- Chyba nie znam. - pokręcił głową.
- Jezu, w sensie, że Żurek. - wyjaśnił.
- Aaach! To trzeba tak było od razu. - zachichotał. - A wiesz, że on też przechodzi z Indykpolu do Resovii? - zapytał.
- On też? - chyba nie wiedział.
- Tak. Buszu się ostatnio wygadał. - mrugnął.
- Rozumiem.
- A Ci dwaj środkowi, co wskoczyli w miejsce Perły i tej miernoty, to kto? - spytał.
- Gawryła... - zaczął, ale mu Rucek przerwał.
- O. Wyczuwam piski brazylijskich hotek. - zaśmiał się. - A drugi?
- A drugi to Dżony Mielony. - wypalił.
- Eee, chyba nie czaję. - jęknął.
- No Dżony, Dżonego nie kojarzysz? - westchnął.
- W sensie, że człowiek o najpiękniejszym nazwisku na świecie? - dało się usłyszeć gdzieś z kąta pokoju.
- Już tak, sobie, Nowakowski, nie schlebiaj! - warknął na niego. - Moje nazwisko jest lepsiejsze.
- Możesz mu przekazać, że odgadnął, ale z pięknem nazwiska to też bym polemizował - zaśmiał się Feru.
- A ten tam po cholerę w tej Brazylii? - dopytywał Ruciak.
- Wiesz, złośliwi twierdzą, że Kowal tak bardzo kocha Nowakowskiego, że zapragnął mieć jakiegoś ze sobą w tej Brazylii. A że została mu tylko gorsza wersja... No cóż. - zachichotał.
- Ale i tak nie to jest jeszcze najlepsze. Wiesz, jakie on ma uwielbienie do swojego nazwiska?
- Kto? Dżony? - spytał.
- Nie, Kowal. - zarechotał.
- Chyba nie rozumiem. - westchnął.
- No wiesz, szukał kogoś z nazwiskiem takim, jak jego. Nie znalazł, więc wziął z podobnym. - zaczął Ferens.
- Tak? Kogo?
- Kowalskiego. - zaśmiał się.
- A skąd ten Kowalski? - przewrócił oczami.
- MKS Banimex Będzin. - odpowiedział.
- Ach, to nie dziwię się, że go nie znam. - pokręcił głową. - Już nie miał kogo powołać? - westchnął.
- Chyba nie. - wzruszył ramionami.
- No, dobra, to w sumie już wszystko wiemy. No to cześć, powodzenia wam życzę w tej Brazylii.
- Dzięki. Przyda się.
- Możecie trochę powkurwiać Kowala, przy okazji pozdrów go od nas. - zaśmiał się Rucek.
- Jasne, nie ma sprawy. Cześć. - rozłączył się.
Chwilkę po zakończeniu rozmowy telefonicznej, wznowione zostały kolejne dyskusje między siatkarzami, którzy przesiadywali razem w pokoju. Dyskusje bardzo ciekawe i nie mające końca. Wszyscy byli w doskonałych humorach, więc duże były szanse, że będą strzelać śmiesznymi tekstami jak z armaty. Trzeba było tylko wywołać jakąś odpowiednią sytuację ku temu. Jak by tu zacząć taką małą prowokację, która miała na celu to, żeby wszyscy zaczęli się odzywać?
- Ej, może pooglądamy jakiś film? - zaczął Igła. No tak, to było pewne, że pierwszy z jakimś pomysłem wyleci Krzychu.
- O, dobry pomysł. - zgodził się z nim Winiarski.
- Co proponujecie? - spytał Dziku.
- "Przeminęło z wiadrem". - wypalił Zatorski.
- Jezuu, Zatorski... - westchnął głośno Wiśnia i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Myślałem, że taki film istnieje... - wybąknął nieco zawstydzony libero.
- Istnieje, ale nie taki, a podobny. - zaczął objaśniać Bociuś.
- "Przeminęło z wiatrem". A nie z wiadrem. - dodał Ziomek.
- Naprawdę? - zapytał Zator.
- Nie, na niby. - westchnął Gregor.
- Chłopaki, czy Ci wybrańcy Andrzeja mogą nas wyglyźć z kadly? - zadał pytanie Buszek.
- Jeśli się będą dobrze spisywać w tej Brazylii, to pewnie dostaną szansę, żeby sprawdzić się tutaj. - odpowiedział Zagumny.
- Kurwa, to ja już chyba po treningu będę się nadawać tylko do trumny. Przy następnych będę musiał zapierdalać do upadłego, żeby udowodnić, że miejsce w drużynie mi się należy. - westchnął Wiśnia.
- Spokojnie, ode mnie i tak lepszy nie będziesz. - parsknął Cichy i głośno się zaśmiał.
- Nie bądź taki do tyłu, bo Ci przodu zabraknie. - rzekł Siurak, po czym podrapał się po głowie. - Kurwa, nie, odwrotnie to było. Nie bądź taki do tyłu, bo Ci przodu zabraknie. Eee, nie, czekaj, znowu powiedziałem to samo. Nie bądź taki do tyłu, bo Ci przodu zabraknie. KURWA! Nie bądź taki do ty... do przodu, bo Ci przo... tyłu zabraknie! - wreszcie powiedział to, co chciał powiedzieć. Brawo, Bartoszu, udało Ci się. Wprawdzie dopiero za czwartym razem, ale lepsze to, niż gdyby w ogóle miało Ci się nie udać...
- Brawo, Bartuś, udało Ci się. Jestem z Ciebie dumny. - Resoviak wesoło sobie rechotał. Poklepał przyjmującego po plecach i szeroko się uśmiechnął. - Znasz jeszcze jakieś fajne powiedzonka? Śmiało, podziel się z nami swoją wiedzą.
- Kto rano wstaje, ten jest niewyspany. - odpowiedział Kurek i dumnie wypiął pierś.
- Łoooo. - szepnął Winiar. - Jeszcze jakieś?
- Ja to znam w wersji - kto rano wstaje, temu Zagumny w mordę daje. - podrapał się po głowie Konan, a wszyscy, oprócz Gumy, wybuchnęli dzikim śmiechem.
- Komu w gaciach kutas staje, temu dziwka dupy daje. - wypalił Mały, lecz szybko zorientował się, co palnął, więc zaczerwienił się jak pewna tylna część ciała. I bynajmniej nie chodziło tu o pięty... A reszta zgonowała na potęgę...
- Ej, Gregor, a zaśpiewasz mi tą swoją piosenkę? - zmienił temat Zati.
- Jaką moją piosenkę? - Łomacz wyglądał na bardzo zdziwionego...
- No tą taką... No, kurde, nazwy nie pamiętam. A, nie, czekaj, mam! Chorał gregoriański. - wyszczerzył się. Jego entuzjazmu nie podzielił żaden z kadrowiczów. Wszyscy równo, jak leci, przywalili sobie po facepalm'ie.
Ciężkie jest życie Pawła Zatorskiego...
------------------------------------------------------------------------------
Po paru godzinach, wszyscy porozchodzili się do siebie. No, prawie wszyscy. Jeden z siatkarzy postanowił udać się do pokoju pięknej pani psycholog. Nie trzeba chyba dodawać, który to był. Oczywiście, że to jej chłopak obrał kierunek na pokój Anki. Wszedł bez pukania do drzwi i od razu podszedł do niej. Przytulił ją.
- Co masz teraz zamiar robić, kochanie? - zapytał i cmoknął ją w policzek.
- Idę się wykąpać. Wanna bardzo domaga się moich odwiedzin. Nie mogę jej zawieść. Puściłam już wodę. Będzie z pianą. - szepnęła.
- W sumie... to ja też chciałem w podobnym celu udać się do łazienki... Tylko, że najpierw chciałem wpaść do Ciebie, poprzytulać się trochę i w ogóle, no wiesz, spędzić z Tobą trochę czasu... A skoro mowa o czasie, może byśmy go trochę zaoszczędzili? - charakterystycznie poruszył brwią.
- To znaczy? - zaśmiała się.
- No wiesz... po co chodzić do wanny na dwa razy, jak możemy pójść tam razem? - uśmiechnął się. - Plecki Ci umyję. - dodał,
- Kusząca propozycja. - odwzajemniła jego uśmiech. - A zatem chodźmy. - pociągnęła go za rękę w stronę łazienki. Tak w ogóle, to chyba będą musieli się zapytać Stefana, czy pozwoli im zamieszkać we wspólnym pokoju. Przecież to nie miało sensu, że na noc albo on szedł do Anki, albo ona do niego, przez co Kurka wywalano do niej do pokoju. Prościej byłoby, gdyby po prostu mieli swój pokój. Nikt nie musiałby chodzić po nocach do nikogo, zmieniać miejsca swojego pobytu. Tak, zdecydowanie muszą zapytać się Stefana, czy jest taka ewentualność. I lepiej, żeby była. Byli świadomi tego, że Stefan zabronił, jak to on sam nazwał, pierdolenia się na zgrupowaniu, ale liczyli na to, że skoro Piterowi absolutnie to nie przeszkadza w tym, by dobrze grać, to dla nich uczyni wyjątek, i im pozwoli.
Stanęli przy wannie i spojrzeli sobie prosto w oczy. Anka objęła swoimi ramionami jego szyję, a on ułożył swoje dłonie na jej biodrach. Oboje uśmiechnęli się szeroko i po chwili złączyli swoje usta w długim, namiętnym pocałunku. Gdy oderwali się od siebie, ona przygryzła delikatnie wargę, na co on natychmiast przywarł ustami do jej szyi. Chwyciła materiał jego bluzki i zaczęła powoli podnosić ją do góry. Chyba zorientował się, że ta część ubioru jest w tej chwili na jego ciele niepożądana, więc sam ją z siebie ściągnął. Psycholożka głęboko westchnęła i wtuliła się w idealnie wyrzeźbiony tors swojego chłopaka. Ten zaś dał jej buziaka w czółko i zaczął zdejmować z niej jej dresowe spodnie. Nie było to trudne zadanie, bo w końcu w dresie nie musisz odpinać żadnych zamków, ani pasków. Kilka kolejnych pocałunków zakochanej pary poprzedziło chwilę, gdy i jego spodnie, również dresowe, wylądowały na podłodze. Nie minęły nawet dwie minuty, gdy dołączył do nich kolorowy T - shirt Ani. Stali więc teraz przed sobą w samej bieliźnie, i w ogóle nie czuli się tym faktem skrępowani. Nie przestając całować swojej partnerki, Piotrek zaczął obmacywać ją po plecach, w celu odnalezienia zapięcia od jej stanika. Udało mu się to, i po chwili zakręcił na swoim palcu ową częścią garderoby dziewczyny. Na widok jej uwolnionych już od wszelakiego materiału, piersi, na jego twarz wstąpił cwaniacki uśmieszek. Chwycił Annę w pasie i przyciągnął lekko do siebie. Następnie delikatnie ją podniósł, a ta oplotła jego ciało swoimi nogami. Chwyciła się jego szyi. Schylił swą głowę i zaczął jej dwa skarby lizać i całować. A jej już było gorąco, już zaczynała cichutko pojękiwać. A to przecież dopiero był początek cudownych pieszczot, jakie mieli sobie zafundować...
Po kilku minutach postawił ją na ziemię i cmoknął w nagie ramię. Ona zaś chwyciła za jego bokserki, po czym, z drobną pomocą siatkarza, pozbawiła go nich. Stał przed nią całkowicie nagi, taki, jakiego go pan Bóg stworzył. Anka przez chwilę postanowiła popodziwiać to cudowne ciało, nacieszyć swoje oczy tym pięknym widokiem. Była to dosłownie chwila, bowiem i w nim rosło pożądanie. Świadczył o tym fakt, że jej majtki zostały zaraz rzucone w ten sam kąt, co jego gatki. Objęli się najczulej jak potrafili i spojrzeli sobie głęboko w oczy. Ponownie zaczęli się namiętnie całować. W międzyczasie, woda w wannie napełniła się już do odpowiedniego poziomu.
Wziął ją na ręce, po czym, bardzo ostrożnie, wszedł razem z nią do owej wanny. Wypuścił ją ze swoich objęć, by po chwili znów przylgnąć do jej ciała, najbardziej, jak się dało. Chwycił nieco piany i chuchnął nią w swoją ukochaną. Ona nie pozostała mu dłużna. Wzięła w swoje dłonie nieco białej "substancji" i wtarła mu we włosy. Prześmiesznie wyglądał, zanim mu się na nich rozpuściła. Wtedy to postanowili podzielić się z całym światem swoją miłością. Pit wstał i wyszedł na chwilę z wanny. Skierował się w stronę swoich spodni, po czym wyjął z nich telefon komórkowy. Wlazł z powrotem do ciepłej wody i objął czule swoją ukochaną. Oboje uśmiechnęli się szeroko w chwili, gdy siatkarz strzelał im typową samojebkę. Selfie w wannie? Tego jeszcze nie grano. A żeby było jeszcze bardziej zaskakująco, Piotrek od razu wrzucił je do Internetu. Na swojego Facebook'a, oczywiście. By nie wywoływać jednak skandalu, wybrał takie ustawienie dostępności owej fotki, by widziały ją tylko wybrane osoby. A tymi osobami byli przebywający aktualnie na zgrupowaniu reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, dwumetrowcy. Ci ze Spały, a także grupa "brazylijska". I wszyscy inni siatkarze. I nikt poza nimi. Zdjęcie zostało podpisane w dość jednoznaczny sposób: "Ciepła woda w wannie jest przyjemna, ale seksowne ciałko Anki jeszcze milsze." Oprócz tego, okrasił je całą masą dziwacznych hashtagów...
#najlepsza_dupeczka_ligi_i_kadry #dobra_dupa #piotr_nowakowski #piter #cichy_pit #pit #cichy #iceman #asseco_resovia_rzeszów #resovia #sovia #kocham_rzeszów_i_resovię #andrzej_kowal_jest_najlepszym_trenerem_na_świecie #uwielbiam_mojego_trenera #stefan_też_jest_całkiem_spoko #najlepszy_środkowy_asseco_resovii_rzeszów #najlepszy_środkowy_plusligi #6_sezonu #najlepszy_środkowy_reprezentacji_polski #i_chce_być_też_najlepszym_środkowym_świata #lubię_placki #mam_zajebistą_klatę #hotki_już_się_spuszczają #kocham_cię_aniu #wanna #woda #ciepła_woda #piana #pod_prysznicem_wyglądam_bardzo_kusząco #mokry_golasek #anka_jest_taka_śliczna #anna_chmura #moja_dziewczyna #moja_miłość #najpiękniejsza_kobieta_na_świecie #seksowna_kocica #niegrzeczna_panna #bardzo_lubię_macać_moją_śliczną_anusię #aneczka_ma_zajebiste_cycki #kochana_laseczka #gorący_przytulaniec_-_macaniec #kontempluję_piękno_jędrnych_pośladków_panny_chmury #anna_jest_cudowna_w_łóżku #świetnie_całuje #lubię_kochać_się_z_anką #i_mam_gdzieś_to_że_robimy_w_nocy_hałas #before_sex #jaram_się_seksem_w_wannie #w_wannie_jeszcze_tego_nigdy_nie_robiłem
Anka spojrzała na te hashtagi i cicho się zaśmiała. Dostrzegła te trzy ostatnie i wyczuła, co się święci. Wspięła się delikatnie na niego i usiadła okrakiem na jego kolanach. Nogami objęła jego ciało. On tymczasem zajął się obcałowywaniem każdego fragmentu jej nagiej sylwetki. Ona z resztą nie była mu dłużna. W końcu, gdy dotarł do okolic jej najbardziej intymnego miejsca, położył dłoń na jej udzie i zaczął nią jeździć w górę i w dół. Anka cicho jęknęła i wplotła palce jednej ze swoich dłoni w jego włosy. Drugą objęła go za szyję. Po chwili krzyknęła jeszcze głośniej. W tej właśnie chwili w jej organizmie znalazł się bowiem pewien intruz. Intruz? Nie, to złe słowo. Trudno nazwać intruzem coś, z czego przybycia człowiek się cieszył.
Zaczął rytmicznie poruszać swoimi biodrami, wydając z siebie ciche jęki. Ona również kwiliła. Oboje kwiczeli z rozkoszy, jaką dawało im uprawianie ze sobą gorącego, namiętnego seksu. Wyli coraz głośniej, i głośniej, wprost proporcjonalnie do zwiększania "obrotów" swoich poczynań. Po pewnym czasie wykrzyczeli nawzajem swoje imiona.
I wtedy właśnie stało się coś, co odmieni nieco plany na przyszłość co najmniej jednej osoby w tym ośrodku...
_______________________________________________
/ No właśnie, co się mogło stać? Jak myślicie?
Czy to coś związanego z Pitem i Anią, czy wręcz przeciwnie, nie mające z nimi nic wspólnego?
Ja nic na razie nie zdradzę, jestem ciekawa waszych pomysłów na rozwiązanie tej zagadki. ;)
W następnym rozdziale zobaczycie reakcje chłopaków na to zdjęcie naszych zakochańców. :D To może być bardzo ciekawe.
Ciężkie jest życie Pawła Zatorskiego. Dla niego najlepiej byłoby, gdyby się nie odzywał. Niestety, jako, że należy do ludzi gadatliwych, nie jest to możliwe...
Dzisiaj nieco oryginalnie, bo w opowiadaniu pojawia się kadra B. I ona będzie tu gościć przez jakiś czas. Jakoś przecież trzeba usprawiedliwić to, że ta reprezentacja A cały czas trenuje w Spale. Dowiadujemy się więc, że w Lidze Światowej o korzystny rezultat walczy inna grupa zawodników.
Być może potem ktoś z owej kadry tak bardzo się wybije w niej, że "awansuje" do tej "pierwszej"?
Jak myślicie, kto mógłby pokazać się w Brazylii z dobrej strony i w nagrodę otrzymać możliwość trenowania z najlepszymi?
Macie jakieś propozycje? Którego z tych siatkarzy chcielibyście zobaczyć w nieco większej roli w tym opowiadaniu?
Stało się to, czego się obawiałam. Skończyły mi się rozdziały, jakie miałam napisane. Teraz muszę pisać na bieżąco, więc tak często ich dodawać nie będę. :(
Sovia wygrała, moje serce się raduje. :D
Oby tak w środę z Novosybirskiem, chłopcy! :D