Atakujący.

GRZEGORZ BOCIEK
[06.06.1991]
Posiadacz prawdopodobnie największego bicepsa w kadrze. Zawsze szeroko uśmiechnięty, urodzony optymista. Uwielbia spać i gdyby mógł, to przespałby połowę swojego życia. Drugie pół zapewne spędziłby wyciskając swoją ukochaną sztangę, z którą nigdy się nie rozstaje. Zabiera ją praktycznie wszędzie, nawet do swojego pokoju. Możliwe, że gdyby podejrzeć go w łazience, to tam też by ją wziął. W kadrze go lubią, chociaż nie trzyma się blisko z żadną z dwóch grup rządzących. Nie cierpi kiedy ktoś mu przeszkadza w spaniu i wyciskaniu sztangi, ponadto nie lubi chamstwa i góralskiej muzyki. Lubi atakować przed siebie, na siłę, często nie patrząc, gdzie posyła piłkę. Toteż nic dziwnego, że nierzadko spotyka się ze spektakularną czapą ze strony blokującego. Jest uzależniony od Facebook'a i często woli napisać do kogoś na tymże portalu, zamiast do niego zadzwonić. Ale pomimo tych wad, chyba go lubimy, prawda?

BARTŁOMIEJ BOŁĄDŹ
[28.09.1994]
Najmłodszy ze wszystkich atakujących w kadrze, jednak nie jest z nich najmniej doświadczonym. On, w przeciwieństwie do Romacia, grywał już w tak zwanej kadrze "B". Teraz balansuje pomiędzy tą pierwszą, a drugą reprezentacją. I wydaje się, że ma szansę przebić się do tej "elity". Jest niezwykle ambitny i nie przejmuje się pojedynczymi niepowodzeniami. Wie, że tylko ciężka, wytrwała i systematyczna praca jest w stanie dać wymierne efekty... Jest sympatyczny i raczej nieśmiały, ale na boisku przemienia się w prawdziwego wojownika. Bywa bardzo skuteczny w ataku i nie podłamuje go to, że złapie jedną czy drugą czapę. Zdaje sobie wówczas sprawę, że to zarówno on zawalił, jak i blokujący wykonali dobrze swoją robotę. Jako, że jest uparty, niemalże natychmiast poprawia jednak to, co zepsuł, ze znacznie lepszym dla jego drużyny skutkiem. Całkiem nieźle spisuje się w bloku, ma także mocną, trudną zagrywkę. Wielu ekspertów upatruje w nim przyszłej gwiazdy naszej kadry. Jego dodatkowym atutem jest to, że jest leworęczny - bo zbyt dużo takich zawodników prezentujących poziom, który pozwalałby grać im w kadrze, nie mamy. 

JAKUB JAROSZ
[10.02.1987]
Kolejny z wiecznych optymistów, chociaż rzadko uśmiecha się przy największych żartownisiach kadry, co by mu nie pojechali milusim tekstem związanym z kolorem jego czupryny. To nie jego wina, że jest rudy. Nie jest jednak fałszywy, zakłamany, to spoko gościu. Lubi grać w głupawe gry, takie jak na przykład pytanie czy wyzwanie. Zawsze wybiera wyzwanie i zawsze cierpi na tym jego fryzura. A że trafił do takiego, a nie innego towarzystwa, to można się tu nawet spodziewać jakiegoś eksperymentu z odcieniem jego włosów. One wcale nie muszą pozostać rude. O ile Zagumnego nie odważyliby się przefarbować, o tyle Jarskiego? Czemu nie?... Sam trzyma się z tą dobrą częścią kadry, nie przechodzi na złą, bełchatowską stronę mocy. Jego najlepszym ziomkiem jest Bartosz Kurek. Nie lubi, jak inni mu dogadują o jego kudłach, ale w ciągu tylu lat, zdążył się już do tego przyzwyczaić. Jego też lubimy. 

DAWID KONARSKI
[31.08.1989]
Ma wielkie uszy i ogólnie to raczej wygląda jak paralityk, a nie jak siatkarz. To mu jednak nie przeszkadza w całkiem udanym reprezentowaniu swojego kraju. Jest dosyć surowy technicznie, nie jest to na pewno geniusz pokroju Mariusza Wlazłego. Mimo to, ma już na swoim koncie parę znaczących sukcesów w barwach Polski. Kocha swoją żonę i chciałby powiększyć z nią rodzinę, lecz za bardzo nie wie, jak się za to zabrać, a złośliwi koledzy wolą się z niego wyśmiewać, aniżeli udzielić mu parę lekcji w teorii. Lubi spać i słuchać muzyki, stroni od alkoholu, ale nie od dzikich imprezek w kadrze. Kuperkiem sobie powywijać lubi, a nawet bardzo. Raczej należy do tych nieśmiałych, skrytych, ale potrafi solidnie przyświrować. W kadrze balansuje między dwoma głównymi grupami. Jest przyjacielem Andrzeja Wrony, przez co wie dużo o frakcji bełchatowskiej, ale jako, że jest Resoviakiem, trzyma się głównie z przeważającą w reprezentacji grupą rzeszowską. 

BARTOSZ KUREK
[
29.08.1988]
Najlepszy przyjaciel Cichego, jednakże o to, by spędzać z nim czas nieustannie rywalizuje z Grześkiem Kosokiem. Niby zupełnie inny od niego, ale mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. W odróżnieniu od swojego kumpla, jest raczej otwartym człowiekiem. I niekoniecznie jest taki cichy i spokojny. Dzielą ze sobą pokój na każdym zgrupowaniu, na którym tylko razem się znajdą. Siurak to bałaganiarz, a burdel, który zostawia po sobie w pokoju, doprowadza do szału nie tyko jego współlokatora, ale najczęściej tak mniej więcej z połowę kadry... Nie zna przysłów i często je przekręca w zabawny sposób, jednakże idiotą nie jest. To mądry chłopak, on po prostu nie zna przysłów, i tyle. Wprawdzie miał z polskiego "3", albo nawet i "2", ale jednak szkołę ukończył z pozytywną oceną... Lubi się głupio śmiać, a śmiech ma po prostu powalający. Nienawidzi natomiast latania samolotem, gdyż owych latających maszyn on się zwyczajnie boi. Gdy tylko znajdzie się na pokładzie jednej z nich, można usłyszeć przeraźliwe piski. To właśnie Kurek jest ich autorem. Pomimo, że grał kiedyś w Skrze, trzyma się z grupą rzeszowską, ciekawe dlaczego? Niewykluczone, że kiedyś w Resovii zagra, mógłby wtedy występować w jednym klubie ze swoim ziomeczkiem. 

MACIEJ MUZAJ
[21.05.1994]
Bardzo młody atakujący, uważany za ogromny talent, który jednak wciąż jest marnowany w swoim klubie. Nie może liczyć na regularną grę przy Mariuszu Wlazłym, który jest niekwestionowanym królem Bełchatowa. Nie jest pewne, czy zagrałby, gdyby Mario doznał jakiejś poważnej kontuzji, bo jego trener, Miguel Angel Falasca, woli wystawiać trzech przyjmujących, aniżeli sprawdzić w jakimś poważniejszym meczu Małego Maćka. A to nie świadczy zbyt dobrze o tym, jakim zaufaniem (a raczej jego brakiem) go obdarza... Powiedzmy sobie prawdę, to jest zmarnowany talent. Ma niebanalne warunki fizyczne i naprawdę nieprzeciętne możliwości w ataku, jednak nie rozwinie się on bardziej, kiedy będzie systematycznie grzał ławę. Dla Muzaja ratunek jest jeden - musi jak najszybciej zmienić klub, zanim na dobre zapomni, jak to jest grać. Nikt nie będzie przecież miał pożytku z siatkarza, który będzie miał odciski na tyłku od siedzenia na krzesełku na trybunach... Bywa bezlitośnie wyśmiewany przez kolegów, którzy wciąż wypominają mu pamiętny występ w programie "Matura to bzdura", kiedy to popisał się nieznajomością historii swojego kraju. 

SZYMON ROMAĆ
[01.10.1992]
Najnowsze objawienie kadry, chociaż znajdują się w niej zawodnicy młodsi od niego. Może nie ma jakichś powalających warunków fizycznych, ale nadrabia to uporem i ambicją, co pozwala mu szybko piąć się w górę, jeśli chodzi o hierarchię atakujących w kadrze. Może numerem "1" nie zostanie, ale ma spore szanse, żeby na dobre zadomowić się w kadrze "A". Piekielnie mocna zagrywka, sprawiająca ogromne problemy w przyjęciu, oraz mocne zbicia z prawej strony (ale lewej ręki) to dwa jego główne atuty. Jako, że jest byłym przyjmującym, całkiem nieźle spisuje się właśnie w dogrywaniu piłki do rozgrywającego. Sam twierdzi, że niekoniecznie dobrze czuje się na lewym skrzydle i że nie lubi stamtąd atakować. Należy do siatkarzy raczej cichych i spokojnych, nie lubiących robić wokół siebie zbędnego szumu. Nie dąży do bycia celebrytą, to po prostu młody, utalentowany chłopak, który cieszy się grą... Potrafi zgnieść w ręce zozole i wciągać je nosem, przez co bywa przez kolegów nazywany ćpunem. Do tej pory jednak ten przysmak mu jeszcze nie zaszkodził, więc niech sobie ćpie, skoro lubi. Dopóki nie odbije się to na jego grze, lub zachowaniu - nikt nie będzie się tego czepiać. 

MARIUSZ WLAZŁY
[04.08.1983]
Bożyszcze bełchatowskich hotek i Michała Winiarskiego, z którym trzyma się od dawna na dobre i na złe. Są prawdziwymi przyjaciółmi i mało co sprawia im taką przyjemność, jak poklepanie się nawzajem po tyłku po udanym meczu. Uważany za dosyć humorzastego, niektórzy kadrowicze boją się, że znowu coś mu się w reprezentacji nie spodoba i z niej zrezygnuje. A wtedy to by była bida z nędzą, no bo kim by się go miało zastąpić? Toteż trzeba na niego chuchać i dmuchać, żeby mu było dobrze, był zdrowy, szczęśliwy... Chyba nikt nie dysponuje taką siłą w ataku jak on, z tym, że on, w przeciwieństwie do Boćka, patrzy, gdzie przywala piłką, a nie wali na oślep. Uwielbia katować na treningach swoją zagrywką, czym ośmiesza co poniektórych słabszych przyjmujących. Jak Bartman za bardzo pyskuje na kadrze, to w prezencie dostaje trening z Wlazłym, po którym potrafi się zamknąć na dobrych parę godzin... Człowiek raczej spokojny, nie lubi żadnych wybuchowych akcji. 

A OPRÓCZ NICH MNIEJSZE, LUB WIĘKSZE ROLE ODGRYWAJĄ:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz