28.02.2015

XXV. "Ciebie chcę, Dagmarcia. Ciebie chcę."

05.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

- Dzień dobry. Arkadiusz Nasionko. Pismo dla pana Stéphane'a Antigi. - usłyszał, gdy otworzył drzwi do swojego pokoju o 7 rano. Ujrzał jakiegoś niewysokiego mężczyznę, ubranego dość elegancko. Niby miał garnitur, i spodnie raczej też galowe, ale cały ten strój był jakiś pognieciony. Chłopaczek, bo w sumie, to mężczyzną trudno było go nazwać, ze względu na jego dziecinnie wyglądającą twarzyczkę, był jakiś taki zdenerwowany. Antiga zauważył, że trzęsą mu się ręce i nerwowo patrzy się na wszystkie strony.

- Dżjeń dobry. - odrzekł Stefan i wpuścił gościa do środka. - Prosze uszjonszcz. - powiedział i wskazał na fotel, stojący niedaleko łóżka, w którym to każdej nocy spał trener naszych siatkarzy.

- Właściwie, to nie przyszedłem tutaj na pogaduszki. - stwierdził tamten. - Przyszedłem przekazać panu pewne bardzo ważne pismo. Zostało ono wydane przez Komisję Dyscyplinarną, także myślę, że jest to bardzo istotny dokument. Niestety nie wiem, co się w nim znajduje. Jestem tylko doręczycielem, takim chłopcem na posyłki, rozumie pan? - zapytał.

- Rożumjem. Domyszlam szje, czo to jezd. Niesztety. A może i sztety. - zaczął gadać sam do siebie. - Chczesz czosz do piczje? - spytał.

- Mógłbym się napić. - odpowiedział młodzieniec.

- Chczesz kawa? Herbata?

- Może być herbata. - uśmiechnął się. Zielona, jeśli by pan miał, panie trenerze. - dodał.

- Mam żjelona. Już po ona ide. - rzekł i schylił się nieco do jednej z szafek. Otworzył ją i po chwili wyjął z niej dwie małe saszetki. Najwyraźniej sam też się napije. Ruszył w stronę czajnika, po czym zaparzył wodę. Włożył torebkę do kubka, a drugą - do kolejnego. Gdy czajnik zaczął gwizdać, zalał wodą obie saszetki, po czym łyżką wyłowił je, a herbaty zamieszał. Postawił jedną przed swoim gościem, a drugi kubek dzierżył w swojej dłoni.

- Bardzo dobra. - stwierdził młody i ochoczo popijał dalej napój. - Może ja lepiej wręczę już panu to pismo, panie trenerze? Nie byłoby dobrze, gdybym je oblał herbatą. - podał Antidze owy dokument, zwinięty w rulonik i przewiązany wstążeczką. Stefan natychmiast rozwiązał ową wstążkę i rozwinął papier. Zaczął się wczytywać w niezbyt wyraźną czcionkę, jaką zapisane było to pismo.

Antiga zwiesił głowę. Młodzieniec, popijający herbatę, wyczuł, że trenerowi gwałtownie zepsuł się humor. Wstał z fotela i ruszył w stronę wyjścia. Dręczyła go jednak jedna sprawa, i mimo tego, że widział, że Francuz jest bliski załamania się, postanowił jednak zadać to pytanie...


- Panie trenerze? - zaczął.


 - Tak?


- Czy ja mógłbym przyjść tutaj w ciągu tego tygodnia i poprosić zawodników o autografy? Jestem fanem siatkówki, a zwłaszcza naszej reprezentacji. Zawsze chciałem poznać naszych siatkarzy. - uśmiechnął się.


- Tak. Chłopcze generalnie chentnie dawacz autografy. Ale nie gwarantuje, że każde z oni Czi go da. - odpowiedział.

- Rozumiem. Dziękuję. I do widzenia. - rzekł i opuścił pokój Antigi.
A Stefan pogrążył się w rozmyślaniach. Fantastyczna informacja. Dokładnie tego brakowało mu do osiągnięcia pełni szczęścia. Nie dość, że stracił Bartmana na dłuższy czas z powodu tego pobicia, to jeszcze teraz ze składu wypada mu aż dwóch środkowych! Będzie musiał jakoś dać sobie radę jedynie z czterema zawodnikami na tej pozycji. W tym jednego, który potrafi jedynie blokować. Czasami potrafił zagrać trudnego float'a. I to wszystko. W ataku był totalnie bezużyteczny, a nasi rozgrywający w ciągu zaledwie paru treningów nauczyli się już, że piłka do Możdżonka, to piłka, która albo zostanie zablokowana, albo zostanie podbita. Muratore stracił zupełnie swoją siłę w ataku, z której niegdyś słynął. A i z blokiem bywało nienajlepiej. Miał coraz większe problemy z poruszaniem się po boisku - był po prostu za wolny, by nadążyć za atakującymi. Nie mógł więc wyczekiwać na to, gdzie zostanie zagrana piłka, musiał wyskakiwać gdzieś w ciemno. To sprawiało, że żaden z siatkarzy nie obawiał się jego bloku. No chyba, że właśnie takowym został poczęstowany, wtedy mina mogła mu nieco zrzednąć...
Antiga nie był jeszcze pewny, na jaką parę środkowych postawi w tych najbliższych meczach. Najprawdopodobniej będzie to nieco eksperymentalne zestawienie, a więc Wiśniewski i Kłos. Do tej pory nie zagrali oni nigdy razem w żadnym poważnym meczu. Po gierkach treningowych nie można przecież wywnioskować wszystkiego. Wydaje się, że aktualnie numerem "jeden" będzie Wiśnia, jako, że miał wyraźnie zauważalną swobodę w ataku. Piłkę uderzał szybko i mocno, nie zastanawiał się długo, gdzie ją kierować. Potrafił wbijać potężne gwoździe, które dekoncentrowały przeciwników, gdy takowe huknęły obok nich, a niekiedy nawet były w stanie doprowadzić ich do rozpaczy. Nie szło bowiem ich podbić, z tak piekielną siłą spadały w boisko. Niektórzy żartowali, że Ci środkowi, którzy mają w zwyczaju walić w piłkę, ile tylko fabryka dała, kiedyś zrobią dziurę w parkiecie hali. Takie same szkody mogła wyrządzać "Wiśniówka", czyli słynna już zagrywka Łukasza. To był serwis mocny, a przy tym niezwykle precyzyjny, i nieprzyjemny. Piłka zmieniała rotację w trakcie lotu, przez co przyjmujący zespołu przeciwnego mieli nie lada problem, by nie popełnić błędu przy jej odbiorze. Musieli bowiem przygotować się na zagrywkę nieprzyjemną, zmieniającą kierunek. Taką najłatwiej przyjmowało się na palce, jak w tym przypadku było to niemożliwe. Zagrywek mocnych tak się bowiem nie da przyjmować, no chyba, że zawodnik odbierający piłkę chciał, żeby wyłamało mu palce. Wtedy mógł próbować, jednak takie postanowienia naprawdę mogły być katastrofalne w skutkach. Żaden z naszych siatkarzy nie zamierzał doświadczać tego typu kontuzji, więc tak naprawdę, jakiegoś specjalnego sposobu, na zagrywkę Wiśni, jeszcze nie znaleźli. On był jednak po kontuzji i rzadko korzystał ze swojego największego atutu w polu serwisowym. Coraz częściej decydował się po prostu na float'a. Był on co prawda nieprzyjemny, jednak był to serwis wolny, przez co przyjmujący nie mieli aż tak trudnego zadania. Wystarczyło przyjąć to na palce. Już bez ryzyka, że można je stracić...
Kłos w pewnym aspekcie gry był podobny do Wiśniewskiego - bowiem podobnie jak on dysponował bardzo szybką ręką. Prawdopodobnie najszybszą ze wszystkich środkowych w naszej kadrze, chociaż nikt tego jeszcze nie sprawdzał, tak więc są to jedynie podejrzenia. Rozegraną przez sypaczy piłkę atakował więc niemalże błyskawicznie, co znacznie utrudniało zablokowanie go. On również potrafił wbić całkiem solidnego gwoździa, chociaż nie aż takiego straszliwego, jak Wiśnia, czy, przede wszystkim, Nowakowski. Ten potrafił przywalić tak, że zawodnicy przeciwnej drużyny odwracali się plecami do środkowego i lecącej piłki, żeby tylko nią nie oberwać w twarz, dłonie, ani inne wrażliwe miejsca. Zdarzało się, że wręcz odskakiwali od siatki, byleby tylko uniknąć takiego pocisku... Kłos aż takich pocisków wbijać nie potrafił, jednakże dzięki prędkości swojej reakcji, był skuteczny w wykańczaniu swoich krótkich. Jego ataki były przy tym dość precyzyjne, chociaż czasami, gdy nie miał zbyt dobrego dnia, potrafił wyrzucać piłki w aut, bez uprzedniego obijania bloku...
No i został Wrona, który tak naprawdę w żadnym elemencie swojej gry zbytnio się nie wyróżniał. Jeśli nie miał swojego dnia, partaczył piłki seryjnie. Jego ataki często były zbyt delikatne, przez co większość z nich była podbijana, i wyprowadzano z nich niemal natychmiastowe kontry. Czasem Andrzej był więc największą przeszkodą, dla swojego zespołu, w tym, żeby ten zdobywał punkty. No i niestety, zbyt często wyrzucał piłki w aut. On częściej, niż pozostali środkowi łapany był blokiem - na siatce reagował bowiem wolno i długo składał się do swoich ataków. Rywale mieli przez to więcej czasu na to, by rozczytać zamiary środkowego, i odpowiednio się do niego ustawić, by zniweczyć jego wysiłek, jaki ten włożył w daną akcję. W polu serwisu nie miał porywających rezultatów, zdecydowanie więcej piłek wrzucał w siatkę, lub wyrzucał w aut, aniżeli trafiał nimi bezpośrednio w boisko. Rzadko ustrzeliwał któregoś z kolegów. Jego zagrywki były raczej typowymi balonikami, ani to było szybkie, ani kąśliwe. Złośliwi nazywali to poziomem szkoły podstawowej, twierdzili, że nawet junior tak nie zagrywa. Przeciwnicy najczęściej nie mieli więc żadnych problemów z odebraniem posyłanych przez Wronę piłek, przez co mogli wyprowadzać ciekawe, zaskakujące akcje, najczęściej z użyciem środka, zarówno w pierwszej, jak i drugiej linii.
O ile strata Kosoka nie była taka bardzo dotkliwa dla Stefana, bo Grześ był trzecią, czy nawet, ostatnio częściej, czwartą opcją dla trenera na pozycji środkowego, o tyle tym, że aż na trzy mecze zawieszono mu Cichego, nie mógł przestać się zamartwiać. Był w znakomitej formie, zdecydowanie wymiatał, czy to podczas treningów, czy też już w trakcie rozgrywanych meczy. Piekielnie mocne gwoździe, jakie wbijał w parkiet, doprowadzały rywali do rozpaczy, nikt nie był w stanie podbić takiej piłki, a co tu dopiero myśleć o zablokowaniu blondyna?... No i ta kapitalna dyspozycja na zagrywce... Pięć asów z rzędu? To nie było dla niego problemem. W bloku był skuteczny, chociaż czasami zdarzało mu się nie czytać za dobrze gry przeciwnika i spóźniać się do siatki, czy podejmować nieodpowiednie decyzje. Bywało też, że sprawiał wrażenie nieco zakręconego, a wtedy mógł na przykład nie trafić w przechodzącą piłkę. Złośliwi mówili, że zdarza mu się podczas meczu spać, przechodzić w tryb stanby... I to była chyba jego jedyna wada, jeśli chodziło o sposób jego gry. Właśnie to, że czasami zdarzało mu się nie ogarniać sytuacji boiskowej. Kiedy ponownie aktywował się na parkiecie, niemal natychmiast zaznaczał swoją obecność, zaczynał się ponownie naprzykrzać rywalom swoimi gwoździami czy ścianą, którą stawiał. Ścianą, którą potrafił zablokować Dmitriy'a Muserskiy'ego... I jak tu Stefan ma sobie bez niego poradzić przez trzy mecze?... No i pozostawało też drugie pytanie - kogo, w zastępstwie środkowego Resovii, Antiga wyznaczy na kapitana, podczas tych trzech meczy?... Duże szanse na to miał Winiarski, w końcu to on pierwotnie miał być kapitanem reprezentacji. I tylko przez tą sytuację z ogłupieniem chłopaków w psychiatryku, stało się inaczej...


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Podniosła zaspane powieki i przetarła oczy. Cicho westchnęła, z pewnością ze szczęścia. Jej ruchy były nieco ograniczone przez pewną wielką rękę, która obejmowała jej ciało. Ance to jednak nie przeszkadzało. Z wielkim bananem na twarzy wpatrywała się w swojego ukochanego. Nie wiedziała, że on nie spał już jakieś pół godziny. On z kolei chyba też nie wiedział, że Chmura już się obudziła. Przeciągnął się delikatnie pod kołdrą i wtedy wyczuł, że psycholożka się na niego gapi. Odwrócił się w jej stronę i szeroko uśmiechnął. Zbliżyli do siebie swoje twarze, by po chwili skosztować nawzajem swoich ust. Trwali kilka chwil w takim namiętnym pocałunku, sami dokładnie nie wiedzieli, jak długo. To się dla nich nie liczyło. Oni przecież mogliby tak spędzić całą wieczność. Gdyby ktoś zapytał ich w jakiejś durnej ankiecie o to, jakie jest ich ulubione zajęcie, bardzo możliwe byłoby, że udzieliliby odpowiedzi "całowanie się z moją drugą połówką". Mimo tego, że uważani byli za całuśne bestie, znali jednak umiar w tych swoich pieszczotach. Parę buziaków na korytarzu w ciągu dnia było, to jasne. Większą dawkę serwowali sobie jednak rano, wieczorem i w nocy. Nie chcieli przeginać z tym okazywaniem sobie uczuć tak publicznie, przy wszystkich. Dobrze wiedzieli, że nie każdy chciał oglądać coś takiego. Było przecież w kadrze paru zawodników, którzy nie mieli szczęścia w miłości, a takie widoki mogłyby tylko bardziej ich zdołować. On sam z resztą przecież jeszcze niedawno wręcz usychał z samotności, więc rozumiał to, jak mogli czuć się inni, gdy widzieli zakochaną parę. A z resztą... czy o tym, że między parą wytworzyło się wielkie uczucie, muszą świadczyć tylko buziaczki i obściskiwanie się na korytarzach? Obnoszenie się ze swoją miłością, gdzie tylko się da? Nie, im wystarczały niewinne uśmiechy, parę słów wypowiedzianych do siebie... Jasne, czasem musieli się cmoknąć czy przytulić na którymś z korytarzy, jednakże nie robili tego nagminnie, nie okazywali sobie uczucia na każdym kroku. Nie uważali tego bowiem za konieczne, zgodnie uważali, że to, co robią, wystarczy. Że wystarczy to do odpowiedniego pielęgnowania ich związku...
Uśmiechali się do siebie przez parę minut i sprawiało im to ogromną przyjemność. Nie obyło się przy tym bez drobnych gestów. Anka gładziła więc policzek Piotrka, a on odpowiadał jej buziakiem w czoło. Gdy ona czochrała mu czuprynę na głowie, on miział palcem jej policzek, najdelikatniej, jak potrafił. Chmura leciutko pociągnęła go za ucho, a ten cicho westchnął i liznął ją w nos. Złożył niewinny pocałunek na jej policzku, w chwili, gdy Ania zakryła mu oczy swoimi dłońmi. Cichy po chwili położył na nie także i swoje dłonie, po czym splotli je w delikatnym uścisku. Po raz kolejny uśmiechnęli się do siebie, po czym wymienili między sobą po buziaku w oba policzki. Anka przymknęła oczy, a jej chłopak skradł jej kolejnego całusa. Psycholożka odwdzięczyła mu się następnym cmokiem. Na tym skończyli chwilowo te pieszczoty. Leżeli więc teraz pod kołdrą, na brzuchach, wpatrzeni w siebie, trzymając się za ręce i uśmiechając do siebie szeroko. Rozkoszowali się tą chwilą nic nie robienia, bo nawet takie właśnie momenty były dla nich piękne. Ważne, że byli wtedy razem. A gdzie byli i co robili? To już nie było takie istotne. Miłość można było wyczytać w ich oczach. Tych samych, które właśnie przymknęli, gdy obdarzali się nawzajem kolejnym pocałunkiem. Chmura ułożyła swoją głowę na jego klatce piersiowej i wtuliła się w nią, a Pit objął ją jeszcze mocniej, po czym cmoknął w czółko. Zaczął przeczesywać i gładzić jej włosy. Ona z kolei delikatnie wymacywała każde kolejne żebro w kaloryferze Nowakowskiego. Chyba mu się to podobało, skoro po chwili otrzymała od niego buziaka w szyję. Cicho mruknęła, po czym pocałowała go w tą idealnie wyrzeźbioną klatę. Wyszczerzył się najszerzej, jak tylko potrafił i zaczął jej szeptać do ucha czułe słówka. A ona leżała wtulona w niego i rozkoszowała się tą bliskością. W ramionach swojego mężczyzny czuła się bardzo bezpiecznie. Przede wszystkim jednak - było jej w nich bardzo dobrze, niezwykle przyjemnie. Westchnęła i przymknęła oczy. Nie chciała dzisiaj wstawać z łóżka, lecz wiedziała, że to jest nieuniknione.

"L
ove me like you do, lo-lo-love me like you do
Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What do you waiting for?

Fading in, fading out
On the edge of paradise
Every inch of your skin is a holy Grail I've got to find
Only you can set my heart on fire, on fire
Yeah, I'll let you set the pace
'Cause I'm not thinking straight
My head spinning around I can't see clear no more
What do you waiting for?

Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What do you waiting for?

Love me like you do, lo-lo-love me like you do (like you do)
Love me like you do, lo-lo-love me like you do (yeah)
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for?"


Poranne leniuchowanie przerwało im pukanie do drzwi.

- Proszę. - rzekł Piter i przeciągnął się pod kołdrą, nadal nie wypuszczając ze swoich objęć Anki. - O, cześć, Grzesiu. - uśmiechnął się na widok swojego najlepszego przyjaciela.

- Cześć, Piotruś. Gazeta dla Ciebie. - rzekł Kosok i usiadł na brzegu łóżka tych zakochańców. - Cześć, Ania. - Podał Cichemu Pitowi owy szmatławiec.

- Tym razem napisali prawdę. - uśmiechnął się. - Nie wiem, jak i kiedy udało Ci się sprostować te wszystkie brednie, które zostały napisane przez parę dni, ale cieszę się bardzo, że udało Ci się ocalić dobre imię. Swoje. No i w sumie, moje trochę też. - podrapał się po głowie.

- Wiesz, mieliśmy tutaj odwiedziny. Dziennikarz wpadł nam do pokoju, jak sobie leżeliśmy z Anką w łóżku, rozumiesz? - przewrócił oczami.

- I nikt nie napisał o żadnym skandalu?! - wrzasnął zdumiony Grześ.

- Trudno, żeby mój najbliższy ziomek z liceum mnie oczerniał w mediach. - mrugnął okiem Piter.

- Ach, to widzę, że załatwiłeś to po znajomości. - zaśmiał się czarnowłosy siatkarz.

- No, w pewnym sensie, to tak. Ale ja zupełnie nie wiedziałem, że Krystiana tu przywieje. Za bardzo ostatnio nie miałem z nim kontaktu. Nawet nie wiedziałem, że spełnił swoje marzenie i został dziennikarzem. Nie miałem pojęcia o tym, że poszedł na studia, na swoje ukochane dziennikarstwo. W sumie, nie wiedziałem o nim praktycznie nic, od czasu, gdy pisaliśmy maturę.

- Ty jeszcze pamiętasz takie czasy, kochanie? - zaśmiała się Anka.

- Sugerujesz mi, że jestem stary, i na pewno mam sklerozę, tak? - fuknął i udał, że się obraził.

- Ależ skąd, skarbie. - poczochrała go po głowie i pocałowała w policzek.

- Jak wy się tak miziacie, to jesteście słodsi, niż jak śpicie, wiecie? - wypalił Grzesiu, a misiaczki głośno się zaśmiały.

- My ogólnie jesteśmy słodcy. - zachichotała Chmura.

- Nooo. - Pit szeroko się wyszczerzył.

- Dobra, dobra, nikt was nie pobije w tej słodyczy. - uśmiechnął się Kosok. - Ale, ale... Ja w sumie tutaj przyszedłem w dwóch sprawach. Jedną już załatwiłem, to była ta gazeta. - zaczął.

- Tylko nie mów, że znowu z samego rana poleciałeś do kiosku dla jednej, głupiej gazety? - przewrócił oczami Cichy.

- Oczywiście, że tak. Dla Ciebie wszystko. - zamrugał rzęsami.

- Wszystko? Wszyściuteńko? - dopytywał.

- No tak. Przecież niedawno Ci mówiłem, dla Ciebie nawet dupę mogę ogolić. - wypalił.

- Że co mu mówiłeś?! - szczęka Anki wylądowała niemalże na podłodze.

- Grzesiu tak bardzo mnie kocha, że z tej miłości ogoli sobie zadek. - wytłumaczył jej Pit i cmoknął ją w policzek.

- Tylko się nie zatnij niczym przy goleniu, nie zrób sobie krzywdy. - jęknęła.

- E, ja myślę, że on to raczej sobie wydepiluje. - zamyślił się.

- Teraz się będziesz brechtać?! A sam nie lepszy. - prychnął na niego czarnowłosy środkowy. - Aniu, jeśli jeszcze nie wiedziałaś, to to jest chyba odpowiednia chwila, byś poznała mroczną prawdę. Już się domyślasz, dlaczego on ma takie gładkie nogi? - zaśmiał się.

- Przecież sam też je golisz, więc o co Ci teraz, kurwa, chodzi?! - wrzasnął Pit. Kłótnie pomiędzy tą dwójką zdarzały się dosyć często, i nierzadko padały w nich ostre słowa, jednakże... - Przepraszam, Grzesiu, poniosło mnie trochę. Wybaczysz mi, prawda? - ... jednakże chłopcy godzili się po góra kilku minutach.

- Jasne, że Ci wybaczam, Piotruś - uśmiechnął się Kosa. Uff, czyli konflikt zażegnany.

- Dobra, dobra, bo Ty coś chciałeś powiedzieć o drugiej sprawie, tak? - przypomniał sobie Nowakowski.

- No, tak. - przytaknął drugi ze środkowych.

- Co to za sprawa? - zaciekawiła się Anka.

- Dzisiaj chyba ma zostać oficjalnie ogłoszona decyzja komisji dyscyplinarnej... - westchnął. - I przecieki są takie, że wisimy. Nie wiem dokładnie na ile, i czy obaj tak samo długo, ale mamy wisieć.

- Wiedziałem, że nie wezmą pod uwagę tego, co mnie doprowadziło do takiego zachowania. Dla nich liczy się fakt, i tyle. Przemilczą to, że być może uratowałeś komuś życie w ten sposób. - przewrócił oczami. - Przemilczą to, że gdyby nie ja, Anusia mogłaby mieć traumę na całe życie. Że mogłaby już nigdy nie zaufać żadnemu facetowi, unikać ich jak ognia. A przecież wtedy jeszcze nie byliśmy razem. Nie... Ja sobie nie wyobrażam, co by się stało, gdyby ten skurwysyn zrealizował swój plan. Pewnie doszłoby do zerwania wszelakich kontaktów między nami, to znaczy, między mną, i Anią. A ja przecież byłem już w niej wtedy tak kurewsko zakochany, że nie wiem, jak bym to zniósł. Pewnie nie zniósłbym. Za dużo się już w życiu nacierpiałem, teraz chcę mieć święty spokój. - westchnął i pokręcił głową. - Chcę się zestarzeć w spokoju. - dodał.

- No, do zestarzenia się, to Ci jeszcze daleko. - zaśmiał się Kosoczek.

- Daj spokój, zaraz trzydziecha na karku, a potem to już z dwie ćwierci do śmierci. - przewrócił oczami.

- Przestań Piotruś, jesteś jeszcze młodziutki. - cmoknęła go w policzek. - Młody, zdrowy facet.

- W sumie to masz rację, nie mam czym się zamartwiać. - podrapał się po głowie. - Grzechu jest o dwa lata starszy, to on się pierwszy zestarzeje. - zarechotał.

- No, widzisz, kochanie? W życiu zawsze trzeba myśleć pozytywnie. - zaśmiała się, na co Kosa tylko głośno fuknął.

- Poczułem się urażony. Idę się obrazić. - powiedział.

- Nie zgubisz się po drodze? - spytał blondyn.

- Czy ja mam na nazwisko Zatorski, żeby się gubić na prostym korytarzu? - westchnął i pokręcił głową. - Albo czy ja jestem prawie łysy?

- Niee no, czuprynę to akurat masz fajną. Ja mam fajniejszą, ale Twoja też jest spoko. - wyszczerzył się Cichy.
Usłyszeli pukanie do drzwi. Kogo tu znowu przywiało?...

- Proszę. - rzekł Grzechu.

- Dżjeń dobry. - usłyszeli. Oho, Stefan. Nie będzie zadowolony gdy zobaczy razem w łóżku jednego ze swoich zawodników i psycholożkę kadry. Wprawdzie wiedział o ich związku, wiedział, co robią po nocach. Nakrył ich nawet na buziakach, wymienianych na korytarzu. Mimo to, w łóżku jednak jeszcze ich nie zastał. I nie wiadomo było, jak zareaguje na ten widok...

- Cześć, Stefan. - bąknął cicho Piter.

- Czeszcz, Piter. Czeszcz, Grzeszju. Dobrze, że wasz widże, bo mam ja do was szprawa. - zamilknął na chwilę, bo chyba właśnie zauważył otuloną kołderką, i Piterowym ramieniem, Ankę. - O, czeszcz, Anja. Czjepło Czi w łóżko Piter? - spytał. Ton jego głosu był normalny, nie zamierzał uraczyć Chmury żadną ironią.

- Ciepło. - uśmiechnęła się. - Mam taką milusią, żywą poduszkę, która zawsze jest w stanie mnie ogrzać.

- Sztaraj szje, Piter, żeby Anja było wygodnie. I żeby było jej czjepło. - powiedział. Pit, Kosa i Anka wyglądali na nieco zaskoczonych tym, o czym rozmawia z nimi trener reprezentacji.

- Ja się zawsze staram. - uśmiechnął się szeroko Nowakowski.

- W to nje wontpie. Dobrze, bo my tu gadamy o łóżko, o poduszki, a ja miecz do wasz, Piter i Grzeszju, bardżo ważna szprawa. - stwierdził.

- Zamieniamy się w słuch. - odpowiedział Kosok.

- Wjenc, wczoraj doształem informaczja, że podjento już deczyżja w wasza szprawa. Njesztety, nie mam dla wy dobra wjadomoszcz. Żawjeszono wy. Grzeszju na jeden mecz. - zwrócił się do Kosiny. - Echh, a Ty, Piter, aż na trzy. - westchnął i pokręcił głową.

- No to zajebiście. - jęknął Pit i spuścił głowę. - Nie wzięli pod uwagę tego, dlaczego to zrobiłem? - spytał.

- Niesztety, nje. Dla oni liczyło szje tylko to, że było pobiczje. Wole Czi nie czytowacz to, czo jeszt napiszane w piszmo. - przewrócił oczami.

- Powiedz. Chcę to usłyszeć. - rzekł zdecydowanym głosem.

- Napiszali, że żoształesz żawieszony ża szczególne okruczjensztwo. - powiedział. - Wedug mje, taki tekszt to pszeszada, no ale czo ja mócz ż to żrobicz? - spytał i pokręcił głową.

- Nie, Stefan. Ten tekst, to nie jest przesada. TO JEST, KURWA, SKANDAL! - wybuchnął niczym wulkan.

- Przepraszam, czy ja mogę się na chwilę wtrącić? - pisnęła Chmura.

- Oczywiszczje. - odpowiedział Antiga.

- Chciałabym się o coś spytać. To zawieszenie obejmuje trzy najbliższe mecze reprezentacji, tak?

- Tak.

- A trzy najbliższe mecze naszej kadry gra nasza, tak zwana, reprezentacja B. Dobrze mi się wydaje? - spytała.

- Tak. Żgadża szje. Gra Polszka B. Oni żaczynajom Liga Szwjatowa, jeszli bendżje potrzeba, to bendziemy powoli wprowadżać ta kadra, czo mam ona tutej, w ten rytm meczowy. Pjerwsze mecze w Liga Szwjatowa bendżje gracz własznie kadra B.

- Pod wodzą naszego ulubionego Andrzejka. - uśmiechnął się czarnowłosy środkowy.

- Koowaal, kochanie Ty moje, tylko nie skompromitujcie się tam w tej Brazylii. - przewrócił oczami Piter.

- Tak więc te trzy mecze, w których nie będziesz mógł, Stefan, skorzystać na boisku z usług Piotrka, przypadają akurat na mecze tej drugiej kadry. W której on przecież i tak nie gra. Te trzy mecze, w których nikt tutaj z tych chłopaków nie zagra, zostaną rozegrane, i potem już nie będzie żadnych przeciwwskazań. I Piotruś będzie mógł zagrać. - uśmiechnęła się. - Widzicie? Nie ma co się załamywać. - zaśmiała się.

- Jesteś cudowna, Ania. - szepnął do niej Cichy i wpił się dość zachłannie w jej usta. Odwzajemniła ten pocałunek z nie mniejszym zaangażowaniem.

- Dżjenki Bóg. - uśmiechnął się Antiga. - Ja wy żosztawje tutej. Przyjdżczje potem na trening.
I wyszedł.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Jak Ty odbijasz tą piłkę, Ty ofiaro pękniętego kondoma?! - wrzasnął Dziku do Wrony. Kulturka Miśka, jak zawsze, na najwyższym poziomie. W tej chwili właśnie zwracał uwagę pięknemu Endrju, że ten nie nauczył się na dzisiaj odbijać sposobem dolnym.

- Na pewno lepiej, niż Ty przyjmujesz szmaty Możdżona. - odgryzł się bełchatowski środkowy. Tak, Muratore ostatnio w ogóle nie zachwycał na treningach. A dzisiaj jakby trochę bardziej mu się chciało, przez co jego blok znowu stanowił ścianę nie do przejścia, dla niektórych. I nawet skończył parę piłek w ataku, co wcześniej było nie do pomyślenia. Przy ćwiczeniu zagrywki, do przyjmowania float'ów Drzewa, zatrudniono właśnie Kubiaka. A ten sobie, delikatnie mówiąc, nie poradził z tym zadaniem. Nic więc dziwnego, że teraz cała kadra miała z niego bekę. No bo jak to? Nie przyjąć Możdżonkowego balonika?...

- Jezu, raz się taki chujowy trening zdarzył, wielkie mi coś. - prychnął Kubi.

- Ty do dzisiaj wypominasz mi to, że kiedyś wpadłem w siatkę i rozwaliłem ją doszczętnie, więc się nie dziw, że teraz my będziemy Tobie wypominać tą sytuację. - rzekł Mikuś.

- Jak Ty komu, tak on Tobie, Misiu, nie znasz takiego powiedzenia? - dodał Bociek.

- A weźcie wy wszyscy spierdalajcie. - warknął rozjuszony Dzik. Splunął przez ramię na parkiet i ruszył w stronę drugiego kąta hali. Nie miał zamiaru siedzieć z tą bandą debili. Im koło dupy latało to, co się stało ze Zbysiem, i to, że teraz nie ma go tutaj, razem ze wszystkimi. Ale Michał nie mógł pozostać obojętny na to, że jego najlepszemu przyjacielowi stała się wielka krzywda. Coraz bardziej nienawidził wszystkich wokół, a już kapitana drużyny zwłaszcza. W końcu to on odpowiadał za to, że Bartman leży teraz w szpitalu. Wprawdzie lada dzień miał już podobno z niego wychodzić, ale i tak minie bardzo dużo czasu, nim Zbigniew będzie mógł powrócić na boisko, do gry... Kubiaka denerwowały teraz nawet najbardziej błahe sytuacje. Czepiał się o wszystko i zaczynał zachowywać się, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Złośliwi koledzy z drużyny twierdzi, że w nieudolny sposób próbuje naśladować swojego ziomeczka. Kreował się bowiem obecnie na takiego samego buca, jakim był od zawsze Zbigniew Bartman. I sprawiał wrażenie, jakby sodóweczka mu strzeliła do głowy. Zupełnie, jak wcześniej jego best friend'owi. Oj, lepiej, żeby nie wdawał się w niego, bo jak Zbychu wróci, to nikt dwóch Bartmanów nie zniesie. Już z jednym było im przecież trudno wytrzymać...

- Chłopcze! Pogadaliszczje szobie, to teraz pora na trening! - wrzasnął Stefan. Poskutkowało, bo wszyscy zajęli się tylko i wyłącznie przygotowywaniem się do typowej gierki treningowej. - Podżjelczje szje szami na trzy szkłady. W każdym ma bycz dwa szrodkowe, dwa przyjmujonce, atakujoncy, rożgrywajonczy i libero.

- Może niech ktoś po prostu rozpisze te składy? Na jakichś kartkach, będzie łatwiej. - stwierdził Łomacz.

- Nie chciej, żebym rozpisywał składy. - zaśmiał się Cichy.

- Nie, tego nie chcemy. - jęknął Mały.

- Jeśli byś rozpisał je po równo, to może nawet by to był dobry pomysł. A nie tak jak wtedy, że jedna drużyna gra bez środkowych i libero. - podrapał się po głowie Igła.

- Przecież było po równo. - przewrócił oczami Pit.

- Taaa, bo sobie przyszliście z innej drużyny, orżnęliście nas, a potem wygraliście mecz z nami walkowerem, bo się nie mogliście rozdwoić i grać jednocześnie z nami i przeciw nam. - zauważył Konan.

- Życie, Dawidku. - wzruszył ramionami Kosok.

- Życie, życie, jeest nooweeelą. - zawył Winiar.

- Nobelon! - wrzasnął Zator.

- Jaki, kurwa, nobelon? - złapał się za głowę Ziomek.

- No nobelon. Tak to leciało w tej piosence. - uśmiechnął się młody libero.

- Nie, tak to nie leciało. - westchnął Zagumny i pokręcił głową.

- Taak too niee leeciaałoo. - ponownie zawył Winiarski.

- Misiek, co Ty dzisiaj taki nadpobudliwy jesteś? - zaśmiał się Ignaczak.

- Nie jestem nadpobudliwy. Po prostu lubię śpiewać. - powiedział.

- Drogi Michale - zaczął Fabio. - Śpiewanie, a wycie to dwie różne sprawy, i chyba każdy o tym wie. - spojrzał na pozostałych siatkarzy. - No chyba, że jest się Grzegorzem Kosokiem, bo on nie rozróżnia tych pojęć. - ponownie zerknął na chłopaków. - Możliwe, że Zatorski też tego nie rozumie.

- Oooo w mordę, zaraz chyba trzeba będzie się ewakuować. - jęknął Rucek.

- Co masz na myśli? - spytał Jarski.

- Widzisz na horyzoncie te wygłodniałe hotki, wyczekujące tylko na odpowiedni moment, by rzucić się na któregoś z nas? - szepnął Sponsor, wskazując na grupkę tak na oko szesnastoletnich dziewczyn, siedzących na trybunach. Dzisiejszy trening był otwarty, każdy mógł więc wejść i zobaczyć sobie siatkarzy.

- Widzę. Jeju, trzeba Ankę ostrzec, że zaraz jej chłopak może się nawysłuchiwać od psychicznych cizi, jak to on bardzo się nadaje na ich męża i jak fajnie byłoby sobie zrobić z nim takiego maciupkiego Pitercia. - zaśmiał się Ryży. A w sumie, to nie ryży, bo ryży on przecież aktualnie nie był. Chłopakom przecież zachciało mu się przefarbować włosy. Na głowie Jarosza znajdowała się więc teraz głęboka czerń. Ale chyba nikomu to nie przeszkadzało. Stefan żadnych zażaleń nie zgłosił, pozostali członkowie sztabu szkoleniowego także.

- Zarządzam ewakuację! - wrzasnął Guma i sam spierdzielił jako pierwszy, gdy tylko zobaczył, że owe lasie ruszyły w kierunku zawodników. Tak, nie przewidziało wam się. Guma spierdzielił jako pierwszy.

- Aaaaaaaach! Andrzejkuuu, jaki Ty jesteś śliczny! - wrzasnęła jedna dziewczyna, która objęła Wronę i nie zamierzała go puścić. Ona wyglądała na zdecydowanie starszą, niż reszta tych panienek. Na taką mniej więcej dwudziestokilkuletnią. Cóż, jak widać, i w takim wieku jeszcze zdarzały się hotki. Owa panna miała piękne, długie włosy, w kolorze platynowego blondu. Była naprawdę ładna i wyglądała raczej na naturalną kobietę. - Stop, Andrzejku, Ty poczekasz, bo mam sprawę. - powiedziała i ruszyła w stronę innego z siatkarzy. - Panie Piotrze, mamy do pogadania. - zaczęła.

- Klarysa? Co Ty tu robisz? - jęknął. Znał ją. Dobrze ją znał, można by rzec, że aż za dobrze. Była to bowiem kolejna z tych panienek, które zabawiały się z nim pamiętnego wieczoru...

- Przyszłam Cię powiadomić, że już wkrótce zostaniesz moim mężem. - oświadczyła mu, dumnie wypinając piersi do przodu.

- Przykro mi, mam dziewczynę. - przewrócił oczami.

- Ale z nią nie masz dziecka, debilu, a ze mną owszem! - warknęła na niego.

- CO?! - wrzasnął zdumiony siatkarz. - Chyba sobie żartujesz?!

- Nie, nie żartuję sobie. Jedna noc wystarczyła. - stwierdziła.

- Kłamiesz. Zabezpieczyliśmy się. Żadna gumka nam nie pękła. - syknął na nią.

- A nawet jeśli kłamię, to co? - wypaliła bezczelnie. Oj nie, panno Kowalczyk, nie z Piterem takie numery. On się nie da wrobić w Twoje gierki.

- Chcesz po prostu wyżulić ode mnie trochę forsy, nie?! - ryknął, wyraźnie już wkurwiony.

- No a po co miałabym w innej sprawie do Ciebie przychodzić? Myśl, Nowakowski, do cholery. odpowiedziała mu.

- Po chuj Ci ta forsa? - zapytał. Chrzanił już wszelakie uprzejmości, laska zdecydowanie zepsuła mu humor. A przede wszystkim przeholowała, jeśli chodzi o zachowanie.

- Jak to po co? No raczej, że na aborcję. Człowieku, puknij się w ten durny łeb, ja nie mogę mieć dzieci, ja się nie nadaję na matkę... - nie zdążyła już nic powiedzieć, bo Piotrek gwałtownie jej przerwał.

- A DLACZEGO TO JA MAM CI TO OPŁACAĆ?! PUŚCIŁAŚ SIĘ Z KIMŚ W BURDELU?! TWÓJ PROBLEM, MNIE DO TEGO NIE MIESZAJ! JA NIE MAM Z TYM NIC WSPÓLNEGO! - wrzeszczał. - Więc bądź tak miła i wyjdź stąd, zanim nie wyproszę Cię w nieco mniej kulturalny sposób. - dodał, znacznie spokojniejszym już głosem.
Podziałało, bo panienka wyszła w trybie natychmiastowym.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wieczorem, gdy siatkarze leżeli już na łóżkach, w swoich pokojach i oglądali telewizję, jeden z nich postanowił wyłamać się ze wszystkich obowiązujących systemów. Ruszył żwawym krokiem w stronę recepcji spalskiego ośrodka. Zastał tam oczywiście Kozłowską.

- Cześć, Dagmarcia. - szepnął.

- Witaj, Pawełku. - odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego promiennie.

- Przytuliłabyś się do mnie? Mam dosyć tulenia się w nocy do misia... - westchnął.

- Jasne. - skinęła głową i poszła wraz z libero do jego pokoju. Usiadła na jego łóżku, a on cały czas się w nią wpatrywał.

- Jesteś taka mrau, że Cię zaraz będe brał. - wypalił. Piter przecież mu niedawno powiedział, że to idealny tekst na podryw...

- Ooooch! - pisnęła. - Jaki Ty jesteś uroczy. - objęła go ramieniem. - Bierz co chcesz, kociaczku. - szepnęła do niego, po czym pocałowała go w policzek i położyła się na Zatorowym mebelku.

- Ciebie chcę, Dagmarcia. Ciebie chcę. - uśmiechnął się i ułożył się obok niej.

- Do dzieła, ogierze. - zachichotała.
Dwa razy nie musiała prosić. Pocałował ją, a ona odwzajemniła ten gest. Nie minęło nawet 10 minut, gdy byli już cielesną jednością.
Tak, moi mili. Paweł Zatorski zaliczył kobietę drugi raz w życiu...
Czy on się nawraca?...


___________________________________________________________________


/ Czy Zator się nawraca? Wygląda na to, że nieco szurnięta recepcjonistka nieźle zawróciła mu w głowie. Ach, ta Kozłowska. Z pewnością nie jest normalna. Bo kto normalny, mając wokół tyle pysznych ciasteczek, bierze się za Zatorskiego?...

Panienka Klarysa próbowała wyłudzić pieniądze, lecz jej się to nie udało. Miała lasia tupet, że wprost przyznała się siatkarzowi do tego, że właśnie go okłamała, i że chodzi jej jedynie o to, żeby dostać kasę.
No cóż, wątpliwe, by owa cizia jeszcze tu kiedyś zawitała.

Wygląda na to, że Komisja Dyscyplinarna się nieco skompromitowała. Zawiesiła zawodników, którzy i tak w najbliższym czasie nie mieli grać meczów międzypaństwowych. A że gra teraz kadra B, to właśnie dzięki ich meczom, zlecą te trzy spotkania... Można więc stwierdzić, że środkowi zawieszeni nie zostali.
Nie mają co się bać, gdy będą musieli grać, będą już mogli pomóc swojej drużynie.
Afera z Bartmanem chyba w końcu się wyjaśniła. To najprawdopodobniej ostatnia okładka gazety w najbliższym czasie, jaka wpadnie w ręce siatkarzy.
A czy w przyszłości będzie więcej? Nie mówię nie.

Reakcja mentalisty na ankietę chłopaków w rozdziale następnym.


Dwie ostatnie części pisane od niechcenia. Widać to. Bardzo. Za bardzo.
 

25.02.2015

XXIV. "Do łóżka nie mam zamiaru wam zaglądać. Przecież i tak wszyscy już wiedzą, że ze sobą sypiacie."

04.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Obudził się z samego rana i w trybie natychmiastowym zrzucił z siebie kołdrę, gdyż stwierdził, że mu pod nią za gorąco. Przeciągnął się na prześcieradle, przy okazji zrzucając dłonią jedną z leżących na łóżku poduszek. Chwycił leżący obok niego pilot do telewizora i po chwili włączył owe urządzenie. Ułożył się wygodnie i zaczął oglądać powtórkę jakiegoś meczu piłki nożnej. Grała Borussia Dortmund, czyli jedna z jego ulubionych drużyn. W sumie, to kibicował jej głównie dlatego, że grał tam jego bliski przyjaciel, Robert Lewandowski, czyli najlepszy polski piłkarz. To, że oprócz "Lewego", było tam jeszcze dwóch Polaków, tak bardzo już go nie obchodziło. Z resztą, Robercik ich nie lubił, więc on też zbytnią sympatią ich nie darzył. Uwielbiał za to Goetze i Reusa, czyli najlepszych przyjaciół Lewandowskiego... Ich przyjaźń była tak silna, że zdarzało mu się jeździć na mecze Borussii, czy to ligowe, czy też w europejskich pucharach. Był na tym, kiedy to Dortmund rozbił sam Real Madryt 4:1, a wszystkie bramki dla drużyny niemieckiej strzelił nie kto inny, jak Robert Lewandowski. Nie zabrakło go także na finale Ligi Mistrzów, w którym to drużyna w żółto - czarnych strojach mierzyła się z Bayernem Monachium. Niestety, wówczas obejrzał porażkę ekipy prowadzonej przez Juergena Kloppa... Żółto - czarne stroje... On sam przecież w takich grał w swojej lidze... W swoim zespole, czyli w Skrze Bełchatów, mistrzu Polski, którego to mistrza w końcu udało się wydrzeć zespołowi z Rzeszowa. Po to jednak w miejscowości Bełchatów stworzono dream team, jak na polskie warunki. Sprowadzenie dwóch Argentyńczyków, czyli rozgrywającego, Nicolasa Uriarte, i przyjmującego, Facundo Conte, okazało się strzałem w dziesiątkę. Życiową formę osiągnął także bombardier ekipy "Pszczółek", czyli Mariusz Wlazły. Ten sam Mariusz Wlazły, który teraz wraz z nim przebywa na zgrupowaniu reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn. Ten sam, który po czterech latach rozbratu z kadrą, zdecydował się do niej powrócić, by osiągnąć z nią życiowy sukces, jakim miał być medal mistrzostw świata. Chociaż... on przecież medal już miał. Srebro. On chciał złota. Wiedział, że to będzie trudne, ale wierzył, że jest to możliwe do zrealizowania. W końcu nasza kadra miała naprawdę dobry skład, i jeśli tylko wszyscy by złapali odpowiednią formę, to mogli razem dokonać czegoś wielkiego...
A Andrzej Wrona żadnego sukcesu z kadrą jeszcze nie osiągnął. I nie wiadomo było, czy osiągnie, skoro na razie niczym nie zachwycał podczas tego zgrupowania. Teraz też, zamiast myśleć nad tym, co zrobić, żeby było lepiej, wolał oglądać w akcji swojego ziomeczka. Leżał więc rozwalony na łóżku jak król, z tym swoim buszem na klacie na wierzchu. I jedyne co go obchodzio, to to, że "Lewy" załadował właśnie bramkę jakiemuś outsiderowi Bundesligi... Chwycił swoją komórkę i zalogował się na Facebook'a. Dostrzegł tam bardzo szczery wpis Jakuba Bączka. Otóż, mentalista napisał wprost, że się nudzi.
Do rozczochranej czupryny Andrzeja wpadł szatański plan, co zrobić, żeby ten nienormalny człowiek nie narzekał już na nudę. Ale do jego realizacji potrzebni mu będą jego koledzy. Postara się wtajemniczyć ich w sprawę podczas śniadania.
A teraz już nie będzie o tym myślał, tylko skupi się na meczu, bo Robert strzelił kolejnego gola. Ach, cóż to był za piękny strzał zza lini pola karnego. Piłka leciała wysoko i przelobowała bramkarza. Ach, piękna, piękna bramka. Tak, Wrona zachwycał się nią, jakby jego przyjaciel ustrzelił co najmniej hattrick'a w meczu z Barceloną. A to była tylko ostatnia w tabeli drużyna. Najsłabsza drużyna Bundesligi, w której obronie grali tacy parodyści, że prawdopodobnie nawet Andrzej byłby w stanie strzelić im gola...

Kiedy już mecz się skończył, Wrona ruszył w stronę stołówki. Wszyscy już tam byli i siedzieli przy jednym stole. Dosiadł się więc do nich i od razu zdradził im swój plan...

- Cześć, chłopaki. Włączyłem sobie Facebooka i ogarnąłem, że mentaliście się nudzi. Sam tak tam napisał. Wpadłem więc na pomysł, że damy mu jakąś głupawą ankietkę do wypełnienia. Taki zbiór niepoważnych pytań, rozumiecie. Po kolei zapytam każdego z was o coś totalnie durnego, a wy mi udzielicie odpowiedzi na te pytania. Wszystko zostanie nagrane. Ja potem spiszę te pytania i wręczę je temu idiocie, i zobaczymy, co on wymyśli. Będzie śmiesznie - uśmiechnął się Andrzej.

- Ciekawy pomysł. - odrzekł Zagumny. - Masz moje poparcie, Andrzeju. - Guma też się uśmiechnął. Tak, naprawdę. Paweł Zagumny się uśmiechnął. To trzeba gdzieś zanotować. Łomacz, gdzie masz swój zeszycik w pieski i kotki?

- No, może być. - bąknął znudzony Piter.

- To zaczynam. Po kolei każdemu z was zadam jakieś głupie pytanie. I liczę na jeszcze głupsze odpowiedzi. - uśmiechnął się Andrzej.

- Dobra, chłopaki, to już się kameruje. - zaśmiał się Igła i włączył swoją ukochaną kamerę.

- Czekamy. - rzekł Możdżon.

- To zaczniemy od pana kapitana. - puścił oczko do Cichego, co ten skomentował głośnym ziewnięciem.

- A może będzie lepiej, jak każdy powie po prostu jakąś głupotę. A nie jakieś pytania. Pytania ułożysz na podstawie tych zasłyszanych głupot. - wtrącił się Winiar.

- To chyba lepszy pomysł. - przytaknął Nowakowski. - To ja mam zacząć, tak? - wolał się upewnić. Spojrzał na Wronę, a ten pokiwał głową. - Ale to ma być prawda? Bo możemy po prostu opowiedzieć jakieś hardkory z naszego życia. - zaśmiał się.

- To będzie ciekawe. Przy okazji trochę się pośmiejemy. - stwierdził Mario.

- Ej, to ja muszę sobie przypomnieć taki najlepszy hardkor z życia. To niech Winiar zacznie.

- Wracałem kiedyś spity z potańcówy i chyba musiałem tak trochę dużo wypić, bo obudziłem się pod zakładem masarskim z tasakiem w ręce. - przewrócił oczami przyjmujący Skry.

- I nie zabiłeś nikogo tym tasakiem? - spytał Łomacz.

- Nie. - strzelił facepalm'a.

- Próbowałem kiedyś popełnić samobójstwo. - wyszeptał Siurak.

- I przeżyłeś? - wypalił Zator. Tym razem wszyscy strzelili facepalm'a.

- Nie, umarł, wiesz? Pogrzeb odbył się dwa lata temu. - zironizował Dzik.

- Jeju, Bartek, przepraszam, że mnie nie było na Twoim pogrzebie! Nie wiedziałem, że umarłeś! Ale... zaraz, zaraz... przecież Ty żyjesz, to jak Ty mogłeś umrzeć i mieć pogrzeb?... Jezus Maria, Ty zmartwychwstałeś! - wrzasnął. A wszyscy zgonowali na podłodze...

- Zeszczałem się kiedyś Ignaczakowi do jego butelki z piciem. - zaśmiał się Kosok.

- Co zrobiłeś?! - wrzasnął Igła.

- To, co słyszysz. - rechotał wesoło Grześ. Wyszedłeś się odlać, więc... ja też się odlałem.

- Ty świnio! - fuknął na niego Krzysiek.

- Dosypałem kiedyś Świderskiemu ziemi do kawy. - rzekł Guma beznamiętnie.

- No proszę, Paweł taki żartowniś. I Sebastianowi smakowała? - zachichotał Rucek.

- Nie poczuł różnicy. - odpowiedział.

- Ach. Rozumiem.

- Uprawiałem z Sabiną seks na Podpromiu. - szepnął Konan.

- Wpuścili was na halę, jak się dowiedzieli, co chcecie robić?! - wrzasnął Fabian.

- Nie no, co Ty, debilu. Po prostu sobie weszliśmy, zamknęliśmy się na hali, i, no, wiecie. Nie muszę wam chyba tłumaczyć, jak to się robi. - przewrócił oczami.

- Zatorskiemu musisz. - prychnął Bociek.

- Serio? - jęknął.

- Wcale nie! - przerwał Zati. - Ja wiem, jak to się robi. - uśmiechnął się.

- Serio?! - ryknął zdumiony Karollo.

- Tak. Przecież robiłem to z tą całą Kozłowską. I wiecie co? Spodobało mi się.

- On się nawraca! - krzyknął Andrzej.

- Pawle, jesteśmy z Ciebie dumni. - rzekł Zagumny.

- Dlaczego gadasz sam do siebie? - spytał Zator.

- Ale zaraz przestaniemy. - doświadczony rozgrywający przywalił sobie facepalm'a.

- Uprawiałem seks na fortepianie. - wypalił Karollo.

- I Ci w dupę było wygodnie? - zarechotał Wojtaszek.

- Wiesz, jak jest Ci dobrze, to nie zwracasz uwagi na takie pierdoły. - odpowiedział.

- Podrzuciłem kiedyś Falasce do torby trzy paczki kondomów i zboczony film. A on myślał, że to dzieło Wlazłego. - zaśmiał się Wronson.

- TO TY TO ZROBIŁEŚ?! - wrzasnął Wlazły. - A on mi zrobił taką połajankę, że szkoda gadać! - warknął. - A mój hardkor... Hmm... Kiedyś, po gorącej nocy z żoną, zaśpiewałem jej "We are the champions".

- Zamknąłem kiedyś Kowala w kiblu, z Kosokiem, i powiedziałem im, że nie wypuszczę ich, dopóki Grzechu nie nagra, jak Kowal wpierdala z kibla. - słodkim głosikiem powiedział Drzyzga.

- To my aż takich hardkorów we Skrze nie robimy. My to tylko takie akcje jak wtedy, kiedy Andrzej przytrzaskiwał mi łeb klapą od kibelka, kiedy ja owy łeb do niego schylałem. - westchnął Włodi.

- Przegrałem raz wyzwanie podczas pijackiej imprezki i do końca dnia musiałem siedzieć z kostkami lodu w gaciach. - jęknął Dziku.

- Zadzwoniłem kiedyś do Ignaczaka i udając jakiegoś prezentera z telewizji, zacząłem go wkręcać, że wygrał lodówkę. Niestety, zorientował się, skurwysyn, że to ja. - westchnął Ziomek.

- Bo Ty nigdy nie umiałeś udawać. - fuknął Krzysiu.

- Krzysiaczku, jaki jest Twój największy hardkor? - zaśmiał się Mały.

- No, to chyba jednak ten ostatni. - uśmiechnął się szeroko.

- To znaczy? - spytał McGregor.

- Nakręcenie seks - taśmy z Nowakowskim w roli głównej. - zachichotał.

- Na pewno zrobiłeś w życiu coś bardziej szalonego. - prychnął Piter.

- Być może, ale to jest największe osiągnięcie, no bo jak, to, Ciebie udało mi się nakręcić w takiej sytuacji? Tego najgrzeczniejszego? - rechotał jak głupi.
Cichy tylko udał, że się śmiertelnie obraził.

- Noo jaa... umiem oddychać. - wypalił Zatorski.

- O ja Cię pierdolę, takiego hardkoru to nikt nie przebije. - zironizował Kubi.

- Miło mi to słyszeć. A mogę podać jeszcze drugi hardkor? - spytał.

- Dajesz. Nie mogę się doczekać, aż to usłyszę. - prychnął Dzik.

- Uprawiałem seks. - uśmiechnął się.

- Kurwa, szaaaloony. - podsumował wszystko Wiśnia.

- Wybieram lambadę tańczoną w hawajskiej spódniczce. - ozwał się Możdżon.

- A ja to, że kiedyś utknąłem w huśtawce, na placu zabaw. - zaśmiał się Gregor.

- Ja też chyba tą imprezę naszą w Spodku, to, że tak się spiłem. - bąknął Mikuś.

- Nakulwienie salta, bo mi mentalista kazał. - stwierdził Buszu.

- Strzelenie w łeb Cichemu z zagrywki. - zarechotał Wiśnia.

- Podglądałem kiedyś Bartmana pod prysznicem. - przewrócił oczami Wojtaszek.

- I jak wrażenia? - wtrącił się Endrju.

- Nic specjalnego. Tutaj, na kadrze są lepsze ciała. - machnął ręką.

- Ja to chyba najbardziej szaloną rzecz, jaką zrobiłem, to było wtedy, jak się wjebałem w tą ścianę. - podrapał się po głowie Bociek.

- Ja to się dziwię, że to przeżyłeś. - wypalił Zator.
Pozostali postanowili tego nie komentować. Już dosyć dużo dzisiaj usłyszał złośliwych tekstów.

- To ja chyba zakończę te zwierzenia. - zauważył Jarski. - Łomacz musiał kiedyś zażywać jakieś tabletki uspokajające, czy tam nasenne, czy coś. Nieważne. Były one w kolorze niebieskim, więc... podmieniłem mu raz tą tabletkę na viagrę. Jak go potem roznosiło na boisku podczas meczu! - zarechotał.

- Co Ty zrobiłeś?! A ja myślałem, że po prostu złapałem zajebistą formę! - żachnął się rozgrywający.

- Dobra, ostatnie wyznanie. - ponaglał Ignaczak. - Bo mi się powoli kończy bateria w kamerze i muszę doładować.

- Kowal mnie kiedyś wkurwił, i to tak porządnie, więc postanowiłem mu się pięknie za to odwdzięczyć. Pewnego dnia dorwałem się do jego samochodu. Wziąłem sobie parę kamieni i urządziłem strzelanie do szyb w jego aucie. Powybijałem mu wszystkie szyby, po czym tą dziurą po wybitej szybie wlazłem do środka, mu tam do samochodu. - opowiadał. - Chciałem coś tam mu podpierdzielić z tego samochodu, ale nie wyszło. Wyszło za to coś innego. - zaśmiał się.

- Okej, wlazłeś mu do samochodu. I co potem zrobiłeś? - zaciekawił się Winiar.

- Jako, że byłem po ostro zakrapianej imprezie, to mi się po chwili zrobiło niedobrze. Zerzygałem mu się więc do tego samochodu. - odpowiedział.

- Szalony. - zaśmiał się Kłosik.

- To nie wszystko. - przerwał mu Pit.

- O! Co jeszcze zlobiłeś? - spytał Buszek.

- Srać mi się zachciało... - przewrócił oczami.

- Nie mów, że mu się zesrałeś do samochodu?! - Igła wybuchnął dzikim śmiechem.

- Sikać też. - rzekł słodziutkim głosem. - Tak, załatwiłem w samochodzie Kowala swoje potrzeby fizjologiczne. - wyszczerzył się czarująco.

- Wygrałeś. - podsumował Zagumny. - Nawet Zatorski nie jest tak hardkorowy jak Ty. - przewrócił oczami.

- Ej, a bo ja chciałem jeszcze zadać jedno pytanie mojemu przyjacielowi, mogę? - spytał Endrju.

- Możesz. - stwierdził Możdżon.

- Ej! Najpierw ja! Ja jeszcze nie pochwaliłem się hardkorem! - wrzasnął Mały. 


- A to podglądanie Zbycha pod prysznicem nie było tym hardkorem? - spytał Mario.

- Nieee, mam coś lepszego. - zaśmiał się.

- No, słuchamy. - machnął ręką Siurak.

- Cztery razy zesrałem się w gacie jednego dnia.

- Oooo, matko. Widzę, że zawodowiec. - wypalił Bociuś.

- Leon Zawodowiec. - zaśmiał się Ignaczak.

- Dobra, to ja chcę zadać pytanie mojemu przyjacielowi. - uśmiechnął się Wrona.

- Dajesz. - westchnął Cichy.


- WŁODI! Czy czujesz się kobietą? - wypalił.

- Taak, oczywiście, a Tyy? - zironizował młody przyjmujący.
Nikt nie wie, dlaczego Wrona zadał to pytanie...


------------------------------------------------------------------------------------------------------

Leżała na łóżku, w pokoju swojego chłopaka i analizowała właśnie zapiski, jakie widniały w jej zeszycie. Ubrana była w nieco za dużą na nią koszulkę Nowakowskiego, a włosy miała związane w kok. T - shirt był całkowicie przesiąknięty zapachem Piotrka, ale jej to ani trochę nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, co jakiś czas przykładała koszulkę do nosa i wdychała woń swojego ukochanego. W ten sposób czuła, że cały czas jest przy niej. A był przecież gdzieś w sąsiednim korytarzu, na stołówce. I odwiedzał ją co jakiś czas, zupełnie, jakby doglądał swojego największego skarbu. Nie brakowało wówczas czułych uścisków i pocałunków. Wykorzystywali te chwile, kiedy mogli być razem tak bardzo, jak to tylko było możliwe. Nie mieli czasu na to, by zrobić coś więcej, ale parę słów zamienionych ze sobą w zupełności wystarczało im do tego, by byli szczęśliwi. A właściwie, wystarczało im parę gestów, sam dotyk ukochanej osoby. Siadał więc obok niej na łóżku i chwytali się za ręce, milcząc, albo mówiąc sobie czułe słówka. Niby nic, a im to wystarczało. Nie potrzebowali już nie wiadomo jak wielkich namiętności, poprzez które uświadamialiby sobie, jak bardzo są dla siebie ważni. Wiedzieli już, ile dla siebie znaczą, więc nie musieli tego sobie nawzajem w żaden sposób udowadniać. Upust swoim uczuciom dawali w nocy, gdy wszyscy już smacznie spali. I to wcale nie kolejne spędzane ze sobą noce, a właśnie takie, z pozoru nic nie znaczące gesty, umacniały ich związek. Związek, który z pewnością nie jest łatwy, a w przyszłości będzie jeszcze trudniej. Bo nie wiadomo, czy Anka będzie potrzebna Stefanowi na kolejnych zgrupowaniach kadry. Wtedy byłaby po prostu zwyczajną, najzwyczajniejszą siatkarską WAG. Anka trochę bała się tego, że mogłaby właśnie zostać "odstrzelona" ze sztabu. Przecież chłopaki maja już mentalistę, więc na cholerę im jeszcze psycholog? Jak odratuje wszystkich z tego ogłupienia, nie będzie już w kadrze potrzebna. Musiałaby wrócić do Leszna, do swojego nudnego, przewidywalnego życia. Z tą tylko różnicą, że wiedziałaby, że gdzieś, być może na drugim końcu świata, jest ktoś, kto ją kocha, dla kogo ona jest bardzo ważna. Jest ktoś, kto odmienił jej życie. Miała nadzieję, że Antiga nie stwierdzi, że Chmura nie jest mu już potrzebna... Nie wybiegała zbyt daleko w przyszość, chociaż zastanawiała się, co to będzie, gdy zacznie się sezon ligowy... On w ciągłych rozjazdach, a ona? Gdzie ona będzie?... Prawda jest taka, że o tym w ogóle nie pomyślała, wiążąc się z nim...
Zajadała właśnie swoje ulubione chipsy, o smaku zielonej cebulki, którymi to miała się podzielić z Cichym, a którymi to się nie podzieli, bo zje je sama. No chyba, że on by przyszedł, zanim ona zjadłaby wszystkie, to może na parę by się załapał. Lepiej by było, gdyby jednak się nie załapał na żadnego, bo chipsy są przecież niezdrowe. Stefan by ją mógł skarcić, że faszeruje jego zawodnika niezdrowym żarciem...
Usłyszała właśnie pukanie do drzwi. Któż to zamierzał złożyć jej wizytę? Piotrek to to raczej nie był, on wszedłby bez pytania. W drzwiach pojawił się Włodi. Ach, więc to on przeszkadza Ance w rozmyślaniu. A czego od niej może chcieć Wojciech Włodarczyk?...


- Cześć. - bąknął.

- No cześć. - ziewnęła. - Przepraszam, trochę zmęczona jestem.

- To się śpi w nocy, żeby nie być zmęczonym. - zaśmiał się. - Anka, mogę Ci zadać pewne niedyskretne pytanie? - spytał.

- To zależy. - zaczęła.

- Od czego? - drążył temat.

- Od tego, jak bardzo jest ono niedyskretne. - odpowiedziała.

- No wiesz... Do łóżka nie mam zamiaru wam zaglądać. Przecież i tak wszyscy już wiedzą, że ze sobą sypiacie. I że niezłe cuda odwalacie. - Anka zaczerwieniła się jak burak. - Hihi, ale buraczek.

- Spadaj. - fuknęła. - A w sumie to... skąd wiecie? Wnioskujecie to po tym, co wtedy Ignaczak odwalił na sali? Czy po tej nieszczęsnej akcji, jak nas nakryliście w pokoju?...

- Nie, niekoniecznie. - podrapał się po głowie.

- To po czym? - zapytała.

- No wiesz, Twój chłopak nie potrafi zbyt długo trzymać języka za zębami... - wypalił.
-

 Że co, kurwa?! - oj, zdenerwowała się, i to bardzo.

- To, co słyszysz. - przewrócił oczami.

- On chyba tak po prostu Wam się nie pochwalił?! - syczała wkurwiona Chmura. - Tak po prostu nagle wziął i wrzasnął: "Ej, chłopaki, a ja sypiam z Anką i się nieźle zabawiamy po nocach!"?!

- Tak po prostu to nie. - stwierdził.

- To, kurwa, jak? - wysyczała.

- No, kurwa, z efektami specjalnymi. Jezu, Anka, przestań. - machnął ręką.

- Gadaj, jak Wy się o tym dowiedzieliście! Natychmiast! - wrzasnęła.

- No to ten... No graliśmy w "Pytanie czy Wyzwanie", oczywiście... No wiesz, przy okazji zadania wypalił. - powiedział.

- Chyba nie zapytaliście go wprost? - spojrzała mu głęboko w oczy.

- Niee. - zawahał się nieco.

- No to jak to niby wypłynęło? - tupnęła nogą.

- Noo wypalił, po prostu. Tak nagle, przez przypadek wypalił. Ale wiesz, jaki potem wyleciał wkurwiony z pokoju, jak wszyscy zaczęli mu dosrywać? - zarechotał Włodi.

- Na pewno przez przypadek to wyciekło? - bardzo była dociekliwa...

- Tak. - odrzekł. - Inaczej nie czerwieniłby się jak dupa i nie powiedziałby do Nas, że mamy wszyscy spierdalać.

- Ale nie rozumiem... On powiedział wprost? - pokręciła głową z niedowierzaniem.

- Nie, nie powiedział tego wprost. Palnął jakąś głupotę, ale tych słów nie można było zinterpretować dwuznacznie. No sorry, ale tego co wypalił nie szło odczytać w inny sposób, wszyscy od razu zczaili o co chodzi. - powiedział.

- A powiesz mi, jak to było? - zapytała.

- Mmmm.. rozwiń proszę skrót "SPAŁA". - nakazał.

- Przecież to nie jest skrót. - zauważyła.

- Proszę Cię, nie odpierdalaj mi tu Zatorskiego. - zaśmiał się.

- Nie wiem, jak rozwinąć ten skrót, przykro mi. - spuściła głowę.

- Podpowiem Ci. - szepnął.

- A zatem słucham.

- Słodkie, Piękne, Atrakcyjne Łono Anny. - zachichotał.

- Zatłukę gamonia. - zacisnęła pięść.

- Ej no, weź. Skomplementował Cię przecież. - cmoknął w powietrze.

- Mógł w TAKI sposób nie komplementować mnie przy wszystkich... - westchnęła.

- Ale chyba nie zamierzasz się na niego fochać? Przecież raz, zaczerwienił się jak dupa, dwa, wyleciał wkurwiony, jak torpeda. Tak jebnął drzwiami, że na Twoim miejscu, schowałbym go gdzieś w szafie, żeby Zagumny go nie dorwał. - zachichotał bełchatowski przyjmujący.

- Pomyślę nad tym, dzięki za ostrzeżenie. - przewróciła oczami.

- To mogę zadać Ci to pytanie? - spytał.

- Skoro musisz... - machnęła ręką.

- Muszę. - wyszczerzył się.

- No?

- Masz może siostrę? - wypalił.

- A co to za pytanie? - zdziwiła się dziewczyna.

- Noo... Bo Ty taka śliczna jesteś, dziewczyno i tak się zastanawiam, czy masz... - wybełkotał.

- Przykro mi, Władeczku, jestem zajęta. - uśmiechnęła się.

- I jesteś z nim szczęśliwa? - zapytał.

- Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, naprawdę. - uśmiechnęła się promiennie. Widać było, że nie kłamie, że w swoim związku czuje się naprawdę dobrze.

- Co on w sobie takiego ma? - jęknął.

- Wiesz, jest uroczy... - zaczęła Anka.

- Ja też. - fuknął obrażony Wojtek.

- Być może. - zaśmiała się pani psychiatra. - Jest... jest... jej, trudno to opisać. Po prostu jest cudowny. Idealny. Drugiego takiego człowieka na tym świecie nie ma. Czuły, troskliwy, kochający, opiekuńczy, szarmancki, zabawny, wesoły i wiecznie roześmiany... No i jest też niezwykle przystojny. - Anka charakterystycznie poruszyła brwią.

- On? Przystojny? - zdziwił się Włodi tym co usłyszał. - Niby od kiedy?

- Od zawsze. - prychnęła dziewczyna. - A co, nie jest?

- W sumie, nigdy nie zaliczałem go do kategorii "ciacha"... - podrapał się po brodzie.

- Bo się nie znasz. - wytknęła mu język.

- Doobra, nieważne. To masz siostrę? - powtórzył swoje pytanie, które zadał jej już przed chwilą.

- Niestety, a może i stety. Dla kogo stety, dla tego stety... Mam brata i dwie siostry. Obie są zajęte, w szczęśliwych związkach, więc nie masz na co liczyć.. - uśmiechnęła się.

- Cholera... To może masz chociaż jakąś równie ładną, jak Ty, koleżankę? - wypalił przyjmujący.

- W sumie... To jedna by się znalazła. Zaproszę ją kiedyś na jakiś mecz czy coś i wtedy was zapoznam ze sobą. - mrugnęła okiem Anka. - A w sumie, to dwie by się znalazły.

- Dzięki, dzięki, jesteś przekochana! - pisnął uradowany siatkarz i przytulił Ankę.

- Ej, ej, bez czułości, bo mi się mój dwumetrowiec obrazi. - fuknęła na niego.

- Sorry. - zachichotał i wyszedł.
No kto to widział? W takiej sprawie przychodzić do niej? No cóż, Anka powiadomi swoje dwie przyjaciółki, że jest do wzięcia niezła partia. A nuż się uda jej zeswatać Włodiego z jedną z sióstr Mielnik? Zarówno Ewka, jak i Kaśka, były wolne i czekały na miłość. A zasługiwały na to, bo to były naprawdę spoko dziewczyny. Nie byłoby kłamstwem, gdyby się stwierdziło, że były to najlepsze przyjaciółki Anki. Najlepsze? Możliwe, że jedyne, bo Chmura nigdy nie lubiła otaczać się zbyt dużą grupą przyjaciół... Zawsze była typem osoby raczej wycofanej, żyjącej w cieniu innych, robiącej swoje bez żadnego rozgłosu. Większość jej znajomych chciało być kimś, jakąś znaną osobistością. Taki jeden Karol twierdził, że chce zostać prezydentem. Ciekawy pomysł, ale Ania wątpiła, czy to mu się uda. To zawsze był leniuch, któremu nie chciało się uczyć. Maturę zdał nie wiadomo jakim cudem, ściągał chyba na każdym przedmiocie... Jakimś cudem dostał się na prawo, ale żeby mu tam dobrze szło, to nie można było powiedzieć... Wprawdzie roku nie powtarzał, ale musiał fatygować się na kilka wrześniowych poprawek... Julia chciała zostać światowej sławy modelką. Zaczęła więc się głodzić, żeby uzyskać idealną figurę. Parę razy z powodu kłopotów zdrowotnych trafiła do szpitala, lecz ostatecznie swój cel osiągnęła - była chuda jak sztacheta od płotu. Liczyła na to, że jakaś agencja się nią zainteresuje, więc zaczęła wrzucać do Internetu swoje nagie zdjęcia. Przecież to na pewno w ten sposób agencje modelingu znajdują kandydatki na modelki. A przynajmniej ona tak myślała... O swoich marzeniach i tak musiała zapomnieć, bo po jednej z pijackich imprezek, jakich w jej życiu było pełno, skończyła z bonusem w postaci Małgośki... Michalinie marzyło się aktorstwo. Skończyło się na tym, że owszem, występowała w filmach, ale niekoniecznie takich, w jakich chciała. Utrzymywała się jednak ze zboczonego biznesu, więc specjalnie nie narzekała. Brzydziło ją tylko to, że co chwilę dobierał się do niej jakiś niedomyty facet... Łukasz marzył o tym, żeby zostać policjantem, o którym będą mówić wszyscy. A teraz sam siedzi w więzieniu, za spowodowanie wypadku samochodowego pod wpływem alkoholu. Ze skutkiem śmiertelnym... Gabriela znalazła sobie faceta, którego nazywała księciem z bajki. Przystojny, bogaty, młody piosenkarz, o którym robiło się coraz głośniej. Ona także zyskała więc rozgłos. Gdy swojego księcia znalazła w łóżku ze swoją najlepszą przyjaciółką, wyskoczyła z okna. Nie udało jej się odratować.
Życie więc przyjaciół Anki nie oszczędziło... Ona miała szczęście, nie dość, że robi to, co kocha, a więc zajmuje się swoją ukochaną psychologią, to jeszcze poznała siatkarzy, a z jednym z nich nawiązała nawet taki bliski kontakt...
Przemyślenia Anki o życiu przerwało kolejne już dzisiaj pukanie do jej drzwi. Kto tym razem? Była to ostatnia osoba, której Chmura mogła się spodziewać w ośrodku. Długie, czarne, proste włosy. I te zrobione brwi. To znaczyło tylko jedno. To znaczyło wjazd do pokoju Bereniki Nowak... Czarnowłosa chciała się dowiedzieć czegoś więcej o tej dziewczynie. Jakieś tajemnicze plany Zbigniewa Bartmana wydały jej się podejrzane. Chciała się dowiedzieć, co on chciał jej zrobić. Być może coś złego, czego ona nie życzyłaby nawet największym wrogom. Bo chociaż była to dziewczyna raczej wredna, wiedziała, co to znaczy przegiąć pałę. Być może Bartman tego właśnie się dopuścił.

- Dzień dobry, cóż to za miły widok mnie tutaj zastaje. - zaczęła Berenika w dosyć ironiczny sposób.

- Co Ty tu robisz? Co Cię tu sprowadza? - Anka rozpoznała Nowak. Wiedziała, że to jedna z tych sześciu panien, z którymi pamiętnej nocy zabawiał się Piter.

- Chciałam porozmawiać. - odburknęła.

- A mamy o czm? - spytała Chmura.

- Myślę, że tak. - odpowiedziała. - Wiesz, że Bartman chciał się stąd Ciebie pozbyć, prawda? - zapytała.

- Domyślam się, po tym, co ten skurwysyn chciał mi zrobić. - warknęła.

- A co on chciał Ci zrobić? Bo wiesz... to ja nalegałam, żeby on Cię stąd wykurzył, a on mi nie chciał przedstawić jakiegoś swojego tajemniczego planu. Nie wiem, co on Ci chciał zrobić, nie chciał mi powiedzieć... - przewróciła oczami.

- Nie powiedział Ci? Jaka szkoda. Zrozumiałabyś, że z takimi skurwielami się nie współpracuje. - syknęła rozwścieczona.

- No to... co on chciał Ci zrobić? - powtórzyła.

- Zgwałcić mnie. - przerwała jej, zanim ta zdążyła jeszcze coś powiedzieć.

- CO?! - wrzasnęła Nowak. - Naprawdę?!

- Nie, kurwa, na żarty! - krzyknęła wkurwiona Anka.

- Jeezu, przepraszam. - prychnęła. - Nie wierzę... On naprawdę to chciał zrobić? - gadała sama do siebie. - Przepraszam. - powiedziała.

- Za co Ty mnie przepraszasz? - zdziwiła się Ania.

- Za to, że współpracowałam z tym debilem. - westchnęła Nowak. - Jak mogłabym Ci to wynagrodzić? - spytała.

- Po prostu zerwij z nim wszelaki kontakt, jaki masz. A z mojego życia możesz zniknąć. Nie jesteś mi potrzebna do szczęścia. - odpowiedziała. Może nie była zbyt miła, ale przecież kłamać nie będzie. Berenika Nowak do szczęścia nie była jej potrzebna.

- Dobrze. Niech więc tak będzie... A tego skurwysyna dorwę i powiem mu, co o nim myślę. - stwierdziła.
I wyszła.


------------------------------------------------------------------------------------------------------


Minęło trochę czasu, a chłopcy skończyli już trening. Mieli właśnie wychodzić z hali i każdy z nich zamierzał udać się do swojego pokoju. Nie było im to jednak dane, gdyż ruchem ręki zatrzymał ich Antiga. O co mu chodziło? I dlaczego na hali nagle pojawiła się jakaś telewizja, dziennikarze? O co tu chodzi? Co to za spontan, o którym oni nic nie wiedzą? Może nagle się okaże, że rozegrają teraz jakiś międzypaństwowy mecz? Jeszcze tego by brakowało, żeby poziom absurdu PZPS'u osiągnął poziom maksymalny. Dno. Po prostu dno i gorzej już być chyba nie mogło. Czy oby na pewno?
Oto właśnie speszonego kapitana reprezentacji dorwał jego największy fan wśród dziennikarzy, czyli Wojciech Drzyzga. Chyba chciał przeprowadzić z nim jakiś wywiad. Czego on od niego chciał?...

- Dzień dobry, Piotrze, jak nastrój przed meczem? - zapytał Papa D.

- Przed jakim meczem? - jęknął zdezorientowany Piter.

- Rozumiem, że nie grasz? Gracie przecież teraz towarzyski sparing z Rosją. - Piotrkowi oczy prawie by wypadły z oczodołów. Super. Nie dość, że sparing - niespodzianka, to jeszcze ze znienawidzoną drużyną naszych wschodnich sąsiadów. Co ten PZPS odpierdzielał, do cholery?!

- Fajnie, że ktokolwiek mi powiedział o tym, że teraz jest mecz. - fuknął. - Nikt o nim nic nie wiedział. - dodał. - Jeśli to miała być niespodzianka, to zdecydowanie, udało się nas zaskoczyć. - przewrócił oczami. - Przepraszam, ale muszę iść powiadomić drużynę o tym, że zaraz gramy. I choćby przez parę minut przemyśleć to, jak będziemy grać. - powiedział i odszedł w stronę reszty chłopaków.

- Czego on chciał? - zapytał od razu Zagumny.

- Zapytał się, jak nastrój przed meczem... No to ja się go pytam, o jaki mu, kurwa, mecz chodzi. A on na to, że przecież gramy teraz sparing. - westchnął.

- Sparing? Super, że ktokolwiek coś o tym wiedział. - prychnął rozgrywający.

- A żeby było jeszcze fajniej, to gramy z Rosją... - szepnął środkowy.

- Jeszcze tego nam do szczęścia brakowało... - jęknął Możdżon.

- To mi się dobrze wydawało, że słyszałem coś po rusku jakieś pół godziny temu. - stwierdził Kurek.

- Dlaczego nic nie powiedziałeś?! Może byśmy się domyślili! - wrzasnął Winiar.

- Bo nie byłem pewny, czy się nie przysłyszałem. - spuścił głowę przyjmujący Maceraty.

- Trzeba było powiedzieć, nawet, jeśli miałoby to się okazać jakąś bujdą. Przygotowałbym się psychicznie na tego idiotę Spirytusowa. - przewrócił oczami Pit.
W tej właśnie chwili na halę weszła owa rosyjska reprezentacja. Chyba szeroka kadra, bo można było tam dostrzec aż czterech atakujących, a więc wracającego do zdrowia, po kontuzji, Maksima Mikhailova, a także Nikolaya Pavlova, Pavla Moroza i Denisa Zemchenoka. Za nimi wmaszerowali przyjmujący, czyli Denis Biryukov, a także ulubieniec Polaków, czyli oczywiście nie kto inny, jak Aleksey Spiridonov, kolejny z niezbyt inteligentnych, Sergey Savin... Savin nie był lubiany, bo miał idiotyczne cieszynki. Evgeniy Sivozhelez i Dimitriy Illinykh byli naszym siatkarzom neutralni. Podobnie jak rozgrywający, czyli dwóch Sergey'ów - Grankin i Makarov.

- Idzie, idzie! - wrzasnął Zatorski. - Jezu, jaki on jest wielki! On jest większy od Możdżona! - oczywiście podziw Zatora wzbudził nie kto inny jak najwyższy siatkarz świata, środkowy reprezentacji Rosji, Dmitriy Muserskiy. Obok niego stanęli kolejni środkowi - Nikolay Apalikov, Andrey Aschev i Artem Volvich. Jako ostatni zjawili się libero - Aleksey Verbov i Artem Ermakov.

- доброе утро. [Dobroye utro.] (Dzień dobry.) - usłyszeli.

- No siema. - bąknął Łomacz. Grankin, bo to on właśnie postanowił porozmawiać z naszymi chłopakami, chyba nie zrozumiał, co Gregor chciał powiedzieć...

- Что вы сказали? [Chto vy skazali?] (Co powiedziałeś?) - spytał rozgrywający reprezentacji Rosji.

- Он хотел, чтобы поприветствовать вас. [On khotel , chtoby poprivetstvovat' vas.] (On chciał się z Tobą przywitać.) - odrzekł mu... Nowakowski.

- Piter, skąd Ty znasz ruski?! - wrzasnął zdumiony Siurak.

- W szkole się uczyłem. - przewrócił oczami. - No wiesz, język wroga trzeba znać. - zaśmiał się.

- Ох. Я понимаю. [Okh. YA ponimayu.] (Aha. Rozumiem.) - odpowiedział Grankin i podrapał się po głowie.

- Удачи. Пусть победит лучший. [Udachi. Pust' pobedit luchshiy.] (Powodzenia. Niech wygra lepszy.) - rzekł Muserskiy, który właśnie zjawił się obok swojego rozgrywającego.

- Ja pierdolę, jaki on jest wielki! - wrzeszczał Zatorski.

- Что вы сказали? [Chto vy skazali?] (Co powiedziałeś?) - spytał środkowy.

- Он похвалил ваш рост. [On pokhvalil vash rost.] (On skomplementował Twój wzrost.) - odrzekł Piter.

- Спасибо. Я доволен. [Spasibo. YA dovolen.] (Dziękuję. Miło mi.) - odpowiedział wielki siatkarz. - Я с нетерпением жду хорошей, сбалансированной игры. [YA s neterpeniyem zhdu khoroshey , sbalansirovannoy igry.] (Nie mogę się doczekać dobrego, wyrównanego meczu.) - stwierdził Dmitriy.

- О чем ты говоришь?! Мы выиграет к нолю! [O chem ty govorish'?! My vyigrayet k nolyu!] (Co Ty gadasz?! Wygramy do zera!) - wrzasnął Spiridonov.

- Я рекомендую меньше самолюбования. [YA rekomenduyu men'she samolyubovaniya.] (Zalecam mniej samouwielbienia.) - prychnął Cichy.

- Вы будет заблокирован, вы увидите! [Vy budet zablokirovan , vy uvidite!] (Zablokuję Cię, zobaczysz!) - ryknął wkurwiony Aleksey.

- Я уже боюсь. [YA uzhe boyus'.] (Już się boję.) - parsknął. - Это будет туз. [Eto budet tuz.] (Będzie as.) - zaśmiał się. - На вас, дорогой. [Na vas, dorogoy.] (Na Tobie, misiu.) - dodał.

- Я не боюсь ваших тряпками. [YA ne boyus' vashikh tryapkami.] (Nie boję się Twojej szmaty.) - burknął Spirytusow.

- Итак вы будете бояться. [Itak vy budete boyat'sya.] (A więc będziesz się bać.)

- Вы будете лежать и визжать. [Vy budete lezhat' i vizzhat'.] (Będziesz leżeć i kwiczeć.) - wtrącił się Siurak.

- Chłopcze! Nie kłóczicz szje! Sztanoncz do mecz! - wrzasnął Stefan, czym zakończył te durne kłótnie. W samą porę, bo nie wiadomo, do czego byłby zdolny wkurwiony Aleksey.
W pierwszej "szóstce" reprezentacji Sbornej wybiegli Pavlov na ataku, Grankin na rozegraniu, Muserskiy z Apalikovem na środku. O przyjęcie dbali Spiridonov z Savinem, a jako libero miał grać Verbov. Polacy zdecydowali się na nieco eksperymentalny skład - w ataku oczywiście Wlazły, no bo kto inny miał grać? Rozgrywać miał Drzyzga. Nie wiadomo, czy było to podyktowane tym, że jego ojciec miał komentować ten mecz, czy też po prostu tym, że Fabian ostatnio bardzo dobrze radził sobie na treningach. Na środku Nowakowski, co było oczywiste. Nie było tylko pewne, z kim zagra. Ostatecznie Antiga zdecydował się na... Wiśniewskiego. Na przyjęciu, kolejne zaskoczenie, Winiarski z Miką. A jako libero, oczywiście, Ignaczak.
Zanim mecz się rozpoczął, Igła podbiegł jeszcze na chwilę do DJ, Marka Magiery, i szepnął mu coś na ucho. Ten tylko uśmiechnął się szeroko i przytaknął na jego słowa. Co ten Krzychu wykombinował?...

- O czym z nim gadałeś? - spytał Zagumny

- Powiedziałem mu, żeby puścił Nas nie dogoniat, jak będziemy mieć pięć punktów przewagi. - zaśmiał się libero.

- Szaalony. - zarechotał Siurak.

- Panowje! Gracz! - wrzasnął Stefan.
Po losowaniu okazało się, że od zagrywki rozpoczną Rosjanie, a konkretnie atakujący tej drużyny, Nikolay Pavlov. Posłał mocną bombę, którą przyjął Mikuś. To głównie w niego będą kierowane zagrywki przeciwników. Fabio rozegrał na skrzydło, a Mario nie miał żadnych problemów z pokonaniem pojedynczego bloku (1:0). Zagrywa Drzyzga, mocno, w sam róg boiska. Bardzo dobra zagrywka, Verbov nawet nie zorientował się, że coś wylądowało obok niego (2:0). Kolejny serwis Travolty, tym razem w Savina. Ten przyjmuje, a Grankin posłał do boju Apalikova. Podbijamy ten atak, a zabójczą kontrę kończy Mikuś (3:0) Piłka ląduje w siatce (3:1). Spirytu... Spiridonov na zagrywce. Też w siatkę (4:1). U nas zagrywa Winiar, Spirik przyjmuje, a Pavlov strzela nie do obrony (4:2). Apalikov na zagrywce. Nieprzyjemny serwis, ale co to dla Igły. Wiśnia obija ręce Muserskiego, mamy piąty punkt (5:2). W nagrodę pójdzie więc w pole serwisowe. Hehe, as. Nie popisał się Savin (6:2). Drugą zagrywkę już przyjął, ale Muserskiy nie skończył, bo... nadział się na polską ścianę. Niższą od niego o kilkanaście centymetrów, ale cholernie zdeterminowaną. I bardzo wysoko skaczącą (7:2).

- Как это возможно?! [Kak eto vozmozhno?!] (Jak to możliwe?!) - wrzasnął Grankin. Wyraził swoje niezadowolenie w związku z tym, że Dmitriy nie skończył posłanej do niego piłki.

- Извините. В следующий раз будет лучше. [Izvinite. V sleduyushchiy raz budet luchshe.] (Przepraszam. Następnym razem będzie lepiej.) - bąknął Muserskiy i spuścił głowę. Tymczasem wszyscy zgromadzeni w hali usłyszeli właśnie Nas nie dogoniat. Spiridonov zaczął ciskać takim spojrzeniem, że chyba zaraz by kogoś zajebał...
Wiśnia zagrywał więc po raz trzeci. Tym razem skończył ze skrzydła Savin. A że do najmądrzejszych nie należał, zaczął odpierdalać swoją ulubioną cieszynkę. Tą z telefonem (7:3)

- Вы звоните психиатру? Изгоняющий дьявола? Ноль семьсот? [Vy zvonite psikhiatru? Izgonyayushchiy d'yavola? Nol' sem'sot?] (Dzwonisz po psychiatrę? Egzorcystę? Zero siedemset?) - prychnął Winiar.

- У меня есть ряд с последним, который я могу дать. [U menya yest' ryad s poslednim, kotoryy ya mogu dat'.] (Mam numer do tego ostatniego, mogę Ci dać.) - zaśmiał się Cichy, a wraz z nim cała reszta Polaków. Pamiętali bowiem, kogo Pit ma zapisanego jako zero siedemset.
Grankin poszedł na zagrywkę. Siatka (8:3). I po raz kolejny Nas nie dogoniat, a chłopaki zeszli na przerwę. Po niej, na zagrywce stanął Mario. To je Mario, to je as (9:4). To je Mario, to je drugi as (10:4). Trzecią piłkę Savin wyekspediował gdzieś w trybuny (11:4).

- Stop! Teraz Polska! Patrzcie ludzie, Voronkov załamany, Rosja rozjebana! Nakurwiajcie chłopaki, nananananana! - wrzasnął Wojtaszek, w rytm słynnego "nakurwiam węgorza".
Czwartą zagrywkę Mario przyjął Verbov, a piłkę skończył... nie, piłki nie skończył Spiridonov, bo nadział się na podwójny blok Polaków, a zwłaszcza na uroczego Piotrusia (12:4). Piątą zagrywkę Wlazły jednak zepsuł (12:5). Czyli teraz zagrywa Sergey Savin. Też psuje (13:5). Rosjanom zagrywka wyraźnie dziś nie siedziała. Ale teraz mamy festiwal zepsutych zagrywek, bo Mika wyrzuca piłkę w aut (13:6). A Muserskiy zapodaje asa (13:7). I kolejnego (13:8). Pięć punktów przewagi, a zatem... Nas nie dogoniat poleciało po raz trzeci. Zdekoncentrowało to rosyjskiego środkowego, bo trzecia piłka ugrzęzła w siatce (14:8). Kat o twarzy dziecka w polu serwisowym. Niemożliwie wredna szmata ustrzeliła Spiridonova. Obiecał, że go ustrzeli? Obiecał, a że Pit obietnic dotrzymuje, to to zrobił (15:8).

- Но он сделал это! Но трахал! [No on sdelal eto! No trakhal!] (Ale on to zrobił! Ale pierdolnął!) - dało się usłyszeć w wykonaniu trenera reprezentacji Rosji, Andriy'a Voronkova. W ten sposób oczywiście skomplementował genialną zagrywkę Cichego.
Po chwili musiał komplementować kolejną, bo ustrzelony został Savin (16:8). Przerwa. Voronkov chyba się wkur... zdenerwował, bo wymienił pół składu. W ataku zniszczenie miał teraz siać Mikhailov, a przyjmować piłki mieli Biryukov i Illinykh. Skoro są "świeżakami", to warto ich sprawdzić. Żaden z nich nie przyjął serwisu (17:8, 18:8), a i Verbov też tego nie zrobił (19:8). O, nowość, piłka w siatce (19:9). Podobno zrobił to specjalnie, z litości... Mikhailov zaczął odrabiać stratę - mocnym serwisem ustrzelił Winiara (19:10). Drugim zaś Mateusza (19:11). Trzecim nie ustrzelił Igły, bo ten idealnie przyjął piłkę. Z takiej piłki nie mógł nie skorzystać Wiśnia, więc po chwili posłał zabójczego gwoździa obok bezradnego Apalikova (20:11). Zagrywa Fabian. As serwisowy na Biryukov'ie (21:11) I kolejny, też na nim (22:11). To nie jest dobry mecz Biryukov'a, to jest wręcz fatalny mecz tego przyjmującego. Nic więc dziwnego, że po zaledwie paru chwilach od wejścia na boisko, już z niego schodził. A w jego miejsce wszedł Evgeniy Sivozhelez. Jego już Drzyzga nie będzie mieć okazji ustrzelić, bo posłał piłkę w taśmę (22:12). Zobaczymy, na co stać świeżaka Siwego. Aha, na asa (22:13). I na spieprzoną zagrywkę (23:13). A Winiara? Też na spieprzoną zagrywkę. (23:14). Apalikov dołącza się do festiwalu zepsutych serwisów (24:15). Piłka setowa, zagrywa Łukasz Wiśniewski. Mocny serwis, Illinykh przyjmuje tak, że piłka wraca na naszą stronę. A wtedy wystarczyło już tylko słodko się uśmiechnąć i wpierdolić w boisko takiego gwoździa, że Muserskiy aż się przestraszył tego huku, jaki usłyszał obok siebie... (25:15). Rosja rozjechana w pierwszym secie.


- Достаточно! Хватит! Что мы покидаем! [Dostatochno! Khvatit! Chto my pokidayem!] (Dość! Wystarczy tego! Wychodzimy!) - wrzeszczał Voronkov.

- Но я все еще не играл, и не только я. [No ya vse yeshche ne igral, i ne tol'ko ya.] (Ale ja jeszcze nie grałem, i nie tylko ja.) - bąknął Zemchenok.

- И насрать! В попку у меня есть! [I nasrat' ! V popku u menya yest'!] (A gówno mnie to obchodzi! W dupie to mam!) - ryknął na niego wkurwiony trener.
Tak więc wyszli, a sparing, który miał mieć co najmniej dwa sety, zakończył się na jednym...

_____________________________________________________________

/ Nerwowy facet z tego Voronkova. :D A tak naprawdę, to musiałam coś wymyślić, żeby nie opisywać kolejnych setów, bo by rozdział wyszedł zbyt długi. :D
Chłopaki rozjechali Rosję bez żadnego wcześniejszego przygotowania do tego meczu. Ale jak długo taktyka - gramy na spontana, będzie przynosić oczekiwane rezultaty?...
Czy PZPS się ogarnie i zacznie kogokolwiek informować o kolejnych meczach, jakie przyjdzie im rozegrać?

Berenika Nowak zmienia front. Od teraz będzie tępić Zbigniewa Bartmana, a nie mu pomagać. Tego można było się spodziewać, bo aż tak wredna nie jest, by popierać gwałcenie kobiety...
Co z tego wyniknie? W jaki sposób dziewczyna odegra się na przyjmującym? Czy ktoś jej w tym pomoże?
A czy ktoś pomoże Włodiemu w szukaniu partnerki? :D Czy faktycznie Anka zeswata go z jedną ze swoich przyjaciółek?

Jak mentalista zareaguje na ankietę od chłopaków? To się wyjaśni w następnym rozdziale. Albo w jeszcze kolejnym, nie jestem do końca pewna. Mogę zdradzić, że wyjaśni się też w końcu to, czy środkowi zostaną jakoś ukarani za pobicie pana Zbigniewa.
I przepraszam za to, jeśli te teksty po rosyjsku znaczą coś zupełnie innego, ale nie wyobrażam sobie, żeby Rosjanie mieli mówić po angielsku. :D Nie znam rosyjskiego, więc skorzystałam z tłumacza Google... ;x

Aha, Piter podobno serio umie gadać po rosyjsku. :D