11.02.2015

XX. "Jesteś obrzydliwy. Przez Ciebie zaraz zwrócę dzisiejszy obiad."

31.05.2014, Spała

Słońce już dość wysoko świeciło na niebie, gdy w swoim szpitalnym łóżku obudził się przyjmujący reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn, Zbigniew Bartman. Zdecydowanie nie był w dobrym humorze. Z resztą... kto by miał w takowym być, gdyby wszystko go bolało? Siatkarz tak bardzo odczuwał skutki wczorajszego pobicia, że aż trzeba było zaaplikować mu nieco środka przeciwbólowego. I uspakajającego przy okazji też, bo z wściekłości, która wręcz biła od niego, miał ochotę coś rozjebać. Obojętnie, czy to będzie jakiś stołek, ściana, łóżko, drzwi. Chciał coś rozwalić, teraz i natychmiast, żeby tylko sobie ulżyć w cierpieniu. A cierpiał przeokropnie. Wiadomo, złamane żebra to coś, co naprawdę boli. Przecież nie mógł przez ten straszliwy ból nawet normalnie oddychać i był zmuszony w tym celu używać przepony. To nie było zbyt przyjemne dla siatkarza, jednak nie miał innego wyjścia i musiał tak robić. Z resztą... nie tylko z powodu tych połamanych żeber miał problemy z oddychaniem. Złamany nos także mu go nie ułatwiał. Wprawdzie został mu on już zoperowany, nastawiony, ale co z tego, skoro musiał nosić na twarzy jakąś maskę a'la Batman? Miała ona usztywniać i ochraniać nos siatkarza, dopóki całkowicie się nie zrośnie, jednakże była niezwykle niewygodna i ciągle musiał ją sobie na owym nosie poprawiać. No i oddychanie przez nią także było utrudnione. Bartman przeżywał więc swój osobisty dramat w szpitalu, i nikt nie był w stanie mu pomóc, żeby ulżyć w jego cierpieniach. No, zawsze mógł wejść lekarz z kolejną dawką środka uspokajającego, albo przeciwbólowego. Ale chyba nie o taką pomoc by Zbysiowi chodziło.
Bartman pogrążył się w rozmyślaniach. A myślał praktycznie o wszystkim, jednak głównie o tej nieszczęsnej sytuacji z wczoraj. Nie miał wcale wyrzutów sumienia za to, co chciał zrobić Ance, bo jego zdaniem, jej się to należało. Skoro się puszcza z pierwszym lepszym siatkarzem, w dodatku takim, który jest, delikatnie rzecz ujmując, nieco przyjebany, to co to za różnica, czy przeleci ją owy siatkarzyna, czy też Zbychu, który uważał się za znacznie lepszego kandydata na partnera i kochanka dla pani psycholog. Nadal wierzył w to, że Anna Chmura jeszcze kiedyś będzie jego dziewczyną. I nie dopuszczał do siebie tego, że między tamtą dwójką naprawdę nieźle iskrzyło, zrobi wszystko, żeby doprowadzić do tego, że ten ich cały "związek" się rozpadnie. Niech no tylko wydobrzeje i wyjdzie z tego szpitala. Miał tylko nadzieję, że wówczas nie będzie za późno. To znaczy, że chciał, żeby oni jeszcze oficjalnie nie byli razem, bo takich rozdzielić to żaden problem. I żadnych wyrzutów sumienia by nie miał, skoro oni by ze sobą nie byli. Gorzej byłoby mu rozdzielić parę, chociaż i do tego był z pewnością zdolny. Zbigniew Bartman przecież dążył do celu po trupach. I nie obchodziło go to, co na ten temat myśleli inni, jak postrzegali jego osobę i dlaczego w taki sposób, że mało kto go lubił. Jeśli założy sobie jakiś cel, to zrobi wszystko, żeby go zrealizować.
Na razie jednak realizację owego celu musiał nieco odłożyć w czasie. W szpitalu bowiem nic nie był w stanie zdziałać. Mógł jedynie obmyślać kolejny plan na to, żeby upokorzyć Ankę i nieco popsuć jej ocenę. Najlepiej byłoby, jeśli po prostu Nowakowski zobaczyłby ją w jakiejś krępującej sytuacji, tak, żeby zwątpił w nią, żeby dziewczyna obniżyła swoją ocenę w jego oczach. Bartman chciał ją w coś wkopać, żeby ta się ośmieszyła i przy okazji, to dobrze by było, żeby zrobiła coś nieodpowiedniego, niemoralnego. Żeby okazało się, że wcale nie jest z niej taka cnotka, za jaką się uważa. Z resztą... co to za cnotka, co notorycznie daje komuś dupy? Fakt, dawała jednej osobie. Ale był to, do cholery, jej znajomy z pracy, więc po prostu nie powinna tego robić, nie wypadało jej tak się zachowywać... Ile trudów w obmyślaniu jakiegoś szatańskiego planu ominęłoby Zbyszka, gdyby Piotrek tak po prostu zobaczył coś, co spowodowałoby, że rzuciłby Ankę... Przy okazji jemu też można by dowalić, bo za bardzo się zaczynał panoszyć w tej kadrze. Do tej pory nie miał w niej praktycznie nic do gadania. A teraz ktoś sobie wymyślił, że ten sam Cichy Pit ma być kapitanem ekipy... I tadam, jest zupełnie inny człowiek. Pewniejszy siebie, zdecydowanie wredniejszy dla co poniektórych osób, a już zwłaszcza takich, jak Zbychu właśnie... Jeszcze bardziej wyostrzyły mu się dowcip i cięta riposta. Zdarzało się, że prychał na niego na sam jego widok, zanim Bartman w ogóle zdążył się do niego odezwać, albo nawet go zauważyć. Zdecydowanie drażniła ich nawzajem swoja obecność na tym zgrupowaniu. Ich przyjaźń, za czasów gry Zibiego w Resovii, była bardzo silna. Lecz wygląda na to, że to wszystko przeszło do przeszłości...
Tak, Zbychu zamierzał powtórzyć to, co chciał zrobić. Tylko, że tym razem chciał wszystko dopracować niezwykle dokładnie, uwzględniając każdy, nawet najmniejszy szczególik, każdy detalik. Nie mógł zapomnieć o żadnym małym, nawet najmniejszym niuansiczku. Wczoraj widocznie musiał coś pominąć, przeoczyć, nie uwzględnić czegoś. Chociażby tego, że rzucanie Anką w drzwi to nie jest dobry pomysł, bo przecież to wywołało niezły hałas. No i zdecydowanie wcześniej trzeba będzie ją jakoś uciszyć, żeby nie mogła tak wrzeszczeć. Przecież tych dwóch skurwieli zwabiły właśnie te bardzo głośne dźwięki dobiegające z pokoju przyjmującego... A gdyby tak... zacząć symulować jakąś chorobę, kiedy to reszta będzie na hali, na treningu? I wtedy udać się do Anki, jeśli ta, oczywiście, też nie będzie siedzieć tam przy boisku i wgapiać się w to stado? Kwestia do przemyślenia, ale nie wykluczał jakiegoś podstępu, wykorzystania jakiegoś drobnego oszustwa, żeby tylko zrealizował swój cel. A cel był jasny - zaciągnąć Chmurę do łóżka. I żeby ktoś ich przyłapał na gorącym uczynku. Wiedział przecież, że Pitera cały czas boli gdzieś tam w środku to, że zdradziło go dziesięć lasek. Wiedział o tym, więc zamierzał uderzyć w ten jego najczulszy punkt. Tak, to było wyjątkowo wredne, ale Zbychu Bartman nie zwracał na to uwagi. Nie obchodziło go to, czy ktoś go lubi i jak reaguje na jego obecność, czy to, co robił. Nie ruszyłoby go to, że środkowy znowu by się załamał. Zupełnie by go to nie ruszyło...
Stwierdził, że rozmyślaniem nad tym, co by tu można zrobić inaczej, żeby wszystko wypaliło, zajmie się później. Teraz postanowił zadzwonić do Bereniki. Miał ją przecież powiadomić o tym, jak się powiódł jego plan. A w tym przypadku raczej, jak się nie powiódł...
Wybrał numer dziewczyny, a ta po chwili odebrała.

- Co jest? - rzuciła oschle. Pewnie znowu była zajęta, więc dlatego nie miała ochoty na rozmowę z przyjmującym Jastrzębskiego Węgla.

- Berenika... Ja... Chciałbym Cię przeprosić za to, jakim jestem frajerem. - zaczął.

- O czym Ty do mnie pierdolisz? - prychnęła.

- No o tym, że mi się nie udało jej pozbyć. I w najbliższym czasie nie uda mi się tego zrobić. - jęknął zasmucony.

- Frajer. Mogłam sama się tym zająć... - dałby głowę, że teraz przewróciła oczami. - Co konkretnie nie wyszło?

- Nie wiem właśnie. Chyba za dużo hałasu przy tym zrobiłem... - spuścił głowę i pokręcił nią z niedowierzaniem. - Wyobraź sobie, że ten skurwiel to usłyszał, wyważył mi drzwi do pokoju i jak się, kurwa, na mnie nie rzucił i nie zaczął we mnie napierdalać... Niestety, silny to on jest, więc udało mu się spuścić mi zacny wpierdol. - westchnął.

- Donoś na skurwysyna gdzie tylko się da, zawieszą go i wypierdolą z kadry dyscyplinarnie! Tylko mi nie mów, że jesteś tak głupi, że jeszcze o tym nie pomyślałeś!

- No... nie pomyślałem. Jak wydobrzeję i wyjdę z tego pierdolonego szpitala to się z nimi jeszcze rozprawię, spokojnie. Myślę już, co zrobić, żeby tym razem plan wypalił.

- Myśl, bo ja z tą pindą nie mam ochoty rozmawiać. Ale jeśli będzie trzeba... To złożę siatkarzykom i ich zasranej paniusi psycholog kolejną wizytę w ośrodku, nie ma problemu! - syknęła.

- Ten skurwysyn mi połamał trzy żebra, wybił trzy zęby i złamał nos. A jego równie przyjebany koleżka, który wpadł mi wtedy do pokoju razem z nim, wypierdolił mi z liścia w ryj. - warknął.

- No to na niego też donieś. Dwóch zawieszą. - westchnęła. - Ale coś, kurwa, zrób! Nie zostaw tego o tak, po prostu! Muszą ponieść konsekwencje swojego zachowania! Myślą sobie chłopczyki, że im wszystko wolno?! To sobie zobaczą, że niekoniecznie!

- Dobra. Ja idę spać, bo mnie wszystko boli. Odezwę się jeszcze, cześć.

- Ale... ale... Zbychu! Ja jeszcze nie skończyłam z Tobą rozmawiać! - wrzasnęła. Bartman już tego nie usłyszał, bo w międzyczasie się rozłączył. - Co to jest za ciamajda, to ja nie mogę. Że też się po prostu nie może pozbyć laski z ośrodka, tylko kurde jakieś chore plany musi obmyślać...
Lepiej dla Ciebie, panno Nowak, że nie wiesz, jakie to były plany...


------------------------------------------------------------------------------------------------------


Centralny Ośrodek Sportu

Tymczasem w Centralnym Ośrodku Sportu życie toczyło się dalej, a siatkarze byli chyba nieświadomi tego, co się wydarzyło wczoraj. Możliwe, że słyszeli jakieś wrzaski i huki, ale wątpliwe, by domyślili się, co konkretnie się stało. Nikt by chyba nie przypuszczał, że Zbychu został pobity i dzisiaj go już tutaj, w ośrodku, nie zobaczą. Ciekawe, czy ich to ucieszy... Możliwe, że tak, bo przecież Bartman nie był zbytnio lubiany w kadrze. Praktycznie każdy miał do niego jakieś "ale", każdy mógł mu coś zarzucić. Zdecydowana większość siatkarzy nie znosiła wręcz jego "bucowatości". No bo co to kurde jest za gość, co łazi z wiecznie skrzywioną miną i tylko prycha na pozostałych na korytarzu, na ich widok?... Wredny Zbysiu też być potrafił, niejeden z chłopaków usłyszał już od niego coś niewybrednego na jego temat. O, taka historyjka sprzed paru dni. Ofiarą gniewu Bartmana stał się wtedy biedny, niewinny Jarski. Rudowłosy atakujący przemierzał sobie spokojnie korytarz, wesoło pogwizdując. Krnąbny przyjmujący był chyba w wyjątkowo złym humorze, bo tak po prostu ściągnął laczka ze swojej stopy i przypierdolił nim Ryżemu w papę. Jarosz zdziwiony, pyta się, że niby dlaczego tak się zachował, że jaki on mu powód dał. Na to Zibi mu zaś wypalił, że Jarski ma stąd spierdalać, bo nie życzy sobie, by ktoś teraz chodził po tym korytarzu. No istny kabaret. Kuba postanowił nie ryzykować kolejnego wybuchu wkurwienia już i tak niesamowicie wkurwionego Zbycha, więc szybko ruszył w przeciwnym kierunku... A równie nieprzyjemne, chociaż oczywiście inne sytuacje, związane z ZB9, miało także paru innych kadrowiczów. Między innymi to właśnie on był przyczyną tego, że Wrona zaczął nagle niesamowicie zamartwiać się swoim wyglądem. Dlaczego? Bo Zbychu go zjechał od paszteta z tak krzywym ryjem, że bardziej krzywy jest już chyba tylko świński ogon... A przecież przyjmujący wiedział, że przez akcję z psychiatryka, Andrzej stał się bardzo wrażliwy na punkcie swojego wyglądu. A ten mu jeszcze dodatkowo dowalił... Mało przykładów? Dobrze, podajmy następny. Boćkowi pewnego dnia kazał przenieść z jednego pokoju do drugiego... szafę. Wielką, ogromną wręcz szafę. A skoro wielką to i ciężką. I chociaż Grzesiek miał podobno dysponować jakąś wręcz nadludzką siłą, to tej szafy nie był w stanie dźwigać i mało by brakowało, a doszłoby do jakiejś tragedii, gdyby owy mebel spadł na atakującego...
Taki to ten Bartman był wredny w stosunku do swoich kolegów. Bartman, którego dzisiaj, i ogólnie przez najbliższy czas, w kadrze zabraknie. Ale reprezentanci Polski o tym nie wiedzieli... Część z nich zapewne jeszcze spała, część być może dopiero co wstała. Niewielka grupa zebrała się, jak zawsze, na stołówce, by sobie poplotkować nieco. Dzisiaj najwięcej swoich przedstawicieli w tych porannych rozmowach miała ZAKSA. Panowie żywo dyskutowali na różne tematy, opowiadali sobie jakieś dowcipy. Zawzięcie też wymieniali poglądy na temat przyjmującego Jastrzębskiego Węgla. Zastanawiali się, dlaczego on jest taki nieprzyjemny i co zrobić, żeby to się zmieniło. Myśleli, kto by mógł w tym pomóc. Obawiali się jednak, że to nie jest przypadek dla Anki. Zbychu bowiem zawsze był wredny, to nie zostało mu wmówione. Wprawdzie czasem zdarzało się, że spierdalał przed kimś z wrzaskiem, jednakże były to pojedyncze incydenty. Był to zdecydowanie jeden z tych siatkarzy, których w szpitalu psychiatrycznym nie udało się całkowicie ogłupić Sędziwirskiemu, zbyt często bowiem odzywał się w nim "stary" Bartman.

- Dzieeń doobry wszystkim - uśmiechnął się szeroko Wiśnia, wchodząc wchodząc na stołówkę. - Poranne pogaduchy, tak? Jaki dzisiaj temat macie do rozmów? - spytał.

- Bardzo ciekawy. - odrzekł Rucek, po czym zrobił kolejny kęs w swojej bułce z szynką.

- Wtajemniczycie mnie może? - zainteresował się środkowy ZAKSY.

- Jasne. Siadaj. - uśmiechnął się Bociuś. Wiśnia z chęcią wykonał jego polecenie.

- Słyszałem, że Skra ma do nas jakieś pretensje, że Zator pojechał z nami, a nie z nimi. - przewrócił oczami Zagumny.

- Przecież on sam powiedział nam, że chce jechać z nami, chociaż że miał propozycję od graczy z Bełchatowa, żeby udać się z nimi. - stwierdził Wiśniewski.

- Dziwisz się? - spytał Możdżon. - Tam jest Piechocki. Ja wcale sie nie dziwię Pawłowi, że nie chciał się z nim widzieć. W końcu synek prezesa dostał miejsce w składzie za nazwisko. I to jego kosztem ze Skrą musiał pożegnać się Zatorski. Wychowanek tego klubu, przecież... Tak to właśnie w dzisiejszych czasach traktuje się wychowanków klubu. Jeśli nie masz jakiegoś nazwiska, które by coś znaczyło, nie wozisz się na niczyich zasługach, nie masz dobrych pleców, jak to teraz się mówi - nie istniejesz w tym świecie.

- Ja to słyszałem, że się nie istnieje, jak się nie ma Facebook'a. - wypalił Łomacz, a wszyscy pozostali, którzy siedzieli przy stole przybili sobie po facepalm'ie.

- Coś jeszcze? - przewrócił oczami Mały.

- No. Mój przyjaciel z dzieciństwa nie istnieje, bo on Facebook'a nie ma. - uśmiechnął się. - Ale wiecie co? Coś tu chyba się nie zgadza, bo rozmawiałem z nim wczoraj przez telefon... - zamyślił się.

- Nie myśl, nie jesteś w tym zbyt dobry. - rzekł Guma.

- Ale jestem lepszy od Zatorskiego! - wrzasnął Gregor i udawał, że się obraża na cały świat, a już na Zagumnego zwłaszcza.

- Trudno być gorszym w myśleniu od Zatorskiego. - zaśmiał się Bociek.

- Ale czasami mu się to udaje. - westchnął doświadczony rozgrywający.

- No bo czasami lubię sobie przypajacować. Jak każdy chyba. - młodszy z "sypaczy" wesoło rechotał.

- Na pewno nie jak każdy. Ja nie lubię robić jakichś głupich rzeczy. - stwierdził niezwykle poważnym głosem.

- Bo Ty to już myślisz raczej o tym, jaką trumnę dla siebie wybrać, a nie o imprezkach, dzikich bansach. - wypalił.

- Zmieńmy może temat - przerwał mu Możdżonek, bo ta rozmowa schodziła na jakieś wyjątkowo dziwne tematy... - Ktoś z was słyszał te wrzaski i ogólnie ten cały hałas wczoraj wieczorem? - spytał.

- Ja. - odpowiedział Wiśnia.

- Ja również. - dodał Rucek.

- I ja. - rzekł Zagumny.

- Ja także. - powiedział Bociek.

- Zastanawiałem się, co to mogło być. I nie doszedłem do żadnego wniosku... - stwierdził Mały.

- E, może znowu ktoś z psycholożką się zabawiał. - wypalił Gregor i przewrócił oczami.

- Możliwe, bo te wrzaski faktycznie przypominały wrzaski kobiece... - podrapał się po głowie Muratore.

- Ej, może my im powiemy, żeby przestali nam hałasować? Pieprzyć się można też po cichu. - stwierdził Bociuś.

- No ale te huki takie... - zastanawiał się Wiśnia.

- Może się Nowakowski z łóżka spierdolił, bo za ostro przeszarżował - zarechotał Gregor. - O, o, o wilku mowa. - uśmiechnął się w stronę kapitana, który to właśnie postanowił zjawić się na stołówce.

- Znowu mnie obgadujecie? - jęknął Piter, dosiadając się do pozostałych chłopaków.

- Tak wyszło. - uśmiechnął się Rucy. - Ale spokojnie, to żadne złośliwości nie są.

- No ja mam nadzieję. - spiorunował go wzrokiem.

- Może Ty wiesz, co to były za huki wczoraj wieczorem? I te wrzaski? - zapytał Zagumny.

- A owszem, wiem. - stwierdził Pit. - Ale nie wiem, czy mogę to powiedzieć, bo to nic przyjemnego.

- Czyli jednak spierdoliłeś się z łóżka podczas seksu. - podsumował jego wypowiedź Łomacz.

- Co?! Nie! Nie, nie, nie, nic podobnego. Miałem na myśli to, że komuś nie było przyjemnie z powodu tych huków. I tak jakby... coś może go pobolewać. - przewrócił oczami.

- Co masz na myśli? - dopytywał Wojtaszek.

- Nie wiem, czy mogę wam to wszystko powiedzieć. - jęknął środkowy.

- No mów, nic Ci nie zrobimy przecież. - uspokoił go Guma.

- No dobrze, ale faktycznie nic mi nie zrobicie. Obiecaliście. - fuknął na nich. - Miała tu miejsce mała bijatyka z udziałem Bartmana. Tyle wiem.

- A skąd to wiesz? - spytał Wiśniewski.

- Mam swoje poufne źródła informacji. - uśmiechnął się.

- Łe tam, już myślałem, że byłeś świadkiem tego. - Gregor wyglądał na zawiedzionego.

- No, prawie że byłem. - stwierdził. - Miałem na myśli to, że usłyszałem jakieś wrzaski i przestraszyłem się nieco, co to się mogło dziać. No to polazłem mu tam do pokoju... Zbychu trochę przeszarżował, jak się okazało, bo leżał cały poobijany i ciężko oddychał. Jakby ktoś mu żebra połamał, czy coś. No ale oczywiście, Zbychu, jak to Zbychu, nie mógł powstrzymać się przed jakimiś durnymi uwagami na mój temat. Wkurwiłem się nieco i mu wypierdoliłem z liścia. - zaśmiał się. Zgrabnie zmyślił całą tą sytuację. A podobno miał nie kłamać... Podobno. Ciekawe, co powie Stefanowi, jak wyda się prawda. Bo Bartman na pewno powie, że to Cichy go pobił...

- Aha... A mówisz, że miałeś jakieś tajne źródło informacji... - drążył temat Ruciak.

- No tak. Anka akurat gadała wtedy ze Zbychem, kiedy ktoś miał wbić na chama do Bartmanowego pokoju i zaczął go prać. Przestraszyła się i uciekła. Jak się okazało, schowała się u mnie w pokoju, widocznie czuła się tam bezpiecznie. Kiedy wróciłem, zastałem ją u siebie siedzącą na łóżku, całą roztrzęsioną. Nie wiedziała, kim był ten gościu, który zlał Zibiego. Ani dlaczego on to zrobił... Opowiedziała mi tylko, co widziała, o czym wcześniej gadała z tym bucem. Pobeczała się trochę, więc ją przytuliłem. Ona się uspokoiła i zasnęła mi w ramionach. No to ja też poszedłem spać. - liczył na to, że nikt nie stwierdzi, że to, co mówi, to kłamstwo. Starał się brzmieć jak najbardziej wiarygodnie...

- Anka coś często Ci się chowa w pokoju... - przewrócił oczami Mały. - Ale spokojnie, nikt z nas nie ma wam tego za złe, że ze sobą kręcicie. - uśmiechnął się. - No nie patrz się na mnie, jakby ktoś mi rozjebał na twarzy jajecznicę, bo to przecież widać, że was do siebie ciągnie. Tylko taka prośba, starajcie się krzyczeć trochę ciszej, jak się kochacie. Tamta pobudka z samego rana to jednak drobna przesada była.

- Drobna przesada to była, że tak po prostu całym stadem zrobiliście wjazd do pokoju. - usłyszeli. Odwrócili się i zobaczyli stojącą przy ich stoliku Chmurę.

- Przepraszamy za to, wiemy, że to było głupie. - zwiesił głowę Guma. - Jesteś głodna? Śmiało, przysiądź się, zjedz coś. Przy okazji sobie porozmawiamy, bo za bardzo jeszcze w sumie nie mieliśmy okazji.

- W sumie mogę na chwilkę przycupnąć. I faktycznie coś bym przekąsiła. - uśmiechnęła się i usiadła tam, gdzie było wolne miejsce. Czyli obok Pitera. Przypadek? Nie sądzę.

- Może powiesz nam coś o sobie? Bo w sumie, to do tej pory rozmawiałaś z nami chyba tylko, jak prowadziłaś z nami te indywidualne rozmowy. - zaczął rozgrywający ZAKSY.

- Mogłabym. - cicho zachichotała. - Faktycznie prawie nic o mnie nie wiecie.

- Kto nie wie, ten nie wie. - zarechotał Piter i wyszczerzył się do niej.

- A idź, Ty cholero. - fuknęła. - Nie patrzcie się tak na mnie, proszę, to mnie krępuje. Zapewne chcecie wiedzieć, skąd on wie coś ode mnie. Noo... jak go wzięłam ze sobą w ten dzień wolny, no to musieliśmy jakoś spożytkować ten czas, kiedy jechaliśmy do mnie do domu. No to sobie pogadaliśmy nieco, dowiedzieliśmy się czegoś o sobie. - powiedziała. Wszyscy wiedzieli, że Cichy z nią wtedy pojechał do niej do domu, rzekomo, żeby jej pomóc w ogarnięciu jakichś notatek. Nie wiedzieli tylko, gdzie to konkretnie było.

- Możesz już mówić. - uśmiechnął się Możdżon.

- Dobrze. Nazywam się Anna Chmura, ale to już chyba wiecie. Wolę jednak, żebyście zwracali się do mnie tak, jak robią to wszyscy moi znajomi, czyli po prostu "Anka". A już broń boże nie mówcie do mnie "pani psycholog", to mnie postarza. Mam dwadzieścia cztery lata, czuję się jeszcze młodą kobietą, więc niepotrzebne mi jest to, że ktoś mi doda lat przez to, że zwróci się do mnie bardziej oficjalnie. - spojrzała na nich wszystkich.

- No to faktycznie młoda z Ciebie dziewczyna. - zauważył Bociuś.

- No, ale Mikuś na przykład jest młodszy. - bardzo odkrywczym stwierdzeniem popisał się Łomacz.

- Może to i lepiej, że są tu młodsi ode mnie. Chociaż jak dziecko nie jestem traktowana. - zaśmiała się.

- Eee, dziecko to Zator. - zarechotał Pit. - Dziecko Słońca, ale to już można pominąć.

- Właśnie... dlaczego wy wszyscy uważacie go za takiego debila? - zapytała Anna.

- Bo nim jest? - wypalił Wojtaszek. - Pogadaj z nim choćby przez moment, to się przekonasz.

- Tylko weź się psychicznie na to przygotuj. - dodał Wiśnia.

- Aż tak źle? - spytała.

- Gorzej. - skwitował Rucek.

- Rozumiem. - westchnęła.

- To może wróćmy do Twojej osoby. - zarządził Guma.

- Pochodzę z województwa wielkopolskiego, a konkretnie z Leszna. Mam dwie siostry - Zytę i Milenę, oraz brata, Dominika. Milena jest ode mnie starsza i wyprowadziła już się z domu, pozostałą dwójkę pasożytów, młodszych ode mnie, cały czas wychowują moi rodzice. - zaśmiała się.

- O, Piter, a jedna z tych Twoich sióstr to też ma Milena na imię, nie? - wtrącił się Gregor.

- Malwina, deklu. - pokręcił głową.

- Milena, Malwina... Jeden chuj... - westchnął były zawodnik LOTOS'u.

- W sumie... to nie wiem, co jeszcze mogłabym o sobie powiedzieć. - westchnęła Anka.

- Dobrze, tyle na razie wystarczy. - stwierdził Zagumny.

- Ej, nie. Ja mam pytanie. - przerwał mu Łomacz.

- Tak? - spytała.

- Masz chłopaka? - wypalił, a Nowakowski musiał się powstrzymać przed tym, żeby mu nie wyjebać. Chociaż że nie byli razem, to niekoniecznie chciałby, żeby ktoś inny kręcił się obok ślicznej psycholożki.

- Nie mam. - odpowiedziała.

- Jeszcze. - szepnął niemal niedosłyszalnie Wojtaszek, po czym charakterystycznie poruszył brwią. Piter dostrzegł ten gest i mimowolnie, delikatnie się uśmiechnął.

- Dobrze, to może zmienimy nieco temat. - zaczął Guma. - Twój przyjaciel zdradził nam, że podobno rozmawiałaś z Bartmanem, a ktoś wbiegł do pokoju i zaczął go bić? I że niby Bartmana pobito? To prawda, czy on znowu sobie kręci z nas bekę i próbuje wrobić?... - chyba nie spodziewała się takiego pytania... Spojrzała zdezorientowana w podłogę, nie wiedząc, co powiedzieć. Wiedziała, że Piter skłamał, żeby nie zdradzać jej historii życia. Wiedziała, że ona też musi skłamać...

- Tak. Rozmawiałam z nim sobie. A tu nagle wbiega ktoś i... no i po prostu zaczął go okładać pięściami. Uciekłam z wrzaskiem z pokoju, no bo naprawdę się przeraziłam... Potem słyszałam jakieś huki dochodzące z tamtego pomieszczenia. - jęknęła.

- Rozumiem. Nie wiesz, co mu się mogło stać? - spytał doświadczony rozgrywający.

- Nie mam fioletowego pojęcia, o zielonym to już w ogóle nie wspominając...


------------------------------------------------------------------------------------------------------


Po śniadaniu siatkarze mieli czas wolny, następnie ponownie zebrali się na stołówce, by zjeść obiad, aż w końcu przyszła pora na trening. Dzień jak co dzień. A przynajmniej ten się na takowy zapowiadał. Cała kadra weszła na halę, po czym usiedli sobie na parkiecie i postanowili jeszcze troszkę poplotkować, zanim wkroczy Stefan i będzie kazał im się rozgrzewać. Zawsze tak robili, ba, oni zawsze, każdą wolną chwilę wykorzystywali na to, by urządzić sobie jakieś pogaduchy. Takie to z nich były plotkary! Nic dziwnego, że mało kto chciał dzielić się z innymi swoimi sekretami, skoro w każdej chwili owa osoba mogła to wygadać wszystkim pozostałym. Chyba tylko Zatorski nie miał żadnych oporów przed zwierzaniem się innym ze swojego życia, z sytuacji, jakie go doświadczały. No cóż, pozostałych kadrowiczów zdecydowanie męczyły już coraz to nowsze rewelacje nieogarniętego libero. No bo ile to można wysłuchiwać, czego się dzisiaj przestraszył, co mu się śniło, albo... jak długo siedział danego dnia w kiblu. Tak, Zatorowi zdarzało się pójść do kibelka z komórką w dłoni, po czym odkładał ją gdzieś, najczęściej na pralkę i... włączał na niej stoper. I czas sobie leciał, a Zatorski sprawdzał, jak długo załatwia swoje potrzeby fizjologiczne. To nie był normalny człowiek, ale o tym wiedzieli wszyscy. W końcu nie raz i nie dwa zdarzało się, że któryś z nich stwierdzał, że Zati to nie człowiek, tylko stan umysłu. Trafne spostrzeżenie, no bo tego, co odpierdzielał były gracz Skry, nie można było nazwać niczym, co by było normalne... Ciekawe, jaką historią dzisiaj uraczy chłopaków na treningu...

- Ejj, chłopakii. - oho, zaczyna się.

- No? - westchnął Winiar.

- A wiecie, co mi się dzisiaj śniło? - ach, czyli rewelacja może być naprawdę konkretna.

- Nie. - szepnął Karollo.

- I chyba nie chcemy wiedzieć. - dodał Wrona.

- Eej noo, chłopakii! - zaczął biadolić Zator.

- Mów, co chcesz. - machnął dłonią Jarosz.

- No bo mi się śniło dzisiaj coś niesamowitego. - uśmiechnął się.

- Do rzeczy. - nakazał Ziomek.

- Śnił mi się dzisiaj różowy słoń. I on sobie biegał po niebieskiej trawie. I zjadł sobie leżącego w niej cukierka. - bardzo ekscytował się tą, niewątpliwie fascynującą, historią.

- Ojeezu, a mógł go nie zauważyć! - wypalił Kosa.

- Pewnie by umarł, jakby go nie zeżarł. - dodał Igła.

- Eee... musiał sobie doładować skill'a. - zarechotał Cichy.

- Pewnie w innym przypadku by na niego nie spojrzał. - stwierdził Mario.

- Fascynująca ta historia, możesz kontynuować? - zironizował Mika. Zator, jak to Zator, ironii nie wyczuł.

- Jasne. - rzekł ucieszony. - Zjadł sobie leżącego w trawie cukierka. Nagle pojawiły się wokół niego jakieś szlaczki, wzorki, coś takiego. Potem zrobiło się ciemno, potem jasno, znowu ciemno, znowu jasno, nie pamiętam, jak to się mówiło, jak się dzieje tak, że tak szybko jest ciemno, i jasno, i ciemno, i jasno. - wypalił.

- Mówi się, że coś miga. - palnął się w łeb Konarski. Reszta kadrowiczów ochoczo powtórzyła to, co zrobił atakujący Resovii. To znaczy, że też przywalili sobie po facepalm'ie.

- Taak! Właśnie! Pojawiły się jakieś szlaczki i wzorki, a potem wszystko wokół niego zaczęło migać. - uśmiechnął się.

- Super. Co było dalej? - spytał Włodi.

- Dalej było to, że skończyło migać, i zamiast słonia stała śliczna księżniczka. W różowej sukience, cudne blond włosy. Piękne ciało. - rozmarzył się.

- Naga była, że mówisz, że miała piękne ciało? - zainteresował się tym wszystkim Kurek.

- Nie, no co Ty! Fuj! Taki koszmar by mi się miał przyśnić? Fe. - ale dlaczego oni wszyscy, zgodnie, w tej samej chwili, ułożyli się na podłodze i zaczęli na niej zgonować? Zator tego nie rozumiał. Dla niego nagość czy seks to były jedne z najgorszych okropieństw w życiu, coś niesamowicie obrzydliwego. On się tego bał, on się tego brzydził. Możliwe więc, że nadal był prawiczkiem. Nikt jednak nigdy nie odważył się zaczynać z nim tego tematu, bo bał się, że Zati nie zrozumiałby, kto to jest prawiczek...
Wtedy to właśnie na halę wszedł Stefan...

- Chłopcze! Rożgrzewka! Bjegacz! - nakazał im.
10 kółeczek wokół boiska na dobry początek. Machanie ramionami w przód, w tył, naprzemiennie, bieg z uniesionymi kolanami, z kopaniem się po tyłkach, skłony, przysiady. Najśmieszniej, jak zawsze w przypadku takiej rozgrzewki, było wtedy, gdy siatkarze mieli wykonać przeplatankę. Możdzonowi, jak chyba z resztą zawsze, tak bardzo plątały się nogi, że wyrżnął się jak długi na parkiet i był wyrżnięty. Tak przynajmniej kiedyś skomentował to Łomacz. A i reszta chłopaków podchwyciła to stwierdzenie, i chociaż że było ono totalnie idiotyczne, to jednak było genialne w swej prostocie... Stefan przeliczył trenujących zawodników i zauważył, że jednego z nich na treningu brakuje. A konkretnie przyjmującego, Zbigniewa Bartmana...

- Chłopcze, nje wjeczje może, gdżje jeżd Żibi? Bo go nigdżje nie widże. - podrapał się po głowie. Wtedy to przed szereg wystąpił Kubiak. Trzymał w ręce jakąś gazetę...  

- To właśnie dlatego Zbycha nie ma z nami. - szepnął. - Ktoś coś wie na temat tego pobicia? Wie, kto to zrobił? Dorwałbym tego skurwysyna i sprał go tak, że go matka nie pozna! - wrzasnął. Był wyraźnie wkurwiony.

- Anka twierdzi, że z nim rozmawiała u niego w pokoju, kiedy wbiegł jakiś gościu i zaczął lać Zbycha. Ona się przestraszyła i uciekła... - rzekł Możdżon.

- Jaka Anka? Aaa... dobra, ta. Już wiem o kogo Ci chodzi... Nasza psycholożka od siedmiu boleści, która to tylko umie wleźć do łóżka blond gwiazdorkowi i się z nim pierdolić. - prychnął. Miał szczęście, że Chmura pracowała dzisiaj przy swoim biurku, w swoim pokoju, a nie na hali, z chłopakami. Nie wiadomo, jak by się zachowała, gdyby to usłyszała...

- To ja Ci powiem, że mi bardzo pomogła w rozwiązaniu pewnego problemu. - powiedział Zagumny.

- Jakiego? Loda Ci zrobiła, bo nikt z nas nie mógł? - parsknął. Wyjątkowo był dzisiaj złośliwy ten nasz przyjmujący...

- Uważaj sobie na słowa. - prychnął Guma, wyjątkowo oschłym tonem.

- No ale powiedzcie mi, co ona innego robi, aniżeli, kurwa, to, co wymieniłem. - przewrócił oczami. - Przykro mi jest to wam mówić, ale ta dziewczyna nie robi nic. Tylko się szlaja po korytarzach i pierdoli po kątach z tym przyjebem...

- UWAŻAJ SOBIE, KURWA, NA SŁOWA, BO JAK CI WYPIERDOLĘ, TO, KURWA, WYLĄDUJESZ W TYM SAMYM MIEJSCU CO BARTMAN, A MOŻE I NAWET Z TAKIMI SAMYMI OBRAŻENIAMI! - ryknął na niego Cichy, i Kosa z Kurkiem cudem go powstrzymali przed tym, by nie wyjebał w ryj Dzikowi. Oj, ktoś tu chyba mógł się właśnie wkopać.

- A skąd Ty wiesz, jakie on odniósł obrażenia?... - zainteresował się Zagumny. - Przecież mówiłeś rano, że wiesz tylko, że go pobito. Coś kręcisz...

- Nie wiem. Może po prostu by mi się nieświadomie udało go uszkodzić w ten sam sposób. - palnął. Niestety, Gumy to nie przekonało.

- Kręcisz. Mów, jak było naprawdę. Spokojnie, nikt Ci nic nie zrobi. - próbował go uspokoić. Ale Piter przecież doskonale wiedział, że wszyscy będą na niego wściekli, być może odwrócą się od niego przyjaciele... Mimo to, postanowił przyznać się do winy. Odważna decyzja, której potem może żałować... No ale chyba lepiej będzie, jak sam się przyzna, a nie, że potem kurde nagle wszyscy dowiadują się z jakiejś gazety. Bo przecież to, że Zbychu powie, że to Cichy go pobił, było więcej niż pewne...

- Chcecie wiedzieć, jak było naprawdę? - prychnął. - To wam powiem! Cudowny Zbysiunieczek jest pierdolonym zboczeńcem! I takim skurwysynem, że większego świat nie widział! Brutal jakich mało, damski bokser, kobiety bije! - nakręcał się z każdym kolejnym wypowiedzianym przez siebie słowem. - ON PRÓBOWAŁ ZGWAŁCIĆ ANKĘ! - wrzasnął niemożliwie wkurwiony.

- ŻE CO PRÓBOWAŁ ZROBIĆ?! - krzyknął zdumiony Fabian.

- TO, CO SŁYSZYSZ! - warknął Pit.

- Skąd o tym wiesz, że on to chciał zlobić? - spytał, nieco przestraszony, Buszek.

- Bo go na tym przyłapałem? No proszę Cię, Rafał. Usłyszałem przeraźliwe huki i wrzaski dochodzące z pokoju Zbycha. Nie wiedziałem, co to jest, więc pobiegłem to sprawdzić. Kiedy byłem już pod drzwiami, usłyszałem okropne wyzwiska, rzucane przez Zbycha i rozpaczliwe wrzaski Anki. Wkurwiłem się i chyba jakaś nadludzka siła we mnie wstąpiła, bo jednym sprawnym ruchem wypierdoliłem drzwi gdzieś w chuj. Odkupię je, luzik. ALE WTEDY TO MNIE DOPIERO KURWICA WZIĘŁA, BO ZOBACZYŁEM, ŻE TEN SKURWYSYN JĄ BIJE! PONAD TO SIEDZIAŁ NA NIEJ I PRÓBOWAŁ JEJ ŚCIĄGNĄĆ SPODNIE! ON CHCIAŁ JĄ ZGWAŁCIĆ! - wrzeszczał.

- I co było dalej? - szepnął Rucek.

- A CO MIAŁO BYĆ?! PRZESTAŁEM NAD SOBĄ PANOWAĆ, WIĘC MU WYPIERDOLIŁEM PARĘ RAZY! JEBNĄŁ SOBIE PARĘ RAZY O PODŁOGĘ! PODOBNO ŻEBRA MU POŁAMAŁEM I TAKIE TAM. - przewrócił oczami.

- TO TY POBIŁEŚ ZBYCHA?! - wrzasnął Kubiak.

- Nie, kurwa, ksiądz kardynał. - prychnął na niego Cichy.

- TY SKURWYSYNIE! JAK MOGŁEŚ?! - jego, przed przywaleniem Piotrkowi w jego śliczną mordeczkę, musieli powstrzymywać Mały i Możdżon.

- A JAK ON MÓGŁ CHCIEĆ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO?! - podszedł do niego i spojrzał mu prosto w oczy.

- Widocznie zasłużyła. - parsknął. Tylko szybki refleks Kurka i Kosoka uchronił Dzika przed oberwaniem z liścia lub zaciśniętej pięści...

- Dziku... Teraz to jednak przegiąłeś. Gwałt się nigdy nie należy, żadnej kobiecie. - rzekł Winiar.

- A DAJCIE MI WY WSZYSCY ŚWIĘTY SPOKÓJ! PIERDOLĘ, IDĘ DO SIEBIE! - wrzasnął, po czym faktycznie ruszył w stronę swojego pokoju.

- Wraczamy do trening . - szepnął Stefan. Był zdumiony tym, co przed chwilą usłyszał... Wprawdzie nie zrozumiał wszystkiego, co siatkarze mówili do siebie, jednak i tak najważniejsze ogarnął. Zbyszek został pobity, a dokonał tego chyba... Piotrek. Całe szczęście, że nie wysłyszał, jak Kubiak mówił, że pani psycholog wskakuje do łóżka jednemu z siatkarzy... - Chłopcze, odejdżczje na chwila na bok, ja muszę pogadacz z Piter. - rzekł, a Nowakowski posłusznie do niego podszedł. Był gotowy na to, by usłyszeć połajankę z ust trenera...

- Przepraszam, Stefan... - zaczął.

- Ale ża czo Ty mje przepraszasz, Piter? Bo nie rożumiem. - Stefan wydawał się być zdziwiony tym, że Piotrek go za coś przepraszał. Oczekiwał tylko wyjaśnienia tej sytuacji z Kubiakiem...

- Za tą sytuację z Michałem. Przepraszam, nie powinienem tak zareagować. Ale wkurzyłem się niemożliwie przez to, co on mówił. - Pit był na tyle mądrym człowiekiem, że szybko zorientował się, że Stefan wszystkiego nie ogarnął. Wiedział jednak, że i tak mu się przyzna do tego, co zrobił...

- Dobrze, rożumjem. A w szuma... to o czo wam chodżiło? Szłyszałem czosz o Żibi i nie wjem, o czo dokładnie wam chodżiło...

- Jak już zapewne wszyscy wiedzą, Bartman został pobity... - westchnął Nowakowski.

- No to dałem rade uszłyszecz ż ta wasza kłótnia. Wjesz dokładnie, czo szje ształo? - zapytał.

- Wiem, niestety... - jęknął.

- Podżjeliłbysz szje że mnom tom wjedżom?

- Nie mam innego wyjścia. - stwierdził. - Zbychu zrobił, a raczej chciał zrobić coś potwornego... - zaczął. - Nasza pani psycholog poszła z nim przeprowadzać taką typową indywidualną rozmowę. Wszystko było w porządku do chwili, kiedy on nagle nie zaczął tak po prostu jej ochrzaniać... Wrzeszczał na nią przeraźliwie. Ona próbowała jakoś się bronić, ale to było na nic. A on nakręcał się coraz bardziej... Zaczął ją bić i... on... próbował ją zgwałcić... - wybąknął z trudem.

- Żibi chczjał... żgwałczicz Anja? - niedowierzał Antiga.

- Tak... Muszę Ci coś zdradzić, ale nie chcę, żeby ktokolwiek to usłyszał, więc nadstaw proszę ucho. - powiedział, a trener posłusznie spełnił jego prośbę. - On... on zna Ankę od paru lat... Bujał się w niej. W sumie, to nadal się buja. Ale on kiedyś... On kiedyś już to zrobił. On kiedyś już ją zgwałcił... - szepnął.

- Jeżu... - wypalił zdumiony. - Naprawde?

- Tak... Zwierzyła mi się z praktycznie całego swojego życia. W sumie, to nie dziwię się, że akurat mi, bo chyba złapałem z nią najlepszy kontakt. Naprawdę świetna dziewczyna. Wracając do tematu, usłyszałem jej wrzaski, kiedy on ją bił, usłyszałem, jak on na nią wrzeszczał... Nie wytrzymałem. - zwiesił głowę.

- Czo masz na myszl?

- Wpadłem tam z hukiem. Dosłownie. Tak się przestraszyłem tymi wrzaskami, że jednym ruchem wyważyłem drzwi... Przepraszam, odkupię je. - przewrócił oczami.

- I czo było dalej? - dopytywał.

- No... zobaczyłem, jak on ją bije, jak siedzi na niej i próbuje z niej ściągnąć spodnie... Wtedy to już naprawdę coś się we mnie zagotowało. Tak, Stefan, to ja pobiłem Zbycha. Ale nie żałuję, bo mu się należało za to, co chciał zrobić. Działałem w obronie Anki, po prostu... - westchnął. - No, to na ile meczów mnie teraz wywalicie ze składu? - prychnął.

- Nie mam żamiar Czje wyrzuczacz że szkład. Poczebujem Czje w ta drużyna. Odsztawje Czje tylko wtedy, jeszli komiszja dyszczyplinarna wydałaby takje poleczenie... Chodż no tu, do mje. - Piter, nieco zdziwiony, podszedł. Po chwili był jeszcze bardziej zdumiony, gdyż Antiga tak po prostu go przytulił. - To bardżo dobrze, że broniłesz Anja. Żle, że pobiłesz Żibi, ale nie wiem, jak ja bym szje żachował na Twoje miejszcze, wjencz nie żamierzam Czje w żaden szposzób oszondżacz... Mam nadżjeje, że nicz poważnego mu szje nie ształo.

- Trzy złamane żebra, trzy wybite zęby, złamany nos... Parę razy trzepnąłem nim o podłogę, jak mnie wziął ten atak furii... - jęknął. - Trochę potrwa jego przerwa od gry...

- Echh... - złapał się za głowę Stefan. - Wprawdżje nie najlepjej mu szło, ale jednak żawodnik to żawodnik i każdy żdrowy żawodnik szje może przydacz. Tylko Ty brałesz udżjał w te pobiczje?

- Chwilę po mnie wbiegł Grześ Kosok, jak ja już sprałem Bartmana. Wziął go do Sokala, a ja zabrałem Ankę do siebie do pokoju, żeby nieco ochłonęła. Tam opowiedziała mi historię swojego życia, to, skąd zna Bartmana i jak wyglądała ta ich znajomość. Jak on cały czas próbował ją zdobyć, a ona go nie chciała. - powiedział.

- Kosza nicz Żibi nie żrobił? - drążył temat.

- W drodze do Sokala strzelił mu w pysk, bo ten mu coś głupio nagadał. Tyle wiem. - odpowiedział Cichy.

- Rożumjem. Możesz wróczicz do kolegi. Rożumjem, że Kubi dżiszjaj nie trenuje? - zapytał.

- Na to wychodzi. Wyszedł rozwścieczony i może lepiej będzie, żeby się na nas nie wyładowywał. - stwierdził i poszedł gadać z Kurkiem i Kosokiem.

- Żgłosz szje może do jakisz pszycholog, porożmawjaj ż nim, żebysz w przyszłoszcz tak bardżo nie denerwował szje. - usłyszał jeszcze od Antigi. O ironio, psychologiem była przecież Anka... To on jej wczoraj musiał pomóc, nie ona jemu...
W końcu zaczął się trening. Zabrakło na nim oczywiście Bartmana, no bo trudno byłoby mu grać w siatkówkę z połamanymi żebrami... Nie było też Kubiaka, który śmiertelnie obraził się na wszystkich, a już na Nowakowskiego zwłaszcza. Nie miał zamiaru wysłuchiwać jego kazań odnośnie tego, jak powinien, a jak nie, traktować kobiety. W ogóle nie miał zamiaru ani go słuchać, ani widzieć go na oczy. Poszedł do pokoju i najprawdopodobniej uciął sobie drzemkę. Stefan stwierdził, że nie będzie go teraz dodatkowo denerwować, ale kiedy tylko go zobaczy, ochrzani go za to, co odwalił przed treningiem. Przecież takie wychodzenie sobie z treningu było niedopuszczalne. To nie przystoi profesjonaliście, za jakiego Dziku z pewnością był uważany. Antiga wyczuł, że atmosfera w drużynie chyba nie jest najlepsza, więc zaczął rozmyślać, co by tu zrobić, żeby ją poprawić. Wygląda na to, że we wszystko pośrednio była zamieszana osoba pani psycholog. Bartman coś do niej czuł? Niedobrze, miało nie być romansów na zgrupowaniu. Bardziej zastanawiające dla niego był jednak słowa Pitera - załapał z nią najlepszy kontakt? Być może i on coś z nią kręcił, i to była typowa spina o kobietę? Będzie musiał z nimi porozmawiać. Szczerze. Ale to za parę dni, niech wszystko się jakoś wyciszy... W międzyczasie spróbuje obmyśleć jakąś formę aktywności, rozrywki, co by chłopaki spędzili ze sobą trochę czasu. Co by atmosfera się poprawiła... Po treningu miał z nimi porozmawiać mentalista, zobaczymy, co to z tego wszystkiego wyniknie...
Tymczasem pojawiły się kolejne problemy... Mariusz Wlazły nagle stwierdził, że posłucha "rady", jaką otrzymał od Doktora - Szarlatana i zacznie zagrywać lżej, float'em. Nie wychodziło mu to zupełnie, jednak był bardzo uparty, i na nic zdały się błagania innych chłopaków, by powrócił do swoich bomb z wyskoku... Zafiksował się na nowy sposób zagrywania, i już... Rozmowa z Anką potrzebna w trybie natychmiastowym...
Fabiana też dopadły jego urojone nawyki, więc cóż mógł zrobić nasz mądry rozgrywający? Otóż, mili państwo, obrócił się zadem do wszystkich, zsunął sobie spodnie i gateczki mniej więcej na wysokość kolan. I tak po prostu... zaczął drapać się po dupie.

- Uff. Co za ulga. - jęknął, podciągając je ponownie na swoje miejsce.

- Jesteś obrzydliwy, Przez Ciebie zaraz zwrócę dzisiejszy obiad. - fuknął na niego Ziomek, z wyraźnym obrzydzeniem, malującym się na jego twarzy. - Jeszcze nie zdążyłem do końca go strawić. Teraz już na pewno tego nie zrobię.
Buszek nie zdążył nawet ostrzec wszystkich, że zaraz zwróci posiłek. On po prostu już to zrobił. Pyszne pulpeciki z sosem wylądowały na parkiecie hali. A może raczej znalazło się na nim to, co z tych pulpecików zostało, ich nieco mniej atrakcyjna, przetrawiona już forma. Wtedy właśnie na sali zjawił się mentalista. W dłoni trzymał stempel i nikt nie wiedział, po co mu to... Chyba pora przygotować się na jakąś niezłą akcję...

- Dzień dobry, pando barchów. - rzekł w niezwykle enigmatyczny sposób.

- Eeee? - jęknął Włodi. Chyba nie zrozumiał, cóż Bączek miał na myśli.

- Proszę wziąć stempel i przybić go sobie do czoła. - powiedział. Włodarczyk posłusznie wykonał jego polecenie. Na jego głowie widniał już prześliczny stempelek "Jestem Debilem". - Myślałem, że wszyscy zrozumieją, że panda barchów to nic innego jak banda parchów, ale niestety się myliłem. - pokręcił głową.

- Dlaczego już nas nie nazywasz tak, jak zawsze? - zapytał Guma.

- Bo ktoś się poskarżył, że niby was obrażam. No to postanowiłem jakoś zamaskować te słowa. - stwierdził. - Nie wiem, co obraźliwego jest w zwrocie "banda parchów", no ale jeśli kogoś to uraziło, to przepraszam. Dobrze, ja nie o tym chciałem z wami rozmawiać.

- A o czym? - zaciekawił się Winiar.

- Pora na pytanie. - odrzekł Bączek. - Spokojnie, nie będzie ono dla wszystkich. Wybiorę sobie kilka osób, i to te osoby mi na nie odpowiedzą. Zacznijmy może od Pawła. - Zagumny był już gotowy na to, by usłyszeć pytanie. - Pawła Zatorskiego. - dodał. Gumie najpierw zrzedła mina, jednak po chwili odetchnął z ulgą. Skoro chce pytać Zatora, to nie będzie to nic mądrego.

- Okej, ja się zgadzam. - uśmiechnął się Zati.

- Powiedz mi proszę... co to znaczy, że ktoś jest podmiotem? - spytał.

- To znaczy, że nie jest orzeczeniem. - wypalił libero, a cała sala zezgonowała ze śmiechu. Jedynie Bączek z trudem powstrzymał się przed tym, by nie zaśmiać mu się prosto w twarz.

- Ach... Czyli jest tak, jak myślałem. - westchnął.

- To znaczy? - zapytał Mario.

- Paweł cierpi na bardzo poważną chorobę.

- Jaką?! - przeraził się Wrona.

- Jest to... zaawansowana faza niedojebania mózgowego.

- Eeee... co? - bąknął Zati.

- Nie, nic. Proszę wziąć stempel i przybić sobie pieczątkę na czole. - po chwili Zatorski był już drugim, obok Władeczka, siatkarzem, który oznajmiał innym, że nie jest zbyt mądry. - To może teraz Grzegorz Łomacz? Pytanie to samo - co to znaczy, że ktoś jest podmiotem?

- To znaczy, że nie jest namiotem, ahahahahahahahah. - zarechotał Gregor. - A tak serio to nie wiem. - bąknął i zwiesił głowę. W międzyczasie wszyscy nadal wesoło rechotali, skręcając się ze śmiechu na podłodze.

- Pieczątka dla pana. Proszę zrobić to samo, co kolega. - przewrócił oczami, a Gregor przystemplował sobie czoło. - Andrzej Wrona? To samo pytanie. - wywołał do odpowiedzi kolejnego zawodnika.

- Że nie jest przedmiotem? - jęknął. Nie znał odpowiedzi...

- Bożeee... jaki poziom Aj Kju tu co poniektórzy prezentują...- złapał się za głowę Jarosz

- Poziom Zatora. Tfu, to znaczy podłogi. - poprawił się Wiśnia.

- Poziom? Ja bym powiedział, że to nie jest poziom, tylko pion. - westchnął Bociek.

- Jaki pion? Toż to najprawdziwszy skos. - zaśmiał się Igła.

- Cicho mi tu. - fuknął na nich mentalista. - A dla pana również pieczątka, przykro mi. - pokręcił głową z niedowierzaniem. Ci debile nie znali podstawowych pojęć z dziedziny dydaktyki... - To może niech wykaże się ktoś, kto wie? - szepnął zrezygnowany.

- Podmiot jest to osoba, która posiada prawa i obowiązki, oraz dysponuje wewnętrznym poczuciem kontroli, tak więc jest w stanie przyznać się do popełnionych przez siebie błędów. - niemalże wyrecytował Wojtaszek.

- Bardzo dobrze. - uśmiechnął się.

- On nie dostanie pieczątki w nagrodę? - zapytał Zator. Tym razem nawet Bączka nic nie było w stanie powstrzymać od przybicia sobie facepalm'a...

- To może drugie pytanie... - zmienił temat. Proszę mi przetłumaczyć łacińskie zdanie: Ora et labora. Fabianie, może Ty spróbujesz?

- Ewrybady łoraj pole. - wypalił Drzyzga i wyszczerzył się do niego.

- Proszę przybić sobie pieczątkę. - skwitował jego "występ" trener mentalny. - To może Michał Ruciak? To samo zdanie.

- Orać w laboratorium? - bąknął.

- Pieczątka dla pana. - westchnął. - Ktoś wie?...

- Módl się i pracuj. - odpowiedział Kosok.

- Bardzo dobrze. - odrzekł. - Jednak niektórzy z panów coś w głowie mają.

- O, o! A ja mogę też zadać Ci takie małe zadanko z tłumaczenia? - spytał Piter. Co on znowu chciał odpierdzielić?

- Oczywiście. Lubię rozwiązywać zadania. - uśmiechnął się Bączek.

- W takim razie proszę przetłumaczyć następujące zdanie: Je fous le camp d'ici immédiatement, parce que je suis un baisé putain. - na jego twarz wpełznął słodki, wyjątkowo niewinny uśmieszek.

- Wypierdalam stąd w trybie natychmiastowym, gdyż jestem zasranym zjebem. - wypalił mentalista, nie przeczuwając tego, że to jest zadanie - pułapka.

- Tak więc zrób to, co powiedziałeś. Z góry dziękujemy. - zaśmiał się Cichy. Trener mentalny zorientował się, o co chodziło środkowemu. Wkurwiony wyszedł, głośno trzaskając drzwiami.

- ZA TE DRZWI TO JA CIĘ JESZCZE DORWĘ! - ryknął mu, "na odchodne", Zagumny.

- No, no, Piotrek. Pocisk poziom hard. - zaśmiał się Mika.

- Dobra, jest już po treningu, no to wracamy każdy do siebie, nie? - spytał Jarski.

- No. - lakonicznie odrzekł Wiśnia.
Chłopcy ruszyli w stonę wyjścia z hali, jednakże okazało się, że... drzwi są zamknięte...

- No i zamknął mnie, kurwa, cwel jebany! - wybuchnął Piter.

- Cwel to kibic Legii... - prychnął Siurak.

- MASZ COŚ DO LEGII?! - wrzasnął Karollo.

- Owszem. - odpowiedział.

- W takim razie, ja mam coś do Ciebie. - fuknął na niego Pit.

- Ja też. - dodał Karol.

- I ja też. - wtrącił się Winiar.

- I ja. - swoje trzy grosze dołożył też Wrona.

- Et moi aussi. - Wiśnia powiedział to samo, tylko że w innym języku.

- Nie szpanuj obcym językiem, i tak go nie umiesz. - zaśmiał się Misiek.

- A ten idiota wpisał sobie, na profilu na Facebooku, w polu "języki, które znam"... francuski i włoski. Ile razy trzeba mu tłumaczyć, że "bonjour" i "ciao bejbe" nie świadczy o znajomości języka? - złapał się za głowę Łukasz.

- Milion pięćset sto dziewięćset, kochanie. Ale Ty mi możesz wytłumaczyć milion pięćset sto dziewięćset pierwszy, chętnie posłucham. - odpowiedział mu Cichy wyjątkowo słodkim głosikiem.

- Nie chce mi się. - ziewnął Wiśniewski.

- Pierdolony leń. - syknął. - A z nami koniec, Kurek. Nie potrafię zaakceptować tego, że masz inne upodobania co do klubów piłkarskich, aniżeli ja. Przykro mi. - Nowakowski chyba faktycznie się obraził na Siuraka...

- Kosok się ucieszy. - zauważył Endrju.

- Grzeesiuniuu, kochanie, lecę już do Ciebie! - pisnął Cichy i uśmiechnął się od ucha do ucha. Po chwili już się przytulali, na co ludzkie uosobienie kury prychało tak głośno, jak to tylko było możliwe...

- Ej, chłopaki. - zaczął Zator. - Bo ja tak się ostatnio zastanawiałem...

- Zły znak. - zaśmiał się Mario.

- Ej! Dajcie mi dokończyć moją myśl! - wrzasnął.

- Twoją... co? - bąknął Mikuś.

- Myśl. Coś, co wymyśliłem. - przewrócił oczami libero.

- Co zrobiłeś? - jęknął Karollo.

- Wymyśliłem. Mam Ci to, kurwa, przeliterować? - fuknął na niego.

- Mi mógłbyś... - zamyślił się Cichy.

- Co mógłbym? - zainteresował się Zati.

- Frytki mi zrobisz! - klasnął w dłonie środkowy, a na jego twarzy pojawił się wielki banan.

- Ale on nie umie. - zarechotał Bociuś.

- Myśleć też nie umie. Więc wszystko się zgadza. Ani nic nie wymyśli, ani mi frytek nie zrobi. - stwierdził Pit, a część kadrowiczów przywaliła sobie po facepalm'ie. - Ej! Trzaskać się po czołach to możecie po tekstach Zatorskiego, a nie po moich! - wrzasnął na nich. Podszedł do Łomacza, bo ten chyba rżał najbardziej i rzucił mu piorunujące spojrzenie, pełne pogardy. Patrzył się tak na niego, wgapiał prosto w jego oczy, a nieco szurnięty rozgrywający szybko tracił uśmiech ze swojego oblicza. Piter napiął się przed nim i sprawiał wrażenie, jakby miał mu zaraz przypierdolić. Do tego przyozdobił swą facjatę diabelskim uśmieszkiem i zaczął się szyderczo śmiać.

- Jeeezuuuu... - jęknął Łomacz i wstał z krzesła. Zaczął się powoli wycofywać, zaś Nowakowski szybkim, zdecydowanym krokiem podążał za nim, coraz bardziej się do niego zbliżając. Po chwili dzieliło ich już tylko parę centymetrów, możliwe, że mogli usłyszeć nawzajem swój oddech. Gregor obrócił się na pięcie i z wrzaskiem wybiegł ze stołówki. Wróć, nie wybiegł, bo nie mógł tego zrobić, skoro drzwi były zamknięte. Toteż wypierniczył w zamknięte drzwi z takim impetem, że aż się potoczył pod ścianę. Możliwe, że nawet na chwilę zemdlał...

- Jednego idioty mniej. - podsumował cały ten teatrzyk Zagumny.

- Eeej, chłopakii. - ględził Zator.

- No czego Ty chcesz, człowieku?... - jęknął Wiśnia.

- No bo ja się chcę podzielić z wami moimi przemyśleniami... - bąknął nieśmiało.

- Jeśli takie to ważne dla Ciebie, to gadaj... - westchnął Ziomek.

- Bo tak się zacząłem zastanawiać... Czy ufoporno jest wtedy, jak się pieprzą kosmici, czy te ich pojazdy, którymi latają?...

_________________________________________________________

 

/ Tą złotą myślą Zatora zakończymy dzisiejszy rozdział. Długi, bo udało się natworzyć parę konkretnych dialogów. Mamy Stefana, mamy mentalistę, mamy wszystkich chłopaków... Więc dla odmiany w następnym rozdziale będzie najprawdopodobniej tylko dwójka bohaterów. No, może jakiś epizodyczny się pojawi...

Cierpienia Zbigniewa Bartmana w szpitalu to wątek, którego na razie raczej nie będę poruszać. Zbychu jeszcze tu wróci, do tego opowiadania, jednakże teraz czeka nas co najmniej kilka rozdziałów bez niego.
Czy Berenika zdecyduje się przyjechać do Spały, by nagadać Chmurze, co o niej myśli? Czy dowie się, co faktycznie chciał jej zrobić Bartman?

Kubi zawsze broni swojego przyjaciela, nic więc dziwnego, że wstawił się za nim i w tym przypadku. Zapewne żaden chłopak nie stwierdziłby, że kobiecie należy się gwałt, jednakże chcąc wykreować kłótnię, musiałam wykreować tą rozmowę w taki sposób, by Kubiak popierał Bartmana we wszystkim, co ten robił.
Trochę więc ta sytuacja jest nierealistyczna (chyba), ale taka miała być.

Dacie głowę, że to pierwsza "normalna" rozmowa Anki z pozostałymi chłopakami?... Dopiero w XX rozdziale.

Bardzo proszę, jeśli przeczytasz ten rozdział - skomentuj go. Chcę wiedzieć, ile osób czyta moje wypociny. Masz jakieś uwagi? Napisz to, to wy pomagacie mi w tworzeniu tego opowiadania, wasze rady są naprawdę cenne.
Napisanie choćby dwóch słów "fajny rozdział" albo jednego "beznadzieja" nie jest trudne, a mi to naprawdę pomoże... :)

Jezus Maria, ponad godzinę temu stuknęło mi 20 lat na karku.
Jaka ja już stara jestem. :(

12 komentarzy:

  1. Stooo lat, Ty stara dupo :D

    Jedna, drobna uwaga. Przy wypowiedzi Busza pojawiło się "r" (chyba, że mi na mózg siadło i się mylę xD).

    Jest i Stefan! Czekałam na niego <33333
    I Bączuś ze swoimi pytaniami <33

    A idź Zbychu z tymi knowaniami. I tak wszyscy wiemy, że Ci się nie uda ;)
    Chociaż chętnie bym poczytała o przybyciu Bereniki do Spały xD

    Jest i moja złota myśl - SKOS :D
    Miło, że Igiełka wygłasza moje wiekopomne teksty <33

    Dzień bez głupiej myśli Zatora dniem straconym.

    Idę spać, bo już mi się oczka zamykają.
    Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięękuuję <3

      Wiem, że było "r", już to poprawiłam. :D Buszu przecież "r" nie mówi. xDD

      W następnym rozdziale Stefana nie będzie. :(
      Ale w kolejnym już tak. :D

      No nie uda mu się, ze szpitala nie da rady nic wywinąć. :D

      Ja też idę spać.
      Ja też kocham. :*

      Usuń
  2. no juz szykuj sie na smierc xdd sto lat dupeczko <33
    jezu jak ja dawno nie komentowałam :C przepraszam czytam każdy ale jakoś zawsze nie bylo czasu na komentarz :C
    o jejku jak ja kocham tego bloga, jest totalnie inny niz reszta xDD
    no a te ich teksty...:D
    Zibi to powinien dostac jeszcze wiekszy wpierdol razem z Kubiakiem !!!
    czekam niecierpliwie na kolejny :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)

      Reszta blogów nie jest taka psychiczna? :D

      Misiek też powinien dostać wpierdol? Hmmm... no za te teksty w tym rozdziale, to by mógł, ale wcześniej, to on był normalny. :D
      Zbychu nigdy normalny nie był. xd

      Kolejny będzie... W sumie nie wiem kiedy będzie kolejny. ;x

      Pozdrawiam. :*

      Usuń
  3. Sto lat! :D
    Bartman już zaczyna knuć nowe plany? Nie ma co się bać, przecież jeszcze trochę będzie leczyć dupę w szpitalu.

    Zati znów zasłyną swą (nie)inteligencją o podmiocie xD
    Wypowiedź Fabiana o " Ora et labora " mnie doszczelnie rozwaliła xD

    Cóż mogę tu jeszcze napisać? Życzę duuuuużo weny i żeby było więcej śmiesznych akcji, nie? :)
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)

      No właśnie, będzie mieć dużo czasu na układanie jakiegoś szatańskiego planu... Ale chyba wątpliwe jest, żeby mu się udało.

      Zator zabłysnął głupotą, to fakt. Ale i tak wielki szacun dla niego, że zna słowo "orzeczenie". :D
      A Fabian po prostu przypajacował sobie. :D

      Wena się przyda. ;x

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  4. Wszystkiego najlepszego! :) Ja też w tym roku formalnie dołączam do grona dwudziestolatków, ale nastąpi to dopiero za siedem miesięcy z hakiem :)
    Ech, na usta ciśnie mi się wiele epitetów pod adresem Zbigniewa, ale szkoda klawiatury na ich wypisywanie. Trzeba naprawdę być mega perfidnym, żeby nawet na szpitalnym łożu, w stanie "dogorywania" wymyślać kolejne intrygi. Mam nadzieję, że po raz kolejny ktoś utrze mu nosa (utrze, nie złamie :D)
    Aż trudno uwierzyć, że dopiero teraz Anka miała okazję normalnie porozmawiać z siatkarzami, chociaż z drugiej strony wcześniej właściwie nie było na to czasu, bo została ściągnięta do reprezentacji w trybie awaryjnym. Mam nadzieję, że już niedługo będzie mogła powiedzieć o Piterze "mój chłopak" ;)
    Rozumiem męską solidarność i tak dalej, ale Kubi przegiął pałkę totalnie. Aż sama miałam ochotę mu przywalić.
    Boże, Zator. Twój rozwój umysłowy chyba zakończył się wraz z kresem życia płodowego. Powinieneś nosić na czole stempelek "jestem arcydebilem". Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby jego głupota była zaraźliwa...
    Myślę, że przyznanie się Piotrka do winy było słuszną decyzją, w końcu i tak wszyscy prędzej czy później by się dowiedzieli, a Stefan z pewnością należycie docenił jego szczerość.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Miło wiedzieć, że nie tylko ja w moim wieku bawię się w takie "bzdury", jak pisanie durnego bloga. :D

      Hahah, Zbysiu w stanie dogorywania, idealnie ujęte. :D
      Zbysiu tu jeszcze powróci i miło przywitany nie zostanie, no ale tego chyba można się będzie spodziewać. ;)

      Postaram się, żeby kolejna rozmowa Anki z siatkarzami była wcześniej, niż za kolejne 20 rozdziałów. :D
      Może już wcześniej, niż niedługo, będzie mogła to powiedzieć? ;) A może wcale? Ja nic nie sugeruję. :D

      Na stempelek "jestem arcydebilem" nie wpadłam, ale Zatorowi by się przydał, fakt. :D
      Gdyby głupota umiała latać, wszyscy lataliby jak gołębice. A gdyby głupota Zatora była zaraźliwa, to... wszyscy byliby głupi jak Zator. :D

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  5. Zajebisty rozdział :***

    OdpowiedzUsuń
  6. Spóźniona ale jestem.
    Jestem ciekawa czy Berenika osobiście pofatyguje się do Spały bo mogła by być niezła awantura.
    Kubiak faktycznie trochę przegiął w tym obsesyjnym stawaniem w obronie Zbycha. Dobrze, że Piotrek się przyznał, a Stefan okaza zrozumienie. No i jego genialny akcent *.* Kocham go xD
    Fabian sobie przypajacował ale doszczętnie rozwaliło mnie jak ściągnął gatki xD To było coś co dla,mnie wygrało ten rozdział xD
    Ach Bączek i te jego "terapie".
    Kłótnie o Legie? Dołączam doPitera, Winiara, Karola, Andrzeja i reszty. a Kurek? Wypad stąd pokrako. Nie chcemy cię. Pfff.
    Zapraszam do siebie na 63 :)
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wowow, padł rekord komentarzy pod jednym rozdziałem. :D

      Kiedyś się pofatyguje, ale kiedy? Nie wiem. :D Tej akcji nie mam jeszcze opisanej w żadnym rozdziale. I chyba powinnam ją gdzieś jednak napisać, i to w miarę szybko. ;d

      Wszyscy kochamy Stefana. :D
      Dziku przegiął, no ale czego się nie robi dla obrony ziomeczka?

      Fabian pokazał, że rzeczywiście myśli czasem, że jest pawianem. xDD

      Ja osobiście jestem za Lechem, ale do Legii nic nie mam. :D

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń