28.02.2015

XXV. "Ciebie chcę, Dagmarcia. Ciebie chcę."

05.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

- Dzień dobry. Arkadiusz Nasionko. Pismo dla pana Stéphane'a Antigi. - usłyszał, gdy otworzył drzwi do swojego pokoju o 7 rano. Ujrzał jakiegoś niewysokiego mężczyznę, ubranego dość elegancko. Niby miał garnitur, i spodnie raczej też galowe, ale cały ten strój był jakiś pognieciony. Chłopaczek, bo w sumie, to mężczyzną trudno było go nazwać, ze względu na jego dziecinnie wyglądającą twarzyczkę, był jakiś taki zdenerwowany. Antiga zauważył, że trzęsą mu się ręce i nerwowo patrzy się na wszystkie strony.

- Dżjeń dobry. - odrzekł Stefan i wpuścił gościa do środka. - Prosze uszjonszcz. - powiedział i wskazał na fotel, stojący niedaleko łóżka, w którym to każdej nocy spał trener naszych siatkarzy.

- Właściwie, to nie przyszedłem tutaj na pogaduszki. - stwierdził tamten. - Przyszedłem przekazać panu pewne bardzo ważne pismo. Zostało ono wydane przez Komisję Dyscyplinarną, także myślę, że jest to bardzo istotny dokument. Niestety nie wiem, co się w nim znajduje. Jestem tylko doręczycielem, takim chłopcem na posyłki, rozumie pan? - zapytał.

- Rożumjem. Domyszlam szje, czo to jezd. Niesztety. A może i sztety. - zaczął gadać sam do siebie. - Chczesz czosz do piczje? - spytał.

- Mógłbym się napić. - odpowiedział młodzieniec.

- Chczesz kawa? Herbata?

- Może być herbata. - uśmiechnął się. Zielona, jeśli by pan miał, panie trenerze. - dodał.

- Mam żjelona. Już po ona ide. - rzekł i schylił się nieco do jednej z szafek. Otworzył ją i po chwili wyjął z niej dwie małe saszetki. Najwyraźniej sam też się napije. Ruszył w stronę czajnika, po czym zaparzył wodę. Włożył torebkę do kubka, a drugą - do kolejnego. Gdy czajnik zaczął gwizdać, zalał wodą obie saszetki, po czym łyżką wyłowił je, a herbaty zamieszał. Postawił jedną przed swoim gościem, a drugi kubek dzierżył w swojej dłoni.

- Bardzo dobra. - stwierdził młody i ochoczo popijał dalej napój. - Może ja lepiej wręczę już panu to pismo, panie trenerze? Nie byłoby dobrze, gdybym je oblał herbatą. - podał Antidze owy dokument, zwinięty w rulonik i przewiązany wstążeczką. Stefan natychmiast rozwiązał ową wstążkę i rozwinął papier. Zaczął się wczytywać w niezbyt wyraźną czcionkę, jaką zapisane było to pismo.

Antiga zwiesił głowę. Młodzieniec, popijający herbatę, wyczuł, że trenerowi gwałtownie zepsuł się humor. Wstał z fotela i ruszył w stronę wyjścia. Dręczyła go jednak jedna sprawa, i mimo tego, że widział, że Francuz jest bliski załamania się, postanowił jednak zadać to pytanie...


- Panie trenerze? - zaczął.


 - Tak?


- Czy ja mógłbym przyjść tutaj w ciągu tego tygodnia i poprosić zawodników o autografy? Jestem fanem siatkówki, a zwłaszcza naszej reprezentacji. Zawsze chciałem poznać naszych siatkarzy. - uśmiechnął się.


- Tak. Chłopcze generalnie chentnie dawacz autografy. Ale nie gwarantuje, że każde z oni Czi go da. - odpowiedział.

- Rozumiem. Dziękuję. I do widzenia. - rzekł i opuścił pokój Antigi.
A Stefan pogrążył się w rozmyślaniach. Fantastyczna informacja. Dokładnie tego brakowało mu do osiągnięcia pełni szczęścia. Nie dość, że stracił Bartmana na dłuższy czas z powodu tego pobicia, to jeszcze teraz ze składu wypada mu aż dwóch środkowych! Będzie musiał jakoś dać sobie radę jedynie z czterema zawodnikami na tej pozycji. W tym jednego, który potrafi jedynie blokować. Czasami potrafił zagrać trudnego float'a. I to wszystko. W ataku był totalnie bezużyteczny, a nasi rozgrywający w ciągu zaledwie paru treningów nauczyli się już, że piłka do Możdżonka, to piłka, która albo zostanie zablokowana, albo zostanie podbita. Muratore stracił zupełnie swoją siłę w ataku, z której niegdyś słynął. A i z blokiem bywało nienajlepiej. Miał coraz większe problemy z poruszaniem się po boisku - był po prostu za wolny, by nadążyć za atakującymi. Nie mógł więc wyczekiwać na to, gdzie zostanie zagrana piłka, musiał wyskakiwać gdzieś w ciemno. To sprawiało, że żaden z siatkarzy nie obawiał się jego bloku. No chyba, że właśnie takowym został poczęstowany, wtedy mina mogła mu nieco zrzednąć...
Antiga nie był jeszcze pewny, na jaką parę środkowych postawi w tych najbliższych meczach. Najprawdopodobniej będzie to nieco eksperymentalne zestawienie, a więc Wiśniewski i Kłos. Do tej pory nie zagrali oni nigdy razem w żadnym poważnym meczu. Po gierkach treningowych nie można przecież wywnioskować wszystkiego. Wydaje się, że aktualnie numerem "jeden" będzie Wiśnia, jako, że miał wyraźnie zauważalną swobodę w ataku. Piłkę uderzał szybko i mocno, nie zastanawiał się długo, gdzie ją kierować. Potrafił wbijać potężne gwoździe, które dekoncentrowały przeciwników, gdy takowe huknęły obok nich, a niekiedy nawet były w stanie doprowadzić ich do rozpaczy. Nie szło bowiem ich podbić, z tak piekielną siłą spadały w boisko. Niektórzy żartowali, że Ci środkowi, którzy mają w zwyczaju walić w piłkę, ile tylko fabryka dała, kiedyś zrobią dziurę w parkiecie hali. Takie same szkody mogła wyrządzać "Wiśniówka", czyli słynna już zagrywka Łukasza. To był serwis mocny, a przy tym niezwykle precyzyjny, i nieprzyjemny. Piłka zmieniała rotację w trakcie lotu, przez co przyjmujący zespołu przeciwnego mieli nie lada problem, by nie popełnić błędu przy jej odbiorze. Musieli bowiem przygotować się na zagrywkę nieprzyjemną, zmieniającą kierunek. Taką najłatwiej przyjmowało się na palce, jak w tym przypadku było to niemożliwe. Zagrywek mocnych tak się bowiem nie da przyjmować, no chyba, że zawodnik odbierający piłkę chciał, żeby wyłamało mu palce. Wtedy mógł próbować, jednak takie postanowienia naprawdę mogły być katastrofalne w skutkach. Żaden z naszych siatkarzy nie zamierzał doświadczać tego typu kontuzji, więc tak naprawdę, jakiegoś specjalnego sposobu, na zagrywkę Wiśni, jeszcze nie znaleźli. On był jednak po kontuzji i rzadko korzystał ze swojego największego atutu w polu serwisowym. Coraz częściej decydował się po prostu na float'a. Był on co prawda nieprzyjemny, jednak był to serwis wolny, przez co przyjmujący nie mieli aż tak trudnego zadania. Wystarczyło przyjąć to na palce. Już bez ryzyka, że można je stracić...
Kłos w pewnym aspekcie gry był podobny do Wiśniewskiego - bowiem podobnie jak on dysponował bardzo szybką ręką. Prawdopodobnie najszybszą ze wszystkich środkowych w naszej kadrze, chociaż nikt tego jeszcze nie sprawdzał, tak więc są to jedynie podejrzenia. Rozegraną przez sypaczy piłkę atakował więc niemalże błyskawicznie, co znacznie utrudniało zablokowanie go. On również potrafił wbić całkiem solidnego gwoździa, chociaż nie aż takiego straszliwego, jak Wiśnia, czy, przede wszystkim, Nowakowski. Ten potrafił przywalić tak, że zawodnicy przeciwnej drużyny odwracali się plecami do środkowego i lecącej piłki, żeby tylko nią nie oberwać w twarz, dłonie, ani inne wrażliwe miejsca. Zdarzało się, że wręcz odskakiwali od siatki, byleby tylko uniknąć takiego pocisku... Kłos aż takich pocisków wbijać nie potrafił, jednakże dzięki prędkości swojej reakcji, był skuteczny w wykańczaniu swoich krótkich. Jego ataki były przy tym dość precyzyjne, chociaż czasami, gdy nie miał zbyt dobrego dnia, potrafił wyrzucać piłki w aut, bez uprzedniego obijania bloku...
No i został Wrona, który tak naprawdę w żadnym elemencie swojej gry zbytnio się nie wyróżniał. Jeśli nie miał swojego dnia, partaczył piłki seryjnie. Jego ataki często były zbyt delikatne, przez co większość z nich była podbijana, i wyprowadzano z nich niemal natychmiastowe kontry. Czasem Andrzej był więc największą przeszkodą, dla swojego zespołu, w tym, żeby ten zdobywał punkty. No i niestety, zbyt często wyrzucał piłki w aut. On częściej, niż pozostali środkowi łapany był blokiem - na siatce reagował bowiem wolno i długo składał się do swoich ataków. Rywale mieli przez to więcej czasu na to, by rozczytać zamiary środkowego, i odpowiednio się do niego ustawić, by zniweczyć jego wysiłek, jaki ten włożył w daną akcję. W polu serwisu nie miał porywających rezultatów, zdecydowanie więcej piłek wrzucał w siatkę, lub wyrzucał w aut, aniżeli trafiał nimi bezpośrednio w boisko. Rzadko ustrzeliwał któregoś z kolegów. Jego zagrywki były raczej typowymi balonikami, ani to było szybkie, ani kąśliwe. Złośliwi nazywali to poziomem szkoły podstawowej, twierdzili, że nawet junior tak nie zagrywa. Przeciwnicy najczęściej nie mieli więc żadnych problemów z odebraniem posyłanych przez Wronę piłek, przez co mogli wyprowadzać ciekawe, zaskakujące akcje, najczęściej z użyciem środka, zarówno w pierwszej, jak i drugiej linii.
O ile strata Kosoka nie była taka bardzo dotkliwa dla Stefana, bo Grześ był trzecią, czy nawet, ostatnio częściej, czwartą opcją dla trenera na pozycji środkowego, o tyle tym, że aż na trzy mecze zawieszono mu Cichego, nie mógł przestać się zamartwiać. Był w znakomitej formie, zdecydowanie wymiatał, czy to podczas treningów, czy też już w trakcie rozgrywanych meczy. Piekielnie mocne gwoździe, jakie wbijał w parkiet, doprowadzały rywali do rozpaczy, nikt nie był w stanie podbić takiej piłki, a co tu dopiero myśleć o zablokowaniu blondyna?... No i ta kapitalna dyspozycja na zagrywce... Pięć asów z rzędu? To nie było dla niego problemem. W bloku był skuteczny, chociaż czasami zdarzało mu się nie czytać za dobrze gry przeciwnika i spóźniać się do siatki, czy podejmować nieodpowiednie decyzje. Bywało też, że sprawiał wrażenie nieco zakręconego, a wtedy mógł na przykład nie trafić w przechodzącą piłkę. Złośliwi mówili, że zdarza mu się podczas meczu spać, przechodzić w tryb stanby... I to była chyba jego jedyna wada, jeśli chodziło o sposób jego gry. Właśnie to, że czasami zdarzało mu się nie ogarniać sytuacji boiskowej. Kiedy ponownie aktywował się na parkiecie, niemal natychmiast zaznaczał swoją obecność, zaczynał się ponownie naprzykrzać rywalom swoimi gwoździami czy ścianą, którą stawiał. Ścianą, którą potrafił zablokować Dmitriy'a Muserskiy'ego... I jak tu Stefan ma sobie bez niego poradzić przez trzy mecze?... No i pozostawało też drugie pytanie - kogo, w zastępstwie środkowego Resovii, Antiga wyznaczy na kapitana, podczas tych trzech meczy?... Duże szanse na to miał Winiarski, w końcu to on pierwotnie miał być kapitanem reprezentacji. I tylko przez tą sytuację z ogłupieniem chłopaków w psychiatryku, stało się inaczej...


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Podniosła zaspane powieki i przetarła oczy. Cicho westchnęła, z pewnością ze szczęścia. Jej ruchy były nieco ograniczone przez pewną wielką rękę, która obejmowała jej ciało. Ance to jednak nie przeszkadzało. Z wielkim bananem na twarzy wpatrywała się w swojego ukochanego. Nie wiedziała, że on nie spał już jakieś pół godziny. On z kolei chyba też nie wiedział, że Chmura już się obudziła. Przeciągnął się delikatnie pod kołdrą i wtedy wyczuł, że psycholożka się na niego gapi. Odwrócił się w jej stronę i szeroko uśmiechnął. Zbliżyli do siebie swoje twarze, by po chwili skosztować nawzajem swoich ust. Trwali kilka chwil w takim namiętnym pocałunku, sami dokładnie nie wiedzieli, jak długo. To się dla nich nie liczyło. Oni przecież mogliby tak spędzić całą wieczność. Gdyby ktoś zapytał ich w jakiejś durnej ankiecie o to, jakie jest ich ulubione zajęcie, bardzo możliwe byłoby, że udzieliliby odpowiedzi "całowanie się z moją drugą połówką". Mimo tego, że uważani byli za całuśne bestie, znali jednak umiar w tych swoich pieszczotach. Parę buziaków na korytarzu w ciągu dnia było, to jasne. Większą dawkę serwowali sobie jednak rano, wieczorem i w nocy. Nie chcieli przeginać z tym okazywaniem sobie uczuć tak publicznie, przy wszystkich. Dobrze wiedzieli, że nie każdy chciał oglądać coś takiego. Było przecież w kadrze paru zawodników, którzy nie mieli szczęścia w miłości, a takie widoki mogłyby tylko bardziej ich zdołować. On sam z resztą przecież jeszcze niedawno wręcz usychał z samotności, więc rozumiał to, jak mogli czuć się inni, gdy widzieli zakochaną parę. A z resztą... czy o tym, że między parą wytworzyło się wielkie uczucie, muszą świadczyć tylko buziaczki i obściskiwanie się na korytarzach? Obnoszenie się ze swoją miłością, gdzie tylko się da? Nie, im wystarczały niewinne uśmiechy, parę słów wypowiedzianych do siebie... Jasne, czasem musieli się cmoknąć czy przytulić na którymś z korytarzy, jednakże nie robili tego nagminnie, nie okazywali sobie uczucia na każdym kroku. Nie uważali tego bowiem za konieczne, zgodnie uważali, że to, co robią, wystarczy. Że wystarczy to do odpowiedniego pielęgnowania ich związku...
Uśmiechali się do siebie przez parę minut i sprawiało im to ogromną przyjemność. Nie obyło się przy tym bez drobnych gestów. Anka gładziła więc policzek Piotrka, a on odpowiadał jej buziakiem w czoło. Gdy ona czochrała mu czuprynę na głowie, on miział palcem jej policzek, najdelikatniej, jak potrafił. Chmura leciutko pociągnęła go za ucho, a ten cicho westchnął i liznął ją w nos. Złożył niewinny pocałunek na jej policzku, w chwili, gdy Ania zakryła mu oczy swoimi dłońmi. Cichy po chwili położył na nie także i swoje dłonie, po czym splotli je w delikatnym uścisku. Po raz kolejny uśmiechnęli się do siebie, po czym wymienili między sobą po buziaku w oba policzki. Anka przymknęła oczy, a jej chłopak skradł jej kolejnego całusa. Psycholożka odwdzięczyła mu się następnym cmokiem. Na tym skończyli chwilowo te pieszczoty. Leżeli więc teraz pod kołdrą, na brzuchach, wpatrzeni w siebie, trzymając się za ręce i uśmiechając do siebie szeroko. Rozkoszowali się tą chwilą nic nie robienia, bo nawet takie właśnie momenty były dla nich piękne. Ważne, że byli wtedy razem. A gdzie byli i co robili? To już nie było takie istotne. Miłość można było wyczytać w ich oczach. Tych samych, które właśnie przymknęli, gdy obdarzali się nawzajem kolejnym pocałunkiem. Chmura ułożyła swoją głowę na jego klatce piersiowej i wtuliła się w nią, a Pit objął ją jeszcze mocniej, po czym cmoknął w czółko. Zaczął przeczesywać i gładzić jej włosy. Ona z kolei delikatnie wymacywała każde kolejne żebro w kaloryferze Nowakowskiego. Chyba mu się to podobało, skoro po chwili otrzymała od niego buziaka w szyję. Cicho mruknęła, po czym pocałowała go w tą idealnie wyrzeźbioną klatę. Wyszczerzył się najszerzej, jak tylko potrafił i zaczął jej szeptać do ucha czułe słówka. A ona leżała wtulona w niego i rozkoszowała się tą bliskością. W ramionach swojego mężczyzny czuła się bardzo bezpiecznie. Przede wszystkim jednak - było jej w nich bardzo dobrze, niezwykle przyjemnie. Westchnęła i przymknęła oczy. Nie chciała dzisiaj wstawać z łóżka, lecz wiedziała, że to jest nieuniknione.

"L
ove me like you do, lo-lo-love me like you do
Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What do you waiting for?

Fading in, fading out
On the edge of paradise
Every inch of your skin is a holy Grail I've got to find
Only you can set my heart on fire, on fire
Yeah, I'll let you set the pace
'Cause I'm not thinking straight
My head spinning around I can't see clear no more
What do you waiting for?

Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What do you waiting for?

Love me like you do, lo-lo-love me like you do (like you do)
Love me like you do, lo-lo-love me like you do (yeah)
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for?"


Poranne leniuchowanie przerwało im pukanie do drzwi.

- Proszę. - rzekł Piter i przeciągnął się pod kołdrą, nadal nie wypuszczając ze swoich objęć Anki. - O, cześć, Grzesiu. - uśmiechnął się na widok swojego najlepszego przyjaciela.

- Cześć, Piotruś. Gazeta dla Ciebie. - rzekł Kosok i usiadł na brzegu łóżka tych zakochańców. - Cześć, Ania. - Podał Cichemu Pitowi owy szmatławiec.

- Tym razem napisali prawdę. - uśmiechnął się. - Nie wiem, jak i kiedy udało Ci się sprostować te wszystkie brednie, które zostały napisane przez parę dni, ale cieszę się bardzo, że udało Ci się ocalić dobre imię. Swoje. No i w sumie, moje trochę też. - podrapał się po głowie.

- Wiesz, mieliśmy tutaj odwiedziny. Dziennikarz wpadł nam do pokoju, jak sobie leżeliśmy z Anką w łóżku, rozumiesz? - przewrócił oczami.

- I nikt nie napisał o żadnym skandalu?! - wrzasnął zdumiony Grześ.

- Trudno, żeby mój najbliższy ziomek z liceum mnie oczerniał w mediach. - mrugnął okiem Piter.

- Ach, to widzę, że załatwiłeś to po znajomości. - zaśmiał się czarnowłosy siatkarz.

- No, w pewnym sensie, to tak. Ale ja zupełnie nie wiedziałem, że Krystiana tu przywieje. Za bardzo ostatnio nie miałem z nim kontaktu. Nawet nie wiedziałem, że spełnił swoje marzenie i został dziennikarzem. Nie miałem pojęcia o tym, że poszedł na studia, na swoje ukochane dziennikarstwo. W sumie, nie wiedziałem o nim praktycznie nic, od czasu, gdy pisaliśmy maturę.

- Ty jeszcze pamiętasz takie czasy, kochanie? - zaśmiała się Anka.

- Sugerujesz mi, że jestem stary, i na pewno mam sklerozę, tak? - fuknął i udał, że się obraził.

- Ależ skąd, skarbie. - poczochrała go po głowie i pocałowała w policzek.

- Jak wy się tak miziacie, to jesteście słodsi, niż jak śpicie, wiecie? - wypalił Grzesiu, a misiaczki głośno się zaśmiały.

- My ogólnie jesteśmy słodcy. - zachichotała Chmura.

- Nooo. - Pit szeroko się wyszczerzył.

- Dobra, dobra, nikt was nie pobije w tej słodyczy. - uśmiechnął się Kosok. - Ale, ale... Ja w sumie tutaj przyszedłem w dwóch sprawach. Jedną już załatwiłem, to była ta gazeta. - zaczął.

- Tylko nie mów, że znowu z samego rana poleciałeś do kiosku dla jednej, głupiej gazety? - przewrócił oczami Cichy.

- Oczywiście, że tak. Dla Ciebie wszystko. - zamrugał rzęsami.

- Wszystko? Wszyściuteńko? - dopytywał.

- No tak. Przecież niedawno Ci mówiłem, dla Ciebie nawet dupę mogę ogolić. - wypalił.

- Że co mu mówiłeś?! - szczęka Anki wylądowała niemalże na podłodze.

- Grzesiu tak bardzo mnie kocha, że z tej miłości ogoli sobie zadek. - wytłumaczył jej Pit i cmoknął ją w policzek.

- Tylko się nie zatnij niczym przy goleniu, nie zrób sobie krzywdy. - jęknęła.

- E, ja myślę, że on to raczej sobie wydepiluje. - zamyślił się.

- Teraz się będziesz brechtać?! A sam nie lepszy. - prychnął na niego czarnowłosy środkowy. - Aniu, jeśli jeszcze nie wiedziałaś, to to jest chyba odpowiednia chwila, byś poznała mroczną prawdę. Już się domyślasz, dlaczego on ma takie gładkie nogi? - zaśmiał się.

- Przecież sam też je golisz, więc o co Ci teraz, kurwa, chodzi?! - wrzasnął Pit. Kłótnie pomiędzy tą dwójką zdarzały się dosyć często, i nierzadko padały w nich ostre słowa, jednakże... - Przepraszam, Grzesiu, poniosło mnie trochę. Wybaczysz mi, prawda? - ... jednakże chłopcy godzili się po góra kilku minutach.

- Jasne, że Ci wybaczam, Piotruś - uśmiechnął się Kosa. Uff, czyli konflikt zażegnany.

- Dobra, dobra, bo Ty coś chciałeś powiedzieć o drugiej sprawie, tak? - przypomniał sobie Nowakowski.

- No, tak. - przytaknął drugi ze środkowych.

- Co to za sprawa? - zaciekawiła się Anka.

- Dzisiaj chyba ma zostać oficjalnie ogłoszona decyzja komisji dyscyplinarnej... - westchnął. - I przecieki są takie, że wisimy. Nie wiem dokładnie na ile, i czy obaj tak samo długo, ale mamy wisieć.

- Wiedziałem, że nie wezmą pod uwagę tego, co mnie doprowadziło do takiego zachowania. Dla nich liczy się fakt, i tyle. Przemilczą to, że być może uratowałeś komuś życie w ten sposób. - przewrócił oczami. - Przemilczą to, że gdyby nie ja, Anusia mogłaby mieć traumę na całe życie. Że mogłaby już nigdy nie zaufać żadnemu facetowi, unikać ich jak ognia. A przecież wtedy jeszcze nie byliśmy razem. Nie... Ja sobie nie wyobrażam, co by się stało, gdyby ten skurwysyn zrealizował swój plan. Pewnie doszłoby do zerwania wszelakich kontaktów między nami, to znaczy, między mną, i Anią. A ja przecież byłem już w niej wtedy tak kurewsko zakochany, że nie wiem, jak bym to zniósł. Pewnie nie zniósłbym. Za dużo się już w życiu nacierpiałem, teraz chcę mieć święty spokój. - westchnął i pokręcił głową. - Chcę się zestarzeć w spokoju. - dodał.

- No, do zestarzenia się, to Ci jeszcze daleko. - zaśmiał się Kosoczek.

- Daj spokój, zaraz trzydziecha na karku, a potem to już z dwie ćwierci do śmierci. - przewrócił oczami.

- Przestań Piotruś, jesteś jeszcze młodziutki. - cmoknęła go w policzek. - Młody, zdrowy facet.

- W sumie to masz rację, nie mam czym się zamartwiać. - podrapał się po głowie. - Grzechu jest o dwa lata starszy, to on się pierwszy zestarzeje. - zarechotał.

- No, widzisz, kochanie? W życiu zawsze trzeba myśleć pozytywnie. - zaśmiała się, na co Kosa tylko głośno fuknął.

- Poczułem się urażony. Idę się obrazić. - powiedział.

- Nie zgubisz się po drodze? - spytał blondyn.

- Czy ja mam na nazwisko Zatorski, żeby się gubić na prostym korytarzu? - westchnął i pokręcił głową. - Albo czy ja jestem prawie łysy?

- Niee no, czuprynę to akurat masz fajną. Ja mam fajniejszą, ale Twoja też jest spoko. - wyszczerzył się Cichy.
Usłyszeli pukanie do drzwi. Kogo tu znowu przywiało?...

- Proszę. - rzekł Grzechu.

- Dżjeń dobry. - usłyszeli. Oho, Stefan. Nie będzie zadowolony gdy zobaczy razem w łóżku jednego ze swoich zawodników i psycholożkę kadry. Wprawdzie wiedział o ich związku, wiedział, co robią po nocach. Nakrył ich nawet na buziakach, wymienianych na korytarzu. Mimo to, w łóżku jednak jeszcze ich nie zastał. I nie wiadomo było, jak zareaguje na ten widok...

- Cześć, Stefan. - bąknął cicho Piter.

- Czeszcz, Piter. Czeszcz, Grzeszju. Dobrze, że wasz widże, bo mam ja do was szprawa. - zamilknął na chwilę, bo chyba właśnie zauważył otuloną kołderką, i Piterowym ramieniem, Ankę. - O, czeszcz, Anja. Czjepło Czi w łóżko Piter? - spytał. Ton jego głosu był normalny, nie zamierzał uraczyć Chmury żadną ironią.

- Ciepło. - uśmiechnęła się. - Mam taką milusią, żywą poduszkę, która zawsze jest w stanie mnie ogrzać.

- Sztaraj szje, Piter, żeby Anja było wygodnie. I żeby było jej czjepło. - powiedział. Pit, Kosa i Anka wyglądali na nieco zaskoczonych tym, o czym rozmawia z nimi trener reprezentacji.

- Ja się zawsze staram. - uśmiechnął się szeroko Nowakowski.

- W to nje wontpie. Dobrze, bo my tu gadamy o łóżko, o poduszki, a ja miecz do wasz, Piter i Grzeszju, bardżo ważna szprawa. - stwierdził.

- Zamieniamy się w słuch. - odpowiedział Kosok.

- Wjenc, wczoraj doształem informaczja, że podjento już deczyżja w wasza szprawa. Njesztety, nie mam dla wy dobra wjadomoszcz. Żawjeszono wy. Grzeszju na jeden mecz. - zwrócił się do Kosiny. - Echh, a Ty, Piter, aż na trzy. - westchnął i pokręcił głową.

- No to zajebiście. - jęknął Pit i spuścił głowę. - Nie wzięli pod uwagę tego, dlaczego to zrobiłem? - spytał.

- Niesztety, nje. Dla oni liczyło szje tylko to, że było pobiczje. Wole Czi nie czytowacz to, czo jeszt napiszane w piszmo. - przewrócił oczami.

- Powiedz. Chcę to usłyszeć. - rzekł zdecydowanym głosem.

- Napiszali, że żoształesz żawieszony ża szczególne okruczjensztwo. - powiedział. - Wedug mje, taki tekszt to pszeszada, no ale czo ja mócz ż to żrobicz? - spytał i pokręcił głową.

- Nie, Stefan. Ten tekst, to nie jest przesada. TO JEST, KURWA, SKANDAL! - wybuchnął niczym wulkan.

- Przepraszam, czy ja mogę się na chwilę wtrącić? - pisnęła Chmura.

- Oczywiszczje. - odpowiedział Antiga.

- Chciałabym się o coś spytać. To zawieszenie obejmuje trzy najbliższe mecze reprezentacji, tak?

- Tak.

- A trzy najbliższe mecze naszej kadry gra nasza, tak zwana, reprezentacja B. Dobrze mi się wydaje? - spytała.

- Tak. Żgadża szje. Gra Polszka B. Oni żaczynajom Liga Szwjatowa, jeszli bendżje potrzeba, to bendziemy powoli wprowadżać ta kadra, czo mam ona tutej, w ten rytm meczowy. Pjerwsze mecze w Liga Szwjatowa bendżje gracz własznie kadra B.

- Pod wodzą naszego ulubionego Andrzejka. - uśmiechnął się czarnowłosy środkowy.

- Koowaal, kochanie Ty moje, tylko nie skompromitujcie się tam w tej Brazylii. - przewrócił oczami Piter.

- Tak więc te trzy mecze, w których nie będziesz mógł, Stefan, skorzystać na boisku z usług Piotrka, przypadają akurat na mecze tej drugiej kadry. W której on przecież i tak nie gra. Te trzy mecze, w których nikt tutaj z tych chłopaków nie zagra, zostaną rozegrane, i potem już nie będzie żadnych przeciwwskazań. I Piotruś będzie mógł zagrać. - uśmiechnęła się. - Widzicie? Nie ma co się załamywać. - zaśmiała się.

- Jesteś cudowna, Ania. - szepnął do niej Cichy i wpił się dość zachłannie w jej usta. Odwzajemniła ten pocałunek z nie mniejszym zaangażowaniem.

- Dżjenki Bóg. - uśmiechnął się Antiga. - Ja wy żosztawje tutej. Przyjdżczje potem na trening.
I wyszedł.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Jak Ty odbijasz tą piłkę, Ty ofiaro pękniętego kondoma?! - wrzasnął Dziku do Wrony. Kulturka Miśka, jak zawsze, na najwyższym poziomie. W tej chwili właśnie zwracał uwagę pięknemu Endrju, że ten nie nauczył się na dzisiaj odbijać sposobem dolnym.

- Na pewno lepiej, niż Ty przyjmujesz szmaty Możdżona. - odgryzł się bełchatowski środkowy. Tak, Muratore ostatnio w ogóle nie zachwycał na treningach. A dzisiaj jakby trochę bardziej mu się chciało, przez co jego blok znowu stanowił ścianę nie do przejścia, dla niektórych. I nawet skończył parę piłek w ataku, co wcześniej było nie do pomyślenia. Przy ćwiczeniu zagrywki, do przyjmowania float'ów Drzewa, zatrudniono właśnie Kubiaka. A ten sobie, delikatnie mówiąc, nie poradził z tym zadaniem. Nic więc dziwnego, że teraz cała kadra miała z niego bekę. No bo jak to? Nie przyjąć Możdżonkowego balonika?...

- Jezu, raz się taki chujowy trening zdarzył, wielkie mi coś. - prychnął Kubi.

- Ty do dzisiaj wypominasz mi to, że kiedyś wpadłem w siatkę i rozwaliłem ją doszczętnie, więc się nie dziw, że teraz my będziemy Tobie wypominać tą sytuację. - rzekł Mikuś.

- Jak Ty komu, tak on Tobie, Misiu, nie znasz takiego powiedzenia? - dodał Bociek.

- A weźcie wy wszyscy spierdalajcie. - warknął rozjuszony Dzik. Splunął przez ramię na parkiet i ruszył w stronę drugiego kąta hali. Nie miał zamiaru siedzieć z tą bandą debili. Im koło dupy latało to, co się stało ze Zbysiem, i to, że teraz nie ma go tutaj, razem ze wszystkimi. Ale Michał nie mógł pozostać obojętny na to, że jego najlepszemu przyjacielowi stała się wielka krzywda. Coraz bardziej nienawidził wszystkich wokół, a już kapitana drużyny zwłaszcza. W końcu to on odpowiadał za to, że Bartman leży teraz w szpitalu. Wprawdzie lada dzień miał już podobno z niego wychodzić, ale i tak minie bardzo dużo czasu, nim Zbigniew będzie mógł powrócić na boisko, do gry... Kubiaka denerwowały teraz nawet najbardziej błahe sytuacje. Czepiał się o wszystko i zaczynał zachowywać się, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Złośliwi koledzy z drużyny twierdzi, że w nieudolny sposób próbuje naśladować swojego ziomeczka. Kreował się bowiem obecnie na takiego samego buca, jakim był od zawsze Zbigniew Bartman. I sprawiał wrażenie, jakby sodóweczka mu strzeliła do głowy. Zupełnie, jak wcześniej jego best friend'owi. Oj, lepiej, żeby nie wdawał się w niego, bo jak Zbychu wróci, to nikt dwóch Bartmanów nie zniesie. Już z jednym było im przecież trudno wytrzymać...

- Chłopcze! Pogadaliszczje szobie, to teraz pora na trening! - wrzasnął Stefan. Poskutkowało, bo wszyscy zajęli się tylko i wyłącznie przygotowywaniem się do typowej gierki treningowej. - Podżjelczje szje szami na trzy szkłady. W każdym ma bycz dwa szrodkowe, dwa przyjmujonce, atakujoncy, rożgrywajonczy i libero.

- Może niech ktoś po prostu rozpisze te składy? Na jakichś kartkach, będzie łatwiej. - stwierdził Łomacz.

- Nie chciej, żebym rozpisywał składy. - zaśmiał się Cichy.

- Nie, tego nie chcemy. - jęknął Mały.

- Jeśli byś rozpisał je po równo, to może nawet by to był dobry pomysł. A nie tak jak wtedy, że jedna drużyna gra bez środkowych i libero. - podrapał się po głowie Igła.

- Przecież było po równo. - przewrócił oczami Pit.

- Taaa, bo sobie przyszliście z innej drużyny, orżnęliście nas, a potem wygraliście mecz z nami walkowerem, bo się nie mogliście rozdwoić i grać jednocześnie z nami i przeciw nam. - zauważył Konan.

- Życie, Dawidku. - wzruszył ramionami Kosok.

- Życie, życie, jeest nooweeelą. - zawył Winiar.

- Nobelon! - wrzasnął Zator.

- Jaki, kurwa, nobelon? - złapał się za głowę Ziomek.

- No nobelon. Tak to leciało w tej piosence. - uśmiechnął się młody libero.

- Nie, tak to nie leciało. - westchnął Zagumny i pokręcił głową.

- Taak too niee leeciaałoo. - ponownie zawył Winiarski.

- Misiek, co Ty dzisiaj taki nadpobudliwy jesteś? - zaśmiał się Ignaczak.

- Nie jestem nadpobudliwy. Po prostu lubię śpiewać. - powiedział.

- Drogi Michale - zaczął Fabio. - Śpiewanie, a wycie to dwie różne sprawy, i chyba każdy o tym wie. - spojrzał na pozostałych siatkarzy. - No chyba, że jest się Grzegorzem Kosokiem, bo on nie rozróżnia tych pojęć. - ponownie zerknął na chłopaków. - Możliwe, że Zatorski też tego nie rozumie.

- Oooo w mordę, zaraz chyba trzeba będzie się ewakuować. - jęknął Rucek.

- Co masz na myśli? - spytał Jarski.

- Widzisz na horyzoncie te wygłodniałe hotki, wyczekujące tylko na odpowiedni moment, by rzucić się na któregoś z nas? - szepnął Sponsor, wskazując na grupkę tak na oko szesnastoletnich dziewczyn, siedzących na trybunach. Dzisiejszy trening był otwarty, każdy mógł więc wejść i zobaczyć sobie siatkarzy.

- Widzę. Jeju, trzeba Ankę ostrzec, że zaraz jej chłopak może się nawysłuchiwać od psychicznych cizi, jak to on bardzo się nadaje na ich męża i jak fajnie byłoby sobie zrobić z nim takiego maciupkiego Pitercia. - zaśmiał się Ryży. A w sumie, to nie ryży, bo ryży on przecież aktualnie nie był. Chłopakom przecież zachciało mu się przefarbować włosy. Na głowie Jarosza znajdowała się więc teraz głęboka czerń. Ale chyba nikomu to nie przeszkadzało. Stefan żadnych zażaleń nie zgłosił, pozostali członkowie sztabu szkoleniowego także.

- Zarządzam ewakuację! - wrzasnął Guma i sam spierdzielił jako pierwszy, gdy tylko zobaczył, że owe lasie ruszyły w kierunku zawodników. Tak, nie przewidziało wam się. Guma spierdzielił jako pierwszy.

- Aaaaaaaach! Andrzejkuuu, jaki Ty jesteś śliczny! - wrzasnęła jedna dziewczyna, która objęła Wronę i nie zamierzała go puścić. Ona wyglądała na zdecydowanie starszą, niż reszta tych panienek. Na taką mniej więcej dwudziestokilkuletnią. Cóż, jak widać, i w takim wieku jeszcze zdarzały się hotki. Owa panna miała piękne, długie włosy, w kolorze platynowego blondu. Była naprawdę ładna i wyglądała raczej na naturalną kobietę. - Stop, Andrzejku, Ty poczekasz, bo mam sprawę. - powiedziała i ruszyła w stronę innego z siatkarzy. - Panie Piotrze, mamy do pogadania. - zaczęła.

- Klarysa? Co Ty tu robisz? - jęknął. Znał ją. Dobrze ją znał, można by rzec, że aż za dobrze. Była to bowiem kolejna z tych panienek, które zabawiały się z nim pamiętnego wieczoru...

- Przyszłam Cię powiadomić, że już wkrótce zostaniesz moim mężem. - oświadczyła mu, dumnie wypinając piersi do przodu.

- Przykro mi, mam dziewczynę. - przewrócił oczami.

- Ale z nią nie masz dziecka, debilu, a ze mną owszem! - warknęła na niego.

- CO?! - wrzasnął zdumiony siatkarz. - Chyba sobie żartujesz?!

- Nie, nie żartuję sobie. Jedna noc wystarczyła. - stwierdziła.

- Kłamiesz. Zabezpieczyliśmy się. Żadna gumka nam nie pękła. - syknął na nią.

- A nawet jeśli kłamię, to co? - wypaliła bezczelnie. Oj nie, panno Kowalczyk, nie z Piterem takie numery. On się nie da wrobić w Twoje gierki.

- Chcesz po prostu wyżulić ode mnie trochę forsy, nie?! - ryknął, wyraźnie już wkurwiony.

- No a po co miałabym w innej sprawie do Ciebie przychodzić? Myśl, Nowakowski, do cholery. odpowiedziała mu.

- Po chuj Ci ta forsa? - zapytał. Chrzanił już wszelakie uprzejmości, laska zdecydowanie zepsuła mu humor. A przede wszystkim przeholowała, jeśli chodzi o zachowanie.

- Jak to po co? No raczej, że na aborcję. Człowieku, puknij się w ten durny łeb, ja nie mogę mieć dzieci, ja się nie nadaję na matkę... - nie zdążyła już nic powiedzieć, bo Piotrek gwałtownie jej przerwał.

- A DLACZEGO TO JA MAM CI TO OPŁACAĆ?! PUŚCIŁAŚ SIĘ Z KIMŚ W BURDELU?! TWÓJ PROBLEM, MNIE DO TEGO NIE MIESZAJ! JA NIE MAM Z TYM NIC WSPÓLNEGO! - wrzeszczał. - Więc bądź tak miła i wyjdź stąd, zanim nie wyproszę Cię w nieco mniej kulturalny sposób. - dodał, znacznie spokojniejszym już głosem.
Podziałało, bo panienka wyszła w trybie natychmiastowym.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wieczorem, gdy siatkarze leżeli już na łóżkach, w swoich pokojach i oglądali telewizję, jeden z nich postanowił wyłamać się ze wszystkich obowiązujących systemów. Ruszył żwawym krokiem w stronę recepcji spalskiego ośrodka. Zastał tam oczywiście Kozłowską.

- Cześć, Dagmarcia. - szepnął.

- Witaj, Pawełku. - odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego promiennie.

- Przytuliłabyś się do mnie? Mam dosyć tulenia się w nocy do misia... - westchnął.

- Jasne. - skinęła głową i poszła wraz z libero do jego pokoju. Usiadła na jego łóżku, a on cały czas się w nią wpatrywał.

- Jesteś taka mrau, że Cię zaraz będe brał. - wypalił. Piter przecież mu niedawno powiedział, że to idealny tekst na podryw...

- Ooooch! - pisnęła. - Jaki Ty jesteś uroczy. - objęła go ramieniem. - Bierz co chcesz, kociaczku. - szepnęła do niego, po czym pocałowała go w policzek i położyła się na Zatorowym mebelku.

- Ciebie chcę, Dagmarcia. Ciebie chcę. - uśmiechnął się i ułożył się obok niej.

- Do dzieła, ogierze. - zachichotała.
Dwa razy nie musiała prosić. Pocałował ją, a ona odwzajemniła ten gest. Nie minęło nawet 10 minut, gdy byli już cielesną jednością.
Tak, moi mili. Paweł Zatorski zaliczył kobietę drugi raz w życiu...
Czy on się nawraca?...


___________________________________________________________________


/ Czy Zator się nawraca? Wygląda na to, że nieco szurnięta recepcjonistka nieźle zawróciła mu w głowie. Ach, ta Kozłowska. Z pewnością nie jest normalna. Bo kto normalny, mając wokół tyle pysznych ciasteczek, bierze się za Zatorskiego?...

Panienka Klarysa próbowała wyłudzić pieniądze, lecz jej się to nie udało. Miała lasia tupet, że wprost przyznała się siatkarzowi do tego, że właśnie go okłamała, i że chodzi jej jedynie o to, żeby dostać kasę.
No cóż, wątpliwe, by owa cizia jeszcze tu kiedyś zawitała.

Wygląda na to, że Komisja Dyscyplinarna się nieco skompromitowała. Zawiesiła zawodników, którzy i tak w najbliższym czasie nie mieli grać meczów międzypaństwowych. A że gra teraz kadra B, to właśnie dzięki ich meczom, zlecą te trzy spotkania... Można więc stwierdzić, że środkowi zawieszeni nie zostali.
Nie mają co się bać, gdy będą musieli grać, będą już mogli pomóc swojej drużynie.
Afera z Bartmanem chyba w końcu się wyjaśniła. To najprawdopodobniej ostatnia okładka gazety w najbliższym czasie, jaka wpadnie w ręce siatkarzy.
A czy w przyszłości będzie więcej? Nie mówię nie.

Reakcja mentalisty na ankietę chłopaków w rozdziale następnym.


Dwie ostatnie części pisane od niechcenia. Widać to. Bardzo. Za bardzo.
 

8 komentarzy:

  1. Ostatnia partia z Pawełkiem wygrała rozdział i koniec kropka! :D
    Zatorski, tylko tak dalej!
    Smutny był ten list od Komisji, ale skoro postanowienia da się ominąć to bardzo się z tego powodu cieszę :D
    Kubiaczku, mam pod domem dąb, który rok rocznie obrasta w mnóstwo żołędzi. Wpadnij, pograsujesz sobie wśród nich i poczujesz się lepiej ;)
    Kosoczek taki kochany <3 Wygrał plebiscyt na najlepszego przyjaciela :D

    Cmokam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka krótka, a wygrała rozdział. :D
      Spokojnie, Zator się nie zmieni. xd Może jedyna zmiana, jaka w nim zajdzie, to podejście do kobiet. ;)

      Jak ta Komisja mogła ich zawiesić?...
      Przecież to tacy fajni chłopcy. :D
      No ale cóż, troszkę się Komisja skompromitowała, bo nie przewidziano, że teraz gra kadra B. ;)
      O niej będzie tu niedługo co nieco. :D

      Sugerujesz, że Dzikowi zabrakło żołędzi, i dlatego jest taki wredny? :D

      Ja też cmokam. :*

      Usuń
  2. Komisja Dyscyplinarna PZPS-u niczym sławetna PKW można rzec :P No proszę, nie przewidzieli pewnych okoliczności i wtopa gotowa. To oczywiście tylko działa na korzyść Stefana i całej drużyny, bo nie będzie musiał się martwić, kim zastąpić wartościowych środkowych (o, nawet się zrymowało!)
    Piter i Ania, słodkości ciąg dalszy <3
    Ech, Kubiaczku, hamuj piętą, bo sobie pomyślę, że twój móżdżek ma rozmiary orzeszka ziemnego albo raczej twoich ulubionych żołędzi. Twój przyjaciel chciał dopuścić się niegodziwości wobec kobiety, a ty nadal go bronisz...
    Śpiewający Winiar przywodzi na myśl najlepsze i najbardziej obfite w "filmy dokumentalne" Igły reprezentacyjne czasy, które pewnie już nigdy nie wrócą :(
    A Paweł "Nobelon" Zatorski wciąż przekracza granice swoich możliwości. Czy się nawraca? Nawet jeśli, to zupełnie nieświadomie :P
    Ja nie zauważyłam, żebyś cokolwiek napisała od niechcenia :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stefan tak bardzo się martwił o to, że mu dwójka wypada ze składu, że nawet się zbytnio nie potrafił cieszyć, kiedy się okazało, że Komisja zaliczyła wtopę. :D

      W następnym rozdziale mniej słodkie oblicze Anki. :D Za dużo tych słodkości, za dużo. xd

      To je Dziku, on zawsze będzie bronić Zbycha. No chyba, że ten by mu zrobił coś wrednego, ale na to się nie zanosi. Może się ogarnie, ale to jest bardzo wątpliwe.

      Igłą Szyte. <3 Śpiewający Winiar to nic, jak się Piter odezwał, to dopiero można było leżeć i kwiczeć. :D

      Zator, jeśli chodzi o kobiety, nawraca się zupełnie świadomie. ;) Co nieco na ten temat również będzie w następnym rozdziale.

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  3. PZPS się postarał, nie ma co. Oczywiście dla Stefana to bardzo korzystna sytuacja :D Ach uwielbiam PZPS...

    Zator po prostu mnie rozwalił. Chłopak się nawraca, nie ma co :D Oby tak dalej " Nobelonie" :D

    Dziku zjedz żołędzie, głodny nie jesteś sobą :D Jego kumpel chciał zrobić krzywdę Ance, a ten go jeszcze broni. Ludzie trzymajcie mnie bo mu ząbki powybijam.

    Piter i Ania tacy słodcy :D Uwielbiam ich.

    Zapraszam do siebie na 6 rozdział http://malzenska-loteria.blogspot.com/?m=1

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy kochamy PZPS. :D Ale jak oni tak mogli zdenerwować Stefana, no jak?

      No ile można się tulić do pluszowego misia? Zatorowi się znudziło, chciał się poprzytulać do czegoś innego.

      Przywieź ktoś mi dostawę żołędzi dla Dzika, ja niestety ich nie mam. :(

      Już lecę do Ciebie na bloga. :D

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  4. Świetny :D
    Oj Zati, Zati, to na prawdę tam nie leciało. Ale powiem że leciało, jestem dobrym człowiekiem i wspieram ludzi z "czymś nie tak" xD. Ale sopx, nawracaj się na dobrą drogę! :)
    Dziku oddychaj. Bo ci zaraz żyłka pęknie, spokojnie.
    Ooooooojejuuuniuuu *o* Więcej cukru mi nie potrzeba, wystarczy sobie to przeczytać. Jejciu, no z Piotrusia i Aneczki to saaaaaaaaaaaaama słodycz. :)
    Pozdrawiam i zapraszam - pojawiło się cuś nowego
    http://widok-na-moj-swiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wspieraj go, może szybciej się nawróci. :D

      Za dużo tej słodyczy, nie?

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń