Obudziła się, gdy tylko słońce pojawiło się na niebie. Z samego rana wygramoliła się z łóżka. Nie należało to do łatwych zadań, bo przecież obejmowała ją wielka ręka jej najlepszego przyjaciela. Kolejną noc spędziła u niego. Kolejną noc spędziła z nim. Zaczęła zastanawiać się, czy nie przejąć inicjatywy w tym wszystkim, czy to ona jako pierwsza nie powinna mu powiedzieć, co tak naprawdę do niego czuje. Nie wiedziała, że on w końcu planował dzisiaj odważyć się wyjawić jej swoje uczucia... Usiadła na łóżku, jeszcze przez kilka chwil wpatrywała się w śpiącego siatkarza, na którego twarzy widniał szeroki uśmieszek. Ostatnimi czasy on się ciągle uśmiechał. Nic dziwnego, praktycznie cały czas miał przy sobie śliczną psycholożkę... Kochał ją, naprawdę ją kochał, lecz bał się do tego przyznać. Jednak powrócił ten nieśmiały Pit, już nie był bezczelnym gburem, który to miał latać po burdelach i wyrywać wszystko, co się tylko dało. Przecież taką "rolę życiową" wymyślił mu w szpitalu psychiatrycznym Doktor - Szarlatan. Jednakże, to wszystko minęło, a miejsce bucowatego, zupełnie niepasującego do niego oblicza, zajęło to właściwe - skromne, spokojne, dupowate... Był taki, jaki był przed tym fatalnym wybuchem w Spodku. Z jednym wyjątkiem - nie cierpiał już po rozstaniu z dziewczyną, bo już za moment miał oficjalnie cieszyć się z posiadania kolejnej. No, może nie za moment, a raczej za parę godzin, ale wierzył w to, że to stanie się już dzisiaj. Taki miał plan. I wierzył w to, że wszystko się uda. Chciał ją wyciągnąć po treningu kadry na jakiś spacer, połączony z wizytą w malutkiej lodziarni, która to znajdowała się niedaleko Centralnego Ośrodka Sportu. Zajadając słodki przysmak mieli udać się do parku i tam sobie spędzić wspólnie trochę czasu. To właśnie tam chciał jej wyznać miłość. A potem? A potem to już liczył na to, że Anka zgodzi się na to, żeby zostać jego dziewczyną. Że wrócą do ośrodka już jako para...
Anka tymczasem wstała z łóżka i zaczęła kompletować wszystkie części swojego ubrania, które to były porozrzucane po całym pokoju siatkarza. Trochę czasu jej zajęło, aż je znalazła, a żeby niektóre wygrzebać z kątów, musiała się nieźle nagimnastykować. Wyginała się więc we wszystkie strony, nieświadoma, że Pit właśnie się obudził i wpatrywał się w nią jak w obrazek. Jej wygibasy bardzo skutecznie pobudzały jego wyobraźnię, więc gdy tylko znalazła się w zasięgu jego ramion, złapał ją w pół, zagarnął do siebie i ułożył na pościeli, szeroko się do niej wyszczerzając. Anka, wciąż jeszcze nieubrana, zorientowała się, że opuszczenie pokoju środkowego wcale nie będzie takim prostym zadaniem, jak początkowo myślała. Nie, to będzie bardzo trudne zadanie, zważywszy na to, że jemu oczywiście znowu musiało się zebrać na czułości. Zaczął całować ją po całym ciele. A ona? A co ona miała zrobić? Poddała mu się, oczywiście, że mu się poddała. Zapewne znowu do czegoś między nimi by doszło, gdyby nie usłyszeli nagle pukania do drzwi. Po chwili owe się otworzyły.
Grześ Kosok. Czyli nie muszą udawać, że sobie tylko leżą.
- Piotrek? - zaczął.
- No? - mruknął lakonicznie. - Cześć, Grzesiu.
- Cześć, Piotruś. Byłem dzisiaj w kiosku. - powiedział.
- Po co? - jęknął.
- Po gazety. - rzekł.
- I? - ziewnął.
- Wygadał. Wygadał to skurwysyn. - westchnął.
- Kto wygadał? Co wygadał? - nie ogarniał blondyn.
- Ten skurwysyn. Wygadał, że to my. W sumie, że to głównie Ty... - pokręcił głową.
- BARTMAN?! WYGADAŁ?! KURWA MAĆ! - wrzasnął.
- Echh... mnie też obsmarowali za to, że dałem mu z liścia, ale Ciebie to po prostu rozjechali walcem... - szepnął.
- Jakby wiedzieli, dlaczego to zrobiłem, to by walcem rozjechali jego! - krzyknął. - Dawaj mi tą gazetę! Muszę przeczytać te brednie!
- Masz. - wybąkał i podał mu owy szmatławiec.

- Super, kurwa, będą mnie uważać teraz za niezrównoważonego psychicznie brutala. - westchnął Nowakowski.
- Mnie też, nie przejmuj się... - poklepał go po głowie Kosk.
- Potem Ci to odniosę. - powiedział.
- Nie ma potrzeby. Kupiłem dwa egzemplarze, co by jeden sobie zatrzymać. No a drugi miałem dać Tobie. - uśmiechnął się Kosa.
- Super. - westchnął. - Będę musiał powiedzieć tym dziennikarzynom, jak to naprawdę było...
- A wy znowu coś ten? - zmienił temat Kosok.
- Być może. - fuknął na niego. - A teraz możesz już wyjść, z góry dziękuję.
Tak więc Kosa opuścił pomieszczenie.
- Ja też już wyjdę, co by znowu nikt nas razem nie zastał w niezręcznej sytuacji. - szepnęła Anka. Ubrała się, co wcale nie było łatwe, bo Pit skutecznie próbował jej to uniemożliwić. Nie udało mu się jednak i musiał pogodzić się z tym, że teraz już Chmury w swoim pokoju nie zatrzyma. Fuknął tylko, udając, że się focha, po czym wymienili się długim, namiętnym całusem na pożegnanie, a psycholożka poszła w końcu do siebie.
Ubrał się, po czym ułożył wygodnie na łóżku i zaczął słuchać muzyki.
"No bo jak mogę chcieć
myśleć o kimś kto nie zna mnie?
Brak mi Twego widoku...
Nieodporny mam rozum. (Mam rozum......)
Zasypiam myśląc o tym, jak odezwać się . Oh...
Zasypiam myśląc o tym, że... jesteś niedaleko gdzieś."
Relaksowanie się przerwał mu jednak dźwięk nadchodzącego połączenia. Niechętnie chwycił za swoją komórkę i nacisnął na zieloną słuchawkę.
- Dzień dobry, panie Piotrze. - usłyszał.
- Dobry. - bąknął.
- Chyba jest pan trochę zaspany? - a co go to, do cholery, obchodzi?...
- Może trochę. - przewrócił oczami. - Proszę przejść do rzeczy.
- Proszę dokładnie powiedzieć, dlaczego pobił pan Zbigniewa Bartmana? - tak, mógł się spodziewać tego pytania.
- A muszę mówić teraz? Wolałbym się po prostu z panem spotkać i wtedy wszystko wyjaśnić. A nie tak przez telefon, bo jakbym miał to wszystko przez komórkę tłumaczyć, to by mi się chyba rozładowała. - stwierdził.
- Rozumiem więc, że odmawia pan wywiadu? - zapytał wścibski dziennikarzyna.
- Nie. Mówię tylko, że nie w tej chwili, i nie przez telefon. - westchnął.
- Rozumiem. Do widzenia. - rozłączył się.
Dziennikarz zapewne do jutrzejszej gazety napisze, że Pit odmówił wywiadu, pewnie też, że był dla niego niemiły, blablabla... A on po prostu nie chciał tego wszystkiego tłumaczyć przez telefon...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Było już po treningu, kiedy postanowił zrealizować swój plan na dzisiejszy dzień. To właśnie dzisiaj chciał wyznać Ance, że ją kocha. Podczas niewinnego spaceru w parku... Chwycił swoją komórkę i po chwili wystukał sms'a do psycholożki.
"Cześć. :* Czy nie chciałabyś się może wybrać teraz ze mną na mały spacerek, połączony z drobną przekąską w pobliskiej lodziarni? Chciałbym, żeby ktoś dotrzymał mi towarzystwa. Kurek nie chce, a Kosa śpi i nie chcę go budzić. Czy mogę liczyć na Twoją obecność? Bardzo ładnie proszę. :)"
Po chwili odczytywał już odpowiedź.
"Jasne, że z Tobą pójdę, kocie. :D Teraz?"
"Tak, teraz. :)"
"No to już lecę ^^"
Odłożył komórkę na biurko. Nie wspomniał jej, że miało za niedługo zacząć padać. Ona nie weźmie kurtki i będzie jej zimno, a on wtedy ją uratuje. Cóż to za genialny plan... Założył na siebie swoją bluzę, zapakował do torby trochę jedzenia i picia oraz kurtkę dla Anki, która raczej na pewno jej się potem przyda, i zszedł na dół, przed ośrodek. Tam miał spotkać się z dziewczyną. Po chwili wymieniali między sobą kolejnego buziaka, tym razem na powitanie.
- No to dokąd idziemy, tak konkretnie? - spytała.
- Najpierw na małe lody, a potem do parku. Wziąłem torbę, w niej mam jedzenie i picie. Zrobimy sobie mały piknik. - odpowiedział i uśmiechnął się szeroko.
Ance chyba to odpowiadało. Objęła go ramieniem, on ją także, i tak sobie zmierzali w stronę malutkiej knajpeczki, jak para. Para przyjaciół. Po chwili doszli do lodziarni i usiedli przy stoliku. Pit zadecydował, że to on kupi lody.
- Jaki smak? - spytał.
- Jedną kulkę mi tylko kupisz? - udawała, że się focha.
- Dwie. - zaśmiał się. - Sam też biorę dwie. Wybierz sobie smaki.
- No to mięta i stracciatella. - powiedziała.
- Ha! Moje ulubione! - wyszczerzył się do niej. - To już idę zamawiać.
Po chwili już brudzili swoje gębki zimnym, aczkolwiek przepysznym, przysmakiem.
- Tak się zacząłem zastanawiać... - zaczął.
- Nad czym? - spytała.
- No bo... ja się przez to wszystko, co się działo w moim życiu... chyba bym się bał wyznać jakiejś kobiecie, co do niej czuję... - westchnął.
- Spokojnie. Jeśli coś do jakiejś kiedyś poczujesz, powiedz jej to jak najszybciej. Potem może być już za późno, jeśli znajdzie sobie inny obiekt uwielbienia. A Ty będziesz żałować, będziesz cierpieć. Będziesz się zastanawiać "co by było, gdyby"... - odpowiedziała. - No chyba, że jesteś pewny, że ona nie chce znaleźć sobie nikogo innego. - nagle wypaliła. Szybko odwróciła głowę, co by nie widział zmieszania na jej twarzy.
- Dziękuję. Pomogłaś mi, nawet nie wiesz, jak bardzo. - uśmiechnął się i delikatnie pocałował ją w policzek. - Możemy już chyba iść, nie? - spytał.
- Tak, tak. - odpowiedziała, nieco zdezorientowana.
Ruszyli w stronę parku, kończąc pochłaniać słodki przysmak. Rozmawiali ze sobą o wszystkim i niczym. Piotrek opowiadał Ance o swoim rodzeństwie - o trzech siostrach, z których to jedna jest bardziej nienormalna od drugiej i o bracie, z charakteru bardziej zbliżonym do niego. Wspomniał też o rodzicach, o tym, gdzie pracują. Opowiedział jej praktycznie całą historię swojego życia, a Chmura zrewanżowała mu się tym samym. Wiedzieli o sobie już całkiem sporo. Ale chcieli wiedzieć jeszcze więcej, toteż cały czas wymieniali się kolejnymi informacjami ze swojego życia. I tak oto Ania wysłuchiwała, jaki to Igła jest powalony i jak bardzo Piotrek nie lubił, kiedy doświadczony libero wpierdzielał mu się na chama do pokoju z kamerą. Jak bardzo Bartman zawsze był bucem, lecz nie aż takim, jak teraz. Chociaż wydawało się, że Pit ze Zbyszkiem przyjaźnili się niegdyś, tak naprawdę nigdy za sobą specjalnie nie przepadali. Ich przyjaźń była udawana. Nie to co te z Kurkiem czy Kosokiem - tak, to były prawdziwe przyjaźnie... Były, bo ta z Kurkiem coś ostatnio przechodziła do przeszłości, przyjmujący jakby zupełnie przestał przejmować się środkowym. No cóż, lepiej dla Grześka, miał Pitera cały czas dla siebie. No, prawie cały czas. W nocy dla siebie miała go przecież Anka... Właśnie, Anka... Doszli już do parku, zrobili sobie piknik, nawet wszystko już zjedli i posprzątali po sobie, i spacerowali sobie powoli, dzieląc się coraz to nowymi faktami, kiedy nagle...
- Aaaaaaaa! - wrzasnęła przerażona. Nie, zdecydowanie nie spodziewała się tego, że tak nagle pogoda zechce zmienić się o 180 stopni. Lunęło na nich jak z cebra. Jej towarzysz zauważył, że dziewczyna w swoim krótkim T - shircie może zaraz się przeziębić. Niewiele myśląc rozpiął swoją torbę i wyjął z niej ortalionową kurtkę z kapturem. Sam również opuścił na głowę kaptur swojej bluzy.
- Proszę, kochanie, to dla Ciebie. - szepnął jej prosto do ucha i podał jej ową kurteczkę. Anka posłusznie ją ubrała, udając, że nie słyszała tego "kochanie". Wiedziała, że tak naprawdę czuje do Niego coś więcej, niż tylko to niesamowite pożądanie, które całkowicie bierze nad nią górę, gdy tylko znajdą się sami w jednym pokoju, lecz bała się do tego przyznać.
- Mówiłeś, że bierzesz tylko trochę picia i jakieś jedzenie. Okłamałeś mnie. - fuknęła na niego.
- Przepraszam, Anuś. Ale zawsze wolę się zabezpieczyć, no wiesz, tak na wszelki wypadek.
- Ehe, Ty i zabezpieczanie się. - prychnęła. Siatkarz od razu spalił buraka.
- Przecież mówiłaś, że to jest świadoma decyzja, że nie wstydzisz się tego i w ogóle... Że jesteś świadoma tego, że z seksem wiążą się wszystkie konsekwencje, jakie mogą z niego wyniknąć. I że dlatego właśnie nie uznajesz zabezpieczeń. A teraz tak nagle robisz mi jakieś dziwne wyrzuty z tego powodu. Anka, co jest? - zaniepokoił się.
- Nic nie jest, głuptasku. Po prostu chciałam się z Tobą podroczyć.
- Yhym, podroczymy się nawzajem. Później - dodał, charakterystycznie poruszając brwią. - Wracając do tematu, no przecież widziałem, że idziesz w samej bluzeczce, no to sobie myślę: "A co to będzie, jak nagle jakaś ulewa nam tu gdzieś pierdolnie, jak sobie będziemy ślicznie siedzieć na dupach na spacerciu." No to przecież musiałem wziąć jakąś kurtkę dla Ciebie. - zachichotał.
- A Ty z czego się tak brechtasz, gamoniu? - syknęła. Dała mu wyraźnie do zrozumienia, że na dzisiaj to koniec spaceru. Ona chciała już wracać do domu.
- Bo ja po prostu kocham deszcz. - uśmiechnął się do niej w ten swój najbardziej rozczulający sposób. Anka czuła, że znów uginają się pod nią nogi. - A wiesz, co najbardziej w nim uwielbiam? - zapytał i czule objął ją ramieniem.
- Nie? - wyraziła drobne zdziwienie. - Nie wiem, co jest takiego wspaniałego w deszczu. - zatrzęsła się lekko na myśl o tym, jak to staje się mokra i w przeraźliwej ulewie musi wracać do domu bez parasola, bez kurtki, de facto bez niczego.
- Cudownie jest tańczyć do rytmu wystukiwanego przez krople wiosennego deszczu. - zaczął mówić, a na jego twarzy wciąż pozostawał ten niezwykły uśmiech, szeroki od ucha do ucha. - Chodź, poświrujemy trochę, przestaje już tak lać. A co nam zrobi parę takich drobnych kropel?
- Parę drobnych kropel, to to jeszcze nie jest, niestety. Dla mnie chyba nadal za mokro.
- Oj, tam, oj tam. - mruknął i porwał ją w ramiona. Zaczął kręcić się z nią na wszystkie strony. Oboje wybuchnęli głośnym, radosnym śmiechem, Zupełnie jak dzieci, zupełnie jakby postradali nagle rozumy. Zupełnie jak... zakochani?
Kręcili się tak dobrych parę minut, zupełnie zapominając o całym świecie. Przepełnieni emanującą z nich radością wpadli w coś w rodzaju transu.
- Piotruś, możesz mnie już puścić? Trochę zakręciło mi się w głowie. - poprosiła go spokojnym głosem. On, chociaż niechętnie, przystał na jej błaganie i postawił ją spowrotem na ziemi. Chwycił do kieszeni bluzy po coś, z czego mógłby puszczać muzykę. No niech to szlag, akurat musiał zapomnieć o tym, żeby zabrać telefon z ośrodka. Zapomniał? Nie, on świadomie go nie wziął.
- Nici z posłuchania muzyczki... - mruknął i zaczął udawać, że się zasmucił. Spuścił głowę, a Anka klepnęła go w plecy.
- Ej, Pit. Przecież są inne sposoby na spacerek z muzyczką. - mruknęła do niego.
- No tak. Przecież mogę Ci ślicznie zaśpiewać. - ponownie się uroczo wyszczerzył. Anka ledwo powstrzymała się przed zrobieniem czegoś głupiego, czegoś, czego potem mogłaby żałować. No ale co ona poradzi na to, że w tej chwili jedyne, czego chciała, to rzucić się na niego w celu złączenia ich ust w namiętnym pocałunku? Wróć, Anka, Ty wcale tego nie chcesz. Nie zapominaj, że to jest tylko Twój przyjaciel, z którym bardzo lubisz spędzać czas. Taa... przyjaciel... Wpadłaś jak śliwka w kompot. Tylko, że Ty tak jakoś wcale nie masz zamiaru z niego wyłazić.
- Mmm, to co śpiewamy? - wypaliła nagle. Nie, ona wcale nie zaproponowała mu wspólnego śpiewania w deszczu.
- Nie wiem. - uśmiechnął się rozbrajająco. - Zaproponuj coś.
- No to skoro pada deszcz, too moożee... coś o deszczu? - spojrzał na nią jak na niespełna rozumu wariatkę. - Nie? Dobra, wiem, to był głupi pomysł.
- Wcale, że nie był to głupi pomysł. No to "Singin' In The Rain"?
- Jasne! - przytaknęła mu wielce rozradowana. W sumie nie wiadomo dlaczego. Przecież jeszcze przed chwilą jęczała, że jest mokra, że jej się tu nie podoba i chce wracać do domu. - Zaczniesz? - zapytała.
- Mhm.
- No na trzyy, cztee, ryy...! - wrzasnęła, chwyciła go za rękę i zaczęli radośnie biegać po parku, wskakując w każdą napotkaną kałużę. Uroczo. A potem będą jęczeć, że im zimno, że katar, kaszel, gardło boli i w ogóle pewnie całkowicie się rozłożą. I będą nadawać się tylko do leżenia w łóżku. Nie, żeby oni mieli coś przeciwko takiemu obrotowi spraw...
- I'm singin' in the rain, Just singin' in the rain... - z jego ust wypłynęły pierwsze słowa piosenki. Anka natychmiast dołączyła do niego.
- What a glorious feelin', I'm happy again.
- I'm laughing at clouds. - kontynuował siatkarz.
- So dark up above - dokończyła pani psychiatra.
Przystanęli na chwilę i spojrzeli sobie nawzajem głęboko w oczy.
- The sun's in my heart, And i'm ready for love. - zaśpiewali razem, uśmiechnęli się szeroko, po czym najpierw utonęli w czułym "przytulasie", a następnie w długim, niezwykle romantycznym pocałunku. Cmoknęli się jeszcze raz, drugi, trzeci, ... dziesiąty.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Wtem właśnie usłyszeli cichy trzask. To im wystarczyło, by momentalnie się od siebie oderwać. Cóż było przyczyną nagłego "otrzeźwienia" naszej uroczej pary? Otóż, moi mili, drobna gałązka, która w tamtej chwili spadła z drzewa.
- Co. Ty. Robisz. Ze. Mną. Człowieku. - wyartykuowała dokładnie każde słowo. Gdy mówiła, patrzyła mu się prosto w oczy. W te hipnotyzujące "paczałki", przez które całkowicie traciła zmysły.
Zapewne straciłaby je po raz kolejny, gdyby pani Pogoda nie zapragnęła znów wywinąć małego psikusa. Małego? Znowu lunęło jak z cebra...
- Jeeezuuuu! - kwiknęła i przytuliła się do Pitera.
- Piotrek jestem, a nie Jezus. - zachichotał i objął ją mocniej ramieniem.
- Bardzo śmieszne. Na żarciki się teraz zebrało, Nowakowski? - warknęła. Tak, Anka znowu chciała wracać do domu.
- Ojej, Anusia, no, rozchmurz się, Maleńka. - szepnął i cmoknął ją w czółko. I Anka się rozchmurzyła.
- Wracamy do domu? - zapytała. Cały romantyczny nastrój poszedł sobie na spacer, wróci w grudniu popołudniu.
- Zaaraz. - jęknął.
- No eej. Z resztą, zobacz, jak ja wyglądam. Cały makijaż mi spłynął na tym deszczu i wyglądam teraz jak siedem nieszczęść świata starożytnego. - zasmuciła się ponownie.
- Oj, przestań. Jesteś piękna. Nieistotne jest to, czy jesteś w makijażu, czy bez niego, w ubraniach, czy bez nich... - w tej chwili zatrzymał się i poruszył charakterystycznie brwią. - Nie obchodzi mnie to. Aniu?
- Tak? - zapytała. Nie miała pojęcia, co ten wariat znowu wymyślił.
- Kocham Cię. - szepnął i pocałował ją w policzek. Anka delikatnie się zarumieniła. No to pięknie. Wpadli po uszy. I już tego nie nazwą jedynie przyjaźnią. Czy będą to ukrywać?...
Anka nie wiedziała co powiedzieć. Stała i gapiła się w te błękitne oczy, pełne takiego... nieodgadnionego wyrazu. Ach, nie Anno. Ty właśnie odkryłaś, co te oczęta wyrażają. A wyrażają one miłość.
- Cóż to za zdecydowane, poważne słowa, Piotrze. - próbowała udawać opanowaną, jakby spływało to po niej jak po kaczce. Niekoniecznie jej to jednak wychodziło. - Pozwól, że skorzystam teraz z tego, że jestem psychologiem. Wybacz, lecz muszę Cię o to zapytać. Skoro mówisz, że mnie kochasz, to co tak właściwie znaczą dla Ciebie te słowa?
Dowaliła. Nie spodziewał się takiej reakcji dziewczyny. Mimo to wiedział, że ona się z nim znowu chce tylko delikatnie "poprztykać". Co tu teraz powiedzieć, żeby po pierwsze, nie wyjść na idiotę, i po drugie, znacznie ważniejsze, nie zranić jej?...
- Cóż znaczą dla mnie słowa "Kocham Cię"? - zapytał. - Wyrażają one, droga Anno, więcej niż tysiąc słów. Idealnie opisują to, co czuję, gdy patrzę na Ciebie, gdy jesteś przy mnie, ze mną i... - zająknął się na chwilę. Wolał nie kończyć tej myśli. - To niby tylko dwa proste słowa, ale uwierz, że niełatwo przychodzi mi ich wypowiadanie. Nie powiem ich byle komu. - uśmiechnął się. - Słowa "Kocham Cię" doskonale przedstawiają to, jakim uczuciem Cię darzę. Nie jest to ani zaledwie przyjaźń, ani jedynie jakieś pożądanie. Chociażże w tym, co do Ciebie czuję, znajdą się i tamte uczucia. A cóż odczuwam, Aniu, gdy patrzę na Ciebie? Wiesz, że jestem nieśmiały, wiesz, że mówienie o takich sprawach jest dla mnie czymś nieco krępującym, że tego nie lubię. Lecz, i to jest zdecydowanie dziwne, gdy mówię o tym Tobie, czuję się dziwnie spokojnie. Wiesz dlaczego, Mała? Bo tym uczuciem, którym Cię obdarzyłem, jest miłość. Szczera, piękna i prawdziwa. I nie potrafię już się dłużej tego wszystkiego zapierać, to jest zbyt trudne, a ja jestem zbyt słaby, by nad tym zapanować. Ulegam tej niesamowitej sile, ale wcale nie czuję się z tego powodu pokonany. Nie, ja jestem po prostu szczęśliwy. Jestem szczęśliwy, bo mogę spędzać z Tobą jedne z najpiękniejszych chwil mojego życia, bo jesteś przy mnie i wspierasz mnie, kiedy tego potrzebuję. Te chwile nie byłyby takie piękne, gdyby Cię tutaj nie było. Byłyby zupełnie zwyczajne i pewnie szybko bym o nich zapomniał. A tych, które spędzam z Tobą, nie potrafię wymazać z pamięci, choćbym chciał. Ale nie chcę. - Anka uśmiechnęła się szeroko, a siatkarz kontynuował swój monolog. - Kocham Twój śmiech, nie mógłbym sobie wyobrazić lepszego budzika. Wiesz, jak bardzo lubię spać i jak bardzo nienawidzę wstawać wcześnie rano. A jednak na jeden Twój gest, jedno Twoje słowo, zrywam się z łóżka jak poparzony. Bo Ty na mnie tak działasz. Zawładnęłaś całym moim życiem, okręciłaś mnie sobie wokół paluszka. Jestem Ci całkowicie poddany, posłuszny. To Ty rządzisz mną i moimi uczuciami, emocjami. Wszystkim tym, czym kiedyś sam potrafiłem kierować w swoim życiu, a teraz, gdy jesteś tu ze mną, nie jestem w stanie tego zrobić. Kocham te Twoje fochy, kiedy to twierdzisz, że tak bardzo mnie nienawidzisz, że obrażasz się na zawsze, a nie potrafisz tak naprawdę gniewać się nawet przez minutę. A wiesz, dlaczego nie potrafisz? Odpowiedź jest prosta, lecz nie sądzę, by przeszła Ci przez gardło. A mianowicie: nie potrafisz gniewać się na mnie, bo po prostu... Ty też mnie kochasz. Ja to wiem, ja to czuję, ja to widzę. Możesz się zapierać, ile chcesz, lecz i tak wiem swoje.
- Nie mam zamiaru niczego się zapierać... - szepnęła dziewczyna. Położyła swoje dłonie na jego policzkach i przyciągnęła go delikatnie do siebie. Spojrzała mu w oczy tak, jak jeszcze nigdy tego nie zrobiła. Musnęła delikatnie jego usta swoimi, a on objął ją tak czule, jakby już nigdy miał jej z tych objęć nie wypuścić. Anka pogłębiła pocałunek, a on ochoczo przystąpił do odwzajemniania go. - Piotruś, skarbie... Wiesz... Masz rację, ja też Cię kocham... - wyszeptała pomiędzy kolejnymi buziakami. Porwał ją w ramiona i wirując jak para nastolatków cmokali się tak jeszcze dobrych parę minut...
- Jak ocenisz mój cudowny wywód? Doceń, kochanie to, że aż tyle słów wypowiedziałem, by wyrazić to, jakim uczuciem Cię darzę.
- Skarbie, Twoją pracę oceniam na 6 z plusem i bonusem. - szepnęła mu prosto do ucha.
- Z bonusem? - zapytał zaciekawiony. Nie miał pojęcia, o co chodziło dziewczynie.
- Mhm.
- A co to za bonus? - dopytywał wyjątkowo dociekliwie.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, mój drogi. - zachichotała i puściła się pędem przed siebie.
- Ale też i do wiedzy. - prychnął i po chwili znów ją tulił. Nie, że Anka była wolna jak ślimak, czy też nie umiała biegać. To on był tak cholernie szybki. - A więc chcę wiedzieć.
- Dowiesz się potem, w budynku. W pokoju. U mm... - i by wygadała, co miała w planach. A wiadomo, co miała. Szybko zmieniła temat. - Dlaczego mnie złapałeś? Myślałam, że nie dasz rady. - udawała wielce smutną i sfochowaną.
- Jakbyś spieprzała przez Zatorskim, to wątpliwe, żeby Cię złapał. No wiesz, minęło by parę minut, zanim on by się zorientował, żeś mu zwiała. - zarechotał. Po chwili Anka śmiała się razem z nim. - Nie potrafisz długo się gniewać na mnie. Ale wiesz co?
- Niee? - zaciekawiło ją to, co on chciał jej powiedzieć.
- No cóż... Tego Cię uczyć nie będę. - wystawił jej język i uwodzicielsko mrugnął oczami.
- Menda. - fuknęła.
- Ej, bo się obrażę.
- Nie byłbyś w stanie. Wracajmy już do ośrodka. - zgrabnie zmieniła temat rozmowy.
- I co masz zamiar tam robić? - zapytał.
- Wiesz, chciałabym przede wszystkim zdjąć z siebie te przemoczone ubrania i położyć się do ciepłego łóżeczka, wygrzać się trochę, żeby się do jutra nie zaziębić. - objaśniła mu w zwięzły sposób to, co zamierzała uczynić.
- A czy Twój plan zakłada to, że razem z Tobą mógłby się tam powygrzewać pewien uroczy, dwumetrowy facet? - poruszył charakterystycznie brwią i wyszczerzył się szeroko.
- Być może, być może. - zachichotała Anka.
- Aniu?... - zaczął, lecz ta nie dała mu skończyć.
- Tak, kochanie. Chcę być dla Ciebie kimś więcej, niż tylko przyjaciółką. - oboje uśmiechnęli się szeroko. Jasnowidz z tej Anki, czytała mu w myślach. - Spróbujmy żyć ze sobą, jak się nie uda, to trudno. Ale... nam miałoby się nie udać?
- A więc, od teraz razem? - wolał się upewnić.
- Tak, razem. - szepnęła.
Po raz kolejny złączylli swoje usta w namiętnym pocałunku. Pierwszym, drugim, ... dziesiątym, aż do utraty tchu...
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Splotli swoje dłonie i ruszyli wolnym krokiem w stronę spalskiego ośrodka. Deszcz padał nadal, lecz im to już nie przeszkadzało. Zbytnio zajęci byli rozkoszowaniem się z każdej spędzanej wspólnie chwili. Tak, można już napisać to wprost. Zakochali się w sobie. To nie tak miało być. Anka miała tylko zająć się przywróceniem wszystkich tych idiotów do normalnego funkcjonowania. A tu taka sytuacja. Dla niej bardzo przyjemna, a i owszem. Ale przecież zapierała się rękami i nogami, że w żaden romans, żadną miłostkę się tu nie wda. A tymczasem zaczęła totalnie tracić głowę, gdy tylko jej oczom ukazywał się pewien blondwłosy wieżowiec. Nie pozostawała z resztą osamotniona w podobnych myślach. Tylko, że w jego głowie, głównym bohaterem większości jego myśli była pewna prześliczna dziewczyna o brązowych włosach, które szczególnie cudownie wyglądały, gdy ze wszystkich stron oświetlały je promienie słońca.
Gdy dotarli w końcu do budynku, niemal biegiem przemknęli przez schody. Wszystko to dlatego, żeby nikt ich nie widział. Chcieli w spokoju nacieszyć się swoją obecnością. Anka wyciągnęła z kieszeni klucz, lecz nie była w stanie otworzyć drzwi, gdyż ktoś postanowił ją sobie troszeczkę pocmokać, tak po prostu, na korytarzu.
- Piotrek! - syknęła
- Ćśś, rozchmurz się, Mała. - wystarczyły te cztery słowa by natychmiast przestała się wściekać. Dała mu jednak do zrozumienia, że na przytulańce może liczyć tylko i wyłącznie w pokoju. Praktycznie natychmiast otworzyła drzwi, po czym, gdy tylko oboje znaleźli się w środku jej lokum, momentalnie je zamknęli. A wtedy uroczego Piotrusia ponownie wzięło na czułości. "Przyszpilił" ją do ściany, a sam przywarł do jej ust i znów zaczął ich smakować. Anna odwzajemniała wszystkie jego gesty i pocałunki. Tutaj nie musiała już się opierać, bo nikt nie mógł im do pokoju wleźć. A przynajmniej tak im się wydawało, ponieważ słitaski wchodząc do pokoju zapomniały o czymś bardzo ważnym - o zakluczeniu drzwi.
[+ 18. Część nieprzeznaczona dla czytelników niepełnoletnich, gdyż może wywołać zgorszenie na ich twarzach. Za takowe nie odpowiadam.]
"Ciągle czekamy na dzień,
czekamy na to kiedy weekend wciągnie nas.
Choć potrzebny nam sen,
to tej nocy pewnie nikt nie pójdzie spać."
Cały czas byli bardzo zajęci wymienianiem się nawzajem bakteriami. Anka nie zauważyła nawet, w której chwili chwyciła za jego bluzę i zaczęła podciągać ją do góry. Zorientował się, że ta część jego ubioru powinna jak najszybciej zniknąć z jego ciała, więc pomógł dziewczynie się jej pozbyć. W sumie, z ich ciał powinny zniknąć wszystkie te przemoczone ubrania. Wtuliła się w jego tors i przymknęła oczy. Westchnęła głośno, lecz nie było w tym nic niepokojącego. Była szczęśliwa. Szczęśliwa, że w końcu może przytulać się do swojego CHŁOPAKA. A że był on jej znajomym z pracy - no cóż, mówi się trudno. Tak zadecydowało jej serce. To ono wybrało właśnie jego. Nie zamierzała kwestionować tej decyzji, bowiem zawsze wpajano jej, że najważniejsze to słuchać głosu swego serca... Tuliła się tak do tej jego klaty i tuliła, nie czuła nawet, że jej cienka bluzka także powoli wędrowała w górę. W odpowiedniej chwili uniosła swoje ręce, a on ściągnął jej tego T - shirta przez głowę. Przywarł swoimi ustami do jej szyi i zaczął składać na niej pocałunki. Ona w międzyczasie bawiła się jego włosami, próbując mu zrobić na głowie możliwie jak najokazalszą szopę. Cicho jęknęła, gdy przeciągłym liźnięciem zjechał językiem na jeden z jej obojczyków. To było jedno z najwrażliwszych miejsc na jej ciele, a on doskonale o tym wiedział. Uśmiechnął się cwaniacko, po czym przeniósł swój wzrok nieco niżej. Z tym samym bananem na twarzy rozpiął jej spodnie, by po chwili pozbyć się także z nich paska. Mógł po prostu też go rozpiąć, jednak wówczas nie pomacałby jej sobie po tyłku. Twierdził, że zrobił to przypadkowo, jednak jego mina sugerowała coś zupełnie innego. Widziała te iskierki w jego oczach. Już chciała rozprawić się z jego spodniami, kiedy poczuła jego usta na swoim brzuchu. Zakwiliła cicho, a on nawet na chwilę nie zamierzał przestać jej tam całować. Wiedziała, że to ona musi to przerwać. Sprawnym ruchem rozsunęła rozporek w jego spodniach, by po chwili delikatnie, powoli, zsunąć je z jego nóg. Uśmiechnęła się szeroko i po raz kolejny wtuliła w jego tors. Zaczęła go cmokać i lizać, a palcami wymacywała wszystkie jego żebra. A jemu chyba bardzo to się podobało, skoro delikatnie przechylił głowę w jej stronę. Nie musiał czekać długo na jej reakcję - niczym pijawka przyssała się do jego szyi. On w tej samej chwili jeździł jej swoją dłonią po plecach, w górę i w dół, aż w końcu chwycił za zapięcie od jej stanika. Spojrzał jej głęboko w oczy. Dostrzegł te iskierki. Nie, to nie były iskierki. To były wręcz małe, nieznośne kurwiki. Nie pozwolił jej długo czekać na swoje kolejne posunięcie. Jeden sprawny ruch i rozpiął jej biustonosz. Zaśmiał się cicho i zakręcił nim na swoim palcu, po czym, po raz kolejny tego dnia, wpił się w jej usta. A ona z wielką chęcią odwzajemniała te Pitowe buziaki. Cmokali się tak dobrych parę minut, po czym zaczął macać jej piersi. Ania cichutko pojękiwała, gdy postanowił nieco powykręcać jej sutki swoimi palcami. Kwiczała coraz głośniej i głośniej, a jej chłopak cały czas adorował jej ciało. Całował i lizał te dwa największe skarby swojej ukochanej. Anka postanowiła, że nie będzie siedzieć w bezruchu, więc w międzyczasie położyła swoje dłonie na jego plecach i zaczęła je masować. Skoro jej przyszła ochota na masaż, pewnie sama by takiego chciała. Nie musiała długo czekać - objął swoimi wielkimi dłońmi jej piersi i wymasował je, z wielgachnym wręcz uśmieszkiem na twarzy. Nie byłby sobą, gdyby przy okazji trochę ich sobie nie pościskał, co tylko sprawiło, że psycholożka po raz kolejny zaczęła pojękiwać. Cały czas jednak dotykała jego pleców, pieściła je swoimi palcami. W końcu natrafiła na gumkę od jego bokserek. Nie zastanawiając się zbyt wiele, jednym sprawnym ruchem pociągnęła za nie, by zjechały w dół, po czym rzuciła je gdzieś na drugi koniec pokoju. Po paru chwilach w tym samym miejscu wylądowały jej koronkowe figi, które to siatkarz zsunął z jej pośladków. Uśmiechnęli się do siebie szeroko, a pani psychiatra cicho westchnęła z rozmarzenia, rozkładając przed nim nogi.
I znowu, tak jak to miało miejsce w jej pokoju, u niej w domu, w Lesznie, przyjemnie ją rozczarował. Zamiast tej części ciała, której tam oczekiwała, między jej udami wylądowała jego głowa. Po raz kolejny już przeczesywała swoją dłonią jego włosy, lecz nie trwało to zbyt długo, bo jakikolwiek ruch uniemożliwiła jej rozkosz, jaką po chwili odczuwała. Jej chłopak bowiem postanowił podrażnić nieco jej najbardziej intymne miejsce. Pieścił je wargami i językiem, a Chmura kwiczała coraz głośniej. Z jej ust wydobył się pojedynczy krzyk, gdy w jej wnętrzu znalazły się te długie palce siatkarza, które potrafiły nie tylko odbijać piłkę. Wiedziała, że musi mu się za to zrewanżować w ten sam sposób. Przewróciła go więc na plecy i chwyciła za TEN organ. Zaczęła poruszać nim w górę i w dół, a on wył ze szczęścia. Po chwili tenże właśnie organ objęła swoimi wargami i zaczęła ssać. Piotrek zupełnie już odpływał, toteż po niezbyt długim czasie... nie wytrzymał. Wrzasnął głośno, a do ust dziewczyny eksplodowało to, co miało znaleźć się w nieco innym miejscu w jej ciele. Spojrzała mu głęboko w oczy, po czym przełknęła to. Oderwali się od siebie na chwilę. Musieli odpocząć po tak cudownych, oralnych pieszczotach.
Chwycili za leżące na jej biurku szklanki z wodą i wypili ją do dna. Musieli przecież być jeszcze w stanie się dziś całować, bo to nie miał być koniec tych bardzo nieładnych zabaw. Ponownie usiedli na jej łóżku. Anka cicho westchnęła, a on natychmiast przygniótł ją delikatnie do pościeli. Leżała spokojnie, gdy on obcałowywał każdy kolejny kawałek jej rozpalonego ciała. Zaczął od buziaka w czoło, a w międzyczasie przeczesywał jej włosy swoją dłonią. Po chwili jego usta przylgnęły do jej zarumienionych policzków, po czym napotkały jej uroczy nosek. Anka delikatnie cmoknęła na niego, sugerując mu, którą część jej ciała powinien teraz wycałować. Zrozumiał od razu. Położył swoje ręce na jej licach, po czym przyciągnął dziewczynę do siebie i wpił się zachłannie w jej usta. Całował długo i namiętnie, a Anka odwzajemniała to uczucie z niezwykłym zaangażowaniem. Do napierających na siebie warg zakochanych, dołączyły po chwili ich spragnione pieszczot języki, i zaczęły prowadzić ze sobą dziką walkę. Po kilku minutach oderwali się od siebie, lecz tylko na moment. Siatkarz bowiem ani myślał kończyć całować Anki. Przyssał się delikatnie do jej szyi, po czym, jeszcze delikatniej, przygryzł skórę na niej. Pani psycholog cicho jęknęła, chyba nieco ją to zabolało. Zabolało? Żaden problem, Super Piotruś uratuje kobietę w potrzebie. Nie zdążyła nawet mu powiedzieć, że ją to zabolało, bo on już lizał i całował obolałe miejsce. Czułość, z jaką wykonywał wszystkie czynności była porażająca. A Anka - jak zahipnotyzowana. Zupełnie mu się poddała. Pisnęła, gdy usta jej chłopaka napotkały na jej obojczyk, jęknęła, gdy jego język przeciągłym ruchem naznaczył jej dekolt. Objęła go jeszcze mocniej, gdy dłońmi drażnił jej piersi, a językiem zagłębienie między nimi. A on ani myślał przestać. Chwycił w swą dłoń jedną z jej piersi, po czym zaczął ją całować. Palcami natrafił na sutek i zaczął go wykręcać. Ania kwiliła z rozkoszy, jeszcze nigdy nie czuła się tak pożądana, i, zarazem, tak kochana przez mężczyznę. Cicho krzyknęła, gdy owy, wykręcany jeszcze przed chwilą, coraz bardziej nabrzmiały sutek, został delikatnie przygryziony. I tym razem nie zdążyła zaalarmować, że trochę ją to zabolało, gdyż chłopak w tej samej chwili przywarł ustami do obolałego miejsca, objął je swoim językiem i zaczął ssać. Śliczna psycholożka czuła, że nie wytrzyma już zbyt długo, że zaraz zwariuje, eksploduje z nadmiaru uciechy. Kiedy skończył memlać jej pierś, a przy okazji macać drugą, przeniósł swą całuśną maszynę na brzuch dziewczyny. Musnął go delikatnie, a Anka zadrżała. Przeciągłym ruchem języka przedostał się aż do pępka swojej ukochanej. Anna objęła nogami swojego kochanka i splotła ręce na jego karku. Wciąż była jak zaczarowana, nie była w stanie wykonać żadnego ruchu, bo było jej tak dobrze. Po chwili jednak, w końcu i ona zaczęła subtelną wędrówkę ustami i językiem po jego ciele. Przygryzła płatek jego ucha, a on cicho jęknął. Położył jedną z dłoni na jej udzie i zaczął jeździć nią w górę, i w dół, po całej długości kończyny. Po chwili przywarł ustami do wewnętrznej strony jej uda, tego już dziewczyna nie mogła wytrzymać. Głośno jęknęła i rzuciła się na niego, jak dzikie zwierzę na swoją ofiarę. Zrzuciła go z siebie i przewróciła na plecy. Teraz jej kolej, by trochę go popieścić. Usiadła na nim okrakiem, a on położył swoje dłonie na jej krągłych pośladkach. Przygniotła go do pościeli, kładąc się na jego torsie, po czym zaczęła ową umięśnioną klatę lizać i całować. Po chwili podniosła się, by obdarować go niesamowitą wręcz uciechą. Zaczęła, dosłownie, jeździć po całym jego ciele. Siatkarz nawet nie próbował powstrzymywać wrzasków, za każdym razem, gdy jej jędrne piersi ocierały się o jego idealnie wyrzeźbiony tors, w wyjątkowo głośny sposób dawał upust swoim emocjom. Koniec cudownej gry wstępnej zbliżał się nieuchronnie. Anka nie zamierzała jednak przestać się zabawiać z siatkarzem. Zjechała ze swoją ręką w dół po jego brzuchu, dotykając przy okazji chyba każdego żebra w jego kaloryferze. Zatrzymała swoją wędrówkę, gdy natrafiła swoimi palcami na pewien organ, który prawdopodobnie zaraz będzie gościł w jej ciele. Poruszyła nim parę razy w górę i w dół, a jej kochanek wówczas już po prostu wył z rozkoszy. Po kilku chwilach zdjął jej dłoń ze swojego skarbu i sam ponownie zaczął swoją pieścić okolice jej kobiecości. Gdy na chwilę zanurzył ją w niej, Ania głośno wrzasnęła. Potarła swoją stopą jego udo, co nie mogło pozostać bez odpowiedzi - Nowakowski obrócił Ją i po chwili znów nad Nią górował. Para spojrzała sobie głęboko w oczy, w których dostrzec można było ogromne pożądanie. Przylgnęli swoimi rozpalonymi ciałami do siebie tak bardzo, jak to tylko było możliwe, a ich wciąż spragnione pieszczot wargi ponownie spotkały się ze sobą i złączyły w długim, namiętnym pocałunku. Języki po raz kolejny rozpoczęły niezwykły taniec. Piotrek spojrzał Ance w oczy najgłębiej, jak tylko się dało, a ona zdecydowanie kiwnęła głową. Ułożyła swoje dłonie na jego pośladkach i uniosła delikatnie swoje biodra do góry, po czym jęknęła głośno, gdy po chwili, w jej najbardziej intymnym miejscu, w końcu znalazł się pewien organ siatkarza. Pit zaczął delikatnie poruszać biodrami w bardzo charakterystyczny sposób, w międzyczasie ponownie całując kolejne części rozpalonego ciała Anki. Ona nie pozostawała mu dłużna, również obdarowywała całe jego ciało namiętnymi pocałunkami. Oboje czuli, że ten seks nie będzie zwyczajnym. Do tej pory, ani razu nie robili "tego" z taką pasją i gorącym uczuciem, jak dzisiaj. Przymknęli oczy i zaczęli zupełnie odpływać do krainy rozkoszy. Wtedy to właśnie siatkarz "zwiększył obroty" swoich poczynań. Anka zaś zaczęła wić się pod nim jak wąż, co tylko sprawiło, że po chwili poczuła go jeszcze głębiej w sobie. Nie zamierzali leżeć spokojnie, kręcili się na pościeli we wszystkie strony, potęgując te niezwykłe doznania, jakich doświadczali. Oboje kwiczeli przeraźliwie, lecz nie było to istotne w tym momencie. Zaspokajali się perfekcyjnie, osiągnęli stan idealnego rozanielenia. Czyżby faktycznie pan Nowakowski lubił ostrą jazdę, jak to głosiły jedne z jego gaci?...
"To jest ta noc, nasze miejsce i czas.
Nie złapią nas, gdy pędzimy...
A my pędzimy jak
rollercoaster, rollercoaster, rollercoaster.
Pędzimy jak
rollercoaster, rollercoaster, rollercoaster.
W górę i w dół.
To chyba iluzja,
sam nie wiem co wstąpiło w nas.
Ten cały entuzjazm,
wyzwala w naszych oczach blask."
Całkowicie zatracili się w sobie. Ich uczucie w końcu zostało ostatecznie przypieczętowane. W końcu poszli ze sobą do łóżka nie tylko, jako kochankowie, ale wreszcie, jako para. Skonsumowali swój ZWIĄZEK. Było im dobrze, byli ze sobą szczęśliwi, cieszyli się sobą nawzajem. A z pokoju można było usłyszeć naprawdę głośne jęki i inne takie dziwne, zupełnie jakby zwierzęce odgłosy, które to ludzie wydają, kiedy całkowicie tracą dla siebie głowę. Takie, których jednak nikt, dla ich dobra, nie powinien usłyszeć... Bo przecież na przykład taki Stefan CHYBA nie wiedział, co śliczna pani psychiatra wyprawiała w wolnym czasie z jednym z jego podopiecznych. I chyba lepiej, żeby się nie dowiedział...
"I belong with you, you belong with me
You're my sweetheart
I belong with you, you belong with me
You're my sweet"
Magiczna kakofonia dźwięków ucichła wraz z chwilą, gdy niemalże jednocześnie wykrzyczane zostały te dwa imiona. Ich imiona...
- PIOOOOOTREEEEEEEEEK! - wrzasnęła i wygięła swoje ciało w łuk.
- AAAAAAANKAAAAAAAAA! - jęknął i opadł obok niej.
Leżeli tak przez dłuższą chwilę i próbowali unormować swoje przyspieszone jeszcze oddechy.
- Kochanie? - wyszeptał Nowakowski, gdy w końcu jego dech się uspokoił.
- Tak, skarbie? - odparła przeszczęśliwa Anka, cały czas tonąca w jego ramionach.
- Wiesz, wyczytałem gdzieś ostatnio, że tylko raz w życiu spotyka się taką osobę, na której zależy Ci tak bardzo, że nie pozwolisz jej odejść. - Ania od razu zrozumiała, co miał na myśli.
- Nie odejdę, Piotruś. Tylko... - przerwała, oczekując na to, jak on zareaguje na jej słowa.
- Tylko?
- Tylko mnie kochaj... I bądź przy mnie...
___________________________________________________________
/ Idealny rozdział na Walentynki, nie? :D
Jezzuu, jak słodko się zrobiło. Nie wiem dlaczego, ale o tych zakochańcach chyba najlepiej mi się pisze.
Sama nie wiem, dlaczego ostatecznie utworzyłam z nich parę, bo pierwotnie to zupełnie nie było w planach. Ona miała z nim się tylko zabawiać. Tak, z nim właśnie. Właśnie z tym najspokojniejszym.
W końcu to opowiadanie miało być totalną parodią, więc niczym nadzwyczajnym byłoby pukanie się z Bartmanem. A już zupełnie taka opcja odpada ze względu na historię Anki. Dlatego właśnie namiętnym kochasiem jest Cichy.
Polubiłam wykreowaną przez siebie postać Anki. Postanowiłam więc, że pomimo wcześniejszych planów, uczynię ją szczęśliwą z którymś z chłopaków. A że Piter jest chyba moim ulubieńcem w polskiej kadrze, to też dobrze się złożyło. ; ) Niech sobie już będą razem te słitaski.
Myślałam, czy nie związać jej z kimś innym, ale... nie no, po prostu nie potrafię. Pasują do siebie, i już.
Przyznam się, że ten rozdział miałam napisany znacznie wcześniej niż kilka początkowych. To właśnie między innymi z powodu tego, że te słitaski będą razem, stwierdziłam, że "obdaruję" wcześniej Pitera depresją.
Nie wiem, co się stało, że po jakimś czasie od napisania tego rozdziału w "grzecznej" wersji, tak bardzo rozbudowałam TEN opis. Za ewentualne zgorszenie czytelników tym "hotem" nie odpowiadam.
Myślę, że w ten sposób ukazałam jednak tą ogromną miłość, to skrywane do tej pory uczucie.
Tym razem nie jestem zadowolona z początku tego rozdziału...
Był on napisany o wiele później, niż reszta, co chyba widać...
Bardzo proszę, jeśli przeczytasz ten rozdział - skomentuj go. Chcę wiedzieć, ile osób czyta moje wypociny. Masz jakieś uwagi? Napisz to, to wy pomagacie mi w tworzeniu tego opowiadania, wasze rady są naprawdę cenne.
Napisanie choćby dwóch słów "fajny rozdział" albo jednego "beznadzieja" nie jest trudne, a mi to naprawdę pomoże... :)
Tak. Zdecydowanie bardzo trafiony rozdział na dzisiejszy dzień ;)
OdpowiedzUsuńCo prawda czytałam na 2 tempa, ale udało mi się! :D
Ech, pysiaczki, WRESZCIE! :D Dłużej już bym nie mogła czekać na te dwa słowa. Tacy oni słodcy, że musieli być razem. A nie jakieś zabawy kosztem Pitusia :( Piotruś jest zbyt kochany żeby tak sobie z nim folgować ;)
Piotruniu, tyle zdań w jednej wypowiedzi?! No, no. Jestem pod wrażeniem :) I, oczywiście, musiał być hocik z okazji uczczenia ich związku (który, notabene, wyszedł bardzo fajnie).
Czy to, że nie zamknęli drzwi oznacza, że ktoś (pewnie Krzyś ze swoją wszędobylską kamerą) wszedł im do pokoju lub zrobi to rano? :>
Nie żeby coś, ale taki obrót spraw byłby szalenie zabawny i chętnie bym o tym poczytała (a przecież obie dobrze wiemy, że Igiełka lubi takie akcje robić :D).
Aż tak nie widać, że pierwsza część została dopisana później ;)
Huehue, talenty graficzne widzę :>
Kosoczek chodzący do kiosku po gazety? Jak cudownie ;)
Do siebie zapraszam jutro :]
Kocham i pozdrawiam, siostro <3
Oni też już nie mogli dłużej czekać. A to przecież od początku chyba było wiadome, że oni będą razem, nie? Przecież tak jest w każdym opowiadaniu.
UsuńPituś ze słowotokiem, to się faktycznie rzadko zdarza.
Być może ktoś wpadnie do nich rano, ale czy to będzie Krzysiu?... Igła jeszcze im się parę razy wchrzani do pokoju, ale czy akurat teraz?
Ja też kocham, siostro. :* I też pozdrawiam. :(
Ach, Anna i Piotr. Jak cudowbie to brzmi *.* Wreszcie nasze,misiaczki są razem ^^ Bardzo się cieszę :)
OdpowiedzUsuńA w ogóle to zapomniałam przy poprzednim rozdziale wspomnieć, że bardzo fajne jest to jak wkleiłaś okładkę gazety. Fajny pomysł i urozmaicenie , bardzo mi się to podoba :)
Pozdrawiam i od razu mówie, że u mnie jutro pojawi się 64 ;**
Gazeta to efekt mojej nudy i zabawy w PhotoFiltre. ;) Jeszcze parę ich będzie.
UsuńJa też pozdrawiam. :*
Milion razy na TAK :D
OdpowiedzUsuńZajebisty :******
Dziękuję. :)
UsuńTyyyle miłości w jednym rozdziale! ♥ Cudownie!
OdpowiedzUsuńJakże mnie cieszy, że te dwa Głuptaski wreszcie się ogarnęły! A słowa Pita opisujące jego miłość do Ani - miód na moje serducho! Wszystko układało się jak w romantycznym filmie - romantyczna randka, taniec w deszczu i wreszcie te dwa najważniejsze słowa...
Dobrze, że ostatecznie zmieniłaś koncepcję tego opowiadania i zrezygnowałaś z pomysłu, by Pit był jedynie przygodną znajomością Chmury, no bo jak to tak, żeby oni nie byli ze sobą na poważnie? Teraz totalnie sobie tego nie wyobrażam.
A tak zwane sceny +18 wychodzą Ci naprawdę bardzo fajnie. Czasem łatwo otrzeć się o zbytnią wulgarność czy nawet komizm, ale Ty idealnie potrafisz to wszystko wyważyć Ja tam żadnego zgorszenia nie odczuwam :>
A część pisana wcześniej i później idealnie się ze sobą zgrały i ja żadnej różnicy czasowej nie odczułam.
Pozdrawiam :*
Taak, głuptaski w końcu się ogarnęły. :D Nie sądziłam, że to wyszło aż tak romantycznie, bo moje życie z romantyzmem nie ma nic wspólnego, więc skąd mogłam wziąć pomysł na taki przebieg rozdziału?
UsuńDla mnie romantyzm to epoka literacka. :D
Szczerze? Też sobie teraz nie wyobrażam, jak miałaby wyglądać ich znajomość, gdyby mieli pozostać jedynie kochankami... I nie wiem, jak wyobrażałam to sobie wcześniej.
Tak się nie da. :D Przecież to właściwie było zauroczenie od pierwszego wejrzenia.
To była chyba najdłuższa scena +18 w tym opowiadaniu, dłuższej nie planuję. Parę takich scen jeszcze będzie, ale już nie aż tak rozbudowanych, jak ta.
Za dużo tu tego seksu, za dużo. :P
Ja też pozdrawiam. :*
Ooooooooo *.* Zajebisty :)
OdpowiedzUsuńNasze kochane gołąbeczki są wreszcie razem <3
Jezu Chryyste! Piotrek, tyle zdań w jednej wypowiedzi? Powalające! Ale też i słodkie :) Powiedział co mu leży na serduszku i powiedział to baaardzo dobrze. :D
Hmmm, nie zamknęli drzwi na klucz? Czyżby ktoś miał wejść i nakręcić mały filmik? No nie zdziwię się, jeżeli to będzie Ignaczak, aczkolwiek, możesz mnie zaskoczyć :D
Pozdrawiam i czekam na kolejny :***
Bo Piotruś w ogóle jest taki słodki. :D Już za dużo mu leżało na serduszku, musiał to w końcu z siebie wydusić. :)
UsuńDobra, tyle mogę zdradzić. To nie będzie Krzysiu. To będzie miało swoje konsekwencje, ale nie będzie nią żaden filmik. :)
Ja też pozdrawiam. :*
A kolejny najprawdopodobniej w środę. :)