18.02.2015

XXII. "Stefan, dowal Nowakowskiemu jakieś mocniejsze ćwiczenia, dobrze? Chcę zobaczyć, jak on sobie poradzi na tych miękkich nóżkach."

02.06.2014, Centralny Ośrodek Sportu, Spała

Czym podczas zgrupowania zajmował się dotychczas Aleksander Bielecki, fizjoterapeuta naszej reprezentacji? Masował zawodników po treningach, i na tym właściwie kończyła się jego właściwa praca. Chłopcy nie chcieli łapać żadnych urazów, kontuzji, toteż nigdy do tej pory Antiga nie miał problemu z ustaleniem składu na gierkę wewnętrzną. Żaden z nich nie pauzował, oczywiście oprócz Bartmana. Lecz jak wiadomo, powód jego nieobecności był inny... Po treningach Łysy Terrorysta, można by powiedzieć, że miał wolne. Cóż więc robił? Odwiedzał Sokala, Bączka albo innych członków sztabu szkoleniowego kadry i razem omawiali sposoby przygotowywania poszczególnych zawodników do gry.
Ostatnimi czasy jedna kwestia zaczęła go jednak bardziej zastanawiać. Mianowicie, codziennie na masażu zjawiał się u niego zawodnik, który do tej pory z jego usług korzystał wyjątkowo. Zawsze bowiem był świetnie przygotowany fizycznie i aż tryskał zdrowiem. Co się więc stało, że pewien środkowy nagle tak ochoczo zaczął do niego przychodzić? Niby nie jest to jakiś wielki problem, w dodatku zawodnik jest w formie, nie przeszkadza mu to dobrze grać. Ale po meczach i treningach sprawia wrażenie jakby bardziej zmęczonego. Zupełnie, jakby się nie wysypiał, czy coś. Czy ma jakieś trudne chwile w swoim życiu? Może pani psycholog powinna z nim porozmawiać, może dowie się czegoś, co pomogłoby rozwiązać tą zagadkę?
Aleksander postanowił udać się do niej niezwłocznie, a więc... o 6 rano. Ona podobno lubiła wcześnie wstawać, więc nie będzie problemu. A im szybciej dowie się czegoś na interesujący go temat, tym szybciej wymyśli, co z tym zrobić, czy zarządzić dla niego jakieś mocniejsze ćwiczenia? A może wręcz przeciwnie, może należałoby trochę dać mu odpocząć? Fakt, to zawsze był zawodnik, który zapierdalał na treningach jak szalony, a swoimi zabójczymi flotami potrafił doprowadzać przyjmujących do rozpaczy. Zdarzył się jeden trening, gdzie wszystkich przyjmujących, a więc także i libero, katowano właśnie zagrywką typu float. Chłopaki mieli zagrywać tak długo możliwie jak najlepiej, aż któryś nie przyjmie pięciu zagrywek z rzędu... Igła miał pecha, bo Cichy przeciwko niemu wystosował taką serię, że 15 zagrywek z rzędu byłoby punktowych, gdyby to tylko było podczas meczu... Widać więc, że zagrywka mu siedzi. Z blokiem także praktycznie się nie spotykał, no bo kto by go złapał na tym jego niebotycznym zasięgu? Chyba tylko Muserskiy miał jeszcze większy...
Bielecki ruszył w stronę pokoju Chmury. Zdziwił się, że drzwi nie są zakluczone, bowiem Anka zawsze je szczelnie zamykała. Skoro nie zakluczyła, to tym bardziej można tam tak po prostu wejść, bez żadnego zbędnego pukania. Niemal bezgłośnie wszedł do pomieszczenia... Nie, tego, co tam zobaczył, zupełnie się nie spodziewał. Anka sobie smacznie spała, i o ile to można jeszcze zrozumieć, to to, że nie była sama w tym łóżku, już niekoniecznie. A był z nią nie kto inny, jak Nowakowski. Ale jak oni byli w siebie wtuleni! Takie czułe objęcia świadczyły o tym, że tą dwójkę łączy coś więcej. No i przede wszystkim, świadczyło o tym to, że oboje byli nadzy. Aha! Więc to dlatego potem jest taki zmęczony. Czyli faktycznie się nie wysypia, bo sobie świruje po nocach. Cicha woda brzegi rwie... Wprawdzie były już jakieś sygnały, że może oni coś ze sobą kręcą, ale jakoś nie było na to poważnych dowodów... Znaczy, sztab takich nie miał...
Tak, trzeba wszystko powiedzieć pozostałym członkom sztabu szkoleniowego. Skoro jednak on się tak po prostu zabawia po nocach, trzeba mu troszeczkę dowalić. Parę mocniejszych ćwiczeń, i zobaczymy, jak sobie poradzi na miękkich nogach. Może wtedy się nauczy, że w nocy się śpi, a nie... robi coś innego.
Postanowił nie czekać, tylko od razu iść do Antigi. Po chwili stał już pod drzwiami jego pokoju. Zapukał, a Stefan wpuścił go do środka.

- Przepraszam, że Cię nachodzę, ale właśnie coś odkryłem i myślę, że moglibyśmy dać komuś małą nauczkę.

- Czo masz na myszli, mówionc, że trzeba komusz dacz nauczka? Komu i ża czo? - zapytał Stefan.

- Stefan, dowal Nowakowskiemu jakieś mocniejsze ćwiczenia, dobrze? Chcę zobaczyć, jak on sobie poradzi na tych miękkich nóżkach. - poprosił Antigę Aleksander.

- Jaszne, jaszne, nie ma problem. A tak w ogóle to dlaczego mnie o to proszisz? Cosz szje ształo? - zainteresował się Antiga. Kolejne problemy ze środkowym? Ostatnio ich nie brakowało...

- Należy mu się za to, co wyprawia w wolnym czasie. Powinien odpoczywać. A wiesz co ten robi? - zapytał Łysy Terrorysta.

- Nje mam pojenczje. - wymamrotał Stefan.

- W nocy najwyraźniej spędził namiętną noc z panią psycholog. - odpowiedział.

- Że czo? Chyba nje rożumiem. - No tak, Stefan nie rozumie wszystkich polskich wyrażeń.

- Ech, Stefan, bo Tobie to trzeba tłumaczyć jak krowie na rowie.

- No bo ja tak dobrze polszki nie żnam. I Ty o tym wiesz. - wyjaśnił.

- No tak.

- To czo on dokładnie w ta nocz robił? - dopytywał się trener.

- To, co zobaczyłem dzisiaj z samego rana, pozwala jednoznacznie stwierdzić, że... - zaczął Olek.

- Że? - dopytywał Stefan.

- Że uprawiał w nocy seks z panią psycholog... - dokończył i spojrzał na Antigę.

- Ż Anja?! On ż Anja?! - był wyraźnie zdumiony tym, co usłyszał.

- No tak. Niby dlaczego leżeliby nadzy, wtuleni w siebie, u niej w łóżku? - prychnął Aleksander.

- Jeju. Ale on przecież wje, że im nje wolno szje pierdolicz w czasz żgrupowanie! Nie wolno i już! - krzyknął.

- Najwyraźniej postanowił to zignorować.

- Ale że Anja... Ja szje tego po njej nie szpodżjewałem. Ja ż niom muszem pogadacz. I to tak bardżo poważnie. - powiedział. Oj, kogoś tu czeka w najbliższych godzinach naprawdę poważna rozmowa.

- Ale chyba nie zamierzasz jej wyrzucić z pracy? - zaniepokoił się Bielecki. Polubił współpracę z Chmurą.

- Nie. Tylko jom upomne, że nie powinna tak robicz w pracza. - uspokoił go Antiga.

- Wiesz, wygląda na to, że oni już od dłuższego czasu ze sobą kręcą... - wypalił.

- Echh... I tego szje własznie obawiałem, kiedy żatrudniałem Anja. Jaszne, chłopcze Czi powiedżom, że nie bendżie żadne romansze, że bendżje pełen profeszjonaliżm... A tu nagle przyjeżdża taka dżjewczyna i nagle szje jeden ż nich żakochuje... - westchnął Stefan. Oj, ktoś tu będzie mieć przekichane. - Czo ja osztatnio mam ż ten Piter... Najpierw ta szprawa ż Żibi, a teraż szje okażuje, że nie szpi po nocze, bo szje pjerdoli ż pani pszycholog. Czo szje ż nim ształo? Czemu on nie może bycz taki szpokojny, taki grzeczny, jak był do ta pora? Ż nim też bende muszjał porozmawiacz. Kolejny raż w czjongu osztatnie dnie...

- Zmienił się po tym pamiętnym wybuchu w Spodku. - stwierdził. - Kurcze, przydałaby mu się jakaś poważna rozmowa z psychologiem. Może ma po tym wszystkim jakieś trwałe zmiany w psychice. Ale obawiam się, że Anka nie będzie w stanie z nim o tym rozmawiać. - westchnął i podrapał się po głowie.

- Jeszli jej ufa, to może jej żdradżicz wjenczej, aniżeli miałby powiedżiecz inni... - zastanawiał się Stefan. - Poproszem jom o rożmowa ż nim na ten temat. I dowiem szje, czo miendzy nimi tak naprawdę jeszt.

- Dobra, ale dzisiaj zaserwuj mu te "karne" ćwiczenia. Zobaczę, jak sobie poradzi. Może będzie trzeba rozpisać mu jakieś inne ćwiczenia, albo coś. - zaproponował.

- Jaszne, nie ma problem. To już wszysztko? - spytał.

- Tak. - przytaknął

- To czeszcz. - machnął ręką.

- No, cześć. - Aleksander wyszedł z pokoju trenera.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Minęły jakieś dwie godziny, gdy w ośrodku zaczęli budzić się siatkarze. Większość z nich nie była w zbyt dobrym humorze, bo ktoś w godzinach wieczorno-nocnych postanowił się chyba nieco zabawić. Z jednego z pokojów kwiczało bowiem dosłownie na wszystkie strony... I tym razem nie był to ten sam, co zawsze. Hałas dobiegał bowiem z lokum pani psycholog. Widocznie u niego w łóżku im się znudziło świntuszyć, to tym razem poszli do niej. Odważna decyzja, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę to, że praktycznie tuż obok Anki, swoje pokoje mieli pozostali członkowie sztabu szkoleniowego. Ale oni byli wtedy zbyt zajęci sobą, by o tym pomyśleć... A reszta siatkarzy, chociaż była dalej ulokowana od źródła tych wrzasków, przez parę godzin spać nie mogła. Zasnęli dopiero około drugiej nad ranem, kiedy te dzikie dźwięki ucichły zupełnie. Mieli więc za sobą zaledwie sześć godzin snu. Nic dziwnego, że część z nich była po prostu niewyspana. No i przez to byli oczywiście w niekoniecznie dobrych nastrojach.
Zebrali się na stołówce gdzie pogrążyli się w typowym dla Polaków narzekaniu. A narzekali na wszystko - na to, że spać nie mogą, że łóżka niewygodne, że jedzenie niedobre. Nawet, jeśli część z tych rzeczy nie była prawdą. Po prostu musieli mieć jakiś powód do tego, żeby trochę pozrzędzić. A jak owego powodu nie było, to trzeba było go wymyślić, choćby i miało to być totalną bujdą, która nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości... To było takie typowo polskie, a nasi siatkarze przecież czuli się stuprocentowymi Polakami. Zawsze powtarzali, że są dumni z tego, że nimi są. Skoro tacy z nich przykładni obywatele państwa nad Wisłą, typowe zwyczaje takowych nie były dla nich obce. Wszystko to mieli opracowane do absolutnej perfekcji... Tak, narzekanie na byle co mieli opanowane do absolutnej perfekcji. A narzekano na wszystko i wszystkich. I na Pawła Zatorskiego, oczywiście. Bo dzień bez wrzucania czegoś na Zatora, był dla naszych siatkarzy dniem straconym. Taka sytuacja, no i co zrobisz? No nic nie zrobisz...
Narzekali tak dobrych parę chwil, aż w końcu ucichli na dłuższy czas i w spokoju zajęli się pałaszowaniem swojego posiłku. Wszystkie kanapki z serem, szynką, salami, pomidorem, ogórkiem, jajkiem, rzodkiewką, musztardą i smalcem zostały pochłonięte niemal w okamgnieniu. Następnie w ruch poszły jogurty. I w tym przypadku, każdy z siatkarzy zdecydował się na inny smak tej przekąski. Do wyboru, do koloru: truskawkowy, malinowy, borówkowy, czekoladowy, brzoskwiniowy, śliwkowy, bananowy, waniliowy, winogronowy... Pyszne jogurciki zniknęły ze stołu jeszcze szybciej niż wcześniej kanapki. Wszystko popili sokami. Marchwiowym, winogronowym, jabłkowym, pomarańczowym, limonkowym, wiśniowym, jabłkowo - miętowym, jagodowym i jabłkowo - wiśniowym.

- Boże, zacznij ktoś coś gadać, bo wieje sandałem. - zaczął Wiśnia.

- To może opowiem wam, jaką miałem wczoraj sytuację? - spytał Gregor.

- Gaadaj. - machnął ręką Ignaczak.

- No, no to wczoraj sobie piłem colę. - zaczął rozgrywający. - A w sumie, to chciałem ją sobie wypić. Ale oczywiście mądry Grześ, zamiast normalnie otworzyć tą colę, no to zachciało mu się nią parę razy wstrząsnąć. - pokręcił głową.

- Rozumiem, że wydarzyła się przez to jakaś tragedia? - prychnął Bociek, "zafascynowany" historią opowiedzianą przez Łomacza.

- No, można tak powiedzieć. - przytaknął. - Otworzyłem tą colę, a wtedy wyleciała z niej taaka kupa piany. I zabryzgała mi wszystko w pokoju. Krzesło, łóżko, nawet trochę komputer!... No i mnie, oczywiście. - westchnął.

- Fascynujące, może ktoś ma coś innego do powiedzenia? - ziewnął Buszu.

- Ja pierdolę, wy też nie mogliście spać w nocy? - wypalił nagle Wiśnia.

- Chyba jak każdy... - westchnął Bociuś.

- A wiadomo w ogóle, kto to tak wył? - spytał Rafał.

- No jak to kto?... - zdziwił się Igła.

- On ma rację. Pytanie retoryczne. - dodał Bociek.

- Że niby nasza psycholożka? - dopytywał Łukasz.

- No a kto inny? - przytaknął Igła.

- Hałas dobiegał tak jakby z jej pokoju. - zauważył Mały.

- Wiecie, nie miałem co robić w nocy, no bo spać nie mogłem, więc sobie postanowiłem troszeczkę popodsłuchiwać, co tam się działo. - zaczął atakujący.

- I jakie wnioski wysnuwasz? - drążył temat Rafał.

- No takie, że się znowu zabawiali. Słyszałem ich. Rozróżniłem te głosy, to znowu oni się ze sobą kaszanili. - Bociek przewrócił oczami.

- Pit taki niecichy... - zachichotał Wojtaszek.

- No. Wrzeszczeć to on potrafi naprawdę głośno. - zauważył Bociuś.

- Coś ciekawego wysłyszałeś oplócz tych wrzasków? - wypalił Buszek.

- Słodzili sobie przeraźliwie, jakby coś więcej między nimi było, niż tylko to, że się ze sobą pieprzą... - stwierdził siatkarz jeszcze AZS'u Częstochowa. Chętkę na niego miała mieć bowiem Kędzierzyńska ZAKSA.

- To znaczy? - spytał młodszy z libero.

- To znaczy, że słyszałem stamtąd jakieś kochania, misiaczki, skarby i takie tam. - fuknął na niego.

- Ej, myślicie, że oni mogli się już ze sobą... no... zeswatać? - wypalił Wlazły.

- Możliwe, bo to ich gadanie podczas tych dzikich seksów tak właśnie brzmiało. - zauważył młodszy z atakujących.

- Jakby byli lazem? - spytał Buszu.

- No. - mruknął lakonicznie.

- Myślisz, że już są? - zapytał Wiśniewski.

- Wydaje mi się, że tak... Takich głośnych akcji w nocy jeszcze nie odwalali. A chyba bez powodu by nie odwalili, nie? - "Czapelka" szukał potwierdzenia swoich słów u reszty chłopaków.

- No chyba nie. - westchnął Mały.

- Sugerujesz, że to jest świeża sprawa? - zadał pytanie Mario.

- Sugeruję, że może być nawet bardzo świeża. - uśmiechnął się Bociek.

- Pogadam z nim. - stwierdził Ignaczak.

- Powiedz mu przy okazji, żeby już tak nie wyli w nocy, kulde jak jakieś klowy zarzynane w rzeźni, bo jednak leszta chce móc się wyspać. To, że on nie chce, nie znaczy, że inni też. - wypalił były gracz AZS'u Olsztyn.

- Mam mu po prostu zabronić pierdolenia się po nocach? - przewrócił oczami doświadczony libero.

- Tak! - wrzasnął nagle Zatorski, włączając się do rozmowy.

- Podaj mi jeden, konkretny argument, dlaczego miałbym to zrobić. - Igła postanowił się z nim trochę podroczyć. A mógł siedzieć cicho, miałby spokój.

- Bo to jest obrzydliweee. - jęknął młody libero.

- Ale co jest obrzydliwe? - nie zrozumiał Buszu.

- Seks jest obrzydliwy. - skrzywił się.

- Serio? - jęknął Wojtaszek.

- No. Fuj. Ja na szczęście nie miałem z tym jeszcze do czynienia. - uśmiechnął się.

- Jesteś prawiczkiem w wieku ponad dwudziestu lat?! - wrzasnął atakujący Skry.

- Kim jestem? Prawniczkiem? Niee, ja jestem siatkarzem. - odpowiedział, a wszyscy przybili sobie po facepalm'ie.

- Prawiczkiem, debilu, nie prawniczkiem. - westchnął Igła i pokręcił głową z niedowierzaniem.

- A to w takim razie nie wiem, co to znaczy. - zwiesił głowę.

- Dobla, Zatol, odpuść... Wiemy, że dla Twojego mózgu nie ma już latunku. - Rafał zaczął klepać go po głowie.

- Ej, słuchajcie mnie teraz. - zaczął Krzyś. - Ale cicho, dobra? Postanowiłem jakoś dosrać mu za te dzikie wrzaski w nocy. - zaśmiał się.

- I co zrobiłeś? - zainteresował się Mario.

- Zgłosiłem jego kandydaturę do tego konkursu na Mistera Plus Ligi. Co niby każda drużyna miała wybrać swojego przedstawiciela. - objaśnił.

- Ooo fuck. On o tym wie? - Wojtaszek wyglądał na wyjątkowo rozbawionego tą informacją.

- Nie. Może to i lepiej. - stwierdził Ignaczak.

- Dlaczego? - zapytał Wiśnia.

- Bo tam trzeba będzie sobie zrobić parę sesji. - wyjaśnił.

- E, łatwizna. - machnął ręką Bociek.

- No pewnie. Zwłaszcza, że jedna ma być nago. - zarechotał Igła.

- Ahahahahahahahahahahahahahahah, no to żeś go jednak wkopał konkretnie. - Łomacz kwikał jak postrzelony.

- A wiadomo, kto ma pozować z innych dlużyn? - spytał Rafał.

- Nie. - odpowiedział Krzysiek.

- A co, pospuszczałbyś się? - prychnął Bociuś.

- Pewnie... że nie. - westchnął Buszek.

- Ja bym się pospuszczał! - wrzasnął Gregor. - No co się tak patrzycie? Jakby kalendarz z tego zrobiono, to bym go sobie w przedpokoju powiesił. No wiecie, taki fap - kalendarz, ślicznie by u mnie w domu wyglądał.

- Tylko co by powiedzieli goście, jakby ktoś Cię odwiedził? - zapytał Wlazły.

- Pfef, nie spodziewam się żadnych odwiedzin. - fuknął rozgrywający.

- Trzeba się spodziewać niespodziewanego. - usłyszeli bardzo charakterystyczny głos pewnego środkowego.

- Ooo, cześć, właśnie sobie o Tobie mówiliśmy. - zaśmiał się Buszu.

- Znowu mnie obgadywaliście? - jęknął. - Serio nie macie już co robić?

- No. Nie mamy. - zaśmiał się Krzychu. - O, cześć, Aniu. - uśmiechnął się w stronę Chmury, która także właśnie zjawiła się na stołówce.

- Kurwa, było Was słychać w nocy w całym ośrodku... - wyjęczał Drzyzga i złapał się za głowę. Najwyraźniej trochę go bolała.

- A chuj Ci w kanalizę. Ja nigdy nie podsłuchiwałem, jak sobie sprowadzałeś panienki do walenia. - żachnął się Cichy.

- Ale ja Was nie podsłuchiwałem! Wasze jebanie się było po prostu słychać, czy się tego chciało, czy też nie. - warknął wkurwiony rozgrywający.

- A w sumie, to co się stało, że wczoraj było aż tak głośno? Znaczy, wiecie, ja Was słyszę już nie pierwszą noc, no bo mam przecież, Pit, pokój obok Ciebie, ale do tej pory tacy głośni to nie byliście... A przecież byliście dzisiaj u niej w pokoju. - powiedział Wiśnia.
Piotrek i Anka spojrzeli sobie w oczy. Uśmiechnęli się do siebie, po czym spotli ze sobą swoje dłonie.

- Ooooo! - krzyknął Igła, który jako pierwszy to zauważył. - Gratuluję! - uśmiechnął się. Wszyscy obecni w tym momencie na korytarzu zaczęli wiwatować i bić brawo.

- Dziękujemy. - odpowiedziała Ania.

- No to teraz możesz jechać ją na legalu! - wypalił Łomacz, a Cichy przybił sobie facepalm'a. Po chwili to samo zrobili pozostali siatkarze. Anka tymczasem delikatnie się zarumieniła.

- Cśś, spokojnie, kochanie. Wiesz, że Gregor to idiota. - wyszczerzył się do niej i pocałował ją w policzek.

- Wiem, skarbie. - odwzajemniła buziaka, po czym oboje zasmakowali nawzajem swoich ust.

- Jak słodko się zrobiło. - westchnął Ignaczak.

- Aż za słodko. - prychnął Fabian.

- Jak Ci coś nie pasuje, to możesz wyjść. - stwierdził Wiśniewski.

- Nie no, wszystko gra. Po prostu, no wiecie...

- Wiemy. - stwierdził Bociek. - Głupio Ci patrzeć na cmokającą się parkę, bo sam nie masz drugiej połówki.

- No... - westchnął.

- Spokojnie, Fabian. Ja do wczoraj też nie miałem. - zaśmiał się Piter.

- Oooo, no to widzę, że to jest baldzo świeża splawa. - uśmiechnął się Buszek.

- Bardzo świeża. - przytaknął i uśmiechnął się szeroko.

- Nie spieprz tego. Chyba jedenasty raz nie chcesz cierpieć. - wypalił Mario.

- Spokojnie. Nie jestem taka, jak jego byłe. - wtrąciła się Chmura.

- Każda laska tak mówi. - Fabio przewrócił oczami.

- To uwierz, że ona naprawdę jest inna. - westchnął Cichy. - Ja w to wierzę.

- Wiara jeziora przenosi. Czy jakoś tak podobnie to leciało. - rzekł Zator.
No, brzmiało to troszeczkę inaczej... Pawełek mógł się tego domyślić, bo wszyscy pozostali zaczęli zgonować na podłodze. Nawet Anka ledwo co utrzymała się na nogach, i gdyby Pit nie złapał jej w odpowiednim momencie, runęłaby jak długa. Skoro więc ją chwycił, glebnęli się oboje. Nowakowski na podłogę, a Chmura - na niego. A że znaleźli się chyba w swojej ulubionej pozycji, takiej, w jakiej spędzali wspólnie najwięcej czasu, nie przejmowali się już tym, że ktoś ich widzi. Po prostu, cały czas leżąc na podłodze, obok stołu, zaczęli się namiętnie całować.
Nie trwało to zbyt długo, bo po chwili w tymże właśnie miejscu przechodził Mikuś. Nie patrzył pod nogi, toteż nie zauważył pary leżącej w miłosnych objęciach, potknął się o nią i wyrżnął na podłogę obok nich.

- Mooja duupa. - jęknął.

- Chyba raczej Pitera. - wypalił Łomacz, a wszyscy przywalili sobie po facepalm'ie. Oprócz Zatorskiego, bo nie zaczaił, o co chodziło.

- Skoro o Piterze mowa, mam coś ciekawego... - rzekł Mateusz i wręczył środkowemu gazetę. Kolejną, w ciągu ostatnich dni. Znowu z nim na okładce...

- CO TO KURWA MA BYĆ?! - wybuchnął nagle niczym wulkan. - CO TO ZA ZAKŁAMANA ŚWINIA?! WCALE NIE ODMAWIAŁEM MU KOMENTARZA!

- Zmyślił wszystko? - spytał Igła.

- Powiedziałem mu tylko, że wolałbym się z nim gdzieś spotkać i wtedy mu to opowiedzieć. Że nie chcę przez telefon, bo to jest za długa historia. - przewrócił oczami.

- Weź mu to wytłumacz. I umów się z nim na lozmowę i wtedy mu wszystko powiedz... - westchnął Buszu.

- Chyba będę musiał tak zrobić. - pokręcił głową.

- Ej, Piotrek, mogę mieć pytanie? - oho, Zator przemawia.

- No. - machnął ręką.

- Jakich komplementów używa się w stosunku do kobiet? - wypalił.

- Serio chcesz to wiedzieć? - westchnął. Mrugnął do kolegów, że powie teraz coś, co będzie idealnie pasować do inteligencji Zatora. Żeby reszta nie brała tych słów na poważnie.

- Tak. - uśmiechnął się oszczędnie owłosiony libero.

- Cześć mała, jesteś taka mrau, że zaraz Cię będę brał. - zrymował i głośno się zaśmiał, podobnie z resztą jak wszyscy pozostali. Wszyscy, oprócz Zatiego, oczywiście, bo on to wziął zupełnie na serio.

- Okej, dzięki. - stwierdził.

- Chodź, kochanie, idziemy. - Pit zwrócił się do Anki i popatrzył z politowaniem na byłego zawodnika Skry. Splótł z dziewczyną swoje dłonie i wolnym krokiem opuścili stołówkę.

 -------------------------------------------------------------------------------------------

Szedł właśnie korytarzem, gdy zobaczył stojące pod ścianą dwie osoby. Natychmiast ich rozpoznał. Postanowił zaczaić się za "skrętem" w tenże korytarz, zerkając ukradkiem na to, co oni wyprawiają. No i ma, czego chciał. Zobaczył to, o czym został wcześniej powiadomiony. Psycholożka jego kadry została właśnie "przyszpilona" do ściany przez pewnego, nieco wyrośniętego chłopaczka. Szybko rozpoznał, kim on jest. Był to oczywiście nie kto inny, jak jeden z zawodników jego reprezentacji... Po chwili miał już pewność, że między tą dwójką coś zaiskrzyło, i to bardzo. Bez powodu nie zaczęli by się bowiem czule obejmować i całować na korytarzu, gdzie może ich zobaczyć praktycznie każdy. Skoro już nie ukrywali się ze swoimi uczuciami, to znaczy, że jest to coś poważnego. Trzeba będzie z nimi pogadać, żeby się dowiedzieć, co tak konkretnie między nimi jest... I przede wszystkim, czy taki romans w drużynie nie popsuje panującej w niej atmosfery. Chociaż wygląda na to, że już popsuł, skoro Kubiak cały czas chodzi nadąsany, a Bartman leży pobity w szpitalu... Problem więc jest. O ile Zbychu ostatnimi czasy nie zachwycał formą i zazwyczaj grał na treningach w tym "słabszym" składzie, o tyle Dziku na boisku radził sobie całkiem dobrze, i naprawdę szkoda, że się obraził na cały świat i już trzeci dzień z rzędu odmawia treningu... Trzeba będzie mu dowalić jakąś karę, i to taką, że raz na zawsze zrezygnuje z odwalania takich numerów.
A nie był to jedyny problem, jaki dręczył Stefana. Cały czas oczekiwał bowiem na decyzję władz komisji dyscyplinarnej... Niestety, przecieki, jakie do niego docierały nie wróżyły zbyt dobrze. Mówiły o tym, że za swoje zachowanie, Nowakowski może zostać zawieszony nawet na pięć spotkań reprezentacji. A żeby tego było mało, Kosok też miał sobie odpocząć od grania. W jego przypadku mówiło się jednak o dwóch, najwyżej trzech meczach. Żadne z tych wykluczeń nie cieszyło Antigi. Jeden z chłopaków był przecież absolutnym pewniakiem do gry na swojej pozycji, spośród kadry był na środku najlepszy. Drugi był trzecim, bądź czwartym w hierarchii środkowych, co nie zmienia faktu, że Stefan uważał go za bardzo wartościowego rezerwowego, dobrego zmiennika. Możliwe, że niedługo nie będzie mógł skorzystać z żadnego z nich. O tym też będzie musiał porozmawiać z każdym z nich. A skoro już na jednego natrafił, to zapyta się go o te dwie sprawy. Zobaczymy, co mu powie...

- Prze...praszam, że pszeszkadżam, alee... chczjałbym pogadacz. - odchrząknął, a kochasie natychmiast oderwali się od siebie.

- Tto nnie ttak jjak myślisz, Stefan. - jąkał się Nowakowski.

- A niby jak? - spytał. - Piter, ja wjem, jak jezd. Wjem, że szje pjerdoliczje po nocze. Ja to wjem. Czosz jezd miendży wy?
Anka spojrzała Piotrkowi prosto w oczy. Ten tylko skinął głową.

- Stefan, bo my... No, zaiskrzyło trochę między nami. - zaczęła.

- Żaiszkrzyło? - powtórzył.

- Tak. Na tyle, że... jesteśmy parą. - wyszeptała. Bała się, jak Antiga na to zareaguje.

- Aha. Wjencz to dlatego tak wtedy żareagowałesz nerwowo, w ta szytuaczja ż Żibi... - zwrócił się do Cichego. - Tak szje żdenerwowałesz, bo krencziłesz z Anja. A on jej robił krzywda.

- Faktycznie, gdybym nie podkochiwał się w Ance, zapewne aż tak nerwowo bym nie zareagował. Znaczy, może w ryj by dostał, i tylko tyle. Wątpię, żebym nim wtedy rzucał po podłodze. - przewrócił oczami.

- Czy chłopcze wjedżom, że wy bycz rażem? - zapytał.

- Kilku wie. - odpowiedziała Chmura.

- A reszta dowie się w najbliższym czasie. - dodał środkowy.

- I wszysztko szje szkłada w logiczna czałoszcz. - stwierdził Stefan.

- To znaczy? - Pit chyba nie do końca zrozumiał, co Francuz miał na myśli.

- To znaczy, że pobiczje Żibi i Twój romansz ż Anja ma tom samom pszyczyne. A już szje bałem, że czosz szje z Tobom dżjeje. Bo szje tyle problemy ż Tobom żwiążane ształo.

- Wiem, że ostatnio do najgrzeczniejszych nie należałem... - westchnął. - Ale pragnę Cię powiadomić, że nie zmieniłem się. Tylko się zakochałem. Tyle.

- Czyli nje mam czo szje martwicz o Czjebje? - spytał.

- Nie. Wszystko jest w porządku.

______________________________________________________


/ Tak więc z Piterem wszystko jest w porządku i Stefan nie ma co się o niego martwić. Chłopak po prostu się zakochał, i stąd wynikało jego dziwaczne zachowanie w ostatnim czasie. Bronił swojej ukochanej przed krzywdą, jaka mogła jej się stać...

Część kadry wie już o nowej parze na zgrupowaniu, większość jednak nie. Grupa, która spotkała się na stołówce w celu pogadania ze sobą, przyjęła tą wiadomość dość entuzjastycznie. Jak zareagują inni?

Co wyniknie z medialnej afery wokół Cichego? Czy jego twarz będzie zdobić okładki kolejnych gazet? Czy dogada się z dziennikarzami?
Jaka będzie decyzja komisji dyscyplinarnej? Na ile spotkań kadry zawieszą obu środkowych? Czy uwzględnią to, dlaczego Kosa i Pit pobili Zibiego, czy też wezmą pod uwagę jedynie fakt, czyli pobicie, bez żadnych tłumaczeń, okoliczności łagodzących, "ludzkiego" spojrzenia na sprawę?...


Bardzo proszę, jeśli przeczytasz ten rozdział - skomentuj go. Chcę wiedzieć, ile osób czyta moje wypociny. Masz jakieś uwagi? Napisz to, to wy pomagacie mi w tworzeniu tego opowiadania, wasze rady są naprawdę cenne.
Napisanie choćby dwóch słów "fajny rozdział" albo jednego "beznadzieja" nie jest trudne, a mi to naprawdę pomoże... :)

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam Łysego Terrorystę! Jestem chyba jego fanką numer jeden <3

    Stefan zareagował na to wszystko bardzo... spokojnie i z dystansem. Prędzej bym się afery i zwolnienia Anki spodziewała. Ale dobrze dla naszych króliczków, które to radośnie obnoszą się po spalskim ośrodku ze swoją kwitnącą miłością <3

    Ja tam chętnie bym zabiła własnymi drobnymi rączkami tego dziennikarzynę. Nieeeee. Ja myślę, że jednak komisja dyscyplinarna weźmie pod uwagę tzw. "czynnik ludzki" i Kosoczek wraz z Piterem nie poniosą kary. Zresztą, jak można ukarać Piotrusia? Przecież to na takie niewinne i zagubione wygląda :D

    Według mnie reszta kadry zareaguje podobnie, czyli pozytywnie. Tylko martwi mnie Kubiaczek. Dziku, wyluzuj. Jeśli chcesz, to przyniosę Ci kosz żołędzi :D

    Kooocham <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stefan jest zbyt spokojnym człowiekiem, żeby miał robić jakieś afery i zwalniać Ankę. :D A poza tym musiał ją chyba polubić, skoro nawet nie pomyślał o tym, żeby ją wywalić.
      Króliczki <3

      No Piotrusia nie można ukarać. :D Chyba że klapsem. Na gołą dupencję. *_*
      Taki żarcik. Ale Kosoczka też nie można przecież ukarać, przecież to takie drugie niewinne i zagubione. :D

      Coś czuję, że Dziku bardzo chętnie by przyjął ten kosz żołędzi. :D

      Ja też kocham. <3

      Usuń
  2. Albo mi się wydaje, albo rozdział jakiś krótszy. Albo za szybko czytam xD
    Ach Stefan i jego akcent *.* Jesteście, czekałam :D Antiga w swoim stylu czyli spooookój i peełny luz xD
    Jak zwykle mądra rozmowa chłopaków na stołówce mnie rozwaliła xD A Gregror to już kompletna masakra.Bardzo mądrze tak otwierać cole. W sunie ja tak czasem rovie więc to nie jest ani trochę mądre.
    Do dupy ten komentarz, przepraszam, ale wizja, że mam się uczyć z niemieckiego jeszcze dzisiaj po tym meczu Skry (*.*) mnie dołuje :(
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie trochę krótszy, ale i tak jest długi. :D

      Gregor stara się inteligencją dorównać Zatorowi. W sumie, to ta historia jest z życia wzięta, ja tak kiedyś otwierałam Pepsi, skutek taki sam. :D

      Jezu, współczuję tego szwabskiego xdd

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  3. Z Bieleckiego taki trochę przyczajony tygrys :P Niby do tej pory wycofany, ale jak widać, postanowił wyjść z ukrycia w dogodnym momencie i nakłonić Stefana do "przetestowania" Pita :P Swoją drogą, szkoda, że Recydywisty nie ma już w sztabie szkoleniowym reprezentacji.
    Stefan, jak ty się wyrażasz o relacji Anki i Pita?! Oni się kochają, a nie... wiesz co :P
    Tak w ogóle to myślę sobie, że chyba jednak nasze zakochańce będą musiały nieco spuścić z tonu, bo hałasy, których są przyczyną mogą nieco irytować niektórych kadrowiczów, zwłaszcza tych, którzy odczuwają frustrację z powodu bycia singlami ;)
    Ech, te szmatławce... Nic tylko wietrzą sensację i szukają okazji, by zmieszać człowieka z błotem.
    Niee, ja się na żadne zawieszenia nie zgadzam! Oni działali w słusznej sprawie. Zresztą, kto na miejscu Cichego nie stłukłby na kwaśne jabłko jakiegokolwiek gwałciciela?
    Zati... *strzela facepalm'a wraz z resztą siatkarzy*
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olek Recydywista po prostu zobaczył coś, co mu się nie spodobało, więc poleciał na skargę do Stefana. :D No szkoda, że już go nie ma w kadrze. :(
      Stefan chyba jednak troszeczkę się wkurzył, jak usłyszał tego niusa, więc stąd takie, a nie inne słowa. :D A na pewno był baardzo zdziwiony.

      Misie się nie przejmują tym, że hałasują. :D I dobrze, kochać się trzeba. :D [cytując jednego z komentatorów kopanej w naszej przaśnej lidze]

      Szmatławce zawsze takie były, są, i będą. ;) Piszą byle co, nawet, jeśli nie jest to prawdą. :D
      Na decyzję o zawieszeniu (bądź nie), naszych środkowych, przyjdzie jeszcze parę rozdziałów poczekać. ;)

      Ja też pozdrawiam. :*

      Usuń
  4. Matko, no po prostu świetny :)
    Siatkarz też ludź, musi sobie trochu ponarzekać :D
    Taa, bardzo mądrze jest tak otwierać colę xD Ostatnio też tak zrobiłam, i mi dywan ochlapało wszędzie była cola XD
    Jejciu, jacy oni są słitaśni <3
    Stefan nawet dobrze przyjął tą wiadomość z Anią i Piotrkiem, gorzej by było, gdyby faktycznie wyrzuciłby Ankę na bruk.
    Pozdrawiam i czekam na następny :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słitaśni to oni dopiero będą. :D Już niedługo pierwszy taki totalnie przeuroczy opis. Tak przeuroczy, że będzie można rzygać tęczą. xd

      Stefan by jej nie wyrzucił. Nie ma szans. :D Może ktoś inny tak, ale to jest Stefan, on czegoś takiego nie zrobi. ;)

      Ja też pozdrawiam. :*
      A następny być może jutro.
      Jeśli Sovia wygra. :P

      Usuń